16.02.2014

Szósty stopień moralności: Nie jestem jedną z was


Pewien internauta zauważył w jednym z odwiedzanych przezeń blogów, iż zamieszczona w nim treść (nie wiem, czy chodziło o sam wpis, czy o któryś z komentarzy) ociera się o łamanie prawa. I w związku z tym rzuca – niejako w przestrzeń – filozoficzne pytanie:

Taki dylemat może mieć tylko osoba, która zarówno szanuje prawo, jak i wyznaje swoistą zasadę lojalności wobec tu: wstawić dowolny rodzaj powiązania z drugim człowiekiem. Czyli przeciwieństwo mnie samej. ;) Albowiem ja:
  • Nie szanuję prawa.
Oczywiście nie postuluję powrotu do właściwej zwierzętom anarchii. Na to nie może sobie pozwolić nawet najmniejszy ludzki kolektyw, pragnący zachować jaką taką spójność, a cóż dopiero mówić o wielomilionowym narodzie. Tym bardziej, że większość przepisów ma jakiś tam – mniejszy lub większy – sens. To nie oznacza jednak konieczności gięcia karku przed każdym wymysłem ustawodawców.
  • Nie jestem lojalna*.
Jestem... nie, przepraszam, staram się być – dobra. A uczciwe starania w tym zakresie wymagają wyrzeczenia się solidarności ze współplemieńcami.

W związku z tym uważam, iż w przypadku, gdy właściciel witryny robi coś wyjątkowo niemoralnego, a jest na to paragraf, to złożenie doniesienia do prokuratury jest czymś tak naturalnym, jak bezwzględne odparcie czyjegoś ataku (niezależnie od tego, czy agresorem jest tępy osiłek w dresie czy napastliwa staruszka), choćby nawet otoczenie uznało, że przekroczyliśmy granice obrony koniecznej. O ile, rzecz jasna, chcemy mieć czyste sumienie. Dotyczy to zresztą każdego przypadku łamania prawa oraz naszych zasad moralnych jednocześnie.

Oczywiście jestem w stanie zrozumieć powody, dla których decydujemy się pozostać bierni. Być może z owym niemoralnie postępującym blogerem łączy nas nić przyjaźni. Być może uważamy, że do takich, a nie innych czynów zmusza go trudna sytuacja, której nie jesteśmy w stanie należycie ocenić. Może też być tak, iż zostaliśmy wychowani w kulcie ślepej lojalności wobec „naszych” i/lub nienawiści wobec „onych” (pokłosie poprzedniego systemu, który promował cwaniactwo i łamanie lub przynajmniej naginanie prawa). Najczęściej jednak, jak mniemam, do głosu dochodzi wpajana nam w dzieciństwie żelazna zasada: Nie skarż, nie donoś, nie pytluj językiem. A czasami jeszcze: Nie sądź, żebyś nie był sądzony. Czyli rasowe pranie mózgu, mające na celu wyrugować z jednostki indywidualną moralność.

Ja to wszystko wiem, rozumiem i – z bólem – toleruję. Ale nie akceptuję. I jeśli nie składam doniesienia na osoby popełniające jakieś wyjątkowe świństwo, to tylko dlatego, że nie wiem, gdzie i jak należałoby to zrobić (ale to kwestia paru chwil, żeby się dopytać, prawda?) lub zwyczajnie brak mi wiary w polski wymiar sprawiedliwości. Przykładowo, gdybym dostrzegła, iż jakiś człowiek znęca się nad zwierzęciem lub rozprowadza narkotyki wśród młodzieży, to z o wiele większą chęcią przyczyniłabym się do brutalnego samosądu takowego delikwenta, niźli powiadomiła policję lub prokuraturę. Wynika to jednak z czystego pragmatyzmu i lenistwa, na pewno nie z – tfu! – solidarności z drugim człowiekiem. Albowiem tej nie ma we mnie za grosz. 




**********************************************


75 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji w stosunku do osób najbliższych ,rodziny i trudno mi to sobie wyobrazić.W stosunku do środowiska zawodowego jestem złym ptakiem.Kilkanascie lat temu zaś zgłosiłam na policję ,ze istnieje prawdopodobieństwo handlu narkotykami w pewnym środowisku.Moje podejrzenia okazały się słuszne.Ponieważ to przestępstwo godzące w młodzież,dzieci -mam poczucie spełnionego obowiązku i wielką satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS.nie ma nic gorszego,niż fałszywie pojęta lojalność,strasznie to prymitywne i niemoralne

      Usuń
    2. PS.natomiast uważam za rozsądne (i przyzwoite)rozwiązanie w każdej sytuacji,w której to jest możliwe najpierw porozmawiać z osobą,ktora popelnia taki czyn,by mieć pewność,że ma świadomośc swojego czynu a nie łamie przepisy przypadkowo

      Usuń
    3. Z tego, co słyszałam i czytałam o lekarzach, są zwartym i solidarnym środowiskiem. Pewnie tak jak nauczyciele. Dlatego nie popieram otwartej walki ze zwyrodniałymi jednostkami, tak jak nie popieram fair play w stosunku do atakującego nas skina. Trzeba takich ludzi powstrzymywać za pomocą fortelu lub donosu. Upominanie przynosi rezultaty tylko wtedy, gdy masz do czynienia z osobą zdolną do autorefleksji i samokrytyki. A i wtedy nie zawsze, gdyż mogą się rozmijać wasze - jak ja to nazywam - założenia moralne. ;)

      Usuń
    4. Kiro-co do lekarzy-tak twierdzi vox populi i częściowo ma rację.Jednak nie zawsze -w sprawach merytorycznych bowiem często są sytuacje,ktore laikowi wydają się oczywiste na in minus,fachowiec jednak wie,że to nie zawsze jest tak proste.to jest bardzo trudne do oceny.Ja mówiąc o tym,że jestem złym ptakiem mam na myśli sprawy ewidentne-łapówki,alkohol itd.a merytorycznie to to,czego jestem na sto procent pewna-zdarzylo mi się to raz.

