19.03.2014

Eudajmonizm w praktyce


Człowiek jest bogaty proporcjonalnie do liczby rzeczy, bez których może się obyć.

Henry David Thoreau



Poniższy filmik przedstawia wywiad z człowiekiem, który odrzucił stereotypowe pojęcie sukcesu i postawił na subiektywne zadowolenie z życia.




Można? Można! :)

Więcej o Jay’u Shaferze i jego tumbleweed house tutaj.

(Dla dociekliwych: przelicznik stóp na metry.)

44 komentarze:

  1. A jeśli kolekcjonowanie i gromadzenie rzeczy jest sensem czyjegoś życia i miarą zadowolenia, to czy pozbycie się ich rzeczywiście podniesie jakość (biedni ci filateliści, bibliofile, czy zbieracze etykietek)? Da się obiektywnie mierzyć tę "jakość życia"?
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się. Jeden chciałby mieszkać w pałacu, inny w 100-metrowym mieszkaniu, jeszcze inny - w lepiance. Jeden chce mieć dzieci, drugi - nie. Jeden chce zostać w kraju, drugi chce wyjechać. I tym podobne, i tak dalej...

      Usuń
  2. A mnie się takie podejście podoba. Nie dlatego, że pokazuje jedyną słuszną drogę, ale że daje alternatywę. Wielu źle się czuje w świece, gdzie osiągnięcia są oceniane wielkością domu czy marką samochodu. A ludzie tacy, jak ten na filmiku dostają etykietkę wariatów, pustelników, czy łachmaniarzy.

    Sam żyję od 3 miesięcy na jednym plecaku i jakoś mi nie brakuje niczego. Tylko czasem "stara" rzeczywistość dobija się pod postacią opłat za stałe mieszkanie, siakiś PITów itp. - i szczerze, jak dojrzeję, to nawet to zostawię za sobą. Człowiek naprawdę może żyć z 10% tego, co aktualnie posiada.

    Pozdrawiam, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest to tylko ALTERNATYWA, a nie "jedyna słuszna droga". Przyłapałam się na myśli, że nie mogłabym propagować "tiny houses" jako najlepszej z możliwych kwater dla każdego człowieka na Ziemi. :) Zresztą, ci, którzy raczyli/raczą dziabnąć podany przeze mnie link (ten o stylu życia pana Shafera), dowiedzieli/dowiedzą się, że ma on także większy dom, o powierzchni bodajże 500 stóp kwadratowych. A to dlatego, że dla niego, jego żony i dziecka owo pokazowe maleństwo o powierzchni 100 square feet zdecydowanie by nie wystarczyło.

      Usuń
    2. @Kamil Politowicz
      Pamiętam, jakie wspaniałe może być życie "na jednym plecaku" :)
      Jednak w końcu człowiek chce mieć własne gniazdo, miejsce, do którego nie mają dostępu idioci całego świata - DOM.
      W świecie coraz większych domów i szybszych samochodów na ogół czują się źle Ci, którzy ich nie posiadają :) Ci sami mają za wariatów ludzi, którzy mają odwagę żyć po swojemu :)

      Usuń
    3. @Marzena

      wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że ja właśnie od domów i samochodów zaczynałem, a teraz nadrabiam zaległości z minimalizmu. Plując sobie w brodę, że wcześniej nie zacząłem.

      Jak jeszcze kiedyś znajdę druga (trzecią) połówkę, to może zatęsknię za siedliskiem. Ale coś mi mówi, że jak już kogoś znajdę, to będzie to pokręcona podróżniczka a nie miłośniczka osiadłego trybu życia.

      To o czym mówisz, to jest bardziej zawiść niż dyskusja mniej vs. więcej. Ja się do tej dyskusji nie nadaję :)

      Pozdrawiam, Kamil

      Usuń
  3. zbędne rzeczy to tylko zbędny ból, gdy się je straci /zawsze tak może być/ i zbędny ból wynikający z upierdliwości pilnowania ich, by ich nie stracić...
    niestety, ludzie /jako optymista zakładam 80%/ są chorzy... chorzy z lęku /nie mylić ze strachem/... chcą więc kontrolować świat i nie mogąc kontrolować innych ludzi, próbują kontrolować rzeczy /co też jest pewną formą kontroli innych ludzi/...
    a minimalizm /bo o tym gadamy/ to po prostu złoty środek... ponoć cały materialny dobytek Pigmeja to tyle, co schowa w ustach... Pigmej nie ma kieszeni, bo nie nosi gaci... w klimacie umiarkowanym raczej niemożliwe...
    pozdrawiać jzns :)...

