09.10.2013

Nie pożeraj!



Zastanawiam się, czy zainteresowałabym się filozofią minimalizmu, gdybym była zamożną businesswoman z Warszawy, a nie ubogą ex-nauczycielką z prowincji, u której zwroty takie jak „glamour”, „trendy” czy „high life” wywołują w najlepszym wypadku wesołość, a w najgorszym – głęboką niechęć. No cóż, jako przebojowa, ambitna i bliska zawału z przepracowania kobieta sukcesu nie miałabym z pewnością ani czasu, ani ochoty siedzieć tyle w Internecie i zapewne nigdy bym nie poznała tego najrozsądniejszego ze stylów życia. A jeśli bym poznała, to pewnie prychnęłabym z pogardą, uznając go za opcję dobrą wyłącznie dla leniwych singli, zatwardziałych abnegatów lub złaknionych podziwu snobów, którzy pragną szpanować przed motłochem.

Tymczasem minimalizm to coś dla każdego z nas. Także dla osób zamożnych. A może zwłaszcza dla nich? Przecież to właśnie ci lepiej sytuowani zatracają się w praco- i zakupoholizmie. Może czas przystopować? Rozejrzeć się wokół siebie? Zrewidować swoje plany, marzenia, cele, potrzeby? Nie, nie namawiam nikogo do rozdania swoich dóbr. Ani nawet do ich katalogowania, jak to robią nadgorliwi minimaliści, usilnie dążący do zredukowania liczby posiadanych przedmiotów do najwyżej setki. Po prostu przestańcie bezmyślnie pożerać, pochłaniać, zasysać.

Naturalnie powyższe słowa nie są skierowane do ludzi, którzy się szarpią, męczą i wypruwają z siebie żyły, żeby zarobić na wizytę u prywatnego lekarza czy terminową spłatę kolejnej raty za mieszkanie, a w kinie czy knajpie na mieście nie byli od ładnych paru lat. Piszę to do tych, którzy wydali w ciągu ostatniego roku więcej niż tysiąc złotych na rzeczy, które przestały ich cieszyć po drugim czy trzecim użyciu; do kolekcjonerów najrozmaitszych błyskotek, bibelotów i pamiątek, o których zapominają w parę dni po zakupie, a przypominają sobie dopiero w momencie, gdy warstwa kurzu pokrywająca ich zbiory zamienia się w lepki brud; do tych wszystkich nowoczesnych i spieszących się ludzi, którzy wzdrygają się na samą myśl, że mieliby naprawić (lub oddać do naprawy) zepsuty czajnik, zszyć rozprutą koszulę, podkleić okleinę biurka lub... zawalczyć o walący się związek. I jeśli choć jedną osobę zarażę ideą minimalizmu, to uznam, że warto się było tutaj produkować. :)

Pal licho z gospodarką, którą pewnie szlag trafi, jeśli ta filozofia zyska zbyt wielu sympatyków. Niech się właśnie rozprzestrzenia jak najdalej i jak najszybciej. Im prędzej się ludzie zorientują, że chory konsumpcjonizm, niekończący się wyścig szczurów i zaciąganie kolejnych kredytów, żeby kupić sobie nowy (i bardzo często niepotrzebny) gadżet prowadzą nie do szczęścia, a do nerwicy, wrzodów żołądka i obezwładniającego poczucia, że przesrali życie, tym lepiej. Opamiętanie może przyjść w każdym wieku. Ale chyba lepiej, żeby stało się to przed 70-tką, nie? ;)

24 komentarze:

