02.12.2013

Inna


Zawsze złościły mnie sugestie, że powinnam być taka, jak inni. Czyli wierzyć w Boga, dobrze się uczyć, koniecznie znaleźć sobie chłopaka, zrobić karierę, nauczyć się paru języków, wyjść za mąż, urodzić dziecko. Różnie reagowałam na tego typu pouczenia. Czasami kazałam się odczepić, czasami ostentacyjnie obwieszczałam, że zamierzam „żyć po swojemu”, a czasami zbywałam owo pieprzenie jakimś uprzejmym wykrętem. Nie jestem kobietą sukcesu; gdybym mogła cofnąć się w czasie, zmieniłabym wiele rzeczy, dokonała innych wyborów. Ale z niektórych moich poczynań i postaw jestem naprawdę dumna. I to właśnie tych, które czasami mocno odbiegały od normy. ;)

Za przykład podam kontakty z płcią męską. Instynktownie czułam, że ta sfera ludzkiego życia jest zbyt ważna, by zdać się na cudze „mądrości”. Kroczyłam własnymi ścieżkami, starając się zgłębić – wcale nie tak prosty, jak by się mogło wydawać – świat mężczyzn własnym sumptem, bez oglądania się na bełkot czy to rówieśnic, czy osób ze starszego pokolenia. Wierzcie lub nie, ale wyszło mi to tylko na dobre. :)

I tak oto:
  • Wolałam towarzystwo chłopców niż dziewcząt. Chodzi mi, rzecz jasna, o czysto platoniczne znajomości.
Prawdziwa przyjaźń damsko-męska jest nie do przecenienia. Zauważyłam, że w czysto damskim gronie temat rozmowy schodzi – prędzej czy później – na małżeństwo, dzieci, facetów. A nie o tym lubiłam rozmawiać z ludźmi. :)
Niestety, posiadanie wielu znajomych płci odmiennej ma też wadę: ściąga na kobietę uwagę otoczenia. Zwłaszcza starszemu pokoleniu trudno jest wytłumaczyć, że nie ma niczego złego w takich (absolutnie aseksualnych!) przyjaźniach. (Pamiętam, jak kiedyś, będąc bardzo młodą osobą, oznajmiłam babci, że po znalezieniu chłopaka nadal zamierzam utrzymywać bliskie kontakty z kolegami. Ta wówczas pokiwała z politowaniem głową i doradziła mi, żebym w końcu dorosła. No tak, po co kobiecie w związku koledzy... :))
  • Wierzyłam – i wierzę! – w równość płci. Nie byłam bierna, wyczekująca, powolna.
Niejedna z moich koleżanek wyznawała pogląd, że szanująca się kobieta jest księżniczką, którą musi zdobyć rycerz na białym koniu. Ona leży i pachnie, czeka na telefon od niego, wymaga atencji, schlebiania, etc, zaś facet jej nadskakuje, wozi po mieście, płaci wszelkie rachunki i w żadnym wypadku nie prosi, by pomogła mu pchać samochód. ;) Ja natomiast nigdy siebie w roli pasywnej królewny nie widziałam. Wręcz brzydziła mnie taka wizja. Zawsze chciałam być dla chłopaka przede wszystkim przyjaciółką. A przyjaciele są sobie równi. Zawsze.
  • Nie podążałam za stadem. Relacje z mężczyznami kształtowałam w oparciu o własne widzimisię, nie o „przyjęte” reguły.
Unikałam jak ognia zarówno świętojebliwych cnotek postulujących czekanie z seksem do ślubu, jak i płytkich niczym brudna kałuża gówniar zmieniających chłopaków co parę miesięcy. Nie po drodze było mi również z zafiksowanymi na robieniu kariery singielkami czy z opętanymi myślą o zamążpójściu i rodzeniu dzieci kwoczkami. A już do prawdziwie szewskiej pasji doprowadzały mnie słowa typu: „Szanuj się” lub: „Kobieta musi się szanować”, wygłaszane przez „starszych i mądrzejszych”. Tak jakbym nie wiedziała, co mam robić, by móc szanować samą siebie. :) Wszyscy, którzy usiłowali – w jakikolwiek sposób – wpłynąć na moje życie intymne, zostali przeze mnie definitywnie odrzuceni.
Każdy jednak musi się choć trochę dopasować do oczekiwań społeczeństwa. Zaś jedną z ulubionych rozrywek pospólstwa było, jest i na wieki wieków pozostanie węszenie wokół cudzej dupy. Obydwa spostrzeżenia przywiodły mnie do wniosku, iż najlepszymi przyjaciółmi kobiety wcale nie są diamenty, lecz dyskrecja, powściągliwość i czujność. Nie trzeba bowiem być ladacznicą, by dać plotkarzom powód do rozpuszczenia języków.

