10.07.2014

Polski survival


Cenię spryt, zaradność i umiejętność przetrwania w surowych warunkach. Może dlatego, że sama tych zalet raczej nie posiadam? Ale chciałabym! I dlatego każdą sensowną naukę radzenia sobie w życiu (cóż za pojemny zwrot! ;)), która nie stoi jednocześnie w sprzeczności z moimi zasadami moralnymi, uznam za godną przyswojenia.

Ot, weźmy choćby imperatyw napełnienia żołądka. Dysponując więcej niż skromnymi zasobami gotówki nie możemy za bardzo wybrzydzać. Tym bardziej więc należy docenić pomysłowość piątki młodych mężczyzn, którzy udowodnili, że na upartego człowiek może się wyżywić za 120 zł na miesiąc (aczkolwiek z uwzględnieniem jednego dnia ścisłego postu tygodniowo).




Komu mogłyby się spodobać zaprezentowane w filmiku przepisy? Z pewnością komuś, kto gorączkowo zmaga się z wydatkami na jedzenie i jest w stanie przeboleć konieczność parodniowej eksploatacji zupy, będącej najpierw rosołem, potem barszczem, a na końcu zamieniającej się w sos. Czyli niemałej części społeczeństwa.

40 komentarzy:

  1. @ Kira
    Swego czasu mój znajomy Sycylijczyk zabrał głos w poruszonej przez Ciebie kwestii wyżywienia się niewielkim kosztem. I wytłumaczył że mieszkając na sycylijskiej wsi, można przygotować smaczny obiad za niewielkie pieniądze. Bo kupić trzeba jedynie mąkę na spaghetti. Pomidory, cebulę, czosnek czy zioła ma w ogrodzie nawet biedak, tak jak i oliwę z własnych oliwek. A taki makaron z sosem pomidorowym, posypany utartym ususzonym kozim serem, chyba jest smaczniejszy od przedstawionych w tym klipie wynalazków.
    Kłaniam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jeżeli ktoś ma czas, siły, możliwości oraz CHĘCI, by prowadzić całoroczny ogródek, to wyżywienie przestaje być takim problemem. :)

      Usuń
    2. Kiruś! Poza tym na całoroczny ogródek trzeba mieszkać w odpowiednim klimacie. W polskich realiach gdzie zimy bywają surowe, zimą mogliśmy liczyć ino na jarmuż i pory. A jak zimy były mało śnieżne to musieliśmy sami śniegu szukać by zrobić jarmużowi "kołderkę".
      No i jeszcze trzeba się właściwie urodzić. My mieliśmy ziemię a gdy nie ma innego źródełka pożywienia to się zasuwa i już.
      A bezrolni nie mogli na to liczyć. Dziwny ze mnie wiejski chłopak. Nie umiem pogardzać biedniejszymi od siebie jak by się "należało". A niedaleko naszej wsi był ongiś PGR. I przerażała mnie myśl, która dla tamtych ludzi była oczywistością. Że tylko wtedy są jako tako odżywieni jak... coś ukradną. I nam przyszło się zetknąć z "podczyszczonymi" grządkami we własnym ogródku. Że już o ukradzionych kurach i królikach nie wspomnę. Jak się takiego przyuważyło to i widłami się pogoniło. Ale dziabnąć tak na poważnie? Nie! Ja nie miałbym sumienia. Ale swego żarcia broniłem bo musiałem. Zresztą. Przeżycie za 5 zł? Pieniądz jest pojęciem względnym i w wiejskich realiach trudno policzalny. No bo jak wyliczyć ile kosztuje utrzymanie kury pasącej się na robalach na podwórku i dojadającej niesprzedawalny w skupie poślad? Jak wycenić koszt utrzymania krowy na nadrzecznym turzycowisku, skoro siana zaturzycowanego nikt nie kupi a taką akurat łąkę mieliśmy?
      Na koniec Kiruś jeszcze jedna przednówkowa "atrakcja". Pokrzywa i komosa. Nawet da się to fajnie przyrządzić ( robię to dla sportu i poprawy stanu włosów ) ale żeby jadać to regularnie, to do obróbki tego zielska trzeba dysponować XIX wieczną wielodzietną rodziną.
      No i jeszcze trzeba się na zielsku znać. Bo jeden z gatunków komosy czyli komosa biała jest trującawa.


