06.12.2013

Korekta rzeczywistości


Zastanawiając się nad stosunkiem moich rodziców do mnie samej (oraz niemal każdego, kto żyje/myśli/wypowiada się inaczej, niżby – w ich mniemaniu – należało), doszłam do wniosku, iż cechuje ich nader powszechna przywara: przekonanie, że jeśli ktoś kompromituje się w ich oczach, to kompromituje się również w oczach całego świata. Piszę „powszechna”, gdyż bardzo często natykam się na tego rodzaju przekonania, zwłaszcza w Sieci. Być może stanowią rodzaj psychologicznego mechanizmu obronnego, chroniącego człowieka przed koniecznością zmierzenia się z bliźnim na argumenty. Nic tak nie dowartościowuje pewnych ludzi, jak świadomość zbieżności ich własnych zapatrywań z opinią innych ludzi.

I możecie mi wierzyć lub nie, ale tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czy jesteśmy w większości czy w mniejszości. Żadnego! Ileż to razy słyszałam lub czytałam teksty, że ktoś się kompletnie ośmiesza, kompromituje, poniża, że wszyscy się z niego śmieją, uważają za durnia, obmawiają za plecami – pomimo iż szyderca nie miał w gruncie rzeczy bladego pojęcia, jak opluwana przezeń osoba wypada w oczach innych.

Skutki takiego postępowania? Zajebiście dobre samopoczucie. Trwające tym dłużej, im bardziej jesteśmy ograniczeni. Albowiem to właśnie od naszych predyspozycji intelektualnych zależy, jak szybko się zorientujemy, że o nas również mówi się bardzo, bardzo źle. Że i my jesteśmy osądzani, wyśmiewani, odrzucani. Że nasza inteligencja, a raczej jej brak, jest obiektem czyichś kpin, a dzięki poglądom zyskaliśmy łatkę oszołoma, debila czy ostatniego ćwoka.

A jak już się dowiemy? Nic się zmienia. Czujemy się tylko urażeni, skrzywdzeni. I szybko włącza się kolejny mechanizm obronny: głębokie przeświadczenie, iż nasi krytykanci to zaledwie garstka kretynów, zaś tych, którzy nas szanują, jest o wiele więcej. Wszak każdy mający choć trochę oleju w głowie pobratymiec prędzej czy później zachwyci się naszą inteligencją, bystrością umysłu, dowcipem i wyznawaną filozofią życiową. I tak oto domyka się odwieczny schemat myślenia: mądrzy ludzie są szanowani; szanowani ludzie muszą być mądrzy.

A że jest to wierutne kłamstwo? Tym gorzej dla prawdy.

28 komentarzy:

  1. Bradzo ( i teraz probuje znalezc wlasciwe okreslenie, aby nie przegiac) madrze to opisalas. tak niestety ow mechanizm dziala. Bo.... jestesmy zaprogranowani na dazenie do przyjemnosci, a nic tak nie poprawia samopoczucia jak miedzy innymi dobre mniemanie o sobie, swoich pogladach, wlasnym miejscu w swiecie. Trzeba ow swiat urzadzic tak ( uluda) abysmy czuli sie w nim ok. Oceniamy, dobieramy sobie ludzi do naszego swiatka, zle czujemy sie w towarzystwie tych, mtorzy psuja nam obraz nas samych, burza nasze poglady, wprowadzajac nas przez to w niemile odczucia i uczcuia- dazymy wtedy do stanu jakiejs psychicznej rownowagi, czyli do stanu dobrego mniemania o sobie i z reguly eliminuje sie ze srodowiska osoby psujace nam nasz swiatek.
    Po czasie nie mamy z nimi wspolnego jezyka. dazymy do realizacji swojego wnetrza- programu siedzacego w nas. Ateisci nie otocza sie na codzien wierzacymi, bo to byloby za trudne. nie dasz rady zyc z czlowiekiem o bardzo odmiennych pogladach niz Twoje. I kazdy to robi- broni swojego swiatka, swoich pogladow, swojego gruntu pod nogami, chce miec dobre samopoczucie. A kazdy kto mu to psuje to ....opisalas sama:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wielu słabszych psychicznie ludzi daje wiarę obelżywym opiniom takich zadufanych w sobie ślepców.

