29.07.2014

Wiwisekcja nienawiści


Nienawiść – najsilniejsze uczucie występujące w świecie ludzi. Potworna, niszcząca siła, żerująca na swoim nosicielu, łapczywie sycąca się cierpieniem jego wrogów i spychająca go w czeluście zła. Krotko żyje wdzięczność, szacunek, sympatia. Nawet miłość może umrzeć, wygasnąć, zwiędnąć, wyblaknąć, przerodzić się w mdłe przywiązanie. Nienawiść goreje wiecznym ogniem, spalając na popiół każdego, kto się jej oddał. Można ją przyrównać do rozsiewającej trujące opary rośliny, którą wielu z nas troskliwie i z poświęceniem pielęgnuje, zamiast czym prędzej wyrzucić na śmietnik.

Taką właśnie trującą (acz zarazem wspaniałą) rośliną jest film „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Przesycony jadem, zgorzknieniem i – najpierw psychiczną, potem fizyczną przemocą, genialnie odmalowuje bolesny los dwóch samotnych, starzejących się i skazanych na siebie sióstr: przykutej do wózka, wymagającej ciągłej opieki Blanche oraz trawionej wyrzutami sumienia, narastającą złością tudzież rozpaczą za utraconym życiem Jane. Chorobliwe fantazje tej drugiej o powrocie na scenę podsycane są przekonaniem, że to właśnie Blanche jest przyczyną wszystkich jej niepowodzeń. W pewnym momencie czara goryczy się przelewa, przemieniając Jane z normalnej, choć mocno zrzędliwej opiekunki w nieczułego, sycącego się bezradnością kalekiej siostry potwora.




Z portalu Filmweb.pl można się dowiedzieć, że odtwarzające główne role aktorki nienawidziły się również prywatnie. Ironia losu? A może właśnie to pozwoliło Bette Davis tak znakomicie wcielić się w okrutną, a przy tym skrajnie nieszczęśliwą kobietę? Co prawda kibicowałam Joan Crawford (będącej swego czasu – zupełnie jak jej bohaterka ubóstwianą i zapewne mocno idealizowaną przez masy, dopóki przybrana córka nie wywlekła na światło dzienne podłego charakteru gwiazdy), ale to brzydkiej, paskudnie się starzejącej Davis należą się oklaski. Jest na przemian absurdalnie histeryczna i przerażająco spokojna, kapryśna jak dziecko i przewrotna jak wiedźma; zarazem wredna i czuła, naiwna i bystra, tragiczna i komiczna. Do końca nie wiadomo, jak daleko się posunie, by osiągnąć swoje wyimaginowane cele.

Koniec filmu jest niejasny. Zgodnie z obowiązującym wówczas kodeksem Haysa źli ludzi muszą ponieść zasłużoną karę, lecz przypadek sióstr Hudson wymyka się jednoznacznej ocenie. Sparaliżowana Blanche wydaje się być ofiarą, a jej osuwająca się w obłęd siostra katem. Obydwie jednak mają coś na sumieniu. Obydwie są też na swój sposób okaleczone i zależne jedna od drugiej. Prędzej czy później musi dojść do rozliczenia się z przeszłością. Nie przynosi ono jednak ulgi, nie rozwiązuje problemów, nie daje szansy na lepszą przyszłość. Bo przyszłości siostry Hudson już nie mają.



50 komentarzy:

  1. @ Kira
    Chyba spoglądasz na miłość zbyt pesymistycznie albo w Twoim otoczeniu jest zbyt wielu ludzi nie na poziomie. W mojej sferze normą są kochające się małżenstwa z czterdziestoletnim stażem. Czyżbyś uśredniając swoje obserwacje ,zafałszowała je "wolnościowym" szrotem , nie potrafiącymi odróżnić miłości od przypadkowej kopulacji, istotnie bedacej czymś przelotnym?
    A nienawiść do podłości, takiej jak choćby różne mutacje anarchii lub socjalizmu, jest cenną zaletą, pozwalającą usystematyzować swój system wartości i z godnością przejść przez życie. Czego nigdy nie pojmą degeneraci łżący iż ludzie z kręgosłupem moralnym boją się jakichś antywartości z ich półświatka. Rownie dobrze mogliby wmawiać że ludzie o psychice niezdemolowanej narkotykami czy ideologią budowaną na totalnym zbydlęceniu obyczajów i odrzuceniu sprawdzonych wartości białego człowieka, boją się psiej kupy, "pawia" na chodniku czy przeżartej syfilisem szmaty.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Nie bierz sobie tak bardzo do serca moich słów. Napisałam przecież: "Nawet miłość może umrzeć, wygasnąć, zwiędnąć, wyblaknąć, przerodzić się w mdłe przywiązanie." MOŻE! Ale nie musi. Uśredniłam. Bo miłość (rozumianą czy to jako jedno konkretne uczucie, czy jako symfonię bardzo wielu) trzeba pielęgnować. Chuchać na nią jak na najdelikatniejszą roślinkę. Wiele osób tego nie robi. I pewnego dnia budzą się obok osoby, z którą nic ich nie łączy.

