04.03.2014

Spowiedź mięsożercy


Zabijanie zwierząt na mięso jest bardziej koniecznością niż wyborem. Nawet jeśli zaprzemy się swego drapieżnego dziedzictwa i masowo przejdziemy na wegetarianizm, to raczej nie uda nam się przekonać do tego samego naszych futrzanych pupili. Pozostaje nam czekać na drukarki mięsa, które nam, ludziom, pozwolą delektować się zwierzęcym białkiem, zaś krowom czy świniom dożyć wieku sędziwego. Na chwilę obecną możemy jedynie opowiadać się za minimalizacją cierpienia. Ubój powinien trwać krótko i być dla zwierzęcia jak najmniej stresujący i bolesny. Należy zakazać długiego, pozbawionego postojów transportu. A pozyskiwanie futra akceptować wyłącznie w przypadku, gdy zwierzę zostało wcześniej ubite na mięso.

I to by było na tyle. Na tych postulatach kończy się mój humanitaryzm, zaczyna zaś coś, co ja bym nazwała wrodzonym pragmatyzmem i racjonalizmem. Otóż z całą mocą stwierdzam, że nie dzielę zwierząt na lepsze i gorsze, czyli na „przyjaciół człowieka” oraz „chodzące kotlety”. Mięso to mięso; śmierć to śmierć. Mój światopogląd dopuszcza konsumpcję każdego zwierzęcia, pod warunkiem, że zabito je szybko i jak najmniej boleśnie, a jego gatunek nie jest zagrożony wyginięciem.

Większość moich białych pobratymców uważa inaczej. „Barbarzyńska” kuchnia dalekowschodnich „dzikusów” jest dla Europejczyka czy Amerykanina w najlepszym razie obiektem żartów. W końcu „cywilizowana biała człowiek” wie lepiej, które zwierzę ma prawo zasiąść po jego prawicy (lub lewicy), a które winno lec na postawionym przed nim talerzu. Gulasz z wiernej psiny? Rolada z mruczącej kociny? Wędzone szlachetne koniki? Smażone na maśle gupiki? Papużki w sosie własnym lub pieczeniowym jasnym? Wykluczone! Co innego toporna krowa, śmierdząca owca, spasiona świnia czy głupia kura. Niekształtne toto, mało „słitaśne” i na salony się nie nadaje.

Taka postawa śmieszy mnie i brzydzi zarazem. Doskonały przykład bezmyślności, bezduszności oraz paskudnej hipokryzji w jednym. Ale taka być właśnie „cywilizowana biała człowiek”.

* * *

Wpis inspirowany lekturą tego oto artykułu (dziękuję za link, PKanalio).

61 komentarzy:

  1. A przyjdą ciężkie czasy... To , ho, ho, zje się i pieska, i kotka, i konika bez mrugnięcia okiem. A i sasiad nielubiany niech się strzeże. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, no i pozdrawiam Autorkę , bo pierwszy raz tu zawitałam otwarcie. Nie powiem, że czytam często, ale dość regularnie.

      Usuń
  2. No,niestety.Czy nie dzielę ? Podświadomie jednak dzielę,bo nie tknęłabym( niech się żaba nie zarzeka...) psa,kota.nie tykam tez konia.Dlaczego ? to dość oczywiste.Jedząc mięso ( a jem ) wyłączam świadomość.Czasem mi się włącza i myślę przy talerzu,że to "brat mniejszy" .I co ? nie dławię się kotletem,ale jest mi jednak jakoś niekomfortowo.Więc odsuwam te myśli...Jakoś mi one nie przeszkadzają ,gdy zakładam buty a te noszę wyłącznie skórzane.Dla usprawiedliwienia swoich potrzeb mogę sobie obejrzeć jakikolwiek film przyrodniczy ,gdzie bez znieczulenia jedno zwierzę pożera drugie itd.No,trudno.myśle,życie jest okrutne.Jednak usprawiedliwienia dla zbędnych okrucieństw nie znajduję .TO JEST ŻYWA,CZUJĄCA ISTOTA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że zbędne okrucieństwo należy wyeliminować.

