10.03.2014

Uprzedzenie


D. H. Lawrence
WĄŻ

Przypełznął wąż do korytka wody
W dzień bardzo gorący, kiedy ja, w piżamie, rozgrzany upałem
Przyszedłem się napić.

W głębokim cieniu wielkiego drzewa, co rodzi chleb świętojański o dziwnym zapachu,
Schodziłem po schodach z dzbanuszkiem
I musiałem czekać, przystanąć i czekać, bo tam był on u strumienia przede mną.

Wyszedł z mroku ze szpary w glinianym murze
I żółtobrunatną ospałość toczył na miękkim spodzie brzucha krawędzią koryta z kamienia,
I oparł szyję na kamiennym dnie,
A kiedy woda z kurka kapała małymi światłami,
Wysączał ją wyciągniętą paszczą,
Przełykał wolno płaskimi dziąsłami i całą długością miękkiego tułowia,
W milczeniu.

Było więc moje korytko zajęte,
Ja zaś, przybysz spóźniony, czekałem.

Uniósł głowę znad wody, jak to czynią krowy,
I zwrócił na mnie wzrok mętny, jak znad wodopoju,
I mignął widlastym językiem, namyślał się chwilę,
I opadł, i jeszcze pił trochę,
Brunatny jak ziemia i jak ziemia złoty wychynął z płonących trzewi ziemi
W lipcowy dzień, na Sycylii, pod Etną dymiącą.

Uczony głos we mnie rzekł:
Trzeba go zabić,
Bo na Sycylii czarne węże są nieszkodliwe, złote zaś jadowite.

A głosy we mnie mówiły: Gdybyś był mężczyzną
Chwyciłbyś kij, uderzył go, zatłukł.

Lecz czy muszę wyznać, że go pokochałem,
Szczęśliwy, że przyszedł jak gość, pełen spokoju, napić się z korytka
I odszedł w pokoju, pogodzony, niewdzięczny
W płonące trzewia tej ziemi?

Czy to było tchórzostwo, że nie śmiałem go zabić,
Czy też perwersja, że rozmawiać z nim chciałem?
Czy może pokora, żem się zaszczycony poczuł?
Bardzo zaszczycony.

Ale wciąż te głosy:
Zabiłbyś węża, gdybyś go się nie bał!

Bałem się naprawdę i bardzo się bałem
Ale i tak tym bardziej byłem zaszczycony
Że z mej gościnności korzystał
Gdy wyszedł z wrót ciemnych tajemniczej ziemi.

Napił się do syta
I uniósł głowę, sennie, jak pijany,
I śmignął językiem w powietrzu jak rosochata noc tak czarnym,
Jakby oblizywał wargi,
Rozglądał się jak bóg, nie widząc, w powietrzu
I głowę odwracał powoli
I powoli, bardzo powoli, jakby w śnie potrójnym
W kolistych skrętach całą swą długością sunął ociężale
I wpełzał z powrotem w szczelinę spękanego muru.

A kiedy wsuwał głowę w tę okropną dziurę
I wolno wpełzał, wyżej wchodząc, coraz głębiej wężowymi ruchy
Coś jak groza, jak protest przeciw tej ucieczce w czarną obrzydliwą jamę
Przeciw odchodzeniu z własnej woli w ciemność i powolnemu znikaniu
Ogarnęły mnie, gdy swój odwrót zaczął.

Rozglądnąłem się wokół, odłożyłem dzbanek,
Podniosłem kłodę sękatą
I cisnąłem nią z trzaskiem w kamienne koryto.

Myślę, że go nie trafiłem,
Lecz nagle część jego ciała, pozostała w tyle, zadrgała konwulsją w niegodnym pośpiechu,
Zygzak błyskawicy zniknął
W czarnych wargach ziemi rozwartej pod murem
Na który w upalne południe patrzałem w zachwycie.

I pożałowałem zaraz
Myśląc jaki nędzny, wulgarny, jaki podły czyn!
Pogardzałem sobą i głosami przeklętej ludzkiej uczoności we mnie.

I pomyślałem o albatrosie
I zapragnąłem by wąż mój powrócił.

Bowiem zdał się królem.
Królem na wygnaniu, nie koronowanym, w podziemnej krainie
Lecz który teraz znów ma mieć koronę.

Tak zepsułem spotkanie z jednym z panów
Życia
I mam za co odprawiać pokutę:
Za małość.



