09.01.2014

Z pamiętnika Le Minga: Oceniam "Hobbita"


Wczoraj udaliśmy się – w nieśmiertelnym składzie: mama-Luby-ja – na kolejną część przygód dzielnego hobbita. Weszłam na salę ok. piętnaście lub dwadzieścia minut po czasie (najpierw czekałam na Lubego, który mocno się spóźnił, później strawiłam kilka minut w toalecie, gdyż – jak wszystkim wiadomo – kobieta powinna dobrze wyglądać nawet w pomieszczeniu całkowicie spowitym ciemnością) i trafiłam dokładnie na początek filmu. Obłożeni kurtkami oraz – jak typowe prostackie lemingi – dużym popcornem i colą, wybałuszyliśmy ślepia w ekran i zatonęliśmy w świecie nadętych elfów, grubiańskich krasnoludów, orków-dresiarzy tudzież zdradzającego pierwsze objawy demencji czarodzieja (to bezustanne szeptanie do siebie raczej normalne nie jest; ktoś powinien się zająć nieszczęsnym staruszkiem; nie mówię, żeby od razu eutanazja, ale...).

Po seansie w głowie kłębiło mi się mnóstwo sprzecznych ze sobą opinii. Pod względem technicznym film jest naprawdę niezły. Ale pod względem fabularnym już nie jest tak różowo. Nachodzi mnie refleksja, iż być może ta pozornie baśniowa historia nie jest wcale tak niewinną, jaką by się mogła na pierwszy rzut oka wydawać. Kto jak kto, ale Le Ming wyniucha najmniejszy sprzeciw wobec obowiązującej wszystkich światłych ludzi ideologii, wytropi każdą polityczną i/lub wychowawczą niepoprawność i wywlecze na światło dzienne każdą aberrację od jedynie słusznego stanu rzeczy – choćby nie wiem jak przemyślnie się one skrywały pod dekoracjami fantastyki. A w filmie Petera Jacksona jest takich kwiatków od groma i jeszcze ciut.

Porównując barbarzyński, kompletnie nieuporządkowany świat z filmu z naszą wspaniałą, ujętą w karby drobiazgowego prawa i kontrolowaną przez dziesiątki urzędników rzeczywistością mogę tylko westchnąć z ulgą, że nie mieszkam w tym pierwszym. Ta ciągła konieczność decydowania o własnym życiu; ten straszliwy przymus bycia samodzielnym, odpowiedzialnym za siebie i za innych, a nawet – brrr! – dzielnym. Przecież to jest nie do udźwignięcia dla normalnego człowieka! Jeśli przyjdzie Wam oglądać wspaniałe wizualnie, lecz wielce niebezpieczne z punktu widzenia pedagogiki społecznej dzieło Petera Jacksona, zwróćcie, proszę, uwagę na kilka znamiennych szczegółów, które jasno pokazują, dlaczego każdego dnia powinniśmy dziękować, że nie żyjemy w żadnym cholernym Śródziemiu, tylko w kraju objętym pieczą wspaniałej, wszechmogącej Unii Europejskiej, która pilnuje nas na każdym kroku, dba o nasze dobre samopoczucie, pełne żołądki (zwłaszcza, jeśli jesteśmy niepracującymi imigrantami) oraz możliwość natychmiastowego zaspokojenia potrzeb seksualnych.

Pierwszym, co się rzuca w oczy, jest skandaliczny stosunek głównych bohaterów do zwierząt. Mieniąc się entuzjastką przyrody nie mogę przejść do porządku dziennego nad faktem, iż oto zbieranina obdartych chłystków, z których co najmniej połowa ma pewnie wyroki w zawieszeniu, bez żadnych przeszkód idzie ubić tak rzadkie zwierzę, jakim bez wątpienia jest smok. (W dodatku smok mówiący, a nawet – powiedziałabym – gadatliwy.) Co prawda skrywa on w głębi swych trzewi nielegalne źródło ogrzewania, ale to jeszcze nie powód, żeby go napastować. Co można z takim smokiem zrobić? Odpowiedź jest banalnie prosta: złapać, zakolczykować, zaczipować, odstawić do rezerwatu, a potem co roku dostarczać trzy tuziny nieletnich dziewic oraz tyleż prawiczków (zbieranie takowych należałoby rozpocząć przed okresem wakacyjnym). W żadnym wypadku nie zabijać! To przecież nie ludzki płód...

