29.01.2014

O, słodka naiwności - jakżeś wciąż popularna!


Po spłodzeniu dwóch tekstów o konkubinacie (tu i tu) wydawało mi się, że nie mam już na ten temat nic do dodania. Oto jednak Erinti odniosła się do „oddalenia” przez prezydenta Francji Pierwszej Konkubiny – no i naszło mnie, żeby sobie troszkę z miłą blogerką popolemizować. ;) Albowiem:

Prim0 – nie lubię uogólnień, a sugestia, że małżeństwo lepiej służy kobiecie niż konkubinat, jest takim właśnie paskudnym uogólnieniem (podobnie jak teksty typu: „Praca jest, tylko trzeba chcieć ją znaleźć” czy „Polska to katolicki kraj”).

Secundo – obudziłam się w środku nocy po sześciu i pół godzinie snu i stwierdziłam, że nie ma już co spać, skoro i tak niedługo czeka mnie poranny spacer z psami. ;)

Przede wszystkim zarzekam się, że gdyby nie zacna Erinti, to zapewne cały ten „skandal” zostałby przeze mnie potraktowany na zasadzie głupawej ciekawostki, którą nie warto zawracać sobie głowy. Ot, kompletne pierdoły, jak zresztą 90% newsów. Cóż mnie bowiem może obchodzić rozpad związku jakichś obcych ludzi? Mało to mam tego wokół siebie? Ludzie się schodzą i rozchodzą – ot, życie. Gorzej, kiedy za owo zejście czy rozejście się trzeba płacić największemu złodziejowi naszych czasów, czyli państwu.

Rozstała się jedna z wielu znanych par. No i co z tego? A, przepraszam, mamy tutaj jednak poważną niestosowność: facet beztrosko swoją kobitkę zdradzał. Tyle że, jak czytamy we Frondzie, stałość w uczuciach nigdy nie była jego mocną stroną. Ot, niedojrzały kurdupelek, niespecjalnie nawet przystojny, dzierżący wszakże tak lukratywne stanowisko, że mało która mogłaby mu się oprzeć. Idę o zakład, że nawet gdyby raczył był poślubić panią Trierweiler, to ta prędzej czy później musiałaby znosić albo jego ciche zdrady, albo przykrości publicznego rozwodu. Tak więc w tym przypadku można mówić wyłącznie o szczęściu. A że bolało? Zawsze boli! Papierek z urzędową pieczątką przed tym nie uchroni.

Moja osobista deklaracja moralna: nie wolno zdradzać. Poprzez zdradę rozumiem nie tylko współżycie seksualne, ale także zbyt śmiały flirt, mogący teoretycznie doprowadzić do jakiegoś, hmm, zbliżenia. Kto uważa, że wierność należy się wyłącznie żonie, zaś kochance już nie bardzo, ten najwidoczniej wyznaje odmienną moralność od mojej.

A teraz pochylmy się nad samym rozstaniem, czyli zjawiskiem najzupełniej w naszej kulturze normalnym (a już o niebo lepszym od tkwienia w martwym związku). Czy „oddalona” kochanka naprawdę budzi się „z ręką w nocniku”? Cóż, to możliwe – jeżeli zgodziła się na ten układ wbrew sobie. Zauważcie jednak, iż dla takich niewiast papierek nie byłby żadnym ratunkiem. Albo się jest rozumną, szanującą się kobietą, albo tępą, pozbawioną godności dziwką. Dla tych pierwszych konkubinat jest świadomym wyborem; te drugie do końca życia pozostaną ofiarami losu, chylącymi głowę przed kaprysami kochanka/męża i pozostającymi (choćby tylko emocjonalnie) na jego łasce i niełasce.

Ślub nie ratuje przed rozpaczą. Ani nawet przed – całkiem dosłownie rozumianą – biedą. Kiedy mężczyzna pomiata partnerką, traktując ją jak kuchtę z trzema otworami na penisa; kiedy ją potem wymienia na „nowszy model”, najczęściej młodszy i bezdzietny; kiedy olewa płacenie alimentów na dzieci, notorycznie zgrywając przed sądem biedaka – to ów nieszczęsny papierek niewiele kobiecie pomoże. A jeśli jeszcze była ona wcześniej tzw. niepracującą matką, to przysłowiowy „nocnik” wypełnia się po brzegi (choć w tym ostatnim przypadku ponosi po prostu konsekwencje własnej lekkomyślności).

Dlatego gardzę deklaracjami, przysięgami, zapewnieniami. Wszelkimi! Wielkie słowa chwytają za serce, ale to czyny – te wielkie i te małe – zmieniają świat (lub przynajmniej nasze życie). Współczuję tym, którzy nie będąc chrześcijanami, wierzą w moc urzędowej formułki, mającej rzekomo zapewniać kobiecie dobre samopoczucie. Michelle Obama mogłaby im coś o tym opowiedzieć...

162 komentarze:

  1. Ten temat był już niejednokrotnie omawiany i obawiam się,że kolejne omawianie niczego nie zmienić.Osoba,która pisze,że ideą konkubinatu jest możliwość natychmiastowego ,też jednostronnego rozwiązania go ,że jego podstawą jest bylejakość i założenie tymczasowości po prostu NIC z tej idei nie rozumie i ...niech sobie tkwi w tym przekonaniu.Osoby mojego pokroju(i mam nadzieję,że jest ich coraz więcej) konkubinat rozumieją jako MAŁŻEŃSTWO z wszystkim jego wewnętrznymi prawami i obowiązkami.Konkubinat opiera się na miłości,szacunku,wspolnocie i założeniu STAŁOSCi.Na tymczasowości opierają się podrywki,randki,romanse.Nie konkubinat.Konkubinat to DECYZJA wspólnego życia z wszelkimi jego konsekwencjami,z planem nieskończonym.Z posiadaniem dzieci,domu ,psa i ogródka:).Wspólnych.Jest dokładnie tak samo w sferze emocjonalnej stabilny jak małżeństwo,wymaga takiej samej troski i uwagi.Jedynym ułatwieniem rozpadu związku jest brak zbędnych formalności.Straty moralne ,wymiar moralny pozostają te same.Ktoś,kto usprawiedliwia konkubenta/konkubinę z zachowań,za które potępia męża/żonę jest albo czlowiekiek złym,albo bezmyślnym,albo po prostu niczego w życiu nie przeżył i jeszcze mniej rozumie.Kobietom,ktore szacunku do siebie w miłości nabywają dopiero ze stosownym papierkiem i obrączką-współczuję.Powinnam im życzyć,żeby nigdy się nie przekonały,ze ów szacunek stoi na bardzo chwiejnej podstawie,ale nie zyczę,nie zyczę tego tym,ktore pogardzają konkubinami,uważając je za coś gorszego.Konkubinat i małżeństwo to tylko dwie formy TEGO SAMEGO.Czy będą smaczne i dobre zależy od tego,jaką treścią je wypelnimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i cóż tutaj można dodać... Praktyka contra teoria: jeden-zero dla praktyki. ;)

      Usuń
    2. Osobom uważającym,że małżeństwo jest gwarantem szacunku i pozycji kobiety polecam rozmowę z jakimkolwiek sędzią sadu rodzinnego.Opowie,jak "szanowana żona" łatwo zmienia się w "tę podłą dziwkę" lub zaobrączkowany małżonek w tego "podłego sukinsyna".Polecam rozejrzeć się dookoła- zobaczyć rozwody(z dużym hukiem) kilka miesięcy po uroczystych przysięgach i konkubinaty z kilkudziesięcioletnim stażem

      Usuń
  2. "Współczuję tym, którzy nie będąc chrześcijanami, wierzą w moc urzędowej formułki, mającej rzekomo zapewniać kobiecie dobre samopoczucie."

    Witaj Kira.
    Konkubinat ma niewątpliwie szereg zalet.
    Przykładowo:
    Bigamia jest w polskim prawie karalna,ale to prawo nie dotyczy konkubinatu.
    Jestem młody,przystojny,itd.itp.Ale co będę się chwalił.Moje czyny o tym zaświadczą.Najważniejsze że mam kasę.Taki polski szejk.Mogę utrzymać nawet 10 konkubin.
    O rotacji na razie nie wspomnę,bo jestem także wybredny i mam duże wymagania...o których na razie także nie wspomnę.
    Ale co najważniejsze.Jestem człowiekiem uczciwym i z całą pewnością postaram się zapewnić każdej mojej kobiecie dobre samopoczucie.
    Pozdrawiam.
    Ps.
    Moim skromnym zdaniem,także ci co uważają się za chrześcijan niekoniecznie "wierzą w moc urzędowej formułki".Rozwodzą się także tzw.wierzący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że wszyscy chrześcijanie wierzą w "moc urzędowej formułki". Ale ci, którzy w nią wierzą, jednak powinni być chrześcijanami; albowiem to właśnie chrześcijanie sprzeciwiają się rozwodom.

      Coraz częściej myślę o umieszczeniu Cię w moim wpisie jako jednego z bohaterów. Chciałbyś? ;) Byłoby to futurystyczne opowiadanko o lemingach. Ja - Le Ming, Ty - hmm... Co proponujesz? Kim chciałbyś być? ;)

      Usuń
    2. Kolejny,który nie rozumie lub rżnie głupa.Napisała anoda,że konkubinat to wspólne bytowanie,dokładnie takie jak w małżeństwie.Trudno bytować z kilkoma naraz.Chyba,że ma się klona lub cholernie naiwną konkubinę lub małżonkę i ciągłe delegacje.

      Usuń
    3. @Anonimowy.
      Komu mam odpowiedzieć?

      Usuń
    4. @ Anonimowy

      Mędrek przecież żartuje. Jestem pewna, że on niejedno już widział, z niejednego pieca chleb jadł i jest starym (w przenośni) praktykiem. ;)

      Usuń
    5. "Coraz częściej myślę o umieszczeniu Cię w moim wpisie jako jednego z bohaterów."

      Czymże zasłużył na takie wyróżnienie?

      Usuń
    6. Dopisek,bo przeoczyłem.
      Jakiekolwiek wyznanie(wiara) tak do końca nie zmienia natury człowieka.
      Chyba nie wszyscy ateiści są zwolennikami rozwodów?

      Usuń
    7. @ Mędrek

      Odróżniasz bycie zwolennikiem rozwodów od bycia zwolennikiem PRAWA do rozwodu?

      Jesteś zabawny i czupurny. Chciałabym Cię umieścić jako przeciwwagę dla Le Minga. Kim chcesz być - L'Emingiem czy Le-Min'giem?

      Usuń
    8. Droga Kiro.
      Wolę "mędrkować",i jeżeli pozwolisz,niech tak zostanie.
      Odróżniam ludzi odpowiedzialnych od nieodpowiedzialnych.
      Dla mnie tzw,papiery nie mają żadnego znaczenia.
      Pamiętam co przyrzekłem swojej żonie i tego staram się trzymać.
      Pozdrawiam.
      Ps.
      Nie jestem przeciwnikiem tzw.konkubinatów bezdzietnych,ponieważ uważam,że nic na silę.Do małżeństwa należy dorosnąć.Uważam jednak,że jeżeli pojawią się w takim związku dzieci,należy go oficjalnie zalegalizować dla dobra dzieci właśnie.Pozwól także,że nie będę tego uzasadniał,bo to temat na długą dyskusję.
      Przyjmij,że takie jest moje zdanie"w tym temacie"..

      Usuń
    9. Ha-ja tez jestem zwolennczką legalizacji związku dla dzieci:)).Co nie zmienia faktu,że jeżeli ktoś robi inaczej nie uważam,że robi źle,a już kwestia szaucnku czy jego braku w tym kontekście to jakiś matrix.

      Usuń
    10. @ Mędrek

      Podobnie jak AnodaKatoda uważam, że lepiej jest, gdy rodzice mają ślub. Ale tylko TROSZKĘ lepiej. ;)

      Ech, szkoda, że nie mam Twojej zgody... :(

      Usuń
    11. "Ech, szkoda, że nie mam Twojej zgody... :("

      Nie chwytam,przyznając się bez bicia.
      Możesz więcej?

      Usuń
    12. Pytałam, czy gdyby zdarzyło mi się napisać jakieś opowiadanko, mogłabym Cię uczynić jednym z bohaterów. Od razu zaznaczam, że pojawiłbyś się jako reprezentant konserwatyzmu. ;) Jeśli się zgodzisz, to wyjaw mi którą ze swoich cech, słabości, zwyczajów, którą/który mogłabym opisać w ramach charakterystyki postaci. ;)

      Usuń
    13. Droga Kiro.
      Moim zdaniem jest naprawdę dożo ciekawszych tematów.
      Co do mojego"konserwatyzmu".Zapewniam cię,że nie mieszczę się w żadnej oficjalnej definicji tego pojęcia.
      Nie mam żadnego wpływu co,jak,o kim i na jaki temat napiszesz.To oczywiste.
      Ale powtórzę.Wolę sobie "pomędrkować" na twoim blogu.Za twoim pozwoleniem,oczywiście.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    14. Ejże, Mędrku, przecież ja Cię nie mam zamiaru obrażać. :) To będzie tylko taka zabawna powiastka. :)

      Usuń
  3. "Co nie zmienia faktu,.....itd."

    Jeżeli ktoś postępuje inaczej niż ja,to nie znaczy że uważam,że "to jakiś matriks".
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może czytaj ze zrozumieniem....Bo jasno napisałam ,ze matrix to NIE ODMIENNE POSTĘPOWANIE.Matrixem jest uzależnianie szacunku od określonego,narzuconego -obojętnie przez ktorą stronę -postępowania.Czyli zwolennicy ślubów szanują wyłącznie tych sformalizowanych,zaś przeciwnicy-wyłącznie niesformalizowanych.TO jest dla mnie matrix.ta postawa a nie formalizacja czy nie.Nie jest dla np matrixem ,że ktoś postanawia zachować dziewictwo do ślubu .Matrixem jest dla mnie,że uważa ,że to jedyna opcja a resztą należy pogardzać.Nie jest matrixem dla mnie np gdy ktoś -zupełnie odmiennie ode mnie- poświęca się tylko swoim bliskim,swoje sprawy uwaqżając za nieważne.Matrixem jest,gdy z powodu mojego wyboru pogardza mną (lub odwrotnie-ja nim).Matrixem jest gdy ktoś uważa się za lepszego ode mnie ,bo modli się sześć razy dziennie a ja wcale.Nie jest matrixem fakt ,że się modli -INACZEJ niż ja.No,jaśniej nie potrafię:)))

      Usuń
    2. "Co nie zmienia faktu,że jeżeli ktoś robi inaczej nie uważam,że robi źle," No,doprawdy -toż to matrix,by to zdanie odczytać jak odczytał je Mędrek:)).Cóż,odczytał co CHCIAŁ odczytać :))

      Usuń
    3. Do anodakatoda .

      "Co nie zmienia faktu,że jeżeli ktoś robi inaczej nie uważam,że robi źle,a już kwestia szaucnku czy jego braku w tym kontekście to jakiś matrix."

      Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem bez zastrzeżeń.
      Tak może być?
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. powtórzę mój komentarz u Eri:
    "z definicji konkubinatu /nieestetyczne słowo, ale niech już będzie/ wcale nie wynika jego tymczasowość... pominę już tu kwestię, że trwałość związku nie jest celem, lecz skutkiem w przypadku, gdy związek ma się dobrze... konkubinat podwyższa poprzeczkę, owszem, ale odpowiedzialności... zaś nacisk na partnera/kę, by podpisać "papierek" to prozaiczny brak zaufania, a gadanie o rzekomym braku odpowiedzialności w razie oporu jest czystą manipulacją, instrumentem tego nacisku... a cóż jest wart związek bez zaufania?"...
    ...
    zaś co do samej zdrady to jest to złamanie "paktu na wyłączność" /który notabene zawiera ze sobą ok. 90% par bez względu na papierek lub jego brak/... istotą zdrady nie jest seks z osobą z poza związku, lecz złamanie tego paktu... mimo, że łamanie paktów bez istotnej przyczyny moralnie potępiam, to jeszcze bardziej potępiam wpieprzanie się w cudzą prywatność, to domena konserwatystów, a Ja nim nie jestem... czyli jeśli wiem, że X. + Y. stanowią parę i zdarzy mi się przypadkiem dojrzeć /np./ X. z kimś trzecim /niech będzie Z./ w sytuacji wskazującej na kontekst erotyczny, to mnie to nie obchodzi, bo nie wiem, czy X. + Y. rzeczony pakt posiadają i za niemoralne uważam dociekanie, czy ten pakt istnieje...
    tyle w temacie...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłeś ciekawe zagadnienie, z jednej strony papierek to wygodnictwo, a często usprawiedliwienie nie zawsze czystych intencji (delikatnie mówiąc), z drugiej właśnie poczucie stabilizacji i pewności, że strony traktują się poważnie. Wiele osób potrzebuje papierka, by się właściwie odnaleźć i samookreślić - brzmi może śmiesznie, ale taki jest stan faktyczny. Zgadzam się, że konkubinat podnosi poprzeczkę, jednak przypuszczam, że dla znacznej części osób ta poprzeczka wisi za wysoko.
      Za istotę zdrady uważam nielojalność, nadużycie zaufania.
      pzdr
      Antydogmatyk

      PS. Przepraszam jeśli będę wścibski, ale co się stało z Twoim blogiem?

