07.10.2013

Kompozycja szczęścia


Obiecałam pisać o konkretach. Ale coś mi się zdaje, że od czasu do czasu walnę jakąś ogólnikową refleksję na frapujący mnie temat. Dzisiaj napiszę o szczęściu.

Któż z nas nie pragnie być szczęśliwy? Chyba każdy, prawda? Ale czy nie mylimy szczęścia z płytkim zadowoleniem sytego kota? Czy nie utożsamiamy go błędnie z zamożnością, prestiżem, szacunkiem bliźnich?

Tymczasem prawdziwe szczęście to EUDAJMONIA.




Dla każdego ten termin może mieć nieco inne znaczenie. Wiem, że ani sukces zawodowy, ani awans społeczny, ani szacunek innych ludzi nie zapewnią mi szczęścia. Są to bowiem tak naprawdę błahostki, którymi można się cieszyć przez pewien czas, w określonych okolicznościach, jednak na dłuższą metę nie poprawią jakości naszego życia. Albowiem, jak napisał pewien człowiek, „w życiu nie trzeba niczego osiągać, tylko je przeżyć". I ja się z nim całkowicie zgadzam.

Dla mnie eudajmonią byłoby osiągnięcie doskonałości ciała, umysłu i ducha; pogodzenie pragnień, namiętności i marzeń z nakazami mojego sumienia; symfonia pozytywnych emocji (radość z życia, poczucia spełnienia, zachwyt nad światem), okraszona świadomością wewnętrznej siły, która pomoże mi przejść przez wszystkie napotkane trudności bez szwanku dla psychiki.

Oczywiście nie mam pewności, czy kiedykolwiek to osiągnę. Lecz wydaje mi się, że wiem, co powinnam uczynić, żeby przynajmniej wkroczyć na drogę wiodącą ku szczęściu. Przedstawiam poniżej kilkanaście rad, które możecie zaakceptować, wyśmiać lub przejść obok nich obojętnie. Pod każdą z nich odniosę się do własnego życia.

A zatem:

1. Uporządkuj swój umysł. Przestań go zaśmiecać głupstwami. Nie bądź niczym trzy małpki, które nie chcą widzieć ani słyszeć zła, ani też o nim mówić, lecz i nie zadręczaj się tym, czego nie możesz zmienić. Zmieniaj to, co możesz i co uważasz za słuszne. Jeśli zmiany są niemożliwe, pogódź się z tym.

[Czy muszę zajmować się jałowym roztrząsaniem każdego zła, jakiego opis znajdę w Sieci? Czy muszę ubolewać nad każdą ohydą, jaka się dzieje w kraju i za granicą? Otóż – nie muszę i nie powinnam. Nie ma sensu zatruwanie się beznadzieją tego świata. Trzeba w nim szukać Piękna, nie Brzydoty. Naprawianiem świata zajmę się wtedy, kiedy będę w stanie tego fizycznie – i psychicznie! – dokonać.]

2. Zaakceptuj swoje cechy. Jeśli któraś Ci się nie podoba, możesz próbować ją wyrugować. Nie rób tego jednak na siłę. Nie próbuj za wszelką cenę upodobnić się do innych, przyniesie Ci to tylko cierpienie. Nie wierz tym, którzy Ci wmawiają, że musisz być taki/taka jak inni. Nie musisz!

[Zaakceptowałam, że nie jestem kreatywna, przebojowa, zaradna ani ambitna. Że nigdy nie zrobię kariery i do śmierci będę tkwić na niższym szczeblu drabiny społecznej.
Pracuję nad asertywnością, staram się wyzbyć nadmiernej grzeczności w stosunku do każdego napotkanego człowieka, gdyż do wielu trafia jedynie grubsze słowo.
Tego, że jestem pod wieloma względami odmieńcem nie musiałam akceptować. Ja to w sobie kocham! :)]

3. Szanuj swoje marzenia, plany i zasady. Niech nikt Ci ich nie obrzydzi. Możesz je ukrywać przed światem, ale nie przed sobą. Czegokolwiek byś nie uczynił/uczyniła w przeszłości, masz pełne prawo podążać własną ścieżką, a nie tą, którą wyznaczyli Ci inni.