      Usuń
  2. Witaj Kiro,

    w odniesieniu do cytatu z mojej wczorajszej wypowiedzi dopowiem tylko, że ów znajomy prawnik, wraz z kilkoma innymi osobami "po fachu" (głównie prokuratorzy i sędziowie w stanie spoczynku) ukonstytuowali organizację, posiadającą osobowość prawną, która zajmuje się monitorowaniem internetu pod kontem popełnianych tam przestępstw, tudzież przyznania się do takowych przez użytkowników internetu. Z całą mocą podkreślam, że cały czas mówimy o sferze wirtualnej. Okazuje się bowiem, że oprócz tak powszechnych, żeby nie powiedzieć pospolitych czynów karalnych jak obraza uczuć religijnych, profanacja przedmiotów kultu czy pomówienia, sporą część ujawnionych przestępstw stanowią te o większym ciężarze gatunkowym. Okazuje się, że ludzie na łamach internetowych witryn potrafią się przyznać do całkiem szerokiego wachlarza czynów zabronionych z zabójstwem włącznie. Z praktycznej działalności owej organizacji wynika, że tylko w niewielkim stopniu są to czcze przechwałki, a nieświadomość ułudy anonimowości w sieci niejako zachęca do głębszych wyznań. Poruszyłem ten temat, aby sprowokować, a właściwie kontynuować i pogłębić dyskusję na temat zapoczątkowany w zasadzie na dwóch innych blogach. Sytuacja, której byłem świadkiem, a skończyła się właśnie złożeniem stosownego zawiadomienia do organów ścigania, może dotyczyć każdego z nas, a w szczególności właścicieli witryn blogowych, które w sposób naturalny koncentrują wokół siebie ludzi z różnych środowisk i o różnych poglądach oraz przeszłości. Zatem bloger jest w sposób szczególny narażony na konfrontację z takim oto dylematem. Czy składać doniesienia czy nie, przy pełnej świadomości, że niezawiadomienie też jest karalne. A co jeśli ktoś kto złamał prawo jest moim przyjacielem? Kwadratura koła i temat rzeka jak sadzę, ale na razie tyle w tej części.

    Pozdrawiam, TF.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro wspomniałeś o swoim "znajomym prawniku", to poczuwam się w obowiązku podłożyć link pod Twoją wypowiedź, żeby ewentualni uczestnicy dyskusji wiedzieli, o co chodzi.

      Ciekawa sprawa z tą "organizacją". Ale czy zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa nie może złożyć każdy z nas?

      Rozważając, jak winieneś postąpić, musisz wziąć pod uwagę wiele czynników, z których jedne będą dla Ciebie bardziej istotne, a inne - mniej. Utrata przyjaciela, a nierzadko i reputacji (stajesz się donosicielem) contra groźba wyroku za zatajenie przestępstwa tudzież nieczyste sumienie. Ciężki wybór. Wydaje mi się, że ludzie często poświęcają właśnie to, co mają najcenniejszego - sumienie. Bo ono daje się czasem zagłuszyć, a bywa, że i na dobre wyłączyć. Natomiast nasi bliźni mogą nam dać popalić... :(

      Dlatego też nie sądzę, bym miała odwagę otwarcie wystąpić przeciwko "swojej" paczce, środowisku, rodzinie, rodakom. Raczej działałabym anonimowo.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. @Kira,

      Co do tej "organizacji" to nie wiem dokładnie jaki jest jej status, ale chodziło o nadanie w ten sposób osobowości prawnej, co daje zdolność do czynności prawnych i ułatwia poruszanie się w meandrach prawa. Nie jestem prawnikiem, więc ograniczę się do amatorskiej interpretacji. Coś jak opisany przez pkanalię mechanizm powołania fundacji, która, posiadając właśnie status organizacji ze zdolnością do czynności prawnych może realizować swoje statutowe założenia. Niemniej jednak oczywiście każdy obywatel ma możliwość składania zawiadomień do organów administracji państwowej, do których podobnie jak Ty mam ambiwalentny stosunek.

      Pozdrowienia łączę, TF.

      Usuń
    3. No tak, organizacja może więcej niż tzw. osoba fizyczna. :)

      Odnośnie tego mojego "ambiwalentnego stosunku" - dotyczy on zarówno policji, jak i prawników czy sędziów. Zbyt wiele się naczytałam o łajdactwach, przekrętach czy korupcji w tych środowiskach, żeby został we mnie choć cień szacunku dla munduru czy stanowiska.

      Już raz pytałam, ale pozwolę sobie na upierdliwość: skąd ten nick?

      Usuń
    4. @Kira,

      Niejednokrotnie pisałem, że każdą próbę reformy aparatu trójwładzy należy rozpocząć od czystki w sądownictwie i służbach mundurowych. Na Węgrzech to się udało i powiało nowa jakością. To się do zrobić, ale to temat na osobną dyskusję. Co do mojego nicku, to pochodzi on z terminologii Gwiezdnych Wojen, które do pewnego wieku uważałem za film dokumentalny, a jest to nazwa imperialnego myśliwca klasy TIE, czyli Twin Ion Engine, a Fighter to po prostu myśliwiec. Spędziłem wiele godzin nad grami komputerowymi z tej serii i zawsze latałem Tie Fighterem, bo byłem zawsze po stronie Imperium Galaktycznego. Ot taka pozostałość z małego chłopca.

