03.02.2014

Pytania i odpowiedzi (1)


Czy to znaczy, że w realu jesteś fałszywa /bo tam kogoś grasz/, a tutaj na blogu, nie?

(Odnosi się ono do moich słów: "Oczywiście w realu zachowuję się inaczej. Ale o tym pisałam setki razy. Tutaj nie zamierzam nikogo grać. Ani dopasowywać się do niczyich życzeń.")

W realu cechują mnie te same poglądy, zasady moralne i upodobania, co tutaj. Niemniej rzadko je ujawniam – bo i po co? Mam się narażać na dyskretne ziewanie, uśmiech politowania, niezrozumienie? Na wściekłość tych, których ośmieliłabym się ocenić? Bo w to, że moja ewentualna szczerość zmieniłaby świat na lepsze, nie wierzę. Poza wirtualem liczą się czyny, nie poglądy. Nie mówiąc już o poglądach kogoś takiego jak ja, czyli nic nie znaczącej drobinki.

W Internecie mogę opisywać swoje życie, zahaczając przy tym o życie moich bliźnich. Mogę snuć rozważania o tym i o owym, nie martwiąc się, że zanudzam słuchacza (gdyż potencjalny czytelnik może na te moje wypociny machnąć ręką i odejść w siną dal). Mogę OSĄDZAĆ – wszystkich i wszystko. Nie udaję odważnej, bo i cóż to za odwaga – walić paluchami w klawiaturę, skrywszy się uprzednio pod wymyślonym nickiem? Pozorna, lecz jakże kusząca anonimowość sprawia, że jesteśmy tutaj znacznie bardziej szczerzy i odważni, niż po odejściu od komputera. Zadajmy sobie zresztą pytanie, czy bezgraniczna otwartość miałaby w realu jakikolwiek sens. Któż by chciał wysłuchiwać naszych śmiesznych żalów, pretensji, marzeń, fantazji?

Nie jestem też w stanie wyobrazić sobie owocnego prowadzenia z obcymi ludźmi zażartych dyskusji. Już dawno temu pisałam (odnośnie różnic pomiędzy realem a wirtualem): „I tu, i tam nadmierna szczerość bywa odbierana jako bezczelność, głupota, chamstwo, pycha. […] O ile jednak Internet jest jeszcze ostoją wolności słowa (w sensie – można bezpiecznie wyrazić swoje zdanie), o tyle tzw. real rządzi się nieco innymi prawami. Po odejściu od komputera lepiej się dwa razy zastanowić, nim wdamy się w spór z otoczeniem [...] nie warto: wdawać się w gorące polemiki ze zwolennikami/przeciwnikami PiSu, próbować przekonać do swoich racji zagorzałego patriotę/kosmopolitę, starać się zmienić punkt widzenia osoby wierzącej/niewierzącej bądź też udowadniać oponentowi wyższości aborcji nad oddaniem dziecka do adopcji (lub na odwrót). Tego typu miłe, lecz bezproduktywne – i dość ryzykowne – zabawy są odpowiednie dla Internetu właśnie.” (Wyrwane z kontekstu, całość tutaj.)

Oczywiście z biegiem lat ewoluujemy – i tu, i tam. A przynajmniej ja ewoluuję. Dzisiejsza Kira, pomimo iż nazywa nieco ironicznie samą siebie paskudną, wredną babą”, jest w porównaniu ze swoimi dawnymi wirtualnymi wcieleniami uosobieniem spokoju, cierpliwości i grzeczności. Za to moje realne „ja” stało się znacznie bardziej wulgarne, nerwowe i zgorzkniałe. Nad czym zresztą ubolewam i staram się z tym walczyć.


Z jednej strony krytykujesz to ogromną państwo za pazerność na podatki ściągane od ludzi, nie wahasz się nazywać je "największym złodziejem", a z drugiej strony masz opory przed wykorzystaniem "Chomika", bo "to już chyba jakieś wykroczenie"?

Nawet jeśli to wykroczenie, to po pierwsze - dopuszcza się go "Chomik", a nie Ty, a po drugie - skoro masz taką opinię o państwie w którym żyjesz, to dlaczego jesteś wobec niego aż tak do bólu lojalna? Bo rozumiem, że wolisz płacić, chociaż nie musisz tego robić, jeśli się zalogujesz na "Chomiku"?

