24.01.2014

Frasunki pani N.


Znajoma rodziców, pani N. (jest to pierwsza litera jej imienia) zakupiła ponad dziesięć lat temu spory kawałek ziemi (kilka hektarów) wraz ze zrujnowanym dworkiem. Od tego momentu w jej życiu nastąpiły poważne zmiany. Postronny obserwator uznałby zapewne, że są to zmiany na gorsze; być może nawet pozwoliłby sobie na użycie słowa „gehenna”. Ja jednak – mając na uwadze, iż nie mam wglądu w umysł czy duszę pani N. – powstrzymam się od takich kategorycznych sądów.

Przede wszystkim ów dworek wraz z otaczającym go podobno wspaniałym parkiem jest zabytkiem. Na każdą poważniejszą naprawę tego uroczego, lecz straszliwie zaniedbanego domku, ba, nawet na wycięcie jednej jedynej gałęzi któregokolwiek z rosnących na działce drzew potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków. A taki delikwent chce, jak wiadomo, „w łapę”. Na to pani N. jest albo zbyt uczciwa, albo zbyt biedna. To ostatnie nie jest wynikiem zbyt niskich zarobków, tylko jej szalonej niegospodarności tudzież braku rozsądku.

Kolejnym problemem pani N. są wredni sąsiedzi. Wcześniej mogli swobodnie przejeżdżać przez działkę, co znacznie skracało im drogę do miasta czy innych wsi. Nowa właścicielka położyła tym praktykom kres i tym samym wkroczyła z częścią wieśniaków na wojenną ścieżkę. Rozkopywanie sadzonek, ukręcanie gałęzi, by uschły, niszczenie mienia, wyzwiska – to wszystko spotkało i nadal spotyka nieszczęsną panią N. Odbyło się już parę rozpraw sądowych, ale nie przyniosły one specjalnej poprawy. Policja? Spisze zeznania i odjedzie. Nawet najbardziej agresywna z tej bandy sąsiadka, która ma podobno „coś z głową”, nie została w żaden sposób ukarana.

Wszystko to wiem z relacji moich rodziców, których poczciwa pani N. traktuje niczym parę darmowych psychoterapeutów. Za jej plecami (czyli przede mną) wylewają na nią gorzkie słowa, wypominając jej, że zawsze mówi tylko o sobie, jest męcząca, upierdliwa, lekkomyślna, etc, etc. Ja jednak myślę, iż w głębi duszy cieszą się z jej istnienia. Cóż może nas spotkać lepszego od zetknięcia się z człowiekiem, przy którym my sami wypadamy wręcz wyśmienicie? ;) Z całą pewnością bowiem na tle pani N. – będącej zmanierowaną, dość egocentryczną damulką, która udaje „wielką panią”, choć tak naprawdę ledwo wiąże koniec z końcem (powód: patrz wyżej) – moi rodzice wyglądają na cudownie prostolinijnych, twardo stąpających po ziemi i nad wyraz roztropnych ludzi. Za to pani N. wychodzi na kompletną idiotkę.

Ja z kolei lubię tę zagubioną, czepiającą się swoich śmiesznych fantazji kobietę. Rozpaczliwie próbuje wyrwać dla siebie coś z życia, urządzić kawałek świata po swojemu. Jest w tym bardzo podobna do mnie, może stąd ta sympatia. Nie twierdzę, że jest starszą (o ponad trzydzieści lat) wersją mnie; nie jestem nawet w jednej ćwierci tak wytworna jak ona. ;) Niemniej kiedy słucham opowieści o jej szarpaninie z podłymi ludźmi, przypominają mi się własne przeżycia i staję całym sercem po jej stronie. Stąd też stanowcze oświadczenia ojca, iż najsensowniej by było szybko sprzedać felerną posiadłość, napotykają mój delikatny sprzeciw. Kto wie, może to wszystko przynosi jej więcej radości niż przykrości? Czy w przeciwnym wypadku chciałoby jej się użerać z pazernymi urzędasami? Czy znosiłaby niepojęte dla mnie akty wrogości ze strony agresywnego wiejskiego bydła?

