17.10.2013

Cierpki smak iluzji


Dwa dni temu, wracając z miasta, kupiłam sobie „Anonse” (jak zawsze w złudnej nadziei, że znajdę jakąś sensowną ofertę pracy). Już na przystanku moją uwagę przykuło jedno ogłoszenie. Dział: „Edukacja”, poddział: „usługi”. Jeden z nagłówków głosi: „Pisanie prac dyplom.” Czytam i oczom nie wierzę:
PISANIE, opracowanie kompletne tekstów. Pisanie prac od podstaw: magisterskie, licencjackie, inżynierskie. Szybko i solidnie. Mamy wieloletnie doświadczenie uniwersyteckie na UJ. Realizujemy całościowe zamówienie tematu ze zbiorem potrzebnych materiałów naukowych do pracy. LUBLIN (telefon, mail)

Takich anonsów jest co najmniej ze dwadzieścia. Prosto z mostu, bez jakichkolwiek eufemizmów typu „pomoc przy...” Po prostu piszą za ciebie. Na dowolny temat. Wystarczy zapłacić.

Zachodzę w głowę, jak to możliwe, że takie usługi są legalne. A może nikogo to już nie obchodzi?

Staram się przypomnieć sobie, jak to było osiem lat temu, kiedy sama kończyłam studia. Nie jest to łatwe; natychmiast po obronie pracy magisterskiej mój umysł zaczął usilnie pracować nad wymazaniem tych lat z pamięci. I chyba się udało, gdyż okres ten jawi mi się niczym zły sen, z którego wybudziłam się po pięciu latach śpiączki. Nie oszukujmy się, anglistyka nie była dobrym wyborem. A może nie było dobrego wyboru? Może należało się wyuczyć konkretnego fachu, zaś przygodę z uczelnią zacząć kilka, kilkanaście lat później?

Tylko że wówczas stałabym się pariasem. Córka profesora, całkiem niezła z języków – i tylko średnie wykształcenie. Zgroza. A że po studiach musiałam dobijać się o pracę, że pierwsze posady w szkole rozwaliły mnie psychicznie, a pieniędzmi można było podetrzeć sobie dupę – to już nieważne. Miałam dyplom, umiejscawiający mnie na wyższym szczeblu hierarchii społecznej.

Tak samo myśli pewnie większość młodych – i bardzo wiele starszych – osób. Bez wyższego wykształcenia jesteś nikim.

Stąd te ogłoszenia.

27 komentarzy:

  1. teoretycznie pewnym rozwiązaniem może być solidny magiel delikwenta podczas obrony takiej pracy, wtedy raczej wylezie, czy pacjent się w ogóle orientuje w temacie, czy nie... okazuje się jednak, że pojawiły się już pomysły, by z procedury obrony w ogóle zrezygnować... gdy się o tym dowiedziałem, skomentowałem ironicznie, że może od razu po urodzeniu nadawać dziecku tytuł naukowy /najlepiej profesorski/?... i temat z głowy... a budynki akademickie przerobić na... no właśnie, na co?...
    próba odpowiedzi na to pytanie nie ma sensu, bo i tak zostaną przeznaczone na więzienia, kościoły, fast foody i galerie /nie sztuki rzecz jasna, lecz handlowe/...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, co ja bym zrobiła: usunęła maturę i przywróciła egzaminy na studia.

