17.06.2014

Erozja sztuki



Może ja się nie znam. Może mam kiepski gust. Może jestem pozbawiona zdolności czytania pomiędzy wierszami. I może czyni mnie to profanem, który nie powinien przestępować progu świątyni sztuki, nie mówiąc o prawie do krytyce. Skoro już jednak miałam okazję zobaczyć tę sztukę, to pozwolę sobie na bezwstydne wyrażenie opinii: nie podobało mi się! Wystarczyło kilkanaście minut, bym stwierdziła, że pozostaje mi jedynie wyczekiwać z utęsknieniem na koniec spektaklu. W jego trakcie przyłapywałam się na załamywaniu rąk lub zaciskaniu pięści, co czasami było oznaką rozdrażnienia, a czasami dławiącej mnie nudy.

Naturalnie Szekspir nie jest świętą krową, której nie wolno tykać. Poprawki, skróty, wariacje czy nawet poważniejsze zmiany są jak najbardziej dopuszczalne. Ważne, żeby to wciąż był Bard z Avonu, a nie popłuczyny po nim. Jeśli reżyser na siłę udziwni czy uwspółcześni sztukę pisaną kilkaset lat temu, otrzymamy nie nową jakość, ale bylejakość. W tym wypadku zaserwowano nam dość męczące, momentami wręcz żenujące widowisko.

Największą wadą sztuki były niestrawne przeróbki, jak np. zrobienie z ekipy elfów czwórki trzęsących się emerytów, a z Tytanii przedwojennej gwiazdy u schyłku kariery. Ateńscy rzemieślnicy wydali mi się z początku zabawni, lecz później grający ich aktorzy nieco przeszarżowali. Reżyser naoglądał się chyba zbyt wielu komedii dla upośledzonej intelektualnie młodzieży. Chytrze przemycone wulgarne słówko, przebranie mężczyzny za kobietę, symulacja ruchów frykcyjnych czy podrygi gołego faceta w rytm techno miały zapewne rozbawić widza, puścić do niego oko: Patrzcie, ludziska, Szekspir może być fajny! Dla mnie jednak był to zaledwie kabaret i to nieszczególnie wysokiej próby. Mogłabym przymknąć oko na współczesne przyśpiewki na dworze Tezeusza czy szalejącego na scenie Puka (mocno przerysowana, acz zarazem całkiem udana kreacja), ale zidiociałego silenia się na bycie „cool” ścierpieć nie umiem.




Sztukę obrzydzała mi również paskudna, a jednocześnie – niestety! – dość popularna wśród młodych aktorów histeryczna maniera gry. Odgrywające miłosne rozterki dzieciaki skaczą, tupią, machają rękami, rozbierają się i obłapiają, nienaturalnie afektowanym głosem deklamują wykute na blachę formułki – i to wszystko jest cholernie sztuczne. Ból i cierpienie sygnalizowane są wrzaskiem i spazmami, pożądanie ciężkim sapaniem i chwytaniem za tyłek. Widać, że ci młodzi ludzie się starają, że zależy im, by właściwie odegrać swoją rolę. Kilka razy zresztą nieomal im się to udaje. Na ogół jednak koncertowo kładą powagę dramatycznych sytuacji, nie pozwalając tym samym widzowi na wejście w położenie i stan ducha bohaterów.

Kolejnym minusem była wizualna strona inscenizacji. Cóż, minimalizm nie zawsze się sprawdza. Uboga i jak gdyby naprędce sklecona scenografia to chyba grzech większości lubelskich spektakli. Kilka krzeseł, niewielkie podium, sztuczna trawa – a resztę niech sobie widz wyobrazi. Dodajmy do tego stroje z różnych epok i oto prezentowana historia zostaje całkowicie wyzuta ze swojej tożsamości. Na upartego można by to wytłumaczyć chęcią podkreślenia jej uniwersalności, ale z mojego punktu widzenia wygląda to raczej na zwykłe lenistwo i/lub cięcie kosztów. Pałac nie jest pałacem, las nie jest lasem, Ateny nie są Atenami (ani niczym innym). Na plus oceniam grę światła i dźwięku towarzyszącą rzucaniu uroku przez Oberona (psuła to nieco nadmierna ekspresja wcielającego się w tę postać aktora) tudzież ekstatyczny taniec bohaterów owładniętych czarami Puka. Były to jednak nieliczne jasne punkty przedstawienia.

Nie wiem, jaką ocenę wystawili panu Tyszkiewiczowi inni widzowie. Mogę się wypowiadać wyłącznie za siebie. Najwidoczniej albo teatr nie jest dla mnie, albo... współczesny teatr nie jest dla mnie. Na szczęście w Lublinie rozrywek kulturalnych w sezonie ogórkowym nie brakuje. A jeśli kino, operetka czy filharmonia zawiodą, zostaje przecież książka bądź rozmowa z inteligentnym człowiekiem.

50 komentarzy:

  1. @ Kira
    Dawniej sztuka ciągnęła ludzi w górę, tak jak komin powietrzny powoduje wznoszenie się szybowca. Kilka dni po praskiej premierze "Wesela Figara", na tamtejszym targu kwiatowym handlarki nuciły arie z tego arcydzieła. A dzisiaj za przeproszeniem artyści szukając rozgłosu, sami sprowadzają się do parteru a ich "tfurczość" dedykowana jest "wyluzowanemu" motłochowi. Więc przyswajają sobie jego język i zachowania. I w rezultacie sami stają się motłochem. Zatem nie dziw się że zabrakło miejsca dla geniusza ze Stratfordu.
    Zechciej usunąć ślad po poprzednim komentarzu (literówka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie by uwspółcześniony język czy nawet sprośność nie przeszkadzały, gdyby tylko miały jakiś sens. I gdyby aktorzy umieli to wiarygodnie zagrać.