[Nie chciałam się nigdy dopasować do innych. Nie chciałam chodzić na imprezy, koniecznie mieć chłopaka, potem męża, dzieci. O robieniu kariery nie wspomnę. ;) Moi rodzice musieli się z tym pogodzić. :)]

4. Doskonal ducha. Twoja moralność, sumienie i empatia to najcenniejsze, co posiadasz. Od tego, czy pielęgnujesz w sobie Dobro czy Zło, zależy nie tylko Twoje zbawienie, ale i stan Twojej psychiki, a tym samym – poziom satysfakcji z życia. Nikt nie ma prawa wymagać od Ciebie miłości wszystkich ludzi ani wyciągania ręki do wroga, strzeż się jednak, by nadmierna złość, frustracje czy – nie daj Boże  zawiść nie zamieniły Twojego życia w piekło.

[Od jakiegoś czasu coś się ze mną dzieje. Albo przechodzę przemianę duchową albo... wczesną menopauzę. ;) Możecie się śmiać, ale czasami płyną mi łzy po policzkach. I to nie jest rozpacz, to nie jest depresja, to jest... sama nie wiem, co. Ale chyba coś dobrego, skoro coraz silniej odczuwam potrzebę karmienia się dobrymi emocjami niż złymi.]

5. Ciesz się dobrymi chwilami. Szczęśliwy ten, kto z radością wita każdy nowy dzień. Niech Twoje zainteresowania wykroczą poza odżywianie, wydalanie, rozmnażanie i sen. Znajdź sobie jakieś hobby. Uprzyjemniaj sobie życie. Kolekcjonuj wrażenia, nie rzeczy.

[Czytam, piszę (choć znacznie rzadziej, niż kilkanaście lat temu), hoduję sobie kilka roślinek, chodzę na wycieczki z Ukochanym. Mam w sobie sporo ciekawości świata, potrafię się cieszyć drobnostkami i staram się żyć „po swojemu” (co nie zawsze wychodzi mi na dobre, ale przynajmniej mam poczucie, że to ja kształtuję swoje życie, a nie inni).]

6. W niczym się nie zatracaj. Nie myl krótkotrwałej euforii z prawdziwym szczęściem. Jeśli któraś z Twoich namiętności zabiera Ci za dużo czasu, energii czy pieniędzy, jeśli przyczynia się tak naprawdę do pogorszenia samopoczucia, a nie jego poprawy, to znaczy, że nie warto tego ciągnąć.

[Zawsze miałam z tym kłopot. Łatwo się uzależniam psychicznie, wpadam w nowe hobby, rzucam w wir nowej, ciekawej czynności. Endorfiny napływały do mózgu, ale po jakimś czasie następowało znudzenie, zniechęcenie, rozczarowanie.]

7. Nie rozpamiętuj złych chwil. Porażki, upokorzenia, dołki psychiczne – to wszystko jest wpisane w życie każdego z nas. Często mamy tendencję do przemyśliwania setki razy czyichś złych słów, wyrządzonych celowo podłości, etc, zapominamy jednak, jak często doświadczaliśmy dobra, pomocy i życzliwości innych ludzi.

[Mam z tym spory problem. Zdarza mi się ciążyć ku negatywnym emocjom, przez co czynię swoje życie jeszcze bardziej beznadziejnym niż w istocie jest. To się musi zmienić.]

8. Pogódź się z porażkami. Z pewnością jeszcze nieraz upadniesz. Czeka Cię słabość, gorycz i łzy, czasami nawet rozpacz. To zupełnie normalne. Ważne, byś się w tym nie zatracił. Nie rezygnuj z żałoby po kimś bliskim, nie maskuj smutku głupkowatą wesołością. Jest czas na śmiech i jest czas na łzy.

[Chyba nie mam z tym problemów. Akceptuję wszystkie swoje uczucia.]

