07.11.2013

Hej ho, hej ho, na przemiał by się szło!


Większość z Was wie, że nie przepadam – delikatnie mówiąc – za dziećmi. Ku ubolewaniu mojej mamy i babci zresztą. ;) Nie oznacza to jednak całkowitej obojętności na to, co się obecnie wyprawia z najmłodszym pokoleniem. Czuję, że powinnam wyrazić swoją opinię na pewien drażliwy temat, który rozpala obecnie polskie społeczeństwo – i to nie tyle jako była nauczycielka, ile jako obdarzony jaką taką wrażliwością człowiek.

Chodzi mi o EDUKACJĘ.

Co w niej złego? Ależ nic! Zdobywanie wiedzy, wszechstronne wykształcenie, poszerzanie horyzontów – wszystko to brzmi wspaniale, prawda? Czy to nie o dostęp do tych właśnie cudowności walczyły całe pokolenia kobiet? Czy nie tego właśnie brakuje biegającym na golasa dzieciakom z tzw. rozwijających się krajów? Każdy chyba powie, iż edukacja jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jaką rodzice mogą zaoferować swojemu potomstwu. Celowe zaniedbywanie rozwoju intelektualnego własnego dziecka spotyka się na ogół z solidną krytyką, a nawet reakcją władz.

No więc mamy tę wspaniałą edukację. Jest nie tylko powszechna, ale i obowiązkowa. Oraz – jak to bywa w przypadku silnie scentralizowanej władzy – zunifikowana. Wasze dzieci i wnuki poznają tajniki wszystkich dziedzin nauki: fizyka, chemii, geografii, biologii, matematyki. Zgłębiają filozofię i literaturę, wchłaniają po kilka języków obcych naraz. Ach, gdybyśmy tylko mogli zaprezentować tę cudowną zdobycz postępu, jaką jest nowoczesne szkolnictwo, starożytnym myślicielom! Czyż nie zapialiby z zachwytu, widząc, że 100% obywateli umie pisać, czytać i rachować? Czy nie padliby na kolana przed tym idealnym porządkiem społecznym i prawnym?

A teraz rozejrzyjcie się wokół siebie. Przypatrzcie się i młodym, i starym. Gdzie te zastępy Leonardów da Vinci, pałających żądzą ciągłego doskonalenia swego umysłu? Gdzie to wyczekiwane z dawien dawna oświecone społeczeństwo, kierujące się rozumem i wartościami wyższego rzędu? Gdzie ci wytworni, doskonale wykształceni dżentelmeni, gdzie te wykwintne damy po wyśmienitej edukacji? Ja ich, kurczę pieczone, nie widzę. Przeciwnie. Pomimo kilkunastu lat nauki młodzież porozumiewa się między sobą prymitywnym narzeczem, z ledwością imitującym prawdziwy język. Czytelnictwo upada w każdej grupie wiekowej. Poziom wiedzy obecnych studentów przyprawia mojego ojca o rozpacz. Najjaskrawszym chyba przykładem na marność polskiej edukacji są dorośli biorący udział w teleturnieju „Czy jesteś mądrzejszy od piątoklasisty?”. Ciekawi mnie, czy choć trochę się wstydzą swojej – momentami rażącej – niewiedzy. A może uważają, że ich już te wszystkie prawa, twierdzenia, daty, cytaty i tytuły nie dotyczą? Skończyli szkołę, zaczęli pracować. Po cholerę im wiedza, że nożyce działają na zasadzie dźwigni lub jak brzmi brakująca fraza wiersza z XIX-tego wieku?

Nie zamierzam się z nikogo wyśmiewać. Po prostu zachodzę w głowę, jak to się mogło stać, że wiedza tak bardzo straciła na znaczeniu. Czy to wina telewizji, Internetu, głupich rodziców, leniwych i mało ambitnych kolegów z podwórka? A może trzeba się przyjrzeć samej szkole?

Oddam teraz głos pani Sarze May – piosenkarce, której nierzadko bardzo dojrzałe przemyślenia (nie tylko na temat kolegów po fachu) mają zdecydowanie większą wartość niż mizerna twórczość muzyczna. Jeden z mądrzejszych tekstów o szkole, jaki ostatnio czytałam, wyszedł właśnie spod jej palców.

Zapraszam do lektury:
Szkoła otumania, produkuje masowych idiotów i bezmyślne tabuny klepiących na pamięć regułki kujonów. Źle wykształceni nauczyciele, którzy wybierają ten zawód z przypadku, bo zwyczajnie nigdzie indziej nie zostali przyjęci na studia. […] Dziecko powinno jak najdłużej pozostawać w domu pod opieką rodziców, lub jeśli kogoś stać fachowej guwernantki (jak dawniej bywało). Powinno móc jak najdłużej indywidualnie się rozwijać i mieć pasje. Szkoła zabija naturalną cechę każdego dziecka jaką jest ciekawość świata. 

Tekst jest długi, ale naprawdę warto go przeczytać. Jedyne, z czym się nie zgadzam, to krytyka prac domowych. A tak poza tym – sama prawda!

Jaka jest przyczyna obecnego stanu rzeczy? Dlaczego polska szkoła bardziej szkodzi niż pomaga? Oto moja próba odpowiedzi na to pytanie:

1. Informacyjny chaos.

Sześć lat podstawówki, trzy lata gimnazjum – tyle trzeba odbębnić według prawa. Najczęściej dochodzi do tego liceum, czyli kolejne trzy lata. Dwanaście lat katorgi, 5 dni w tygodniu, po 6-7 godzin. Otępiały ze zmęczenia i/lub śmiertelnie znudzony uczeń idzie do szkoły, żeby przyswajać sobie setki niepotrzebnych informacji; po szkole czekają go jeszcze korepetycje i dodatkowe kursy. Tego nawet najbardziej chłonny umysł nie wytrzyma, nie mówiąc już o przeciętnym dzieciaku, który szybko się orientuje, że część zdobywanej wiedzy jest mu całkowicie zbyteczna. Czy można się dziwić popularności metody 3Z – zakuć, zdać, zapomnieć?

Studia? Koniecznie! W dzisiejszych czasach zakończenie edukacji na maturze automatycznie przydziela człowieka do klasy pariasów. Tymczasem bardzo często jest to marnowanie czasu i pieniędzy. I nie chodzi o to, że część studentów powinna pasać krowy (co zresztą nie jest niczym uwłaczającym); ani nawet o to, że na rynku pracy liczy się bardziej praktyka niż teoria. Myślę teraz o tych wszystkich inteligentnych, autentycznie spragnionych wiedzy młodych ludziach, którzy wybrali kierunek zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, a potem przeżyli straszliwe rozczarowanie. Kolokwium goni kolokwium, egzamin popędza egzaminem. W końcu obrona – dobrze, jeśli samodzielnie napisanej – pracy magisterskiej. A potem wrażenie, że się spieprzyło kilka lat życia. I nie piszę teraz wyłącznie o sobie. Studia już dawno przestały służyć windowaniu ludzi na wyższy poziom. Programy są przeładowane kompletnie niepotrzebnymi przedmiotami, żeby tylko zapewnić wykładowcom pracę. Ci z kolei często odwalają fuszerkę, zmęczeni nadmiarem obowiązków (dziś ta uczelnia, jutro tamta, pojutrze jeszcze inna), a zanadto dociekliwi studenci po prostu ich drażnią.

2. Kiepska jakość nauczania.

Praca z dziećmi i młodzieżą wymaga odpowiedniej konstrukcji psychicznej. To coś zupełnie innego niż uczenie dorosłych w szkole policealnej czy językowej. Nie wiedziałam o tym jednak (dwutygodniowe praktyki nijak się mają do prawdziwej pracy) i beztrosko składałam aplikacje do rozmaitych szkół. W pierwszej placówce uczyłam miesiąc, po czym... nie przedłużono mi umowy. Pewnie był to swoisty okres próbny, którego nie zdałam. ;) W drugiej wytrzymałam dwa i pół miesiąca, w trzeciej – trzy; odeszłam sama, nie wytrzymawszy presji. Główną przyczyną była świadomość, że nigdy nie wyjdę w sztuce pedagogicznej poza jaką taką poprawność. (Rozbuchana biurokracja, niezbyt pomocna dyrekcja tudzież niemożność zdyscyplinowania rozwydrzonych dzieciaków tylko dopełniły czary goryczy.)

Spotkałam na swojej drodze zarówno lepszych, jak i gorszych niż ja nauczycieli. Jedni przejmowali się swoją pracą, martwili o powierzone im dzieci, inni robili niemal wszystko „na odwal”, słusznie skądinąd rozumując, że „jaka płaca, taka praca”. Niewielu jest pedagogów z prawdziwego powołania. Bo i jakież to musi być powołanie, żeby pozwalało przez kilkadziesiąt lat cierpliwie znosić fochy nieprzyjaznej dyrekcji, durnych rodziców czy wulgarnych gówniarzy. I jeszcze nie dać się pognębić intrygantom, których w tym środowisku nie brakuje.

Co się tyczy wykładowców na studiach, to słyszałam mrożące krew w żyłach historie o świrach, chamach, obleśnych molestatorach czy zwykłych cwaniaczkach, u których zaliczenie zdobywało się w nieco inny sposób niż ten oficjalny, polegający na wykazaniu się wiedzą. Nie mogłam uwierzyć, że wariat uciekający przed studentami taksówką po całym mieście czy bydlę wgapiające się w odkryte nogi studentek (w wersji light), nie zostało wywalone na zbity pysk po pierwszej skardze. Ale może nie było żadnych skarg? Może tylko na tym zgniłym Zachodzie obowiązują pewne standardy, a w bogobojnej, porządnej Polsce nie uchodzi szarganie profesorskich autorytetów?

3. Zły cel edukacji.

Zadajcie sobie pytanie, za co w ogóle się płaci nauczycielowi. Otóż na pewno nie za samo przekazywanie wiedzy, które jest, de facto, zaledwie skutkiem ubocznym powierzonego mu zadania. Oczywiście to bardzo dobrze, jeśli pedagog jest w stanie wtłoczyć dzieciakom choćby odrobinę wiedzy do krnąbrnych główek. Niemniej jego praca polega przede wszystkim na przerobieniu programu nauczania opartego na podstawie programowej. I nie ma tu nic do rzeczy, że jest to zaledwie ułamek jego pracy (większość czasu pochłania nauczycielowi tzw. papierologia stosowana). Psor ma się trzymać sztywno wyznaczonego mu rozkładu zajęć, przerobić wszystkie obowiązujące tematy i wytresować uczniaka, żeby ten odpowiadał na zadane mu pytania zgodnie z obowiązującym kluczem.

Polska szkoła nie wykształca w uczniu ciekawości świata, nie rozwija jego pasji, nie stymuluje intelektu ani wyobraźni, o uczynieniu go erudytą nie mówiąc. Polska szkoła ma tylko jedno zadanie: przygotować ucznia do... no, kto powie? Do zdawania egzaminów! :) Jeden test, drugi, trzeci  bez możliwości odejścia od z góry ustalonego schematu. Dziecko ma opanować konkretny zakres materiału w określonym przedziale czasowym. Czy będzie go rozumiało, to już nieco mniej istotne. Czy przyswojona wiedza zostanie w nim na dłużej  daleko mniej.

4. Łamanie kręgosłupa.

Czego niemal na pewno nauczy się dziecko w typowej polskiej szkole? Konformizmu, lizania dupy, uległości, wyrachowania. Oczywiście czepiam się – w końcu to same zalety, nieprawdaż? ;) Postawa cwanego, a zarazem tchórzliwego oportunisty jest w mniemaniu wielu dorosłych oznaką dojrzałości. Bunt, opór, wątpliwości czy – nie daj Boże – samodzielne myślenie są szybko tłamszone przez „starszych i mądrzejszych”. Myślicie, że któreś z rodziców przyzna się do tego? Akurat. Pieją o wyjątkowości własnych dzieci, ale w głębi duszy przycięliby je do jedynie słusznego formatu.

Szkoła nie uczy życia. Szkoła uczy konkretnego stylu życia. Niekoniecznie najlepszego. Uczeń ma być grzeczny, posłuszny, cichy, karny. Wymądrzanie się czy odstawanie od reszty jest bardzo źle widziane. Nawet najbardziej wyrozumiały i otwarty na odmienny punkt widzenia nauczyciel musi szybko ucinać idące w „złym” kierunku dyskusje, gdyż zwyczajnie nie ma na nie czasu. Jeśli nie zmieści się z tematem w 45-ciu minutach, będzie miał zaległości. A zaległości oznaczają pretensje dyrekcji.

To wszystko jednak pikuś. Jedną z najgorszych rzeczy, jakie można uczynić dziecku, jest zabicie w nim wrażliwości, odwagi, moralności i poczucia sprawiedliwości. Polska szkoła ma pod tym względem sporo „za uszami”. Podam przykład, który czytający mnie ludzie dobrze już znają, jest to jednak sprawa na tyle istotna, że nigdy dość przypominania. Otóż pracując w szkole stykałam się niekiedy z bójkami małych dzieciaków. I chyba nie spotkałam się z sytuacją, żeby ukarany został wyłącznie agresor. Moje starsze stażem koleżanki hołdowały przekonaniu, że „do bójki trzeba dwojga”, w związku z czym karciły obydwie strony jednakowo. Jak coś takiego ma wpłynąć na dziecko, do kurwy nędzy?! Prawo do obrony jest jednym z fundamentalnych praw każdej żyjącej istoty. I nie zmieni tego opinia żadnej tępej, wygodnickiej paniusi, której nie chce się dociekać, kto zaczął.


