23.11.2013

Myślenie nazbyt abstrakcyjne


Zdarzyło mi się kiedyś dać bezdomnemu 2 zł. Ot, maleńki datek, o którym bym pewnie szybko zapomniała, gdyby nie szyderstwa mojego brata, sugerującego, że chciałam po prostu „uspokoić swoje sumienie”. Poczułam się wówczas bardzo urażona, czemu dałam wyraz w paru niewybrednych epitetach rzuconych pod jego adresem. Brzydzę się wpieprzaniem w cudze myśli i uczucia. Jakie ma znaczenie, czy ofiarowałam monetę ze względu na żebraka czy na siebie samą? Liczy się konkret.

Mój brat nie jest, niestety, wyjątkiem. Żyjemy w czasach powszechnego przeintelektualizowania i przeideologizowania, prowadzących do przedkładania refleksji nad życiem ponad samo życie. Dołóżmy do tego chorobliwe mieszanie świata idei ze światem rzeczywistym i mamy przepis na ogólnoświatowe zidiocenie. Jednym z jego przejawów jest niepokojąca zmiana w podejściu do czynienia dobra. Nie wystarczy już być szlachetnym w czynach, o nie! Trzeba być jeszcze kryształowo czystym w myślach. Dopiero wtedy nasza filantropia jest uczciwa. Taki właśnie pogląd wyznaje wielu ludzi. Może nawet większość społeczeństwa. 

Co jest istotne w czynieniu dobra? Trzy rzeczy:
1. Szczera wola niesienia pomocy.
Czy naprawdę zamierzasz poświęcić swój czas, siły, pieniądze, a niekiedy nawet i nerwy, by poprawić jakość czyjegoś życia? Jeśli tak, to możesz ze spokojnym sumieniem przystąpić do działania.
2. Mądre rozeznanie, czego potrzebuje podmiot naszej troski.
Dobro powinno iść w parze z Mądrością. Nie bądź bezmyślny/bezmyślna, nie próbuj uszczęśliwiać ani chronić na siłę. Pytaj, dociekaj, umiej słuchać. Staraj się zaspokoić prawdziwe potrzeby, a nie chwilowe zachcianki.
    3. Efekty naszego działania.
    Podobno dobre drzewo rodzi tylko dobre owoce. Nie jest to prawdą. Czasami pomimo najlepszych chęci nie jesteśmy w stanie pomóc danej osobie. Warto się wówczas zastanowić nad sensem dalszego działania.
    Co nie jest istotne w czynieniu dobra? Pobudki naszego postępowania. Gdybyśmy wszyscy musieli się rozliczać z kierujących nami motywów, cały świat zastygłby w okrutnej – ale za to jakże uczciwej! – obojętności. Ja wybieram czynienie dobra, nawet z lekką domieszką hipokryzji. Interesowna szlachetność jest sto razy lepsza od bezinteresownej znieczulicy.



    52 komentarze:

    1. W pełni się zgadzam.
      Odejście od polityki wyszło Ci na dobre:) Tzn. zaczęłaś pisać tak że coraz częściej się z Tobą zgadzam:)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Przepraszam, troszkę zmieniłam początek wpisu.

        Jeśli pisałam kiedyś o polityce, to niemal zawsze w kontekście obyczajności, moralności lub zdrowego rozsądku, które są częścią życia nawet takich pochodzących z plebsu okruszków jak ja. ;)

