17.05.2014

Nocni goście


Kiedy jeszcze mogłam je oglądać wyłącznie w telewizji czy na Youtube, wydawały mi się prześliczne, słodkie i mniamuśne. Rozczulały mnie bardziej niż króliczki, świnki morskie, szczurki, szynszyle, a nawet psy czy koty. Ot, takie śmieszne, oryginalnie wyglądające stworzonka. Z natury mało towarzyskie, są jednak – jak zapewniają eksperci całkiem łatwe do przyswojenia. Nieraz fantazjowaliśmy z Lubym, że kiedyś będziemy takiego słodziaszka mieli...

...no i mamy. Chociaż nie, to za dużo powiedziane. Na razie przychodzą do nas na wyżerkę, naturalnie po zapadnięciu zmroku, jak na zwierzęta nocne przystało. Zeszłej jesieni był tylko jeden. Na zimę zniknął; zaszył się pewnie gdzieś w ogródku, niekoniecznie naszym. W tym roku przychodzą już dwa: większy i mniejszy. Mama jest zachwycona i z niecierpliwością wyczekuje na młode.

Ja zaś zaczynam trochę kręcić nosem na te systematyczne wizyty. Przyznaję, zwierzaczki są cudne. Mam jednak do nich kilka zastrzeżeń.

Po pierwsze – wykazują się zdumiewającą żarłocznością: pochłaniają niemal jedną puszkę kociej karmy na dobę. Nie jest to może wielkie obciążenie dla domowego budżetu, ale gościnność powinna mieć swoje granice.

Po drugie – zanieczyszczają werandę. Co za chamstwo – pomyślałam ponuro, widząc potężne (jak na tak małe stworzenia) balaski przy szybie. Jak można srać tam, gdzie się jada?!

Po trzecie – mocno hałasują w nocy, wybierając resztki z blaszanych miseczek. (Chociaż to akurat aż tak bardzo nam nie przeszkadza; zamieszkujące nasze pokoje koty są znacznie bardziej wkurzające, gdyż o każdej porze dnia i nocy musimy z Lubym robić za odźwiernych, otwierając im drzwi balkonowe.)

Po czwarte – i najważniejsze – czy notoryczne dokarmianie dzikich bądź co bądź zwierząt nie jest w pewnym sensie... niewłaściwe? Co prawda nasi milusińscy jeszcze nie wchodzą do domu (i może nigdy nie wejdą), ale założę się, że zaprzestały już intensywnych polowań na pędraki. W końcu co wieczór czeka na nie smaczne, kaloryczne i gotowe do natychmiastowego spożycia jadełko. Nic dziwnego, że tyją na potęgę.

Jak to powiedział Lis z „Małego Księcia”? „Musisz być odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. A czymże jest bezustanne dokarmianie dzikiej zwierzyny, jak nie jej oswajaniem?






Miśka czujnie obserwuje...


Niestety, to najlepsze zdjęcia, jakie udało mi się im cyknąć. Jeże nie są specjalnie płochliwe, ale do pozowania też się nie rwą.

Od czego jednak mamy Youtube? ;)


Kilka faktów o jeżach europejskich:



Kilka faktów o afrykańskich jeżach pigmejskich:



Największe w Szwajcarii schronisko dla jeży:


45 komentarzy:

  1. U mnie niestety objawem zjawienia się jeża jest ostre ujadanie psów. Starają się go podkopać i śladem zmagań są obszary zrujnowanego trawnika. Nieważne, która to godzina w nocy, muszę wyposażony w rękawiczki i wiadro wyruszyć na odsiecz i odnieść zwierzaka do lasu. Raz tylko udało im się zagryźć młodego osobnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chryste Panie! Pilnuj swoich pupilków! :(

      Nasze też szczekają na widok jeży, zwłaszcza duża suka. Mała z kolei czujnie obserwuje ich nocną wyżerkę (patrz: zdjęcie). Raz weszły (psy, nie jeże ;)) do domu przez werandę, omijając wszakże pożywiające się kolczaki (skończyło się na delikatnym dotknięciu nosem kolców).

      Usuń
    2. Dibi... nie przerażaj mnie... chyba pomyliłeś jeża z kretem, albo dzikiem /podziemnym rzecz jasna/...
      tylko nie zwalaj na psy, że to one pomyliły...

