17.08.2014

Niezwykła podróż Christophera McCandlessa


Ta historia wydarzyła się naprawdę. Był rok 1990. 22-letni Christopher McCandless właśnie ukończył studia. Wydawało się naturalnym, że ów zdolny, pracowity i mający wszelkie zadatki na zrobienie kariery młodzieniec podejmie regularną pracę, założy rodzinę i będzie żyć jak większość ludzi sukcesu. On jednak wybrał inną drogę. Napakowawszy sobie głowę filozofią spod znaku Thoreau, Jacka Londona oraz im podobnych entuzjastów „prostego życia”, oddał przeznaczone na studia fundusze organizacji charytatywnej, spakował najniezbędniejsze rzeczy i wyruszył na wielką włóczęgę po Ameryce Północnej. Nocował pod gołym niebem lub u napotkanych przygodnie ludzi. Przemierzał dzikie ostępy, ale i wielkie metropolie (głównie po to, by zarobić na dalszą podróż). Był wolny jak ptak, wciąż jednak czuł pewien niedosyt. Nie wystarczało mu, że porzucił dostatki cywilizacji, że uwolnił się w znacznej mierze spod władzy prawa i pieniądza. Jego wielkim marzeniem było sprawdzić się w starciu z naturą.

W końcu wylądował na Alasce. To właśnie tam w sierpniu 1992 roku grupa myśliwych znalazła jego wynędzniałe zwłoki.




Najpierw powstała o tym książka: „Into the wild” Jona Krakauera. Jeszcze jej nie czytałam.

Widziałam za to nakręcony na jej podstawie film. Znakomicie zrealizowany i naprawdę wiarygodnie zagrany. Poruszający i dający do myślenia. Jeśli macie czas, by usiąść na dwie i pół godziny przed telewizorem lub ekranem komputera, gorąco Wam go polecam. Momentami się dłuży, ale warto go obejrzeć w skupieniu, bez przełączania na inny kanał. To nie jest szybka jazda bez trzymanki z kilkunastoma zwrotami akcji, tylko niespieszna ballada o poszukiwaniu swojego miejsca na świecie, o próbie zmierzenia się nie tylko z przyrodą, ale i samym sobą.




Zarówno pisarz, jak i reżyser odwalili kawał dobrej roboty: odwiedzili wszystkie miejsca, w których wedle ich wiedzy mógł przebywać młody wędrowiec, przepytali pracujących z nim ludzi, zapoznali się z wysłanymi do przyjaciół listami, przestudiowali jego osobiste notatki. Co jednak doprowadziło do tragicznego końca, tego mogli się tylko domyślać. Z drugiej strony – czy było to wycieńczenie niedożywionego organizmu, czy zatrucie jagodami, czy nawet choroba – to bez znaczenia. Istotne jest to, że Christopher McCandless umierał SAM. I że ta potworna samotność przytłaczała go na równi ze świadomością nieuchronnie zbliżającej się śmierci.

Wszystko zaczęło się od czegoś dobrego: od ucieczki ze świata fałszywych relacji międzyludzkich, zabijającej duszę monotonii tudzież wszechobecnego materializmu. Zżerające Christophera pragnienie wyrwania się ze złotej klatki dobrobytu, jaki przypadał w udziale amerykańskiej klasie średniej, zaowocowało decyzją tyleż szaloną, co całkowicie zrozumiałą: odrzuceniem wszystkiego, co krępuje człowieka, co nie pozwala mu być sobą. Tym czymś były pieniądze, zwierzęta, prawo, konwenanse. I przede wszystkim – ludzie. To właśnie oni wydawali się młodemu idealiście największym ograniczeniem. Dzicz, ku której przez dwa lata wędrówki kierował swe kroki, jawiła mu się jako ucieleśnienie marzeń o wolności właśnie z racji cechującej ją nieobecności człowieka. Christopher chciał być sam. Całkowicie i bezdyskusyjnie sam.

A przecież to właśnie inni ludzie zaszczepili w nim tę przemożną tęsknotę za absurdalnie idealizowaną dziczą. To czytani przezeń z wypiekami na twarzy i cytowani z nabożeństwem pisarze i filozofowie zasiali w nim potrzebę porzucenia rodziny i przyjaciół oraz rozdania całego swojego majątku. To za ich poduszczeniem uciekł ze świata, który należało raczej próbować naprawić niż stawiać na nim krzyżyk. Jego naiwne marzenia o „prawdziwym życiu” nie należały zatem tylko do niego. Byli przed nim inni, równie zapamiętali w swej niechęci do cywilizacji i rozkochani w fantastycznej wizji powrotu na łono natury. I zapewne będzie po nim jeszcze wielu takich.

Ów bunt przeciwko cywilizacji ma zresztą miejsce cały czas, choć zazwyczaj w znacznie łagodniejszej wersji. Niejeden zamożny, odpasiony i śmiertelnie znudzony rozbuchanym konsumpcjonizmem człowiek doświadcza podobnej pokusy – z tą wszakże różnicą, że jej nie ulega. Paradoksalnie to właśnie oderwanie się od naszych zwierzęcych korzeni i wyrobienie w sobie poczucia piękna, dobra i mądrości umożliwiło nam spojrzenie na otaczający nas świat przyrody z innej, bardziej uduchowionej perspektywy. Idealizujemy naturę, mitologizujemy ją i rozpaczliwie za nią tęsknimy. Jesteśmy jedynymi zwierzętami, które są w stanie zachwycać się drzewami, górami, rzekami, chmurami oraz... innymi zwierzętami. I niekiedy, podobnie jak Christopher McCandless, łudzimy się, że możliwym jest przedzierzgnięcie się na powrót w człowieka pierwotnego. Albo raczej – w jego filmową wersję, czyli skrzyżowanie muskularnego Tarzana z wrażliwym na uroki otoczenia poetą.

Jest to złudzenie tyleż naturalne, co wyjątkowo niemądre. Takie stworzenie nigdy bowiem nie istniało. Nie mogło. Albo jest się człowiekiem dzikim, czyli wyzbytym uczuć wyższych, albo cywilizowanym i zarazem owymi uczuciami wyższymi spętanym. A sama natura? Opiewana w setkach pieśni i poematów, uwieczniona na niezliczonej ilości płócien, jest w rzeczywistości wyjątkowo okrutna, bezduszna i absolutnie obojętna na kłębiące się w niej cierpienie. Każde żywe stworzenie, łącznie z nami, jest dla niej tylko mięsem w tymczasowym ruchu, którego jedynym celem jest dostarczyć budulca innym żywym stworzeniom. Nie ma w niej miejsca na najdrobniejszą refleksję nad życiem, jest tylko samo życie: bezmyślnie rozmnażające się, odżywiające, wydalające i wymieniające z otoczeniem gazy. I ta uwielbiana przez Christophera McCandlessa natura bardzo szybko pokazuje mu jego miejsce w szeregu.

A jak to jest z tą znienawidzoną przezeń cywilizacją? Jeżeli film naprawdę rzetelnie oddaje realia jego wędrówki, to wyraźnie widać, że na swojej drodze spotykał głównie dobrych, życzliwych mu ludzi. Notatki młodego podróżnika (na których opierał się reżyser) wskazują na to, iż pod koniec życia zdał sobie sprawę, jak wielkim błędem było odrzucenie wszystkich współplemieńców. Znalazł u nich wsparcie, serdeczność, przyjaźń, miał nawet szansę na miłość. Ale wydawali mu się balastem, którego należało się szybko i bezboleśnie pozbyć. Zaślepiony wizją całkowitej samotności, zapomniał, że to właśnie oni byli jego inspiracją (książki) i ostoją. Zresztą, czy to nie zabawne, że na swoje schronienie na Alasce wybiera porzucony autobus, będący jedyną w promieniu wielu mil oznaką bytności człowieka?

Nie pamiętam, co czułam, patrząc na powolne konanie Christophera. Być może pociekła mi łza czy dwie, to wszystko. Znacznie bardziej było mi żal jego rodziców, których opuścił bez słowa wyjaśnienia. Ich niewyobrażalną rozpacz mógłby zrozumieć tylko ten, kto sam doświadczył zaginięcia dziecka. Wstrząsnęła mną scena, w której ojciec beztroskiego włóczęgi w pewnym  momencie nie wytrzymuje nerwowo i siada na środku ulicy, by zapłakać bezgłośnie z tęsknoty za swoim dawno nie widzianym synem. Jest jakby gdyby ukoronowaniem wcześniejszych scen, w których stykający się z Christopherem ludzie pytają go z troską, czy jego rodzice wiedzą, co się z nim dzieje.

Każdy może wyciągnąć z tego filmu taki morał, jaki mu będzie pasował. Jedni uznają, że mimo wszystko decyzja o porzuceniu gnijącej w sytym samozadowoleniu cywilizacji była słuszna; i że lepsza śmierć w dziczy z głodu niż na zawał serca z przepracowania. Drudzy doszukają się w filmie apoteozy człowieczeństwa, będącego naturalną przeciwwagą dla bezduszności natury. Jeszcze inni będą woleli powstrzymać się od wszelkich sądów i skupić na podziwianiu wspaniałych krajobrazów. W każdym razie warto obejrzeć.

200 komentarzy:

  1. Nie czytałam tej książki ani nie widziałam filmu, lecz historię znam, bo w ramach wprawek z angielskiego czytałam sporo lat temu artykuł na ten temat. Przyroda jest piękna - to banał - ale najpiękniejsza jest (dla mnie) świadomość kontrolowanego nie(bezpieczeństwa). Wprawdzie nie lubię wrzawy, nie cierpię tłumu ,ale jestem po prostu bardzo wygodna. Tak więc odludzie, ale w miarę komfortowe. Na moich a nie przyrody warunkach. Jednak - co kto lubi. W tej historii jednak nie ma dobrego końca i wcale nie śmierć jest tym najgorszym .Poczucie klęski....Swiadomość nieodwraclnego błędu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy gdyby nie owa śmierć (będąca w gruncie rzeczy wypadkiem, a te mogą się zdarzyć wszędzie), to Christopher pojąłby, że ludzie są - w mniejszej lub większej ilości, ale jednak - potrzebni do życia? Śmiem twierdzić, że tak. Przy okazji szukania trailera "Into the wild" znalazłam na Youtube filmik, z którego dowiedziałam się, że w plecaku Christophera była tzw. sekretna kieszeń, w której trzymał zapas dokumentów oraz kilkaset dolarów. Można z tego wywnioskować, że nie chciał palić za sobą wszystkich mostów.

      Usuń
    2. @Kira...
      tu mi skojarzyło mające czasem miejsce zjawisko, gdy ktoś bogaty do obrzydliwości robi sobie urlop i przez jakiś czas pędzi życie wagabundy... a gdy taki gość usiądzie sobie na schodach luksusowego hotelu, to portier takiego "klochopodobnego" ptysia nie pogoni, bo wie, że może się ciężko oszukać... ów rzekomy "kloch" może nagle wyjąć książeczkę czekową, kupić od ręki cały hotel i w pierwszym ruchu wywalić portiera na zbity pysk z roboty...

      Usuń
    3. @pkanalia

      Mi dziadek opowiadał, że coś w tym stylu wydarzyło się wiele lat temu w Kórniku. Facet wzięty za żebraka nie dość, że nie przyjął pieniędzy to jeszcze wyciągnął z kieszeni pokaźną kwotę i się śmiał, że mu nie brakuje pieniędzy. Bogaty był, ale wolał nosić się jak bezdomny, ubiór miał za nic.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że epatowanie abnegacją jest taką samą ostentacją jak epatowanie bogactwem. Między skromnym ubraniem a ubraniem jak bezdomny jest przepaść.Moim zdaniem.

      Usuń
    5. @ An-Ka
      Święta racja. Przebieranie się człowieka zamożnego za obszarpanego dziada to identyczne buractwo, jak demonstracyjne obwieszanie się złotem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      Oglądałam kiedyś program, w którym pokazywano osobliwe (dla mnie ciekawe, dla Ciebie dziwaczne) hobby pewnego bogacza. Otóż co jakiś czas przebierał się w stare ciuchy i rozpoczynał podróż po kraju w stylu lumpa: nielegalne "łapanie" pociągów (czyli wskakiwanie na platformy towarowe, kiedy pociąg już ruszał), nocowanie pod gołym niebem, etc.

      Usuń
    7. @ Kira
      Są różne dewiacje. Z kolei ja słyszałem o naprawdę zamożnej kobiecie, która raz na jakiś czas przebierała się za dziwkę i szła na „pigalak” by złapać klienta. To nie była potrzeba seksu, bo z relacji wynikało że bez takich numerów i tak miała kilku kochanków. Dla mnie nierówno pod sufitem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Spodobała mi się ta włóczęga po Ameryce być w jednym miejscy jednego dnia a następnego dnia w innym miejscu . Mamy Unię Europejską, więc w naszych realiach taka włóczęga też jest możliwa..;-))) Pomysł miał dobry problem polega na tym, że przesadził a przesada zawsze kończy się źle. Szkoda, że nie poinformował rodziców o swojej decyzji mógł, chociaż zostawić list ….Jestem wielką zwolenniczką wolności, nie lubię kulturowych ograniczeń. Ale jestem też realistką, więc uważam, że nie można uciec od społeczeństwa można jedynie lawirować tak, aby jak najwięcej wziąć dla siebie. Można być wolnym człowiekiem i żyć jak wolny człowiek trzeba tylko mieć świadomość tej wolności, umieć jej bronić i nie dać się złamać. Na szczęście żyjemy w europejskim kraju, więc nikt nam tej wolności nie zabiera a że konserwy skrzeczą, wrzeszczą no cóż psy szczekają a karawana idzie dalej. ;-)
    Co do natury? Człowiek jest częścią natury a nie jej władcą jak uważają religie monoteistyczne. Z powodu błędnej filozofii bohater został boleśnie sprowadzony na ziemie płacąc za swój błąd swoim życiem.
    Pozdrawiam .


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Julianne

      "Mamy Unię Europejską, więc w naszych realiach taka włóczęga też jest możliwa."

      Ktoś o mentalności Christophera McCandlessa nie przejmowałby się jakimiś tam granicami. :)

      Usuń
    2. @Kira

      Zapewne nie ,ale jest to jakieś ułatwienie w swobodnym przemieszczaniu sie ;-)

      Usuń
  3. Pozwolę sobie na jedną refleksję - skoro szukał samotności, to naturalną konsekwencją było to, że sam umierał...
    Sam temat nie jest raczej niczym nowym, z podobną tematyką zetknąłem się już w kilku filmach, chociaż tytułów sobie teraz nie przypominam.
    Ale ja lubię taką tematykę, a ponieważ opisywany przez Ciebie film zapowiada się ciekawie, zapewne chętnie go obejrzę jak będę miał sposobność po temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, samotna śmierć była konsekwencją jego obsesyjnej pogoni za samotnością. To logiczne. Można też napisać, że w ogóle sama śmierć była tego konsekwencją. Gdyby udał się w dzicz z kimś jeszcze, być może nie doszłoby do najgorszego.

      Usuń
  4. Czcigodna Kiro
    Kolejny idiota który chciał być "wolny". Skoro odrzucił cywilizację w której się urodził (o tym że w niej wychował, raczej trudno mówić) i wybrał jakąś pokraczną mieszankę anarchii z samotnością, nie oczekuj ode mnie że uronię łzę nad kimś takim. W pierwszej chwili chciałem zakończyć cytatem "pieska śmierć po życiu psim". Ale natychmiast przyszła refleksja. Bezdomny pies czy kot,nie pędzą swojego życia w taki sposób z wyboru. Przygarnięte i przyzwoicie traktowane, potrafią okazać wdzięczność i obdarzyć człowieka miłością. Sama doskonale to znasz. Stoją zatem wyżej od tematu (bo na pewno nie bohatera) Twojego wpisu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Niedźwiedziu, Christopher McCandless nie pędził "pieskiego życia". Żył pełniej niż wielu ludzi korzystających z dóbr cywilizacji. Albowiem ta cywilizacja to jednak - co byś nie mówił - gówno. Czym niby się McCandless różnił od innych odludków, którzy żyją po swojemu? Ano tylko tym, że KOMPLETNIE olewał prawo (a nie wybiórczo, jak Ty czy ja) oraz KOMPLETNYM odrzuceniem bliźnich. Oczywiście to kompletne odrzucenie przyszło dopiero po dwóch latach, bo wcześniej bardzo często przebywał wśród ludzi, choćby dorabiając na dalszą wędrówkę.