Ufff, rozpisałam się. Ale musiałam to z siebie wyrzucić. Polska szkoła jawi mi się jako swoisty rodzaj więzienia. Dwanaście lat bez wyroku, z możliwością przedłużenia o kolejne pięć. ;) Czy mamy jednak jakąkolwiek alternatywę? Przecież nie będziemy trzymać dzieciaków do pełnoletności pod opieką niań, bon i guwernantek. Jak zatem powinna wyglądać prawidłowa edukacja? Lepiej się nad tym zastanówcie i to szybko. W końcu to Wasze dzieci i/lub wnuczęta są obecnie przepuszczane przez nasz chory system oświaty niczym mięso przez maszynkę do mielenia.

103 komentarze:

  1. Wielowątkowość Twojego wpisu i późna pora utrudnia mi odniesienie się do całości (jak ja kocham tę orkę, do której przygotowała mnie musztra w postaci obowiązkowej edukacji o określonych porach dnia;)). Zawarłaś tu sporo trafnych spostrzeżeń, jak chociażby to o polskich profesorach mających status świętych krów. Pamiętam z jakim zaskoczeniem przyjąłem do wiadomości fakt, że na tzw. Zachodzie w przerwie na konferencji naukowej, studenci podchodzili do profesorów jak gdyby nigdy nic i zaczynali z nimi dość luźną rozmowę przy kawie. To się nie uda w kraju, w którym wciąż panuje mentalność postfeudalna.
    Właśnie ten postfeudalizm ogranicza rozwój, jest przyczyną przynajmniej części problemów opisanych powyżej (jak karykaturalne sformalizowanie stosunków na linii nauczyciel-uczeń, absurdalna biurokracja, pochwała oportunizmu, bylejakości, "miernych ale wiernych", nauka jedynie słusznych postaw połączona z karceniem jednostek niepokornych i niezależnych).
    Uczeń grzeczny, karny i posłuszny niekoniecznie musi być modelem osoby pożądanej przez polski system edukacji, szczególnie gdy jest ponadprzeciętnie uzdolniony i śmie zadawać niewygodne pytania oraz słabo się "socjalizuje", bo taki ma już zadatki na kogoś niezależnego. Najbardziej premiowani są cwaniakujący średniacy dobrze integrujący się z pozostałą częścią grupy, płynący z prądem, pozwalający na usprawiedliwianie systemu powszechnego lenistwa intelektualnego i tumiwisizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antydogmatyku, niechże Cię uściskam! Bardzo mądrze opisałeś problemy, z jakimi boryka się nasza nieszczęsna Bolanda. Mogłabym się podpisać pod każdym Twoim słowem. Niestety, jeszcze długo ideałem Polaka będzie chytry przeciętniaczek, który umie wszystko "załatwić". Pokłosie komuny czy nasza cecha narodowa?

      Usuń
    2. Pąsowieję jak róża ;)
      Jedno i drugie. Mentalność postfeudalna w swoim zasadniczym kształcie przetrwała komunę (zmienił się tylko Jaśnie Pan, którego należy całować po rękach), natomiast komuna dołożyła swoje "trzy grosze" w postaci urawniłowki, cwaniactwa i powszechnego marazmu.
      Antydogmatyk

      Usuń
    3. Jest dla nas szansa?

      Usuń
    4. W "demokracji przedstawicielskiej" gdzie głos ludu się olewa, niewielka...
      Antydogmatyk

      Usuń
    5. Przecie to właśnie lud wybrał na drugą kadencję naszych wspaniałych rządzących. :)

      Usuń
    6. Ludowi się tylko wydaje że cokolwiek wybiera - lud się podpuszcza żeby stworzyć iluzję wyboru. Ostatnie wydarzenia okołoreferendalne brutalnie pokazały, gdzie władza ma opinie ludu. A tak nawiasem pisząc, ile było % tego ludu?

      Usuń
  2. Swietny wpis, Droga Pani Kiro! Jednakowoz z jedna z tez nie moge sie zgodzic. W punkcie "4. Łamanie kręgosłupa." w sposob lekki, przyjemny i przystepny opisuje Pani jaki jest wlasciwy cel obecnego przymusowego systemu edukacyjnego - wlasnie taki a nie inny twor (bo jako zywo slowo obywatel czy nawet poddany w mojej siatce pojeciowej ma zdecydowanie bardziej pozytywny wydzwiek).

    Politykom chodzi wlasnie o to, zeby przyszly element wytwarzanego systemu nie sprawial im zbyt wielu klopotow, biernie poddajac sie wszelkim durnowatym dyrektywom Jasnie Oswiecanych. A zaburzony system moralny sprawia, ze tacy ludzie sa bardziej podatni na manipulacje.

    Wystarczy zadac nastepujace pytanie: jesli ten system jest taki swietny jak nam sie Jasnie Oswiecani staraja wmowic, to dlaczego jest przymusowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Falco

      Dziękuję za pochwałę.

      Nie odrzucam teorii spiskowych, ale w tę akurat nie wierzę. Niesprawiedliwość nauczycielki, która jednakowo postrzega napaść i odpieranie napaści, wynika wyłącznie z jej osobistych predyspozycji psychicznych (wygodnictwo, tchórzostwo, tępota), które są w znacznej mierze efektem wychowania w określonym środowisku. To, jaki mamy rząd, nie ma tu absolutnie nic do rzeczy.

      Ja bym zaordynowała przymusową naukę czytania, pisania, liczenia i tego typu podstaw. A dalej - jak kto chce.

      Usuń
    2. @Kira: Kochana Autorko! A tego to sie po Pani nie spodziewalem, ze Pani, jako osoba, ktorej wolnosc osobista wielce na sercu lezy, wlasnie taki postulat wysunie... !!! :(

      A czy nie moznaby zostawic tej sprawy rodzicom? Bo jesli nie bedzie przymusu, to jednoczesnie znikna (po obus stronach katedry) niewolnicy systemu.

      Rodzicom zazwyczaj zalezy na tym aby dzieci wyrosly na dojrzale osoby, czyli takie ktore sobie w zyciu beda dawaly rade na roznych polach (pomijam smutnym milczeniem przypadki patologiczne). A wieksza konkurencja na tym polu raczej pomoze niz zaszkodzi uczniom (i nauczycielom ;) .

      Usuń
    3. A mnie właśnie ta patologia interesuje. Nieraz pisałam, że na pewne rzeczy zgody nie daję.

      Wolność? Zawsze będzie w jakimś stopniu ograniczona.

      Usuń
    4. Ale jak sie Pani zapatruje na to, zeby z powodu tych dewiantow (ktorych w zdrowym spoleczenstwie jest max. 10%) wszystkich pakowac do "psychuszki", czy wieziennej izolatki?!?

      Od tego bynajmniej liczba dewiacji nie zmaleje... .

      A patologia niech sie zajmuje sprawna policja, prokuratura i niezalezne (ale nie oderwane od rzeczywistosci) sady... .

      Usuń
    5. Panie Falco, nie warto być dogmatykiem. Nauczenie wszystkich dzieci czytania, pisania i liczenia z pewnością im nie zaszkodzi. Możemy się co najwyżej kłócić, czy to powinien być rok, dwa lata czy trzy lata nauki. ;)

      Usuń
    6. W kwestii byc, czy nie byc dogmatykiem, to najlepiej do odpowiedzi wywolac jakiegos Dogmatyka lub Anty-dogmatyka ;)

      Jako rodzic uwazam, ze moje dzieci zasluguja na ciut wiekszy wglad w tajemnice Wszechswiata. Dlatego zamiast kruszyc kopie w pojedynku miedzy soba - lepiej pod rozwage rodzicow to przekazac ! ;)

      Usuń
    7. Panie Falco, jednak się upieram: poznanie PODSTAW powinno być zagwarantowane prawem. A potem niech już rodzice - a później ich dzieci - sami decydują.

      Usuń
  3. "Lepiej się nad tym zastanówcie i to szybko. "

    Witaj Kira.
    O tzw."systemie edukacji" w Polsce można dużo,tak jak Ty,można jeszcze więcej.
    Jutro dowiesz się,jak "wybrańcy narodu" traktują rodziców (czyli także swoich wyborców) i ich propozycje dotyczące poruszonego przez Ciebie problemu.Jak potraktują blisko milion rodziców,którzy z całą pewnością najlepiej wiedzą,co je dobre dla ich dzieci.
    Pozdrawiam.
    Ps.
    "Politykom chodzi wlasnie o to....itd"

    Szanowny Falco,co prawda,teorie spiskowe to moja ulubiona "dyscyplina",ale moim zdaniem wykazujesz przesadnie duży optymizm,że "wybrańcom narodu" chodzi o coś więcej niż łatwa kasa.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "[...] moim zdaniem wykazujesz przesadnie duży optymizm,że "wybrańcom narodu" chodzi o coś więcej niż łatwa kasa."

      Też mi się tak zdaje. Żeby spiskować, trzeba:

      - być naprawdę pracowitym

      - dążyć do jakiejś IDEI

      A tego się po naszych - pożal się Boże - politykocelebrytach raczej nie spodziewam.

      Usuń
    2. @Medrek: Szanowny Medrku! To wcale nie jest teoria spiskowa (bo nie podejrzewam naszych obecnych Jasnie Oswiecanych o taka przebieglosc ;) a jedynie konsekwencja polityki rozpoczetej juz wieki temu - praktycznie dwa). Bo pierwsze obowiazkowe szkolnictwo podstawowe wprowadzili nasi kochani zaborcy (podobnie jak pierwsza policje). A potem to tak juz zostalo :(

      Co do jednej rzeczy mozemy sie na pewno zgodzic - Jasnie Oswiecana Wladzuchna chce naszego dobra (ktore w wyniku drenowania go przez koncerny, banki, czesc pracodawcow o urzedach masci roznej nie wspomne), a ktorego coraz mniej dla nas zostaje... .

      A to, ze taki a nie inny system edukacji, dziwnym zbiegiem okolicznosci, pomaga rzadzacym realizowac ich cele ekonomiczne, to inna sprawa... .

      @Kira: Droga Autorko! A moze oni sie specjalnie tak przed nami wyglupiaja, zebysmy ich nie doceniali...?!? ;)

      Podsumowujac (zapewne sie bede powtarzal ;) - wladza panstwowa zawlaszcza coraz wieksza przestrzen spoleczna i prywatna i cala nasza nadzieja w tym, ze nie wezma sie powaznie za postulat wprowadzania powszechnej szczesliwosci ludzi tej wladzy poddanej, bo dopiero wtedy okaze sie, ze dobrze to juz bylo...

      Usuń
    3. @ Falco

      Jacy ONI??? Masz na myśli wszystkie zmieniające się jak w kalejdoskopie ekipy po 1989 roku? :)

      Usuń
    4. @Kira: ja mam taka cicha, prywatna nadzieje, ze wlasnie te ekipy nie sa tak durnowate jak sie same maluja... .

      Wcale nie twierdze, ze nie moge sie mylic...

      Usuń
  4. Szanowny Falco
    Zgoda,że niemiłosiernie nami rządzący chcą nam robić dobrze,czy tego chcemy,czy nie.Tak już mają.Cokolwiek nie wymyślą,to samo "dobro".
    Także nie jestem entuzjastą tzw.obowiązku szkolnego.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kira rządzi, Kira radzi, Kira nigdy Cię nie zdradzi (zawiedzie) :)
    Dzię-ku-je-my!
    Przede wszystkim za dobry przykład, przykład kultury wypowiedzi.
    Dużo gorzkiej prawdy zawarłaś w notce. Odpowiem w podobny sposób, w jaki kiedyś Ty udzieliłaś mi odpowiedzi, a ja oczywiście skwapliwie zapamiętałem, bo odpowiedź bardzo przypadła mi do gustu:)
    Byłoby dziwne, gdyby w państwie chorym na wskroś, akurat system edukacji stanowił jakiś chlubny wyjątek. Stwierdzenie to , ani nie zwalnia nikogo ze starań o samodzielne, pozasystemowe doskonalenie i utrwalanie wiedzy, ani nie usprawiedliwia zaniechań w tej materii. Nie mam żadnego własnego pomysłu na poprawę systemu edukacji, zaczekam na czasy, kiedy zostaniesz premierem, Erinti Twoim doradcą, a dwaj czcigodni zajmą się sprawami bezpieczeństwa i ochrony rządu:)
    A teraz przyznaj się, sama napisałaś tekst , czy Tata pomagał ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System edukacji jest popsuty od bardzo dawna. Moim zdaniem problem jest następujący: najpierw zawala się ucznia nauką, a potem wypuszcza pełnego nadmiernych oczekiwać, naładowanego teorią starego konia (24 lata to już dorosły pełną gębą) na kompletnie mu nieznany rynek pracy. Lekarstwo: zmniejszyć ilość godzin nauki dziennie, za to rozłożyć ją na większą ilość lat; jednocześnie WCZEŚNIEJ wdrażać dzieciaka do pracy zawodowej. System, w którym najpierw uczymy się bez opamiętania, żeby i tak za 5-10 lat wszystko zapomnieć, a potem wchodzimy na rynek pracy kompletnie nieprzygotowani, jest ZŁY. Należy to jakoś wypośrodkować.