      Usuń
  2. Na temat poziomu studiów obecnych nie chcę się już wypowiadać.bo nie chcę się denerwować.Jeszcze niedawno uważałam,że przynajmniej na medycynie,psychologii,czasem prawie (na lepszych uczelniach) jest jeszcze względnie dobry,niestety życie w zastraszającym tempie weryfikuje ten pogląd.Tak więc sam dyplom niczego nie załatwia,nigdzie nie osadza.Ilość w żadnym razie nie przechodzi w jakość.co do wyborów-cóż,podobnie jak Ty,jak moje dziecko miałam drogę oczywistą-studia.Z podobnych przyczyn.Tyle,że moje studia dają zawód niejako automatem,mojego dziecka trochę mniej automatem.Dlaczego oczywistą ?-cóż,jesteśmy nieco(być może to snobizm i błędne myślenie) skazani na taka drogę,gdyż zdrowo ,naturalnie jest ,że nie osiąga się mniej niż rodzice,oczywiście pod warunkiem .że ma się predyspozycje intelektualne a nie na siłę.Tak więc niektórzy nie mają wyboru(oczywiście,przesadzam) .Dziwię się jednak tym,którzy nie muszą się ścigać z rodzicami a wolą nic nie wart dyplom bez zawodu niż dobry zawód bez dyplomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @An-Ka...
      za peerelu wielu facetów szło na studia, by uniknąć wojska, które nie miało nic wspólnego z "męską przygodą", było jedynie pralnią mózgów przez system... niemniej jednak pamiętam kolegę jeszcze ze szkoły, który mi tłumaczył przy piwie swoje motywacje /cytuję/:
      "pieprzę te całe studia, bo wojsko załatwiłem już sobie przez bufet, a potem i tak idę na swój biznes, chcę mieć tylko 'mgr' przed nazwiskiem, bo to mi wiele załatwi"...
      czyli wynika z tego, że choć w temacie studiów sporo się obecnie zmieniło na poziomie detali, to na poziomie ogólnym niewiele...
      nadal wychodzi na to, że tytuł naukowy wcale nie oznacza, że ktoś się na danej dziedzinie zna, lecz tylko to, że miał tyle sprytu, by się przez sito przecisnąć... nie powiem, spryt sam w sobie jest cechą bardzo pozytywną, ale co mi po sprytnym magistrze inżynierze, skoro nadal nie wiem, czy zbudowany przez niego dziś dom jutro się nie zawali?...
      wychodzi na to, że tytuły nadal gówno znaczą, liczy się fama u ludzi... i tak to jest... gdy zatrudniam fachowca do remontu pralki, to nie interesują mnie jego papiery, ale to czy potrafi naprawić pralkę, a tego się dowiem tylko od jego wcześniejszych klientów... albo zaryzykuję i zaufam gorliwemu świeżakowi, który jeszcze nie nauczył się przekrętów /ale to już jest inna baja/...
      pozdrawiać :D...

      Usuń
    2. Wszystko się zgadza,tyle,że w czasach PRL nie było tak ogromnej ilości uczelni ,pseudouczelni.Miejsca na studiach były zncznie ograniczone,.zdawało się egzaminy wstępne i poza pojedynczymi przypadkami jakiejś patologii jednak dostawali się ludzie intelektualnie przebrani.Poza tym jednak ci "gorsi" mieli ambicję równania w górę,nie w dół,naśladowali itd.Dziś może dostać się każdy,dosłownie każdy.I nie wylatuje się ze studiów,więc każdy leniwy osioł może te studia skończyć nie robiąc prawie nic poza płaceniem:(.Niestety mam wątpliwą przyjemność codziennego od trzynastu lat obcowania ze studentami wszelkich kierunków i z pełną odpowiedzialnością twierdzę,że gros z nich powinno zakończyć edukację na zasadniczej szkole zawodowej.Być może są w stanie wyuczyć się na pamieć formułek i przystosować do życia zawodowego niemniej na poziomie rozumienia,konwersacji są przerażający.Do tego dochodzi mega brak kultury,upiorna polszczyzna ,zadęcie,przekonanie o własnej wyjątkowości i pospolite cwaniactwo.Wyjątki oczywiście są ...