      Usuń
    2. Czcigodna Kiro
      Cywilizacja w której żyjemy, na pewno ma sporo wad, więc nie jestem zbulwersowany Twoim stwierdzeniem, moim zdaniem przesadzonym, że cywilizacja białego człowieka to gówno. Ale brzydzę się takimi patologiami jak anarchia czy bunt dla samego buntu. A ich chwalenie pozostawiam różnym kloszardom, narkomanom i innemu ludzkiemu odpadowi. Więc z kolei chyba nie zdziwisz się temu że dla mnie przedmiot Twojej relacji będzie gównem. Niewartym chwili zastanowienia, a co dopiero jakiegoś współczucia. Bo skoro on miał moją cywilizację w dupie, to gdzie ja mam mieć takiego śmiecia? Przecież nie w sercu!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Nie pojmuję, czym Ci się tak ten człowiek naraził. Można go krytykować za bezmyślność, za olanie rodziców (którzy jednak trochę sobie nagrabili), za łamanie przepisów. Ale oburzać się, że ODSZEDŁ? Że nie chciał żyć jak większość? Cóż, dziwi mnie to trochę. Czy dla Ciebie człowiek jest bydlęciem, które ma obowiązek pracować dla dobra ogółu? Jeśli tak, to zapewne uważasz za gówno większość ludzi. Wszak oni również mają wszystko w dupie. Każdy, kto unika płacenia podatków, nie chce się rozmnażać dla dobra społeczeństwa czy olewa dobro ogółu, postępuje tak samo jak McCandless. Tyle że, w przeciwieństwie do niego, pławi się we wszystkich dobrach cywilizacji.

      Usuń
    4. Kira - dziwisz się, że niedźwiadek i jego towarzysz walczuś tak potraktowali czyjąś odwagę by sięgnąć po prawdziwą wolność? Powtarzam - dobrowolny niewolnik nie zrozumie człowieka wolnego, nigdy! Brak mu mechanizmów psychologicznych, empatii by tego dokonać. Każda indywidualność jest dla takich ludzi zagrożeniem. to śmieszne ale chyba każdy widzi, jak ci panowie reagują na takie tematy? Określenie "odpady ludzkie", czy tez "śmieci ludzkie" - czy coś w tym stylu, to tylko potwierdzenie starego przysłowia - kto kogo przezywa, ten sam się tak nazywa!
      Rodzice (także kraj, ustrój, religia etc.) to nie właściciele swoich dzieci, które mają prawo do własnej drogi życiowej. Ludzie łączą się w pary, by być ze sobą całe życie, zaś dzieci chowają nie dla siebie tylko dla świata. Jeżeli ktoś rodzi dziecko by te "podało mu szklankę wody na starość" to oznacza, że takiego dziecka rodzić nie powinien! Rodzicielstwo to nie egoizm tylko altruizm.

      Usuń
    5. @Kira,

      Witaj, ja tylko w ramach takiej małej dygresji. A mianowicie napisałaś:

      " Każdy, kto unika płacenia podatków, nie chce się rozmnażać dla dobra społeczeństwa czy olewa dobro ogółu, postępuje tak samo jak McCandless. Tyle że, w przeciwieństwie do niego, pławi się we wszystkich dobrach cywilizacji."

      Nie do końca, bowiem nawet ci, którzy z pozoru pławią się w dobrach cywilizacji, też dokładają do niej swoją cegiełkę - choćby nieświadomie. Otóż funkcjonując w obrębie owej cywilizacji płacą oni podatek VAT podczas dokonywania codziennych zakupów, a kiedy kupują papierosy, butelkę wina czy tankują paliwo do samochodu, odprowadzają oni również akcyzę. Co prawda nie bardzo wiem jakie idee mogły przyświecać temu akurat człowiekowi, iż w ich imię wybrał żywot lumpa, ale nie przesadzałbym z peanami zachwytu, bo wyobraź sobie proszę, jak by wyglądał świat, gdyby wszyscy nagle postanowili pędzić beztroski żywot kloszardów, czy lumpów włóczęgów. Nie jest to zresztą zgodna z naszymi uwarunkowaniami genetycznymi, a zatem tam, gdzie inni widzą uosobienie wolności i niezależności, ja widzę jedynie antyspołeczne zaburzenie osobowości . Ale to oczywiście tylko moja osobista ocena.

      Usuń
    6. @matka polka,

      Mogę znieść twój anarchistyczny pseudointelektualny bełkot, ale nie mogę znieść twojego lingwistycznego debilizmu. Jeżeli odszyfrowanie mojego nicka przekracza twoje nader skromne możliwości intelektualne wspierane wydatnie wyszukiwarką google, to bądź uprzejma nie kompromitować się swoimi nieudolnymi i prostackimi próbami spolszczenia mojego nicka, bez uprzedniego zrozumienia jego znaczenia jako całości.

      Z wyrazami najwyższej pogardy i tak w ogóle pierdol się.

      Usuń
    7. @ Matka Polka

      Szkoda, że swoją krytykę ubrałaś w taki napastliwy ton. Oczywiście wg mojego "Prawa" każdemu wolno polemizować z poglądami innego gościa w dowolny sposób. Jeśli jednak wybierasz obelgi, to licz się ze stosowną repliką.

      Christopher McCandless był odważny, ale i wyjątkowo naiwny. Wydawało mu się, że życie jest takie, jakim je opisują filozofowie. Wybrał się na Alaskę sam, z niewielkimi zapasami i zerowym doświadczeniem. Czy to było mądre?

      Dzieci nie robi się dla żadnego świata, tylko po to, by doświadczyć radości rodzicielstwa.



      @ Tie Fighter

      A jak by wyglądał świat, w którym większość ludzi wolałaby mieć najwyżej dwoje dzieci, znacznie częściej zaś jedno lub zero? Zaraz, my właśnie w takim świecie żyjemy! :) No, jeszcze nie-biali nadrabiają straty, ale już niedługo i oni oleją rozmnażanie na rzecz błogiej "samorealizacji". To nieuchronna kolej rzeczy.

      Nie zachwycam się McCandlessem. Ale i nie krytykuję go zbytnio. Dokonał wyboru. Przez dwa lata żył tak, jak chciał. Śmiem przypuszczać, że był szczęśliwy. A potem stwierdził, że przegiął. Niestety, było już za późno. W Wikipedii można znaleźć informację, że będąc już skrajnie wyczerpanym i na granicy śmierci miał jeszcze nadzieję na ratunek. Na drzwiach autobusu wywiesił bowiem kartkę:

      "S.O.S. Potrzebuję pomocy. Jestem ranny, bliski śmierci i za słaby, żeby się stąd wydostać. Jestem zupełnie sam, to nie są żarty. Na miłość boską, pozostańcie tutaj, żeby mnie ratować. Wyszedłem zbierać jagody w pobliżu i wrócę wieczorem. Dziękuję, Chris McCandless Sierpień?"

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Christopher_McCandless

      Usuń
    8. @Kira,

      Owszem, przez dwa lata żył jak chciał, ale kiedy okazało się, że nie jest samowystarczalny, to wołał o pomoc do cywilizacji, którą swego czasu olał - hipokryzja? Czy może coś innego? A tak na marginesie to alkoholicy spędzający całe życie poza społeczeństwem, a ich jedynym łącznikiem z nią jest sklep monopolowy, też żyją jak chcą i są generalnie szczęśliwi. Może to niesprawiedliwe, ale ja tu widzę bliski stopień pokrewieństwa duchowego z naszym bohaterem.

      Usuń
    9. @ Kira
      Nigdy nie potępiałem konkretnych osób, czyli pani Kowalskiej czy pana Zielińskiego, za to że nie mają dzieci. ja tylko alarmuję, czym sie to skończy w dłuższym horyzoncie czasowym, jeśli takie postawy staną się powszechne. O podatkach już napisał TF więc nie będę tego powtarzać. A jeśli ktoś odziedziczył po rodzicach taki majątek, że do końca życia może nie pracować, to jego decyzja. A mnie nic do tego. Problem zaczyna się dopiero wtedy gdy oczekuje się ode mnie szacunku dla takich postaw.
      Ty możesz olewać przyszłość cywilizacji białego człowieka i takie Twoje zbójnickie prawo. A dla mnie jest to wartość z bardzo wysokiej półki i to z kolei moje zbójnickie prawo.
      To coś o czym napisałaś, niczym mi sie nie naraziło. ja tylko tym czymś bezdennie gardzę, tak jak i hippisem, znalezionym w jakimś rynsztoku po zaćpaniu sie na śmierć.
      Wbrew temu co przewidujesz, zadymy nie będzie. Bo ja takie coś jak to co się tu przywlokło, omijam dużym łukiem i w rozmowę się nie wdaję. A w przypadku zagapienia się, wycieram zelówkę. Tak jak napisałem to w deklaracji "antysocjala".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. @ Tie Fighter

      Alkoholik jest zniewolony przez nałóg. Już prędzej porównałabym Christophera do kloszarda, tyle że wykształconego, oczytanego i buzującego od refleksji nad życiem.

      A swoją drogą, to sporo ludzi egzystuje na marginesie społeczeństwa. Polecam program "Tabu" na kanale National Geographic.


      @ Stary Niedźwiedź

      Do głowy by mi nie przyszło domagać się od Ciebie szacunku dla kogokolwiek lub czegokolwiek. Po prostu zdziwiło mnie tak negatywne podejście do człowieka, który nikogo przecież nie skrzywdził. No, może poza rodziną, którą kompletnie olał, z tym że miał jednak swoje powody.

      Usuń
    11. @Kira,

      Może kloszard to faktycznie trafniejsze porównanie, ale i kloszardzi lubią sobie golnąć:)

      Usuń
    12. @ Tie Fighter

      Christopher był wolny od nałogów. Chyba że nałogiem nazwiesz czytanie książek. :)

      Usuń
    13. @Kira,

      Oby wszyscy mieli takie książkowe nałogi:))

      Usuń
    14. @ Kira
      Jak to nikogo nie skrzywdził? Przecież miał rodziców, na pewno nie marzących o tak paskudnym i przedwczesnym końcu ich syna.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    15. @ Stary Niedźwiedź

      Wobec tego każdy, kto decyduje się na niebezpieczną pracę czy hobby, w której lub przez które może zginąć, zachowuje się nie w porządku wobec rodziców. Przynajmniej wedle Twojego rozumowania. ;) Ja jednak uważam, że nie mamy (moralnego) obowiązku żyć dla innych.

      Usuń
  5. Piękna idea, piękne życie. Za szybko odszedł!? Pewnie według naszych kryteriów, tak. Ale któż z nas nie chciałby zakosztować choć trochę takiego romantycznego życia. Bez budzików, składek, obowiązków, kredytów i natłoku ludzi i spraw.
    Tylko pokonywanie przestrzeni i podziwianie nie zniszczonego jeszcze przez ludzi świata..... Szczęściarz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiro- już raz o tym napisałam ale wracam do tematu. Dlaczego nie zajmiesz się zawodowo recenzowaniem kultury - filmy, książki, teatr? Jesteś w tym naprawdę dobra :) I dziękuję za kolejny już film, który dzięki Twojej recenzji trafi do mojego domu :)
    P.S. Od dzieciństwa do czasów dorastania namiętnie marzyłam o takim życiu na łonie natury, daleko od cywilizacji i ludzi. Byłam podobno aspołeczną nastolatką - taka etykietka została mi przyklejona przez wychowawczynię w liceum, co nie przeszkadzało mi posiadać wąskiego grona bliskich mi nastolatków, z którymi mieszkałam w internacie. Jestem stroniącą od zbiegowisk ludzkich dorosłą kobietą. Tłum mnie męczy, przeżywanie czegokolwiek zbiorowo na poły śmieszy i przeraża. Mimo to, nigdy nie miałam problemów komunikacyjnych z obcymi, w pracy, wśród bliskich. Jestem teraz w o tyle komfortowej sytuacji, że swoją pracę zarobkową wykonuje w gabinecie we własnym domu, co bardzo mnie cieszy :) Im dalej od ludzi na co dzień, tym dla mnie lepiej.
    Rozumiem pragnienie absolutnej wolności tego młodego człowieka, jego ucieczkę od ludzi i cywilizacji. Cierpienie rodziców to rachunek jaki wystawiło życie za taki właśnie wybór - niestety, niesprawiedliwym jest to, że zapłacić musieli go bliscy tego młodego człowieka. Wydaje mi się, że miał on świadomość tego, jak zrani rodziców swoim zniknięciem. W końcu nie był pozbawiony świadomości emocjonalnej. Chyba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Marzena

      Myślisz, że na takich jak ja czekają ciepłe posadki? ;) Oj, moim zdaniem bardzo się mylisz. Piszących takie recenzje jest na kopy. :)

      Poza tym ja się na profesjonalną recenzentkę zdecydowanie nie nadaję. Nie wystarczy napisać o swoich odczuciach, trzeba jeszcze błysnąć literacką lub filmową wiedzą.

      Ja również jestem aspołeczna. :) Nienawidzę użerać się z ludźmi, najlepiej się czuję sama lub z jedną, dwiema lubianymi osobami, a większe spędy rodzinne są dla mnie prawdziwą mordęgą. Ale nie wyobrażam sobie życia bez udogodnień współczesnej cywilizacji. ;)

      Usuń
    2. @Kira
      A próbowałaś? Nieprawda, teraz liczy się świeżość spojrzenia, indywidualizm, nie teksty w stylu"Mickiewicz wielkim poetą był". :) Posadki nigdy nie czekają, trzeba o nie zawalczyć, pokazać się - talent plus szczęście równa się fajna praca :)
      Masz rację, też lubię wygodę, którą zapewniają zdobycze współczesnej technologii.

      Usuń
    3. @ Kira
      I dlatego mogę zrozumieć kogoś, kto pędzi zywot odludka, z dala od innych. I przykładowo, tylko raz w tygodniu ma z nimi kontakt, podczas robienia zakupów. Ale w swojej samotni ma prąd, prysznic i tron.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Hmmm, czyli Ciebie brzydzi głównie niemożność dokonania stosownych ablucji, tak? ;)

      Usuń
  7. "Ta historia wydarzyła się naprawdę."

    Witaj Kiro.
    To tylko prawda.Cała reszta reszta to gdybanie
    Ale co mnie w tym najbardziej śmieszy?
    Zachwyt nad jego wyborem siedząc w bezpiecznym domu z pełną lodówką,telewizorem,kompem itd..
    Mam życzliwą radę dla jego fanów:
    Zbliża się jesień,potem zima.Pakować plecak i w drogę.Niekoniecznie Alaska.
    Na początek np.Bieszczady.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. A w przypadku śmierci z głodu, czy rozszarpania przez niedźwiedzia, koniecznie dokumentować każdy poprzedni dzień, aby zostawić świadectwo prawdziwej wolności dla sobie podobnych debili.

      Morgenstern.

      Usuń
    2. Ano właśnie, potrzebujemy drugiego człowieka...

      Usuń
    3. Mędrku - młodość ma swoje prawa i swoje zachwyty. Czasem prawdziwe, najczęściej na przekór, sztuka dla sztuki , towarzyszy temu najczęściej złudne poczucie własnej oryginalności .... a to mechanizm stary jak świat i zapewne będzie trwał do końca świata. I nie ma w tym nic ani dziwnego, ani nagannego, co najwyżej jak przeciąga się ponad pewien wiek zaczyna się robić infantylnie.A prawdziwych oryginałów jest naprawdę mało. Podróbki zaś są lepsze i gorsze. Te gorsze są nie do strawienia.:)

      Usuń
    4. Potrzebujemy drugiego człowieka, fakt. Jak to kiedyś ujęła koleżanka mojej mamy:
      Samemu to się można najwyżej wysrać. A i to trzeba mieć zdrowe ręce, by móc sobie dupę podetrzeć.

      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Tyle zachwytów nad wolnością.... Wolność.... Fajnie być wolnym... Ja niestety (?) jestem całe życie zniewolona - przez swoje uczucia do bliskich. I całkiem fajnie się z tym czuję -niewolnica na własną prośbę. A macierzyństwo w moim wydaniu nie jest ani egoizmem , ani altruizmem.

    OdpowiedzUsuń
  9. mam pecha do kobiet "stacjonarnych", ale z drugiej strony potrafiących się ogarnąć w sytuacjach nietypowych... niemniej jednak, gdy kobiety przestaną mnie interesować, mam kilka koncepcji, np. sprzątanie tygrysich kup w pewnym buddyjskim klasztorze w Tajlandii...
    typów w stylu parszywego SN należy się wystrzegać, oni nic nie rozumieją... są wręcz niebezpieczni, bo nie potrafią się ogarnąć i współpracować w ekipie...
    Grigorij Perelman ma totalnie wyjebane na wszystko i żyje jak przysłowiowy kloch... jeden jada kawior z kryształu, drugi śledzia z gazetowej owijki, okazuje się, że tu nie ma żadnych korelacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Żebyś mi potem nie jęczał, że to Stary Niedźwiedź zaczyna...

