03.01.2014

Pokochaliśmy bzika


Może to dziwne, ale odczuwam lekkie wyrzuty sumienia, kiedy myślę o naszej śp. Dorze. Nazbyt szybko pogodziłam się z jej śmiercią... :(




To był wspaniały, dobrze ułożony, karny pies o nadzwyczaj zrównoważonej osobowości. Nie nasza w tym zasługa; taka już była, kiedy ją znaleźliśmy. Miły, łagodny zwierzak, przybiegający na wezwanie do nogi, uwielbiający ganiać za patykiem i nie sprawiający niemal żadnych kłopotów.




Po śmierci Dory centralnym punktem naszego zwierzyńca stał się nasz drugi pies, Misia. Jest to wiecznie żądne głaskania i przytulania maleństwo, przeżywające katusze, gdy widzi, że jakieś zwierzę otrzymuje więcej czułości niż ona. ;)




Niecałe pół roku po śmierci Dory przygarnęliśmy następnego psa. O dziwo, znowu trafiła nam się suka. Wychudzona do granic możliwości, z sutkami obrzmiałymi, jakby dopiero rodziła, z łatwością dała się przyprowadzić do domu. Z miejsca wtranżoliła wielką puszkę kociej karmy, którą jej dałam, nie mając nic lepszego (Misia nie gustuje w typowo psim żarciu). I tutaj ujawniła się najwspanialsza cecha moich rodziców: wielkie serce dla zwierząt. Albowiem nie mieli cienia wątpliwości, że jeśli tylko jest możliwość przygarnięcia porzuconego zwierzęcia, to grzechem było by tego nie zrobić.




Nuka okazała się być przeciwieństwem Dory: nieposkromiona, nieposłuszna, czasami wręcz agresywna. Powarkuje na każdą „nieprawidłowość” w swoim otoczeniu, zdarza jej się obszczekiwać ludzi i przejeżdżające samochody. Czasami aż wstyd wychodzić z takim dzikim, walniętym psem na spacer.

Ale prawdziwe szaleństwo odstawia, gdy widzi innego psa. Duży czy mały, spokojny czy wojowniczy – to dla Nuki nie ma żadnego znaczenia. Natychmiast zaczyna szaleńczo ujadać, wyć, piszczeć, skakać i robić wszystko, byle tylko wypiąć się z szelek. (Parę razy wywaliła mnie w błoto. Kompletna kompromitacja...) Najczęściej chce się tylko pobawić ze swoim pobratymcem. Niestety, widząc takowego, nie jest w stanie pohamować rozsadzających ją emocji, co sprawia, że nawet przychylnie usposobione zwierzaki lękają się do niej podejść.

Ku naszemu przerażeniu okazało się, że potrafi również bez najmniejszego powodu zaatakować (psa, nie człowieka). Takie przypadki, choć rzadkie, utwierdziły nas w przekonaniu, że nie można jej spuszczać ze smyczy. Trzy codzienne spacery stały się dla nas prawdziwym wyzwaniem. Za „panowania” Dory można było spuścić obydwa psy z uwięzi. Kiedy nastała Nuka, nie ma o tym mowy. Nawet Miśka zmieniła się na gorsze. Maleństwo nigdy nie przepadało za włóczącymi się samotnie facetami, ale z racji swojej mikrej wielkości bało się ich atakować; przy Nuce nabrało toto animuszu i zaczęło gonić, obszczekiwać, a nawet podgryzać przechodzących mężczyzn. Jak się można się domyślać, żaden z nich nie był tym specjalnie zachwycony. Pewnego razu tata musiał się gęsto tłumaczyć i pokazywać jej książeczkę zdrowia, udowadniając, że jest szczepiona. Tak oto zepsuta została nasza Misia, będąca przecież tylko małym, strachliwym pieskiem wielkości kota...




Myślę, że nie odkryję Ameryki, pisząc, iż każdy pies potrzebuje ruchu: zabawy, biegania, skakania. Nasze pieski tego nie mają. Spuszczamy je ze smyczy wyłącznie wtedy, gdy spotkamy zaprzyjaźnione psy – czyli takie, które się Nuki nie boją. W przeciwnym wypadku może dojść albo do katastrofy (wystraszony jej dziwnym zachowaniem współplemieniec zareaguje ostrzegawczym szczekaniem, co wyzwoli w niej już nie falę radości, lecz prawdziwej agresji), albo do długiego ganiania za niesforną podopieczną. Gdyż spuszczona ze smyczy Nuka doskonale się orientuje, iż jej wolność szybko dobiegnie kresu, w związku z czym tak lawiruje wokół swego ludzkiego opiekuna, by w żadnym razie nie dać mu się złapać (jeśli mamy szczęście, wraca do domu samodzielnie, lekko poszczekując na zestresowanych przechodniów; jeśli nie mamy szczęścia i na horyzoncie pojawi się obcy pies... ech, szkoda gadać...).