      Usuń
    3. Dziki podziemne to jest narastający problem. Polujesz sobie spokojnie na kreta, a tu taki potwór wychodzi z głębin ziemi...

      Usuń
    4. na ziemne dziki skutkuje tylko "dzięcioł ziemny" /krzyżówka moa i marabuta, podrasowana sterydami/, inaczej nie da rady... tylko trzeba mu podwiązać nieco szyję, niczym kormoranom używanym do połowu ryb, bo zeżre dzika i pozbawi nas posiłku takim sposobem...
      co prawda po takiej akcji o ładnym trawniku można już zapomnieć, ale z uwagi na walory smakowe i zastosowania różnych podrobów dzika ziemnego w medycynie ludowej chyba warto taki trawnik poświęcić... zresztą i tak nie ma innej opcji...

      Usuń
  2. dokarmianie wolnych jeży en bloc jest chore... i tyle...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Youtube znalazłam sporo filmików o jeżach. Z jednego z nich dowiedziałam się, że niektóre padają z głodu, zwłaszcza podczas okresu hibernacji. Może w takim wypadku dokarmienie przed zimą miałoby sens?

      Usuń
    2. nie piszę o pomocy w sytuacjach skrajnych... my kiedyś rok temu znaleźliśmy takiego zdechlaka świeżo wybudzonego... ale po kilku dniach pobytu w pojemniku i dokarmieniu natychmiast dostał wypis z sanatorium... mnie chodziło o to, o czym pisze T.F. poniżej... jeż ma swoje miejsce ekologiczne, czyli tępienie różnego robactwa na ogródkach, więc dokarmiając go działasz przeciw sobie /zdaje się masz posesję z jakąś zielenią/...
      ...
      kilka słów o jeżach pigmejskich, bo wcześniej nie pisałem... dwa lata temu były bardzo trendy jako prezenty komunijne... potem większość z tych jeży wylądowało w lasach, ogrodach, parkach, bo "zabawka się znudziła" smarkaczowi... na szczęście gatunkiem inwazyjnym w tutejszym ekosystemie się nie stały, bo wymarzły, ale idiotyczność tego pomysłu, tej mody woła o pomstę do Artemidy...

      Usuń
    3. PKanalio, wiem, że nie należy mylić codzienności z sytuacjami - że się tak wyrażę - awaryjnymi. Masz rację, jeże należy odstawić od michy. Wczoraj w nocy wspomniałam o tym mamie, a ona mi wypomniała, że sama często daję naszym milusińskich sutą dokładkę karmy. I miała rację. Niestety, dzisiejszej nocy znowu to zrobiłam, gdyż zauważyłam przy miskach jakąś wychudzoną kocinę (to dla bezdomnych kotów była pierwotnie przeznaczona karma z werandy). Ale już najbliższej nocy dostaną co najwyżej resztki. Z czasem może uda nam się całkowicie wyeliminować dokarmianie. Choć nie ręczę.

      Fundowanie dzieciakowi jakiegokolwiek zwierzęcia w ramach prezentu komunijnego zakrawa na kompletną bezmyślność.

      Usuń
    4. generalnie kwestia dokarmiania zwierząt wolnych jest sprawą delikatną... na przykład miejskie koty... są koniecznością, bo ich obecność powstrzymuje szczury przed zbytnią ekspansją... z drugiej jednak strony kot rzadko poluje na szczury, nie żywi się nimi, bo preferuje drobniejszą zwierzynę... w mieście wiele takiej nie ma, więc pozostaje mu nurkować po śmietnikach albo korzystać z troski różnych babć, które je dokarmiają... natomiast z jeżem jest tak, jak z dziką zwierzyną leśną... istnieją np. paśniki dla saren czy jeleni, ale są używane przez leśników rzadko, gdy jest zbyt surowa zima... albo takie wiewiórki... kto podkarmia wiewiórki?... jedynie ludzie czasem na spacerze w parku coś wiewiórce dadzą, dzieciaki mają wtedy frajdę, ale nie jest to duży udział w diecie, generalnie wiewiórka radzi sobie sama...
      ...
      w ogóle zwierzak jako prezent dla dzieciaka to słaby pomysł... podobno zwierzak wyrabia w dziecku odpowiedzialność, ale skoro dorośli są zwykle nieodpowiedzialni w kwestiach zwierzaków, to taka metoda wychowawcza odnosi nieraz odwrotny skutek... a w dupę dostaje niewinny zwierzak...