      Pozdrawiam Cię, TF.

      Usuń
    5. Dzięki za odpowiedź. Pozdro.

      Usuń
    6. Dziękuję Ci Kiro za gościnę na Twoim blogu. Mam nadzieję, że licznik napastliwych komentarzy pod moim nickiem wskazuje nadal "0".

      Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru, TF.

      Usuń
    7. Na Boga! Nie musisz mi dziękować za zwykłą rozmowę, nie jesteś przecież zbanowany. I nie miej mi za złe, że nie pozdrawiam Cię w każdym komentarzu, ale to nie mój styl. :)

      Usuń
  3. dylemat zacytowany przez Ciebie na początku może mieć jedynie legalista, człowiek słaby z niewolniczą mentalnością, którego system wartości kształtuje państwo, system prawny, który mu mówi, co jest dobre, co złe i co ma robić... człowiek niezależnie myślący może mieć nieco inny dylemat, czy /i jak/ reagować na zło, które napotyka /nie tylko w necie zresztą/, zaś definicję owego "zła" tworzy sam...
    co do kapowania, jako jednego z możliwych działań, to samo w sobie jest czynem haniebnym, ale nic nie jest czarno - białe... czasem okazuje się, że najlepszym wyjściem jest użyć organów państwa, by się z danym złem uporać... są pewne czyny, zachowania kurewskie, które usprawiedliwiają kurewskie zachowania wobec sprawcy, który swoim postępowaniem niejako sam się wyklucza poza ramy naszych zasad...
    wspomniałaś o lojalności... lojalność jest wtedy, gdy chronię, dbam o czyjeś interesy, staję po stronie danej osoby nawet wtedy, gdy uważam, że popełnia błąd, że nie ma racji... zaś krytykę odkładam na sytuację "w cztery oczy"... rzecz jasna może się zdarzyć, że ta osoba popełni coś takiego, że przestaje na lojalność zasługiwać... no cóż, czasem zdarza się kogoś mylnie ocenić...
    zdarzają się też konflikty lojalności... standardowy przykład to walka "synowa vs. teściowa" i partner(mąż)/syn, który nie wie, jak się w tym odnaleźć...
    lojalnym można być wobec większej grupy ludzi, firmy, instytucji, ale najważniejsze jest w tym wszystkim coś innego... to JA decyduję, wybieram, wobec kogo być lojalnym i nikt mi nie będzie dyktował, kto ma być obiektem mojej lojalności... zaś legalista jest lojalny wobec systemu, który sam siebie mu jako ten obiekt lojalności narzucił...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "to JA decyduję, wybieram, wobec kogo być lojalnym i nikt mi nie będzie dyktował, kto ma być obiektem mojej lojalności... zaś legalista jest lojalny wobec systemu, który sam siebie mu jako ten obiekt lojalności narzucił..."

      I pod tym mogłabym się podpisać.

      Usuń
    2. Legaliści mają twardy orzech do zgryzienia, napotykając przepisy prawa, które wydają im się niesprawiedliwe, nieludzkie lub też wprowadzone wyłącznie w celu stosowania cenzury (np. przepisy o ochronie uczuć religijnych, czy penalizujące "nawoływanie do nienawiści" na tle etnicznym, narodowościowym, czy innym), włączam tu również przepisy które rozmywają przedmiot takiego przestępstwa, umożliwiając tworzenie dowolnych interpretacji. Pewne paragrafy wydają się być tworzone na użytek "prawa jak pajęczyna"... Dlatego też niektórzy ludzie czują się w obowiązku walczyć o zniesienie przepisów, które w odpowiednich okolicznościach i przy odrobinie złej woli można wykorzystać przeciwko dowolnej osobie. Zarówno pragmatycy jak i antylegaliści opisanych powyżej dylematów nie mają wcale.
      Antydogmatyk

      Usuń
  4. JAKIE niby zwierzęta żyją "w stanie anarchii"..? Toż to absurd! Czy jakikolwiek ludzki totalitaryzm zbliżył się chociaż do absolutnego ładu panującego w mrowisku? Czy jakiekolwiek "społeczeństwo obywatelskie" wymagało od swoich członków tak daleko idącego poświęcenia własnych interesów dla ogółu jak wataha wilków czy stado koni..?

    To właśnie nasza "stadność", a nawet "państwowość" są cechami zwierzęcymi! Człowiek potrafi się wobec tej "stadności" buntować w szerszym zakresie niż jakiekolwiek inne zwierzę (aczkolwiek jest to jedynie różnica STOPNIA, a nie zasady - bo i zwierzęta, jeśli trafi się im okazja oszukania stada na swoją indywidualną korzyść, to ZWYKLE z niej korzystają...). W tym sensie - bardziej "kulturalnym" niż "naturalnym" jest indywidualizm, brak poszanowania dla reguł, prawa i władzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko prawda, myślałam nawet o mrowisku, pisząc ten post. Istnieją społeczności zwierzęce zorganizowane w klany, a nawet całe państwa. Niemniej OGÓLNIE w przyrodzie panuje anarchia. Czyli zwycięża silniejszy.