      Usuń
    2. Przecież prowodyr zawsze być musi. Jak nie on, to jego maoistyczny kumpel, ale któryś zawsze zacznie. A że nasz mały maoista chyba się gdzieś urlopuje, to najpierw przysłali "matkę zdzirkę" jako forpocztę, a teraz przyszedł czas na frontalny atak samego księcia ciemności. A tak było spokojnie.

      Usuń
    3. Żeby sprzątać tygrysie kupy w jakimkolwiek klasztorze też trzeba spełniać pewne progowe kryteria. Uwaga ad rem

      Usuń
    4. @ Kira
      Było cicho i spokojni, dyskutowaliśmy sobie o różnych mutacjach kloszardów i innych meneli. Gdy przylazła jakaś lampucera i zaczęła prowokować, wbrew Twoim obawom nie wdałem się w pyskówkę. Ale nadal było zbyt spokojnie. Więc pojawił się jej sutener i mnie zaczepił. Tym razem Twoje przewidywania się sprawdziły. Bo tolerować ataków pkurwy nie zamierzam. A sama nie kwestionujesz mojego prawa do stosownej odpowiedzi.
      Zaprezentowany tu bełkot jest niewątpliwie dziełem duetu THC plus kał pod czaszką tej istoty człekokształtnej, uzurpującej do miana człowieka. Zidiociałej już do tego stopnia, że przestała wierzyć nawet w swoje własne istnienie. Przypominam odszczekiwanie się Tie Fighterowi iż to cos nie wie o czym TF mówi, w sposób oczywisty dla każdego myślącego człowieka. Więc aby dać szansę ostatniej szarej komórce, toczącej heroiczny, aczkolwiek z góry przegrany bój z THC, dopowiem temu idiocie, że mówię o narkomańskiej kurwie męskiej, z odsiadką za narkotyki i pomocnictwem w co najmniej dwóch aborcjach, robiącej za „madame” w burdelu najgorszego sortu o adresie ptr17.blogspot.com. Ponieważ nie mam zamiaru zawsze tej litanii powtarzać, na przyszłość będę używać skrótu „pkurwa”.
      Po zaczepkach i nieuchronnym obiciu ryja, to coś, jak sama napisałaś, oczywiście skarży się Tobie, kwicząc niczym Biedroń prowadzony po uderzeniu policjanta do samochodu policyjnego. Szkoda że kumple spod celi tego nie czytają. Bo „twardziel” w kryminalnej hierarchii spadłby do najniższego poziomu. O którego szczegółach nie zezwalasz pisać expressis verbis, więc je pominę. Co za odrażające łajno w ludzkiej skórze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @Kira...
      nigdy nie jęczałem, za bardzo Cię szanuję, bym przypuścił, że posuniesz się do kłamstwa na ten temat... tym razem wyjątkowo Ja zacząłem i rutynowo kopnąłem naszego "głupiego jasia" kontrolnie w dupę, by zamachał uciesznie łapkami... wziął i zamachał...
      natomiast co do tematu posta, to myślę, że utożsamianie minimalistycznej drogi życia Christophera z byciem "menelem" jest masakryczną pomyłką... niby dlaczego miałby się stać na tej drodze narkomanem /alkoholowym i nie tylko/?... dla mnie Chris to taki hippie - monk, który ma totalnie wyrąbane na dobra materialne i owczy pęd na ich posiadanie... i tyle...

      Usuń
    6. niedźwiadek - wyhamuj bo trudno się czuta zlepek takich wyzwisk, człowieku! jesteś odrażający moralnie, naprawdę

      Usuń
    7. @ Kira
      Widzę że robaczek "spod cweli" już zarzuca nawet Tobie kłamstwo.Coraz lepiej.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Kira
      Korekta. Miało być "spod celi". Te wieczne problemy ze stukaniem palcem w tablet.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    9. @Matka Polka...
      nasz ptyś już się kompletnie rozkraczył, ma Kirę za idiotkę i wmawia Jej, że ktoś na tym forum zarzuca jej kłamstwo... przejrzałem wypowiedzi, nie znalazłem... musi sam taką wypowiedź sfabrykować, co przy jego chorobie chyba trudne nie jest...

      Usuń
    10. @ Polka mać
      Żałosna dzi(e)weczko
      Rozumiem błędy ortograficzne w twoich wypocinach, w końcu nie sposób uwierzyć abyś na utrzymanie zarabiała głową. Ale nawet taki ćwok jak ty, powinien jednak wiedzieć wiedzieć że "Polka" pisze się z dużej litery.
      Proponuję powrót do pochopnie rzuconej szkoły podstawowej. Oczywiście dziennej bo wieczorówki nie sposób pogodzić z praca w "przemyśle rozrywkowym" . I namów na to swoją kumpelę z pobocza, czyli "Julianne". Jej podstawy ortografii też się przydadzą.

      Usuń
    11. dajesz, "parszywy", dajesz... wszyscy już mają uchachane od ucha do ucha czytając oznaki szacunku do kobiet w wykonaniu "syna dżentelmena" /a jednocześnie dupowkręta i żałosnego intryganta/...

      Usuń
    12. Była akcja, była i reakcja. Następne utarczki pomiędzy PKanalią/Matką Polką/Julianne (o ile zechce się dołączyć) a Stary Niedźwiedziem/Tie Fighterem/Morgensternem (o ile zechce się dołączyć) idą do kasacji.

      Usuń
    13. Kira locuta, causa finita... uś!...
      i tak chyba 200 by nie było, chyba że ktoś się wychyli o aborcji...

      Usuń
    14. @Kira,

      Ani myślę się w tą awanturę wdawać. A i kanalia na swoim blogu obwieściła, że idzie na spacer ze swoim rotweilerem, to będzie chyba naprawdę chwila spokoju.

      Morgenstern.

      Usuń
    15. @ Morgenstern

      Nie kanalia, a PKanalia!

      Usuń
    16. @ Morgenstern
      W ferworze tej dyskusji zapomniałem uścisnąć Twoją prawicę. Co obecnie z przyjemnością czynię.

      Usuń
    17. Odwzajemniam uścisk dłoni.

      Morgenstern.

      Usuń
    18. @ Kira
      Znowu zapanował spokój, dziękuję!
      Ciekawe na jak długo?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    19. @Kira...
      też mnie ciekawi, jak długo ten spokój potrwa...
      ...
      z nickiem "Kanalia" /pisanym z "dużej"/ sprawa nie jest prosta... kiedyś prowadziłem sprofilowanego literacko bloga pod tym właśnie nickiem i nielicznym pamiętającym te czasy tytułem wyjątku pozwalam tak się do siebie zwracać... natomiast "co wolno wojewodowi, tego nie wolno smrodowi", więc Twoja uwaga była jak najbardziej na rzeczy...
      /"wojewodowi" - licentia poetica, żeby było do rymu/...

      Usuń
  10. Kiro.Twoj blog stał się ringiem. Lub kozetką psychiatry.Prowokacje? Chore. Obozy, koterie, teksty ad personam. Eeech. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna An-Ko
      Sama widzisz kto tu awantury zaczyna. Ale sama na swoim blogu napisałaś, wyrzucając zeń pewnego idiotę, że jeśli chamowi od czasu do czasu nie da się po mordzie, to cham głupieje. Więc nie dziw się że Twoją radę wziąłem sobie do serca. Choć w tym przypadku nie wierzę aby proces głupienia chama zatrzymać. Bo chyba już się zakończył.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Pozdrawiam serdecznie..

      Usuń
    2. P.S.
      Czcigodna An-Ko
      Jakże celna jest Twoja uwaga o progowych wymaganiach nawet odnośnie prac z pozoru łatwych!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Literówka.. Stary Niedźwiedziu - to był cytat, który dość długo mnie oburzał, jednak z czasem NIESTETY musiałam uznać jego słuszność w niektórych przypadkach:(. Jednak uważam, że samo werbalne "dawanie po mordzie" , gdy nie ma się możliwości poparcia tego jakimiś realnymi sankcjami jest i bezskuteczne, i bez sensu, bo skutkuje jedynie utwierdzeniem owego chama (uwaga ad rem) w przekonaniu, że jest na tyle ważny, że poświęca mu się swój czas i zniża do kontaktu z nim. Pozdrawiam również serdecznie

      Usuń
  11. Pustelnik - takie było moje pierwsze skojarzenie. Christopher oddał też pieniądze biednym. Ale jak przeczytałam więcej to stwierdziłam, że on chciał jednak czegoś innego i że nie udało mu się. Jakby przygotował się lepiej wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Chociaż są ludzie, którzy bez przygotowania wychodzą z domu i odcinają się od dawnego życia, zaczynają na nowo, to jednak tutaj nie chodziło o zmianę miasta, pracy, o zerwanie kontaktów z rodziną, ale o ogromne zmiany. Dobrze by było jakby najpierw przeszkolił się w tym co należy ze sobą zabrać, co można jeść, a czego nie można, jakby nauczył się polować i inne takie podstawowe sprawy. Facet wyruszył nieprzygotowany. Nie widzę w samej samotności przyczyny jego zguby. Dobrze, że nie szedł z nikim innym równie nieprzygotowanym, bo by razem umarli, albo przy wielkim głodzie jeden mógłby zjeść drugiego. W kryzysowych momentach i tak się zdarzało, o czym można co jakiś czas usłyszeć. Jak brakuje jedzenia to lepiej jak jest jeden człowiek, a nie dwóch. Dwóch potrzebuje jeszcze więcej jedzenia, a i pojawiają się pokusy żeby ratować swoje życie zjadając towarzysza. Z jednej strony rzeczywiście druga osoba mogłaby go uratować, ale z drugiej strony zakończenie mogłoby być też jeszcze gorsze. Nie wiadomo co by się stało jakby nie był sam.


    Co do samej samotności, w Polsce też mamy ludzi, którym samotność jest miła:

    „W jaki sposób znalazł Pan bohaterów filmu?

    Kacper Czubak: Interesowało mnie, dlaczego niektórzy ludzie wybierają samotność jako sposób na życie. Odwiedziłem kilkunastu pustelników mieszkających samotnie gdzieś w Polsce. Każdy z nich miał inny pomysł na to swoje pustelnicze życie, często daleki od pospolitych wyobrażeń, ale każdy z nich używał słowa „pustelnik” na określenie tego, jak żyje. Zaskoczyło mnie, że ilu pustelników, tyle pomysłów na życie w samotności. Jako ostatnich odwiedziłem Mariana i Grzegorza. Okazało się, że dwóch pustelników reprezentujących kompletnie odmienne poglądy mieszka właściwe razem – drzwi w drzwi. Czego można chcieć więcej dla filmu.


    Jaki miał być punkt wyjścia filmu – ukazanie różnic pomiędzy dwoma Pustelnikami czy sam fakt istniejącego pomiędzy nimi konfliktu?

    K.C.: Myślę, że Grzegorz i Marian są dobrym przykładem na to, że określenie pustelnik, może oznaczać coś bardzo różnego. To mnie najbardziej zainteresowało. Grzegorz jest na pierwszy rzut oka pustelnikiem z wyboru, oddał swoje życie Bogu, bo tak zdecydował. Marian jest raczej uciekinierem. Życie go w pewnym sensie pokonało i dlatego zerwał kontakt z ludźmi. Każdy z nich uważa się za pustelnika, ale mają inne motywy i inny sposób życia.”


    http://www.polishdocs.pl/pl/czytelnia/763/wywiad-z-kacprem-czubakiem-rezyserem-filmu-pustelnicy

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Kira
    Skoro wylałaś oliwę na wzburzone bałwany, za co jeszcze raz muszę Tobie podziękować, można wrócić do meritum.
    W tej całej błazenadzie, w moim odczuciu są tylko dwa tragiczne wątki. Pierwszy to przeżycia rodziców tego kretyna. Jedynie im można a nawet trzeba współczuć. A drugi to fakt, do jakiego stadium upodliło się słowo "wolność" dawniej mające jedynie pozytywną konotację.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Strasznie to ogólnikowe. Może coś dorzucisz?

      Usuń
    2. Czcigodna Kiro
      W kwestii bólu rodziców po stracie dziecka, niewiele jest do dodania.
      Spotkałem się z przypadkami. gdy rodzice poza rozpaczą z powodu śmierci dziecka, byli też dumni z powodu tego, co przed śmiercią ono zdziałało. Mam na myśli bohaterów typu strażaka, który przed śmiercią podczas akcji zdążył komuś uratować życie. Lub kogoś kto przed przedwczesną śmiercią,na przykład w wyniku choroby nowotworowej, odniósł sukcesy zawodowe. Lub swoimi cechami i postępowaniem, znalazł sobie wdzięczne miejsce w sercach znajomych.
      Irytować może tak bezsensowna śmierć jak w niezawinionym przez siebie wypadku. Ale trudno o bardziej idiotyczną niż ta która opisałaś.
      A co się tyczy "wolności" (głównie od odpowiedzialności i uczuć względem najbliższych) uważam ją za jeden gigantyczny anarchistyczny syf. Ten debil odrzucił nawet swoich rodziców. A wszystkim ludziom powiedział "mam was w dupie". Wolno mu. Tyle tylko że sądząc z Twojego opisu, tych samych ludzi błagał o pomoc gdy wyłącznie na własne życzenie zdychał. Jak dla mnie, takie samo mniej niż zero jak "dzieci chwasty". Którzy chcieli być "wolni". Czyli aktywność życiową ograniczać do narkotyzowania się, kopulacji z kim popadnie i żebraniny. W nadziei że "kołtuny" zatkają nosy, podejdą z wiatrem i wrzucą coś do puszki lub kapiącego od brudu kapelusza.
      O narkotykach i innych symbolach "wolności" pisałem nie raz.
      Ale słowo "wolnościowiec" ma też i jedną zaletę. Na równi z określeniem "komunista", jest jak dla mnie najcięższym bluzgiem jaki znam. W dodatku, mogę go użyć bezkarnie, w stosunku do czegoś co się tak samo określa.

      Usuń
    3. Stary Niedźwiedziu - wydaje mi się, że naturalnym okresem rozwoju jest dążenie od "uwolnienia się " od wszystkiego - obowiązków, presji, przymusu a także i rodziców. Z reguły proporcjonalnie do przymusu i presji, jaką ci rodzice wywierali. To fizjologia . Rodzice są jeszcze relatywnie młodzi a wyobraźnia małolata nie sięga tak daleko do przodu , by myslec o ich starości.I w zależności od wielu czynników ( w tym relacji rodzinnych, posiadanych zasad i inteligencji) realizowanie tej wolności, czy raczej jej poczucia jest różne - ekstremalnym jej przejawem może być kompletna degradacja, rozpasanie i nihilizm.Jednak gdy ten etap przedłuża się przestaje być to fizjologią i robi się ...hmmm...nieapetyczne....Opisany przez Kirę człowiek był młody , jednak na co dzień spotykam się z takimi "wolnymi" ludźmi, którzy mają głęboko gdzieś swych starych , niedołężnych rodziców. Ktoś tu napisał, że dzieci nie chowa się dla siebie , ale dla świata. Rzeczywiście. Ale normalny człowiek wychowuje ich na ludzi odpowiedzialnych . Moi rodzice nigdy nie powiedzieli i nigdy nie okazali , że czegokolwiek na starośc ode mnie oczekują. Jednak przykład ich stosunku do ich rodziców jest dla mnie "wdrukiem" . Jest dla mnie oczywiste, że moja wolność będzie kiedyś ograniczona przez konieczność opieki już niestety tylko nad jednym z nich. Czy traktuję to jako ciężar i ponury obowiązek ? Nie. Jako oczywistość. Dostałam tyle miłości, tyle wsparcia, tyle troski, że teraz CHCĘ ja oddać. Współczuję ludziom, którzy uważają , że to ograniczenie ich wolności. Widocznie mało dostali....

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Zauważ jednak, że Christopher nie był jakimś zaćpanym i skurwionym nihilistą. Czasami pracował, umiał też dogadać się z ludźmi (czyli pod względem "umiejętności społecznych" stał wyżej niż wielu przeciętnych obywateli). Tyle, że chciał być SAM. Czy jest w tym coś złego? Pomylił się, ale pomyłki są wpisane w życie.


      @ An-Ka

      Z filmu wynika, że Christopher nie miał łatwego dzieciństwa. Tak więc nie dziwię mu się, że w pewnym momencie chciał się odciąć od swoich rodziców. Zbieramy, co zasialiśmy...

      Usuń
    5. Ano właśnie...Ale ja raczej ogólnie. I mam wrażenie, że ludzi naprawdę potrzebujących takiego kompletnego odcięcia, samotności itd. jest bardzo mało, zaś większość to ludzie pozujący na pseudo - oryginalność. Tyle, że to już cholernie zgrane

      Usuń
    6. @ An-Ka

      Ci, którzy chcą uciec ze społeczeństwa, nie mają przed kim pozować.

