02.05.2014

Ku chwale postępu!


Stach uszy zatkał, nogami zatupał.
- Gdzież oni, ci prości, szczęśliwi ludzie! - załkał. - Co z nich zrobiłeś? Co zrobiłeś z tą rajską okolicą! Z polami! Płacząca brzoza pod kurhanem - ścięta!
- Orać przeszkadzała! - krzyknął za mnie sołtys.
- Maliny przy Bartoszowej drodze, bzy, czeremchy - wyplenione. Krzyża, Jakubowego krzyża na rozstajach - nie ma!
- Drogę trzeba było poszerzyć...
- Kurhan spłantowany! Rzeka zmeliorowana!
- Nowoczesna gospodarka, panie Staszku, nie toleruje takich senty...
- Czy wy nie widzicie, co się stało ze świętym żytem? - zamachał Stach rękami, wydawało się, że zaraz ciśnie w nas swoim neseserkiem. - Nie słyszycie, o czym szumią kłosy? O wydajności z hektara szumią! O skrobi! O kaloriach!
- Deficyt paszowy zmusza nas, panie Staszku, do wielu... - próbował perswadować sołtys, lecz Stach się zapienił.
- A krowy na pastwiskach! - darł się. - Boże! Czy snują się jak kiedyś po wygonie? Czy porykują do nieba? Nie! One żrą, obżerają się na wyścigi! Dalibóg, one ścigają się, która więcej mleka uciuła! Która tłustsze! Boże, nawet krowy, nawet one już gonią za sukcesem, za modą!
Wyprostek nadbiegał, w kombinezonie był. Spoconą ręką otarł czoło.
- Stachu! - rzekł sapiąc. - Wracaj! Lucernę trzeba, Stachu...
- Lucernę! - przerwał mu Stach i zamierzył się w ojca neseserkiem. - A na co ojcu ta lucerna? Te maszyny! Te chlewnie, obory!
- Nie znasz się, nie gadaj! - ofuknął go stary.
- Kiedyś, jak jeszcze byłeś ciemnym chłopem, miałeś czas i poleżeć sobie w chłodku pod jabłonią. I na przyzbie posiedzieć. I różaniec zmówić... A teraz? Harujesz jak wół tymi maszynami, latasz jak oparzony, zamiast, jak kiedyś, kosą sobie, pomaleńku.
- Kosą za wolno - rzekł Wyprostek.
- A dokąd ci tak spieszno? Do zawału? - jęknął Stach.
- Kiedy ja już nie chcę być ciemny - rzekł Wyprostek.
- Miasto czeka na jego chleb, a nie na różaniec i przysłowia - zauważył trzeźwo sołtys. Stacha poniosło.
- Miasto?! - wrzasnął. - Takie same darmozjady jak i wy!
- Nie jesteśmy darmozjadami - odparł sołtys godnie. - Wzięliśmy na swoje barki usługi...
- Usługi?! Ech, wy, cwaniacy! Wydrwigrosze! Nie chcę mieć nic wspólnego ni z wami, ni z tą spustoszoną okolicą! Wyjeżdżam!
- Dokąd? - spytałem krótko.
Stach nie odpowiedział. Zakręcił się w miejscu i, splunąwszy w naszą stronę, ruszył w pole, na przełaj, do lasu.
- Dokąd? - powtórzył moje pytanie sołtys.
- Do afrykańskiej puszczy? - zawołał Maciej. - Kiedy i tam już koleje i rafinerie...
- Wracaj! - krzyknął Wyprostek, ale nadaremnie. Wielkimi krokami, przygarbiony, z neseserkiem w prawicy, oddalał się Stach w stronę puszczy. Ludoman? Naturszczik? Hippis? Co z nim się stało?
- Może mu się w mieście nie wiedzie? - wyraził przypuszczenie ojciec.
- A może przyjechał pokazać się, pomądrzyć - a tu my nie gorsi? - zastanawiał się sołtys, jak i my zdziwiony zachowaniem się Tomaszowego syna. - No, muszę wracać, plaża nie  strzeżona - rzekł i, uruchomiwszy silnik, odpłynął z warkotem.
I my ruszyliśmy w stronę ośrodka. Grzyb nastawił przesłonę i sfotografował nas - mnie i Malwinę - na tle mostu.
- A może mu o Malwinę poszło? - zastanawiała się głośno matka. - Ech, Marian, Marian - westchnęła. - Taka dziewczyna! A ty...
- Do żeniaczki ty nie namawiaj! - ofuknął ją ojciec.
- Kto tu mówi o żeniaczce... - skrzywiła się matka. - Oni nawet jeszcze ze sobą nie spali.
- Nie? - zdumiał  się ojciec.  - Naprawdę, Malwino ? Jeszcześ z nim nie spała?
- Nie układało się jakoś - wyjaśniła.
- A co? Kompleksy? Zahamowania? - Ojciec przyjrzał się mi badawczo.
- Weźcie pokój w hotelu i już! - doradziła matka. - Szkoda ciał, póki młode.
- A co to, domu nie mają? - obruszył się ojciec. - W domu przecież mogą.
Malwina zwróciła ku mnie swoje oczy przepaściste, błękitne.
- I co ty na to, Marian? - spytała swoimi zmysłowymi jak zwykle ustami. - Pracę kończę o dwudziestej. Przyjść?


To jedna z najzabawniejszych książek, jakie miałam okazję czytać. Krótka, ale treściwa, do tego napisana piękną, soczystą polszczyzną. Zero patosu, dłużyzn czy przynudzania. Smakowita, acz dobrotliwa zarazem kpina z nadgorliwych społeczników, pragnących wyzwolić prosty lud spod jarzma ciemnoty i zabobonu, przypadnie do gustu nie tylko prawicy. ;)

Polecam!




