26.06.2014

Fantasmagorie


Obrazy Jacka Yerki nieodmiennie wprawiają mnie w zachwyt. No, może nie wszystkie, ale zdecydowana większość z nich. Są urocze i dziwaczne zarazem; przyjazne i niepokojące; niewinne i lekko perwersyjne. Ni to sen nieskalanego grzeszną myślą dziecięcia, ni osobliwe fantazje samotnego ekscentryka. To jest świat, który coś obiecuje. Co? To już zależy od patrzącego.

Chętnie bym sobie w takim świecie od czasu do czasu pomieszkała. ;)
















































Więcej o twórczości Jacka Yerki tutaj. Zachęcam również do zajrzenia na oficjalną stronę artysty.

A co Wy myślicie o tych obrazach? Przemawiają do Was czy raczej Was odstręczają? A może w ogóle nie lubicie surrealizmu?

88 komentarzy:

  1. Lubię surrealizm. Z polskich surrealistów najbardziej podoba mi się Beksiński i właśnie Yerka, a także Siudmak.
    Jeśli chodzi o prace Yerki, to chyba najbardziej do mnie przemawia obraz, którego tutaj nie zamieściłaś, a zatem pozwolę sobie zostawić do niego linka:
    http://yerka.ovh.org/Jacek_Yerka_wiosna.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieściłam te, które szczególnie do mnie przemawiają. A i tak nie wszystkie. ;) Uwielbiam motyw zegarów, domów na drzewie, sprzętów domowych wplecionych w krajobraz czy "ożywionych maszyn".

      Beksiński jest strasznie ponury, aczkolwiek wykreowane przezeń światy tchną swoistym mrocznym czarem.

      Usuń
  2. Lubię surrealizm, gdy jest kolorowy. Ten jest. wygląda jak przepiękne ilustracje do baśni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Można się zagłębić, interpretować. Lubię, ale tylko lubię. Lubię patrzeć ogólnie co, na pomysł, na ładny obrazek. Ale taka kreska jest zbyt… zwyczajna. Te obrazy zbyt mi przypominają obrazki wyjęte z filmów rysunkowych, książek. Za często zdarza się, że ktoś rysuje tak samo piękną krainę, zamek, inne budowle, takie zwierzęta, takie drzewa. Tutaj jest coś podobnego w formie obrazu. Oczywiście filmy rysunkowe też bywają piękne i też mogą zachwycać. Ale co za dużo… Na pojedyncze obrazy życzyłabym sobie więcej. Koncepcja tak, pomysłowości nie odmówię, kreatywności, ale kreska na mnie wrażenia nie robi. Nie jest zła, nie, ale z tłumu aż tak się nie wybija, nie wyróżnia. Wyróżnia się za to co innego i to dla mnie ratuje sprawę na tyle, że są obrazy, które mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś nazwał obrazy Yerki ładnym kiczem. I może miał rację. ;)

      Usuń
  4. A jak odróżnić kreskę zwyczajną od niezwyczajnej ? pytam,bo się nie znam.Mnie się wydawało (może jestem w błędzie) ,że kreska to szczegół techniczny -poprawny lub nie -a o tym,czy dzieło jest wartościowe mówia raczej właśnie pomysł,koncepcja,kreatywność.Czy mogę wiec poprosić o wyjaśnienie czym się różni jedna kreska od drugiej-zwyczajna od wyjątkowej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawiam się, że nie ma wyjaśnienia, przynajmniej takiego w zwerbalizowanej formie... z kreską jest jak z kobietą... niby dwie piękne, wszystko mające "na miejscu" /tu pojawia się pytanie boczne, również nie posiadające odpowiedzi, co to znaczy, że kobieta ma wszystko "na miejscu"?/, ale jedna ma "to coś", druga nie ma... rozkminianie "tego cosia" nie ma sensu, bo będzie jak z tym palcem, który wskazuje Księżyc...

      Usuń
    2. Tzn mnie się wydaje, że o kresce mówi się chyba przy innym rodzaju sztuki ,przy innego rodzaju technikachOwo 'pociągnięcie kreską"-śmiałe czy nie,fantazyjne,oryginalne.Tu kreska w moim rozumieniu jest czyms bardzo geometrycznym, niemal prowadzonym za pomocą linijki i cyrkla i jako taka nie może być lepsza czy gorsza, natomiast różnice są w formie całości, wypełnieniu kolorem, treścią itd.Jestem kompletnym laikiem w tej dziedzinie,wiec chciałabym się dowiedzieć - nie w tym sensie co się komu podoba ,czy nie podoba i dlaczego, tylko czy jakaś cecha jest odróżnialna. Jak napisałam -kreska to w moim ,być może nieprawidłowym,przekonaniu to w przypadku tego gatunku szczegół jedynie techniczny i drugorzędny.

      Usuń
    3. a mnie się wydaje, że zwrot "ładna /niezwyczajna, śmiała/ kreska" to tylko metafora na określenie, czy że coś się podoba... z drugiej strony jednak, nawiązuje do techniki tworzenia... jakoś nigdy nie słyszałem tego określenia w stosunku do obrazu, gdzie kresek nie ma, skonstruowanego jedynie z samych plam...

      Usuń
    4. Czy jest wśród nas jakiś znawca, który objaśniłby temat ? Jasne, że to określenie nie może się kojarzyć z plamami

      Usuń
  5. Kiro, znów pokazałaś mi coś, czego nie znałam :) Wiem, że to nie specjalnie dla mnie ale dziękuję, piękne :)
    Mam wrażenie, jakbym oglądała obrazy z moich snów, też takie kolorowe, niby obce, a jednak dobrze znane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to są po prostu takie bajkowe obrazki. Wyrobiony odbiorca oczekiwałby pewnie czegoś więcej, ale ja nie jestem entuzjastką malarstwa (czy sztuki w ogóle) i dlatego mogę jedynie napisać, że to a to podoba mi się i tyle. :)

      Usuń
    2. I chyba tak się powinno oceniać sztukę,może poza naprawdę nielicznymi znawcami ,którzy potrafią ocenić warsztat.chcialam napisać ,że takim kryterium może być to czy chcielibyśmy dane dzieło mieć w domu, ale to przecież nieprawda - np.zachwyca mnie Pieta lub Adam i Ewa -dwa obrazy Cranacha, ale mieć je w domu ? :))

