17.02.2014

Niebiańskie murmurando


Szanowne Koty!

Było listopadowe popołudnie 1999 roku. To wtedy właśnie zawitał do nas jeden z Was. Był to wspaniały, chadzający własnymi ścieżkami kocur, który postanowił najwyraźniej zacumować gdzieś na stałe. Od niego wszystko się zaczęło. Następny delikwent pojawił się, co prawda, dopiero rok później, ale potem poszło już „z górki”. Jeden po drugim, bezdomne lub niezadowolone z warunków, jakie zaoferowali Wam pierwotni właściciele, kierowałyście swoje kroki do nas, by – sterroryzowawszy nas swoimi cudownymi żółtymi ślepkami – domagać się azylu.

Jak mogę podsumować te kilkanaście lat spędzonych w Waszym towarzystwie? Cóż, nie zawsze było miło. Nie oszukujmy się, nie jesteście wzorem grzecznego i posłusznego zwierzątka. Bywacie upierdliwe i namolne. Kąsacie rękę, która Was karmi. Grzeszycie obżarstwem, a potem rzygacie bez opamiętania na dywan. Szczacie złośliwie na buty. Bijecie się nawzajem po mordach. Podczas pieszczot niemiłosiernie nas obśliniacie. Zamiast grzecznie spać w nogach, zajmujecie całą długość łóżka; a czasami – co gorsza – szerokość. Musimy Was bez przerwy wpuszczać i wypuszczać na zewnątrz. Znęcacie się nad myszami. Ogryzacie nasze rośliny. Rozsiewacie wszędzie kłaki. Przynosicie pchły. O tym, co znajduję czasami w wannie, wolę nawet nie wspominać. Przyznam się szczerze, że czasami mam Was serdecznie dosyć.

Ale przy wszystkich swoich wadach i tak jesteście najwspanialszymi zwierzętami, jakie kiedykolwiek zdołał udomowić człowiek. Słuszność miał Leonardo da Vinci, mówiąc, iż „najmarniejszy kot jest arcydziełem”. Każdy z Was jest inny, niepowtarzalny, wyjątkowy. Nigdy nie zamieniłabym Waszej błogosławionej obecności na czystsze podłogi, grubszy portfel czy święty spokój. Kochane i wierne, jesteście najwspanialszą – wybaczcie mi to niezręczne słowo – ozdobą naszego domu. Każdego domu.

Kochani, mali przyjaciele...










Proszę Was o jedno: szanujcie psy. One też Was kochają. Na swój sposób. :)



58 komentarzy:

  1. Hmmmmm.... Czegoś mi tu brakuje.... :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam zdążyć z wklejeniem tego wpisu jeszcze w Dniu Kota. ;)

      Usuń
    2. Jasne :)
      Trochę się zdziwiłam - wchodzę, a tu tylko tytuł :) Ale teraz sobie spokojnie przeczytałam, pomiędzy porannym sprzątaniem klatek bezdomniaków, a wyjazdem na rehabilitacje. Miłego dnia :)

      Usuń
  2. Rzyganie to normalna reakcja fizjologiczna. Kot pozbywa się kul włosowych raz na jakiś czas (dużo rzadziej w grę wchodzi obżarstwo czy połknięcie niejadalnego zwierzęcia). Czasami celowo wcina trawę, żeby zwymiotować, przecież wiesz;)
    Sikanie na buty może mieć rozmaite przyczyny, wśród których złośliwość może być najmniej istotna.
    Włażenie na kogoś podczas snu jest oznaką miłości i zaufania;)
    Co do najwspanialszego zwierza zgadzam się w 100%.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, kot MUSI od czasu do czasu zwymiotować. Ale nasze koty naprawdę się obżerają. A może zbyt szybko jedzą i niedokładnie gryzą mięso? Tak czy siak, widok ich treści żołądkowej na dywanie nie należy do najprzyjemniejszych. ;)

      Miłość kota jest dla człowieka zaszczytem. Oczywiście miłość psa również (od razu zaznaczam, że OBECNIE kocham obydwa gatunki tak samo ;)), ale o ileż łatwiej ją zdobyć...

      Usuń
    2. Wiecie co? Ja od paru lat daje swoim kotom odkłaczacz (firmy Whiskas)- po parę dziennie - i nie wiem, co to wymiociny kota na podłodze - polecam, naprawdę skutkuje!

      Usuń
    3. Dzięki za radę. :)

      Usuń
  3. O kotach mogłabym nieskończenie...Teraz już nie mam,ale na pewno wzbogaciły moje życie.Tak,zdobycie miłości kota to zaszczyt.Kto tego nie poznał,ten nie wie co miłość:)))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie ten Rudy sobie na Tobie leżakował :)
    A więc i koty są kolejną sprawą, która pokazuje nasze podobieństwo do siebie :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieję się, że żyjemy z Lubym w trójkącie: on, Rudy i ja. :) Kocilla upodobała sobie nasze leże, może dlatego, że nas bardzo lubi. :) To zresztą mój obecny pupilek - dość ślamazarny i flegmatyczny, ale straszliwie "przylepny". Chyba najbardziej z naszych obecnych mruczków. (Z drugiej strony, inne koty też się "lepią", tyle, że do moich rodziców.)

      Niestety, Ruduś jest chory. Ma jakieś osobliwe zwyrodnienia w jamie gębowej, na które weterynarz przepisywał antybiotyki (aplikowane w domu przez moją mamę pod postacią zastrzyków). Jednak natychmiast po zakończeniu kuracji problem powraca, co objawia się bólem paszczy, a tym samym niechęcią do jedzenia. Czarno widzę przyszłość naszego mruczka. Dostaje karmę dla kociaków, czasami kurczaka - byle tylko zechciał przezwyciężyć dyskomfort (czyt. ból szczęki) i coś zjeść.

