10.10.2013

Koniec z grzecznością dla naciągaczy


Podobno żadna praca nie hańbi, poza pracą prostytutki. Mam co do tego wątpliwości. Bo czy sposób zarabiania na życie, jaki wybrali telemarketerzy czy akwizytorzy, można nazwać godziwym? Tak, wiem, szaleje bezrobocie, a żreć trzeba. Takie myślenie nakazywało mi kiedyś wyrażanie się o tych ludziach z... hmm... powściągliwością. A podczas rozmowy z nimi byłam zawsze uprzejma i cierpliwa. Wysłuchiwałam ich kretyńskich wywodów i często zgadzałam się na wysłanie zaproszenia, które potem i tak lądowało w koszu na śmieci.

(Tu czynię wyznanie: dwa razy w życiu poszłam na zachwalaną prezentację. Za pierwszym razem kupiłam nawet komplet garnków, którego matka nie pozwala mi sprzedać, bo „może kiedyś się przyda”; za drugim razem „tylko” śmiertelnie się wynudziłam, a upominek, na jaki się połasiłam, okazał się być dziadowską ściereczką. Cóż mogę rzec? Jak to mówią małolaty: ŻAL.)

Teraz jednak stawiam na zdrowy egoizm i kończę z tolerancją dla telemarketerów oferujących „bezpłatne badanie medyczne” czy inne cuda-niewidy. W dużej mierze przyczyniła się do tego częstotliwość, z jaką nas nagabywali (mniej więcej raz na dwa, trzy dni). Przestaję się litować nad tymi ludźmi, przestaje mnie obchodzić, czy od tego, czy przecierpię te parę minut bezsensownej paplaniny, zarobią odrobinę więcej. Jeśli już ktoś musi marnować mój czas, to niech to będę ja sama. ;)

Ale nie tylko dlatego zdecydowałam się porzucić swoje aż nazbyt dobre maniery. Najgorsze jest to, że te pozornie niewinne panie siedzące "na słuchawkach" są częścią wielkiej machiny kłamstwa, oszustwa i wyzysku. A tego wspierać nie wolno! Pamiętam, jak kiedyś zadzwoniła do mnie facetka z Playa, żeby mnie nakłonić do zawarcia zdecydowanie niekorzystnej dla mnie umowy (wabikiem miał być nowy telefon); bezbłędnie wyczułam, w jakiego wała chce mnie zrobić i odrzuciłam ofertę, ale później przez pół dnia przeżywałam tę rozmowę. Dlaczego? Bo nienawidzę oszustów, złodziei i manipulatorów. Boli mnie, naprawdę mnie boli, że można legalnie nabierać ludzi, stosując najperfidniejsze sztuczki (ukrywające się pod niewinnym zwrotem: "techniki sprzedaży bezpośredniej"), byle tylko ich nakłonić do podpisania cyrografu. Ot, takie złodziejstwo w białych rękawiczkach. Kiedy sobie pomyślę, jak wiele naiwnych, niezdolnych do prawidłowego rozeznania się w świecie staruszek zostało naciągniętych przez takie kurwy, to mnie szlag trafia. Może i są to tylko marne „pionki” z trudem wiążące koniec z końcem, ale to nie usprawiedliwia takich praktyk.

Dlatego od jakiego czasu przerywam słowotok sprzedawców i sprzedawczyń z call center krótkim i dosadnym: „Nie, dziękuję”, a potem natychmiast odkładam słuchawkę. Zastanawiam się, czy nie powinnam jej odkładać od razu, jak tylko zacznie się idiotyczna nawijka. Może pora zacząć traktować telefonicznych krętaczy tak, jak się traktuje natrętnych żebraków, wróżące Cyganki czy toksycznych znajomych, czyli omijać z daleka.

20 komentarzy:

  1. przyznam, że raz na pewne spotkanie poszedłem... nie żałuję, bo dowiedziałem się co nieco o konserwacji kołder wełnianych... co do badań medycznych, to do mojego serca potrzebna jest klasyczna "gruszka" /elektryki do badania ciśnienia u mnie głupieją/, co jest rzadkością... zaś generalnie na takie telefony wymyśliłem asertywne rozwiązanie: "ne mówicz polśki" i mam klienta centralnie z bani...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że jesteś na blogspocie! Ja mam identyczne wrażenia. Raz się dałam naciągnąć i od tej pory od razu dziękuję. To jedna wielka ściema i nie mam zamiaru dać się nabrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płaciłam przez ponad 2 lata po 150 zł miesięcznie. Pewnie bym i tak przepieprzyła te pieniądze, więc niby nic strasznego się nie stało. Ale kiedy sobie pomyślę, że te garnki "gniją" teraz bezczynnie w naszym "magazynie", to się kapkę denerwuję. ;)

      O wiele przyjemniej mi się działa na Blogspocie niż na Onecie. Cieszę się, że zmieniłam "usługodawcę". :) Operowanie blogiem stało się przyjemnością. :)

      Usuń
    2. Szanowna Pani Kiro, to dlaczego "garnki gnija (...) w magazynie"?!? Jak zaplacon i podobnic czynia w kuchni cuda, to raczej radzilbym je na blat kuchni wyciagnac...