    @Anty...
    kolekcjonerstwo to kompensacja wspomnianej powyżej potrzeby kontroli... ale największy orgazm jest, gdy człowiek się kolekcji pozbywa... nawet jeśli jest to kolekcja wyrżniętych maczetą i zakonserwowanych w formalinie łechtaczek przerżniętych okrutnie panienek... rotfl...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolekcjonerstwo może dawać radość, ale może również przynosić cierpienie. Zgadzam się z Tobą, iż najczęściej jest ono swego rodzaju kompensacją. Z tym że chyba nie tyle "potrzeby kontroli", ile braku wrażeń. Ćpykając pilotem po programach zdarza mi się trafić na program o bogatych Rosjanach i Ukraińcach. Ich ogromne kolekcje supermodnych, a zarazem szalenie drogich rzeczy (w przypadku kobiet są to zazwyczaj ciuchy i torebki ;)) robią na mnie duże wrażenie, jednocześnie jednak... współczuję tym ludziom. Na ich miejscu zafundowałabym sobie raczej parę operacji plastycznych, dobrą opiekę dentystyczną, podróż w nieznany rejon świata lub coś innego, co poprawiłoby mi samopoczucie na dłużej niż kilka minut satysfakcji - bo ile można się cieszyć dwusetną parą butów czy dziesięciotysięczną butelką wina?

      Usuń
    2. "tylko nie na buzię, bo się makijaż zepsuje"... ot, taki przykład, gdy element spektaklu staje się celem...
      kiedyś pewna dziewczyna /robiąca wrażenie sensownej/ pół godziny szukała, przymierzała szpilki "do łóżka" ze swojej bogatej kolekcji... mnie się wtedy odechciało... "ty sobie przymierzaj, ja pójdę na miasto, parę spraw ogarnąć"...
      natomiast "noworuscy", albo raperzy, uciekinierzy z murzyńskiego getta, to po prostu syndrom odreagowania biedy... powstanie Jakuba Szeli szlag trafił, bo powstańcy naćpali się w trupa, gdy ogarnęli piwniczkę na plebanii proboszcza...
      i tak to jest :)...

      Usuń
    3. @pkanalia
      Nie ma sprawy, mogę się nawet za kumplować a takim Pigmejem, o ile to, co trzyma ustach, to diament wielkości kurzego jaja :)
      Masz rację - posiadanie to forma kontroli, a właściwie jej złudzenie. Zdaję sobie z tego sprawę, gdy wychodzę z galerii obładowana pakunkami, czy też buszuję na Allegro - posiadanie poprawia samopoczucie, jednak tylko na chwilę. Dobrze, gdy zadajemy sobie z tego sprawę - żona mojego kolegi z dawnej pracy straciła zupełnie kontrolę nad takim poprawianiem sobie nastroju. Rezultat? Popadnięcie w długi i nie mówię tu o paru tysiącach, tylko kilkuset tysiącach :/ To tak, jak z piciem alkoholu - może smakować, odprężać, jednak warto zdawać sobie sprawę z tego, co może się stać, gdy zrobimy z niego podstawę naszej diety :) Zamiast kontroli rodzi się potwór zwany NAŁOGIEM.

      Usuń
    4. Zastanawiam się, czy obcesowe nieposiadanie wynika z czyjejś naturalnej potrzeby, czy też z chęci zaimponowania otoczeniu i podkreślania swojej odrębności za cenę narcyzmu? Nie oskarżam o to faceta wypowiadającego się na filmiku, jednak czasem mam wrażenie, że intencje niektórych piewców minimalizmu rozmijają się z wizerunkiem, który pragnęliby sobie stworzyć;)
      Tak na marginesie - dla setek milionów osób na świecie minimalizm tego gościa byłby luksusem.
      Anty

      Usuń
    5. @ Antydogmatyk

      Nie pojmuję, jak można uważać, że minimalizm równa się ubóstwo. Minimalista może posiadać luksusowy samochód, IPoda, IPada, IPhone'a, wypasiony laptop, złotą wannę, rasowego psa, kilka kont, a jego niewielki domek może być dopieszczony w każdym szczególe. Żeby być minimalistą trzeba tylko jednego: starać się ograniczyć LICZBĘ otaczających nas rzeczy do niezbędnego minimum. Co zaś się tyczy JAKOŚCI, to nie ma żadnych zasad.

      Tak, niektórzy skupiają się na swoim wizerunku. Ale to ich problem. Ja uważam, że takie małe domki są śliczne i że MOGĄ dać człowiekowi więcej radości niż ogromna rezydencja.