      Usuń
    2. nie jesteś wścibski, pytanie zadałeś w pełni uprawnione... wszystko się wyjaśni, gdy z moim netem się wyjaśni... cierpliwości...
      pozdrawiać...

      Usuń
  5. pisałam o sprawie bo mnie ubawiło setnie nazywanie jej skandalem. Może jestem naiwniaczką, pewnie tak. Czy wierzę, że małżeństwo chroni przed rozczarowaniem i rozpadem związku zawsze i wszędzie? Nie. Cenię sobie bezpieczeństwo i nie mam natury ryzykantki. Może jestem naiwną dziewuszką, ale nie mogłabym być z kimś kogo nie kocham i nie mogłabym być szczęśliwa nie czując się kochana i bezpieczna. Dla mnie małżeństwo to powiedzenia "chcę być była bezpieczna, kocham cię i chcę być z tobą".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Erinti

      Owa "słodka naiwność" dotyczy nie Ciebie osobiście, lecz pewnej postawy.

      Gdybyś pisała wyłącznie o swoich odczuciach, nie czepiałabym się. Ale Ty jesteś na serio przekonana, że konkubinat oznacza brak miłości. Tymczasem dla niektórych ludzi ślub NIC nie znaczy. A jednocześnie nie wyobrażają sobie konkubinatu jako - jak to napisałaś u siebie - "luźnego związku". Przecież nawet zwykłe chodzenie ze sobą musi być obwarowane wiernością, zaufaniem i szacunkiem. Jeśli więc konkubent/konkubina zdradza, to oznacza to, że i po ślubie nie byłoby lepiej.

      Usuń
    2. Tak, jestem na serio przekonana i takie mam odczucia. Dla jednej osoby ślub nie znaczy nic, zaś dla mnie wykręty od ślubu oznaczają, że się coś kombinuje. Nie mówię, że każdy kto żyje w konkubinacie jest taki czy inny. Nie moja sprawa i nie moje życie. Ale tak, uważam jak napisałaś i co więcej ja, podkreślam to moje uczucie nie ocena innej kobiety, w nieformalnym związku czułabym się jak tymczasowa zabaweczka tak długo dobra póki, młoda, sprawna, szczupła itd i do wymiany i wyrzucenia przy pierwszym problemie. Trudno takie mam odczucia.

      Usuń
    3. Nie zamierzam Ci - broń Boże - mówić, jak masz oceniać życie na "kocią łapę" (czy cokolwiek innego), ale ocenianie to jedno, a przekręcanie znaczenia jakieś zjawiska i przypisywanie mu nieistniejących cech - drugie. Ty zdajesz się twierdzić, że konkubinat ma prawo wiązać się ze zdradą, bo w nieformalnym związku to przecież normalne. A dla mnie to nie jest normalne i chyba dla większości ludzi też nie. Tak więc w sumie... wymyśliłaś konkubinat na nowo. ;) Jako parodię związku. A konkubinat tym nie jest - niezależnie od czyichkolwiek ocen. Co powie Ci zapewne każdy rozwodnik, który ma już serdecznie dość takich ceremonii, lecz w samotności żyć nie zamierza. ;)

      Usuń
    4. Zgadzam sie z Erinti. Wiadomo ze slub o niczym nie swiadczy, a jego bark ulatwia wiele kiedy ludzie chca sie rozstac. Dla mnie slub to tez rodzaj poczucia bezpieczenstwa. Facet mowi kobiecie: chce sie z toba zesatrzec. Mowi to w odswietnej atmosferze- taka chwile trzeba uczcic....Kiedy nie chce sie zestarzec z owa kobieta, ma watpilwosci co do przyszlosci bo nie wiadomo co zycie przyniesie wtedy lepszy konkubinat, ze wzgledu na pewnego rodzaju wygode. jakby nie wyszlo- widzi sie w tej formie bycia ze soba jedna z bezbolesnych mozliwosci ulotnienia sie w ewentualnej zlej przyzslosci.Juz sie cos zaklada juz sie kalkuluje, ze jakby co latwo wziasc nogi za pas...w kalkulacji, strachu nie ma milosci. Konkubinat jest niewatpliwie wygodny. Dla ludzi po przejsciach z rozwodami- po co sie wiazac? No wlasnie po co, kiedy glownym spoiwem powinna byc milosc, uczucie....Slub ma w swojej wymowie zalozenie, ze na dobre i na zle sie laczymy. Konkubinat moze nie miec zalozenia, ze jestesmy ze soba na dobre i na zle, tylko na dobre, a jak zle zbieramy manela i kazdy w swoja strone.
      Ludziom deklaracje nie sa potrzebne, prawdopodobnie, a ja smiem watpic, czy tu oby o deklaracje chodzi? Czy tu chodzi tez o uczucie? Uczucia potrafia szybko sie ulotnic....:)))

      Usuń
    5. Tak jak na zawołanie.....wczoraj spotkałam dawno niewidzianego przyjaciela.Był żonaty dość długo i z milości.Jednostronnej-jego.Chociaż nie-obustronnej,tyle tylko,ze jego żona kochała jego pieniądze nie jego samego.Gdy udało jej się ograbic go dokumentnie-odeszła do bogatszego.Jakiś czas "lizał rany".Od dziesięciu lat zyje w konkubinacie.Jego wczorajsza deklaracja " jeżeli nie stanie się nic nieprzewidzianego(czego nie umiem sobie nawet wyobrazić)-to związek do końca życia) ".To tyle na temat bezpieczeństwa małżeństwa,deklaracji oraz tymczasowosci konkubinatów...

      Usuń
    6. PS. ja żyję również w konkubinacie ,już dłużej niż żyłam w małżeństwie,kiedyś coś tam żartem brzdąknęliśmy ( w momencie ,gdy znajomość przerodziła się w związek ) na temat ślubu i jednogłośnie stwierdziliśmy "a niby po co ? " i każdego dnia czuję i widzę deklaracje mojego męża(bo tym dla mnie jest),że chce sie przy mnie zestarzeć.Czuję jego lojalność,stanie za mną murem w każdej sytuacji,troskę w sytuacjach trudnych i mniej trudnych.I mam nadzieję,że on czuje to samo z mojej strony.Zwróćice Państwo uwagę -tu ciągle jest podkreslane ,ze to facet się deklaruje,to facet zapewnia bezpieczeństwo,to facet jest tym dawcą domniemanej stałości,to facet dokonuje tego wyboru.Niejako robi rodzaj łaski obdarzając kobietę swoimi względami.Naprawdę nie czujecie,że to działa w dwie strony ? Co do konkubinatu i teorii ,że tylko "na dobre".A to już,proszę Pań,zależy od ludzkiej moralności,że tak strzelę z grubej rury.Bo ja mam pewność,że nie zostawię mojego -niech Wam będzie-konkubenta,gdy zniedołężnieje .Bo dla mnie związek -nieważne,czy małżeństwo czy konkubinat ,ale ZWIĄZEK oznacza trwałość.I przyzwoitość w związku jest identyczna.Nie mylić związku z przygodą,romansem,podrywką.To one nie wymagają zobowiązań,to one są tylko na dobre a raczej na przyjemne.

      Usuń
    7. @ Ania

      Bzdury piszesz. Wymyślasz jakieś nieistniejące światy. To, że ktoś nie chce brać ślubu, nie świadczy o braku miłości. To tak, jakbyś napisała, że jak się kocha, to chce się mieć z tą drugą osobą dzieci. Ot - kłamstwa...

      AnodaKatoda i wszyscy, którzy żyją w konkubinacie, po prostu WIEDZĄ, jak jest naprawdę.

      Usuń
    8. Dodam-probelm jest,gdy jedna ze stron ( i wcale nie musi to być akurat kobieta) potrzebuje do szczęścia ślubu a druga odmawia -tak,to wtedy(ale TYLKO wtedy) jest negatywna deklaracja

      Usuń
    9. I jeszcze jedno -rozumiem osoby,ktore potrzebują sformalizowania swoich uczuć.Ani się im dziwię,ani potępiam,żero negatywnych emocji .Nie rozumiem jedynie,jakim cudem mogą być pewne co do intencji innych ludzi...Oczywiście w kontekście negatywnym,a jakże

      Usuń
    10. Kiro:) Jakie bzdury wypisuje? :)
      Przeciez powiedzialam , ze uczuc nie zapewni nam ani slub, ani konkubinat. Znam ludzi zyjacych w konkubinacie z wygody, nie powiem aby tam goraco uczuciowo bylo ( szczegolnie po paru latach) , sa inne profity niz uczucia. I znam malzenstwa, dla ktorych slub jest gwarantem poczucia bezpieczenstwa, a uczucia albo albo.... Slub i konkubinat nie ma nic wspolnego z uczuciami. W obu przypadkach moze ich byc full i w obu przypadkach moze ich nie byc...konfiguracje rozne zycie uklada.
      Z mojego doswiadczeni; tylko i wylacznie z mojego doswiadczenia. Slowa, ktore wypowiedzialam przed oltarzem pomagaja mi przetrwac trudniejsze chwile w zwiaku i mojemu mezowi tez. Oboje nie jestesmy dla siebie latwi. Nie wierze w Wasze ach i och, te pola pelne uczuciowych kwiatow w zwiazkach ( konkubenckich ( tak sie pisze ?) i nie tylko) ...bywa z gory i bywa pod gore. Nie oszukujmy sie, ze czasami ma sie ochote tego obok "jebnac z przytupem" czy to maz, czy konkubin, kochanek, przyjaciel , przyjaciolka, matka, ojciec ( to tez zwiazki i realcje tylko innego rodzaju)- odciac sie odsunac etc . Uczucia to plynaca i rwaca rzeka. Natomiast w momentach tej checi "jebniecia z przytupem" wracam do przysiegi malzenskiej, co ja mu tram naobiecywalam , jakie to tez gruszki na wierzbie . o matko ty moja czasami sie za glowe lapie (p) :))) No i on tez robi podobnie- oczywiscie, ze nigdy strony przeciwnej pewni byc nie mozemy , wsio rybka malzenstwo to, czy konkubina, lub jakikolwiek zwiazek uczuciowy.
      Nam malzenstwo pomaga przetrwac trudy bycia razem. Innym przeszkadza. W konkubinacie widze latwosc odejscia od siebie, luz.... zbieram manele i znikam. Spory plus, ale tak, jak juz zaznaczylam. WEDLUG MNIE, tylko i wylacznie wedlug mnie. w slubie zakladam, ze robie to na dobre i na zle...W konkubinacie , dla mnie bylaby tam furtka, ze kiedy zle mam mniej problemow do ogarniecia i latwiej jest sie zmyc mu, albo mi. Czyli latwosc kiedy jest na "nie", a skoro latwosc jest tym plusem konkubinatowego bycia ze soba, wiec jest tu nacisk na zlozenie, ze jestesmy ze soba na dobre, a jak zle to pomyslimy. Ulatwiam sobie, bo wyszlismy z poranionymi doswadczeniami z poprzednich zwiazkow.
      Ogolnie na uczucia to miejsce jest wszedzie i do kazdego. Matka, ojciec, wlasny pies, corka kochanek, maz- rozne uczucia, pozytywne jak i negatywne...Natomiast milosc- ta potrzebuje czasu, czasu czasu.... to zalatwia temat "na dobre i na zle":)) Ja tak to widze. Oczywiscie, ze na to dobre i na zle nie zalatwi nic...tylko dobra wola ludzi i chec brniecia, znoszenia trudow wspolnego bycia, jak i radosci i smutkow.....Jezeli postawie przed soba dwa rodzaje zwiazkow malzenstwo czy konkubinat, Stawiam na malzenstwo, albo uwolnijmy ludzi od wszelakich mozliwych deklaracji, umow, zaleznosci i pragnien:))

      Jeszce dodam cos. Jestesmy malzenstwem mieszanym narodowsciowo. Powiedzmy sobie, ze oboje szukalismy kogos na zycie i to zycie spowodowalo, ze stanelismy sobie na drodze. Nie wyobrazam sobie bycia z moim mezem tu bez slubu, ani jego bycia ze mna w Polsce bez slubu. Opieka zdrowotna, co trzy miesiace musielibysmy sie zegnac aby zachowac ten konieczny odstep przebywania obcokrajowca w danym kraju...
      On byl pod tym wzgledem uczciwy- u niego w byciu razem byla propozycja malzenstwa.

      Usuń
    11. Łatwiej nie znaczy łatwo! Tu leży klucz do zrozumienia... całego niezrozumienia. ;) Czy raczej - nieporozumienia. ;) Jeśli w tym "na dobre i na złe" ma mi pomagać przysięga, a nie uczucie, to ja dziękuję. Ślub jest najwidoczniej odpowiedzią na nasze własne słabości. Zmusza nas do przyzwoitego zachowania. Cóż, ja bym wolała przyjacielskie rozstanie niż męczenie się do końca życia w nieudanym związku.

      Usuń
    12. Uczucia to fala, raz wysoko raz posucha...zalezy jak dlugo trwa owa posucha...ludzie maja rozna wytrwalosc na posuchy uczuciowe, bo tylko na tym buduja swoje zycie. na uczuciach na fali, na podsycaniu sie uczuciowym. jeden pojedzie na tej fali i posuchy wytrwa dlugo inny o slabszej konstrukcji na uczuciowe posluchy zalatwi sprawe w try miga.
      Dlatego jednym trwalym i stalym uczuciem jest milosc, ale on potrzebuje wielkiej pracy i trudu wlozonego w poznaie partnera, nic nie robi sie ot tak:))

      Usuń
    13. Miłość to nie jedno uczucie, a cała ich symfonia. Doprawiona aktem WOLI.

      Papier niewiele zmienia...

      Usuń
    14. Jezeli jestesmy nastawieni na "latwo" daleko nie pojedziemy, to bedzie ciagla zmiana partnerow, bo to" latwo" bedziemy budowac na uczuciach , tylko pozytywnych oczywiscie , i uzalezniac jej od partnera, ..... a zeby pokochac i obdarzyc drugiego miloscia tym stalym pozytywnym uczuciem- potrzeba dlugiego czasu , czesto zmiany samego siebie.
      Jedni nie chac takiego trudu, powierzchni uczuc chac. Ulatwia im to niewatpliwie bycie ze soba od czasu do czasu, nie 24 na dobe. wtedy i te doznania negotywne zwiazane z partnerem sa dozowane, bo nie mamy przyjemnosci czesto. Chcemy tej fali pozytywu, a jak partner nie wydoli bo powiedzmy depresja, jakas dlugotrwala choroba porzy ktorej i emocje a nawet uczcuia siadaja wtedy no coz...latwiej sie pozegnac i juz. Walem nie bede i koniec, zycie jest jedno. tylko ten odchodzacy nie czaczy, ze za moment on moze znalezc sie w polozeniu, ktore bedzie wymagalo ciagniecia go uczuciowego czasami dlugotrwalego

      Usuń
    15. Ok , zgoda o tym co powiedzialas o milosci. Wola robi wiele, bardzo wiele...napisalam , ze mi malzenstwo pomaga pojsc droga do milosci. ja ciagle eMa poznaje....jeszcze poznaje . To jest jakas pieprzrona ewolucja i zwiazku i czlowieka....
      To co powiedzialam mu przed oltarzem mi pomaga. tyle mam do powiedzenia.

      Usuń
    16. Tylko,kiedy biega o owa game odczuc , to w milosci sklada mi sie ona JUZ TYLKO W POZYTYW- nawet jak partner chce cos "odpieprzyc" to ja go na tyle znam i te jego odbicia wszelkie, ktore wczuesniej draznily i chcialo sie zmieniac, ze w koncu akceptuje i obdarzam pozytywnym uczuciem ( energia):)) Czyli jest to jeden pozytyw, bez wzgledu na game pomiedzy- stalosc- w moim pojeciu:)))

      Usuń
    17. Aniu-chyba coś Ci się pokręciło i to bardzo mocno.Tak się zaperzyłaś w obronie swojego stanowiska,że gdzieś dostrzegłaś w naszych postach "achy ,ochy" na temat konkubinatu.Ani ja,ani Kira o tym ani razu nie piszemy."Nie wierze w Wasze ach i och, te pola pelne uczuciowych kwiatow w zwiazkach"-chyba Ci coś się mocno przywidzialo,Możesz sobie wierzyć w co chcesz i nie wierzyć w co nie chcesz-nie wciskaj jednak swoich wizji (chyba po meskalinie) innym.Konkubinat to związek z wszelkimi wadami i zaletami związku.O żadnej sielance nikt tu nie pieprzy.Nie byłaś nigdy w konkubinacie,więc tylko teoretyzujesz,do tego infantylnie.Łatwość rozstania w konkubinacie ? Zabranie maneli ? włóż między bajki.Mylisz chyba dorywcze randki z konkubinatem,bo Twój kolejny post to o byciu ,oczywiście w małżeństwie,przez 24 godziny na dobę,versus konkubinat.No,fakt,nie jestem 24 godziny na dobę.Wychodzę do pracy,na zakupy.Nie wiedziałam,ze w małżeństwie jest inaczej:)).I co za bzdety na temat "znania" partnera ,co ,niby wyłącznie małżeństwo to zapewnia ? konkubina,mieszkając znim kilkanaście,kilkadziesiąt lat po jednym dachem nie ? Może sprecyzuj wobez tego,co to jest wg Ciebie konkubinat,bo
      mnie tu wychodzi coś kompletnie odmiennego od mojej definicji,abstrahując już od pierół o bezpieczeństwie,szacunki itd a w kontekście wyłącznie codziennego bycia.CODZIENNEGO.Z dnia na dzień,z nocy na noc,zwyczajnie,z BUDOWANIEM i ewolucją ZWIĄZKU.Łatwo ? TAK SAMO jak po slubie.