Ale czy można się dziwić, że krasnoludy są ekologicznie nieuświadomione? Wszak cały ten świat jest kwintesencją chaosu, bezprawia tudzież kompletnego zacofania. Wyprawa czternastu żądnych przygód awanturników zostaje „zorganizowana” nie wedle uznanych w całym cywilizowanym świecie reguł (zakup oferty w biurze podróży, ubezpieczenie, kontrakt z przewoźnikiem, etc), lecz wedle ich osobliwego widzimisię. Ot, gromadka lumpów wybiera się na dziką wycieczkę, nie raczywszy nawet dokonać najniezbędniejszych szczepień. Tak właśnie wygląda rzeczywistość pozbawiona prawa i porządku: każdy robi, co chce, chodzi, gdzie chce, śpi, gdzie chce, pewnie nawet z kim chce... No, to ostatnie jest akurat zupełnie normalne (pod warunkiem, że używamy atestowanej prezerwatywy), lecz cała reszta to przykład godnej potępienia anarchii. Jeśli Wasze dzieci zamiast grzecznie palić marychę zaczną interesować się dalekimi podróżami czy podejmowaniem niebezpiecznych wyzwań, będziecie wiedzieli, kogo za to winić.

Zapomnijcie o jakiejkolwiek dbałości o bezpieczeństwo. Scena z Gandalfem wspinającym się po stromych skalnych schodach mówi sama za siebie: poczciwina o mało nie spada w otchłań! A wystarczyłoby zamontować barierki na skraju przepaści, wcześniej zaś – tabliczki ostrzegające przed śliskim podłożem. Ale kto by o tym pomyślał, prawda? Podobnie jak o podjeździe dla niepełnosprawnych, który ułatwiłby takowym wejście na Samotną Górę. A już zabawa w kuźniach należących do dawnego domostwa Thorina woła o pomstę do nieba – czy nikt tych krasnoludów nie uczył zasad BHP?!

Na tle wzmiankowanych nieprawidłowości drobnostkami wydają się: leczenie jednego z bohaterów hodowanym pokątnie zielskiem, nielegalny spływ w beczkach w dół rwącej rzeki czy swobodne noszenie broni białej. O to, czy wynajem kuców czy łodzi odbyły się zgodnie z zasadami obowiązującymi w rozumnie zarządzanym kraju, nie warto nawet pytać (słowo „licencja” pada w filmie tylko raz, poza tym wszystkie transakcje odbywają się w obrębie tzw. szarej strefy).

Jednak prawdziwym wstrząsem był dla mnie widok nadjeziornego miasta. Koszmar wszystkich projektantów przestrzeni publicznej! Pokraczne, pozbawione wyjść przeciwpożarowych domy aż się proszą o kontrolę inspektora budowlanego. Całą osadę można podsumować słowami: brud, smród i ubóstwo. Jak to zresztą zwykle bywa u pozbawionych opieki państwa dzikusów. W takich właśnie warunkach jeden z bohaterów wychowuje troje małoletnich dzieci (zapewne nie słyszał o czymś takim jak antykoncepcja). Czy muszę dodawać, że w naszym normalnym, przewidywalnym świecie coś takiego byłoby niemożliwe? Pierwsza bym doniosła, że dzieciaki zamiast chodzić do szkoły, palić aromatyczne zioło i uprawiać bezpieczny seks muszą zajmować się domem. (A przecież dwójka z nich to dziewczynki! Co z takich wyrośnie???) Zważywszy zaś na to, że ich ojciec to nie wykazujący żadnego szacunku dla władzy i łamiący przepisy wichrzyciel, do tego biedny jak mysz kościelna i kombinujący na prawo i lewo, jak by tu nielegalnie dorobić, nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z wymagającą urzędniczej interwencji patologią.

Zaniepokoiło mnie również, że niemal wszystkie postacie w filmie są białe oraz – co jest już poważnym nadużyciem – heteroseksualne. (Na szczęście wśród ludzi zauważyłam jedną Murzy... ups! osobę białą inaczej.) Jeszcze przed seansem czytałam w pewnym blogu, że podobno zaiskrzy pomiędzy elfem a krasnoludem. Kiedy więc na scenę wkroczył piękny, metroseksualny Legolas, miałam pełne prawo oczekiwać, że to on stanie się obiektem westchnień jednego z kompanów Thorina. Wątek międzygatunkowego, jednopłciowego romansu byłby istną perełką wychowawczą (wszak to młodzież jest głównym adresatem tego filmu). Niestety otrzymujemy sztampowy flircik pomiędzy mężczyzną a kobietą – tak jakbyśmy nie mieli już tego serdecznie dosyć...

Do tego dochodzi szowinizm. W drużynie krasnali nie ma żadnej kobiety, zaś w skład elfiej straży wchodzi tylko jedna. Będąc wszakże nie mniej waleczną niż jej męscy koledzy (zawsze podobały mi się wątłe niewiasty kładące pokotem paru zwalistych jak góra mięsa napastników naraz) stanowi jeden z nielicznych jasnych punktów tej nafaszerowanej testosteronem bajeczki. Szkoda, że reżyser nie posunął się nieco dalej i nie uczynił z bitnej elfki (Jezu, dlaczego Word zamienia mi to słowo na „fleki”? :/) bojowniczki o wyzwolenie uciśnionych sióstr spod jarzma samczoelfiej dominacji.