      Usuń
    2. @Kira
      Każde okrucieństwo powinno się wyeliminować :/
      @An-Ka
      Gdy trafiam na film przyrodniczy z "krwawymi scenami" - natychmiast przełączam. Brrrrrr...

      Usuń
  3. minimalizacja cierpień podczas uboju ma tak naprawdę podłoże racjonalne... po prostu im bardziej zwierzak cierpi z bólu i strachu /co jest ze sobą powiązane/, tym bardziej mięso jest przytrute toksycznymi związkami, które organizm wytwarza przed śmiercią...
    to tyle wstępu w temacie humanitarnego uboju...
    kwestia wyboru gatunku pożywanego zwierzaka... tu już mamy pewną mieszankę racjonalizmu z irracjonalizmem /analiza tego zajęła by mi cały tom rozważań, więc sobie daruję/... ale niezależnie od pobudek, to nie widzę podstaw, by nazwać hipokrytą kogoś, kto preferuje jeden gatunek nad innym /albo nie dopuszcza nawet myśli, by jakiś spożyć/... to nie jest hipokryzja, to tylko szeroko rozumiany gust...
    o hipokryzji możemy mówić dopiero na etapie tworzenia prawa, gdy prawodawca zakazując np. uboju żółwi błotnych /akurat jest taki zakaz/, sam zasiądzie do zupy z takiego żółwia na obiad po zakończeniu procesu legislacyjnego...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Litowanie się nad jednym zwierzęciem przy całkowitej znieczulicy na los drugiego nie pachnie mi najlepiej.

      Ja też mam swój gust i pewnego rodzaju mięsa nie tknę (konkretnie - mięsa bezkręgowców), ale to już nie jest kwestia moralności. :)

      Usuń
    2. nie tkajmy już do tego moralności jako takiej... prawda jest taka, że prawie nikt nie traktuje każdego gatunku zwierząt /innych niż człowiek/ po równo... prosty test... dostajesz pistolet i masz do wyboru:
      a/ zabić psztemocla...
      b/ zabić murkwiaka...
      kto traktuje "po równo" rzuca monetą /albo strzela do siebie/... takie przypadki się zapewne zdarzają /dlatego napisałem "prawie"/...
      skomplikujmy temat:
      założyliśmy milcząco, że psztemocel i murkwiak są anonimowe, nie znane nam osobiście...
      pojedźmy dalej:
      a/ mój pies...
      b/ cudzy kot...
      szczerze?... przy moim "nabożnym" /kukukuahahahaha/ stosunku do kotów, miałbym chyba spory problem :D...

      Usuń
    3. @pkanalia

      A ja bym nie zabiła ani kota ani psa no chyba żeby mnie jakiś rottweiler zaatakował to wszelkimi metodami bym się broniła .
      Nie lubię agresywnych ras psów .

      Usuń
    4. @pkanalia
      Proste - ani pies, ani kot - kulka dla mnie, bez zastanowienia.

      Usuń
  4. Witaj Kira.
    Temat uboju zwierząt rzeźnych już kiedyś był omawiany na tym blogu.
    Zgadzam się z pk.

    "minimalizacja cierpień podczas uboju ma tak naprawdę podłoże racjonalne... po prostu im bardziej zwierzak cierpi z bólu i strachu /co jest ze sobą powiązane/, tym bardziej mięso jest przytrute toksycznymi związkami, które organizm wytwarza przed śmiercią..."

    To prawda.Na jakość mięsa u zwierząt hodowlanych decydujący wpływ mają warunki hodowli,karmienie zwierząt i ich ubój.

    Moim zdaniem,człowiek jest wszystkożerny.
    Może się odżywiać samym mięsem,lub samymi roślinami.
    Najlepsze chyba jest rozsądne połączenie tych dwóch opcji.
    Pozdrawiam.
    Ps.
    Dyskusja między wegetarianami a mięsożercami przypomina mi dyskusję o karze śmierci.
    Tu słowo humanitaryzm odmieniane jest na wszelkie możliwe sposoby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie prawda można przejść na wegetarianizm i zrezygnować z jedzenia mięsa lub przynajmniej mocno go ograniczyć .
    Czy widziałaś w jaki sposób traktują zwierzęta hodowcy kurczaków i w jaki sposób je zabijają / A wiesz o tym ,że zywe stworzenia od razu dają do mielarki . Ohyda . A widziałaś prace w rzeźni ?