      Usuń
    18. A argument "mam tylko jedno życie"-jaki to częsty argument przy rozwodzie to wiedzą najlepiej liczne kobiety,które miały nieszczęśćie zachorować np na SM,na którąś z chorób reumatoidalnych.Oddziały te są pełne kobiet,których MĘŻÓW przerosła choroba,bo przecież nie tego oni sie spodziewali.A narodziny niepełnosprawnego dziecka ? większośc mężów odpływa w siną dal.....

      Usuń
    19. @ AnodaKatoda

      Dobrze, że Ty coś jeszcze z tych Aninych komentarzy rozumiesz. Bo ja już nie bardzo...

      Usuń
    20. No,jak to ? Że jej droga jest jedynie słuszną i że te biedne konkubiny to takie,których nikt nie chce i są zabawkami w rękach mężczyzn ( nigdy odwrotnie :)) .To chyba jasne ,nie? Acha-i nie są zdolne do prawdziwych uczuć.

      Usuń
    21. @ Ania

      Apel do Ciebie: pisz klarowniej!!!!!!!!!!!! Bo czasami aż oczy bolą... :(

      Usuń
    22. anodakatoda
      Co mi wciskasz ? Biedna konkubina jestes? Czy ja cos sugerowalam, czy nie pisalam , ze wedlug mnie? To ty wysnulas wnioski o biednych konkubinach. Nie nazwalam konkubin biednymi. pisalam co mi pomaga i jak ja to widze, przykro mi, ze nie mogepisac sobie tak jak ja pojmuje sprawy bo ci to sie nie podoba i przeszkadza
      W kwesti pol pelnych uczuc:
      " i każdego dnia czuję i widzę deklaracje mojego męża(bo tym dla mnie jest),że chce sie przy mnie zestarzeć.Czuję jego lojalność,stanie za mną murem w każdej sytuacji,troskę w sytuacjach trudnych i mniej trudnych.I mam nadzieję,że on czuje to samo z mojej strony."
      A jak to odczytac? Lojalnosc, troska , stanie murem...i piszesz ze masz nadzieje, ze on czuje to samo z twojej strony....czuje, czyli uczucia tak?
      I nagle zarzucasz mi cus takiego....

      "Tak się zaperzyłaś w obronie swojego stanowiska,że gdzieś dostrzegłaś w naszych postach "achy ,ochy" na temat konkubinatu.Ani ja,ani Kira o tym ani razu nie piszemy."Nie wierze w Wasze ach i och, te pola pelne uczuciowych kwiatow w zwiazkach"-"
      Napisalam w zwiazkach. Nie w konkubinatach, nie w malzenstwach...mowilam o zwiazkach, a ty cos o tym, ze ja wam sugeruje lub wmawiam, lub nie wiadomo co, ze wy sie zachwycacie konkubinatami?
      Chwalicie je sobie, jako i ja chwale sobie malzenstwo....i wyjasnialam dlaczego je chwale. I co mam ewentualnie na przciwko w konkubinacie- co jest dla mnie na "nie" w tej formie bycia ze soba. Wam moze byc ok, no tak...ale jezeli podam moje argumenty za "nie" to wynika z tego ze nakazuje wam sie przymknac? A wtedy wy napiszecie tak abym to ja sie przymknela?
      Brawo za obopolne porozumienie sie:))
      W zwiazkach uczuciowo nie jest rozowo, wiec nie wierze w te lojalnosci na maxa, te troski etc....
      Tak , inaczej moze, wierze w nie kiedy ludzie to sobie wypracuja po wielu latach ybcia ze soba...a nie ze ech, jaka ja juz uczuciowo spelniona: NA dana chwile anodo katodo, na dana chwile...za moment moze nastac inna chwila:))

      Usuń
    23. jedynie sluszna droge masz ty anodo katodo. Przescigasz mnie w doswiadczeniu nieudanego malzenstwa, wiec wiesz lepiej. Ma sie rozumiec. nie bylam w konkubinacie wiec nie powinnam sie wypowiadac. Slusznie....wiesz najlepiej na swiecie.
      Kazde maklzenstwo jest inne i konkubinat rowniez. Ludzie odskakuja od siebie bo chca oddechu, konkubinat czesto daje takie mozliwosci- ja znam takie konkubiny. nie zyjacych ze soba non stop pod wspolnym dachem. Troche u niego troche u niej...troche samemu ....
      I jeszcze jedno. Nie czepiam sie literowek, ortografi , gramatyki, bo miewam z tym problemy, ale tak jak wy szybciej orientujecie sie w tekscie poprawnym pod tymi wzgledami, tak ja orientuje sie szybciej w tekscie napisanym z odstepami po przecinkach, kropkach, myslnikach , znakach zapytania etc:))

      Usuń
    24. @ Ania

      Myślę, że to chyba dobrze, że można od siebie odetchnąć, prawda? O ile nie czyni się tym krzywdy drugiej osobie, czyli np. nie zostawia w chorobie.

      Sorry, piszesz dość niejasno, trudno się w tym połapać. Może by tak pisać spokojniej, hmm? ;)

      Usuń
    25. Jezuuuu ---mieszkanie osobno to nie jest konkubinat.Konkubinat to jest dokładnie małżeństwo bez dokumentu.koniec,kropka..Piszesz rzeczywiście bardzo nieskładnie.I do tego WIESZ co czują inni, jakie maja motywacje.Odwróce to trochę przekornie- idać podobnym torem myslenia małżeństwo to może być asekuracja:))) Jezęli mnie poślubi to mam większą szansę na to,że mnie nie opuści,bo mu będzie trudniej:)) .No,super.A ja pozostanę przy poglądzie,że to do kitu.To tak,jakby nie robic świństw nie z przyzwoitości ,ale ze strachu:).PS. obojętne czy napisałaś o tych kwiatkach w konkubinatach czy związkach,to nie ma znaczenia,bo żadna z nas -ani Kira,ani ja -takich oczekiwań wobec związku nie werbalizujue a Ty nam to właśnie przypisujesz.I najważniejsze-ani Kira,ani ja nie jesteśmy przeciw małżeństwu,nie uważamy tej formy bycia ze sobą ani za lepsza,ani za gorszą-co kto lubi.ty uważasz konkubinat za formę gorszą,dowod nieodpowiedzialności i niechęci do wiązania się na stale. To właśnie a nie nic innego budzi nas sprzeciw bo my WIEMY co powoduje,że jesteśmy w takim związku,Ty zaś zaledwie przypuszczasz.Zapewne oburzyloby Cię,gdyby ktoś twierdził,że np. małżeństwo jest froma asekuracji ,że gros kobiet wybiera tę formę dla pieniędzy itd. ,nieprawdaż ? Rozmowa o uczuciach i protekcjonalne pieprzenie o uczuciowym spełnieniu "na daną chwilę,za moment może nastać inna chwila".Może.wyważasz otwarte drzwi i do tego przycinasz sobie palec.Może .I u mnie,i u Ciebie.Swiadectwo ślubu temu nie zapobiegnie a ryzyko zależy WYŁACZNIE od tego,jakich mężczyzn wybrałyśmy i jak dbamy o zwiążek,a nie od formy tego związku.Jeżeli myślisz ,że forma Cię chroni bardziej,cóż,-myśl....W rankingu "szybszego orientowania się " ( w czymkolwiek ) nie staruję,nie mam potrzeby:))

      Usuń
    26. PS.Czytając Ani,Twoje posty mam wrażenie,ze rozmawiasz ze swoim wyobrażeniami na temat tego,co ktoś myśli,ale na pewno nie ustosunkowujesz się do napisanych słów.
      Albo po prostu ich nie rozumiesz lub nie chcesz zrozumieć.Trudno,I tak bywa,nie każdy musi.

      Usuń
    27. I jęzęli moje spokojne słowa o lojalności ,trosce czyli czyms co POWINNNO być podstawa dojrzałego związku odbierasz jako "ach i och ,pola pełne " itd. - cóż,gdybym była zainteresowana to zadałabym sobie pytanie o jakośc Twojego związku i sens jego istnienia.Ale zdecydowanie nie jestem:))

      Usuń
    28. Oczywiście, że nie mam nic przeciwko instytucji małżeństwa. Jest mi ona idealnie obojętna. :)))

      Zaczynam się jednak teraz zastanawiać, czy małżeństwo nie jest dla NIEKTÓRYCH pań formą swoistej prostytucji. Albowiem tym właśnie jest wymiana seksu za bezpieczeństwo.

      Usuń
    29. Zapewne w wielu przypadkach jest to rodzaj wymiany.Ja tylko dziwię się kobietom(uwaga ad rem) przekonanym,że małżeństwo niejako je nobilituje.Niektóre -i to np. te ,które zawlokły delikwenta do ołtarza wyłącznie dzięki ciąży (pracowałam z mężczyznami,nasłuchałam się sporo na ten temat ,stąd moja niewiara w owe odpowiedzialne deklaracje jako aksjomat każdego małzenstwa) mają ten rysik lekceważenia w stosunku do kobiet ,których to szczęście nie spotkało.To poczucie wyższości,to przekonanie,że te inne to aż nóżętami przebierają do tego slubu ,że to tylko ON ,władca życia i śmierci,i losu całego nie chce.Oczywiście,bywa różnie,jak już napisałam-gdy jedna strona chce a druga nie-jest to miernik .Problem w tym,że ja znam bardzo dużo związkow,gdzie to właśnie one nie chcą :)).Fakt-to są akurat kobiety o bardzo silnym poczuciu wartości,wynikającym z nich samych i tego co same stworzyły .Dla nich mężczyzna jest autentycznie równorzędnym partnerem,zaspokającym potrzeby ciała i ducha a nie społeczne:)

      Usuń
    30. Musze komentarze usuwac po wpisaniu , bo dopoki nie zobacze tekstu calego- rozwinietego, nie dostrzegam literowek.:)

      Zastanawia mnie czy wy czytacie innych ze zrozumieniem? Czy ja potepilam konkubinat? Napisalam, ze to "do dupy sprawa", "badziewie" ? Napisalam, ze jest latwiejszy w zwinieciu maneli. Bo jest, nie oszukujmy sie. jest wygodniejszy, bo gdyby nie szlo dalej. wystarczy spakowac walizki , zamowic samochod na przewiezienie gratow- jezeli ma sie gdzie i po sprawie ( mowie o sprawach formalnych, nie o uczuciowym bolu, ze cos nie wyszlo). Dlaczego anodo katodo nie weszlas w powtorny zwiazek malzenski? Bo papieru nie potrzebujesz? Czy to az takie wazne? Czy po prostu, ale nie oszukuj, w razie gdyby nie szlo jest mniej problemow, biegania i zalatwiania , szarpania sie w sadach, "publicznego wywlekania brudow" ( choc bywaja tacy, ktorzy potrafia bez owych brudow, ale jakby nie bylo- zawsze wtedy trzeba stanac przed obcymi nam ludzmi i cos z naszego zwiazku, zwiazku na papierach, powywlekac).

      Napisalam tylko, ze mi malzenstwo pomaga na drodze do milosci. Bo ja WRACAM do slow przysiegi, ktora kiedys tam uroczyscie mu wypoiwedzialam. Gdyby nie ta uroczystosc ja bym nigdy mojemu partnerowi czegos takiego ( jak wiernosc dozgonna , milosc az po grob), nawet w formie, ze ok zrobmy se to tylko my we dwojeczke, nie obiecala. Napisalam uczciwie, jak postrzegam malzenstwo. Dla mnie to nie asekuracja, to praca. Natomiast gdybym byla w konkubinacie mysle, ze przez ten czas,naszego bycia razem zdecydowalabym sie, moze ze dwa razy, na odejscie ( pozostawienie tego kramu)- a po czasie okazalo sie, ze wystarczylo przeczekac, troche dluzej niz norma przewiduje. On mial ze mna podobnie. Gdybsmy to zrobili, nie byloby nas teraz razem w tym miejscu, w ktorym obecnie oboje jestesmy. Mi by konkubinat ulatwil odejscie. nic nie obiecywalam, nic wazkiego w slowach nie zaszlo.....spadam, wystarczy:)))

      Anodo Katodo, czy Ty czytasz moje posty, czy komentarze...bo cos mi tu o postach wciskasz.
      I z tymi lakami pelnymi kwiatow...dziewczyny to nie mnie emocje poniosly. Was poniosly. Skoro nie odczytujecie tresci typu "zwiazek", a w to mieksce wciskacie sobie do glow konkubinat. I nie powiedzialam tez, ze konkubinat jest latwiejszy uczuciowo- emocjonalnie...jest latwiejszy w "zwinieciu maneli":))) takiego okreslenia uzylam. Manele, nie uczucia- choc jak zwiazek pada to tam uczuciowo raczej bardzo biednie,

      Ps. Sa kobietki, ktore bez opbraczki czuja sie niewartosciowe. Tylko w mezu, dzieciach.widza cel swojego istnienia. Mozesz mi wierzyc, lub nie, ale ja do takich kobitek sie nie zaliczalam. Gdyby tak bylo, zona zostalabym w wieku 22 latek:))

      Usuń
    31. Anodo katodo:))) Przestan: Na odpowiedzialny zwiazek taki wlasnie z lojalnoscia ( choc ona akurat powinna byc od samego poczatku) troska o siebie ( uczymy sie o siebie troszczyc- roznie to wychodzi) potrzeba lat. Dlaczego w zwiatzkach nie ma rozowo? Bo w zyciu piekne sa tylko chwile, a nie lata:)) Potem to we wspomnienaich ubieramy w lata fajnego bycia ze soba. Moja tesciowa tak ma po 57 latach malzenstwa, ze nawet to, co bylo nie tak w zwiazku potrafi wywrocic na tak:)) A kiedy slysze jak babeczki opowadaja , jak im partnerowie za skore zalezli, ile trzeba bylo przebaczac, drobnostek i grubszych spraw ( mezczyzni nam oczywiscie tez) to ogolny bilans wychodz, ze to tyrka, a nie och, i ech:)))

      Powiem tak ...moze za 10 lat( bardzo bym chciala) stwierdze, ze czuje z moim mezem 100% pelnie i jednosc:)) Na razie probujemy w to wejsc...caly czas staramy sie. Albo ianczej, lepiej mowic za siebie- staram sie:)))

      Usuń
    32. Nastepnym razem, obiecuje, bede pisala pod natchnieniem Ducha Swietego, coby kazdemu pasowalo ( kurcze, podoba mi sie to okreslenie SN ) i bylo zrozumiale. Herbate odstawie, pod wplywem herbaty pisze sie nieklarownie, chaotycznie i ...w ogole dupa blada wychodzi:)))

      Usuń
    33. Aniu, mnie emocje nie poniosły w związku z Twoimi poglądami, tylko przez to, że często piszesz niejasno i rozwlekle. To dość denerwujące.

      Tak, pewnie, że konkubinat ułatwia "zwinięcie meneli". Ale uściślijmy - to nie znaczy, że jest tylko "na dobre". Bo "na dobre" to może być - jak słusznie zauważyła AnodaKatoda - tylko romans. Będący ze swej natury czymś tymczasowym.

      Usuń
    34. "Kiedy nie chce sie zestarzec z owa kobieta, ma watpilwosci co do przyszlosci bo nie wiadomo co zycie przyniesie wtedy lepszy konkubinat, ze wzgledu na pewnego rodzaju wygode. jakby nie wyszlo-" Aniu,czy to aby nie Twoje słowa ? I właśnie o te słowa chodzi.Nota bene -bardzo charakterystyczne,bo zakładającę wyłącznie niechęć męską,męskie wątpliwości.Dalej- już wyważanie otwartych drzwi,truizmy o tym,że trzeba lat,ple,ple,ple.To chyba oczywiste,nieprawdaż ? I -jak pijany Kazio płota-znowu,że nie różowo,że praca itd.Ktoś twierdzi inaczej ,że ech i och ? (z czym ta herbatka była )? A co do tego.do jakich Ty"kobitek"(dla mnie obrzydliwe określenie) należysz-naprawdę sądzisz,że mnie to interesuje ? Zrozum wreszcie,że to nie chodzi o Ciebie ,o mnie.Chodzi o rozważania ogólne.To,ze ja nie lubię ryb to nie znaczy,że ryby są be.To,ze ja uwielbiam bakłażany,nie znaczy ,że każdy musi.I powtórzę-jedni postępują przyzwoicie,gdy mają to napisane(powiedziane ) czarno na białym.Inni -bo tak po prostu im w duszy gra.Więc nie uważajmy,że podpisanie cyrografu czyni z automatu lepszym a niepodpisanie-gorszym

      Usuń
    35. Pamietam mloda 24 letnia nauczycielke. Byla ze swoim facetem jakies dobre 6 lat. Zyli wspolnie, w konkubinacie. Ja starsza od niej o jakies 5 latek, bez obraczki na reku i mysleniu o tym. Ktoregos dnia przychodzi i opokazuje dziewczynom pierscionek zareczynowy. Gratulacje, gratulacje i inne cwierkolenia i pomiedzy tekst mlodych lasek:
      -Ale masz fajnie. oswiadczyl sie.
      -No. tym bardziej , ze wiesz jak tro z facetami jest. Nie bardzo chca...
      Oniemialam. zyla w konkubinacie. Byli przeciez ze soba jak maz i zona. Dziewczyna po studiach, wiec raczej nie koltun, tak wypadaloby przypuszczac. I ona zyje z gosciem iles tam lat i NARESZCIE JEST, JEST TEN PIERSCIONEK. ten wyczekiwany gadzet majacy zaprowadzic ja na slubny kobierzec. A nie lepiej bylo sprawe od razu przedstawic i wlasne oczekiwania na swiatlo wyniesc?
      Co jest?

