17.12.2013

Ballada o niewinnej ladacznicy


Co sprawia, że jedne dzieła zostają uznane za kultowe, zaś inne giną w mrokach niepamięci? Odpowiedź jest banalnie prosta: reklama. Rozgłos, lans, marketing. Bo i cóż innego? Jeśli usłyszysz sto razy, że coś jest zajebiste, to w końcu sam/a zaczynasz w to wierzyć. Dlatego właśnie śp. Heath Ledger – skądinąd niezły aktor – po prostu musiał dostać Oskara za rolę w „Mrocznym Rycerzu”. O tym, że tak będzie, wiedziano na rok przed wejściem filmu do kin! Oto potęga mediów i ich żarliwych wyznawców! :) Z tym się nie da walczyć, to trzeba tolerować, zaakceptować, pokochać... No dobra, zostańmy przy tolerancji. ;)

Ten schemat (dzieło–ostra promocja–szaleństwo mas) powtarza się bardzo często. Weźmy chociażby cykl o niejakim panu Grey’u. Cóż za furorę zrobiła ta książka! Zamożny przystojniak o „perwersyjnych” skłonnościach rozbudził wyobraźnię dziesiątek tysięcy kobiet. Dlaczego??? Czy jest aż tak dobra? A gust niewieści – aż tak homogeniczny? A swoją drogą, czy to nie zabawne, że sto lat feminizmu nie zdołało wyrugować z kobiet naturalnej potrzeby podporządkowania się samcowi? Zwłaszcza, jeśli jest to samiec alfa. ;)




Przyznaję: nie czytałam. Ale dam mały palec u nogi, że mamy do czynienia ze zwykłą bajeczką dla dorosłych. Budzącą skrajne emocje (od zachwytu, poprzez zdziwienie, aż po – czy szczere? – oburzenie), prowokującą do dyskusji, niemniej jednak – czystą fantastyką. Ale czyż nie kochamy baśni? ;) A im mroczniejsze i bardziej nasycone erosem, tym lepiej. Można by powiedzieć, że E. L. James to dojrzalsza wersja Joanne Rowling. ;)

Dziwi mnie tylko jedno: dlaczego na fali popularności „wszystkich buziek pana G.” nie wypłynęła inna, zapewne nie mniej wyuzdana, za to swego czasu bardzo głośna powieść, a mianowicie – „Historia O”. Czemu, do diabła, nikt o tej książce nie mówi?! Wszak pikanterii odmówić jej nie sposób. Autorka nie skąpi nam miłych opisów cielesnego zespolenia, maltretowania, bicia, poniżania. Protagonistka (której „imię” ma rzekomo nawiązywać do kształtu waginy) charakteryzuje się patologicznym wręcz posłuszeństwem. Powiedzcie sami, czegóż może chcieć więcej spragniona męskiej dominacji niewiasta???




Trochę szkoda jednak, że autorka (płynąc na fali popularności swego dzieła) zdecydowała się popełnić sequel, w którym niejako „poprawia” pierwotną historię. Niezbyt to uczciwe w stosunku do czytelnika.

Tak czy siak, o tym, czy warto zapoznać się z fantazjami pani Reage, musicie zadecydować sami. Zapraszam do lektury:


Pauline Reage
HISTORIA O

KOCHANKOWIE Z ROISSY
Pewnego dnia kochanek zabiera O na przechadzkę do dzielnicy, gdzie nigdy dotąd razem nie byli - do parku Montsouris, a może Morceau. W zakątku parku, tuż przy narożniku alejki, gdzie nie spotyka się nigdy taksówek, gdy zmęczeni spacerem przysiedli na ławce opodal trawnika, dostrzegają samochód z licznikiem, wyglądający na taksówkę.
- Wsiądź - mówi kochanek.
O wsiada. Pora jest przedwieczorna, a rzecz dzieje się jesienią. Ubrana jest jak zwykle: pantofle na wysokich obcasach, kostium z plisowaną spódnicą, jedwabna bluzka, nie ma kapelusza. Ma za to długie rękawiczki zachodzące na rękawy kostiumu, a także skórzaną torebkę, w której nosi puder i róż. Taksówka rusza wolno, choć nikt nie powiedział słowa kierowcy. Kochanek natomiast opuszcza rolety w oknach i na tylnej szybie. O zdejmuje rękawiczki przekonana, że chce ją objąć i pocałować lub może oczekuje tego od niej. Słyszy jednak jego słowa:
- Torebka ci przeszkadza, daj mi ją.
Oddaje, on zaś odstawia ją gdzieś i mówi dalej:
 - Masz na sobie zbyt wiele rzeczy. Odepnij pończochy i spuść je prawie do kolan: tu masz podwiązki.
Nie jest to dla niej łatwe, gdyż taksówka jedzie zbyt szybko, poza tym boi się, żeby kierowca się nie odwrócił. W końcu udaje się jej opuścić pończochy, czuje się trochę dziwnie dotykając gołymi nogami jedwabiu spódnicy. Luźne zapinki od pończoch ślizgają się na udach.
- Odepnij pas i zdejmij majtki.
To jest na szczęście łatwe, wystarczy tylko nieco się pochylić i zrobić niewielki ruch rękoma poniżej pleców. On odbiera od niej pas i majtki i chowa je do jej torebki, potem zaś mówi:
- Nie powinnaś siedzieć na spódnicy, unieś ją i usiądź wprost na siedzeniu.
Siedzenia auta obite są moleskinem, który jest gładki i zimny, a przy tym klei się do ciała.
- A teraz włóż z powrotem rękawiczki - słyszy.
Taksówka mknie bez przerwy, ona zaś nie ma śmiałości zapytać dlaczego René nie rusza się i nic nie mówi, ani jakie może mieć to dla niego znaczenie, żeby siedziała tak bez ruchu i w milczeniu, półrozebrana i gotowa, za to w starannie wciągniętych rękawiczkach, w tym ciemnym samochodzie mknącym nie wiadomo dokąd. Nie żądał tego od niej ani nie zabronił, nie śmiała jednak również skrzyżować nóg, ani nawet złączyć kolan. Siedziała, opierając się z dwóch stron rękoma o fotel auta.
- Jesteśmy na miejscu - mówi naraz René.
Taksówka zatrzymuje się oto w pięknej alei, pod drzewem - rosną tam platany - przed wejściem do niewielkiego pałacyku, za którym znajduje się pewnie dziedziniec i ogród - takie domy spotyka się na starych przedmieściach Saint-Germain. Latarnie są dość daleko, w dodatku w samochodzie panuje ciemność, a na zewnątrz pada.
- Nie ruszaj się - mówi René. - Nie ruszaj się zupełnie.
Wyciąga rękę w stronę kołnierzyka jej bluzki, rozwiązuje kokardę u szyi, a potem rozpina guzik po guziku. O pochyla się odrobinę, sądzi, że René chce pieścić jej piersi. Bynajmniej. René wkłada rękę pod bluzkę tylko po to, by odszukać ramiączka jej biustonosza, które przecina nożykiem, potem zaś zdejmuje biustonosz i chowa. Teraz jej piersi pod bluzką, którą na powrót zapiął, są swobodne i obnażone, tak samo swobodne i obnażone jak jej pośladki i brzuch - jest naga od pasa do kolan.
- Posłuchaj - mówi. - Teraz już jesteś gotowa. Zostawiam cię samą. Wejdziesz teraz po tych schodkach i zadzwonisz do drzwi. Pójdziesz za osobą, która ci je otworzy i zrobisz wszystko, co rozkaże. Jeśli nie wejdziesz od razu, zostaniesz tam zaprowadzona siłą. Twoja torebka? Nie, nie, torebka nie będzie ci już potrzebna. Ja jedynie dostarczam dziewczynę. Tak, tak, ja też tam będę. Idź już.