      Kurna Maciek

      Usuń
    3. @ Kurna Maciek

      Ja bym właśnie chciała mieszkać w klimacie pozwalającym na całoroczne pasienie się własnymi roślinami. ;)

      Dzięki za info o pokrzywie i komosie.

      Usuń
    4. No to Indie! Południowa Europa już trochę mniej ale Andy jak najbardziej tak. Albo jakaś wysepka kokosowa na Oceanii.

      W Indiach rośnie superkomosa zwana drzewem szpinakowym.
      O taka.
      http://en.wikipedia.org/wiki/Chenopodium_giganteum

      A najpospolitsza w Polsce komosa biała jest właśnie trującawa. Jak już ktoś musi jeść to lepiej obgotowywać i odlewać wodę.

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Komosa_bia%C5%82a


      Ale warto jeszcze pogadać o survivalu w realiach miejskich. Choć i tu znajomość produktów spożywczych nietypowych i trochę sprytu może zdziałać cuda.


      Kurna Maciek


      PS. Mieliśmy z moją aktualną kobietą takie kryzysowe ale dobre danie. Przychodząc rano do zaprzyjaźnionej budy z wołowinką dostawaliśmy policzki wołowe za 10 zł za kg.
      Surowe oczywiście. Po Aferze Taśmowej stały się sławne, wiele osób się o nie pyta i ... zdrożały do 16 zł/ kg, czyli niemal do ceny szpondru. Jak to politycy zawsze muszą nam spaprać życie!

      Usuń
    5. Indie są dla mnie chyba za gorące. No i... za dużo biedy. A konkretnie - biedoty. Tak, wiem, nagrabię tym sobie u Ciebie, Kurna Maćku, ale kiedy widzę, jak tubylcy traktują białych, jak ich wykorzystują i pragną naciągnąć, to już wiem, że nie chciałabym tam mieszkać.

      W mieście można tanio kupować towar zbliżający się do granicy przydatności do spożycia. Jak ktoś się nie brzydzi, to można też grzebać w śmietnikach. I żeby nie było, że sobie jaja robię - w jednym z odcinków "Tabu" pokazano parę przeszukującą śmietniki w poszukiwaniu owoców. No ale oni żyją w USA... ;)

      Usuń
    6. Rzeczy z granicznym terminem kupuję w kaufiku, czasem przecena to żadna łaska, czasem prawdziwa okazja. A ze śmietnika koło biedrony kiedyś wyłowiłem parę kilo bananów w bardzo dobrym stanie.

      Usuń
    7. Szacunek! Nie znoszę marnowania jedzenia.

      Usuń
  2. Moi rodzice w początkowych latach swego małżeństwa byli biedni jak myszy kościelne. Pamiętam z tamtych czasów placki ziemniaczane , kaszę ze skwarkami i pierogi leniwe a deser- bułka moczona w mleku z cukrem, odsączona, przysmażona na tłuszczu. No i mega ilości soku z marchwi tartego oczywiście ręcznie -mikserów nie było

    OdpowiedzUsuń
  3. "Powiedz mi, co robisz z jedzeniem, które spożywasz, a powiem ci, kim jesteś. Jedni przerabiają na tłuszcz i nawóz, inni na pracę i zabawę, jeszcze inni - jak słyszałem - na boskość. Istnieją więc trzy rodzaje ludzi. Ja, szefie, nie należę do najgorszego z nich ano do najlepszego. Jestem pośrodku. To, co jem, przerabiam na pracę i dobry humor. To nie jest najgorsze"...
    /Nikos Kazntzakis - "Grek Zorba"/...
    a co jadał na co dzień Aleksy Zorba /postać literacka, ale z życia wzięta/?... i ile to mogło kosztować?...
    kto nie czytał książki, gorąco polecam...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. */errata... wtórna literówka, powinno być "ani do najlepszego"...

