05.10.2013

Kurs na eudajmonię


22 września zakończyłam pisanie bloga na Onecie. Prowadzony przez niespełna dwa lata i cztery miesiące (od 29.05.2011), przyniósł mi sporo satysfakcji, ale wszystko ma swój kres.  

Zaprezentowałam się jako aspołeczna indywidualistka, która olewa autorytety tudzież prawo (zwłaszcza, gdy chodzi o płacenie podatków), o zdroworozsądkowym stosunku do przemocy oraz kompletnej niewierze w istnienie tzw. moralnego prawa. A przy tym mająca pełną świadomość, iż nonkonformizm nie musi być zaletą, a prawo nie może się uginać przed widzimisię jednostki.

Przedstawiłam swoje poglądy na tematu kapitalizmu, podziałów społecznych (szczególnie wyrazistych w przypadku katastrofy smoleńskiej) oraz wolności słowa. Wyjaśniłam, dlaczego daję kredyt zaufania mediom, choć jednocześnie uważam, że telewizja publiczna jest gorzej prowadzona od przeciętnego burdelu. Nie mogłam też pominąć tak istotnego w naszych czasach problemu „ochrony praw autorskich”, która w naszych czasach przybiera czasem kuriozalne formy i bardzo często chroni „prawa” nie artysty, lecz np. ZAiKSu. Kpiłam z głupców krzyczących, że rząd powinien się zająć problemem niżu demograficznego, gdyż w moim przekonaniu należy takie sprawy zostawić ich własnemu biegowi. Bez wstydu przyznałam, że sama nie poczuwam się bynajmniej do zapewniania państwu przyszłych płatników podatków. ;)

Dałam się poznać jako antypatriotka, niechętna lansowanej powszechnie idei ultrasolidaryzmu, szydząca z moralistów piszących o „powinności jednostki wobec ojczyzny” i darząca głęboką pogardą ideę „ekonomicznego patriotyzmu”. Przyznaję: nie znoszę jednoczenia ludzi na siłę.

Stawiałam się często w opozycji wobec konserwatystów, za którymi – delikatnie mówiąc – nie przepadam, gdyż nie lubię obłudy i wpieprzania się w cudze sprawy intymne. Podobnie jak nienawidzę obłudy pseudochrześcijan i pseudopatriotów. Nie pałam również miłością do Kościoła, gdyż uważam tę instytucję za coś w rodzaju megakorporacji nastawionej na dławienie sumienia jednostki. Samą religię zaś uważam za zjawisko dość niebezpieczne, choć w pewnej formie – akceptowalne. Jednocześnie jednak bardziej szanuję autentycznych chrześcijan niż farbowane lisy takowych udające. Ja sama chrześcijanką nie jestem, o czym dobitnie świadczą moje liberalne poglądy: krytykowałam tłamszenie kobiecej seksualności i dywagowałam nad granicami wolności seksualnej jednostki (przy czym widzę istotną różnicę pomiędzy swobodą w alkowie a nieobyczajnym zachowaniem w miejscu publicznym). Broniłam również konkubinatu; i to dwukrotnie. ;)

A skoro mowa o moim prywatnym życiu – dużą rolę odgrywają w nim zwierzęta, nie mogło więc zabraknąć mojego głosu w kwestii jedzenia mięsa, zakazu chowu klatkowego czy też uboju rytualnego. Kiedyś nawet porównałam ludzi walczących o prawa zwierząt do ludzi walczących o prawa nienarodzonych dzieci, przy czym zdecydowanie wolę tych pierwszych, gdyż ci drudzy wykazują się często głupotą i/lub prymitywizmem


Czy mogłabym pisać o takich sprawach więcej? Owszem. Problem w tym, że przestało mi to sprawiać przyjemność. Przeciwnie – im dłużej piszę o podłościach tego świata, im żarliwiej piętnuję głupotę, tym mocniej czuję, jak niewiele znaczy ta cała moja pisanina. Same słowa świata nie zmienią. Świat mogą zmienić wyłącznie czyny. Jeśli zatem któreś z Was ma zapędy, by ulepszać zastaną rzeczywistość – to niech to robi! Idźcie do polityki, organizujcie masowe protesty, edukujcie ludzi wokół siebie. Nie marnujcie czasu na pisanie bloga. Tego typu aktywność przekłada się na wymierne efekty w bardzo niewielu przypadkach. Zaledwie garstka blogerów zyskała na tyle dużą popularność, by móc kształtować światopogląd rodaków. W moim przypadku tak się nie stało. Choćbym napisała nie wiem ile postów, nikogo nie zmienię, niczego nie poprawię. Zatruwam sobie tylko umysł i serce.