      Usuń
    3. @ An-Ka & Kira
      Nie dajcie się nabrać na opinie "krytyków sztuki".
      W kilku amerykańskich galeriach na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, pojawiły się obrazy abstrakcyjne, sygnowane jako Jack Orang. Zaczęły się sprzedawać, krytycy przyjęli je ciepło i oczywiście popisali się wiedzą "co artysta miał na myśli". Bomba wybuchła gdy wydało się że malował je orangutan Jack z bostońskiego zoo. Pewnego razu w domu dyrektora dorwał się do palety oraz pędzli należących do jego dziecka i z entuzjazmem zaczął nimi mazać po blejtramie. A dyrektor postanowił dofinansować budżet zoo. O ile pamiętam, sprawa trafiła do sądu bo "mecenasi sztuki" którzy dzieła Jacka nabyli, poczuli się skompromitowani. Ale sędzia miał olej w głowie i dyrektora uniewinnił.
      Pozwolę sobie dodać że wszystkie małpy świata pracując wespół w zespół "Straży nocnej" Rembrandta by nie namalowały. Ale to pewnie okaże się konserwatywnym przesądem.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      To mogłoby być nawet śmieszne, gdyby nie to, że tak naprawdę jest tragiczne. Ludzie nie mają już gustu. Nawet kiepskiego. Kupują to, co jest modne, choćby było to gówno w karafce.

      Usuń
    5. @ Kira
      Z tym gównem w karafce ani trochę nie przesadziłaś. Kilka czy kilkanaście klat temu jakiś "artysta" sprzedawał właśnie swoje gówno, tyle tylko że zamknięte w konserwach albo słoikach typu "twist" (tego już nje pamiętam). A "wyluzowani" debile to kupowali. Ani chybi aby udowodnić że nie są żadnymi kołtunami ale wporzo, spoko, luzik i c(i)ool. Rozstrzygnięcie problemu czy to mecenasi byli na miarę dzieła czy dzieło na miarę mecenasów, pozostawiam wszelkim luzakom. Też budzącym analogiczne skojarzenia.

      Usuń
  6. mnóstwo w tym matematyki /tej z wyższej półki/, do tego mniej uporządkowane niż u Eschera, który mi się jakoś dziwnie czemuś skojarzył...
    /tak swoją drogą, niezły materiał na tatuaże/...
    zresztą... pieprzyć gadanie o tym, lepiej po prostu oglądać i odjeżdżać...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złoty podział? ;)

      Usuń
    2. zapewne też, skoro złoty podział jest wszechobecny /choć nie zawsze dostrzegalny/...

      Usuń
  7. @ Kira
    Surrealizm to zdecydowanie nie moja bajka ale te obrazy są po prostu zabawne, dwa czy trzy pomysły (na przykład samochód "Warszawa" z ogonem brontozaura) nawet miłe. Taki widok na ścianie na pewno by mi nie przeszkadzał a opatrzyłby się znacznie wolniej niż te przereklamowane spływające cyferblaty Dalego. Ale co tu mówić, nie są to "Los Caprichos" Goyi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No,nie :)) Nawet kolorystycznie ,nie wspominając o wymowie. Goyę trudno uznać za ilustratora baśni, chyba ,że bardzo ponurej.

      Usuń
    2. @ An-Ka
      Oczywiście masz racje mówiąc że Goya na ilustratora bajek się nie nadaje. Napisałem jedynie że obrazy zaprezentowane przez Kirę po prostu nie irytują więc da się na nie patrzeć bez przykrości. I tylko tyle. Czy może biorąc pod uwagę "malarstwo współczesne", aż tyle. A "kaprysy" zmuszają do myślenia o sprawach naprawdę ważnych więc nie sa guma do żucia dla oczu.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Gdybyś napisał, że te obrazki kojarzą Ci się z kadrami z animowanej bajki, wcale bym się nie obraziła. Nie jest to wielka sztuka. Ot, pobudza moją wyobraźnię. :)

      Usuń
    4. @Stary Niedżwiedż- tak,domyślam się, co chciałeś powiedzieć .Natomiast co do opinii krytyków- w życiu się nią nie sugerowałam.Zbyt często demonstrują spore zadęcie,zapewne ,by wyróźnic się :))

      Usuń
    5. PS.a ze snobizmem -anegdotka z mojego życia -kilka lat temu,przez absolutny przypadek ,w trakcie sobotnich zakupów na rynku,dostrzegliśmy spory olejny obraz ,naprawdę ładny,w kolorystyce pasującej do naszej jadalni i kupiliśmy go za ....40 zł.Jakiś czas później gościliśmy m.in.pewnego pana ,z gatunku tych co się zna na wszystkim.Zapytał o obraz,spojrzeliśmy na siebie i bez mrugnięcia okiem skłamaliśmy, że kupiliśmy go w Desie ,"wyjątkowo okazyjnie".Za ile ? no,40...tu zawiesiliśmy głos...a on podchwycił "tysięcy " i zaczął podziwiać obraz,uznając,że naprawdę wart swej ceny ,ma taką dobrą kreskę itd. :)))

      Usuń
    6. @ An-Ka
      Panów znających się na wszystkim, jeszcze bardziej niż ten o którym wspomniałaś, w realu i w wirtualu nie brakuje, Jeden jest wyjątkowo bezczelny i upierdliwy. Ciekaw jestem kiedy zacznie Cię uczyć diagnostyki i terapii.

      Usuń
    7. @ An-Ka

      Może warto było rozważyć odsprzedanie obrazu? Po znajomości - za 30 tysięcy. ;)

      Usuń
    8. @ Kira, An-Ka
      To mi przypomina stary dowcip:
      Siedzi przed chałupą gazda, przy jego nogach leży szczeniak owczarkopodobny. Podeszli turyści z dziećmi, te ostatnie podniosły krzyk że chcą pieska. Więc ich matka pyta:
      - Gazdo, a ile byście chcieli za tego pieska?
      - A dwadzieścia tysięcy.
      - Gazdo, czy wy nie przesadzacie? On przecież tyle nie jest wart.
      - Jak to nie? Dałem za niego dwa koty po dziesięć tysięcy każdy.
      Ukłony