W moim przypadku nie ma mowy o jakiekolwiek lojalności wobec państwa. W ogóle słowo „lojalność” bardzo źle mi się kojarzy ze ślepym posłuszeństwem, kumoterstwem, bezmyślnością. (Zły to ptak, co własne gniazdo kala – mówią o ludziach, którzy choćby i zasłużenie krytykują własne środowisko, rodzinę, współpracowników, rodaków. Ja jestem takim właśnie „złym ptakiem”. ;))

Dlaczego nie umieszczam swoich plików na rozmaitych pirackich serwisach? Dlaczego wolę się nie logować, jeśli nie muszę? Bo się boję. O ile ściąganie jest jeszcze tolerowane (choć pewnie do czasu), o tyle zamieszczanie plików w Sieci z pewnością można by podciągnąć pod jakiś paragraf. Że niby to nie ja nielegalnie rozpowszechniam, tylko Chomik? Nie, takie tłumaczenie jest niepoważne. Wątpię, bym nawet tutaj, w moim najwłaśniejszym blogu, miała prawo umieszczać zgrane z moich najwłaśniejszych płyt filmy czy utwory muzyczne. Wolę nie ryzykować. Wyjątek czynię tylko dla literatury, dzieląc się z Wami opowiadaniami czy fragmentami powieści.

A może się mylę? Może jestem zanadto ostrożna? Ci, którzy znają prawo lepiej ode mnie, proszeni są o zabranie głosu.

* * *

Gdyby ktoś jeszcze chciał mnie kiedyś o coś zapytać, to śmiało. Nie obrażę się, zapewniam. Najwyżej zignoruję pytania dotyczące mojego prywatnego życia. Szczerość nie oznacza ekshibicjonizmu. ;)

39 komentarzy:

  1. ad.1...
    dla mnie Twoje cytowane słowa są jasne... zakładając, że nie bawimy się w necie w kompletny teatr /np. młoda wyluzowana dziewczyna przy klawiaturze gra konsekwentnie rolę np. mocno starszego kolesia, do tego konserwatywnego pierdoły/, ale jesteśmy "sobą", to możemy sobie pozwolić na większą szczerość i śmiałość wypowiedzi... w realu nie zawsze chuja nazwiemy "chujem", nie przekażemy mu informacji, że takie mamy o nim zdanie, bo może to nam się prozaicznie mocno nie opłacać /ten chuj może mieć kowadło w łapie i bynajmniej "niechujowe"/...
    zupełnie inną sprawą jest, na ile ktoś ma te swoje ramki szerokie już w realu i na ile je sobie w necie poszerza... to jest już nieco osobna sprawa... ale generalna puenta jest prosta: w necie wolno więcej, na więcej można sobie pozwolić...
    ciekawsze jest za to inne pytanie... czy stworek, który w necie obraża nagminnie kobiety /zresztą nie tylko kobiety, ale większość normalnych ludzi/, a ściślej mówiąc, obrzuca je inwektywami w intencji sprawienia bólu tak samo postępuje w realu? /jak się domyślasz, nawiązuję do różowego ptysia S.N./... na to pytanie odpowiedź znają tylko ci, co go dobrze znają w tym realu... niewykluczone jest przecież, że w realu narzuca sobie tak wąskie, sztywne ramki, że faktycznie może być postrzegany jako dżentelmen i uosobienie wszelkiego "ą" i "ę"...
    to rodzi kolejne pytanie, natury filozoficznej, raczej bez odpowiedzi:
    gdzie jest nasze prawdziwe "ja", w necie, czy w realu?... bo przecież nasze ramki w realu są także w pewnym sensie częścią naszego "ja"...
    cdn...

    OdpowiedzUsuń
  2. ad.2...
    poruszane zagadnienie dotyczy naszego stosunku do prawa /stanowionego/... jedni są legalistami, czyli bezmyślnymi robotami, które wszystko, co prawo stanowi uznają za słuszne i wdrukowują w swój system wartości... reszta akceptuje konieczność istnienia tego prawa, ale z pewnymi punktami się nie zgadza... mimo to podporządkowują się im, ustępując przed siłą, a jeśli je łamią to na podstawie własnej subiektywnej /często podświadomej/ oceny stopnia ryzyka... np. Ja nie obsieję ogródka marychą, bo ryzyko, że sąsiad zakapuje oceniam jako zbyt duże, a Ty nie logujesz się na Chomiku, bo nie chcesz ryzykować ewentualnych przykrych dla Ciebie skutków... wyjaśniłaś to lakonicznie słowem "boję się" i dla mnie to wyjaśnienie jest jasne i czytelne...
    ...
    kwestię znaczenia słowa "lojalność" odłóżmy na osobną dyskusję kiedyśtam, bo jest to słowo ciekawe, zaś Ja sam je kojarzę odrobinę inaczej, niż Ty...