  1. Nie jestem minimalistką. Lubię gromadzić. Prawie wszystkiego mam więcej niż jedną sztukę. Zawsze kupuję coś na zapas i to dużo wcześniej niż zużyję pierwszą sztukę zapasową. Wiem, że długo nie będę czegoś potrzebować, bo wcześniejsze jeszcze będzie długo dobre, ale nowe już sobie będzie czekało w szafce. Jeśli zapas jest odpowiedni to przez jakiś czas rzeczywiście zużywam ten zapas i nie kupuję nic nowego, ale jak widzę, że w zapasie nie będzie nic, bo niedługo wezmę ostatnią sztukę to idę kupić od razu kilka do przodu. Nie lubię zostawać z jedną, używaną sztuką jakiejś rzeczy i nie mieć zapasu obojętnie czy to błyszczyk, czy żarówka. Lubię też mieć pewne rzeczy zostawione w kilku pomieszczeniach i tutaj parę sztuk się przydaje. Nawet jak czegoś nie używam to nie śpieszę się z wyrzucaniem (szczególnie jeśli chodzi o coś co zajmuje mało miejsca). Niech sobie leży, może kiedyś to wykorzystam, albo komuś oddam. Zawsze sobie myślę, że po co ma iść do śmieci, skoro mi nie przeszkadza, a miejsce jest. Czasem można przełożyć z kąta w kąt. Niestety, to może i nie jest dobre. Może ta rzecz jest mi niepotrzebna, ale ciągle jest dobra, a jakoś mi szkoda wyrzucać dobre rzeczy. Jakby była zniszczona to co innego. Zresztą chyba mam to po babci. Ona też lubi "coś" mieć i też lubi wcześniej myśleć o tym, że coś się kończy, że coś będzie potrzebne. Ona najbardziej lubi gromadzić ubrania. Kiedy była dzieckiem zawsze dostawała ubrania po starszym rodzeństwie, a marzyła o tym żeby mieć swoje. Sama mi to opowiadała. Kiedy poszła do pracy i mogła kupować sukienki dla siebie, wybierać to była dla niej wielka radość. Dzisiaj też tak jest. Rzeczy też potrafią cieszyć, a ich brak potrafi przynosić cierpienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmodyfikowałam nieco swój wpis, żeby zostać lepiej zrozumianą. Jestem zwolenniczką umiarkowanego minimalizmu. ;)

      Usuń
  2. Uczynić z konieczności; cnotę - jakiś sens to ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy twierdzą, że bieda właśnie uniemożliwia prawdziwy minimalizm. Ograniczamy się bowiem z musu, co oznacza, że nie znajdujemy w tym spełnienia. I że gdybyśmy tylko mogli... ;)

      Usuń
  3. ..nie chodzi tylko szarpanie się w celu dokonania zapłaty raty za mieszkanie czy samochód. Przecież trzeba również gdzieś zjeść te sushi, obejrzeć modny film, obowiązkowo zabawić się w klubie, w którym porządku pilnuje "selekcjoner". Styl życia ma być dostosowany do roszczeń wytwórców odpowiednich metek.
    Odbieram minimalizm jako formę buntu wymierzonego przeciwko filozofii sprowadzającej ludzi do roli kawałków użytecznego mięsa, którą opisałem pod Twoim poprzednim postem.
    Oczywiście jest to tylko jedna z form buntu, wymagająca samoograniczeń i narzucająca pewne wyrzeczenia. Spełniać się można na rozmaite inne sposoby, niekoniecznie związane z minimalizmem.
    Na przykład obecnie posiadanie oryginalnych i niemodnych zainteresowań staje się już przyczyną ostracyzmu. Rezygnacja z tzw. rozwoju zawodowego naraża na rozmaite szykany.
    Warto się zastanowić nad przyczyną tak skrajnej nietolerancji wobec wyborów życiowych innych. Aby nie dać się sprowadzić do roli kawałka mięsa, którego "rozwój" polega na... ech.

    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmaite. Od wskazywania "właściwych wzorców", poprzez nachalne sugestie, teatralne biadolenie nad czyimś rzekomo parszywym losem, po wytykanie paluchami.
      Nie spotkałaś się nigdy z czymś takim w przypadku niepracujących matek wychowujących dzieci?

      Antydogmatyk

      Usuń
    2. Mało przebywam z ludźmi. To błogosławieństwo i przekleństwo zarazem.

      Rezygnacja z pracy zawodowej to coś innego niż minimalizm. Owszem, to także jakaś odmienność, ale takimi samymi odmieńcami są np. ludzie nie lubiący dzieci.