Gdybym była inna, nie mogłabym być z Markiem. To właśnie moralny wymóg wzajemności, ofiarności i zaufania scala nasz – niekiedy burzliwy ;) – związek. Jesteśmy swoimi największymi przyjaciółmi; parą cichych, mocno introwertycznych, podobnych do siebie niczym dwa fusy z tej samej herbaty „odmieńców”. Nie ma mowy o scenach zazdrości (oboje mamy znajomych przeciwnej płci), trzymaniu drugiej osoby na smyczy czy jakimkolwiek szantażu emocjonalnym. Zero parcia na bycie typowym „duetem”, czyli założenia sobie obrączek i dorobienia się potomstwa. Mamy dziwaczne zainteresowania, nietypowe marzenia, zwariowane plany na przyszłość.

A jeśli – odpukać! – nasz związek nie przetrwa, nie będę go rozpamiętywać jako porażki. Przeciwnie – zachowam te lata w pamięci jako najpiękniejsze w moim życiu. Nie dołączę do grona rozgoryczonych singielek czy desperatek szukających na gwałt faceta. Marek pozostanie moim przyjacielem, a ja jego przyjaciółką. A przynajmniej taką mam nadzieję.

69 komentarzy:

  1. no i bardzo dobrze! bo najpiękniejsza wśród ludzi jest różnorodność, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, byłoby bardzo nudno. BARDZO.

    OdpowiedzUsuń
  2. i za to Cię lubię, cenię i szanuję...
    tak swoją drogą, to zawsze z kolei wolałem towarzystwo kobiet, niż mężczyzn /czyli można mówić o pewnej symetrii/... nie wiem, na ile istotne w tym są kwestie seksu /w sensie swoistego magnetyzmu, przyciągania wzajemnego/, po prostu lubię z kobietami przebywać... rozwija mnie to, w przeciwieństwie do przebywania w męskim gronie, które mnie ogłupia /rzecz jasna jest to prawidłowość statystyczna jedynie, bo znam też wartościowych facetów i znam kobiety, których należy unikać/...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety przebywające wyłącznie w towarzystwie własnej płci zaczynają się po pewnym czasie dość dziwnie zachowywać; a konkretnie - zamieniają się w głupie, zrzędliwe wiedźmy narzekające na męską część populacji. Z facetami jest podobnie: przebywanie wyłącznie w gronie koleżków mocno ich ogranicza. Dlatego tak nienawidzę obowiązującej np. w krajach arabskich separacji płci.

      Usuń
  3. Obsmarowywanie innych to ulubione zajęcie od wieków. I na pewno niepokorni mają ciężko. Ja cóż mogę zostać świętojebliwą cnotką, chociaż jestem zwolenniczką czekania z seksem do ślubu by nie zostać samotną matką bez praw do alimentów jak tatuś ucieknie i ciężko ścigać. A cóż dla mnie, nie mówię, że dla innych ślub to deklaracja "kocham cię, szanuję i traktuję poważnie".

    Ważne by nie działać wbrew sobie. Nie ma sensu na siłę się ludziom przypodobać, bo i tak wyjdzie sztuczność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama kiedyś zrównałam obgadywanie z informowaniem. O ile tylko polega na mówieniu SAMEJ prawdy i CAŁEJ prawdy. A na to ciężko liczyć, gdy w grę wchodzi czyjeś życie seksualne. Domysły, koloryzowanie, przeinaczenia - to wszystko zniekształca obraz cudzego życia.

      Uważam, że czekanie z seksem do ślubu ma sens, jeżeli wymaga tego od nas nasza wiara. Lepszy szczery ateizm lub szczery katolicyzm niż stanie okrakiem pomiędzy nakazami religii a swoim widzimisię.

      Co zaś się tyczy nieślubnego dziecka, to myślę, że ma ono w Polsce identyczne prawa, co "prawowite". Zresztą, dla większości DZISIEJSZYCH młodych kobiet poczęcie nowego życia byłoby czymś niefajnym nawet po ślubie.