      Usuń
    2. @ Kira
      W latach siedemdziesiątych Konrad Swinarski w swojej wspaniałej inscenizacji "Pluskwy", w scenie przyjęcia w środowisku NEPmańskim wstawił striptiz. Natychmiast wszyscy knociarze zaczęli to małpować i w ten sposób "uatrakcyjniać" swoje bzdety.
      Gwoli wyjaśnienia, striptiz zrobiony przez zgrabną dziewczynę w dobrym układzie choreograficznym, nie jest niczym wulgarnym. Natomiast "wyluzowana babeczka", robiąca ze swojej jadaczki latrynę, jest czymś (bo na pewno nie kimś) wyjątkowo obrzydliwym.

      Usuń
  2. Niestety...Też nie jestem entuzjastką (eufemizm) tego rodzaju unowocześnień czy udziwnień. Cale lata miałam karnet na premiery operowo-baletowe, To naprawdę były piękne widowiska cieszące każdy zmysł. Potem dorwali się do tego jacyś "nowatorzy " i nagle zrobiło się szaro, buro, smutnie. I byle jak.

    OdpowiedzUsuń
  3. trudno dyskutować z Twoją recenzją... primo, nie widziałem tego spektaklu, secundo, kwestia gustu, o którego różnicach dyskusja nie ma sensu...
    generalnie jestem otwarty na adaptacje klasyki w różnych konwencjach mocno odbiegających od powszechnych wyobrażeń na temat pierwowzoru... problem w tym, że to "trza umić"... zwłaszcza w konwencji minimalistycznej, która bezlitośnie potrafi obnażyć braki artyzmu, których przykryć nie ma czym...
    tu mi się przypomina dawna adaptacja "Balladyny" Słowackiego popełniona przez Adama Hanuszkiewicza... Bożena Dykiel /Goplana/, "superlaska" na Hondzie i Wojciech Siemion /Grabiec/ w t-shircie z Czesławem Niemenem na torsie... innych rekwizytów nie było... pieprzyć jednak tą Hondę... ważne jest, że to wszystko było godnie ZAGRANE...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, najważniejsza jest GRA. :)

      Usuń
    2. Bo żeby zrobić coś oryginalnego trzeba być naprawdę oryginalnym a nie tylko silić się na oryginalność. Publiczność -mam na myśli taką prawdziwą ,nie snobów -zawsze wychwyci prawda czy fałsz

      Usuń
    3. no, właśnie... nawet oryginalnie zdjąć majtki na scenie "trza umić"... tylko tu trafiamy od razu na rafę, bo dla jednego "oryginalny" będzie perfekcyjny choreograficznie występ zimnej, sztywnej profesjonalistki, dla drugiego będzie to spontaniczna improwizacja gorącej, wyluzowanej amatorki... co więcej, w oczach trzeciego, jeden i drugi występ może być totalną kichą, bo dla niego oryginalnie będzie, gdy dziewczyna wejdzie nago na scenę i te majtki założy...

      Usuń
  4. No cóż Kiruś! Po prostu świat zrobił się niestabilny i kapryśny jak nigdy dotąd. Kiedyś do uruchomienia teatru czy opery potrzeba było mniej pieniędzy niż obecnie. A i sponsorzy nie wycofywali się tak z byle powodu jak teraz. Dlatego sztuka dziś MUSI schodzić na psy by zadowolić KAŻDEGO sponsora i każdego klienta.

    Za wyklinanego PRL-u wszystko było utrzymywane przez Państwo. Wbrew pozorom i wbrew ingerencjom cenzury jakoś to działało bo sekretarz partii wierzył że będzie nim przez całe życie a nie tylko przez jedną kadencję jak dziś.No i PRL-owski purytanizm sprawiał, że sztuki wystawiało się w oryginale bez gorszących Cię Kiro udziwnień. Dziś Państwo nie jest już omnipotentne i pęka w szwach więc na dotowanie kultury go już nie stać. Czasem dotuje się jakieś politpoprawne bzdety i warsztaty bo Jeszcze Możniejsi Tego Świata tego się domagają. A szybkość zmian co jest a co nie jest politpoprawne jest oszałamiająca. Dlatego wielu tęskni za PRL-em bo choć był to system opresyjny, to jednak stabilny i nawet słynne "zmiany etapów" następowały średnio co dekadę a nie z roku na rok czy nawet z miesiąca na miesiąc.

    Marzenie by sztuka była kominem ciągnącym ludzi w górę to dziś marzenie ściętej głowy. Kiedyś arystokracja ( głównie to ona sponsorowała kiedyś sztukę ) robiła różne świństwa ale starannie się z tym kryła. Nie wypadało zmieniać zdania czy gustu co 5 minut.
    Dziś krycie się ze świństwami jest mało realne, bo wszędzie są media i paparazzi. Niczego już się nie da ukryć przed światem! Skoro nawet był car Bułgarii Symeon II mógł się okazać handlarzem żywym towarem a i w hiszpańskiej rodzinie królewskiej zaroiło się od skandali, to co nuworysze będą sobie żałować?
    Dziś Pan Bussinesman wesprze operę dotacją , jutro ją cofnie bo mu się coś odwidzi. Więc teatr czy opera by przetrwać musi się sprostytuować.
    "La clemenza di Tito" Mozarta w wersji homoseksualnej?
    "Nabucco" Giuseppe Verdiego w wersji BDSM?
    To już tylko kwestia CZASU. Publika jest kapryśna.

