15.03.2014

Incydent


Moi rodzice mieli wczoraj nieprzyjemną przygodę. Wrócili właśnie z psami ze szczepienia i postawili samochód tam gdzie zwykle, czyli na ulicy Gen. Zajączka. Wówczas naskoczyła na nich mieszkająca w pobliżu młoda kobieta, która w bardzo wulgarnych słowach zażądała przestawienia samochodu. Ojciec się zlisił i oznajmił, że zrobiłby to, gdyby odezwała się do nich uprzejmie. A tak – nic z tego. Gonieni przez agresywną, miotającą obelgami furiatkę, rodzice poszli do domu.

Niestety, pomimo iż prawdopodobnie nie była to osoba do końca normalna, zachowała jednak przytomność umysłu i zrobiła coś zarówno niefajnego, jak i skądinąd całkiem rozsądnego: sfotografowała telefonem większego z naszych psów, który był, co prawda, na smyczy, ale za to bez obowiązkowego kagańca na pysku. I zadzwoniła na policję.

Rodzice zrelacjonowali nam to wydarzenie w zaledwie kilku słowach, nie paląc się do opisywania szczegółów. Mieli przy tym bardzo strapione miny i byli lekko podminowani. Współczułam im, zastanawiając się jednocześnie, jak bym się zachowała, gdyby to mnie spotkało coś takiego. Czy starałabym się ułagodzić agresywną pannę? Czy raczej przysoliłabym jej w gębę i poprawiła kopniakiem? A może zwiałabym, mając na uwadze nie tylko swoje bezpieczeństwo, ale i wrażliwość psów, które – jak mówiła mama – były zachowaniem nieznajomej przerażone? Sama nie wiem. Znam już siebie na tyle dobrze, by nie wykluczać, iż mogłoby być baaaardzo nieprzyjemnie. Tylko wrodzone tchórzo... ekmmm... rozwaga hamuje moją – również wrodzoną – nerwowość. Jestem na tyle rozsądna, by unikać fizycznej konfrontacji z silniejszymi.

Byłam też niezmiernie ciekawa, co będzie, jak przyjadą gliny. Jak długo i z jaką intensywnością będą przesłuchiwać rodziców? Okazało się, że nic z tych rzeczy. Nawet nie weszli do domu. Jak twierdził tata, chcieli się szybko pozbyć kłopotu i doradzili mu jedynie, by w przyszłości miał przy sobie kaganiec. I po strachu. Cała ta histeria z chowaniem psów w naszym pokoju była zgoła niepotrzebna.

Z jednej strony cieszę się, że wszystko rozeszło się po kościach, ale z drugiej... Cóż, każdy kij ma dwa końce. Oczywistym jest, że kiedy to my coś przeskrobiemy, niezborność i lenistwo polskiej policji wydają nam się darem z nieba. Pogada z nami taki mundurowy, może nawet trochę nas opieprzy – i na tym się skończy. Co jednak będzie, kiedy to my zgłosimy jakieś wykroczenie? Lub wręcz padniemy ofiarą przestępstwa? Czy wówczas nasze służby zachowają się profesjonalnie i przymkną agresora czy może tylko pogrożą mu palcem i wrócą na posterunek?

28 komentarzy:

  1. Czegoś tu nie rozumiem - z jakiego powodu Twoi rodzice mieliby nie parkować na ul. Gen. Zajączka? Bo jeśli tam jest zakaz parkowania, to OK, ta sąsiadka może się pieklić, bo przynajmniej ma jakieś podstawy po temu. W innym przypadku - nie ma żadnych podstaw i wtedy to Twoi rodzice powinni wezwać Policję i oskarżyć napastliwą babę o wszczynanie awantury bez powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zakazu parkowania, o ile pamiętam. Kobieta uważała, że rodzice zastawili wyjazd - nie wiem, czy z jej ulicy, czy konkretnie z jej domu, nie chce mi się już o to dopytywać. Tata stwierdził, że faktycznie, TROCHĘ zastawił; ale wyjechać się dało.

      Całą historię znam ze skąpej relacji rodziców. Nie zostali pobici, a "tylko" zwyzywani, nie byłoby więc dowodów na to, że zostali poszkodowani. Poza tym - po cholerę wzywać gliny, jeśli nie ma ku temu poważnych powodów? Awanturnictwo i pieniactwo to coś, z czym trzeba umieć sobie radzić. Czasami wystarczy omijać furiata. To był - jak napisałam w tytule - incydent, a nie powtarzająca się napaść.