Według innej wersji, tenże sam początek miał znacznie brutalniejszy i prostszy przebieg: młoda kobieta w podobnym do opisanego stroju została uprowadzona samochodem przez swego kochanka i jego przyjaciela, którego wcześniej nie znała. Nieznajomy prowadził, a kochanek usiadł obok owej kobiety i to właśnie jego przyjaciel, ów nieznajomy, wyjaśnił kobiecie, że jej kochanek ma za zadanie odpowiednio ją przygotować, i że zaraz zwiąże jej ręce na plecach, w miejscu gdzie kończą się rękawiczki, następnie ściągnie jej pas od pończoch, majtki i biustonosz, i zawiąże oczy. Potem odstawiona zostanie do pałacu, gdzie dowie się, co ma robić.
Po prawie półgodzinnej jeździe, związaną i rozebraną wyprowadzono z samochodu, kazano wejść po schodkach, następnie przejść przez jedne, drugie drzwi - cały czas w przepasce na oczach aż wreszcie zostawili ją samą, już bez przepaski, w jakimś ciemnym pokoju, gdzie musiała czekać pół godziny, a może nawet godzinę lub dwie, tak, czy tak, trwało to wieki.
Później, gdy otworzyły się drzwi, okazało się, że był to całkiem zwykły, jakkolwiek komfortowy pokój, którego osobliwością był brak jakichkolwiek mebli, jeśli nie liczyć ściennych szaf dokoła. Podłogę wyścielał gruby, miękki dywan. Drzwi otworzyły dwie kobiety: dwie młode i śliczne kobiety wyglądające jak urocze pokojóweczki z dziewiętnastego stulecia: w długich do kostek lekkich i marszczonych spódnicach, obcisłych gorsetach uwydatniających piersi, zapinanych na haftki i sznurowanych na przedzie, ozdobionych przy szyi koronką, z rękawami do łokci. Oczy i usta miały mocno umalowane. Na szyi nosiły ciasne obroże, a na nadgarstkach coś, co przypominało bransolety. No więc wiem jeszcze, że rozwiązały ręce O, które do tej pory miała cały czas związane z tyłu na plecach i powiedziały jej, że musi się rozebrać, gdyż za chwilę ją wykąpią i zrobią makijaż.
Kiedy już była naga, schowały jej ubranie do jednej ze ściennych szaf. Nie pozwoliły, żeby wykąpała się sama, a potem zajęły się jej włosami niczym w prawdziwym salonie fryzjerskim, usadziwszy ją uprzednio w pochylonym fotelu, który opuszcza się do mycia głowy i podnosi przy układaniu i suszeniu włosów. Trwa to zwykle co najmniej godzinę. Tutaj trwało to jeszcze dłużej, O zaś siedziała na fotelu zupełnie naga i nie wolno jej było skrzyżować ani nawet złączyć nóg. Ponieważ naprzeciw niej znajdowało się wielkie na całą ścianę lustro, którego nie przesłaniał żaden stolik, O widziała siebie rozwartą w ten sposób, ilekroć jej wzrok natrafiał na taflę zwierciadła. Kiedy wreszcie skończyły, oczy miała lekko podcienione, usta jaskrawoczerwone, koniuszki i otoczki piersi różowe, wargi łonowe pociągnięte czerwoną szminką, obficie wyperfumowane futerko pod pachami i na podbrzuszu, jak również wnętrze ud, dołek pomiędzy piersiami i wnętrze obu dłoni - wtedy kazano jej przejść do innego pomieszczenia, gdzie naprzeciwko siebie znajdowały się dwa lustra - jedno przymocowane było do ściany, drugie, potrójnie łamane stało na wprost pierwszego, dzięki czemu ktoś stojący pomiędzy nimi mógł oglądać się z każdej możliwej strony. Usadzono ją na pufie pomiędzy lustrami i kazano czekać. Puf pokryty był czarnym futrem, które trochę ją kłuło, czarny był też dywan, ściany zaś czerwone. Na nogach miała czerwone pantofelki. W jednej ze ścian tego niewielkiego buduaru znajdowało się duże okno wychodzące na wspaniały cienisty park. Przestało już padać, wiatr poruszał drzewami, wysoko, pomiędzy chmurami, mknął księżyc.
Nie wiem jak długo siedziała sama w tym czerwonym buduarze, ani czy była naprawdę sama, tak jak sądziła, czy też może ktoś obserwował ją przez otwór ukryty w ścianie. Wiem natomiast, że kiedy powróciły dwie kobiety, jedna z nich niosła centymetr krawiecki, a druga koszyk. Towarzyszył im mężczyzna ubrany w długą, fioletową szatę z szerokimi rękawami zwężającymi się ku nadgarstkom, która rozchylała się poniżej pasa przy każdym jego kroku. Można było wówczas dostrzec, że pod spodem nosi on coś w rodzaju obcisłych pludrów zakrywających wprawdzie nogi i pośladki, wyciętych za to w miejscu, gdzie znajduje się męskość. To była pierwsza rzecz, którą spostrzegła O, kiedy mężczyzna wszedł, drugą był rzemienny bicz zatknięty za pasem, potem zaś zobaczyła, że twarz mężczyzny ukryta jest pod czarnym kapturem, z otworem na oczy zasłoniętym czarnym tiulem, wreszcie na koniec to, że na rękach ma rękawiczki również z czarnego szewra.