D. H. Lawrence
SNAKE

A snake came to my water-trough
On a hot, hot day, and I in pyjamas for the heat,
To drink there.

In the deep, strange-scented shade of the great dark carob-tree
I came down the steps with my pitcher
And must wait, must stand and wait, for there he was at the trough before me.

He reached down from a fissure in the earth-wall in the gloom
And trailed his yellow-brown slackness soft-bellied down, over the edge of the stone trough
And rested his throat upon the stone bottom,
And where the water had dripped from the tap, in a small clearness,
He sipped with his straight mouth,
Softly drank through his straight gums, into his slack long body,
Silently.

Someone was before me at my water-trough,
And I, like a second comer, waiting.

He lifted his head from his drinking, as cattle do,
And looked at me vaguely, as drinking cattle do,
And flickered his two-forked tongue from his lips, and mused a moment,
And stooped and drank a little more,
Being earth-brown, earth-golden from the burning bowels of the earth
On the day of Sicilian July, with Etna smoking.

The voice of my education said to me
He must be killed,
For in Sicily the black, black snakes are innocent, the gold are venomous.

And voices in me said, If you were a man
You would take a stick and break him now, and finish him off.

But must I confess how I liked him,
How glad I was he had come like a guest in quiet, to drink at my water-trough
And depart peaceful, pacified, and thankless,
Into the burning bowels of this earth?

Was it cowardice, that I dared not kill him?
Was it perversity, that I longed to talk to him?
Was it humility, to feel so honoured?
I felt so honoured.

And yet those voices:
If you were not afraid, you would kill him!

And truly I was afraid, I was most afraid,
But even so, honoured still more
That he should seek my hospitality
From out the dark door of the secret earth.

He drank enough
And lifted his head, dreamily, as one who has drunken,
And flickered his tongue like a forked night on the air, so black,
Seeming to lick his lips,
And looked around like a god, unseeing, into the air,
And slowly turned his head,
And slowly, very slowly, as if thrice adream,
Proceeded to draw his slow length curving round
And climb again the broken bank of my wall-face.

And as he put his head into that dreadful hole,
And as he slowly drew up, snake-easing his shoulders, and entered farther,
A sort of horror, a sort of protest against his withdrawing into that horrid black hole,
Deliberately going into the blackness, and slowly drawing himself after,
Overcame me now his back was turned.

I looked round, I put down my pitcher,
I picked up a clumsy log
And threw it at the water-trough with a clatter.

I think it did not hit him,
But suddenly that part of him that was left behind convulsed in undignified haste.
Writhed like lightning, and was gone
Into the black hole, the earth-lipped fissure in the wall-front,
At which, in the intense still noon, I stared with fascination.

And immediately I regretted it.
I thought how paltry, how vulgar, what a mean act!
I despised myself and the voices of my accursed human education.

And I thought of the albatross
And I wished he would come back, my snake.

For he seemed to me again like a king,
Like a king in exile, uncrowned in the underworld,
Now due to be crowned again.

And so, I missed my chance with one of the lords
Of life.
And I have something to expiate:
A pettiness.

Taormina, 1923

44 komentarze:

  1. "Zabiłbyś węża, gdybyś go się nie bał!"...
    zabawne jest to, że przeważnie jest całkiem odwrotnie... człowiek zabija węże /i nie tylko/, bo się ich boi... a dlaczego się boi?... bo ktoś mu kiedyś powiedział, że powinien się bać...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypędzeni z raju... ;)

      Usuń
    2. "Węże, Ewo to już takie są
      Zwykle lubią chodzić pośród drzew
      Język śliski w oku błysk,
      Katecheta "Fuck You" zły
      Węże Ewo to już takie są

      Rozum z głowy won
      Ziemia płaska stypa w Wiśle

      Ewy w klasie to już takie są
      Nikt nic nie wie, one bardzo chcą
      Hokus pokus, owoc win,
      Śliski wąż, uda w łuk i...
      Zwyczajna zazdrość jako bóg

      Rozum z głowy won
      Seksu masz się bać
      Kleropolska rzecz
      Płodzić dzieci z boskim zyskiem

      Starucha jak śnieg
      Na wale kroi znak
      Złamana w pół...
      Lecz święty Staś nie zrobi nic
      Nie może nic
      Tonie
      I Jaś Pitu czarował ci...
      Nie wiedział nic o wodzie?
      Wodzie...