      Usuń
  4. Wyżyć za 120 zeta miesięcznie? Dla mnie to niewykonalne. Teraz niewykonalne. Bywały czasy, gdy bardzo oszczędzałam i potrafiłam przeżyć za niewiele, na szczęście są już one daleko za mną. Ich ślad można znaleźć w mojej spiżarni i lodówce - zawsze są pełne. Mężczyzna śmieje się ze mnie, że gdyby nagle brakło jedzenia na świecie, my spokojnie rok moglibyśmy przeżyć na moim chomikowaniu :) Przesadza, ale faktem jest, że lubię mieć porządne zapasy i wybór, przy planowaniu dobrej kolacji. To pozostałość z czasów, gdy dniami jadłam suche bułki, taka kompensacja :)
    Nie marnuję jedzenia - z prostego powodu - zawsze znajdzie się jakiś porzucony zwierz, którego brzuch trzeba zapełnić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze muszę coś dodać. Gdy słyszę, ze w Polsce brak pracy, to szlag mnie trafia!!! Znaleźć kogoś do pracy, to cud. I proszę nie mówić, że za grosze, bo w budowlance groszy nikomu się nie płaci. Wymówek słyszałam już wiele - nie mam czasu, teraz wakacje, jak będzie chłodniej, jak będzie cieplej...
    Na ekipę remontową czekałam prawie dwa lata a teraz widzę, jak jej szef - młody, uczciwy chłopak, usilnie stara się o pracowników i nic. Gdy wchodzę na fora internetowe czytam o świecie z kosmosu - miejscu, gdzie nie ma pracy, stawki głodowe etc. BZDURA!!! Mężczyzna, zdrowy, który w naszym kraju twierdzi, że nie może znaleźć pracy to zwykły leser i tyle. Owszem, kobiety mają gorzej ale i tu jest sporo pracy - niestety za najniższą krajową, jednak lepsze 1200 niż 0, prawda?
    Dawno temu, gdy byłam licealistką, potem studentką - nie gardziłam żadną pracą fizyczną, byłam młoda i zdrowa, całe wakacje pracowałam w wielkich gospodarstwach rolnych, bądź w sadach. Gdy zaczęłam zarabiać jako hostessa, byłam szczęśliwa. 12 godzin na niebotycznych szpilkach od czwartku po południu do późnych godzin niedzielnych było niczym w porównaniu z ciężką harówką w polu. Zawsze szanowałam swoją pracę. Gdy zaczęłam pracować w dużej prywatnej firmie, zaczynałam od 800 złotych, potem był tysiąc i powolutku w górę. Pracowałam siedem dni w tygodni, nie kręciłam nosem, że mi się coś należy. Pozycję zawodową trzeba sobie wypracować, o ile ktoś nie przejmuje rodzinnego biznesu. nie cierpię narzekających na wszystko i wszystkich! Potem był wypadek, niepełnosprawność i nagle straciłam swoją pozycję zawodową. Znowu zaczynałam małymi kroczkami i teraz jest coraz lepiej. Świadomość, że jest się samodzielnym finansowo, jest bezcenna. Niestety, znam trochę osób - np. z rodziny - którzy pokończyli studia i siedzą z tyłkami w domu narzekając na bezrobocie. Nie mają pracy bo nie są elastyczni, brak im życiowej inteligencji i tyle! Nasz kraj zaludniają rzesze leni, pełnych pretensji do świata wygodnickich typów, którzy chcieliby zaczynać swoją karierę zawodową od stanowiska dyrektor i jego pensji. Dobre sobie!
    Sorry, Kira, że tak trochę nie na temat ale to dlatego, że uważam iż większość biedy w Polsce to wynik wadliwej konstrukcji psychicznej moich rodaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Marzena

      Ani ja, ani mój chłopak nie nadajemy się do ciężkiej pracy fizycznej. Ja w szkole nie wytrzymałam, byłam zresztą słabą, ledwie poprawną nauczycielką. Nie jestem elastyczna, zaradna ani przebojowa. O ambicji nie mówiąc. Ale żeby nie było - nie narzekam na rząd ani na pracodawców w ogóle (choć poszczególni wykazują się żałosnym cwaniactwem, chcąc mieć dobrego pracownika za grosze). Po prostu wiem, że nie ma przepisu na życie. Nie założymy własnej działalności gospodarczej, bo nie mamy kasy na jej rozpoczęcie. Mój chłopak pracuje dorywczo i całkowicie na czarno, ja mu czasami pomagam.