      Usuń
    7. @ An-Ka
      Jak zwykle, mogę się podpisać pod Twoimi spostrzeżeniami. A różnice dotyczą drugorzędnych szczegółów, więc nie warto o nie kruszyć kopii. Poruszyłaś takie kwestie jak odpowiedzialność oraz ludzkie uczucia. i przywołałaś młodzieńcze bunty. W dwóch pierwszych kwestiach nasze stanowiska są w praktyce identyczne, co najwyżej na pozór trochę inaczej je nazywamy. Ty konieczność opieki nad rodzicami nazywasz oczywistością, ja imperatywem. I mnie do głowy by nie przyszło mówić o tym w kategorii ograniczenia wolności. Z kolei Ty szydziłaś w górnej części forum (zbyt wiele bełkotu "wolnościowych" Beotów po drodze więc nie będę tego szukał) że jesteś "zniewolona" macierzyństwem i uczuciami które żywisz w stosunku do najbliższych Ci osób.
      A z młodzieńczymi buntami róznie bywa. Dawniej dotyczyły głównie sposobu ubierania się i sporadycznego nadużycia alkoholu. Dzisiaj zbyt często są to latryna w gębie, obyczajowy nihilizm plus narkomania.Więc nie dziwi Cię chyba że ten "bunt" odrzucam jako jeden wielki syf.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      No dobra, ale gdzie ten nihilizm u Chrisa McC? :)

      Usuń
    9. @ Kira
      "CZASAMI pracował, umiał też dogadać się z ludźmi (czyli pod względem "umiejętności społecznych" stał wyżej niż wielu przeciętnych obywateli)."
      Tych wielu "przeciętnych obywateli", którzy nie potrafią dogadać się z innymi ludźmi to według Ciebie jak liczny odsetek populacji? 2%, 5% a może aż 10%? Równie dobrze można powiedzieć o kimś że jest osobą przestrzegającą higieny, bo raz na tydzień się kąpie. A skoro uważasz że nie miał przed kim pozować, rozważ możliwość że robił to przed samym sobą.
      Żałosny dupek, w jego przypadku chyba zadziałał znany w biologii mechanizm samooczyszczania z pomyłek ewolucji.
      A ponieważ nie chcę skakać między wątkami, byłbym wdzięczny za powiedzenie co rozumiesz przez:
      "Christopher zaimponował mi wolą wyrwania się z bagna materializmu i moralnej płycizny."
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. @ Kira
      Swój komentarz z 22:00 pisałem długo i z przerwami, więc wstawiając nie znałem Twojego z 21:30.
      Nie będę się spierał o określenia.
      An-Ka i ja napisaliśmy że człowiek o niezaburzonej osobowości, żywi do choćby nielicznego grona bliskich jakieś gorące uczucia. A jeśli kogoś takiego nie zna, poszukuje tej osoby. To jest norma.
      Więc jeśli nie odpowiada Ci "nihilizm", służę "atrofią uczuć wyższych". Które istnieją również u wyższych kręgowców, Choćby tych z którymi masz kontakt codziennie. Ale poziom psa czy kota to za wysokie progi na "wolnościowych" degeneratów nogi..
      Przed zadymą, spytałaś mnie co ten dupek mi zrobił? Oczywiście nic. Ale to nie powód abym w tej gówniarzerii musiał doszukiwać się choć szczypty jakiejś wartości.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    11. @ Stary Niedźwiedź

      Pisząc, iż "Christopher zaimponował mi wolą wyrwania się z bagna materializmu i moralnej płycizny" miałam na myśli wyłącznie to, że odrzucił ideologię sukcesu, zarabiania kasy, bycia KIMŚ dla społeczeństwa. Nie zachwycam się jego wyborem, gdyż skrajności mnie odrzucają, niemniej w moich oczach jest i tak znacznie mądrzejszą osobą niż miliony zaharowujących się "mrówek".

      Nie zamierzam Cię do niczego przekonywać, dociekałam tylko, CO konkretnie potępiasz w takiej postawie.

      Usuń
    12. @ Kira
      Dzięki za doprecyzowanie stanowiska. Bo bez niego te hasłowe "bagno materializmu" i "moralna płycizna" zabrzmiały niczym najidiotyczniejsze trockistowskie pierdoły.
      Od nikogo nie wymagam aby piął się po szczeblach kariery i metaforycznych trupach mniej cwanych konkurentów. na wakacje jeździł na wyspy Hula Gula (bo już Portugalia to obciach), samochód zmieniał co dwa lata, żonę/męża co pięć a kolejny zawał zaliczał co dziesięć.
      Jeśli wybrał bycie singlem, niech choć pomyśli o tym, kto mu na starość poda przysłowiowa szklankę herbaty do łóżka. A jeśli aż tak bardzo gardzi marnościami tego świata, niech się rozejrzy za jakimś klasztorem. To wszystko nie kłóci się bowiem z takim pojęciem jak ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE.
      Ale szukanie "wolności" z brudnymi zębami i niedomytym tyłkiem, budzi moją bezdenna pogardę. I symbolem takiej "wolności" i wychwalających ją ciulów, będzie dla mnie zawsze śmierdzący na kilometr ludzki śmieć.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    13. @ Stary Niedźwiedź

      Czy mam rozumieć ową krytykę brudu cielesnego dosłownie? Zachowanie idealnej higieny ciała z miejsca wyklucza wszelkie dłuższe wędrówki. W każdym razie wysokogórscy wspinacze podpadają pod miano straszliwych brudasów. ;) Zresztą, zawsze uważałam, że pchanie się na ośmiotysięczniki to głupota. Ale niektórzy to kochają.

      Ty po prostu nie lubisz włóczęgów, Stary Niedźwiedziu. :) A ucieczka od (choćby i najmniejszej) społeczności zakrawa w Twoim mniemaniu na zboczenie. Mam rację? ;)

      Usuń
    14. @Kira - nie lubię ekstremów. Jak napisałam - uważam je za naturalne w okresie poszukiwań swej drogi, potem niekoniecznie. Niektórzy całe życie buntują się przeciw pewnym normom , czasem rzeczywiście słusznie - o ile traktują ów bunt wybiórczo, przeciw bardzo konkretnym i naprawdę dla nich (po przemyśleniu a nie sztuka dla sztuki ) nie do przyjęcia sprawom, zasadom, sytuacjom. I to jest OK. Powiem więcej - brak tego wybiórczego buntu jest dość podejrzany i sugeruje nadmierne przystosowanie i brak własnej woli. Jednak kluczowym słowem jest tu "wybiórcze" oraz "przemyślane". Druga sprawa - tez o ekstremach - i to już wyżej napisał SN- między bagnem materialistycznym i moralna płycizną a drogą wybraną przez bohatera tego bloga jest ogromne pole dla innych dróg. Tymczasem entuzjazm niektórych rozmówców każe podejrzewać, że każdy, kto nie odetnie się od świata to materialistyczny dupek i karierowicz bez zasad i czystości ducha. A to dość smieszne i zgoła nieprawdziwe.

      Usuń
    15. PS. i SN ma rację - oczywiście wg mnie - jeżeli symbolem wolności ma być brud i np. knajackie słownictwo to ,mówiąc kolokwialnie , ja chrzanię taką wolność. Bo dla mnie to nie wolność tylko abnegacja

      Usuń
    16. @ Kira
      Tak jak i Ty, pchających sie na ośmiotysięczniki mam za głupców. A nawet za wyjątkowych głupców. Bo jeśli już ktoś na jakiś szczyt wlazł, inni szukają "utrudnień". Czyli bez tlenu, podczas mniej sprzyjającej pory roku, etc. Proponuję bez gaci. Bo gdy sobie coś odmrożą, nie przekażą swoich genów i na świecie będzie mniej idiotów.
      Ale nawet tacy, po powrocie z takiej wspinaczki, podobno jednak się myją. Więc nie są "gardzącymi dobrami materialnymi" czy "zdystansowanymi do świata" degeneratami. Jak potrafią twierdzić inni degeneraci, swoje wybroczyny umysłowe wystukujący na klawiaturze komputera. Bo dziwnym trafem, tym filozofom jakoś się nie spieszy do wyjazdu do "jadra ciemności" afrykańskiej dżungli i przekazywania swych bredni za pomocą tam-tamów. Ale moralnie są odpowiedzialni za tych (na ogół młodych) głupców, którzy te ich wybroczyny mogą potraktować serio, niczym opisany przez Ciebie debil. Bo tacy mentorzy niszczą ludzkie mózgi niczym narkotyki. Ale jak już pisałem, można to traktować jako biologiczny mechanizm samooczyszczania się populacji z odpadków.
      A wracając do takiego znaku herbowego "wolnościowców" jak smród. kanibale z Nowej Gwinei nie używają na co dzień pasty do zębów ani papieru toaletowego. Ale nawet oni nie śmierdzą na kilometr, bo nie upolowaliby nawet zakatarzonej zwierzyny i zdechliby z głodu. Więc jednak stoją wyżej od tych "wolnościowych EKSKREMISTÓW. To nie literówka.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    17. @ An-Ka
      Wytłumacz to jeszcze "wolnościowej" hołocie. Prędzej zrozumie to Twoja psinka.
      Całuję Twoją dłoń, Madame.

      Usuń
    18. Też nie rozumiem himalaistów, ale zapewne nikt nie zadaje sobie tak koszmarnego trudu bez wewnętrznej potrzeby. Oczywiście -idąc torem myślenia ludzi podejrzewających wszystkich o robienie czegokolwiek , co im samym nie odpowiada, pod przymusem można odwrócić i uznać, ze robią to dla poklasku. Lecz to nie moje widzenie świata i innych ludzi. Cóż, dla mnie kwestia higieny jest priorytetem. Dlatego do swojej wolności potrzebuję łazienki:) .Taka jestem cywilizacyjnie zniewolona.

      Usuń
    19. @ An-Ka
      Mogę zrozumieć chęć wlezienia wysoko i oglądania tego co stamtąd widać. Mój kolega z wydziału kilka lat temu wdrapał się na Aconcagua. Ale on wybrał się tam w najlepszej porze roku, skorzystał z pomocy przewodnika - zawodowca, szedł najłatwiejszą z możliwych tras i nie pogardził żadnym dostępnym ułatwieniem. Takie realizowanie swojej pasji nie przekracza bariery głupoty.
      Ale jeśli ktoś świadomie utrudnia sobie i tak już cholernie ryzykowną zabawę, mam go za durnia. A gdy tego nie przeżyje, sam się o to prosił. Więc zamiast uronić łzę, jedynie popukam się w czoło.
      W pełni podzielam Twoje "zniewolenie" łazienką. A pamiętając walające się w niektórych warszawskich pasażach, zahivione, śmierdzące i żebrzące barachło (obecnie taki syf jest przeganiany), nie dziwię się ani trochę, że "wolnościowcy" windują takich na piedestał. Swój do swego po swoje, jak mawiali przedwojenni endecy. A jeśli ktoś nie podziela zachwytu takim czymś, bełkoczą o "dobrowolnym zniewoleniu". jak przystało na dobrowolnie skretyniałe wyroby "ludziopodobne".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    20. @ Stary Niedźwiedź

      A któż to niby tych "zahivionych" wychwala? Mam nadzieję, że nie pijesz do nikogo konkretnego z tego bloga.

      Teraz już pojmuję, o co Wam chodzi. Dla Was Christopher jest ucieleśnieniem bezsensownej abnegacji, brudu i bylejakości. Jak to jednak dobrze wyjaśnić pewne sprawy do końca. :)

      Usuń
    21. Kiro - nie. Dla mnie nie jest takim ucieleśnieniem. Za mało na jego temat wiem , by ferować takie wyroki i nigdzie tego nie napisałam. Przedstawiłam jedynie swoją opinię ad rem.

      Usuń
    22. PS. natomiast przyznam, że sporo na ten temat myślałam i przyszła mi jeszcze jedna myśl do głowy - to był bardzo młody człowiek, przyjmuję , że jego relacje z rodziną mogły być naprawdę skrzywione i w jego ocenie ( może obiektywnie, może nie) zwalniające z potrzeby kontaktu, że miał potrzebę życia na łonie natury- OK. Natomiast trochę mnie dziwi to , że dobrowolnie skazał się na ascezę seksualną w tym wieku. To raczej rzadko spotykane...

      Usuń
    23. @An-Ka

      Samotność nie musi oznaczać ascezy seksualnej. Mógł się onanizować. To, że stronił od ludzi i odmawiał seksu nie znaczy, że sam sobie nie dogadzał. Zresztą co możemy wiedzieć o jego seksualności. Może miał nietypowe pragnienia i tak zwany normalny seks nawet go nie kręcił.

      Usuń
    24. @ An-Ka

      Wbrew pozorom sporo młodych ludzi nie uprawia seksu. :)


      @ Akara

      Dzięki za cenne informacje. :)))))

      Usuń
    25. @Akara - ja WŁAŚNIE o tym mówię. Proszę , nie wyważaj otwartych drzwi .
      @Kira - z wyboru ? no - to jest spora różnica pokoleniowa:))

      Usuń
    26. @Kira

      Oj, po prostu asceza seksualna to może być zbyt mocne określenie. Ja do takiego worka bym go od razu nie wrzucała.

      Usuń
    27. PS. i ja nie piszę o dogadzaniu sobie tylko o SEKSIE. O stronieniu od SEKSU, nie od dogadzania sobie :).

      Usuń
    28. @ An-Ka

      Niektórzy rezygnują z seksu ze względu na religię albo z braku odpowiedniego partnera. On zrezygnował, bo nie chciał żyć wśród ludzi. Coś za coś. A swoją drogą, to nie dla każdego seks jest taki ważny. ;)

      Usuń
    29. Kiro -ja to wszystko teoretycznie rozumiem (brak partnera to nie jest dobrowolna rezygnacja), jednak dziwi mnie nie z pobudek "ideologicznych" ,ale ze znajomości fizjologii. Oczywiście, są wyjątki od reguły, ale generalnie normą jest ,że w określonym wieku hormony buzują i natura domaga się swego. I moja uwaga właśnie dotyczy tego ,że być może facet faktycznie pod tym względem odbiegał od przeciętnej. To tak trochę jak z czekoladą - nie jest sztuką zrezygnować z niej, gdy się jej nie lubi -tak jak ja:))

      Usuń
    30. @An-Ka

      Pisałaś o ascezie seksualnej, a to jest coś znacznie więcej niż nie uprawianie seksu.

      Usuń
    31. @Akara - no faktycznie ,nie doprecyzowałam. Mój błąd. -założyłam "chwytanie w lot"". No i znowu mierzyłam swoją miarą, czyli tym ,co w moim mniemaniu daje seksualną przyjemność

      Usuń
    32. @ An-Ka

      Ki diabeł wie, czy rezygnacja z seksu była dla Ch. McC. dużym poświęceniem czy jednak nie bardzo. A może jednak uprawiał czasami seks? W końcu zdarzało mu się przebywać wśród ludzi.

      Usuń
    33. Tego nie doczytałam.

      Usuń
    34. @ Kira (z 20.08.2014, 13:02)
      "A któż to niby tych "zahivionych" wychwala? Mam nadzieję, że nie pijesz do nikogo konkretnego z tego bloga."
      Jak najbardziej nawiązuję do WCZEŚNIEJSZYCH wypowiedzi entuzjastów "dzieci chwastów".
      "Dla Was Christopher jest ucieleśnieniem bezsensownej abnegacji, brudu i bylejakości."
      Otóż to! Plus idiotycznego przepieprzenia swojego życia.

      Usuń
    35. @ Stary Niedźwiedź

      Darujmy sobie przytyki do konkretnych osób i skupmy się na krytyce poglądów.

      Christopher przez dwa lata żył szczęśliwie. Gdyby nie poszedł "po bandzie", mógłby żyć do dziś. Kto wie, może nadal byłby "trampem", a może wróciłby w szeregi klasy średniej.

      Usuń
    36. A skąd wiecie ,że unikał seksu ? W drodze poznaje się wielu ludzi i akurat wtedy można nabyć najwięcej doświadczeń także seksualnych .;-)

      Usuń
    37. Wpadał na kurewki ?

      Usuń
    38. @Julianne

      Wiesz to z autopsji?

      @Anonimowy

      Ale facet nie śmierdział groszem, więc musiały to być jakieś lewaczki.

      Usuń
    39. @ Flavia de Luce

      To zabrzmiało tak, jakby "prawaczki" leciały na kasę. Cóż...

