01.10.2014

Ideologiczne zbydlęcenie


Pisałam o tym wiele razy, ale najwidoczniej muszę to napisać raz jeszcze, tym razem wyjątkowo dosadnie, co by niektórzy zrozumieli.

Otóż kiedy ktoś zaczyna mi pieprzyć, że należy pracować oraz mieć dzieci nie dla swojego dobra, a dla dobra ojczyzny, to ja go z miejsca uznaję za upośledzonego intelektualnie i moralnie degenerata. Za prymitywne, pozbawione godności ścierwo, które najpierw wcieliło się z ochotą w rolę tępego niewolnika i rozpłodowego zwierzęcia, a teraz próbuje ściągnąć do swojego poziomu innych.

Szczególnym draństwem ze strony takiego śmiecia jest promowanie swojej ideologii wśród ludzi młodych, czyli nieukształtowanych moralnie, często przewrażliwionych na swoim punkcie i w przeważającej większości podatnych na manipulację. Coś takiego powinno być karalne lub przynajmniej powszechnie potępiane. Warto tu zaznaczyć, iż zło takiego postępowania jest stopniowalne. Ci, którzy wmawiają młodej parze, że powinna się starać o potomstwo, to po prostu bezmyślne bydło, któremu wystarczyłoby wybić co najwyżej parę zębów. Jednak ci, którzy łażą po szkołach i wmawiają cudzym dzieciom, że nadrzędnym celem w ich życiu powinno być dobro ojczyzny, są już prawdziwymi skurwysynami, których należałoby skazać na wieloletnie galery.

Na wszelki wypadek dodam, że z identyczną pogardą i nienawiścią traktuję aktywistów każdej innej ideologii. Narodowcy, ateotalibowie, katotalibowie, genderyści, radykalni wegetarianie – oni wszyscy kierują się nie Prawdą, Dobrem i Mądrością, lecz wydumanymi ideami, lojalnością wobec „swoich” tudzież chęcią ujednolicenia świata na swoją modłę.

48 komentarzy:

  1. Szanowna Kiro,

    Zastanawiam się tylko czasem co by na to wszystko powiedzieli nasi przodkowie. Żyli nie stroniąc od zabaw i przyjemności, lecz w zdecydowanej większości było to co innego niż dzisiejsze patologiczne "korzystanie z uroków życia" wielu osób. Potrafili jednak w odpowiednim (nie mam tu na myśli 30-stki) wieku pogodzić się z faktem, że nie są już dziećmi i brali na siebie obowiązki ludzi dorosłych, z którymi radzili sobie oczywiście różnie, ale z którymi nie poradziłaby dziś sobie masa starszych od nich jedno dziesięciolecie osób. Do kwestii posiadania dzieci podchodzili jednocześnie na parę możliwych sposobów. Nie żyli w dzisiejszej wygodzie, dzieci ich uszczęśliwiały i pragnęli być dla nich rodzicami. Dopełniali tym katolickiego obowiązku. Jednocześnie też ich potomstwo powiększało pulę genetyczną Narodu, który nie jest wirtualnym wymysłem. Tym samym przedłużano nie tylko linię rodziny, ale i wspomagano Ojczyznę, którą autentycznie kochano. Czy jedna z tych rzeczy musiała wykluczać jakąś inną? Naród to zbiorowisko ludzi najczęściej w dalekiej linii z sobą spokrewnionych, za tym tkwi w naszym przypadku wiele wieków historii, wspólny i wspaniały język, kultura oraz tradycje. Rozumiem, iż są osoby, które nie czują chęci do posiadania dzieci, zawsze byli tacy. Czy jednak nasi dziadkowie oddając życie za Wolną Polskę mieli nadzieję, iż ich wnuki będą się od tej Polski odwracać, oddawać ją w ręce żywotnych ich Narodu wrogów, pozwolą się wyganiać za chlebem poza jej granice? Sądzę, że gdyby mój dziadek wiedział, iż współcześni Polacy nie będą chcieli już żadnej Ojczyzny, że nie będą czuli żadnej narodowej tożsamości i utracą swą wiarę, to nigdy by nie uciekał przez parę frontów, by do tej Polski wrócić. A mnie mierzi na myśl do czego to wkrótce doprowadzi. Już teraz mamy społeczeństwo, nie Naród. Już teraz mamy posoborowe judeo-katolickie cyganienie, a nie katolicyzm oparty na Tradycji Kościoła i jego Doktrynie. Może idę w tych rozważaniach daleko, ale przypominam sobie mą ostatnią wizytę w Polsce. To, co rzuca się w oczy to przede wszystkim przeogromne chamstwo. Nie wiem też jak tak bardzo można nienawidzić swoich własnych Rodaków, że w 38-milionowym kraju nie ma nawet wykwalifikowanej kadry sprzedawców, tylko kasjerzy i "doradcy" z pana filantropa łaski, których zerowy profesjonalizm musi na co dzień doprowadzać masę Polaków do białej gorączki. No i w sumie nie dziwię się, iż rodzi się tak mało Polaków. Kto ma ich rodzić? Widziałem w Polsce masę dziewczyn. Ładnych, jak to Słowianki. Ale rozumu za grosz. Uroda to jedyne co posiadały, urok znikał kiedy otwierały usta i zaczynały między sobą rozmawiać. Wulgarne, aroganckie, bezdennie głupie imprezowe studentki i ich koledzy w których nie ma za grosz prawdziwych mężczyzn: zero odpowiedzialności, realnej wiedzy i szacunku do płci przeciwnej. Oczywiście, w Internecie zaraz ktoś naskoczy, tedy piszę na wszelki wypadek, iż nie mam na myśli wszystkich. To jednak rzuca się najbardziej w oczy. Nie, nieliczne wyjątki nie zatrzymają tego trendu. Polski nie odzyska pokolenie maryhy, nara, masakra i spoko.