Zwracając się do niej przez "ty", powiedział, żeby się nie ruszała, kobietom zaś kazał się pospieszyć. Ta, która miała ze sobą centymetr zmierzyła najpierw szyję, a potem nadgarstki O. Rozmiary te, jakkolwiek małe, nie odbiegały od normy. Nietrudno było odszukać w koszyku przyniesionym przez drugą z kobiet odpowiedniej obroży i bransolet. Wykonane były z wielu warstw skóry (każda warstwa była dość cienka, lecz razem osiągały grubość palca), zamykały się na zamki zatrzaskowe, i, tak jak niektóre kłódki, dawały się otworzyć jedynie za pomocą kluczyka. Po przeciwnej niż zamek stronie, pomiędzy warstwami skóry przymocowane było metalowe kółko, do którego można było przypinać bransolety, przy czym zarówno obroża jak bransolety przylegały bardzo ściśle, na tyle, że chociaż nie raniły zupełnie skóry, nie sposób byłoby przeciągnąć pod nimi cienkiego sznurka. Kiedy założono jej już obrożę i bransolety, mężczyzna kazał jej wstać. Sam zajął miejsce na pufie, gdzie siedziała wcześniej, rozkazał jej przybliżyć się do swych kolan, dłonią ubraną w rękawiczkę prześlizgnął się pomiędzy jej udami, obmacał jej piersi, a następnie powiedział, że jeszcze tego wieczoru zostanie przedstawiona, stanie się to jednak dopiero po obiedzie, który zresztą zje w samotności. I rzeczywiście jadła go samotnie, naga, w maleńkiej celce, do której czyjaś niewidoczna ręka wstawiła talerze przez otwór w ścianie.
Kiedy skończyła, ponownie zjawiły się po nią dwie kobiety. W buduarze, dokąd wróciła, znów zapięły kółka bransolet, wysoko na łopatkach krępując ręce O. Do obroży przypięły czerwony płaszcz otulający ją wprawdzie całkowicie, lecz jednocześnie rozchylający się od dołu przy każdym kroku, na co nic nie mogła poradzić, mając ręce skrępowane na plecach. Jedna z pokojówek szła przodem otwierając przed nią drzwi, druga postępowała z tyłu i zamykała je za nimi. Minąwszy westybul i dwa kolejne salony weszły do biblioteki, gdzie czterech mężczyzn piło właśnie kawę. Wszyscy przyodziani byli w takie same szaty jak ów pierwszy, twarze ich jednak nie były zamaskowane. O nie zdążyła jednakże ich rozpoznać i nie umiała stwierdzić czy znajduje się pośród nich jej kochanek, gdyż jeden z czwórki skierował w jej stronę silną jak reflektor lampę, która zupełnie ją oślepiła. Wszyscy stali nieruchomo: kobiety po obu jej bokach i mężczyźni naprzeciw niej.
Potem światło zgasło, kobiety zniknęły gdzieś. Za to oczy zawiązano jej przepaską. Rozkazano jej się zbliżyć, co zrobiła nieco niepewnym krokiem i poczuła, że stoi przed rozpalonym kominkiem, gdzie zasiadło czterech mężczyzn: czuła żar i słyszała syk płonących polan. Stała naprzeciw ognia. Czyjeś ręce podniosły jej okrycie, dwie inne przesunęły się w dół, wzdłuż jej lędźwi, sprawdziwszy uprzednio czy bransolety trzymają się mocno: te dłonie nie były odziane w rękawiczki, a jedna z nich zagłębiła się naraz w obydwa jej otwory tak gwałtownie, że krzyknęła. Ktoś zaśmiał się. Ktoś inny powiedział:
- Odwróćcie ją, żeby można było zobaczyć piersi i brzuch.
Odwrócono ją i teraz żar kominka ogrzewał jej pośladki. Jakaś ręka ujęła jedną jej pierś, czyjeś usta chwyciły koniuszek drugiej. I wtedy nagle straciła równowagę, przechyliła się niebezpiecznie do tyłu... prosto w czyjeś ramiona, podczas gdy ktoś inny rozwarł jej nogi i rozchylił delikatne wargi otoczone wianuszkiem włosów. Usłyszała, że trzeba ją sprowadzić na klęczki. Zaraz też to zrobiono. Na kolanach było jej bardzo niewygodnie, tym bardziej, że zabroniono jej złączyć nogi, a z powodu skrępowanych na plecach rąk jej ciało pochylało się mocno do przodu. Pozwolono jej odchylić się nieco w tył, tak, że znajdowała się w półprzysiadzie, opierając się na własnych obcasach, niczym niektórzy modlący się.
- Nigdy jej pan nie wiązał?
- Nie, nigdy jeszcze.
- Ani nie chłostał?
- Nie, również nie, lecz właśnie...
Tym, który odpowiadał, był jej kochanek.
- Właśnie - odezwał się kolejny głos. - Niech ją pan parę razy zwiąże, trochę wychłoszcze, a ona niech czerpie z tego przyjemność. Nie, nie. Należy właśnie przekroczyć ten moment, kiedy zacznie odczuwać przyjemność i wycisnąć z niej łzy.
Wówczas podniesiono O z klęczek i zaczęto prowadzić zapewne po to, by ją przywiązać do jakiegoś słupa czy też do ściany, gdy jeden z mężczyzn sprzeciwił się, mówiąc, że najpierw chciałby ją wziąć i zaraz też sprowadzono ją na powrót na kolana, lecz tym razem biust miała oparty o puf, ręce w dalszym ciągu związane, a jej pośladki znajdowały się teraz wyżej niż reszta ciała, natomiast któryś z nich przytrzymał ją oburącz za biodra i wszedł w nią. Za chwilę ustąpił miejsca innemu. Trzeci postanowił skorzystać z innej, ciaśniejszej drogi, a wdarłszy się tam gwałtownie sprawił, że O krzyknęła. Kiedy ją zostawił, jęczącą i mokrą od łez pod przepaską na oczach, osunęła się na ziemię po to, by poczuć przy swojej twarzy czyjeś nogi i żeby również jej usta nie zostały oszczędzone.
Na koniec zostawiono ją związaną, leżącą na wznak na sponiewieranym czerwonym płaszczu niedaleko kominka. Słyszała jak napełniają kieliszki, piją, przesuwają jakieś siedzenia. Ktoś dorzucił drzewa do ognia. Nagle zdjęto jej przepaskę. Duży pokój ze ścianami pełnymi książek oświetlony był słabym światłem lampy stojącej na konsoli i blaskiem kominka, który teraz ożywił się trochę. Dwóch mężczyzn stało i paliło papierosy. Inny siedział trzymając szpicrutę na kolanach, tym zaś, który pochylał się właśnie nad nią i pieścił jej pierś, był jej kochanek. Posiedli ją jednak wszyscy czterej, ona zaś nie zdołała go odróżnić od pozostałych. Wyjaśniono jej, że jak długo pozostawać będzie w tym pałacyku, będzie mogła oglądać twarze tych, którzy będą ją gwałcić lub zadawać ból, lecz nigdy nocą nie będzie wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za najgorsze.