      Usuń
    40. No cóż Flavio, ponieważ nie zadaję się z konserwami to dzięki temu trochę świata widziałam;-))))
      Do takich rzeczy wcale nie potrzeba pieniędzy .Wystarczy komunikatywność i umiejętność nawiązywania kontaktów, Pieniędzmi posługują się często konserwatyści, ponieważ oprócz kasy nie mają nic do zaoferowania - brak im doświadczenia.;-)

      Usuń
    41. @ Flavia
      Skoro ten lump śmierdział, i to nie metaforycznie groszem, ale zapewne całkiem dosłownie, istotnie mógł się zadawać jedynie z lewaczkami.
      @ Kira
      "Prawaczki" lecą na takie dziwne coś jak uczucia wyższe. Pojęcie dla lewaczek niedostępne, bo nawet po rozpaczliwym "guglowaniu", stwierdzą że nic z tego nie "jarzą". A "łatwość nawiązywania kontaktów" prowadzi najczęściej do nie tyle pozytywnej, ale co najwyżej seropozytywnej oceny takich osób.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    42. @ Stary Niedźwiedź

      Twój komentarz dopowiada to, czego w komentarzu Flavii zabrakło.

      Usuń
    43. @Julianne...
      co prawda nie interesują mnie te całe "lewaczki" i "prawaczki", myślenie w takich dziwacznych i sztucznych kategoriach jest mi obce, ale z tymi konserwatystami trafiłaś celnie... w tym światku liczy się tylko kasa, a uczucia kobiety po prostu się kupuje... i bez znaczenia jest dla nich, czy są to uczucia do nich, czy do ich kasy, czy też uczucia do kasy ukrywane pod przykrywką uczuć do nich samych... bez znaczenia jest, czy transakcja polega na szybkiej umowie, czy na kontrakcie na czas nieokreślony... co prawda bardziej cenione jest to drugie, ale nie zmienia to faktu, że dla nich kobiety to rzeczy, które stawiają na pokaz na piedestał, ale de facto na co dzień nazywają brzydkim słowem, nieraz nawet bez powodu... no cóż, takie mają [...], jakie sobie przez wieki wychowali...
      aha... tylko żeby nie było, że kasa jest zła... bywa wręcz znakomita /sam ją lubię/... problem w tym, że u wielu konserwatystów jest to jedyny wyznacznik ich wartości, bo nic więcej sobą nie reprezentują...
      tak swoją drogą, to właśnie oni najwięcej utyskują na "kult pieniądza", "materializm" lub "konsumpcyjny styl życia"... ciekawe, prawda?...

      Usuń
    44. @ Kira
      Swego czasu niektórzy twierdzili że Ziemia nie może być kulista, i używali "argumentu" że gdyby tak było, to "ci na dole by pospadali". Po prostu nie wiedzieli nic o grawitacji.
      Gdy słyszę iż konserwatyści "kupują" sobie kobiety, powód jest podobny. Takie twierdzenia wysuwane przez "wolnościowców" , wynikają z faktu że w tym środowisku jedynymi wartościami są pieniądze, narkotyki oraz byle jaka kopulacja z kim popadnie. Zdają sobie sprawę z tego, że imputując kobietom konserwatywnym, iż tak jak "wyluzowane babeczki" zachowują się niczym suki w cieczce, ośmieszyliby się do reszty. Więc sięgają po pieniądze jako rzekomo jedyny sposób zdobycia kobiety, nie będącej "luzaczką". Bo o istnieniu sfery uczuć wyższych, "wolnościowcy po prostu nie wiedza.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    45. @pkanalia - mocno przesadziłeś z tym kupowaniem kobiet przez konserwatystów oraz tym, ze w tym środowisku liczy się tylko kasa. Zapewne , tacy ludzi TEŻ są ,ale oni są wszędzie. Nigdy w życiu nie uważałam się za konserwatystkę, ale Twoje podejście jest dla mnie matrixem

      Usuń
    46. @ An-Ka
      Takie opowieści znajdziesz też w "myślach" Mao Ze Donga czy agitkach z epoki stalinowskiej. Czy to aby przypadek? Nie sądzę. To jest po prostu atak na wartości, przeprowadzany przez ludzi pozbawionych jakichkolwiek wartości. Więc sami też nie przedstawiają sobą żadnej wartości.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    47. @Ak-Ka...
      oczywiście, że zastosowałem pewne uproszczenie z uwagi na realia forumowe, ale w bardzo przeważającej statystycznej większości to tak działa... tak wynika z moich obserwacji...
      uwaga, że "tacy ludzie są wszędzie" pokrywa się z prawdą, ale jest nie na temat, bo w swojej wypowiedzi skupiłem się akurat na jednej, konkretnej opcji ideologicznej, a nie na "wszystkich ludziach wszędzie"......

      Usuń
    48. @ Stary Niedźwiedź

      Prawda jest taka, że ani lewaczki nie są z zasady puszczalskie, ani konserwatystki nie lecą na kasę. Uogólnienia bywają zabójcze... dla rozumu. ;)

      Usuń
    49. PS. Prosiłam o zaprzestanie wycieczek osobistych. (To do osoby, której komentarz skasowałam.) Możecie sobie używać na GRUPACH, ale nie dopiekajcie sobie nawzajem. A przynajmniej nie tutaj. :)

      Usuń
    50. Po prostu uwielbiam takie grupy nazwijmy to ludzi, które wypowiadają się ma tematy mające u swoich podstaw jedynie ich własne rojenia, a nie uczciwą wiedzę. Charakterystyczne dla pewnych środowisk jest to, że mając świadomość niemożności przeniknięcia do tych środowisk, których tak nienawidzą, zaczynają na ich temat konfabulować. I w taki oto sposób powstają legendy i mity, w które ich twórcy chorobliwie wręcz wierzą. Sam już nie wiem, czy pewne stawiane przez te środowiska tezy są wynikiem nieograniczonego wprost debilizmu, czy też nieskończonej podłości - choć jedno nie wyklucza drugiego. Otóż przedstawiciele niektórych środowisk powinni sobie zdać sprawę z tego, że podróże za jeden uśmiech to już przeszłość, a samą dupą nie za wszystko się zapłaci, bowiem wyeksploatowana wagina nie jest jeszcze póki co oficjalnym środkiem płatniczym. Przynajmniej nie dla wszystkich, bowiem są jeszcze dość liczni ludzie, dla których taka waluta jest zwyczajnie obrzydliwa . A jak młodość szybko przeminie, to przedstawicielki środowisk powszechnej dostępności ich waginy zaczną się rozglądać za przytuleniem się do jakiegoś faceta z wypchanym portfelem, który zapewni im jako taką egzystencję, bo sądząc po przymiotach intelektualnych typowych dla pewnych środowisk, to na samodzielną egzystencję bym szczególnie nie stawiał.

      Usuń
    51. @ Kira
      W odpowiedzi skierowanej do Flavii, istotnie użyłem określenia "lewaczki". Ale już odnosząc się do kolportowanych w necie bredni i łgarstw na temat konserwatystów, pisałem o "wyluzowanych babeczkach". Określenia tego "wolnościowcy" używają w stosunku do (uczciwszy Twoje uszy) bezmózgich dupodajek, czyli swojego ideału kobiety. A chyba nie będziesz twierdzić że "wolnościowców" z ich dewizą "róbta co chceta, srajta gdzie chceta" nie należy zaliczać do lewicy obyczajowej. Obok anarchistów i innych ślepych ścieżek ewolucji. Tak samo "wolna miłość" jest wynalazkiem dzieci chwastów, jako żywo nie mających niczego wspólnego z prawicą czy konserwatyzmem. Pozwolę sobie podkreślić, że mówię o GRUPACH, no niech już będzie że ludzi.
      Tak więc jedynie możesz mnie namówić do uściślenia, że puszczające się z byle kim lafiryndy to niemal wyłącznie lewaczki. Oraz konstatacji że nie całe 100% lewaczek puszcza się z byle śmieciem.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    52. @ Tie Fighter
      Masz świętą racje pisząc że te wszystkie kalumnie, kolportowane przez lewaków z różnych rynsztoków rodem, są ijedynie ich wizjami konserwatyzmu. nierzadko zrodzonymi na skutek stosowania jakiegoś "wspomagania". Bo oni sami nie mają szansy na przestąpienie progu konserwatywnego domu, a gdyby jakimś podstępem tam wleźli, wylecieliby po "coming oucie" na zbitą lewacką mordę. I jak zauważasz, stąd ta wściekłość oraz kompletnie gołosłowne brednie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      @ Kira
      Zarówno TF jak i ja, piszemy o GRUPACH a nie OSOBACH.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    53. @ Stary Niedźwiedź

      "Tak więc jedynie możesz mnie namówić do uściślenia, że puszczające się z byle kim lafiryndy to niemal wyłącznie lewaczki. Oraz konstatacji że nie całe 100% lewaczek puszcza się z byle śmieciem."

      No właśnie.

      "Zarówno TF jak i ja, piszemy o GRUPACH a nie OSOBACH."

      Każdemu wolno krytykować POGLĄDY innych rozmówców. Przynajmniej u mnie. Wolałabym jednak, by obyło się bez aluzji personalnych.

      Usuń
    54. @ Kira
      Wydawało mi się że zarówno TF jak i ja, pisaliśmy o GRUPACH ludzi oraz POGLĄDACH, nie wskazując palcem osób, które tym stekiem bredni i łgarstw obrażają ludzki rozum. Gdyby pojawił się u Ciebie na przykład jakiś złodziej, to czy krytyka kradzieży też by się stała zakamuflowanym przytykiem do konkretnej osoby?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    55. @Julianne

      Piszesz, że do takich eskapad nie potrzeba pieniędzy, bo wystarczy sama "komunikatywność". Domyślam się, że ta "komunikatywność" polega na używaniu języka i ust nie tylko do mówienia. No, teraz to już rozumiem. W końcu są różne środki płatnicze ;)

      Usuń
    56. @pkanalia
      Małżeństwo to też pewna forma prostytucji tylko, że legalna. Różnica polega na tym, że prostytutki przynajmniej nie udają natomiast niektóre mężatki tak. Cóż wśród żon jest wiele dziwek wszak handel żywym towarem ma się dobrze. Zmienia się tylko forma...

      @Flavia
      A nie pomyślałaś o czymś takim jak przyjemność. Sex sprawia przyjemność, gdy dwóch ludzi Idze ze sobą do łóżka muszą, chociaż się sobie podobać, chociaż czuć do siebie sympatie. Czasami dzięki temu można spotkać wiele ciekawych ludzi a także nawiązać przyjaźnie i długotrwałe znajomości. Nie jest prawdą, że ludzie, którzy maja luźny stosunek do seksu traktują drugą osobę instrumentalnie. Aby sex był udany o instrumentalnym traktowaniu drugiej osoby mowy nie ma.
      Chyba jesteś młodą osobą daj sobie trochę luzu, bo inaczej stracisz najpiękniejsze lata życia. A życie przezywa się tylko raz. Przestań się bać ! Życie jest krótkie. Życie jest nudne. Życie jest pełne bólu. A to jest szansa na coś wyjątkowego.;-)))))


      Usuń
    57. na wyjątkową rzeżączkę ?

      Usuń
    58. @Julianne

      Myślisz, że nie wiem, co to seks, bo nie pędziłam życia wagabundy? To prawda, że nie ma się czego bać. No, może poza chorobami wenerycznymi, które generuje najczęściej "luźny stosunek do seksu" ;)

      Usuń
  13. Droga Kiro,jeżeli mogę swoje trzy grosze dołożyć,bo wychodzi na to,że zaimponował Ci ten przygłup.

    "Z filmu wynika, że Christopher nie miał łatwego dzieciństwa."

    Co prawda,mogę tylko zajrzeć do Wiki,co o nim piszą.O tzw.trudnym dzieciństwie nic tam nie znalazłem.
    A jeżeli już je miał,to raczej na własne życzenie,moim skromnym zdaniem.
    Wikipedia m.in.:
    "Po ukończeniu studiów, w 1990 roku, Chris przekazał 24 000 dolarów oszczędności na konto organizacji charytatywnej Oxfam. Wyruszył w podróż po Ameryce Północnej pod przybranym imieniem i nazwiskiem „Alexander Supertramp...itd”.

    W tym filmie,bo go nie oglądałem i nie zamierzam oglądać wyjaśniają,skąd miał tą kasę?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Mędrek

      To były albo pieniądze od rodziców albo oszczędności całego jego młodego życia.

      Christopher zaimponował mi wolą wyrwania się z bagna materializmu i moralnej płycizny. Ale że brakowało mu mądrości, to i żaden z niego wzór. Poza tym film z pewnością "podrasował" jego postać. Dlatego nie oznaczyłam tego tematu tagiem "Wyjątkowi ludzie" tylko "Znani ludzie". :)

      Usuń
    2. Podobno pieniądze miał od przyjaciela rodziny, a nie od rodziców. Ale same pieniądze to nie najważniejsza rzecz jaką rodzice mogą dać dziecku.

      "Christopher McCandless już w dzieciństwie wykazywał nieprzeciętne talenty. Kiedy miał dwa lata, wyszedł z domu w środku nocy i splądrował u sąsiadów szufladę ze słodyczami. Gdy w III klasie podstawówki skierowano go na program dla bardzo zdolnych uczniów, był niezadowolony do tego stopnia, że przekonywał dyrektora szkoły o błędnych wynikach swego testu. Miał żyłkę do interesów, talent muzyczny i sportowy, ale nie znosił, by ktoś mówił mu, co ma robić. Nerwowo reagował zwłaszcza na pouczenia rodziców, u których nie akceptował m.in. konsumpcyjnego stylu życia. Sugerowali mu, by zrobił dyplom i karierę, ale nie interesowało go ani jedno, ani drugie. Karierę uważał za „poniżający wymysł XX w.”. Po ukończeniu liceum wyjechał jednak z rodzinnego Annandale do Atlanty na studia na Uniwersytecie Emory. Tam zamknął się w sobie. Nie brał udziału w życiu studenckim, spędzał dużo czasu w bibliotece. Proponowano mu członkostwo w prestiżowej studenckiej organizacji Phi Beta Kappa. Młody McCandless odmówił, twierdząc, że tytuły i zaszczyty nie mają znaczenia. Na ostatnim roku mieszkał niczym mnich: w pokoju z materacem, bez telefonu.

      W maju 1990 r. Chris ukończył studia na kierunku historia i antropologia z bardzo wysoką średnią. Jego nauka była opłacana z funduszu 40 tys. dolarów, pozostawionego mu przez przyjaciela rodziny. Kiedy zdawał ostatnie egzaminy, na koncie pozostały jeszcze 24 tys. dolarów. Rodzice sądzili, że Chris przeznaczy je na studia prawnicze, chcieli mu nawet dołożyć trochę pieniędzy, gdyby jego budżet okazał się niewystarczający. Zaproponowali mu też w nagrodę nowy samochód, co chłopaka bardzo oburzyło, bo miał już auto – ukochanego starego datsuna B210."

      Usuń
    3. "To były albo pieniądze od rodziców albo oszczędności całego jego młodego życia."

      Albo,albo.
      Moim zdaniem,jest to istotne dla oceny jego,jak twierdzisz "niełatwego dzieciństwa".
      Bo albo skrzywdził swoich rodziców rozdając ich pieniądze,albo przekazał zarobione przez siebie pieniądze.
      To wg.Ciebie bez znaczenia?

      Usuń
    4. @ Mędrek

      Czy według Ciebie pieniądze są najistotniejsze? Czy ten, kto je daje, nie podlega krytyce?


      @ Akara

      Dzięki za uzupełnienie mojej wiedzy o Christopherze.

      Usuń
    5. Kiro, przecież nie o krytykę chodzi

      Usuń
    6. "Czy według Ciebie pieniądze są najistotniejsze...itd?"

      Droga Kiro,głupa próbujesz palić,czy co gorsze,tak zrozumiałaś mój ustani komentarz?
      Jeżeli to pierwsze,to możemy się uśmiechnąć.Jeżeli to drugie,pozostawiam bez komentarza.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. @ Mędrek

      A jak mam rozumieć Twój komentarz, skoro według Ciebie należy rozpatrywać "łatwość" lub "niełatwość" dzieciństwa Ch. McC. w kontekście pieniędzy?

      Usuń
    8. "A jak mam rozumieć...itd".

      Zwyczajnie.Skoro miał taka kasę,to są przynajmniej dwie opcje.
      Albo miał zamożnych rodziców i ta kasa była od nich.Nie pisze,że byli złymi rodzicami,więc jak mam rozumieć te "niełatwe dzieciństwo"?
      Jeżeli to wynika z tego filmu to mnie oświeć.
      Jeżeli te pieniądze zarobił,to napisz jak ciężko na nie harował.bo ja żadnej wiedzy o nim,poza informacją z Wiki nie mam.
      Jeżeli możesz to mnie oświeć i napisz w miarę krótko jakie to tajemnicze było jego "niełatwe dzieciństwo" coby dalej tego nie wałkować.

      Usuń
    9. @ Mędrek

      Oglądałam ten film parę miesięcy temu, nie pamiętam wszystkich szczegółów. Coś tam narzekał na rodziców. Sam obejrzyj. :)

      Usuń
    10. Masz rację,nie ma co tłuc piany.A że pora późna,spokojnej nocy i słodkich snów życzę.