      Rozum z głowy won
      Klerykowi dać
      Staropolska rzecz
      Pod kościołem stać

      Rozum z głowy won
      Bozi trzeba dać
      Bo to polska rzecz
      Lanie wody świętym cyckiem

      Na złość glina to nie gen
      Na złość ziemia kręci się
      Na złość wiara czuje zmierzch
      Na złość coraz więcej wiesz

      Święty Staś nie zrobi nic
      Nie może nic
      Tonie
      I Jaś Pitu czarował ci...
      Nie wiedział nic o wodzie?
      Wodzie...

      Ewy w klasie to już takie są
      Nikt nic nie wie, one bardzo chcą
      Hokus pokus, kropla krwi
      Jawny bunt
      Młoda wola za drzwi
      Na tablicy "lol"

      Rozum z głowy won
      Klerykowi dać
      Staropolska rzecz
      Pod kościołem stać

      Rozum z głowy won
      Bozi trzeba dać
      Bo to polska rzecz
      Lanie wody świętym cyckiem"...
      /Roman Kostrzewski/...
      jakoś przypasował mi ten wiersz do całokształtu :)...

      Usuń
  2. Piękny.... Zrobiłaś mi przyjemność, środek dnia, klikam na Twoją stronę, a tam POEZJA, dziękuję :)
    Walczę ze swoimi uprzedzeniami, jednak kiedy udaje mi się pochować jedne, nagle do życia powołuję nowe :/ Mężczyzna twierdzi, że mam za mało uprzedzeń i to jest niebezpieczne w dzisiejszej rzeczywistości, jednak sama czuję,że tych uprzedzeń mam ciągle sporo :) Za dużo, szczególnie tych dotyczących określonych grup społecznych (np. duchowni :) - wolę jednak oceniać ludzi INDYWIDUALNIE, a jednak łapię się na tym, że
    bywam tendencyjna w swoich osądach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny wiersz, zwłaszcza angielski oryginał. Zamienia ulotny moment w wieczność, którą możemy przeżywać. Węże mają w sobie coś bożego.

    Sąsiad ma podobno węże, mieszkają w norach nad stawem, z lubością opowiada o zygzakowatych śladach na rzęsie wodnej. U mnie ich nie widziałem, ale na wszelki wypadek uważam, jak koszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Węże mają w sobie coś bożego."

      Cudownie powiedziane. :)

      Usuń
  4. Nie wiem kto tłumaczył, ale chyba nie poeta, bo tłumaczenie całkiem surowe, śladu poezji w tym nie ma, ot takie tłumaczenie "na żywca".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czyje to tłumaczenie, ale chyba nie Barańczaka. O ile pamiętam, Barańczak lepiej to zrobił, ale nie chciało mi się już przepisywać jego wersji z książki (ani szukać tej książki u taty).

      Usuń
  5. Pokora to ponoć świadomość że jest się częścią świata, nie jego pępkiem. Dziwnie zabrzmi cytowanie apokryfów przez ateistę, ale ten cytat mi się spodobał: "Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem".
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to odwrotność powiedzenia: jesteś tym, co jesz. :)

      Usuń
    2. Może tym, czym chcesz być?
      Anty

      Usuń
  6. Ten wiersz,szczególnie wersja oryginalna,jest niesłychanie "klimatyczny".Wręcz czuje się ciepło tamtego dniai ja go przede wszystkim tak odebrałam-zmysłowo,bez zastanawiania się nad tym "co autor miał na myśli"

    OdpowiedzUsuń
  7. Na jaki by człowiek blog nie zajrzał, tam paradoksy. Jeden wąż ma w sobie coś bożego, ale już kłębowisko żmij niestety nieba raczej nie przypomina.
    Jak mawia prof. Jacek Kobus, nie z kazdej sumy wynika pozytek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Kira.
    Węży nie lubię.

    Ale ten wierszyk wczoraj wnusi czytałem.

    Urszula Kozłowska

    Mała Myszka

    Pewna mała, szara myszka
    niosła serek dla braciszka.
    HYC! ze stołu na firankę.
    - Zrobię bratu niespodziankę.

    Kotek z kątka na nią zerka...
    - Miauuu, nie ruszaj, myszko serka!
    Piski nic ci nie pomogą,
    Zaraz złapię cię za ogon!

    - Wrrr, nieładnie! - warknął piesek. -
    Myszka bratu serek niesie.
    Schowaj, kotku, swe pazurki...
    A ty, myszko, sio! do dziurki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry z Ciebie dziadek. :)

      Usuń
    2. A wierszyk?