        Usuń
    2. A ja myślę, że jednak intencje mają spore znaczenie.
      Jeżeli np. ofiarujesz coś komuś tylko po to, aby to inni zauważyli, to jednak jest to gloryfikowanie swojego własnego ego, czyli pozornie czynisz komuś coś dobrego, ale tak naprawdę masz na uwadze przede wszystkim swój własny interes. Natomiast jeżeli robisz to samo nie zwracając przy tym uwagi innych, ale mając na uwadze przede wszystkim dobro osoby ofiarowanej, wtedy można mówić, że uczyniłaś coś z dobrej woli i całkowicie bezinteresownie.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Zgadzam sie ze Smurffem. Jezeli dojdziesz juz do stanu jakiejs wewnetrznej "czystosci" mysli, a za tym pojda tez uczucia wtedy nie da rady stac sie obojetnym na ludzka krzywde i nie czynic dobra.
        Inaczej natomiast wyglada sprawa niewlasciwych mysli i intencji. Tu mozna juz pokombinowac. mozna miec zle mysli wobec kogos, nie zyczyc mu dobrze, ale dla ogolnego image i robienia piany wokol siebie mozna czynic to, co nazywamy dobrem. Na zasadzie : " niech znaja chamy moje dobre serce".
        Taka niezgodnosc mysli, slow i czynow.
        natomiast czlowiek o czystosci mysli nie da rady obojetnie przejsc kolo drugiego. W takim przypadku bedzie rodzilo sie inne pytanie: " jak pomoc, aby temu ktoremu pomagasz wyszlo to na dobre". Czyli moze nie rzucic mu do kufra zlocisza i uspokoic sumienie a mu dac chwilowe uspokojenie pragnien fizjologicznych: o chociazby dorzucic sie do bulki, lub flaszki...a moze nauczyc go samemu na ta bulke zarobic...choc wiekszosc potrzebujacych nie chce umiec zarobic. wyswiadczyc mozna im tylko krzywde zmuszajac ich do codziennego rytmu zycia np.: dajac regularne zajecie z koniecznoscia wstawania o 6.00 ....Pomoc trzeba niesc umiejetnie.
        Ja ta z reguly daje...no chyba ze drobnych nie mam, bo inaczej po prostu pomoc nie potrafie.
        Pamietam kiedys jak walili do klasztoru w moim miejscu zamieszkania z ranca ( szczegolnie latem) bezdomni i pijaczki, ktorzy z krzakow po nocnych balangach wyszli i glod zoladka poczuli. byli tacy zakonnicy co zapraszali do srodka i talerz z jadlem przed nimi stawiali. Roznie to bylo, bo pijaczek wolal paczke kaszy, ktora potem sprzedawal za pol darmo aby do gorzaly dorobic....Nie kazdy z miski byl usatysfakcjonowany. Byl tez i taki brat zakonny, ktory i owszem nie zatrzaskiwal glodnym drzwi przed nosem, ale proponowal jakas drobna prace za jedzenie-oj , iluz skwaszonych odwracalo sie na piecie i mu palec srodkowy pokazywalo....

        W kazdym badz razie ja stoje na stanowisku, ze od mysli to sie wszystko zaczyna i im one bardziej poukladane tym lepiej nawet w temacie niesienia pomocy innym.

        Usuń
      2. @ Smurff

        Dokładnie o takiej mentalności jak Twoja piszę. Ty naprawdę wierzysz, że Twoja "bezinteresowność" jest coś warta. A przecież dla obdarowanego nie ma ŻADNEJ różnicy, co czujesz, jeśli tylko Twoje czyny wychodzą mu na dobre.


        @ Ania

        Cóż, widocznie dla Ciebie istotny jest całokształt (myśli + uczynki), gdyż przekłada się on na ocenę osoby, która pomaga. Dla mnie istotne są wyłącznie czyny. Czyli to, co kto ROBI, a nie to, KIM jest.

        Usuń
      3. Wydaje mi sie ze gledzisz....to jakim sie jest czlowiekiem dodaje tylko niesionej pomocy wwartosci. Znam kobiete, ktora pomaga synowej. ciezko ta synowa miewa finansowo....Zawsze myslalam, ze takie sprawy powinny pozostac pomiedzy obdarowana a darczyniaca. Niech to bedzie ich prywatna slodka tajemnica, tym bardziej, ze ja nie chcialabym sie znalezc w skorze owej obdarowywanej. Bo po kazdym darze, wsparciu finansowym, rodzina, ktora prawdopodobnie nie wie ile co i jak, jest wszem i wobec informowana o dobru jakie tesciowa wobec synowej wyswiadczyla. Informowana przez sam ta , ktora dar czyni, pomaga, wspiera. Obdarowana nie wie. gdyby wiedziala byc moze czulaby sie upokorzona ( i to mi dopiero pomoc, ktora upokarza). Blizsi w pokrewienstwie zapisuja i zacieraja rece, ze no doigra sie bioraca forse laska. kiedy sie tesciowej oczy zmkna, oni ubogiej synowej wylicza co i jak i uszczupla jej spadek- jakby co. Tesciowa jest dobrze przyjmowana przez synowa, karmiona, niesie jej dziewczyna z wdziecznosc pomoc, ale...niech choc raz cos zaniecha- oj jak to! Wobec tak wspanialej zony meza!????

        Nie wiem czy jasno przedstawiam intencje babci. Jej chodzi o nia sama. ona lubuje sie w tej swojej panskiej rece, ale skloca, upokarza i domaga sie wdziecznosci. Dobra kobieta, nie ma co...tylko ile jej nieuporzadkowane wnetrze ( mysli i intencje) czynia niefajnych rzeczy.
        W koncu sama obdarowana nie wie w czym rzecz- dziala tez mechanicznie i cieszy sie ze ma kogos TAK BLISKIEGO I WSPANIALEGO przy sobie.

        Wnetrze uporzadkowane i zdrowe intencje daja gwarancje jakosci niesionej pomocy. I oczywiscie nie traktuje pomocy wasko- biedakom do puszki na miescie. Traktuje tamet dosc szeroko.

        Usuń
      4. Mialo byc "wobec tak wspanialej matki meza!???"

        Usuń
      5. "to jakim sie jest czlowiekiem dodaje tylko niesionej pomocy wwartosci."