      Co się tyczy innych - dlaczego uważasz, że ktoś będzie zapieprzać za 1200 zł miesięcznie? To dla wielu psie pieniądze, a nie droga do samodzielnego życia.

      Usuń
    2. Dużo racji.Gdy po rozwodzie zostałam sama z malutkim dzieckiem a eks nie poczuwał się zbytnio ,wiedziałam, że musze stanąć na głowie, by dziecku zapewnić coś więcej poza nędzą. Nie chciałam żerować na rodzicach, bo tak zostałam wychowana, że uważam, że to ja mam ponosić skutki swoich wyborów, I oni nawet nie do końca wiedzieli jak mi ciężko,bo ciągle robiłam dobrą mine do złej gry. Imałam się każdej pracy w swoim zawodzie,każdej.Tyrałam jak dziki wół,za marne grosze , ciągle jednocześnie podnosząc swoje kwalifikacje.a potem przyszedł czas obcinania kuponów czy ,jak kto woli -żniwa.Ale u nas gros ludzi chce mieć plony bez zasiewu....Nie zaczyna się od żniw...

      Usuń
    3. @Kira
      Sorry ale dla mnie lepsze 1200 zeta niż 0. Bardzo proste. Uważasz więc, że zero w portfelu jest lepszą drogą dla samodzielnego życia? Pracowałabym za grosze, byle nie być od nikogo zależną. Tego nauczyła mnie moja babcia i mama. Nie pytam, co może dać mi życie, tylko sama z siebie daję ile tylko mogę. Czy to niewolnictwo? Nie, to droga do samodzielności. W moim przypadku ciężka praca nigdy mnie nie zawiodła. Dla jednych marne 800 złotych, dla mnie pierwsze 800 złotych z setek tysięcy, milionów do zarobienia.
      Dla złośliwych - nie wywodzę się z bogatej rodziny, raczej takiej baaardzo ubogiej. Może nie byłoby swojego czasu tak tragicznie, gdyby nie ciężka, ciągnąca się kilkanaście lat, choroba mamy i całkowite poddanie się ojca, jednak nie ma gdybania. Byliśmy biedni, jak "kościelne myszy" (sic!). Gdy tylko odrośliśmy od ziemi zaczęliśmy zarabiać - niewiele - ale i tym dzieliliśmy się z rodzicami. Teraz każde z nas jest "na swoim" ale rodzice mają świadomość, że zawsze o nich zadbamy, gdy jest taka potrzeba. Gdy byłam mała marzyłam o tym , że kiedyś moja mama już nigdy nie będzie płakała ze strachu przed "głodnym jutrem". I nie płacze :) Najwyżej z radości :)
      Nigdy nie zrozumiem gardzenia niską pensją - dla mnie to pieniądze, nie śmieci. Środek, dzięki któremu można być samodzielną istotą ludzką, z pełnym brzuchem.
      Cóż, może mam taki stosunek do pieniędzy, gdyż zaznałam w życiu nędzy, może stąd mój szacunek dla każdego zarobionego grosza.
      @An-Ka
      Dokładnie, nie zaczyna się od żniw.

      Usuń
    4. Kira - psie pieniądze? To od jakiej kwoty ma zaczynać ktoś młody? Od 5 tysięcy???? Albo ktoś, kto po wielu latach bezrobocia wraca na rynek pracy? Takie są zasady gry zwanej życiem. Nikt nie rodzi się dorosły i nikt nie zaczyna kariery zawodowej od pensji dyrektora.
      A drogą do samodzielności na pewno nie jest brak jakichkolwiek dochodów.