      Usuń
    2. Nie. Poszczególne ekosystemy są ściśle zorganizowane, a ekologia jest właśnie nauką badającą te powiązania na poziomie ponadgatunkowym. W przyrodzie panuje hierarchia (na rozmaitych poziomach), występują łańcuchy wzajemnych powiązań i systemy kooperacji, czasem bardzo skomplikowane. Nawet losowe, nieprzewidywalne czynniki, takie jak pożary lasów, czy powodzie, zostały wykorzystane jako część, cyklicznych zjawisk występujących w przyrodzie (klasycznym przykładem jest rozmnażanie się sekwoi).
      Antydogmatyk

      Usuń
    3. @ Antydogmatyk

      A cóż Ty mnie, waćpan, podstaw biologii uczysz? :) Wszak to poziom elementary, drogi Watsonie. :) Ja ino twierdzę, że nie ma prawa stanowionego. Albowiem odróżniam prawo stanowione (narzucone przez grupę rządzącą reszcie społeczeństwa) od praw przyrody, które nie zostały przecież przez nikogo arbitralnie ustanowione, lecz powstały wraz z samą przyrodą.

      Usuń
    4. @Kira
      Waćpanno, tylko zauważyłem twierdzenie o anarchii w zorganizowanej przyrodzie rozmija się z rzeczywistością.
      Anty

      Usuń
    5. Ano właśnie, tyle że dla mnie prawa przyrody nie wytrzymują porównania z ludzkim prawem stanowionymi. A może na odwrót...? Tak czy siak - to nie to samo. :)

      Usuń
    6. Nie ma ISTOTNEJ różnicy między regułami, które rządzą zachowaniem ludzi w grupach, a takimi samymi regułami rządzącymi zachowaniem zwierząt w stadach. Jest co najwyżej - różnica stopnia komplikacji.

      Prawo stanowione NIE JEST tworzone "arbitralnie" - bo to niemożliwe, takiego prawa nikt by nie przestrzegał. Zasadniczo wyrasta ono z tych samych reguł behawioralnych, które sprawiają, że konie w stadzie piją wodę w ściśle określonej kolejności (i jest to tak samo "arbitralne" jak fakt, że niektórzy ludzie chodzą w złotogłowiach i aksamitach, a inni - w łachmanach...).

      Oczywiście - tzw. "prawo stanowione" to abstrakcja wyższego rzędu w stosunku do "zwykłych" reguł zachowania się ludzi - i tym samym, łatwiej nim manipulować i naginać je do takich czy innych idei, niż reguły "społeczne". Ale i tu WCALE nie ma dowolności!

      Napisać wprawdzie można wszystko - ale prawa, które są nazbyt oderwane od oczekiwań i przyzwyczajeń ludzi, po prostu - nie będą wykonywane. W skrajnej postaci prowadzi to do stanu tzw. "anomii", czyli głębokiego i szeroko podzielanego przekonania, iż wobec oczywistej niesprawiedliwości ("niezgodności z oczekiwaniami") "praw stanowionych" - należy w praktyce postępować tak, jakby ich wcale nie było.

      To się już między zwierzętami raczej nie zdarza. Tu faktycznie - sam jeden człowiek stanowi precedens w przyrodzie. Ale już na styku między człowiekiem a zwierzętami..? Notorycznie..!

      Usuń
    7. @ Jacek Kobus

      Coś tutaj tak pięknie wyłuszczył, wiadomym mi było od dawna. :) Najwidoczniej niejasno wyraziłam swoje stanowisko. Chodziło mi o to, że ład i porządek panuje tylko w ramach konkretnej zwierzęcej społeczności. Kiedy spotykają się dwa gatunki, to ZAZWYCZAJ obowiązuje wyłącznie prawo silniejszego/sprytniejszego.

      Usuń
    8. ...które jest również elementem tego ładu:) Właśnie m. in. na tym polegają "prawa natury" do których odwołują się naturaliści;)
      Anty

      Usuń
    9. Dokładnie! Wilki nie zjadają "przypadkowych" owiec - tylko takie, które albo wykazały się zbyt słabym refleksem/były zbyt powolne/wykazywały niezdrową ciekawość. Innymi słowy: w układzie złożonym z owiec i wilków, owce przedstawiają sobą "generator różnorodności" - zaś wilki to podłączony doń "filtr selekcyjny" - przepuszczający, tj. pozwalający przeżyć i przekazać geny dalej tylko takim owcom, które postępują "korzystnie" z punktu widzenia przetrwania. Wilki doskonalą populację owiec!

      I odwrotnie zresztą, bo gapowaty wilk też za długo nie pociągnie...

      Usuń
    10. Dobra, dobra, panowie. Prawo silniejszego to właśnie ANARCHIA. A jeśli uważacie, że się mylę, to w ogóle zaprzeczacie istnieniu czegoś takiego jak anarchia.

      Uwaga! Nie należy utożsamiać anarchii z chaosem!

      Usuń
    11. Trwała anarchia nie istnieje. Stan taki, to - jak Ty zwykłaś pisać - "wymysł". Czyli abstrakcyjne pojęcie utworzone sztucznie, a pozbawione realnych desygnatów.

      W rzeczy samej zarówno przyroda, jak i ludzie (stanowiący szczególny element przyrody), pozostawieni samym sobie, spotnanicznie i naturalnie wytwarzają hierarchię, ład i porządek. Utrzymywanie "anarchii" rozumianej jako nieustanna walka każdego z każdym, byłoby nader kosztownym przedsięwzięciem, bo wymagałoby nieustannej interwencji z zewnątrz, ciągłego niszczenia spontanicznie powstających ładów. Jako stan "energetycznie nieoptymalny", jest zatem anarchia wysoce nieprawdopodobnym i z zasady - krótkotrwałym zdarzeniem!