        A według mnie nie dodaje wcale. Liczą się wyłącznie czyny.


        "[...] rodzina, ktora prawdopodobnie nie wie ile co i jak, jest wszem i wobec informowana o dobru jakie tesciowa wobec synowej wyswiadczyla."

        To głupota, brak manier, prymitywizm.


        "Wnetrze uporzadkowane i zdrowe intencje daja gwarancje jakosci niesionej pomocy."

        OK, przyznaję Ci rację. Ale w drugą stronę to nie działa: wnętrze "nieuporządkowane" nie gwarantuje złych konsekwencji dla obdarowywanego.

        Poza tym ja w altruizm absolutny nie wierzę. Jak już pomagamy, to chcemy się przynajmniej dobrze z tego powodu czuć. :)

        Usuń
      6. "to jakim sie jest czlowiekiem dodaje tylko niesionej pomocy wartosci."

        "Wnetrze uporzadkowane i zdrowe intencje daja gwarancje jakosci niesionej pomocy."

        Wydaje mi sie, ze w tych dwoch miejscach przkazalam ta sama mysl. W jednym mi zaprzeczylas w drugim przyznalas racje. To jak to jest wedlug Kiry?

        Hm...altruizm absolutny? ze to tylko taki kierunek w ktorym trzeba dazyc prrzy niesieniu pomocy? jedni bardziej sie do tej wytycznej zblizaja ...drugim daleko do tego.
        Wierze, wiec staram sie wprowadzac w czyn wytyczne mojej religii...I kiedys kiedy przy medytacjach roznych przyjrzalam sie intencjom niesionych pomocy, wtedy zaczelam prosic Boga, ze jezeli zdarzy mi sie w jakikolwiek sposob ( oczywiscie najlepsze sa te momenty nieuswiadomione i nieplanowane w niesieniu pomocy, ot po prostui nagle okazuje sie, ze pomagasz) to wolalabym o tym nie wiedziec, zeby mi nie dawal informacji zwrotnej..... no i tak sie stalo. Oj ciezkie byly to poczatki. dajesz z siebie drugiemu wszystko i .....nawet nie wiesz czy wlasciwy kiewrunek obralas. Ale to bardzo oczyszcza intencje. Pomaga nawet samemu darczyncy wzrosnac moralnie, duchowo, myslnie...

        Usuń
      7. Inny , krzywdzacy rodzaj niesienia pomocy komus. Wchodzi w to element emocji, czyli w sumie nieuporzadkowanych mysli- chaosu wartosci, chaosu mysli....

        na kursie jezykowym na poziomie C ( czyli nie niski to poziom, musisz juz jezykowo cos reprezentowac jezeli w to wchodzisz) zdarzaja sie rozmaici kursanci. Jest na ten przyklad dziewczyna ze wschodu bedaca za granica jakies 8 miesiecy i .....lapie sie za kurs na takim poziomie (!) Trudno mi ja zrozumiec. Slowa nie sa przez owa kursantke wypowiadane poprawnie, musisz sie zastanawiac o co jej biega. Laska przystepuje do kursu i ma wymogi wobec wykladowczyni, ktora wiedze posiada tega, ale nie umie jej przekazac, poza tym podchodzi do nas nie jak do nowicjuszy. Tlumaczy pewne sprawy wierzac swiecie, ze lapiemy w czym rzecz. Tlumaczy po niemiecku. Nie bedzie przeciez podstaw gramatyki ludziom tlumaczyc....
        Nauczycielka budzi oburzenie wschodnioeuropejskiej kursantki,. Kursantka robi wokol nauczycielki troche dymu. Skarzy sie ludziom, u ktorych mieszka, ze akcent nie taki jak nalezy ma prowadzaca, ze nie tlumaczy dobrze, a przeciez skoro sie placi to sie wymaga- tym bardziej, ze to niemale pieniadze...No i ludzie, ktorzy czuli sie, byc moze, w jakis sposob odpoiwedzialni za dziewcze "przyjete" pod dach, pomagaja w ten sposob, ze biora za telefon i w imieniu swojej podopiecznej domagaja sie zniany nauczycielki. No pieknie- pomagaja w koncu komus kto z nimi dzieli stol, ale .... czy ta pomoc nie skrzywdzila wykladowczyni? gdyby ci ludzie nie patrzyli jednostronnie, gdyby opanowali emocje - czyli mysli, uporzadkowali wnetrza -spojrzeli by byc moze na sprawe glebiej. Przyjrzeli by sie byc moze jakosci jezyka owej dymiacej dziewczyny i...nie zrobiliby tego co zrobili. No ale...konkret sie liczy:)) Pomogli w sumie, no nie? Jednemu pomogli, drugi wyszedl z tej pomocy zgnojony.:))

        Usuń
      8. Aniu, przyznałam Ci rację w tym, że im bliżej nam do bezinteresowności, tym lepiej na tym MOŻE wyjść obdarowywana przez nas osoba. Ale tu chodzi o POTENCJALNE czyny. Same pobudki się nie liczą.