9. Nie bój się ludzi. Pamiętaj: nie są oni lepsi ani gorsi od Ciebie. Niewielu z nich zasługuje na bezgraniczny szacunek czy bezdenną pogardę. Nie traktuj żadnego z nich jak złotego cielca czy kompletnego śmiecia. Wszyscy jesteśmy słabi i podatni na zranienie, pełni lęków, kompleksów i zahamowań – i z tego rodzi się zło; jesteśmy też pełni nadziei i radości życia, łakniemy miłości, przyjaźni i szczęścia – i z tego może powstać dobro. Nie kórz się zatem ani nie wywyższaj, bo nie jesteś ani pod-, ani nadczłowiekiem. Nie przejmuj się cudzą opinią, ale i nie krzycz, że ktoś nie ma prawa się wypowiadać. Ten drugi człowiek obok Ciebie – czy to będzie starsza pani w sklepie, czy papież w telewizji, czy alfons na ulicy, czy nauczyciel w klasie, czy podpity menel na ławce, czy Twój ojciec siedzący przy stole – jest takim samym nieszczęsnym zwierzęciem jak Ty. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz myśleć o kimś z nabożną czcią lub bezgraniczną nienawiścią.

[Kiedy pomyślę, że każdemu z nas zostało dane – w najlepszym razie – tylko kilkadziesiąt lat życia w zdrowym i w miarę sprawnym ciele, ogarnia mnie litość. Wszyscy jesteśmy śmiertelni, a w ciągu nie tak znów długiego życia szarpiemy się ze swoimi demonami. Czy warto dokładać do tego negatywne emocje, bazujące często na mylnym postrzeganiu bliźnich?]

10. Odrzuć ludzi, którzy zatruwają Ci życie. Jeśli ich kochasz, staraj się ich wspierać z daleka. Jeśli już musisz z nimi pracować, unikaj ich towarzystwa. Nie pozwól, by ktokolwiek zabił w Tobie radość życia, choćby była to najbliższa Ci osoba. Pamiętaj: masz prawo bronić się przed każdym, kto Cię niszczy.

[Czasami moi najbliżsi mnie ranią. A ja ranię ich. Potrzebny jest nam dystans – dosłownie i w przenośni.]

11. Odrzuć ludzi, którzy zatruwają życie innym. Nie daj się wciągnąć w idiotyczne gierki, intrygi, podchody, zwłaszcza jeśli mają one na celu zniszczenie niewinnego człowieka. Nieszczęsny ten, kto syci się negatywną energią – on już przegrał życie.

[Co prawda nie rzuciłam pracy w szkole z powodu „zakulisowych rozgrywek”, ale kiedy się o takowych – już po złożeniu rezygnacji – dowiedziałam, poczułam przypływ pogardy i odrazy dla moich dawnych koleżanek. Unikam ludzi zatracających się w knuciu, bezinteresownej zawiści czy nieuzasadnionej złośliwości.]

12. Szukaj towarzystwa wartościowych ludzi. Jeśli będą to osoby cieszące się życiem, to wspaniale. Ale nie odrzucaj z założenia ludzi smutnych i nieszczęśliwych – może będziesz w stanie im pomóc? Bacz jednak, by nie zarazili Cię czarnowidztwem, marazmem czy niechęcią do świata. To Ty masz ich ciągnąć w górę, a nie oni Ciebie w dół.

[Staram się...]

13. Przestań dbać o swój wizerunek – zwłaszcza ten, który pielęgnujesz w swoich własnych oczach. Nieważne, kim jesteś. Ważne, co robisz.

[Jakie to ma znaczenie, czy jestem indywidualistką czy konformistką? Czy jestem patriotką czy antypatriotką? Czyniłam w życiu dobro i zło. I tylko z tego będzie mnie rozliczać moje sumienie.]


Jeśli zgadzasz się z powyższymi radami, to znaczy, że... już wcześniej je znałeś. ;) A możesz masz coś do dodania?

21 komentarzy:

  1. Problem dążenia do doskonałości ducha, ciała i umysłu polega na tym, że niewiele osób rozumie sens rozwoju tak samo. Najczęściej "rozwój" jest modnym słowem zastępującym "wspinanie się po szczeblach kariery" (rozwój zawodowy), a rozwój osobisty po bliższym poznaniu okazuje się efektowną błyskotką, elementem szpanu, którym można pochwalić się znajomym spotkanym w modnej restauracji.
    Wiele osób ma rozległą wiedzę na temat literatury, filmu, muzyki, ale nie rozwinęło to ich wcale. Skupiają się na błyskotkach, nie sięgając do głębi, nie zastanawiając się zbytnio nad treścią poznanych dzieł, nie wyciągając z niej wniosków. "Rozwój" pozostaje więc dodatkiem do spraw "naprawdę istotnych", jak pomnażanie liczby zer na koncie, kupno samochodu czy mieszkania. Rozwój ciała osiąga się poprzez nordic walking, ewentualnie dział w ulicznych maratonach lub uprawianie tzw. sportów ekstremalnych, czym można potem chwalić się kolegom z pracy (nie to, żebym miał coś przeciwko tym sportom, chodzi o zasadę).
    Błyskotki, błyskotki...
    Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi, jak radzi wieszcz.

