15.12.2013

Wydmuszki


Powtórzę to, co wielu mądrzejszych ode mnie pisze od dawien dawna: Proszę państwa, nie jest dobrze! Świat ogarnęła epidemia pustoty, bylejakości i trywialności. I to piszę ja, osoba o niespecjalnie wyrafinowanym guście! Entuzjastka horrorów, erotyki i niespecjalnie wybrednego humoru. :)

Jednym z objawów powszechnej banalizacji jest – ot, chociażby – spadek wartości Słowa.

Bóg-honor-ojczyzna. Wiara. Tradycja. Polska.

Miłość. Kocham cię. I nie opuszczę cię aż do...

Szacunek. Tolerancja. Prawa człowieka.

Tak, to wszystko tylko słowa. Słowa, słowa, słowa. Bez jakiegokolwiek pokrycia. Spłycone, wyświechtane, zeszmacone. Odmieniane przez wszystkie przypadki, wpychane w każdy kontekst, klepane równie żarliwie, co bezmyślnie. Czego dowodem jest choćby blogosfera: czcze deklaracje, śmieszne powarkiwania, puste obietnice, głupawe czułostki. Nie lubię tego. Nie lubię i już! Słowo powinno mieć znaczenie. Dlatego rzadko składam przyrzeczenia, oświadczenia czy życzenia. Wystarczy, że inni pieprzą, ile wlezie, wycierając sobie buzie wielkimi wyrazami, rzucając groźby bez pokrycia czy zapewniając o swojej dozgonnej miłości, przyjaźni, wierności... Pewnie nawet w to wierzą. Szkoda jednak, że na słowach najczęściej się kończy.

Szukając winnego tego stanu rzeczy, kieruję oczy ku popkulturze. Przesiąknięta prostactwem i niedorzecznością, może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem wszechobecnego zidiocenia. Na co stawiacie? A może jest to już błędne koło, którego nie sposób rozerwać? Kiedyś to się zaczęło – ale kiedy, jak, dlaczego? Kto zapoczątkował to szaleństwo pustactwa, tę orgię banalności? Jezu, a może wszyscy jesteśmy już zainfekowani?!

Spójrzmy na ofertę kin i telewizji. To, co serwuje widzowi współczesny przemysł filmowy, woła o... nie, nie o pomstę do nieba – co najwyżej o rolkę papieru toaletowego. Mam na myśli tzw. blockbustery. Przebolałabym jeszcze, że w każdym z nich fabuła jest bardziej schematyczna niż w bajce dla trzylatka, dobrzy bohaterowie są zawsze biali i hetero, lecz przyjaźnią się z homo i czarnymi, a ci źli mają pryszcze, popsute zęby oraz ultrakonserwatywne poglądy; przymknęłabym oko na banalność treści tudzież śmieszność formy (widziałam chyba za dużo cyfrowych potworów, wybuchów, kataklizmów); przełknęłabym nawet ten słynny – jak to go określa z przekąsem mój Luby – „amerykański patos”. Ale tego, że te wszystkie wychwalane pod niebiosa hiciory są podobne do siebie niczym jedna psia kupa do drugiej, zdzierżyć nie mogę!

Ach, jakżeż się zachwycano „Prometeuszem”, „Atlasem chmur”, „Władcą pierścieni”! To miały wszak być arcydzieła! Doszukiwano się drugiego dna, zachwycano rzekomą głębią ukrytych podtekstów. Tymczasem są to po prostu urocze bajeczki dla dorosłych, podlane tanią egzaltacją i pseudofilozoficznym bełkotem. (Jeśli obejrzycie ten zwiastun, to w zasadzie obejrzeliście cały film.)

O takich obrazach jak „Iron man”, „Spiderman”, „Batman”, „Avengers”, „Sherlock Holmes” nie ma nawet co wspominać. Różnią się od siebie tylko zaawansowaniem efektów specjalnych tudzież poziomem brutalności. Ostatnio byłam na „Thorze 2”. Wychodząc z sali kinowej zachodziłam w głowę, o czym toto właściwie było. Ktoś kogoś goni, ktoś kogoś zdradza, zabija nawet – a mnie to wisi i powiewa. W pamięci ostała mi się jeno całkiem udana kreacja Toma Hiddlestona (cudowne przeciwieństwo głównego bohatera – poczciwego blondwłosego mięśniaka), ratująca film przed osunięciem się w kompletną sztampę.