      W tej chwili śpi słodko, jakby mu nic nie dolegało... :)

      Usuń
  5. mojej Kocicy odbiło już tej miłości /vide komentarz Anty/ i ostatnio upiera się, by spać mi na głowie...
    /tak apropos, to Marchewa taki wielki, czy Kira taka filigranowa?/...
    u mnie w domu kocia kidersztuba sprowadza się do kwestii higieny /kuweta lub ogródek/ i zakazu włażenia na stół /to egzekwuję bezwzględnie/, zaś reszta to właściwie "róbta co chceta"... rzyganie wybaczam zawsze, bo kot /w przeciwieństwie do psa/ kompletnie tego nie kontroluje...
    ...
    odwieczne pytanie, to czy człowiek oswoił kota, czy kot człowieka?... podobno to drugie... ale mnie to akurat pasuje...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie potrafi zakłamać rozmiar. ;) Ale faktycznie, Ruduś jest całkiem pokaźnym zwierzęciem. Do tej pory wspominam z rozbawieniem, jak to pani weterynarz nazwała go "mięsnym kotem". :)

      Owo wdrapywanie się na Lubego czy na mnie jest charakterystyczną cechą tej przylepy. Nie zawsze nam się to podoba. Mieszkając tyle lat z czeredą futrzaków nauczyliśmy się asertywności. W związku z tym nie zawsze pozwalamy Rudemu na przygniatanie nas swoim słodkim ciężarem; bywa, że odkładamy go bezceremonialnie "w nogi", a on zazwyczaj się z tym godzi. Jest trochę takim - jak to go określił Luby - "zombiaczkiem": gdzie się go położy, tam leży.

      Właściwie to masz rację, to raczej kot przyswoił człowieka. :) I podobno umie go nawet tresować. :) Istnieje bowiem, jak kiedyś wyczytałam w Necie, specjalny rodzaj mruczanda, który przypomina płacz małego dziecka. Koty aplikują je swoim "właścicielom", kiedy chcą dostać coś do jedzenia.

      Usuń
    2. Witaj Kira.
      Gdybym miał opisać te wspaniałe zwierzaczki jednym zdaniem,to brzmiałoby mniej więcej tak:
      Są to zwierzątka z charakterem.
      Jeżeli znajdę trochę wolnego czasu,to postaram się napisać więcej o tych przemiłych zwierzątkach.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. O ile się nie mylę, wolisz psy? ;)

      Usuń
    4. Tak.Ale koty także mam.Dwa moje,wychowane od "kocięta",i dyżurne,często nawet szt.3 zimą.Wolnościowce.Robią co chcą i łażą gdzie chcą.A myszy i tak muszę na łapkę łapać,albo trutkę w piwnicy rozkładać bo mi na zimę żywe myszy do piwnicy znoszą.Koty podrzucają mi zimą,często w największe mrozy bydlaki bez sumienia,a pies chociaż na swobodzie,przyjaciel kotów.
      Prawdopodobnie lepszy niż ja.Kotka mu się w budzie okociła i na czas odchowania kociąt zasądziła mu eksmisje z budy.Pozwala mu tylko czasem polizać małe.
      Nauczył się także myszami bawić,przyglądając się jak Mama Kocica tresowała swoje małe.Ale sam niestety nie polował.
      Co jeszcze.
      Mogłem czasem godzinami się przyglądać,co te maleństwa z tymi myszami wyprawiały.Gdyby ich po ludzku osądzać,sadyzmom w klasycznym wydaniu.
      Co jeszcze.
      Najlepsza zabawa dla moich małych dzieci,a teraz wnuków.
      Na sznurku kawałek papierka i jazda po trawniku,kto kogo zajeździ.
      To na razie tyle,bo mógłbym książkę napisać.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. fotka fotką, ale robi wrażenie... przyjrzyjmy się uważniej...
      biała - kociczka /jakaś bijatyka była ostatnio?/...
      w doniczce kocurniak, "młody gniewny"...
      na tapczanie leży kierowniczka załogi, liderka kociej zgrai...
      Rudasia już omówiliśmy /nie kręcili się jacyś Tajlandczycy w okolicy?/...
      a czarna, jak to czarna... ona raczej z psiakami...
      tak?...
      ...
      u mnie muszę koty separować... są aktualnie dwa... starsza /16 l./ nie chce być ciotką dla młodej /niecały 1 rok/, tłucze ją przy każdej okazji... po prostu wiek, powoli jej odbija... a rudy sweter porusza się w swoim świecie równoległym i ma na wszystko wyrąbane... taki "kot inaczej"...

      Usuń
    6. Ja nie mam kota, więc sam poluję na myszy i szczury. Na te ostatnie zmuszony byłem użyć maczety. Przyzwyczaiłem się do takiego trybu życia.

      Usuń
    7. ech Dibi, wstydu nie masz... maczeta to broń somalijskich muzułmanów, kibiców Cracovii i Czukczów /ech, te Czukcze, na nich zawsze wszystko zwalą/... jako Wawiak powinieneś być za Legią, przynajmniej powierzchownie, a MY LEGIA, jak to LEGIA walimy z bazooki, a nie tam jakieś pedalskie machanie nasterydowanym scyzorykiem do wycinania serduszek na drzewach...
      rotfl...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    8. @ Mędrek

      No proszę, nie podejrzewałabym Cię o tak wielkie serce dla zwierzaków. :) Przezabawni są ci Twoi milusińscy. Chociaż zdecydowanie żal mi tych myszy; ja bym je pewnie kotu zabrała i albo wypuściła na wolność, albo dobiła.

      Ludziom porzucającym zwierzęta należałby się solidny kopniak. Bynajmniej nie w tyłek.



      @ PKanalia

      Wszystkie przedstawione na zdjęciach koty są rodzaju męskiego (w przeciwieństwie do psa). Aczkolwiek Białas (ten pierwszy) został kiedyś dwukrotnie wzięty za kotkę w ciąży. Winna tej pomyłce była jego tusza, która dawno przeszła już do historii. Ot, starość...