      Usuń
    2. czekanie z seksem do ślubu ma sens przede wszystkim wtedy, gdy obie zainteresowane strony mają identyczne zdanie na ten temat... w innym wypadku /czyli różnicy zdań/ jest to przesłanka by przypuszczać, że po ślubie może z tym seksem coś między nimi nie grać, zaś co za tym idzie, stawia to znak zapytania nad sensownością ich ślubnych planów...

      Usuń
    3. Zbyt duża różnica zdań w tej kwestii to przepis na katastrofę.

      Usuń
    4. @pkanalia

      Nic na siłę zgoda. Ale tak samo jak nie można za wszelką cenę zmuszać do szukania, tak samo nie można zmuszać do zrobienia czegoś wbrew sobie. Dla mnie ślub to wyznanie miłości i chęci bycia ze mną naprawdę. Ważne jest dla mnie poczucie bezpieczeństwa a wolny związek je dla mnie wyklucza

      Usuń
    5. @Kira

      co do poglądów na macierzyństwo masz rację, tak dzisiaj tak wiele kobiet na to patrzy. Myślę, że czekania lub nie czekanie jest sensowne gdy zgodne z naszym przekonaniem i wyznawanymi zasadami.

      Usuń
    6. @Eri...
      ale mi właśnie o to chodzi... nie rozmawiamy w tej chwili o tym, kto /Ty, Ja lub ktoś inny/ ma takie czy inne podejście do seksu... nie ma co tego porównywać... mnie o to chodzi, by obie strony miały co najmniej zbliżone stanowiska... gdy są zbyt rozbieżne, to... to kiszka z grochem z tego będzie i tyle... kompatybilność w seksie to coś więcej, niż tylko zgodność gustów, upodobań, temperamentów czy poziomów libido... to przede wszystkim zgodność w temacie ogólniejszym... np. para 100% aseksualna też jest kompatybilna...
      dla mnie ślub to tylko dodatek... dla Ciebie to sprawa bardzo istotna... okay... OBOJE MAMY RACJĘ... bo jednej racji w tym temacie nie ma...

      Usuń
  4. Przeczytałam i zaczęłam się śmieć. Głośno. Tekst jest o mnie :)
    Oprócz znajomych - z którymi miewam kontakt - sporadycznie, niejako okazyjnie, więc nie mogę żadnego z nich nazwać bliskim kumplem. Mam jednego prawdziwego przyjaciela - jest nim mój Mężczyzna.
    W dzieciństwie ojciec twierdził, że jestem "dziwna", "inna", co w ogóle mi nie przeszkadzało. Gdy zaczęłam dorastać ograniczał się do określenia "wariatka" :)
    Lata szkolnej edukacji przechodziłam z etykietką aspołecznej nastolatki, pomimo tego, że ludzie dziwnie do mnie lgnęli - często nazywano mnie swoją przyjaciółką, co przyjmowałam ze spokojnym zdziwieniem. Dla mnie przyjaciel, to ktoś na prawdę wyjątkowy, szastanie tą etykietką w dorosłym życiu zwyczajnie mnie drażni.
    Zawsze żyłam po swojemu, dzisiaj mam ukochanego i przyjaciela w jednej osobie. Od czasów nastoletnich jestem samodzielna finansowo, dzięki własnej kreatywności, odrobinie szczęścia i i zwykłemu zapieprzaniu, gdy tak trzeba było :) Nie mam dzieci, nie chadzam do kościoła, mam psa i kota, mimo mojej bardzo bolesnej niepełnosprawności - nabytej niemal cztery lata temu - opiekuję się regularnie porzucanymi, zaniedbanymi zwierzakami w mojej okolicy - udało mi się włączyć w to panią weterynarz i paru chętnych, wytrwałych młodych ludzi. Owszem, jestem skora do krytyki, jednak nie wyłączam z tego własnej osoby - i nie pozostaję tylko na pustych słowach, gdy widzę, że dzieję się blisko mnie czyste zło. Żyję tak, aby móc spoglądać w lustro bez wstydu.
    Wiesz, co dzisiaj mój ojciec - kiedyś największy mój antagonista - mówi o mnie? "To moja krew" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Twoje zaangażowanie w opiekę nad zwierzętami. Bardzo szanuję takich ludzi.