      Usuń
    5. @ Marzena

      Każdy sam decyduje, co mu się bardziej opłaca. Zauważ też, że nie w każdej pracy można awansować.

      Usuń
    6. Kiro-ale można potem zmienić pracę, gdy już się dało siebie poznać. Kilka lata temu zadzwonili do mnie znajomi, czy nie zechciałabym pomóc pewnej nagle osieroconej studentce dając jej pracę - sprzątanie w domu. Zaczęła więc sprzątać po domach. Dziś ma własną firmę sprzątająca, nie tylko domy prywatne lecz i instytucje ,sprzątają też groby itd. Studia skończyła.Oczywiście moglo potoczyć się to inaczej ,ale tego nikt się nie dowie nie robiąc niczego.

      Usuń
    7. Tak poza tym przyszło mi na myśl -lubisz zwierzęta. Nie pomyślałaś np. o stworzeniu czegoś takiego jak opieka nad nimi na czas nieobecności właścicieli, u siebie w domu ? To nie wymaga żadnego nakładu pieniędzy. Sama od czasu gdy urodził się mój wnuk i odpadła możliwość zostawiania psa u dzieci znalazłam taka opiekunkę.Wbrew pozorom jest ich na palcahc policzyć, bo z reguły ogłaszają się hotele lub chętni do opieki w domu właściciela. mój pies wędruje kilka razy w roku do pani M, cały zadowolony ,bo bardzo ja lubi.Ma do swojej dyspozycji panią M,jej chłopaka ,ojca i babcię .Czasem jest razem z drugim psem, jeżeli jednak nie mogą się zgodzić to któres wędruje do taty i babci.Że jest to forma potrzebna świadczy o tym fakt, że terminy trzeba sporo wcześniej zamwiać.Jedyna inwestycja to zamrażarka ,by przetrzymać dostarczone przez właściela jedzenie,o ile oczywiście nie chcą ,by opiekunka gotowała

      Usuń
    8. @ An-Ka

      Jasne, że nicnierobienie jest złe. Dlatego ja COŚ robię. A że nie zawodowo? Cóż, jak rezygnowałam z pracy po paru miesiącach, to też nie było posuwanie się do przodu.

      Łatwo jest dawać rady. Sorry, prowadzenie hotelu dla zwierząt odpada. Raz, że nie mam ochoty na tymczasowe przetrzymywanie zwierząt. Dwa - nie mieszkam u siebie, tylko u rodziców. No, niedługo (za jakieś pół roku) przeprowadzę się pewnie do ich nabytego rok temu mieszkania (które oni uparcie nazywają moim, ale ja go nie chcę i gdybym mogła, natychmiast bym sprzedała, bo czystą głupotą jest zarzynać się na starość czymś takim - no ale na to już nic nie poradzę), niemniej i tak nie widzę siebie w roli opiekunki c u d z e g o zwierzęcia. A już mieć kilka naraz - nie, sorry, na pewno nie.

      Mogę popytać po księgarniach, bibliotekach, etc, czy nie potrzebują pracownika. Ale jeśli to nie wypali, pozostanie mi pomaganie Lubemu w jego pracy. Która, jak już pisałam, jeszcze długo nie zostanie zalegalizowana.

      Usuń
    9. Kiro - przecież to nie rada a zaledwie zwrócenie uwagi na zapotrzebowanie na coś. Nie widzisz siebie to nie widzisz, nie ma sprawy .Ale chyba niepotrzebnie żachnęłaś się na tyle, by moja wypowiedź odczytać kompletnie niedokładnie - bo nie pisałam ani o hotelu dla psów, ani o kilku psach na raz a jedynie o "czasem jest z drugim psem" :)). To jest Twoje życie i nikt (a ja na pewno nie) nie usiłuje narzucić Ci rozwiązań .