      Pewnie uznasz, że przesadzam, podobnie jak wtedy, gdy krytykowałam powierzchowność metafizycznych przeżyć Polaków. Ale czy nie jest faktem, że mnóstwo związków się rozpada? I nie tylko związków. Pękają w szwach rodzinne więzi, rodzeństwo traci ze sobą kontakt, dzieci porzucają rodziców. To smutne, ale tak bywa.

      Każda, absolutnie każda miłość wymaga podsycania.

      Nienawiść - przeciwnie. Ją trzeba z kolei pieczołowicie wygaszać, gdyż płonie sama z siebie. Jest niczym suchy mech, na który wystarczyłoby rzucić tlący się niedopałek papierosa, by zajął się ogniem.

      Dlaczego tak jest? Cóż, wydaje mi się, że ciążymy bardziej ku negatywnym niż pozytywnym emocjom. Hołubimy urazy, wielokrotnie wspominamy doznane krzywdy, marzymy o odegraniu się. Cierpienie nielubianej osoby napełnia nas dziką radością. To jest właśnie nienawiść.

      I nie należy jej mylić ze słusznym gniewem (z niesłusznym zresztą też nie). Ani z pogardą. Ani z obrzydzeniem. Albowiem do opisanych przez Ciebie w drugim akapicie zjawisk i ludzi nienawiści żywić raczej nie trzeba. Oni zasługują na gniew, pogardę bądź obrzydzenie.

      Tak to widzę.

      Usuń
    2. @ Kira
      Podejrzewam że skoro chcesz slowo "nienawiść" zastąpić "gniewem" to nasze stanowiska są bardziej zbliżone niż to się Tobie wydaje. Bo jak widzę, pogarda i obrzydzenie w stosunku do ludzkiego pomiotu ewidentnie nas łączą.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. P.S.
      Jak łatwo możesz sprawdzić poniżej, miałem rację. Psia kupa już bełkocze swoją mantrę o leku. I reakcji "wszystkich", czyli jednego menedżera sektora "rozrywkowego" i jego jednoosobowego "hurezimmeru".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. "Nienawiść" to bardzo silne słowo. Podobnie jak "miłość" zresztą. Dlatego żadnego z nich nie lubię nadużywać.

      Ty i PKanalia jesteście skazani na wzajemną... hmmm... powiedzmy, że - niechęć. Zanim zaprzeczysz z oburzeniem, pozwól, że wyjaśnię: niechęć również może być cholernie silna. Pogarda? Odraza? Owszem, też. Kiedyś coś o tym napiszę i wówczas będziecie mogli swobodnie stoczyć bój. Na razie jednak zamierzam tolerować nie więcej niż kilka ciosów w każdym wpisie. Jak napisałam - zdaje mi się, że całkiem klarownie - w "Prawie Kiry", prowadzę ten blog dla własnej przyjemności, a konieczność moderowania dziesiątek komentarzy o charakterze personalnym do szczególnie przyjemnych czynności nie należy.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. @ Kira
      Określenie "niechęć" oczywiście jest eufemizmem ale nie będę się o nie spierać. Zaprzeczyć mogę jedynie Twojej hipotezie iż kiedyś stoczę jakiś bój. Bo bój to ja mogę toczyć z kimś równym sobie, w tym przypadku właściwszym określeniem byłaby dezynsekcja. Co najwyżej, tak jak i teraz, odeprę werbalną napaść bandyty z odsiadką za dilerkę narkotyków w "dorobku".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @Kira...
      kiedyś rzeczywiście była we mnie złość na "różowego misia", nawet miałem ochotę go skopać... sama mnie odwiodłaś od tego pomysłu, zaś ja przepracowałem w sobie ten temat... co prawda do tej pory nie wiem, ile jest w tej pokracznej postaci podłości, ile choroby psychicznej, ale coraz bardziej skłaniam się do tego drugiego... tak więc nawet nie ma już chyba we mnie niechęci, jest tylko śmiech serdeczny, który wywołuje u mnie ten smętny głupek... ot, taki żałosny wiejski "głupi jasio", którego można czasem kopnąć w dupę dla zabawy, ale znęcać się nad nim nie należy...