      Usuń
    6. @Kira
      Nigdzie nie twierdzę że równa się ubóstwo, wręcz przeciwnie - mam wrażenie że w pewnych przypadkach to raczej wyrafinowane bogactwo;) Miałem okazję poznać osobę, która jak twierdzi "rzuciła wszystko w cholerę" i teraz ogranicza się do posiadania luksusowego campera.
      No i dobrze, skoro takie życie komuś odpowiada. Grunt to nie zamazać granicy między życiową mądrością i zwykłym snobizmem.
      Anty

      Usuń
    7. trochę mi się teraz skojarzyło multimiliarderami, którzy nagle robią sobie urlop od bogactwa, wychodzą z domu i prowadzą życie a la "hippie monk", tramp, kloch, zresztą jak zwał tak zwał, wiemy o chodzi... kiedyś widziałem taki film, gdzie koleś sobie usiadł na schodach do luksusowego hotelu, portier chce go pogonić, a ten nagle wyciąga jakąś "platynową kartę", lub w tym guście i mówi do portiera: "ty mi tu nie podskakuj, bo zaraz kupię ten twój fuckin' hotel i cię wyrzucę z roboty na zbitą mordę" :D...

      Usuń
    8. Ciasne ale własne?
      http://www.youtube.com/watch?v=WvVYQkrTxbA
      Anty

      Usuń
  4. Wielokrotnie widziałem filmik z tym panem i bardzo identyfikuję się z takim stylem życia. Tak bardzo, jak bardzo męczy mnie życie w wielkim mieście i związane z nim beznadziejnie wysokie koszty utrzymania. Idea "tiny house" jest dość popularna w Stanach, zwłaszcza w tych o łagodniejszym klimacie. Dom na kołach jest i w naszym prawodawstwie traktowany jako niestałe miejsce zamieszkania i co za tym idzie inaczej(łagodniej) opodatkowany. Drzymała już dawno temu ograł w ten sposób administracyjną machinę zaborcy. Kto wie, może jest to pomysł na własne "M" i dla części naszego ubożejącego społeczeństwa. Nie dla każdego wszak szczęście musi być mierzone metrami kwadratowymi za dużych domów czy wypasionymi furami. Butów i ubrań też da się mieć na raz znacznie mniej.... tyle, że nie każdy się na to zgodzi. Jest to jednak jakiś wariant i mnie się podoba. Tylko gdyby jeszcze nie te nasze srogie jeszcze zimy, ale może przy zastosowaniu dobrych izolacyjnych technologi i to da się obejść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zważywszy na to, że w naszej strefie klimatycznej człowiek spędza sporo czasu w swoim domu, nierozsądnym byłoby ograniczenie metrażu do 30-tu m2. Jay Shafer może sobie (jak mniemam) w każdej chwili wyjść do ogródka lub na miasto, co w Polsce nie zawsze jest możliwe. Dlatego "polish tiny house" powinien mieć np. duży salon, żeby można się było rozkoszować przestrzenią bez konieczności wychodzenia na zewnątrz.

      Usuń
  5. Niektórzy zakonnicy spali w trumnach i to im całkowicie wystarczało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z zakonnicami?... och, jakież to gotyckie :)...
      ale ciasno...
      trumny gotyckich słoni... na to jeszcze mogę pójść... nie lubię, jak mi się baba w trumnie rozpycha...

      Usuń
  6. Sypialnia tego człowieka - brrrrr, udusiłabym się, tak musi wyglądać spanie w trumnie :)
    Szczerze - wydaje mi się pozerem, zupełnie jakby sprzedawał projekt, na którym chce konkretnie zarobić. Nie wygląda na człowieka minimalistę - takie ja odnoszę wrażenie. Tak naprawdę nie obywa się bez żadnych udogodnień współczesności, tylko mieści to wszystko na mniejszym metrażu. Cały czas mam wrażenie, to jego biznesplan na życie i tyle.
    Minimalizm życiowy? Czy to możliwe w XXI wieku? Być może, chociaż jestem bardzo sceptyczna...
    Mój minimalizm to nie nabywanie rzeczy, które za miesiąc będą dla mnie zwykłymi śmieciami, to pójście w jakość nie ilość (no, może w kwestii fatałaszków nie jestem konsekwentna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że minimalizm nie musi oznaczać prostego życia (w sensie - ubogiego, bez udogodnień, technologii, luksusów).

      Shafer ma też nieco większy dom, gdyż dla niego, jego żony i dziecka zaprezentowane maleństwo byłoby za ciasne. :)

      Usuń
  7. Czyli ten jego minimalizm mogę porównać do kobiety, która pije napój do posiłku bez cukru, ponieważ jest na zdrowej diecie - a tym posiłkiem jest talerz frytek i żeberka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to złe porównanie. Minimalizm to po prostu coś innego niż proste życie. Choć często idzie z takowym w parze.

      Usuń
    2. @Kira
      Może i złe, ale samo mi się nasuwa, gdy myślę o tym gościu. To działania marketingowe, nie jego prawdziwy styl życia, jestem o tym przekonana.