    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PKanalia:

      "zakładając, że nie bawimy się w necie w kompletny teatr /np. młoda wyluzowana dziewczyna przy klawiaturze gra konsekwentnie rolę np. mocno starszego kolesia, do tego konserwatywnego pierdoły/"

      No, ja ZAKŁADAM, że taka sytuacja byłaby jednak wyjątkiem. ;)


      "w realu nie zawsze chuja nazwiemy "chujem", nie przekażemy mu informacji, że takie mamy o nim zdanie, bo może to nam się prozaicznie mocno nie opłacać /ten chuj może mieć kowadło w łapie i bynajmniej "niechujowe"/"

      Ależ to oczywiste, że inaczej zachowujemy się w gronie znajomych, inaczej w domu, jeszcze inaczej w pracy. Jest to najzupełniej normalne, naturalne, a nawet - powiedziałabym - pożądane. Nie ma w tym fałszu, po prostu dopasowujemy nasze zachowanie do sytuacji.

      W naszych czasach panuje chyba takie przekonanie, że "być sobą" oznacza rypanie każdemu prawdy prosto w oczy. Ja się z tym nie zgadzam. Właściwie to jednak myliłam się - nawet tutaj nie jestem do końca szczera. Bo tych, których lubię, traktuję jednak ulgowo.


      "czy stworek, który w necie obraża nagminnie kobiety /zresztą nie tylko kobiety, ale większość normalnych ludzi/, a ściślej mówiąc, obrzuca je inwektywami w intencji sprawienia bólu tak samo postępuje w realu?"

      Zapewne nie, gdyż zdaje sobie sprawę, że dostałby po mordzie od rozeźlonego męża/kochanka takiej pani. Przede wszystkim jednak - skompromitowałby się w swoim własnym środowisku.

      Zauważ jednak, że tu nie o samo obrażanie chodzi. Każdemu może się zdarzyć chamska uwaga na czyjś temat. Mnie zdarza się nawet często. ;) Wyrażając sądy na temat nieakceptowalnych przez nas zachowań nierzadko używamy bardzo, ale to bardzo "grubego" słownictwa. On jednak - jak to słusznie zauważyłeś - robi to NAGMINNIE. Jak już przyczepi się do jakiejś osoby (np. do Ciebie), to nie odpuści, uwalając swoimi niewybrednymi atakami nawet cudze blogi. Dlatego ja go traktuję jak człowieka chorego, niezdolnego do racjonalnego myślenia, być może osuwającego się w jakieś starcze choroby (to by tłumaczyło powtarzanie po wielekroć tych samych aforyzmów, anegdotek, porównań, etc) i konsekwentnie omijam.


      "jak się domyślasz, nawiązuję do różowego ptysia S.N."

      Ja bym go nazwała Starym Nieborakiem. Bo zaczyna mi być go żal...


      "niewykluczone jest przecież, że w realu narzuca sobie tak wąskie, sztywne ramki, że faktycznie może być postrzegany jako dżentelmen i uosobienie wszelkiego "ą" i "ę"..."

      Czemu nie? Potrafi się odpowiednie wysłowić, jest wykształcony i obyty, nieraz pisze naprawdę rozsądnie. Wierzę, że w realu starcza mu inteligencji, by powściągnąć język.

      Uwaga! Inteligencja to NIE mądrość! :) A już na pewno nie w tym przypadku...


      "to rodzi kolejne pytanie, natury filozoficznej, raczej bez odpowiedzi:
      gdzie jest nasze prawdziwe "ja", w necie, czy w realu?... bo przecież nasze ramki w realu są także w pewnym sensie częścią naszego "ja"..."

      W tym punkcie chyba zaczynamy się różnić, PKanalio. Albowiem dla mnie takie pytanie jest kompletnie... hmm, nie obraź się... bezsensowne. Prawdziwe "ja" - a cóż to takiego? Korci mnie, żeby znowu obarczyć dzisiejszy pęd do PSEUDOindywidualizmu (czyli indywidualizmu wypaczonego, pojmowanego według jakichś durnych regułek) winą za to, że ludzie skupiają się bardziej na tym, KIM SĄ, niż na tym, CO ROBIĄ. Bardzo mi się to nie podoba.


      "jedni są legalistami, czyli bezmyślnymi robotami, które wszystko, co prawo stanowi uznają za słuszne i wdrukowują w swój system wartości..."

      Tacy tez są potrzebni. Jako mięso armatnie rządzących.