Ale czyja to wina? Czy nie tych przypadkiem, którzy na takie filmy chodzą i tym samym przynoszą zysk ich twórcom? W takim razie i ja powinnam się wstydzić. Przede mną – a raczej przed nami, bo z pewnością wybierze się i Luby, i mama – najnowsza część „Hobbita”. Czemu? Bo to klasyka. Przemiłe wspomnienie emocji z dzieciństwa, tyle, że skrystalizowane w wizji Petera Jacksona. Przyznam, iż nie takiej znowu najgorszej. Ba, wizualnie wręcz cudownej.




No właśnie – wizualnie...

Ech! Czegóż ja właściwie chcę? – zapytuję samą siebie.

I zaraz sobie odpowiadam: Ducha! Film musi mieć duszę!

A o to ostatnimi czasy bardzo ciężko...

42 komentarze:

  1. Skomentowałem, ale "zabrało" posta. Nie wiem co robisz, że po pokazaniu się w moim RSSie (tak, niektórzy ciągle tego używają) - zwykle z "roboczym" tytułem w rodzaju 'Z', zwykle post jest nie do odczytania i muszę wchodzić przez główną stronę. Ale nawet wtedy może być zonk tak jak dzisiaj. Wychodzi mi, że zamiast edytować wersję roboczą posta publikujesz ją, a potem usuwasz i publikujesz na nowo. Dziwne...

    Pozdrawiam, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. :)

      Usuń
    2. Bo nie wszystko da się zobaczyć na tzw. podglądzie.

      Usuń
  2. Dobra, to teraz napiszę to, co mi "zjadło" :)

    Więc byłem na Hobbicie w piątek i muszę powiedzieć, że był lepszy od poprzedniej części. Ale to może dlatego, że nie miałem już zbyt wysokich oczekiwań. Już dawno przestałem w kinie zwracać uwagę na grę aktorów czy emocjonalne tło fabuły. Wątpię, by Hobbit cz. II został zapamiętany w historii kina za co innego niż bycie pierwszą porządną ekranizację bądź co bądź kultowej książki oraz za pierwsze użycie technologii HDR. Może jeszcze za soundtrack, bo płytę z muzyką Howarda Shore'a i świetnym akustycznym "I see fire" Eda Sheerana na pewno kupię.

    Tak w ogóle zrobiłem przy okazji rachunek kinowego sumienia za 2013 i wyszło mi, że muszę poszukać tytułów w internecie, bo żadnego (z wyjątkiem Hunger Games, które pewnie też szybko zapomnę) nie pamiętałem już dzisiaj. Natomiast zapamiętałem zakończenie Breaking Bad, kolejny krwawy sezon Game of Thrones oraz mroczy House of Cards. Tak, współczesnego kina dziś należy szukać w telewizji.

    Pozdrawiam, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam "House of Cards", lecz nie tę najnowszą, a starą wersję - z Ianem Richardsonem. To po prostu genialna produkcja z genialnie narysowanym - i zagranym! - protagonistą. Dalsze części ("To play the King" i "The Final Cut") również trzymają poziom. Aczkolwiek zakończenie średnio mi się podobało. Za to remake'u ze Spacey'm nie widziałam.

      Parę lat temu kupiłam sobie książkę Michaela Dobbsa, na podstawie której powstał ten miniserial, ale pewnie jeszcze długo jej nie przeczytam. ;)

      "Gra o tron" odrzuciła mnie od razu. Nudy! Sztampa! Kalka!

      Obejrzałam za to kolejną odsłonę walk żywych z umarlakami ("The walking dead"), choć nie bez wrażenia, że - podobnie jak w przypadku "Spartakusa" - serial traci fason.

      Musiałam sprawdzić termin "HDR". No tak, przeciętny widz nie ma pojęcia, ile się trzeba nad takim filmem namęczyć... ;)

      Usuń
    2. Miałem na myśli HFR od high-frame rate. Eh, zboczenie fotograficzne, sorry.

      Usuń
    3. Jezus Maria! Właśnie sprawdziłam, co to jest HFR. Efekt teatralny... :( Mieliśmy kiedyś telewizor, na którym można było oglądać filmy w tej "technice". BEZNADZIEJNE!!!

