28.04.2014

Nieczyste sumienie


Wczoraj wieczorem Tofik, ulubiony kotek Lubego, przyniósł dwie żywe myszy. Pierwsza uciekła na skutek jego nieuwagi i czmychnęła pod szafę. Jakiś czas później przyniósł drugą. Chcąc mu ją wydrzeć złapałam go wpół, na co kocina wypuścił zdobycz z pyszczka. I tak oto mieliśmy już drugą mysz, tyle, że za naszym przedmałżeńskim łożem.

Zaczęło się parogodzinne szaleństwo. Luby latał jak oszalały od jednego pokoju do drugiego i przy pomocy długiej linijki starał się wygarnąć zza mebli ukrywające się gryzonie. Świadomość, że szwendają się u nas dwie żywe myszy doprowadzała go do złości, a mnie do spazmów śmiechu.

Zabiegi Ukochanego nic nie dały. Podobnie jak wpychanie Rudego pod łóżko w nadziei, że dopadnie przynajmniej jednego intruza. W przeciwieństwie do szybkiego, zwinnego Tofika Rudolfo jest kotem ślamazarnym, biernym i łagodnym; najlepiej mu wychodzi klejenie się do nas i ślinienie z rozkoszy, gdy czochramy go po grzbiecie.

Ale nasza słodka pierdoła zrehabilitowała się (w oczach Lubego) parę godzin później, po powrocie ze swojego zwyczajowego nocnego spaceru. Usłyszawszy dobiegające z kąta chrobotanie myszy, Ruduś natychmiast zerwał się z moich zaanektowanych wcześniej kolan i pognał w te pędy na łowy. Jakiś kwadrans przed szóstą mysz została wygarnięta zza subwoofera i położona na podłodze. Rudy przycupnął obok i leniwie patrzył na agonię swej krwawiącej ofiary.

Ja również patrzyłam na przedśmiertne drgawki myszy, ale spokoju nie było we mnie za grosz. Jasnym było dla mnie, iż jedynym sensownym posunięciem byłoby dobicie cierpiącego maleństwa. Tylko jak to zrobić??? Ciapem? Piórnikiem? Ręką? Po parunastu sekundach zwierzątko przestało się trząść. Konkubent wziął je za ogon i szurnął z balkonu do ogródka. Zapewniał mnie potem, że mysz była już martwa, ja jednak nie dawałam temu całkowitej wiary.

Nie mogę sobie wybaczyć, że stałam jak dureń i niczego nie zrobiłam. Możecie się śmiać, ale dla mnie obojętność wobec czyjegokolwiek bólu jest złem. Pamiętam, jak prosiłam o dobicie potrąconego przez samochód psa; jak sama dobiłam (nogą) poszarpanego gołębia. Ale jak skrócić męki takiej małej myszki? :(

Gdzieś tam w naszych pokojach kryje się jeszcze druga...

18 komentarzy:

  1. w takim przypadku dokonuję eutanazji myszy poprzez szybkie utopienie... wydaje mi się, że z dostępnych pod ręką sposobów ten zaoszczędzi myszy najmniej cierpień...
    ...
    skoro Luby zapewnia, że była martwa, to była martwa... nie bardzo rozumiem, dlaczego nie wierzysz Lubemu, skoro jest Lubym...
    ...
    mnie się też zdarzały ucieczki myszy, o których kocica potem zapominała... dwa razy udało mi się taką samemu potem przechwycić, po komisyjnym werdykcie "zdrowa, da radę" wynosiłem na ogródek... ale jedna miała pecha... w nocy przytuliła się do mnie do pleców i na skutek moich zmian pozycji podczas spania z myszy się zrobił "płaskomysz", co odkryłem rano...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
  2. Myszy nie wytrzymują heavy metalu. Wystarczy kilka sekund i zgon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, nie wiem... właśnie z jedną z tych wypuszczonych miałem taką akcję, że wróciłem do domu, zapuściłem sobie coś dla relaksu, patrzę, a tu mysz mi włazi na biurko... czyli zguba się znalazła... tak siedzi i patrzy na mnie... nie było to spojrzenie prenieboszczyka... raczej tak, jakby chciała powiedzieć: "I wanna more"... z troski o jej bezpieczeństwo /akurat kota się przebudzała/ chwyciłem w jakiś gałgan i wyniosłem na ogród... pamiętam to tęskne spojrzenie pożegnalne z lekkim posmakiem żalu, tak jakby chciała zapytać: "dlaczego mi to zrobiłeś?"...