    Tu masz link

    http://www.sadistic.pl/kurczaczki-mielone-zywcem-fabryka-miesa-w-usa-vt112989,45.htm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj raz jeszcze, co napisałam: nasi pupile na taki układ nie pójdą.

      Usuń
    2. @Julianne...
      widzę, że Kira również zachęca Cię do przeczytania jeszcze raz... zaprawdę powiadam Ci, nie uzgadniałem tego z Nią...

      Usuń
    3. @Julianne
      Gdy wszystkożerca ogląda relacje m.in. tego typu, jakie za linkowałaś - jest w szoku. Nie zawsze, ale często. Ludzie udają przed samym sobą, że mięso rośnie na sklepowych półkach :/
      A jak się oburzają, gdy odpowiadam prawdą na pytanie dziecka - np. skąd bierze się kiełbaska na ognisko?

      Usuń
    4. Dokładnie tak Marzeno .Ludzie nie chcą myśleć o tym skąd to mięso jest i co robi się ze zwierzętami, aby kupić to mięso w sklepach . Ignorują ten temat , ignorują swoje sumienie .
      Pozdrawiam raz jeszcze ;-)

      Usuń
    5. "Ludzie nie chcą myśleć o tym skąd to mięso jest i co robi się ze zwierzętami, aby kupić to mięso w sklepach ."

      No to się Kira podłamie,jak jej wciśniecie,ze te kurczaki idą na konserwy i jako dodatek do parówek i pasztetów.
      Po obejrzeniu tego filmu z pewnością przejdzie na sałatę i korzonki.
      A tak na marginesie,całego repertuaru nie wyczerpaliście.Jak się postaracie,to coś jeszcze wynajdziecie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    6. @ Mędrek

      Nie oglądałam i nie zamierzam oglądać. Ile razy można pisać, że jestem za SZYBKIM oraz BEZBOLESNYM zabijaniem?

      Usuń
    7. Przecież wiem,ze nie jesteś sadystką.
      Ale filmik polecam.Wyobraź sobie ,jak Julianne oglądając go, rzygała na klawiaturę,bo to bardzo wrażliwa dziewczyna.
      Nikt nawet nie jest wstanie sobie wyobrazić ile ją to kosztowało,żeby się zmusić do oglądania tego horroru...

      Usuń
    8. I co w tym śmiesznego? Z "Niemego krzyku" też byś się śmiał?

      Usuń
    9. To sobie mędrku wyobraź jak mi się niedobrze robi na widok kobiet w ciąży zwłaszcza jak nie zakrywają tych brzuchów luźnymi ubraniami . Obrzydlistwo .A już największą obrzydliwością są porody .Gdy oglądałam pierwszy krzyk to myślałam ,że bedę wymiotować cały dzień .
      Gdyby to mężczyźni rodzili dzieci nie pobiegłabym z pomocą a już na pewno nie uczestniczyłabym w takim porodzie . A fe.

      Usuń
    10. "Niemy krzyk" był propagandowym oszustwem, więc rzeczywiście wiele do śmiania się w nim nie ma...
      a kobitki w ciąży?... mnie tam nie przeszkadzają ich odkryte brzuchy, nie uważam, by miały je zakrywać /chyba, że dla bezpieczeństwa, ochrony przed temperaturą etc/... nie jestem pieprzonym konserwatystą, który dyktuje kobietom, jak mają się ubierać, co zakrywać, co odkrywać... dla niektórych kolesi są ponoć nawet sexy... więc what's the fuckin' problem?...

      Usuń
    11. Masz rację.Poród do apetycznych widoków prawdopodobnie nie należy.Ja swoje dzieci oglądałem dopiero w domu,bo nawet kwiatka w szpitalu nie mogłem żonie wręczyć.
      Teraz moda na uczestniczenie w porodach,ale to już za mną,więc nie będę gdybać,czy bym wytrzymał.

      "To sobie mędrku wyobraź jak mi się niedobrze robi na widok kobiet w ciąży"

      No to masz niebywałe szczęście,że swojej Mamuśki w ciąży z Tobą nie widziałaś.I siebie czasie porodu,bo byś z szoku do dzisiaj nie wyszła.
      Pozdrawiam życzliwie.