      Usuń
    4. "W kwietniu Jackson pokazał kilka minut filmu "Hobbit: Niezwykla podróż" podczas targów CinemaCon w Las Vegas. Film wyświetlano w 48 klatkach na sekundę. Reakcje widzów były mieszane, ale przeważały głosy krytyczne. Często bardzo ostre. Jedni nazywali efekt operą mydlaną inni porównywali go do nagrań z tanich, amatorskich kamer. I wszyscy mogli mieć rację. Ten efekt jest bardzo trudny do opisania słowami. Jeśli mieliście kiedyś okazję obejrzeć coś na telewizorze z funkcjami zwielokrotnienia klatek, to wiecie o co chodzi. Jeśli nie, to wyobraźcie sobie połączenie monumentalnych scen bitewnych trylogii Władcy Pierścieni, z charakterystycznym stylem nagrania znanym z Teatru Telewizji. Nadmierna płynność obrazu jest w kinie nienaturalna i sprawia, że nawet najdroższe kostiumy i scenografie wydają się tanie. Niemniej zalety są. I to spore. Więcej klatek, to większa płynność, a więc o wiele lepszy obraz 3D. Bez nieprzyjemnego efektu "rwania" obrazu przy ruchach kamery w pionie i poziomie."

      http://technologie.gazeta.pl/internet/1,113842,12307129,Wiecej_Hobbita__mniej_klatek.html

      Usuń
    5. Właśnie tak. W szybkich scenach wygląda to rzeczywiście jak teatr telewizji. Tu muszę zaznaczyć, że jestem wielkim 3D-sceptykiem i zwykle wybieram filmy w wersji 2D. Ale kiedy tylko zobaczyłem trailer Hobbita 2 w 3D wiedziałem, że ten akurat film muszę zobaczyć w 3D.
      Jeszcze jedno - w filmie jest scena, która będzie materiałem na wiele przeróbek podobnych do Froda w łóżku w Powrocie króla. Ciekaw jestem czy w Polsce też ludzie będą się zaśmiewać do rozpuku, mimo "powagi" sytuacji.

      Usuń
  3. Hollywood zdążyło już wypluć z siebie i kilkakrotnie przeprawić te same, stare pomysły, popadając w coraz większy artystyczny kanibalizm. /Piszę o Hollywood, bo produkcje tej wytwórni dominują liczbowo na ekranach kin/. Po etapie zabawy konwencjami i mieszania różnych stylów twórczym impotentom pozostało jedynie opowiadanie infantylnych bajek - najlepiej takich, które są w stanie wciągnąć dorosłych i bogatą oprawą wizualną odwrócić uwagę od nędzy przekazu. Nawet niezbyt lubiany przeze mnie Kałużyński za życia prorokował: "Kino nie potrzebuje wolności, ono potrzebuje treści." Trudno nie odnieść wrażenia, że to nie wolności czy ducha, ale właśnie treści najbardziej brak w tyleż perfekcyjnie zrealizowanych, co sprasowanych intelektualnie, popkulturowych wytworach tzw. fabryki snów, przy czym fabryka od dziesięcioleci nie produkuje już snów, tylko głupkowate projekcje marzeń dziesięciolatków (no, najwyżej trzynastolatków) lub ociekające wyprutymi flakami, wulgaryzmami i dosadnością strachy na Amerykany, zaspokajające gusta wiecznie sfrustrowanego, idealnie bezrefleksyjnego konsumenta.
    Generalnie publiczność wybiera jednak te filmy, które są... reklamowane, niezależnie od ich poziomu artystycznego. Świadczy o tym duża popularność co najmniej kilku dziełek zbyt trudnych w odbiorze (ewentualnie zbyt nieoczywistych, albo estetycznie nieprzystosowanych) dla przeciętnego zjadacza popcornu. Nie ukrywam, że miałem trochę złośliwej zabawy patrząc na męczarnie tych wielbicieli masówek, którzy uwierzyli w siłę reklamy i wybrali się np. na film Michaela Haneke;)

    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chodzi mi o to, aby język giętki
      powiedział wszystko, co pomyśli głowa..."

      Dziękuję za Twój komentarz, Antydogmatyku. Teraz widzę, jak bardzo ograniczony jest mój zasób słów. Opisałeś moje własne odczucia lepiej, niźli ja bym to mogła zrobić.