Po tym, co napisałam, może Wam się wydawać, że nie tęskno mi do zobaczenia ostatniej części trylogii. Nic bardziej mylnego. Z ogromnym napięciem wyczekuję na rozwiązanie jednej z najistotniejszych w tym cyklu kwestii, a mianowicie: co zrobi Thorin po odzyskaniu rodzinnych precjozów czy zapłaci uczciwie podatek od wzbogacenia czy też bezczelnie się od tego wymiga? Wszak każda, absolutnie każda transakcja, nawet polegająca na odzyskaniu należnego człowiekowi (czy krasnoludowi) spadku, musi zostać uwzględniona w zeznaniu podatkowym. Jeżeli pan Jackson stanie na wysokości zadania i nagnie historię tak, by Thorin zawitał do urzędu skarbowego i uiścił daninę, jestem gotowa wybaczyć mu pozostałe niedociągnięcia.

28 komentarzy:

  1. Szóstka.
    Nie często zdarza mi się (prawdę mówiąc, to nawet nie pamiętam takiego przypadku), aby czytając notkę, uśmiechać się od pierwszego do ostatniego zdania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś widzi spację, to powinien zmienić sobie rozdzielczość obrazu, ponieważ żadnej spacji tam nie ma :)

      Usuń
    2. Zwykle jestem śmiertelnie poważna (typowe dla mnie zgryźliwość i sarkazm się nie liczą), ale od czasu do czasu muszę dopuścić do głosu swoje Le Mingowskie alter ego.

      Usuń
  2. :))))))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Kira.
    Szóstka z plusem.
    Gdyby nie daj Boże wezwała Ciebie,Inkwizycja Genderowa,masz we mnie obrońcę.
    Ps.
    Smoków się nie zabija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się nie zabija. Z takim smoczkiem nie może się równać najwydajniejszy nawet piec. :)

      Usuń
  4. przypomina mi się historia z panienką, która oglądała pornola /jak twierdziła, po raz pierwszy i była bardzo zaciekawiona, nie dała filmu zmienić w video/... pornol był dość długi i miał wybitnie złożony scenariusz... chodziło o to, że główny bohater przemieszczał się z orgietki na orgietkę, a na tych orgietkach, jak to na orgietkach - orgietkował... panienka śledziła akcję w skupieniu, w pewnym momencie zadała pytanie: "a kiedy ten koleś i reszta PRACUJĄ?"... początkowo nikt nie zrozumiał pytania i wszyscy zaczęli jej tłumaczyć, że bzykanie się przed kamerą to właśnie jest ich praca... panienka się oburzyła: "nie róbcie ze mnie idiotki, to ja akurat wiem, mnie chodzi o realia scenariusza"... nie pozostało nic innego, jak odpowiedzieć: "pracują, pracują, tylko niedziela jest i oni wszyscy po kościele tak-tego-tam"...
    pozdrawiać :D...

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialna ironia:) W niektórych miejscach nawet w pewnym sensie autoironia:) I w ogóle wygląda jakby to pisał typowy konserwatywny liberał! To jest prawie na poziomie Michalkiewicza:)
    Nie spodziewałem się tego po Tobie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W niektórych miejscach nawet w pewnym sensie autoironia:)"

      No bardzo Ci dziękuję. :/ Wyobraź sobie, że gardzę fanatykami z obydwu zwalczających się w obecnej "chwili" ugrupowań.

      Zresztą, to nie ja pisałam, tylko moje chore alter ego... ;)

      Usuń
  6. Dziękuję wszystkim za słowa uznania. Cieszę się, że popieracie moje zdanie, będące wszak zogniskowaniem jedynie słusznej ideologii. Ten zuchwały, promujący zboczenia heteroseksualne tudzież anarchistyczną patologię film powinien zostać zbojkotowany! Nie możemy pozwolić na moralne wykolejenie zdrowej tkanki narodu!

    Heil Unia!

    Wasz oddany sługa - Le Ming

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Le Mingu. Poprawiłam błąd, który zrobiłeś w tekście (złe użycie słowa "zakrawa"). Jeśli będziesz grzeczny, pozwolę Ci się tutaj częściej produkować.

      Usuń
  7. Cudowna recenzja. Dzięki Le Mingowi stajesz się bardziej wyrazista, opuszczając politycznie poprawny futerał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja byłam politycznie poprawna??????