      Blablujesz ty AK z Twoimi emocjami na wysokim C...wciskasz mi, ze to ja. A czytajac Ciebie wychodzi mi na to, ze no tylko skowronki Wam tam przyspiewuja :)))) Dlatego to moje bicie painy o trudach, ktore nie znalazly miejsca w Twoim spojrzeniu na sprawe:)) Byc moze nie zasluguje to na jakakolwiek uwage, byc moze:))

      Usuń
    36. Ano właśnie, jak też brzmiało owo powiedzonko...? Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. :)

      Usuń
    37. O matko-dwa razy .DWA RAZY napisałam,że jest problem,gdy nie ma kompatybilności potrzeb i że WTEDY jest to miernik.O czym niby ten przykład ma świadczyć ? Że są takie sytuacje i takie kobiety ? A ktoś to neguje ? Ale czy to jest dowód,że KAŻDA kobieta ma takie oczekiwania ? Aniu,dośpiewujesz sobie ,czytasz i to bez sensu,między wierszami,wyczytując to,czego tam nie ma.To OCZYWISTE,ze w każdym związku sa trudy .Napisanie,że ma się,lojalnego i troskliwego partnera nie jest synonimem tego,ze jest to partner idealny a w związku nie bywa różnie.No,chyba,że dla Ciebie to jest albo czarne,albo białe i albo troskliwy i lojalny ,albo leje po mordzie.Nie pisz o moim spojrzeniu na sprawę,bo piszesz głupio .Ja nie piszę o rzeczach oczywistych,pisanie o tym,że w związkach bywają trudne momenty to taki sam rodzaj informacji jak w wypracowaniu na temat przeciętnego dnia napisanie "umyłem zęby,zrobiłem siku,podtarłem się papierem toaletowym".I nie jest to dyskusja o tym,jak jest w szczegółach w czyimś związku.Z uporem maniaka przypisujesz moim tekstom jakies idiotyzmy .Wysokie C.Puknij się w głowinkę :)

      Usuń
    38. PS.dziewczyna po studiach to wcale nie jest DZISIAJ gwarancja,ze nie kołtun.Tyle,że ja potrzeby małżeństwa nie uważam za kołtuństwo,ale normalną potrzebę.I uważam,ze jeżeli taka dziewczyna CHCE małżeństwa to jest po prostu głupia,ze godzi się na konkubinat.Wlaśnie takie dziewczyny nie budzą mojego szacunku.Nie te,co marzą o małżeństwie i konsekwentnie do tego dążą,i nie te,które nie marzą i nie dąża.

      Usuń
    39. I jeszcze jedno -nie uważam konkubinatu za dobre rozwiązanie jako niepewnej formy przejściowej,z nadzieją na to,ze może kiedyś łaskawca się oświadczy(znowu facet!!! ).Tu musi być jasna decyzja na początku- czego OBOJE chcemy.Gdy mój syn postanowił się wyprowadzić (na studiach) do dziewczyny zadałam mu pytanie "czego ona oczekuje,byś jej nie zrobił krzywdy".Odpowiedział "mamo,ja natychmiast gdy skońcxzę studia i dostanę pracę ożenie się z nią i ona o tym wie.".Mieszkali w konkubinacie dwa lata,ale to bylo precyzyjnie określone-forma przejściowa do czasu pełnej samodzielności.I to był jedyny warunek a nie żadne jego wahania czy niechęć do zobowiązań.Dotrzymał słowa,w tym roku będzie już piąta rocznica ślubu.Oczywiście,żadne nie mialo gwarancji,że się uda,ale oboje wiedzieli,na czym stoją,czego oczekują.Nikt nikomu łaski nie robił,nie trzymał we niepewności.

      Usuń
    40. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    41. Droga Aniu! Myślę, że tylko pozbawiona szacunku do siebie dziwka mogłaby postępować wbrew sobie. Czyli w przypadku, gdy pragnie ślubu, godzić się na konkubinat. Dlatego bohaterka opowiadania Montekiego nie zyskuje mojego szacunku.

      A sam Monteki pieprzy bez sensu, że wspólne życie to "zabawa w dom". I że jest to "darmowy seks, żarcie, wikt i opierunek". Jak rozumiem, papierek sprawia, że kobieta chętniej gotuje, pierze i zaspokaja mężczyznę? Sorry, myślenie dziwek...

      Usuń
    42. Dokładnie tak myśle,Kiro.dokładnie tak.Tzn może nie dziwek ,ale kobiet bez szacunku dla siebie samych,dla swoich potrzeb.A mój syn-tak,dobrze wychowany,z dobrym kręgosłupem moralnym,po wielu latach trudów mogę z czystym sumieniem powiedzieć -mądry,fajny facet.Ciekawe dlaczego:))) .moja była tesciowa kategorycznie twierdzi,że to wyłącznie moja zasługa.Nie zgadzam się z nią:)).Jeszcze i moich rodziców....

      Usuń
    43. Jednak upieram się przy tym - wiem, bardzo wulgarnym - słowie. Jest ono dla mnie synonimem nie tyle puszczalstwa, ile właśnie kompletnego braku szacunku dla samej siebie.

      Ale cóż, niektóre panie ciągle jeszcze uważają, że skarpetki męża śmierdzą mniej niż skarpetki kochanka. A seks po ślubie mniej "uwłacza" ich godności, niż gdyby "oddały" się wcześniej. ;)

      Usuń
    44. Teraz przeczytałam ten blog-to jest dokładnie to,co napisałam wyżej " uważam,ze jeżeli taka dziewczyna CHCE małżeństwa to jest po prostu głupia,ze godzi się na konkubinat" .Bohaterka tego bloga była glupia przez cztery lata i nie wiem ,po co tyle czekała ? może miała chora satysfakcję,że jak WRESZCIE jej się oświadczył to mu mogla powiedzieć NIE ? nie rozumiem takich kobiet.to prawda,że ponad 90 % mężczyzn wie prawie od razu,że to "ta".Ale ci,ktorzy chcą się za darmo zabawić wysyłają bardzo jasne sygnały i jeżeli dziewczyna ich nie odczytuje,to znaczy,że ich nie chce odczytać i idzie na każdy układ.

      Usuń
    45. no,tak-kwestia nazwy.Ale masz rację -ja za kurestwo uważam nie seks bez ślubu,gdy dziewczyna po prostu to lubi i tego chce,tylko właśnie seks z obowiązku (obojętne czy małżeńskiego czy nie,ale dla innych celów niż własna przyjemność,dla zaspokojenia potrzeb partnera),co wcale nie jest rzadkie.

      Usuń
    46. PS.przytoczona wcześniej nauczycielka rozradowana ,ze jej się wreszcie po tylu latach oświadczył -no,mnie byłoby głupio się tym chwalić,lubię być panią siebie i nie cieszy mnie ,gdy ktoś mi WRESZCIE da coś,czego pragnę.Niecierpliwa jestem :)

      Usuń
    47. @ Kiro:)
      Nie dziwkuj. byc moze bohaterka tekstu Montiego dojrzewala wewnetrznie do slubu, .... i kiedys sie jej oczy otworzyly, ze nie z tym panem. Przeciez ludziom po czasie sie oczy otwieraja na cos tam...skoro tyle zwiazkow zdycha:))

      Usuń
    48. I dlatego walnęła, że powinien był się jej oświadczyć po trzecim seksie? Dopiero by się wpakowała w szambo... :)))

      Usuń
    49. Gdyby byl czlowiekiem na poziomie to by sie jej oswiadczyl po trzecim seksie:)) A zew nie byl, wiec cierpliwie, jak to wiele babek, czekala:)) Zobacz jak sprawe stawial syn Anody Katody....on dokladnie wiedzial co i jak....i o tym jest chyba post Monteskiusza. ze faceci wiedza, szybko wiedza czy to ta kobieta i czasu na dowiedzenie sie nie potrzebuja az tak dlugo. I albo ustalaja czy to bycioe z ta kobieta ma byc na paierach, czy jeszcze poczekaja a potem papierowo sfinalizuja, czy w ogole odpowiada im bycie w konkubinacie..... Widocznie Monteki wychodzi z zalozenia ( a facet zwiazkow chyba kilka mial i papierowych i nie) ze jak facet uczciwie podchodzi do sprawy to w zalozeniu , nawet dalszym jest jakas deklaracja a nie zwiazek na probe.

      Usuń
    50. a skoro facetv probuje dluuuugo to swinia nie facet ot i to wszystko. ja tak odebralam post:))

      Usuń
    51. @ Ania

      Dwie ważne rzeczy:

      1. Można pokochać kogoś, ale warto z tym kimś pożyć pod jednym dachem.

      2. Długi, paroletni (czy nawet wieloletni) konkubinat nie musi być "życiem na próbę". Mój nie jest. I dlatego ja w razie ewentualnego rozstania nie pomyślę sobie, że to były zmarnowane lata.

      Usuń
    52. Tak, tylko Ty unosisz sie tak, jakbys to Ty byla owa bohaterka i przezywala ow zwiazek....jej zwiazek byl taki jaki opisal Mionteki. On nie psize tu o kobietach, bo co moze o nas powiedziec, nie ocenia nas....on öpisze o faceciku gogusiu- takich pelno. on sie zadaje z dziewczyna, uczucia sie kreca. laska wchodzui z nim w zwiazek, no ale przeciez nalezaloby pozyc przed. Wielu ciagle mowi sie o probie przed slubem.....wiec bywaja takie meskie hieny, ktore na takiej probie jada dlugo, bo maja wygode.... I on takich wygodnickich opisuje. Ma wygodnie i czego mu brak? I dobrze, ze bohaterka wyszla z jakiegos toksycznego zwiazku:))

      Usuń
    53. Wrócę do mojego syna-nie wątpię,że jego postawa to była mieszanka tego,co wyniósł z domu,ale tez osoby jego dziewczyny,obecnie zony.Ona po cichu i nienatrętnie
      zagięła na niego parol od pierwszego wejrzenia,przeczekawszy jego poprzednią dziewczynę,najpierw stali się przyjaciółmi,setki rozmów,z których jasno wiedzieli,czego każde z nich,niezależnie od siebie,od życia chce.Jednak sądzę,że najbardziej go w niej zachęciło,że jej determinacja odnośnie osiągnięcia celów jest skoncentrowana na celach zawodowych a nie na dobrym zamążpójściu.On po prostu nie ceni kobiet bez zainteresowań,kobiet zależnych od mężczyzn ,stawiających za cel małżeństwo jako takie a nie małżeństwo będące konksekwencją uczuc i ewolucji związku.to ogromna różnica.Mam wrażenie,ze całkiem sporo dziewczyn działa w myśl zasady " garbaty,kulawy,ale niech poślubi".Myśle,ze mężczyźni tez podskórnie odróżniają desperatkę od tej,ktora ich naprawdę wybrała.Każdy chce być tym jedynym a nie tym co się trafil na drodze do celu

      Usuń
    54. Kiro-pewna znana nam wspólnie kobieta,mądra ,kulturalna,zawarła kilka lat temu małżeństwo z wielkiej obopólnej miłości,z nadzieją i zamiarem,ze to na zawsze(i oby).Jednak ,ponieważ duża różnica wieku,a i oboje po przejściach,ma (mają) świadomość,że to niekoniecznie musi się udać.Jednak postanowili zaryzykować,twierdząc,że to,co przeżyją -to ich.To jedna z wielu postaw,dla mnie dowód na wielorakość ,na brak identycznych wzorów zachowań,oczekiwań,niezależnie od form.I to jest OK.Bo nie ma identycznych ludzi,nie ma identycznych par i niech każdy buduje swe zycie tak,jak on potrzebuje,czuje a innym wara od tego.W tym zakresie wręcz nie wolno ludzi mierzyć miarą swoich emocji i swoich potrzeb.

      Usuń
    55. Niestety, w każdym chyba pokoleniu jest więcej takich, co osądzają według siebie; śmieją się z 25-letnich dziewic, 30-letnich panien...

      Czy pisałaś o A.? Dawno już z nią nie rozmawiałam... Widziałam ją tylko raz (jeszcze przed jej ślubem), ale zrobiła na mnie takie samo wrażenie, jak podczas naszych rozmów na portalu S.: człowiek z wyższej półki.

      Usuń
    56. Tak,jesteśmy w kontakcie.To fantastyczny człowiek

      Usuń
    57. Pozdrów ją, proszę, ode mnie. :)

      Usuń
    58. Czasem sobie

      Ciebie wspólnie wspominamy ,więc nie wątpię,że ja to ucieszy.Ciebie i F.(też czasem się kontaktujemy,ma cudne,naprawde cudne dzieci)

      Usuń
    59. Tak AK :)) Ludzie maja rozne kryteria doborow. Twoj Syn z tej wyzszej polki, inni z troche nizszych, innych....przede wszystkim ludzie nie chca byc sami, samotni , chca byc uczuciowo spelnieni. I czy to doktor wyzszej uczelni, lekarz, pani sprzatacza, czy tez pani w banku...wszyscy mamy te same potrzeby wewnetrzne , ktore powoduja, ze ludzie sie lacza. I czy dla jednego kryterium dobierania sie z kims jest tylko seks, a potem zobaczymy, co dalej, moze tylko wygoda w zaspokajaniu tej potrzeby, czy blyskotliwy intelekt, czy tez wspolne zainteresowania ... kazdy ma jakis tam swoj system wartosciowania, ani lepszy, ani gorszy...po prostu ma taki, jaki ma. jak go zycie uksztaltowalo ... jakie wewnetrzne wolucje przeszedl lub nie przeszedl.
      Po prostu stworzylas pochwale wlasnego Syna, co mnie wcale nie dziwi ( w moim systenie wartosciowania piekne tio), ja tez chwale moja Coreczke i jak ona juz kogos znajdzie to wymiecie(p):))) I na takich kryteriach, ze czasia dymi:))))

      Gdyby to tylko te wartosci wewnetrzne graly role w owych doboraych to fajnie, ale czesto wchodzi to spoleczenstwo. Bliskiem nam ...rodzina, babcie, sasiedzi, rowiesnicy..... i czlowiek roznie reaguje zanim nie pojdzie droga "bycia soba":)))

      Usuń
  6. Papież Franciszek włączył się w dyskusję o rozwodach w KK:

    "Odnosząc to do problemu Komunii dla osób będących w ponownym związku: ponieważ rozwiedzeni mogą przyjmować Komunię, tu nie ma problemu, ale kiedy są w ponownym związku - nie mogą. Uważam, że niezbędne jest spojrzenie na [ten] problem w całościowym kontekście duszpasterstwa małżeństw. I dlatego właśnie jest to problem.

    Ponadto - nawiasem mówiąc - inna jest praktyka prawosławnych. Oni idą za - jak to nazywają - teologią ekonomii, i dają drugą szansę, zezwalają na to. Uważam jednak, że ten problem - zamykam nawias - powinno się przestudiować w ramach duszpasterstwa małżeństw"

    Instytucja małżeństwa nie zawsze była związana z chrześcijaństwem, na przykład w starożytnym Rzymie niewolnicy byli chrześcijanami, ale prawo nie pozwalało im zawierać małżeństw.

    Jako katolik respektuję obowiązującą doktrynę, ale opowiadam się za praktycznym równouprawnieniem konkubinatów i tolerowaniem rozwodów. A Kościół się zmienia pomimo oporu swoich przeciwników i wrogów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być "zwolenników i wrogów"

      Usuń
  7. "Kościół się zmienia pomimo oporu swoich przeciwników i wrogów.

    Szanowny Dibeliusie.
    Pozwolę się z tobą nie zgodzić.Moim skromnym zdaniem,mój Kościół w sprawie rozwodów nie zmienia się,pomimo oporu swoich przeciwników i wrogów.Co prawda,cytujesz tylko fragment wypowiedzi Papieża,ale moim zdaniem wystarczająco ten problem wyjaśniania.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Mędrku,
    Kościół zmienia się - jest to spostrzeżenie ogólne. Natomiast w sprawie rozwodów rozpoczęła się dyskusja, co z niej wyniknie - zobaczymy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. "Kościół zmienia się - jest to spostrzeżenie ogólne."