    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
  2. niezła piguła wieloskładnikowa... no cóż, z jednej strony uważam, że im mniej werbalizacji, tym lepiej /"nie myśl! czuj!" - Bruce Lee/, z drugiej jednak taki zbiorek punktów ma swój walor, bo porządkuje pewne sprawy, pomaga w autoanalizie /byle z umiarem, bo czas płynie i można życie przegapić, gdy się z tą autoanalizą przegina/ i niekoniecznie trzeba samemu takie punkty formułować, cudze też się przydają...
    ja bym dodał od siebie może nie kolejny punkt, ale swoją ulubioną maksymę, dewizę: "niczego się nie bać, niczego nie wstydzić, niczego nie żałować"... i na deser naprędce sformułowany cytacik w stylu zen: "szczęście jest wtedy, gdy nie czujemy potrzeby zadawania sobie pytania, co to słowo dla nas znaczy"...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zupełną rację - nie ma co zbytnio analizować swojego życia, trzeba działać "na czuja". Instynkt i intuicja - na to trzeba stawiać. ;)

      Usuń
    2. "niczego się nie bać, niczego nie wstydzić, niczego nie żałować"

      Bez przesady z tym "niczego". To nawet niepokojące. Jak dla mnie to cechy psychopaty. Psychopatów cechuje brak wyrzutów sumienia i poczucia winy, strachu też nie odczuwają tak jak normalni ludzie, z czynów (również tych naprawdę strasznych), których należy się wstydzić bywają dumni.

      Usuń
    3. Zasady są konieczne. Ale jakie zasady? Czy te, które Ci wpajali rodzice, nauczyciele, księża? Czy naprawdę myślisz, że podążając za tłumem będziesz postępować godziwie? Pamiętaj: w kwestiach moralnych zawsze decydujesz SAMA. Nikt z Ciebie nie zdejmie tej strasznej, narzuconej zwierzęciu myślącemu odpowiedzialności.

      Usuń
    4. "szczęście jest wtedy, gdy nie czujemy potrzeby zadawania sobie pytania, co to słowo dla nas znaczy"

      Coś w tym jest. Wielu ludzi szczęśliwych nie ma potrzeby szukania szczęścia. Jednak sądzę, że dobrze odkryć co jest naszym szczęściem, wiedzieć kiedy jest nam dobrze. Można wtedy świadomie to doceniać. Najgorzej jest odkryć co dawało nam szczęście po stracie tego. Nie musi chodzić nawet o stratę człowieka, ale np. spotka się niepełnosprawnego i on mówi, że przed stratą nóg nie wiedział jakim szczęściem jest móc stać na własnych nogach, bo to była dla niego normalność. Dopiero po stracie docenił coś co już nie wróci. Młodość też można doceniać wtedy, kiedy jest się młodym, a zalety starości gdy jest się starym. Nie patrzeć na to co dobrego będzie, było, ale na to co dobrego jest w danej chwili.

      Usuń
    5. Doceniałam swoją młodość. Doceniam też obecną d r u g ą młodość. ;)