Czasami się zastanawiam, co bym zrobiła miejscu pani N. Czy postawiłabym na pokorę i przeczekanie gniewu wieśniaków czy może starałabym się jakoś bronić? A może uciekłabym stamtąd, jak mam to w zwyczaju, gdy wdepnę w toksyczne środowisko? Nie mam bladego pojęcia. Załóżmy jednak, że postanowiłabym zatrzymać nieruchomość – co wówczas? W państwie prawa wszystko załatwiłoby... no, kto powie? Prawo! A w pieprzonej, nierządnej Polsce? Cóż, pozostawię to Waszej domyślności. Moje poglądy znacie: ten, kto atakuje niewinnego człowieka (czy to będziemy my, czy nasza rodzina, czy ktoś zupełnie nam obcy), zasługuje na solidną karę. A że jak to się mówi w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone... ;)

30 komentarzy:

  1. Czlowiek chce czasami miec kogos komu mozna sie tylko wygadac- pozbyc sie emocji. A zyc ow czlowiek i tak bedzie po swoojemu. Twoi rodzice widocznie taka role w zyciu pani N pelnia....szkoda, ze potem "obrabiaja jej tylek":(
    Natomiast kiedy o ludzi biega, to przekonalam sie o ludzkim syfie dopiero wtedy, kiedy stalam sie wlascicielka wlasnego mieszkania. Do tej pory miedzysasiedzkie perypetie to byla brocha moich rodzicow. Nie moja piwnica tylko ich, wiec to oni musieli stawic czola, nie moja dzialka tylko ich , wiec to oni musieli z ludzmi sie dogadywac.... W ogolnym rozrachunku niezle sobie radzili i nawet fajne kontakty z sasiadami mieli- szczegolnie mama.
    Mnie powalilo kiedy sasiad za to, ze wymienilam okna w moim mieszkaniu naslal na mnie straz miejska, bo przy skladziku na drzewo eM ( a eM kiedy o robote w "obejsciu" idzie jest perfekcjonista- taki niemiecki Ordnung) zostawil kilka patrykow w trawie nieuprzetnietych. ... No zesz!- pomyslam sobie...ludzka podlosc nie zna granic. eM odbil pileczke- udawadniajac ( dzieki mojej pomocy) panu (obecna przy tym byla straz miejska), ze jego zuzel z pieca , ktory ow pan wysypywal na sciezke po wlasnym skladzikiem, jest o niebo niebezpieczniejszy dla srodowiska , niz skrawki pocietego drewna:) . Ludzie "nas" przezyc nie mogli...troche zesmy sie uszarpali, az w koncu im przeszlo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice nie tyle "obgadują", ile komentują zachowanie pani N. Każdy ma prawo osądzać. Bez tego NIGDZIE byśmy nie zaszli.

      Serdecznie Ci współczuję tych perypetii z sąsiadami. Ja nienawidzę użerania się z ludźmi. Czasami zwykła pomyłka może się przerodzić w poważny konflikt. A zważywszy na to, jak wielu przedstawicieli homo sapiens to pieniacze, cholerycy, zawistnicy czy durnie, mamy pełen obraz rozpaczy. :( Dlatego marzę o własnym domku na własnej ziemi - z dala od ludzkich siedzib.

      Usuń
    2. No jest tego troche z ludzmi do przejscia... te ich widzi mi sie , czasami nieuzasadnione. raz rozbieralismy piec. kafle zachowalismy , ulozylismy w piwnicy, ale szamot trzeba bylo wywalic i inne piecowe drobiazgi. Chlopaki wynosuili ten szamot do kontenera na smieci, no bo gdzie indziej mialam go sobie upchnac, do kieszeni (?). Wyskoczyly babcie z ogrodkow i zaczela sie zadyma o to, ze nasz szamot zabierze im miejsce na chwasty z ogrodka ( zielsko). Ale sie wnerwilam, co to, one kompostownikow nie mialy, czy jak(?). A druga sprawa, przez dobre 4 lata tam mieszkalismy tylko w okresie urlopow, a oplaty ponosilam miesieczne takie, jakby tam mieszkala caly czas ( nie wymeldowywalam sie, aby wlasnie takich klocow w razie co nie bylo, bo moze niespodziewanie wpadne i worek smieci w tym czasie wyrzuce) ...czyli oplaty smieciowe to robilam takie, ze komus miesiecznie darowalam miejsce w kontenerze na odpadki. To wyjasnianie ludziom- udawadnianie jest OKROPNE!