Na życzenie mogę przesłać ebooka.

42 komentarze:

  1. A,nie niekoniecznie :)) przewidywalne to jest

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie czytałam - jak to ładnie ujęłaś - "buziek Greya", ani tej książki, której fragment wrzuciłaś. Owszem, swego czasu przebrnęłam przez parę tego typu powieści, jednak ostatecznie nie potrafią one dawać mi prawdziwej, czytelniczej przyjemności, nudzą mnie :) Być może kiedyś będę czytała takie książki - w końcu nie trzymam się tylko wąskiej tematyki w wyborze lektur. Teraz namiętnie i naprzemiennie czytam powieści historyczne i thrillery :)
    Powodzenie "Buziek Greya" odkryło pierwotne pragnienia współczesnych kobiet - tych twardych, wyemancypowanych, zaradnych i niezależnych finansowo od mężczyzn pań. Kto dzisiaj kupuje książki? Na pewno nie biedne, niewykształcone kobiety, które walczą o to, by mieć co włożyć do garnka następnego dnia, a jedyną dla nich rozrywką jest na ogół oglądanie "życiowych" seriali. Powieści nie gromadzą także puste, malowane lale, zwane tipsiarami, bądź solarkami - one mają inne "cele wyższe" :) :)
    A więc, w zdecydowanej większości, konsumentkami "buziek..." są te kobiety, które reprezentują najbardziej współczesną, sfeminizowaną część płci pięknej, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literaturą czysto erotyczną interesowałam się do ok. 24-tego roku życia. Potem jakoś mi przeszło.

      Nie do końca zgadzam się z powszechną opinią, iż książki są drogie. Owszem, lansowane do bólu zębów nowości kosztują krocie. Ale na Allegro (i nie tylko) można nabyć perełki po parę złotych za sztukę. Trzeba jednak odpuścić sobie pozycje, o których jest w danej chwili głośno (co mnie zresztą w najmniejszym stopniu nie przeszkadza).