      Usuń
    2. Czułem, że to tylko futerał :)

      Usuń
    3. Jest wiele rodzajów lemingów. Do jednego z nich należą Twoi znajomi z Kółka Wzajemnej Masturbacji, wyjący z rozpaczy nad końcem "cywilizacji białego człowieka" i wydziwiający na ludzi, którzy nie widzą w Kościele Rzymskokatolickim jedynej ostoi przed najazdem genderystów, lecz zwykłą zaplutą korporację, która jeszcze w XX-tym wieku odbierała dzieci niezamężnym matkom. Jedyną cechą wspólną wszystkich lemingów jest porażająca bezmyślność i dzielenie jednego rozumku na kilka milionów osobników. Kiedyś opiszę wszystkie występujące w przyrodzie podgatunki, co by obrazić każdego popierdolonego fanatyka, a nie tylko część z nich, jak teraz.

      Usuń
    4. L'Eming, Lemmy Ing, Le-min'g... Sporo ich... ;)

      Usuń
    5. dokładnie tak... zawsze mnie śmieszył ten podział na lemingów i moherów, bo de facto te mohery są takimi samymi lemingami, różnica tkwi tylko w detalach...
      ...
      byle nie Lemmy Kilmister, bo on lemingiem nie jest na pewno...
      http://youtu.be/kU1WCgm-RQw

      Usuń
  8. Ze sztambucha Le Waqa;)
    Jakże cudownie wyglądają niektóre prawdziwe miasta w Indiach. Pojęcie ładu architektonicznego jest tam znane w stopniu najwyżej umiarkowanym, podobnie umiarkowane jest wykorzystywanie tej nudnej kanalizacji. Różne druty i rury przebiegające między budynkami we wszystkich możliwych kierunkach tworzą odmienny od europejskiego, inspirujący malarsko krajobraz, podobnie jak odchody na ulicach.
    Poza tym prawdziwy raj dla firm farmaceutycznych, które za niewielką opłatą testują leki na tubylcach (chcą, to nie dzieje się krzywda).
    Prawdziwi libertarianie trafiają się również w Europie. Np. Fritzl, który jak gdzieś przeczytałem, wprowadził w życie powiedzenie "mój dom jest moją twierdzą" (taką z lochami;))
    Niech żyje wolność - to myśląc Le Waq przełknął kęs pysznego kotlecika z korwinowca, co nie zapiął pasów.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że Cię bardzo lubię? :)

      Usuń
    2. Wiem;)
      Anty

      Usuń
  9. Kira, Twoja recenzja jest ciekawa, dowcipna, miejscami uszczypliwa - czyli IDEALNA! Zastanawiałaś się kiedykolwiek nad zawodowstwem w tym zakresie? Pytam, bo tak rzadko recenzje są zjadliwe dla czytelników, a w dzisiejszych czasach talent jest najlepszym "poleceniem" do takiej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafiłabym robić tego zawodowo. Ale dzięki za komplement. ;)

      Usuń
    2. Ale jakbyś spróbowała, to ucieszyłabyś duuużą część naszego społeczeństwa - jesteś stworzona do pisania skrzących dowcipem, inteligencją recenzji :)
      A i niezły grosz można na tym zarobić.

      Usuń
  10. Doskonała recenzja! Dodam tylko, że ze smokiem sprawa miała podwójne dno. Fakt, że hobbici nie dostali zezwolenia na kontakty ze smokami o ataku na zwierzę nie mówiąc. Ale warto pamiętać, że smoki zostały wyhodowane bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ przez renegata z tejże Rady więc idąc tym tokiem rozumowania hobbici mogą się bronić przed Trybunałem Sprawiedliwości :-)

    Co do elfki to rzecz jasna masz sporo racji, niemniej jednak ponieważ elfowie wyglądają jak chłopcy przed mutacją mogą próbować zakwestionować sztywne dogmaty pojmowania płciowości i idąc tą linią obrony tłumaczyć, że nie należy poddawać ich sztywnym regułom rozumienia rodem ze średniowiecznych przesądów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ONZ? Trybunał Sprawiedliwości? A co to takiego? My, Le Mingi, nie bardzo się orientujemy w polityce (gdyby nie media, nie wiedziałabym* nawet, na kogo głosować). W każdym razie instynktownie czuję, że jesteś po naszej stronie, bratosiostro. :)

      Zawsze czułam*, że elfy to w sumie porządni goście. Za to krasnoludy - fuj, męskie toto aż do obrzydzenia. A już Thorin wygląda, jakby miał za chwilę wyciągnąć Biblię i zacytować ustęp z Ewangelii. Brrr.

      * Używam formy żeńskiej, w rzeczywistości jednak nie czuję się kobietą. Mężczyzną też nie. Utożsamianie się z jedną płcią jest passé.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...