      Ja również byłam "aspołeczna". A w każdym razie nie włączałam się do żadnych inicjatyw. Nie wiedziałam nawet, jak dotrzeć do ludzi, bo wszelkie imprezy czy dyskoteki odpadały (nie znosiłam ich). Internet okazał się bardzo pomocny... ;)

      Niestety, moi dawni koledzy wykruszyli się; zostały jakieś mizerne kontakty. Wiem jednak, że gdybym chciała się spotkać z kumplem na mieście, to Luby nie czyniłby problemu. :)

      Usuń
  5. Ja też zawsze byłam indywidualistką outsiderem. W szkole średniej też byłam jedyną osoba nieuczęszczającą na religię, chociaż nie nazwałabym się ateistką. Każdy człowiek powinien wybierać swoją drogę i nie oglądać się na innych. Nikt za nas życia nie przeżyję. Są jednak takie osoby, które lubią układać komuś życie wg ich widzimisie zwłaszcza widać to w mniejszych miejscowościach i wsiach.
    A co do kariery zawsze można ją zrobić choćby poprzez prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Ja tak przynajmniej swoją karierę widzę. Zastanawiałaś się kiedyś, aby zająć się zawodowo turystyką? Z tego, co wiem skończyłaś anglistykę, więc język znasz.
    A co do facetów łatwiej się z nimi dogadać niż z kobietą nie są tak wredni i podstępni . I pisze to genderowa feministka hi hi hi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, Ty moja "genderowa feministko", daj już spokój... normalna jesteś babencja, wszystko mająca na swoim miejscu /a mózg przede wszystkim/, normalna z punktu widzenia elity rzecz jasna... a co sobie tam pieprzy większościowa hołota na Twój temat, to jak mawiał kiedyś pewien mój znajomy Czech: "wysrat se na to"...
      buziak :* :D...

      Usuń
    2. pkanalio kochany jesteś . Nie ma nic lepszego na świecie niż prawdziwy mężczyzna Ech gdyby wszyscy tacy byli świat byłby rajem . Może trzeba Cię sklonować tak dla dobra społecznego ;-) Całuję .

      Usuń
    3. @ Julianne

      Ja i turystyka? Za nic w świecie. :)


      @ Oboje

      Ależ sobie gruchacie... :)))

      Usuń
    4. gruchamy, nie gruchamy... może tak, może nie... ale w temacie "seks po lub przed /ewentualnym, bo przecież niekoniecznym/ ślubem" mamy consensus /tak Julianne, dobrze gadam, Skarbie?/... bez tego consensusu /jak już uzgodniliśmy Kiro wcześniej/ niewiele z gruchania wychodzi, co najwyżej katastrofa...

      Usuń
    5. O tak pkanalio zgadzam się całkowicie. Ja niecierpliwa jestem i to bardzo. Nie lubię czekać zwłaszcza na przyjemne rzeczy...Sex zawsze był dobry, no wiecie naprawdę dobry jest dotykanie każdego centymetra męskiego lub kobiecego ciała, uczucie całości drugą osoba poruszanie, naciskanie, pchanie ,pocieranie potem docierasz do tego słodkiego miejsca i …Czy muszę dalej pisać?;-)
      A dla religijnych osób tym bardzie jest on ważny. Sex według bogini Afrodyty ma charakter sakralny, więc obowiązkiem osoby wierzącej jest udawać się jak najczęściej do świątyni rozkoszy …a wszak najważniejsza jest praktyka tylko praktyka. ;-)
      Buziaki skarbie ..

      Usuń
    6. Ech nie mogłam wysłać komentarza i niechcący wysłałam dwa takie same . ...
      Kiro a dlaczego nie turystyka ? Podróże są cudowne ..

      Usuń
    7. @ Julianne

      Nadprogramowy komentarz usunęłam.