      "Ja nie obsieję ogródka marychą [...]"

      Uprzedzam, że kiedyś napiszę paszkwil na tę Twoją marychę! Fuj!

      Usuń
    2. napisz Kiruś, napisz... Tobie wolno więcej...
      rzeczywiście jest tak, że osobie "bliższej" wybaczamy więcej, niż "dalszej"... i jest to całkiem naturalne...
      z drugiej strony jednak, więcej od niej wymagamy... i nie ma w tym żadnej sprzeczności...
      tak więc, napisz Kiruś, napisz...

      Usuń
    3. @Kira...
      aha... wcale nie przeczę, że moje pytanie /to filozoficzne/ było sensowne... w końcu było filozoficzne... takie pytania to bliscy krewni koanów zen, gdzie wcale nie chodzi o uzyskanie odpowiedzi, ale wywołanie pewnego stanu umysłu... jakiż to stan?... nie wiem... i tak oto właśnie zadałem kolejne bezsensowne pytanie...

      Usuń
    4. @ PKanalia

      Ależ nie chodzi tylko o Ciebie! ;)

      Usuń
  3. hmmm...zarówno w realu jak i necie jestem zawsze mocno ekspresyjna,jednak w realu wdaję się w dyskusję tylko wtedy,gdy mam pewnośc,ze warto-nie w sensie przekonania do swojej racji ,ale pewność,że dyskutant/oponent spełnia pewne kryteria intelektualne (i kulturalne również) i po prostu jest w stanie zrozumieć co się do niego mówi.Odpuszczam tez rozmowy z fanatykami,niezaleznie tego,czego ten fanatyzm dotyczy.W realu-o ile mi ktoś mocno na odcisk nie nadepnie,bo wtedy potrafie być wrednie sarkastyczna(po umieszczeniu żądła w odpowiednim miejscu kończę sprawę i oddalam się,żadna siła mnie nie zmusi do dalszych przepychanek) z reguły rzuca się w oczy i uszy moje rozbawienie i umiejętność widzenia zabawnych stron w każdej sytuacji,więc moje słowa sa zupełnie inaczej odbierane niż przez umiarkownie(hmmmm......) inteligentnego czytelnika i raczej ludzie lubia ze mna rozmawiać(ci,ktorzy sami maja cokolwiek do powiedzenia a nie tylko wydalania słów)(

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczaki... chyba się kroi większa rozróba. Na prawdziwego niedźwiedzia mówić ptyś? :) Nie boicie się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka lat temu ,jak jakas banda napadła i zabiła misia w Tatrach,przez internet przetoczyła się dyskusja,ktora w pewnym momencie zaczęła być humorystyczna.M.in,post o różnicach między różnymi niedźwiedziami.Nie mogę odżałować,że nie skopiowałam sobie tego ."a jak to taka pierdoła co stoi pod drzewem i buczy to jest to na pewno mis Bubu"-coś w tym stylu

      Usuń
    2. exactly... bez jaj... a bez jaj miś, to właśnie ptyś...

      Usuń
    3. @An-Ka...
      muszę przyznać, że na wspomnienie tamtej historii w Tatrach tracę swoje słynne, opiewane w niejednym haiku przez wikińskich skaldów poczucie humoru... chce mi się wtedy iść do pudła i posiedzieć pod jedną celą z zabójcą... i z sędzią, który /o ile dobrze pamiętam/ zaordynował jedynie jakieś gówniane "zawiasy"...

      Usuń
    4. Tak się wzajemnie drażnicie, że tylko patrzeć jak wojna okopowa przerodzi się w jakiś zażarty, krwawy pojedynek na szpicruty, kły i pazury. Miałem nadzieję, że wątek muzyczny o Pani Sośnickiej pozwoli złagodzić na dłuższy czas instynkty drapieżników :)

      Usuń
    5. pkanalio-no,niestety,mnie krzywda robiona jakiemukolwiek zwierzęciu (no,moze poza muchą i żmiją ) doprowadza do szewskiej pasji ,ten wyrok też mnie rozwscieczył

      Usuń
    6. Witaj Kira.
      Wstrzymam się na razie z dyskusją w "rodzinie",bo szczerze pisząc,nie bardzo jarzę o czym tak naprawdę jest ta dyskusja.
      Ale coby coś napisać,to zgodzę się z wnusiem.
      Także miałem nadzieję, "że wątek muzyczny o Pani Sośnickiej pozwoli złagodzić na dłuższy czas instynkty drapieżników :)"
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. @ Mędrek

      Tamten wątek już się - niestety - wyczerpał. Ale jeśli ktoś nie szuka ze mną zwady, to i waśni nie będzie.