      Usuń
    5. Zdziczałe psy czy koty powinny zostać na powrót przyswojone. Są wszak naturalnymi towarzyszami człowieka. W przeciwieństwie do jeży. Teraz mamy wybór: oswajamy "nasze" jeże do końca albo wstrzymujemy żarełko.

      To prawda, że nie należy dawać dzieciakowi zwierzęcia. No chyba, że mamy do czynienia z nadzwyczaj rozwiniętym intelektualnie i emocjonalnie dzieciakiem. ;)

      Usuń
    6. wydaje mi się, że w tzw. "ekosystemie miejskim" /metafora taka/ na bezpańskie psy raczej nie ma miejsca... natomiast koty /tzw. "piwniczne"/ są naturalnym sojusznikiem człowieka... tak więc uważam, że oba gatunki potrzebują nieco innej polityki... psy rzeczywiście próbować oswajać /lub w skrajnych sytuacjach niestety eksterminować, z bólem serca to piszę/, ale co do kotów /"piwnicznych"/, to one się oswoić nie dadzą, tu już nie ma bata /chyba, że znajdziesz osierocony koci miot/... pozostaje mądra współpraca z nimi, plus kontrola populacji antykoncepcją lub sterylizacją, monitorowaniem kwestii kocich chorób w tej populacji... czyli de facto dokarmianie kotów piwnicznych to prostu rodzaj "pensji", które otrzymują za swoją "pracę"... nie wiem, czy wiesz, że w Wawie istnieje coś takiego, jak "miejski karmiciel kotów"... można się zgłosić do magistratu, dostaje się przydział karmy i "blachę" dzięki której jest się pod ochroną prawa... trzeba tylko zadeklarować miejsce, w którym chcesz te koty dokarmiać i ściśle się z tego wywiązywać /zdarzają się kontrole/... mnóstwo ludzi chce się na to załapać, szczególnie emerytów, bo z tego przydziału karmy uszczkną też coś dla swoich kotów w domu... nie jest to proste, bo limity miejsc są wyczerpane już na kwartał naprzód...
      ...
      tu mi się skojarzyły koty z rzymskiego Colloseum... mega kolonia kotów, dokarmianych przez miasto, które w dzień są atrakcją turystyczną, ale w nocy rozłażą się po licznych podziemiach... patrolują je i trzymają szczury w szachu... jak wspomniałem wcześniej, szczur nie jest dla kota zwierzyną łowną... tu naprawdę trzeba kociego zakapiora, by się porwał na szczura... ale szczury też tak chętnie na kota się nie rzucą, nawet gromadą... widziałem kiedyś zdjęcia i filmy z Kairu, znam też kilka opowiadań naocznych świadków... scenka: obok siebie kot i szczur... dyplomatycznie się ignorują... równowaga jest zachowana...

      Usuń
    7. a wracając do psów... psychika psa jest inna niż kocia... koty tworzą dość luźne struktury społeczne /choć jeśli zachodzi potrzeba, genialnie współpracują w grupie/... pies ma inaczej... pies jest jak mentalny "naziol", potrzebuje ścisłej struktury społecznej /ma to po wilkach/... tą strukturę zapewnia mu ludzka rodzina /choć też bywa patologiczna, bo mnóstwo ludzi pojęcia nie ma, jak się z psami obchodzić/... bezpański pies tworzy "sfory", namiastki wilczej "watahy"... niestety dla drapieżnej małpy takie sfory są bezużyteczne, wręcz szkodliwe, więc jak wspomniałem wcześniej, nie pozostaje nic innego, jak wyłapać i próbować oswoić...

      Usuń
    8. Myśmy zdołali oswoić kilka dzikusów. Nasze koty są albo znajdami, albo odeszły od swoich pierwszych "właścicieli".

      Pies potrzebuje pana - fakt. Inaczej sam próbuje objąć przywództwo. ;) No chyba, że jest samicą - one są łagodniejsze i mniej skłonne do dominacji.

