24.10.2013

Pusto. Cicho. Pięknie. Groźnie.


Miejsce: Cinema City, Plaza, Lublin.

Czas: Środa, 23.10.2013, godz. 19:30 (formalnie; w rzeczywistości: ok. 20 minut później).

Wydarzenie: seans filmu „Grawitacja”.

Uczestnicy (oprócz rzeszy anonimowych widzów): mama, Luby i ja.

Wrażenia: Mamie podobało się bardzo; zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że była zachwycona. Luby uznał film za bardzo dobry, choć miał zastrzeżenia do muzyki – że nazbyt głośna i natarczywa; na moją indagację odnośnie wrażeń powiedział: „Nie obyło się bez typowego amerykańskiego patosu”. ;) Jeśli zaś chodzi o mnie, to... jestem lekko rozczarowana.

Być może mój zawód jest efektem uprzedniego napasienia się przesadnie pochlebnymi recenzjami, które obiecywały mi widowisko przekraczające moje najśmielsze wyobrażenia. Napaliłam się na niezwykłe zdjęcia Kosmosu, wyżerające gałki oczne efekty specjalne oraz przyprawiającą o palpitację serca akcję. Oczekiwałam zbyt wiele. Otrzymany produkt można określić krótko: naprawdę przyzwoity, dobrze nakręcony film. W żadnym wypadku przełomowy. Widzieliśmy już wiele oszałamiających obrazów kosmicznej pustki i kibicowaliśmy całej masie astronautów, których od zabójczej próżni oddzielał jedynie skafander.

Co jest zatem mocną stroną „Grawitacji”?

ZALETY:
  • Widoki. Najpiękniejsze zdjęcia Ziemi, jakie do tej pory widziałam.
  • Montaż. To jest coś, co może położyć film lub go uratować. W tym wypadku powala na kolana.
  • Realizm. Dla mnie, jako laika, przedstawiona sytuacja wyglądała całkiem wiarygodnie. ;)

WADY:
  • Fabuła. Przypomina mi się nieszczęsny „Prometeusz”. On również zaczynał się zajebiście, a skończył wyjątkowo banalnie (przy czym uważam film Cuaróna za lepszy). Całą akcję można by opisać jednym zdaniem (chociaż solidnie rozbudowanym ;)). Nie jest to wadą w przypadku kina klasy C, za to w przypadku ambitniejszych obrazów – owszem.
  • Brak głównego bohatera. Protagoniści są niczym wycięte z papieru sylwety – niemal idealnie nijacy. Kosmosu prawie nie ma. Tzn. sensu stricte jest, w końcu akcja rozgrywa się na okołoziemskiej orbicie. Niemniej spodziewałam się czegoś więcej niż kilku – choćby i najwspanialszych – ujęć naszej planety. Na czym więc, do cholery, ogniskuje się tematyka filmu? Wydaje mi się, że jedyną sensowną odpowiedzią jest: na doświadczeniu. Oto mamy wydarzenie. Epizod, zajście, wypadek. I zostaje ono nadzwyczaj skrupulatnie, wręcz z pietyzmem opisane. Miotające się w stanie nieważkości ludziki oraz bezdenna czerń Wszechświata są jedynie tłem dla rozgrywającej się na naszych oczach tragedii. Tłem nadzwyczaj efektownym, przyznaję, momentami porywającym i wzruszającym – ale niczym więcej.

Na Filmwebie można ocenić film w skali od jednego do dziesięciu. Postawiłam szóstkę, co oznacza, że jest w mojej ocenie „niezły”. Ot, miło spędzone półtorej godziny.

Uwaga! Powyższa recenzja jest subiektywną, nie roszczącą sobie pretensji do profesjonalizmu opinią kompletnie się nie znającej na filmie blogerki. :) Zachęcam do obejrzenia, ale kasy za bilety zwracać nie zamierzam. ;)



16 komentarzy:

  1. Heh, ładne i trafne podsumowanie. Miałem podobnie - wspaniałe efekty wizualne, ale film o niczym. Takie demo możliwości współczesnej techniki filmowej, które można puszczać na targach.

    A naprawdę chciałem go "spodobać" … Może mam niewyleczalną alergię na 3D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za 3D, ale mama uwielbia. :) (Gwoli sprawiedliwości dodam, że akurat w TYM filmie owa technika godnie spełniła swoje zadanie.)