      Usuń
    8. Mówi się trudno.
      Przewidujesz coś podobnego "w tym temacie" w najbliższej przyszłości?

      Usuń
    9. Ten blog to taki "groch z kapustą". Wszystkiego po trochu. :)

      Usuń
    10. @Wnuczek...
      myślę, że nie ma sensu opowiadać historii owej wirtualnej "wojny", która właściwie to już wygasła... tak sobie tylko z Kirą czasem na luzie wspomnimy ową postać, która de facto nie jest warta poświęcania jej nawet tej odrobiny uwagi...

      Usuń
  5. W realu dobieramy sobie towarzystwo odpowiadające naszym potrzebom i poglądom, Z osobami nieznanymi na ogół nie toczymy sporów. Ostatnio miałem taką dyskusję z kierowcą, który miał pretensję, że zatrzymałem się przed znakiem stop przed przejazdem kolejowym. Zajechał mi drogę, wyszedł z auta - dwumetrowy, spasiony bydlak. Też wyszedłem. Po krótkiej dyskusji wsiadł jednak do wozu w ostatniej chwili wołając na mnie chuju z Krakowa, bo miałem akurat taką rejestrację.
    Co innego w necie - osoby w realu dobre, miłe, dystyngowane i szlachetne są jednak nieraz zmuszone twardo tępić chamstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tępić chamstwo - chamstwem? ;)

      Usuń
    2. Podobno na chama działa tylko chamstwo,ale ja nie do końca w tę teorię wierzę.Tzn może i zadziała,ale to zdecydowanie pyrrusowe zwycięstwo,no i na krótką metę.

      Usuń
    3. Chamstwo jest dobre, kiedy trzeba chama spacyfikować - na krócej lub na dłużej.

      Usuń
    4. @ Dibelius
      Parę lat temu byłem świadkiem jak auto przejechało przez przejazd ze znakiem "stop" bez zatrzymania się, a jadąca za nim policja natychmiast to auto zatrzymała i najprawdopodobniej /nie wiem, bo pojechałem dalej/ wlepiła temu kierowcy mandat. I słusznie, bo znak "stop" obliguje bezwarunkowo do zatrzymania się, a kto tego nie wie, ten kiep.

      Usuń
    5. To i tak miał szczęście,że się wykpił mandatem.
      Bo z pociągiem to chyba by sobie nie podyskutował.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Dzięki za odpowiedzi, nie spodziewałem się, że będą w specjalnym poście, ale tym bardziej mi miło, czuję się dzięki temu wyróżniony :)
    Zaś odnosząc się do Twoich odpowiedzi...
    Ad.1 Relacja na linii real - wirtual to jest dla mnie od dawna fascynujący temat, nawet dziś napisałem o tym kolejny post i myślę, że na pewno nie ostatni.
    Ty w swojej odpowiedzi skoncentrowałaś się na oczywistych różnicach pomiędzy tymi światami, tymczasem moje pytanie sięgało głębiej i dotyczyło kwestii - w którym z tych światów jesteś bardziej prawdziwa? Mam tutaj na myśli całokształt, a ponieważ na blogu jawisz mi się jako buntowniczka kwestionująca zastany na ziemi porządek /w sensie ogólnym, bez szczegółowego doprecyzowania tego tematu/, to moje pytanie brzmi, czy taka sama jesteś w realu? To jest oczywiście tylko pewien przykład, bo pytam szerzej, nie tylko o to, mam raczej na myśli całokształt Twojego zachowania. Podobne pytanie zadaje zresztą Kanalia w swoim pierwszym komciu i wcale nie uważam, aby to pytanie było bez sensu, co najwyżej trzeba doprecyzować, co się kryje za tym "ja", co jak sądzę już wyżej zrobiłem.
    Pytań z dziedziny real - wirtual jest więcej, nie chodzi tylko o to, kto w jakim świecie jest bardziej prawdziwy; w grę wchodzi też okazywanie swoich emocji, odnoszenie się do ludzi, itp. To jest naprawdę obszerny temat i moim zdaniem wciąż niedostatecznie odkryty przez nas samych.
    Ad. 2 Boisz się? To Ty jesteś aż taka strachliwa? No popatrz, a wirtualnie wcale na taką "nie wyglądasz" /to jeszcze taki mały kamyczek wrzucony do poprzedniego tematu ;)/.
    O ile mi wiadomo, nie ma obowiązku wrzucania żadnych swoich plików po zalogowaniu się na "Chomika". A limit 50 MB i tak będziesz miała przyznany. A więc możesz korzystać nie ryzykując, że coś "nieprawomyślnego" wystawiasz na serwer. I nie musisz wtedy płacić, a to chyba najważniejsza sprawa, przynajmniej jak dla mnie.
    Zaś co do kwestii prawnych, o które pytasz. Dla mnie to takie "pomieszanie z poplątaniem" czyli mówiąc po naszemu - prawny bajzel, ale chyba prawnikom to pasuje, bo wiele rzeczy u nas jest w taki sposób pokićkanych, a wtedy prawnicy mają zajęcie, no i oczywiście wyciągają dzięki temu pieniądze. Myślę, że o to głównie tutaj chodzi. Kiedyś napisałem post, który zahaczał także o tę sprawę, tutaj jest link:
    http://smurffwsieci.blogspot.com/2011/03/w-te-albo-we-wte-ale-dla-wszystkich-tak.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "[...] moje pytanie sięgało głębiej i dotyczyło kwestii - w którym z tych światów jesteś bardziej prawdziwa?"

