26.07.2014

Ludzie są różni. Zaakceptuj to.


Uważam mojego ojca za człowieka, który niemalże ociera się o mądrość. Szanuję jego opinie, o ile tylko są wyrażane w sposób uprzejmy i wyważony. Nie znoszę natomiast, gdy krytykuje moje postępowanie na zasadzie „tak się nie robi i koniec!”.

– Naprawdę nie wiesz, jak się robi, a jak się nie robi?! – zdarzało mu się krzyczeć, kiedy popełniłam według niego jakiś szczególnie niestosowny postępek.

Odpowiadałam wówczas ze złością:

– Nie, nie wiem, „jak się robi”! I nic mnie to nie obchodzi!

Odpowiedziałabym dosadniej, ale mój tata jest w gniewie nieobliczalny. Podobnie zresztą jak ja. ;) (To głównie po nim odziedziczyłam temperament.)

Oczywiście przesadzam. Trochę mnie jednak obchodzi, „jak się robi” – ale wyłącznie wtedy, gdy w grę wchodzą dobre obyczaje. Jestem skłonna w 99 % nagiąć swoje mocno rozwydrzone widzimisię do obowiązującej w danym miejscu i czasie etykiety. (Ten jeden procent dotyczy przypadków, gdy dochodzi do poważnego konfliktu pomiędzy dobrymi manierami a moim sumieniem.) To właśnie szacunek dla dobrych obyczajów – wespół ze strachem przed ewentualnymi konsekwencjami – każą mi zachowywać się w miarę poprawnie wobec nielubianych osób. Można by nieco cynicznie powiedzieć, że dobre obyczaje wspierają obłudę, gdyż prędzej czy później obsmaruję te osoby za ich plecami ale czyż nie na tym polega poprawne współżycie z bliźnimi, by nie być z nimi do końca szczerym? Ja też wolę, żeby obcy ludzie byli wobec mnie bardziej uprzejmi niż szczerzy. A co o mnie mówią potem, to już ich sprawa.




No dobrze, ale co innego obyczajność, a co innego gust, moralność, przekonania, przyjaźnie oraz – i to był zazwyczaj punkt zapalny moich utarczek z tatą – szeroko rozumiany styl życia. Ktoś, kto wymaga ode mnie podporządkowania się w tych sferach zasadzie „tak się robi/tak się nie robi”, od razu wydaje mi się mocno podejrzany. Jestem w stanie ścierpieć pouczenia najbliższych, jeśli jednak próbują mnie „wychowywać” obcy ludzie, to mogę tylko uznać ich za wyjątkowo głupich i bezczelnych.

Ale dlaczego piszę „mnie”? Jest to przecież równie okropne, gdy dotyczy kogoś innego. Wręcz nie mieści mi się w głowie, że można kogoś strofować za „niewłaściwe” poczucie humoru, preferencje polityczne, upodobania seksualne, sposób spędzania wolnego czasu, wybór przyjaciół czy brak szacunku dla „jedynie słusznych” wartości. Strofowanie to coś zupełnie innego niż merytoryczna krytyka czy jednorazowe wyrażenie negatywnej opinii. To próba narzucenia komuś swoich przekonań. Takie działanie kończy się zwykle kompromitacją strofującego.

Nie warto ustawiać innym życia – ani realnego, ani wirtualnego. Możemy się przecież omijać. Prawda?

73 komentarze:

  1. Kiro - dla mnie nadal niepojętym fenomenem internetu jest trudność (dla mnie ) omijania .tym bardziej niepojętym, że w realu tę sztukę opanowałam do perfekcji. Cóż, nikt nie jest idealny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdajemy sobie sprawy, jak dalece odmiennym jest wirtualny świat od realnego. Spotykamy się tutaj z prawdziwymi ludźmi, ale obowiązuje tutaj inny savoir vivre, inaczej się czujemy w styczności z drugim człowiekiem, etc.

      Usuń
  2. "– Naprawdę nie wiesz, jak się robi, a jak się nie robi?! "

    Niestety, próba narzucenia jakiegoś poglądu dziecku w taki sposób, to najlepszy sposób do uruchomienia u niego mechanizmu "reguły przekory", co skutkuje osiągnięciem efektu odwrotnego do zamierzonego. Powtarzam do znudzenia, że dziecko to taki sam jak my, tylko nieco mniejszy człowiek. Mało tego, w przeciwieństwie do dorosłych, nie wyzbył się on jeszcze cudownej cechy, jaką jest szczerość. Najpierw trzeba poznać punkt widzenia dziecka, a następnie w sposób dla niego przyswajalny wytłumaczyć mu swój punkt widzenia i dziecko do niego przekonać. Co z tego, że przez jakiś czas będzie się ono stosowało do zakazów i nakazów, skoro nie będzie ich rozumiało. Wcześniej czy później zacznie je kwestionować poszukując istoty rzeczy na własną rękę. Przy okazji będzie błądzić i popełniać wiele błędów. No i po co, skoro przy odrobinie pracy ze strony rodziców, można dziecku tego oszczędzić. Ale aby to zrobić, to trzeba zaskarbić sobie zaufanie tego dziecka. Musi ono zawsze wiedzieć dlaczego pewnych zachowań trzeba unikać i mieć potwierdzenie tego w realiach życia. Tak samo na etapie przedszkola, jak i na etapie życia dorosłego. Dziecko musi wiedzieć, że rodzice są jego najlepszymi przyjaciółmi, którzy bezwarunkowo pragną jego dobra. Dlatego "nie bo nie" nie zbuduje autorytetu rodzica w oczach dziecka, ani nie zaskarbi jego zaufania, a jedynie ślepe posłuszeństwo - do czasu, rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że ja nie piszę o odległej przeszłości. Mój ojciec nadal traktuje mnie jak dziecko - pewnie dlatego, że nadal z nim mieszkam i jestem na jego utrzymaniu (jeśli ktoś myśli, że pracując jako lektorka angielskiego zdołałabym się sama utrzymać, to jest skończonym idiotą; ale ja już nawet na lektorat nie mam szans). A ja nadal mam w dupie, "jak się robi" (poza sferą czystej i bezdusznej etykiety, bo tej jestem gotowa przestrzegać). Chcę żyć po swojemu, a nie jak bezmyślne bydlę, które podporządkowuje swoje prywatne (!) życie zasadzie "tak robi większość".