W domu psica zachowuje się nad wyraz poprawnie. Jest słodkim, niewinnym aniołkiem. Co prawda namiętnie gryzie buty, ciapy, a nawet ludzkie nogi i ręce (te ostatnie bardzo delikatnie, wręcz miłośnie), lecz poza tym – cud, miód, malina. Nie próbuje nad nami dominować, żyje w znakomitej komitywie z resztą zwierzęcej braci (od czasu do czasu okazując mruczkom nieco więcej zainteresowania, niżby sobie tego życzyły) i jest pieszczochem nad pieszczochy.




Uwielbiana przez rodzinę i ustawiana przez znerwicowaną Miśkę (którą niesubordynacja większej koleżanki poważnie denerwuje), rośnie sobie – oczywiście wszerz – zdrowo, oszukując od czasu do czasu swoich ludzkich przyjaciół i schodząc do kuchni, by połasuchować.

Tak, prawdziwa z niej spryciula... :)



18 komentarzy:

  1. psy znajdki mają często pokręcona psychikę... i niestety same jej sobie nie pokręciły, tylko człowiek w tym "pomógł"... kiedyś bratu na jacht przyplątał się taki... trafił do nas... wystraszony do spodu, na każdy gwałtowny ruch reagował piskiem, ucieczką... widać było, że był porządnie bity... potem się trochę odgiął, zsocjalizował z naszymi kotami, ale na spacer ni cholery, tylko na smyczy... startował do psów, kompletnie nie umiał się z nimi bawić... albo obecny "rudy sweter", który trafił do schroniska ze zlikwidowanej nielegalnej "fabryki", potem do nas... jedna kupa strachu, bał się własnego cienia... ten jednak jakoś się wyprostował, sporo psów się u nas przewija, to się zsocjalizował jakoś przy nich... ale teraz w sylwka pachniało jazdą do weta, choć nawet dużo strzelane nie było...
    i tak to kurwa jest, moja Kiro Zacna, jedni psy psują, a my musimy je potem naprawiać, składać do kupy...
    pozdrawiać jzns :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj rano Nuka ugryzła mojego ojca. Nie pierwszy raz zresztą. Mnie też kilka razy dziabnęła, zostawiając nawet kiedyś niewielki ślad. O ile bowiem w domu jest słodziaszkiem do sześcianu, o tyle na spacerze potrafi być niebezpieczna. Widząc jakiegoś psa (choćby bardzo daleko) może się "tylko" podniecić, ale może też NAPRAWDĘ wściec. I wówczas, ciskając się na smyczy, wykręca łeb i kąsa w amoku, bez opamiętania. :/

      Usuń
  2. Lubie psy , ale- to chyba wychowanie, podejscie rodzicow do sprawy, szczegolnie ojca, ze w bloku nie ma miejsca na zwierzeta. Pies lub jakie inne zwierzatko musi miec przestrzen aby sie wyszalec. Dlatego tez, kiedy jeczalysmy, ze pieska lub kotka chcemy zawsze nam proponowal rybki- te uwazal za zwierzeta ktora moga zyc w klatce :))) Na krotko zawitala u nas kotka, ale w okresie godow puscila sie nam z balkonu ( I pietro) i wiecej jej nie zoabczylismy- obawiam sie, ze ja inne kocury zagryzly, bo ona za grosz instynktu samozachowawczego nie przejawiala. No i zapachowo z pewnoscia od nich odstawala bardzo. tak podejrzewam , nie wiem czy dobrze.

    Natomiast przypomina mi sie pewna historyjka . Polscy znajomi mieszkajacy tutaj wybrali sie raz do kraju na urlop , z ktorego przywiezli psa. Kundel, maly, ale zadziorny....walesal sie prawdopodobnie wokol smietnika hotelowego, wiec go se przygarneli. Okropny bojownik i ....potrafi ugryzc. Ona dodaje, dobudowuje pieskowi historie zycia, ktorej absolutnie pewna nie jest, ale ona tak ma ,ze rodakow lubi brzydko malowac. W jej opowiesciach prawdopodobnie byl bity, w co nie bardzo chce mi sie wierzyc- szybciej czesto drazniony, co tez zostalo ju w nawyku. od razu zeby na jakiekolwiek "agresywne" wedlug niego zachowanie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zwierzęta potrzebują przestrzeni, ruchu, a nawet towarzystwa współplemieńców. Nie wystarczy im zapewnić pełną michę i leże do spania.