      Usuń
    3. Nie znam jego życia, ale nie mam powodu mu nie wierzyć. Poza tym uważam, że propagując modę na "tiny houses" zachęca ludzi do zastopowania rozbuchanej konsumpcji. A to jest ZAWSZE plus.

      Usuń
  8. Ladne to wszystko, ale chyba na potrzeby krasnali. Ja bym tak nie mogla i nie dlatego, ze gromadze rzeczy....przestrzeni potrzebuje. odpowiedniej odleglosci od obrazka na scianie , na ktory sie przygldadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "przestrzeni potrzebuje" - znamy, znamy. To się nazywa Drang nach Osten.

      Usuń
    2. Masz cudowne poczucie humoru, Dibeliusie. :)

      Usuń
    3. No dobra... czyli mi nie wolno na ojcowizne wrocic jakby co?

      Usuń
    4. @Ania
      Dokładnie -przestrzeń jest ważna! Sama planuję budowę większego domu, bo ten, w którym teraz mieszkamy z Mężczyzną (ok.200m) stał się dla nas za ciasny! Większość czasu spędzamy razem w salonie, jednak np. siłownia powinna być trzy razy większa, tak samo mój gabinet/biblioteka. Kiedyś podobały mi się małe domki, ale to było dawno, dawno temu - teraz mam inne potrzeby :) Za to zawsze czułam wstręt do mieszkań w bloku, kojarzą mi się z klatkami, brrrrr. Przestrzeń musi być!

      Usuń
    5. Podziwiam Cię, że chce Ci się sprzątać takie przestronne wnętrza, Marzeno. :)

      Usuń
    6. @Kira
      Może zabrzmi to jak zbrodnia w uszach feministek ale uwielbiam zajmować się domem - sprzątać, gotować, piec - i ogrodem :)
      Niestety, życie przyniosło mi pewne utrudnienia, ale uczę się wszystkiego od nowa - coraz lepiej mi to wychodzi i gdyby nie ból oraz wynikające z niego zmęczenie, byłabym całkiem niezła, jako gospodyni domowa :)

      Usuń
    7. To, że jestem feministką, nie oznacza, że pałam niechęcią do gospodyń domowych. Byleby żadna z nich nie domagała się ustalonej ustawowo pensji za swój wysiłek. :)

      Usuń
    8. @Kira, Marzena...
      feminizm nie polega na wstręcie do prac domowych... to tylko takie "uszy", które dorabiają konserwatyści /i ich konserwatystyczne femdroidy/ feminizmowi...
      /tu trzeba niestety przyznać, że niektóre feministki na to się łapią/...

      Usuń
  9. Wypowiesz katechizm polskiego dziecka: Kto ty jesteś? - Polak mały... i - kein Problem - możesz wracać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie taki styl życia nie przekonuje, nie mówię, że potrzebuję wielkich wnętrz, ale swojego pokoju i nie obijania się o meble już tak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknęłam na zdjęcia domku tego faceta. Bardzo ładnie, czysto, jasne barwy ale ja bym dostała klaustrofobii

      Usuń
    2. No tak, taki domek może służyć chyba wyłącznie jako sypialnio-ubikacja. :)

      Usuń
    3. Ale jak ktoś na przykład dużo przebywa poza domem to nie taki zły pomysł no i się nie podpisuje cyrografu z bankie

      Usuń
    4. z bankiem rzecz jasna

      Usuń
  11. Tak jak za sensowne uważam ograniczanie ilości posiadanych rzeczy (ale jak ktoś lubi mieć-nic mi do tego i nie potępiam ,zresztą-co komu sprawia przyjemność,samoograniczanie się się nie z potrzeby serca a dla zasady/definicji jest dla mnie tak samo idiotyczne jak nadmierne,bezsensowne gromadzenie) to ograniczanie przestrzeni na pewno jest nie dla mnie.Spora przestrzeń,minimum sprzętów-już tak.

    OdpowiedzUsuń
  12. Minimalizm może być kosztowny. Jeśli zrobię porządek i powyrzucam niepotrzebne rzeczy, to potem jeśli nagle potrzeba jakiejś części, trzeba jechać do marketu i kupować nową. Jeśli mam rupieciarnię, poszperam i znajduję potrzebną część lub jej substytut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od tego, czym się zajmujesz, Dibeliusie. Majsterkowicz jak najbardziej powinien dysponować własną, bogato wyposażoną pracownią. :)

      Usuń
  13. Witaj Kira.
    W Polsce także możesz sobie taki domek nabyć.Tu masz namiary.

    http://www.e-mieszkanie.pl/a/9421,dom-na-kolach

    Ja wolę porządny namiot.Jest bardziej mobilny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...