      Usuń
    6. Ja miałam takie lata, że nie doceniałam niczego. Kiedy byłam nastolatką i nawet wcześniej przeszłam przez złe strony wszystkich punktów wymienionych tutaj. Zadręczałam się wszystkim. Również tym co się działo na innym kontynencie. Zobaczyłam np. takie zabijanie psów w Chinach i już nie miałam spokoju na długo. Niechęć do świata rosła z każdym złym obrazem. Ludzie nie chcieli być dobrzy. Ludzie mówili jedno, a robili drugie. Od innych wymagali czegoś czego sami nie robili. Przeżywałam wszystko, a najbardziej przeżywałam, kiedy księża mówili o roli kobiety. Jako dziecko czułam się kimś gorszym. Tym bardziej, że księdzem i ministrantem mógł zostać tylko ktoś płci męskiej. Bolało mnie to. Również paru nauczycieli stereotypami podcinało mi skrzydła (bo chłopcy to są lepsi z matematyki, mają do tego talent, a że ty i inne dziewczynki jesteście w tej klasie lepsze od nich to tylko wyjątkowa sytuacja, pamiętajcie o tym, że w innym miejscu i tak będziecie gorsze). Na szczęście później wiele się zmieniło. Tak jak mówi punkt 10. "10. Odrzuć ludzi, którzy zatruwają Ci życie" odrzuciłam kościelną gadaninę i odrzuciłam tych, którzy widzą talenty w stereotypach (to ostatnie niestety za późno, kiedy już się zniechęciłam do matematyki i przestałam walczyć o to żebym mogła być jedną z najlepszych, może niepotrzebnie uwierzyłam w tą gadaninę, że nie ma sensu, bo od facetów i tak lepsza nie będę, tym bardziej, że wśród dzieciaków dowodów na to nie było, niestety odrzuciłam stereotypy wtedy, gdy już się zniechęciłam do starań, ale wybrałam coś innego do czego też miałam talent). Od razu lepiej mi było na sercu jak nie słuchałam pewnych ludzi. Przestałam zaglądać na jakiś czas również w takie miejsca, które mnie dołowały. I nagle życie było piękne. Punkt "13. Przestań dbać o swój wizerunek" również pomógł i punkt "9. Nie bój się ludzi". Później już jakoś poszło. Pewien poziom szczęścia osiągnęłam od razu po właściwym zastosowaniu punktu 10, 13 i 9. Później było już tylko lepiej. Teraz nie powiem, że jest mi w życiu źle.

      Usuń
    7. @Akara...
      wobec mnogości definicji "psychopaty" umówmy się chwilowo, że nie wiem, co to słowo oznacza...
      rzeczywiście maksyma jest sformułowana "żyletą po bandzie", więc wyjaśnię /przynajmniej spróbuję/:
      "nie bać się" nie dotyczy pozbycia się zdolności do odczuwania strachu jako takiego, lecz lęku, czyli strachu przed urojonymi zagrożeniami... większość, a może nawet całe zło, które ludzie sobie nawzajem czynią pochodzi z lęku właśnie...
      "nie wstydzić się" oznacza nie poddawać się stadu, które próbuje nam wmówić z powodu jakich zachowań powinniśmy czuć się źle... samemu decydować, który "kawałek dupy" chce się pokazać... co bynajmniej nie oznacza zachęty do pokazywania tej "dupy" całej...
      "nie żałować" jest dwuznaczne... nie rozpamiętywać błędów, tylko uczyć się na nich, ale także nie poddawać się cudzej manipulacji, polegającej na próbie wywołania w nas poczucia winy /chrześcijańska specjalność, tak swoją drogą/... to nie oznacza rzecz jasna, by pozbyć się krytycznego spojrzenia na siebie, w końcu bez tego nie ma mowy o samodoskonaleniu...

      Usuń
    8. @pkanalia
      Zgadzam się po tym wyjaśnieniu, że takie podejście jest mądre. Bez zapoznania się z tym, o co dokładnie w tym chodzi można było pomyśleć różnie, ale skoro tak jest to odbierane to już nic nie mam do takiej maksymy. Maksyma nawet jest dobra, krótko w sobie zawiera obraz takiej postawy.

      Usuń
    9. @ Akara

      Przykro mi, że przez tak długi czas tkwiłaś w psychicznym dołku. I że wepchnęli Cię tam ludzie, którzy powinni Cię przecież wspierać, pchać do przodu. Ja też się czasem skręcałam w sobie z bezsilnej złości, rozpamiętując złe słowa, zwłaszcza te rzucone przez moich bliskich. A przecież to przynosi wyłącznie złe owoce. Trzeba odciąć się od takich ludzi (najczęściej wystarczy psychicznie) i iść dalej przez życie. Po swojemu. :)

      Może wrócisz do matematyki? :)