      Usuń
    12. pkanalio tu nie chodzi o konserwatywne zapatrywania tylko po prostu kobiety w ciąży wyglądają obleśnie i obrzydliwie ,po prostu paskudnie i wstrętnie . Wiem ,ze nie należy tak mówić ,ale po prostu taka jest prawda .
      A już same porody to jest największa obrzydliwość świata .chyba nie ma nic bardziej obrzydliwego i jako kobieta mam prawo tak powiedzieć .

      Usuń
    13. Mędrek to co napisałam dotyczy wszystkich kobiet WSZYSTKICH . I gdybym ja była w ciąży też bym wyglądała obrzydliwie.

      Usuń
    14. "I co w tym śmiesznego? Z "Niemego krzyku" też byś się śmiał?"

      Droga Kiro,jeżeli już mnie coś śmieszy,to najczęściej zwyczajna głupota.
      Z całą z pewnością nie mordowanie nienarodzonych istot ludzkich.

      Usuń
    15. @Julianne...
      obleśne?... do domu nie wpuszczaj lub każ się osłonić, masz do tego prawo... w przestrzeni publicznej po prostu nie patrz... ot, cała filozofia w maksymalnym skrócie...

      Usuń
    16. Mnie nie śmieszy ani mordowanie płodów/dzieci, ani mordowanie zwierząt.

      Usuń
    17. @pkanalia

      Bez przesady z tymi ciężarnymi aż tak wredna nie jestem ;-0 Ale faktem jest to ,ze nie wygląda to estetycznie....

      Usuń
    18. Małe dzieci też nie są za ładne, ale co zrobić?

      Usuń
    19. podobno małe dzieci dzielą się na "ładne", "mniej ładne", "jeszcze bardziej mniej ładne", "średnio ładne", "średnie", a potem leci z górki, brzydsze, coraz brzydsze, paskudne wręcz, a na końcu Jirzik...
      ot, taki stary kawał mi się przypomniał...
      słyszałem też męsko-szowinistyczną wersję w temacie kobiet, tylko nie pamiętam już, która była na końcu peletonu...

      Usuń
  6. Ideowo jestem za wegetarianizmem, ale w praktyce nie mam tyle silnej woli, czasu, cierpliwości. Dieta wegetariańska musi być pełnowartościowa, a nie składać się np. z żółtego sera i dżemu, bo długo się tak nie pociągnie.

    Kiedyś w pobliżu mojego miejsca pracy była stołówka ruchu Hari Kriszna, gdzie niedrogo można było zjeść wegetariański obiad, zapewniający poczucie sytości a jednocześnie lekkości w żołądku. Ten posiłek całkowicie mi wystarczał, był smaczny i dobrze się czułem. Jedyną wadą było to, że dziewczyny z ruchu Hari Kriszna, które wydawały posiłki, nie były zbyt urodziwe. Te ładniejsze zapewne zajęte były osobistą obsługą lokalnego przywódcy duchowego. Fajnie byłoby zostać takim guru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się kiedyś trafiła ładna... ale to była nowicjuszka, niezdecydowana jeszcze i szybko dała sobie spokój z tym całym Hare Kryszna /środki perswazji, jakich użyłem pozwolę sobie przemilczeć/...
      ale jedzonko mają fajne... kiedyś dorabiałem jako tłumacz - asystent pewnego biznesmena z Indii /wyznawca Hare Kryszna/, to ile razy byłem u niego w domu, zawsze mu wyżerałem różne wynalazki kulinarne, które sprowadzał sobie z Indii... nie zapomnę do tej pory mango w marynacie korzennej, istna gastropoezja...

      Usuń
    2. @pkanalia

      Ciekawa jestem tych środków perswazji jakie użyłeś ....;-)

      Usuń
    3. @Peter,
      O ile nam często smakują hinduskie potrawy, to dla nich nasza kuchnia jest całkowicie bez smaku. Do tego Polacy nie orientują się w specyfice podziałów kastowych, że np. niektórym gościom z Indii powinno się otwierać drzwi, nosić walizki itd. bo są z wyższej kasty.