      Usuń
    3. Ale ja już wcześniej napisałem, że to właśnie coś innego;)
      Anty

      Usuń
    4. Faktycznie, napisałeś o "jednej z form buntu". ;) Wybacz, o pewnej porze dnia mój umysł nie funkcjonuje już zbyt sprawnie. Zabrakło wczoraj (przed)wieczornej drzemki. ;)

      Muszę napisać, że nie podoba mi się styl życia opierający się na buncie przeciwko komuś czy czemuś. Nie kręci mnie poza wiecznego outsidera - takowym się jest albo nie, koniec pieśni. Minimalizm uważam za słuszny kierunek rozwoju nie dlatego, że występuje przeciwko masom, tylko dlatego, że jest odtrutką na ewidentnie szkodliwe zachowania.

      Usuń
    5. Umówmy się - w dzisiejszym zuniformizowanym świecie nietrudno być outsiderem i nie trzeba się starać o pozy. Najczęściej wystarczy po prostu być sobą, to już bywa niemile widziane przez większość.
      Co do motywacji poparcia - ja doceniam jedną i drugą, choć sam nie mogę się nazwać minimalistą.
      Anty

      Usuń
    6. "Najczęściej wystarczy po prostu być sobą, to już bywa niemile widziane przez większość."

      Każdy z nas musi się przynajmniej trochę dostosować.

      Usuń
    7. Idę sobie sam ulicą i gadam i śmieję się jak głupi. Spotykam kilku sąsiadów, którzy patrzą na mnie conajmniej dziwnie.
      Kilka dni później spotykam koleżankę, która mi oświadcza, że cała wioska już chuczy, jako by mi odbijać miało, bo sam z sobą rozmawiam.
      -Ano zgadza się gadam. Tylko, że mam słuchawkę bezprzewodową i jeśli gadam bez towarzystwa to przez telefon.
      Ponieważ wiem, że wszystkim nie mogę się podobać, to ja wybieram sobie znajomych. Kryterium jest proste, plotkarze i głupki odpadają.
      kacper

      Usuń
    8. Oby nie przesadzić. Mądrzy ewolucjoniści mówią, że najlepiej dostosowani po zmianach giną jako pierwsi;)
      Anty

      Usuń
    9. Zgasza się, nad tym też myślałem, w sensie praktycznym. Chociaż odniosłem wrażenie z Waszych wypowiedzi, iż to o fanów bardziej Wam chodzi. Dlatego pisałem o czymś przesadnie przeciwstawnym.
      kacper

      Usuń
  4. "Czym jest minimalizm?"

    Witaj Kira.
    Jak dożyjesz zasłużonej emerytury,to się dowiesz.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiej emerytury??? :)))))

      Usuń
    2. Mędrek - nie strasz emeryturą, nieładnie tak przed nocą, będą koszmary :)
      Kira mówi o minimalizmie, jako o filozofii życia, nie smutnej, przyziemnej konieczności.

      Usuń
    3. Wiesz, Marzeno, mam sporo niezaspokojonych potrzeb. Chciałabym pójść do dentysty, kupić sobie parę rzeczy (niciarkę, magnetofon, pudełko na płyty, budzik), wymienić stare ubrania na nowe (i tak kupuję niemal wyłącznie taniochę z outletu). Ale nie mam kasy, a prosić rodziców nie chcę. I tak mi za dużo dają. Niestety, straciłam nadzieję na znalezienie pracy w szkole dla dorosłych. Moja "karyjera" anglistki dobiegła chyba - jakże smutnego - końca.

      Dlatego kiedy ktoś mi pisze o mojej emeryturze, to mnie gorzki śmiech ogarnia. Dostałam kiedyś pismo z ZUSu, powiadamiające mnie, ile to się zebrało przez te wszystkie lata (a pracowałam kiedyś sporo). Były to jakieś śmieszne pieniądze.