      No i - policja została już przecież wezwana. Nie wiem, co powiedzieli rodzice i czy baba dostała choćby pouczenie. To tylko taka na poły przykra, na poły zabawna historyjka (zabawna w tym sensie, że często można liczyć na to, że policja niewiele zrobi; albo zgoła nic).

      Usuń
  2. no nie wiem... nagłej bolesnej cioty dostała, czy co?...
    jak stał samochód?... tak jak zawsze?... bo może rzeczywiście było przypadkiem te pół metra różnicy i coś to auto zastawiło?... ale od razu jechać z mordą?...
    pies to już był tylko dodatek, za mało miała tematów, by się dojebać...
    zaś policja według mnie zachowała się po prostu przytomnie...
    na koniec zadajesz pytania:
    "Co jednak będzie, kiedy to my zgłosimy jakieś wykroczenie? Lub wręcz padniemy ofiarą przestępstwa?"...
    no właśnie... czy zawsze jest tak, że trzeba zgłaszać wykroczenie? /np. pies sąsiada nie ma kagańca/... albo gdy nam ten sąsiad zastawi przypadkiem ten kawałek wyjazdu, to czy padliśmy ofiarą aż tak strasznej zbrodni?...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      To są drobnostki, które można zazwyczaj załatwić uprzejmą prośbą. A jeśli nie można? Cóż, wówczas faktycznie potrzebny jest rozjemca... Ale ja i tak miałam na myśli poważniejsze sprawy, jak np. notoryczne chuligaństwo, burdy, etc.

      Tak, tata zaparkował samochód niezbyt fortunnie. I gdyby nie został zbluzgany, to by pewnie go przestawił.

      Usuń
    2. no, tak to jest... nawet jeśli ktoś merytorycznie ma rację /zakładam, że Twój Tata rzeczywiście zrobił ten drobny błąd, przypuszczalnie była to kwestia pół metra/, to odruchowo się stawiamy, jeśli po chamsku zwraca nam uwagę...
      przychylam się do zdania Dibi'ego /choć nie do końca/... przestawiłbym auto, nawet z przeprosinami, ale po chwili przeszedł bym do drugiej sprawy i pyskate babsko bym pedagogicznie zjebał za jej chamstwo... ale to jest tylko teoria z punktu widzenia obserwatora, słuchacza sprawozdania...
      miejmy nadzieję, że Mama szybko by się spuliła wtedy do do domu z nieokagańcowanym psem /"współpraca w związku" się to nazywa :D/...
      tak swoją drogą, to też jestem wrogiem kagańcowania psów /chyba że różne gówna jedzą na spacerze, czasem psu tak odbija/, kagańcuję psa tylko w środkach komunikacji miejskiej i jak za dużo dzieci w otoczeniu... po kiego wała mi kłopoty?...

      Usuń
    3. @pkanalia
      Nigdy nie zakładam mojemu psu i tym, które wyprowadzam, ale nie są moje - na spacer. Uważam to za barbarzyństwo i tyle!! Owszem, są agresywne psy ale ich właściciele powinni szukać bardzo ustronnych miejsc na spacery, ponieważ kaganiec nie stanie na przeszkodzie poturbowania kogoś przez wściekłego psa! Zresztą uważam, że takich psów nie ma - to kwestia zmiany opiekuna i pies potrafi się prawie całkowicie wyciszyć, spokornieć. Pewnie, że każdy pies czasami coś przeskrobie - tak jak my, ludzie :) :)
      a mój pies dostaje kaganiec tylko, gdy wjeżdżamy na Gubałówkę , a jaką ma wtedy nieszczęśliwą minę :) :) Natomiast gdy jesteśmy nad morzem, to bywa, że ktoś ze służb porządkowych podejdzie do nas - żeby pogłaskać naszego Ciapucha :)

      Usuń
    4. Nasze psy też nienawidzą kagańców. Zachodzą im na oczy, są niewygodne i obracają wniwecz radość ze spaceru.

      Słusznie zauważasz, że wiele zależy od opiekuna. Mnie psy lubią, ale nie poważają; nieraz muszę się nieźle oszarpać z większym z nich. A przy moim Ukochanym łagodnieją i nawet gdy zobaczą innego psa lub kota, zachowują się niezwykle spokojnie.