      Kot w doniczce (nazwany przez nas - znowu wedle koloru - Szarym) przychodzi do nas od jakiegoś czasu "na michę". Niedawno zaczął obszczywać zasłony, w związku z czym został w końcu - przez rodziców, bo to oni sponsorują takie "akcje" - wykastrowany. Musieliśmy go wówczas na siłę przetrzymać w domu przez półtorej doby, bo akurat przyszły mrozy. To dosyć nieprzystępne kocisko, prawdopodobnie ma jeszcze inny dom, ale czy w nim mieszka, czy tylko odwiedza go jak jadłodajnię - nie wiem. Kiedy już go wypuściliśmy po zabiegu, nie wracał przez kilkanaście dni. Przypuszczam, że albo się zeźlił tym wielogodzinnym zniewoleniem, albo prawowici właściciele (o ile takowych posiada) nie mogli dojść do siebie, gdy zobaczyli, że brakuje mu jajec. :)



      @ Dibelius

      Bardzo mi się podoba Twoje poczucie humoru. Pewnie Cię to zdziwi, ale kojarzy mi się ono z dowcipami Monty Pythona. Oni też lubowali się w absurdzie. :)

      Usuń
    9. Droga Kiro.
      Żadne "wielkie serce",tylko zwyczajna normalność.Jak się ma zwierzaki to powinno się o nie dbać.Oczywiście bez przesadyzmu.Żadne tam dziwne wynalazki,jak kokardki,sukieneczki,buciki i inne pierdoły,bo to moim zdaniem zwykle zboczenie.
      Pamiętam jakie było wzburzenie pod moim wpisem że bezdomnymi zwierzętami zajmował się kiedyś hycel,a tzw,schroniska dla zwierząt to patologia.
      Oczywiście to był duży skrót myślowy,ale tak było.I wcale nie znaczy,że kiedyś ludzie nie mieli,jak to nazywasz,serca dla zwierząt.Po prostu byli bardziej odpowiedzialni i nie podrzucali zmarzniętych kociąt czy szczeniąt komuś na posesje,bo się ich dziecku zwierzątko znudziło.Kupi się nowe,ładniejsze i po sprawie.A jak zbrzydnie,nie nauczy się do kuwety sikać czy kupkę zrobić i nie maja tyle cierpliwości i normalnego serca jak przykładowo Kira,żeby to tolerować,w ostateczności jest schronisko dla zwierząt.Najczęściej tzw."państwowe".
      Co do tych myszek.
      Gdybyś się kociakom wcięła w ich trening,to byś im wielką krzywdę wyrządziła.Taka ich natura.Ludzie nazywają to zabaw,a to ciężka harówa.
      Jak one by sobie później w życiu później poradziły beż Twojej pomocy?
      Na widok myszy mogły by ze strachu zawału serca dostać, przykładowo.
      Błędem zasadniczym jest przenoszenie zachowań ludzkich na zwierzaki.One działają instynktownie,a ludzie na rozum.No,przynajmniej powinni.
      Najlepiej w miarę możliwości nie wcinać im się,bo Mama Kocica wie co robi.
      Kto wrażliwy,nie musi patrzeć.
      Albo tak jak Kira,trzymać je w domu coby sobie krzywdy nie wyrządziły.
      Oczywiście wszystko to co piszę,przyjmij jak zwykle z przymrużeniem oka,jako takie tam"mędrkowanie".
      Pozdrawiam.

      Usuń
    10. Wydarcie kotu myszki z pyska lub spomiędzy pazurów nijak mu nie zaszkodzi. Instynkt łowiecki przez to nie wygaśnie, co najwyżej zwierzak się nauczy, że pewnych zachowań jego opiekun nie toleruje. Jasne, że "Mama Kocica wie, co robi", lecz co innego pożreć gryzonia, a co innego bawić się nim przez długie godziny.

      Teraz sobie przypominam, że niezbyt przychylnie oceniłeś szlachetne zachowanie Marzeny, która opiekuje się bezdomnymi zwierzętami. Uznałeś, że na takie "bzdury" zwykli ludzie nie mają czasu. Tyle że rozumując w ten sposób można by uznać, że nie powinni mieć czasu także na pisanie czy komentowanie blogów. ;)

      Na ogół rzeczywiście traktuję Twoją pisaninę z przymrużeniem oka, ale w mojej naturze leży poważne traktowanie rozmówcy.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    11. Tradycyjnie literówek zatrzęsienie.
      Gdyby moja nauczycielka,która mi kazała po sto razy przepisywać zdania z bykami wiedziała,jak była niedouczona......
      Że to biedny dyslektyk,czy cuś podobnego i należy takiego biedaka po główce pogłaskać,przytulić,a nie,że to zwyczajny leń...

      Usuń
    12. @Kira...
      wygląda na to, że jako koci sekser /czyli rozpoznawacz płci/ niezbyt się sprawdziłem, ale usprawiedliwia mnie niedoskonałość materiału badawczego /fotek/, na których proporcje ciała, będące kryterium, nie zawsze klarownie widać... zresztą w realu też się można czasem pomylić z daleka, np. gdy kot jest kudłaty albo "puszysty"...
      ...
      też mieliśmy kotkę /a centralnie nasi dawniejsi sublokatorzy/, która ginęła nieraz na kilka dni... dopiero po jakimś czasie przyszła do nas sąsiadka ze łzami w oczach, że kocica zdominowała jej koty i je bezlitośnie objada do... rzeczywiście musiała je porządnie objadać, skoro zaistniały mocne przesłanki, by zmienić jej imię z "Onyksia" na "Pulpet"...

      Usuń
    13. @mędrek
      Nie wiem ile masz lat i co znaczy dla Ciebie owo "kiedyś". Pozwól, że opiszę swoje "kiedyś" tj.ok. trzydzieści lat temu, miejsce zdarzeń - prawdziwa wieś, a właściwie ciąg malutkich wsi zagubionych wśród jezior, lasów i pól.

      Przypadek 1.
      Kotki rodziły na ogół dwa razy w roku. Chłopi w następujący sposób radzili sobie z przyrostem naturalnym:
      - brano kocięta i wrzucano do stawu - jak najdalej od brzegu; - miot zakopywano na łąkach - niektórzy humanitarnie wcześniej łopatą walili kotki po główkach;
      - często praktykowano szczucie psem kotki z miotem.
      Jakie piękne czasy były kiedyś, normalnie szczyt ludzkiego humanitaryzmu! Jadę dalej...