      Usuń
    3. Hmmm... Mało wychowawczy. ;)

      Usuń
    4. Cie kurde.A ja to trzyletniej wnusi czytałem.Mam nadzieje,że jej rodzice się nie dowiedzą,bo dziadek będzie miał przechlapane...

      Usuń
    5. Ja od razu wyczułam w piesku socjalistę, który chciałby rozdawać z nie swojej kieszeni (w tym wypadku - nie swojego stołu). :)

      Usuń
    6. No nie.Widzisz Kira,jak to trzeba być ciągle czujnym.Jak nie namieszają dziecku pingwinkami,to od d...y strony zachodzą.
      Niby tylko piesek,a tu ..psia jego żeś..socjalista zamaskowany.
      Dzięki za ostrzeżenie,będę bardziej na przyszłość uważał bo masz rację.Wnusia cały dzień kota ganiała i tylko sio do niego.Sio ty wstrętny kocie,nie wolno myszek łapać....
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Powiedz wnusi, że to niehumanitarnie tak ganiać kota. :)

      Usuń
  9. A gdzie wąż ma dupę? - wszędzie!

    OdpowiedzUsuń
  10. W każdym razie jedno jest pewne: nie jest to wiersz. Jest to proza podzielona na wersy, która udaje wiersz. Nie cierpię takich "awangardowych" tworów, które niestety obecnie są nagminne. Tymczasem wiersz powinien mieć rytm, rymy, formę! Literatura - m.in. liryka, czyli wiersze - to sztuka, a więc powinna przekazywać treść w pewnej formie, ukrywać ją za czymś, czymś dekorować. Samą treść to można walić w felietonie, a nie w literaturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polemizowałbym... jeśli definiujemy "prozę" jako brak rymu i rytmu, to od biedy można by się zgodzić... ale wydaje mi się jednak, że poezja, liryka to coś daleko więcej, niż tylko układanie słów w sztywnym, ustalonym odgórnie szyku...

      Usuń
    2. Zamykanie poezji w ramach narzędzia do tworzenia metafor, alegorii, czy epitetów,przypomina mi twierdzenie, że dobry film musi posiadać chronologicznie ułożoną, logiczną fabułę... No cóż, nie musi. Cytowany przez Kirę wiersz niewątpliwie nie jest felietonem.
      Anty

      Usuń
    3. @ MP

      Przecież wiesz, że istnieje coś takiego jak wiersz biały.

      Usuń
    4. Oczywiście zostałem źle zrozumiany.
      Nie twierdzę że sam rym tworzy wiersz, w rozumieniu: wiersz jako literackie dzieło sztuki. Sam rym i rytm może stworzyć pioseneczkę bez sensu. Jest to oczywiste.
      O ile więc sam rym i rytm wiersza nie czyni, o tyle powinien być jego warunkiem koniecznym, jeżeli chcemy traktować wiersz jako poważny utwór literacki. Literatura bowiem charakteryzuje się (a przynajmniej powinna) tym, że ma jakieś przesłanie, przekazuje jakąś ideę (generalnie na dosyć poważne tematy - nawet jeśli jest parodią), jednak nie bezpośrednio, lecz ukrywając ją pod jakąś formą. W publicystyce napiszemy jasno: np: nie wolno kraść. Ale takie powiedzenie to żadna sztuka, nie wymaga żadnego wysiłku, a w dodatku nie wciąga czytelnika. A zadaniem literata jest jednak jakoś jakiegoś czytelnika wciągnąć. W epice więc wciąga go historyjką, jednocześnie maskując pod nią morał. Pisze całą baśń, opowiadanie, powieść żeby pokazać: nie wolno kraść (na przykład). A w liryce? W liryce ukrywa morał stosując środki literackie, przede wszystkim metafory, wciągając czytelnika (już o trochę wyższym poziomie umysłu) w pewną grę, w zadanie intelektualne, polegające na tym, aby odkrył on drugie znaczenie metafor, symboli. Niemniej, metafory mogą też przecież występować w epice. Dlatego liryka, jako wywodząca się od śpiewaków, od liry, powinna charakteryzować się treścią zamkniętą w pewną formę: rym, rytm etc. To również wciąga czytelnika i powoduje łatwość w zapamiętywaniu. W dodatku nie jest takie proste, wymaga trudu, a prawdziwa sztuka powinna wymagać jakiegoś trudu. Powinna charakteryzować się połączeniem formy z treścią. Powinna trzymać się pewnych konwencji, ram, schematów, a jeżeli już je łamie to w zamian oferować nowe, inne. A nie iść na łatwiznę i wciskać ludziom, że oto jest "awangarda" i "wena", która rzekomo ma prawo pisać sobie jak chce i co chce. Wiersz nie powstaje na uczuciach, a wena polega m.in. na tym, że ma się w danym momencie zdolność rymowania i rytmicznego układania wersów, a nie na tym że się przekracza i łamie konwencję. Jeżeli już ktoś chce łamać sobie te konwencje, to niech najpierw pokaże że umie się nimi posługiwać, że umie znakomicie pisać nie łamiąc ich. Wtedy, gdy je złamie, uwierzę, że nie zrobił tego tylko dlatego, żeby iść na łatwiznę.