      Natomiast ocenianie drugiego, dobrze niech bedzie, ale z odrobina wspolczucia do swiata , a nie zolci- albo satysfakcji, ze mi nie jest dobrze i dobrze, ze temu drugiemu tez dobrze nie jest...i trzymamy sie twardo ( szczegolnie Polacy) w tym jak to fajnie, kiedy jest niedobrze. tak mentalnosciowo, grupowo dzialamy na siebie, coby z szeregu "niedobrze" nie wypasc:))

      Usuń
    3. No, moi rodzice mają sporo wyrozumiałości dla pani N. Po prostu jej gadulstwo mocno ich wkurza. Ale - jak napisałam - to wkurzanie ma swoje dobre strony. ;)

      Tak, to prawda, Polacy lubią jęczeć, narzekać, pomstować. Pełno w nich żółci i zawiści. Smutne. Ale może młodsze pokolenie będzie inne? O cholera, młodsze pokolenie będzie zjarane "gandzią"! Ech... :(((

      Usuń
    4. Zjarane "gandzia" powiadasz? Nie bedzie inne to kolejne pokolenie, tylko takie samo jak pokolenie ich rodzicow ( kopiujemy sie, jak w kserokopiarce)...ciut tylko odswiezone, bo mlodsze, o wlasnie to odswiezenie bedzie polegalo na "gandziowym" elemencie.

      Dobrze, ze ludzie sie mieszaja.Dobrze, ze Polacy i inni przenosza sie do rozmaitych krajow. Niefajne bywa czasami zycie emigranta, ale odswieza sie dzieki temu patrzenie na swiat- o kurcze, to zycie gdzie indziej i myslenie ludzi nie jest takie samo jak w Polsce? Bo slyszec o tym to jedno, a przejsc to w praktyce to drugie. Mozna pewne "lepsze" ( inne) wzorce kulurowo-mentalnosciowe podpatrzec, a potem ewentualnie rozpowszechniac u siebie.....troche to odswieza :))

      Usuń
    5. Pewnie, że odświeża. :) Ja, co prawda, nie mam najmniejszej ochoty ruszać się z tego mojego zadupia, lecz gorąco kibicuję każdemu, kto odkryje w sobie żyłkę podróżnika. :)

      Pewne zjawiska można odnotować w każdym pokoleniu, inne są zarezerwowane dla konkretnego miejsca i czasu. Obecnie mamy do czynienia z wszechobecną promocją marychy. Tego trzydzieści lat temu nie było!

      Usuń
    6. Jezeli spada popyt na alkohol, jedyny wlasciwy trunek komunizmu, a wzrasta popyt na marycha ( bywaja tacy, ktorzy twierdza, ze to lepsze niz kielich) - to chyba "normalnie" -co? Bo jezeli i jedno i drugie jest w takim samym obiegu to niefajnie- uzaleznienie skrzyzowane sie naszym ziomom szykuje, a to okropny problem do wyprostowania.

      Usuń
    7. Polecam: http://www.fronda.pl/a/kpiny-z-choroby-i-marihuana,33669.html

      Usuń
    8. Hm...Frondy nie czytam prawie wcale, tylko to co czasami ludzie wkleja, to co ich tam bulwersuje. Nie jestem fanka Frondy.
      Natomiast , kiedy biega o marihuane przekonal mnie Majelonek ( swiadectwa ludzi , ktorzy w temacie tkwili wydaje mi sie bardziej wiarygodne- przezyli ....i dlaczego odstawili? Dlaczego? W koncu ludzie bronia swoje "nalogi". Kiedy nabieraja dystansu ( byli-odstawili) wtedy czuja roznice, wiedza dlaczego:))

      Majelonek uwaza, ze lepiej nic, ale... jezeli juz to lepiej gandzia niz alkohol. Nie powoduje takiej agresji jak alkohol.
      Wywiad ( 5 minutowy) niedlugi:
      http://zielonemity.republika.pl/maleo_o_thc.mp3

      A wzielam go stad:
      http://zielonemity.republika.pl/media.html

      Usuń
    9. Alkohol w MAŁYCH dawkach nie szkodzi. Może i marycha też nie, ale tu już chyba trudniej wytyczyć granicę.