      Usuń
    3. PS.trudno zresztą za ten stan rzeczy winić ludzi mlodych.Łapią okazję,grają tak,jak im się pozwala.a nikt poprzeczki im nie ustawia wyżej,bo wtedy różni pseudo-naukowcy potraciliby miejsca prac -podstawowe czy dodatkowe.I tak się to paskudnie kręci

      Usuń
    4. "Wszystko się zgadza,tyle,że w czasach PRL nie było tak ogromnej ilości uczelni ,pseudouczelni"

      Wychodzi na to,że ja mam lepsza pamięć:

      "Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera"

      O WUML-ach,Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR przy Komitecie Centralnym PZPR - kuźnia kadr partyjnych,itp.,itd..
      Niedouczone "magistry" zostawali profesorami.Uczą zresztą do dzisiaj i produkują następnych "magistrów".
      I tu jest odpowiedź dla Kiry,która stara się

      "przypomnieć sobie, jak to było osiem lat temu".

      Wszystko zaczęło się dużo wcześniej.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Mędrku-masz rację ,ale jest to racja cząstkowa.Nigdy chyba nikt wymienionych przez Ciebie uczelni nie traktował na jednych prawach z innymi-uniwersytetami,politechnikami itd.To były szkoły stricte polityczne,powiązane z aparatem,w przeciwieństwie do dzisiejszych ,ktore mam na mysli.Zawsze abslowentów tych uczelni traktowano inaczej,szacunkiem nie byli darzeni.No i liczebność tych szkół była nieporównywalnie inna.

      Usuń
    6. PS. a z politycznych (czy raczej upolitycznionych)-WAM był na naprawdę dobrym poziomie.Nie wiem,jak pozostałe szkoły wojskowe,np WAT,bo to nie moja dziedzina ,nie mam też nikogo powiązanego

      Usuń
    7. "Nigdy chyba nikt wymienionych przez Ciebie uczelni nie traktował na jednych prawach z innymi-uniwersytetami,politechnikami "

      To fakt.Ale faktem jest także,że prof.Balcerowicz,twórca tzw."transformacji ustrojowej",do dzisiaj prze niektórych uznawany jest za autorytet.A prawdopodobnie wiesz,na jakiej "uczelni" i co wykładał.

      Usuń
    8. Wiem,-pecunia non olet ? (przynajmniej niektórym ,jak widać )ale nie wiem,na jakiej się kształcił.Nie ma między nami sprzeczności,moja ocena tych szkół jest taka jak Twoja a moje porównania dotyczą,jak napisałam ,szkół pozapartyjnych.

      Usuń
    9. Problem jednak w tym,że te "uczelnie" pozapartyjne "wykształciły" tego badziewia sporo.Nikt dokładnie nie wie,ile ich zadekowało się na w miarę porządnych uczelniach.
      Ja tak ten problem widzę,co oczywiście to nie jest jedyny powód obecnej degrengolady.
      Z jednym także się z tobą zgodzę.
      "Trudno zresztą za ten stan rzeczy winić ludzi młodych....itd'
      Pozdrawiam.

      Usuń
    10. Zapomnieliście o niżu demograficznym. To jeden z powodów, dla których ani szkoły, ani uczelnie nie chcą się pozbywać kiepskich uczniów/studentów.

      Usuń
    11. @mędrek- to,o czym piszesz dotyczy określonych nauk i kierunków studiów-ekonomii,politologii,socjologii i pokrewnych.Pełna zgoda.Natomiast pauperyzacja intelektualna dotyczy absolutnie każdego kierunku.Trudno mi znaleźć jako przyczyne upadku np. germanistyki ,medycyny,architektury itp. w kadrach WUML-owskich

      Usuń
    12. @Mędrek...
      poznałem UW /matematyka/, tam się grało w karty i ćpało piwo... poznałem SGPiS /obecnie SGH/, tam się bzykało panienki /głównie z wydziału HW/...
      politycznie to były różne bajki... UW było antysystemowe, SGPiS była pro /tam próbowano mnie skaptować do jakiegoś związku chuj wie czego i od razu się dowiedziałem, że nie chodzi o idee, ale o kasę/...
      nie sposób porównywać różne uczelnie, tak wtedy, jak i teraz...