      Usuń
    7. Macie jeszcze po kilka ciosów...

      Usuń
    8. @ Kira
      Jak wiesz, popularnego rzeczownika rodzaju żeńskiego na literę K nie mam zwyczaju używać i nie posługuję się nim, tak jak to robi to bydlę w swojej latrynie, jako znakiem przestankowym. Ale tu zrobię wyjątek bowiem chodzi o nazwanie tego czegoś po imieniu.
      Kryminalno - narkomańska parszywa kurwa, która do tego przed chwilą przyznała się do współudziału w dwóch aborcjach (nie jest istotne czyje to były dzieci, w grę wchodzi zapewne akcjonariat wielce rozproszony), ma jeszcze czelność coś bełkotać (ani chybi po jakiejś "nieszkodliwej używce") że w usunięciu wczesnej ciąży nie widzi "nic niemoralnego". Zupełnie jakbym czytał brednie Adolfa Eichmanna który twierdził że wysyłał do Auschwitz nie ludzi ale tylko Żydów. Chyba też pamiętasz inne idiotyzmy śmiecia czerpiącego natchnienie w THC, wygłaszane pod Twoim i An-Ki adresem. Jakoby wypijając kieliszek wina "ćpałyście".
      I bardzo proszę, nie sugeruj mi że prowadzą z tą narkomańsko - kryminalno - aborcyjną kurwą jakąś walkę. To tylko werbalna dezynsekcja.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    9. skoro "różowe misio" nie wytrzymało psychicznie i dostało spazmów /nie wykluczone, że przedawkowało swój ukochany narkotyk/, to specjalnie nic do dodania już nie mam...

      Usuń
    10. @ Kira
      De la Serna żartował że robactwu wydaje się że zostało stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Zatem wszystko mierzy własną miarą. Więc nie dziw się narkomańskiej kurwie że jej zdaniem wszyscy ćpają. Flavia wypijając lampkę szampana w Sylwestra, Ty czy An-Ka delektując się niekiedy kieliszkiem wina a ja wypijając z raz na tydzień kropelkę dumy stanu Tennessee.
      A powody współudziału tej kurwy w dwóch morderstwach były wyjątkowo obrzydliwe gdyż miały tło finansowe. Nawet biorąc pod uwagę wielce prawdopodobną liczbę potencjalnych "szwagrów", (jaka porządna dziewczyna zadała by się z takim śmieciem) szansa na udowodnienie ojcostwa była realna. Wiec lepiej raz dopłacić do morderstwa niż bulić latami alimenty. Filozofia "promanejowców", wycierających sobie ryje godnością kobiety.
      Jak widzisz, dotrzymuję danej Ci obietnicy. A piszę to bardzo spokojnie bo nie jestem zaćpanym gównem z błędnym wzrokiem i halucynacjami (cztery śmiecie to rzekomo "wszyscy").
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    11. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż, ostatnio Luby uświadomił mi, że skoro biorę leki na taką, a nie inną przypadłość, to nie powinnam pić ani kropelki. Bez żalu odstawiam zatem trunki na rzecz mleka, herbaty, soków i czekolady. :)

      Myślę, że wymieniliście już z PKanalią opinie na swój temat. Proszę, by dalszych tego typu "duserów" już nie było.

      Usuń
  2. Oglądałam ten film kiedyś...pamiętam jak przez mgłę. Ludzie często potrzebują do życia mocnych uczuć. Na miłość ich nie stać, bo miłość wymaga pielęgnacji i dbania o drugiego człowieka. Nienawiść jest "technicznie" łatwiejsza, dzieje się sama. Że w ostatecznym rozrachunku wyniszcza ? O tym się nie myśli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym nienawiść daje siłę do życia. Nie myślą o tym, jak wielką cenę przyjdzie im kiedyś zapłacić.