      Usuń
    2. "Chcę żyć po swojemu, a nie jak bezmyślne bydlę, które podporządkowuje swoje prywatne (!) życie zasadzie "tak robi większość"."

      Rzeczywiście jest to idiotyczna zasada, bowiem jak większość będzie zabijać albo gwałcić, to nie znaczy, że trzeba robić tak samo. Dlatego też trzeba się kierować w życiu tym, co jest dobre, mądre i przyzwoite. Problem tylko w tym, że wobec kryzysu uniwersalnych wartości, dobroć, mądrość i przyzwoitość, zaczynają być różnie interpretowane, finalnie stając się karykaturami samych siebie.

      Usuń
    3. Na wpajanie owych "uniwersalnych wartości" jest czas, kiedy dziecko jest małe i jeszcze nie wypracowało własnych zasad. 10-letni dzieciak jest już za stary, by próbować mu wciskać kit, że "tak się robi". Później można już tylko podsunąć mu BAŚNIE. Bo to właśnie one w przystępny, a zarazem atrakcyjny sposób nasycają dziecko tzw. uniwersalną moralnością.

      A tak w ogóle to wyszłam od szczegółu (moje życie), ale przeszłam do ogółu (relacje międzyludzkie). Nie podoba mi się, kiedy ludzie się nawzajem strofują. Poprzez strofowanie rozumiem nie opierdolenie kogoś raz czy dwa, a tym bardziej nie sensowną krytykę, lecz męczące i nachalne moralizowanie. Rozumiem, że czasami trzeba wytłumaczyć swoje racje, że zajmuje to czas oraz - w przypadku wirtuala - przestrzeń (chodzi o długość komentarza), ale co innego przedstawić swój punkt widzenia, a co innego pouczać niczym przysłowiowy ksiądz z ambony.

      Usuń
    4. Myśle,ze można powiedzieć dziecku w każdym wieku ,że "tak się robi" pod warunkiem, że się wyjaśni - dlaczego.

      Usuń
    5. @Kira,

      No cóż, w drugiej części twojego tekstu, zwieńczonej tytułem "Ludzie są różni. Zaakceptuj to.", jako żywo pojawia się ukryty element strofowania. Pewnie wyszło tak przypadkiem, a ja mogę tylko warunkowo się z tym zgodzić, obwarowując zgodę istotnym elementem - DO PEWNYCH GRANIC! Tak, do pewnych granic mogę wiele zaakceptować, ale po ich przekroczeniu, kończy się moja akceptacja. Natomiast w przypadku wyjątkowo odrażających kreatur, nie widzę przeszkód, aby im o tym przypominać przy każdej nadarzającej się okazji. Na zło należy reagować zawsze, a nie tylko czasem, lub raz czy dwa. Pewnie Cię rozjuszyłem, ale tak to właśnie widzę.

      Usuń
    6. @ Tie Fighter

      Wcale mnie nie rozjuszyłeś. Nawet nie zirytowałeś. :) Nie odbieram Twojego tekstu jako strofowania. Albowiem strofowanie to coś innego niż krytyka, wyrażenie negatywnej opinii czy nawet bluzgi. Strofowanie to POUCZANIE. A pouczać możesz jedynie swoje dzieci - a i to jedynie do pewnego momentu. Na coś takiego pozwoliłeś sobie w stosunku do mnie tylko raz: gdy uznałeś, że jestem nielojalna wobec Dibeliusa. Wkurzyłam się wówczas, gdyż to w końcu JA decyduję, u kogo będę się wpisywać, a kogo omijać szerokim łukiem.

      Czy sama strofuję? Cholera, pewnie mi się to zdarza. :( Staram się jednak przedstawiać swoją krytykę w innej formie niż pouczanie. A że nie zawsze owe starania uwieńczone są sukcesem, to już inna para kaloszy.

      Ludzie SĄ różni. Tego nie zmienisz. Możesz jedynie r e a g o w a ć na ich ekscesy wedle swojego uznania.

      Usuń
  3. czy wiesz, dlaczego wiele kotów łowi myszy, ale ich nie je?... bo zostały zbyt wcześnie odstawione od matki, która nie zdążyła maluchowi przekazać, że "to się je" i nauczyć oprawiania zdobyczy... problem w tym, że częstokroć ta kotka sama tego nie wie, bo ją też odstawiono zbyt wcześnie od matki...
    też nigdy nie lubiłem frazy: "bo tak SIĘ robi /lub nie robi/" jako uzasadnienie słuszności takiego, czy innego postępowania... tak można tłumaczyć małemu dziecku... jednak w miarę dojrzewania młody człowiek chce odpowiedzi na pytanie: "ale dlaczego?"... dlaczego jednak rodzic często nie próbuje mu na to pytanie odpowiedzieć, albo pobudzić do znalezienia odpowiedzi samemu?... powody bywają różne... czasem ze zwykłego braku czasu /lenistwem zwanym/, czasem zaś dlatego, że w nim samym tłumiono za młodu potrzebę i chęć stawiania tego pytania /nie wspomnę już o potrzebie i chęci szukania nań odpowiedzi/...
    ...
    natomiast pozostaje kwestia konwencji, rytuału, któremu się czasem poddajemy będąc w jakiejś określonej sytuacji... tu rzeczywiście wygodnie bywa nie zadawać sobie pytania "dlaczego?" i nie jest to bynajmniej stadny konformizm, tylko zdrowy rozsądek... ale trzeba być czujnym, bo są ludzie, którzy boją się życia, świata i robią wiele, by go całościowo zuniformizować, oprawić w ramki konwencji...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Kira.
    Nie wiem czy pamiętasz,ale chyba przy pierwszej(?) wizycie na twoim blogu napisałem,ze zachowujesz się jak rozwydrzony bachor.Nie wiedziałem wtedy ile masz lat,więc myślałem,ze to jakaś smarkula swoje fanaberie wypisuje.
    Teraz wiem,że smarkulą już nie jesteś.
    Ale fanaberie jak widać zostały,niestety.
    Nie jestem tu od pouczania Ciebie,ale skoro sama piszesz,że jesteś na utrzymaniu rodziców,a na nich pyszczysz,to naprawdę nie wiem jak to skomentować.
    Pozdrawiam mimo wszystko ciepło.
    Ps.
    "Nie warto ustawiać innym życia – ani realnego, ani wirtualnego. Możemy się przecież omijać. Prawda?"
    Może i prawda.ale czasem w "przy omijaniu" można się do ojca czy matki uśmiechnąć.Z pewnością nie zaszkodzi.
    Bo w wirtualny kajne problem.Można nie czytać,nie skomentować.Ślad po wizycie nie pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorki za literówki.