    Nie będę się z tobą sprzeczał,bo "ogólnie" z całą pewnością zmienia się.
    Mam tylko nadziej,że co do "nieogólnych' zasad pozostanie niezmienny.
    Konkretnie "co Bóg złączył,niech człowiek nie rozłącza",czyli co do nierozerwalności sakramentalnych związków małżeńskich,a raczej przyłoży się się bardziej rzetelnie do nauczania przyszłych kandydatów do zawarcia związków sakramentalnych.
    Oczywiści niezbędne jest spojrzenie na ten problem w całościowym kontekście duszpasterstwa małżeństw,jak słusznie podkreśla Papież.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam tylko nadzieję....Oczywiście niezbędne.........oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kira...ja nie pieprzę...Co najwyżej w cywilizowany i kulturalny sposób próbuję przedstawić - punkt widzenia...I tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm....jesteś jednak trochę (eufemizm) stronniczy .CZTERY lata dziewczyna nie zauważała,że facet "goni za rozumem" ,że jest prymitywny....Trochę długo...Mało spostrzegawcza czy co ? bo co do tezy bloga to się zgadzam,a jakże

      Usuń
    2. Ja nie piszę o tym - Kto ma rację ? Każdy ma prawo do własnej oceny...Uważam jedynie, że posłużyłaś sie mało wyszukanym wręcz niegrzecznym zwrotem okreslając to co napisałem, tak a nie inaczej...A oto jak witasz komentujących 'Czyli, jeśli jednak będziesz zanadto upierdliwy lub niegrzeczny, możesz się spotkać z niezbyt miłą ripostą...Czy Monteki pieprzy jest grzeczna formą w odnoszeniu do kogoś kogo sie nie zna ? Pozdr.

      Usuń
    3. O kurcze Monti ! Jestes? :))) Nie , no....chyba bym Ciebie nie polecila, gdybym wiedzial, ze tu....hm....

      Usuń
    4. @ Monteki

      Ja Ciebie nie witam tutaj, bo jeszcze niczego do tej pory nie napisałeś. Wyrażam swój punkt widzenia na temat Twojego światopoglądu. Jeśli ktoś pisze bzdury, to jak mam to określić? Uważasz, iż konkubinat to „darmowy seks, żarcie, wikt i opierunek”. A zatem - logicznie rzecz biorąc - ślub jest według Ciebie zapłata za te wszystkie jakże upokarzające kobietę czynności, prawda? Cóż, to jest właśnie rodzaj tej "dziwkarskiej" mentalności. Absolutnie dla mnie niepojętej, ale nie mam zamiaru nikogo nawracać.

      Usuń
    5. @ Monti:)
      Kira tak ma... nie zna a se powie:)) Bo ja bym powiedziala jakbym sie z czlowiekiem obeznala:)) Kiedy bym wiedziala dokladnie, ze tak moge sie wyrazic, bo albo nie lubie i wiem za co, albo lubie i ewentualnie moge tak do niego:)))
      Taka wspolczesna podstarzala juz ciut mlodziez...takie pokolenie (p) :)

      Usuń
    6. ,@ Kiro:)
      Facet Ci pisze tak, jak on to ocenia i co? Nie moze? Bo Ty wiesz lepiej jakie sa konkubinaty? Jedne sa takie jak u Ciebie inne takie jakimi je opisal Monti...prawie jak syf w malzenstwach. A w jednym i w drugim syfie sie siedzi dlatego, ze...sie siedzi, bo nie widzi sie dlaczego i ciagnie sie wiele spraw ze wzglednu chociazby na strach przed samotnoscia , albo bolem uczuciowym:))

      Usuń
    7. @ Ania

      Czego niby nie znam? Poglądy Montekiego oraz dzieje bohaterki właśnie dzisiaj poznałam.

      Tak, ja WIEM, że związki są różne - niezależnie od tego, czy są sformalizowane czy nie. Monteki natomiast wymyśla przepis na życie dla każdego. Ma prawo, jasne. A ja mam prawo go ocenić.

      Zmarnowane cztery lata - i dość dziecinne rozstanie. Ot, dorosłe dzieciaki...

      Usuń
    8. Dlaczego dziecinne rozstanie...dojrzala do wyjscia z objec takiego co probuje i ciagle nie wie , do momentu , az zechcial ja zaszczycic i oswiadczyc sie...i ona w tym momencie stwierdzila, ze ma to gdzies....dobrze, ze przed nie po...zalatwila go tak, jak zaslugiwal . Niedojrzale....A Monti opisuje, ze on caly czas kibicowal temu, aby to sie pierdyknelo, bo poziom goscia byl fatalny.

      Usuń
    9. @ Ania

      Odpowiem na obydwa Twoje komentarze tutaj.

      Nie, nie utożsamiam się z chrześnicą Montekiego. Bo ja bym zerwała od razu, gdybym czuła, że coś jest bardzo, ale to bardzo "nie tak". No chyba, że byłabym do szaleństwa zakochana; ale wówczas o takim idiotycznym numerze jak rzucenie faceta, który się oświadcza, nie byłoby mowy. To już pachnie dziecinadą.

      Poza tym dziewoja zerwała z "dupkiem" chyba tylko dlatego, że jej się wcześniej nie oświadczył. To też dla mnie niepojęte. Ale cóż, wielu rzeczy jeszcze nie wiem...

      Monteki formułuje ogólną hipotezę odnośnie życia w konkubinacie. Nie zgadzam się z nią. Wolno mi, prawda?

      Usuń
    10. Musze sprawdzic w tekscie, czy tam jest o konkubinatach, czy o ogolnie pojetej probie przed.....czytalam tekst kiedys. Poza tym Monteki tak to postrzega...ma prawo! Forme bycia ze soba na probe postrzega jako rodzaj konkubinatu...mowisz ogolna teze tworzy o konkubinatach. Dla kazdego z nas nasze pojecie , nasza definicja cos tam uogolnia.....przez taki pryzmat patrzymy.
      matko jak ja nie lubie tych "dziewek", "dziewoj" zaczynasz pisac ( chodzi mi o okreslania kobiet) jak SN- bleeeeeee....ale do rzeczy.
      Dla mnie, na tyle , na ile zrozumialam tekst, owa dziewczyna zrozumiala czego chce, w chwili kiedy on probowal powiedziec jej, no ze: " ok zasluzylas na pierscionek". Siedziala z dupkierm i przejrzala.a ze stalo sie to w takim momencie- no trudno... lepiej w takim momencie niz wcale, albo po . Zaczelo jej chodzic o faceta, a nie takiego dupusia co ciagle byl z nia na etapie proby- dziewczyny (tak dziala obecny mechanizm nakrecajacy i ostrzegajacy orzed nieudanymi zawiazkami) biora te proby w zwiazkach jako dobra monete i nadziewaja sie na buraczanych miskow wszelakich. Monti, jako dojrzaly facet pisze , ze facetowi nie potrzeba lat proby, kiedy biega o partnerke. potrafi sie taki kolo szybciej okreslic. jak sie nie okresla, to ...dziewczyny otworzcie oczy. I tyle w temacie:)))

      Usuń
    11. Co Ty tak z tym "prawem"? Wszyscy mamy prawo do wszystkiego. Ograniczają nas prawa fizyki, pięść bliźniego oraz nasze psychiczne i fizyczne predyspozycje. Tak więc nie histeryzuj, ja nikomu nie odmawiam "prawa" do pisania, co mu/jej się żywnie podoba. Ale OCENIAM. Bo chcę oceniać. A może... muszę? ;)

      "tego typu propozycję składa się nie po czterech latach, a po trzecim seksie !" - czytamy u Montekiego. Który dodaje: "Wydrukujcie je sobie tłustym drukiem i powieście na lodówce." Cóż...

      Usuń
    12. Coz Kiro:) Nie umiesz potraktowac tego okreslenia : "po trzecim seksie" troszeczke szerzej. Niech bedzie , ze po szostym...niech Ci bedzie:))
      Mysle podobnie jak autor posta, na tyle, oczywiscie na ile znam mezczyzn ( pasuje mi tu tez komentarz Anody Katody) ...facet nie potrzebuje bujac sie w decyzji, ta czy nie ta, ta czy nie ta...on wie. Moj wiedzial dosc szybko:))) I o tym mowil.... Facet ktory sam nie wie czego chce, chyba ze tylko seksu, opierunku,. i gara ( ogolnie pojetej wygody) bedzie dluuuugo na etapie proby. A jak bedzie mu zalezalo JUZ na zwiazku, to z reguly wie:)) Patrze na to przez pryzmat mezczyzn ktorych znam:))

      Usuń
    13. No to ładnych masz znajomych. :) Ale może mój facet jest wyjątkiem? Niczego nie zakłada. Ja też nie. Mamy nadzieję, że będziemy razem, ale jak nie, to trudno...

      Usuń
    14. Bardzo ladnych... nie przecze. Zdecydowanych facetow... normalnych gosci:))
      Nie wiem jaki jest Twoj Facet i nie moge Ci pomoc w odpowiedzi na postawione pytanie. Latwo jest przy facetach pokroju syna Anody Katody, wedlug mnie bezpiecznie...najfajniej chyba jest wiedziec jak on mnie w swoim zyciu postrzega. A Syn Anody Katody wiedzial co i jak- zyja w konkubinacie, i dalej razem na papierach. Moze byc tylko, ze zyli ze sobadalej w konkubinacie bo tak chcieli oboje, ale on byl okreslony w uczuciach do tej dziewczyny. on nie wciskal matce: "oj tam mamo...zobaczymy co zycie przyniesie" Pamietam jak kiedys syn sasiadki wystartowal do matki swojej ( byl zareczony ´) z tekstem, ze zareczyny to jeszcze nie slub i on sie zastanawia:))) Mozna miec dylematy przed startem w nowe zycie- ale bez takiego zlewania jak syn sasiadki...no jest ta laska, jest....ma ode mnie pirscionek, ale czy to cos konkretnego znaczy? Zobaczymy:))
      TAk mi sie cos wydaje, ze w zwiazku nie powinno byc zalozenia, ze jak cos nie wypali to trudno...wlasnie to jest , kurcze jak to ujac, zly wstep (?) . trzeba byc nastawionym na sukces, i nie rozpatrywac zalozen, wizji przyszlosci, ze jak sie nie uda to....trudno:))

      Usuń
    15. A jak inaczej? Nie na wszystko mamy wpływ.

      Usuń
    16. Mnie się nie podoba a przede wszystkim smieszy przedstawianie jako kogoś bardzo pozytywnego dziewczyny,ktora po czterech latach zerwała z dupkiem.Tzn że skoro dupek i zerwała-OK.tyle tylko,że co skoro tak długo czasu jej to zabrało to chyba już taka bardzo pozytywna nie jest.Bo 1. :-jak już wiele razy napisałam -chcę określonej formy ,nie godze się na ochłap.2można się pomylić co do charakteru partnera,pewne jego cechy mogą się ujawnić dopiero w ekstremalnej sytuacji,w chwili sprawdzianu,ale to na pewno nie dotyczy intelektu,prymitywizmu -a tu mamy taki casus,niedoszły narzeczony tak jest opisany.To co ją zmuszało,by z tępym prymitywem marnować kolejne lata ? !
      PS.zaś co do decyzji-tak,oczywiście ,potwierdzam,że w 90% facet wie,ale..:)).Gdy spotkałam swojego męża i zaczęliśmy się spotykać oznajmił mi,że on nie planuje kolejnego związku,że raczej nie jest typem do budowania,ponieważ ja myślałam dokładnie tak samo,potrzebny mi był ktoś ,z kim pójde do kina,pojadę na narty ,spędzę weekend ( a poprzedniego adoratora przepędziłam właśnie z powodu jego chęci natychmiastowego mieszkania,slubu i teściowej na niedzielnych obiadkach) pomyslalam sobie "wreszcie gwiazdka z nieba ,nareszcie Mikołaj nie wtrynia mi pomyłkowego prezentu".Cóż,bardzo szybko przekonaliśmy się ,że nie chcemy,nie potrafimy życ bez siebie na co dzień,że nie wystarczają nam odświętne randki,że potrzeba walki o nieumytą filiżankę i niewyniesione śmieci :)) -PRZENOSNIA

      Usuń
    17. 1. Tzn że skoro dupek i zerwała-OK.tyle tylko,że co skoro tak długo czasu jej to zabrało to chyba już taka bardzo pozytywna nie jest.

      Jest. Jest bardzo poizytywna. z mojego punktu widzenia przeszla przemiane, wzbogacajaca ja przemiane. nic nie jest statyczne w zyciu, tzn. gdybysmy rodzili sie juz z pewnymi wartosciami i na nich spedzali cale zycie nie byloby rozwoju. A zycie to rozwoj. Zmiana, ewolucja, doswiadczanie, przezywanie. Ona przezyla lekcje, z ktorej wyciagnela piekne wnioski. psychologicznei bardzo ciekawa postac. Ciekawsza niz ow mezczyzna obok ( byc moze potrzebuje jeszcze lekcji zycia).

      Popatrz jak wypowiadaja sie aktorzy o swoich rolach. Zaden z nich ( prawie zaden) nie uzna za rarytas propozycji roli odegrania statycznego swietego. Chociazby O. PIO, kiedy tam nie bedzie mozliwosci pokazania wewentrznych przemian. Szybciej rzuca sie na role sw. Augustyna. Rozrabiaka, warchol, babiarz stajacy sie swietym...ciekawszy typ. Daje wieksze mozliwosci pokazania warsztatu- to tylko tak mimochodem. Statyczny Franek bez przemian zostajacy na swoim poziomie zycia nie interesuje tak jak wlasnie ta dziewczyna w ktroej sie cos zadzialo. miala nieciekawy okres byci az dupkiem,. z ktorego wyszla bogatsza, pelniejsza, madrzejsza. PLUS...potezny PLUS:)))

      2. pewne jego cechy mogą się ujawnić dopiero w ekstremalnej sytuacji,w chwili sprawdzianu,ale to na pewno nie dotyczy intelektu,prymitywizmu -a tu mamy taki casus,niedoszły narzeczony tak jest opisany.To co ją zmuszało,by z tępym prymitywem marnować kolejne lata ? !

      Spore naciagniecie. Intelektualnie moze byc cacy, mozna tworzyc iluzje tego, albo my sami tworzymy sobie owe iluzje a partner je podsyca ze nie mamy do czynienia z prymitywem.
      ;oja znajoma rozstajaca sie obecnie z mezem. Facet jest ok. Intelektualnie blyskotliwy, nudzic sie przy nim nie mozna, ale prymityw w oszukiwaniu jej, uwodzeniu....dal rade 15 lat. Zdradzil i powrocil na stare smieci, ona przebaczyla bo swtorzyl jej iluzje wlasnej przemiany wewnetrznej, gdzie do innych konkretnie sie wypowiedzial, ze jej nie kocha, jest mu z nia wygodnie. Po prostu im inteligentniejszy potrafi sie bardziej wmaskowac:)) Co oczywiscie nie oznacza, ze musi. natura uwodziciela i tyle:))

      3. Zgoda, ze ludziom poranionym po zwiazkach poprzednich wlacza sie lampka ostroznosci, kiedy spotykaja zbyt zdecydowanego typa, ale przeciez zdecydowanie nie musi oznaczac , ze od razu obiadki u tesciowej przyszlej etc:)) To raczej chyba bardzo dlugotrwala posucha emocjonalna, kotra tak determinuje co niektorych. fajnie , kiedy JESZCZE umie sie to dozowac:))

      Usuń
    18. I Wyjdzmy z tego zalozenia "trzeci seks"- niektorzy nie moga dojsc do tego momentu, jedni dochodza szybciej inni czasu np: roku potrzebuja. Monti pisze z pozycji faceta. Pokazuje jak dziala facet. Po trzcim seksie ( potraktujmy to dosc swobodnie, neich bedzie, ze po 9 ). Nie po nartach AK, nie po kinie...po seksie, on wie czy ta kobieta to ta z ktora chce byc...a jezeli nie wie, to...dziewczyny zwijajcie manele:)))

      Usuń
    19. Aniu-ja się opieram wyłącznie na zdaniu blogera,ktory jednoznacznie nazwał prymitywem i widział w jego oczach pogoń za rozumem.i moje zdziwienie dotyczy włącznie tego,że dziewczyna marnuje czas na prymitywa,I wyciągam wnioski -tak bardzo chciała wyjść za mąż,ze przymknęła oko na te niedostatki.I zapewne,gdyby ów prymitym oświadczył się na trzecie randce -wyszłaby za prymitywa.Poniewaz jednak zaczęło jej się dłuzyc to wkkurzenie zwyciężylo desperację chęci zamążpójścia i tyle.Co do obiadków u teściowej-cóż,teraz rozumiem,dlaczego nie udaje nam się wzajemnie zrozumieć,to dosłowne traktowanie każdego zdania....Długotrwała posucha emocjonalna i to jeszcze bardzo ? A skąd to przekonanie ? Sa osoby mniej i bardziej kochliwe,mniej i bardziej przyciągające do siebie ludzi,ostrożne i nieostrożne przy wchodzeniu w następne związki,niektore wręcz przeskakujące od uczucia do uczucia ,z różnymi tego konsekwencjami.A lampka ostrożności włącza się nie którym i bez poranienia,i bez wczęsniejszych doświadczeń.Raczej do mniejszości należą osoby,ktore ze świeżo poznanym osobnikiem tworzą plany na całe zycie.Między owym czuciem ,o którym napisał M a decyzja jest jeszcze kawałek drogi,na której wszystko się może zdarzyć.I normalny człowiek ,niezależnie od tego czucia,od stosunku do partnera i wielkiej chęci na bycie z nim,daje sobie i jemu trochę czasu ,po to ,by nie nie rozczarować się .Poza głupiutkimi nastolatkami chyba wszyscy wiedzą,że każdy umie się maskować,że każdy może okazac się inny.Rzucanie się na łeb ,na szyję w ostateczne decyzje ? domena ludzi niezrównoważonych

