22.10.2013

Kwestia wcale niebłaha


Każdy chyba ma jakieś – mniej lub bardziej wyraźne – wyobrażenie idealnej pracy. Albo nawet nie tyle idealnej, ile takiej, którą wykonywałby bez poczucia, że życie przecieka mu między palcami. Założę się, że przynajmniej część pracujących myśli o swojej posadzie nie z przyjemnością, a z rozpaczą, nienawiścią lub przynajmniej głęboką niechęcią. I że snują niekiedy marzenia o plunięciu szefowi w twarz, pokazaniu kolegom obscenicznego gestu, obróceniu się na pięcie i opuszczeniu znienawidzonego miejsca pracy raz na zawsze.

No dobrze, ale co w zamian? Jakie cechy powinna spełniać wymarzona profesja? Nie jest to bynajmniej zagadnienie na miarę zagadki Sfinksa. Większość z nas, choćby wybudzona o drugiej w nocy z najgłębszej fazy snu, gładko wyrecytuje banalną formułkę: praca powinna być ciekawa i dobrze płatna. Nie będę oryginalna – też bym tego chciała. ;) A co z ewentualnym prestiżem czy hojnym pakietem socjalnym? Tutaj mogę się wypowiadać wyłącznie za siebie: nie miałyby one dla mnie prawie żadnego znaczenia. Nie jestem szczególnie ambitna, a od bezpłatnych świadczeń wolę gotówkę. ;)

Jednak najważniejsze są dla mnie takie czynniki, jak:
  • zgodność powierzonych mi obowiązków z moimi możliwościami – czyli robię to, co jestem w stanie zrobić dobrze (nie nadaję się do ciężkiej fizycznej pracy, nie jestem w stanie wciskać ludziom trefnego towaru, nie umiem pracować z dziećmi, itp.)
  • dobra atmosfera w pracy – czyli przynajmniej poprawne stosunki z szefem i współpracownikami (choć nie ukrywam, że wolę pracować sama)
  • konkretny zakres obowiązków – czyli robię to i to, odtąd-dotąd – i do domu! (żadnych wyjazdów szkoleniowych, „imprez integracyjnych”, dodatkowych zajęć, etc)
Istnieje jednak czynnik, o którym czasami zapominam. Dobra praca powinna być również...

No, kto powie? :)




Dobra praca powinna być także – SENSOWNA! :)

I tutaj kończę osobiste wynurzenia, gdyż problem sensu – lub bezsensu – pracy jest kwestią na tyle istotną, że warto spojrzeć nań z szerszej perspektywy. Zacytuję fragment bardzo ciekawego artykułu (podziękowania dla blogerki Futrzak, która go zalinkowała) opisującego problem tzw. gównianych prac. Autor skupił się na kontekście społecznym, mnie natomiast (jak niemal zawsze) interesuje przede wszystkim, jak ten problem odbija się na jednostce. A raczej – na setkach tysięcy jednostek z osobna.

Warto przeczytać całość.

37 komentarzy:

  1. Dobra praca nie powinna nudzić,nie powinna hamować rozwoju.Dobra praca to praca zadaniowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podaj przykład pracy niezadaniowej. :)

      Usuń
    2. Nie,nie w tym sensie:)).Chodzi mi o organizację pracy .W tym kontekście -ważne jest zadanie i nikomu nic do tego,jak to zrobię.Jak zrobię szybciej-mam wolne .Niestety,w większości przypadków ludzie markują pracę,by pokazac,jacy są użyteczni i ile to im zajmuje.To mój problem-bo ja jestem bardzo szybka i wiele razy musiałam udowadniać,że bynajmniej nie mniej dokladna niż te zapracowane mróweczki

      Usuń
    3. Konieczność markowania pracy - jedno z przekleństw dzisiejszego świata...

      Usuń
    4. "mnie natomiast (jak niemal zawsze) interesuje przede wszystkim, jak ten problem odbija się na jednostce. A raczej – na setkach tysięcy jednostek z osobna".