      By tchnąć w film ducha, trzeba wypełnić go treścią. Wszak to właśnie piękna, lecz pusta forma jest odpowiednikiem martwego, pozbawionego duszy ciała.

      Tak, to prawda, ludzie idą na to, co się im poleca. W tym i ja...

      Usuń
  4. Witaj Kira.
    O gustach ,w tym także filmowych,dyskutować nie będę.

    O wszechobecnej degrengoladzie,owszem.

    "Kto zapoczątkował to szaleństwo pustactwa, tę orgię banalności? Jezu, a może wszyscy jesteśmy już zainfekowani?!"

    W dużej mierze przyczynili się do tego komuniści.A konkretnie sowieccy bolszewicy.Ale mogę cię pocieszyć.Nie wszyscy jesteśmy zainfekowani.
    Konkrety:

    Bóg-Honor-Ojczyzna. Wiara. Tradycja. Polska.....Tak.

    Miłość. Kocham cię i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.Tak.

    Szacunek. Tolerancja. Prawa człowieka.Tak.

    Dla ciebie to tylko słowa.Dla mnie nie.
    Nie jest dobrze!
    Świat ogarnęła epidemia pustoty, bylejakości skoro to tylko dla niektórych słowa.
    Pozdrawiam.
    Ps.
    "Czego dowodem jest choćby blogosfera"
    To niczego nie dowodzi.Jest jeszcze świat realny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Mędrku, obawiam się, że blogosfera jest wiernym odbiciem tego, co NAPRAWDĘ myślą ludzie. To właśnie w Necie otwierają się, złudzeni pozorną anonimowością.

      Dla mnie słowo "miłość" czy zwrot "Kocham Cię" mają olbrzymią wagę. Dlatego staram się ich nie nadużywać (wyjątkiem jest mój Ukochany, z którym z roku na rok czuję się coraz bardziej związana ;)).

      Usuń
    2. Obawiam się,ze nie tylko komuniści,aczkolwiek oczywiscie,oni też,jak najbardziej.Jednak papka komercyjna ,siekanina gangsterska itd skąd przyszła ? Celebryci ? pustota,wydmuszki ?

      Usuń
    3. Powolny, mozolny proces ogłupiania.

      I chyba nie ma już w zachodnim świecie ani jednej jednostki, która by mu w jakimś stopniu nie uległa...

      Usuń
    4. "obawiam się, że blogosfera jest wiernym odbiciem tego, co NAPRAWDĘ myślą ludzie."

      Może jakimś "odbiciem',zgoda,ale wiernym?
      Moim zdaniem zbyt długie przebywanie w blogosferze szkodzi.
      Można przenosić pewne zachowania do świata realnego.
      A to jest już bardzo niebezpieczne i są na to wystarczające dowody.
      Pozdrawiam.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. "Jednak papka komercyjna ,siekanina gangsterska itd...... skąd przyszła ?

      Dodać można jeszcze wszechobecna korupcja,relatywizm moralny...itd.,itp.

      Po roku 1945 z bolszewickiego Sowieckiego Sojuza.
      Wyhodowano homo sovieticusa,który łyka bezrefleksyjnie każde dziadowskie badziewie.

      Usuń
    6. "Moim zdaniem zbyt długie przebywanie w blogosferze szkodzi."

      Zgadzam się z tym. Pewna pani, którą Ty osobiście lubisz, a którą ja uważam za zidiociałą, wulgarną przekupkę, zdecydowanie przedawkowała wirtual. Ostatnio zaczęła mi grozić, że jeśli nadal będę o niej pisać, to... i tu padło parę dość enigmatycznych zwrotów sugerujących, że pożałuję. :) Dwie możliwości: albo jest modelowym przykładem niesłownej gówniary, albo stukniętą wariatką, gotową zaangażować się w walkę z "wirtualnym bytem".


      "Wyhodowano homo sovieticusa,który łyka bezrefleksyjnie każde dziadowskie badziewie."

      A kiedy ludzie nie łykali? Propaganda prawicy czy lewicy, Kościoła czy Niesioła - większość nie ma czasu na analizowanie, czy "autorytety" mówią prawdę czy nie. Ludzie chcą przeżyć. Żyć. Bawić się. Przeciętny mieszkaniec globu śmiałby się z naszych dylematów.