      Usuń
    10. PS.bo ja, tak jak Marzena, pracowałabym za grosze (i pracowałam) ,byle nie być od nikogo zależną. Znam smak biedy a to, że szczęśliwie mam go za sobą zawdzięczam sobie i sporym kompromisom zawodowym.Ludzie są jednak różni i to jest ich prawo, łącznie z konsekwencjami

      Usuń
    11. @ An-Ka

      Pracując za grosze nadal byłabym zależna od innych. Co nie znaczy, że gardzę każdą pracą. Ale na pewno do byle jakiej bym nie poszła. Ani do takiej, w której bym się nie sprawdzała.

      Usuń
    12. @Kira
      Pracując za grosze można być zawsze mniej zależnym od innym - płaci się za bułki i dżem, który zjadamy na śniadanie, kawę - zawsze to drobny ruch w stronę wolności :)
      Ja poszłabym do najgorszej z możliwych pracy, gdybym miała siedzieć i patrzeć jak moi bliscy marnieją z głodu albo grozi im życie pod przysłowiowym mostem.
      Masz ten komfort, że Twój luby zapewnia Ci odpowiednie minimum, dzięki któremu możesz wybrzydzać. Tak powinno być w związku - ludzie się wspierają i tak żyją, by móc jednocześnie się rozwijać nie rezygnując z samego siebie. Jednak zdajesz sobie sprawę, jaką jesteś szczęściarą, prawda?
      Pamiętam te kilka miesięcy, właściwie jedną jesień, gdy po raz pierwszy w życiu nie przynosiłam do domu wypłaty. Mimo, że Mężczyzna pracował, czułam ogromne zagrożenie nad naszymi głowami. Wolę stać na dwóch nogach, niż tylko na jednej. A co, jeżeli ta jedna odmówi posłuszeństwa? Wiem, ta moja potrzeba kontroli finansowej wynika z nędzy dzieciństwa ale teraz - jako kobieta dobiegająca czterdziestki - cieszę się z tego "mechanizmu" :) Nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, co spotka mnie i moją rodzinę, jednak wiem, że pieniądze mogą im bardzo pomóc.

      Usuń
    13. @ Marzena

      Mój Luby nie zarabia na tyle, by mógł się choćby sam utrzymać. Pomaga nam rodzina. Tak, mam szczęście, moi rodzice są zamożni.

      Nie zamierzam być wiecznie na ich utrzymaniu. Ale znam swoje ograniczenia.

      Usuń
    14. Zastanawiam się ,co wpływa na nasze postawy... Mnie jest zdecydowanie bliżej do poglądów Marzeny w tej kwestii. wprawdzie gdy kończyłam studia moim rodzicom powodziło się już nie najgorzej ,ale może po prostu pamiętałam czas, gdy było inaczej ? nie wiem...jednak dla mnie naturalnym było, że muszę stanąć na własnych nogach za wszelką cenę. Dodatkowo mam cały czas przed oczyma dość bliskie przykłady dwóch kompletnie odmiennych pod każdym względem kobiet, które miały bardzo zamożnych rodziców ...Pierwsza -utalentowana i piękna , z ciekawym zawodem, pracowała wiele lat, ąle przez alkohol zaprzepaściła wszystko. Przeszła na utrzymanie starej matki, odrzucając kolejne propozycje pracy jako zbyt mało interesujące i nie tak dobrze płatne jak była przyzwyczajona, nie dostrzegając, że już dawno przestała się liczyc na rynku, że nikt jej nie traktuje poważnie .Po śmierci matki zaczął się dramat, wyprzedawanie majątku i rozpaczliwe szukanie wyjścia z sytuacji. Druga -nieciekawa pod każdym względem, bez zawodu , córka zamożnych rodziców i oczko w głowie tatusia.Opuszczona przez mężą przeszła na utrzymanie ojca wraz z dwójką dzieci.Pracy nie podjęła, bo każda oferowana jej praca ( brak zawodu ,wykształcenia,uzdolnień ) nie spełniała jej wyobrazeń o tym co powinien swiat oferować jej -córce TAKIEGO człowieka.Po śmierci ojca przeszła na utrzymanie matki staruszki, zgotowała piekło materialne (i nie tylko) swoim dzieciom ,wyprzedała wszystko do gołych scian,ograbiając swojego brata. Po śmierci matki nadal nie podjęła żadnej pracy ,twierdząc,że jest na to zbyt zmęczona i w tym wieku to na to już nie czas (ma ponad pięćdziesiąt lat) . Jest w trakcie sprzedaży ostatniej cennej rzeczy - mieszkania .I ogłosiła, że będzie skarżyc dzieci o alimenty. nie wiem ,jak można wpaść w taką pułapkę,zrobić coś takiego swoim dzieciom, tak zyć....to kobiety z naprawdę dobrych domów, domow, gdzie rodzice pracowali ciężko.Błędy wychowawcze ? Rodzeństwo obu jest całkowicie samodzielne