        Wzrost moralny, duchowy? Sorry, to już wyłącznie moja sprawa.

        W przypadku owej kursantki osiągnięto ZŁY cel ZŁYMI środkami. Do diabła z taką "pomocą". (Patrz: punkt drugi w moim wpisie.)

        Usuń
      9. Dlatego tez pomoc trzeba umiec niesc. Nie walic na oslep...a pomoc moze w owym nie waleniu na oslep tylko i wylacznie uporzadkowane wnetrze. Bo kiedy biega o wrzucenie do skarbony biednemu to tutaj wnetrze sie raczej nie liczy- chyba ze wrzucimy monete i wyzwiemy go przy okazji, ze jest nierobem i naciagaczem. Poglaszczwemy materialnie i zgnoimy moralnie.
        Twoj wzrost moralny i duchowy, ktory jest wylacznie Twoja sprawa przeklada sie na jakosc Twojego zycia i twojego wspolzycia z innymi. Niby to indywidualna sprawa, ale jakzesz istotna nie tylko dla samego rozwijajacego sie duchowo czlowieka.

        Usuń
      10. Ja bym w tym przypadku rozróżnila dwie sprawy-wartość czyny jako czynu (i tu -pełna zgoda) oraz wartość czynu dla obdarowanego-chyba bez specjalnego znaczenia dla obdarowanego(poza sytuacją,gdy ow obdarowany i darczynca pozostają w jakims związku,czyli niejako obdarowany jest skazany na wyrazanie wdzięczności)

        Usuń
      11. Miałem ten artykuł skomentować, ale właściwie mój komentarz byłby tylko przypisem do Smurffa.Chęć zabłyśnięcia, dowartościowania się, ustawienia się na wyższym szczeblu hierarchii, chyba nikogo nie uczyniły lepszą osobą;)
        Antydogmatyk

        Usuń
      12. Ale tu nie chodzi o samodoskonalenie (które jest prywatną sprawą każdego człowieka), tylko o wartość niesionej pomocy!

        Usuń
      13. Jeśli w miejscu publicznym rzucę komuś potrzebującemu tysiącem złotych prosto w twarz, moja pomoc obiektywnie będzie miała sporą wartość. Ale, czy w takim przypadku moje intencje naprawdę się nie liczą?
        Antydogmatyk

        Usuń
      14. Dla kogo niby miałyby się liczyć???

        (Oczywiście "rzucanie w twarz" czegokolwiek jest chamskie.)

        Usuń
      15. Dla stojących z boku, ewentualnie samego zainteresowanego tą forsą. Odebrałby to jako pomoc, czy upokorzenie?
        Anty

        Usuń
      16. Rzucanie w twarz jest złe, jak napisałam wyżej. Ale już PODANIE tysiąca złotych?

        Usuń
      17. To zależy. Jeśli podaję komuś potrzebującemu ten 1000, szydząc sobie z niego albo komentując w stylu "masz, dziadu"...
        Wbrew pięknym założeniom o jednakowej wartości pomocy udzielonej w każdy sposób, niezwykle ważny jest jej KONTEKST... Jak dla mnie, oczywiście.
        Anty

        Usuń
      18. To, o czym piszesz, to jednak DZIAŁANIE. Wszak potrzebujący DOŚWIADCZA pogardy swego "dobroczyńcy". A ja pisałam wyłącznie o myślach i uczuciach.

        Usuń
    3. Osobiście nie sądzę, by bezdomny, który zimą dostanie kubek czekolady od przechodnia, za bardzo wnikał w jego intencje.

      Z tego powodu uważam - przy całej trafności punktów 2 i 3 - że punkt 1. (Szczera wola niesienia pomocy) nie jest konieczny. Zresztą to właśnie poniekąd podważał Twój brat. Dla obdarowanego , nie ma znaczenia, czy wrzucasz 2 zł z własnej woli, czy ktoś mierzy do Ciebie ze sztucera. Własny licznik karmy to już kwestia czysto teologiczna. Pamiętasz scenę z "Uwierz w ducha", kiedy Whoopie rozstaje się z czekiem?

      Poza tym, generalnie uważam, że ludzie są z natury dobrzy. I nawet "wymuszona dobroczynność" z czasem staje się dobrowolna, bo po prostu lepiej się czujemy widząc, że komuś pomogliśmy.