      Przykład 2.
      "Kiedyś" psy chorowały tak samo często, jak teraz. Chłopi stosowali następujące lekarstwa:
      - chory, stary pies zostawał zamykany w pustej szopce, stodole i tam - bez jedzenia i picia - wypoczywał tak długo, aż umarł ze zbytniego zrelaksowania;
      - w każdym obejściu były widły, łopata, siekiera - chłop wyprowadzał psa na sznurku, wiązał do drzewa i dokonywał eutanazji powyżej wspomnianym sprzętem;
      - ci, którzy mieli dojście do swojej wody, bądź zaprzyjaźnionego chłopa wyciągali przewody - za ich pomocą zabijali prądem ryby na tzw. wylewach - wołali psa i aplikowali mu porządną dawkę elektrostymulacji, niestety nie w ramach ewentualnej rehabilitacji; - bywało, że jakiś chłop upodobał sobie spacery w pobliskim lesie - niestety, bardzo śmiecił - lubił zostawiać psy powieszone na najniższych konarach;
      - na szczęście część chłopów, również w zakresie dbania o psa, przejawiało wrodzone lenistwo, ci z nich wywozili czworonoga daleko od domu i dawali mu wolność.

      Przykład 3.
      Rozrywka zawsze była ważna - również w mitologicznym "kiedyś". I tu chłopa ponosiła często ułańska fantazja - walki psów (nie do pierwszej krwi, do zgonu pokonanego);
      - walka psa z kotem - rezultat był łatwy do przewidzenia, jednak tego typu polowanie wciągało nieraz całą rodzinę. Byłam świadkiem mordu kota przez psa, którego dopingowała trójka dzieci i dumny ojciec - niestety, dobiegłam już do rozprutego kota...

      Mędrku - na szczęście DZISIAJ ludzie zaczynają myśleć, coraz większa część społeczeństwa ma poczucie odpowiedzialności za posiadanego czworonoga, powstają organizacje adopcyjne, domy tymczasowe i przytuliska dla bezdomnych zwierzaków.
      Jak jest teraz na wsi? Na zewnątrz wygląda to zdecydowanie lepiej, niż w czasach mojego dzieciństwa. Jednak to tylko może być zachowanie pozorów - w okolicach, w których się wychowałam nikt by się przede mną nie ujawnił - jestem tam znana ze swojej bezkompromisowości, dociekliwości i konsekwentności w zakresie walki o lepsze życie dla zwierząt. Gdy weszłam w wiek nastoletni przestałam sobie zawracać głowę grzecznościami - nie miałam i nie mam odrobiny litości dla kogoś, kto znęca się nad zwierzakiem. Taki ktoś zasługuje tylko na splunięcie w twarz i pogardę. Ale na takich środkach nigdy nie kończę walki z bezdusznikiem. Staję się koszmarem dla gnoja i zawsze o nim pamiętam.

      P.S. Nie walczę z drapieżnością i instynktem łowieckim swojego kota, ale nigdy mu nie pozwalamy męczyć godzinami jakiegoś gryzonia. Nasz dom, nasze zasady. Wierz mi, zarówno kot, jak i pies potrafią to zrozumieć i dostosować się. Rodzina to nie tylko przywileje, to także przestrzeganie pewnych zasad, które sprawiają, że dom to miejsce bez przemocy. Również wobec myszy.

      Usuń
    14. Droga Marzeno! Chylę przed Tobą czoło. Jesteś jedną z nielicznych osób, które SZANUJĘ. Mam nadzieję, że jesteś w swojej walce o poprawę zwierzęcego losu wspierana przez rodzinę oraz Ukochanego.

      Niestety, oceniając opisanych przez Ciebie ludzi mam ogromny dylemat. Z jednej strony są to ścierwa, na które szkoda nawet śliny. Chciałoby się takiemu skopać mordę, aż by zaczął kwiczeć i błagać o litość. O ile bowiem akceptuję, że ktoś - szybko i jak najmniej boleśnie - zabija zwierzę na mięso czy nawet na futro, o tyle bezrozumnego znęcania się nad zwierzęciem nie zaakceptuję nigdy.

      Z drugiej jednak strony wiem, że człowiek, który sprzedał nam działkę we wsi Trzciniec, też zabijał (ok. 20 lat temu) nowo narodzone szczenięta swojej suczki*. O ile się nie mylę, to je po prostu topił. Pamiętam też, że często jego psom brakowało wody w miskach; dolewałam ją niemal za każdym razem, kiedy szłam na jego podwórko (miałam istnego zajoba na punkcie zaspokajania psiego pragnienia). Dzisiaj już nie miałabym tyle tupetu.

      I tutaj łapie mnie poważna zgryzota, jak mam osądzić tego człowieka. To nie jest jakiś menel ani tym bardziej bezrozumne bydlę, tylko jeden z porządniejszych gospodarzy w tej wsi (w porównaniu z tymi, którzy się tam wychowali). Wniosek? Cóż, wydaje mi się, że ludzka podłość wynika z głupoty, ignorancji i bezmyślności. A jeśli jeszcze dochodzi do tego bieda i konieczność codziennej walki o byt, to już w ogóle nie ma mowy o tzw. humanitarnym traktowaniu zwierząt.


      * Która w zasadzie była nasza, bośmy ją zawsze spuszczali na parę godzin, kiedy tylko przyjeżdżaliśmy na działkę. Wstyd się przyznać, ale byliśmy wówczas z bratem zbyt niedojrzali, by wziąć na siebie obowiązki związane z opieką nad czworonogiem, a i rodzice niespecjalnie byli temu chętni. Tak więc Sara przemieszkała u naszego wiejskiego sąsiada przez 10 lat. Zabraliśmy ją do siebie dopiero w 2001 roku. Niestety, trzy miesiące później, podczas jednej z wypraw do Trzcińca, została rozjechana przez przejeżdżającego TIR-a.