Ale już dłużej się truć nie zamierzam. Kończę z babraniem się w informacyjnym gównie. Ograniczam czytanie idiotycznych newsów, odcinam się od kretyńskich sporów dzielących społeczeństwo i przestaję zawracać sobie głowę problemami, których rozwiązanie leży poza moim zasięgiem. Nie oznacza to bynajmniej totalnej obojętności na to, co się wokół mnie dzieje. Po prostu stawiam na solidną selekcję informacji. Nie warto zaprzątać sobie głowy pierdołami, zadręczać się rozmyślaniami o rzeczach, na które nie mamy wpływu. A już chorobliwe podniecanie się wiadomościami ze świata polityki, ekonomii czy obyczajowości zakrawa na głupotę. Mam już serdecznie dość snucia rozwlekłych, a zarazem straszliwie ogólnikowych refleksji o państwie, prawie, moralności, obyczajności, etc. Wszystko, co miałam na powiedzenia na tzw. kontrowersyjne tematy, już powiedziałam. Howgh.

Obecny blog będzie skupiony na KONKRECIE. Dołączam do szerokiego grona blogowych ekshibicjonistów, prowadzących publiczny pamiętnik dla wąskiego grona sympatyków. I jest to wersja optymistyczna, bo całkiem możliwe, że będę tak naprawdę pisać dla siebie samej. Całkowita zmiana tematyki odrzuci z pewnością większość moich dotychczasowych czytelników (jeśli nie wszystkich). Ci, którym podobała się wojownicza, zjadliwa, czepiająca się polityków i publicystów Kira, mogą już teraz postawić na mnie krzyżyk. Zamierzam bowiem pisać o:
  • książkach, filmach i muzyce (tylko nie oczekujcie fachowych recenzji, nie jestem profesjonalnym krytykiem! ;))
  • swoim i cudzym życiu, miłych i złych chwilach, pięknie i brzydocie tego świata
  • zwierzętach – moich, cudzych i dzikich 
  • fascynujących mnie ludziach, rzeczach i zjawiskach
  • Lublinie i Trzcińcu – czyli jedynym mieście i jedynej wsi, które znam na tyle dobrze, by mieć prawo się o nich wypowiadać (jak np. tutaj)
  • rzeczach dobrych i złych (czyli zamierzam się wymądrzać, co warto, a czego nie warto – kupować, czytać, robić, etc)
Rzadko, bo rzadko, ale pewnie pojawi się jakiś wpis w dawnym stylu (polityka, ideologia, obyczaje), choć będę starała się tego unikać jak diabeł święconej wody. Jeśli uznacie, że przynudzam – trudno. Od tej chwili piszę przede wszystkim dla własnej przyjemności. ;)

30 komentarzy:

  1. Kiruniu - nie zgadzam się z Tobą (hehehe, który to już raz). Uważam, ze pisanie ma sens i coś zmienia. Jeśli jednak już Cię nie bawi to rozumiem decyzję. Jestem bardzo ciekawa Twojej nowej odsłony :) A bloga już widziałam wcześniej :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienia głównie nasze samopoczucie - na lepsze lub gorsze. Nie oszukujmy się, ilu z nas zdobyło popularność w większym kręgu osób? Przekonujemy przekonanych...

      Uprzedzam, blog pewnie będzie nudny do szpiku kości. ;)

      Usuń
  2. Na onecie odwaliłaś kawał dobrej roboty, to teraz pora na zasłużony relaks ;)

    PS. Ale się cieszę, że wreszcie mogę komentować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę się już zatruwać informacyjnym gównem (wybacz, wulgaryzmy będą się czasem u mnie pojawiać ;)).