      Jak raz napisałem o tym dzisiaj...

      Usuń
    12. Znowu się nie zgodzę. Anarchia to brak rządów, nie prawo silniejszego, i jest wymysłem czysto ludzkim - chociaż nawiasem pisząc chciałbym przypomnieć, że historycznie znane były społeczności w których utrzymywała się nawet wiele lat. W przyrodzie natomiast nie występuje, gdyż układy przyrodnicze są zwykle ściśle hierarchiczne, a poza tym zorganizowane poziomo. Społeczności zwierzęce, np. wspomniane watahy wilków, są zwykle wysoce zorganizowane i nie ma w nich zbyt wiele miejsca na indywidualizm (o ile w ogóle występuje).
      Anty

      Usuń
    13. @ Jacek Kobus

      Naturalnie, że anarchia trwać długo nie może. Ale czas jakiś...?

      A na styku poszczególnych gatunków - chyba zawsze?



      @ Antydogmatyk

      Ja nie piszę o zwierzęcych społecznościach, tylko o relacjach między zwierzętami różnych gatunków.

      Prawo silniejszego obowiązuje ZAWSZE. Tyle, że zazwyczaj tym silniejszym jest państwo (czyt. władza nielicznej grupki nad bardzo licznym zbiorowiskiem pobratymców). W anarchii natomiast brakuje "überagresora".

      Usuń
    14. Tak, jak napisałem powyżej, wilki nie atakują przypadkowych owiec. Ba! Wilki tak sprawne, że zabiłyby wszystkie owce - same natychmiast potem zdechłyby z głodu. Drapieżca zatem (podobnie jak pasożyt), jeśli ma przetrwać, musi być selektywny i samoograniczający się.

      W przyrodzie nie ma anarchii jeśli tylko bierzesz pod uwagę nie indywidualne osobniki danych gatunków, a całe ich społeczności składające się na podstawową jednostkę organizacyjną, czyli na biotop.

      Biotop jest organizacją gatunków homeostatyczną, a więc działającą tak, by utrzymywać wewnętrzną równowagę niezależnie od ewentualnych zakłóceń pochodzących z zewnątrz.

      Owce wygryzają trawę, która inaczej rosłaby zbyt bujnie, a liczebność owiec kontrolowana jest przez wilki, przy braku których owce rozmnożą się tak, że wyżrą trawę do gołej ziemi, itd.

      Mam wrażenie, że różni nas perspektywa. Z punktu widzenia "indywidualnej owcy" spotkanie z wilkiem to nic przyjemnego. Ale dla owiec jako dla gatunku - wilki są absolutnie niezbędne! Gdyż nadmiernie rozplenione pod nieobecność drapieżcy owce zjedzą całą trawę i - padną potem z głodu...

      A to tylko modelowe, skrajnie uproszczone zależność. W rzeczywistości jest ich o wiele więcej. O wiele rzędów wielkości więcej.

      Usuń
    15. Ależ ja to wszystko rozumiem! Tyle że to nadal jest anarchia, czyli BRAK RZĄDÓW. Powtarzam: nie należy utożsamiać jej z chaosem! :)

      Usuń
  5. Chyba coś przegapiłam, bo nie wiem o co chodzi. Jakaś afera? Zasadniczo jednak uważam, że trzeba przestrzegać zasad panujących w danym kraju/środowisku bo jak nie ma zasad jest anarchia i skakanie sobie do gardeł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, żadna afera. Po prostu odniosłam się do słów Tie Fightera, żeby napisać post o zagadnieniu kapowania. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za informację, bo już myślałam, że ciś sie stało a ja przegapiłam.

      Usuń
    3. Dla mnie jest jedna prosta różnica między kapowaniem a zgłaszaniem przestępstwa.To pierwsze robi się z innych pobudek niż praworządność,często z zemsty lub chęci dokopania komuś a prawo jest tylko pretekstem.Aby tego (dla samego siebie i swoich rozterek ) uniknąć należy zadać sobie pytanie -"jak traktuję ten czyn w wykonaniu kogoś bliskiego".Jeżeli odpowiedź brzmi "bliskiego nie zgłosiłbym" -to jest to kapowanie.

      Usuń
    4. Word of Wisdom;)
      Anty

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Nie wiem, czy zdołałabym donieść na ojca/matkę/brata/bratową/kochanka... Wiele zależy od tego, co by uczynił/a. I czy dałoby się temu zaradzić bez kapowania.

      Praworządność nie ma dla mnie znaczenia. Liczy się moralność (moja, a jakże! ;)).

      Usuń
    6. Kiro-mnie nie chodzi o to co się ZROBI,tylko jakie uczucia temu towarzyszą.To pytanie brzmi "jak TRAKTUJĘ ten czyn" a nie "co z tym zrobię "

      Usuń
    7. Napisałaś: "Jeżeli odpowiedź brzmi "bliskiego nie zgłosiłbym" -to jest to kapowanie.", więc pomyślałam o działaniu, nie o emocjach. Dzięki za wyjaśnienie, teraz "czaję bazę". :)

      Usuń
    8. :)) Myslę,że naprawdę mało kto potrafiłby donieść na kogoś bliskiego(no,chyba,że jakies zalegle porachunki :))

      Usuń
    9. Tak,nieprecyzyjnie się wyraziłam

      Usuń
    10. @An-Ka...
      w sumie, to nie wiadomo do końca co jest gorsze, czy kapowanie bezmyślne, automatyczne z pobudek legalistycznych, czy wyrachowane, gwoli osiągnięcia jakichś korzyści /emocjonalnych lub materialnych/... akurat Ja usprawiedliwiam kapowanie /i nie nazywam tego już "kapowaniem"/ w dwóch przypadkach: jeśli ktoś dopuszcza się czynu "skrajnego" /gwałt, zachowania pedofilne, znęcanie się nad zwierzakami, dilerka dzieciakom, etc/ lub samoobrona w przypadku, gdy wyczerpałem wszystkie możliwości obrony bez wzywania systemu na pomoc... po prostu myk polega na tym, by do absolutnego minimum ograniczać jakąkolwiek współpracę z tzw. "władzą"...