      Usuń
  14. Oburzył się na nowe auto? Nie wystarczyło by zwykłe Nie, dziękuję ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @An-Ka

      Może i wystarczyło, ale on chyba zawsze stawiał sprawę jasno, że dobra materialne to nie jest coś czego potrzebuje. Sądzę, że rodzice przez ten czas powinni go lepiej poznać. I czy każdy musi żyć dla kariery? Nawet jeśli zamiast kariery nie wybiera się rodziny, zajmowania się domem to są inne opcje, może facet mógłby pojechać na misję do jakiegoś biednego kraju, albo zająć się jeszcze czymś innym. Był kiedyś opisywany taki lekarz, który mógł żyć bogato, robić karierę, miał już wyrobione nazwisko, a pojechał leczyć biednych do Afryki, dla dobrego uczynku, a nie dla pieniędzy i sobie tam siedzi do dzisiaj z dala od luksusów. O dziwo jest zadowolony i wracać nie zamierza.

      Usuń
    2. Akaro,ja naprawdę nie neguje jego priorytetów, tylko reakcję uważam za mocno przesadzona.

      Usuń
  15. kiedy w pierwszej wypowiedzi wspomniałem o "tygrysich kupach", był to tylko symbol pewnej koncepcji spędzenia reszty życia, gdy człowiek ma taki już dystans do wszystkiego, że wystarcza mu obcowanie samemu ze sobą... czyli np. klasztor /niekoniecznie z tygrysimi kupami/, samotna pustelnia w lesie lub jakiś inny patent... w dawnych Indiach /i zapewne również obecnie tu i ówdzie/ taki ostatni etap bycia "świętym meżem" był wręcz obligatoryjny i gdy człowiek zapominał o tym, reszta społeczności szybko mu "przypominała" /np. kijem/...
    przypadek Chrisa jest o tyle nietypowy, że miał miejsce w mocno młodszym wieku, ale czy był to objaw ucieczki od życia, czy objaw przedwczesnej dojrzałości i nabrania do tego życia dystansu?... to pytanie chyba pozostanie bez odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
  16. @Kira
    Wczoraj wrzuciłam dwa komentarze, jeden z nich do An-Ki. dzisiaj ich nie ma. stąd moje pytanie? Skasowałaś? Jeżeli tak, dlaczego? Nikogo nie obraziłam, znam zasady Twojej strony. O co chodzi????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Matka Polka

      Twoje komentarze zawierały niemiłe odniesienia do konkretnych osób.

      Usuń
    2. To może dobrze, że nie czytałam :))

      Usuń
    3. Kira!!!Nieprawda!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie zamierzałam i nie chciałabym obrazić An-Ki, bo lubię jej podejście do życia i sporą dawkę dystansu do tego, za czym nie przepada. Nie mogę jej zadawać pytań??? :(

      Usuń
    4. @ Matka Polka

      Zgrywasz się na idiotkę? Przecież nie twierdzę, że obrażałaś An-Kę.

      Usuń
    5. Kira, jeden komentarz był do An-Ki, drugi chyba do Ciebie. An-ce zadałam pytanie, chyba mogę pytać??? Czy w komentarzach nie mogę odnosić się do innych uczestników dyskusji??? Nie tykając ich personalnie (nie znam ich osobiście, więc nie ma szans) tylko odnosząc się do ich komentarzy, sposobu komentowania.
      Kiro, mój nick - o, właśnie sobie przypomniałam, drugi komentarz był do gościa, który przypiął się do mojego nicka! - a więc - mój nich "matka polka" nie stosuje się do polskiej ortografii ściśle, nie rozumiem, czemu miałoby to komukolwiek przeszkadzać!!! To nick! Nie jestem patriotką, nie mam ciśnienia pisania wszystkiego na "p" z dużej litery, z czcią, której nie odczuwam. Muszę? Nie muszę.
      Kiro, nie zgrywałam się na idiotkę tylko nie rozumiem kasacji tych dwóch komentarzy - nie naruszam Twojego kodeksu, szukam więc logicznego wytłumaczenia, skoro już zdecydowałam się brać udział w dyskusjach u Ciebie, to chcę mieć takie prawa, jak wszyscy użytkownicy :/ Rozumiem, że kogoś możesz bardziej lub mniej lubić, spoko, ale usuwać komentarze z pytaniami bez obelg, przytyków osobistych? Nie krytykuję, tylko ciągle pytam - zaczęłam tutaj coraz częściej wchodzić, gdyż sądziłam, że panuje u Ciebie pewna określona logika dyskusji, której pilnujesz zgodnie z ogłoszonym "kodeksem". Ten długi komentarz, to tak naprawdę okrzyk zdziwienia...

      Usuń
    6. @ Matka Polka

      "Czy w komentarzach nie mogę odnosić się do innych uczestników dyskusji??? Nie tykając ich personalnie (nie znam ich osobiście, więc nie ma szans) tylko odnosząc się do ich komentarzy, sposobu komentowania."

      Omawianie sposobu komentowania JEST przytykiem. Zakazałam dalszych pyskówek.


      "Rozumiem, że kogoś możesz bardziej lub mniej lubić, spoko, ale usuwać komentarze z pytaniami bez obelg, przytyków osobistych?"

      Przytyki były. W przeciwnym wypadku nie usunęłabym Twoich komentarzy.


      "[...] sądziłam, że panuje u Ciebie pewna określona logika dyskusji, której pilnujesz zgodnie z ogłoszonym "kodeksem"."

      Każdego staram się traktować tak samo. I może to jest mój błąd. Kiedy czytam tekst, jak to niby nie było żadnych przytyków, choć przecież wyraźnie widziałam nieprzychylne odniesienia do innych uczestników, to zaczynam się zastanawiać, czy mam do czynienia z manipulatorką czy osobą zwyczajnie niemądrą.

      Usuń
    7. @matka polka

      Niestety taka prawda, że Kira ucięła kłótnię (czy co to tam było). Napisała:

      "Następne utarczki pomiędzy PKanalią/Matką Polką/Julianne (o ile zechce się dołączyć) a Stary Niedźwiedziem/Tie Fighterem/Morgensternem (o ile zechce się dołączyć) idą do kasacji."

      Tutaj można pisać więcej, ale nie zawsze. Po prośbie o spokój czasem trzeba czekać przynajmniej na następny temat.

      Usuń
    8. Szczerze? Czuję rozczarowanie.... Dlaczego? Dwóch ludzi - nie wiem, może znanych z reala gospodyni, stąd "opieka" - notorycznie wszystkich obraża, notorycznie i perfidnie i jest to ok. Pytam, bądź usiłuję coś sprostować (np. kwestia gramatyki mojego nicka) i jestem usuwana. E, szkoda zachodu :/

      Usuń
    9. @Matka Polka...
      ortografia nicków pozwala na nadawanie ich sobie "z małej litery" /pozostałość po czasach, gdy system nie rozpoznawał "dużych" liter/ i mogą one też zawierać dowolne znaki alfanumeryczne...
      czasem jednak pisząc o kimś takim /lub zwracając się do niego/ zmieniamy małą literę na dużą, z szacunku lub czystej kurtuazji, tego ortografia nie zabrania...
      ale w Twoim przypadku doszło po prostu do zniekształcenia nicka... małe zniekształcenie to albo wynik uszkodzenia klawiatury, albo literówka /pośpiech lub niechlujstwo/, albo subtelna agresja słowna...
      ale "matka zdzirka" to już nie jest literówka, tylko bardzo NIEsubtelna agresja słowna... czy uzasadniona, czy efekt totalnego buractwa, od wyrażenia swojej opinii się powstrzymam /choć ją mam/... zdaję się na werdykt Kiry, której "łaska na pstrym koniu jeździ" /to nie jest żaden sekret/ i przychylam do zdania Akary, że nie ma co z takim werdyktem dyskutować... Prawo Kiry jest jak pole minowe... czasem wbiegniesz z tupotem nóg i przejdziesz cało, czasem po pierwszym mega ostrożnym kroku wylatujesz w powietrze... myślę, że najlepiej podchodzić do tego na luzie...

      Usuń
    10. @ Matka Polka

      Jeśli każę zaprzestać docinków, to trzeba posłuchać. Co w tym dziwnego?

      Usuń
  17. @ Kira
    Napisałaś
    "Każdego staram się traktować tak samo. I może to jest mój błąd. Kiedy czytam tekst, jak to niby nie było żadnych przytyków, choć przecież wyraźnie widziałam nieprzychylne odniesienia do innych uczestników, to zaczynam się zastanawiać, czy mam do czynienia z manipulatorką czy osobą zwyczajnie niemądrą."
    11/10
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiro - zastanowiłam się nad jednym z ostatnich zdań - śmierć w dziczy versus zawał z przepracowania ? No ,naprawdę , znam sporo ludzi umierających ze starości we własnym łóżku :) .Mnie samej obie ekstremalne opcje wdają się idiotyczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Bo one SĄ idiotyczne. Najwyraźniej Christopher widział wokół siebie niemal samych opętanych myślą o karierze yuppies (początek lat 90-tych) i... przegiął w drugą stronę.

      Usuń
  19. Jednak dawno temu oglądałem ten film, choć w dyskusji na moim blogu odpisałem Ci że nie. No cóż: nie kojarzę filmów po tytułach...
    A co do meritum. Napisałaś:
    "Zżerające Christophera pragnienie wyrwania się ze złotej klatki dobrobytu, jaki przypadał w udziale amerykańskiej klasie średniej, zaowocowało decyzją tyleż szaloną, co całkowicie zrozumiałą: odrzuceniem wszystkiego, co krępuje człowieka, co nie pozwala mu być sobą. Tym czymś były pieniądze, zwierzęta, prawo, konwenanse."
    Otóż trafiłaś (zapewne nieświadomie...) w sedno mentalności rewolucyjnej, lewicowej, w główną przyczynę wielkiego buntu, rewolucji, która zaczęła się oczywiście nie od wrzeszczących ulic we Francji czy Rosji, ale od zmiany myślenia, od buntu intelektualnego, ideowego u elit. Elity właśnie stały się zdegenerowane - i to nie przede wszystkim dlatego, że pogrążali się w obżarstwie, opilstwie etc., ale przede wszystkim dlatego, że zdegenerowali się ideowo, że zaczęli głośno mówić właśnie o "byciu sobą", o zerwaniu z konwenansami, z kulturą, z obyczajami, ze schematami, z moralnością, z pewną sztywnością Praw, Zasad, obyczajów etc. Po prostu nie chcieli dłużej hamować swoich namiętności, uczuć, żądz, emocji, nie chcieli ich chować za konwenansami, obyczajami, Tradycją, nie chcieli "udawać", chcieli zerwać z tą rzekomą "sztucznością" i właśnie "być sobą", bo za siebie uznali ich uczucia, emocje, żądze, pragnienia - to co zmienne, niestałe, natomiast odrzucili to co stałe, odrzucili stalowe Formy, kamienne Kształty. Zapomnieli o uwadze Gombrowicza, zawartej w "Ferdydurke", będącej morałem tej książki: że "nie ma ucieczki od gęby, jak tylko w inną gębę", że wprawdzie formy są jednym wielkim udawaniem, ściemą, ale od tej ściemy nie można uciec, od form nie można się wyzwolić, bo to one właśnie stanowią istotę naszego człowieczeństwa, decydują o tym, że jesteśmy ludźmi, czynią z nas ludzi.
    A Lewica (filozoficzna) u swych fundamentów ma właśnie protest przeciw tym Formom. Cała reszta, dobudowa polityczna, światopoglądowa i inna jest tylko tego następstwem.
    Natomiast dzisiejsza "moda" na ucieczkę od świata jest też spowodowana nieudolną próbą stworzenia nowego etosu elity po Rewolucji Francuskiej, po zdominowaniu kultury przez mentalność ludową, kupiecką, handlową, materialistyczną. Pisałem już o tym na blogu. Ta mentalność konsumpcjonistyczno-materialistyczna zatryumfowała w pozytywizmie. Przeciw temu oburzyła się dawna, zubożała szlachta i ludzie, którzy chcieli brać z niej przykład, a nie chcieli zgodzić się na życie jak zwykły, szary człowiek; chcieli się wyróżnić, zostać nową elitą, nie dać się wciągnąć w koleiny rozpędzającego się społeczeństwa masowego. Zostali jednak bezradni wobec upadku etosu szlacheckiego, niemożności jego przywrócenia z powodu biednienia szlachty, a także coraz większego zrównywania społeczeństwa, które zatraciło podziały drabiny społecznej. Wobec tego sięgnęli, jak po inspirację, po etos motłochu, ludzi spoza marginesu społeczeństwa, nieakceptowanych, wyrzuconych z niego. Tak narodził się modernizm, a potem i postmodernizm - fascynacja życiem Romów (Cyganów), żuli, włóczęgów i innych - rzekomo "wolnych", bo zwolnionych od konwenansów, obyczajów i kręgosłupa moralnego.
    Więcej na ten temat tu:
    http://milkblog.cba.pl/?p=949

    Zapraszam na mój blog:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ MP

      Dziękuję za obszerny i bardzo ciekawy komentarz. Nie do końca się zgodzę, że wyzwolenie z konwenansów oznacza również wyzwolenie z moralności. Obyczaje to jednak coś innego niż etyka.

      Wierzę, że można uciec od formy, jeśli przestaniemy się skupiać na swoim "ja", a bardziej skupimy się na tym, co nas otacza oraz na wykonywanych czynnościach. To właśnie próby budowania swojego wizerunku (także w naszych własnych oczach) odbierają nam często radość z życia. Chcemy być KIMŚ, zamiast robić COŚ.

      Usuń
    2. @MP...
      ciekawe jest tylko to, że akurat Romowie /Cyganie, jak zwał tak zwał/ trzymają się bardzo sztywno swoich zasad moralnych i obyczajów /pomijając rzecz jasna indywidualne odstępstwa/, tworząc dość konserwatywną grupę społeczną... ot, tak o tym tylko wspominam, dla uściślenia pewnych "nieścisłości" w Twojej wypowiedzi...

      Usuń
    3. No i w tym momencie musi się przypomnieć Wyspiański i "Wesele" :))

      Usuń
    4. @Kira
      Owszem, co innego - ale tak to się zaczyna... Zresztą obyczaje częstokroć łączyły się ze sprawami etycznymi, mają jakiś związek z etyką, ta granica nie była kiedyś tak wyraźna. Przykładem mogą tu być planowane małżeństwa, które też są jakąś formą, obyczajem, z którego wyrwanie się stało się opiewane zwłaszcza w romantyzmie... To jest właśnie to o czym piszę - że górę w tym momencie wzięły żądze, uczucia, emocje, a formy, schematy, tradycje zeszły na dalszy plan.
      A poza tym obyczaje są jakimś wyrażeniem etyki. I pół biedy, gdyby jeden obyczaj zastąpić jakimś innym, który wyraża tą samą zasadę etyczną i gdyby przestrzegać go równie sztywnie jak starego. Ale tu chodziło o coś więcej: o wyzwolenie się z obyczajowości jako takiej, z "więzów" Tradycji i tradycji, z "okowów" konwenansów - a nie tylko o ich zmianę z takich na inne. Tak samo w Rewolucji Francuskiej czy Październikowej - nie chodziło (teoretycznie przynajmniej) o prostą wymianę elit, ale o zniesienie elit jako takich, o zniesienie Władzy jako takiej. Marksizm nie postulował, jako ideału, panowania proletariuszy nad posiadaczami - tylko wielką komunę równości, bez żadnych klas społecznych. To miało już źródło wcześniej, a potem przechodziło kolejne mutacje. Cel był jeden - zniesienie Władzy, podziału na rządzących i rządzonych. Pisałem już o tym na blogu.

      Nie, nie można uciec od formy, w tym sensie że nie da się "być sobą". Człowiek bowiem to tylko zbiór masek, form wpajanych mu w procesie wychowania, socjalizacji takiej czy innej, świadomie bądź nieświadomie. A pod tymi maskami są tylko zwierzęce żądze, uczucia, emocje - coś co jest zmienne, niestałe. To maski czynią z nas ludzi, to Zasady, których się trzymamy, Formy, które nam wpojono. Nie da się więc zerwać masek całkiem, człowiek, który by to zrobił przestałby być już całkiem człowiekiem - zacząłby być zwierzęciem, a nawet gorzej - pseudoczłowieczą bestią. O tym już też pisałem na blogu.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    5. @pkanalia
      Owszem, ale byli na marginesie europejskiego społeczeństwa, byli inni, obcy i ich tradycje i sposób życia różniły się od ogólnie wtedy przyjętych. Ich więc między innymi wzięła sobie za przykład Bohema. Zresztą miała zapewne ich wyidealizowany, zrobiony na swoją modłę obraz - temu nie przeczę...