      Pozdrawiam, yrk

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. BTW, w Twojej ankiecie brakuje mi co najmniej 2 opcji:
        * wszystko jedno komu, o ile znam instytucję osobiście
        * żadnej, pomoc pieniężna nie ma sensu
        * nie pomógłbym instytucjom, wpłaciłbym pieniądze jednej konkretnej osobie na jeden konkretny cel (np. operacja)

        yrk

        Usuń
      2. Punkt pierwszy jest konieczny. Chodzi w nim o to, by - niezależnie od tego, czy jesteśmy w naszej pomocy "interesowni" czy nie - naprawdę POSTARAĆ SIĘ ulepszyć czyjeś życie. Poza tym zgadzam się z Twoimi zapatrywaniami. :)

        Pamiętam tę scenę. Przezabawna. :)

        Ankieta ma za zadanie wymusić na odpowiadającym dokonanie wyboru. Masz tylko tyle opcji i koniec. :)

        Usuń
      3. Oooo,napisałam wyżej komentarz,zanim przeczytałam ten

        Usuń
    4. "Co jest istotne w czynieniu dobra?"

      Witaj Kira.
      Można krócej.
      "Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie"

      W wersji popularnej ta zasada brzmi:
      "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe".
      Pozdrawiam.
      Ps.
      W każdym ludzkim działaniu intencje są istotne.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Tylko, jeśli miałyby wpływ na jakość niesionej pomocy oraz na jej ewentualne późniejsze efekty.

        Ja nieco zmodyfikowałam to powiedzonko: Nie czyń celowo drugiemu niewinnemu człowiekowi niczego złego.

        Buziaczki.

        Usuń
      2. Do mędrek - pozwól, że się z tobą nie zgodzę. Tak naprawdę nieważne są intencje, tylko ich skutek. Przykład - dajesz pełną miskę bezdomnemu zwierzakowi, dla niego to nieistotne, czy robisz to z litości, czy też dlatego, że chcesz dobrze wypaść w oczach atrakcyjnej sąsiadki. Dla zwierzaka liczy się pełen żołądek.
        Zaś co do czynienia drugiemu tego, co dla nas samych jest niemiłe - zgoda, to dobra zasada, jednak oprócz jakiś ogólnych przesłanek, ludzie są bardzo różnorodni i to, co dla nas niemiłe, niekoniecznie musi drażnić innego człowieka. Zasada Kiry jest bardziej uniwersalna i bardziej jasna. Stosuję ją sama, tylko zamiast "niewinnego człowieka" wstawiam "niewinne stworzenie". Celowe krzywdzenie człowieka niczym się nie różni od celowego krzywdzenia zwierzęcia. Jest tak samo złe.

        Usuń
      3. Do Marzena.
        Nie ma przymusu zgadzania się,ale nic nowego nie wykombinujesz.
        Ludzie są różni,czy jak piszesz "różnorodni" więc prochu nie wymyśliłaś.
        Pozdrawiam.
        Ps.
        "Zasada Kiry jest bardziej uniwersalna i bardziej jasna".

        Nie mam nic przeciwko temu,żeby ją wpisać do kanonu jako"Złota reguła etyczna wg.Kiry""

        Usuń
      4. Dopisek,bo przeoczyłem.
        "Tak naprawdę nieważne są intencje, tylko ich skutek".

        Ja napisałem,że "istotne". Moim skromnym zdaniem,jeżeli robi ci to różnicę.

        Usuń
    5. Mam jeszcze jedno zastrzezenie do tego o czym piszesz:
      " Dołóżmy do tego chorobliwe mieszanie świata idei ze światem rzeczywistym i mamy przepis na ogólnoświatowe zidiocenie."
      tej mysli nie kumam. Swiat idei mam byc swiatem idei i nie wpierniczac sie w rzeczywistosc? Ale tak sie nie da. Jezeli masz jakies idee w srodku , we wnetrzu nosisz cos to starasz sie je zrealizowac w rzeczywistym swiecie. Twoje wnetrze przeklada sie na rzeczywisty swiat. Hitlerr mial idee, ktore przelozyl i zrealizowal...Lenin, Stalin, Napoleon, ci, ktorzy walczyli w Wielkiej Rewolucji Francuskiej....doloz sobie to co chcesz. Zawsze tak bylo. bez elementu idei nie idziemy do przodu ( bez znaczenia jak owo "do przodu " roumiemy). Bez mysli nie ma w konsekwencji dzialania. To mysl napedza wszystko...nawet rodzaj i sposob niesienia pomocy. Dobre mysli, w porzo wnetrze tego, ktory czyni dobro to i dobra jakosc niesionej pomocy. Nie krzywdzacy sposob niesienia pomocy.

      "Jakie ma znaczenie, czy ofiarowałam monetę ze względu na żebraka czy na siebie samą? Liczy się konkret."
      Przyklad owego konkretu i patrzenie na samego siebie dalam w konemtarzu powyzej.