      Usuń
    2. @ An-Ka & Kira
      A czy uwzględniłyście w tym bilansie to że uwolnienie świata od choćby odrobiny skrajnej podłości warte jest nawet wysokiej ceny?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Stary Niedźwiedziu -ja raczej mam na myśli inną nienawiść. Chyba w tym momencie się nie rozumiemy. Skupiam się nie na tej mniej czy bardziej racjonalnej, bo ta jest przefiltrowana przez rozum ,często właśnie przez ZASADY, tu cena może być adekwatna . Natomiast -odnosząc się do podanego przykładu bohaterek filmu - moje dywagacje dotyczą wyłącznie nienawiści właściwie irracjonalnej, opartej jedynie na jakimś wypaczonym instynkcie, poza kontrolą rozumu, bez związku z czynami czy cechami obiektu, a na pewno nieadekwatnie.Taka nienawiść typu "pani nienawidzi pani bo tamtej pani lepiej się w życiu układa"- a potem pani zaczyna uważać, że tamta pani zgarnęła jej pulę szczęścia. Ty zaś piszesz o nienawiści wynikającej z oceny opartej na odstępstwie od zasad, którymi oceniający się kieruje.To nie musi być oczywiście sprawiedliwe i obiektywne, jednak jest racjonalne i jako takie może być ,jak najbardziej, warte swojej ceny.Pozdrawiam również

      Usuń
    4. @ An-Ka
      Zatem nieporozumienie a właściwie moje niedomówienie wyjaśnione. Ty odniosłaś się do filmu przywołanego przez Kirę. A ja po wymianie zdań z nią, myślami byłem przy zwalczaniu podłości bo o tym dyskutowaliśmy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Zauważ, że w tym filmie nie ma jasnego podziału na kata (Jane) i ofiarę (Blanche). Pod sam koniec wyjaśnia się pewna tajemnica z przeszłości, co rzutuje na osąd obydwu postaci.

      Usuń
    6. Kiro - to czasem tak bywa. Wcale chyba nierzadko. Zaczyna si ę od asymetrii uczucia , przechodzi w "pięknym za nadobne"

      Usuń
  3. filmu nie widziałem, ale Twój opis skojarzył mi się z niejaką Zeldą, drugoplanową bohaterką pewnej powieści Stephena Kinga /sorry, dawno to było, więc tytułu nie pamiętam/... była to pewna pani, bardzo chora psychicznie, która maksymalnie upierdalała życie swoim domownikom, oni zaś nie wiedzieli, co z nią robić, czy zabić, czy próbować leczyć...
    taka "Zelda" /płci podobno męskiej/ przeżarta lękiem i chora z nienawiści wizytuje Twoje forum, zaś nikt nie wie, jak się do niej ustosunkować... nienawidzić nie warto, szkoda energii, ale pytanie brzmi, czy nią pogardzać, czy się litować...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, znowu będzie jatka. :/ Cóż, poczekam, aż wymienicie kilka ciosów. Powinno być sprawiedliwie.

      Usuń
    2. nie będzie żadnej jatki, po prostu skojarzyła mi się Zelda z książki, a istnienie jej odpowiednika na tym forum, to po prostu zbieg okoliczności... nasza "zelda" zresztą jest cienka... zaczęła od konfabulacji na temat rzekomej dilerki jednego z tworów swojej wyobraźni, czas teraz na rzekomo usuwane ciąże i rzekomy homoseksualizm innych dwóch tworów... na okrasę cztery neologizmy, pokraczne potworki słowne /"postępactwo", "tolerastia", "feminazizm" i "ekoterroryzm"/ funkcjonujące w jej świecie równoległym i na tym repertuar się kończy... nudna ta nasza zelda jest, jak flaki z olejem...

      Usuń
    3. @pkanalia,

      "zaczęła od konfabulacji na temat rzekomej dilerki jednego z tworów swojej wyobraźni..."

      To może przypomnij wszystkim za co siedziałeś w pierdlu - bo chyba nie za alimenty.

      "czas teraz na rzekomo usuwane ciąże"

      Rzekomo? Sam się tym chwaliłeś na blogu, więc chyba tobie się w tej główce coś pojebało - od migreny rzecz jasna.