      Usuń
  8. Witaj Kira.
    Ładne dla oka.Ale wolę Siudmaka.
    Coby jednak nie powiedzieć,facet się ceni.
    Pozdrawiam.
    Witaj An-Ka.
    'kreska to w moim ,być może nieprawidłowym,przekonaniu to w przypadku tego gatunku szczegół jedynie techniczny i drugorzędny."
    Też tak uważam.Moim zdaniem,niektórzy starają się na siłę "mędrkować".
    A to moja działka.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, Mędrku. :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Czyżby szykował się nam kolejny Salon Niezależnych, odrzuconych przez samozwańczych arbitrów sztuki? A może raczej, mając na uwadze inklinacje wiadomych osób, chodziłoby raczej o "wystawę sztuki zdegenerowanej"? Historia zna wiele przypadków takich sędziów, potępiających w czambuł czy to impresjonistów ("impresjonizm" został przecież wymyślony jako termin obraźliwy;)), czy postimpresjonistów, czy jeszcze innych... Świat sztuki zawsze miał swoich "rycerzy" bohatersko walczących z postępem, jednakże jakimś dziwnym sposobem nazwiska tych rycerzy nie zostały zbyt dobrze zapamiętane, w odróżnieniu od nazwisk artystów, oczywiście;)
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I żeby nie było, o profesjonalnych krytykach miewam równie kiepskie zdanie, co o nawiedzonych rycerzach: jedni i drudzy często nie rozumieją niczego z tego, na co patrzą. W ramach ilustracji ostatniego zdania, chyba wszyscy znają nazwiska Matisse, czy Picasso. A ile osób słyszało o tym konserwatywnym panu: http://en.wikipedia.org/wiki/Louis_Vauxcelles?
      Anty

      Usuń
    2. Kochany Anty, nie wiem czemu, ale mam do Ciebie dużo słabości. ;) Mimo to muszę Ci zrobić przykrość: upieram się, że niektóre "akty twórcze" są gówno warte. Niekoniecznie fowizm czy kubizm (choć z drugiej strony - właśnie wygooglałam sobie kilka obrazów namalowanych w tych stylach i stwierdziłam, że mało który mi się podoba).

      Usuń
    3. @ Kira
      Spotkałem się z ciekawą definicją, autorstwa znanej Ci Milom, dotyczącą współczesnego malarstwa:
      Obraz jest nowatorski i wykracza poza ciasne horyzonty umysłowe kołtunów, jeśli nikt poza "tfurcą" nie jest w stanie zauważyć że na ścianie galerii powieszono go do góry nogami.

      Usuń
    4. @Kira
      Nie ma czegoś takiego jak jednolite, zuniformizowane "malarstwo współczesne". Niektóre akty twórcze rzeczywiście mogą być warte niewiele, ale sztuka to również koncepcja. M.in. dlatego pytania w stylu "co obraz przedstawia", czy "co autor miał na myśli" prowadzą czasem do prostych błędów.
      Historia sztuki to nie tylko Dali i Picasso, to również Duchamp i Warhol...
      Myślałem że kubizm Ci się spodoba. Stanowi przecież swego rodzaju przewrotną analizę rzeczywistości. Niektóre z pokazanych przez Ciebie obrazów również do tego zmierzają;)
      Anty

      Usuń
    5. @ Kira
      Niewątpliwie najbardziej przewrotnymi działami sztuki współczesnej są te ekskrementy w puszkach. W przypadku rozszczelnienia się pojemnika dopiero byłby fetor!
      Kłaniam się.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      Nie odrzucam całej tzw. sztuki współczesnej. Odrzucam tylko ohydę.


      @ Anty

      Jestem bardzo prostym człowiekiem. Podoba mi się to, co jest dla mnie ładne. Tak, wiem, brzmi głupio. Równie dobrze mogłabym napisać: Ładne jest to, co mi się podoba. Niestety, nie umiem się elegancko i rozumnie wysłowić.

      Usuń
  10. Wbrew insynuacjom jakoby konserwatyści i narodowcy zwalczali sztukę nowoczesną, gotów jestem hojnie wesprzeć jej amatorów. Zwolennicy wspomnianego tu "gównizmu" mogą przyjść do mnie i do woli zaczerpnąć z szamba na mojej posesji, oczywiście gratis. Tylko słoiki muszą przynieść własne. Oni zaoszczędzą na marchandzie a ja na "szambelanie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      Najpierw musiałbyś stać się sławny. :)

      Usuń
    2. @Kira,

      Masz rację Kiro. Chociaż w tym kraju, aby stać się sławnym w świecie sztuki, wystarczy sprofanować krzyż, Biblię, albo najlepiej kościół, a potem nazwać to sztuką. W taki sposób na pewno nie stanę się sławny. Mógłbym też wykazać się prawdziwą odwagą i sprofanować Talmud lub Koran. Jednak poszanowanie wyznania innowierców nie pozwoliłoby mi tego zrobić, bowiem mam świadomość tego, jaką wartość dla ludzi innych wyznań ma dla nich religia. Cudzych świętości się nie szarga, nawet jeśli dla mnie nie są świętościami. Masz chyba rację, nie stanę się sławny, niemniej moja oferta pozostaje aktualna, na wypadek gdyby inny "wielki artysta" miał zapotrzebowanie, a na przykład był podłączony do kanalizacji.

      Usuń
    3. @ Tie Fighter

      Dziwi mnie, że masz poszanowanie dla islamu, skoro - jak sam pisałeś - zbrodnicze religie nań nie zasługują. Wydawało mi się, że islam również do takowych zaliczasz. Najwyraźniej się myliłam. ;)

      Usuń
    4. Wiesz przecież, że w pewnym uproszczeniu religię proroka Mahometa dzielimy na wojującą i niewojującą. O tej pierwszej pisuję z reguły "isslam" i stawiam jego wyznawców na równi z satanistami i czcicielami bałwanów czworograniastych, a co mi winni spokojni muzułmanie, z którymi nawiązałem nawet przyjaźnie w czasie licznych wizyt w Turcji. Zresztą Turcja jest właśnie świetnym przykładem jak można wyznawać islam i dać żyć w spokoju innym, nawet chrześcijanom, których liczna populacja w Turcji własnie żyje. Pewnie, że nie jest to może ideał, ale w porównaniu z krajami isslamskich fanatyków, których nawy kończą się na "an", to oaza normalności i tolerancji.