      Usuń
  3. @Kira,

    Wiem, że pokusa jest wielka, ale robisz tym jeżom krzywdę. Dzikie zwierzę zatraca potrzebę zdobywania pokarmu w sposób samodzielny i w momencie utraty łatwej michy, może mieć problem z przygotowaniem się do zimy i jej przeżyciem. Może tez zatracić instynkt i nie przekaże sztuki zdobywania pokarmu młodym, a zamiast tego zaprowadzi je na Twoja werandę. Mam też jeża w ogrodzie, ale nigdy bym go nie dokarmiał, bowiem jest on niestrudzonym tępicielem ślimaków, które są w ogrodzie niemile widzianymi gośćmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera... Albo trzeba będzie je przyswoić całkowicie, albo odstawić od michy. Przynajmniej częściowo. Tylko jak to wytłumaczyć mamie? :(

      Usuń
    2. No niestety, ale musisz zastosować rozwiązania zero - jedynkowe. Albo bierzesz za jeże pełną odpowiedzialność i przy okazji stawiasz na dynamiczny rozwój populacji wszelkiego robactwa, albo zwijasz bufet i smaczną skądinąd strawę z puszki, zamieniasz im na nieco mniej apetyczne, ale zawsze świeże i chrupiące chrząszcze, pędraki i ślimaki. A co do ptaków, to sytuacja ma się niestety identycznie jak w przypadku jeży. Dopuszczalne jest powieszenie kawałka słoniny, czy wysypanie oleistych nasion do karmika, ale tylko w przypadku silnych i długo utrzymujących się mrozów, które uniemożliwiają ptakom samodzielne zdobywanie pokarmu. Trzeba po prostu uważać, żeby nasza sympatia dla dziko żyjących zwierząt, nie zwróciła się przeciwko nim samym, bowiem stawką jest tu ich życie.

      Pozdrawiam, TF.

      Usuń
    3. Mieszkamy w podmokłej okolicy, ostatnio znowu wylazły na powierzchnię paskudne brązowe bezmuszlowe ślimaki, przypominające miękki balasek... już nie napiszę, czego. Ciekawe, czy jeże zeżrą takie obrzydlistwo...

      Idea wystawiania pełnych misek sprawdzała się przy bezdomnych kotach. Trzeba będzie coś wymyślić, by móc je nadal dokarmiać, nie robiąc tego samego z jeżami. Z tymi ostatnimi sprawa będzie się pewnie miała tak, że stopniowo ograniczymy im żarcie.

      Śmiem przypuszczać, iż miejskie gołębie nauczyły się żyć na "poludzkich" resztkach, nie tracąc wszakże swego instynktu.

      Usuń
    4. kotów też nie rozpieszczaj /vide mój wykład na temat dokarmiania kotów/... skoro mieszkasz w zabudowie jednorodzinnej /typu domek plus ogródek/, to wydaje mi się, że dokarmianie obcych kotów też jest błędem...
      ...
      a czy wiesz dlaczego mniej bocianów dociera do Polski ostatnio?... niektóre walą przez tzw. Bliski Wschód, niektóre przez Gibraltar, a tam mają po drodze "macdonald", czyli hiszpańskie śmietniki... który bocian się nie oprze takiej pokusie?...

      Usuń
    5. A jak inaczej przyswoimy nowego kota? Zresztą... Żal nam ich.

      Usuń
    6. czy masz potrzebę przyswojenia nowego kota?... to jakąś planową gospodarkę uprawiasz w tym temacie?... trochę zgłupiałem...

      Usuń
    7. Hmm, widocznie źle się wyraziłam. Nie mamy potrzeby ani oswajać, ani wystrzegać się przed oswojeniem. Ale jeśli już w ogóle brać zwierzę, to raczej takie bezdomne, nie sądzisz?

      Usuń
    8. na pewno nie wezmę z "fabryki" /nawet legalnej/... natomiast czy ze schroniska, czy z ogłoszenia "fajne kotki oddam", to nie wiem, bo to na jedno wychodzi...

      Usuń
    9. My przygarniamy te z okolicy. Psy tak samo - trafiły się. Kochane zwierzęta...