      Usuń
    15. @Marzena.
      Zastanawiałem się jak mam Ci odpisać,ale może tak.
      Swoje lata mam i prawdopodobnie jestem starszy od ciebie.Od urodzenia mieszkam na wsi i także wiele widziałem.
      Sterylizacja zwierząt nie była kiedyś tak powszechna jak dzisiaj,więc kocięta czy szczeniaki,które nie byli w stanie wychować były eliminowano.Postępowano i nadal tak się postępuje w przypadku także zwierząt hodowlanych,np świnie.Maciora ma określoną ilość sutków i może wykarmić określoną ilość prosiąt.A to chyba także zwierzę?
      Sposób tych eliminacji był i jest różny,bo i ludzie są różni.Tu nic do dnia dzisiejszego się nie zmieniło.Są ludzie i bydlaki.Nie mylić z bydlątkiem,bo do dzisiaj tak na wsi mówią,przykładowo na krowy.
      Ale wtedy nie spotykało się tyle wałęsających,bezdomnych kotów i psów,bo te ewentualnie wyłapał hycel.
      Dzisiaj schroniska dla zwierząt są przepełnione,a w większości z nich zwierzęta są zwyczajnie męczone.Wystarczy popatrzeć,jakie mają "szczęśliwe" miny,czekając na ewentualną adopcję.Jedyna pociecha,że może niektóre z nich będą miały na tyle szczęścia,ze trafią na normalnego człowieka.O kosztach utrzymania tych schronisk nie wspomnę.Nie wspomnę także,że do tego interesu dokładają się także ci,co o swoje zwierzaki dbają.
      To dobrze,że masz chęci,warunki i środki finansowe na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami.
      Za ewentualne nieporozumienie przeprosiłem i sprawę uważam za zamkniętą.
      Pozdrawiam.
      Ps.
      "na szczęście DZISIAJ ludzie zaczynają myśleć, coraz większa część społeczeństwa ma poczucie odpowiedzialności za posiadanego czworonoga, powstają organizacje adopcyjne, domy tymczasowe i przytuliska dla bezdomnych zwierzaków."

      I coraz więcej ludzi jest eksmitowanych do nor,zwanymi dla zmyły "lokalami zastępczymi".Ale i tak maja szczęście,ze nie po most.
      Ustawodawcy zabezpieczyli przykładowo psu godną budę i godne wyżywienie,tylko zapomnieli,że jeżeli człowiek jest także,przynajmniej biologicznie,zwierzę,to podobne warunki także jemu się należą.

      Usuń
    16. Dopisek,moim zdaniem istotny.
      Jeżeli,jak piszesz,to prawda,że coraz większa część społeczeństwa ma poczucie odpowiedzialności za posiadanego czworonoga,to dlaczego powstają organizacje adopcyjne, domy tymczasowe i przytuliska dla bezdomnych zwierzaków?
      Marsjanie na porzucają?

      Usuń
    17. Korekta.
      Marsjanie nam te bezdomne zwierzaki podrzucają?

      Usuń
    18. @ Mędrek

      Moim zdaniem należy zadbać w pierwszej kolejności o dzieci, starców i zwierzęta. Są to stworzenia słabsze i często niezdolne do samodzielnego zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb.

      Marzena nie pisze, że wszyscy zmienili się na lepsze, tylko że społeczeństwo jako takie się zmieniło. Co oznacza, że nadal mamy nieodpowiedzialnych gówniarzy w skórze dorosłych, tyle, że porzucone przez nich zwierzęta są przygarniane przez innych, dojrzalszych ludzi.

      Usuń
    19. "Marzena nie pisze, że wszyscy zmienili się na lepsze, tylko że społeczeństwo jako takie się zmieniło."

      Droga Kiro.
      Szczerze pisząc,to nie bardzo rozumiem o czym Marzena pisze.Bo to że społeczeństwo się zmieniło i nadal zbędzie zmieniać,to oczywista oczywistość.
      Przykładowo 5 tys,lat temu z całą pewnością były inne społeczeństwa.
      Problem w tym,czy na lepsze.
      Z tego co piszesz wynika,że masz dosyć ciasno w mieszkaniu.Ale nie narzekasz i swoje robisz.Zwierzątka do domów "starców czy opieki" nie podrzucasz.a na miarę możliwości opiekujesz się także innymi.

      Usuń
    20. @ Mędrek

      Na przełomie 2002/2003 przeprowadziliśmy się z mieszkania do domu. Mamy więc dużo przestrzeni, a nawet niewielki ogródek.

      Gros opieki nad zwierzętami spada na rodziców. Ja jestem biedna i niezmotoryzowana. Jedyne, co mogę zaoferować, to swój czas i siły (czyli sprzątanie, wychodzenie na spacer, karmienie).

      Usuń
    21. "czyli sprzątanie, wychodzenie na spacer, karmienie"

      Od siebie dodam-i serce.
      Czyli to,co najważniejsze.

      Usuń
    22. Przyznam się, że czasami szlag mnie trafia, kiedy broją. Ale cóż można na to poradzić... :)

      Usuń
    23. @mędrek
      Musiałam napisać o traktowaniu zwierząt na wsi - wychowałam się tam, teraz też mieszkam na wsi, jednak jest ona po części sypialnią dla ludzi pracujących w mieście i nikt na osiedlach nie hoduje kur, czy innych zwierząt gospodarskich. Twoje przekonanie o tym, że "kiedyś" było lepiej w kwestii traktowania zwierząt jest wprowadzaniem czytelników Kiry w błąd!
      Przypuszczam, że nie zauważałeś biedy zwierząt na wsi i tyle. Mnie to zawsze interesowało i tak jest nadal. Naprawdę sądzę, że część społeczeństwa obecnie ma lepszy stosunek do zwierząt - stąd te domy tymczasowe, przytuliska etc. Nawet w mojej miejscowości powoli ale coraz bardziej jestem w stanie wciągać do pomocy obcych ludzi, uświadamiać im fakt, że czworonóg, to nie zabawka. Nie można jej odstawić, bo się znudziła, wyrzucić, czy też trzymać wiecznie na krótkim łańcuchu. Dociera to nawet do starszych ludzi - tak, trzeba to tłumaczyć, powtarzać, często pomagać - ale są rezultaty! Owszem, nadal spotykam mur obojętności, a czasami jawne okrucieństwo - ale tępię takich ludzi, jak karaluchy.
      W owym mitologicznym czasie "kiedyś" chłopi postępowali z chorymi, starymi, czy też niechcianymi psami/kotami, tak jak powyżej napisałam, stąd mniej błąkających się wtedy po ulicach zwierzaków.
      Jeszcze kilkanaście lat temu koniec lata w okolicach "mojego" jeziora oznaczał wysyp porzuconych psów i kotów, teraz takie sezonowe porzucenia mogę policzyć na palcach moich rąk - to duża poprawa.