      "i rzekomy homoseksualizm innych dwóch tworów... "

      Co do jednego z tych tworów to nie wolno mi się wypowiadać, ale kiedyś sam pisałeś o homoseksualizmie więziennym twierdząc, że niektórzy więźniowie po wyjściu z pierdla do niego nie wracają, a niektórzy nadal go praktykują. Zatem zapytuję jak to było w Twoim przypadku? Niech się wątpliwości wreszcie rozwieją.

      Usuń
    4. @T.F...
      naprawdę chcesz wiedzieć z jakiego powodu siedziałem?... w tym temacie nie mam żadnych tajemnic... spędziłem dziesięć minut w mieszkaniu człowieka, który produkował dragi... w sprawach prywatnych zresztą, nie mających nic wspólnego z jego zajęciem... pech chciał, że wjechały psy i postawiono mi zarzut współudziału w tej produkcji... ale żadnej dilerki nie było...
      ...
      zachowania homoseksualne w więzieniu /a ściślej mówiąc w areszcie śledczym/... osobiście nie spotkałem się tym, znam temat jedynie z rozmów... raz tylko nam wjechała taka sierota, która beztrosko przyznała się do ksywy "Celina"... jako starszy celi szybko zainterweniowałem, by się go pozbyć, bo chłopaki zaczęli robić dość niewybredne żarty i mogłoby się to nieciekawie skończyć...
      ...
      jak już o tych zachowaniach "homo" mowa, to może byś wreszcie zapodał ten obiecany dowód, na homoseksualizm innego komentatora... bo o tym pisałem akurat...
      ...
      rzeczywiście opisałem dwa przypadki Pań, które usuwały ciąże powstałe przy moim udziale... to były ich decyzje, bo jak wiesz, uważam, że kobieta ma ostatnie słowo... moralnie tego nie potępiam, bo nie widzę nic niemoralnego w usunięciu wczesnej ciąży...
      ...
      natomiast moje słowa w komentarzu dotyczyły pewnej komentatorki, która ponoć usunęła mnóstwo ciąż... nie ma na to dowodu...
      ...
      właściwie z tobą nie powinienem o tym wszystkim gadać, ale jak wspomniałem wcześniej, tajemnic nie mam, nie mam się czego wstydzić i żałować, może to nawet dobrze, że się raz na zawsze wyjaśni, że "różowy miś" konfabuluje...

      Usuń
    5. PKanalia: "jak już o tych zachowaniach "homo" mowa, to może byś wreszcie zapodał ten obiecany dowód, na homoseksualizm innego komentatora... bo o tym pisałem akurat..."

      NIE U MNIE!!! :)

      Usuń
    6. może być u mnie, ale nie sądzę, bym się doczekał...

      Usuń
    7. @ Tie Fighter
      "spędziłem dziesięć minut w mieszkaniu człowieka, który produkował dragi... w sprawach prywatnych zresztą, nie mających nic wspólnego z jego zajęciem... pech chciał, że wjechały psy i postawiono mi zarzut współudziału w tej produkcji... ale żadnej dilerki nie było..."

      I za to dostał odsiadkę bez "zawiasów". Takie pierdoły to niech on opowiada swoim "dziewuchom" o IQ poniżej 50.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @pkanalia,

      Jak to? Przyskrzynili cię w mieszkaniu producenta dragów i poszedłeś za to siedzieć? To ten gostek, który to produkował nie mógł cię oczyścić z podejrzeń, informując, że jesteś przypadkowym leszczem, który z głupia frant wpadł do niego w zupełnie innej sprawie? No i przecież samo wdepnięcie w kocioł to za mało aby iść siedzieć. Trzeba jeszcze pewne zarzuty poprzeć dowodami. Słabego papugę miałeś czy co? Już abstrahuję od tego, że gdybyś się z takimi chujami nie zadawał, to byś nie siedział. I nie mów mi, ze odsiadki nie żałujesz, bo nie wyobrażam sobie, żeby normalny człowiek uważał odsiadkę za jakieś wartościowe doświadczenie, że o bezpowrotnej utracie bezcennego czasu już nie wspomnę. No i do tego sam fakt, że nie można dostarczyć potencjalnemu pracodawcy zaświadczenia o niekaralności. Twierdzisz, że takiego nasrania sobie w życiu nie żałowałeś? Powiedz mi jeszcze, że utrzymujesz nadal kontakt z tym gostkiem, który cię wkręcił.