      Usuń
    7. Kobiety,droga Kira w większości bardzo często źle mówią,piszą o innych kobietach.
      Prawica czy lewica to pojęcia abstrakcyjne i dla każdego co innego znaczy.
      Ja mam na myśli wartości uniwersalne,w które,mam tego świadomość,ty nie wierzysz.
      Ale bez obrazy,na Kirze świat się nie kończy.
      Pozdrawiam

      Usuń
    8. W uniwersalne wierzę. W obiektywne - nie bardzo.

      Mam nadzieję, że nie jestem dla innych całym światem. ;)

      Usuń
    9. @Kira: Ubilas mnie swoja ontologia... . Jak zwykle potrafisz zaintrygowac ;) Jesli moglabys mi wyjasnic fenomen nieobiektywnego istnienia wartosci uniwersalnych... .

      Usuń
    10. Wartości, które wszyscy uznajemy. Choć teoretycznie można je podważyć.

      Usuń
    11. Jesli chodzi zas o ogolne oglupienie... . Czlowiek jest wytworca i nosnikiem wartosci. Czesc (niewykluczone, ze wieksza) oczywiscie sie podda ogolnym trendom a tylko niektorym starczy odwagi aby isc konsekwentnie swoja droga. Nihil novum sub sole!

      Kolejne cywilizacje przechodzily przez okres pustych form wypranych wrecz z tresci (po czym nastepowala jakas forma resetu systemu). Nawet oglupienie ma swoje granice i ludzie zapragna wrocic do normalnosci...!!

      Usuń
    12. TO jest normalność...

      Usuń
    13. Podwaza obiektywnosc istnienia czegokolwiek fenomenologia, borykajac sie nieustannie z problemem zdefiniowania tego co jednak sie ludziom w niepokojaco podobny sposob jawi (czyli tzw. obiekywnie istniejace przedmioty)...

      Usuń
    14. Nie ucieknę od zmysłów. Ale świat idei to co innego...

      Usuń
  5. rzeczywiście jest tak, jak piszesz, zdarza mi się odpalić telepudło, oglądam film do pierwszych reklam, potem zajmuję się czymś innym /ze spaniem włącznie/, bo wiem, co będzie dalej... jedyne, co mnie może zainteresować, to udział dobrego aktora lub fajnej laski /zresztą co do tych lasek, to też słaba motywacja, bo jest ich na pęczki, wystarczy przełączyć na kanał z popowymi teledyskami/, czasem jeszcze muzyka jest w stanie zatrzymać mnie przy ekranie...
    ...
    tak w ogóle, to myślę, że zmieniła się definicja określenia "dobry film"... chodzi mi rzecz jasna o "stadną" definicję, nie o indywidualną każdego z osobna /taką definicję ma tylko ok. 20% ludzi, zresztą to nieaktualna już liczba, co obrazuje na przykład zniknięcie DKF-ów/...
    w moim przypadku dochodzi czasem do przegięcia w drugą stronę, łapię się czasem na sylogizmie: "skoro takie tłumy walą na ten film, to musi być niezły syf, więc nie pójdę"...
    ...
    a film "Niedźwiadek" widziała? /opowieść o misiu, którego mama osierociła i zakumplował się ze starym niedźwiedziem (bez skojarzeń!!! :D)/... i nie jest to bynajmniej film tylko dla dzieci, bo wielu dorosłych również go ogląda z wywalonym ozorem...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Polecasz? No to może obejrzę. :)

      Usuń
    2. "Niedźwiadek" tym się różni od disneyowskich produkcji o zwierzakach, że nie pada tam ani jedno słowo narratora, z drugiej zaś strony nie jest to suchy dokument przyrodniczy...
      wspominałaś o filmach o komiksowych superhero... nudne to, jak flaki z olejem, ale...
      1/ "Daredevil" - kawałki Evanescence...
      2/ "Batman & Robin" - Uma Thurman... pisałem o laskach... jest niesamowita i teledyskowa laska to nie jest na pewno...