      Usuń
    11. Cóż, ja również wolałabym unikać kontaktów z marginesem... ekhm, przepraszam, z policją.

      Usuń
    12. Nie,z legalizmu na pewno nie,z tym się zgadzam i z tym,że w czynach skrajnych (to już oczywiście każdy we własnym sumieniu rozstrzyga) czy takich,ktore mogą skutkować jakimiś groźnymi konsekwencjami ,dla zapobieżenia nieszczęściu itd.I też wtedy nie nazywam tego kapowaniem.Natomiast dla korzyści,z zemsty-to jednak zawsze będzie kapowanie.

      Usuń
  6. A któż złamał tu prawo, jeśli można wiedzieć? Czyżby komuś puściły nerwy i zaczął po babsku szlochać?
    Wyzwiska w Internecie Nicków zawsze się zdarzały. O prawie mówimy wtedy, gdy z imienia i nazwiska ktoś szkaluję nas w necie np. Pan Jan kowalski jest pedofilem, morderca i gwałcicielem to wtedy rzeczywiście należy walczyć os swoje dobre imię. Ale czy warto walczyć o dobre imię fikcyjnych i wymyślonych Nicków? Jeśli tak to w takim razie ja powinnam wytoczyć sprawę o obrazę mojej osoby dwóm blogerom a raczej jednemu Gblogerowi i jednemu komentującemu.
    Pozdrawiam Kiro ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, o co chodziło w tej sprawie, zacytowałam fragment wypowiedzi TF, żeby opisać dane zagadnienie.

      Usuń
  7. Witaj Kira.
    Kapować nie wolno.Nie chciałbym mieć sąsiada kapusia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dilera narkotykowego lub pedofila ?

      Usuń
    2. Nie znam takich.Szczerze pisząc,nie wiem,po czym takich się rozpoznaje.
      Przykładowo:
      Jeżeli pod szkołę podjeżdża diler narkotykowy,znak rozpoznawczy-sprzedaje uczniom narkotyki,to obowiązkiem każdego,kto to widzi jest zawiadomić Policję.
      To nie jest kapowanie.
      Jeżeli namierzyłaś nielegalną plantację maryśki na jakimś balkonie,to skonsultuj się najpierw z "kanalią",bo może się okazać,ze zakapowałaś kolegę.
      I może będziesz miała kaca moralnego..
      Jeżeli widzisz faceta,który trzyma na kolanach małą dziewczynkę,lub w parku rozdaje dzieciom cukierki,to niekoniecznie musisz zaraz zawiadamiać Policję.
      Jeżeli jesteś dociekliwa i masz dużo wolnego czasu,to obserwując takiego,trzymaj telefon w pogotowiu z wpisanym nr.alarmowym.
      Jeżeli facet wsadzi ręka pod sukienkę dziewczynki,niezwłocznie dzwoń na Policje.Nie krzycz na niego,żeby go nie spłoszyć.Chyba,że posunie się za deko,wtedy nie masz wyjścia.Musisz jakoś zareagować.Jeżeli masz opanowaną sztukę walki,to śmiało wał gnoja w łeb i trzymaj go mocno do przyjazdu Policji.
      To nie jest kapowanie.
      Jeżeli ten facet,który trzymał dziewczynkę na kolanach wstanie z ławki i weźmie dziewczynkę za rączkę,możesz przykładowo zagaić:
      Ale pan ma ładna córeczkę lub coś podobnego.
      A jeżeli oboje nie zareagują,zaczynasz nabierać podejrzeń..
      Ale nie bardzo wiem,co ci dalej poradzić.
      Przyjedzie policja i okaże się,ze to tatuś z córeczką na spacerze.
      Będzie ci chyba trochę głupio?
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Drogi Mędrku, na Ciebie zawsze można liczyć. :))) Co ja bym bez Ciebie zrobiła? :)

      Cóż, mam nadzieję, że moje bezwstydne donosicielstwo zniszczy życie wyłącznie prawdziwemu gnojowi. :) Czyli niekoniecznie osobie sadzącej marychę w doniczce na własny użytek.

      Usuń
    4. co ma nielegalna uprawa "maryśki" do udzielania jej małolatom?... to są dwie różne sprawy...
      diler narkotykowy za ladą sklepu monopolowego ma licencję od państwa na ten dil, ale to wcale nie znaczy, że sprzedaje towar dzieciakom...
      zakładając, że mam plantację na balkonie, to Kira mnie nie zakapuje, gdy się o tym dowie, bo wie, że smark zioła ode mnie nie powącha... dlatego Kira jest mile widzianym gościem, ale na widok "mędrków" spuszczam psy stróżujące zaczepno obronne i oglądam się za nunczakiem, który gdzieś zapodziałem...

      Usuń
    5. Przecież wyraźnie napisałem,że kolegi nie powinno się kapować.
      A za doniczkę maryśki to ja bym ciebie także nie zakapował,więc niepotrzebnie się jeżysz.
      Ps.
      Pisałeś coś,że masz koty.Takie tresowane,że od razu gardło przegryzą?