      Z jednej strony piszezs, ze nie wazne sa inetncje, wazny jest konkret, ale z drugiej podajesz trzy punkty istotne w czynieniu dobra. trzy warunki czynienia dobra. Warunki, ktore aby rozroznic trzeba miec uporzadkowane mysli, intencje, emocjonalne podejscie do niesienia pomocy....czyli wychodzi, ze wnetrze jest istotne.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Widzisz, wnętrze jest TROCHĘ istotne. Ja jednak uważam, że nie należy przesadzać z tym całym rozliczaniem się ze sobą, zagłębianiem się w swoje sumienie, badaniem swoich intencji, etc. Niektórzy twierdzą, że uspokajanie swego sumienia, pożądanie dobrego mniemania o sobie czy chęć "pokazania" swej szlachetności są czymś egoistycznym i przez to dewaluują niesioną pomoc. Ja się natomiast z tym nie zgadzam. Ot i taka różnica między nami. :)

        Tak, świat idei wpływa na świat rzeczywisty. Ważne jednak, by odróżniać jeden od drugiego.

        Usuń
      2. "Niektórzy twierdzą, że uspokajanie swego sumienia, pożądanie dobrego mniemania o sobie czy chęć "pokazania" swej szlachetności są czymś egoistycznym i przez to dewaluują niesioną pomoc."

        Niech bedzie, ze ktos pomaga drugiej stronie ze wzgledu na wlasne ego. Myslie jednak, ze ow rozbuchany wlasnym egiem, pragnieniem otrzymania oklaskow, uznania i otrzymania etykietki "szlachetnego wsrod narodow" nie zatrzyma informacji o niesionym dobru dla siebie i osoby, ktora obdarza. bedzie sie staral o rozglos. A wtedy moze sie zdarzyc , ze upokorzy tego, ktoremu dobro wyswiadczyl. poprzez rozglaszanmie swoich czynow i wskazywanie tych, ktorym pomaga, a dla wskazanych moze to byc krepujace.

        No bo skoro ego domaga sie strawy ( poklasku)) to nie zamilknie i bedzie bardzo oburzone brakiem wdziecznosci, w postaci braku rozglaszania tego przez samego obdarowanego ....niebezpieczne jest niesienie pomocy innym- oparte na silnym pragnieniu napasienia swego ego.

        Usuń
      3. Przy silnym - faktycznie. Ale to już poważna skaza na charakterze "darczyńcy". Natomiast LEKKIE pragnienie uznania nie musi owocować przykrymi - dla kogokolwiek - konsekwencjami. ;) Ważne, by GŁÓWNYM motorem naszego działania była chęć przysłużenia się komuś. Dobre samopoczucie to bonus. ;)

        Usuń
    6. altruizm to tylko jedna z form realizacji egoizmu... tyle na poziomie ogólnym...
      zaś na poziomie detali, mam pytanie... jak dałaś temu bezdomnemu te dwa złote?... czy uśmiechnęłaś się do niego, czy miałaś pełną złości minę w stylu "masz i nie zawracaj dupy?" /a może coś pośredniego?/... co tak naprawdę wtedy czułaś i jakie przedstawienie temu towarzyszyło?...
      matematyka pomagania jest bardziej skomplikowana, niż proste 2 pln = 2 pln... czasem 2 pln jest warte więcej niż brylant, czasem jest mniej warte niż gówno... arbitrem jest beneficjent pomocy...
      pozdrawiać jzns :D...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie pamiętam już, co wtedy czułam do samego żebraka. Dla mnie to nieistotne.

        Usuń
      2. odnoszę wrażenie, że za bardzo nie zrozumiałaś, o co mi chodzi i odpowiedziałaś "na odpierdol się"... nie pomogłaś mi... a może ja bardzo potrzebowałem dialogu, tylko nie potrafiłem tego wyartykułować?...
        teoretyzuję, rzecz jasna, bo świetnie wiesz, że z powodu Twojej niezadowalającej mnie odpowiedzi nie skoczę z mostu... ale czy na pewno?...
        nie wiem, czy zauważyłaś, ale nagle "urodził się" kapitalny przykład ilustrujący psychologiczny mechanizm pomocy... co to jest "pomoc", tak naprawdę?... jest to zaspokojenie komuś jego potrzeby, której /naszym zdaniem/ bez tej pomocy sobie nie ogarnie... ależ ogarnie, ogarnie... nie dasz nurkowi tych dwóch złotych, to on i tak sobie te dwa złote skołuje... tak?...
        nie zapytałem, co czułaś do nurka... zapytałem, co czułaś tak w ogóle... masz prawo tego nie pamiętać, w końcu to był tylko nic nie znaczący epizod... ale istnieją przesłanki, że wykonałaś po prostu jakiś tam automatyczny gest...
        nie filozofuję teraz bynajmniej jałowo, odnoszę się jedynie do punktu 2. Twojego posta...
        wiesz, coś Ci opowiem... kiedyś podszedł do mnie na dworcu młody koleś z prośbą o jakieś drobne... szczerze pojechał z tekstem: "wczoraj wyszedłem z pudła, chcę się najebać"... rozbroił mnie tym tekstem, problem w tym, że nie miałem przy sobie drobnych, poczęstowałem go jedynie papierosem... ponieważ spadł przelotny deszcz, staliśmy obaj pod daszkiem przed wejściem na dworzec, zamieniliśmy kilka słów, zaś na koniec, gdy już deszcz ustał, zaczął mi na odchodnym dziękować... zapytałem "za co?"... usłyszałem "pierdolić tego szluga i te drobne, ważne że chciał pan ze mną pogadać"... mogłem odpowiedzieć szczerze "wal się facet, zrobiłem to dla siebie, bo mi się nudziło podczas deszczu"... ale nie odpowiedziałem, bo zabrałbym mu to, co mu chwilę wcześniej dałem...
        czaisz fazę?... czaisz już, dlaczego zapytałem, z jaka miną dałaś nurkowi 2 pln?... rozeznałaś mądrze, co potrzebował nurek?... bo ja wtedy na dworcu nie rozeznałem...