      Usuń
    2. Wszyscy jestesmy troche takimi zadufanymi w sobie slepcami. Troche mnie niepokoi, ze rodzicow na odstrzal wystawiasz. Czasami trzeba poszukac czy samemu jest sie w porzadku wobec swiata.... i podac jako przyklad nakrecajace Ciebie mysli, kiedy uwazasz, ze ktos sie kompromituje. Bo ja mysle czasami, ze :" kurcze ale gafe ten ktos strzelil, ale kompromitacja" Dobra tylko jak wszystko inne szybko cos takiego zapominam... A moje kompromitacje? A czy ja w ogole cos takiego robie? Nie moze byc!

      Usuń
    3. Nie jestem w porządku "wobec świata". I nie zamierzam być. :) Ważne, bym była w porządku wobec porządnych ludzi. ;) (Porządnych w moim mniemaniu. ;))

      O rodzicach wspomniałam tylko na początku.

      Usuń
  2. Masz chyba rację z tym mechanizmem a to mi uświadamia,jak "dobrą walizkę na drogę " zapakowali mi rodzice.Nauczyli mnie bowiem swojego zdania,trwania przy nim i świadomości,że jeżeli ktoś mnie krytykuje,odrzuca,neguje to mam się temu przyjrzeć,przefiltrować przez rozum i własne zasady ,zastanowić się,czy nie ma w tym jakiejś racji i postępować zgodnie z wnioskami.Nauczyli mnie tego,ze aprobata ze strony każdego jest zbędna i wręcz zastanawiająca/niebezpieczna ,bo świadczy o tym,że jest się człowiekiem bez osobowości.Nauczyli mnie tego,ze dezaprobata,wrogość ze strony niektórych moze być wręcz komplementem-ta opcja oczywiscie występuje raczej w ekstremalnych przypadkach,ale warto i o niej pamiętac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wierzę w słuszność (lub niesłuszność) czyjejkolwiek opinii. Zawsze czekam na argumenty. Jeśli ktoś ich nie ma, to choćby popierała go cała ludzkość, dla mnie jest nikim.

      Usuń
  3. Witaj Kira.
    Rodziców należy słuchać.Oni chcą dla ciebie jak najlepiej,bo kochają swoją córeczkę.Kiedyś to zrozumiesz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Mędrku, rodzice faktycznie mnie kochają (nie każde dziecko ma tyle szczęścia, co ja), ale co to ma do rzeczy? Czy to oznacza, że są ode mnie mądrzejsi? Niestety nie. Należy im się opieka na starość, ale nie posłuszeństwo. Im starsza jestem, tym więcej ich wad i błędów dostrzegam. A kiedy jeszcze matka zaczęła mnie obrażać, wypominając mi egoizm i głupotę, bo nie chciałam urodzić jej wnuka, musiałam ją nawet "spacyfikować" paroma ostrymi słowami.

      Jako osoba lękająca się samodzielnego myślenia wolisz, by to inni decydowali o Twoim życiu. Wyobraź sobie, że nie każdy tak ma. Mądrzy ludzie szybko przestają słuchać rodziców, księży czy nauczycieli i wyrabiają sobie własne opinie. Oczywiście Ty, Twoje dzieci i Twoje wnuki możecie grzecznie pytać o wszystko "starszych i mądrzejszych". Wasza sprawa.

      Jeśli czegoś żałuję, to właśnie tego, że zbyt często słuchałam innych. Na szczęście potrafiłam też właściwie osądzić dorosłych i skutecznie oprzeć się ich bełkotowi. Od niemal dwóch dekad walczę o swoją wolność. Frajerzy, którzy bezmyślnie oddali ją innym (słuchając zawsze "autorytetów"), budzą we mnie najgłębszą litość. Ale cóż, mięso armatnie zawsze się przyda...

      Usuń
    2. mędrek - słuchać należy siebie samego - to ważna i coraz częściej zapominana umiejętność. Dlatego tyle "armatniego mięsa" na świecie.

      Usuń
  4. zadufany w sobie głupek liczy się tylko z opiniami pochlebców, człowiek na poziomie ma inne kryteria doboru ludzi, których zdania warto posłuchać...
    natomiast błędem jest zakładać, że inni są tak w stosunku do nas życzliwi, jak my do nich... owszem, tak się zdarza, ale nie zawsze...
    są ludzie, którzy nazywając mnie np. idiotą robią to dla mojego dobra, ale większość robi to dla siebie, by wzmocnić w sobie iluzję, że sami idiotami nie są...
    pozdrawiać :D...