      Usuń
    2. @ Mędrek

      No przecież piszę: "Jestem w stanie ścierpieć pouczenia najbliższych". Co nie znaczy, że mi się to podoba. Nikt nie ma prawa decydować o moich prywatnych sprawach, o ile nie mają one niszczącego wpływu na życie tych, którzy - chcąc nie chcąc - muszą znosić moje towarzystwo.

      A w ogóle to mam bardzo dobrych rodziców. A że opisałam parę razy ich wady? Cóż, może dla Ciebie to fanaberia, ale w końcu blog to taki wirtualny pamiętnik. Pozwalam sobie tutaj na szczerość, która nie każdemu się podoba. Cóż, trudno. Pamiętaj jednak, że tak naprawdę to ani mnie do końca nie poznasz, ani tych, o których piszę. Musiałbyś z nami pomieszkać pod jednym dachem. ;)

      Usuń
    3. Tak też rozumiem Twoje pisanie..Wirtual tak ma .Możemy sobie trochę pofantazjować.Przecież ja też nie lepszy.Ważne że się na siebie nie boczymy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Hmm, ja raczej nie fantazjuję. ;) (No chyba, że jako Le Ming. ;))

      Usuń
  5. Czcigodna Kiro
    Podejrzewam że hasło "uprzejmość" z Twojej listy nie dla wszystkich jest imperatywem używania jako tako przyzwoitego słownictwa. Niedawno spotkałem się w sieci wręcz z rozgrzeszaniem robienia przez kogoś latryny z własnego otworu gębowego. I tu z kolei zgadzam się z An-Ką że unikanie kontaktu z menelstwem, wbrew pozorom łatwiejsze jest w realu.
    Protestujesz przeciwko pouczaniu. Ale mam nadzieję że nie protestujesz przeciwko wyrażaniu negatywnych opinii w przypadku szczególnego łajdactwa. Więcej o tym napisał Tie Fighter.
    A to, że od wielu lat szukałaś towarzystwa osób od siebie starszych, ani trochę mnie nie dziwi. Sam trudniąc się od wielu lat belferką, zauważyłem gdzieś koło roku 1995 gwałtowne załamanie się standardu młodzieży. Zachowania studentów które wcześniej były normą, po tej cezurze są symptomem przynależności do elity, złożonej góra z kilkunastu procent ich populacji.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Zarówno we wpisie, jak i w komentarzach podkreślam, że nie można utożsamić nawet mocnej krytyki (czy wręcz bluzgów) ze strofowaniem. To drugie jest w zamierzeniu odgrywaniem roli kaznodziei wobec kogoś, kogo uważamy za zobowiązanego nas posłuchać. A przecież chyba każdy z nas doskonale wie, że ten drugi człowiek może mieć nasze zdanie w... wiadomym miejscu. Już prędzej zrozumiem przylanie po gębie (choć nie popieram!) niż pouczanie.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Taką samą opinię wyrażał mój ojciec, który przepracował na uczelni 47 lat. W ostatnich latach jego zniechęcenie do kontaktu ze studentami, których nie tylko zachowania ,ale i wg jego opinii poziom intelektualny drastycznie uległ obniżeniu ,spowodowały , że gros obowiązków dydaktycznych scedował na swoich pracowników, ograniczając się jedynie do wykładów ( i pracy laboratoryjnej w wyselekcjonowanym zespole ). Znamienne było to , że jak wcześniej opowiadał o nagannych zachowaniach i tępocie jako curiosum, tak w ostatnich latach pracy curiosum stał się kontakt z szeroko pojętą normalnością :(. A muszę dodać, że z wiekiem złagodniał w ocenach , więc to oddaje skalę zjawiska:(

      Usuń
    3. Mój tata również załamuje ręce nad swoimi obecnymi studentami. Nic ich nie interesuje, ich wiedza jest porażająco uboga, etc. Cóż, wielu młodych ludzi nie powinno było iść na studia. Mnie również - jak przypuszczam - można by zaliczyć do grona tych, którzy niepotrzebnie pchali się po papier. Ale bez tego świstka bylibyśmy pogardzanymi przez ogół pariasami. :(

      Usuń
    4. Kiro - jak nie Ty- myśląca !!!! - to kto ,na Boga ? To, że nie masz godziwej pracy po tych studiach nie oznacza, że nie powinnaś "pchać się po papier"

      Usuń
    5. @ An-Ka

      O nie, An-Ko. Przeceniasz mnie. Gramatyka staroangielska, fonetyka czy nawet literaturoznawstwo dobijały mnie. A i sama literatura, kulturówka czy zwykłe ćwiczenia nie były moją mocną stroną. Potem przyszła świadomość, że po UMCSie mamy tylko specjalizację nauczycielską, gdyż jeden blok zajęć z translatoryki do bycia tłumaczem nie uprawnia. A ja, jak to niezaradne cielątko, nie wiedziałam, gdzie szukać dodatkowych uprawnień.