      Jako cicha introwertyczka bez uzdolnień liderskich byłabym fatalnym premierem. ;)

      Tata pomógł mi o tyle, że dostarczył informacji na temat poziomu obecnych studentów.

      Usuń
  6. Bardzo dobry i konkretny wpis, zgadzam się w 100%. No może w 99,9%, w końcu nie przesadzajmy:)
    Brakuje mi tylko radykalnych, konkretnych wniosków, które same się narzucają po przeczytaniu powyższych faktów.
    Wniosek pierwszy: edukacja jest dal elit. Ściślej: wszechstronna edukacja jest dla elit. Przeciętnemu człowiekowi nie jest potrzebne obeznane ze światem, gdyż ma mentalność zwykłego chłopa, któremu żadne szerokie horyzonty nie były i nie są potrzebne. Siedział sobie on spokojnie w swoich schematach, w swoim znanym, swojskim świecie, uprawiał rolę, odwalał pańszczyznę, chodził do kościoła i jakoś żył.... I było mu dobrze. Dopóki nie przyszli socjaliści czy inni lewacy i nie zaczęli mu wmawiać że ma kierować się swoim rozumem, nie słuchać autorytetów, zbuntować się, myśleć po swojemu, poznawać inne kultury i mieć ogólną wiedzę o świecie. I oczywiście nie pytali się go czy chce tylko na siłę zapędzili jego i jego dzieci do państwowej, bezpłatnej szkoły... I tu dochodzimy do kolejnych wniosków.
    Wniosek drugi: szkoła jako taka jest najgorszą z możliwych form edukacji. Sama to przyznałaś, cytując tą piosenkarkę, jednak zmartwiłaś się na końcu że nie każdego stać na guwernantki, nianie czy prywatnych nauczycieli. I to jest oczywiste, ale kto powiedział że można uczyć tylko tak? Kiedyś to rodzice uczyli dziecko. Konkretnie: ojciec wdrażał syna i np. przekazywał mu zakład rzemieślniczy (no, może akurat nie do końca, bo w średniowieczu musiał go oddać na naukę do mistrza). Dlaczego tak nie może być teraz? A jak uczyły się dzieci chłopskie? Oczywiście nie uczyły się wiele, ale jednak czegoś się uczyły. I był na to czas mimo że chłopi pracowali "od rana do nocy".
    Wniosek trzeci: państwo nie powinno się zajmować edukacją. Narzekasz że współczesna edukacja uczy tylko zdawania egzaminów a nauczyciel musi jak robot realizować podstawę programową. Ale takie są skutki upaństwowienia edukacji! Państwo przecież w tym momencie musi stworzyć jakąś podstawę programową! I musi ustalić jakieś egzaminy! Trudno żeby było inaczej, bo jeżeli państwo zajmuje się edukacją, niezależnie do woli rodziców dziecka, to głównie państwu zależy na wykształceniu dziecka. Oczywiście czysto teoretycznie, bo w praktyce państwo to machina biurokratyczna, oddaleni, nieznający dziecka urzędnicy, którzy nie mają powodu troszczyć się o edukację dziecka. Już nie mówiąc o politykach - przecież wiadomo że głupimi rządzi się lepiej. Dziecko ma szansę zdobyć prawdziwą wiedzę, gdy poczynania nauczycieli będą kontrolować rodzice, gdy to im będzie głównie zależeć na edukacji dziecka. A rodzicom, przynajmniej większości, będzie na tym stokroć bardziej zależeć niż urzędnikom i politykom. Szczególnie gdy zdadzą sobie sprawę że sami są za to odpowiedzialni, że nie mogą zwalić wszystkiego na państwo - a jednocześnie uzyskają realny wpływ na to, czego i jak uczą się ich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  7. (Cz.II, bo mi się nie zmieściło w jednym komentarzu - może być tylko do 4096 znaków bodajże).

    Wniosek czwarty: powszechna i bezpłatna edukacja szkodzi. Dziwisz się niewiedzy studentów i niskiemu poziomowi studiów? To skutek bezpłatnej edukacji, która z wykształcenia czyni niezbywalne prawo, zamiast przywileju. Jeżeli coś jest mi dawane za darmo, a w dodatku pod przymusem to czy dziwne jest to że nie szanuje na równi z tym za co z własnej woli płacę ciężko zarobione pieniądze? Jak studia mogą mieć wysoki poziom, skoro liczba studentów rośnie? A za tą rosnącą liczbą kryją się ludzie, którzy nigdy na studia trafić nie powinni, ale mają takie "prawo", więc chętnie idą i zaniżają poziom. To samo z uczniami, tyle że jeszcze gorzej, bo edukacja przedstudencka jest obowiązkowa, a więc powszechna w stopniu większym niż studia. I uczeń szkołę traktuje jako obowiązek, przykry dodajmy, od którego trzeba uciekać jak najdalej. Ale jak tu się temu dziwić, skoro i jego rodzicom zupełnie nie zależy na jego edukacji, skoro w domu nie ma warunków do nauki, skoro został wychowany tak, że właściwie nie został wychowany? Ale idzie taki do szkoły - ani sam się nie uczy, ani innym nie pozwala, a tylko przeszkadza, odciąga od nauki i demoralizuje. Całe szczęście że nie ma jeszcze urawniłowki całkowitej, że mimo wszystko są szkoły o gorszej i lepszej reputacji, o gorszym i lepszym poziomie. Ale cóż z tego skoro i tak wszyscy uczą się tego samego?
    Jakie jest rozwiązanie? Proste - powrót do normalności, to jest odczepienie się państwa od edukacji i pozostawienie jej rodzicom. Bo to w ich interesie leży żeby ich dzieci były wykształcone, zdobyły dobra pracę i utrzymywały ich na starość. Bo dzieci nie są "społeczne", nie "służą całemu społeczeństwu", jak w komunie. Ale to już się wiąże z samym pojmowaniem państwa i jego roli. A także natury człowieka. A to już inny, dłuższy temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Milku. Nie będę się starała nawracać Cię na mój światopogląd, ale skoro Ty wyraziłeś swoje zdanie, to i ja dorzucę coś od siebie. Po kolei:


      „Bardzo dobry i konkretny wpis, zgadzam się w 100%.”

      Dziękuję.


      „Brakuje mi tylko radykalnych, konkretnych wniosków, które same się narzucają po przeczytaniu powyższych faktów.”

      I tak się strasznie rozpisałam, nie chciało już mi się pisać, gdzie należy szukać ratunku. :) Poza tym liczyłam na to, że moi czytelnicy sami zgłoszą jakieś rozwiązania. ;)

      Później jednak dorzuciłam co nieco w komentarzu skierowanym do Wnuczka z godz. 15:34.


      „Przeciętnemu człowiekowi nie jest potrzebne obeznane ze światem, gdyż ma mentalność zwykłego chłopa, któremu żadne szerokie horyzonty nie były i nie są potrzebne. Siedział sobie on spokojnie w swoich schematach, w swoim znanym, swojskim świecie, uprawiał rolę, odwalał pańszczyznę, chodził do kościoła i jakoś żył.... I było mu dobrze. Dopóki nie przyszli socjaliści czy inni lewacy i nie zaczęli mu wmawiać że ma kierować się swoim rozumem, nie słuchać autorytetów, zbuntować się, myśleć po swojemu, poznawać inne kultury i mieć ogólną wiedzę o świecie.”

      I bardzo dobrze zrobili. Jeszcze tego brakowało, żeby ludzie nie używali swojego rozumu, tylko cudzego. Do tej pory klechy bezkarnie by żerowały na ludziach, gwałciły dzieci, podobnie jak szlachciury – chłopki; a sam chłop giąłby się w ukłonach przed byle świnią w aksamitach.

      Ale żeby nie było – nie zabroniłabym nikomu być bezmyślnym ćwokiem liżącym tyłek „lepszym od niego”; niektórzy urodzili się z mentalnością niewolników i niechaj tak pozostanie. Ale nie wszyscy! Wielu chłopów awansowało społecznie; często właśnie dlatego, że olali tradycję, pogróżki ojca, łajanie proboszcza, prawa przywiązujące ich do ziemi – i ruszyli w świat, po nauki. Dokonała się ZMIANA. I czy to było złe?


      „[...] szkoła jako taka jest najgorszą z możliwych form edukacji. Sama to przyznałaś, cytując tą piosenkarkę, jednak zmartwiłaś się na końcu że nie każdego stać na guwernantki, nianie czy prywatnych nauczycieli.”

      Nie, nie chodziło mi o brak funduszy na prywatnych nauczycieli, tylko o to, że młodemu człowiekowi potrzebne jest towarzystwo rówieśników.


      „Kiedyś to rodzice uczyli dziecko. Konkretnie: ojciec wdrażał syna i np. przekazywał mu zakład rzemieślniczy (no, może akurat nie do końca, bo w średniowieczu musiał go oddać na naukę do mistrza). Dlaczego tak nie może być teraz?”

      Może powinno. :)

      Dobrze, że zahaczyłeś o konieczność odbycia terminu. Dla mnie średniowieczne cechy były czymś w rodzaju związków zawodowych: nie przynależysz do nas, to będzie ci ciężej. Ale może nie mam racji? Interesujesz się historią, może coś na ten temat napiszesz? ;) Jak nie, to będę się musiała sama dokształcić. Z Internetu. ;)

      Usuń
    2. C.D.

      „Narzekasz że współczesna edukacja uczy tylko zdawania egzaminów a nauczyciel musi jak robot realizować podstawę programową. Ale takie są skutki upaństwowienia edukacji!”

      Jasne.


      „Państwo przecież w tym momencie musi stworzyć jakąś podstawę programową! I musi ustalić jakieś egzaminy!”

      Rozumiem doskonale, że nie można powszechnej (i przymusowej!) edukacji puścić na żywioł. Ale, do diabła, nie powinno się robić wszystkiego pod jeden klucz. Chyba, że w matmie. ;) Ale podczas interpretacji literatury???


      „Dziecko ma szansę zdobyć prawdziwą wiedzę, gdy poczynania nauczycieli będą kontrolować rodzice, gdy to im będzie głównie zależeć na edukacji dziecka. A rodzicom, przynajmniej większości, będzie na tym stokroć bardziej zależeć niż urzędnikom i politykom.”

      No, to chyba oczywiste. Z tym że – w przeciwieństwie do Ciebie – nie uważam za słuszne tolerować patologię. A zawsze jakiś tam promil rodziców olałby całkowicie edukację swojej latorośli.


      „[...] powszechna i bezpłatna edukacja szkodzi. Dziwisz się niewiedzy studentów i niskiemu poziomowi studiów? To skutek bezpłatnej edukacji, która z wykształcenia czyni niezbywalne prawo, zamiast przywileju.”

      Trudno się z tym nie zgodzić. Niestety, zakończenie w dzisiejszych czasach edukacji na etapie szkoły średniej czyni z człowieka pariasa.


      „Jeżeli coś jest mi dawane za darmo, a w dodatku pod przymusem to czy dziwne jest to że nie szanuje na równi z tym za co z własnej woli płacę ciężko zarobione pieniądze? Jak studia mogą mieć wysoki poziom, skoro liczba studentów rośnie?”

      Tutaj się mylisz. Liczba studentów jednak spada (niż demo). Ponadto wielu z nich płaci za studia (lub płacą ich rodzice).


      „A za tą rosnącą liczbą kryją się ludzie, którzy nigdy na studia trafić nie powinni, ale mają takie "prawo", więc chętnie idą i zaniżają poziom.”

      A dlaczego nie mieliby iść? Tyle, że nieuków powinno się oblewać.

      Problem w tym, że poziom zaniżają PŁATNE uczelnie. Student płaci = student zalicza. A przynajmniej takie opinie przeważają w Internecie.


      „[...] uczeń szkołę traktuje jako obowiązek, przykry dodajmy, od którego trzeba uciekać jak najdalej. Ale jak tu się temu dziwić, skoro i jego rodzicom zupełnie nie zależy na jego edukacji, skoro w domu nie ma warunków do nauki, skoro został wychowany tak, że właściwie nie został wychowany? Ale idzie taki do szkoły - ani sam się nie uczy, ani innym nie pozwala, a tylko przeszkadza, odciąga od nauki i demoralizuje.”

      I to jest nieszczęście. Prawdziwe nieszczęście. Dlatego ja bym zakończyła przymusową edukację na trzeciej klasie szkoły podstawowej. Czytasz, piszesz, rachujesz – i wystarczy. A gdyby dorastający młodzian czy dorastająca panienka chciał/a nadrobić braki w edukacji, to powinien/powinna mieć możliwość skorzystania z jakiegoś kursu; czy nawet móc wrócić do szkoły. Ale INNEJ szkoły, niż ta obecna! Gdyż ta nawet dorosłego by zepsuła.


      „[...] dzieci nie są "społeczne", nie "służą całemu społeczeństwu", jak w komunie.”

      No pewnie! Ale weź to wytłumacz bydłu (przepraszam najmocniej szlachetną rogaciznę), które uważa, że młodzież po wejściu w wiek dojrzały powinna koniecznie zostać w kraju, żeby zapierdalać na emerytury starszego pokolenia. Wybacz „łacinę”, ale nienawidzę takich poglądów...

      Usuń
    3. "Dla mnie średniowieczne cechy były czymś w rodzaju związków zawodowych... "

      Nie masz racji.Uzasadnienie z oczywistych powodów,zbędne.

      " nie przynależysz do nas, to będzie ci ciężej. Ale może nie mam racji?"