      Nietowarzyska introwertyczka, lubiąca spokój domatorka, do tego szybko się męcząca - i podróże? Nie, to nie dla mnie. :)

      Usuń
    8. Ja uwielbiam podróże ,ale żeby zajmować się turystyką trzeba mieć mega kondycję . Może administracja by Ci odpowiadała. ?
      Ja skończyłam studium policealne na kierunku administracja a potem studia politologiczne . Teraz myślę o antropologii kultury (w Polsce to byłby kierunek kulturoznawstwo lub etnologia . Myślałam też o dziennikarstwie lubię pisać oprócz bloga Julianne prowadzę też oficjalne blogi …
      .
      Jeżeli chodzi o pracę to myślę o administracji lub o prowadzeniu własnej działalności gospodarczej –Ja tam wolna dusza jestem . No i zawsze będę pisała …
      Z tym dziennikarstwem to jednak powinnam popracować nad stylem z wyzywali mój styl pisania śmiecie jedne .. jedne … )Ale może i dobrze za wysokie mniemanie miałam co do własnej osoby w tym temacie. Wróg zawsze Ci wytknie błędy . ;-)
      Pozdrawiam Kiro

      Usuń
    9. @Julianne...
      mnie nie musisz TU dalej nic pisać... być może jakiś przypadkowy znajdek chętnie by poczytał i nawet popatrzył... pytanie tylko, czy go stać na zapłacenie za taki show, obawiam się, że nie... a w klubie "u Kiry" ograniczmy się do spokojnego, stonowanego gruchania... tak, Kochanie?...

      Usuń
    10. I zapomniałam dodać jeszcze o moim zamiłowaniu do fotografii . Ech dużo tego jest . Kiro spróbuj ,może idź na kolejne studia lub studium policealne lub też studia podyplomowe . Możesz zabawić się w dziennikarkę -dobrze piszesz lub być tłumaczem . . A co byś chciała robić?

      Usuń
    11. @pkanalia

      Ok już się uspokajam, ale to wszystko wina tych moich piesków, którzy spowodowali, że puściłam wodzę mojej fantazji. I widzisz jak ten konserwatyzm na ludzi wpływa. Zaraz mi się zaświeciła czerwona lampka, która mi zasygnalizowała Uciekaj Julianne, uciekaj, Ech;-)

      Usuń
    12. @Julianne...
      oj tam, oj tam... pieski mus podrażnić, a o uciekaniu zapomnij /co najwyżej pod moje "skrzydło"/... mnie tylko chodziło o to, by migdalić się wirtualnie u Kiry z umiarem, tak kontrolnie tylko, nie po całości... po całości mamy inne opcje...

      Usuń
    13. Ale ja nie o takim uciekaniu mówiłam , mówiłam o uciekaniu przed konserwatyzmem przed tym trzeba uciekać . Ok nie będę się zbytnio miziać . Już jestem grzeczna ;-)Buźki ;-)

      Usuń
    14. @Julianne...
      tylko nie przeginaj z tym "nie mizianem"... jakby nie było, to i tak się wydało, tu już nie ma co się bunkrować z tematem :*

      Usuń
    15. @ Julianne

      Mam parę niemądrych fantazji odnośnie swojej przyszłości, ale wolę o tym na razie nie pisać. Wystarczy, że wymsknęły mi się marzenia o "neowieśniactwie". ;)


      @ Oboje

      Pamiętajcie, że ja tutaj nie oczekuję samych pochwał, tylko szczerości! Żeby to Wasze mizianie nie przełożyło się na nadmierne pochlebstwa w stosunku do mnie. :) Jak już kiedyś wspominała Julianne, mamy odmienne spojrzenie na gospodarkę, gender i inne takie... I myślę, że nie ma absolutnie NICZEGO złego w niezgadzaniu się ze sobą.

      Usuń
    16. spoko Kiruś...
      przecież są tematy w których się nie zgadzamy... np. Marysia lub starsza kwestia "zasady czy człowiek?"... a Ja z moją Lady też nie "kaszlemy równo"... więc no problem... tak?...
      co innego moja sympatia i szacun do Ciebie, co innego różnice poglądów... o tych ostatnich po prostu umiemy rozmawiać...
      nieszczery być umiem, ale wobec nieszczerych...
      więc...
      dajże mi spokój Kumpelo i przestań marudzić :D...
      buziol :*

      Usuń
    17. Uspokoiłeś mnie. :)

      Usuń
    18. @pkanalia
      Tak to jest jak się paple . Jak się paple to się wszystko wypaple . ;-)A mizianie jeszcze nikomu nie zaszkodziło ,ale umiar jest najważniejszy .;-)

      @Kira
      My tak rozluźniamy się po tej naszej krucjacie a raczej pkanalia rozluźnia mnie wszak genderowa wojowniczka musi nabrać sił przed dalszym wojowaniem ...;-)
      Pozdrówki .