    Nie popieram absolutnie Kiro takich porządków żeby nie było niejasności. Ale zauważam też że wrzaskiem "o tempora o mores" nic nie zwojujecie.

    Sztuka przetrwać może tylko tam, gdzie jest liczebna klasa średnia. Nawet gdyby 70% tejże klasy była porażona postmodernizmem czy politpoprawizmem, to jeszcze zostaje 30% tych co sztukę kochają i gotowi są zostawić WŁASNĄ KASĘ w teatrze czy w operze za dzieła bez "udziwnień" i "modyfikacji". Wtedy teatr będzie to grał i będzie miał ZA CO funkcjonować. Wrzaskiem i szpicrutą rachunków za prąd i czynsz zapłacić się NIE DA!
    Alternatywą jest już tylko ustrój totalitarny a''la PRL i to tez pod warunkiem, że będzie purytański a Towarzysz Sekretarz będzie lubił operę lub przynajmniej udawał że lubi a ustrój ten jednocześnie będzie miał hopla na punkcie oświecania ludu.

    Co do udziwnień i eksperymentów, to zaraz po wydarzeniach 1989 roku wystawiono w ZK Siedlce "Otella" przetłumaczonego na więzienną grypserę. Nawet ktoś to nagrał na kasetę VHS i była kupa śmiechu. Chyba nawet pierwsza prywatna telewizja Top Canal to puściła.
    Jakoś nie spowodowało to demoralizacji całego narodu, tylko było ciekawostką o której szybko zapomniano, bo na dzisiejszym rynku Sztuki Jarmarcznej konkurencja jest bardzo silna, więc ludzie nie pamiętają nawet "hitów" sprzed dwóch lat.


    A zatem Mili Państwo wszystko rozbija się o KASĘ a raczej o STRUKTURĘ SPOŁECZNĄ!

    Klasa średnia to nadmiar gotówki którą można przeznaczyć na coś innego niż podstawę egzystencji. Choćby to było niewiele, to jednak bilet do opery to dobra alternatywa dla litra "łyskacza" (a ci co pracują na śmieciówkach i z rozpaczy piją alpagi nie wymienią nawet 10 alpag na takowy bilet ). Tym bardziej, że klasa średnia jest "niskoowcza", zróżnicowana, pracująca w RÓŻNYCH zawodach a zatem jest wolnościowa i mająca różne preferencje.

    OdpowiedzUsuń
  5. CD

    Przy takiej klasie średniej uchowa się i Conchita Wurst jak i prawdziwa nieudziwniona sztuka. Zaś Conchita staje się problemem dopiero wtedy, gdy odbiorą nam władzę nad pilotem od telewizora.


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurna Maciek:

      "Dlatego sztuka dziś MUSI schodzić na psy by zadowolić KAŻDEGO sponsora i każdego klienta."

      Hmm, tylko co, jeśli i tak zadowoli zaledwie małą garstkę odbiorców?


      "No i PRL-owski purytanizm sprawiał, że sztuki wystawiało się w oryginale bez gorszących Cię Kiro udziwnień."

      Ależ ja wcale nie jestem purytańska! :) Po prostu erotyzm powinien być przedstawiany ze smakiem, a nie ładowany natrętnie i bez sensu, w dodatku w wulgarnej formie.


      "Marzenie by sztuka była kominem ciągnącym ludzi w górę to dziś marzenie ściętej głowy."

      Niekoniecznie. Po prostu jest takiej sztuki mniej.


      ""La clemenza di Tito" Mozarta w wersji homoseksualnej?
      "Nabucco" Giuseppe Verdiego w wersji BDSM?
      To już tylko kwestia CZASU. Publika jest kapryśna."

      Ale BDSM też może się znudzić. I wówczas pojawi się szansa na powrót do klasycznej realizacji opery. ;)


      "Ale zauważam też że wrzaskiem "o tempora o mores" nic nie zwojujecie."

      Pewnie, że nie. Przecież sama w poprzednim wpisie twierdziłam, że to całe nasze narzekanie i uderzanie w minorowe tony NIC nie da.


      "Sztuka przetrwać może tylko tam, gdzie jest liczebna klasa średnia. Nawet gdyby 70% tejże klasy była porażona postmodernizmem czy politpoprawizmem, to jeszcze zostaje 30% tych co sztukę kochają i gotowi są zostawić WŁASNĄ KASĘ w teatrze czy w operze za dzieła bez "udziwnień" i "modyfikacji"."

      Pod warunkiem, że będą lubić balet, teatr i operę. To przecież TAKŻE kwestia wyrobionego gustu.


      "Wrzaskiem i szpicrutą rachunków za prąd i czynsz zapłacić się NIE DA!"

      A czy ktoś tutaj wyciąga szpicrutę, drogi Kurna Maćku???


      "Przy takiej klasie średniej uchowa się i Conchita Wurst jak i prawdziwa nieudziwniona sztuka."

      Grunt to różnorodność. :)

      Usuń
  6. Ano różnorodność jest tu kluczowa Kiro. Ale tak czy owak wszystko rozbija się o KASĘ! Szpicruty używają co po niektórzy. Nie mówię że Ty Kiro.
    BDSM może się znudzić ale to nie oznacza powrotu do klasyki bo jeszcze jest tyyyyyle innych zboczeń.
    Wyrobiony gust? To też kwestia szkoły a także możliwości wyboru.