      Masz rację.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. @Kira
      Odpowiem na 2 komentarze na raz.
      1) Mogłaś ograniczyć narzekania na rzecz tych wniosków. Aczkolwiek dzięki temu mogłem sam je wyciągnąć:)
      2) "Jeszcze tego brakowało, żeby ludzie nie używali swojego rozumu, tylko cudzego."
      Ile razy mam powtarzać i tłumaczyć najprostsze rzeczy? Rozejrzyj się? Wymyśliłaś komputer, telewizor, wytapianie stali, metody przygotowania jedzenia które jesz i budowy domu, w którym mieszkasz? Tak, naprawdę wszystko wymyśliłaś sama? Czy może jednak wymyślili to inni? A wiedza, którą posiadasz? Człowiek na co dzień używa cudzego rozumu, a swojego w bardzo małym stopniu. Używa raczej PAMIĘCI - przyswaja sobie daną wiedzę - ale nie dokonuje żadnych odkryć. Korzysta z wiedzy przodków, przekazanej mu w darze - czyli z TRADYCJI (łac. tradere - przekazywać).
      Poza tym tym chłopom było łatwiej niż w świecie współczesnym, mieli spokojne, poukładane życie. Takie które odpowiadało ich rozumowi. Piszesz o jakichś patologiach, straszliwych wielce czynach na nich popełnianych, ale o nic nie zmienia. Świat nie jest doskonały. Jasne, że władza może dopuszczać się nadużyć, powiem więcej: prawie każda władza jakichś nadużyć się dopuszcza, dopuszczała i dopuszczać będzie, ale świat bez władzy jest utopią. Mi chodzi o konstrukcję systemu społecznego opartego na Autorytecie elity. Jasne że część elity może się zdemoralizować. Ale popatrzmy - czy uwolnionym od ciężaru władzy Autorytetów, od pana feudalnego chłopom jest rzeczywiście lepiej? Przenieśli się do miast, zagubili się w życiu, może wpadli w nałogi, depresję, popełnili samobójstwo, może mają zniszczone całe życie... Może zamiast pana feudalnego nadużyć na nich dopuszczają się urzędnicy, gangsterzy, bandziory, pracodawcy? Nadużycia są nieuniknioną konsekwencją wszelkiej władzy. Niestety ten świat nie jest idealny.
      3) "Wielu chłopów awansowało społecznie." Przypominam że ja nie jestem za feudalizmem gdzie chłop choćby na głowie stanął pozostanie chłopem bo go nie puszczą i koniec. Tak to jest w Indiach. Nawet w średniowieczu chłop mógł sobie jakoś awansować do mieszczaństwa, mieszczanin nawet szlachcicem zostać... A ja jestem za kapitalizmem, gdzie nie ma jakichś stanów czy kast w sensie oficjalnym. Każdy może awansować. Ale po pierwsze nie na siłę, po drugie nie za darmo, a po trzecie nie powinno się tym zajmować państwo.
      4) Cechy. System cechowy akurat jest tym co mi się w feudalizmie niezbyt podoba, aczkolwiek od biedy dałoby się go z liberalizmem pogodzić. Teraz trochę wiedzy, aczkolwiek nie wiem czy do końca pewnej. Cech jednoczył rzemieślników wykonujących dany zawód, jednak nie był zbyt podobny do związku zawodowego. Cech po prostu kontrolował liczbę rzemieślników w danym zawodzie. Bez pozwolenia cechu nie można było otworzyć w mieście warsztatu, żeby w ogóle wykonywać zawód trzeba było zdać właśnie termin i awansować tam na kogoś, mniejsza o nazwy. Poza tym cech pilnował jakości. Gdy wykrył dziadostwo w twoich wyrobach ogłaszał cię partaczem i musiałeś wynosić się z miasta. Natomiast za murami mogłeś sobie handlować do woli, o ile ktoś chciał u ciebie kupić. Generalnie cechy były lepszym odpowiednikiem dzisiejszych koncesji państwowych. Lepszym bo bardziej skutecznym i mniej biurokratycznym.
      5) Ale co podczas interpretacji literatury?? Podstawa nie ustala co jest słuszne a co nie - to ustala klucz na egzaminach. Podstawa ustala co ma uczeń wiedzieć, ustala program nauczania - w ciągu roku trzeba zrobić to, to i to. Np. w tej i tej klasie nauczyć się pisać, w tej i tej przerobić taką lekturę... Ustala po prostu co ma każdy umieć, bo to "wiedza niezbędna". Sama na końcu proponujesz podstawę, tak jakby każdy MUSIAŁ umieć czytać. A jak nie to co? Zginie? To jego problem, a nie państwa.

      Usuń
    5. cz.II - znwou się nie zmieściło.

      6) Nie zamierzasz tolerować patologii? Hm, a na przykład, że posłużę się myślą JKM, patologie w żywieniu dzieci? Wiele dzieci jest niedożywionych, wiele przekarmionych, wiele ma problemy związane z brakiem witamin... Przecież to może doprowadzić do poważnych chorób, ba - nawet do śmierci, do trwałej niepełnosprawności, do otyłości, z którą wiążą się liczne choroby! Czy nie czas stworzyć "Ministerstwo Aprowizacji Narodowej", a może po prostu - Żywienia Narodowego? Czy nie czas ustalić "podstawę programową" dla żywienia? Obowiązkowo 2 owoce dziennie, nie więcej niż 4 cukierki, 5 posiłków dziennie etc. etc.... I absurd gotowy. Świat jest pełen tego co nazywamy "patologią". Państwu nie wolno walczyć z biedą, z chorobą, z nałogami, z głupotą, z brzydotą etc.! A motłoch? Czyż nie pisałem wiele o jego wielkiej i ważnej roli pedagogicznej - roli zachęcania do nauki i pracy i zniechęcania do nieróbstwa?
      7) No tak, liczba spada jako taka. Chodziło o udział studentów w ogólnej liczbie. Przez to zanika elitarność wykształcenia.

      Usuń
    6. "A ja jestem za kapitalizmem, gdzie nie ma jakichś stanów czy kast w sensie oficjalnym."
      Oficjalnie nie ma. W praktyce w kapitalizmie w wersji zbliżonej do pure dziedziczy się bogactwo lub biedę.
      "Ale po pierwsze nie na siłę, po drugie nie za darmo, a po trzecie nie powinno się tym zajmować państwo."
      No właśnie, nie za darmo. Jeśli biedak się nie wykształci, pozostanie niepiśmienną albo ledwo umiejącą się podpisać tanią siłą roboczą. Kasty się utrwalają.
      Antydogmatyk

      Usuń
    7. @ MP

      Nie mam nic przeciwko korzystaniu z cudzej wiedzy. Ale powtarzam: odróżnijmy prawdziwą naukę (opartą na badaniach) od pseudonauk typu filozofia, etyka, teologia, które badają raczej idee, nie byty realne.

      Nikomu nie zabraniam żyć, jak mu się podoba, o ile nie krzywdzi niewinnych ludzi. Każdy powinien mieć prawo wyboru – i tyle. A czy będzie szczęśliwy czy nie, to już zależy od wielu czynników. Od razu odpowiem też na pytanie dotyczące patologii: otóż każdy sam musi ustalić, gdzie jest granica wtrącania się (lub przeciwnie – granica obojętności). I to by było tyle, jeśli chodzi o powstrzymywanie zła i uszczęśliwianie innych (na siłę).

      Nie wierzę w istnienie prawidłowo funkcjonującej społeczności ludzkiej, która nie byłaby w mniejszym lub większym stopniu „zarządzana” przez jakąś władzę. Nie jesteśmy mrówkami, które same z siebie „wiedzą”, co mają robić, dokąd iść, co podnieść i zanieść do mrowiska, której z „sióstr” w danym momencie pomóc, etc. Ja tylko uważam, że nie można podchodzić do owej władzy bezkrytycznie. A już na pewno nie można bezgranicznie ufać tzw. autorytetom.

      Dzięki za wykład o cechach. Ich działalność przynosiła dobre rezultaty, ale przecież można to samo powiedzieć o każdej instytucji UCZCIWIE kontrolującej efekty czyjejś pracy. Co za różnica, kto mi ogranicza wolność? Jasne, że im mniej biurokracji, tym lepiej, ale to nie znaczy, że cechy były dobre z punktu widzenia libertarianina. Co chyba sam zresztą czujesz. ;)

      Myślę, że jakaś podstawa programowa powinna istnieć w każdym systemie edukacyjnym, niemniej nie powinna ona prowadzić do konieczności tworzenia bardzo szczegółowych programów nauczania. Bo jeśli nauczyciel musi pędzić z materiałem na łeb, na szyję, gdyż wszelkie zaległości odbiją się na nim i na jego uczniach, to gdzie miejsce na dyskusję? Na solidniejsze przerobienie materiału? Na „dryf” intelektualny?

      Nie będę się kłócić o rolę państwa w dzisiejszych świecie. Moim zdaniem nie ma powrotu do czystego kapitalizmu. Ale tego typu dysputy mam już chyba za sobą. ;)

      Usuń
    8. Otóż właśnie nie odróżniajmy, bo prosty lud tak samo nie zna się na jednym, jak i na drugim. Lud zna się na jednym, konkretnym przedmiocie, jednej dziedzinie.
      Zresztą w ogóle te moje uwagi mają charakter nie stricte polityczny, ale raczej socjologiczny. Jak wiesz, uważam że państwo nie powinno zajmować się takimi sprawami, a tylko dbać żeby jedni nie pozbawiali wolności drugich. Więc oczywiście jakiś chłop może autorytetów nie słuchać. Ale z drugiej strony państwo nie powinno go od tych autorytetów na siłę odciągać.
      Oczywiście że każdy musi ustalić gdzie jest granica wtrącania się w życie sąsiada. Oprócz państwa, które wtrącać się nie powinno. To jest właśnie rola społeczności, którą niepotrzebnie przejęło państwo. A potem ludzie się dziwią znieczulicy społecznej.
      Z tym libertarianinem to bym uważał, bo pod pojęcie "libertarianin" podszywają się najczęściej różnorodni utopiści - nozickiści, rothbardziści, tzw. "anarchokapitaliści" etc. Ja się uważam za konserwatywnego liberała. A wspomniałem że cechy uważam za raczej złe jako liberał, choć jako konserwatysta czuję chęć ich bronienia jako czegoś co istaniało w złotym Średniowieczu (tylko się nie kłóć że Średniowiecze nie było złote; po prostu tak o tej epoce myślą konserwatyści). I od biedy można by je obronić - w końcu zabraniały tylko sprzedaży w danym mieście, a nie w ogóle... Ale to jest bronienie bez znaczenia dla współczesnej polityki, bo wiadomo że powrót do feudalizmu i systemu cechowego nie jest możliwy.
      Jasne że" luźna" podstawa jest lepsza od "ciasnej", problem w tym że my jesteśmy kontrrewolucjonistami... I chcemy całkowitej zmiany współczensego ustroju. Ale o tym już chyba wiesz:)

      Usuń
    9. @Anonimowy (Antydogmatyk)
      No jasne że się utrwalają, ale zawsze mogą się znaleźć np. jakieś prywatne firmy, fundacje jeżdżące po wsiach i szukające talentów... Już teraz jest coś podobnego, np. Dzieło Nowego Tysiąclecia. Poza tym ciężko pracując chłop może zarobić na edukację. A np. "Syzyfowe prace"? Chłopiec żył na wsi, rodzice się nie interesowali jego edukacją, a dostał się do szkoły. Jak? A to trzeba przeczytać:)

      Usuń
    10. @MP
      Tak, pojedynczy chłopcy, siłacze zmagający się z losem. Zawsze się mogą znaleźć jakieś firmy, tylko gros ludzi nie ma żadnych szans. Statystyka "troszeczkę" przeczy tamtym pokrzepiającym powieściom. Polska przedwojenna była wciąż państwem na wpół-feudalnym pomimo wprowadzenia szkół czteroletnich;)
      Nie mam wątpliwości że jakaś forma szkoły powszechnej - niekoniecznie obowiązkowej - jest konieczna, byleby nie wyglądała tak jak współczesna polska szkoła..
      Antydogmatyk

      Usuń
    11. "„[...] powszechna i bezpłatna edukacja szkodzi. Dziwisz się niewiedzy studentów i niskiemu poziomowi studiów? To skutek bezpłatnej edukacji, która z wykształcenia czyni niezbywalne prawo, zamiast przywileju.”

      Gdyby przyszlo moim rodzicom placic za edukacje ich dzieci ciezkie pieniadze. zadna z nas nie bylaby zbytnio wyksztalcona. nie stac by ich bylo." Paslabym wlasnie gdzies krowy" i nie miala zielonego pojecia o tym, co wiem, znam i mam obecnie.

