08.03.2014

Ludzio(filia/fobia)


Mój stosunek do ludzi jest dość, hmm, skomplikowany. Można by powiedzieć, że do tej pory, pomimo 33 lat na karku, mam kłopot z przyjęciem adekwatnego do nich podejścia. W zasadzie to zmagają się we mnie dwie różne postawy: jedna czysta i niewinna, druga – skalana chłodną kalkulacją i egoizmem.

Ta pierwsza wymaga ode mnie iście chrześcijańskiej miłości bliźniego. Czyli traktowania go jak siebie samego, powstrzymywania się od ferowania wyroków oraz bezgranicznej niemal szczerości, otwartości i prawdomówności (ot, takie serce na dłoni). Jakiekolwiek podejrzenia odnośnie karygodnych postępków owego bliźniego muszą zostać potwierdzone, a i nawet potem nie warto o nich paplać. Jeśli już bowiem musimy osądzać, to czyńmy to z umiarem i miłosierdziem.

Druga postawa jest skrajnie odmienna. Nie, nie nakazuje mi czynienia zła, broń Boże! Ale nie ma już mowy o żadnej ufności czy pobłażliwości. Moi pobratymcy to złośliwe, tępe i cholernie zawistne stworzenia, które zamiast piąć się w górę, dążyć do szczęścia, duchowego rozwoju, etc, wolą pozostać w swoim cuchnącym bagienku, pilnując wszakże, żeby nikt inny również się zeń nie wydobył. Pobłażliwość w sądach jest przez nich brana za słabość; nadmierna szczerość i otwartość – za głupotę. Przeczuleni na swoim punkcie, nie znoszą krytyki, a cudze sukcesy traktują niemal jak afront. Tak więc – gęba na kłódkę! Ujawnianie poglądów czy pogaduszki o sprawach prywatnych ograniczyć do grona najbardziej zaufanych osób. Osądzać surowo i bez ceregieli, nigdy jednak otwarcie. Bo i po cóż robić sobie niepotrzebnie wrogów?

Ktoś powie, że te dwie postawy mogą ze sobą współistnieć. Można przecież być grzecznym i powściągliwym w realu, zaś otwartym i boleśnie wręcz szczerym w Internecie – prawda? Tyle tylko, że obydwie te postawy są złe. Pierwsza, bazująca na pozytywnym myśleniu, jest jednak dość niemądra; druga, choć znacznie bardziej rozsądna, sączy w serce jad. Dlatego od wielu lat cyzeluję trzecią postawę, polegającą na postrzeganiu ludzi jak zwykłych zwierząt, zdolnych do czynienia tak dobra, jak i zła. Taka percepcja bliźniego pozwala mi zachować względem niego odpowiedni dystans. Możliwa staje się zarówno serdeczność tudzież zrozumienie, jak i nieufność czy nawet głęboka niechęć.

Tylko czy aby na pewno człowiek jest zwykłym zwierzęciem? A jeśli tak, to czy zwierzę może mieć duszę?

44 komentarze:

  1. "Człowiek jest zwierzęciem, niekiedy lepszym, ale częściej gorszym od czworonogów, z powodu zaś swojego "boskiego - duchowego i intelektualnego rozwoju" stał się najbardziej drapieżnym zwierzęciem ze wszystkich!"/A.S.LaVey/...
    w sumie nie jest potrzebny mi żaden LaVey ani inny "mądraliński" do tej konstatacji, bo sam na to wpadłem zupełnie niezależnie...
    pewną konsekwencją tej konstatacji jest moja mizantropia zawarta w zdaniu: "nienawidzę ludzi, kocham osoby" /z tą "nienawiścią" to zresztą spora przesada, należy to traktować raczej w kategoriach ekspresji artystycznej/... stereotyp mizantropa to naburmuszony, wciąż patrzący spode łba na innych ludzi smutas, skreślający ich już na starcie... jeśli chodzi o mnie, to albo stereotyp jest fałszywy, albo jestem nietypowym przypadkiem... u mnie każdy nowy osobnik ma otwarte konto z drobnym wkładem życzliwości, szacunku, zaufania... i dalej wszystko zależy od tego, co z tym kapitałem początkowym zrobi... albo okaże się osobą wartą mojego zainteresowania, a być może /co najmniej/ sympatii, albo trafi do pudła "tylko użyteczni", albo do kosza na odpadki, gdzie trafiają wszyscy szarzy, nudni, nieciekawi, a także źli /którzy de facto nie istnieją, są tylko ciężko wystraszeni/...
    pozdrawiać jzns :)...
    zjadłaś chyba słowo /jak przypuszczam brzmi ono "dystans"/ w czwartym zdaniu od końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje podejście jest bardzo dobre: zdrowe, rozsądne, bazujące na umiarkowaniu.