      Usuń
    5. Bardzo ładnie wyjaśniłeś swoje stanowisko, MP. Tyle, że literatury pięknej nie da się zamknąć w raz na zawsze ustalonych schematach. Ani jedno, ani drugie nie musi nieść ze sobą żadnego przesłania, nie musi być nawet spójną opowieścią.

      Pieśń może obyć się bez rymów. Czasami po prostu "czuje się" poezję, ot, choćby dlatego, że dany utwór doskonale się deklamuje. Cóż mogę więcej napisać? Rozumiem, że liczy się wynik. Dla Ciebie "Wąż" jest prozą zapisaną wersami. Nie zmienię tego. ;)

      Usuń
    6. hm... to mi przypomina przypadek pewnego boksera, niejakiego Zbigniewa Kicki... znalazł się na sali treningowej prosto z ulicy, nieoszlifowany diament, lał się koncertowo, poetycko wręcz... wygrywał... ale gdy trenerzy zaczęli mu "poprawiać" technikę, wtłaczać ją w ramki kanonów sztuki klasycznego boksu, Kicka się skończył jako bokser... przestał być "poetą" tego sportu, przestał wygrywać...
      ot, tak mi się jakoś skojarzyło...

      Usuń
    7. @Kira
      No i dobrze. De gustibus... etc. Niemniej, ja dalej pozostanę na stanowisku, że wiersze pisane dzisiaj, głównie białe, są znakiem (jednym z wielu) upadku naszej Cywilizacji...
      I pal tam licho "białość", ale reszta w dzisiejszych wierszach też nie zachwyca. Przynajmniej mnie.
      @ Kira i pkanalia i w ogóle
      A teoria literatury też wynika trochę ze światopoglądu. Model artysty, który olewa kanony kierując się uczuciami, weną etc.narodził się w romantyzmie. Wcześniej poeta był właśnie "rzemieślnikiem", który miał jak najlepiej naśladować pewne wzorce. Paradoksalnie w romantyzmie właśnie, przynajmniej w Polsce, powstawały raczej utwory rymowane i rytmiczne (Mickiewicz choćby, choć pozostaje w pamięci słynne "To Czatyrdach" i "aa" wykraczające na 15 wers w sonecie krymskim "Widok gór ze stepów Kozłowa). Romantyczną teorię o poecie łamiącym tradycję poetycką, schematy i konwencję podjęła Młoda Polska.... ale tu też paradoksalnie mało co wyszło, a wiersze takiego choćby Leśmiana są tak arcydziełami rytmiczności. Kariera wiersza białego zaczęła się gdzieś w XX-leciu i po II wojnie, gdzie pisali już tak Miłosz, Szymborska, ks.Twardowski etc. Teraz wierszy poważnych zarówno w treści, jak i w formie praktycznie nikt nie pisze... Ja próbuję - zapraszam do lektury na mój blog:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    8. @ MP

      Twoje wiersze są fajne, ale do każdego przemawia co innego. Kurczowe trzymanie się formy i schematu jest bezsensowne. Czemu miałoby to służyć? Nie mam nic przeciwko rytmice czy rymowi, ale nie stanowią one wartości same w sobie.

      Usuń
    9. no cóż... podobno już po śmierci /ot tam, takie małe coś tam/, na uczcie przy stole Odyna skaldowie piją z największych rogów... tylko do końca nie wiadomo, kto te rogi fasuje...