      Usuń
    12. @Antydogmatyk
      Niby dlaczego jest konieczna?? Co się stanie gdy ludzie będą niewykształceni??
      Zresztą w ogóle o czym my mówimy? We współczesnym świecie to gros ludzi ma szanse. Poza tym szkoła prywatna jest zawsze tańsza niż państwowa. KAŻDA ZŁOTÓWKA KTÓRA IDZIE PRZEZ BUDŻET TO 40 GROSZY STRATY. Trzeba bowiem opłacić co najmniej dwóch urzędników: tego który te pieniądze weźmie i tego który je wyda.
      Zresztą w ogóle z jakiej okazji państwo ma się zajmować edukacją ludzi??? Państwo to nie jest organizacja charytatywna.
      Więcej pisać nie będę bo trzeba by się rozpisać o funkcji państwa, a o tym już wielokroć pisałem na moim blogu: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    13. @Ania
      Na język niesocjalistyczny mówisz tak: "gdyby państwo nie ukradło paru ludziom ciężko zarobionych pieniędzy, połowę z nich przeznaczyło na pensję dla urzędników i rozkradło, a drugiej połowy nie dało na bezpłatną szkołę, to musiałabym pasać krowy". No i co z tego? Co to obchodzi państwo? Państwo nie powinno być jakąś organizacją bandycko-charytatywną, jakimś pieprzonym Janosikiem, rabującym ciężko zarobione pieniądze na niby dobry cel! Każdy podatek jest kradzieżą. Niemniej, podatki są potrzebne bo potrzebne jest państwo. Ale trzeba je ograniczyć jak się tylko da, a nie kraść w imię wdów i sierot! Człowiek ma chyba prawo decydować o pieniądzach które sam zarobi! Oczywiście nie według komunistów. Wg komunistów własność jest kradzieżą, a człowiek jest trybikiem w machinie, jest częścią ludu, a państwo ma pilnować żeby służył "władzy ludowej". Państwowa edukacja wynika z tego typu myślenia o człowieku.
      Zapraszam na mój blog: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    14. "Niby dlaczego jest konieczna?? Co się stanie gdy ludzie będą niewykształceni?? "
      To samo co z Amiszami. Szanse rozwoju i wyboru drogi życiowej zostaną drastycznie zawężone wskutek niedostatecznej edukacji.
      "Zresztą w ogóle o czym my mówimy? We współczesnym świecie to gros ludzi ma szanse. "
      Jak wyglądają szanse niepiśmiennych? A tych żyjących w izolacji? Jak wygląda szansa na zrobienie kariery przez Koreańczyka z północy, który przyjechał do Korei Południowej?
      "Zresztą w ogóle z jakiej okazji państwo ma się zajmować edukacją ludzi??? Państwo to nie jest organizacja charytatywna."
      Ależ jest i to największą ze wszystkich.

      Usuń
    15. Na pewno nie polskie panstwo. Polskie panstwo z panstwem opiekunczym nie ma nic wspolnego, dlatego tez wszyscy, ktorym sie nie podoba, ze ktos komus cos zabiera, aby dac innym, nie powinien na Polske narzekac. Nie wiem jak owa idee Janosika nazwac na gruncie panstwa polskiego? Bo na pewno oni nie odbieraja bogatym, zeby dac biednym. Cos tam szumnego zrobia raz na jakis czas i ..... kuniec, a podatki z kosmosu. Dlatego nie czulam nigdy aby panstwo polskie szanowalo i liczylo sie ze zdaniem oraz potrzebami swoich obywateli. I nie przesadzajmy z owa bezplatnoscia edukacji. Dostawali studenci, swojego czasu, stypendia socjalne, pomimo to utrzymanie dzieciaka na studiach nie bylo pikusiem. Ciagnelo i ciagnie z kieszeni rodzicow niezle fundusze. Szkoly nie sa bezplatne.

      Usuń
    16. @Ania
      Tak jak Janosik nie dawał biednym tylko ładnym dziewczynom...
      Tak się kończy państwo socjalistyczne. Korupcja, kradzież, absurdy...
      Oczywiście że szkoły nie są bezpłatne. Ale chyba zdajesz sobie sprawę że szkoły bezpatne nie są realne bo nauczyciel to nie jest wolontariat... Dlatego, jeżeli już wiesz że nie ma czegoś takiego jak bezpłatna szkoła, to zauważ że gdy pieniądze idą przez budżet marnuje się zawsze ok.40% na opłacenie rozmaitych urzędów. A tak rodzic daje prosto z kieszeni...
      A inni, niekoniecznie biedni, też od państwa dostają... Np. zasiłki dla bezrobotnych z pieniędzy zabieranych pracującym...

      Usuń
    17. @Antydogmatyk
      To w ogóle nie powinno obchodzic psństwa. Państwo to, jak sama nazwa wskazuje, władza. Władza powinna być sprawiedliwa. Sprawiedliwość to oddawanie każdemu tego co mu się należy. Kto określa co mi się należy za wykonaną pracę? Ja i ten który mi płaci. Uzgadniamy. Umawiamy się. Ja wiem ile wysiłku włożyłem, on wie jaki jest efekt. W ten sposób zarobione pieniądze należą do mnie. Każde odebranie mi ich bez mojej zgody jest kradzieżą. Kradzież jest usprawiedliwiona, jeśli jest konieczna. Istnienie państwa jest konieczne dla obrony mojej wolności przed przemocą innych. Takie jest podstawowe i jedyne zadanie państwa. Każde inne zadanie stanowi zaprzeczenie tego, ponieważ wymaga środków, których odebranie mi pod przymusem jest niczym nieusprawiedlieioną kradzieżą. I koniec. Panstwa nie powinno obchodzić jak się żyje ludziom. Żyją tak jak na to zapracowali, jak wykorzystali swoją wolność. Volenti non fit iniuria.
      Zapraszam: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    18. @MP
      Idąc tym tropem, niemal każde państwo opiera się na kradzieży. Każde państwo obchodzi, jak żyje się jego ludziom, dlatego wiele z nich jako tako stara się, żeby ten standard życia podnieść. Istnienie państwa, które zabiera ludziom wypracowane pieniądze tylko po to, aby przeznaczać je na funkcjonowanie armii, policji i sądów, to stara jak świat minarchistyczna utopia. Takie państwo zostałoby szybko pożarte przez sąsiednie państwa, albo doprowadziłoby ludzi w nim żyjących do nędzy, a siebie do izolacji na arenie międzynarodowej (część dzikich snów minarchistów spełnia Korea Północna - tamtejszy rząd przeznacza większość budżetu na zbrojenia i w ogóle nie pobiera podatków, więc obchodzi go tylko władza;)).
      /Oczywiście można się również spierać co do tego, co jest "usprawiedliwione", a co nie, ale to temat na dłuższą dyskusję. Samo pojęcie "sprawiedliwości" jest podatne na rozmaite interpretacje, zależne od poglądów piszącego. Jeśli chodzi o kradzież, trudno nie ulec wrażeniu, u podstaw powstania współczesnego kapitalizmu jako ustroju stała zorganizowana przez państwa kradzież na ogromną skalę - w najbardziej jaskrawy sposób widać to na przykładzie Anglii. Niektórzy mutualiści twierdzą nawet, że bez pierwotnej kradzieży, pierwotna akumulacja kapitału i rozwój kapitalizmu jako takiego w ogóle nie byłby możliwy, choć dla mnie ta interpretacja idzie za daleko../

      Usuń
    19. @Antydogmatyk
      Każde DZISIEJSZE państwo opiera się na nieuzasadnionej, bandyckiej kradzieży, bo każde jest socjalistyczne (czy tam socjald***kratyczne).
      Natomiast takie państwo to nie jest utopia i nie zostałoby pożarte przez sąsiednie państwa, raczej wręcz przeciwnie. Wystarczy popatrzeć na Stany Zjednoczone w XIX wieku. Nie upadły, nie doprowadziły obywateli do nędzy, a stały się światowym mocarstwem. Tak się jakoś bowiem dziwnie składa, że gdy państwo pozwoli na gospodarkę prawdziwie wolnorynkową i przestanie myśleć, że jest w stanie nią odgórnie sterować i zarządzać to kraj się bogaci a nie biednieje. Oczywiście nie znaczy to że wszyscy będą bogaci. W każdym kraju musi być grupa osób bardzo biednych, alkoholików i ćpunów taplających się w rynsztoku. Pełnią oni bowiem bardzo ważną rolę społeczną i pedagogiczną. Pokazują na sobie jakie są skutki uzależnienia, lenistwa, nieuctwa etc. Oczywiście w normalnym kraju, bo dzisiaj to biedni są mądrzy i pracowici - obrabowywani przez państwo jak nigdy w historii.
      Nie wiem jak powstał kapitalizm. Wiem natomiast że dzisiaj nie ma żadnego kapitalizmu - jest socjald***kracja, interwencjonizm państwowy, etatyzm na ogromną skalę.
      Zapraszam: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    20. @MP
      Stany Zjednoczone już w XIX wieku zaczęły stosować pewne formy protekcjonizmu (np. wysokie cła). Nie znam żadnego państwa mającego w 100% wolnorynkową gospodarkę, dlatego dalej twierdzę że jest ona utopią. Protekcjonizm w USA zaczął się zresztą rozwijać na prośbę samych przedsiębiorców, narzekających na "praktyki monopolistyczne" (historia Standard Oil) i konkurencję ze strony tańszych wytwórców. Już wtedy zaczął się lobbing polityczny, który utrzymuje się praktycznie do tej pory.
      Duża liczba osób biednych jest w stanie zdestabilizować państwo, gdyż duże różnice między bogatymi i biednymi doprowadzą do wzrostu napięć i niepokojów (strajki, protesty, żądania poprawy standardu życia, itd.). Duża grupa biednych, narkomanów, bezdomnych, itd. prowadzi też do gwałtownego wzrostu przestępczości. Wówczas metodą na utrzymanie systemu pozbawionego państwowego interwencjonizmu na rzecz osób najuboższych staje się przemoc połączona z systemem państwowej kontroli obywateli i indoktrynacji. Zgodzę się z założeniem, że armia się do tego bardzo przydaje.
      Angielski kapitalizm rozwinął się m.in. na skutek masowych wywłaszczeń (tzw. odgrodzenia), które pozbawiły ówczesnych chłopów uprawianej przez nich ziemi na rzecz landlordów i wymusiły na już bezrobotnych chłopach migrację do miast. Zastosowano jeszcze kilka innych 'sztuczek" ale o nich nie chcę się rozpisywać.

      Usuń
    21. Do jakiego wzrostu napięć? Całą starożytność, średniowiecze były ogromne różnice majątkowe, bieda etc. a "strajki" z tego powodu były rzadkością i to nie one doprowadziły do upadku tych epok.
      Zresztą na cła jako konserwatysta mogę od biedy wyrazić zgodę pod warunkiem że są narzucane przez króla a nie rząd, bo w końcu to dość stary wynalazek. Aczkolwiek z liberalizmem niezgodna... Ale USA przed wprowadzeniem ceł były przecież wolnorynkowe, nieprawdaż?
      I jeszcze uwaga: feudalizm też był właściwie wolnym rynkiem. Oprócz tych nieszczęsnych ceł państwo jako król raczej w rynek nie ingerowało.
      Co do zamieszek: w państwie wolnorynkowym biedota wynosi jakieś 5% społeczeństwa, podobnie ilość szlachty. Reszta to lud, czyli zwykli, zarabiający na życie tak czy inaczej ludzie.
      Zapraszam: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    22. @MP
      Okresowo zdarzały się bunty, a nawet powstania na dużą skalę (przypomnijmy sobie choćby bunty chłopskie w Niemczech).
      Nie wiem czy państwo, w którym panuje niewolnictwo, a niedobitki prawowitych właścicieli są zamknięte w rezerwatach, można uznać za "wolnorynkowe". Chyba pod warunkiem, że niewolnika uznamy za towar?
      Feudalizm miał być wolnym rynkiem? Z cechami, przywilejami handlowymi, prawem składu, przymusem drogowym? Wolne żarty...
      Na pewno w każdym państwie wolnorynkowym biedota to 5%? A jak to wyglądało np. w Chile w czasach Pinocheta? Nie było tej biedy pięć razy tyle?

      Usuń
    23. Feudalizm wolnym rynkiem może i nie był, ale na pewno bardziej wolnym niż obecnie.
      Co do niewolnictwa w USA - obowiązuje prawo podboju - z wojny można brać niewolników. Poza tym Indianie nie byli obywatelami USA, a ustrój dotyczy tylko obywateli. Myśląc inaczej musielibyśmy uznać, że w Atenach na przykład nigdy nie panowała d***kracja, nawet za Peryklesa. A w Rzymie republika.
      Nie znam danych z Chile. Ale wiem że po kontrrewolucji trzeba czasu żeby się wszystko ustatkowało. A nawet jak było pięć razy tyle to co z tego??? To nie jest problem państwa. Na wolnym rynku każdy ma to, na co zapracuje. 99% ludzi może głodować a państwa to nie powinno obchodzić. Oczywiście wtedy pewnie by to państwo ludzie obalili... ale 25% to nie 99%. Poza tym lepiej żeby ludzie państwo obalili niż żeby miało się wtrącać do gospodarki.
      Zapraszam: http://milkblog.cba.pl

      Usuń
  8. W porównaniu z Tobą mam długi staż nauczycielski i niestety absolutnie nie zgadzam się z tezami przedstawionymi we wpisie.
    Przedstawiłaś jednostronny, wypaczony i karykaturalny obraz systemu szkolnictwa, jako alternatywę przedstawiając jakąś utopijną wizję.

    Proponujesz urawniłowkę na odwrót - Twój model edukacji nadawałby się włącznie dla mniejszości wrażliwych, utalentowanych nonkonformistów.