      Usuń
    2. Tu przyznam, że Cię podziwiam za zaciętość, bo ja zazwyczaj po wejściu na dowolny portal informacyjny wymiękałam po przeczytaniu tylko samych nagłówków...

      A wulgaryzm, jeśli dobrze użyty, jest wręcz mile widziany dla dodania mocy w zdaniu ;) U mnie się nie pojawiają, bo minimalizm to taki temat, gdzie nie ma na co kląć, ale w życiu codziennym zdarza mi się użyć. Dobrze użyć.

      Usuń
    3. Ja też wymiękam. Już wymiękłam. :)

      Usuń
  3. Zapowiada się interesująco;) Ciekaw jestem np. o jakich filmach i z jakiej pozycji zamierzasz pisać. Choć przypuszczam, że choćby przy takiej okazji nie da się uniknąć dysput "światopoglądowych".
    Pozostałe rzeczy (piękno i brzydota świata, rzeczy dobre i złe) brzmią równie intrygująco.
    Czekam z niecierpliwością.
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to nie będzie nic porywającego, Antydogmatyku. Pojawią się sążniste elaboraty, ale i króciutkie, lakoniczne wpisy. I pewnie zbiorą po najwyżej 5-10 komentarzy (wersja optymistyczna, wiem w końcu, jak nikłym zainteresowaniem cieszyły się nie-polityczne wpisy w dawnym blogu).

      Usuń
    2. to nie do końca tak... bywają posty szalenie ciekawe, dalekie jednak od spraw polityczno - społecznych i ilość komentarzy nie wydaje mi się dobra miarą ich ciekawości... po prostu jakoś tak jest, że tematyka "politspoł" budzi najwięcej emocji i dyskusji...
      za to najnudniejsze /moim zdaniem/ jest "bloggin' classic", czyli czyste pamiętnikarstwo w stylu "wstałem rano, zrobiłem kupę, umyłem zęby i potem do południa kombinowałem, co ze sobą w zrobić w tym kolejnym kretyńskim dniu"... myk polega na tym, że taki tekst trza umić napisać, by ktoś zainteresował się życiem autora, natomiast do "politspoł" nie trzeba wielkiej filozofii, bo to się pisze samo, zaś czytelnika nie interesuje forma literacka tekstu, lecz tylko treść, pogląd w niej wyrażony... a kogo obchodzi, że kogoś danego dnia /np./ zabolał ząb?... każdego kiedyś zabolał, myk w tym, by umieć ten bolący ząb przetworzyć na ekspresję artystyczną...

      Usuń
    3. "myk polega na tym, że taki tekst trza umić napisać, by ktoś zainteresował się życiem autora"

      Ano właśnie, nie wiem, czy będę potrafiła tego dokonać. I czy będzie mi się chciało. :)

      Usuń
  4. Co prawda nie czytałam wszystkiego co było na poprzednim blogu (może kiedyś jeszcze ochota przyjdzie żeby się cofnąć do starszych stron, na razie nie), ale i tak sporo. Szkoda, że teraz będzie inaczej.

    Lubiłam czytać to co pisałaś. Najbardziej podobał mi się wpis "Upojna durnota myślenia". Tak pięknie ubrałaś to w słowa. I również mam takie poglądy, więc pewnie też dlatego szczególnie mi się podobało. Los zwierząt też mnie porusza, więc i tutaj mogłabym coś wskazać i jeszcze w paru miejscach, ale nawet tam gdzie się nie zgadzałam też ciekawie było czytać co myślisz. Mi nie przeszkadza poznawanie zdania kogoś, kto ma inne poglądy niż ja. Czasem komentowałam na tamtym poprzednim blogu postawę, której wcale nie uważałam za jakąś obiektywnie gorszą, po prostu może napisałam, że ja zrobiłabym inaczej, że mam inne zdanie na dany temat, albo nad czymś się zastanowiłam, mimo tego, że do końca nie miałam wyrobionego zdania.