      Usuń
  3. "Co jednak będzie, kiedy to my zgłosimy jakieś wykroczenie? Lub wręcz padniemy ofiarą przestępstwa? Czy wówczas nasze służby zachowają się profesjonalnie i przymkną agresora czy może tylko pogrożą mu palcem i wrócą na posterunek?"

    Witaj Kira.
    Niestety masz rację.Nie będą się narażać i wyszukiwać sobie roboty.
    Do wykazywania się Policji służą wiejscy rowerzyści po dwóch piwach.Wystarczy przyczaić się na nich w pobliżu sklepu raz w miesiącu po wypłacie renty czy emerytury.
    20 min roboty, 20 mandatów i wniosków do Sądu i cały miesiąc spokoju.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed chwilą zapytałam tatę, czy powiadomił policjantów o agresji owej pani. Żachnął się i uświadomił mnie, naiwną, że panowie chcieli jak najszybciej zakończyć sprawę i mieć nas z głowy.

      Dlaczego mnie to nie cieszy...? Nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu, ale kompletne olewactwo jest chyba jeszcze gorsze. :/

      Usuń
    2. Kiruś... Słonko Ty moje, to o co Ci centralnie chodzi, tak naprawdę?... że psy nie spałowały tej kretynki?...

      Usuń
    3. No coś Ty! Aż tak niejasno piszę? Nie ma w moim tekście ukrytych podtekstów.

      Usuń
    4. przecież żartowałem... ale chyba nie oczekujesz od policji, by interweniowała w każdej ostrzejszej wymianie zdań na ulicy?...

      Usuń
    5. Tu chodzi o ten nieszczęsny kaganiec. :)

      Usuń
  4. Trudno powiedzieć jak sam bym się zachował w tak stresującej sytuacji. Patrząc z dystansu uważam, że pomimo chamskiej formy w jakiej ta pani zwróciła uwagę - jeśli miała rację, należało samochód przestawić, informując jednocześnie, że forma jej wypowiedzi była niestosowna.
    Nakaz noszenia kagańca dla wszystkich psów uważam za nieludzki. Może zdenerwowane psy szczekały, co skłoniło ją do dokonania tego idiotycznego donosu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno wyjazd nie był uniemożliwiony, a i utrudniony chyba nie za bardzo. Oczywiście rozumiem, że nawet lekkie utrudnienie wyjazdu może wywoływać irytację, ale tata twierdzi, że samochody normalnie tam parkują.

      Psy były podobno przerażone atakiem tej pani.

      Usuń
  5. Z perspektywy polskiej patrzac to sprawa nie warta policji. Mozna sie bylo dogadac.
    Z perspektywy zachodu patrzac, pani zachowala sie tak , jak powinna...oczywiscie mala poprawke nalezaloby przy niej zastosowac. Wzywasz policje i nie drzesz ryja, bo to oni zalatwiaja sprawy. Darcie mordy i stresowanie innych jest fauxpas. Moze nie ladujesz na dolku ale masz etykietke trudnego czlowieka , z ktorym nie idzie gadac i ktoremu nic sie nie podoba i ....omijaja czlowieka inni szerokim lukiem.
    Natomiast za takiego bezkagancowego psa ( skoro zarzadzenie jest) po zlgoszeniu ( policja nie moglaby chyba tylko pouczyc delikwenta, bo ludzie domagaja sie widocznych rezultatow ich dzialalnosci) dostaloby sie jakies mandaty, niewielkie restrykcje..... bo prawo , zarzadzenie jest po to aby je przestrzegac, a nie lamac, obchodzic, zlewac.
    Moze ta pani zna metody zachodu? Moze pracuje gdzies za granica? Przenosi zwyczaje na polski grunt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, by mój ojciec złamał przepisy drogowe. Kiedyś postawił samochód w złym miejscu, czyli na chodniku; ten chodnik kończył się parę metrów za samochodem, nikomu więc owo parkowanie nie mogło przeszkadzać - a i tak dostał mandat (100 zł bodajże). Teraz nie otrzymał nawet pouczenia, więc zapewne wszystko jest OK.

      Co do pilnowania, by psy chodziły w kagańcach, to masz rację. Ja będę ten przepis omijać, ale od porządnej policji oczekiwałabym, że mnie przynajmniej ochrzanią. Niestety, nasze gliny to cioty...