      Usuń
  11. Sztuka i jej wartość to jednak sprawa bardzo wymykająca się spod kontroli .Trudno chyba tak do końca zdefiniować, co jest wartościowe a co nie. Można co najwyżej ocenić, czy się nam podoba (bez określania dlaczego ) ,czy budzi w nas pozytywne emocje, zmusza do myślenia . Czasem do uznania czegoś za dzieło wartościowe wystarcza jedna z tych cech, czasem mogą występować w pakiecie. Można też oczywiście dywagować o poprawności kreski czy języka w przypadku utworu literackiego. Zapewne większość "ambitnych twórców" obraziłaby się za uznanie ich dzieł za ładne, wolałaby określenie "wstrząsające". Owszem, przytoczony przez Starego Niedźwiedzia Goya, powszechnie uznany za wielkiego artystę ( podzielam tę opinię ) wstrząsa (oczywiście nie mam na myśli Mai:)) ,ale czy jest ładny ? Van Gogh zaś nie wstrząsa a miły z kolei dla oka .No ,nie ma definicji i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz oczywiście rację że wartości sztuki nie da się zmierzyć a jej ocena to kwestia intuicji. Wymieniłaś kryteria i zauważyłaś iż na dobrą sprawę spełnienie jednego z nich jest wystarczającym powodem aby to czytać lub oglądać względnie tego słuchać. Dodałbym jeszcze odbiór sztuki kubkami smakowymi. Bowiem ruskie pierogi czy tort makowy autorstwa ś.p. mamy mojego przyjaciela na pewno były więcej warte niż komplet "arcydzieł" prezentowanych podczas Warszawskiej Jesieni". Z Mozartem by nie wygrały ale już z Haydnem w mojej ocenie śmiało mogły stawać w szranki.
      Ale czasami sytuacja jest trudniejsza. Weź pod uwagę choćby niektóre utwory Beatlesów. Naprawdę wartościowa i ciekawa muzyka, połączona z tekstem Lennona czyli jakimiś anarchistycznymi bredniami. W takich przypadkach zamiast oryginału wolę wersje jedynie instrumentalne w innym wykonaniu. Bo nie muszę rozdzielać w ścieżce dźwiękowej muzyki od tekstu aby nie słuchać tego trockistowskiego psucia powietrza.
      I oburącz podpisuję się pod uwagą ś.p. ojca profesora Józefa Marii Bocheńskiego, wieloletniego rektora uniwersytetu we Fryburgu, logika, sowietologa i jednego z kilku najmądrzejszych ludzi XX wieku, na temat "listów otwartych". Zauważył on że podpis pod listem w sprawie energetyki jądrowej autora głośnej powieści, modnego piosenkarza czy specjalisty od ceramiki chińskiej z epoki Ming nie jest ani trochę więcej warty od podpisów krawcowej, stolarza i kominiarza.

      Usuń
    2. Teksty Beatlesów -cóż,weź poprawkę na tamten czas. Poza tym są szalenie proste, wręcz prymitywne tekstowo , ale ponieważ zaczynając ich słuchać i zachwycać się nie znałam jeszcze angielskiego to były dla mnie tylko dźwięki,i właściwie tak mi to weszlo w krew ,że i teraz tekst mi przelatuje koło ucha

      Usuń
    3. @An-Ka
      Muzyka niby "rozrywkowa", a w rzeczywistości mało rozrywkowa: King Crimson, wczesny Yes, wczesne Genesis, Soft Machine, bełkocząca w niezrozumiałym języku Magma i wojujący komuniści Henry Cow (Zwłaszcza ci ostatni - "całościowcy" słuchając ich dostaliby skrętu kiszek;))
      Anty

      Usuń
    4. @Anty...
      http://youtu.be/itHcrRaZhXs
      pozdrawiać...

      Usuń
  12. Dla mnie ma znaczenie nie tylko co się maluje, nie tylko emocje, ale też JAK się maluje. Niestety specjaliści też nie doceniają tylko za pomysł. Po to wielu artystów pchało i pcha się na ASP żeby się czegoś nauczyć, żeby malować lepiej, a nie tylko żeby pobudzić w sobie twórczość. Pewne podstawy warsztatowe są ważne. I teraz muszę coś odciąć żeby nie krzywdzić bezpodstawnie artysty. Patrzą na obrazy Jacka Yerki widać, że on te podstawy ma, a nawet znacznie lepiej. Porównując go do innych znajdzie się powyżej średniej patrząc obiektywnie. Dalej to już też kwestia tego co komu bardziej pasuje, dlatego zaznaczałam, że „na mnie”. Do ilustrowania baśni zatrudnia się też dobrych artystów, a nie najgorszych z najgorszych. Jednak czy obiektywnie należałoby mu przyznać miejsce wśród najlepszych z najlepszych na świecie? Oto jest pytanie.


    A teraz przykład, który zobrazuje co mam na myśli pisząc o znaczeniu. Dwóch artystów zabiera się za takie samo dzieło i oba nie są robione na idealną kopię oryginału.
    Artysta nr 1:
    http://grzegorzfijalkowski.files.wordpress.com/2011/05/dsc_0470a1.jpg

    Artystka nr 2:
    http://2.bp.blogspot.com/-ZwAuzNFKEVg/Uk61BDCBqII/AAAAAAAAADY/GvuNQS7sDB8/s1600/Dama+z+%C5%82asiczk%C4%85.+Kopia.JPG

    I teraz tak, artysta nr 1 potrafi malować ludzi, zrobił to inaczej, ale jego obraz jest w porządku, a artystka nr 2 powinna się podszkolić, bo mogłaby zrobić to lepiej. Jej styl wynika raczej z braków niż z zamiaru. Nie wiem czy będzie w stanie się przebić, zachwycić krytyków tworząc w ten sposób. Raczej nie. Jakby forma nie miała znaczenia to ludzik stworzony przez dziecko z kółka i kilku kresek byłby równy wszystkim aktom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie popieram malarstwa tylko jako rzemiosła, chociaż też zwracam uwagę jak co jest wykonane. Patrzę bardzo często na przesłanie i np. obraz taki jak "Złota rybka", jest u mnie wysoko. Chociaż tam bardzo na plus są też zastosowane barwy. Wiele osób nie lubi tego obrazu, słyszałam opinie, że dziecko by lepiej namalowało. Na mnie to działa.

      Usuń
    2. @ Akara

      Zgadzam się, że forma na znaczenie. Niekiedy nawet ważniejsze od treści. W końcu ilość tematów jest ograniczona, zaś ilość form - chyba nie. (Naturalnie jedno i drugie ma znaczenie.)