    Natomiast większość prostych, średnio utalentowanych uczniów wymaga właśnie "łamania kręgosłupa" czyli nauki dyscypliny i współdziałania w grupie, oraz podstawowej praktycznej wiedzy - np. podstawy matematyki, podstawy jęz. polskiego, język obcy, informatyka. I to wystarczy, a po dalszą wiedzę młodzież powinna udać się do szkoły zawodowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę tutaj swoje "trzy grosze" Dibeliusie, mam nadzieję, że mi to wybaczysz :)
      A to dlatego, bo ja z kolei zupełnie się nie zgadzam z Twoją metodą edukacji młodych ludzi, cytuję "Natomiast większość prostych, średnio utalentowanych uczniów wymaga właśnie "łamania kręgosłupa" czyli nauki dyscypliny i współdziałania w grupie, oraz podstawowej praktycznej wiedzy - np. podstawy matematyki, podstawy jęz. polskiego, język obcy, informatyka. I to wystarczy, a po dalszą wiedzę młodzież powinna udać się do szkoły zawodowej.".
      Dla mnie nie ma nic gorszego, niż owo "łamanie kręgosłupa", nie tędy droga, poświęciłem temu tematowi jeden z moich postów, który jest oparty na moich własnych doświadczeniach wyniesionych ze szkoły - są one nadzwyczaj gorzkie, pozwolę sobie wstawić tutaj link do tego posta:
      http://smurffwsieci.blogspot.com/2009/10/moje-zyczenia-dla-nauczycieli.html
      Czyli z tą wspomnianą maszynką do mięsa zgadzam się z Kirą, też tak to widzę.

      Usuń
    2. @ Dibelius

      Ja też uważam, że wielu młodych ludzi powinno zakończyć edukację na poznaniu podstaw. Tymczasem w dzisiejszej szkole tłoczy im się do głów hektolitry informacyjnej papki, marnując ich młodość, siły i - co najgorsze - talenty.

      Dlaczego szkoła miałaby uczyć dyscypliny? Tego ma uczyć samo życie. Zresztą, jeśli ta dyscyplina ma polegać na tym, że dzieciak nie odda agresorowi ze strachu przed reakcją tępej pindy, która uzna go za równego napastnikowi, to ja wymiękam.


      @ Smurff

      Nie oglądałam "The Wall". Za to teraz przypomniałeś mi o piosence pt. "Another Brick in the Wall". Doskonale opisuje szkołę. Nie tylko polską. Nie tylko dzisiejszą. Proces niszczenia edukacji trwa od dobrych stu lat. Nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele nie znoszą szkoły. Jedni i drudzy przychodzą tam, bo MUSZĄ. Nie mają wyjścia.

      Ale i tak upieram się, że NAJWIĘKSZYM ZŁEM jest sam system, zmuszający młodzież do przyjmowania nadmiernej dawki informacji. Najczęściej gówno wartych.

      Usuń
    3. @Kira...
      kochasz mnie?... jeśli tak, to koniecznie obejrzyj "The Wall"... tam jest sporo rzeczy /nie tylko o edukacji/, które sama już odkryłaś, niemniej jednak warto się z tym materiałem zapoznać... mrau :)...

      Usuń
    4. Obejrzę, jeśli trafię nań w TV. :)

      Usuń
    5. @Smurffie,
      Wybaczę Ci, ale tylko dlatego, że to Ty jesteś:)

      Usuń
    6. @Kiro,
      Nie przeciwstawiałbym dyscypliny sprawiedliwości. Obie te wartości są według mnie u większości pożądane. Nie mam zamiaru bronić pind czy kurew nauczycielek, ofiar negatywnej selekcji. Nauka zachowania dyscypliny i znoszenia drobnych niesprawiedliwości jest cenna. W większości zawodów potrzebujemy pracownika zdyscyplinowanego, który wypełnia polecenia, a nie mądrzącego się i dyskutującego z powodu byle dupereli.

      Usuń
  9. Dzisiejsza szkoła ma wiele wad. Zasadniczo przedstawiłaś co ważniejsze problemy. Tylko jak to zmienić? Ja bym była za powrotem do systemu 4+8 oraz postawieniu na solidną edukację ogólną. Cóż potrzeba mieć jakieś tam podstawy aby móc potem wybierać co dalej, aby móc mieć pojęcie o świecie. Dlatego własnie uważam, że błędem jest zbyt wczesne i ścisłe profilowanie liceów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam odmienne zdanie. Postawiłabym na jeszcze wcześniejsze profilowanie.

      A w ogóle to sam pomysł, by dzieciak tkwił w szkole po kilka godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu, a po lekcjach zasuwał jeszcze na zajęcia dodatkowe, jest idiotyczny. Kto to, kurde, wymyślił??? Przecież 90 % zaabsorbowanych w ten sposób wiadomości PRZEPADA!!!

      Usuń
    2. Kira a co jak ktoś zmieni zainteresowania? Co jeśli w szóstej klasie będzie lubił przedmioty humanistyczne a po drodze zechce studiować medycynę?

      Usuń
    3. A co, jeśli odmieni mu się, gdy będzie miał 20 czy nawet 30 lat - jak mi? :) Bez przesady, Erinti, ZAWSZE powinna istnieć możliwość dokształcenia się.

      Usuń
  10. Poziom nauczania obecnie osobiście uważam za beznadziejny.
    Nie będę się szeroko rozpisywał, bo "wybitną wiedzę" obecnych gimnazjalistów znakomicie pokazują te dwa filmiki, nie wydaje mi się, aby były one celowo sfabrykowane:
    http://youtu.be/TiaP_v28wQU
    http://youtu.be/wNBc8xIht-U
    Nie wiadomo tylko, czy śmiać się, czy płakać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska straciła niepodległość w roku 966, gdy powstała, ale tego na religii nie uczą...
      pytanie o czas gotowania jajka jest tendencyjne... trzy minuty na tym gazie, co teraz jest?... come on, man...
      :D...

      Usuń
  11. Bardzo chciałem skomentować, naprawdę. Ale jak dotarłem do końca, to zapomniałem, co było na początku. :P Dlatego odniosę się tylko do głównych punktów.

    Jedyny system, który jest w stanie kształcić dawinczich, to system mistrz-czeladnik. Przy obecnej masowej edukacji, nie mamy tylu mistrzów. Potencjalnych dawinczich zresztą też nie.

    12 lat katorgi i papierki? - moim zdaniem cały błąd polega na założeniu, że papierki muszą coś znaczyć. 50 lat temu człowiek siedział w jednej firmie, na jednym stanowisku (awansując z młodszego cośtam na starszego cośtam, a w końcu na dyrektora departamentu cośtamów). Dzisiaj zmieniamy pracę raz na parę lat. Za 20 lat prawdopodobnie ludzie będą zmieniać zawód kilka razy w życiu. Ostatni raz, kiedy musiałem przyszłemu pracodawcy pokazać dyplom magisterski miał miejsce kilkanaście lat temu, kiedy szukałem pierwszej pracy. Moi rodzice mawiali: nie uczysz się dla nas, lecz dla siebie. Ja mojemu genetycznemu eksperymentowi mówiłem: nie uczysz się dla ocen, uczysz się dla siebie. Gdyby więcej rodziców to rozumiało...

    Kiepska jakość nauczania? Nie oczekuj cudów od ludzi, którzy "osiedli" w zawodzie nauczyciela z braku innych opcji. Oczekuj od szkoły, do której chodzi Twoje dziecko, że zapewni jednego lub dwóch nauczycieli z pasją (nie mniej i nie więcej). Informacja jest powszechna i tania, prawdziwy ogień jest rzadki i cenny. A najważniejszą nauką jest odróżnianie ludzi, którzy zmieniają świat od ludzi, którzy po prostu wykonują swoje obowiązki.

    Łamanie kręgosłupa? Myślę, że zbyt wiele oczekujesz od szkoły. Od wyrabiania wrażliwości, moralności są rodzice. Szkoła jest nauczycielką prawdziwego życia oraz łamaczem kręgosłupów. Co wnosisz do szkoły z domu, to wyniesiesz po 12 latach edukacji. Jeśli pozwolisz się zdominować, będziesz szarym urzędnikiem. Jeśli weźmiesz byka za rogi, będziesz, kim chcesz - nawet szarym urzędnikiem, ale będzie to twój wybór.

    A jak powinna wyglądać prawidłowa edukacja? Jak medycyna - przede wszystkim nie szkodzić :D

    Pozdrawiam serdecznie, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczymy się dla siebie? A może niech ta nauka będzie nam dawkowana wedle naszego własnego upodobania? W przeciwnym razie zmarnujemy tylko czas, bo - jak napisałam Erinti - 90 % wtłoczonych nam wiadomości po prostu przepadnie.

      Szkoła nie uczy życia. Uczy PRZEŻYCIA. A samo p r z e ż y c i e nie gwarantuje dobrej jakości późniejszego ż y c i a . Poza niknącą już dawką informacji szkoła nie nauczyła mnie niczego. Za to wyrobiła sporo lęków, podsyciła zahamowania. Z radością opuszczałam jej mury.

      Tak samo jest z więzieniem czy wojskiem - nie uczynią z mięczaka twardziela; przeciętniakowi zostanie często trauma; a prawdziwi twardziele takich doświadczeń nie potrzebują.

      Dodam, że będąc starszą nastolatką czasami się buntowałam. Zazwyczaj jednak byłam cicha, pokorna i grzeczna. Bo to się OPŁACAŁO. Branie "byka za rogi" kojarzy mi się z czynnym oporem, a ten - z niebezpieczeństwem. A ja wobec silniejszych wolę stosować opór bierny. A także podstęp czy obmowę (rozumianą jako informowanie o czyichś podłościach). Nie zrozum mnie źle, nie jestem intrygantką. Po prostu najważniejszy jest dla mnie SKUTECZNY sprzeciw wobec zła. Walka z otwartą przyłbicą ma sens tylko wtedy, jeśli naprzeciw nas staje ktoś o podobnej sile oraz - co bardzo ważne! - godny naszego szacunku. Tak nie jest w przypadku miernych, a wrednych nauczycieli czy złośliwych dzieciaków.

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że jesteś w fazie gniewu, podczas gdy ja już dawno doszedłem do akceptacji - więc nic, co powiem nie zmieni Twojego stosunku do szkoły i systemu.

      Przez całe dorosłe życie puszczamy mimo te docierającej 90% informacji. Przeszkadza Ci, że szkoła wprowadza w ten proces od najmłodszych lat?

      Po kilku latach w szkole wiedziałaś, do którego nauczyciela wystarczy zrobić słodkie oczy, któremu można się otwarcie postawić, a któremu można tylko potakiwać i jak najszybciej wyjść z klasy po dzwonku. Powiedz, że te umiejętności nie przydały Ci się w życiu?

      Do pewnego stopnia lęki i zahamowania są dobre, bo dzięki nim np. nie wygarniemy szefowi w pierwszej pracy, że jest nadętym bucem. Ale o tym, czy te lęki będą Ci pomagać, czy przeszkadzać decydują Twoi rodzice, a nie szkoła. To ich zadaniem jest pokazanie dziecku - którego nikt nie zna lepiej niż oni - jak wykorzystać swoje wrodzone cechy, żeby wyjść z tej walki z tarczą. Nawet jeśli wrodzona zdolność to nie geniusz matematyczny, a na przykład konformizm.

      Oczywiście wiem, że szkoła jest zła. I będąc jeszcze uczniem często się buntowałem. Z perspektywy czasu - nie, nie powiem, że to było dobre, skowronki i jelonki, itp. - myślę, że wyszedłem z tego całkiem ok. Żeby było śmieszniej ostatnio to samo liceum, co ja, kończyła moja córka. I nauczycielka, której ja się wręcz bałem, okazała się jedną z jej ulubionych. Ot, zagwozdka.

      PS. W Twoim poście napisałaś tylko, co jest źle. Masz jakiś realny pomysł, jak ten system naprawić. Zakładając, że nie spadną nam nagle z nieba nauczyciele pokroju Johna Keatinga?

      Usuń
    3. Masz całkowitą rację, że to głównie od rodziców zależy, jak będzie sobie radziło w przyszłości ich dziecko. Ale to nie jest post o rodzicach, a o szkole. :)

      Zgadzam się również, że szkoła UCZY. Ale czego? "Konformizmu, lizania dupy, uległości, wyrachowania. [...] Postawa cwanego, a zarazem tchórzliwego oportunisty jest w mniemaniu wielu dorosłych oznaką dojrzałości." Natomiast bunt - chciałoby się dodać - jest przejawem niedojrzałości, prawda? ;)

      Staram się patrzeć na szkołę obiektywnie. Na pewno jest lepsza niż NIC. Czyli zero edukacji. Z drugiej strony, to jednak szambo... Jak uzdrowić ten system? Cóż, znowu zacytuję samą siebie (wczorajszy komentarz z godz. 15:34): "zmniejszyć ilość godzin nauki dziennie, za to rozłożyć ją na większą ilość lat; jednocześnie WCZEŚNIEJ wdrażać dzieciaka do pracy zawodowej. System, w którym najpierw uczymy się bez opamiętania, żeby i tak za 5-10 lat wszystko zapomnieć, a potem wchodzimy na rynek pracy kompletnie nieprzygotowani, jest ZŁY. Należy to jakoś wypośrodkować."