      Usuń
  2. Widziałem wcześniej zwiastun, a jako że powinno się tam pokazać najciekawsze rzeczy i akcję tuż przed cięciem/reklamami, to przyznam szczerze, że nie było to coś, co zachęca. To tak jakby w czasie rejsu marynarz wypadł za burtę. Jeśli to cała akcja, to szkoda. Filmu nie widziałem, więc nie będę się wypowiadał, ale nie zapowiada się interesująco. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to jest właśnie takie "wypadnięcie marynarza za burtę". Plus sztorm, wielkie fale... Ups, w tym wypadku - kosmiczny gruz lecący z zawrotną prędkością. ;)

      Usuń
  3. Mnie się ten zwiastun podobał. Dr Stone fajnie krzyczała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie spoiler, ale co tam. Napiszę to: seksu nie będzie. :)

      Usuń
    2. Seks w kombinezonach kosmicznych....rezyser musialby miec chyba wypaczona fantazje:))

      Usuń
    3. Wiesz, są też sceny we wnętrzach, np. w stacji kosmicznej.

      Usuń
  4. No coz...kosmos to nie zabawa. Tam smieci w postaci odprysku z farby moga robic spustoszenie i uszkadzac urzadzenia. ...:))

    Nie ogladalam, ale obejrze. Sandre Bullock bardzo lubie, wiec nie chce stracic okazji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto obejrzeć dany obraz dla jednej, jedynej postaci. Ja na przykład poszłam na "Riddicka" wyłącznie dla... Riddicka. ;) (Nie dla Vina Diesela! :))

      Usuń
    2. S-f to nie moja ulubiona dyscyplina filmowa, choc nie przecze, ze jak film dobry to i z przyjemnoscia obejrze. Zapodalam sobie "Riddicka". Zaczelam od konca, a skonczylam na poczatku....bardzo dobry film. Riddick tez niezly choc wydawal mi sie nierealny:))

      Usuń
    3. O wiele lepsze są "Kroniki Riddicka" (środkowa część). "Pitch Black" (pierwsza) jest średni. "Riddick" (ostatnia) - taki sobie. No i Diesel ma już swoje lata...

      "Zaczelam od konca, a skonczylam na poczatku"

      ???

      Usuń
    4. No..czyli polecialam ostatnia czescia. potem poszly na ruszt Kroniki Ridiccka- fakt chyba najlepsze, po czym skonczylam na "Pitch Black". :) Na playtubie omijalam go, bo taki glupi obrazek, bez sensu mi sie wydawal: lysy facet w googlach...

      Usuń
  5. myślę, że napisałaś po prostu dobrą /w sensie: fachową/ recenzję... u mnie i tak chwila rządzi absolutnie w kwestii chodzenia do kina /czyli "zaplanuję" zwykle nie znaczy "dotrę" i vice versa/, ale dane, które pozyskałem będą uwzględnione w ewentualnym procesie podejmowania decyzji...
    dziękować :D...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to Ty z Lublina jestes?
    Hm.. za moich czasow nie bylo "Cinema City, Plaza".
    Z mapki widze, ze to pomiedzy ogolniakiem, ktory konczylam w ostatnim roku, a cmentarzem na Lipowej. Nawet wiem, co tam bylo 20 lat temu...taki obskorny pokomunistyczny budynek a obok sciezki na skroty na uniwerek...

    Heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę - Lublinianka! :)

      Jak to: za Twoich czasów? Jesteś ode mnie tylko trochę starsza. :) Plazę wybudowano w 2007. Otwarcie opóźniła Mega Ulewa z 25.05.2007. [Był to swoisty fenomen, przynajmniej w naszej strefie klimatycznej: cholerny upał (ja wówczas - w przeciwieństwie do wszystkich normalnych, roznegliżowanych Lublinian - ubrana byłam w długie spodnie i koszulę z długimi rękawami ;)) w ciągu parunastu dosłownie minut przeszedł w rzęsisty, wielogodzinny deszcz, który... zalał budynek Plazy. :)]

      Jakbyś chciała wiedzieć, to odnowili już kilka kamienic na Starym Mieście. Ładnie to wygląda. Lublin się rozbudowuje - powolutku, ale z uporem.

      Niestety, pewne dzielnice ciągle wyglądają obrzydliwie: brudne, zaniedbane, zamieszkane przez tzw. element.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...