01.11.2013

Polemika wykluczona


Schodzę na dół z pustymi kocimi miskami, żeby je napełnić przed nocnym najazdem naszych futrzastych przyjaciół. Po drodze wymieniam wodę dla psów na świeżą i zachodzę do salonu, by zerknąć na migający ekran telewizora. Siedzący w fotelu tata bawi się telefonem.

– Dzisiaj po raz pierwszy doprowadziłem do pata, grając z komputerem w szachy – powiedział, wielce z siebie zadowolony. – Zawsze przegrywałem.

Roześmiałam się serdecznie.

– Wejdź na Kurnik.pl, tam też są gry. Zagrasz z żywymi ludźmi – poradziłam.

Machnął ręką.

– Gry planszowe są nudne.

– Szachy to też gra planszowa – zauważyłam.

– Nie, szachy to osobna kategoria. Najwyższa – podkreślił z całą mocą.

– Najwyższą jest go – sprzeciwiłam się.

Skrzywił się, jakbym powiedziała coś głupiego.

Zrozumiałam, że nie ma co dyskutować. Jak zwykle. ;)

15 komentarzy:

  1. Nie interesowałem się tym za bardzo, ale... Czy to prawda, że go jest jedną z nielicznych gier (jeśli nie jedyną), w której komputery nie mają żadnych szans z ludźmi?

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście go jest najlepsze, ale ja nie za dobry i mnie komputer ogrywa...
    ale tak szczerze mówiąc, to tak jak ze słodyczy najbardziej lubię tatara, tak z gier planszowych brydża...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja stwierdziłam, że nie mam już ochoty na uczenie się gry w go. To dla mnie za wysoka półka. Za to lubię grać w warcaby: w realu z Lubym, w wirtualu - na Kurnik.pl.

      Usuń
  3. Ja kiedyś uwielbiałem gry wieloosobowe planszowe mp. "Książę" albo "The rise and decline of the Third Reich" Teraz nie mam czasu ani partnerów do gry.

    OdpowiedzUsuń
  4. A odnośnie dyskusji z pokoleniem rodziców. Wszystko zawarłaś w tytule.

    Z moich doświadczeń wynika, że wszelka polemika nie jest wskazana, bo po jakimś czasie moje wypowiedzi są wyjmowane z kontekstu, w razie potrzeby odwracane o 180 stopni i dowolnie łączone z innymi tezami, których w ogóle nie wygłaszałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zrezygnowałam z rozmowy z rodzicami na drażliwe tematy.

      Usuń
    2. Współczuję Wam.Dla mnie niemożność porozmawiania z rodzicami,otwarcie i na wszelkie tematy to pelna egzotyka.Trudno mi to sobie wyobrazić-co nie znaczy,że Wam nie wierzę."Pocieszę " Was tylko tym,że wychowywanie przez rodziców bardzo otwartych na dyskusje i zdanie odrębne dziecka ma tez swoje negatywne strony-nieraz bolesne zderzenie z inna rzeczywistością,np w szkole,przy nietolerancyjnych i mających zawsze rację nauczycielach.Bywalam więc outsiderem,nierzadko zbierając cięgi,jako rzekomo "nieprzystosowana".Starałam się z tym radzić sama,lecz kiedyś doszło do konfrontacji mojego ojca z moim,pożal się Boże, wychowawcą.Ten drugi "naskarżył",ze zawsze mam swoje zdanie.co ojciec skwitowal,że to jest niezaprzeczalna zaleta a tworzenie potulnych wykonawców rozkazów proponuje zostawić sierżantom i kapralom.syn tez rozmawia ze mna na każdy temat,bez najmniejszego oporu

      Usuń
    3. Z moimi rodzicami da porozmawiać na każdy temat, o ile... nie jest on dla nich szczególnie drażliwy. A jeśli jest drażliwy, to lepiej mieć takie samo zdanie jak oni, bo uznają cię (piszę z małej, bo chodzi o każdego) za durnia. A na mnie to się wręcz wściekali, kiedy ośmielałam się mieć w pewnych sprawach choćby tylko wątpliwości. :) Dlatego macham na nich ręką. Oczywiście kocham ich, bardzo wiele dla mnie i dla brata zrobili. To jedni z najlepszych rodziców, jakich znam (jak się ich porówna z innymi).

      Nie pojmuję, jak posiadanie własnego zdania może być wadą. Nie należy jednak zawsze go prezentować. To jak przysłowiowe rzucanie pereł przed wieprze. W liceum często stawałam (zwłaszcza na j. polskim i religii) w opozycji do całej klasy (ateistka i moralna relatywistka ;)). Z wiekiem stałam się bardziej ostrożna. Nauczyłam się patrzeć na siebie cudzymi oczami i... trzymać język za zębami. Po co mam się przyznawać do wszystkich swoich poglądów? Nie wiem, czy to rozwaga czy zwykłe tchórzostwo, ale na pewno - wygoda. ;)

      Usuń
    4. Nie, to praktyka nie wdawania się w niepotrzebne konflikty tam, gdzie są do uniknięcia i gdzie ich wywołanie przyniosłoby więcej potencjalnych strat niż korzyści. Jeśli wygadywane przez kogoś oburzające brednie nie wynikają ze złej woli, czy złych intencji, a dana osoba jest święcie przekonana o swoich racjach (i gotowa ich bronić jak niepodległości), odpuszczenie sobie może być oznaką dystansu nabranego do niektórych spraw, pewnej dojrzałości. Jeśli nie warto bić się o ciasteczka, oddaj je i wiedz swoje.
      Antydogmatyk

      Usuń
    5. Nachodzi mnie myśl: czy warto w ogóle dyskutować z osobą o całkowicie odmiennych poglądach? Przecież wiadomo, że jedno drugiego nie przekona.

      Usuń
    6. Moim zdaniem w pewnych sytuacjach tak, w innych nie. Nad błahostkami czasem warto przechodzić do porządku dziennego.Zupełnie inną rzeczą są sprawy grubszego kalibru. No i dochodzi jeszcze wspomniana kwestia intencji, kontekstu oraz osób, z którymi podejmujemy dyskusję.

      Usuń
    7. zdarza się kogoś przekonać, choć zwykle ta osoba przyzna to później a nie w ferworze sporu. Zresztą to szybko widac czy masz do czynienia z fanatykiem czy wyznawcą jedynie słusznej wiary czy po prostu z kims zaangazowanym ale gotowym sluchać.
      pozdrawiam
      jongleur

      Usuń
    8. @ Anty Dogmatyk

      W sprawach - jak to określasz - grubszego kalibru trzeba działać, nie dyskutować. ;)


      @ Jongleur

      Moi rodzice umieją słuchać, ale na pewne kwestie mają ustalony światopogląd.

      Usuń
    9. ja mam za soba zmianę światopoglądu w paru istotnych kwestiach pod wpływem dyskusji z córkami. to się zdarza
      jongleur

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...