      Dobrze, że uratowałeś tę dziewczynę.

      Usuń
    4. @Julianne...
      a jaka jest Twoja hipoteza?...

      @Dibi...
      mam taką naprędce skleconą teoryjkę, że im bliżej równika, tym smaki intensywniejsze... ale muszę przyznać, że niektóre słodycze, desery indyjskie lub arabskie odbieram jako przegięte słodyczą aż do bólu, po prostu mdłe... kwestia indywidualnego gustu, rzecz jasna, ale pewne prawidłowości statystyczne jednak istnieją... pamiętam, jak kiedyś koło mnie koleś sprowadzał i sprzedawał różne gatunki, rodzaje chałwy... jedne szły jak woda, inne wcale nie chciały schodzić...
      co do systemu kastowego... no cóż, kasty kastami, ale Hindusi świetnie też znają powiedzenie "it's just business, nothing personal"...

      Usuń
  7. Może to i hipokryzja, ale świadomie nie tknę psiny ani też kociny. Ot, siła tradycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipokryzją byłoby, gdybyś pałał oburzeniem na tych, co takowe mięso jedzą, za to we wcinaniu wołowiny nie widział nic złego.

      Usuń
  8. Mięso jadłem zawsze, bo jedzono je w domu rodzinnym. Z wiekiem, chyba jem mniej, no bo tak jakoś jest i już. Hoduję od lat zwierzęta i nigdy nie sprzedałem nikomu żywego. Jeśli już to tylko w formie tuszki. Ubijam je sam, bo uważam, że ktoś mógłby to zrobić nieudolnie powodując niepotrzebne, dodatkowe cierpienie. Zawsze ta czynność jest dla mnie stresem i bywa, że planując ubój rezygnuję, bo nie jest to ten dzień, nie jestem przygotowany i mogę zrobić to źle. Kiedyś potrafiłem zachwycać się smakiem mięsnych potraw, teraz bardziej traktuję je jak niezbędny do przeżycia posiłek.
    I chyba także w tym temacie obowiązywać powinna zasada: Wszystko dobre byle z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ubijam je sam, bo uważam, że ktoś mógłby to zrobić nieudolnie powodując niepotrzebne, dodatkowe cierpienie."

      Dobrze jest móc zadbać o godną śmierć zwierzęcia.


      "Wszystko dobre byle z umiarem."

      Zgadzam się z tym.

      Usuń
  9. Również nie dzielę zwierząt na lepsze i gorsze - nie jem żadnych (ryb, żab, krabów etc. również :)
    Gdy widzę mijający mnie transport z bydłem, czy świnkami - ściska mi się serce, wiem, jak wyglądają nasze rzeźnie, ile stresu, strachu, cierpień czeka te biedne stworzenia :( :( :(
    Chociaż pierwotną przyczyną porzucenia mięsa był zwykły do niego wstręt - od wczesnego dzieciństwa chowałam szynkę/kiełbasę z kanapek, gdzie się dało (najczęściej w psich i kocich żołądkach :)
    Czy śmierć może być GODNA? Śmierć to śmierć, zabieramy komuś życie, żeby zaspokoić swoje apetyty - tzw. godna śmierć pociesza sumienie zabijającego, zwierzę i tak kończy tę przygodę utratą życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzeno to tak samo jak ja mnie mięsa zawsze obrzydzało i nie smakowało stąd te moje fiksacje wegetariańskie . ;-)
      Pozdrawiam serdecznie .

      Usuń
    2. @Julianne
      Cieszę się, że spotkałam tu wegetariankę - pozdrawiam :)

      Usuń
    3. "Śmierć to śmierć, zabieramy komuś życie, żeby zaspokoić swoje apetyty.

      Aborcja to co innego.Płód to nie kurczak,do jedzenie niespecjalnie się nadaje.No to do kibla z nim....
      Co innego te kurczaki,niczemu niewinne.No i jakie ładne....
      Pozdrawiam życzliwie.

      Usuń
    4. mędrek

      Płód to nie jest istotą żywą może nią być ,ale nie musi . Poza tym mógłbyś nie pisać o tych obrzydliwych płodach ,bo zaraz zwymiotuję już wystarczy ,ze pkanalia włożył kota do garnka w swoim poście i też miałam nudności . Chyba kontrowersyjny post napisze o obrzydliwościach tego świata .