      Usuń
    2. Zachodni policjanci to... no wlasnie. ja tam mialam niewielki z nimi kontakt, ale ...raz eMowi ktos wjechal w bok wozu i moj malzonek domagal sie policji pomimo tego, ze ten kto mu to zrobil ( chwila nieuwagi, w sumie i eM mogl uwazac) szedl mu na reke jak sie patrzy. Powyciagal wszystkie dokumenty, namiary , telefon, ale eM nie, bo..."Nie mam pewnosci, czy ci nie odwali za godzine po pogadaniu z jakims "dobrym doradca" " tlumaczyl malzonek sprawcy wypadku. Przyjechali wiec policaje. Facet mial dwa kolty za pasem, usmiechal sie i byl bardzo sympatyczny. Wyjasnil eMowi, ze skoro trudnosci w dogadaniu sie nie ma to on radzilby aby go- policje- odwolac, bo za sporzadzenie notatki policyjnej musialby sprawca wypadku zaplacic 30 euro. No i tu ( forsa strasznie na ludzi zachodu dziala) ustapil moj maz na korzysc faceta, ktory mu w bok wjechal.
      Policja jest nastawiona na uzgadnianie kto ma racje, kto cos przekroczyl, kto komu etc. Oni nawet duzo w dyskusje nie wchodza z delikwentami, nie spoufalaja sie...nie ma takiego kontaktuz nimi jak z polskimi policjantami- tak mysle, ze polskie wladze drogowe sa luzniejsze, moge sie jednak mylic bo dawno nie mialam przyjemnosci.
      No i jeszcze jedna wazna rzecz to ludzie zachodu unikaja jak moga kontaktu z policja, czyli zyjmy tak, abysmy z ich uslug korzystali jak najrzadziej, to nie jest dobrze, kiedy cos sie przekracza i policjanci pukaja w drzwi. za duzo gadek w sasiedztwie.
      pamietam tez jak tesc jechal sobie ze sklepu i zapomnial zapiac pasy. Akurat byla kontrola drogowa. machneli mu lizakiem a on sobie spoko obok nich przejechal, bo stary i nie dostrzegl. Przyjechali za nim pod drzwi domu. poczekali az wysiadzie i zaczeli dyskutowac i pamietam jak cala rodzina zwijala sie i pasowiala bo co sasiedzi sobie pomysla.

      Usuń
    3. To tak jak w Polsce! :))) Policja? Oj, lepiej z daleka... :)

      Usuń
    4. W Polsce nie maialm jakis niefajnych doswiadczen z policja zawsze byli mili, kontaktowi. Luz ogolnie. Bardzo trudne sa kobiety policjantki. Z tego co pamietam to i sztrazniczki celne byly trudniejsze niz straznicy. bardziej drobiazgowe, dokuczliwe, perfekcyjne w robocie.
      Czyli ogolnie zenska plec w tego typu zawodach bywa nadgorliwa. Dobrze, ze Wam sie faceci trafili, pouczyli tylko...panienka moglaby tzw. kobieta pracujaca, ktora zadnej pracy sie nie boi i ladne oczy na nia nie dzialaja:)))

      No i jeszcze taka mala roznica miedzy Polska a zachodem to taka, ze w sytuacjach konfliktowach ludzie zachodu nie wyjasniaja sobie kto co i jak ( nie dogaduja sie) tylko wolaja strozow prawa i niech to oni, poatrzac na litere prawa, rozwiaza konflikt.

      Usuń
    5. @Ania @Kira
      Wiem, że większość naszego społeczeństwa nie cierpi policjantów, jednak gdyby nie oni, to wcale nie byłoby fajnie, prawda? Sama mam kiepskie zdanie o inteligencji mundurowych - pamiętam, jak składałam zeznania (zdarzyło mi się, a co!) - masakra! Nie umieją sklecić poprawnie jednego zdania, pisanie na maszynie to dla nich tortury....
      Ewidentnie potrzebują dodatkowych kursów:)
      Jednak w mojej miejscowości policjanci są w porządku i ludzie nie mają oporów, żeby prosić o pomoc. Ba, nikt się nie gniewa i nie wstydzi, gdy policja podjeżdża :) To dobrze - w końcu mają służyć nam, społeczeństwu, :)