Streszczenie tutaj.

18 komentarzy:

  1. /cytuję z grubsza, niedokładnie z pamięci/:
    - Kosą jest szybciej...
    - A czy to w robocie o "szybciej" chodzi?...
    /"Konopielka" tegoż autora/...
    ...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten sam autor na stare lata napisał też Teleefrenię, czyli o zaniku odróżniania rzeczywistości telewizyjnej od tej realnej. A Awans to klasyka tak samo jak konopielka.

    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
  3. Panowie już napisali :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łatwo jest o wsi pisać, gorzej na wsi żyć. Nie ma już prawdziwych kół gospodyń wiejskich :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia byla czloniek takiego kolka, ale nigdy nie brala w spotkaniach udzialu. Za duzo roboty prawdopodobnie miala, aby na te seksualne spotkania chodzic, Praca w polu zabila w niej potrzeby nizszego rzedu, wiec nawet nie umiala korzystac z takiej formy rozrywki:) Niech zaluje, sporo stracila. Niewyedukowana zostala wlasciwie i dlatego chyba troje dzieci urodzila:))

      Usuń
    2. Chyba wyższego? Bo niższe zawsze się ujawniają.

      Usuń
    3. Nizsze poprzez ciezka prace tez zostaly dobite(p) :))

      Usuń
  5. Oglądałam kiedyś film na podstawie tej książki …. Do tej chłopskiej ciemnoty próbują wracać i organizować, w co bardziej mentalnie zacofanych wsiach koła gospodyń wiejskich – Masakra! Te święte bozie, stroje z koralami i skrzeczące śpiewy. Może się komuś to podobać, ale ja nigdy nie lubiłam folkloru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, oj tam, dramatyzujesz Kochanie... a Grzesio Ciechowski /RIP niestety/ to co?:
      http://youtu.be/w8G_W2Fx0Vg
      natomiast kiedyś koła gospodyń wiejskich kiedyś się tworzyły spontanicznie, na przykład przy skubaniu gęsi /teraz się kobitki spotykają na spotkaniach Oriflame/... ale nasz Dibi, jak widać chciałby powrotu do centralnego organizowania ludziom czasu... przyznam, że za specjalnie mnie to nie zdziwiło...

      Usuń
    2. @Peter,
      Koła Gospodyń Wiejskich zapewniały kiedyś młodzieży edukację seksualną. Młodzi ludzie mogli porozmawiać o problemach o których krępowali się rozmawiać z rodzicami np. o antykoncepcji, współżyciu przedmałżeńskim, problemach emocjonalnych, technikach seksualnych itd. Ale wszystko oparte to było na ludowej tradycji, zdrowym rozsądku, podkreślaniu, że najważniejszy jest szacunek dla drugiej osoby i odpowiedzialność.
      Teraz zamiast tego przychodzą do szkół zboczone edukatorki seksualne i namawiają młodzież do seksu zbiorowego gdzie popadnie i z kim popadnie, płeć nieważna, najlepiej przed tym zaćpać a po tym zgłosić się na aborcję.

      Usuń
    3. ech, Dibi, rozpędzasz się... przyznam, że pojęcia nie mam, czy w szkołach jest prowadzona edukacja seksualna i jak ewentualnie wygląda... ale w to NAMAWIANIE do różnych form seksu i ćpania uwierzyć nie sposób... podejrzewam, że to kolejny Twój ponury żart w stylu "Nowicka biega po ulicach i wszystkim usuwa ciąże"...

      Usuń
    4. aha, tak gwoli ścisłości terminologicznej... ani "namawianie" /jeśli w ogóle ma miejsce/, ani "podkreślanie znaczenia szacunku i odpowiedzialności", to już nie edukacja, lecz wychowanie...
      zdaję sobie jednak sprawę z tego dla niektórych neutralna informacja o istnieniu pewnych zachowań seksualnych lub skutkach działania jakiegoś narkotyku to już "propagowanie i instruktaż" tych zachowań /nie wspomnę już o wciskaniu uczniom w rękę pełnych butelek lub strzykawek z poleceniem natychmiastowego spożycia/...

      Usuń
    5. @ PKanalia

      I to - między innymi - za ten rodzaj humoru lubię Dibeliusa. :)

      Usuń
    6. ależ też Go lubię... fascynujące jest w tym Jego poczuciu humoru to, że często formułuje pewne sądy tak, że człowiek nie wie, czy pisze to poważnie, czy nabija się z tych, którzy naprawdę tak myślą... zaś oczyma wyobraźni widzę Jego "kamienną" twarz a la Buster Keaton... ta atmosfera niepewności /dałem się wkręcić, czy nie dałem?/ dodaje niesamowitego uroku dyskusjom z Nim...

      Usuń
    7. Dokladnie, to jest Dibi:)) I poprzez taka , nazwijmy to, technike zartowania bardzo czesto wali po jajach rozmowcow. Nie ublizyl, zachowal sie na poziomie, ale swoje powiedzial:))

      Usuń
    8. Też bardzo lubię taki rodzaj poczucia humoru,choc myślę,że w realu jest on bardziej widoczny ,bo właśnie twarz Bustera Keatona dodaje większej pikanterii....

      Usuń

  6. Witaj Kira.
    Serdeczne dzięki za przypomnienie tego Pisarza.Muszę poszukać i ponownie przeczytać,bo gdzieś leży w kartonach w piwnicy razem z innymi książkami z tamtych lat.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Konopielke ktoś podprowadzil,Awans mam nadal, Teleefrenii nie znam

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...