      Usuń
    20. I znowu,Aniu-wyważasz otwarte drzwi-ja przyznałam rację M co do owego mechanizmu działania faceta-chyba też znowu ze dwa razy .Ten mechanzim znałam (pewnie intuicyjnie,bo nikt mnie tego nie uczył) od czasów,gdy podkolanówki i warkocze nosiłam,więć odkrycie na miarę epoki to dla mnie nie jest a raczej "oczywista oczywistość ".I nigdy w życiu nie spotakło mnie rozczarowanię (nie mylic z rozpadem związku,ale na to to zawsze pracują obie strony ) w rozbieżności oczekiwań.ZAWSZE wiedziałam od samego początku,czy i ile warto inwestować :)) I to nie to jest tematem moich wypowiedzi.Tematem mojej wypowiedzi jest brak zachwytu nad bohaterką,cierpliwą nad wyraz (lub bardzo niespostrzegawczą) .Brak zachwytu wynikający z pełnej zgody z tezą wujaszka właśnie.Cztery lata ...masochizm ...ja po czterech tygodniach miałabym dość

      Usuń
    21. A ile czasu meczylas sie w swoim zwiazku zanim sie rozpadl? Cztery tygodnie? :) Wez prosze ...nie bajdurz:))

      Usuń
    22. Powiadasz o barku zachwytu nad laska , ktora cierpliwie i tetetet...
      Piszesz cos takiego:
      ".Brak zachwytu wynikający z pełnej zgody z tezą wujaszka właśnie.Cztery lata ...masochizm ...ja po czterech tygodniach miałabym dość"
      I co ? Opowiedz nam o swoich doswiadczeniach :)) Po czetrech tygodniach bylo ciecie? Czy tez cierpliwie cos tam znosilas iles tam czasu i w koncu nie dalo sie?
      Czy od razu bylas dojrzala ciotka, ktora wiedziala co i jak? Nie popelnialas glupot? Nie rozwijalas sie i nie rozwiajsz dalej? Madra od lkolyski, ostrozna od kolyski i ostra od kolyski? :)))
      Przestan Anodo Katodo:)) babki z reguly ostrzej oceniaja drugie kobiety niz to robia sami faceci:))

      Usuń
    23. Monteki kobiete przedstawil barwniej, jezeli w tak krotkiej formie " literackiego" wyrazu jakim jest blog , mozna kogos , cos barwiniej opisac. barwiej bo pokazal jej dojrzewanie do decyzji. nazwijmy to tak, niedoswiadczona dziewczyna, wkrecona w spoleczne konwenanse ( partnera z pewnoscia chciala miec jak kazdy heterosekusalny i nieheteroseksualny czlowiek, raczej jak kazdy, tylko to pojecie Proby przed bardzo miesza. bo dziewczyna daje facetowi wiecej czasu chocby na slowo "kocham"- oczekuje tego," chce byc z Toba"..,tego typu rzeczy...co z tym zrobimy? Co mamy w planach kiedy biega o nas....) , wyszla na prosta, dojrzala. Jest ciekawsza psychologicznie. On JESZCZE nie. Widocznie potrzebuje czasu. I ok...niech idzie dalej i rozwija sie, dojrzewa, zbiera doswiadczenia i wyciaga z nich wnioski. UCZY sie :))) ja tak pojmuje ten post. oczywioscie faceci sa cycy, jak trza:)) tak samo cacy jak kobiety - wszyscy jestesmy siebie warci:))

      natomiast nie rozumiem tego wyjasniania mi, ze o maskowaniu to nie wiedza chyba nastolatki tylko. Nastolatki wchodzacy w swiat zycia uczuciowo seksualnego jeszcez tej sztuki nie znaja, sa ciut bielsi, kiedy biega o dokopywanie w tej dziedzinie bliznienu, zaczynaja sie tego wlasnie uczyc, wiec zbedny przyklad. stary wyjadacz szybciej to i owo ukryje niz odkrywajacy meandry zycia nastolatek,

      Rozumiem twoje wywody o obiadkach u tesciowej czy ich barku, czy tez atmosfery w jaka chce wkrecic partner...roznie bywa. Bywaja tacy, co szybko ...bardzo czesto chcac np.: zabic bol po rozstaniu z byla/ z bylym wchodza na lapu capu w innym zwiazek ( najlepiej jeszcze szybko sie hajtnac, aby tej przciwnej pokazac jakiz to ja szczesliwy/szczesliwa) . plasta miodu na skolatane serca potrzebuja bo ciierpia i sa na uczuciowym dnie. Potrzebny jest ktos, kto tym palstrem bedzie- roznie ludzie dzialaja:))
      Normalny czlowiek, uczuciowo poszukujacy, ale nie zglodnialy i potrzebujacy lekarza, nie bedzie czynil wizji zwiazku z pierwsza poznana se osoba .... Przeciez tu nie ma mowy o tym, ze od razu. Tylko ze facet kiedy przciaga, to dziwny jest no...cos tam nie teges jest- tak pisze M. >dla mnie to sens tego posta , a nie glupiutka i cos tam jeszcze...zanim stajemy sie madrzy jestesmy glupi:))
      A wkleilam go bo mi sie ten post z Twoim Synem skojarzyl- jako przeciwniestwo pana, ktorego omawiano u Montekiego. Z tym co pisal Monti, ze facet wie, czego chce i z ´jaka kobieta:)) I nie potzrbuje na to" lat swietlnych". Cztery lata - jezeli sie nie okresil to jakos tak dziwnie, a po drodze pewnie, ze moze sie wiele wydarzyc. :))

      Usuń
    24. Aniu- z ubolewaniem stwierdzam,że nie da się czytac twojego bełkotu,zarówno w formie jak i treści.Z pewnością nie rozumiesz,co się do ciebie pisze i podejrzewam,ze również nie bardzo wiesz,co chcesz sama przekazać.Twoje "wnioski " to jakies horrendum i po prostu-nawet w wielkiej nudzie szkoda mi już na ciebie czasu.Konkluzje typu "zanim stajemy się madrzy jesteśmy głupiutcy " są żenujące w swej łopatologiczności.Powtarzanie "moich obiadków u teściowej" jako zwrotu dosłownego -kompletna nieumiejętność myslenia abstrakcyjnego.I pierdoły "różnie bywa","różnie ludzie działają'-no,doprawdy,odkrycie na miarę epoki ,myśl głęboka.Na miare autora,oczywiscie.DWUKROTNIE powtórzyłam,że zgadzam się z teza bloga M a ty jak potłuczona furt i na okrągło,ze M,t o napisał i ma rację.I z uporem maniak usiłujesz mi zmienić opinię o dziewczynie-,przekonać jaka jest super.Adoptuj ja sobie.Może jest super w zyciu,nie mój problem,w opisie ,wg moich odwiecznych kryteriów ,super nie jest.Żadna kobieta,która tkwi długo w niesatysfakcjonującym związku nie jest dla mnie super.Tak jak napisał M -a ja po RAZ TRZECI napiszę,że ma rację-facet z reguły bardzo szybko wie,czy to ta....Dokładnie tak samo,gros kobiet natychmiast czuje czy to ten i w dodatku czy on ją traktuje poważnie,tylko z niezrozumiałych dla mnie kompletnie powodów cierpliwie liczą na cud i udają same prze4d sobą,że wszystko jest OK,ze on ją na pewno kocha,tylko jest zmęćzony/przepracowany/nie ma teraz glowy .Krótko mówiąc -na własną prośbę dają się w trąbe robic.

      Usuń
    25. A jedyną rzecz,na która ci odpowiem-cierpliwość warto wykazywać,tolerancję,wiele rzeczy przeczekać,nie podejmować pochopnych decyzji,ale w stosunku do partnera,ktory spełnił nasze podstawowe oczekiwania-a więć-ona chciała ślubu,on tez,teraz małżeństwo ma kryzys-pracujemy cierpliwie nad tym.Natomiast związek ,w którym każde realizuje swoje ODMIENNE potrzeby i odmienne cele nie jest wart żadnej cierpliwości-jedna rozmowa wyjaśniająca,bez owijania w bawełnę i ustalenie,czy rzeczywiście nam po drodze ,bez żadnego wymigiwania się "a może kiedyś"

      Usuń
    26. I dodam ,co uporczywie przeaczane-wujaszek podkreślał prymitywizm i brak inteligencji fatyganta.To co to za kobieta,ktora cztery lata z prymitywem i tępakiem się prowadza ? nie było mowy o niedojrzalośći,tylko o prymitywizmie i tepocie.Cóż.niech by i o jednym oku,byle w tym roku ?

      Usuń
    27. No ale prymitywizm i tepota to skladowa niedojrzalosci:)) Ja tak to pojmuje. Ok, ok..masz we wszystkim racje, bo tylko o to Ci biega:))) Chesz miec racje, czy chcesz byc szczesliwa. W ogole to my gadamy jak dwie primadonny , na tej samej scenie. Probuje Ciebie zrozumiec, Ty mi ciagle zarzucasz, ze nie rozumiem. A ja probuje i .. szkoda, ze Ty nie probujesz wyjsc mi na przeciw:)))

      Usuń
    28. @ Ania

      Ja bym też chciała Cię zrozumieć. Na razie tylko próbuję. Chyba mi się nie uda. A na pewno nie zacznę palić marychy, żeby mi łatwiej poszło...

      Usuń
    29. I tak swoja droga. nie wzielas na jej plus byc moze takiej mozliwosci, ze byla zakochana, A jak ktos jest zakochany widzi partnera calkiem inaczej niz postrzega go trzezwo patrzace na nich otoczenie- Monteki byl tym "otoczeniem". oceniasz kobiete TAK JAK POWINNA postapic na chlodna, trzezwa glowe ( chyba wiesz co to oczarowanie, zakochanie...motyle w brzuchu?) , bez ulgi..bez ulgi zwacej sie uczucia.
      Kira cos o tym powiedziala w jednym z komentarzy....uczucia zaslepiaja:)))

      Usuń
    30. Bo nie czytasz Kiro:)) Czytasz szybko i powierzchownie:))

      Usuń
    31. Ja rozumiem to tak, ze Monteki byl zbyt laskawy dla tej dziewki:)) Bronie tej dziewki, wynajduje okolicznosci lagodzace coby ja dojrzewajace kobiety nie zazarly:)) Oczywiscie z konkubinatu poprzez rozne meandry zeszlysmy na Syna A

      Usuń
    32. Aniu-nie ,nie zrozumiemy się nigdy,Jeżeli uważasz prymitywizm i tępotę za cechy niedojrzałości-to mamy zdecydowanie inne widzenie świata.Oczywiście ,NIEKTÓRZY niedojrzali ludzie mogą być i tepi,i prymitywni,niemniej to jest ich cecha absolutnie niezależna od poziomu dojrzewania,,Nie będę ciągnąć o panience,bo ani ona mnie grzeje,ani ziębi.Pokaż mi w kim się zakochujesz-powiem ci kim jesteś.A hormony przesłaniają świat naprawdę na kilka miesięcy....A moim synem sobie buzi nie wycieraj.On lubi mądre kobiety,takie,z którymi można porozmawiać,i mimo różnicy zdań,poglądów na pewno zrozumieją co się do nich mowi.Dla pozostałych ma uprzejmy uśmiech(którego drugie dno znaja najbliżsi)

      Usuń
    33. PS,nie uważam opisanej panienki za "dziewkę"-nie imputuj mi tego.to,że nie budzi mojego zachwytu a taki epitet ?

      Usuń
    34. Kira tam w ktoryms momencie napisala, ze dziewka, czy cos tam...ale przyznasz , ze jej dojeba.... tak po kobiecemu, solidarnie:))) W ogole ona stala nie numero uno w calej tej historii:))

      Usuń
    35. Raczej jej MENTALNOŚĆ.

      Usuń
    36. no zesz....ale na serio o nia w tym wszystkim szlo?????

      Usuń
    37. Aniu-sorrry,ale chyba cię znowu pogieło.Usiłujesz nam narzucić zarówno interpretację tekstu jak i decyzję,co w tym tekscie podlega dyskusji .To naprawdę nie twoja sprawa i nie twoje kompetencje.

      Usuń
  12. Kira...Ty mnie tutaj nie witasz ponieważ jeszcze nic nie napisałem. To chyba jakieś kuriozum. To w jaki spsób należy sobie zasłuzyć na powitanie Kiry ! Czy mam rozumiec to tak: Jeśli Kiro kogoś zaprosi kierując sie jakimis kryteriami o jakich nie ma nigdzie ani słowa, to wówczas byc może bedzie grzeczna i przyjemna...Jeśli natomiast stwierdzi, że jeszcze nie zaprosiła to może go sponiewierać np. pisząc Monteki pieprzy...Bardzo przpraszam, że wszedłem tutaj dobrowolnie nie wkupiwszy się w łaski Gospodyni tego bloga. W takim razie wychodzę i poczekam na zaproszenie...Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monteki, jeśli piszesz coś, co inni uznają za bzdury, to musisz się liczyć z nieprzychylną Ci oceną. Co to ma wspólnego z zamieszczonymi tutaj zasadami dotyczącymi rozmowy pomiędzy komentującymi? Przecież nie pisałam do Ciebie, tylko o Tobie. Moje motto: osądzajmy i bądźmy osądzani. :)

      Usuń
  13. Kiro...czemu nadal bronisz straconej pozycji. Przeciez jesteś dorosłym człowiekiem. Oczywiście, że wystawiam sie na oceny innych. Bloguję od wielu lat i z niejednego pieca chleb jadłem. Natomiast ja "czepiam się" formy...Jeżli ktoś jest wulgarny to wystawia ocene jedynie sobie, a nie mnie. Krótko...ja uwżam zwrot: Monteki pieprzy...za elemantarny brak dobrego wychowania i jedynie oczekuję słowa - przepraszam...Czy to takie trudne ?A czy to słowo usłyszę, to już nie zależy ode mnie. Na wiele sposobów można pisac nie do mnie, ale o mnie...Według mnie wybrałaś niefortunnie. Oczywiście nie chcę wejść z Tobą w żaden konflikt...Po co ? Po prostu szanujmy się...Pozdrowionka...:)

    PS. Uważajmy ten wątek za zamknięty. Idziemy do przodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monteki, ja niczego nie muszę bronić, zapewniam. Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, ale... nie żałuję użycia tego słowa. Nie ma konfliktu, jest sucha ocena - i taką pozostaje. Ty piszesz o ex-chłopaku swojej chrześnicy, jak Ci się żywnie podoba, używając niemiłych sformułowań. Dlaczego ja nie mogę pisać tak samo? Jesteś kimś lepszym od osoby z reala, nieświadomej, co o niej wypisujesz? Nie będę Ci się narzucać, jeśli tego sobie nie życzysz. Ciebie zaś absolutnie nie wyrzucam (patrz: zasady), ale moralizowanie sobie daruj. Bo nawet gdybyś był moim ojcem, a ja - piętnastolatką, nie miałbyś szans. Tym bardziej teraz, kiedy mam swoje lata, a Ty jesteś mi obcy. Pozwól mi na trzymanie się własnych zasad.

      Usuń
  14. Nie mogę się powstrzymać od jednej,mam nadzieję ostatniej uwagi.Ania lubi być "za a nawet przeciw".Z jednej strony potakuje jak najęta panu M co do tezy że facet wie od razu ,z czym i ja się zgadzam,przy czym ja owo "od razu" pojmuję dość umownie a Ania czasem umownie a czasem dosłownie,jak widać z jej wypowiedzi.Jednocześnie tak bardzo jej się marzy wspólny front z panem M.,że jeszcze chyba gorliwie przeczy tej tezie,jak szalona broniąc opisanej dziewczyny.No,chyba,że Ania okres czterech lat uważa ,w dobrze usprawiedliwionych przypadkach,za owo "od razu" :)).Eeeech....Trochę logiki,trochę konsekwencji i....zrobi się nudno:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze , ze nie rozumiem. To ze facet wie kiedy jak i co i od kiedy, nie znaczy, ze my musimy tez wiedziec, co on wie. ... powodow moze byc wiele.
      Dla mnie najwazniejsza byla tylko kwintesencja owego posta, kotra wy pominelyscie totalnie- ze facet wie i orientuje sie w temacie dosc szybko. Zajelyscie sie dziewczyna. Zeszlyscie totalnie na glupia dziewke , dziewke i tyle.... Bardzo ladnie i madrze oceniacie, szczegolnie innych, postaci literackie postaci fikcyjne i prawdziowe, osoby w necie..u Kiry znajdzuje sie tekst, ze mozna ja krytykowac,ale sprobuj tylko. Kira jest tez, za , a nawet przeciw ta.kim krytykom
      Nie bede juz powracala do interpretacji danego tematu,. obrobie za to sobie dupe w satysfakcjonujacy was sposob....
      Potakuje bardzo gorliwie panu M. Co chcesz uslyszec? Uslyszysz. Bom moze prosta dziewka z nizin kulturowych? Taka nie znajaca sie na zyciu pinda- czego chcesz anodo...? Lubie goscia, bo on lubi kobiety. I owej dziewki nie oceni tak, jak wy...a jeszcze wesprze w wyjsciu z toksycznego ukladu:)) Ot i wszystko w temacie. Tekst odczytuje inaczej niz wy, skupiam sie na innych jego elementach, niz wy. Powiedzialam to wczesniej i nie chce sie juz powtarzac.Wy skupiacie sie na dziewce. Zycze wiec powodzenia w skupianiu sie .
      A poza tym...po co to ciagniesz...chcesz ciagu dalszego histerii? Bynajmniej nie mojej.