      Usuń
    6. Dilera narkotykowego bym nie "zakapował" (dopóki nie sprzedawałby towaru dzieciom), gdyż nie jestem kaznodzieją cudzego stylu życia i samozwańczym stróżem rozrywek. Poza tym będąc konsekwentnym musiałbym składać donosy na wszystkich właścicieli sklepów monopolowych, większości spożywczych i niemal wszystkich kiosków. Trochę by się tego uzbierało;)
      Antydogmatyk

      Usuń
    7. No to jestem kapusiem bo zakapowałam (co napisałam wyżej ) dilerów narkotykowych,mimo,że widziałam jak sprzedawali towar "tylko" nastolatkom.W obawie przed rozszerzeniem ich działalności na dzieci.I jestem z tego zadowolona.Sklepy monopolowe są u nas legalne czy coś przeoczyłam ? :)))

      Usuń
    8. @An-Ka...
      czy legalność/nielegalność sklepów monopolowych ma jakieś znaczenie?... są w nich sprzedawane narkotyki?... są... i dla mnie w tym momencie dyskusja się kończy...
      potępiam moralnie /i reaguję stosownie do okoliczności/ udzielanie dzieciakowi, a także osobie dorosłej bez jej wiedzy i zgody /np. "pigułka gwałtu"/... potępiam oszustwo handlowe /np. "chrzczenie" towaru/, ale to już ogólniejszy temat...
      stosuję różne klasyfikacje narkotyków /np. mniej lub bardziej ryzykowne w użyciu/, ale na pewno nie dzielę ich na legalne i nielegalne... jak wspomniałem wcześniej, mam swój rozum i system nie będzie za mnie decydował, co jest dobre, co złe...
      natomiast faktem jest, że mnóstwo ludzi robi wielkie oczy: "to alkohol to narkotyk?"... świadczy to tylko o tym, jak bardzo już system zlasował im mózgi, pozbawił własnego zdania...

      Usuń
    9. @Mędrek...
      a od kiedy my jesteśmy kolegami?... co najwyżej znajomymi spotykającymi się wirtualnie na tym forum... ale jestem otwarty na nowych kolegów... zapracujesz - awansujesz...

      Usuń
    10. @An-Ka
      Sklepy z dopalaczami również były całkowicie legalne, tylko sprzedawały narkotyki innego rodzaju. Jednakże taki sposób myślenia prowadzi do prostej konstatacji, że narkotyk = coś co nie ma przyklejonej banderoli? Biedni amatorzy bimbru;)
      Anty

      Usuń
    11. @kanalia.
      Masz oczywiście rację.Kolegami nie jesteśmy.
      Niezręcznie wyszło,ale to miało to związek z wpisem,gdzie wydawało mi się,dyskutuję z Kirą.Tłumaczyłem się z tego wpisy także przed AN-Ką.Obiecuję,że na przyszłość będę bardziej uważał.Ale do rzeczy:

      "Jeżeli namierzyłaś nielegalną plantację maryśki na jakimś balkonie,to skonsultuj się najpierw z "kanalią",bo może się okazać,ze zakapowałaś kolegę.
      I może będziesz miała kaca moralnego.."

      Jeszcze raz przepraszam za z nieporozumienie.
      Pozdrawiam życzliwie.

      Usuń
    12. Obiecanki,a literówki tradycyjnie.Sorki.

      Usuń
    13. @An-Ka & Anty...
      "dopalacze" były znakomitym przykładem, jak większość ludzi ma pobazgrane w głowie przez system... asortyment w tych sklepach /nie licząc gadżetów, etc/ to były narkotyki... rzecz jasna można się spierać, które z nich to były narkotyki, a które używki, bo w przypadku np. kawy, marychy, czy wyrobów tytoniowych nie jest to do końca jasne, ale mnóstwo wpychli miało problem, jak to nazywać... czekano, aż "władza" to zdefiniuje... to było naprawdę zabawne, bo budyń w głowie prezentowali nawet ludzie uważani za "autorytety" w temacie substancji psychoaktywnych...

      @Mędrek...
      spoko i luz... nie stworkujesz /sam fakt prezentowania konslewackich poglądów to jeszcze nie stworkowanie/, zachowujesz się w miarę przyzwoicie, więc nic do Ciebie nie mam... tylko może klawiaturę sobie ogarnij, bo litera "p" nie za bardzo Ci hula...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
  8. "Zły to ptak, co własne gniazdo kala" - czy to ma znaczyć, że swojemu wybaczamy więcej? Spotykałem czasem orędowników tej zasady i mam wrażenie, że im mniej życia pozostało mi na tym świecie, tym bardziej czuję do takich obrzydzenie. Zaczyna się to czasem niewinnie: jakaś łapówka dla policjanta za jazdę po "pijaku" albo załatwienie sprawy przy pomocy "układów czy dojść" a potem zdziwienie, że wjechał w pieszych po wódce i kogoś zabił. Ktoś przecież takiego urodził i wychowywał(bezstresowo?) i chronił idiotę przed odpowiedzialnością. Sorry, ale również moje stanowcze NIE! Także nie jestem dobrym ptakiem....