      Usuń
  3. W jakiejś dyskusji przeczytałam ,ze korzystający z najemnika piszącego prace jest jednostką pozytywną ,bo dowodzi swojej przedsiębiorczosci.Osobom krytykującym tę postawę zadano pytanie "a skąd wiecie,DLACZEGO nie pisze sam,moze ma malo czasu,moze robi coś innego" .Pytający wyraźnie mial problem z definicją studiów,pracy,uczciwości,ale co najgorsze-ni był odosobniony :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadczy to o całkowitym lekceważeniu studiów. Są czymś, co trzeba odbębnić, żeby otrzymać papierek. A że tym papierkiem można sobie potem tyłek podetrzeć, to już nikogo nie obchodzi.

      Usuń
    2. " A że tym papierkiem można sobie potem tyłek podetrzeć" - nie wiem jak teraz ale kiedys dyplomy magisterskie (oryginaly) byly w dosc sztywnej okladce wykluczajacej opisane powyzej przez Szacowna Kire zastosowanie... .

      Na latawce tez za ciezkie... .

      W sumie szkoda sobie zaprzatac glowa czyms takim ;)

      Usuń
  4. Hm.... znajomy skonczyl studia. Nie mogl znalezc pracy. znalazl na produkcji w zakladzie miesnym....w podaniu naopisal, ze skonczyl LO. I na co mu te studia? Dla samej satysfakcji, ze je ma?

    W chinach zas mgr. kelneruja, sprzedaja buty w sklepach obuwniczych...mgr teraz jak psow. cos na zasadzie technika kiedys. >Czyli nie robmy wielkiego halo z tymi dyplomami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Pani Aniu! Studia warto zrobic dla poszerzenia horyzontow. Dzis w Polsce nawet ukonczenie studiow inzynierskich nie gwarantuje znalezienie dobrze platnej pracy (i nie ma co sie dziwic, skoro wiekszosc polskiego przemyslu zlikwidowano, to kto niby ma inzynierow zatrudniac?!?)

      Najwazniejsze, zeby zdobycie dyplomu w zyciu nie przeszkadzalo :)

      Usuń
  5. Z pewnością nie ma sensu robienia tego halo.Znam wielu ludzi bez dyplomów wyższej uczelni bijących na głowę intelektem i kulturą wielu magistrów.a dyplom weryfikuje zycie,inaczej jest papierkiem bez pokrycia

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem jak teraz takie przewałki są możliwe, ale mogę się domyślać. Wszystko zaczęło się od tzw. prezentacji maturalnych, które dość szybko po ich wprowadzeniu można było kupić za nieduże pieniądze. Stąd już tylko krok do prac licencjackich, inżynierskich itp.

    Kiedy pisałem swoją pracę dyplomową (na politechnice) co najmniej raz w tygodniu musiałem być u promotora i zdawać relację z postępów, przynosić kolejne rozdziały, pokazywać jak poradziłem sobie z wprowadzonymi wcześniej poprawkami itp. Do tego częścią pracy był program komputerowy, więc szło to dość opornie, bo profesor był z epoki raczej przedkomputerowej i używał jedynie ChiWritera (ktoś jeszcze pamięta taki edytor?), podczas kiedy ja śmigałem już pracę w WordPerfect.

    Z faktu, że ów człek działał w różnych komisjach, stowarzyszeniach i często jeździł za granicę musiałem się bronić pół roku później niż chciałem, bo wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik i nie puściłby faceta z mgr inż. nie będąc pewnym, że student nie przyniesie mu później wstydu.

    Dziś nauczyciel akademicki pracuje często na kilku uczelniach, ma dziesiątki, jak nie setki magistrantów i czasem nawet nie tylko nie pamięta ich nazwisk, ale nawet nie kojarzy ich z widzenia.