      Nie dziwię się, że Twoja znajoma ma kiepskie zdanie o rodakach. Nie traktujemy zwierząt tak, jak należy. Kiedy widzę psa w klatce lub na łańcuchu, który godzinami grzeje się bez kropli wody, życzę jego właścicielom długiego i bolesnego zdychania.

      Usuń
    2. kotka w rui i dwa kocury... no, to ona już pachniała jak należy... ale eufemizm fajny: "zagryzły"... wykorzystam, np. "gryźć mi się zachciało, a że akurat fajna panienka się trafiła, to ją wygryzłem"...
      ...
      też uważam, że blok to nie miejsce dla psa, co najwyżej dla kota /i to tylko na parterze/...

      Usuń
    3. @ PKanalia

      Ponad dekadę temu mieszkaliśmy jeszcze w bloku na pierwszym piętrze (przeprowadziliśmy się do domu na przełomie 2002/2003) i musieliśmy się pogodzić z faktem, że wpakowały się do nas WYCHODZĄCE koty. A przez ponad trzy miesiące (15.07. - 27.10.2001) był u nas jeszcze pies, którego wcześniej przez 10 lat trzymaliśmy u sąsiada na wsi, gdyż uważaliśmy, że nie damy rady się nim opiekować. Było nam ciasno, wpuszczanie i wypuszczanie kotów było cholernie upierdliwe, ale cóż mogliśmy począć? :)

      Usuń
    4. Nie tak:"..to ja wygryzlem...", tylko : " ...to sie w nia wgryzlem...":))

      @Kiro:)
      Fakt- daleko nam , ale nie wszyscy sa bestiami . i w kraju znadzie porzadnych psiarzy. najbardziej mnie jednak rozsmieszalo, to jej pozowanie przede mna, ze rodacy siacy, owacy...a inne zachowanie kiedy pojawil sie ziec ( taki z krajow islamskich) i tulila tylek, kiedy pies szczekal i szczerzyl zeby i ziec w tym samy tonie do niej, aby zrobila cos z tym psem bo jeszcze do tragedii dojdzie. On mu nie pozwoli dzieciaka chapnac!! Dziwna scena w swoim wydaniu, ale .....:)))

      Usuń
    5. @Ania...
      pójdźmy na kompromis: "się w nią wgryzłem /dosłownie/ i JĄ wygryzłem /eufemistycznie/"... byle nie "JEJ wygryzłem", bo to znowu będzie dosłownie...

      @Kira...
      tak między nami, to ten grzech przeciw Bastet i ja popełniłem, dwa razy, raz na 6 piętrze, raz na 2-gim /, bo "dom bez kota to nie dom"... pamiętajmy, że gdy Bastet formułowała tą zasadę, w Egipcie bloków nie było... dlatego kara za to mnie nie spotkała, Czcigodna Bogini zawsze uznawała, że to Jej błąd i szybko zsyłała na mnie przeprowadzkę w bardziej cywilizowane lokum...

      Usuń
  3. Mam znajdka ,przybłąkał się jako czteromiesięczne szczenię ,jako następca niezwykle zrównoważonej bokserki,prawdziwej psiej damy.No,nie jest to psi dżentelmen,nie znosi innych psów (acz z niektórymi ma pakt o nieagresji),koty cudze goni,ze swoim (śp) był mocno zakolegowany i facetów w średnim wieku-potrafi im powiedzieć,co o nich myśli.Z niezwykłą zas cierpliwością znosi najdziwniejsze karesy mojego wnuka,mimo,że czuje się w jego obecności zdetronizowany.
    A wnuk go uwielbia

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieliśmy kiedyś dwie suki to jedna odgryzła głowę szczeniakowi drugiej. Innym razem jedna zagryzła drugą (w nocy rozerwała jej brzuch), ale niedługo potem zdechła.
    Teraz mamy dwa psy, najwyżej powarczą i trochę potarmoszą. Nawet się nie gwałcą, mimo, że jeden jest gejem.
    Szacunek, że wytrzymujesz ze stadkiem suk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne miałeś psy. Może miały zwichrowaną psychikę?

      Skąd wiesz, że jeden z Twoich podopiecznych jest gejem? Zdobył się na coming out? ;)

      Uważam, że suki są łagodniejsze od samców. Przynajmniej nie chcą nad nami dominować. Chociaż widać, że Nuka, pomimo iż nas kocha, to niespecjalnie szanuje. Może tylko Lubego darzy jakim takim respektem.