      Witaj Kira.
      Wychodzi na to,żę masz zajęcie na lata z tymi "setkami tysięcy jednostek z osobna" .Bo razem to społeczeństwo,ale tego " (jak niemal zawsze)" raczej chyba nie trawisz.
      A co do pracy.Najlepsza praca,to taka,gdy się człowiek nie narobi,a zarobi.Bo z czegoś trzeba przecież żyć.
      Ps.
      Z tego co wcześniej pisałaś o sobie,to nie masz żadnej pracy.Przyjmując twoje wymagania na serio,to chyba ta sytuacja jeszcze trochę potrwa,moim skromnym zdaniem.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Naprawdę jest aż tak źle? Nie mam szans na znalezienie pracy, w której ludzie nie kopaliby pod sobą dołków, obowiązki byłyby jasno sprecyzowane, a moje umiejętności - adekwatne? No to zostaje mi dorabianie, oczywiście na czarno. ;) Robiłam w życiu różne rzeczy. Pracowałam nawet fizycznie (choć krótko), pomagając chłopakowi przy remoncie mieszkania pewnej pani. Fajnie byłoby "zarobić, a się nie narobić", ale raczej na to nie liczę. ;)

      Społeczeństwo to nie jest zbiór zupełnie odrębnych jednostek, tylko jednostek w jakiś sposób ze sobą powiązanych. Im mniej więzów, tym bardziej społeczeństwo jest zatomizowane. Nie, żeby mi to w najmniejszym choćby stopniu przeszkadzało.

      Usuń
    6. "Nie mam szans na znalezienie pracy, w której ludzie nie kopaliby pod sobą dołków,...itd".

      Jeżeli do tej interpretacji doda się wymogi,które podałaś w poście:
      ,
      "Jednak najważniejsze są dla mnie takie czynniki, jak:"

      to czarno tę pracę widzę,niestety.

      Ale to ma też swoje dobre strony.Masz faceta,to niech Ciebie utrzymuje.
      A ty mu w zamian ugotujesz obiadek,posprzątasz mieszkanie,wypierzesz gacie itd.,itp.
      Takie zwyczajne nic nierobienie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Mój facet nie jest bogaty. Pracuje od dawna na czarno (na szczęście został obdarzony paroma użytecznymi talentami ;)). Ale nawet gdyby chciał mnie utrzymywać, to źle bym się z tym czuła. Żywot utrzymanki mnie nie nęci. A i facet zawsze może odejść - i co wtedy? ;) (Zawsze mówię Markowi, że wolałabym, żeby był "tylko" moim przyjacielem, niżby miał się ze mną męczyć. ;))

      Nie rozumiem, o jakim "dodawaniu wymogów" piszesz. Przecież ta "interpretacja" to właśnie owe trzy najważniejsze dla mnie czynniki (dobra atmosfera = "ludzie nie kopaliby pod sobą dołków"; konkretny zakres obowiązków = "obowiązki byłyby jasno sprecyzowane"; dopasowanie zadań do umiejętności = "moje umiejętności - adekwatne").

      A w ogóle to co - pomarzyć nie wolno? Dobra pensja też by się przydała. :) No i jeszcze - żeby wykonywana praca miała j a k i ś sens. Co prawda w obecnej sytuacji przyjęłabym z pocałowaniem ręki nawet etat urzędniczki najniższego szczebla (notabene założę się, że nasze zakompleksione społeczeństwo patrzył przychylniejszym okiem na przekładające papiery i "pierdzące w stołek" biurwy niż na pracujących w pocie czoła "fizycznych"), ale to nie oznacza, że szanowałabym tę pracę. Byłoby to mniejsze zło. Mniejsze niż bezrobocie.

      A na razie zamierzam się ubiegać o pracę sprzedawczyni. Bo owa obiecywana przez Konkubenta działalność gospodarcza, na czele której miałam stanąć, nie doczekała się jeszcze legalizacji.

      Usuń
  2. Ja to bym chciał nic nie robić i dużo zarobić. Nawet mi się to udaje - niestety nie jednocześnie, bo jak nic nie robię, to nie zarabiam, z kolei w czasie zarabiania pieniędzy nie ma mowy o "nicnierobieniu". ;-)

    A'propos przytoczonego fragmentu. Nie dziwię się, że padała Stocznia Gdańska, skoro na 2500 zatrudnionych osób było tam niecałe 1000 osób produkcyjnych. Maszyny zastępują czasem pracę ludzi. Automat pakuje lody do kartoników kilka razy szybciej niż najbardziej wydajny pakowacz. Ale nie wszędzie takie przełożenie można zastosować. Nowoczesny dźwig nie będzie transportował blach dwa razy szybciej, nowe lokomotywy nie powodują wyrzucenia z pracy połowy maszynistów, nowe technologie spawania też nie przekładają się na zmniejszenie liczby potrzebnych pracowników, bo dużo szybciej się nie spawa.