      W sumie - czy wystarczy być "człowiekiem myślącym", by iść na studia? Raczej nie. Studia powinny być kuźnią intelektualnej elity. Ja bym się zadowoliła kilkoma kursami dokształcającymi. Niestety, masowy pęd po "papierek" zdewaluował wyższe wykształcenie.

      No i - czy ja jestem człowiekiem b a r d z i e j myślącym niż ogół? Tak wielu spraw nie rozumiem, od tak wielu się odcinam. Być może tylko moja natura odludka ratuje mnie przed ową "lemingowatością". ;)

      Ale tak poza tym - jestem cholernie ufna. To raczej z krytycznym myśleniem w parze nie idzie. ;) Z drugiej strony, okłamana w poważnej sprawie - wpadam nierzadko w złość i zionę pogardą.

      Usuń
    6. Kiro - pozostanę przy swoim zdaniu:))

      Usuń
  6. Czasami trudno powiedzieć , gdzie jest granica między pouczaniem a wyrażeniem swojej opinii. Mogą się mijać intencje z odbiorem. Czasem jednak to pouczanie bywa wyraźne i wręcz groteskowe. Bywałam w swoim życiu pouczana na temat prowadzenia interesu przez faceta, który od kilku lat był bezrobotny i w życiu żadnego interesu nie prowadził, na temat relacji damsko- męskich przez trzykrotnego rozwodnika oraz na temat wychowania dzieci przez rodzica narkomana . Absurdalnośc tych pouczeń spowodowała, że ani przez chwile się nie zirytowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna An-Ko
      W takim razie chylę czoła przed Twoim olimpijskim spokojem. Pouczanie jak coś robić ze strony durnia który sam nigdy tego nie robił, zapewne bym ścierpiał. Trzykrotnego rozwodnika pouczającego jak mężczyzna winien traktować kobietę, co najwyżej bym wyśmiał. Ale w przypadku ćpuna, mającego już zapewne w miejsce mózgu metabolit pod czaszką, chyba bym nie zdzierżył. Bo takie coś marzy tylko o tym żeby cały świat zamienić w jedno wielkie szambo. A wtedy będzie luzik, spoko, wporzo i w ogóle c(i)ool.
      A w ramach autodowartościowywania, taki śmieć do tego często bełkocze że kieliszek wina do obiadu lub mały drink wieczorem to ćpanie!
      Kropelka burbona on the rock pozdrawia odrobinę ouzo.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Mnie wkurzają pouczania finansowe. Sporo ludzi uważa, że dorastające dziecko powinno się uczyć szacunku do pieniędzy i pracy,zarabiając na swoje potrzeby już w okresie nauki. Ja się z nimi nie zgadzam. Tzn oczywiście -jeżeli dziecko ma fanaberie i zachcianki- to powinno na nie sobie zarobić, jak najbardziej ,jednak zmuszanie, by pracowało np. na utrzymanie w czasie ,gdy się uczy a dla rodziców nie jest to jakims specjalnym materialnym wyrzeczeniem zawsze uważałam za przesadę. Ten punkt widzenia moich rodziców jakos nie spowodował, że wyrosłam na pasożyta, więc uznałam ,że i ja w ten sposób będę "inwestować w młode pokolenie". Ponieważ moje dziecko edukowało się podyplomowo - przedłużyłam ten okres, co niektórzy komentowali negatywnie ( z jakąś wściekłą zapalczywością , jak by to była ich sprawa i jakbym trwoniła ich pieniądze) i prognozowali ,że będę musiała to robić do końca zycia. Cóż, mocno się pomylili. Dla mnie pomaganie sobie w rodzinie jest czymś naturalnym. A zresztą -każdy ma swoje metody i wara innym od tego.

      Usuń
    3. Stary Niedźwiedziu -wczoraj to był kieliszek pysznego półwytrawnego wina gruzinskiego:))

      Usuń
    4. @An-Ka...
      przyłączę się do Ciebie z wczorajszym rogiem wypełnionym pitnym miodem według naszej polskiej rodzimej słowiańskiej tradycji... co nie zmienia faktu, że jest to ćpanie, bo każde przyjęcie narkotyku jest ćpaniem... negują ten fakt rzeczywiste śmiecie /tzw. "syndrom zprzeczania"/...
      czaisz?... w samym ćpaniu nie ma nic złego... jeden ćpa kieliszek winka, inny trzy... istotą jest, jaka rolę ten kieliszek w naszym życiu odgrywa... dla normalnych ludzi jest nieistotny, bo mogą się bawić bez niego... dla innych brak tego winka na co dzień powoduje przysłowiową "sraczkę"...
      pozdrawiać :)....

      Usuń
    5. @ An-Ka
      czcigodna An-Ko
      Półwytrawne gruzińskie. To brzmi więcej niż zachęcająco. Dzisiaj wieczorem symbolicznie (bo na odległość) przyłączę się z pólwytrawnym mołdawskim.
      Nazwanie tego ćpaniem przez narkomana z odsiadką za "towar" w swoim wolnościowym dorobku, nie wymaga komentarza. Jak do tej pory, przebił go, i to tylko raz, inny robaczek, zastanawiający się ongiś na blogu Flavii czy kokaina jest narkotykiem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ PKanalia

      Nadużywanie alkoholu jest w naszym kraju sporym problemem. Faktycznie, wiele osób "ćpa" tę substancję. Niemniej Twoje uogólnienia są krzywdzące dla tych, którzy zażywają ją wyłącznie dla smaku, a nie po to, żeby się - jak to mówiła młodzież za moich czasów, czyli w latach 90-tych - ubzdryngolić. Jak zdarzało mi się nieraz czytać, w niewielkich ilościach alkohol bywa nawet zdrowy.