      Nadal istnieją kanalie, które porzucają psy i koty, nie potrzebujemy do tego Marsjan. Jednak rośnie świadomość społeczna w tej kwestii i coraz więcej ludzi działa, gdy widzi krzywdę zadawaną zwierzakowi, a nie litując się tylko oralnie, czmycha do swojego wygodnego życia.

      Odnosząc się do mieszkań komunalnych - jaki procent ubogich ludzi, to ci pokrzywdzenie przez los, ofiary nieszczęśliwego splotu losu? Miałam epizod zawodowy w życiu - pół roku pracowałam w opiece społecznej. Do moich zadań należało m.in. odwiedzanie gminnych biedaków i robienie z tych wizyt odpowiednich protokołów. Z ponad trzydziestu rodzin tylko jedna padła finansowo na skutek choroby w rodzinie i straty pracy. Pozostałe to alkoholicy, związki niepełnosprawnych umysłowo z równie upośledzonym potomstwem oraz ludzie wiecznie bezrobotni, bo "dla nich nie ma pracy". Wszyscy podopieczni GOPSu posiadali liczne potomstwo. Wybacz, ale nie żal mi takich ludzi, tylko ich dzieci, powołanych egoistycznie na świat do życia w nędzy!!! Nie ma głupszego zdania, jak: "Bóg dał dzieci, to da na dzieci". Współczucie odczuwam w stosunku do ludzi, których dobytek padł ofiarą kataklizmu np. powodzi. I takim ludziom chętnie pomagam - bezpośrednio, nie przez organizacje. Ci ludzie mają naprawdę ciężko, a mieszkania zastępcze często są rzeczywiście norami. Jednak żaden miejscowy włodarz nie dysponuje czarodziejską różdżką - dobrze, że w ogóle mają jakiś dach nad głową, na czas remontu zniszczonego domu.
      Mędrku - człowiek zawsze jest w stanie zmienić swoje życie, natomiast pies, czy kot są absolutnie zależne od człowieka. Poczynając od miski z wodą - o której wspominała Kira.

      Kończąc - nie rozumiesz, o czym piszę? O prawdziwym obrazie życia zwierząt na wsiach. A wszystko przez gloryfikowanie przez Ciebie owego "kiedyś" - byłam świadkiem takiego okrucieństwo wobec czworonogów, że nie mogłam tego przemilczeć.

      Usuń
    24. "Twoje przekonanie o tym, że "kiedyś" było lepiej w kwestii traktowania zwierząt jest wprowadzaniem czytelników Kiry w błąd!"

      A Kira wczoraj z Księżyca spadła i nie potrafi samodzielnie myśleć,więc Marzena musi jej wszystko dokładnie wytłumaczyć.
      Pozdrawiam życzliwie.

      Usuń
    25. Niepotrzebny ten sarkazm, Mędrku. Myśleć potrafię - dlatego odeszłam z Kościoła, nie szanuję starszych i mam w dupie autorytety moralne. Ale nie jestem wszechwiedząca i każdemu, kto przyczyni się do zmniejszenia mojej ignorancji, będę wdzięczna.
      Usuń

      Usuń
    26. "Odnosząc się do mieszkań komunalnych - jaki procent ubogich ludzi, to ci pokrzywdzenie przez los, ofiary nieszczęśliwego splotu losu?"
      Hmm, powiedzmy że większość? W Polsce nawet przeciętnie zarabiająca osoba, jeśli ma na utrzymaniu rodzinę, jest uboga, nie trzeba nawet mieszkać w komunalnym. /Pomijając fakt, że dla znacznej części młodych ludzi jakiekolwiek własne mieszkanie jest marzeniem (ponad 40% młodych rodaków mieszka z rodzicami)/. Samotne matki czy staruszkowie wydający większość rent/emerytur na leki pewnie biedują ze swojej winy?
      "Wszyscy podopieczni GOPSu posiadali liczne potomstwo. Wybacz, ale nie żal mi takich ludzi, tylko ich dzieci, powołanych egoistycznie na świat do życia w nędzy!!!"
      Większość biednych ludzi w Polsce nie jest klientami GOPSu, czy MOPSu. Gdyby tak było, wymienione instytucje już dawno zostałyby pozbawione wszelkich środków.
      Antydogmatyk

      Usuń
    27. @ Antydogmatyk

      Mowa była o ludziach rugowanych z własnego lub wynajmowanego mieszkania, nie o każdym biedaku. Notabene warto być wdzięcznym nawet za lokum u rodziców, jeśli nie ma szans na własne... :(

      Czy nie mógłbyś się od razu podpisywać, zamiast występować jako Anonimowy, a swój nick umieszczać na końcu wypowiedzi? A już naprawdę zajefajnie by było, gdybyś założył własny blog. Masz sporo do powiedzenia. :)

      Usuń
    28. Sorki,nie zauważyłem,że "jest wprowadzaniem czytelników Kiry w błąd!",więc masz rację,sarkazm nie na miejscu,bo nie wiem, którym czytelnikom Twojego bloga trzeba tłumaczyć.
      Być może Marzena ma rację .....

      Usuń
    29. A i ja dowiedziałam się czegoś nowego. Gdyż o aż takie moralne zwyrodnienie nie podejrzewałam wieśniaków. :/

      Usuń
    30. @mędrek
      Chyba jesteś jednym z tych ludzi, którzy uważają swój obraz świata za jedyny obowiązujący większość ludzkości.
      Cóż, nie każdy wychował się na wygwizdowie, ba, często spotykam się z przeświadczeniem, że chłopi potrafią uszanować przyrodę i zwierzęta, gdyż żyją blisko nich. Dobre sobie :( Dlatego właśnie stwierdziłam, że wprowadzasz w błąd czytelników Kiry, którzy nigdy nie mieszkali na wsi i nie mają zielonego pojęcia o tym, jak było i jest w kwestii zwierzaków.

      Co do pouczania Kiry - nie przyszłoby mi to nawet do głowy, sądzę, że nasza blogowa gospodyni dysponuje sporą dozą inteligencji oraz duchowej wolności, dzięki czemu nie potrzebuje (nie chce) prowadzenia za rączkę (przypuszczam, że gdyby ktoś próbował, to mogłoby się to bardzo źle dla niego skończyć :).