      Usuń
    2. Wiesz Kira - dla mnie książka to produkt pierwszej potrzeby. Jak mam wolną stówę, to nie idę kupić bluzki tylko biegnę do księgarni :) Dla mnie nawet, jakby kosztowała dwa razy tyle ile muszę za nią obecnie zapłacić i tak nie byłaby za droga :) Przeciętna cena powieści oscyluje pomiędzy 30-40 złotych, jak kupuję taniej w necie to dochodzi koszt przesyłki, więc i tak żadna książka nie kosztuje mniej niż - powiedzmy - dwie dychy. Jeżeli ktoś zarabia najniższą i ma rodzinę na utrzymaniu, to na pewno nie wyda nawet 50 zł. miesięcznie na książkę - jeżeli zechce czytać, to pójdzie do biblioteki i wypożyczy powieść,.a takich rodzin żyjących od początku miesiąca do jego końca na tzw. "styk", jest mnóstwo.

      Uwielbiam wejść do księgarni z pełnym portfelem i świadomością, że wszystko, co mnie tam zainteresuje, mogę zabrać ze sobą - wtedy czuję się najszczęśliwsza i najbogatsza na świecie.

      Usuń
    3. "Przeciętna cena powieści"? Nie, przeciętna cena NOWEJ oraz POPULARNEJ powieści. ;)

      Usuń
  3. Koleżanki w pracy czytały tego Greya, nieopatrznie wyraziłem zainteresowanie. Przeczytałem dwa tomy, mam jeszcze jeden tom - czeka od kilku miesięcy. Muszę się zmobilizować, osiągałem przy Greyu tempo do 2 stron na sekundę. Najlepiej czytało się zamieszczone w tekście maile pomiędzy zakochanymi - z ulgą i radością stwierdzałem: aha - mail - i po prostu przekładałem kartki.

    Niestety po tym wszystkim jak czytam nawet tak interesujący opis, jaki przedstawiłaś, to chce mi się rzygać. Po tym Greyu to powinienem iść na jakąś terapię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, zastanawiające, że w ogóle sięgnąłeś po tę książkę. Przyjrzyj się zatem owemu palącemu cygaro panu, którego wizerunek zamieściłam jako egzemplifikację samca alfa i zapytaj samego siebie, byle uczciwie: czy chciałbyś, by przysolił Ci porządnie w pupę? ;)

      Usuń
    2. Dibelius - niepotrzebna Ci żadna terapia, Twoja reakcja jest jak najbardziej na miejscu, mógłbyś się zaniepokoić, gdybyś był tą powieścią zauroczony :)

      Usuń
    3. Kiro,
      Dałaś takie zdjęcie tego pana, że chyba nawet sama byś nie chciała...

      Usuń
    4. Lobo z pewnością pogruchotałby mi kości. ;)

      Usuń
  4. "A swoją drogą, czy to nie zabawne, że sto lat feminizmu nie zdołało wyrugować z kobiet naturalnej potrzeby podporządkowania się samcowi?"

    To nie zabawne.To fakt.
    A tak na marginesie.Takie zboczone opisy ułatwaiją ci orgazm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Mędrku! Nie lękaj się. Kiedy mam orgazm, ofiar w ludziach jest niewiele...

      Usuń
    2. "Kiedy mam orgazm, ofiar w ludziach jest niewiele..." czyli- jakies jednak sa, co? Bo niewiele oznacza, ze jednak pomimo wszystko cos jest.... hm...ciekawe, bardzo ciekawe. Nigdy orgazmem nie udalo mi sie kogos zranic, albo okaleczyc, albo ubic....(p) :)) Ale co ja tam moge o zyciu wiedziec.:))

      "Takie zboczone opisy ułatwaiją ci orgazm?" faceci wysiadaja przy tego typu literaturze, za zboczone to cos uwazaja...czyli bywa, ze kobiety sa silniejsze kiedy o doznania zmyslowe biega :)

      Usuń
    3. Ja nie wysiadam, traktuję je nieco z przymrużeniem oka, jak każdą literaturę próbującą sprawnie wywołać określony efekt, uruchomić to co wielu skrywa w kieszeniach wyobraźni... Jednakże bardziej podobały mi się mikroopowiastki w "Luksusowych zwierzątkach" Pitigrillego. Były tak cudownie przewrotne i złośliwe. Te porównania, mini-aforyzmy, np. stara koszula nocna która "była brzydka jak prawda", "miłość wieczna która trwała miesiąc', czy "Nie piję alkoholu. Ale piję wina i likiery"...
      Wyobraź sobie squirt którym pani strzela panu w oko tak mocno, że uszkadza siatkówkę. Nie, przesadzam;)
      Miłej nocy (i owocnej)...

      Antydogmatyk

      Usuń
    4. Mnie,wychowanej w zupełnie innych czasach,wystarczyła -Wislocka,Kamasutra i Dekameron:)

      Usuń
    5. Do zestawu AnodyKatody moge dorzucic znany cykl powiesci o wiedzminie... . ;)