      Naturalnie trzeba bardzo uważać, ile się pije. Od wczesnej młodości panicznie się lękałam choroby alkoholowej, gdyż widziałam, do jakiego poniżenia może doprowadzić ona człowieka. Ale nie wydaje mi się, żebym stała się ćpunką z racji wychylania jednego kieliszka raz na jakiś czas. Różnica pomiędzy mną a An-Ką czy Starym Niedźwiedziem polega na tym, że oni piją dobre wytrawne czy półwytrawne wina, a ja coś, czego by pewnie nie tknęli, czyli wina słodkie, wermuty, likiery, etc. Ostatnio wypijałam niemal codziennie kapkę "Cin&Cin", nad czym prawdziwi smakosze załamaliby zapewne dłonie, ale o ile mój gust (podobnie jak w przypadku sztuki) trudno nazwać poważnym, o tyle ćpunką raczej się nie stałam.

      Nigdy nie potępię Cię za to, że wprowadzasz się w stan "odmiennej świadomości" za pomocą jakichkolwiek substancji. To Twoja prywatna sprawa. Co prawda nie jesteś - jak mniemam - zawodowym szamanem, ale jeśli pomaga Ci to w odprężeniu się (czy jakiejkolwiek innej czynności), to rób to dalej. Jesteś w końcu dużym chłopcem, a ja nie mam prawa Cię pouczać. ;) Mam jednak nadzieję, że swoje hobby zatrzymujesz w gronie znajomych i że nie wmawiasz młodzieży, że wypicie MAŁEJ ilości alkoholu jest równoznaczne z wypaleniem skręta. Bo może - i tu przejaw mojej zajebiście dobrej woli - jakiś tam promil palących marihuanę robi to wyłącznie dla smaku (mój Ukochany zna człowieka, który ma swoim życiu epizod palenia MJ przetasowanej tytoniem wyłącznie w celu sprawienia przyjemności swoim receptorom smaku i zapachu), ale przytłaczająca większość sięga po ten narkotyk głównie po to, by wprowadzić się w mniejszy lub większy trans, osiągnąć ów mityczny stan "wyluzowania", etc. Jak owo "wyluzowanie" wygląda, wiem jedynie z filmów. Nie były to filmy potępiające jaranie, przeciwnie - ich korzystający z owej "niewinnej" używki bohaterowie przedstawieni byli jako spoko goście. Mnie jednak wydawali się prymitywni i żałośni.

      Dlatego proszę Cię, kochany PKanalio: żyj, jak chcesz, rób, co chcesz, zażywaj, co chcesz - ale nie częstuj swoją "ambrozją" młodych! Nie wmawiaj im, że lepiej palić skręta niż chlać, bo zastępowanie dżumy cholerą to kiepskie wyjście. Trzeźwość i sprawność umysłu nie przeszkadzają w dobrej zabawie, są za to nieodzowne, gdy trzeba podejmować ważne życiowe decyzje. Nie odbierajmy tego młodym, wmawiając im, że można bezkarnie zażywać j a k ą k o l w i e k substancję, która zmienia świadomość.

      I tu powtarzam: niewielka ilość alkoholu może powodować lekkie zaburzenia funkcji motorycznych, ale nie wprowadza człowieka w "odmienny stan świadomości"! Ja WIEM, że alkohol to trucizna, że nie należy pić "dla towarzystwa", "dla rozgrzania się" i że na pewno nie należy pić codziennie (a przynajmniej my, Polacy, nie powinniśmy; być może Hiszpanie czy Francuzi mają odmienny metabolizm), ale na litość boską, nie negujmy faktu, że można pić WYŁĄCZNIE dla smaku, a nie po to, żeby się dobrze bawić. Bo ludzie na poziomie potrafią się bawić bez kropelki alkoholu. Co nie znaczy, że muszą być absolutnymi abstynentami.

      Powyższy tekst nie miał być pouczaniem, gdyż nie jestem dla Ciebie żadnym autorytetem. Przedstawiłam tylko parę faktów okraszonych moją osobistą oceną. Nie będę Ci więcej na ten temat truć, w końcu jesteś wolnym człowiekiem i zrobisz to, co sam uważasz za słuszne.

      Usuń
    7. JEDEN kieliszek wina nie daje rauszu i pije się je dla smaku. Marihuanę pali się - o ile mi wiadomo- nie dla jej czarownych walorów smakowych a właśnie dla tego rauszu. To jednak czyni sporą różnicę. Nie tylko jako konsekwencja , ale przede wszystkim CEL.Aaaa -Kira już to napisała.

      Usuń
    8. @Kira

      Niewielka ilość alkoholu nie jest niczym złym, ale jeżeli ten alkohol pojawia się codziennie na stole i bez niego trudno się obejść tzn., ze dla tej osoby, która ten alkohol codziennie popija nawet w bardzo małych ilościach może być to początek choroby alkoholowej.
      To samo dotyczy narkotyków takich jak marihuana.

      Ja wychodzę z założenia, ze lepiej w celach rozrywkowych tej marihuany nie palić . Jeżeli człowiek ma jakieś schorzenia , na które ta marysia pomaga to owszem należy sobie nią pomóc , ale tak rekreacyjnie to nie bardzo jestem za tym.
      Zaznaczam ,że ja jestem raczej abstynentką bardzo rzadko pije alkohol a narkotyków takich jak marihuana nigdy nie próbowałam. Generalnie żadnych narkotyków nie próbowałam, więc pewnie moja opinia wyrażona w tym komentarzu nie jest wiarygodna.

      Usuń
    9. @ Julianne

      Absolutna zgoda, że najgorsza jest REGULARNOŚĆ w piciu alkoholu. Być może południowe narody mogą bezkarnie pić wino do obiadu, my jednak źle nam tym wychodzimy. Mój Luby opowiedział mi dzisiaj historię kolegi, który przez takie codzienne picie omal nie został alkoholikiem.

      Myślę, że najważniejsze to zachować TRZEŹWOŚĆ UMYSŁU. Niestety, we współczesnej popkulturze używki są przedstawiane (wraz z promiskuitywnym seksem, ryzykownymi zachowaniami czy szastaniem kasą) jako gwarant dobrej zabawy. Szkoda. Spsiał nam ten świat.