      "jak już o tych zachowaniach "homo" mowa, to może byś wreszcie zapodał ten obiecany dowód, na homoseksualizm innego komentatora..."

      Po raz setny odpowiadam, że nie ma czego udowadniać, bo ów komentator sam się przyznał, a poza tym, mam zakaz o tym mówić.

      "natomiast moje słowa w komentarzu dotyczyły pewnej komentatorki, która ponoć usunęła mnóstwo ciąż... nie ma na to dowodu..."

      Ani z insektami, ani o insektach nie gadam

      Usuń
    9. ale ten "różowy misio" jest głupi, głupszy, niż ustawa przewiduje...
      kolejność wypadków:
      1/ zatrzymanie /48 godzin/...
      2/ aresztowanie i rok czekania w areszcie do sprawy... taki jest system sądowniczy w tym kraju...
      3/ sprawa, która się wlekła prawie pół roku i uniewinnienie...
      4/ apelacja prokuratorska i ponowny proces poszlakowy... wyrok: 3 lata oparty na zeznaniach jakiegoś ćpuna, który mnie na oczy nie widział, ale dostał pałą i podpisał to, co podpisał ...
      5/ apelacja moja... wyrok: 1 rok i 8 miechów... dyrektywa Ministerstwa Sprawiedliwości, by maksymalnie unikać odszkodowań za niesłuszny areszt śledczy... nie wierzyłem w to, ale okazało się to prawdą...
      6/ 3 miesiące zbił sąd penitencjarny i udzielił "warunkowego", czyli żadnej odsiadki już nie było...
      jak się "głupi jasiu" na czymś nie znasz, to się lepiej nie odzywaj... chociaż przy tym obciachu, który sobie nastrzelałeś przez lata w blogosferze nie ma to chyba znaczenia...

      Usuń
    10. @ PKanalia

      Gdybyśmy żyli w państwie prawa, to może bym Ci nie uwierzyła. Ale że to Bolanda...

      Zresztą - jakie to ma znaczenie? Mnie tam Twoje prywatne sprawy nie interesują. Istotne jest wyłącznie to, co piszesz w Internecie.

      Usuń
    11. @T.F...
      producent zeznawał za mną, tak jak było... papuga był z urzędu i tylko oczy wybałuszał ze zdumienia mówiąc po przeczytaniu akt "tu przecież na pana nic nie ma"... jak pisałem wcześniej, z pierwszej sprawy wyszedłem niewinny... dopiero po apelacji prokuratorskiej druga sędzina oparła się na zeznaniach ćpuna /wspominałem już o tym wcześniej/, który na policji dostał w dupę pałą /ćpun wszystko zezna, by tylko na dołek nie trafić/, potem w sądzie wycofał zeznania, ale to mjuż nie pomogło...
      chłopaku, naprawdę jesteś tak naiwny i nie znasz realiów polskiego systemu prawnego?... pajdę musiałem wyłapać, by mi nie płacono odszkodowania... proste...

      Usuń
    12. @Pkanalia
      Marnujesz czas myśląc, że pisząc prawdę dojdzie coś do tych przygłupów.. Nie dojdzie, płonne nadzieje. Zawsze będziesz dla nich kryminalistą i ćpunem a prawda nie ma znaczenia. Tak samo jak ja jestem aborcjonistką , mimo że nigdy w ciąży nie byłam, więc nie mogłam jej usunąć. Piszę jednak o tej aborcji w necie, jestem za tym, aby kobiety miały wybór, bo to ich ciało, więc jestem aborcjonistką, która wiele ciąż usunęła. Prawda, jakie ma znaczenie? Żadne!
      To samo z anty naziolskie bydło nie potrafi nawet wkleić komentarza, który świadczyłby o tym , że ten komentator jest gejem, chociaż inne komentarze z lubością kopiują i wklejają . Bydło insynuuję , muszą się czegoś przyczepić, każdemu jakaś łatkę muszą przykleić . Przecież ich już znamy to kłamcy i obłudnicy, więc szkoda twego czasu.

      Usuń
    13. @ Julianne

      Proszę o zaprzestanie wzajemnego obrażania się. Następne takie komentarze lecą.