      Co to znaczy "być prawdziwym"? Przecież i w realu różnie się zachowujemy, dostosowując odzywki, dowcipy tudzież emocje do sytuacji, towarzystwa, chwili.


      "Mam tutaj na myśli całokształt, a ponieważ na blogu jawisz mi się jako buntowniczka kwestionująca zastany na ziemi porządek /w sensie ogólnym, bez szczegółowego doprecyzowania tego tematu/, to moje pytanie brzmi, czy taka sama jesteś w realu?"

      O co Ci konkretnie chodzi? Wiodę nudne życie. Jestem raczej bierną osobą. Nie walczę, nie wchodzę na barykady. :)


      "To jest oczywiście tylko pewien przykład, bo pytam szerzej, nie tylko o to, mam raczej na myśli całokształt Twojego zachowania."

      Nie wiem, co mogłabym jeszcze dodać.


      "Podobne pytanie zadaje zresztą Kanalia w swoim pierwszym komciu i wcale nie uważam, aby to pytanie było bez sensu, co najwyżej trzeba doprecyzować, co się kryje za tym "ja", co jak sądzę już wyżej zrobiłem."

      Usilnie staram się unikać straszliwej pułapki współczesności, jaką jest swoista moda na "wizerunkowatość". To istna plaga naszych czasów, bazująca na płyciźnie emocjonalnej, może niezaspokojonej ambicji...

      Tak czy siak, nie wiem, kim jestem. Pewnie nikim. Skupiam się na czynnościach, nie na swoim "ja".

      A oceny innych ludzi są dla mnie istotne tylko wtedy, gdy:
      a) ci ludzie mają jakiś wpływ na moje życie
      b) kocham ich i chciałabym być przez nich kochana


      "Pytań z dziedziny real - wirtual jest więcej, nie chodzi tylko o to, kto w jakim świecie jest bardziej prawdziwy; w grę wchodzi też okazywanie swoich emocji, odnoszenie się do ludzi, itp."

      W realu trzeba czasami zacisnąć zęby, znieść czyjąś obecność. Chociaż... Czy w wirtualu jest inaczej? Wchodząc do czyjegoś bloga musimy się liczyć z obecnością nielubianych osób.


      "Boisz się? To Ty jesteś aż taka strachliwa? No popatrz, a wirtualnie wcale na taką "nie wyglądasz""

      Boję się bardzo wielu rzeczy. Jestem bardzo, bardzo ostrożna. Może nazbyt. Unikam bólu, cierpienia, niepotrzebnego wysiłku. Tak, wiem, to brzmi kiepsko. Ale po cholerę mi - zgoła niepotrzebne - kłopoty?


      "O ile mi wiadomo, nie ma obowiązku wrzucania żadnych swoich plików po zalogowaniu się na "Chomika". A limit 50 MB i tak będziesz miała przyznany."

      Nie wiedziałam o tym.


      "Zaś co do kwestii prawnych, o które pytasz. Dla mnie to takie "pomieszanie z poplątaniem" czyli mówiąc po naszemu - prawny bajzel, ale chyba prawnikom to pasuje, bo wiele rzeczy u nas jest w taki sposób pokićkanych, a wtedy prawnicy mają zajęcie, no i oczywiście wyciągają dzięki temu pieniądze."