      A może należałoby zastąpić szkołę kursami z określonego przedmiotu - oczywiście na różnych poziomach? Sama bym chętnie poszła na jakiś. ;) I może tak zrobię, jeśli uda mi się odpędzić wewnętrznego lenia. ;)

      Usuń
  12. To wcale nie jest problem tylko polskiej szkoły, ale znacznie szerszy. Polecam książkę 'Społeczeństwo bez Szkoły", niedawnowznowiona pod lepiej oddajacym istote rzeczy tytułem "Odszkolnic spoleczeństwo" autor - austriacki filozof Ivan Illich obala w niej szereg mitów zwiazanych z przymusem szkolnym.
    Nie chce streszczać, ale krótkie omówienie można znaleźć pod linkiem
    http://polscott24.com/odszkolnic-spoleczenstwo-o-ksiazce-ivana-illicha/
    Nie bronie oczywi scie polskiej szkły. Pracowałem w niej kilka lat - jako zewnetrzny wykladowca - atmosfera pokoju nauczycielskiego - bezcenne
    jongleur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za namiary na ciekawą lekturę. :)

      Usuń
  13. Szkola nie uczy zyc. Sorry , ale gdzie w zalozeniach szkoly stoi punk, ze naucza sie dzieciaki, poprzez edukacje w tej instytucj, zyc? Przeciez zyc musisz nauczyc sie sama poprzez doswiadczenia, ktore Cie spotykaja. szkola nie da gotowych recept na zycie. To czlowiek poprzez przechodzenie, doswiadczanie uczy sie jak zyc. Wyrabia swoj moralny kregoslup. Za duzo oczekujesz.
    Szkola uczy przezycia? Nie przesadzaj. na pewno nie dzieci, ale nauczycieli.
    Dlaczego mam cos z tym zrobic? z tego co widze system nie odpowiada Tobie, to Ty krzyczysz "zrobcie cos z tym, bo wasze dzieci..."etc. Matko- coz za altruizm.

    Lamanie kregoslupa? Kto komu ow kregoslup lamie? Zobaczy samo zycie:)
    Sa elementy, w ktorych zgodze sie z Toba, ale wiem tez, poszukaj poszperaj skup sie i na tym, ze Polacy to jedni z lepszych studentow. Moj 16 letni siostrzeniec chodzi do szkoly na zachodzie- przyszlo mu sie przestawiac. nie ejest mu zle z wiedza wyniesiona z polskiej szkoly. kuleje zas mocno pod wzgledem jezykowym.
    W kazdej dziedzinie znajdziesz tych, ktorzy w danym temacie sa albo artystami, albo odwalaja rzemioslo. A wymagania faktycznie powoduja, ze traci sie czlowieka- dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "z tego co widze system nie odpowiada Tobie"

      Nie tylko mi.


      "Lamanie kregoslupa? Kto komu ow kregoslup lamie?"

      Robienie z ucznia bezmyślnego robocika JEST łamaniem kręgosłupa.


      "Polacy to jedni z lepszych studentow"

      Po prostu inni są gorsi.


      "A wymagania faktycznie powoduja, ze traci sie czlowieka- dziecko."

      Ale to powinny być rozsądne wymagania. Przycinanie młodzieży do jednego szablonu jest złem.

      Usuń
    2. Sluchaj, ze pedagog to ktos na uslugach danego systemu to wiadomo, ale wychowywanie karnego obywatela przylozonego do jednego szablonu nie odbywa sie na zajeciach z matematyki, chemii, fizyki, biologii, geografii.....to sie robi w inny sposob, szybciej na zajeciach z historii, polskiego, durnych Wos-ach...to sie robi poprzez akademie, i dzieki dobrze w systemie wyszkolonym ludziom. nie kazdy pedagog jest w te klocki dobry. Biolog opowiada o systenie pokarmowym, fizyk gledzi o stanach skupienia cial ,matematyk rozwala calki....co oni wspolnego z systemem moga miec? Nie da sie tej instytucji oddzielic od panstwa. Poza tym artysta historyk w swojej dziedzinie, nigdy nie wejdzie w system, nauczy "dobrej" historii, na ile sam ja dobrze zna w taki sposob , ze se jego wychowankowie poradza. rzemieslnik odwali tylko material. odhaczy temat i cele lekcji.
      jest przeciez i inne rozwazanie- nie wiem na ile ono funkcjonuje teraz, ale widzialam rodziny w TV, ktore za edukacje swoich pociech braly sie same, odciagajac pojcie dziecka na ow przemial. Dlaczego nie biora rodzice takich mozliwosci na tapete? Ja mysle, ze z barku czasu, bo sami sa w przemiale systemu zwacym sie "zarob na chleb", ale tez i z drugiej strony z tzw. wygody. Niech instytucja wychowa mi dziecko. Przeciez nie raz musilas spotkac przypadki, kiedy to rodzice z geba do nauczycieli startowali, ze przeciez powinni sami zajac sie jakims tam powaznym problemem z jego dzieckiem i nie zawracac mu du..py.

      "Robienie z ucznia bezmyślnego robocika JEST łamaniem kręgosłupa" slaby belfer bedzie sie obawial pytan w swoim temacie, bo sam ma niewielka wiedze. Natomiast zainteresowanie uczniow lekcja jest sukcesem wykladowcy. Nie wiem, czy normalny nauczyciel jest w stanie takowej wewnetrznej nagrodzie- satysfakcji - sie oprzec? Inna sprawa, ze nasze dzieciaki malo czym sa zainteresowane. Gierki im dajcie, wirtual.....to jest bezmyslnosc, sami sie zabijaja. System, niekoniecznie szkoly, ich zabija

      Po prostu inni nie sa gorsi, sa tak wyedukowani. Ostatnio sprawdzano umiejetnosci matematyczne dzieciakow Niemczech. Ogloszono wyniki testow. Slabe, bardzo slabe....co tez potwierdza moj siostrzeniec. on rozwala zadania ( tutaj akurat jezyk nie jest konieczny) i jest w czolowce, mowi, ze dla niego to powtorki, a dla nich to nowy material.....nie mowiac juz nic o ich wiedzy historycznej, orientacji w dziejach swiata- bida.

      Usuń
    3. @Ania...
      "niech instytucja wychowa mi dziecko"...
      exactly, tak to hula...
      a instytucja nie ma czasu na jednostki, instytucja równa wszystkich do najniższego, bo tak jest najprościej... daz yz da socyalyzmuz...

      Usuń
    4. " daz yz da socyalyzmuz..."
      A to powyzsze to co? Nie znam tego jezyka- trudno mi rozszyfrowac o co biega.
      Instytucja szkoly, oswiaty, nie wychowa Ci dziecka. Zakasuj rekawy i rob to sam. Roznie te dzieci sa wychowywane, co tez widac w instytucji, o ktorej mowa. Rodzice tez potrafia byc niezlymi partaczami. Dzieciaki przemielaja samych siebie, jak szerszenie mieszaja sie tam rozne typu, spod roznych stylow wychowawczych. Kasaja nie tylko siebie. Wejdz w to gniazdo, a wtedy pogadamy.
      Dla mnie szkola , to tylko i wylacznie miejsce gdzie otrzymasz okreslona wiedze, ustalona na podstawach programowych. Nikomu dzieci nie zamierzam tam wychowywac.
      Jak mawial nasz prof. nauczcie ich czytac, pisac, myslec samodzielnie powinni nauczyc ich tez rodzice...i niech ida w swiat i zdobywaja wiedze sami.Powiem szczerze, ze to czego nauczylam sie w szokole ( mowa o przeczytanych ksiazkach,zdobytych technikach rachunkowych, stolicach panstw, biologicznym funkcjonowaniu czlowieka..) jakos mi nie zaszkodzilo.

      Usuń
    5. @ Ania

      Masz rację, że indoktrynuje się łatwiej na zajęciach z przedmiotów humanistycznych niż ścisłych. Ale co to ma do rzeczy? Poza tym chodzi także o bezustanne temperowanie zachowania. Uczeń musi być zawsze karny, posłuszny... Inna sprawa, że większość dzisiejszych uczniów nie jest NIGDY grzeczna, ale to już przegięcie w drugą stronę.

      Większość nauczycieli do rzemieślnicy, nie artyści. Dobrze, jeśli ci rzemieślnicy są przynajmniej w wykonywaniu swoich obowiązków uczciwi i sumienni.

      Domowa edukacja jest całkiem sensownym rozwiązaniem, ale:
      po pierwsze - nie każdy rodzic byłby dobrym nauczycielem
      po drugie - czytałam, że uzyskanie zgody na samodzielne nauczanie swoich pociech nie jest łatwe

      Ci z rodziców, którzy żądają od nauczyciela wychowania ich progenitury, są kompletnymi głąbami. Niestety, sporo takich...

      Nie przeczę temu, że poza kiepskim systemem edukacyjnym wiele innych czynników wpływa na młodzież demoralizująco. W tym poście skupiłam się jednak wyłącznie na szkole.

      Dobrze, że Ty coś jeszcze pamiętasz ze szkolnej nauki. Ja już niewiele. Muszę sobie pewne rzeczy przypominać - ot, zwykła ciekawość świata pcha do poszerzania zasobu informacji. :)

      A tak w ogóle - czyżbyś była nauczycielką? ;)

      Usuń
    6. Nauczycielem, wychowawca...pracowalam 10 lat z dzieciakami uposledzonymi umyslowo. I w sumie ciesze sie, ze nie robie tego dalej, ale nie z powodu "niepieknosci" szkoly sie ciesze ale z powodu trudnosci wspolczesnej mlodzeizy.

      Nauczyciele to ludzie wywodzacy sie z nas samych.. tacy oni sami jacy i my przecietni ludzie: urzednicy, lekarze , policjanci, ksieza....... czego wymagac od innych jak i nam zdarza sie zadupic.nauczycielowi odwalic fuszerke nie lekcje, lekarzowi wylweczyc 20 a dwoch kolejnych poslac w zaswiaty. Urzednikowi pomoc kilku kilentom a ktoremus wlepic kare, ze az zadudni, wcale niezasluzona kare.......

      Ogladala raz program o pewnej mlodej Afgance. Jej zdjecia obiegly swiat. Dziewczyna zwoierzatko. Maz obcial jej nos, uszy i zostawil w gorach na pastwe losu. W koncu trafila do jakichs wyksztalconych afganskich lekarzy mieszkajacych w Ameryce. Kobieta- ktora ja adoptowala rozdygotana doszczetnie. jeszcze placze kiedy mowi o trudnym okresie uspolecznianai i szkolenia nowej pociechy. Dziewczyna nie umiala nic. Nie wiedziala , ze tydzien ma 7 dni, ze rok dzieli sie na 4 pory, ze ma 12 miesiecy...... z drugiej strony, niby po co je takowa szko,na wiedza, no nie? Niestety bez tego obecnie jak bez reki i od czegos w sumie trzeba zaczac sie edukowac. Moze by sobie nie pozwolila na takowe traktowanie gdyby choc cos zadawkowego o swiecie wiedziala. I jak sobie z pewnoscia zdajesz sprawe, tego typu ludzie nigdy nie mieliby szans na podstawy, na jakakolwiek wiedze gdyby edukacja byla dla uprzywilejowanych. W sumie u nich jest dla uprzywilejowanych.

      Usuń
    7. Ale to już zupełnie inny problem, Aniu.

      Usuń
    8. Nie, nie zupelnie inny problem. u ciebie sie przewija cos o uprzywilejowaniu w edukacji. Nie chce takiego uprzywilejowania- to nie jest rozwiazanie, to bylby z czasem kolejny problem do rozwiazania ...jak wszystko za co zabiera sie czlowiek. nie ma idealnych systemow. A w tym mozna tez wyjsc na ludzi.

      Usuń
    9. Napisałam w paru komentarzach, że opowiadam się za obowiązkiem poznania podstaw.

      Usuń
    10. W jednym komentarzu piszesz o opowiadaniu sie za poznaniem podstaw, w innym zas o tym, ze dla niektorych podstawowka to za duzo. wez to jakos w sobie poukladaj. Co jest obowiazkiem, co za duzo.... gubie sie w twoich wywodach.

      Usuń
    11. Już poukładałam. :) Osiem lat podstawówki to za dużo. Niektórym wystarczą trzy, potem nauka zawodu. Ale uwaga - z możliwością późniejszego dokształcenia się. Bo uczyć się należy przez całe życie.

      Usuń
  14. w sumie to nawet lubiłem chodzić do szkoły /mało wagarowałem/, bo coś się działo... był to jednocześnie dla mnie wdzięczny poligon do trenowania sportu "nie dać się systemowi"... rzecz jasna w podstawówce nie myślało się takimi kategoriami, chodziło jedynie o to, by chronić własną wolność, by maksymalnie robić to, co się chce, a nie to, co każą...
    w liceum /kiedyś było 8 + 4/ było lżej, bo była to elitarna, eksperymentalna szkoła matematyczna, przedmiotów matematycznych /których była połowa zajęć/ uczyli nas nie zawodowi belfrzy, ale pracownicy naukowi /niektórzy z najwyższej światowej półki/, którzy sami mieli totalnie wyjebane na system... byli oni moimi naturalnymi sojusznikami...
    napisałem "uczyli", bo oni naprawdę UCZYLI, a nie próbowali wychowywać, tak jak reszta szkoły /chociaż tu też były chlubne wyjątki/... niemniej jednak system również dawał mi okazję do wspomnianego wcześniej treningu... poza tym przecież wiedziałem, jak jest w innych szkołach...
    z perspektywy lat widzę, że niewiele się zmieniło... szkoła jako taka zamiast edukować, stara się wychowywać "karnego obywatela", są tylko różnice indywidualne pomiędzy poszczególnymi placówkami...
    do tej pory nie potrafię /choć powinienem/ pojąć, jak wielu ludzi nie zauważa, że żyjemy w takiej samej "komunie", jak przed '89, co dotyczy zresztą nie tylko systemu "edukacji" publicznej... z drugiej strony nie dziwota, bo metody są obecnie bardziej wyrafinowane i więcej łyka ten cały kit o "wolnym kraju"...
    dwa słowa na temat szkół prywatnych... jeśli ktoś się nimi zachwyca, to informuję, że wiele /może większość z nich?/ to istne pralnie mózgów, zwłaszcza szkoły katolickie...
    kwestia studiów wyższych to osobna bajka... chwilowo uzgodnijmy że nagadałem się dosyć i jak czas pozwoli omówię to osobno...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
  15. " Psor ma się trzymać sztywno wyznaczonego mu rozkładu zajęć, przerobić wszystkie obowiązujące tematy i wytresować uczniaka, żeby ten odpowiadał na zadane mu pytania zgodnie z obowiązującym kluczem."
    Niech znaja te klucze, niech znaja odpowiedzi...od czegos to sie wszystko zaczyna. Klucz nie musi byc wcale zly.
    Niech wie ze tydzien ma 7 dni, rok dzieli sie na cztery pory. niech wie co to jest now ksiezyca- niech zna klucze.