      Usuń
    19. @Julianne...
      w sumie, to się wypaplało, że lubimy na "odwrotnego jeźdzca"... ale cóż to za tajemnica?... każdy normalny człowiek to lubi... tylko kołtuny uciekają od tematu i mają tylko /jak pisał Roman Kostrzewski/ "miłosne sny po niemiłosnym dniu"...
      rąbki stringów całuję moim Damom :* :D...

      Usuń
  6. "Wierzyłam – i wierzę! – w równość płci."

    Witaj Kira.
    O "wierze" to dyskutować raczej z definicji się nie da,ale napiszę,co ja myślę o tych bzdetach,bo przypomina mi to słynną maksymę,że powtarzane w nieskończoność brednie staja się prawdą.
    To że jesteś kobietą zaradną,masz własne zdanie i potrafisz je bronić,itp.,itd. nie oznacza że przestajesz być biologicznie kobietą.
    Ja przykładowo,nie mogę sobie wyobrazić w którym miejscu moja pleć jest równa z płcią np.mojej żony.
    Co prawda mówi się o jakiejś trzeciej, bliżej niesprecyzowanej płci,ale o to ciebie nie posądzam.
    Od kiedy kobieta i mężczyzna mają takie same prawa (które mają już od bardzo dawana) to już „samo życie” (czyli wszelkie uwarunkowania społeczne i zależności) ustalają i weryfikują równowagę.
    Mamy kobiety w wojsku,policji,a od niedawna nawet "bacówkę".
    Ale nadal są to kobiety.
    Nie ma równości płci – jest uzupełnianie się.I to jest normalne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, oj tam... "równość płci" to taki skrót myślowy, tylko buraki biorą go dosłownie, interpretując jako dążenie do tego, by /np./ chłopy dzieci rodzili...

      Usuń
    2. Bóg zapłać za dobre słowo,

      Usuń
    3. dramatyzujesz... to słowo nie było centralnie adresowane...
      zaś żeby uniknąć różnych nieporozumień, to sam zamiast "równość" wolę mówić "partnerstwo"...

      Usuń
    4. Ot i problema niet.

      Usuń
    5. Mędrku, PKanalia ma rację, "równość" to rzeczywiście OGROMNY skrót myślowy. Ja jednak ten skrót rozwinęłam, wyjaśniając w paru zdaniach, o co mi chodzi. Z czym się nie zgadzasz?

      Usuń
    6. "Z czym się nie zgadzasz?"

      Ze "skrótami myślowymi",bo u każdego co innego.
      Twoje rozwiniecie rozumiem.Nie wszystkie dziewczyny muszą być "księżniczkami" żeby dalej nie mogły być dziewczynami.
      Ale przykładowo jak się słyszy Środę,np.wczoraj u Lisa,to ten "skrót" wychodzi inaczej.
      Albo gdy się czyta,ze w przedszkolach przebiera się dziewczynki za chłopców i odwrotnie.
      Albo gdy się czyta,że należy chłopcu wyjaśnić,że jego siurek wcale nie świadczy,że jest na pewno chłopcem.
      Albo...albo...albo...
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Drogi Mędrku. Odstaw Internet, bo Ci ewidentnie zaszkodził. Niedługo strach będzie napisać, że kobiety mają prawo do decydowania o liczbie swoich dzieci, bo wyjdzie się na obrońcę prawa do aborcji w każdym miesiącu ciąży.

      Usuń
    8. Dopisek bo przegapiłem.

      Więc zdania nie zmieniam.
      Nie ma równości płci – jest uzupełnianie się,czyli partnerstwo.
      I to jest normalne.

      Usuń
    9. Dopisek do dopisku: równość jest w PRAWIE do działania. Na pewno nie w możliwościach.

      Usuń
    10. Mówi się,że ludzie powinni być równi.I nie ma się przecież na mysli ich identyczności,jednakowego wzrostu,koloru oczu itd.Dlatego też nigdy nie przyszłoby mi do głowy równość między płciami traktowac inaczej niż równość praw,równość wartosci,znaczenia itd.Nigdy przez równośc nie rozumiałam tego,ze dwoje ludzi ma robić wszystko po rowno,tylko (moze AŻ) że oboje mają w tym związku jednakowe prawo do samorealizacji,do czucia się dobrze i do bycia ważnym -i dla siebie,i dla partnera.W jaki sposób to realizują to już zupełnie inna sprawa

      Usuń
    11. "równość jest w PRAWIE do działania."