    Tu przypomniała mi się zagadka matematyczna:
    Czterech żołnierzy znosi jeden fortepian z pierwszego piętra przez pół godziny. Przez ile czasu jeden żołnierz zniesie dwa fortepiany z czwartego piętra?

    Coraz to nowe przepisy narzucane na przedsiębiorców wymuszają zatrudnianie tabunów ludzi od papierkowej roboty. Gdybyś zobaczyła ile papierów musi wypełnić taki przykładowo szyper kutra, to zdałabyś sobie sprawę, że gdyby do tego kogoś nie zatrudnił, to wypełniwszy papiery nie miałby już czasu na wypływanie w morze. :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o zagadkę, to odpowiedź powinna brzmieć: jeden żołnierz nie zniesie żadnego fortepianu; w pojedynkę jest to niemożliwe. ;)

      Biurokracja to kolejna zmora dzisiejszego świata. Moja mama (chemik) i Przyjaciółka (nauczycielka angielskiego) też muszą wypełniać stosy papierów. Coś takiego potrafi odebrać całą radość z wykonywanej pracy.

      Usuń
    2. Papiery ? ooo,papiery-wprawdzie już elektroniczne -to czarna strona mojej pracy.nie ma róży bez kolców,niestety:(

      Usuń
  3. Moim marzeniem jest praca twórcza, aby jej efektem było coś ważnego, potrzebnego społeczeństwu, a przy okazji zapewniająca wysokie zarobki. Niestety moją realnością jest praca nudna i upierdliwa i tylko momentami udaje mi się wpleść coś twórczego, ale sam to tylko zauważam. Najgorsze w pracy jest molestowanie seksualne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, człowieku, musisz się bronić! :(

      Usuń
    2. Dibelius - na molestowaniu seksualnym też można zarobić :) A później spokojnie zająć się pracą twórczą.

      Usuń
  4. Moja obecna praca spełnia Twoje warunki: to co robię bardzo mnie interesuje, czuję że się rozwijam i pracuję ze wspaniałymi ludźmi, najlepszymi na świecie. Niestety wynagrodzenie jest tragiczne i nie mogę tam zostać. Chcę się sama utrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Kira.
    O ile dobrze pamiętam,pisałaś kiedyś,ze jesteś na zasiłku dla bezrobotnych
    Kolega mojego syna wystarał się o dofinansowanie z PUP na założenie działalności gospodarczej w kwocie ok.20 tys.zł.Dokładnie nie znam warunków jakie trzeba spełnić,ale jest to do sprawdzenia.M.in.zaletą tej formy dotacji jest to,że jest to pożyczka bezzwrotna,pod warunkiem,że prowadzi się działalność gospodarcza przez min.dwa lata.Także składki ZUS-owskie są przez te dwa lata niższe.Prawdopodobnie nie każdy bezrobotny taką pożyczkę ma szansę otrzymać,ale moim zdaniem warto za tym pochodzić.
    Ryzyko praktycznie zerowe.Jeżeli się powiedzie,to przez ten czas nabierasz doświadczenia i dalej "walczysz" na rynku na normalnych już warunkach.
    Jeżeli nie trafisz,to bez żadnych konsekwencji zwijasz interes.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informacje, wszystko to sprawdziliśmy dawno temu. :) Nawet raz miałam podejść do takiego dofinansowania, ale... zrezygnowaliśmy (nie pamiętam, dlaczego; może dlatego, że otrzymałam nagle posadę?). Ale masz rację, powinniśmy spróbować raz jeszcze, w końcu wniosek już mamy. Sklecony z pomocą profesjonalistki, która wzięła za usługę zaledwie 50 zł. ;) Ale poczekamy z tym do stycznia 2014, teraz PUPy nie mają już - prawdopodobnie - ani grosza.

      Nie, nie jestem na zasiłku. Byłam - ładnych parę lat temu. :) Obecnie mi się nie należy. A raz nawet straciłam nań szansę, bo pracodawca kombinował chyba (tak myślę, bo nie znajduję innego wytłumaczenia machlojek z przekręcaniem daty zatrudnienia - a czas pracy jest ważny, żeby PÓŻNIEJ dostać zasiłek!), jak by tu mieć lektorkę, ale zapłacić jak najmniej ZUSowi.