      Usuń
    10. Akurat ten artykul jest sensowny:))
      O rany! Od "uroczej" pani N. weszlysmy ( poprzez moje polskie problemy z sasiedztwem, ocenianie drugiego, roznice uzaleznieniowe w pokoleniach na .....) "urocza" gandzie i pania K.
      Jezeli Ci to nie wadzi, bo z reguly autorzy postow obruszaja sie za zbaczanie z tematu, upatrujac w tym olanie ich pisarstwa ...to... pogadamy (p) :)) A potem mi zarzucaja, co niektorzy, ze ja tylko o seksie nawijam (p) :))

      K. owym zwalaniem posiadani marychy ze wzgledu na pieska , czy tez dziurawa opone w samochodzie, pojechala, ze hej. ona dla mnie stala sie osoba publiczna bardzo niewiarygodna. Bo z jednej strony odkreca kosciol, zarzuca im klamstwa, jakies tam dziwne sprawy z dziecinstwa u zakonnic ( teraz patrze na to inaczej, na robienie przez nia piany wokol siebie, chec pojechania na tematach i promocje siebie) a sama tak falszuje obraz rzeczywistosci. nie dziwie, sie, ze w tego typu przypadkach mowi sie o wymozdzeniu:)) JAka tu wiarygodnosci? Gdyby stanela i uczciwie zaczela walczyc o legalizacje tego co lubi, pokazujac w argumantacji trzezwosc umyslu i jasnosc argumentow, nie doczekalaby sie artykulow o podobnej tresci? Zamiast sprawie sie przysluzyc to jej dokopala, udawadniajac w ten sposob , ze marycha i mozg oddzialywuja na siebie i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu:)))

      Usuń
    11. Ten kto uzywa ( cokolwiek) z reguly wraz z "poszerzaniem swiadomosci" rozszerza sobie tez granice : ile mu wolno, jak mu wolno, kiedy mu wolno.... racjonalizujac, bagatelizuje wiele:))

      Usuń
    12. Sama nie wiem, czy mam coś do dodania, Aniu. Jestem przeciwniczką "uprzyjemniania" sobie życia używkami, ale nie podoba mi się karanie dorosłych ludzi za to, że wybrali odmienny od mojego styl życia.

      Usuń
    13. Juz nie stoje na przekor legalizacji marihuany- po dyskusjach wczesniej u PTra doszlam do wniosku, ze niech im bedzie. Moje zdanie jest podobne do twojego.
      Alkohol jest niezdrowy, "mozgopojebania" mozna sie dorobic, paierosy tez nie sa zdrowe, ale sa legalne....skoro dorosly chce zapalic maryche, to dlaczego mialby sie czuc gorzej niz jakis obszczymurek walacy arizone pod sklepem na legalu (legal tzn. akceptowany, czyli lepszy)? Niech ma swoja przestrzen na tym swiecie i moze spokojnie odpalic jointa?
      Ptr przekonal mnie, zeby to bylo legalne, a Majelonek potwierdzil tylko ( utwierdzil mnie), ze marycha nie jest wcale taka cacy....
      Skoro przyjmujemy, ze mamy wolna wole, to trzeba dac ludziom wolnosc w tym jak chca zyc, dac im wolnosc w stylu zycia ,uzywkach .... Dac im ich przestrzen do realizacji siebie na ziemi- chocby to mialo znaczyc "znienawidze sie na maksa i zapije sie na smierc":)))

      Usuń
    14. Wszystko dobrze, o ile będą niszczyć wyłącznie swoje życie.