    Erotyzm przedstawiany ze smakiem? No cóż! Są gusta i guściki.
    Jedni lubią striptiz szczupłej blondynki a inni taniec brzucha w wykonaniu brunetki przy kości. Grunt by nikt nie ustanawiał "jedynie słusznego standardu smaku". Tego tylko się obawiam.


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maćku kochany, a cóż Ty tak ciągle z tą szpicrutą tańcujesz, hę? To, że ktoś zjedzie jakąś filmową/literacką/muzyczną/teatralną miernotę, nie oznacza jeszcze, że chciałby ludziom dyktować, co warto oglądać, czytać lub słuchać.

      Usuń
    2. @K.M...
      no właśnie... rzecz w tym, by nikt nie ustanawiał "jedynie słusznego standardu smaku"... ale mimo to wychodzi na to, że BDSM to jednak zboczenie?...
      spoko... rozumiem, że zażartowałeś z tym "zboczeniem"...
      ...
      ale tak w sumie, to chyba dobrze, że obecnie mamy do czynienia z tak wieloma formami sztuki?... inna sprawa, że czasem możemy mieć pecha i wtopić kasę na kompletnego /z naszego punktu widzenia/ knota, bo jakby nie było za spektakl płaci się z góry...
      /z wyjątkiem występów ulicznych, rzecz jasna, gdzie zawartość kapelusza jest najlepszą recenzją/...
      niemniej jednak, lepiej chyba czasem wtopić, niż tracić czas na imprezy, na które "wypada" iść, potem się na nich nudzić gromadnie, niczym na papieskiej homilii i udawać, że się świetnie na nich bawi /bo tak również "wypada"/...

      Usuń
  7. Może za dużo w życiu miałem do czynienia z totalniakami?
    I co ciekawe w przypadku totalniactwa opcja polityczna nie ma większego znaczenia. No ale nie rozwijam wątku, bo to post o sztuce a nie o polityce Kiro/


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. totalniactwo w sztuce zaczyna się wtedy, gdy ktoś jakiegoś rodzaju sztuki /lub pojedynczego dzieła/ nie lubi lub nie rozumie i zamiast prozaicznie przyznać, że nie lubi /lub nie rozumie/ odmawia tej sztuce miana "sztuki"...

      Usuń
    2. Nie lubię,nie rozumiem Pendereckiego.

      Usuń
    3. ja akurat nie lubię i nie rozumiem nowoczesnego jazzu... ale co z czego wynika, tego nie wiem :)...

      Usuń
    4. ale nie twierdzę, że Pendereckiego lubią tylko snobi, mimo, że moje ucho akurat on wręcz drażni. Tak jak niejeżdżący na nartach o narciarzach np.Są granice śmieszności przecież.

      Usuń
    5. http://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3wno_artysty

      Usuń
    6. "totalniactwo w sztuce zaczyna się wtedy, gdy ktoś jakiegoś rodzaju sztuki /lub pojedynczego dzieła/ nie lubi lub nie rozumie"

      No właśnie. Tak jak w przypadku kontestowanej przez ciebie homilii papieskiej, której zrozumienie przekracza twoje skądinąd ograniczone możliwości intelektualne, ale totalitarne zapędy wyłażą ci każdą możliwą dziurą, jeśli tylko sprawa dotyczy czegoś co ci nie pasuje. Nie martw się, pornosów i świerszczyków raczej nigdy nie zabraknie, więc zaspokojenie twoich potrzeb kulturalnych masz zagwarantowane.

      Usuń
    7. Bez przesady, Tie Fighter. PKanalia przecież nigdy chyba nie postulował zakazania głoszenia homilii.

      Usuń
    8. @An-Ka...
      już od dawna nic nie twierdzę o sympatykach takiej, czy innej muzyki... kiedyś, dawno temu próbowałem wyciągać różne wnioski, ale nieraz okazywały się mylne, więc zaprzestałem...

      @Kira...
      a tą historię kojarzysz?...
      http://wyborcza.pl/1,75475,4690770.html
      przyznam, że dałem się sam wtedy wkręcić i podpisywałem w necie listy protestacyjne... przy okazji rozpętała się wtedy polemika o granice sztuki... ale mnie nie interesowało, czy to jest sztuka, czy nie, byłem jedynie wściekły na samego performera...

      Usuń
    9. no, widzę, że zaczyna się kłamanie... najpierw kontrolnie niepełny cytat, potem insynuacja kontestowania homilii, na koniec popis "wiedzy" na temat czyichś potrzeb kulturalnych...
      ...
      tak, tak, pacjencie T.F... skoro widzisz piskorze i karaluchy z kozimi rogami, to nie będę się spierał, czy istnieją, czy nie...
      ...
      a na pewnej homilii papieskiej /40 minut/ rzeczywiście usnęło kiedyś prawie całe audytorium w bazylice watykańskiej, nawet ci, którzy znali język włoski /bo w tym języku była wygłaszana/... najzabawniej wyglądał sektor korpusu dyplomatycznego... pytanie brzmi dlaczego?... fentanyl terroryści rozpuścili, czy po prostu tak bardzo im się chciało spać, że odpuścili sobie tak zajmującą tyradę?...