      Usuń
    2. Wystarczyła przykładowo umowa o dzieło,nie wiem dlaczego nazywana "śmieciową",a ty tego nie sprawdziłaś.I masz pozamiatane,bo nie masz okresu składkowego.M.in.lektorki tak się najczęściej zatrudniają,bo wtedy jest większa kasa do ręki.Odpada składka na ZUS.
      Co prawda nie jestem przeciwnikiem takich umów,bo sam na emeryturze tak sobie dorabiam.Płaci się wtedy tylko podatek dochodowy.
      Ale moim zdaniem,młodzi ludzie powinni takich warunków unikać,bo na przyszłą emeryturę,jaka by nie była,trzeba tych lat,ile się da,nazbierać.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Pamiętam, że miałam już wtedy płacony KRUS przez rodziców (notabene z tego będę mieć chyba emeryturę ;)). Tak więc nie wiem, dlaczego pani z kadr kombinowała jak koń pod górę. Dość, że zadecydowała, że wstawi fałszywą datę rozpoczęcia pracy. A ja się nie buntowałam - czy to z nieświadomości, czy dla świętego spokoju, czy może ze strachu, że przepadnie mi całkiem niezła fucha.

      Usuń
  6. chyba nic nowego nie wniosę do dyskusji... chodzi o to, by zarobić, ale się nie narobić /ale jednak coś robić, bo nic nie robienie mnie nudzi/... a na poziomie detali, to praca powinna mnie bawić /lub dawać warunki do ogarnięcia sobie zabawy/, zaś jeśli jest to praca w grupie, to mają to być ludzie z sensem... kasa jest ważna, ale z idiotami robić nie lubię i wolę zarabiać nieco mniej, byle ekipa była na poziomie...
    pozdrawiać :D...

    OdpowiedzUsuń
  7. System dba o to, aby uśpić drzemiący w ludziach potencjał, dlatego pracowników obciąża się nadmierną liczbą obowiązków i nakazuje się im pracować po kilkanaście godzin dziennie, nawet jeśli jest to zupełnie pozbawione sensu. Wówczas nie mają ochoty na myślenie o niczym innym. Myślenie zagraża, bo kreuje nowe koncepcje, idee, sposoby radzenia sobie z rzeczywistością, metody organizowania własnego życia.
    Idealizowanie "ciężkiej pracy" wiąże się z popularnym przesądem mówiącym, że nawet najbardziej gówniana, upokarzająca albo sprowadzająca pracownika do roli bezmyślnego trybika w maszynie praca jest wartością samą w sobie. Tymczasem mam dziwne wrażenie, że większość ludzi nienawidzi swojej pracy i gdyby tylko mogła, rzuciłaby ją w cholerę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko warto COŚ robić. :)

      Usuń
    2. Nie zawsze. "Niedziałanie" bywa bardziej twórcze i owocne od działania w sensie wykonywanej pracy.

      Usuń
  8. Większość ludzi posługuje się rozumem,który podpowiada,żeby niepotrzebnie się nie męczyć,bo są przyjemniejsze zajęcia.A gdy za te zajęcia jeszcze płacą,to sytuacja jest komfortowa,czyli tzw."praca idealna".
    Praca zarobkowa to najczęściej zwyczajna konieczność.
    Ps.
    "System dba o to, aby uśpić drzemiący w ludziach potencjał..itd"

    Co to za system?Marsjański może,że ludzie nie mają na niego wpływu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka procent ludzkości rządzi całą resztą. A przynajmniej tak mówią/piszą ci, którzy się do tych kilku procent nie załapali. ;)

      Usuń
    2. Witaj Kira.
      Teoria spiskowa ma także swoja dobrą stronę.Jest na kogo zgonić bez wysilania mózgownicy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Hmm, rozumiem, że w to nie wierzysz?

      Usuń
    4. Jeśli myślisz że jesteś w stanie zmienić system bez jakiejś wielkiej ruchawki, to... życzę szczęścia i dalszego dobrego samopoczucia.