      Usuń
    2. @ Ania

      Jak zwykle musiałaś zahaczyć o moją osobę. I jak zwykle niczego nie zrozumiałaś ze - skądinąd prostych - zasad. Histeria... Taaa, dobre słowo na określenie Twojego słowotoku.

      Usuń
    3. Slowotok pokazalas pod ostatnim twoim postem...zmierz linijka dlugosc naszych komentarzy.... mysle, ze wygralas:))

      Usuń
    4. Nie sądzę. Monteki bije mnie na głowę długością, a Ty - ilością komentarzy. Szkoda, że za tym nie idzie jakość...

      Usuń
    5. To Twój najkrótszy komentarz w historii!!! BRAWO! :)

      Czemu zawsze nie jesteś taka zwięzła? ;)

      Usuń
    6. Jezuuuuuu droga Aniu -jakoś Twego dobrego serduszka nie bulwersują epitety pana M.pod adresem wieloletniego kopulanta jego chrześnicy,choć tegoż kopulanta nie znasz,tak jak i owej panienki.Jednakowoż panieneczka jest cacy,kopulant be,bo tak NAPISAŁ pan M.A być może jest odwrotnie,być może po środku,być może oboje są be,być może oboje cacy-tego z czytajacych -poza Tobą nie wie -nikt.I mylisz ocenę całościową człowieka.z oceną określonego postępowania.Bronisz jak lwica nieznanej panienki w imię fałszywie pojętej solidarności jajników.Ja nie mam takiego dobrego serduszka,howgh.

      Usuń
    7. Ano tak to już jest, że na swoich blogach wolno nam każdego obgadać. :)))
      (Odnosi się to i do mnie.)

      Usuń
    8. anodakatoda03.02.2014, 08:37
      Tu to też pasuje.
      Aniu-sorrry,ale chyba cię znowu pogieło.Usiłujesz nam narzucić zarówno interpretację tekstu jak i decyzję,co w tym tekscie podlega dyskusji .To naprawdę nie twoja sprawa i nie twoje kompetencje

      PS.z siedem razy:)) podkresłałasm,ze zgadzam sie z główna tezą bloga.Może do niektórych trzeba więcej ? Mój pies nauczył się reagować na "siad" po piątym razie.....więc mi się wydawało.że .....

      Usuń
    9. No to rozkminiajcie sobie nadal dziewke i kopulanta...tylko uwazajcie cobyscie sie nie nadwyrezyly zbytnio intelektualnie i umyslowo.
      Chcialabym abys soobie zajrzala w tekst i zobaczyla kiedy przyznalas racje, ze zgadzasz sie z glowna teza bloga ( nie wiem o co w tym chodzi- czy mowimy teraz o jednym poscie pana M. czy o jego blogu, czy masz nan mysli jeszcze cos innego) No ale wiesz jak jest z pasami ci idzie- moze ten sam iloraz IQ posiadacie ,a wypowiadasz sie tak, ze ludzie nie czacza:)) Z psem niewatpliwie bys sie dogadala:)) Nie przecze:))

      Nigdy bym nie wkleila tego posta od pana M. gdybym wiedziala jaki to spowoduje galimatjas.
      A zainteresowania wasze sa jak najbardziej ok- takie przecietne. nie psychologiczny obraz osoby, a ...dziewka i kopulant. Ich interacje:)) szczegolnie to, jak mozna cztery lata kopulowac z kims kto na kopulacje nie zasluguje:))

      Usuń
    10. Czacza ,rozkminiajcie ...Różnica między intelektualnie a umysłowo ? Ludzie czacza,Ania nie czacza.Galimatias Ania ma w główce.A,nie pardon,Ania ma galimatJas ,zapewne po spożyciu oChydnego matjasa.Czacza,o le !
      PS.droga Aniu -to co ty,niebożątko chciałabyś,bym sprawdziła ? bo sama nie wiesz o co chodzi .No,dlaczego niby ta dyskusja miałaby być wyjątkiem w twej wiedzy ?

      Usuń
    11. PS.otwartym tekstem-guzik mnie obchodzi jakakolwiek panienka z jej interakcjami.Nie bulwersuje mnie jej bzykanie się z tępym prymitywem-co kto lubi.Nie bulwersuje mnie jej cierpliwość wieloletnia w oczekiwaniu na Godota czy obrączkę.Swiat jest pełen desperatek zaciskających zęby i bujających się w niestatysfakcjonujących układach ,byle się za mąż wydać.To,że po długich czterech latach jej się znudziło to nie jest żadne bohaterstwo czy czyn wiekopomny tylko krok ku normalności i godności.I niech się jej wiedzie jak najlepiej,skoro ten pierwszy krok zrobił,dobrze wróży.Mnie bulwersuje jedno- opisywanie jednak tak intymnych spraw przez wujaszka,ktory,z racji chociażby zamieszczonego zdjęcia ,jest rozpoznawalny,przeto i chrześnicę tez podaje jak na tacy.Rozumiem jego radość,ze się dziewczyna wreszcie "przywitała z rozumem",ale uważam,ze przekroczył pewne granice.Oczywiście-to niby jego i jego podopiecznej sprawa,na pewno nie moja,ale mnie to zwalnia z odrobiny nawet szacunku do takich ludzi.Oczywiście,zaraz może paść "argument" hipokryzji,ale ja uważam,że świat,w którym nie odsłania się rzeczy intymnych jest swiatem lepszym.i nie odbełkotywuj mi już więcej,Aniu.Jeżeli musisz jednak-postaraj się najpierw pomyśleć co masz do powiedzenia poza okazaniem emocji i zrób to po polsku,nie jakims koszmarnym slangiem młodzieży z marginesu

      Usuń
    12. @ AnodaKatoda

      A widzisz, to ciekawe. Mnie na ten przykład nie bulwersuje, iż Monteki obgadał tego "prymitywa" z góry do dołu i z powrotem. Skupiłam się na samej historii. Ileż to książek opisuje czyjeś pożycie intymne - lub cudze... ;) Ale Ty stawiasz granicę gdzie indziej. Nie podoba Ci się wywlekanie takich spraw czy chodzi o to, że Monteki jest "rozpoznawalny"? Chętnie bym poznała Twój punkt widzenia na ten temat.

      "Swiat jest pełen desperatek zaciskających zęby i bujających się w niestatysfakcjonujących układach ,byle się za mąż wydać."

      Gdybym przeczytała takie zdanie dziesięć lat temu, nie uwierzyłabym. Uznałabym, że piszesz o niewinnych a tępawych dziewojach z XIX-tego wieku.

      Teraz jednak mogę Ci tylko przyznać rację. :/

      Usuń
    13. "Mnie bulwersuje jedno- opisywanie jednak tak intymnych spraw przez wujaszka,ktory,z racji chociażby zamieszczonego zdjęcia ,jest rozpoznawalny,przeto i chrześnicę tez podaje jak na tacy"

      Uwazasz sie za osobe inteligentna, z pewnoscia inteligentniejsza od wlasnego psa. Powiedz mi- nie przyjelas opcji, ze chrzesnica to fikcyjna postac, a ow wujaszek to po prostu narrator wystepujacy w pierwszej osobie liczby pojedynczej? Ktora niewatpliwie mozna utozsamiac z osoba autora bloga.
      Osoba po studiach, z rozmaitymi specjalizacjami nie lapie lub nie zaklada takich mozliwosci? Jezeli na tym poziomie nie mozesz zaczaczyc to na co tu dalsze, glebsze interpretacje?

      ".i nie odbełkotywuj mi już więcej,Aniu"
      Posiadsz choc ciut samokrytycyzmu? Bo ja na serio zastanawiam sie nad wlasnym belkotem. Przyjmuje opcje, ze moge sie mylic, Tylko niestety. Utrudniasz mi bardzo przyjecie takiej opcji ...wlasnie poprzez to, w jaki sposob piszesz, na co zwracasz uwage, jak interpretujesz. Jak spojrzalas na owa laske i jak ja oceniasz...co jest kwintesencja owej oceny:))

      Nie wiem jak cie przekonac o moim spokoju po tej, mojej, stronie monitora? No nie wiem. Pisze np,: z usmiechem na koncu jakiejs wypowiedzi (:) ). Myslisz, ze bym go wstawila, gdybym sprawy z przymruzeniem oka nie traktowala?
      Prawdopodobnie jestes lekarzem, czyli kims z tej wyzszej polki intelektualno- umyslowej. Zakladam, ze osoba bardzo inteligentna, zeby takie studia skonczyc to ...nie ma bata. Nasze IQ siadac powinno siadac przy twoim, wiec ... udowodnij to,udowidnij, ze lapiesz:)) Sprobuj, moze ci wyjdzie, a wtedy przyjdz i pouczaj mnie o moim belkocie
      " zrob to po polsku,nie jakims koszmarnym slangiem młodzieży z marginesu"
      Hm...ale niektorzy moga uznac, ze jestem wlasnie mlodziez z marginesu i bardzo dlugo z mlodzieza z marginesu pracowalam:)) Dlaczego mam to zmieniac? Tak mam:) I powiem szczerze- chce tak miec:))

      Poza tym twoje okreslenia typu: bzykanie sie z tepym prymitywem, wujaszek, spozycie ochydnego majtasa ( a swoja droga co to znaczy..widzisz pytam, bo bladze- chce sie nauczyc od kogos w temacie zorientowanym) ; nie sa slangiem mlodziezy z marginesu?

      Usuń
    14. Wywlekanie nieanonimowe.To tak jak np. rozmowa o seksie -nie mam najmniejszych oporow przed rozmowa ogólną nawet z bardzo swobodnymi szczegółami,nie wyobrażam sobie jednak rozmowy o MOIM seksie (czy czyimkolwiek konkretnym).to zresztą mi przypomniało(i trochę analogii "cierpiętnictwa" ) pewną panią,ktora,gdy ja mąz porzucił po siedmiu latach małżeństwa dla innej zaczęła każdemu kto chciał czy nie chciał słuchać opwiadać o jego wszelkich wadach-prymitywny,tepy,i do tego fatalny w łóżku.Ludzie smiali się za jej plecami ,ja nie zdzierzlyłam i zapytałam,czy dopiero teraz się o tym dowiedziała...Gdyby Monteki opowiedział tę historyjkę mówiąc "pewna dziewczyna,nazwijmy ja ania/Kasia/Małgosia" -no,historyjka,jak historyjka ,z pointa,z którą się zgadzam (ósmy ?raz,może Ania wreszcie zrozumie?) ,ale pokazywanie palcem konkretnej dziewczyny ?po co ? Z drugiej strony-on zna dziewzyne,ma do niej ciepły stosunek i dlatego zapewne widzi w tej historii wyłącznie stronę pozytywną (no bo jest i taka) i pewnie nawet do glowy mu nie wpadnie,ze ktoś ,kto nie ma tego filtra osobistej sympatii może uznac,że jednak jakiś element jest dla niej kompromitujący.

      Usuń
    15. Aniu - o co ci chodzi ? Nie ma ochoty rozmawiać z tobą slangiem,bo tego po prostu nie znoszę.Ty lubisz-nie ma punktów stycznych."spożycie oChydnego matjasa"-nie majtasa,droga Aniiu,nie majtasa,,,,Matjas ,droga Aniu to sledź.OChydny jest paskudną (nie taję ) kpiną z Twojego błędu -to nieładnie z mojej strony.Natomiast osoba,ktora nie zna słowa matjas ?????? no....Narrrator powiadasz ? wiesz,naciągasz okropnie.Napisałam to w poscie wyżej,minęły się,Chyab sama w to nie wierzysz.Co do udowadniania inteligencji-powtórzę,pogięło cię chyba i to mocno,Ja nie mam takiej potrzeby,możesz sobie uważać mnie za skrajnie tępą ,do woli,do upojenia,mnie to nie przeszkadza.Io co ci chodzi ? Że mam takie zdanie a nie inne? NO I CO Z TEGO ? Mam.ty masz inne.Czy ja ci każę myśleć tak jak ja ? Powtórzę-nie oceniam dziewczyny,oceniam jej zachowanie w określonej,opisanej zapewne stronniczo (to normalne) sprawie.ZACHOWANIE.POSTAWĘ.W JEDNOSTKOWEJ SPRAWIE.I chociażbyś pękła-zdania nie zmienię.Nie wiem czy ja mam rację,czy ty,czy ciocia Klocia z Wólki Mniejszej ,czy wujek Zdzisio z Pacanowa -ale tak myśle,tak oceniam i nikomu nic do tego.Może jesteś spokojna(nie bardzo rozumiem naiwność ,ze niby :)) jest dowodem spokoju,ale niech ci będzie ),ale cholernie ci zależy ,no właśnie,na czym ci zależy ? żebm ci przyznala rację ? A to niby dlaczego ? Bo mnie jest wszystko jedno,czy ty się panienką zachwycasz.Zachwycaj się do woli.PS. i nie czkaj,Ewo,wiecej na temat moich studiów,specjalizacji bo gie ci do tego.Pomijając,że to dość jasno pewne rzeczy pokazuje.....No,ale to tez nie mój problem

      Usuń
    16. ""spożycie oChydnego matjasa"-nie majtasa,droga Aniiu,nie majtasa,,,,Matjas ,droga Aniu to sledź."
      No widzisz, jak mi ladnie wyjasnilas?
      Kipna z mojego bledu? Jezeli zrobi ci to dobrze, to se kpij...na serio mnie nie rusza, tak samo jak ciebie grafika twojego pisma...brak spacji po kropkach, przecinkach, znakach zapytania...wszystko na tzw.: "kupie"...scislo, scislo, coby sie wiecej zmiescilo:)) Specjalizacje pisalas na kompie, czy recznie?
      Ok- pokpilysmy z siebie...u kazdego z nas znadzie sie cos do pokpienia, okpienia, wykpienia:))

      ".Narrrator powiadasz ? "- hm czy narrator? - i tak mozemy w nieskonczonosc.....:)

      "nie oceniam dziewczyny,oceniam jej zachowanie" bardzo mnie to zawsze dziwi...mowi sie, ze danej osoby nie oceniam, ale ...no wlasnie. jezeli zachowanie tej opsoby to skaldowa jej wnetrza, czyli w sumie oceniamy ta osobe:)) Udajac, ze zachowanie mozna oddzielc od danej osoby:)) Taki manewr sobie...... i jeszcze dodatek, przy tego typu manewrach sie stosuje, ze : "ja do ciebie nic nie mam, ale ten uczynek, to postapienie bylo ..." jak odlaczyc czlwieka od jego zachowania? Albo jak odlaczyc czlowieka od jego mysli, np.: "oceniam tylko twoj sposob myslenia, nie ciebie"

      Nie .nie zalezy mi na racji...zwracasz sie do mnie.Po prostu sie do mnie zwracasz, wiec odpisuje:)) A w odpisywaniu sobie, mozna przyznac komus racje, lub dalej pilowac, pilowac, pilowac....az sie w koncu do czegos dopilowac, chcoiazby do wniosku: "nie chce mi sie dalej i juz":)

      Wiesz? Jezeli dobierasz porownania, ktore maja np.: na celu pokazanie, ze pies cos szybciej lapie niz rozmowca przed toba, to pozwol, ze se tez cos tam porownam:) I prosze ... zwracaj sie do mnie uzywajac mojego nicku:)) Dziekuje za rozmowe internetowa pani DOKToR:)) To tak w ramach Ewci:))

      Usuń
    17. Jezuuuu.Specjalizacji się nie pisze.specjalizacje się robi.Nie wiem po co ci,zamiast rozmowy na temat,nawet najbardziej ostrej,wchodzenie w cudze(bo i nie tylko moje) zycie prywatne,proby zahaczania o coś,co cię nie powinno obchodzić.Mozna się 'ciąć " na temat wypowiadanych tu słów,komentarzy ,wykraczanie poza nie uważam za wścibstwo i zwyczajne chamstwo.Wara od mojego zawodu.To nie twoja sprawa i nie ma NIC wspólnego z moim byciem tu.ad rem-oddzielenie ocen czynu od oceny osoby-klepiesz chyba na przekór,albo może rzeczywiście jak kogoś nie cenisz to nigdy nie zauważysz jego najmniejszej zalety,jak kogoś lubisz-nie dostrzeżesz jego wad.Ja mam jednak dokładnie odwrotnie .bywa ,że powiem "X to świetny człowiek,ale w tym przypadku zachował się jak swinia/idiota/podlec" .lub przeciwnie "Y to podlec ,ale tym razem pokazał klasę'.Wydaje mi się,że każdy myslący i przyzwoity człowiek tak ma lub przynajmniej do tego dąży.No i żeby wydac ocene osoby -trzeba ją znać.Ocena osoby na podstawie epizodu ? Cóż......Zaś co do grafiki pisma-cóż,skoro chcesz postawić znak równości między spacjami (czy ich brakiem) a błędami ortograficznymi w pospolitych wyrazach-niech tak będzie.Dla mnie błędy ortograficzne to dowód nieuctwa,spacje ,literówki-niechlujstwa czy pospiechu.To drugie do opanowania. w każdej chwili,to pierwsze-cóż,czego Jaś.......Nie Ewcia-Ewa.Nic na to nie poradzę,że sposób pisania-styl,slownictwo,żargon,ortografia oraz treść nasuwają mi nieodmiennie osobe o tym nicku.