      Usuń
    10. pkanalio - mnie śmieszą (dziwić już chyba przestały ) takie "diagnozy" na temat cudzych motywacji.Sporo w tym myślenia życzeniowego mającego na celu zdyskredytować innych ,wynikające głównie z nieznajomości czegoś, może trochę zawiści a przede wszystkim nijak mające się do rzeczywistości. Tak samo trafne jak ocena po wyglądzie i to typu "na pewno jest zimny jak ryba,na pewno jest ognisty w łóżku"

      Usuń
    11. @pkanalia,

      Co do karaluchów z rogami, to nie jaram nieszkodliwych używek, ale skoro ty je widziałeś, to zaufam ci jako ekspertowi.

      "a na pewnej homilii papieskiej /40 minut/ rzeczywiście usnęło kiedyś prawie całe audytorium w bazylice watykańskiej, nawet ci, którzy znali język włoski /bo w tym języku była wygłaszana/... najzabawniej wyglądał sektor korpusu dyplomatycznego..."

      Jako, że twoja prawdomówność jest w mojej ocenie mocno wątpliwa, a źródła z których czerpiesz mówiąc oględnie enigmatyczne, to w tym momencie mówię sprawdzam...
      Proszę o udokumentowanie twierdzeń o wspomnianej watykańskiej śpiączce. Jakiś link, film? Byle nie pochodził z autorskich materiałów z twojego bloga - coś wiarygodnego poproszę.

      Buźki i do zobaczenia później.

      Usuń
    12. są tylko świadkowie /ze mną włącznie/... moi znajomi, więc dla ciebie niewiarygodni... tylko zapominasz o podstawowej sprawie... nie należysz do grona osób, na których opinii o mojej wiarygodności /i nie tylko/ mi zależy... wręcz mam na twoją opinię totalnie wyje... ups... wyrąbane...

      Usuń
    13. Świadkowie.... Hmmm. Z tobą włącznie... Hmmm. Oj kanalio, coraz bardziej się pogrążasz. Jak nie przestaniesz palić tego konopnego syfu, to jeszcze przeczytamy, jak to chodziłeś po Księżycu, bez skafandra i oddychałeś pełną piersią - w towarzystwie swoich znajomych rzecz jasna. Widzisz kanalio, to nie jest istotne, że na moją opinię masz wyjebane. Tu chodzi o prawdę obiektywną, która jest zawsze jedna i niezmienna. Nie stanowi ona przedmiotu manipulacji i kombinacji kanalii na jego własny użytek, tylko jest zbiorem faktów, w tym przypadku dokonanych, na podstawie których inne osoby mogą sobie wyrobić osąd - czyli w tym konkretnym przypadku stwierdzić, że kłamiesz. W ten oto sposób płynnie przechodzę do drugiej sprawy, a mianowicie traktowania przez ciebie pozostałych, przychylnych ci komentatorów, których ponoć lubisz i szanujesz. Zatem czy ich okłamywanie jest według ciebie oznaką sympatii czy szacunku? Chyba naprawdę kanalio nie myślisz, że ktoś uwierzy w ten neandertalski bałach, jak to ty i twoi znajomi byliście na homilii papieskiej w obecności korpusu dyplomatycznego. Może jeszcze ci dyplomaci zaprosili cię na lunch konsularny co? No śmiało, co sobie będziesz żałował. I oczywiście do tego nie napisała o tym skandalu żadna gazeta, która ma stałą akredytację w Watykanie. Śnij dalej kanalio, szybciej ci zleci. Jednak nie mierz wszystkich miarą swoją czy niektórych swoich blogowych awatarów, bowiem większość ludzi na tym blogu ma IQ na poziomie wyższym od gotowanego ziemniaka i obrażasz ich inteligencję, myśląc, że kupią taką ciemnotę. Swoją drogą myślałem, że jesteś trochę mądrzejszy i jak niejaki Morgenstern złapał cię na twoim blogu na ewidentnym kłamstwie, gdzie "wiłeś się owsik w dupie", to myślałem, że staniesz się nieco ostrożniejszy, a twoje zwyczajowe kłamstw staną się bardziej subtelne, bardziej zakamuflowane, lepiej przemyślane - ale nic z tych rzeczy. Każdy uważny czytelnik twoich wypocin może cię bez trudu złapać za jaja i zrobić kręcenie wora z dopalaczem. Jak już pisałem, prawda jest dla ciebie zabójcza i kolejny raz to potwierdziłeś wypierdalając się jak długi o własne nogi. Tak trzymać kanalio, tym kursem, proszę o jeszcze.

      Usuń
    14. @ Tie Fighter
      A może jest to "konopna prawda" (\czyli jeszcze mniej niż gówno prawda)? Skoro palacze tego syfu widują już piskorze i karaluchy z kozimi rogami, to dlaczego nie mieliby zobaczyć siebie we wnętrzu Bazyliki św. Piotra podczas papieskiej homilii dla korpusu dyplomatycznego. Ciekawy przypadek, wart odnotowania w podręcznikach psychiatrii.