      Usuń
    3. Nie mieszkam u siebie. Matka nie lubi, kiedy się "kręcę" po kuchni. Woli, żeby jej tylko pomagać :) Ale nawet w tych rzadkich momentach, kiedy mogę coś zrobić, nie wyjmuję tych garnków. Należą już one do mamy (wymogła na mnie ten podarunek, kiedy zaczęłam jej przebąkiwać o sprzedaży).

      Usuń
  3. Ja mówię, że nie jestem zainteresowana i to wszystko. Czasem od razu, a czasem później. Dwa razy zadzwonili z dobrą propozycją. Jak uznam, że może jednak to mówię, żeby zadzwonili jutro, za kilka dni, za tydzień i sobie w tym czasie sprawdzam jak to wszystko wygląda. Lepiej tak niż później chodzić po sądach. Niby muszą nagrywać rozmowę, niby muszą powiedzieć to co ważne, ale jak skłamią, albo przemilczą to i tak bez walki nie oddadzą pieniędzy.

    Jeśli chodzi o prezentacje to moja babcia była na takich pokazach. Zawsze wracała tylko z darmowym prezentem (parasol, poduszka). Ona na tej zasadzie, że jej koleżanka tam będzie to i ona sobie dołączy do towarzystwa.

    Często pokaz jest robiony w godzinach, w których ludzie zwykle pracują. Już się śmiałam, że to po to żeby emeryt przyszedł sam, bo wtedy łatwiej go przekonać.

    O skrzywdzonych przez tych "oszustów, złodziei i manipulatorów" (dobre określenia) już słyszałam. I tutaj nawiążę do początku. Prostytutka nie zmusza podstępem do skorzystania z jej usług, kto chce ten sam szuka, więc prostytutka jest lepsza od tych manipulatorów. Wykorzystywanie cudzej naiwności, ufności, zaufania to dla mnie trochę jak z wykorzystywaniem dziecka. Oczywiście budzi to we mnie gniew. Napisałabym nawet i wulgarnie co o tym sądzę, ale dzisiaj już miałam swoją porcję wrażeń. Teraz jestem spokojna i wyciszona. Nie będę się "uruchamiać" emocjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Akara

      "Dwa razy zadzwonili z dobrą propozycją. Jak uznam, że może jednak to mówię, żeby zadzwonili jutro, za kilka dni, za tydzień i sobie w tym czasie sprawdzam jak to wszystko wygląda."

      Może i faktycznie czasami proponują coś dobrego. Ale chyba nie jest to regułą.

      "Jeśli chodzi o prezentacje to moja babcia była na takich pokazach. Zawsze wracała tylko z darmowym prezentem (parasol, poduszka). Ona na tej zasadzie, że jej koleżanka tam będzie to i ona sobie dołączy do towarzystwa."

      Starsi ludzie często czują się samotni, nie wiedzą, dokąd pójść. Ta grupa społeczna jest poważnie zaniedbana. Jeśli zostawimy seniorów samym sobie, to przyciągnie ich Radio Maryja lub taki właśnie oszust.

      "Prostytutka nie zmusza podstępem do skorzystania z jej usług, kto chce ten sam szuka, więc prostytutka jest lepsza od tych manipulatorów."

      Myślę tak samo.

      Usuń
    2. @Akara i @ Kira: Drogie Panie wychodzi na to, ze przy tych wszystkich sprzedawcach i telemarketerach czystosc intencji prostytutek, jest jak przyslowiowych dziewic ;) ...

      Usuń
  4. No cóż, jak wiadomo, każdy kij ma dwa końce... kiedyś przeczytałem post "z drugiego końca" i od tej pory mam dość mieszane uczucia w tej kwestii...
    http://koloremteczy.blogspot.com/2012/09/zadna-praca-nie-hanbi.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ta pani nie wciska gówna, to ma u mnie plus. Ale niech sobie dzwoni do tych swoich "marketingowców", ja, będąc osobą prywatną, jednak rzuciłabym słuchawką. Za dużo kitu mi nawciskano. Za bardzo nienawidzę naciągaczy. Niech uczciwe firmy potępią publicznie oszustów, może poprawi się ich wizerunek.