      Usuń
    2. Gejem jest ten, który nie próbuje współżyć z kotką sąsiadów. Ten heteroseksualny próbuje dominować np. warczał na mnie kiedy przechodziłem obok tui. Okazało się, że miał tam swoją cześć szkieletu gęsi.

      Usuń
    3. Zaiste, dobrześ to waść wyłuszczył. :)

      Usuń
    4. Niemniej ładny wpis.
      jongleur

      Usuń
    5. @Kira...
      to nie wiesz, że Dibi geja lub leskę rozpozna z odległości kilometra? :D...

      @Dibi...
      to, że Twój pies nie próbuje współżyć z kotką sąsiadów świadczy tylko o tym, że nie jest zoofilem :D...

      Usuń
    6. Jak kotka podchodzi do psa, ociera się i wypina, pozwala się lizać, to sama się prosi...

      Usuń
  5. Zdarzają się zachowania biseksualne u zwierząt, zarówno wśród kotów, jak i psów. Z uwagi na to, że u moich rodziców zawsze było miejsce dla przybłęd, a więc zwierząt było mnóstwo i to były stworzenia po różnych przejściach, miałam okazję zaobserwować suczki lesbijki, pieski geje oraz kotkę, która uwielbiała pieska. Z tego ostatniego nigdy potomstwa nie było, przypuszczam, że tylko ruchy były związane z prokreacją, dalej nic, zwykłe mizdrzenie i ogromne przywiązanie - gdy ten pies wył, to kotka siadała przy nim i mu śmiesznie wtórowała kocim płaczem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie prowadzę domu zastępczego dla zwierząt ale w praktyce zajmuję się każdym porzuconym psem, kotem w naszej okolicy. Ostatnio zrobiłam awanturę w urzędzie gminnym i wydębiłam tam pomoc dla porzuconego szpica - na szczęście szybko znalazł dom w dobrej rodzinie, z dużym podwórkiem i zamiłowaniem do wielkich psiaków. Niestety, ale co drugi porzucony pies jest bity! Widać, jak reaguje na wyciągniętą, ludzką dłoń. Takie psy na ogół reagują agresją wobec mężczyzn, bo to oni na ogół są ich katami. Dwa lata temu zabrałam zagłodzonego niemal na śmierć, jedzonego żywcem przez pasożyty, owczarka belgijskiego - suczkę - od miejscowego proboszcza. Wystarczyły zwykłe środki przeciw pasożytom i pełna miska plus regularne spacery - dzisiaj Diana waży 70 kg i jest piękna. Niestety, nadal nienawidzi mężczyzn. Gdy wyzdrowiała zamieszkała u mamy wraz z małym przybłędą, którego traktuje, jak syna - do dzisiaj to mama wychodzi z nią na spacery, musi być zamykana, gdy tata wychodzi na podwórko - rzuca się, jak wściekła. Jedynym mężczyzną, którego kocha i wielbi, jest mój Mężczyzna - to dlatego, że bardzo mi pomagał, gdy ją leczyliśmy, taką kupkę kostek bez sierści, pokrytą wrzodami i popękanym, śmierdzącym niewiarygodnie ciałem. Suczki często są wyrzucane na bruk po odkarmieniu miotu, widać to po ich opuchniętych sutkach :( Mieszkam w topólce siedem lat, a to oznacza ok. trzydzieści psów i kilkanaście kotów - szkoda, że ich nie zapisywałam. Ostatnie koty, które odchowałam, aż trafiły do nowych domów, to trójka słodziaków wyrzuconych w środek lasu w zamkniętym szczelnie kartonie! Szok! Gdyby nie psy, tzw. kościelne{ co oznacza - zamknięte w ciasnych klatkach bez jedzenia i picia} które karmię wraz z jedną panią z mojej miejscowości, szczepię na własny rachunek i wyprowadzam regularnie z moją siostrzenicą, które zaprowadziły nas do swojego znaleziska, kocięta umarły by z głodu w tym kartonie :( Co za okrucieństwo! Proszę, niech nikt nie dziwi się, że ludzie są okrutni wobec zwierząt. Są i to bardzo. Polacy to zwykłe świnie wobec czworonogów i tyle! Sorry, za chaotyczną wypowiedź ale wzburzyło mnie zdziwienie jednej z uczestniczek rozmowy, jakoby jej znajoma przesadzała mówiąc o traktowaniu psów w Polsce. Nie przesadzała.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...