      Usuń
    10. p.s. chociaż z tą "fabryką" to też jest pojebane... nasz "rudy sweter" jest właśnie ze zlikwidowanej nielegalnej "fabryki"...
      a serwale śp. Waldemara Koconia, to co?... nie kupił ich z koncesjonowanej hodowli, tylko od jebanego arabusa, który trzymał je w ciasnej klatce... bo mu się żal zrobiło tak wspaniałych kotów... miał kasę, ogarnął papiery, przejazd do Polski...
      tylko na koniec odwalił im numer jak z wiersza Szymborskiej... ale to już inna sprawa...

      Usuń
  4. Zima to może ma to dokarmianie zwierząt ( ogólnie ) sens,teraz na pewno nie.Moim sąsiedzi tak uszczęśliwiają ptaki,o każdej porze ,do tego chlebem.Podejrzewam,że bardziej kieruje nimi chęć zrobienia czegoś z resztkami niż pomocy ptakom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tak samo "utylizujemy" resztki. Z tym że czekających na "otwarcie stołówki" ptaków jest tyle, że trudno mówić o rozpieszczaniu poszczególnych osobników i przyczynianiu się tym samym do ich uzależnienia od człowieka.

      Przyznaję również, iż zdarza mi się (choć ostatnio rzadko) kupić jakieś pieczywo i skarmiać nim z ręki gołębie. To pewnie egoizm, ale chyba dość niewinny.

      Usuń
    2. no tak, Kira "egoistycznie" /aczkolwiek 'niewinnie"/ podkarmia gołębie, a potem one się mnożą za bardzo, tak że jeden ostatnio "niewinnie" narobił mi na głowę z tej wdzięczności dla gatunku ludzkiego...
      a ja tej zimy stołówki dla sikorek w ogóle nie uruchomiłem... choć przyznam, że w grudniu niektóre stukały mi do okna... tak się właśnie zwierzakom w dupach przewraca od tego zbędnego dokarmiania...

      Usuń
    3. A mnie tylko raz - i to delikatnie! - zanieczyściły. :)

      Usuń
    4. Nie należy dokarmiać dzikich zwierząt, niezależnie od pory roku. Dokarmianie prowadzi do zaburzenia równowagi w przyrodzie, zmiany nawyków żywieniowych zwierząt, często przechodząc w realne zagrożenie dla ich życia (np. zamarzanie ptaków w akwenach wodnych).
      Anty

      Usuń
    5. Nie zgadzam się z Tobą. Czasami warto pomóc, gdyż inaczej zwierzę padnie.

      Możesz uznać to za bezprawną ingerencję w przyrodę, ale czy my, ludzie, nie ingerujemy w nią od dawna?

      Usuń
    6. Kiruś, kocham w Tobie miłość do zwierzaków, bo sam je kocham, jak wiesz, ale nie dajmy się ponieść emocjom...
      drapieżna małpa rasy Białasej zrobiła mnóstwo by zabić swój ekosystem, ale odkręcanie tego musi być "z głową"...
      co innego jest przygarnąć chore jeżątko czy kociątko i doprowadzić do formy, co innego dokarmiać całą ekipę z sąsiedztwa i utrwalać w nich pojebane nawyki...

      Usuń
    7. Rozumiem, PKanalio. Staram się znaleźć złoty środek. Skrajności nie lubię.

      Usuń
    8. a Ja rozumiem, że nie jesteś idiotką a la Violetta Villas...
      jeśli mogę coś doradzić... upierdolić michę wszystkim z zewnątrz... kotom, jeżom oraz wszystkim innym czteronogim zmutowanym kierowcom latających bajgli... pewnym problemem jest Mama, ale dasz radę...
      będzie sytuacja wstrząsowa, ale tu twardym trza być, nie miętkim...

      Usuń
    9. Nie rozumiem, dlaczego nie mielibyśmy dokarmiać okolicznych kotów. Najwyżej je potem zaadoptujemy.