      Usuń
    5. Sorki za naruszanie wrażliwości.
      Ale to przez te biedne kurczaczki tak się porobiło.Jak sobie pomyślę,ze wczoraj jadłem swój ulubiony salceson,to szybko do lodówki sprawdzić,czy się jakieś piórko nie zawieruszyło.Ale chyba mają dobry młynek,bo nic nie znalazłem.Na wszelki wypadek resztę dałem psu.Nie wybrzydzał,a nawet minę miał jakby wesołą.Myśli szelma,że jutro znowu coś z kurczaczkiem dostanie.....

      Usuń
    6. @ Marzena

      Mając 16 lat przeszłam na wegetarianizm. Wytrzymałam tydzień. Bez mięsa czuję się dziwnie. Może kiedyś spróbuję po raz kolejny? Ale tylko dla zdrowia.

      Ty mięsa nie jesz, lecz Twój piękny psiak - pewnie tak. :)


      @ Julianne

      Płód jak najbardziej jest żywą istotą.

      Usuń
    7. Płód nie jest żywa istotą ?????? Julianne,mocno przesadziłaś

      Usuń
    8. Kiro jeżeli będziesz chciała kiedyś przejść na wegetarianizm zrób to etapami . Powoli rezygnuję się z mięsa a nie od razu . Podobno mięso uzależnia .

      Usuń
    9. @Julianne...
      rzeczywiście, An-Ka ma rację, trochę terminologicznie Ci się pomamlało... to fakt, że płód nie jest człowiekiem /dzieckiem/, lecz zorganizowanym systemem komórek z kodem genetycznym Homo sapiens, który potencjalnie może się tym człowiekiem /dzieckiem/ stać... niemniej jednak ten system żywy jest...

      Usuń
    10. @pkanalia

      Żywy roztwór chemiczny niech będzie ,ale ten roztwór chemiczny zwany płodem człowiekiem ,dzieckiem jeszcze nie jest ,więc nie ma sensu tak się tym emocjonować ,

      Usuń
    11. Przerwa w meczu.Na razie 0-0,ale Polacy tak dobrze dawno nie grali.
      Fajna ta definicja,"żywy roztwór chemiczny".
      Druga połowa już się rozpoczyna,więc na razie.
      Cie pierdziu,ten Piszczek ma kompletnie przestawiony celownik......

      Usuń
    12. Jak zwykle,graliśmy dobrze,ale jak zwykle,mecz przegraliśmy.
      0-1 dla Szkocji.
      Co do tematu.
      Nie doceniłem Chińczyków.Zjedzą wszystko.
      Ale cena też szokuje...4 tys.dolców za talerz zupy?
      Linku nie podaję coby snu nie zakłócić co bardziej wrażliwym.
      Pozdrawiam i dobrej nocy życzę.

      Usuń
  10. @mędrek
    Słuchaj - płód MOŻE być człowiekiem, życiem wcielonym - to jasne. Jednakże do pewnego momentu mamy do czynienie z zarodkiem. Rozumiem, że należysz do gorących przeciwników aborcji, prawda? Ja zaś należę do zwolenników oddania decyzyjności w tej kwestii kobietom, które noszą zarodki. Ani ja, ani Ty i żadem polityk nie ma prawa rządzić czyimś ciałem - to się nazywa WOLNOŚĆ OBYWATELSKA.
    Proszę, nie mieszaj dwóch tak różnych spraw, jak wegetarianizm, a aborcja bo wchodzisz na ścieżkę prowadzącą donikąd. To jak kłótnia z partnerem o WSZYSTKIM - zero szansy na porozumienie, wynik - eskalacja wzajemnych pretensji :)
    @Kira
    Z tym moim psem mam tak - nie rusza niczego, co pachnie mięsem (kiełbasa, szynka, kotlet, udko etc.), białko pochlania tylko w postaci suchej karmy (gdyby była sojowa dla zwierzaków - bez wahania zamieniłabym tradycyjną na taką) - najbardziej lubi ciepłe bułki pszenne, naleśniki, jabłka i lody :) Jest bardzo zdrowym, energicznym starszym psiakiem.
    Ale moim bezdomniakom rzeczywiście kiełbasa smakuje, jak nie wiem co. Ale one przymierały głodem, zanim się nimi nie zajęłam, mają typowe zachowania głodzonych w przeszłości zwierząt :(
    Nie wiem, dlaczego ale są osoby, które nie mogą się dosłownie najeść nie mając mięsa w posiłku - przykład: moja młodsza siostra. Pewnie Ty do takich należysz. Tydzień to pestka - znam mężczyznę, który ponad dziesięć lat był wegetarianinem, a potem kuzyni zrobili mu żart i na rauszu zjadł mięso - do dzisiaj jest mięsożercą, który przeklina owych kuzynów :) Mówi, że mięso jest jego nałogiem i gdyby istniał odwyk od niego - skorzystałby bez zastanowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzeno-dyskusja niepotrzebnie zmieniła się w dyskusję o aborcji.A między płodem a zarodkiem jest różnica,to nie są pojęcia tożsame ani wymienne.