    OdpowiedzUsuń
  5. Rodziców należy słuchać do momentu, w którym ich zdanie i pomysł na życie córeczki nie stoi w rażącej sprzeczności z wewnętrznym i świadomym przekonaniem córeczki co do własnych możliwości i własnej drogi życiowej. W tej materii w dobrej wierze, można wiele złego uczynić. Generalnie ;) dobrze byłoby słuchać się rodziców i jeszcze lepiej, gdyby z tego posłuszeństwa obie strony czerpały jednakową korzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzysta córcia,bo rodzice mają większe doświadczenie.
      Korzystają rodzice,bo mają satysfakcje,że córcia im się udała.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. @ Wnuczek

      Tylko idioci słuchają się rodziców. Większość rodziców kocha swoje dzieci, ale bardzo niewielu jest na tyle mądrych, żeby się odpieprzyć od dorosłego potomstwa i dać mu żyć po swojemu. Nieraz wypominałam ojcu i matce, że się za bardzo wtrącali i czepiali. Zbierają dzisiaj gorzkie owoce swojej nadmiernej opiekuńczości.


      @ Mędrek

      Doświadczenie szybko się dezaktualizuje. A co do opinii, to one NIGDY nie były ani słuszne, ani niesłuszne - gdyż zawsze są subiektywne. Dlatego kiedy rodzice uważają, że gadam bzdury, to czekam na argumenty popierające ich stanowisko. Bez tego nie ma rozmowy. Ani szacunku.

      Usuń
    3. Nie przeceniałabym owego doświadczenia,bowiem poziom intelektualny i zdolność wyciągania wniosków to nie jest to,co rodzice zawsze mają (zważywszy na ogolny poziom społeczeństwa),ale dobrze jest,gdy dziecko przynajmniej do okresu dorastania może traktować rodziców jako autorytet.Potem jednak powinno myśleć.
      Mówię to z pozycji matki,ktora bywa z powrotem w wielu sprawach autorytetem,ale nie stało się to automatycznie,mamy za sobą całkiem burzliwy okres buntu,szukania własnych dróg itd.Tym bardziej to sobie cenię,że wynika to z rozumu,nie ze slepego posłuszeństwa/naśladownictwa/aksjomatu.

      Usuń
    4. Tak więc-jestem /bywam autorytetem nie dlatego,ze jestem starsza,że jestem matką,że zyje dłużej tylko dlatego,że na to zasłużyłam z powodu swoich cech/działań itd.To wg mnie jedyna droga

      Usuń
    5. @ AnodaKatoda

      Tak to już jest, że niektórzy uczeni są od pokoleń samodzielnego myślenia, a inni - ślepego posłuszeństwa. Zbyt wiele wymagać nie można...

      Usuń
    6. Kiro -napisalas ,ze tylko idioci słuchają się rodziców.W pierwszym momencie się żachnęłam,bo jeżeli rodzice mądrzy to niby czemu nie...Ale pomyślałam-liczenie się z ich zdaniem,oparte na wiedzy wynikającej z lat doświadczeń,że to madrzy ludzie(bo i tacy bywają) to jednak nie to samo,co "słuchanie się".Liczenie się to zwracanie uwagi,korzystanie z ich mądrości i wyciąganie tego,co dla nas w naszym mniemaniu jest korzystne.Sluchanie się to jednak bezrefleksyjna,slepa wiara,na której można się przejechać

      Usuń
    7. Ano właśnie, dla mnie "słuchanie SIĘ" to coś zupełnie innego niż "wysłuchanie". Cieszę się, że mnie zrozumiałaś, zwłaszcza iż nierzadko moje wypowiedzi mogą się wydawać - jak zauważyłam - dość enigmatyczne. ;)

      Usuń
  6. "Zbierają dzisiaj gorzkie owoce swojej nadmiernej opiekuńczości."

    Moje uwagi były raczej natury ogólnej,co oczywiste,ponieważ nie znam ciebie,ani twoich rodziców.
    Ty ich znasz lepiej,więc skoro tak uważasz,to nie będę się z tobą sprzeczał....
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardziej rzucałam ogólnikami niż odnosiłam się do moich rodziców. Tak się zresztą składa, że często słucham ich rad, zasięgam opinii, etc. Ale nie ma mowy o "słuchaniu się".