      Usuń
    15. @ An-Ka

      Moim zdaniem nie ma sensu uogólniać. Bezrobocie jest wdzięcznym tematem dla mediów, podobnie jak celowa bezdzietność - a z jakiej przyczyny, a w jakim celu, a w jakich środowiskach, a co z tym może zrobić rząd, etc, etc. Tymczasem każdy przypadek jest inny.

      Zaciekawiło mnie w Twoim opowiadaniu dwa zwroty: "propozycje pracy" oraz "oferowana jej praca". Czy to znaczy, że te panie dostawały KONKRETNE oferty? Czy po prostu ktoś sobie gdybał, co mogłyby robić i próbował jakoś tam pchnąć je do przodu?

      Usuń
    16. Dostawały konkretne oferty ,ja nawet dokładnie wiem jakie. Dla tej pierwszej na umowę zlecenie ,wprawdzie tylko dwa razy w tygodniu po dwie godziny ,ale wychodziło 100 zl za godzinę (cztery lata temu) ,na dodatek o 100 m od własnego domu.Czyli 1600 zł na rękę za 16 godzin pracy. Nie uważasz, że trzeba mieć mocno narąbane, żeby nie płacić za czynsz, nie mieć zadnych dochodow i odrzucić taką ofertę ? Drugiej , ze względu na brak jakichkolwiek kwalifikacji ,proponowano pracę sprzątaczki lub kasjerki w hipermarkecie .Odrzucała nawet nie zapytawszy o wynagrodzenie,z argumentem "JA ? mój ojciec był ...." .Mój syn skwitował to kiedyś brutalnie " ale to nie jest praca dla szanownego tatusia". Oczywiście, każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, bez uogólnień, jednak takie przypadki mnie szokują

      Usuń
    17. Faktycznie, dziwne.

      Usuń
    18. Nie mając wymagań, nie możesz oczekiwać zbyt wiele. Jeśli przyjmujesz oferty-śmieci, nie dziw się że pracodawcy mogą wybrzydzać, oferując również innym pracę na skandalicznych warunkach (a taką jest zasuwanie za 1200 zł miesięcznie). Oczywiście można uznać, że życie to survival i nie przejmować się za bardzo dniem jutrzejszym. Tyle że przeciętna osoba, która mieszka sama, w żaden sposób nie podtrzyma długo dobrego zdrowia za takie pieniądze.
      Tzw. lewacy wymyślili wdzięczne określenie dla biednych pracujących bez stałego zatrudnienia, nie mogących związać końca z końcem, na dobrą sprawę nie potrafiących się samodzielnie utrzymać - prekariat. Istnienie tej grupy powinno być wyrzutem sumienia tych, którzy twierdzą że każda praca oznacza dla pracownika samo dobro. Oczywiście zgodzę się z twierdzeniem że praca jest wszędzie, zwłaszcza we współczesnych obozach pracy dla Polaków. Każdy zgodziłby się na pracę w takich miejscach, mając na uwadze alternatywę w postaci śmierci głodowej, prawda?
      W powyższych wypowiedziach zaciekawił mnie jeszcze jeden wątek, tym razem natury filozoficznej, dotyczący roli tak zwanego wolnego rynku w życiu jednostki. Jednak pora późna, a temat rozległy i tym razem jeszcze nie chciałbym go rozwijać.
      Anty