      Usuń
    15. No tak, bo jak innych to nalezy sie bronic...to przeciez zrozumiale

      Usuń
  2. pani N. chyba nie chce przyznać, ze z tą nieruchomością poepłniła błąd i wpakowała się w kłopoty. Moze po prostu nie umie się przyznawać do błędów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się nawet nie chce komentować walk pani N z tak oporną materią,jaką sa jej sąsiedzi.To typowe-brak poszanowania dla prawa a szczególnie prawa własności.A kiedy owo prawdziwe prawo własności jest w konflikcie z wygodą ...Przerabiałam na swej skórze.Mieszkam na ostatnim piętrze,przy pralni..(pralnia na ostatnim piętrze to w ogóle genialny pomysł,ciągle zalewano piętro niżej).Ta pralnia to była jedna ruina,.zasyfiona,przegniłe okna,brudne sciany,.ale były dwie lokatorki ,które tam prały.sprawa prosta-nie było tam wodomierzy,prały więc na koszt reszty lokatorow.Gdy do tego dołączyły się libacje,powiedziałam "dość" ,dowiedziałam się,że nowe prawo spółdzielcze nie każe ,by 100 % lokatorów się zgodziło,wystarczalo chyba 70.ruszyłam w te pedy,walcząc z czasem,by te operatywne praczki nie zdążyły jakiegoś buntu zmontować.Udalo mi się,awanturę (jednostronna bo ja zignorowałam) przerobiłam już po uzyskaniu stosownych podpisow i puszczeniu pisma do Rady Spółdzielni.Baby się odwołały,komisja rozjemcza podtrzymała decyzję,ja odetchnęłam ,gdy zamurowalam korytarz.Murarz sobie murowal a jedna z bab przyleciała furt robić awanturę,pod g\hasłemże ja się bogacę na lokatorach.(No, kupiłam to a remonmt tego syfu to było drugie tyle).Zadziwiająco spokojnie odpowiedziałam,że nie mam zamiaru dyskutować na temat tego co kto i za czyje pieniądze,bo musiałabym coś niemiłego powiedzieć.Baba ruszyła z oczywistym tekstem "wielka pani,zachciało jej się wielkiego mieszkania".W tym momencie nie zdzierżył murarz i bardzo spokojnie,wręcz tonem towarzyskiej konwersacji rzucił "szefowa,czy mam jej przy....lić kielnią ,bo trzeszczy i trzeszczy do ucha".Baba dość długo jeszcze opowiadała każdemu kto chciał i nie chciał słuchać,że ja się na jej krzywdzie "wypasłam" .Potem się przerzuciła na prezesa,ktory zostawił jedna pralnię w bloku i na domiar złego jeszcze zamontował wodomierze:)).A potem ją wyeksmitowali i już nie musiała patrzeć na swoją krzywdę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ anodakatoda - murarz wymiata :)

      Usuń
    2. Oj tak, porządny chłop! :) A tak swoją drogą, to bezczelność niektórych nie zna granic...

      Usuń
    3. Eee,to pestka,ta sama baba,miesiąc po awanturze,przyszła mnie poprosić o zbadanie dziecka.Nie wzięłam pieniędzy,oczywiscie (zapewne na to liczyła.bo to raczej duże miasto i mogla sobie wezwać kogo chciała).Tak ja to rozzuchwaliło,ze tydzień później przylazła po recepty (nie leczy się u mnie) .I zamknęłam jej drzwi przed nosem ze spokojnym komentarzem "a tu już pani chyba przesadziła"

      Usuń
    4. @anodakatoda

      Z tym badaniem dziecka to miała tupet. Znajoma lekarka mówi, że ma to samo. Ludzie wyniuchali, że jest lekarzem i potrafią zapukać do drzwi o 22.00.

      Usuń
    5. Erinti-nad tym dzieckiem to przeszłam do porządku,sobota,goraczka,pal sześć (aczkolwiek nie jestem pediatrą) ,ale potem te recepty ? Ja zastrzegłam numer po tym,jak do mne do domu dzwoniono o różnych porach,by zapytać,czy mogłabym wyciągnąć kartę ,bo "rano to się trudno dodzwonić a pani i tak będzie...".

      Usuń
  4. Jak się mieszka z chamstwem, to zawsze są takie problemy. Lepiej kupić sobie dom lub mieszkanie w zamkniętym, chronionym osiedlu. Wtedy można mieć pewność, że sąsiadami są ludzie na poziomie. W ogóle wyglądają jakoś inaczej. Nie tylko lepiej ubrani - bo ich stać. Są też wyżsi, sprawniejsi fizycznie, kobiety ładniejsze. Dobór naturalny - mężczyźni inteligentni są bardziej zamożni, mogą wybierać sobie bardziej atrakcyjne partnerki - dzieci dziedziczą ich cechy.
    Dlatego misja życiowa pani N. wydaje mi się żałosną donkiszoterią.
    Zaznaczam, że sam jestem prostym wieśniakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zbędny sarkazm.nie sadzę,by pani N .traktowala to jak "misję".Zapewne w swojej naiwności uważała,że prawo jest prawem dla każdego i sądziła,zapewne wg swoich standardów i obyczajów,że prostota nie jest synonimem chamstwa.Tak jak zamożność nie jest synonimem kultury.I ...zamiast kpin...może warto ten świat,to typowo polskie nastawienie,pokłosie komunizmu powoli zmieniać ? Zamykanie się w enklawach (może jeszcze z uzbrojonym po zęby strażnikiem ? ) do niczego nie prowadzi.Przyjdzie bowiem moment ,że trzeba będzie wyjść z tego chronionego świata.I dobrze byłoby,by po drugiej stronie płotu była NORMALNOść .Ja osobiście mam od dawna dość cwaniactwa a także prób przedstawiania ludzi,ktorym się w życiu powiodło jako wrogów "prostego człowieka",żywiących się rzekomą krzywdą tegoż.Mam dość tej postkomunistycznej propoagandy.Gdy ktoś ma do mnie pretensje,że mnie się powodzi lepiej niż jemu ( a z reguły są to osoby,ktore na owo "mniej" solidnie (nie)pracowały) odpowiadam krótko-"jasne,jestem wysoka,zakładam obcasy i jak spada z nieba mam większe szanse"