      @ Antydogmatyk

      W mojej gminie "klientami" GOPsu są ludzie naprawdę nic nie posiadający, nędzarze - z powodów powyżej prze ze mnie wymienionych. Nie szafowałabym określeniem "ubogi" - jeżeli ktoś ma pracę i spokojnie dociąga do pierwszego, nie głodując i nie przymarzając w nieogrzewanym mieszkaniu - to w moich oczach nie jest ubogi. Osoba biedna to taka, która nie ma gdzie mieszkać, co włożyć na grzbiet i do garnka. Ludzie nadużywają tego określenia i jest to związane z wrodzonym pesymizmem naszych krajanów. Bo głupio byłoby powiedzieć, że jest w porządku, normalnie. Nie rozumiem tego, dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna :)
      Co do biedujących staruszków to pomyśl - gdy oni byli młodzi, świat stał przed nimi otworem, mieli pracę, perspektywy. Gorzej ma dzisiejsza młodsza część społeczeństwa, prawda? Owszem, są osoby pokrzywdzone przez los - chyba nawet o nich wspominałam - ale to zdecydowana mniejszość. Samotna matka - cóż, jeżeli nie miała odpowiednich zasobów materialnych, a mimo to zdecydowała się na macierzyństwo, to bez winy jest tylko jej dziecko, ona, jako dorosła osoba winna zdawać sobie sprawę, że macierzyństwo to nie tylko miłość ale tez ogromna odpowiedzialność materialna! To proste - nie stać cię na dziecko, to go nie sprowadzaj na świat, bo któregoś dnia może jeszcze wypomnieć Ci biedę, w której żyje. Rodzicielstwo to eksperyment, nie masz gwarancji, że dzieciak doceni Twoje poświęcenie, prawda?
      Sama pochodzę z bardzo biednej, ale pracowitej rodziny. Potrafię docenić poświęcenie mojej mamy :) I nie mam do nikogo pretensji, że na wszystko musiałam zarobić sama - począwszy od studiów. Ba, jestem z tego faktu zadowolona, a toczona kiedyś walka o lepsze jutro sprawiła, że jestem dzisiaj cholernie mocna psychicznie. Co bardzo mi pomogło w momencie, gdy stałam się nagle osobą niepełnosprawną. Szklanka zawsze jest do połowy pełna :)

      Usuń
    31. @Kira
      Ludzie rugowani z własnych mieszkań to między innymi ci staruszkowie, albo niepełnosprawni, którym nowy właściciel budynku drastycznie podwyższył stawki opłat stałych;)
      @Marzena
      Powszechnie obowiązująca definicja biedy (przynajmniej ta oficjalna) jest inna niż to opisujesz. Osoba nie mająca gdzie mieszkać i niedojadająca żyje właśnie w nędzy, nie w biedzie. Biedakami są wszyscy ci, którym, owszem, wystarczy "do pierwszego", lecz poza mieszkaniem i pożywieniem nie mają nic lub prawie nic. Taka sytuacja dotyczy milionów osób.
      Tak, staruszkowie mieli wtedy pracę i perspektywy, dziś zagląda im w oblicze widmo głodu i spotykają się z dyskryminacją. Oficjalne media jakoś nie chwalą się faktem stałego wzrostu liczby samobójstw, obserwowanego w ostatnich latach. Młodsza część społeczeństwa bieduje z powodu braku pracy - no cóż, rynek pracy jest taki jaki jest, wystarczy się przejść do pierwszego lepszego "urzędu pracy" i porównać liczbę ważnych ofert z liczbą osób zarejestrowanych. Samotne matki bywają nieodpowiedzialne - ale porzucenie przez faceta/ jego choroba lub kalectwo uniemożliwiające zarobkowanie/ chyba do tego się nie zalicza? Jak słusznie zauważyłaś, bieda dotyczy setek tysięcy polskich dzieci.
      Jeśli chodzi o pracowitość, młodej osoby harującej w Polsce (bo u nas się haruje, nie pracuje jak na tzw. Zachodzie) i otrzymującej przeciętne wynagrodzenie (czyli w rzeczywistości niewiele ponad 2000 zł brutto i to pod warunkiem, że nie chodzi o pracę na umowę o dzieło czy "na czarno") nie będzie stać na samodzielne utrzymanie się w wynajętym/ lub nawet własnym/ mieszkaniu, jeśli żyje samotnie. A żyje, ponieważ przy swoich fantastycznych dochodach podejmuje jak najbardziej racjonalną decyzję, że nie zwiąże się z nikim na stałe, ani tym bardziej nie będzie mieć dzieci. Inny wariant polega na wyjściu z biedy poprzez znalezienie "drugiej połówki", która haruje tak samo i dalej nie stać ich na żadne dzieci - truizm?. Wskaźniki demograficzne mówią same za siebie...
      Podsumowując, aby biedować w Polsce, nie trzeba być obibokiem czy alkoholikiem. Wystarczy być młodym, zarabiać niewiele (jak większość Polaków) i mieć potomków. Albo skorzystać z "dobrodziejstwa" pracy na czarno. Albo opiekować się osobą niepełnosprawną. Itd, itp...
      Antydogmatyk

      Usuń
    32. To wszystko prawda, niemniej owo minimum, o którym pisze Mędrek (20.02.2014, 11:27), jest jednak - zazwyczaj - zapewnione.

      Nie wierzę, by przyczyną niżu demo była bieda. Jak często zamożni ludzie (a tacy też w Polsce żyją) mają więcej niż dwójkę dzieci?

      Usuń
  6. @Peter,
    Był taki moment, że trochę wpadłem w panikę i naprawdę musiałem użyć tego narzędzia:(
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaznaczyłem,że to był pewien skrót myślowy.Ale postaram się ten wpis wyszukać i sprawdzić,co nawywijałem
    Na wszelki wypadek przepraszam zainteresowanych

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne zwierzaki.Uwielbiam zwierzęta stąd te moje fiksacje wegetariańskie. W dzieciństwie miałam dwa koty i były tak mądre , że chodziły ze mną na spacery. Nie żartuję to prawda. No i spanie z kotami nie ma nic przyjemniejszego gdy taki puszysty zwierzak wiata cię o poranku ,albo wskakując Ci do łóżka delikatnie Cię budząc.