      Zapraszam:
      http:milkblog.cba.pl

      Usuń
    6. @MP...
      tu się zgadzam... ich zwyczaje, tradycje były/są inne, więc ludek prosty uznał to za brak zwyczajów, tradycji czy też jakichkolwiek zasad...
      ale prawda też taka, że przeciętny Cygan zawyłby ze zgrozy głośniej, niż konserwatywny Białas - tradycjonalista, gdyby zobaczył, jak wielu ludzi z owej "Bohemy" żyło...

      Usuń
    7. To, co wy nazywacie Formą, MOŻE BYĆ niekiedy częścią osobowości. Wszystko zależy od tego, czy się w tym czymś odnajdujemy.

      Usuń
    8. @Kira
      Nie da się "odnaleźć siebie", bo, o czym też już pisałem na blogu, właściwie nie ma czegoś takiego jak "ja". Człowiek jest, poza jego sferą zwierzęcą, tylko zlepkiem, zbieraniną form, idei, Zasad, które napotkał w swoim życiu. NICZYM WIĘCEJ. Jak już pisałem: forma czyni z nas ludzi, Zasada nas kształtuje, człowiekiem jestem, bo mam coś STAŁEGO. I niezależnie co mi mówią o tym stałym czymś moje części niestałe: uczucia, żądze, emocje, popędy; ja powinienem, jako człowiek, słuchać się tego, co stałe i to co stałe przedkładać nad to, co zmienne, niewolić to, co zmienne, tym co stałe, zamykać te swoje żądze, emocje, uczucia w KLATCE, w stalowej klatce, za kamiennym murem. Ale im tam nie będzie przyjemnie! Komu przyjemnie jest w klatce? Ale powinienem nie dać się, jako człowiek, namówić tym niestałym robakom moich uczuć, żądz, popędów, aby otworzyć czy choćby uchylić tą klatkę.
      NA TYM POLEGA CZŁOWIECZEŃSTWO. NA STAŁOŚCI.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    9. @ MP

      Nie zgadzam się z Tobą. To, o czym piszesz, to idea człowieczeństwa, jedna z wielu zresztą, a nie samo człowieczeństwo.

      Czym jest człowiek poza swoją zwierzęcą częścią oraz zbiorem "form"? DUCHEM. A przynajmniej ja w to wierzę.

      Usuń
    10. @Kira

      Ja sądzę, że człowiek powinien brać pod uwagę siebie i właśnie swoje emocje w większym stopniu. Życie w zgodzie z samym sobą jest bardzo ważne. A przecież nawet w chrześcijaństwie podstawą jest miłosierdzie i wszystko inne przy tym wymięka. Jak ktoś potrafi wybaczać, to i jemu Bóg wybaczy znacznie więcej. Można robić wszystko właściwie, ale jeśli nie jest to podyktowane miłością to jest warte niewiele. Np. jest ogromna różnica między daniem pieniędzy biednemu z dobrego serca i między daniem pieniędzy na pokaz, żeby w oczach innych wypaść na kogoś dobrego i osiągnąć korzyści polepszając swój wizerunek. Samarytanin (pomimo tego, że był kimś spoza wspólnoty) był w jednej z przypowieści wyżej niż uczeni w piśmie. Również wg Jezusa to osoba grzesząca po to żeby wydostać człowieka z dołu postępowała właściwie, pomimo że wyciągając go łamała ówczesne nakazy religijne. Co do za życie z sercem zamkniętym w klatce? Nawet jeśli chodzi o dzieci to uważam, że po pierwsze należy brać pod uwagę właśnie emocje, a nie zasadę, że ludzie powinni mieć rodziny. Jeśli nie lubi się dzieci to można ich nie mieć (nawet jeśli otoczenie mówi, że każdy powinien mieć), jeśli czuje się instynkt macierzyński/ojcowski to dobrze się postarać o dzieci (nawet jeśli otoczenie mówi, że dzieci są okropne). Człowiek nie jest nawet w chwili urodzenia niezapisaną kartką, każdy rodzi się z określonymi genami, ma pewne predyspozycje, zdolności, ma charakter. Socjalizacją można wpływać na człowieka, ale nie aż tak żeby z urodzonego egoisty zrobić pełnego altruistę. Jedni są z natury bardziej empatyczni, a inni miej. W człowieku może być wiele czystego dobra.

      Usuń
    11. @ Akara

      Ja właśnie uważam, że najważniejsze są czyny. A to, co w sercu, jest istotne dla naszego rozwoju moralnego, ale już na ocenę naszych czynów wpływać nie powinno.

      Usuń
    12. @ Kira
      Znowu postępujesz niezgodnie z regułami dyskusji filozoficznej (której może nie prowadzimy, ale myślę że nasza wymiana zdań do niej pretenduje). Oczywiście że jest to pewna wizja. Rozmawiamy o poglądach, więc wymieniamy się wizjami, to jest chyba jasne samo w sobie. To nie jest żaden argument. Ja uważam tak, Ty tak, ja wierzę w to co piszę, więc uważam, że to jest słuszne. Oprócz wymiany wizji, wymieniamy się też argumentami na poparcie tych wizji, więc jeżeli ja np. piszę na blogu, że, załóżmy, "państwo nie powinno finansować służby zdrowia, każdy powinien płacić sam za swoje leczenie", to nie kończę na tym, tylko podaję jakieś argumenty. Ktoś inny w dyskusji podważa zasadność tych argumentów, a ja ich bronię. I jest jasne, że to są tylko wizje, co nie oznacza relatywizmu, bo nie mogą być słuszne dwie wizje sprzeczne ze sobą - jedna jest więc fałszywa, zła - i każdy uważa że to nie jego. Na tym polega dyskusja.

      Duch? Ale co za "Duch"? Bardzo wieloznaczne pojęcie.
      "- Duch! - krzyknąłem - Ja! Duch! (...) Duch! Sam żywy! Ja! (...)
      - Jaki duch znowu?
      - Mój!
      On zapytał wówczas:
      - Swojski? Ojczysty?
      - Nie swojski, a swój!
      - Swój? - zagadnął dobrotliwie. - Mówimy o swoim duchu? A czy znany nam jest przynajmniej duch króla Władysława? (...) A ducha dziejów znamy? A ducha cywilizacji helleńskiej? A ducha galijskiej, ducha umiaru i dobrego smaku? A ducha nikomu prócz mnie nie znanego sielankopisarza z XVI wieku, który po raz pierwszy użył wyrażenia "pępek"? A ducha języka? Jak się mówi: "wykonywa" czy też "wykonuje"?"
      W. Gombrowicz, "Ferdydurke".
      Tak mi się skojarzyło:)
      W każdym razie: co rozumiesz pod pojęciem "ducha"?

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    13. @Akara
      Dlaczego kierujesz odpowiedź do Kiry, skoro kłócisz się z moimi argumentami???
      Co to jestem "ja"? Co to ma być "życie w zgodzie z samym sobą"? Ja to mają być niestałe, zmienne, częściowo poza moją kontrolą uczucia? Albo zwierzęce popędy cielesne?
      OWSZEM. Ale to jest tylko CZĘŚĆ mnie. Inną częścią mnie jest też jednak rozum, a jeszcze inną - sumienie i Zasady moralne. Generalnie na "mnie", na człowieka, składają się: ciało, psychika, rozum i dusza, z najważniejszą jej częścią - sumieniem, które na podstawie pewnych Zasad mówi czy coś jest dobre czy złe. Są sytuacje, i są one bardzo częste w życiu! - kiedy każda z tych czterech części "mnie" mówi, że mam zrobić co innego. A codziennie są sytuacje, kiedy co najmniej dwie z tych części nadają sprzeczne ze sobą komunikaty. I co "ja" mam zrobić? Jeżeli uczucia mówią mi "zabij go" albo przynajmniej "uderz go" albo łagodniej nawet: "tak mu powiedz!", bo jestem na kogoś zdenerwowany w dość dużym stopniu, odczuwam gniew, tymczasem sumienie mówi mi: "nie, bo to jest złe", a rozum mówi mi: "nie, bo pójdziesz siedzieć, jak go zabijesz", to posłuchanie której z tych rad będzie życiem "w zgodzie z samym sobą"???!!! Hasło "życie w zgodzie z samym sobą" jest więc pustym sloganem.

      Co to jest MIŁOŚĆ? Czy jest to uczucie? O, zdecydowanie nie! Jeżeli mówimy o chrześcijaństwie, to Chrystus mówi wyraźnie:
      "Kto ma przykazania Moje i zachowuje je, ten mnie miłuje" (J 14,21).
      Miłość jest to więc TYLKO I WYŁĄCZNIE PRZESTRZEGANIE PRZYKAZAŃ BOŻYCH!!! Jeżeli te Przykazania mówią coś o motywacji, to też należy oczywiście ich przestrzegać. Zauważ jednak że Chrystus mówi nie tyle o samej, czystej motywacji, ukrytej gdzieś głęboko - On zauważa różnice ZEWNĘTRZNE, wprost z tej motywacji wynikające - post, modlitwa i jałmużna, w zależności od motywacji, różnią się od siebie ZEWNĘTRZNIE. Jeżeli ktoś daje jałmużnę, aby go ludzie widzieli, to "trąbi przed sobą"; jeżeli nie - to robi to cicho, w ukryciu, nie popisuje się tym. Jeżeli ktoś się modli na pokaz - to "wystaje na rogach ulic" - jeżeli nie, to "wchodzi do swej izdebki i zamyka drzwi, a wreszcie - gdy ktoś pości na pokaz to "przybiera wygląd ponury", gdy nie - namaszcza sobie głowę i umywa twarz - nie wyniszcza się więc specjalnie. Różnice są ZEWNĘTRZNE.

      Geny określają cechy czysto biologiczne, a nie moralność czy filozofię danego człowieka. Określają też, zapewne, temperament, czyli siłę i rodzaj dominujących uczuć - to jednak czy ktoś ich posłucha czy nie i czy uzna to za słuszne zależy od moralności, jakiej zdecydował się przestrzegać. Pierwszy raz słyszę żeby ktokolwiek przychodził na świat jako materialista, chrześcijanin, muzułmanin, marksista, liberał, konserwatysta, socjalista, sofista czy inny "ista". W życiu takich głupot nie słyszałem.
      Oczywiście że nie należy być konformistą i kierować się presją otoczenia. Należy kierować się moralnością, którą uważa się za słuszną, nie zważając na presję otoczenia. Natomiast każda moralność ma swoje źródło w "otoczeniu", nie ma idei z czystego wnętrza człowieka, pierwszy raz słyszę, żeby noworodek krzyknął po urodzeniu: "Eureka! Słuchajcie mnie ludy, dam wam nową moralność!".

      Co to jest "serce"??? Bo piszesz o "sercu" zamkniętym w klatce. Jeżeli masz na myśli uczucia i emocje, albo jeszcze gorzej - popędy, to chyba jest logiczne że trzeba je trzymać na wodzy. Inaczej człowiek pozabijałby wszystkich dookoła, a przynajmniej zwyzywał, a jeśli chodzi o popędy - sikałby na środku chodnika, a jakby był głodny - kradłby żywność skąd się da. Toż to nawet piesek sika pod drzewkiem! Więc wytrzymuje trochę, zanim do niego podbiegnie!

      A co do "altruizmu" i "egoizmu" to zapraszam na mój blog do lektury wpisu pt. "Dlaczego każdy jest egoistą?"

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    14. @ MP

      "Życie z zgodzie ze sobą" to po prostu życie w zgodzie z własnym sumieniem. A przynajmniej ja to tak rozumiem. ;) Wiem, że takie twierdzenie jest "niezgodne z regułami dyskusji filozoficznej", ale ja tych reguł nie znam!!! ;) Dyskusje o ideach zawsze mnie irytowały. Możemy co najwyżej wymienić się poglądami: Ty lubisz to, ja - sio. ;)

      Co innego jednak "duch". Uważam, iż FAKTEM jest, że jesteśmy istotami duchowymi. Posiadamy duszę. Co to jest? Cóż, nie umiem tego zdefiniować. Na dzień dzisiejszy powiem tylko, że jest to moje prawdziwe "ja".

      Usuń
    15. @MP

      „Hasło "życie w zgodzie z samym sobą" jest więc pustym sloganem.”
      Racja, w człowieku może być sporo sprzeczności. Przez życie w zgodzie z samym sobą mam na myśli życie spełniające oczekiwania konkretnego człowieka, życie, które czyni szczęśliwym, bądź spełnionym, czy zadowolonym w danym okresie życia. Nie chodzi tutaj o dążenie do hedonizmu, bo ktoś może swoją drogę odnaleźć w odmawianiu sobie przyjemności, może doskonale się w tym odnaleźć. Można żyć w zgodzie z samym sobą odrzucając przyjemności. Od razu zaznaczę, że chodzi mi o takie decyzje, które na Ziemi mogą pozwolić na szczęśliwe życie konkretnej jednostce. Nie rozpatruję tego w odniesieniu do życia wiecznego, do raju, nieba, nie, nie to mam na myśli. Tutaj cel życia jest jasny. Nie każdy jest na tyle uduchowiony żeby życie traktować jak okres przejściowy, nie każdy nawet chce czekać na życie wieczne, niektórzy wierzą, że obrócą się w nicość, niektórzy nie wierzą w życie pośmiertne, niektórzy wierzą w reinkarnację itd. Nie sądzę żeby samo używanie wszystkiego co przyjemne prowadziło każdego do zadowolenia. Człowiek może popaść w nałogi. Ale za wszystkim może kryć się niebezpieczeństwo. Są ludzie, którzy są ryzykantami, bez ryzyka ich życie nie ma sensu. Człowiek, który się oszczędza może przez całe życie nie zaznać takiego spełnienia jak ktoś, kto odnajdywał szczęście w niebezpieczeństwie i umarł przez to młodo. Może też być odwrotnie, ktoś ryzykując mógł stracić szansę na coś innego, lepszego, a ten, kto był rozsądny przeżył znacznie więcej. Moim zdaniem dobrze przy podejmowaniu konkretnych decyzji kierować się też uczuciami. Nie tylko, ale często nie ma co się pchać w coś do czego człowiek nie ma serca, do czego się nie nadaje. Oczywiście życie potrafi sobie zadrwić z człowieka i bywa, że dopiero po osiągnięciu celu można się przekonać, że to jednak nie to, można też się dobrze odnaleźć w miejscu, co do którego się tego nie spodziewało.


      „On zauważa różnice ZEWNĘTRZNE, wprost z tej motywacji wynikające - post, modlitwa i jałmużna, w zależności od motywacji, różnią się od siebie ZEWNĘTRZNIE.”

      Oczywiście, że się różnią zewnętrznie. Jednak tutaj nie chodzi o nakazywanie żeby koniecznie pozostawać w ukryciu z pewnymi zachowaniami, nie chodzi o to co widać zewnętrznie. Bóg wie jaka była motywacja, nie wynagrodzi takiego czynu za który człowiek otrzymał już taką nagrodę jaką chciał, czyli pochwałę, uznanie w oczach innych. Tutaj chodzi właśnie o motywację, bo można dawać swoim postępowaniem przykład innym, można się modlić przy innych itd. i to nie jest samo w sobie niewłaściwe. Co innego, kiedy człowiek jest codziennie w kościele, bo chce się tam modlić, a co innego, kiedy np. kobieta zakocha się w księdzu i idzie codziennie do kościoła po to żeby go oglądać i żeby szukać możliwości kontaktu. Obłudne czyny są puste. Mogą prowadzić do dobra. Osoba, która będzie przyjeżdżać do mocno schorowanego krewnego, bo będzie liczyć na to, że ten zapisze jej mieszkanie może być bardzo pomocna, może uczynić wiele dobrego, ale nagrodą będzie to mieszkanie. Jakby chciała pomóc z innych powodów to i nagroda byłaby inna.

      Usuń
    16. „Co to jest MIŁOŚĆ? Czy jest to uczucie? O, zdecydowanie nie! Jeżeli mówimy o chrześcijaństwie, to Chrystus mówi wyraźnie:
      "Kto ma przykazania Moje i zachowuje je, ten mnie miłuje" (J 14,21).”

      Tylko, że to nie jest jedyny fragment o miłości, a na samo określenie miłości pada kilka słów, po polsku to po prostu miłość, a dawniej miłość to nie była po prostu miłość. Tak naprawdę człowiek nie jest w stanie osiągnąć miłości przypisywanej Bogu, było nawet mocno ukazane, że nawet apostołom się nie udawało do tego zbliżyć, ale człowiek może za to wyrażać miłość słabszą, np. przyjacielską. Sama miłość, wzięta pod uwagę w pewnym konkretnym znaczeniu, jest stawiana ponad wiarę.


      „Jeżeli masz na myśli uczucia i emocje, albo jeszcze gorzej - popędy, to chyba jest logiczne że trzeba je trzymać na wodzy.”