      Usuń
  11. @MP
    Poezja to....cóż, POEZJA! Rym nie gra tu żadnej roli. Znam panią, która pisze tradycyjne, rymowane wiersze - potrafi tygodniami pisać jeden, krótki utwór. Mówi o sobie "poetka", lecz dla mnie jest tylko zwykłym rzemieślnikiem. W tworzeniu - wiersza, powieści, ciasta, rabaty kwiatowej - niezbędna jest wena, wewnętrzna gorączka i pragnienie, które może zaspokoić jedynie akt twórczy. To jedyna definicja artysty, jaka dla mnie jest do przyjęcia :)
    @pkanalia
    Masz rację, w dziele artystycznym granice gatunkowe zacierają się. Czytałam powieści, które były czystą poezją i wiersze, które stanowiły drwinę z istoty natchnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatecznym rozrachunku liczy się EFEKT.

      Usuń
  12. @Kira, Marzena, Anty, MP...
    kiedyś, lata temu opublikowałem na blogu kilka haiku... pamiętam, że ktoś podniósł wrzask, że to nie jest haiku, bo nie trzyma schematu sylab "5 - 7 - 5"... pomijając już fakt, że język japoński ma swoją rytmikę i pisanie haiku po polsku żywcem "kanonicznie" /5 - 7 - 5/ byłoby sztuczne i w ogóle pozbawione sensu, to istota haiku nie w kanonie się zawiera, który to kanon ma znaczenie jedynie pomocnicze...
    podobnie jest z wierszem, poezją jako taką... przykładem jest wspomniany przez Kirę wiersz biały, zaś wspomniane przez Marzenę rymowanki to jedynie swoiste intelektualne łamigłówki słowne, które same w sobie stanowią pewną wartość, ale nazywanie ich "poezją" jest grubym nieporozumieniem...
    pamiętajmy jednak, że każdy ma prawo do swojej oceny i nazewnictwa... nieraz zdarza się, że ktoś /przykładowo/ odmawia miana "muzyka" muzyce, gatunkowi, rodzajowi, którego nie rozumie, nie lubi i w ten sposób wyraża swoje emocje z tym związane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. klient zamówił sobie wiersz:
      "Żeby tam było najwyżej sześć linijek, a w nich o miłości i o zdradzie, o muzyce, o Murzynach, o wyższych sferach, o nieszczęściu, o kazirodztwie, do rymu i żeby wszystkie słowa były tylko na literę C!!"...
      "mówisz - masz", więc dostał:
      Cyprian cyberotoman, cynik, ceniąc czule
      Czarnej córy cesarskiej cud ciemnego ciała,
      Ciągle cytrą czarował. Czerwieniała cała,
      Cicha, codzień czekała, cierpiała, czuwała...
      ...Cyprian ciotkę całuje, cisnąwszy czarnulę!!"...
      ...
      polecam całe opowiadanie /S.Lem - "Wyprawa Pierwsza A, czyli Elektrybałt Trurla"/:
      http://free.of.pl/a/adamsykut/literatura/Wyprawa_1_A.html

      Usuń
  13. @Piotr
    Skoro już jedziemy z Lemem:
    "Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
    W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
    Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
    A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!"
    Anty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Karaluch z Młękocina dojechał szczęśliwie, ale szambo zgasło”...
      "Ciotkę parowozu przetaczać na sznyclach”...
      „Zaręczyny masła nie odbędą się, bo zagwożdżono szlafmycę”...
      „Ten, kto kogo ma lub nie ma, sam zawiśnie pod obiema”...
      /bardzo ciekawe przysłowie zresztą, przynajmniej do rymu/...
      „Z agrestu, poddanego torturom, niejedno można wyciągnąć”...
      trzeba przyznać, że ta ostatnia sentencja ma rzeczywiście niezłe przełożenie na realia :D...

      Usuń
    2. Pierwszą zwrotkę - w przełożeniu bodajże Słomczyńskiego - znam na pamięć:

      "Było smaszno, a jaszmije smukwijne
      świdrokrętnie na zegwniku wężały.
      Peliczaple stały smutcholijne,
      a zbłąkinie rykoświstąkały."

      Usuń
    3. w przekładzie autorstwa JKM /!!/ było tak:

      "Błyszniało – szlisgich hopuch świr
      Tęczując w kałdach świtrzem wre,
      Mizgłupny był borolągw hyr,
      Chrząszczury wlizły młe".

      Usuń
    4. http://home.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.shtml

      Usuń
    5. Ups. Słomczyński napisał "i zbłąkinie", a nie "a zbłąkinie". :) My bad.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...