        Usuń
      3. Rzeczywiście, nie zrozumiałam na początku, o co Ci chodziło. Przyznaję zatem, że niekiedy pomagam automatycznie. Np. właśnie ofiarując datek (co robię BAAAARDZOOOOO rzadko).

        Usuń
    7. Niestety, ale większość tych, którzy mówią o sobie, że są dobrzy, nie robią nic dobrego. Pozostają tylko na słowach. Jestem pełna rezerwy wobec tego typu osobników, nikt normalny nie obwieszcza przy każdej możliwej okazji (np. rozmowa o porzucanych psach, samotnych matkach) swojej dobroci. Pośród bardzo bliskiej rodziny mam taką jedną trzydziestolatkę, która doprowadza mnie do szewskiej pasji. zawsze, gdy mogłaby rzeczywiście pokazać swoją dobrą naturę w praktyce, słyszę: nie tym razem, boli mnie głowa, jestem zajęta, nie mam butów etc. :)
      Dobro, to działanie. Dlaczego ktoś pomaga ludziom, czy zwierzętom? Nie jest to istotne, ważne, że dzięki działaniom takiego człowieka świat zmienia się w lepsze miejsce do życia.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Racja. Piękne słówka mało kosztują. Liczy się działanie.

        Usuń
      2. O czym świadczy eksponowanie teczki obklejonej serduszkami WOŚP?
        /tak na marginesie pytam/;)
        Antydogmatyk

        Usuń
      3. Czasami o niczym (ot, nakleja się zebrane serduszka). Czasami o pysze. Czasami o złym smaku. ;)

        Usuń
    8. Kwestia oceny moralności jednostki. Możemy oceniać jej działanie, czy jest zgodne ze standardami moralnymi. Możemy też dociekać, czy wewnętrzne motywy działania były zgodne ze standardami.
      Ta pierwsza metoda jest możliwa do empirycznej weryfikacji. Ta druga - może prowadzić właśnie do przeintelektualizowania i przeideologizowania.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ta druga oznaczałaby przycinanie SUMIENIA jednostki do jednego słusznego formatu!!! Stalin nie wymyśliłby czegoś ohydniejszego...

        Usuń
    9. uważam, że jak ktoś pomaga bo tam mu nakazuje serce/sumienia/ czy jak to tam zwać, to moim zdaniem postępuje dobrze. I nie ma co dzielić włosa na czworo i szukać diabli wiedzą jakich podtekstów. Jak ktoś zechce to wszędzie się znajdzie mętną motywację, zboczenia seksualne itd.

      OdpowiedzUsuń
    10. Cześć Kira,
      Mądrze prawisz, o ile piszesz prawdę - że to był BEZDOMNY, a nie pierwszy lepszy pijaczek, który zbierał na denaturat. Nie łatwo jest ocenić, czy mamy do czynienia z prawdzimym bezdomnym, czy z menelem, który wróci wieczorem do swoich czterch kątów, spierze żonę i walnie się w wyro, po czym będzie kontynuował swój sposób na życie... wtedy Twoje dwa złote było by kolejnym gwoździem do jego trumny i kolejnym ciosem wymierzonym w twarz niewinnych osób. Wydaje mi się, że łatwiej jest użyć słowa "bezdomny", by usprawiedliwić swój brak asertywności i kopsnąć te dwa złote, niż np. powiedzieć "spierdalaj", po czym wpłacić kilka złotych na "brata Alberta", tudzież zmierzyć ku wolontariatowi - nawet w minimalnym wymiarze.
      Wiele artykułów jest na ten temat, i jedno co Ci mogę powiedzieć to fakt, że w 99% przypadków nie istnieje coś takiego jak altruizm, bo na końcu zawsze istnieje ten indywidualny egoizm - ot choćby spokój sumienia, że się komuś - w cudzysłowiu - pomogło. Moim zdaniem większość ludzi oszukuje pod tym względem samych siebie, ale żeby jeszcze o tym publicznie pisać? Toż to jest jak publiczna spowiedź, przepleczone z "spójrzcie, zrobiłam przecież dobrze"... a może jednak to nie było takie dobre? NAJŁATWIEJ jest dać pieniądz i dalej podążać w swoją stronę, będąc przekonanym że naprawiło się tę jedną miliardową świata.
      Swoją drogą trochę pachnie mi tu hipokryzją, pisałaś o odurzonych heroiną dzieciach "pracujących" z matkami na ulicach, przy kościołach, przygarniających każde kolejne dwa złote - no ale odejmij od tego faktu dzieci, to już będzie w porządku, tak? Na koniec mam dla Ciebie dwa słowa: "Dysonans poznawczy", pomyśl czy przypadkiem Ciebie one nie dotyczą.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. "Dysonans poznawczy – stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. Stan dysonansu wywołuje napięcie motywacyjne i związane z nim zabiegi, mające na celu zredukowanie lub złagodzenie napięcia."