      Usuń
    15. i takim oto sposobem bidulek T.F. tak się zakręcił, pogubił w swoich kolejnych zmyśleniach, insynuacjach, fantazjach o nieistniejącej osobie, zniekształceniach faktów oraz pseudofilozoficznych wywodach o prawdach obiektywnych, że nawet już nie wie, do kogo się zwraca w swoim bełkocie... zapomniał przy okazji, że sam widział wspomniane piskorze i karaluchy podczas poprzednich swoich popisów /a może pamięta, tylko głupa pali/... do tego jeszcze przeżarty manią wielkości, pojąć nie potrafi, że nie istnieje żadna przyczyna, by ktoś musiał mu udowadniać cokolwiek /np. wizytę na mszy w Watykanie/... do tego jeszcze naiwnie sądzi /w ramach tejże manii/, że zmieni czyjeś nastawienie do kogoś innego... właśnie takim gadaniem próbujesz obrazić dzieciaku innych na tym forum, którzy mają swój rozum i lepiej wiedzą, co mają o tym wszystkim myśleć /nie piszę "obrażasz", bo nie jestem tak bezczelny, jak ty, by wciskać ludziom, czy mają się czuć obrażeni, czy nie/...
      jeśli zaś uważasz, że swoją perorą rzeczywiście objawiłeś jakąś prawdę, to po prostu niech ci tak będzie, jeśli masz się potem lepiej poczuć, w końcu nie jest to moim kosztem...
      za poświecenie ci czasu nie dziękuj, zrobiłem to dla siebie, dla własnej rozrywki...

      Usuń
    16. @T.F...
      dostajesz bonus w postaci kilku minut mojej uwagi /przypadek, uwarunkowany sytuacją zaistniałą w realu/...
      otóż pojęcia nie mam, kogo ten jakiś Mordechaj czy inny Morbid Angel złapał na kłamstwie na jakimś blogu... na moim tylko twierdził, że mnie złapał... ot, podobny przypadek, co ty... już ci kiedyś pisałem, jak to jest... choćbyś milion razy twierdził, że mnie złapałeś na kłamstwie, to realne złapanie mnie na kłamstwie się z tego nie zrobi...
      ale przykład kłamstwa mogę ci zapodać teraz... otóż napisałem, że pewien duchowny znudził mnie swoim gadaniem... ktoś inny to podchwycił i zrobił z tego "przypieprzanie się do chrześcijaństwa"... nie do końca sprecyzował, kto się przypieprzył, ale zasugerował, że ja... jeśli tak było, to masz przykład kłamstwa właśnie... bo ani słowem nie zwaliłem winy na chrześcijańskość owego duchownego... monotonne mamrotanie przez 40 minut w nieznanym mi języku znudziło by mnie, bez względu na to, kto by mamrotał, papież, kominiarz, czy Wróżka Zębuszka... akurat pech, trafiło na duchownego... taktownie nie napisałem którego centralnie, bo by się zbędny jazgot podniósł...
      nadążyła?...
      a teraz nara, twój czas się skończył, real wzywa i nie pozwala dłużej zajmować się pierdołąmi...

      Usuń
    17. Słowa PKanalii o porażająco nudnej homilii na początku mi umknęły, a potem potraktowałam je jak zwykłą ciekawostkę. Moim zdaniem wychodzenie z założenia, że PKanalia na sto procent kłamie, jest błędem. Rozumowanie typu "skąd on miałby to wiedzieć?" to marny argument.

      Ale skoro już jesteśmy przy tej sprawie - PKanalio, czy możesz podać JAKIEKOLWIEK linki do tego tematu? Nie trzeba mi żadnych "kościelnych" mediów, po prostu rzuć czymkolwiek. :)

      Usuń
    18. ale jakie linki, Kiruś?... to nie była żadna "medialna" sprawa i nikt nie robił z tego żadnego problemu... normalna rzecz, nawet mniej, niż ciekawostka... długa msza z ektraordynaryjnej /choć periodycznej/ okazji... do czasu homilii odbyło się sporo różnych rytuałów, wiele osób miało prawo być już zmęczonych, w końcu nastąpiło te 40 minut wygłaszania tekstu monotonnym głosem... kto znał włoski, to może jeszcze próbował nadążać za treścią, ale nie na pewno... dla innych było to niezwykle nudne wydarzenie... więc zareagowali zaśnięciem, to jest dość typowe na każdym nudnym i monotonnym spektaklu...
      jedyne co można mi zarzucić, to naciągnięcie faktów sformułowaniem "prawie całe audytorium"... bo nie miałem fizycznej możliwości ogarnięcia wzrokiem całego terenu... więc w tej kwestii niech będzie "mea culpa"...
      całą tą historię kiedyś planowałem nawet opisać na blogu, bo cały ewent był fajną przygodą, ale z planowaniem postów u mnie bywa raczej koślawo... niewykluczone, że Ci opiszę to detaliczniej w mailu pod wskazanym na Twoim blogu adresem, ale tutaj, na tym forum na pewno nie będę tego robił...

      Usuń
    19. O Jezu afera nawet pod postem o sztuce ...

      Usuń
    20. Oj kanalio biedna, jak ty się motasz, to aż żal patrzeć. Teraz zadam ci kilka pytań na temat wnętrza bazyliki i przebiegu rytuału i leżysz i srasz pod siebie. Wchodzisz w to? Teraz wyjdzie czy mówisz prawdę czy nie. A co do Morgensterna, to przyłapał cię na kłamstwie odnośnie ogłaszania żałoby po katastrofach autobusowych. ty twierdziłeś, że jak rozwalił się autobus jadący do Watykanu to była ogłoszona żałoba narodowa, a jak była inna katastrofa autobusu jadącego nie do Watykanu to mimo zbliżonej liczby ofiar "NIE BYŁO ŻADNEJ ŻAŁOBY". O ile pamiętam to Morgenstern poprosił cię o podanie o jaką konkretnie katastrofę chodziło, no i zaczęło się kluczenie, wymijanie, manipulowanie itd. Ostatecznie nie byłeś w stanie żadnych konkretów podać, a że nie było pod ręką twoich znajomych, to zostały jedynie twoje solowe konfabulacje. Nie mówię, że te przygłupy, które stanowią większość pola komentatorskiego na twoim blogu tego nie załapały, bo to oczywiste, ale dla każdego, przeciętnie inteligentnego człowieka oczywiste było, że zostałeś złapany z fiutem w garści, aż tego DOGmatyka co to jest anty musiałeś na pomoc ściągnąć, choć retoryka nadal oscylowała wokół patentu "jak cię złapią za rękę to mów, że nie twoja ręka"
      To co, odpowiesz na kilka pytań, żeby sprawdzić czy w tym Watykanie byłeś czy nie?
      Daję ci godzinkę, żebyś miał choć cień szansy - może wujcio google pomoże.