      Usuń
    10. Część populacji pada na skutek zmian w ekosystemie, rozprzestrzeniania się chorób, czy zmian dostępności bazy pokarmowej - nie jesteś w stanie wszystkiego ogarnąć, ani zrozumieć dynamiki wszystkich procesów. Człowiek przekształcił przyrodę, ale synantropizacja powinna mieć swoją granicę.Czy innym jest naprawa szkód wyrządzonych przez ludzi (np. opatrywanie zwierzęcia potrąconego przez samochód), a czym innym (nieświadome) dążenie do zmiany zachowań poszczególnych osobników.
      We wspomnianym przykładzie, dokarmianie ptaków przynosi znacznie więcej szkód niż korzyści i nie ma to nic wspólnego z opowiadaniem się po stronie skrajności lub tzw. złotego środka.
      Anty

      Usuń
    11. Korekta: "czym innym".
      Anty

      Usuń
  5. ja pierdolę... tłumaczyłem... komentator T.F tłumaczył /bardzo sensownie zresztą/... a dokarmiaj sobie te swoje wszystkie pieprzone koty z okolicy i potem je adoptuj, tylko problem co z jeżami?... one walą do tej samej karmy... postawisz im tabliczkę "tylko dla kotów"?...
    come'on...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to jest problem do rozwiązania, nie same koty.

      Usuń
    2. no toć właśnie piszę: uwalić karmę jeżom... koty nie stracą, bo koty sobie zawsze poradzą...

      Usuń
    3. PKanalio, przyjmuje wasze argumenty odnośnie jeży, ale już co do kotów to się raczej nie zgodzimy. Uważam, że bezdomnym kotom należy się jakieś schronienie. A oswoić je można dając im żreć. Pomyślimy, jak pogodzić ze sobą te kwestie.

      Usuń
    4. Kiruś, coś uzgodnijmy i podsumujmy...
      inna gadka jest w kwestii kotów w zabudowie kamienicznej lub blokowej... tu dokarmiamy koty nieoswajalne... bo ma to racjonalne uzasadnienie...
      inna gadka jest w zabudowie jednorodzinnej, czyli "chałupka plus teren zielony"... tu nie ma bezdomnych kotów, tu koty bardzo "domne" łażą "na złodziejstwo"... moja kocurnica choć dobrze karmiona, czasem przynosiła do domu kawałek porządnej wołowiny, który zajebała od któregoś sąsiada z kuchni /teraz ze względu na wiek ma na to wyjebane, ale to jest inna sprawa/...
      nie wiem jak Ci to wytłumaczyć... po prostu te Twoje "bezdomne" koty nie są wcale bezdomne, tylko znalazły sobie "frajerkę"...

      Usuń
    5. Sorry, ale nie zawsze są "domne". Jeden mieszkał na działkach i wepchnął się do nas na siłę; inny też z pewnością nie miał domu, gdyż wyglądał dość kiepsko.

      Ale bywało też tak, że czyjś kot zdecydowanie wolał być z nami. Jak śp. Mufa - pers, który pokochał mojego Lubego.

      Dlaczego piszesz o kotach "nieoswajalnych"? Czy uważasz, że miejskie bezdomniaki są zbyt zdziczałe, by dać się na powrót udomowić?

      Usuń
    6. swój sąd o "nieoswajalnych" kotach piwnicznych urodzonych i wychowanych w rzeczonej "piwnicy" oparłem na kilku znanych mi przykładach nieudanych prób ich oswojenia... owszem, można takiemu wystawiać michę przed dom, nie pogardzi, ale na bliższą interakcję z nim bym raczej nie liczył...
      też kiedyś przysposobiłem kota sąsiada, który o niego nie dbał... w sumie to kot sam się przysposobił, ale to nie był kot "piwniczny", tylko "od sąsiada"... z kolei inny kot pojawił nam się "znikąd" i po drugim podkarmieniu po prostu wlazł do domu "jak po swoje" i już tak został...
      okay, modyfikuję swoje zdanie... kot piwniczny da się oswoić, ale pod warunkiem, że sam dokona takiego wyboru... zresztą to też jest oswojenie na jego warunkach... natomiast mowy nie ma o łapaniu takich kotów i adaptowaniu na chama... to przechodzi tylko z małymi kotkami, które znaleźliśmy i podejrzewamy fakt ich osierocenia...
      /czy wiesz, jaka jest średnia wieku kotów miejskich piwnicznych?... szacuje się ją na góra dwa, trzy lata... szok, prawda?/...

      Usuń
  6. Wczoraj wieczorem, gdy siedziałam z psem i kotem na trawie, przebiegł obok nas wyjątkowo duży jeż :) Diament był zachwycony, a Droga od razu pobiegł za nim :)
    U mojej mamy do jedzenia przychodzi od lat cała grupka/rodzinka jeży - są tak oswojone, że jedzą obok psów i kotów - taka mieszana kolacja :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...