      Usuń
  5. feministki walczyly i walcza o ...no i wlasnie trudno mi to wszystko ladnie nazwac, aby sie nie pogubic, aby mi ktos tutaj przechylu w genderyzm nie zarzucil, niech bedzie, ze o rownosc. Czyli w tym zawiera sie tez "rownosci w doswiadczeniach zmyslowo seksualnych i ich okazywaniu. Kobiety zaczely sie domagac swoich praw w seksie i jego przezywaniu. dlaczego wiec taka feministka jedna z druga, kiedy lubi seks zbiorowy, albo z batem nie moglaby sie domagac mozliwosci przezycia czegos takiego i szacunku dla wlasnych potrzeb? Sa takie co z poddanstwa w seksie czerpia spelnien ie i rozkosz, wiec czemu nie stac sie feministka i nie zawalczyc o to, aby poszerzyc ludziom wiedze na temat potrzeb seksualnych co niektorych kobiet i nie zawalczyc o uznanie tego za normalne?
    Czyli feminizm feminizmem, a jezeli kobieta teskni za , jak to Ty okreslilas " meska dominacja " w seksie to wlasnie niech sie stanie ow partner dominantem i nie obsmieje jej po akcie na prawo i lewo przed kumplami tylko uzna takie potrzeby kobiet jako cos ok. Kobiety tez maja prawo:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz: "niech się..." Ale nic się samo nie stanie tylko dlatego, że feministki sobie tego życzą. Nieporównywalnie łatwiej jest zmienić prawo niż obyczajowość.

      Poza tym świadomość bycia ladacznicą jest dla niektórych pań dodatkowym stymulantem.

      Usuń
    2. "Kobiety zaczely sie domagac swoich praw w seksie i jego przezywaniu."

      A bez "walki" się tego nie da?

      " w seksie to wlasnie niech sie stanie ow partner dominantem i nie obsmieje jej po akcie na prawo i lewo przed kumplami tylko uzna takie potrzeby kobiet jako cos ok. Kobiety tez maja prawo:))"

      Koniecznie trzeba dawać dupy pierwszemu z brzega ciulowi?
      Nie prościej trochę poczekać i upewnić się,że to nie bydlę?
      Pozdrawiam życzliwie.

      Usuń
    3. Znam kobiete, ktora maz tak przed kumplami obsmiewal. zyla z nim 20 lat i nie wiedziala, ze jak seks byl z jej punktu widzenia, super to on zdawal relacje kolesiom przy przyslowiowym piwie . A przyslowiowym, bo to nie pijaczyna facet:))) Ot i prawda o ludziach. tak wychowany biedaczynka to i tak gadal na prawo i lewo.
      Ludzom trzeba gledzic, uswiadamiac.... nic samó sie nie zrobi:)) Zmieniamy punkt widzenia kiedy nas samych cos dotyka, albo poprzez dlugotrwale uswiadamianie.

      Usuń
    4. Jeżeli ich znasz,to im to tłumacz.A konkretnie jemu,że jest zwyczajnym gnojkiem.
      Jak ty sobie wyobrażasz takie "uświadamianie'?Z chama człowieka zrobisz tym swoim"ględzeniem"?

      Usuń
    5. @ Ania

      Taki człowiek to śmieć. Będący wszakże produktem NASZYCH "wyzwolonych" czasów, nie tych dawnych i pruderyjnych.

      Usuń
    6. Tacy,jak ich nazywasz "śmiecie"byli od zawsze,tak jak łatwe kobiety.
      Tzw. "nasze wyzwolone czasy" starają się tylko z tego zrobić normę.
      "Wyzwolone" kobiety mają czego chciały.
      Co nie znaczy,że nie jest mi ich żal.Dały sie zwyczajnie nabrać starym,zdegenerowanym lapucerom,których nazwisk z litości nie wymienię.

      Usuń
    7. Co tych "pruderyjnych" czasów.

      Słownikowa definicja pruderii mówi, że jest to udawana i przesadna wstydliwość, zwłaszcza gorszenie się sprawami seksu.

      Skąd wiadomo,kiedy jest udawana i przesadna?
      Czy każda bzdura przez częste powtarzanie musi stać się "prawdą"?

      Usuń
    8. Przesadna - gdyż odbiegająca od normy. A normą jest to, co wyznaje/praktykuje ogół.

      Czy naprawdę zawsze istnieli mężczyźni, którzy o własnej ŻONIE opowiadali kolegom? Trudno mi w to uwierzyć. Poza tym dawniej się o takich sprawach nie mówiło. Nie poza domem. Mylę się?

      Nie wpycham nosa w cudzą alkowę, o ile tylko ta druga osoba:

      a) nie wystawia jej na pokaz

      b) nie wpycha go w moją

      Dlatego nie zamierzam osądzać cudzej "łatwości" czy "trudności".

      Usuń
    9. pół biedy, gdy kolesie wymieniają się doświadczeniami bez określania osoby, z którą mieli okoliczność, to jest nawet dość naturalne, a co najmniej akceptowalne... ale opowieści o detalach, o tym na przykład, jak KONKRETNA Kasia czy Marysia robi loda, to prostu czyste "staroniedźwiedztwo" /tym razem skojarzenie prawidłowe/... i podobnie jak Kira /tylko innymi słowami/ stwierdzę, że jest to spuścizna po nadal jeszcze często funkcjonującej buracko-kołtuńskiej obyczajowej mentalności poganiaczy wielbłądów, gdzie kobieta jest rzeczą, a ludzie z seksu tworzą problem...

      Usuń
    10. @ medrku:-)

      Jezeli ich znasz, to im to tlumacz....- tak napisales. Facet, ktory jest z tematem i potrzebami kobiet obeznany nie potrzebuje tlumaczenia, ale nie zabroni aby takowe, czynione chociazby przez feministki, zaistnialy. Bo to, ze on akurat wie i rozumie nie oznacza, ze inni to wiedza. A poza tym skoro on juz to wie, to dlaczego nie mialoby odbyc sie w tym temacie dyskusji? Bo on sobie nie zyczy? Jezeli nie zyczy to chyba cos jest nie tak:-)
      Facet obeznany z tematem i wewnetrznie go rozumiejacy nie bedzie przeszkadzal innym uswiadamiac nieuswiadomnionych. I nie bedzie mowil, ze jak dala dupy pierwszemu lepszemu to ma za swoje.. czasami to nie pierwszy lepszy.