      Usuń
    3. Czy sądzisz, że tacy Mondrian. Malewicz, Warhol, albo, dajmy na to, Pollock, nie mieli odpowiedniego przygotowania warsztatowego?
      Gdybym zaczął absolutyzować rzemiosło w oderwaniu od treści, pozostałoby się zachwycać znanymi swego czasu "malarzami włosów łonowych";)
      Anty

      Usuń
    4. Wobec Warhola nie powiedziałabym tak. Pollock akurat nie powinien się tu znaleźć, bo w jego przypadku sam akt tworzenia (nie biorąc pod uwagę początków) miał ogromne znaczenie. Dobrze, że został wymieniony też z innego względu. Były czasy, że sprzedawał obrazy po parę dolarów, teraz TE SAME OBRAZY warte są miliony. Dlatego An-Ka i Stary Niedźwiedź nie powinni podchodzić z takim rozbawieniem do kwestii ceny i oceny malarza. Co dzisiaj warte 40 zł, może się okazać warte i 40 tysięcy. Pollock też zrobił karierę tylko dzięki temu, że został doceniony przez innych. Dzięki temu zyskał ogromne wsparcie, już za życia został rozreklamowany (wielu mogło pomarzyć o karierze za życia, karierę robili po śmierci). I tak moim zdaniem zdarza się, że wyrobione nazwisko ma zbyt wielki wpływ na sztukę. Nawet słabsze dzieła danego artysty od razu postrzegane są inaczej. Kiedyś mówiono w telewizji, że odnaleziono obraz i już się wypowiadano, że jeżeli to obraz Leonarda to jest genialny i wart tyle i tyle, a jeżeli to obraz jego ucznia to jest mniej wart, jest słabszy itd. Nie sam obraz podlega ocenie, bywa, że cała ocena oparta jest o nazwisko. Szczególnie niebezpieczne są to oceny w przypadku tych znawców, którzy pomimo długiej nauki i długiego obcowania ze sztuką dalej nie potrafią odróżnić dzieła jednego artysty od dzieła drugiego. Nawet jeśli brak charakterystycznych elementów. Jakby teraz, któryś ze znanych artystów dał do namalowania obraz komuś innemu, a sam by się podpisał żeby sprawdzić czy ktoś się zorientuje to mógłby mu się udać ten żart. Takie sprawdzenie też swoich fanów. Ktoś wreszcie tak powinien zrobić żeby pokazać co warte potrafią być oceny i ceny obrazów. Mnie dziwi, kiedy komuś podoba się wszystko co wyszło spod pędzla danego artysty i wszystko ocenia na równie mocne. Czy to jest poza, czy rzeczywiście możliwe jest, że każdy, ale to każdy obraz może aż tak przypaść do gustu. Może i możliwe, ale mi ciężko w to uwierzyć, to powinny być raczej pojedyncze przypadki.

      Usuń
    5. Akaro - ja podchodzę z rozbawieniem do wszystkich przejawów snobizmu a słowo "nie powinnam " rezerwuję dla spraw ważnych i nie zahaczających o gust.

      Usuń
    6. Może i na wyrost użyłam tego sformułowania. Chodziło o to, że często można się zdziwić. Wydaje się jedno, a okazać może się drugie. Być może facet był snobem, ale może też się okazać, że był prawdziwym znawcą, który poznał się na wyjątkowym talencie i dlatego cena cena go nie zdziwiła. Wielu artystów sprzedawało obrazy za grosze, albo nawet wcale nie mogli sprzedać ich wcale nim ich nazwisko nie zaczęło być bardziej znane. Zawsze ktoś pierwszy musiał się zachwycić, polecić (nie zawsze tylko jedna osoba, ale też np. jakaś grupa), później inni też zaczynali zwracać uwagę na obrazy.

      Usuń
    7. Akaro - ja mówię o konkretnym człowieku, którego ja znam i znam jego możliwości i jego przywary. Nie bez kozery zrobiliśmy taką podpuchę.

      Usuń
    8. @ Akara

      Poruszyłaś niezmiernie istotną kwestię: większość ludzi zwraca o wiele większą uwagę na to, KTO coś zrobił/powiedział/napisał, niż CO zrobił/powiedział/napisał. Twórca ważniejszy jest dla nich od dzieła. Dlatego - między innymi - nie szanuję moich bliźnich.

      Usuń
    9. Kiro - mój znajomy zapytany kiedyś dlaczego takie a takie dzieło jest uważane za wybitne skwitował lakonicznie a celnie "bo tak się ludzie umówili "

      Usuń
    10. @ An-Ka
      W grę wchodzi jeszcze inna możliwość. A mianowicie "bo tak ludziom wmówiono".
      Ten sam mechanizm może też dotyczyć artystów a nie ich dzieł. Niedawno zmarły chyba najwybitniejszy skrzypek XX wieku czyli Ruggiero Ricci, nie miał tak łatwej drogi na muzyczny Olimp jak inni uznani wirtuozi tego instrumentu. Bo na swoje nieszczęście miał korzenie włoskie.

      Usuń
    11. Tak,to mniej więcej to samo

      Usuń
    12. @Akara
      Dlaczego "nie biorąc pod uwagę początków"? Czyżbyś uważała, że wtedy akt był pozbawiony wszelkiego znaczenia?
      Słyszałem o genialnych kopiach dzieł najsłynniejszych malarzy, wykonywanych przez uzdolnionych fałszerzy. Technicznie bez zarzutu, fałszerze byli w stanie zmylić wielu marszandów.
      Tyle, że były to tylko kopie. W sam raz dla snobów, którzy byliby w stanie zapłacić wysoką cenę za obcowanie ze sztuką wysoką;)
      Anty

      Usuń
    13. No właśnie, polecam zatem gówno w słoiku. Tańsze i ogólnie dostępne. Trzeba tylko lemingom podać to w gęstym sosie propagandy, że to wielka sztuka (najlepiej z zachodu), a będą kupować na wielką skalę. Zwłaszcza w Polsce, gdzie 75% mieszkańców, to skrajni idioci, którzy nie mają swojego zdania, dopóki nie zasłyszą, co mają myśleć w TVN i GW. Ze sztuką jest dokładnie tak samo. Jan Klata załatwiłby sprawę jednym wywiadem w mediach głównego ścieku.