      Usuń
    10. Myślę, że warto sobie robić próby , czy można wytrzymać bez owego kieliszka wina .Dla własnego bezpieczeństwa.Co jakiś czas.

      Usuń
    11. @ An-Ka & Kira
      Możemy zatem podsumować. Kieliszek wina do obiadu czy mała whisky, whiskey lub burbon on the rock są dla ludzi. Trawa dla czworonożnego bydła a "trawka" dla dwunożnego bydła, pokroju trollującego tu ćpuna-kryminalisty.
      C.B.D.O.
      Pozdrawiam Was serdecznie.

      Usuń
    12. @ Stary Niedźwiedź

      Ja bym jednak była ostrożna z tym kieliszkiem wina do obiadu. Nie jesteśmy południowcami.

      Usuń
    13. @ Kira
      W domach z mojego kręgu ta odrobina wina pojawia sie podczas w miarę dopracowanych obiadu czy kolacji w kilkuosobowym gronie. Statystycznie ze dwa razy w tygodniu albo rzadziej.
      A co sie tyczy południowców, grubo ponad sto milionów Europejczyków codziennie wypija szklankę wina a ze śerdniej wieku dożywanego w tych krajach nijak nie wynika iż taki tryb życia szkodzi. Więc ten sposób odżywiania się może nazywać ćpaniem tylko debil któremu "ziele" już zdążyło zlasować mózg.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    14. @Kira...
      nie miałem czasu od razu dopowiedzieć, teraz to robię... wtedy /kilka godzina wcześniej/ w pierwszym odruchu pomyślałem "Kirę pojebało"... gdybym był "różowym misiem", to bym nazwał Cię "heroldem narkomanii, która jej broni jak źrenicy oka"... na szczęście nim nie jestem... teraz połączmy wątki i uporządkujmy doznania...
      1/ "istotą jest, jaka rolę ten kieliszek w naszym życiu odgrywa... dla normalnych ludzi jest nieistotny, bo mogą się bawić bez niego"...
      /mój tekst/...
      "Bo ludzie na poziomie potrafią się bawić bez kropelki alkoholu.
      przeczytałaś to uważnie?"
      /Twój tekst/...
      chyba zero sprzeczności między nami wynika, tak?...
      2/ kolejny Twój cytat:
      "nie częstuj swoją "ambrozją" młodych!"... jako że masz zdolność honorową /oby tak było dalej/, to tym tekstem sprawiłaś mi przykrość... bo świetnie wiesz, jaki mam stosunek do częstowania smarków nawet redbullem...
      3/dalej cytuję Ciebie:
      "Ostatnio wypijałam niemal codziennie kapkę "Cin&Cin"... wychodzi na to, że jestem większym abstynentem od Ciebie... czasem z rzadka walę godne piwo, czasem pod godną faję /skręcać skrętów nie lubię/... wychodzi na to, że rzadziej od Ciebie, ale czy to jest kryterium oceny?...
      ...
      w sumie naprawdę nie wiem, dlaczego się do mnie przypierdoliłaś ze swoim dydaktycznym tekstem...

      Usuń
    15. nie wiem dlaczego /Blogspot przyswirował?/, ale mój koment nie zaistniał... napiszę jeszcze raz...
      niekoniecznie to samo, ale merytorycznie podobnie...
      1/ "istotą jest, jaka rolę ten kieliszek w naszym życiu odgrywa... dla normalnych ludzi jest nieistotny, bo mogą się bawić bez niego"...
      "Bo ludzie na poziomie potrafią się bawić bez kropelki alkoholu"...
      pierwszy tekst jest mój, drugi Twój... sprzeczności pomiędzy nimi nie widzę...
      2/ "ale nie częstuj swoją "ambrozją" młodych!"... tym tekstem zrobiłaś mi przykrość, jako osoba mająca "zdolność honorową"... ale postępując za swoim różowym guru /niestety tak to widzę/ tą zdolność możesz stracić... to Twoje życie, Twoje wybory... cierpię, bo Cię polubiłem /może za bardzo/, ale jakoś to zniosę...
      3/ "Ostatnio wypijałam niemal codziennie kapkę "Cin&Cin""... Cin Cin jest smaczne, tego neguję, ale wyszło na to, że jestem większym abstynentem od Ciebie... bo sam ćpam godny porter od czasu do czasu /w okresie letnim tzw. "radlery", czyli oranżadki piwne/, nieraz pod faję /skrętów nie stosuję/... tylko co z tego wynika?... jajco...
      pozdrawiać jzns...

      Usuń
    16. @ Stary Niedźwiedź

      Nie kwestionuję Twojej wiedzy, ale na polski grunt bym tych doświadczeń nie przenosiła. :)



      @ PKanalia

      A kto Ci, do jasnej cholery, powiedział, że "młody = nieletni"? Młody to jest każdy do co najmniej trzydziestki. O takich mi chodziło.

      Jakbyś nie zaczął pieprzyć o alkoholowej narkomanii, to bym sobie ten tekst darowała. Ale wiesz co? Teraz też już sobie daruję - tak jak obiecałam. Tylko przestań mi wmawiać, że piszę pod czyjeś dyktando.

      Usuń
    17. U An-Ki byłeś uprzejmy napisać:

      "trudno sprecyzować, kto jest hołotą, ale na pewno częstotliwość używania przecinka "kurwa" nie jest dobrym kryterium... zdarzało mi się spotykać /także w necie/ kurwy, które tego przecinka nie używały..."