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy zakładamy maski uformowane przez innych, często wydaje nam się, że jesteśmy dobrymi aktorami. Niestety, jest tylko "cienka, czerwona linia" między graczem i kukłą, będącą odbiciem cudzych pragnień w popękanym lustrze. Doświadczył tego pewien inteligentny facet, lubiący jednak błyszczeć w towarzystwie pod żadnym względem nie dorastającym mu do pięt - gdy raczył się zbuntować przeciwko przylepianiu wszystkim i sobie samemu prymitywnej gęby, szybko spotkał się ze zdziwieniem, oschłością i próbami sprowadzania do pionu. Kiedy wejdziesz między wrony, łatwo jest zacząć krakać, trudniej śpiewać jak słowik...
    "Nie idźcie tą drogą"- chciałoby się zacytować klasyka;)
    Spostrzeżenie z pierwszego akapitu trafne, ale przyczyną takiego działania rodziców może być głęboka, nieusuwalna więź z dzieckiem, nakazująca chronienie go przed światem zewnętrznym w określonych sytuacjach, niekoniecznie próba narzucania swojej woli.
    Inaczej sprawa ma się z... patrz pierwsze akapity;)
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy zatem unikać stada wron i trzymać się słowików. ;)

      Moi rodzice mają taki stosunek do PRAWIE KAŻDEGO, kto się z nimi DRASTYCZNIE nie zgadza na któryś z tzw. kontrowersyjnych tematów (znalazłoby się też parę niekontrowersyjnych ;)).

      Usuń
    2. Kiro-to jest postawa znamienitej większości ludzi.Moi rodzice byli inni i to miało tez swoje wady,uwierz mi-mianowicie rosłam w błędnym przekonaniu,że wszyscy tacy są,ze z każdym można się dogadać,że każdy,o ile nie będzie mu się naruszać jego istotnych interesów,rowniez i mnie da spokój.Ekstremalnym przykładem-acz zdecydowanie humorystycznym-takiej postawy była moja,skądinąd inteligentna i świetny fachowiec ,koleżanka z pracy-kiedyś nie odzywala się do reszty (żeńskiej ) zespołu z powodu tego,że .....nie gotujemy zup na zasmażkach i ze śmietaną ,bo "tylko tak jest prawidłowo".Autentyk.

      Usuń
    3. Ależ ja wiem, że taka jest większość ludzi! I to mnie właśnie smuci. Nie rozumiem tego. Ale... czy przypadkiem ja sama taka nie jestem? Może kiedyś odkryję w sobie potwora... :(

      Przykład z koleżanką wydaje się zabawny, ale i mocno niepokojący. Jak się skończyła ta cała historia?

      Kiedy byłam młodsza, rodzice wydawali mi się kwintesencją tolerancji i otwartości na innych; poza tym mój ojciec to człowiek wykształcony, powiedziałabym wręcz - uczony. W porównaniu z wieloma ludźmi w ich wieku nadal są w zdecydowanej czołówce, jeśli chodzi o akceptację odmienności czy swobodnego stylu życia (np. konkubinatu). Niestety, o pewnych (!!!) sprawach lepiej z nimi nie dyskutować. Bo potem boli...

      A nie bolałoby, gdybym ich tak bardzo nie kochała. Może się jeszcze od nich emocjonalnie nie odcięłam?

      Tak poza tym, to oni też mnie bardzo kochają. Za bardzo! :)

      Usuń
  9. Poruszyłaś problem sposobów rozwiązywania dysonansu poznawczego. Jednostka odbiera sprzeczne elementy poznawcze, co wywołuje stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego. Na przykład rodzic dowiaduje się, że córka ma inne zdanie w jakiejś sprawie. Racjonalnym sposobem rozwiązania byłaby uczciwa, otwarta rozmowa, dyskusja, znalezienie wspólnego rozwiązania. Niestety wiele osób w sytuacji dysonansu poznawczego uruchamia mechanizmy obronne. W podanym przykładzie rodzic stwierdza a priori, że pogląd córki jest niezgodny z ogólnie obowiązującymi zasadami i wiedzą, jest więc bez sensu, co rozwiązuje dysonans poznawczy.
    Napisałem - "wiele osób" stosuje mechanizmy obronne, z moich doświadczeń wynika, że zdecydowana większość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ładnie to opisałeś.

      Usuń
    2. Wszyscy jakies stosujemy, bo dysonans poznawczy to nie jedyny mechanizm obronny czlowieka. Tego nie robi wiekszosc to robi 99,99999999.....% ludzkosci. Widzimy u innych ich mechanizmy na swoje przymykamy oko.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...