      Dla mnie punktem wyjścia jest obojętność, ale bardzo szybko wypełniają mnie określone emocje. ;)

      Tak, człowiek to najbardziej drapieżne ze zwierząt. Ale może ma też największy "duchowy" potencjał?

      Dzięki za zwrócenie mi uwagi na błąd.

      Usuń
    2. istotnie człowiek ma największy potencjał "duchowy" /inaczej "twórczy", ale mniejsza o nazwę, wiemy, o co chodzi/... polega to na zdolności do autoprogramowania własnego umysłu, wynikającej z samoświadomości... podejrzewam, że ma tą zdolność jako jedyne zwierzę /ale tylko podejrzewam z uwagi na zbyt małą wiedzę na temat inteligentnych waleni/... problem w tym, że niewiele zwierzów z gatunku Homo sapiens z tego potencjału korzysta, większość przetwarza go na autodestrukcję /nieodwracalne niszczenie własnego ekosystemu lub nadmierne rozmnażanie się/... tym samym pojawia się jeden z powodów mojej mizantropii /tu rozumianej jako niechęć do własnego gatunku en bloc, a nie centralnie do anonimowych jednostek/...
      ...
      emocje, jasne, wiem co masz na myśli... czasem kogoś się lubi lub nie lubi "od pierwszego wejrzenia"... może to moja cecha osobnicza, ale nawet gdy ktoś od razu mi się nie spodoba, staram się takiej osobie jeszcze raz przyjrzeć... jakoś nie potrafię kogoś karać za to tylko, że mi się nie spodobał "na dzień dobry"...

      Usuń
    3. No, myślę, że karać należy wyłącznie za czyny, ewentualnie słowa. ;)

      Usuń
  2. Eee,tam,od razu po ekstremach.Ja zakładam,ze każdy człowiek może mnie zadziwić w każda stronę.Nawet ten najlepszy ma jakies swoje słabości,gorsze chwile czy wręcz mroczne strony.Ten najgorszy może w jakiejś sytuacji pokazać swoję zalety -stałe lub tylko spowodowane impulsem i okolicznościami.No i każdy ma własny wachlarz swoich autorskich cech i możliwości,czasem/często zbieżny a cechami i możliwościami innych.Nie przesadzam z miłością bliźniego,raczej wole w tym miejscu zwykłą przyzwoitość czy poprawność.Jednak rzeczywiście wyjątkowo rzadko feruję ostateczne i nieodwracalne wyroki a i wtedy nie usiłuję zamazać cech niepasujących do obrazka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się, w moim przypadku również potrafię zwlekać z werdyktem, który również nie zawsze jest ostateczny, istnieje prawo do drugiej szansy, ale moje wymagania wtedy rosną...

      Usuń
    2. @pkanalia

      A ja nigdy nie byłam zwolenniczką drugiej szansy ....

      Usuń
    3. Ja oddzielam-coś złego zrobionego przez głupotę/brak wyobraźni/zaniedbanie od świadomego działania.W tym drugim przypadku nie daję raczej drugiej szansy (nie zarzekam się na 100%,bo zycie przynosi niesamowite niespodzianki ),w tym pierwszym-oczywiście,że tak

      Usuń
  3. Człowiek, który nie dąży do Boga, staje się zwykłym zwierzęciem. Ale w odróżnieniu od zwierząt ma duszę, która trafi do piekła.
    Jednak nasza ocena drugiej osoby nie ma żadnego znaczenia, bo osądzi nas Bóg. Ten kto najgłośniej krzyczy o swojej doskonałości na ogół jest najgorszą świnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Człowiek, który nie dąży do Boga, staje się zwykłym zwierzęciem. Ale w odróżnieniu od zwierząt ma duszę, która trafi do piekła."