      Usuń
    2. No padlam :)))) Szaleni jestescie ...i ta noc z mysza ...ja pierdykam:))))

      Usuń
    3. Fakty są takie, że wyniosłeś ją, i przeżyła...

      Usuń
    4. widzisz z tego wynika , ze ...( "dlaczego mi to zrobiłeś?") to mysz samobojczyni. Chciala zejsc z tego padola a tu ratunek sie jej trafil:)) Niedzwiedzia przysluga.

      Usuń
    5. no, właśnie nie... ta mysz chciała się twórczo się rozwijać słuchając heavy-metalu... ja jej to uniemożliwiłem /ze względu na nieuniknione skasowanie przez kota/...

      Usuń
    6. Coz za melomanka...wielbicielka muzyki heavy. Ryzykowala zyciem... ilez to spojrzen mozna miec na sprawe:))

      Usuń
    7. sama lubisz heavy, więc nie pierdziel mi tu... z drugiej strony jednak, chyba nie jesteś myszą...

      Usuń
    8. Lubie, nie przecze, ale po komentarzu Dibeliusa zaczynam sie obawiac, ze byc moze, kiedys tego nie uniose. Wystarczy kilka sekund i bedzie zgon:)))
      A z tym spojrzeniem na sprawe to przeciez szlo, ze co glowa to inny pomysl na.... "mysz" lub tez heavy, lub tez przezycia myszy , lub moc heavy....:)))

      Usuń
  3. A ze sie zapytam. Ta dekoracja do posta, foto z podloga....podloge wymazalas ketchupem? Czy utlenowana krew jest TAKA JASNA? To byla chyba mysz z niedokrwistoscia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo to, albo mój aparacik nie potrafi wiernie oddać kolorów.

      Usuń
    2. jasna krew świadczy, że była to krew tętnicza... czyli wychodzi na to, że Marchewa to może i "słodka pierdoła", ale także fachowiec, który zabijając robi to wtedy porządnie... bo po tętnicach trzeba jechać, nie po żyłach...

      Usuń
    3. Koty...urodzeni mordercy...skad oni taka wiedze posiadaja? :)))

      Usuń
  4. A dlaczego Kiro prosiłaś o dobicie potrąconego psa ? Przecież można było wezwać weterynarza i uratować życie psiakowi . To samo z gołębiem .
    Można po prostu być przy takim zwierzaku np głaskać go, aby się nie bał i czuł przyjazną osobę obok siebie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies został potrącony na moich oczach, gdy jechałam do pracy cudzym samochodem. Kierowcą była nauczycielka z tej samej szkoły. Wielokrotnie się później zastanawiałam, czy nie powinnam była jej przymusić, żeby zrezygnowała z zajęć i zawiozła mnie do weterynarza. Niestety, wyszło, jak wyszło. Ona stała jak debilka i nic nie robiła, nie odezwała się nawet słowem. A ja działałam jak w amoku. I wydaje mi się, że dla tego psa i tak nie było już ratunku.

      Gołąb miał kompletnie poszarpany grzbiet, nie chciałam przedłużać jego cierpień.

      Usuń
    2. Witaj Kira.
      Te ślady krwi(?) na podłodze.Jak nie przymierzając,na jakimś horrorze.Co tam się naprawdę działo?
      Pozdrawiam(z nieukrywanym strachem).

      Usuń
    3. Ano, Rudolfo pewnie zgniótł mysz w pyszczku czy łapach, gdyż zaczęła - jak mi wyjaśnił mój Luby, który był bliżej miejsca akcji - pluć krwią. Fotkę zrobiłam parę minut po tym, jak zwierzaczek wylądował w ogródku.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...