    OdpowiedzUsuń
  9. Europejski system prawny nie doszedł jeszcze do takiego absurdu jak amerykański, w którym otrzymuje się milionowe odszkodowania za brak ostrzeżenia, że herbata jest gorąca, lub, że kuchenka mikrofalowa nie służy do suszenia kota. Wydaje się natomiast, że przewyższamy ich w dziedzinie przepisów kodeksu karnego dotyczących de facto cenzury: publicznego znieważania, obrazy uczuć, mowy nienawiści itd. Jestem za skutecznym zgłaszaniem i ujawnianiem realnych przestępstw np. pedofila, sprzedaż narkotyków lub alkoholu nieletnim, handel niewolnikami itd. Jednak kontekst opisanej sprawy jest "internetowy". Osobiście jestem przeciwnikiem wyżej opisanych przepisów dotyczących "cenzury". Musimy ich jednak przestrzegać. W tym wypadku jestem zwolennikiem "solidarności blogowej" - powinniśmy zwracać osobom odpowiedzialnym uwagę, aby mogły usunąć treści niezgodne z prawem, a nie od razu składać doniesienie do prokuratury.

    OdpowiedzUsuń
  10. Osobiście nie zważam na aspekty prawne pisane w Sieci. Tam jest strasznie dużo rozmaitych łgarstw i półprawd, dlatego zupełnie mnie to nie rusza.
    Poza tym, jak niedawno pisałem w poście, nie przepadam za naszymi stróżami prawa razem z prokuraturą i wymiarem sprawiedliwości, które co i rusz się u nas kompromitują.

    Ciekawi mnie natomiast tytuł tego posta "Szósty stopień moralności: Nie jestem jedną z was". O co chodzi z tymi stopniami moralności?
    I dlaczego zakładasz a priori, że nie jesteś jedną z nas? A może jesteśmy tacy sami jak Ty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie ma społeczności, Smurff. :)

      http://imageshack.com/a/img198/9415/u1xe.jpg

      Usuń
  11. Cóż, nie miałam i nie mam żadnych oporów w kwestii doprowadzania do pionu kretynów wszelkiej maści. Nie zawsze dzwonię na policję. Bywa, że wystarczy bardziej dosadna "przemowa" - chociaż to skutkuje coraz rzadziej. Czasami "wyprowadzić z życiowego błędu" natręta pomaga mi - bardzo skutecznie - Mężczyzna.
    Nie obchodzi mnie opinia rodziny czy środowiska - dla mnie ważniejszy jest wewnętrzny spokój. Nie potrafiłabym przejść obojętnie wokół draństwa, wrócić do domu i spać spokojnie. Nigdy tego nie potrafiłam, przez co częściej niż przeciętny człowiek powinien - wpadałam w przeróżne nieciekawe sytuacje. Ale niczego nie żałuję. Śpię spokojnie.
    Nie odczuwam potrzeby akceptacji przez wszystkich ludzi na świecie. Jeżeli ma mnie ktoś lubić, to za to, jaka jestem, a nie jaką miałabym udawać przed ludźmi. To byłoby koszmarnie męczące. I wiesz co, Kira? Dla mnie przysłowiowe płynięcie pod prąd jest o wiele bardziej komfortowe niż płynięcie z prądem :)
    Lojalność - to jedna z najważniejszych dla mnie zalet charakteru ludzi których uznaję za swoją rodzinę. Bo dla mnie rodzina to więzy emocjonalne, nie pokrewieństwo genetyczne. Jestem lojalna wobec tych, których kocham. Lojalność wobec większej grupy społecznej? Dla mnie to jakiś obłęd i fantastyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nawet najbliżsi nas zawodzą...

      Nie zmieniaj się. Zachowaj czyste serce.

      Usuń
  12. Mędrku-dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.Chcesz czy nie -"w tym temacie" mamy poglądy identyczne,tylko nie bardzo rozumiem,.dlaczego sugerujesz moje obawy przed zakapowaniem kolegi ,skoro ja piszę ,że jestem złym ptakiem .AAAAA -może jednak to nas różni ? Perrora sugerująca moje śledzenie wykroczeń w świetle moich słów "Nie,z legalizmu na pewno nie,z tym się zgadzam i z tym,że w czynach skrajnych (to już oczywiście każdy we własnym sumieniu rozstrzyga) czy takich,ktore mogą skutkować jakimiś groźnymi konsekwencjami ,dla zapobieżenia nieszczęściu itd." wygląda na czepialstwo,ale to już rodzaj tradycji.Jeżęli to nie czepialstwo a tylko przeoczenie lub niezroumeinie moich słów-serdecznie przepraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mędrek, jak mi się zdaje, odnosił się do komentarza PKanalii.

      Usuń
    2. Pod moim postem,w odpowiedzi na moje pytanie i z końcówką żeńską ? :))

      Usuń
    3. A, wybacz, pomyłka. Chodziło Ci, jak widzę, o tę najdłuższą wypowiedź Mędrka. :)

      Usuń
    4. Drga Kirao.
      Już wyjaśniam nieporozumienie.Wydawało mi się,że odpisuję Tobie.Kiedy wpis już poszedł,połapałem się,ze to było pod wpisem An-Ki.
      Jestem trochę niekumaty i nie chwytam tych nowych nicków.
      I prawdopodobnie wlazłem na minę.
      Za zamieszanie przepraszam..

      Usuń
    5. Sorki za literówki.

      Usuń
    6. Aj,tam,aj tam,minę .Mędrku,na litość-nie traktuj mnie tak podejrzliwie i nie zakładaj mojej zlośliwości.Wszyscy dyskutujemy .jesteśmy ciekawi wzajemnie swoich poglądów.Nie wygłupiaj się :)))

      Usuń
    7. O K.An-Ka (anodakatoda).
      Z mojej strony problema niet.
      Pozdrawiam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...