      A dlaczego od razu zakładasz Dibeliusie, że trafi do piekła?
      A co z niebem?

      Usuń
    2. Nie zakładam, tylko implikuję: Jeśli człowiek nie dąży do Boga, dusza trafi do piekła.

      Usuń
    3. E tam najniższy krąg piekła podobno nalezy do artystów . Cały rok odbywają się tam konkursy, festiwale i koncerty. ttp przyjemności . Nie ma co się bać ;-)

      Usuń
    4. A jeśli spotka się tam Pussy Riots ?

      Usuń
    5. Tym bardziej nie ma się co bać .Boisz się Pussy Riots?

      Usuń
    6. Ja się nie obawiam, ale Pussy Riots mogą rozpieprzyć piekło. Co na to Szatan?

      Usuń
    7. @Dibelius
      Człowiek, który ma inklinacje do religijnego fanatyzmu, stoi - w moich oczach - zdecydowanie niżej niż jakiekolwiek zwierzę. Czym jest owa mistyczna dusza? Dla mnie to ta cząstka inteligencji żywego stworzenia, która związana jest m.in. z emocjonalnością. Nigdy nie wątpiłam w posiadanie przez zwierzęta duszy, natomiast spotykałam nie raz ludzi bez duszy.
      Gdyby nie umiejętność oceny innych ludzi (lepiej, bądź gorzej wykształcona) - funkcjonowanie w świecie byłoby cholernie trudne.
      Dibelius - w naszym kraju mówienie głośno o tym, że jest się ok, czy też stwierdzanie, że się samego siebie lubi (plus wymienienie tych cech, z których jest się całkowicie zadowolonym) jest strasznie piętnowane przez społeczeństwo. Polak lubi ciągle się żalić, nie umie się sprzedać, nawet w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. To jest wada naszych krajanów. Nie cierpię fałszywej skromności :/
      Co do oceny przez jakieś bóstwo - masz na myśli boga żydowskiego, islamskiego, katolickiego, czy jakiegoś innego? Rozumiem, że jesteś katolikiem, dlatego pytam - czy bogowie o innych religii to ściema? A co z tymi, którzy nie wierzą w jakiegokolwiek stwórcę? Grozi im piekło? Staram się podejść do poruszonej przez ciebie kwestii poważnie, chociaż przychodzi mi to z pewnym trudem. Dlaczego? Ponieważ ideologie, które ludzkość wybudowała na bazie idei Boga są dla mnie nie do przyjęcia (z różnych powodów, które w tym miejscu akurat nie są istotne).
      P.S. Nie boję się Boga, ani piekła - obawiam się tylko złych ludzi.

      Usuń
    8. " Nie boję się Boga, ani piekła - obawiam się tylko złych ludzi."

      To się módl, żeby piekło rzeczywiście nie istniało, bo jest ono pełne złych ludzi.

      Usuń
    9. @Marzena
      Bóg jest jeden.

      Usuń
    10. @ TF

      Tylko Bóg wie na pewno, kto jest złym człowiekiem.

      Usuń
    11. @Dibi

      Szatan lubi Pussy Riots ,więc nie ma obaw a poza tym piekło jest niezniszczalne .Skoro nawet ja nie rozwalę Piekła to Pussy Riots też nie . Nie bój się bedzie ciekawie ;-)

      Usuń
    12. @Kira,

      Tak jest Kiro, jest On sędzią sprawiedliwym, a co najważniejsze - nieomylnym.

      Pozdrawiam, TF

      Usuń
    13. Tyle, że chyba nikt nie zna Jego woli, prawda?

      Usuń
    14. Nie Kiro, nikt. Zresztą nie można odbierać Mu jego tajemnic. Pozostaje tylko wiara.