      Usuń
  6. Wywalilas na tapete wielkie amerykanskie produkcje, ktore w sumie mialy sciagnac di kin publike niz cos jej powiedziec, przekazac waznego o czlowieku, zyciu etc.
    Ja w tego typu produkcjach szukam zawsze li tylko rozrywki. tego oczekuje. Nie dziwi mnie kiedy te produkcje zdobywaja Oscary za choreografie, kostiumy, efekty specjalne, scenografie, muzyke....calkiem ok, bo strone techinczna maja one czesto tip-top. :)) Nie wiem, czy zauwazylas, ze aktorzy tych planow czesto pozostaja niezauwazeni. Czesto, co nie znaczy, ze zawsze. Nie obdarowani prestizowymi nagrodami. Glosno o nich w mediach tak jak o gwaizdach kina akcji: Stallone, Schwarzenegger...ale nie sa honorowani przez akademie.

    Mam troche inne zdanie. Lubie kino obyczajowe. I w tym obszarze mozna znalezc w amerykanskiej kinomatografii niezle opowiesci. Lubie przygladac sie grze aktorow. Bardzo czesto epizodom. Co mnie ostatnio scielo, a zostalo nagrodzone? "Poradnik pozytywnego myslenia." -swietna kreacje dwoch glownych aktorow: Bradley`a Cooper`a i Jennifer Lawrence. Ona zdobyla Oscara za najlepsza role pierwszoplanowa, on nie , a szkoda, bo wedlug mnie byl lepszy niz ona. Mial wieksze pole do popisu, do pokazania. Bardzo wyrazista zmiane wewnetrzna:))) Obejrzalam ich gre z nieukrywana przyjemnoscia. Bardzo cenie rowniez opowiesci ( scenariusze) Quentin Tarantino. Zdobyl ostatnio Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny do filmu "Django". Swietna opowiesc a na dodatek kino- niezle kino akcji. Niesamowicie ciekawa rola Stephena ( Samuel L. Jackson) no i nagrodzony Christoph Waltz. A w ogole Leonardo DiCaprio niemozliwy, super aktorski warsztat. :))

    Zawsze czekam z niecierpliwoscia na ogloszenia wynikow , kiedy biega o Oscary. Rzadko sie zawodze....i nie umniejszam naszych rodzimych, oraz europejskich produkcji. Bardzo chcialabym obejrzec "Papusze". raz bedac gdzies wpadlam na kawalek filmu. nie wiem co to za tytul, ale obejrzalam do konca. Przykula mnie do fotela rola Jowity Budnik. grala psychicznie chora kobiete, ktora zaniedbala dziecko. Akcja taka sobie, ale rola majstersztyk. odegrana perfekcyjnie. W Papuszy Jowita Budnik gra pierwszoplanowa role ...nie ma bata- musze to zobaczyc.
    http://youtu.be/Ydta0PDscYc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama niedawno pisałam, że dobrej muzyki - w domyśle także: dobrych filmów, książek, sztuk teatralnych - jest bardzo, bardzo dużo. Ino trza się, panocku, porządnie naszukać. Przewertować masę ofert, przepatrzeć dziesiątki kanałów. Bogu dzięki za Internet, bo w TV reklamują parę tytułów na krzyż, niekoniecznie tych naprawdę dobrych. To, co wartościowe, rzadko jest na widoku. A co jest na widoku? To, co proste, łatwe, krzykliwe, kolorowe, przyjemne.

      Nie oczekuję od filmów akcji, fantasy czy science fiction Bóg wie czego. W swoim wpisie narzekam PRZEDE WSZYSTKIM na to, że są jak odlane z jednej matrycy. Zmienia się sceneria, rodzaj broni, ilość rzekomo (!) niepoprawnych dowcipów, ale poza tym - kalka, kalka, kalka...

      Usuń
    2. No i od lat, moj ulubiony obraz, wzruszajacy mnie obraz to "Fortepian". tam wszystko jest perfekcyjne, lacznie z dobraniem tasmy ( szare kolory wspolgrajace z pogoda), scenografia do miejsca akcji i opowiesci , o ktorej mowa. Od tego momentu "pokochalam" Harvey Keitel`a - tego wymalowanego ( wytatuowanego), niedouczonego obwiesia- samotnika, ktory mial przepastne serce. Uwielbiam moment , kiedy mowi Adzie o uczuciu do niej i prosi ja aby wyszla, zostawila go w spokoju. Facet , ktory bez zaklamania, odgrywania rolek mowi o tym co w danym momencie czuje do kobiety, pomimo tego, ze dany moment moglby mu pozwolic na lekkie maskowanie sie.:))

