31.05.2014

"Nic nie jest zapomniane. Nic nigdy nie będzie zapomniane."


Mam do tego serialu niemal nabożny stosunek. Był jednym z kamieni milowych mojej wczesnej młodości. Zachwycał, bawił i wzruszał. Wyraziści bohaterowie, ciekawa, pełna zwrotów akcji fabuła, urzekająca muzyka, piękne krajobrazy, do tego całkiem nieźle oddane (z punktu widzenia laika) realia epoki, bezboleśnie mieszające się z magią i pogańskim mistycyzmem. Przede wszystkim jednak ten serial miał duszę. To ona podtrzymała jego istnienie w zbiorowej pamięci, uchraniając je przed korozją zapomnienia. Jedynym zgrzytem była produkcja nowego sezonu po śmierci głównego bohatera, zastąpionego przez nową, na dość dziwnych zasadach wprowadzoną postać. Niemniej do końca cykl trzymał fason.

Kto wie, być może teraz, po latach, oceniłabym to dzieło surowiej. Wychwyciłabym błędy, nieścisłości i niedoróbki, a wiedząc, jak to się wszystko skończy, czułabym się lekko znużona. Ale to są drobiazgi. Chciałabym kiedyś ponownie zanurzyć się w świat tej wspaniałej, ponadczasowej baśni, która dawała mi siłę, by przetrwać w realnym świecie.



14 komentarzy:

  1. Ha!

    ostatnio ściągnąłem całość do ponownego obejrzenia. Wytrzymałem jeden sezon, bo generalnie po jakimś czasie wszystkie odcinki się zlewają w to samo. Co nie znaczy, że żałuję obejrzenia przynajmniej paru odcinków.

    Pamiętam jak podwórko szybko pustoszało, kiedy dobiegały nas dźwięki The Hooded Man by Clannad. I muzyka wciąż pozostaje mocną stroną serialu.

    Pozdrawiam, Kamil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam sobie kiedyś pierwszą i drugą serię. Jeśli uda mi się nabyć i trzecią, to może obejrzę ponownie wszystkie odcinki. Aczkolwiek wolałabym, żeby wyemitowała je telewizja.

      Usuń
  2. Clannad, ta nazwa powinna tu paść, bo ich wkład w tworzenie klimatu wydaje mi się bezdyskusyjny...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Clannad. :) Jednym z tagów wpisu jest "muzyka".

      Usuń
    2. Clannadu "nauczyłam się " od ciebie i tez uwielbiam

      Usuń
  3. Serial był OK, tylko nie wiem co to za facet do nich wychodził z lasu przebrany za jelenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to mogła być i rosła baba na dobrą sprawę, dokładnie tego nie widać... chyba zaszeregowana jako epizodystka /czyli wyżej od statysty/ na liście płac, jak się dobrze orientuję w tych tematach... niestety nazwiska nie znalazłem...
      a głos też pewnie podłożony...

      Usuń
    2. http://www.aveleyman.com/TVEpisode.aspx?FilmID=294&Episode=19840115

      Nie dość, że pokazał twarz, to jeszcze nie był jakimś tam statystą, bo wystąpił w większej połowie (uwielbiam ten zwrot) odcinków :)

      Usuń
    3. aha... okay... szczerze mówiąc, dawno już nie widziałem i tak właśnie pamiętam Herne'a, jak niezbyt wyraźną postać co najwyżej w półdystansie w krzaczorach i głos tak zmiksowany, jakby słychać go było telepatycznie, a nie realnie...
      więc sam rozumiesz, że przy takiej koncepcji postaci można zaoszczędzić na aktorze i wystarczy epizodysta, stąd mój poprzedni komentarz, jak się okazuje niezbyt celny...

      Usuń
  4. Niesamowite, że przy dokonywaniu porównań w gronie przyjaciół z bardzo wczesnej młodości, mówiąc "ten prawdziwy Robin Hood" mieliśmy na myśli właśnie serial. Tak głęboko wbijał się w pamięć niesamowity klimat tej historii...
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie... "prawdziwy" Robin Hood, to dla mnie zawsze będzie książka Howarda Pyle...

      Usuń
    2. @ Antydogmatyk

      Czyżbyś urodził się w latach 80-tych? ;)


      @ PKanalia

      A "Robin Hooda" Kraszewskiego czytałeś?

      Usuń
    3. wersję Kraszewskiego przeczytałem już po poznaniu wersji Pyle'a, więc sjerjozna wizja Robina jako powstańca ludowego mi zupełnie nie odpowiadała... tak to wtedy /dość dawno/ odbierałem i niewykluczone, że obecnie czytałoby mi się inaczej...

      Usuń
    4. Trochę wcześniej..
      Anty

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...