      Usuń
    21. @TF...
      do kogo się teraz zwracasz?... do mnie, desygnatu nicka "pkanalia", czy do jakiejś "biednej kanalii", która "się miota"?... tak z ciekawości pytam, bo widać przecież, że nie do mnie... no, chyba że ci się coś mocno, jak zwykle, pojebało... ma prawo, nick "pkanalia" i słowo "kanalia" w zapisie niewiele się różnią... więc jeśli do mnie, to przewiń jeszcze raz i zagadaj po ludzku... może mi się zachce odpowiedzieć...

      Usuń
    22. @ Tie Fighter
      Przedwojenni komuniści mawiali "więzienie było moim uniwersytetem". Zaś główną umiejętnością wyniesioną z takiej alma mater było "iść w zaparte". Ale jak widać, znaleźli godnych następców.
      @ Kira
      Pytasz go o linki? Obawiam się że możesz uzyskać co najwyżej namiary na sklepy sprzedające nasiona różnych roślin. A potem "do it yourself".

      Usuń
    23. @ Stary Niedźwiedź

      Tak naprawdę to nie jest to dla mnie szczególnie istotna sprawa. (Podobnie jak prywatne sprawy PKanalii.)

      Usuń
    24. OŚWIADCZENIE!

      PKanalia przesłał mi w mailu wyjaśnienie dotyczące owej nieszczęsnej homilii. Nie uważam zatem za słuszne pomawiać go o kłamstwo. Nikt nie musi mu wierzyć, ale sugestia, że coś (jak np. jego obecność w bazylice podczas przemówienia papieża) jest absolutnie niemożliwe, powinna padać bardzo rzadko.

      Usuń
    25. Wybacz Kiro, ale ja nie jestem taki łatwowierny i w bajeczkę pt. "kanalia w Watykanie" po prostu nie wierzę. Tym bardziej, że już zaczęła się kanalia wycofywać z twierdzeń jakoby "prawie całe audytorium" pogrążyło się we śnie. Otóż dla każdego katolika, wizyta w bazylice i możliwość wysłuchania homilii, jest tak głębokim przeżyciem duchowym, że o żadnym przysypianiu nie może być mowy. A w szczególności ubawiło mnie kłamstwo jakoby poprzysypiali członkowie korpusu dyplomatycznego, którzy są szkoleni aby takich gaf nie popełniać. Nie zakładam też, iż większość audytorium składała się z kanalii i jego znajomych szatanistów, którzy pousypiali, bo nie tylko nie znali języka, ale pewnie mają problemy z czytaniem, bowiem tekst homilii jest wcześniej drukowany w kilkudziesięciu językach i dostępny dla każdego wiernego. Zresztą jak już pisałem wcześniej, można to zweryfikować za pomocą kilku prostych pytań, na które odpowie bez trudu każdy, kto tam rzeczywiście był a polegnie ten, kto tylko twierdzi, że tam był. Chociaż najpewniej usłyszymy wykręt, że to było bardzo dawno, kanalia była jeszcze mała i jedyne co była w stanie zapamiętać, to śpiące audytorium. Jeżeli chcesz Kiro łykać taki prymitywny bałach to twoja sprawa, ale ja zawodowo zajmuję się wyłapywaniem kłamstw (w biznesie to po prostu konieczność) i na kilometr mi tu śmierdzi łgarstwem i to nie najwyższych lotów.

      Usuń
    26. @ Tie Fighter

      Rzecz w tym, że Ty ciągle coś ZAKŁADASZ. Nikt Ci nie każe nikomu wierzyć, ale sugerując, że coś jest niemożliwe, powinieneś się wykazać jakimiś dowodami. Kilka razy udało Ci się zagiąć PKanalię, ale nie tym razem. PKanalia po prostu olał Twoje żądania wyjaśnień i ja mu się nie dziwię.

      Czy sam jesteś człowiekiem wiarygodnym? Cóż, sugerując, że z PKanalią jechali sataniści, pokazujesz jasno, że nie. Nie masz pojęcia, jak żyją inni. Na mój temat też zdarzało Ci się zmyślać, ot, choćby u Dibeliusa, kiedy pisałeś, że jestem zbyt głupia, by wyznawać jakąś religię. Tymczasem prawdy było w tym tyle, że faktycznie, nie wyznaję i nigdy nie będę wyznawać żadnej. Prędzej PKanalia uklęknąłby przed papieżem i pocałował go w trzewik niż ja uznałabym, że ten drugi może wiedzieć cokolwiek o Bogu. Dlatego nie traktuj mnie jak idiotki, która uwierzyłaby we wszystko. Nikomu nie daję bezgranicznej wiary, po prostu stosuję domniemanie prawdy. Dzięki temu udaje mi się zachować czyste sumienie.