      Usuń
    2. @Marzena...
      są karmy dla psów na bazie soi... zresztą do większości tych gotowych karm dodaje się większą lub mniejszą komponentę roślinną /poczytaj sobie skład na opakowaniach/... większość psów to zje i będzie się miało dobrze...
      /inaczej jest z kotem, bo to drapol pure i ma bardziej wyspecjalizowany układ trawienny, ale skoro kota nie masz, to wykład sobie daruję/...

      Usuń
    3. @ Marzena

      Masz chyba wyjątkowego psa. :)

      Jestem skłonna uznać, że albo macie z Julianne rację odnośnie uzależnienia od mięsa, albo też jest ono jednak bardzo potrzebne człowiekowi. Gdyż trudno mi się bez niego obejść.

      Usuń
  11. @An-Ka
    Chyba głos wzięła polska skłonność do szukania zwady :)
    Masz rację, to dwa różne pojęcia - jestem po rozmowie z moją brzemienną młodszą siostrą (ósmy miesiąc, synek:)
    Pozdrawiam :)
    @pkanalia
    Skoro tak jest, to dlaczego sprzedawcy podkreślają, że owszem, soja jest, ale dodatki zwierzęce również? Wychodzi na to, że pytam i błądzę :)
    Mam kota - wcina tylko sypką whiskas z kurczakiem, trudno mu wcisnąć cokolwiek innego - uparty, jak kot:) Poza tym dokarmiam dzikie koty, one są baaardzo mięsożerne, w żadnym wypadku wszystkożerne. Dobrze, że nasze mruczki nie mają psich gabarytów - byłoby ciężko, to drapieżniki udające pluszaki :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marzena...
      sprzedawcy, jak to sprzedawcy, przede wszystkim chcą sprzedać produkt, więc chcąc się zmieścić w pewnych ramkach uczciwości kręcą jak potrafią... więc dane trzeba zbierać nie tylko od nich... niezłym źródłem solidnych informacji mogą być hodowcy psów i kotów rasowych, oni mocno wnikają w skład karmy dla swoich pupili /ci legalni hodowcy, rzecz jasna, certyfikowani, a nie pokątni "fabrykanci"/...
      osobiście to w sumie nie wiem, czy istnieje na rynku karma czysto sojowa /lub inna bez białka zwierzęcego/ dla psów, a dla kotów tym bardziej... nie jestem wegetarianinem, więc tak mocno w to nie wnikałem... wiem tylko o karmie niskobiałkowej dla zwierzaków chorych na nerki...
      trzeba jeszcze brać pod uwagę kwestię zapachu... zwierzak nie da się oszukać tak łatwo wyrobem mięsopodobnym... o sztucznych aromatach nie słyszałem, więc wydaje mi się, że przy wyrobie karmy czysto sojowej też niejeden zwierzak ucierpi...
      a odbicia kulinarne różnych zwierzów to inna sprawa... znałem kota, który uwielbiał surową białą kapustę, potrafił sporo jej wdupcyć za jednym zamachem... ale podstawą jego diety ta kapusta nadal jednak nie była...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...