      Usuń
  5. Teraz wyobraź sobie, że jesteś po drugiej stronie i praca telemarketera to właśnie ta "perspektywa rozwoju zawodowego" którą Cię mamili i Twoja jedyna szansa żeby zarobić na chleb.
    (Nie żebym bronił telemarketerów, praca prostytutki jest zdecydowanie bardziej uczciwa;))
    "I smile when i'm angry, I cheat and I lie. I do what I have to do to get by [...]" było w piosence Cohena.
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, ale to w niczym nie zmienia faktu, iż moje własne zasady etyczne oraz chęć uniknięcia parominutowego pieprzenia są DLA MNIE istotniejsze niż pensja kompletnie nieznanej mi osoby.

      Usuń
  6. Czym różni się telemarketer, czy akwizytor od wszechobecnej reklamy produktów?

    Czy twierdzenie że "rolka papieru toaletowego Regina nigdy się nie kończy" nie jest kłamstwem?

    Na każdym kroku jesteśmy poddawani "próbie gwałtu" przez działania marketingowe ale nadal to my sami mamy możliwość decydowania o tym co kupimy, a czego nie. To czy dany produkt jest nam potrzebny czy nie to moim zdaniem jedna z zasad minimalizmu o którym wcześniej pisałaś.

    Dwa słowa: "Nie, Dziękuję" i zakończenie rozmowy zamyka sprawę i nie ma problemu. Krzywdy nikomu tym nie zrobisz.

    Zgadzam się że starsi, osamotnieni ludzie są łatwym celem, ale tyczy się to nie tylko telemarketingu i akwizycji, ale także wszelkich innych form reklamy i propagandy. Tylko czy to nie wina ich bliskich, młodych lepiej przystosowanych do współczesnych realiów, którzy sprawiają że są samotni i nieświadomi takich zagrożeń?

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna urywam krótko "nie,dziękuję".Nie mam wyrzutów sumienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Upierdliwość telemarketerów doprowadza mnie również do szału. I mimo ogromnego współczucia dla ich losu jestem podczas telefonów od nich coraz mniej uprzejmy. I kiedy słyszę w telefonie znudzony głos z jakiegoś centrum medycznego czy temu podobnego miejsca odkładam po prostu obok słuchawkę. Wielokrotne prośby by usunięto mój numer z bazy ich klientów nie pomagały. Nie skutkuje też żadna sensowna inna argumentacja. Nie lubię być chamski, ale gdy po nieprzespanej nocy zadzwoni jakiś tego typu oferent to może usłyszeć ode mnie słówko powszechnie uznawane za wulgarne. Szczególnie irytuje mnie jak ktoś wciska mi na siłę coś, czego nie potrzebuję. A teraz, bardziej niż dawniej źle znoszę nieprzemyślane zakupy(zbędnych przedmiotów) i dlatego się na nie jeszcze mocniej uodporniłem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, mnie też zaleźli za skórę. Zwłaszcza jedna idiotka (o tym, że jest idiotką świadczyło jej zachowanie, a nie tylko praca telemarketera) z Plusa, której przez pół godziny nie mogłam się grzecznie pozbyć. Kiedy po pierwszym odsłuchaniu typowej "nawijki", na zadane na końcu pytanie: "czy chce pani skorzystać z naszej oferty" grzecznie odpowiedziałam "nie, dziękuję" i już szykowałam się do pożegnania i odłożenia słuchawki, idiotka znów zaczęła mi pieprzyć o korzyściach i oszczędnościach, jakie wypłyną z posiadania kolejnego telefonu w abonamencie. Nie raz próbowałam przerwać jej monolog pytaniem: "a jaka to oszczędność wydawać 50 zł co miesiąc więcej", ale spotykałam się z niezachwianą i nieprzerwaną paplaniną. W końcu moje dobre maniery poszły się kochać gdzieś w ustronnym miejscu, a ja wręcz rzuciłam słuchawką.
    Czemu wytrzymałam aż pół godziny? Bo sama pracowałam "na słuchawce" i wiem, jaki to ciężki kawałek chleba. Ot, żal mi się zrobiło dziewoi, ale to był ostatni raz. Inne rozmowy tego typu kończę szybko i boleśnie. Jestem już zbyt znerwicowana, by się pierniczyć z telegnębicielami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mamy ze Ślubną to nieszczęście, że odziedziczyliśmy numer telefonu po jakimś idiocie, który podał swój numer i nazwisko całej masie firm, posługujących się sprzedażą bezpośrednią. I choć używamy wszelkich znanych oraz własnej produkcji tricków, wciąż dzwonią. Do niego, oczywiście, choć facet już prawdopodobnie nie żyje. Trzeba będzie zmienić numer - tylko czy nowy nie okaże się aby jeszcze gorszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne facet nie miał się odpowiednio na baczności i zezwolił gdzieś na "przetwarzanie danych w celach marketingowych". ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...