      Usuń
  9. Jeżeli dyskusja ma być o "wierze" to czarno to widzę.Ja się na to nie piszę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba coś powiedzieć , żeby Kirę podrażnić :)

    Zakładamy, że Twoją pracą jest pisanie blogów, piszesz blogi codziennie od ponad 10 lat, znasz się na tym, masz stosowne ku temu wykształcenie, w charakterze blogera pracujesz od rana do późnego popołudnia, posiadasz duże doświadczenie, osiągasz dobre lub bardzo rezultaty, drobne niedociągnięcia, o ile się zdarzają, potrafisz w porę dostrzec, samodzielnie wyciągasz płynące z tego wnioski na przyszłość i wdrażasz działania naprawcze. Wiesz co masz zrobić dzisiaj, planujesz również swoją pracę na jutro i na pojutrze, w ten sposób funkcjonujesz przecież od 10 lat. Swoje kontakty z czytelnikami utrzymujesz na bieżąco, znasz ich osobiście od 10 lat, wszyscy są Twoimi wychowankami, absolwentami szkoły czytelnictwa blogów Kiry, którym wystawiłaś świadectwo pełnej przydatności do współpracy na blogu. Nadmienić należy, że widujecie się codziennie przez 8 godzin, masz bezpośredni kontakt z czytelnikami i w tym czasie możesz w razie potrzeby zareagować na takie, czy inne zachowanie czytelnika. Zresztą, czytelnicy znają Cię doskonale, odbyli u Ciebie praktykę, szybko nauczyli się dobrze współpracować na blogu, są zdyscyplinowani i ambitni, znają na pamięć wszystkie zasady, stosują się do nich, bo jak już wspomniałem, ta wzajemna współpraca zaczęła się dekadę wcześniej i przynosi oczekiwane rezultaty.

    Ale.... to nie wszystko:)
    Pewnego pięknego dnia przychodzi do Kiry "konsultant z bożej łaski" i ma pomysł, aby zakłócić ten rytm pracy, proponując pozbawione głębszego sensu rozwiązanie.
    Proszę podać jedno słowo, którego użyłaby Kira, podenerwowana bezdenną głupotą "konsultanta", w odpowiedzi na jego bezsensowną propozycję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha! Żeby tak za pisanie bloga ktoś mi płacił... :) O kurczę, nie! Wówczas blogowanie straciłoby cały smak! :)

      Piszę o różnych porach, ale nawet podczas najgorętszych dyskusji nie siedziałam kołkiem przy monitorze przez 8 godzin. ;) Poza tym zauważ, że jednak dawniej tę pracę (swego czasu nawet parę naraz) miałam. Tak więc nie rób sobie jaj z biednej Kiry. :) Jestem tu po to, żeby się odprężyć. Między innymi dlatego zrezygnowałam z bezsensownego pieprzenia o polityce czy durnocie części społeczeństwa. A zresztą - mam to społeczeństwo głęboookooo...

      Usuń
    2. Chodziło mi o jedno słowo.
      Osnową mojego komentarza powyżej, jest przykład zaczerpnięty z życia, autentyczna historia z pracy w pewnej korporacji. Historia ta nie dotyczyła oczywiście pisania blogów:)

      Usuń
    3. Jedynym słowem, które CHCIAŁABYM rzucić pod adresem każdego durnia proponującego mi coś, co przyniosłoby mi więcej strat niż korzyści, byłoby: "Spierdalaj!" Ale jeszcze się nie odważyłam i pewnie nigdy się nie odważę. ;)

      Usuń
    4. Celująco! :):):)
      Więcej odwagi! Inaczej dureń uwierzy, że pełni dziejową misję w korporacji.

      Usuń
    5. A nie lepiej chłodno podziękować, odwrócić się i odejść? To przecież również "Spierdalaj!", tylko w grzeczniejszej wersji. ;)

      Usuń
  11. Dla mnie dobra praca to PRACA PASJONUJĄCA :)
    Zawsze bardzo lubiłam wyzwania, opanowywanie nowych zagadnień, pamiętam, jak wieeeeele lat temu zaczęłam zagłębiać się w unijne dotacje - nigdy nie zapomnę napisanego pierwszego projektu. Zrobiłam to sama - w zaledwie tydzień :) Byłam bardzo z siebie dumna. Zawsze tak mam, gdy zarabiam poprzez pisanie - idealne połączenie pasji i materializmu :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...