      Usuń
    10. Nie ma szans. Zaznaczę, że chodziło mi głównie o odebranie radości (rozumianej jako jakieś tam szczęście). Nawet nie twierdzę, że miałam jakiś szczególny talent. Nie będę tutaj pisać, że wiem, że coś by z tego było wielkiego jakby nie nauczycielka (nawet i studiów matematycznych nie kończą sami geniusze). Chodzi głównie o to, że matematyka mnie cieszyła, chętnie liczyłam zadania, brałam udział w konkursach. Właśnie taką radość mi odebrano, a mogłam się tym cieszyć jeszcze przez następne lata. Nawet jeśli rzeczywiście nic by z tego nie było, inni byliby znacznie lepsi, wyprzedziliby mnie to miałabym za sobą lata w których sprawiałoby mi to radość. Nie myślałam o żadnym wielkim sukcesie, tylko się cieszyłam jak to dzieciak. Zamiast radości przyszły zmartwienia. Matematyka przestała mnie cieszyć i bałam się tylko porażki. Miałam w głowie to, że może oni mają rację. Bałam się błędów. Niechętnie liczyłam ze strachu przed błędem i ośmieszeniem kobiet (żeby nie usłyszeć komentarza). Przestałam się starać, bo miałam w tym takie pocieszenie, że sama zrezygnowałam z takiej rywalizacji, że nikt mi niczego nie udowodni. Uczyłam się matematyki coraz mniej i mogłam powiedzieć, że nie uczę się dużo i tyle, że mam gdzieś matematykę. Gorzej bym się czuła jakbym się uczyła sporo, coś próbowała udowodnić, a i tak by mi nie wyszło. Nie chciałam walczyć z cudzym zdaniem o tym, że kobiety się do matematyki nie nadają, a mężczyźni mają do tego wrodzony talent. Pozostało mi zająć się czymś co się źle nie kojarzyło i nie było w mojej głowie już zepsute. Matematyka była dobra, kiedy cieszyła. Nie zamierzałam się przymuszać do czegoś co mnie nie cieszyło. Tym bardziej teraz nie mam zamiaru do tego wracać.

      Usuń
    11. To straszne, jak durni ludzie potrafią zniszczyć czyjąś radość. Jest to szczególnie karygodne, gdy chodzi o bardzo młodego człowieka, który może się nabawić kompleksów na całe życie. :/ Jedyna rada: odciąć się psychicznie od motłochu, robić swoje.

      Usuń
  3. Cóż tu dodać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Rady bardzo mądre. Sama staram się szukać spokoju ducha, ale różnie mi to wychodzi. To bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli tworzysz "trudne", to będzie trudne... jeśli tworzysz "łatwe", możesz nie mieć racji... w obu przypadkach będziesz cierpieć... co można więc robić?... ja na przykład siedzę przy kompie i piszę te słowa do Ciebie... czy to trudne, czy łatwe?... nie wiem... po prostu piszę i czuję się spokojnie :D...

      Usuń
  5. Obawiam się, że nie ma prostych recept na szczęście i żadne "złote myśli" tutaj nie pomogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może "poczucie szczęścia" jest zależne w największej mierze od naszej osobowości? Ale myślę, że warto znać parę podstawowych zasad. Nie uważam się za alfę i omegę, ale po przeczytaniu iluś tam blogów, wysłuchaniu iluś tam historii i przeprowadzeniu iluś tam rozmów w konkretnymi osobami czuję, że mogę się na temat pewnych spraw wypowiadać. ;)

      Ciekawe, że odezwałeś się w krótki czas po tym, jak do Ciebie zajrzałam. ;)

      Usuń
    2. Zdecydowanie warto. Może zadziałać. W moim przypadku działało. Niestety musiałam to sama odkrywać, sama zrozumieć. Jakbym jako dzieciak poznała taką listę to na pewno wiele "nieszczęścia" by mnie ominęło, bo znaczenie wcześniej dałabym sobie spokój ze słuchaniem pewnych ludzi.

      Usuń
  6. Witaj Kiro.
    Moje zdanie na temat szczęścia zobrazuję poniższym utworem:

    http://www.youtube.com/watch?v=y5c4H4oNZ0s

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szacowna Kiro! Przedstawilas swietny przepis na zharmonizowanie wewnetrzego i zewnetrznych pol magnetycznych.

    A juz montaz pozytywnego sprzezenia zwrotnego, to majstersztyk :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...