      Usuń
    15. Dlatego jestem w 90 % relatywistką moralną.

      Usuń
    16. A ja opieram się na 10 uniwersalnych zasadach, które powinny być bliskie każdemu człowiekowi wierzącemu, lub 7 uniwersalnych zasad dla tych, którzy nie wierzą. Jak dla mnie relatywizm moralny jest zbyt niebezpieczny - przerabialiśmy to zresztą na blogu Dibeliusa, przy okazji opisanego przeze mnie zdarzenia - sama byłaś wzburzona tym, do czego ów relatywizm może prowadzić. Nawet mając te 10, czy 7, prostych wytycznych, popełnia się mnóstwo błędów, a co dopiero stosując twoją koncepcję. Może są jednostki, u których się to sprawdza, ale u większości nie.
      Pozdrawiam, TF.

      Usuń
    17. @ TF

      Często moje działanie przynosi złe owoce. Ale tak widocznie być musi. Jak już pisałam w blogu Dibeliusa, kieruję się wyłącznie własnym sumieniem. A czy to się "sprawdzi", ocenić może jedynie Bóg. Inni też, co prawda, mogą mnie osądzać, jako i ja ich osądzam, ale ich zdanie się nie liczy.

      W naszym przypadku dyskusje o moralności są niewskazane. Jeśli chcesz mnie do czegoś przekonać, musiałbyś się odnosić do MOICH zasad, nie do cudzych, choćby i powszechnie szanowanych. Bo ja nigdy nie uznam, że np. Twoje uczucia religijne są ważniejsze od samopoczucia ateisty, geja, muzułmanina, etc. Tak jak nie uznam, że wolno najeżdżać na Owsiaka, ale już na Wojtyłę - nie bardzo.

      Usuń
    18. @Kira,

      Zatem lepiej zdajmy się na osąd Boży. Tym niemniej dyskusję o moralności lepiej odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość - zbyt dużo pułapek Wystarczy mi takie oto przekonanie, że pewnych granic nie przekroczysz.

      Dobrej nocy.

      Pozdrawiam, TF.

      Usuń
    19. Sama (jeszcze) nie wiem, do czego jestem zdolna.

      Usuń
    20. A korci Cię, żeby sprawdzić gdzie jest granica i czy ją bez problemu przekroczysz?

      Usuń
    21. Swoich staram się nie przekroczyć. Cudze mam w dupie.

      Usuń
    22. To jest przynajmniej klarowne stanowisko.

      Usuń
  4. Szczerze mówiąc, to jeszcze się nad tym nie zastanawiałem :)
    Ale chyba nie zgadzam się z żadną z zaprezentowanych przez Ciebie teorii; musiałbym jednak głęboko to sobie przemyśleć, aby napisać, jaki jest mój pogląd na rozważaną przez Ciebie kwestię, bo ta sprawa nie jest ani prosta, ani też łatwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Kira.
    Wierzysz że masz duszę?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że tak. Gdyż COŚ powinno przetrwać śmierć ciała.

      Usuń
  6. Nie na temat do wpisu, ale nie znajduję w tej chwili innego miejsca, a napisać chcę o ankiecie dotyczącej ludzi na emigracji i ich prawa do głosowania.
    Na temat ludzi - więc może jednak choć trochę a propos.
    Dziwię się, że biorący udział w ankiecie odbierają prawo głosu tym, którzy wyjechali - znakomita większość porzuciła ojczyznę, bo warunki życia stały się tu nieznośne, a jedyna (czy na pewno?) droga do zmienienia czegokolwiek wiedzie przez urny wyborcze. Jeżeli więc chcą wrócić i mieć godziwe warunki do życia, pracy i prowadzenia interesów nie wolno im odmawiać prawa do głosowania. Skoro nie rezygnują z obywatelstwa, to znaczy, że ciągle jeszcze im na Polsce zależy.