      http://youtu.be/XDJEewsCr6E
      http://youtu.be/8NIqpg3N0kY

      Usuń
    3. Tak, tak.... ja nawet takiej kalkomani w sumie od filmow akcji oczekuje:)) Nie zawodze sie:)) Bo tam nie ma czego oczekiwac. Natomiast to dobre kino, no coz...kto szuka ten znajduje. Ale kiedy sobie juz cos znajde to wtedy jest uczta, ze hej:)) To tak samo jak zdrowe odzywianie sie, ale bywa, ze ma sie potrzebe zajrzenia do Macwiesia
      I przyznam sie bez bicia, ze lubi pojsc na film masowy bo rozprezam sie brakiem koniecznosci myslenia. Dostarczam se tania popcornowa rozrywke i finito:))

      Usuń
    4. Ja też lubię. Choć dobija mnie ich sztampowość...

      Usuń
  7. Świat upada. Tylko że to się dzieje od tysiąca lat co najmniej. Inna sprawa że ostatnio jakby znacznie w tym działaniu przyspieszył.
    Pozdrawiam dziękując za wizytę .

    OdpowiedzUsuń
  8. "Władca Pierścieni" mnie akurat się podobał, zwłaszcza druga część. Oczywiście, miał słabsze sceny i kreacje. Nieprzekonująca i zbyt gwałtowna przemiana Theodena, Denethor-szaleniec, czy karykaturalny Grima - to słabe punkty. Ale tym, co ja w filmie (i nie tylko w filmie - również w książce, czy grze komputerowej) cenię najbardziej, jest nastrój. Ten film ma nastrój. Może i nie jestem zbyt wymagajacym widzem, ale akurat tego filmu będe bronił. Zwłaszcza, że miał dokładnie określonego adresata - miłośnicy prozy Tolkiena.
    Opowieści o superbohaterach nie lubię - dla mnie oni róznią się tylko kolorem maski i pierwszym członem imienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie

      Usuń
    2. @ Nitager

      Masz rację, ważny jest adresat. Dlatego właśnie podobał mi ostatni "Riddick". :) Komuś, kto chciałby zobaczyć dobry film akcji czy science fiction, na pewno bym tej pozycji nie poleciła, gdyż niczym specjalnym się nie wyróżnia. Będąc jednak wielką fanką głównego (anty)bohatera, który ma brzydką mordę, zero szacunku dla innych, a jego jedynym celem jest przeżycie, przymknęłam oko na słabiznę i wtórność fabuły.

      Rozumiem więc Twoją sympatię dla "LotR". A i sama z przyjemnością obejrzałam dwie pierwsze części, nie dając im wszakże piątki, a jedynie mocną czwórkę (co u mnie i tak dużo znaczy ;)). "Powrót króla" natomiast prześlizgnął mi się przed oczyma jak zestaw ładnych obrazków, które warto obejrzeć, ale które nie są godne zapamiętania na dłużej; najwidoczniej cała historia zaczynała mnie już nudzić.

      Przyznam jednak, że gdy zauważam, iż w TV leci któraś z części, zatrzymuję się na tym kanale na dłużej. Bo widoki były wspaniałe, elfy - czarujące, a muzyka - bardzo dobra. Ale że nigdy nie byłam fanką Tolkienowskiej twórczości, to i wykreowane uniwersum niespecjalnie do mnie przemawia.

      Usuń
  9. Ja byłem na "Igrzyska Śmierci 2". Pierwszej części nie widziałem, ale druga to świetny film. Prezydent Snow samotnie walczy z faszyzmem. Ludzie podnoszą ręce w faszystowskim pozdrowieniu, kiedy tylko służby bezpieczeństwa odwrócą na chwilę wzrok. Ale prezydent zwerbował do pomocy świetną dziewczynę...

    W ogóle kryzysem współczesnego kina jest moim zdaniem to, ze wśród aktorek nie ma dziewic. Wszystko wydaje się więc jasne i oczywiste i nie ma tego tajemniczego napięcia, znanego z prozy XIX wiecznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady. Oglądałam rok temu bardzo fajny film: "Hugo". Myślę, że grające w nim dzieciaki jeszcze seksu nie uprawiały.

      Chociaż... Cholera wie. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...