      A zresztą, ZUS niedługo upadnie. A przynajmniej taką mam nadzieję. :)

      Usuń
  5. mnie zarażać nie musisz, bo sam się zaraziłem bardzo dawno, w chwili, gdy dotarło do mnie, że im więcej posiadam rzeczy, tym bardziej będę cierpiał, gdy je stracę /zawsze się to może zdarzyć/...
    ipso facto prochu nie wymyśliłem, bo wpadł już na to ktoś niegłupi ok. 500 lat p.n.e....
    bawią mnie ludzie, którzy uganiają się za rzeczami, którzy nawet gdy je zdobędą, wcale szczęśliwsi się nie wydają, patrzę na nich z pobłażliwym uśmiechem politowania /tu przyznam, że mam wątpliwości, jeśli chodzi o tą pobłażliwość, bo to przecież oni zasyfiają tą planetę, na której mieszka Mój Bóg, czy JA/...
    tak na prawdę, istota problemu nie tkwi w rzeczach jako takich, ale w przywiązywaniu się do nich, to jest jądro sprawy... ale mnie się nie chce w tym głębiej grzebać, mnie te rzeczy po prostu nie są potrzebne i tyle...
    zauważmy, że większość tych rzeczy służy ludziom po to, by po prostu je mieć i szpanować przed innymi niczym niejaki Muller z "Ziemi obiecanej", by się dowartościować... mnie nie interesuje szpanowanie przed motłochem, którego opinię i tak olewam, zaś moja wartość od tej opinii nie zależy ani trochę...
    minimalizm nie oznacza rzecz jasna przeginania w drugą stronę... nie interesuje mnie kariera "hippie monk", który posiada tylko siebie i gacie na tyłku /co nie oznacza, by na stare lata jeszcze raz tematu nie przemyśleć :D/...
    czyli chodzi o minimalizm "z głową", droga środka bez przegięć w żadną stronę, co rozumiem jako prostotę i praktyczność okraszone estetyką...
    nie jest przegięciem mądre zbieranie zapasów, nie jest przegięciem posiadanie przedmiotów, które naprawdę mogą się przydać... przegięciem jest gromadzenie ich nadmiaru... jest to oznaka lęku, zaś lęk to syf...
    /za peerelu, gdy był problem ze zdobyciem elementarnych produktów, pewna kobieta nazbierała całą wannę masła... w końcu robaki się zaległy, a smród był na pół bloku/...
    tak samo nie jest przegięciem kolekcjonerstwo różnych pierdołek, to jest tylko niewinne hobby... przegięcie jest wtedy, gdy zaczynają nas bardziej męczyć, niż bawić...
    upowszechnienie minimalizmu nie zniszczy gospodarki, zmieni jedynie jej paradygmat, przepoczwarzy ją na lepsze... marzy mi się chwila, gdy Ziemia odetchnie uwolniona z okowów betonu, a lampart przyjdzie do mnie i pozwoli się podrapać za uchem, ufny, że nie chcę mu zabrać futra... nie sądzę, bym dożył tego, ale jak pisał i śpiewał mój ulubiony poeta Kostrzewski, "wianki kiedyś dopłyną"...
    i w tym poetyckim klimacie pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam kolegę inżyniera, który twierdzi, że znajomość zasad poruszania się w inter świecie w ogóle go nie interesuje. Byłem zdziwiony, ale czemu nie. Nie jest typem siedzącym przed tv, ma inne zajęcia. Powiedziałbym masę zajęć, w których się sprawdza nie od dzisiaj.
    Gospodarka jeśli padnie to na pewno nie z powodu minimalizmu. Tu obowiązują inne zasady.
    A poza tym, nie wierzę w powszechny minimalizm, skoro "działki na księżycu" (tak nazywam wiarę w życie po śmierci) nieźle się sprzedają.
    Albo właśnie słyszę o Polaku, który wybiera się na Marsa, który twierdzi, że robi to by zaistnieć w histori.
    kacper

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak się składa, że mam pewnych znajomych, super trendy :) On - to całkiem miły gość, za to ona - ciągle spięta, przestraszona, że może nie nadążyć za światem. Od pewnego czasu mówią o sobie, że są minimalistami. Zmienili wystrój domu, pozbywając się starych, przytulnych mebli. Ona, modna minimalistka, zakupiła nowe meble. Generalnie mają teraz dużo wolnej przestrzeni. Czy są minimalistami? Z całą pewnością nie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinni byli zacząć od uporządkowania umysłu.

      Usuń
  8. Moim zdaniem doskonałym przykładem minimalistki jest Twoja idolka Dian Fossey.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...