19.11.2013

Kwiaty na pustyni


Niewiele filmów uzyskuje u mnie najwyższą notę. Nie tyle z powodu mojej wybredności (choć z pewnością nie jestem łatwym widzem), ile z racji subiektywności moich sądów. Liczy się ogólne wrażenie, a ono jest zdeterminowane przez nawiedzające mnie podczas seansu – oraz bezpośrednio po nim – emocje. To właśnie one, a nie ilość poszczególnych plusów i minusów danego dzieła, decydują o mojej ocenie.

Wśród garstki filmów, za którymi przepadam i które mogłabym oglądać raz po raz, aż do przesytu, znajdują się dwa skrajnie odmienne tytuły: „Diabeł” oraz „Jesus Christ Superstar”. Pierwszy wychwalałam w dawnym blogu, drugi zamierzam opisać teraz.

No więc – szaleję za tym musicalem. Jest jedyny w swoim rodzaju, cudowny, niepowtarzalny, porywający! Każdą z piosenek znam niemal na pamięć (parę lat temu kupiłam sobie soundtrack – oczywiście w wersji filmowej, nie Brodwayowskiej). To właśnie genialne melodie i chwytające za serce teksty są siłą tego prościutkiego (niezwykle surowa sceneria, umowne dekoracje), mało dynamicznego i nakręconego według znanej wszystkim historii filmu.

Założę się, że niektórzy mogliby mieć pretensje o przepuszczenie kilku najważniejszych wydarzeń z życia Jezusa przez pryzmat ideologii dzieci-kwiatów. A także o uczynienie drugim głównym bohaterem Judasza. Ale to pierwsze było nieuniknione (film kręcono u schyłku epoki hippisów), a to drugie jest zaletą, nie wadą. Skonfrontowanie prostodusznego, niewinnego, nie czyniącego różnic pomiędzy ludźmi Mesjasza z pragmatycznym, trzymającym się całym sercem i duszą ziemskich spraw Judaszem sprawia, że obraz staje się czymś więcej niż umuzykalnioną wersją Ewangelii. Judasz jest w tym filmie dobrym, choć mocno zagubionym człowiekiem; przemiana jego podejścia do Jezusa (z oddanego apostoła w krytyka) dokonuje się w nim na skutek obserwacji poczynań swego mistrza, który nie zamierza ani stanąć na czele buntu przeciwko Rzymowi, ani stonować swojej „kontrowersyjnej” nauki.

Znalazłam pełną wersję na YouTube, lecz bez polskiego lektora (za to z hiszpańskimi napisami). Oczywiście zachęcam do nabycia DVD. ;)



15 komentarzy:

  1. Czy widzialas szacowna Kiro "Zywot Briana"?!? Nic na to nie poradze, ze lubie Monty Pythona z ich rewizjonistycznym poczuciem humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę niezły.

      Usuń
    2. Gdy tylko zobaczyłem tytuł Jesus Christ Superstar w notce automagicznie miałem ochotę zadać to samo pytanie !
      Tak czy siak tego typu wpisy przywracają mi wiarę w to, że dobry gust jeszcze nie umarł.

      Usuń
    3. Bardzo lubię Pythonów i Terry'ego Gilliama. :)

      Usuń
  2. Zacząłem oglądać, w tym murzynie jest coś, co mnie wnerwia, jakiś taki nachalny i pobudzony. Zupełne przeciwieństwo Klausa:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu,
    Kiedy ja znajdę czas, żeby to obejrzeć?

    OdpowiedzUsuń
  4. rzecz widziałem J.Ch.S. /chyba ze dwie wersje/ i co za tym idzie, muzę również... niestety nie widziałem wersji z Markiem Piekarczykiem...
    przekaz widzę nieco inaczej... Jezus Jezusem i takie tam blabla, ale dla mnie jest to przede wszystkim dramat Judasza, którego Jezus wkręcił w swój plan, który tak naprawdę nie chce, ale musi zrobić to, co potem zrobił, tak naprawdę do samego końca wbrew sobie... to Judasz jest tak naprawdę głównym bohaterem musicalu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. */ antyerrata... zjadłem dwa słowa z pośpiechu w pierwszym zdaniu, ale dla odmiany niech pozostaną zagadką :D...

      Usuń
    2. Cóż, dla mnie obydwaj są równorzędnymi bohaterami filmu. :)

      Usuń
  5. Nad tłem popracuj jeszcze, jest lepiej, nie mniej jednak, od Ciebie mogę wymagać więcej. Ważne, że dostrzegłaś potrzebę zmiany tła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, tamto było złe? :)

      Usuń
    2. Zielone- tak je nazwę :) było pewnie ładne, może nawet piękne, ale do mnie pewien gatunek malarstwa, grafiki, rzeźby nie przemawia, tego już w sobie nie zmienię, zresztą nie ma takiej potrzeby.
      Róże były ładne, aczkolwiek zbyt cukierkowe:), natomiast obecne jest zbyt wafelkowato :), poza tym tytuł bloga stał się mało czytelny.

      Usuń
    3. Posiadam masę ślicznych screenów, ale rozmiary nie za bardzo pasują. :( Z kolei dostępne szablony niespecjalnie mi się podobają. Wybrałam deski. Na razie...

      Usuń
  6. Ten film już obejrzałem, jest dokładnie tak, jak napisałaś, sekwencja melodii..., przekaz... no, okropnie przejmujące.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też uwielbiam ten film, ale głownie dlatego, że kocham oryginał, czyli pierwotną wersję płytową z Ianem Gillanem w roli Jezusa... Muzycznie ani wersja filmowa, ani broadwayowska do oryginału się niestety nie umywają...
    Mozna porównać tutaj: http://www.ap.krakow.pl/~raj/jcs.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...