      Usuń
    14. Pomysł powielany 100 razy nie jest ani odkrywczy, ani sensacyjny, ani nawet "kontrowersyjny";) "Merda d'artista" Manzoniego została wystawiona po raz pierwszy w latach 60., wtedy miało to jeszcze jakiś kontekst /nawiasem mówiąc, Polska jest obecnie na podobnym etapie rozwoju - mentalnego i ekonomicznego - co tzw. Zachód wówczas/. Od czasów Duchampa tego typu prowokacje stępiły jednak swoje ostrze i teraz mogą wywoływać jedynie wypieki na twarzach pensjonarek i osób zafiksowanych na klasycznej estetyce.
      Dla elit ekonomicznych i "władców dusz" zawsze wygodnie było zakładać, że 75% mieszkańców danego kraju to skrajni idioci. Jednakże po bliższym poznaniu często okazuje się, że owe elity różnią się od pogardzanego przez siebie pospólstwa tylko stopniem samozadowolenia oraz roszczenia do pozostawania elitą.
      Anty

      Usuń
    15. @ Tie Fighter
      Żyjemy w czasach redefiniowania pojęć przez heroldów politpoprawizmu i postępu wszelakiego. Antysemitą jest ten kogo nie lubią Żydzi a homofobem ten kogo nie lubią pedały (skąd my to znamy?). Wiec na tej samej zasadzie, "osobami zafiksowanymi na klasycznej estetyce " stali się ludzie którym nie udało się wcisnąć byle gówna jako wiekopomnych dzieł sztuki. Ja takie określenie uważam za komplement.

      Usuń
    16. Myślę, że sceptycyzm i świadomość istnienia wciskania kitu, mówiąc kolokwialnie, nie muszą od razu oznaczać braku gotowości przyjęcia czegoś nowego

      Usuń
    17. @ Tie Fighter

      "Zwłaszcza w Polsce, gdzie 75% mieszkańców, to skrajni idioci, którzy nie mają swojego zdania, dopóki nie zasłyszą, co mają myśleć w TVN i GW."

      Nie zgadzam się z tym. Brak własnego zdania może być wynikiem świadomości własnej niewiedzy.

      Usuń
    18. @ Kira
      Jeśli ktoś nie dysponuje wiedza z jakiejś dziedziny więc na jakiś temat nie zabiera głosu, wszystko jest OK. Gorzej gdy nie mając o czymś pojęcia, plecie bzdury niczym Piekarski na mękach. I nawet uwagi fachowców nie przerwą bredniotoku takiego debila.
      Ale wydaje mi się że Tie Fighter miał na myśli wykształciuchów którzy bardzo chcą się na jakiś temat wypowiedzieć. Ale mogą to zrobić dopiero wtedy gdy w swoim niezbędniku wykształciucha wyczytają co wypada mówić wedle "sralonowych" wymogów.

      Usuń
    19. @Anty

      Dobrze, że mi to napisałeś. Aż mi się lepiej zrobiło. Nie wiem co bym bez ciebie począł.

      Usuń
    20. Służę uprzejmie i polecam się na przyszłość.
      Albo rozwój, albo antyki i galanteria /ewentualnie kopie/. Zawsze jest wybór.
      Anty

      Usuń
    21. @Anty
      Tylko, że tam (przypadek Leonardo da Vinci) nie chodziło o kopię, ale o zupełnie nowy obraz. Obojętnie kto go namalował obraz pozostanie taki sam. Nawet jeśli to dzieło ucznia, to uczeń nie musiał być gorszym artystą od mistrza. Główną jego winą byłoby to, że nie jest znany. Co innego kopia, a co innego podobny styl. Dwie osoby mogą tworzyć w podobnym stylu na wysokim poziomie. A uczeń miał pewnie pozwolenie od mistrza na to żeby mógł się wzorować. Wzorować, a nie kopiować. I nie chodzi tutaj o oddzielanie, albo i nie, obrazu od twórcy. Motywy, historie okoliczności powstania to co innego. O ile ktoś nie próbuje tym grać i nie udaje. Kiedy za dziełem stoi konkretna historia, emocje to można się rozczulać i rozwodzić, że zrobił to tak, bo go spotkało to i to, był taki, a nie inny i dlatego coś jest tak, a nie inaczej. Jak ktoś chce oddać pewne stany emocjonalne to też może mu się to udać tak, że będzie wiadomo i bez tej gadaniny. Są przypadki, że wystarczy spojrzeć i widać jakie emocje miały być przekazane. Artysta zawrze to symbolicznie, barwą, zastosuje inną technikę, a co dokładnie się stało, co na niego wpłynęło, może być traktowane jako ciekawostka. Ale jak ktoś się rzuca na „proste” sposoby, np. (żeby nie wywoływać z nazwiska żadnych autorów konkretnych „kwadratów”) można wyrażać zagubienie stawiając jeden szary kwadrat na środku, albo wiele różnych kwadratów, okręgów. W tym przypadku mile widziane jest przeze mnie podpowiedzenie tytułem, komentarz, przedstawienie sytuacji, bo samo w sobie może znaczyć i zbyt wiele i zbyt mało. No dobrze i tak można to przełknąć i zaakceptować, ale jak obraz mówi sam za siebie to jest mi milsze. Bo tak to trochę rozminięcie się z innym powołaniem. Warstwa filozoficzna to właściwie główna strona, trzeba się z nią zapoznać, reszta i tak jest zdominowana. Obraz to pomnik dla filozofii twórcy, jest ukoronowaniem, a nie dziełem samym w sobie. Taki obraz bez znajomości twórcy i jego filozofii właściwie nie istnieje. Dla mnie to taka odwrotność przerostu formy nad treścią. Treść dominuje formę, a forma sama w sobie nic przez siebie nie przekazuje. Tak, treść wpleciona nierozłącznie w obraz, ale zawarta w innym miejscu. Tłumaczenie artysty nadaje całe znaczenie. O ile są obrazy, które po wyjaśnieniu można poznać na nowo, można dowiedzieć się więcej, to czym innym są takie obrazy, których praktycznie nie da się poznać wcale bez wyjaśnienia. Wywołują we mnie mieszane uczucia. Co innego jeśli na takie emocje były nastawione, a co innego jeśli ktoś wymaga żeby obraz poznawać tylko i wyłącznie poprzez poznanie twórcy. Czy nie można było pozostać na wyrażaniu swojej filozofii w postaci słownej, kiedy obraz i tak bez tej zapisanej filozofii nie istnieje?