      Usuń
  6. Kiruś! A czy ja się nadaję do pracy fizycznej? Wcale taki Hercules nie jestem. Ale zasuwałem bo MUSIAŁEM. Potem zadziałało przyzwyczajenie. A zwalisty jako i dziś stałem się dzięki mojej pierwszej. Zresztą chłopce z dziada pradziada. Oj umiała rozbudować masę mięśniowa swego faceta, bo to podstawa przeżycia w czasach gdy na traktor nie zawsze można liczyć.
    I dziś nie wybrzydzam przy wyborze pracy. Jest praca umysłowa dla mnie to ją wykonuję a jak jest fizyczna to też wykonuję. Lepsze to niż bezrobocie.
    A wstydzą niech się ci, co kradną albo dobrze się urodziwszy pouczają z wyżyn swego urodzenia nigdy nie doświadczywszy prawdziwych problemów człowieczego losu. Co do Marzeń Marzeny o "darmowym niewolniku" pełna zgoda Kiruś. Nawet pańszczyźnianych chłopów jako tako karmiono, przynajmniej w czasie żniw czy sianokosów bo zauważono że sam karbowy
    może nie wystarczyć. Poza tym w wielu gospodarstwach zarówno na Podlasiu jak i na Ukrainie, świeżo zrekrutowanych parobków karmiono przy wielkim stole i ostatecznie zatrudniano tych o największym "spuście" wmyśl zasady "jaki kto do michy taki i do roboty". Wyobraź sobie Kiruś, że ta ludowa mądrość sprawdzała się już w 80% przypadków. Wiem z autopsji bo i my ongiś stosowaliśmy ten sposób rekrutacji gdy jeszcze mieliśmy plantację porzeczek. Potem przestało się opłacać. :-(


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kurna Maciek

      Praca fizyczna przez 3-4 godziny dziennie - OK. Ale dłużej? My nie damy rady. Oczywiście wiele zależy od tego, JAKA to praca.

      Nie bezrobocie jest najgorsze, a całkowita bezczynność.

      Usuń
    2. @Anonimowy
      A gdzie się doczytałeś tych marzeń o darmowym niewolniku, co????

      Usuń
    3. We własnej głowie

      Usuń
  7. No tak Kiro. Jak się umie naprawiać samochody albo komputery, to można w czasie bezrobocia próbować tanim sumptem naprawić sprzęt. Lepsze to niż całkowita bezczynność bo od tego faktycznie można zwariować.

    Oczywiście nie mam duszy karbowego jak co poniektórzy, więc nie miałbym sumienia ganiać Was batogiem do roboty. Ale za mojej młodości jak były sianokosy i zagrożeniem deszczem w tle to się zasuwało od świtu do zmroku, bo jak nie to krówki zimą będą niedożywione. Wtedy nikt nie pytał czy mamy na to siłę. Z tym że ja Kiruś się nie przechwalam, tylko piszę o działaniu w warunkach KONIECZNOŚCI.


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tzw. stan wyższej konieczności wymusza wiele zachowań, które w normalnych warunkach wydałyby nam się niemądre lub przynajmniej zbyteczne. Najwidoczniej w dzisiejszym świecie ów stan występuje dość rzadko. I to chyba nie jest takie złe. ;)

      Usuń
  8. Szok. Ja sobie nawet nie chcę wyżywienia za 120 zł czy za 400 zł miesięcznie. Całe szczęście nie muszę. Zaś tym co takie coś fundują ludziom, życzę by sami musieli żyć za ochłap zwany najniższą krajową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są osoby, które nie tylko akceptują pracę za najniższą krajową, ale chwalą sobie tę sytuację, twierdząc że złapały byka za rogi. Zmusić ludzi do podcinania własnych skrzydeł - to dopiero perwersja intelektualna.
      Anty

      Usuń
    2. A co, jeśli nie miały wyboru?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...