      Usuń
    27. Oczywiście, że olał moje żądania wyjaśnień, bo była to dla niego jedyna deska ratunku. Bez trudu udowodniłbym mu kłamstwo. A tak na marginesie, to jak też stosuję domniemanie prawdy, ale w przypadku kanalii jest dokładnie odwrotnie. Kłamał już tyle razy (choćby oszczerstwa pod adresem SN), że w jego przypadku należy stosować domniemania kłamstwa, a jak m u się zdarzy powiedzieć prawdę, to chyba przez przypadek.

      Usuń
    28. @ Tie Fighter

      Ja nie bronię PKanalii, ale zauważam, że pewne nieuprawnione twierdzenia padały i z przeciwnej strony. Zresztą o tej swojej wizycie PKanalia już kiedyś w moim dawnym blogu pisał (skojarzyłam szczegóły).

      To są jednak naprawdę pierdoły. Warto to dalej wałkować?

      Usuń
    29. Odpuszczam Kiro tylko ze względu na Ciebie. Ale złapię go jeszcze nie raz na kłamstwie.

      Usuń
    30. @Kira...
      zasadniczo, sprawa o kryptonimie "Homilia" jest dla mnie zamknięta /jeśli w ogóle była jakaś "sprawa"/, ale coś należy na koniec uściślić... otóż nie wiadomo, od kogo T.F. żądał wyjaśnień, bo nie umiał porządnie tego żądania nawet zaadresować... tym samym olanie tego żądania przeze mnie było logiczną konsekwencją... poza tym, gdyby rzeczywiście zażądał ode mnie wyjaśnień, też by ich nie otrzymał... chyba żeby POPROSIŁ, to mogło by zmienić postać rzeczy, ale teraz to już przepadło... gadanie o "ostatniej desce ratunku" mocno mnie ubawiło, bo pojawia się pytanie "ratunku przed czym?", na które odpowiedź nie istnieje...
      /dodatkowe pytanie brzmi, kiedy T.F. mnie "zagiął", do tego "kilka razy", ale to jest już osobna kwestia/...
      masz jednak rację, że koleś ciągle coś zakłada... tu akurat zakłada, że jest kimś ważnym, arbitrem, przed którym każdy musi udowadniać swoją wiarygodność... jest to założenie z gruntu już fałszywe...
      a tak naprawdę, to cała tak "sprawa" wzięła się i nadęła jak balon stąd, że bidulek mocno się zaburzył na sam koncept, że ktoś mógł zasnąć podczas monologu osoby dla niego świętej... ot, cała historyja...
      i to by było na tyle, pozwolę się teraz wyłączyć z dyskusji i udać do pracy /w biznesie zresztą/...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    31. @ PKanalia

      A zatem niech będzie koniec.

      Usuń
  8. @ Tie Fighter
    Swego czasu marksiści wprowadzili pojecie "mądrości etapu" i jak widać, wynalazek ten przejęli ich "wolnościowi" sukcesorzy.
    Nietolerancja może być głoszona w dobrej i złej sprawie. Gdy ludzie oburzają się na jakiegoś złamasa, chwalącego się u w telewizorni jaraniem shitu, jest to przykład nietolerancji godnej potępiania. Ale gdy ktoś przypieprza się do chrześcijaństwa (a nie konkretnych duchownych za ich wypowiedzi czy uczynki), taka nietolerancja to już inna para kaloszy. Jest równie wporzo, spoko i c(i)ool jak jak jej głosiciele.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli ktoś chce obcować ze sztuką współczesną, to nie trzeba wydawać kasy na spektakl teatralny. Polecam zamiast tego latrynę w podziemiu przy Dworcu Centralnym w Warszawie. Jest wprawdzie pani, która to obsługuje ale płaci się w 2,50 w automacie, który wydaje resztę. Obok jest automat do rozmieniania banknotów. Jest naprawdę nowoczesny wystrój - miałem wrażenie, że znalazłem się we wnętrzu ufo. Umywalki ze szkła jakby unoszące się w powietrzu. Woda, płyn do mycia i papier wydzielały się po zbliżeniu ręki. To jest naprawdę sztuka nowoczesna. Też wprawdzie latryna, ale solidna i użyteczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże pięknie zrecenzowałeś seans toaletowy, Dibeliusie! Myślę, że bawiłeś się lepiej niż ja na opisanym przedstawieniu. :)

      Usuń
  10. z nowoczesnymi przeróbkami klasycznych dzieł i tym co z tego wychodzi jest jak z Żydem z anegdoty, który dostał od bogacza przepis na kołacz i wespół z małżonką przerobił co nieco.

    [ż] funt białej mąki...
    [m] nie mamy białej, wezmę razową
    [ż] kwaterkę mleka
    [m] nie mamy mleka, dam wodę
    [ż] tuzin jaj
    [m] skąd ci jajka wezmę? zrobię bez jajek
    [ż] łut drożdży
    [m] też nie mamy, zrobię bez
    [ż] wyłożyć do formy
    [m] nie mam formy, upiekę na węglach
    a gdy przyszło do degustacji Żyd stwierdził,
    Uś, że też bogacze jedzą takie świństwo


    dzieła klasyczne mają być klasyczne, gdyż słowo i obraz, a w wypadku opery muzyka i obraz tworzą spójną całość takie jak zostały zaprojektowane przez twórców.
    Kiedyś na jakimś kanale emitowali którąś z oper Mozarta. Na scenie artyści poprzebierani za żuli i wrak samochodu. Wyłączyłem odbiornik. Na żuli mogę popatrzeć pod osiedlowym sklepem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...