      Usuń
    11. "Czy naprawdę zawsze istnieli mężczyźni, którzy o własnej ŻONIE opowiadali kolegom? Trudno mi w to uwierzyć. Poza tym dawniej się o takich sprawach nie mówiło. Nie poza domem. Mylę się?"

      Może pierwsi ludzie,którzy praktycznie bardzo mało mówili i nie mieli "kolegów",tylko konkurencyjnego samca..Wtedy też takie Kobiety nie nazywano żonami.
      Masz rację.Szanowany był kiedyś tzw.mir domowy.Nie wywlekano brudów na zewnątrz.

      Usuń
    12. "Facet obeznany z tematem .... ze inni to wiedza.... itd."

      Jak się już "dowiedzą" to i tak będą miały pozamiatane.Ale od czego są"dobre przyjaciółki" i rozwiązanie podpowiedzą?
      Zawsze aktualna rada-szanuj się dziewczyno.

      "nie bedzie przeszkadzal innym".

      Przeszkadzam ci w czymkolwiek?
      Ale chyba nie odmawiasz prawa do komentowania?

      Co prawda niewiele zrozumiałem,co teraz chciałaś napisać,ale skoro uważasz,że to "nie był pierwszy lepszy",to ja już na to nic nie poradzę.Masz pecha.

      Usuń
    13. @ Mędrek

      Szanować się? Czyli bzykać się dyskretnie, tak? ;)

      Usuń
    14. O sprawach alkowy nie opowiadają tylko panowie. Wydaje mi się, że oni często snują tylko opowieści, które mają podbudować ich samczy wizerunek w oczach konkurentów. Spotkałam się - i to nie raz - ze znacznie - przynajmniej dla mnie - szokującym i obrzydliwym zjawiskiem. Rozmowy kobiet o seksie - ale nie takie ogólnikowe, nie o tym mówię. Chodzi mi o obgadywanie szczegółów anatomicznych partnerów, opisywanie erotycznych zabaw, chwalenie się skokami w bok przy równoczesnym oczernianiu własnego partnera/męża. Takie rozmowy są niesmaczne. Pewnie wydam się staroświecka ale o sprawach dotyczących mojego życia intymnego rozmawiam tylko z Mężczyzną (moim stałym partnerem). Nie lubię, gdy kobiety zaczynają w wulgarny sposób mówić o seksie - tracą w moich oczach, mimo że często robią to, aby pokazać, jak bardzo są wyemancypowane, nowoczesne.

      Usuń
    15. Niech ci będzie "bzykać",skoro tak to nazywasz.
      Tak, dyskretnie,a nie jak przykładowo niejaka Doda u Wojewódzkiego.

      Usuń
    16. Tu masz więcej o "bzykaniu", a nie jakieś zboczone "Historie O".

      http://www.youtube.com/watch?v=Ezj48ptP8YY

      Usuń
    17. Nie jestem pruderyjna i nie gorszą mnie nawet najbardziej [ikantne rozmowy o seksie,pod warunkiem,ze to sa rozmowy ogolne a nie o kims konkretnym.Nie wyobrażam sobie takich opowieści nawet o byłym partnerze,to nie do przyjęcia.

      Usuń
    18. @ Marzena, AnodaKatoda

      Cóż, konformistycznie zgodzę się z wami. :)