      Odnosisz się do ciała, do uczuć płynących z ciała, a uczucia, czy konkretne postawy mogą być też owocem ducha, z takich pozytywnych wymieniane były właśnie miłość, ale też radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. To jest praca nad sobą, ale ktoś może też sam z siebie nie denerwować się, być cierpliwym, łagodnym, opanowanym. Są ludzie, którzy to mają bez wysiłku. Ja akurat nic nie mam do zaspakajania potrzeb cielesnych, nikogo za to nie potępiam, ale przedstawiłam tutaj te przykłady z Pisma Świętego żeby rozjaśnić mój punkt widzenia.


      „Natomiast każda moralność ma swoje źródło w "otoczeniu", nie ma idei z czystego wnętrza człowieka, pierwszy raz słyszę, żeby noworodek krzyknął po urodzeniu: "Eureka! Słuchajcie mnie ludy, dam wam nową moralność!"”

      Sądzę, że są pewne uniwersalne wartości będące w człowieku. Prawie każda społeczność wypracowywała sobie np. takie zasady żeby nie zabijać swoich (z naciskiem na swoich), nie okradać.


      Dodam tylko, że przekonanie, że tylko dzięki uczynkom (biorąc pod uwagę też powstrzymywanie się) można osiągnąć zbawienie to dla mnie zbyt mocne powracanie w pewnym sensie do judaizmu. Jaki był sens śmierci na krzyżu, stąpienia do piekieł (przede wszystkim) i zmartwychwstania? Chrystus chciał pewnych zmian.

      Usuń
    17. @Kira
      No to nie ma o czym dyskutować, skoro nie potrafisz tego zdefiniować. Ja na swoim blogu we wpisie "Teoria Bytów Zbiorowych", wyraziłem przekonanie że człowiek jest tylko składową ciała, umysłu, psychiki, duszy, że nie ma więc żadnego "ja". Tam są argumenty za tym, więc tam zapraszam do ewentualnej z nimi dyskusji.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    18. @ MP

      A dusza to nie "ja"??? Mogę sięgnąć po definicję z byle słownika, na litość boską. :)

      Usuń
    19. @Akara
      Co za "oczekiwania"? Oczekiwania duszy, ciała, umysłu? Której z tych części człowieka? Człowiek jest bowiem tylko zbiorem, zbiorem duszy, ciała, umysłu i psychiki - nie ma żadnego jakiegoś wewnętrznego "ja", bo jak to "ja" zdefiniować? Więcej na ten temat na moim blogu we wpisie "Teoria Bytów Zbiorowych".
      Owszem, chodzi o motywację, ale nie o samą motywację jako taką, ale raczej o sytuacje, kiedy ta motywacja przekłada się w jakiś sposób na jakość wykonania czynu. Jeżeli np. idę na Mszę Świętą z obowiązku, męcząc się tam, to mogę dać się zawładnąć tym negatywnym uczuciom i przestać całą Mszę Św. w ogóle bez uczestnictwa. Mogę jednak postarać się opanować te uczucia i postarać się wypełnić dobrze, naprawdę mój obowiązek - i wtedy motywacja traci znaczenie.
      Motywacja natomiast może być lepsza albo gorsza - właśnie ze względu na to, że może negatywnie lub pozytywnie wpływać na jakość wykonywania danej czynności lub też być bardziej lub mniej stała. To są jednak POWODY, pewna głębia, a ona nie może podlegać zewnętrznej, obiektywnej (w pewnym sensie) ocenie moralnej, gdyż może być niepojęta do końca nawet dla samego człowieka, nie mówiąc już o innych, którzy nie mogą wniknąć do jego wnętrza. Ocenie moralnej więc podlegają tylko czyny zewnętrzne, konkretne (również więc MYŚLI, o ile są świadomie podtrzymywane), a nie ich niekonkretne przyczyny. Człowiek więc może nie analizować swojej psychiki, starając się po prostu robić dobrze, dyscyplinując swoje wnętrze (jak było przez wieki), może też oczywiście starać się w pewien sposób swoje wnętrze zanalizować i zmienić motywację na taką, która ułatwi mu wykonywanie narzuconej sobie moralności (co jest obecnie modne, co nie znaczy że złe).
      Oczywiście, że to nie jest jedyny fragment o miłości. I oczywiście, że Miłość Boża, którą Bóg jest cały ("Bóg jest miłością") nie jest osiągalna dla człowieka. Dlatego ja mówię o tej miłości, która jest dla nas osiągalna, o miłości ludzkiej. Oczywiście że łatwiej miłować kogoś zgodnie z uczuciami niż wbrew nim, ale uczuć nie możemy do końca kontrolować, nie podlegają one ocenie moralnej. Czasami więc trzeba z nimi walczyć. Być może Bóg bardziej ceni miłość wbrew uczuciom niż zgodnie z nimi, bo zna wnętrze, ale tego nie wiem, nie jestem Bogiem. Wiem, że ocenie moralnej podlegają czyny miłości, niezależnie od wewnętrznej motywacji.
      Nie wiem czy są "uczucia będące owocem ducha", zależy co rozumiemy przez "ducha". Ty piszesz o owocach Ducha Świętego, ale to zupełnie co innego. Najważniejszym bowiem dualizmem w człowieku nie jest dualizm ciało-dusza, ale dualizm zmienność-niezmienność. Uczucia są zmienne, natomiast pewne uczucia faktycznie duchowe mogą być stałe, bo są bardziej postawami, np. Bojaźń Boża czy chrześcijańska Radość. Powtarzam jednak: czasami trzeba hamować uczucia, kontrolować je.
      Oczywiście, że są pewne uniwersalne wartości, które tkwią w Naturze świata i człowieka. Są pewne stałe Zasady, reguły i większość jeśli nie wszystkie ludy te wartości odczytały i ułożyły na tej podstawie moralność. Jak widać jednak w dzisiejszych czasach człowiek może próbować buntu przeciw własnej Naturze i Naturze świata, może próbować zmienić niezmienialne. Człowiek jednak przychodzi na świat bez określonej moralności i równie dobrze można wychować dziecko w moralności przeciwnej wobec Natury świata i człowieka.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    20. @Akara cz.II
      Nie, to nie jest powracanie do judaizmu. Największą zmianą Chrystusa było Zbawienie czyli otwarcie ludziom możliwości życia wiecznego, zbawienia po śmierci. Chrystus w Swoim Nauczaniu przygotowuje na to, zmieniając perspektywę. Judaizm nie miał jasnej wizji życia po śmierci, a główną nagrodą obiecywaną za przestrzeganie Prawa Bożego było powodzenie w życiu doczesnym, a więc obietnica ziemi, potomstwa, sławy (por. Abraham). Natomiast Chrystus mówi inaczej: gdy będziecie postępować według Prawa Bożego to w życiu doczesnym nie doznacie sławy, szacunku, powodzenia, lecz wręcz przeciwnie: prześladowań, wyłączenia z Synagogi, zniesławienia, cierpień, wyśmiania. Za to po śmierci doznacie szczęścia wiecznego.
      Nowy Testament to też oczywiście nowa, szersza interpretacja Dekalogu, Nowe Prawo, wynikające ze Starego, którego trzeba przestrzegać. Kiedyś jednak nagrodą było szczęście doczesne, a teraz jest wieczne.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    21. @Kira
      A co to jest "ja"? Poczytaj sobie na moim blogu wpisy o Teorii Bytów Zbiorowych, tam pokazuję, że człowiek jest tylko zbiorem, że człowiek nie "ma" ciała, umysłu, duszy, psychiki, ale JEST zbiorem tych czterech. "Ja" to abstrakcja.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    22. @ Kira
      Zdecydowanie wyżej sobie cenie Twój zdrowy rozsądek, niż filozoficzne dywagacje o podobieństwach i różnicach między bytem, niebytem i odbytem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  20. Kiro - skupienie się na swoim ja , o ile jest rozumiane jako dążenie do rozwoju ( a i to nie cudzym kosztem ) a nie właśnie tworzenie wizerunku , nie musi być złe i naganne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Rozwój (moralny, społeczny, fizyczny, psychiczny, duchowy) można osiągnąć bez skupiania się na sobie. On przychodzi dzięki temu, co ROBIMY. :)

      (Tak ja to przynajmniej widzę.)

      Usuń
  21. Kiro, dla mnie facet był po prostu naiwnym i głupim młodzieńcem, który naczytał się bzdur Henry'ego Thoreau. Uwierzył w utopię. Ucieczka od cywilizacji to dobre dla lewackich utopistów, ale nie jest to pomysł, na jaki mógłby wpaść człowiek myślący. Przecież czymś się po tej Alasce poruszał i - jak sama napisałaś - musiał podejmować różne prace, żeby sfinansować swoją eskapadę. A studia? Miał ten przywilej, że nie musiał się martwić o sfinansowanie nauki, a mimo tego nie ukończył studiów. Niestety, ale to stawia go w fatalnym świetle - przecież to były fundusze przeznaczone na jego naukę. Jeśli nie potrafił wywiązać się z takich obowiązków (które nie kosztowały go przesadnie dużo trudu), to znaczy, że był zwykłym niebieskim ptakiem. Niestety, ale człowiek nie jest bezludną wyspą i ma pewne zobowiązania wobec najbliższych. Nie twierdzę, że powinien zrobić karierę w korpo albo żyć w metropolii. Wcale nie musi zarabiać kokosów czy oddawać się bezmyślnemu materializmowi. Chodzi tylko o wypełnienie elementarnych obowiązków. Co innego jest żyć skromnie i odrzucać wielką karierę, a co innego bezmyślnie spieprzyć sobie życie, reklamując się jako wagabunda, który "odrzucił cywilizację". Mimo że do końca ze zdobyczy cywilizacji korzystał. Trudno mi chwalić takiego niefrasobliwego młokosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Flavia de Luce

      Ukończył studia. Po prostu nie rozpoczął następnych, na które przeznaczone były fundusze, będące ZAPEWNE jego własnością, skoro wolno mu było je ot tak sobie rozdać.

      Zgadzam się z tym, że całkowicie uciec od cywilizacji się nie da. On po prostu PRÓBOWAŁ. Od początku marzył o wielkiej alaskańskiej przygodzie. Niestety, nie przygotował się do niej należycie.

      Usuń
    2. @ Kira
      Twoja ocena tego głupca jest już mniej pozytywna niż na początku tej dyskusji. Co na pewno mnie nie martwi.
      A swoją drogą, czy zwróciłaś uwagę na tak banalny fakt, że różni piewcy "ucieczki od cywilizacji", wypisują te bzdety na Twoim forum dyskusyjnym, posługując się internetem? A jeśli przed pójściem spać do wygodnego łóżka umyją zęby, będzie to zabawna mieszanka hipokryzji ORAZ głupoty. A nie LUB.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Moja ocena Ch. McC. jest dokładnie taka, jak w trakcie pisania tego posta. Nigdy go nie wychwalałam. Odnajduję w nim jednak swoje własne (może dziecinne) marzenia. I współczuję mu. Popełnił straszny błąd.

      Nie sądzę, by którykolwiek z moich gości opowiadał się za CAŁKOWITYM porzuceniem cywilizacji. Takich fantastów tu nie ma. :)

      Usuń
    4. @ Kira
      I dlatego korzystanie z dobrodziejstw tej wstrętnej cywilizacji, połączone z pieprzeniem w bambus o "wolności" takiego lumpa (od czego, napisała powyżej Flavia) oraz "zniewoleniu" ludzi odrzucających takie brednie, są w mojej ocenie totalną głupotą, mega hipokryzją, lub jakąś ich mieszanką.
      Sama myśl że mógłbym być taki jak ten lump, byłaby dla mnie przedmiotem nie marzeń lecz bodaj czy nie najbardziej koszmarnego snu.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      Każdy odnajduje się w czymś innym. Dla Ciebie nie do pomyślenia jest ucieczka od ludzi, a ja po części to rozumiem. Co nie znaczy, że uważam za rozsądne.

      Usuń
    6. @ Kira
      P.S.
      Współczuć to ja mogę jedynie jego rodzicom. Jemu ani trochę. A na jego wyeliminowaniu, pula genowa społeczeństwa USA minimalnie ale jednak zyskała.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż, na szczęście nie każdy musi być pożyteczny dla społeczeństwa. ;)

      Usuń
    8. @ Kira
      W swojej deklaracji ideowej, napisałaś że zawsze chciałaś być dobrym człowiekiem. Dobrym dla kogo?
      Nie mówię przecież od razu o całym społeczeństwie! Możesz sobie wybrać wąski (w skrajnym przypadku jednoosobowy) krąg przyjaciół, których uznasz za godnych świadczenia im dobra. Możesz poświęcić się czynieniu dobra bezpańskim psom i kotom, na miarę swoich realnych możliwości. Ale czynić dobro jedynie sobie, potrafiłby praktycznie każdy. Żadna sztuka. Ty możesz to nazwać "yndywydualyzmem", ja parszywym egoizmem, ale będą to dwie różne emocjonalne nazwy tego samego zjawiska
      A ten lump nie umiał nawet tego. Pukanie w dno od spodu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    9. @ Stary Niedźwiedź

      Brak dobra to jeszcze nie zło. Można zatrzymać się w rozwoju moralnym, ale to nie oznacza, że się w nim cofamy.

      Czy każdy człowiek żyjący samotnie (z wyboru) jest bezwartościowym śmieciem? Czy określiłbyś tak pustelników?

      Usuń
    10. @ Kira
      Odnośnie człowieka samotnego, wszystko zależy od jego relacji z otoczeniem. Można być samotnikiem, którego po śmierci wielu jego znajomych ciepło wspomni. Można być mizantropem, o którym nikt nie powie ani dobrego, ani złego słowa. Lub łajdakiem, o którym inni powiedza że nareszcie zdechł.
      W dyskutowanym przypadku to nie było zatrzymanie sie w rozwoju ale ewidentny niedorozwój uczuć wyższych. Takie mentalne zatrzymanie się na etapie rozkapryszonego bachora, który wszystko zrobi "siam".
      Byłbym wdzięczny za choć krótkie info, co rozumiesz przez "bycie dobrym człowiekiem". Bo na pewno nie uważasz że wystarczy tylko mieć wszystko i wszystkich w wiadomym miejscu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    11. @ Stary Niedźwiedź

      A cóż jest złego w robieniu "wszystkiego" samemu? Niektórzy są sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Taką już mają naturę.

      Być dobrym człowiekiem oznacza czynić dobro. Faktycznie, do tego potrzebni są inni ludzie (lub przynajmniej zwierzęta).

      Usuń
  22. Witaj Kira.
    Przyznaję,że dopiero teraz,po przeczytaniu jeszcze raz Twojego wpisu zrozumiałem,że recenzujesz film,a nie przedstawiasz udokumentowane fakty z jego wyprawy.

    "Nie pamiętam, co czułam, patrząc na powolne konanie Christophera. Być może pociekła mi łza czy dwie, to wszystko. Znacznie bardziej było mi żal jego rodziców, których opuścił bez słowa wyjaśnienia. Ich niewyobrażalną rozpacz mógłby zrozumieć tylko ten, kto sam doświadczył zaginięcia dziecka. Wstrząsnęła mną scena, w której ojciec beztroskiego włóczęgi w pewnym momencie nie wytrzymuje nerwowo i siada na środku ulicy, by zapłakać bezgłośnie z tęsknoty za swoim dawno nie widzianym synem."

    Wychodzi na to,że ma problem z czytaniem ze zrozumieniem,niestety...

    "Każdy może wyciągnąć z tego filmu taki morał, jaki mu będzie pasował."

    Jak wcześniej napisałem,filmu nie oglądałem i nie zamierzam go oglądać.
    Teraz uzupełnię:Wystarczy mi Twoja recenzja.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Mędrek
      Ja też nie będę tracić czasu na oglądanie takiego bzdetu. A Kirze należą sie podziękowania za tę recenzję.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Witaj Niedźwiedziu.
      Coby nie patrzeć,zgoda.Kirze należą się podziękowania za tę recenzję.
      A tę zachętę:
      "W każdym razie warto obejrzeć" uznamy,że po przeczytaniu jej recenzji,film "obejrzeliśmy".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Mnie też nie chce się tego oglądać, destrukcja mnie jakoś mało pociąga

      Usuń
    4. To nie jest ponury film.

      Usuń
    5. @ An-Ka
      Masz rację. Destrukcja nie jest niczym przyjemnym do oglądania. A tym bardziej autodestrukcja.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Mędrek
      Można nawet powiedzieć że obejrzeliśmy to dzieło aż dwa razy. Bo po raz pierwszy, a zarazem ostatni.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  23. @ An-Ka, Kira, Mędrek i Tie Fighter
    Serdecznie Wam dziękuję za kulturalną dyskusję w gronie inteligentnych ludzi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...