      Jakie Prawo Ci tego zabrania?

      Usuń
    12. Dopisek.
      Nie da się odstawić internetu.
      Gdzie będę czytał Twoje wpisy?

      Usuń
    13. Nikt mi nie zabrania. Już nie. :) Istnieje jednak coś takiego jak o b y c z a j o w o ś ć . ;)

      Usuń
    14. Przecież ty ją olewasz,więc nadal nie widzę w czym problem?

      Usuń
    15. nie wydaje mi się, by Kira olewała obyczajowość jako taką, neguje jedynie słuszność "jedynej słusznej" obyczajowości /a także moralności/, którą próbuje wszystkim narzucać stado... stado boi się takich ludzi, postrzega ich jako "nieobyczajnych", "niemoralnych", "aspołecznych"... no, i fajnie... mnie na przykład ten żargon bawi, bo wiem, że takie jednostki są bardziej obyczajne, moralne i prospołeczne, niż hołota, która chce ich wstawić w ramki, w których sama się męczy nie potrafiąc sobie stworzyć swoich...

      Usuń
    16. No, ja na pewno prospołeczna nie jestem. :)

      Usuń
    17. @Kira...
      jeśli nie w tkwisz w nieustannym konflikcie /który sama powodujesz/ z sąsiadami, jeśli jesteś /psychicznie/ gotowa, by pomóc mu, gdy mu się pali chałupa /nawet, jeśli wynika to tylko z troski o to, by ogień nie przeniósł się na Twoją/, to znaczy, że jesteś prospołeczna... by być prospołecznym wystarczy jedynie nie szkodzić otoczeniu bez powodu...

      Usuń
    18. Dopytaj Kirę,o jakiej "obyczajowości" pisze.
      Bo nie kupię,że się obawia własnej.
      Ps.
      Na "stado" to także nie wszystkich nabierzesz,
      nie wszyscy łażą po ulicach i wymachując płachtami coś tam wrzeszczą,czegoś tam zadają,sami nie bardzo wiedzą czego,bo każdy co innego.
      W swiecie zwierzęcym stado wie co robi.Więcej może.

      Usuń
    19. Sorki za literówki.

      Usuń
    20. @ Mędrek

      Wie, co robi, jeśli efekty działania są pozytywne. A nie zawsze tak jest. Czasami wygrywają odmieńcy. Zwłaszcza w "stadzie" ludzkim, gdyż ludzie są głupi do bólu. Kiedy słucham gorzkich wyrzekań samotnych kobiet, jacy to mężczyźni są okropni, głupi, samolubni; jak to owe bidulki zmarnowały sobie życie, dokonując niewłaściwego - choć typowego w ich środowisku - wyboru; jak to chętnie cofnęły by czas i zamiast ulegać namowom otoczenia inaczej pokierowały swoim życiem - to bardzo się cieszę ze swojej "inności". Choć nie była ona wystarczająca, by uchronić mnie przed wszystkimi błędami.

      Oczywiście bycie odmieńcem ma też swoje wady. I to paskudne. Ale trudno...

      Literówek nie wybaczam, śmiertelnie się obrażam. :)

      Usuń
    21. OK,bo wychodzi,ze się dogadaliśmy.
      A durnych bab nie słuchaj.Niektórym zwyczajnie chłopa brakuje,to i czasem na mózg szkodzi.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    22. Jak wezmą pierwszego lepszego, to będzie jeszcze gorzej...

      Usuń
    23. Masz rację.Facetom też czasem nieźle odbija.Więc korekta.
      Durne to durne,bez względu na płeć.
      Pozdrawiam.
      Ps.
      Trzymając się wątku tzw."równości płci" to wydaje mi się że jestem czasem za.Tylko ze moja żona tego nie kupuje.Spryciara,wie co bym jej zaproponował.Przychodzą mrozy,to w centralnym trzeba palić......

      Usuń
    24. Ja nie zwalam na chłopaka wszystkich ciężkich prac, a te jedynie, z którymi nie dałabym sobie rady. Opiekujemy się sobą, razem zmagamy z trudnościami. Nie ma miejsca na kręcenie nosem.

      Usuń
    25. "Opiekujemy się sobą, razem zmagamy z trudnościami".