    Dalej zdziwienie skąd zapotrzebowanie na gotowce?

    Czy wyższe wykształcenie coś daje? Niektórym tak, innym nie. Daje tym, którzy uczyli się dla papierka. Przynajmniej nie mają jakiejś nerwicy. Tym, którzy poszli studiować dla wiedzy czasami pomaga, kiedy muszą umiejscowić się w jakiejś strukturze, czy zakładzie pracy. Mnie się literki przydały tylko kilka razy, bo w większości zatrudniany byłem w oparciu o kompetencje. Czasem byłem pytany o wykształcenie, choć pewnie czasem nie byłem, bo rozmówcy wydawało się to naturalne.

    Tak jak się mówi, że (sorry) "z gówna bata nie ukręcisz" tak nie każdy może być lekarzem, inżynierem czy rzeźbiarzem. Ze mnie też byłby kiepski lekarz czy kompozytor. I jedyne co mnie w systemie edukacji wkurza to fakt, że usiłuje się przytoczonemu powiedzeniu zaprzeczyć, nie bacząc na przyszłe skutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój ojciec -kompletnie apolityczna dziedzina- miał masę magistrantow,doktorantów,recenzowal wiele prac.Pamiętam z jaką pieczołowitością do tego podchodził,jak wiele wymagał-od swoich podopiecznych a także i od siebie.Gdy miałam wahnięcie,czy robic doktorat (nie pracując naukowo,ot,kwiatek do kożucha i wabik dla pacjentow) powiedział mi dosadnie-"nie pracujesz naukowo,więc to będzie praca dla tytułu ,co kłóci się z zasadą pracy doktorskiej.Oczywiscie,jestes nie gorsza od rzeszy doktorantów więc zrobisz to bez większego wysiłku i obronisz się.Pamietaj jednak,że te quasi -naukową prackę będziesz firmować własnym nazwiskiem.Zastanów się,czy twoja godność na tym nie ucierpi".Odstapilam od zamiaru,poświecając się kolejnym specjalizacjom,bo to ma przelożenie na rzeczywistą wiedzę i kompetencje zawodowe.Kilka osób się dziwilo,kilka mi wręcz parsknęło w nos.A ja ? patrzę w lustro i jedyne ,co mi się nie podoba to przybywające zmarszczki,ale z nimi można zyc.

      Usuń
    2. Moj Mistrz (podobnie jak Szacowny Rodzic Drogie Pani Anodykatody) mial setki magistrantow oraz dziesiatki doktorantow i jednoczesnie swietnie sie orientowal, w ktorym momencie dany "delikwent" pisania pracy byl... .

      Pierwszy rozdzial "splywal krwia" (wsrod piszacych u Mistrza funkcjonowalo pojecie "kosy S..."/tu padalo jego nazwisko/, ktora z reszta dostal byl z okazji bodajrze 50-ki ;)

      A zmarszczki (szczegolnie tzw. "kurze lapki") moga dodawac uroku kobiecie ;) A na pewno sa dowodem na jej wesole usposobienie... .

      Usuń
  7. U mnie by to nie przeszło. Musiałam chodzić na seminarium magisterskie, spowiadać się promotorce z każdego podrozdziału. No i obrona była solidna. Nie udałoby się przejść komuś kto się nie nauczył tej pracy na pamięć łącznie ze źródłami. A ogłoszenie nie jest chyba zgodne z prawem. Ułatwianie poświadczenia nieprawdy nie jest chyba legalne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam. ;)

      Usuń
    2. Missjonash - moja promotorka również zastosowała tego typu nadzór nad pisanymi pracami. Pomimo tego, jedna dziewczyna posługiwała się kupioną pracą. Promotorka nie miała o tym pojęcia, zaś studenci nie wkopali koleżanki.
      Tak skonstruowane ogłoszenia powinny być na celowniku policji. Być może uznają, że jest niska szkodliwość czynu i zapominają o tym.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...