      Usuń
    22. @Akara
      W powyższym przykładzie abstrahowałem zupełnie od konkretnego przypadku Leonardo, próbując ukazać pewną prawidłowość: osoba przyzwyczajona do określonego kanonu estetycznego w zderzeniu z zupełnie inną estetyką może nie zrozumieć ani przekazu powiązanego z zastosowaniem określonej formy, ani samych emocji towarzyszących powstawaniu dzieła. Wyżej będzie cenić wtórne rzemiosło niż efekt pracy twórczej.
      W pewnych warunkach, przypadkach, komentarz jest pożądany i konieczny w procesie poznania; dzieło może być równie dobrze jakimś symbolem albo rejestracją aktu tworzenia, może istnieć jedynie w kontekście danej sytuacji, niekoniecznie będąc pomnikiem.
      Anty

      Usuń
  13. Niesamowite, niczym z jakiegoś fantastycznego snu. Uwielbiam wizje innych światów, miejsc zrodzonych z czystej wyobraźni. Nie chciałabym pewnie mieszkać w pokoju z kuchnią na suficie nad sypialnią, ale całość niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam się na sztuce i nie znałem tego artysty. Uważam, że obrazy są świetne i wyrażają jedność wszechświata.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kira,

    "Nie zgadzam się z tym. Brak własnego zdania może być wynikiem świadomości własnej niewiedzy."

    Wygląda to tak, że spotykając bardzo różnych ludzi i rozmawiając z nimi na jeden i ten sam temat, mam przegląd całego społeczeństwa w pigułce. Jedni wyrażają na ten temat swoje własne, autonomiczne zdanie, inni uczciwie potrafią powiedzieć "nie mam zdania, nie interesuje mnie to, nie mam danych itd", a jeszcze inni będą przybierać pseudointelektualne pozy i kluczyć, stawiając na czystą formę, a inni będą szermować retoryką rodem z wyborczej, albo innego szmatławca, gdzie akurat bezmyślnie podkarmili swoją niewiedzę (bez jakiejkolwiek próby zweryfikowania przyswojonych informacji w innym źródle). Jak już wspomniałem - kraj w pigułce i uwzględniając rozkład procentowy, wychodzi mi, że mimo wszystko 75% to debile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      Moim zdaniem mylisz się. Ale nie będę się kłócić, bo i po co? Niemniej uważam, iż mając tak kiepskie zdanie o intelektualnych predyspozycjach swoich rodaków powinieneś się cieszyć z niżu demograficznego. ;)

      Usuń
    2. No cóż, część tych biednych głupców padła ofiarą systemu. Systemu, w którym rodzice nie dbają o to, by ich pociechy wyniosły z domu zdolność samodzielnego myślenia, szkoła już dawno przestała wychowywać, a i z nauczaniem coraz słabiej, bowiem cały system edukacji oparty jest na testach. I idą w świat takie sieroty, które bez gazetki Szechtera nie wiedzą co mają myśleć, a najlepszym dowodem na atrofię ich mózgów jest to, że nawet po ujawnieniu ostatniej afery "taśmowej", rząd tuska ma nadal 25% poparcia. Już nie mówię o uczciwym rozliczeniu 7 lat rządów Donalda T; który okłamał swoich wyborców w wielu kwestiach i nie dotrzymał praktycznie żadnej obietnicy wyborczej. Żadnej refleksji. Taką pustkę wypełnia najczęściej substancja łatwo wchłanialna, jaką jest ściek sączący sie z lewackiego mainstreamu i ogólnospołeczna agitacja na rzecz postępu - cokolwiek by to miało znaczyć. A z niżu demograficznego się nie cieszę, bowiem będzie on bardzo poważnym problemem już za kilkadziesiąt lat, a leming mimo, że bezmyślny, jednak jakieś proste prace wykonywać może i lepiej lub gorzej ten PKB wytwarzać. Natomiast po odcięciu od neomarksistowskiej propagandy, leming w drugim, trzecim pokoleniu może nawet dobić do średniej intelektualnej przeciętnego, normalnego społeczeństwa.

      Usuń
    3. Kiro -śliczne:))

      Usuń
    4. TF-proszę...Ja potrafię zrozumieć, że nienawidzisz GW - OK. Z pewnością część jej czytelników łyka bezkrytycznie każdą zawartą w niej tezę. Jednak , by być sprawiedliwym, trzeba pamiętać , że i na drugim biegunie dzieje się to samo (skoro uważasz 75 % Polaków za debili a PO popiera 25 % to mamy jeszcze do zagospodarowania 50 %:)) .Leming nie ma jednej opcji politycznej ,to pewne. Leming jest zawsze, wszędzie .

      Usuń
    5. @ Tie Fighter

      Widzisz, uważam Cię za bystrego gościa, ale to częste zbaczanie na "gazetkę Szechtera" nie świadczy o Tobie zbyt dobrze. W "Wyborczej" można znaleźć wiele fajnych artykułów, bo i nie zawsze traktuje ona o polityce czy ideologii takiej, śmakiej lub owakiej.

      Cieszę z wotum zaufania dla rządu. Możesz mi wierzyć lub nie, ale to nie ma nic wspólnego z poparciem dla PO. Po prostu lubię, kiedy wybory sejmowe pokrywają się z prezydenckimi. Za rok mamy szansę na kompletną zmianę warty. :)

      Żeby myśleć całkowicie samodzielnie, trzeba się odciąć od opinii i rodziny, i rówieśników, i Kościoła, i reszty społeczeństwa. Ja - nie będąc wszak koryfeuszem intelektu - umiałam tego dokonać, nie tracąc przy tym pokory i nie odrzucając niczyich racji a priori. Nie mam autorytetów, za to prawie każdego człowieka wysłucham i zastanowię się nad jego słowami. Nie dostosowuję się w życiu prywatnym do cudzych zasad, ale zdarzało mi się czasem je rozważać, by móc osądzić, czy mogłyby stać się moimi. Staram się oceniać samą treść wypowiedzi, a nie treść wypowiedzi przez pryzmat jej autora. Ugnę się przed argumentem, czyli podaniem faktu, nigdy jednak przed owego faktu oceną (choćby miliard ludzi wyło, że coś jest dobre lub złe).



      @ An-Ka

      Lemingi dzielą się na różne typy. Wyśmiałam to kiedyś we wpisie pt. "W krainie lemingów". Bezkrytyczni fani Tuska czy Ojca Dyrektora - cóż za różnica? Fanatyzm, głupota, ślepota, agresja wobec "onych" - te przywary kwitną w każdym środowisku.