    Wiadomo, że samo słowo to mało, ale słowo może zacząć też coś większego. Z niektórymi zachowaniami nie da się zrobić kompletnie nic na daną chwilę, może minimalnie ograniczyć, ale też samo z siebie to się nie stanie. W takich beznadziejnych przypadkach jestem za tym, żeby przynajmniej nagłaśniać. Pokazywać, że dzieje się coś złego. Więc np. kiedy pisałaś o tym co się dzieje w Chinach to może chociaż parę osób więcej się dowiedziało. I tak nic innego nie można na razie zrobić. Dobrze, że nie byłaś wobec tego obojętna i nagłaśniałaś problem chociaż wśród swoich czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, od słowa się zaczyna. Ale często i na słowie kończy. Niech inni odwalają za mnie tę robotę. Jest masa blogów, których autorzy znają te wszystkie paskudne zjawiska, o jakich pisałam, z autopsji. Ja je poznałam z Internetu, więc nie wniosłam nic nowego, wklejałam tylko linki.

      Cenię Twoje krytyczne uwagi, są zawsze merytoryczne, nigdy personalne. Tutaj pewnie Twój wnikliwy umysł nie znajdzie pola do popisu. Mimo to - zapraszam. :)

      Usuń
  5. popieram zdanie Missy... warto próbować zmieniać świat przy pomocy słów po to, by żyło się w nim przyjemniej /w końcu po to się żyje, by było przyjemnie/... kwestia tylko metody oraz kontrolowania swoich ambicji /czyli nie nastawiania się na szybkie i dużych rozmiarów efekty/...
    co do reszty Twojej zapowiedzi, to po prostu zobaczymy, bo o czym tu na razie chwilowo gadać?...
    pozdrawiać jzns :D...
    aha... ważne, że przeszłaś na Blogspot, bo nie muszę się dodatkowo logować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wiesz przypadkiem, czy (i jak) można ustawić powiadomienia na pocztę o nadejściu nowego komentarza?

      Usuń
    2. nie wiem... nigdy mnie to nie interesowało... spytaj Smurff'a albo jeszcze lepiej Iw, bo Ona chyba jest najlepiej w tym oblatana...

      Usuń
    3. Ustawienia -> Komórka i poczta e-mail -> w okienku "E-mail z powiadomieniem o komentarzu" wpisz adres, na który chcesz otrzymywać komentarze. Służę uprzejmie!

      Usuń
    4. zgadza się, sprawdziłem... ale nadal mnie to nie interesuje :P :)...

      Usuń
    5. Dzięki, Doroto, zapisałam. Ale wcześniej już miałam zapisany adres mailowy i powiadomień nie było. Dziwne.

      Usuń
  6. Witaj Kira.
    Jak na razie to pozdrowienia,bo nie mam co skomentować.Chwilowo anonimowy,bo zastanawiam się na nowym nickiem,który będzie pasował do konwencji nowego bloga.
    Pozdrawia mędrek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może... Mruczek? ;)

      Usuń
    2. Dotychczasowy nik bedzie pasowal jak najbardziej, Szanowny Panie Medrku!!!

      Ale to Pan wybiera...!!

      Usuń
    3. Witaj Kira.
      Mruczek opada.j Ja swojego kota nazwałem Kacper,a kotkę Zocha..
      Szanowny Panie Falko.
      Poczekam na nowy wpis,bo nie wiem co Szanowna Gospodyni "wysmaży".
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Prawda, dobro, piekno i zycie.... Hhhhmmm!! Pani Kiro - nowy blog zapowiada sie nie mniej interesujaco niz poprzedni (moze mniej "miesa" poleci ale czy to jest blog rzeznicki ...?!? ;)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
  8. "Zaprezentowałam się jako aspołeczna indywidualistka, która olewa autorytety tudzież prawo "

    Coz za pochlebianie samej sobie. A moze nie dla wszystkich sie tak zaprezentowalas? Z pewnych wyrywkowych opini zrobilas obrazek samej siebie. Moze tak szerzej a nie tak waziutko podchodz do sprawy? To tak "fajnie" byc kims takim za kogo cie ci inni "wyrywkowi" uznali:))
    Pozdro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd! Precz z wizerunkiem!!! Każdym!!!!! :)

      Usuń
  9. zawsze pisałem tylko dla mojej własnej przyjemności

    zatem witaj w gronie

    OdpowiedzUsuń
  10. A czy będziesz komentować na innych blogach?

    Landrynka

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...