      W swoim dawnym blogu pisałam także i o prawie autorskim. Moim zdaniem przekroczyło ono granicę absurdu. Skurwysyny z ZAiKSu - sorry za ten mój chamski język - nie wiedzą już, jak oskubać konsumentów... Tak samo jest z prawem patentowym.

      Dzięki za link.

      Usuń
    2. To ja też spróbuję w ten sam sposób - najpierw zacytuję stosowny fragment Twojego komentarza, a potem postaram się na niego odpowiedzieć.
      "Co to znaczy "być prawdziwym"? Przecież i w realu różnie się zachowujemy, dostosowując odzywki, dowcipy tudzież emocje do sytuacji, towarzystwa, chwili."
      I dalej... "O co Ci konkretnie chodzi? Wiodę nudne życie. Jestem raczej bierną osobą. Nie walczę, nie wchodzę na barykady. :)"
      Jako odpowiedź na te pytania posłużę się jednym z moich starych postów, który w istocie jest protoplastą mojego posta pt. "Czego szukam na blogach.". Jednak zalecałbym przed tą lekturą przeczytać wcześniejszy post o Marku i Hance, inaczej można niewiele z niego zrozumieć.
      http://smurff.blog.onet.pl/2007/10/01/byc-soba-na-blogu/
      Jeśli w dalszym ciągu nie będziesz wiedziała o co mi chodzi, to chyba nie dam rady jaśniej Ci tego wytłumaczyć, dla mnie ten post wydaje się wystarczająco jasno napisany.
      "Nie wiem, co mogłabym jeszcze dodać."
      I dalej... "Boję się bardzo wielu rzeczy. Jestem bardzo, bardzo ostrożna. Może nazbyt. Unikam bólu, cierpienia, niepotrzebnego wysiłku. Tak, wiem, to brzmi kiepsko. Ale po cholerę mi - zgoła niepotrzebne - kłopoty?"
      Jesteś ciekawa jak Cię teraz odbieram? Daj mi znać, a napiszę o tym - na blogu albo mailem, jak wolisz. Ale pod jednym warunkiem - dasz mi znać, czy mam rację, czy nie - oczywiście szczerze :)
      Reszty Twojej odpowiedzi nie będę komentował, bo w zasadzie nie ma czego.
      Może powiem tylko na koniec, że przymierzam się do napisania posta nt. utrzymania porządku na blogach, gdzie ta cała wczorajsza rozpierducha na Twoim blogu będzie jednym z przykładów, bacznie też obserwuję wyniki ankiety o tym, jakie powinny być działania blogera w takich wypadkach, mam ochotę się nimi posłużyć, jeśli mi na to pozwolisz :)

      Usuń
    3. Ufff, po pierwszej... Ale przejrzałam tamten post. Piszesz w nim:

      "Odpowiadam – „być sobą na blogu”, oznacza dla mnie, aby na swoim blogu być takim samym człowiekiem, jakim się jest w realu. Nie kreować się na kogoś innego, nie wymyślać żadnych sztuczek, nie udziwniać, nie fabrykować swojego drugiego, wirtualnego „ja”. Wypowiadać się tak samo, jakby się wypowiadało „na żywo”. Głosić te same poglądy. Po prostu być sobą, być szczerym i autentycznym człowiekiem, a nie tworzyć swojej drugiej osobowości tylko na wirtualny użytek. Bo prawda po pewnym czasie i tak wyjdzie na jaw. Swojej prawdziwej osobowości przy bliższych kontaktach na ogół nie udaje się na dłuższą metę ukryć."

      Jak już napisałam, nikogo nie udaję. A że mnie ktoś odbierze tak czy siak - nie mój problem. Oczywiście ciekawią mnie oceny innych ludzi (w tym Twoja), ale raczej niczego w moim zachowaniu nie zmienią. Osąd innych ludzi jest tylko dodatkiem do mojej tu bytności. Celem jest samo pisanie, wywnętrzanie się, rozmowa.

      Ankieta zadaje pytanie, jak reagować, gdy żrą się dwaj goście. Nie dotyczy sytuacji, kiedy blog zostaje zalany durnymi, nic nie wnoszącymi do dyskusji komentarzami. Co do Twojego przyszłego posta, to pewnie go skomentuję, wiedz jednak, że dla mnie ta cała "rozpierducha" została definitywnie zakończona. Spam, flood, trolling - do kasacji.

      Usuń
    4. Przymierzam się do powrotu do własnego bloga.