    "Szkoła nie uczy życia. Szkoła uczy konkretnego stylu życia. Niekoniecznie najlepszego. Uczeń ma być grzeczny, posłuszny, cichy, karny. Wymądrzanie się czy odstawanie od reszty jest bardzo źle widziane. Nawet najbardziej wyrozumiały i otwarty na odmienny punkt widzenia nauczyciel musi szybko ucinać idące w „złym” kierunku dyskusje, gdyż zwyczajnie nie ma na nie czasu. "
    Z tym cichym i karnym to przesadzilas. Teraz to chyba na odwrot dziala. obecnie to nauczyciel ma byc cichy i karny....
    Odwrocily sie wspolczesnie proporcje w szkolach. Kiedys na 30 uczniow problem mialo sie z 3. to byly trudne klasy. obecnie 3 siedzi cicho, slucha a reszta jest wlasnie niekarn, rozwydrzona, zlewajaca .... i ida potem tak wyksztalceni ludzie wyzej. zaczynaja sie dziwic nauczyciele najpierw w liceach, potem zdumiewaja sie profesorowie na studiach.

    Nie dam rady tego skomentowac chocbym nie wiem jak chciala. za duzo, rozczlonkowane, trudno wejsc w tekst. Sorry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to jest właśnie jedna z bardzo złych cech szkoły: w pokornych uczniach wzmaga pokorę, w agresywnych - agresję. A powinno być na odwrót: mimozy powinny nauczyć się bronić, chuligani powinni spokornieć. W przypadku tych drugich należy brać pod uwagę wydalenie z placówki. Alas! W czasach niżu demograficznego jest to marzenie ściętej głowy. :/

      Usuń
    2. To nie jest problem szkoly. To problem nas, ludzkosci. ludzkosc zyjacej w zmieniajacych sie warunkach zewnetrznych. Nie bedziemy mieli pokornego chuligana i stawiajacej sie mimozy. Wszyscy daza, przynajmniej w szkolach , do bycia niepokornym chuliganem i to uwazaja za przejaw swojej niezaleznosci.
      Pamietam proby ogarniecia tego u nas w palcowce. W placowce dla uposledzonych, ludzi, ktorzy raczej do indywidualistow nigdy nalezec nie beda i samodzielnych akcji zdolni tez nby nie sa ( co prawda wielu trafilo do nas z orzeczeniami, ale spekulowalismy, ze otrzymywali je z powodow chuliganstwa). Na apelu, na ktorym sie "pietnowalo"- chuligani otrzymywali od rowiesnikow oklaski. Polozylo sie nacisk na prawa uczniow pomijajac totalnie ich obowiazki.Dzieci mysla tylko o swoich prawach, nie sa wychowywani w systemie obowiazkow. Oni ich nie maja. dziecinstwo mma byc beztroskie, w mysl zasady, ze kiedy dojrzeja to obowiazki przyjda same.
      Druga sprawa to prawdopodobnie z gett nie ma wyjscia. Dozywocie. urodziles sie tam- nie wyskoczysz powyzej. Wierze, ze edukacja moze to zniwelowac. Nie wierze w jej moc, ale jezeli ludzie nie beda znac chocby podstaw to daleko nikt nie zajedzie. W dzisiejeszych czasach trzeba sie po prostu uczyc. i bedzie tego coraz wiecej. Wiedza bedzie kosztowac. ja juz teraz czuje tego pwiew na zachodzie. trzeba ksztalcic dzieciaki- nie ma innego wyjscia. jezeli na sie ok rodzicow, ktorzy daja dobre podstawy moralne dziecku to w szkole tez se poradzi...wyciagnie wiedze, to co jest istoitne.

      Usuń
    3. "ktorzy raczej do indywidualistow nigdy nalezec nie beda i samodzielnych akcji zdolni tez nby nie sa przeprowadzic" powinno byc

      Na apelu, na ktorym sie "pietnowalo" chuliganskie wyczyny- powinno byc

      "jezeli na sie ok rodzicow, ktorzy daja dobre podstawy moralne dziecku to w szkole tez sobie takie dziecko poradzi...wyciagnie wiedze, to co jest istotne w kontakcie z owa instytucja"

      Usuń
    4. Aniu, na litość boską! Przecież to jasne, że ani totalna samowola, ani bezmyślne posłuszeństwo nie są dobre.

      Wielu młodych ludzi powinno zakończyć edukację na nauce czytania, pisania i liczenia.

      Usuń
    5. Ale tak tez i robia. Przeciez jezeli ktos nie chce nie musi. podstawowka i owo slawetne gimnazjum jest obowiazkowe. nic poza tym. Tam zdobeda wiedze na poziomie , nazwijmy to umownie ze wzgledu na wspolczesne wymogi cywilizacyjne, czytania, pisani i liczeni i nie musza wiecej.

      teraz w szkolach jest czas totalnej samowoli. czasami komus uda sie cos ogarnac. Nauczyciel ma chyryzme i jakas klase uda mu sie okielznac...rzadkie to, ale bywa:)
      Bylam uczennica w czasach dyscypliny i posluchu. Stalam sie nauczycielka w czasach totalnej swobody. Czlowiek nie umie wyposrodkowac...ciagle przegina:))

      Usuń
    6. Dla niektórych nawet podstawówka to za dużo.

      Usuń
    7. A niby skad taki wniosek? Co, w Twoim mniemaniu, jest wyznacznikiem , ze ktos powinien edukacje zakonczyc na podstawowce, albo zaraz po zerowce?
      Niewychowany cham to co konczy na zerowce? Uposledzony to zapodajmy mu lekcje mycia kaloryferow? I zakonczmy jego edukacje na tym poziomie? Brak dostepu do edukacji bylby czyms na ksztalt kary?

      Usuń
    8. Tu nie chodzi o karanie, ale o możliwości. Jeśli ktoś notorycznie przeszkadza w zajęciach (lub, co gorsza, znęca się nad pozostałymi uczniami), to nie ma szans na właściwe ich przeprowadzenie. Spokojniejsi uczniowie tracą, a chuligan... i tak nic nie zyskuje.

      Usuń
    9. Bardzo czesto owi przeszkadzajacy, dokuczajacy , popisujacy sie, robiacy wredne numery innym sa bardzo zdolni. W szkole chca sie pokazac przed rowiesnikami. Szkoda by bylo zmarnowac ich potencjal, konczac ich edukacje po trzech latach podstawowki. jezeli kots z doroslych zaprzepaszcza swoje szanse to mozna mowic , ze w sumie wie, co robi, ale taki dzieciak? Problem lezy w rodzinach. We wspolczesnym podejsciu do dzieci.... w granicach, ktore sie bardzo przesunely.

      Usuń
    10. Szkoly ..one beda tylko i wylacznie wyznacznikiem nas jako ludzi, funkcjonowania spoleczenstwa, ideologi wiodacej w narodzie...nie ma sie co czepiac. bo czego mozesz sie czepnac , co ta instytucja moze zmienic? Ona sie zmieni, kiedy zaistnieja nowe trendy w spoleczenstwie, narodzie. Co mozesz uzyskac? Zmiane podstaw programowych? Innego ksztalcenia nauczycieli ( robimy multum podyplomowek i na kazdej wiedza jest non stop powtarzana, nic tam nowego nie ma. nadal przywoluje sie Montessori- pedagoga praktyka z XIX wieku, pedagogike Rudolfa Steiner`a, Babickiego? Nic nowego. Otrzymales pewna wiedze na studiach, ktora rozmaite podyplomowki tylko utrwalaja, przywoluja...nic nowego sie nie dzieje w tej materi. Odwracaja sie tylko pewne wartosci. Czlowiek inaczej funkcjonuje, zachowuje sie niz to mialo miejsce wczesniej. W sumie i w jednym systemie i w drugim, kazdym innym, chodzi o obywatela nie sprawiajacego problemow. Poslusznego, nie myslacego zbyt wiele.Tu trzeba za systemy sie wziasc a nie za szkoly. to jest cos takiego jakbys chciala zmusic lekarzy do lepszego leczenia, kiedy oni maja ograniczenia systemowe. kontrole nad nimi sprawuje NFZ. Kontrole nad systemem szkoly sprawuje kuratorium , ministerstwo....w sumie panstwo. trzeba to zmienic, a wtedy mozna ksztaltowac ludzi na kolejny "ideologiczny obraz" i wdrazac wyobrazenia politykow.

      Usuń
    11. Ależ ja właśnie o zmianie systemu piszę! :)

      Odnośnie zdolnych chuliganów - to już nie powinien być problem szkoły.

      Usuń
    12. Zniana systemu poprzez zmiane szkoly, czy zmiana szkoly poprzez zmiane systemu? Bo z tego co tu mozna przeczytac idzie wywniskowac ze to szkoly nawalaja.

      Usuń
    13. Pisząc "szkoła" miałam na myśli szkolnictwo. Kiepscy nauczyciele to też problem, ale najgorszy jest system.

      Usuń
    14. Znoszac jeden system zastapisz go drugim i tez bedzie najgorszy.
      Wiem, ze mialas na mysli szkolnictwo. Ono jest, niestety, wynikiem systemu i jaki by ten system nie byl znajdziemy w nim slabe punkty.

      Usuń
    15. Mozna probowac otworzyc swoja, wlasna, placowke oswiatowa. Prywatna szkole i sprobowac urzeczywistnic marzenia o wlasciwym- idealnym ( szklane domy) systemie. O ile sie powiedzie:)

      Usuń
    16. Państwo nie pozwoliłoby na istnienie placówki, która nie przygotowywałaby do zdawania egzaminów.

      Usuń
    17. Czyli nie za szkolnictwo trzebasie tu brac, a za panstwo. a najlepiej urzeczywistnic plan na swoim wlasnym, prywatnym potomku. tylko na to mozemy miec wplyw. Na te male istnienia zalezne od nas...i to tezb tylko do pewnego czasu, choc to co my im damy w rodzinach to posag na cale zycie:))

      Usuń
    18. No, to chyba jasne. Ale tak poza tym - czy naprawdę nie mamy szans na dokonanie zmian? ;)

      Usuń
    19. Przeciez mamy. Jak wychowamy nasze dzieciaki taka bedziemy mieli przyszlosc. A sami? No coz , jakjestesmy wychowani i uksztaltowani taki tez ksztalt zycia mamy.... Nie widze szans na zmiany. nazs agora jest oderwana od rzeczywistosci. Tam wszystko zaczyna sie od dymu z komina. Polacy nie potrafia, sa dobrzy do rozpierduch,a le nei do konstruktywnego dzialania.

      Usuń
    20. Jak mówi stare przysłowie: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku. Jeśli społeczeństwu coś nie odpowiada, powinno starać się to zmienić. Owszem, większość z nas może ogarnąć jedynie swoje podwórko. Zdarzają się jednak jednostki z zadatkami na aktywistów. Jak np. państwo Elbanowscy, którzy nie życzą sobie, żeby to państwo decydowało o wykształceniu ich przychówku.

      Usuń
  16. W szkołach tępi się i tępiło ludzi myślących w szerszej, niż ogół perspektywie. Dzisiejsze klucze, według których sprawdza się prace to narzędzia kastracji umysłowej. Dla nierozgarniętych, niechętnych do większego wysiłku intelektualnego nauczycieli, to bardzo wygodne rozwiązania. Niestety, młodzi ludzie tracą motywację do rozwoju indywidualnego. Jeżeli wyłamują się z kreślonych ram, dostają gorsze oceny. Przecież od pokoleń wiadomo, że "Słowacki wielkim poetą był", kto myśli inaczej, ten dziwak i nieuk :) Żeby zmienić edukację, trzeba by było dokonać prawdziwej rewolucji. W ludziach - w nauczycielach, uczniach, rodzicach, politykach... Niestety, niektórzy są idealnie odporni na wszelkie zmiany, ba, panicznie się ich boją.
    Czy to oznacza, że jesteśmy w d..., sorry, w lesie? Nie sądzę, w każdym stadzie znajdzie się czarna owca, dzięki której istnieje postęp. Świat trzeba zacząć zmieniać od siebie samego, to zawsze najtrudniejszy krok. Potem już jest z górki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie zgodzić z tym, co napisałaś. Choć ja jestem mniejszą optymistką.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...