    A postawy wobec ludzi? Można mieć dla wszystkich duży kredyt życzliwości i korygować go wraz z poznawaniem osoby z różnych stron. Życzliwość wcale nie kłóci się z nieufnością. Ja tak mam - daję z siebie wiele, a jednak przyjmuję na wszelki wypadek postawę startową, z której korzystam lub rozluźniam się, w zależności od rozwoju sytuacji.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ankieta dotyczy ludzi, którzy nie zamierzają wracać. Ci, którzy rozważają taką opcję, to zupełnie inna bajka.

      Zrzeczenie się obywatelstwa wymaga pewnie jakiegoś tam zachodu, prawda? Tak jak dokonanie apostazji. Tak więc NIE zrobienie tego o niczym jeszcze nie świadczy.

      Usuń
  7. Ta sprawa jest wbrew pozorom dość prosta. Na początku dajesz każdemu kredyt zaufania, jeżeli wykorzysta go należycie znajomość toczy się dalej, jeśli nie rezygnuję się ze znajomości. Co mnie życie nauczyło to, że jeżeli ktoś jeden raz zachowa się nie fair wobec mnie a ja dam mu drugą szanse zachowa się nie tak mnie po raz drugi, trzeci itd. Dlatego mnie zawieźć można jeden raz drugiej szansy nikt nie dostaję nawet rodzina.
    Nie lubię już tracić czasu na jałowe znajomości, które nic w moje życie pozytywnego nie wnoszą.
    To mój stosunek do ludzi. Dużo jestem wstanie dać komuś pod każdym względem, ale nie radze mnie zdradzić czy oszukać.
    A dystans, trzymanie się daleka w ciągu życia, negatywnych doświadczeń człowiek staje się ostrożny i mniej ufny to naturalna kolej rzeczy.
    Pozdrawiam.


    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam nikogo, kto nigdy nie miał żadnego odpału. Można w ciemno założyć, że dany osobnik albo już nawywijał, albo nawywija. Tak więc drugie i trzecie szanse dajemy z powodów pragmatycznych. Raz, że Katonowie sami skazują się na samotność, albo co najmniej na nudę (grzesznicy są ciekawsi), dwa, że "niech pierwszy rzuci kamieniem..." Sorry, ale jak ktoś się zarzeka, że nigdy nie nawalił choćby w stosunku do rodziny i przyjaciół, to łże zazwyczaj, albo nie pamięta.
    Ja tam zawsze przedłożę bystrego, empatycznego łachmytę, nad zasadniczego, praworządnego i słownego do bólu ćwierćinteligenta.Tylko tyle, że temu pierwszemu pieniędzy nie pożyczę. Niewielka strata, bo ja z zasady nie pożyczam nikomu. No ale łachowi nie pożyczę bardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma ludzi idealnych. Każdy z nas czyni dobro i zło. Czy to znaczy, że nie należy nigdy osądzać? Cóż, JA uważam inaczej. :)

      Usuń
    2. Z każdymi następnymi urodzinami coraz mniej się palę do osądzania.

      Usuń
    3. To przychodzi samo...

      Usuń
  9. Myśl o bliźnich wywołuje we mnie spore zakłopotanie. Bo kimże jest ta większość, której oczy szklą się ze wzruszenia na reklamie popularnego napoju w kolorze ścieków? Która karmi się tasiemcami? Która nie odróżnia fikcji serialowej od rzeczywistości? Która nie widzi nic złego w tym, by po pijaństwie podjechać kawałeczek do szwagra? Rzucająca się w konsumpcyjnym szale na "promocje"? Która nie przeczytała w ciągu roku ani jednej książki, nawet najmniej ambitnej? Karmiąca się telewizyjną papką? Której całym szczęściem jest konsumować, nie wytworzywszy niczego trwalszego od produktów przemiany materii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Celsus
      Dzięki, napisałeś komentarz, pod którym zupełnie się podpisuję. Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ja do nieznajomych mam stosunek obojętny, a przynajmniej staram się mieć. Zasadniczo moje podsumowanie jest podobne do słów Celsusa i staram się za wiele nie myśleć. Za to więcej uwagi poświęcam znajomym, albo osobom z którymi jest jakoś zwiazana, na przykład w pracy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...