      Usuń
    5. @ Kira
      Raczej nie dostrzegłem euforii w reakcji na moją ofertę, więc chyba dam sobie z tym spokój :)
      Zaś co do przyszłego posta - to nie będzie post tylko i wyłącznie o sytuacji na Twoim blogu, temat potraktuję szerzej i na pewno bez żadnego zacietrzewienia :)
      @ An-Ka
      To Ty miałaś już bloga? Co się z nim stało? Czy mogę prosić o linka jeśli ten blog nadal istnieje i jeśli to nie jest tajemnica?

      Usuń
    6. Blog nie istnieje,bo po pierwsze-miałam dość pilnowania trolli (dodam,że to było moje pierwsze "zaistnienie" w sieci pod tym nickiem ,więc wykluczam personalna niechęć i potrzebę robienia na złość mnie jako mnie),po drugie-pochłonęły mnie inne sprawy,w realu i one były ważniejsze.

      Usuń
    7. PS.miał tytuł "Szukać dystansu".Naiwnie,prawda ?

      Usuń
  7. Odpowiedź na proste pytanie "kim jesteś" zwykle redukuje odpowiadającego do sposobu w jaki zarabia i wydala, nie mówiąc niczego o tym "jaka/jaki jest". Taki redukcjonizm może wynikać z lenistwa intelektualnego osoby pytającej lub z dążenia do dowartościowania się kosztem udzielającego odpowiedzi. To co dana osoba mówi bywa daleko ważniejsze od tego, co "sobą reprezentuje" (tj, jaką wartość przedstawia w subiektywnej ocenie innych osób, będącej odbiciem w popękanym lustrze). Warto pamiętać, że w tzw. wirtualu oglądamy jedynie fragmenty tego odbicia i to fragmenty często wykoślawione przez filtry, które nie wszyscy chcą/mogą zrzucić.
    W realnym życiu rzadko wypowiadam się w taki sposób jak powyżej, co nie oznacza, że tak nie myślę.
    "Sen jest cieniem prawdy" - powiedzieli głównemu bohaterowi Aborygeni w filmie "The Last Wave". Może internetowa kreacja też?
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czaję dylematu prawdziwe "ja" contra fałszywe "ja". Nie moja bajka. :)

      Usuń
    2. Ale właśnie o tym piszę: wiedza o tym co jest "prawdziwym ja" jest dostępna tylko temu "ja";)
      Anty

      Usuń
    3. Myślę, że nawet samego siebie człowiek do końca nie zna. ;)

      Usuń
  8. Zastanawiałam się trochę nad różnicą między moim ja wirtualnym a realnym ,bo taka istnieje i nad tym ,skąd ona wypływa.W żadnej z nich nie ma cienia fałszu,bo akurat to nigdy nie było moją wadą.Obie prawdziwe a jednak trochę różne.I chyba wiem-jak pisałam-każdego ,kogo pierwszorazowo spotykam w necie traktuję a priori jako człowieka kompletnie równego sobie (proszę zrozumieć to bez złośliwości)-czyli -nie mniej inteligentnego,,nie mniej myslacego,,nie mniej pełnego chęci i umijętności porozumienia się.w realu dość szybko wychwytuję te różnice i NIGDY nie pozwalam sobie na cień zachowania,ktory mógłby takiemu człowiekowi pozowlić na myslenie,że się uważam za coś lepszego,wywyższam,chcę go poniżyć.(oczywiście egzekwuję swoje prawa jako biorca usług itd.,ale bez tego nieznośnego tonu wyższości ,stanowczo i bardzo uprzejmie,ale ograniczając się wyłącznie do konkretnych zadań ).Gdy jednak wkurzy mnie ktoś ,kogo uważam za partnera w szeroko pojętym sensie intelektualnym-mogę ostro i często złośliwie "wziąć się z nim za bary" ,bo od "równych sobie" wymagam tyle ile od siebie-dużo.I to jest pojedynek równych.W przypadku osoby czy to mniej wykształconej ,czy z jakiegoś powodu stojącej niżej w hierarchii społecznej może być to wzięte za chcę upokorzenia a taka intencja NIGDY mi nie przyświeca.NIGDY.W realu nie zdarzyło mi się popełnić nigdy takiej pomyłki.Owszem,może mi ktoś zarzucić,że jestem "osobna" i być możę wynika to z mojego poczucia wyższości ,ale to przecież nie każdy musi być bratem -łatą,ale nigdy,ze ZACHOWUJĘ się z wyższością czy złosliwie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również popełniam pewien błąd, myślę, że bliskim Twoim wirtualnym omyłkom: wydaje mi się, że z każdym można się porozumieć. Otóż nie, nie można...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...