      Gdzie byś się zatem uplasował zważywszy, iż jednak tych przecinków często używasz i to w stosunku do osoby, którą rzekomo lubisz. Chyba, że to taki wolnościowy sposób okazywania sympatii, gdzie głębi wypowiedzi za grosz, ale już zwroty typu "w sumie naprawdę nie wiem, dlaczego się do mnie przypierdoliłaś ze swoim dydaktycznym tekstem...", czy ""Kirę pojebało"...", tworzą "merytoryczną" oś treści wypowiedzi. Sam sobie przeczysz. Czyżbyś uznał, że to co napisałeś na jednym blogu, nie musi mieć żadnych powiązań z tym co piszesz na innym? Ja widzę, że własnie swoimi wypowiedziami zakwalifikowałeś się do rzeczonej hołoty. Zwłaszcza, że piszesz do osoby którą rzekomo lubisz i szanujesz, a nie do kogoś kogo niemal etatowo niszczysz i nienawidzisz.

      Usuń
    18. @ Tie Fighter

      Przyzwyczaiłam się, że czasami dostaję po buzi od jednej czy drugiej strony.

      Usuń
    19. @T.F....
      nigdy nie użyłem do Kiry obelżywego słowa /nawet aluzją/, wciąż Ją szanuję i lubię... niedługo mi spróbujesz wmówić, niczym twój różowy miść, że jestem Czukczą albo papieżem... po prostu spadaj, miałem do ciebie jeszcze odrobinkę szacunku, ale teraz już się ugotowałeś reszty...

      Usuń
    20. @ Kira
      Nie dziw się słownictwu jakiego w rozmowie z Tobą użył bandzior z kryminału. Przecież tak samo zwraca się do "dziewuch" dla ktrych jest menedżerem najniższego szczebla.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    21. Nie dziwię się już niczemu i przyjmuję to na klatę.

      Usuń
    22. Widzisz Piotrze, tak się składa, że ja nigdy w stosunku do osoby, którą lubię i szanuję nie użyłbym zwrotu typu "Kira dała wam dupy" lub tych zacytowanych powyżej. Nie zrobiłbym tego w żadnym kontekście, a w szczególności w stosunku do kobiety. Zresztą taka wpadka na stałe wykluczyłaby mnie ze środowiska, w którym się obracam. Nie wiem zatem jak to możliwe, że ktoś uważa takie zwroty za normalne. Widać, że chyba mamy różny poziom wrażliwości, a także różny poziom akceptacji dla takich tekstów w środowiskach, w których się obracamy. Nie powinno zatem dziwić, że przyjmuję taki sposób zwracania się do do osoby, którą jak deklarujesz lubisz jako zwyczajnie chamski, ale być może jestem nadwrażliwy. Niemniej niech tak zostanie, gdyż nie wyobrażam sobie abym mógł w tym zakresie coś zmienić. Na koniec dorzucę tylko luźną uwagę, że na twoim szacunku specjalnie mi nie zależy, więc wyzeruj licznik i nie rób sobie kłopotu z tym, by coś do niego dopisywać - jestem za stary, nie potnę się z tego powodu.

      Usuń
    23. @ Tie Fighter

      A ja się nie potnę z racji dostania po buzi - czy to dosłownie, czy w przenośni. ;) Bo nie uwłacza mojej godności to, co mnie spotyka, lecz najwyżej to, co sama robię.

      Usuń
    24. @T.F...
      głupi jesteś... nic nie wiesz, nic nie rozumiesz... tekst "dałaś dupy" /rzeczywiście chamski, pod wpływem chwilowych emocji/ ogarnęliśmy z Kirą na boku i tobie chuj do tego... pojął?... po prostu nie wpierdalaj się w moje relacje z Kirą... proste, prawda?... tak?...

      Usuń
    25. Pięknie to napisałaś Kiro. Zarazem poetycko i bardzo mądrze.

      Usuń
    26. @pkanalia,

      Takie teksty to sobie złamasie jeden możesz walić do swoich kumpli spod celi, albo do ćpunów, z którymi buchasz faję, a nie do mnie. Nie będziesz mi mówił co i jak mam pisać, bo rządzić to sobie możesz tą swoją niepiśmienną metresą, a nie mną. Pojął? To spadówa na drzewo banany prostować.

      Usuń
    27. OK, w tym wątku ucinam Waszą rozmowę. Komentarze o charakterze personalnym autorstwa SN, TF lub PKanalii będą ścinane.

      Usuń
  7. Fakt ludzie są różni i trzeba to przyjąć do wiadomości. Tego się nie zmieni, więc nie warto z tym walczyć.
    Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna strona zaczyna narzucać drugiej stronie jak ma żyć, postępować, co myśleć i co robić. Jeżeli robi to rodzic można to jeszcze tolerować, ale jeżeli zaczyna narzucać swoje zdanie i styl życia obcy ludzie uważając się za wielkie autorytety molarne i intelektualne pozostaje mi jedynie parsknąć śmiechem i iść dalej nie zawracając uwagi na jakiś meneli z wygórowanym ego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tak całkiem omijać się nie możemy. Trzeba iść na kompromis.

      Usuń
    2. Na kompromis z bandą konserwatywnych idiotów NIGDY ! Z reszta jak mawiał Achilles ,, Ludzie i lwy nie zawierają układów ". ;-)

      Usuń
    3. To po cholerę gębę rozdziawiasz, skoro ani lwem nie jesteś, a i człowiekiem też cię nazwać nie można.

      Usuń
  8. "Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna strona zaczyna narzucać drugiej stronie jak ma żyć, postępować, co myśleć i co robić. "

    I to pisze ktoś, kto nie tylko daje się manipulować jednemu z komentatorów, ale nawet pozwala mu się logować pod swoim nickiem i pisać w jego imieniu. Żenada. Jedyny pozytyw tego wcielania się w jej nicka, to zanik rażących błędów językowych. Nie ma co, to jest przewrotny przykład bredzenia o samodzielności intelektualnej i autonomii w myśleniu.

    Morgenstern

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trollu mordachuju, kręty balasie, zapominasz się... co to za trollowanie na innych terenach, do kurwy nędzy?... jesteś moim przybocznym trollem i masz trollować tylko na moim forum... dobre?... trolli roninów nie toleruję... bo cię znielubię i będę straszny, opowiem za karę kawał o Gąsce Balbince... trolluj sobie pokątnie, ywyntualnie w bazie u "różowego miśka", ale tam się nie liczy jako trollowanie, bo jesteś wśród swoich...
      to nie jest żaden mobbing, tylko zwykła rutynowa zjeba...