      Usuń
    19. @Piotr
      Czyżbyś znowu znęcał się nad osobnikiem, u którego demencja połączona z oderwaniem od rzeczywistości jest procesem postępującym i chyba nieuleczalnym? Niepotrzebnie, ostatnio sam koncertowo strzela sobie w stopę. Jak choćby publikując fragment książki "Czy należy bać się islamu", w której czytamy m.in.:
      " Niewierni oraz apostaci, czyli mówiąc językiem antropologii ,,Inni'', nie mają z tej perspektywy racji bytu - ich istnienie może być tylko wyparte ze świadomości lub ,,sprowadzone do nicości''44, co może oznaczać także fizyczną eksterminację. Odmienność zachowania, ubioru, przekonań - wszystko to podważa sens wiary i stanowi zagrożenie dla poczucia własnej tożsamości. Konstatacja ta dotyczy zwłaszcza kultur charakteryzujących się wysokim poziomem unikania niepewności, który pozytywnie koreluje z tradycjonalizmem w podejściu do ról społecznych, lękiem przed sytuacjami dwuznacznymi, wiarą w ciągłe zewnętrzne zagrożenie, rytualizacją zachowań społecznych, monopolizacją prawdy45, a także z myśleniem magicznym mającym tendencję do przechodzenia w stany paranoidalne46, które objawiają się przede wszystkim myśleniem w kategoriach spiskowych.[]" "Nie może zatem dziwić, że w jednostkach wychowanych w atmosferze wszechobecnego spisku wytwarza się - jak to określa psychiatra Antoni Kępiński - ,,pogotowie urojeniowe'', czyli stała gotowość do reagowania nastawieniem urojeniowym na sytuacje emocjonalnie trudne50. To właśnie ta stała postawa obronno-zaczepna wobec świata społecznego tworzy fasadę urojeniową, pod którą kryje się lęk idący w parze z agresją". "System taki musi być nienaruszalny, stabilny i niezmienny, bowiem tylko twarde trzymanie się celu i zasad chroni przed psychiczną dezintegracją. To właśnie ten lęk przed dezintegracją wymusza zwarcie szeregów, czyli, jak to określa Kępiński, ,,hiperintegrację'', a więc bezwzględne oddanie się we władanie jednej niepodważalnej ideologii i podporządkowanie jej całego życia52. Na poziomie społecznym hiperintegracja wiąże się z daleko posuniętą kazuistyką w zakresie rozwiązań prawnych, represjami wobec mniejszości, penalizacją zachowań dewiacyjnych, ostrym przeciwstawieniem wiedzy elit ignorancji mas i autorytaryzmem społecznym. I nie przypadkiem charakterystyka ta odpowiada rysom psychologicznym, jakie dają się wyróżnić w przypadku osobowości autorytarnej53: uległości wobec autorytetów, sztywności rozumowania, wartościowaniu w kategoriach ,,wszystko albo nic'', silnym uprzedzeniom do wszystkiego, co odmienne, konserwatyzmowi przekonań religijnych54. Występowanie ,,syndromu autorytarnego'', który jest wskazówką na obecność cech osobowości autorytarnej, zauważono zwłaszcza u członków tych grup, które cechują się wysokim stopniem ,,narcyzmu grupowego''55, ten zaś przekłada się bezpośrednio na tendencje do preferowania w sytuacjach konfliktowych rozwiązań skrajnych i siłowych. W przypadku muzułmanów ten grupowy narcyzm ma sankcję religijną []". "Z punktu widzenia psychologii społecznej ,,narcystyczne roszczenie praw'' musi prowadzić nieuchronnie do pojawienia się (narcystycznego) gniewu, gdyż wraz z nim zawsze pojawia się rozczarowanie z powodu niezaspokojonych (narcystycznych) potrzeb. Narcyzm grupowy zaś to jedno z najpoważniejszych źródeł agresji58. Tym intensywniej się ujawniające, im silniej dochodzi do sprzężenia ,,lęku powodującego zaostrzenie egocentrycznej struktury świata'' z paranoicznym stylem myślenia wywołującym u paranoika poczucie bycia ,,centralną figurą świata''59.

      Fanatyzm i ataki, bądź to na członków własnej grupy, bądź to na ,,Innych'', są zatem reakcją na obecność przeciwstawnych, nie dających się pogodzić uczuć: z jednej strony wyidealizowanego obrazu samego siebie, z drugiej odczucia własnej bezsilności, a niejednokrotnie także i nieudolności60. Stan taki można nazwać bez większej przesady kulturową schizofrenią."

      Jakby to napisać, coś mi ten opis dziwnie przypomina...
      Anty;)

      Usuń
    20. @ medrku

      Faktycznie, nie czytasz uwaznie. Przeciez, kiedy pisalam o facecie zdradzajacym szczegoly malzenskiego pozycia kolesiom, to nie bylo o moim zwiazku. A Ty wylatujesz z tekstem, ze mam pecha. :-)

      Usuń
  6. trochę trudno mi się ustosunkować, bo film obejrzałem w czasach, gdy ze względu na sam temat był swoistą sensacją... książkę przeczytałem już później i przeszedłem nad tym chłodniej... trudno ocenić, czy są to osobiste fantazje autorki, czy opisuje ona fantazje męskie, pewnie jedno i drugie naraz... wielu kolesi marzy o niewolnicy, wiele babencji marzy, by znaleźć się w takiej roli... osobiście uważam, że jako chwilowa konwencja podczas konkretnej sesji ma to sporo uroku, ale na dłuższą metę jest to prozaicznie nudne... coś o tym wiem, wytrzymałem z taką niewolnicą trzy tygodnie... laska była jak się patrzy, a mimo to po jakimś czasie na wymioty mi się zbierało na samą myśl o seksie... polecam film "Książę z Nowego Jorku", scena na początku, gdy Eddie Murphie poznaje swoją przyszłą żonę, specjalnie wyszkoloną do tej roli, doskonała ilustracja tego, o czym teraz piszę... identyczny motyw występuje w opowiadaniu "Cynthia" /ze zbioru "Wakacje cyborga", opowiadania SF francuskich autorów, "Iskry", lata 70te/... bohater jest zakochany w panience, która niestety traktuje go tylko jak kumpla, do tego bardzo protekcjonalnie, zamawia więc doskonałego androida na jej wzór i podobieństwo... po miesiącu ma dosyć tego raju i ucina androidowi głowę /szablą zresztą/...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film oglądałam, przezabawny. :)

      No tak, żeby ciągnąć taką zabawę przez dłuższy czas, trzeba się odznaczać specyficzną osobowością. Dotyczy to zarówno domina, jak i jego "podwładnej".

      Usuń
  7. Nie czytałam "buziek",jakoś nie sądzę,by mnie mogły zaskoczyć,ale te rzeczy to raczej lepiej robić niż czytać:)).Przypomniało mi się,jak kiedyś .sprzątając stajnię Augiasza czyli pokój mojego nastoletniego syna ,natrafiłam na jakies "Wspomnienia paryskiej dziwki" i przeleciałam je szybko,dość rozbawiona.No i problem-powiedzieć dziecku czy nie powiedzieć.Ponieważ jednak szczerość była podstawą naszych relacji ( a i byłam nisłychanie ciekawa reakcji),powiedziałam,przepraszając jednocześnie za przypadkowe naruszenie jego prywatności.Młody lekceważąco machnął ręką "a ,to...to od X-a,wyobrażasz sobie,taki dewocyjny ultrakatolik ???"

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...