      Usuń
    2. To nie kpina, tylko rada wynikająca z moich obserwacji. Jakbym miał kasę to kupiłbym mieszkanie w miejscu, jakie opisałem - a nie pakował się do chamów. Chamów znam aż za dobrze i uczucia, jakie do nich żywię trudno mi pogodzić z moim chrześcijańskim światopoglądem, który wymaga abym ich miłował.

      Usuń
    3. @ Dibelius - sporo znajomych ze studiów trafiło na osiedla, o których wspominasz. Ja ich mieszkańców opisałabym raczej, jako nerwowych, zaszczutych przez pracę i strach przed prawdziwym życiem, ludzi. Udusiłabym się w takim miejscu - prosto z mojego koszmaru. Takie same budynki, balkony, auta... Wszystko zamknięte w jednym większym pudełku. Brrrrr...
      Cenię sobie wolność, lubię przestrzeń i niezależność. Takie sztuczne gniazdka napawają mnie estetycznym wstrętem, zupełnie jak plastikowa "biżuteria" :)
      A z tzw. chamem można sobie poradzić - każdy cham lubi mieć pana, z chamem, jak z równym nie pogadasz, trzeba go - zupełnie nie po chrześcijańsku - "potraktować z buta". Cóż, za wolność warto się bić :)

      Usuń
    4. No,jeżeli nie kpina-to rodzaj racji,którą ja przyjmuję ,gdy nie ma innych rozwiazań.W ten sposób cały czas oddaje się "chamowi" to,co nie jego.Cały czas panuje u nas przekonanie ,że niczyje to jest dobre i na tym dobrym można dewastować,szczać i robic co się chce natomiast ten,ktory to "niczyje" kupił i zagospodarował ,czasem nawet naprawdę dla dobra wspólnego to pasożyt,cwaniak i menda tucząca się dla kaprysu na zdrowej tkance narodu.W każdym razie-nie zgadzam się na żadne getto dla siebie,robię swoje a jak komus się to nie podoba to mu jasno acz wrednie ironicznie wyjaśniam,dlaczego ja mam on nie.I...kłaniają mi się ....(a najlepsza szeptana recenzja "no,nie da sobie w kaszę dmuchać"

      Usuń
    5. @Marzena,
      Zgadzam się, że może wywoływać takie miejsce poczucie klaustrofobii. Jak ktoś nie lubi, niekoniecznie musi to być osiedle zamknięte, wystarczy że jest to okolica ekskluzywna, o wysokich cenach nieruchomości.
      Chama z buta nie zawsze da się potraktować, kiedy zazwyczaj kręci się w jego obejściu paru napakowanych, łysych i być może uzbrojonych.

      Usuń
    6. @ AnodaKatoda

      Niby w świecie realnym PRL się skończył. Niestety, w umysłach wielu ludzi nie tylko wciąż żyje, ale wręcz kwitnie.


      @ Marzena, Dibelius

      Nie odróżniam życia "prawdziwego" od "nieprawdziwego". Dobre życie to takie, które MNIE się podoba. ;) A ani pełne dresiarzy blokowisko, ani zamknięte osiedle nie są moim spełnieniem marzeń.

      Zgadzam się, że z chamem trzeba "po chamsku". Prosta baba jestem, to i całkiem nieźle mi to wychodzi. I pomyśleć, że jako dwudziestoparolatka byłam taka grzeczna... ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...