      Usuń
    18. Częste wycieczki osobiste i zahaczanie o prywatne życie to znak firmowy Ani - głupiutkiej, tchórzliwej, rozhisteryzowanej panienki. A ponieważ wyznaję zasadę wzajemności (opisaną we wpisie pt. "Appendix"), pozwolę sobie wysnuć złośliwe przypuszczenie, iż Ania albo odreagowuje tutaj jakieś frustracje z reala, albo na odwrót - jest taka z natury, co z pewnością odbija się na jej życiu. Ale to już nie powinien być problem jej rozmówców.

      Usuń
    19. Ewa byla chyba ortograficznie poprawna? Dalczego wiec dokladasz jej ortografie do calej palety wykroczen? Nie galopujesz za bardzo? Ja wiem , w przypadku takiego typa jak ona, ortografia- hm... mniej lub wiecej na koncie nie czyni roznicy:)) Co tam jej jeszcze dolozysz? Pozwol se:))
      Zargon ...alez ty tez sie nim poslugujesz. No chyba , ze w moim wydaniu slowko" bzykanko z tepakiem" to zargon, a w twoim to slowna perla:)) Widzisz? To wszystko poprzez ocenianie- oceny, oceny, oceny....mamy do nich prawo, ale .... w sumie po co? zeby sie zazrec? Skoro oceniam bede oceniana, skoro oceniasz bedziesz rowniez oceniana. I wiesz? Malo mnie obchodzi, przy tym co tutaj sie dzieje Przy tym , jak daleko to zaszlo, twoje przygrazanie i pohukiwanie od czego to mam sie odpimpac i czego mi nie wolno tykac...kurcze swoboda, wolnosc oceniana i tematow, na ktore mozna sie wypowiadac i oceniac:)) Chocbys tym tematem miala byc ty i twoj zawod:)) Chocby tym tematem miala byc ja i moje nieuctwo. jakos nie zabranialam ci i wara nie krzyczalam !

      "X to swietny czlowiek, ale w tym przypadku zachowal sie jak swinia" czyli na ten czas, na te chwile, na dana sytacje ma cenzurke swini....a moze fajna swinia?:))

      Myslisz, ze nieuctwa sie nie da opanowac, a spacje- och to tylko kosmetyka..tak niewatpliwie, bo tyczy sie ciebie ( skoro ciebie i jest przez ciebie oceniane jest tez i lagodniej potraktowane)...i to tylko kosmetyke mozna podciagnac? No wiesz zalezy ...zalezy od wieku. Sa rzeczy, ktorych JUZ sie nie opanuje..trzeba spoczac na zastanym, bo skoro Jas za mlodú tak, a nie inaczej, to na starosc tym bardziej:)))

      Anodo. To do niczego nie prowadzi. Nic nam to nie przynosi, NAM. Mysle, uwazam , sadze, ze powinno przyniesc to, co robimy "cos" nam obu...Mi tylko pokazuje (patrzac na mnie i patrzac na ciebie), ze .... lubimy oceniac, ale draznia nas oceny innych. Naruszamy teren czyjs, ale drazni nas,keidy ktos robi nam osobiste przytyki, wyciagajac jakies slabe punkty ( narusza nasz nietykalny teren)...zawod, specjalizacje, IQ z tym zwiazane, zargon, slang, bledy ortograficzne, ewujemy, doktorujemy...zarzucamy se jawnie lub mniej jawnie niechlujstwa wszelkiego rodzaju.... a gdzie w tym wszystkim czlwiek?
      Nie wiem, o co nam szlo, poszlo, rozeszlo sie i rozprulo, ale na pewno w tym wszystkim co tu sie zadzialo nie szlo o czloiweka tylko jakiegos cholernie duzego PMSA skupionego w trzech kobietach.:)) nawet jezeli na poczatku nie wszystkie rownomiernie go mialysmy to w pewnym momencie osiagnelysmy wspolny szczyt:.

      Zaluje, mea culpa, prosze o rozgrzeszenie za wklejenie linku do pana M.

      Usuń
    20. @ Ania

      Ale kto tu robi problem? Chyba tylko Ty. I pan M., niezdolny do przyjęcia krytyki. Wolno nam oceniać. Tyle, że my już skończyłyśmy. A Ty się zassałaś.

      Usuń
    21. Kiro rozsmieszyla mnie twoja ocena mnie tyczaca sie tchorzostwa- bardzo ciekawie postrzegasz ludzi- wypaczenie, po swojemu. W swoim swiatku szufladeki etykietek nas ustawilas, Nie, ze taka jest- byla prawda, tylko tak chcialas aby bylo- stworzylas rzeczywistosc wirtualna zyczeniowa..... Mijasz sie z prawda....Napisalas pierwszego posta bezimiennego o nas: O Montekim i o mnie. Oglosilas sezon polowania na idiotow/idiotki. W komentarzach wszylismy z odslonietymi przylbicami. Rzucilas cos w stylu: " no i teraz wszyscy beda wiedziec , ze to o was chodzi". Co ci na to odpowiedzialam? Ze chyba zartujesz, ze nie bede siedziala jak mysz pod miotla i sie obawila, ze ktos mnie namierzy. Chcialas, przypuszczalas, ze bede w ukradku, z wyopiekami na twarzy podgladal teksty komentarzy i nie wychylala sie, drzala aby nikt nie rozpoznal w tym co napisals mnie? Zalosne to. ZALOSNE. MANIPULACYJNE. Nie boli mnie, kiedy mi ktos pisze zle o mojej ortografi, o sloganie, nizinach,,,cos co ma zwiazek z prawda,a le nieprawdy nieprzeklne. Nie jestes wiarygodna. Klamiesz i manipulujesz.

      Co zrobilas po naszym wyjsciu i stanieciu przed toba? Wykasowalas posta i wstawilas nowego zarzucajac mi tam tchorzostwa, a tego akurat mi i Montekiemuzarzucic nie mozesz- trollujesz samana swoim wlasnym blogu ( Smurff mial racje, pisanie tutaj to jak walka z koniem, ktory kopie; wierzga)

      Piszesz, ze jestem tchorzliwa dziewuszka. Ty belkoczesz. I szkoda, ze osoby obok ciebie nie mialy mozliwosci zobaczyc jak bylo na prawde! Ale ty ja przeciez znasz, czy emocje przyslonily rozum?

      Usuń
    22. JESTES KLAMCZUCHA. Bardzo chce aby to gduzies na blogach we wpisach u innych, przy jakims temacie wyszlo. TEGO CI NIEZMIERNIE ZYCZE:)) To dobre zyczenie, bo zycze ci dotarcia do prawdy o sobie samej...inaczej bedziesz plaska, niedymaniczna, stala, nie rozwiniesz skrzydelek:))

      Usuń
    23. Czyli w moim pojeciu MENTALNOSC DZIEWKI .

      Usuń
    24. Chyba nie uznasz ( nie ocenisz w swoim sytemie wartosci) jako osobista wycieczke? To co napisalam jest prawda o tobie. Moja ocena ciebie oparta na faktach, a nie fantazjach..widze cie tak, jak postapials, a nie tak jak zycze sobie ciebie widziec. Ty robisz na odwrot.

      Usuń
    25. @ Ania

      Buahaha! Oto kolejny histeryczny słowotok. Urażona panienka uważa, że ona wie lepiej, jaka jestem naprawdę. :) A nie przyszło Ci do głowy, że ludzie nie są szablonowi jak postacie z bajek? Że nie będą się zachowywać tak, żebyś ich mogła swoim prostym (do bólu) rozumkiem pojąć?

      Fakty są takie, że określiłam jasno zasady panujące w tym blogu; że napisałam wyraźnie i chyba więcej niż raz, że nie życzę sobie moralizowania. Fakty są takie, że Monteki się wściekł, gdyż uraziło go moje słownictwo i - lekceważąc moje ostrzeżenia - zalał mnie na poły dziwnym, a na poły agresywnym słowotokiem. I faktem jest, że Ty mu w tym słowotoku kibicowałaś. To są FAKTY.

      A Twoje oceny tych faktów to już czysty subiektywizm. Jeśli uważasz, że masz monopol na prawdę, to się mylisz. Dla mnie jesteś głupią, roztrzęsioną panienką, która nie może znieść myśli, że ktoś ocenia ją w taki, a nie inny sposób - tak właśnie Cię postrzegam, droga Aniu. Im więcej rozpaczliwych komentarzy popełnisz, tym gorsze wystawisz sobie świadectwo.

      W swoim zamkniętym blogu (aż tak się boisz ocen innych ludzi?) możesz obrażać mnie do woli. Ale paskudzić u mnie? Oj, nieładnie. Wstydź się. Ja używam chamskiego słownictwa, ale gdy nie jestem u siebie, dostosowuję swoje zachowanie do wymogów gospodarza. I tak samo postępuję w realu. Ciekawe, czy Ty też... :)

      Piszę tutaj o swoim życiu, o pasjach, smutkach, ciekawostkach, innych ludziach. I nie zamierzam pozwalać na trollowanie. Nie musisz mi wierzyć, chwalić, kibicować. Chcesz, to krytykuj, ale:
      a) odnoś się do treści, nie do osoby (bo i co Cię obchodzi czyjeś życie, wykształcenie, etc?)
      b) miej na uwadze, że ja się mogę z Twoją krytyką nie zgodzić

      Koniec?

      Usuń
    26. Kopnij sie w swoj glupi leb:)) Na serio glupi:)) jezeli tak wysoko dasz rade poniesc noge:) Nie zasiedzialas sie?

      Akurat Smurff napisal posta o tym jaka to roznica swiat blogowy a real, skoro tu i tam jest czlwiek...ano taka, ze Monteki sie nie wsciekl, tylko sobie z toba popisal...twoja ocena sytuacji jest ubozsza o mozliwosc spojrzenie drugiemu czlowiekowi w oczy i wyczytanie reakcji. na blogu dopiszesz wiec cuda niewidy.

      Wystarczyl jeden mial, aby wyszedl i se odpuscil. nie wrocil wiecej tak, jak obiecal i stwierdzi, ze go to ani ziebi, ani grzeje.. meskie olewqctwo. gdyby byl wsciekly, nie odpuscil by tak latwo. On podpuszcza, calkiem niezle. Siedzi sobie porzed kompem, rozpala do czerownosci, po czym ziewa i stwierdza, no to na mnie juz czas....i tak samo bylo przy twoim poscie:)) Wiec nie ciesz sie za wczasu, ze ktos sie wsciekl bo na niego tak, a nie inaczej powiedzialas:)) Bardzo czesto przyjmuje styl osoby , z ktora gawedzi...mowi jej jezykiem

      "W swoim zamkniętym blogu (aż tak się boisz ocen innych ludzi?) możesz obrażać mnie do woli" Ja cie tam nie obrazam i nie obrazam tam nikogo. A bloga zmknelam z powodow nie netowych, z powodow osobistych. nawet SN nie bylby w stanie doprowadzic mnie do zamknecia bloga. Nie wiem o co ci chodzi, na serio nie wiem...Jezeli szlo o zaproszenie to z pewnoscia teraz go nie przyjmniesz, ale ja nie wiem kto mnie odwiedza, bo licznika nie sledze. Myslalm, ze nie zachodzisz. PO prostu dla mnie to logiczne, ze jak ktos zachodzi to sie odezwie, jezeli pominelam.
      j
      Jakie rozpaczliwe komentarze? Dlatego wlasnie nie lubie czasami netu/neta...bo ludzie dopisuja. Dopisuja nam zyciorysy i w realu, ale net to miodzio do tego...
      Chce jeszcze cos zalatwic. Pojdzie mailem.

      " Ja używam chamskiego słownictwa, ale gdy nie jestem u siebie, dostosowuję swoje zachowanie do wymogów gospodarza."
      Przestan, nie klam...przeciez nie bez przyczyny klamstwoi ci zarzucam. No niech bedzie ubarwianie- lzejsza wersja klamstwa. U Dibeliusa nie raz pokazalas chamstwo. Przeciez juz pisalysmy o tym...po co wiec prowokujesz mnie do wspominania? Odpusc se. Co ty myslisz, ze zarzce komus cos, co nie jest prawda? Potem przepraszasz, ze nie bedziesz, potem cie znowu ponosi...... WIEM; ZE SIE STARASZ! Ale co z tego, kied stan obecny jest taki jaki jest- uznasz to za osobista wycieczke?
      Wiesz dlaczego na cos takiego sobie tu pozwolilam? Bo chce miec do czynienia z toba, a nie twoja imaginacja sobie samej. chce miec do czynienia z normalna dziewczyna, a nie z kims kto ubarwia, miesza, ocenia bez pardonu...ale w odwrotna strone moze pogryzc:))

      " I nie zamierzam pozwalać na trollowanie."
      alez trollem bywasz rowniez ty:)) Nie chesz na nie pozwolic innym, a sobie zezwalsz. Nie piozwalam sobie, nie pozwalam innym. pozwalam sobie, pizwalam innym:))

      " miej na uwadze, że ja się mogę z Twoją krytyką nie zgodzić" no i co z tego? myslisz, ze mnie to az tak bardzo wzrusza? Nie godz sie, a ja pisac se moge, a ty sie dalej nie godz:))

      Czy nie moge pojac, ze ludzie nie sa szablonowi jak postacie z bajek? Wlasnie mniei pociaga nieszablonowosc ludzi, ale nie kogos kto szablonowy jest, a o tym nie wie Kiro:))

      Usuń
    27. "Kopnij sie w swoj glupi leb:)) Na serio glupi:)) jezeli tak wysoko dasz rade poniesc noge:)"

      Oto prawdziwa Ania - prostacka i śmieszna. :))))


      "twoja ocena sytuacji jest ubozsza o mozliwosc spojrzenie drugiemu czlowiekowi w oczy i wyczytanie reakcji. na blogu dopiszesz wiec cuda niewidy."

      Tak samo Ty i on. Tak więc nie twórz(cie) na mój temat durnych teorii, nie wmawiaj(cie) mi, jaka to ja jestem czy nie jestem.


      "Wystarczyl jeden mial, aby wyszedl i se odpuscil. nie wrocil wiecej tak, jak obiecal i stwierdzi, ze go to ani ziebi, ani grzeje.. meskie olewqctwo. gdyby byl wsciekly, nie odpuscil by tak latwo."

      Ponad dobę tu tkwił i walił sążniste, a żałośliwe komentarze. Chcesz powiedzieć, że zdarza mu się trollować jeszcze dłużej??? :)))))


      "On podpuszcza, calkiem niezle. Siedzi sobie porzed kompem, rozpala do czerownosci, po czym ziewa i stwierdza, no to na mnie juz czas"

      Czyli jest rasowym trollem. TYLKO trolle "podpuszczają" zamiast normalnie rozmawiać.


      "[...] przeciez nie bez przyczyny klamstwoi ci zarzucam."

      Zarzucasz mi kłamstwo, bo jesteś osobą niezdolną do odrobiny autorefleksji.


      "U Dibeliusa nie raz pokazalas chamstwo. [...] Potem przepraszasz, ze nie bedziesz, potem cie znowu ponosi...... WIEM; ZE SIE STARASZ! Ale co z tego, kied stan obecny jest taki jaki jest- uznasz to za osobista wycieczke?"

      Nie uznam, faktycznie, zdarza mi się przegiąć. Ale jeśli się człowiek NAPRAWDĘ stara, to uniknie 95% potencjalnych pyskówek. Jakoś udaje mi się rozmawiać normalnie z osobami, z którymi obrzucałam się swego czasu błotem - bo one też się STARAJĄ. Wedle życzenia Dibeliusa.


      "[...] chce miec do czynienia z toba, a nie twoja imaginacja sobie samej. chce miec do czynienia z normalna dziewczyna, a nie z kims kto ubarwia, miesza, ocenia bez pardonu...ale w odwrotna strone moze pogryzc:))"

      Nie interesują mnie Twoje zachcianki. Jesteś źle wychowana, jeśli wymagasz ode mnie, bym się do nich dostosowała. Wiedz, że nadal zamierzam oceniać innych. Ty też mnie oceniaj, ale bez trollowania. Raz, dwa razy - i chyba starczy, nie sądzisz? Zawalanie bloga masą durnych komentarzy będę traktować jak trollowanie. Takie są moje zasady. A Twoje oceny mojej osoby czy moich zasad nie są dla mnie istotne.

      Kolejne Twoje płaczliwo-bełkotliwe teksty lecą. Bo poza wyrzekaniem, jaka to ja jestem czy nie jestem, niczego do tematu nie wnosisz.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...