      Usuń
  4. Ja nie czuję nienawiści. To może stanowić problem. Gdybym był zmuszony likwidować wrogów, nie miałbym emocjonalnego usprawiedliwienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba czuć nienawiści, by chcieć kogoś... ukarać. Ja na przykład chętnie bym się zabawiła w jednoosobowy skład sędziowski, gdybym mogła dorwać co poniektórych sukinsynów. ;)

      Usuń
    2. Też nie nienawidzę ,lecz oczywiście czasem czuję taka wściekłość, że może mogłabym zadziałać. Jednak to wściekłość dotycząca postępku czy postępowania

      Usuń
    3. Szanowny Dibeliusie,

      "Gdybym był zmuszony likwidować wrogów, nie miałbym emocjonalnego usprawiedliwienia."

      A gdyby ktoś skrzywdził twoje dziecko? Też nie poczułbyś do niego nienawiści i nie znalazł emocjonalnego usprawiedliwienia, aby komuś takiemu "podziękować?"

      Pozdrawiam serdecznie, TF.

      Usuń
    4. @ Tie Fighter

      A jakby ktoś skrzywdził cudze dziecko? Nie warto byłoby go ukarać?

      Usuń
    5. @Kira,

      Warto? To po prostu konieczność! Z tą tylko różnicą, że w przypadku własnego dziecka, byłoby to dyktowane nienawiścią, a w przypadku drugim już niekoniecznie.

      Usuń
    6. Upieram się, że wściekłość, choćby i najstraszliwsza, nie jest synonimem nienawiści.

      Usuń
    7. @Tie Fighter,
      Nie czuję nienawiści, ale nie mogę wykluczyć możliwości takiego uczucia. Nikt nie jest idealnym chrześcijaninem.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  5. Nienawiść ma jedną wadę zbyt łączy nas z przeciwnikiem a skutków swoich działań nie zawsze można cofnąć. Twój post skojarzył mi się z pewną piosenką.
    https://www.youtube.com/watch?v=wjLF_-Q1GQ4

    OdpowiedzUsuń
  6. Nienawiść = toksyczny związek

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie widziałam tego filmu, więc z oceną się wstrzymam. Jednak sądzę z opisu tutaj, że tam nie tyle nienawiść, ale też zemsta mogła grać pierwsze skrzypce. Ty mi zmarnowałaś życie, a ja się będę mścić. Czasem wystarczy sobie odpuścić odwet, żeby się uchronić przed wyniszczającą walką. Samo uczucie nienawiści, krzywdy nie musi się przeradzać w działania krzywdzące, można też wyjść z tego uczucia inaczej. To poczucie, że samemu należy wymierzać kary, osiągać sprawiedliwość, opierając się na emocjach może być bardzo szkodliwe. Ja oddzielam nienawiść samą w sobie, od chwili, kiedy rodzi się pragnienie zemsty, pragnienie wyrównania rachunków. Najgorsza jest nienawiść z uprzedzeń, rodząca się bez konkretnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że choroba psychiczna, "tylko" mocna zazdrość. Oczywiście możliwości może być wiele. Musiałbym obejrzeć i na pewno kiedyś znajdę na to czas. Ale w pierwszym momencie przyszło mi do głowy, że takie działania raczej są podyktowane rodzącym się pragnieniem zemsty za jakąś krzywdę, czy to wyolbrzymioną, czy naprawdę wielką. Może się będę śmiać ze swoich podejrzeń, jak już obejrzę film.

      Usuń
    2. Droga Akaro, owo "musiałbym" to zapewne literówka? ;)

      Usuń
    3. Dla niektórych literówka, dla innych, wyznających zawsze zasadę "Przypadek? Nie sądzę." może będzie to dowód, że zmieniam płeć. ;)

      Usuń
    4. Ta "literówka" może również oznaczać, że osoba płci męskiej, której Wielce Czcigodna Akara użyczyła swojego nicka, po prostu się nie upilnowała w swoim avatarowaniu i zdradziła swoją prawdziwą tożsamość.

      Usuń
  8. To był świetny pojedynek aktorski. O ile pamiętam, to Baby Jane potrąciła Blanche. Żywiła się nienawiścią do siostry z powodu utraconego splendoru. Wiwisekcja nienawiści - bardzo trafne określenie. Baby Jane spalała się z nienawiści i zazdrości, a siostrę pociągnęła na dno. Wyjątkowo toksyczna relacja dwóch bliskich osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Flavia

      Ano właśnie, z tym wypadkiem było trochę inaczej. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...