      Usuń
    2. @ Morgensztern
      Czcigodny Morgenszternie
      Pouczać to zaćpane łajno może co najwyżej swój "hurezimmer". Pod który, jak to słusznie zauważyłeś, często podszywa się aby udać że to jednak wyższy poziom niż w rzeczywistości. Czyli podrzędna agencja a nie pobocze tuskostrady.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @pkanalia

      A to co innego. Masz w takim razie wyłączność na moje trollowanie. Wobec tego obiecuję trollować tylko na twoim blogu i nigdzie więcej. Będę niczym pluskiew żywił się energią życiową twoją i twoich komentatorów i obiecuję być irytujący do bólu i nie oszczędzać nikogo. Tak to sobie będziemy trwać przez kolejne wiele lat, aż do samego końca - mojego lub twojego.
      No to czekam na następny twój wpis i buziaczki.

      Morgenstern.

      Usuń
    4. @ Mordenchuj
      Co ty znowu po kielichu bredzisz? Kto niby manipuluje? Kto, przez kogo został zmanipulowany? Kto i gdzie loguję się i pisze komentarze pod moim Nickiem ? Wiem, że niektóre konserwatywne chuje są zdolne do podpisywania się cudzymi Nickami, ale mnie to jeszcze nie spotkało. Przynajmniej nic o tym nie wiem.
      Przestań bredzić !


      Usuń
    5. Nie powinnaś mała przydróżko wrócić na swoje stanowisko przy DK1? Kierowcy TiR-ów czekają, a ty po necie się szlajasz.
      Przecież musisz zarobić na kolejne skrobanki, porcje penicyliny i działkę dla twojego alfonsa kanalii.

      Morgenstern


      Usuń
    6. Każda następna chamska uwaga, jaką Morgenstern, Julianne lub PKanalia zamieszczą pod adresem przeciwnika, zostanie wykasowana. Przynajmniej pod tym wpisem.

      Usuń
    7. @Kira
      A czy dotyczy to też Starego Niedźwiedzia i Tie Fighera ?

      Usuń
    8. @ Julianne

      Oni mają na razie zakaz obrażania Antydogmatyka z racji jego (cholera wie, czy prawdziwego) homoseksualizmu.

      Usuń
    9. Przypominam, że się sam do swojego homoseksualizmu na blogu Dibeliusa przyznał, ale masz rację to jego sprawa.

      Usuń
    10. @T.F...
      mnie nie interesują gusta seksualne Antydogmatyka... sam kiedyś wymyśliłeś i rozwinąłeś ten temat, teraz to udowodnij... kiedyś mi to obiecałeś... a zresztą, nawet gdy się okaże, że Anty jest gejem /co akurat wygląda na kłamstwo/, to nikt normalny go za to nie odrzuci z towarzystwa normalnych ludzi...
      a tak w ogóle, to obserwując te wasze /twoje i twojej bandy/ dyskusje z Antydogmatykiem, to nie zauważyłem żadnej merytorycznej argumentacji... tylko a la longue "pedał" i tyle... po mojemu to cieniochy jesteście i tyle...

      Usuń
    11. "...to nikt normalny go za to nie odrzuci z towarzystwa normalnych ludzi... "

      Jak wygląda to twoje towarzystwo z tobą na czele, to już dzisiaj pokazałeś i bierz go sobie w cholerę - pasujecie do siebie. Ja od takiego towarzycha wolę trzymać się z dala. I co tu udowadniać skoro sam się przyznał i to w jakim stylu - od razu chciał wychędożyć Starego Niedźwiedzia, aż się Dibelius wkurwił i te jego obleśne bezeceństwa wywalił.

      Usuń
    12. W zasadzie powinnam była (wyżej) zamiast "wątek" napisać "wpis". Koniec waszych kłótni.

      Usuń
  9. Kira,
    Wydaje mi się, że opisane przez Ciebie problemy występują w starszych pokoleniach - od 30-latków wzwyż. Rośnie pokolenie bezstresowców, dla których wpływ wychowawczy rodziców jest żaden. Wychowają się raczej nawzajem, poprzez prowokowanie i rozwiązywanie konfliktów. Dla nich bardziej liczyć się będzie siła, podstęp niż słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ci młodzi też są pod presją bycia takimi "jak reszta". Indywidualiści jak byli odrzucani czy przynajmniej wykpiwani, tak są nadal.

      Usuń
    2. @ Kira & Dibelius
      Jednostki na poziomie potrafią odrzucić ten wszechobecny wśród młodych mentalny syf. Ale macie rację że potrafią to jedynie wyjątki, takie choćby jak dzieci moich przyjaciół. Zaś regułą jest stawanie się "wyluzowanym" szajsem. czyli jak mawia prosty lud, "słynną praczką".
      Pozdrawiam was serdecznie.

      Usuń
  10. Znajduję się w tej chwili w innej pozycji w tym odwiecznym konflikcie międzypokoleniowym. Jako ojciec dorosłych już córek dałem sobie po prostu spokój ze strofowaniem czy pouczaniem. Ale nie olewam tego. Raczej wyrażam swoje zdanie lub opinię i na tym poprzestaję. Wszelkie próby narzucania swych poglądów czy woli prawie zawsze mają odwrotny skutek. Jestem jednak dyskretnie czujny by moje "pociechy" nie pobłądziły w życiu za bardzo, bo więzy rodzinne silnie jednak wpływają na troskę o najbliższych.
    Czasem zdarza się odwrotnie, że to mnie pouczają... na naukę podobno nigdy nie jest za późno. Ale ciężko zmienić skostniały charakterek starego....
    I tak oto sobie trwamy.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś rozsądnym człowiekiem. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...