      I o to przecież chodzi.Więc po co te ględzenie o "równości płci'"?
      Nie trzeba było tak od początku?
      Często nie bardzo rozumiem,po co się ludzie męczą wymyślaniem różnych bzdetów,skoro wszystko można po ludzku,w jednym zdaniu zawrzeć.

      Usuń
    26. Opisałam zjawisko występujące wśród moich dawnych koleżanek, dające się zamknąć w neologizmie "księżniczkowanie". I wyjaśniłam, że jestem w opozycji do takich pań i panien. Czego jeszcze nie czaisz?

      Usuń
  7. witam w klubie.Zawsze byłam "osobna" i chodzaca swoimi drogami.Często pod górkę,czasem pod wiatr.Zabawne...znajomi ze szkoły,studiów spodziewali się po mnie spektakularnej kariery,ktorej ja nigdy nie chciałam robić.Wyrazają swoje zdumienie,ze jej nie zrobiłam i..nadal jednak pozostaję w centrum.Mysle,że to dlatego,ze jestem prawdziwa.Że nie wybor naszej drogi o tym decyduje,tylko to,czy ta droga jest naprawdę nasza,że nie jest sciezką wytyczoną przez innych,po której drepczemy bez ochoty.PS. geny przeskoczyły jedno pokolenie i dziś z ogromnym rozbawieniem obserwuję reakcje ,zachowania mojego wnuka-wg mojej matki jest to kopia moich zachowań i reakcji,zresztą-ja sama się w nim odnajduję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle,że ode mnie nikt nigdy nie oczekiwał,bym kształtowała się na wzór i podobieństwo "wszystkich".Tzn nikt ważny a już na pewno nie rodzice.Usiłował,bezskutecznie,pierwszy mąż.Nie skończylo się to dla niego najlepiej :)).obecny jest mądrzejszy i dobrze na tym wychodzi:)

      Usuń
  8. "A jeśli – odpukać! – nasz związek nie przetrwa, nie będę go rozpamiętywać jako porażki. Przeciwnie – zachowam te lata w pamięci jako najpiękniejsze w moim życiu. Nie dołączę do grona rozgoryczonych singielek czy desperatek szukających na gwałt faceta. Marek pozostanie moim przyjacielem, a ja jego przyjaciółką. A przynajmniej taką mam nadzieję."

    Zachcialo mi sie smiac...a co ty wiesz? Masz juz plan jak w razie co sie zachowasz? I jak to bedzie wygladalo ( w razie co. ma sie rozumiec)? Nad wszystkim chcesz zapanowac.
    To jest wlasnie to co nazwalabym "patosem Kiry"
    Daj spokoj. zycie i jego konfiguracje bywaja tak nieprzewidywalne, ue zyczyc to sobei mozesz , ale jak bedzie ( w razie co) to trzeba po prostu przezyc. bo niejedna taka kolezanke dzielna mialam, co potem wsio przybralo inny obrot...i z przyjazni z bylym kupa wyszla:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie masz rację. Życie uczy pokory. Niemniej warto się STARAĆ dorosnąć do własnych ideałów.

      Usuń
  9. "Inna" - dla mnie z tego opisu wynika, że jesteś zupełnie normalna. Jeśli w Waszym związku "Nie ma mowy o (..) trzymaniu drugiej osoby na smyczy" to znaczy, że jesteście raczej konserwatywni. I ja też wolę seks konserwatywny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Twoje poczucie humoru. :)

      Usuń
    2. Dibi jest super... czytałem u "miśka parszywka" na temat Jego misji... ech Dibi... na imię mamy "Legion" i "nas ne dogonyat"... marnu szansu, nie ma sensu się napinać... lepiej napijmy się razem piwa i pogadajmy "o dupach" /do ziela nie namawiam, bo to przecież "narkotyk - ZŁOOOO"/...
      http://youtu.be/bo7mT_ge_lI

      Usuń
    3. Pkanalia
      Na imię mamy legion ,bo jest nas wielu ;-)
      Mogę porozmawiać z Tobą o tych dupach ale nie ominiemy też męskich dup ok ? .... Malibu przyniosę . Może być?
      ...

      Usuń
    4. @Julianne...
      wiesz już Słoneczko, że z Tobą jestem gotów rozmawiać o wszystkim... a Malibu to jedyny akceptowalny przez mój organizm sposób przemycenia doń mleka...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...