    Dwa lata temu przgarnełam bezdomną suczkę wyrzuconą na bruk w czasie wakacji. Dobrze, że trafiła do mnie, bo okazało się, że spodziewa się małych piesków. Dużo frajdy były z tymi szczeniakami z uwłaszcza maleńką fikuśną suczką. …

    Cudowne psiaki. Ale teraz wiem, że nie nadaję się na hodowcę za bardzo się do zwierzaków emocjonalnie przywiązuję. Dlatego teraz nie mam żadnych zwierzaków, ale zawsze dokarmiam różne stworzenia szwendające się w okolicy. Jakiś czas temu przybłąkała się kotka i zadomowiła się na naszej posesji. Nikt jej nie przeganiał, więc uznała, ze ten teren jest jej , ale to nie był kot domowy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta suczka miała wyjątkowe szczęście, że Cię spotkała. :)

      Nasze koty też chadzają z nami na spacery, ale znacznie rzadziej niż kiedyś.

      Usuń
    2. Ponieważ lubisz zwierzęta chciałam Ci zwrócić na coś uwagę otóż są osoby, które jeszcze wierzą w takie przednie, ze smalec z psa leczy reumatyzm i inne choroby, że sobie wierzą to nic. Ale problem polega na tym, ze oni takie zwierzaki tuczą a potem zabijają. Kiedy oddaliśmy wydawało nam się w dobre ręce jednego ze szczeniąt to potem jakoś szybko zginął owym nowym właścicielom … Warto zwrócić uwagę na to, że są osoby wśród nas, którym co jakiś czas giną zwierzęta a potem szybko pojawiają się nowe. Masakryczny proceder.

      Usuń
    3. Hmm, niewiedza zbiera żniwo...

      Usuń
    4. @Julianne
      Parę dni temu, w trakcie spaceru z psem, zatrzymał się obok mnie znajomy przedsiębiorca z okolicy i poskarżył się, że ukradziono mu niedawno psa - Bernardyna. Był przekonany, że psa zabito właśnie na smalec! A już myślałam, że tego typu praktyki zamierają :(

      P.S.Co się stało z przygarniętą dwa lata temu suczką? Napisałaś, ze teraz nie masz już żadnych zwierzaków :/

      Usuń
  9. W dzieciństwie miałam kotkę,ktora nie dopuszczała do mnie nikogo,poza domownikami..Swoje sprawy załatwiała, w czasie,gdy ktoś przy mnie był.Gdy spałam a mama krzątała się troszkę dalej,kotka najwyraźniej uznawala,że trzeba trzymać wartę :)) .Swojego "dorosłego" czyli ostatniego kota wzięłam od pół-dzikiej kotki,ktora znalazła azyl w mojej pracy(tam dożyla swych dni) i na tyle nam zaufała,że pozwoliła być przy porodzie,dotykac jej dzieci.Mały szybko zaczął rządzić moim domem i trzyletnią wówczas bokserką.Obserwacja ich relacji to było niezapomniane przezycie.Potem,po odejściu bokserki przybłąkał się obecny kundel i kot -już senior-zaczął go wychowywać,nie bacząc na gabaryty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie wzruszały dobre kocio-psie relacje. :)

      Usuń
  10. To ile masz w sumie tych stworzeń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie: pięć kotów + jeden dochodzący na michę (ten w doniczce) oraz dwa psy. (Nie liczę kotów przychodzących na żarcie, lecz nie rokujących szans na przyswojenie.)

      Usuń
    2. A jak jak psy dogadują się z kotami? Panujesz nad tym?

      Usuń
    3. Pomimo wielu lat życia ze zwierzętami nie uważam się za eksperta od ich zwyczajów. Ale WYDAJE mi się, że istotnym jest, by koty pojawiły się w domu PRZED psami. Podczas pierwszego kontaktu to one powinny być "gospodarzami", zaś pies - "gościem". Obydwa gatunki są terytorialne i najlepiej czują się "u siebie", na cudzym terenie zachowując powściągliwość i pokorę (oczywiście na początku).

      Dużo zależy też od charakteru naszych pupilków. Podobno suki są łagodniejsze od samców i nie próbują dominować. Ale czy właśnie to sprawiło, że raczej nie atakują kotów? Nie wiem. Chociaż... różnie to bywa(ło). Nasze duże psy (śp. Dora oraz Nuka) nieraz zachowywały się dość niefajnie, gdyż w usilnym pragnieniu pobawienia się z kotem zapędzały go pod stół lub za kanapę. Celuje w tym zwłaszcza nasz obecny pies, którego opisałam w poście pt. "Pokochaliśmy bzika" (pierwszy styczniowy). Oczywiście koty reagowały/reagują złością i/lub strachem. Z kolei Misia (maluch) bywa zazdrosna o ludzkie pieszczoty, a już na pewno nie dopuści do jadła żadnego kociego konkurenta. Niedawno podszczypała Burka (tego szarego, wyciągniętego na kanapie), gdyż ten zanadto się zbliżył do obrabianego przez nią kawałka... czegoś tam. Nawet nie miałam czasu jej skarcić, tak szybko zapędziła kota na jego poduszkę (nic mu zresztą nie zrobiła, był chyba bardziej zdezorientowany niż wystraszony).

      Na ogół jednak nasze Felidae i Canidae żyją w zachwycającej zgodzie. Nie tylko dlatego, że muszą, bo inaczej - i tu pewnie dostanę burę od Marzeny - otrzymałyby porządnego klapsa w tyłek. Po prostu akceptują się nawzajem. Staruszek Białas przetrzymał cztery psy, łącznie ze śp. Sarą (zginęła w 2001) i już chyba nic go nie zszokuje. A pozostałe mruczki albo ignorują psy, albo wręcz się do nich łaszą. No, może niespecjalnie do Nuki, ale już śp. Dorze, która była psem wyjątkowo łagodnym (owe wyskoki z ganianiem kotów zdarzały jej się dość rzadko) niejeden kot się napraszał z karesami, oczekując w zamian lizania.

      Sorry, że tak się rozpisałam. :)

      Usuń
  11. Sympatycznie te kociszcza wyglądają... ale jeśli o mnie chodzi, to jednak zdecydowanie wolę psy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podobnie jak Smurff wolę psy, chociaż zdjęcia wyglądają uroczo

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...