      Usuń
    6. @An-Ka,

      Nigdy nie twierdziłem, ze lemingi są tylko po stronie PO. Niejednokrotnie pisałem o lemingozie jako takiej, bez podziału na opcje polityczne, bowiem zjawisko występuje ponad podziałami:)

      Usuń
    7. @Kira
      Szkoła i lokalne społeczności realizowały z całych sił misję tradycyjnego wychowywania jeszcze na początku XX wieku. Jak wyglądały efekty, pokazuje np. film "Biała wstążka" Michaela Haneke.
      Jeśli wierzyć sondażom i wynikom wyborów, myśl lewicowa, a nawet liberalna została wśród młodych ludzi w Polsce totalnie spacyfikowana, za to sporą popularnością cieszy się autorytarna, korwinoidalna utopia, karmiąca iluzjami o karierze, sprzedająca skołowanym dzieciakom z "dobrych domów" nieprzystające do dzisiejszej rzeczywistości dziewiętnastowieczne farmazony o "self-made man" w nieco tylko odkurzonym opakowaniu. Z kolei starsi, sfrustrowani przez "komunę", tworzący obecnie trzon tzw. klasy średniej starają się nadrabiać zaległości otaczając się w miarę możliwości jak największą ilością bizantyjskiego albo nowomodnego kiczu. Władcy dusz pokazujący co i rusz to. co prawidłowe i uczciwe, rozgrzeszą codzienne świństewka, a TV ukoi ból kreując lukrowany światek "dla każdego".
      Powinno być OK, ale nie jest. Pod frazesami o małej stabilizacji, zapewnianiami o szansie i "własnej firmie" dla każdego, koturnowymi i dętymi hasłami o tradycji, patriotyzmie i poszanowaniu wartości zionie pustka. Tym większa, im większy rozdźwięk między górnolotnymi deklaracjami i parszywą rzeczywistością tonącą w stresującej harówce, korkach i smrodzie spalin.
      Anty

      Usuń
    8. @ Anty

      Twój opis dzisiejszej rzeczywistości jest bardzo ładny i niemal trafny. Niemal - gdyż trochę jednak upraszczasz. Wielu ludzi szczerze pragnie wyrwać się z materialnego i/lub moralnego bagna. Nie zawsze im się to udaje, ich wybory (np. polityczne) okazują się być błędne, ale za sam wysiłek należy im się - moim zdaniem - duży plus.

      Już dawno temu zauważyłam, że jestem niezdolna do normalnego postrzegania świata. Zazwyczaj skupiam się na czymś innym niż większość ludzi, formułuję inne wnioski, inaczej osądzam. I tak jak nie potępiam sióstr Trupek z filmu "Trzy siostry T." (są makabryczne, ale wynika to z ich ciemnoty oraz zgorzknienia), tak nie uważam rodziców z "Białej wstążki" za potworów. Ów zasadniczy pastor wydał mi się surowym, lecz jednocześnie kochającym ojcem, który potrafił okazać czułość swoim dzieciom, a gdy zarzucono im kłamstwo, stanął w ich obronie. Może coś przeoczyłam, gdyż nie oglądałam filmu od początku. W każdym razie prawdziwie odrażających rodziców (zwłaszcza ojca) widziałam w niewielu filmach (jednym z nich był "Kieł").

      Usuń
    9. Oczywiście, że wielu ludzie pragnie się wyrwać. Większość wcale nie akceptuje sytuacji, w której się znalazła, tyle że wybór mają, hmm, dość ograniczony.
      Nie napisałem, że rodzice z "Białej wstążki" są potworami, sam Haneke również unika takich uproszczeń. Może kochający pastor (chociaż ta miłość nie przeszkadza mu w dość perfidnym manipulowaniu reakcjami swoich dzieci) do końca przyjmuje pozę autorytetu, nie dopuszczając do siebie świadomości, że gdzieś popełnił błąd. Brak dystansu do siebie i deklarowanych zasad oraz brak pokory pozwoliły zamknąć oczy na pewne, niewygodne aspekty wydarzeń. I hodować potwory.
      Anty

      Usuń
  16. @Kira,

    Jeżeli chodzi o akapit 1, to twój opis "wyborczej" przypomina mi opis knajpy, która generalnie truje ludzi, ale jest ktoś, kto odkrył, że mimo podłego żarcia dają tam niezłe desery. Sorry i tak się nie skuszę i poszukam innej knajpy.

    Odnośnie akapitu drugiego, to powiem tylko tyle, że ten rząd utracił legitymację do dalszego sprawowania władzy. No cóż, mieszkańcom Piotrkowa Trybunalskiego nie przeszkadzało nawet to, że prezydent ich miasta sprawował władzę zza więziennych krat. A kiedy w końcu rozpisano referendum, aby go ze stanowiska odwołać, bo zanosiło sie na dłuższą odsiadkę, to jak zwykle nie dopisała frekwencja i rządził z więzienia bodajże do końca kadencji. Tu sytuacja jest mocno analogiczna. Jeżeli Ci to nie przeszkadza, to cóż począć?

    Odnośnie akapitu trzeciego, to drobnymi wyjątkami jest on bliski memu sercu i rzeczywiście jest to jedna z metod na samodzielne myślenie i przy okazji wyrobienie sobie charakteru.
    Na tym kończę, bo jak to się czasem zdarza odjechalismy daleko od głównego wątku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      Nie przekręcaj moich słów. Nigdzie nie pisałam, że rządy PO są OK, tylko że podoba mi się sytuacja, kiedy wybory sejmowe odbywają się w tym samym roku, co prezydenckie. Przez ten rok PO nie zdąży chyba spierdolić zbyt wiele. Kto wie zresztą, może na politycznej scenie pojawi się jakieś nowe ugrupowanie? Bo z tych obecnych to nie ma na kogo głosować. O przepraszam - JA nie mam. :/

      Usuń
    2. @Kira
      No cóż, rząd będzie trwać tak długo, jak długo zwykli ludzie będą postrzegać alternatywę jako coś absolutnie nieprzystającego do ich marzeń, aspiracji, a nawet współczesności.
      Miejsce skamielin jest w muzeum i chętni do naprawiania zastanej rzeczywistości powinni się z tym pogodzić.
      Anty

      Usuń
    3. @ Kira
      Pozostaje mi podziwiać Twój optymizm iż po kolejnym roku działalności gangu Donalda T. (chłopaki czując pismo nosem, zintensyfikują swój proceder) będzie jeszcze co zbierać.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Będzie, będzie. Musi! :)

      Usuń
  17. @ Anty -trafiłeś w sedno, niestety

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...