        O dzieciach odurzonych heroiną/alkoholem dowiedziałam się niedawno, choć muszę przyznać, że niemal zawsze, widząc takie ciche niemowlęta, podejrzewałam, że coś jest nie tak. Postanawiam sobie nie dawać już nigdy pieniędzy takim żebraczkom.

        Masz zupełną rację, to MÓGŁ być menel. I pewnie faktycznie dałam te 2 złote na odczepnego. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież ja nie twierdzę, że to był prawdziwie szlachetny uczynek. Wkurzyła mnie reakcja brata, który kpiąco się dopytywał, czy zrobiłam to, co zrobiłam, ze względy na tego człowieka czy raczej na siebie. Można krytykować wspomaganie meneli, proponować inne rozwiązania, ale przypieprzanie się do wewnętrznych pobudek uważam za żałosne. Moje sumienie to moja sprawa, nie muszę się przed nikim spowiadać.

        Inna sprawa, że niewiele już pamiętam z tej całej historii. Ot, zarys.

        Dygresja: Niektórym bezdomnym naprawdę pozostaje już tylko tani winiak. Nie wierzę, by każdy miał wolę/chęć/możliwości podnieść się ze swej nędzy. I dlatego gdyby któryś do mnie zagadał i szczerze wyjawił, że potrzebuje drobnych na taki właśnie zakup, to kto wie, może okazałabym się mało asertywna i wsparła złociszem czy dwoma? A potem złościłabym się na samą siebie, czuła się tchórzliwa, brudna... :/ Ale z drugiej strony - może niepotrzebnie?

        Usuń
    11. Trudno mi powiedzieć dlaczego czasem "czynię dobro".To mieszanka-współczucia,poczucia obowiązku (tak! ),drobnej satysfakcji oraz....poczucia zażenowania,że to zaledwie kropla w morzu,ze z pewnością mogłabym wiecej

      OdpowiedzUsuń
    12. "Żyjemy w czasach powszechnego przeintelektualizowania i przeideologizowania, prowadzących do przedkładania refleksji nad życiem ponad samo życie."

      To cena postępu Kira, ponieważ postęp sprawia, że podział na to co dobre i złe nie jest już tak jaskrawy jak kiedyś. Próbujemy odnaleźć sens tego wszystkiego bo ciężko jest przyznać, że się zwyczajnie pogubiliśmy w tym owczym pędzie. Dzisiaj często dobro zastępuje się mniejszym złem. Kryteria oceny nie są już jednoznaczne. Daleki jestem od czynienia ogólnego dobra, nie jestem altruistą. Na razie skupiam się na tym by nie czynić wokół siebie skur.w.....wa.
      Pozdrawiam !

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Myślę, że teraz po prostu ludzie więcej "filozofują". ;)

        Usuń
    13. Oj, nie zgodzę się z tym, że pobudki naszego działania nie są istotne w czynieniu dobra.
      Z prostej przyczyny - to od pobudek i głównie od pobudek zależy, czy to co uczynimy, faktycznie będzie dobrem. Dobro to nie jest coś, co można ocenić "obiektywnie" - tzn. ze np. danie bezdomnemu owych 2 zł zawsze będzie dobrem. To zależy od bardzo wielu róznych rzeczy.
      Bon Shim SSN kiedyś w mowie Dharmy wyraziła to bardzo prosto i ładnie: jeżeli w tym, co robisz, istnieją pojęcia "ja", "ty" i "pomagam", to wtedy to już nie jest pomaganie. Natomiast (to już moje dopowiedzenie ;)) jeżeli dajesz bezdomnemu 2 zł bez myśli, że oto "czynisz dobro" i "komus pomagasz", po prostu dajesz, bo dajesz, to wtedy jest to prawdziwe dobro ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. W takim razie kompletnie się z Bon Shim SSN nie zgadzam.

        Usuń

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...