      Usuń
  6. Właśnie wybieram się sprawdzić, czy policja zrobiła cokolwiek w sprawie, którą zgłosiłam dwa dni wcześniej. Chodzi o pieska, który mieszka w zagrodzie bez budy (tak, uświadamiałam najpierw właścicieli sama - z zerowym skutkiem ) i wielkie wysypisko śmieci na łące należącej do kk. Zobaczymy...
    Mój pies jest bardzo spokojny, kiedy z nim spaceruję, jednak gdy ktoś podniesie głos w mojej obecności (a nie jest to Mężczyzna) natychmiast staje przy moim boku i ostrzegawczo warczy :) Działa to bardzo uspokajająco na ludzi :) :)
    Co ja bym zrobiła z takim babsztylem? Tak się zastanawiam i zastanawiam... Cóż, momentalnie włączyłabym dyktafon, który noszę przy sobie non stop - na pewno bardzo by spokorniała, gdybym poinformowała ją, że narusza moje dobro osobiste (nie pozwoliłabym zrobić zdjęcia psu, w życiu!). Z doświadczenia wiem, że takie słowa działają bardzo uspokajająco na wariatki, a mam jedną w sąsiedztwie (pisałam o niej w "Wojna wisi w powietrzu").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jaki sposób byś nie pozwoliła? Wyrwałabyś jej telefon z ręki i rozpoczęła tym samym szamotaninę? Na mnie coś takiego nie podziałałoby uspokajająco. ;) Poza tym skoro Ty masz prawo ją nagrywać, to ona ma prawo robić zdjęcia Twemu psu.

      To była - wedle relacji rodziców - nie do końca zrównoważona kobieta. Nie sądzę, by tak łatwo "spokorniała", ujrzawszy dyktafon. Chociaż... może masz rację.

      Usuń
    2. @Marzena...
      akurat polska policja takie "psie" sprawy zwala na straż miejska, zaś oni z kolei są /statystycznie rzecz biorąc/ po prostu zbyt tępi... pamiętam, jak kiedyś nie potrafili ogarnąć sarny, która wjechała mi na ogródek... jedyny ich pomysł to był "zastrzelić", na szczęście sarna ogarnęła się sama i dała dyla przez parkan...
      kiedyś za peerelu wszystkie sprawy /w pewnym sensie/ "nietypowe" ogarniała straż pożarna... kota zdjęli z drzewa, gniazdo os lub szerszeni ogarnęli... teraz się to zmieniło, ale nie ma nic w zamian... we Francji jest taka instytucja, jak "pompiers"... polskiego odpowiednika nie ma...
      zaś co do zwierzaków, to w Stanach jest "Rescue Ink", ale to jest prywatna inicjatywa... w Polsce tzw. "policja zwierząt" dopiero raczkuje...
      ...
      no tak, nie dać zrobić zdjęcia psu, postraszyć dyktafonem... teraz sobie możemy teoretyzować... ja sugerowałem wcześniej, by szybko dać dyla z psem do domu... też głupawo zasugerowałem, bo to są tzw. "sytuacje dynamiczne", gdzie rządzą emocje... a skoro emocje, to nie wszystko da się ogarnąć, zaplanować...

      Usuń
    3. Czasami warto spieprzyć, a czasami - przypieprzyć. W buzię.

      A czasami... lepiej przeprosić. I załagodzić spór.

      Usuń
  7. @Kia
    Rzeczywiście, wyrwanie telefonu z ręki mogłaby uznać za fizyczną przemoc :/
    Jednak dwoje ludzi może jakoś dałoby radę odwrócić jej uwagę... Może, łatwo mówić po incydencie, jednak kiedy coś się dzieje - to już inna bajka. Wiem to, niedawno byłam świadkiem wypadku - oczywiście, zadzwoniłam po policję, jednak i tak nie zachowałam zimnej krwi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To, że policja nie czepia się o głupstwa i nie stwarza problemów, to znakomita wiadomość. Na tym polega cywilizowanie się mundurowych. Zachodnie policje są też niezbyt pryncypialne w drobiazgach i tak jest OK. Wszystkim żyje się łatwiej. Oczywiście nie może to przechodzić w mazgajstwo. Znana mi dobrze policja lokalna na Long Island (Nassau county) zachowywała pod tym względem idealny balans. Nienotowanych obywateli niańczyła nawet jak niegroźnie nawywijali, ale wobec agresji, czy próby przekupstwa (polscy kierowcy) działała stanowczo energicznie i brutalnie. Czyli dokładnie tak, jak oczekiwał od nich elektorat. Sędzia i szeryf hrabstwa pochodzą z wyboru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i to jest ów "złoty środek". :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...