    Pozdrawiam serdecznie, aczkolwiek i ponuro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Robercie, czy Pan myśli, że mnie się podoba skundlenie kulturowe (czy raczej - popkulturowe) współczesnej młodzieży? Że nie ubolewam nad promocją marychy czy promiskuitywnego seksu? No cóż, mam nadzieję, że tak źle to Pan o mnie nie myśli.

      Napisałam wyraźnie, że brzydzę się aktywistami każdej z obecnie funkcjonujących w przestrzeni publicznej ideologii. Pan natomiast chciałby widzieć w Polakach patriotów i katolików. Nie ma tutaj między nami zgodności i nigdy nie będzie.

      Nie narzucam się nikomu ze swoimi wartościami, mogę je jedynie promować U SIEBIE. Jeśli ktoś chce wychować swoje dziecko w duchu życia dla ojczyzny - droga wolna. Ale od cudzych dzieci - wara!

      Usuń
    2. Czcigodna Kiro,

      Gdybym tak myślał, zarzuciłbym to wprost. A nie zrobiłem tego. W znacznie większym stopniu chciałem się odnieść do komentarzy wielu z Pani gości spod poprzednich wpisów.

      Nie chodzi o to, że chciałbym widzieć samych patriotów i katolików. Wiara jest rzeczą indywidualną i jeśli ktoś jej nie posiadł to ja nie chcę nikogo nawracać na siłę. Uważam jednak etykę katolicką za najbardziej sprawiedliwą, za najlepszą i dlatego nie chcę, by jakakolwiek inna w tym kraju z katolickim tradycjami obowiązywała. Patriotyzmu teoretycznie można dzieci uczyć, ale to tak nie działa. Jeśli wróg rządzi Ojczyzną, nawet Goebbels miałby problem z wtłaczaniem do umysłów dzieci takiej propagandy. Gdyby jednak Polską rządzili normalni Polacy, a zatem gdyby była dla nas praca na godnych warunkach, gdyby nie było problemów mieszkaniowych i ogromnych cen oraz podatków w stosunku do zarobków, gdyby obowiązywał normalny system emerytalny, gdyby dobrze miała się oświata, służba zdrowia, infrastruktura, gdyby stanowiono dobre prawo, gdybyśmy posiadali silne wojsko i pro obywatelskie siły porządkowe, gdybyśmy wspólnie pracowali dla dobra siebie, swych rodzin i Państwa, a co za tym idzie, gdybyśmy również zdobywali większe znaczenie za granicą, myślę iż tedy większość Polaków autentycznie kochałoby ten kraj i byłoby gotowych oddać za niego życie. Kto jednak będzie umierał za Polskę Kaczyńskiego, Tuska, Millera, Palikota, Balcerowicza? A może dobitniej: Sorosa, Morgana, Merkel, Beńka z Żydolandu, Pana Bambo? Nauka dzieci patriotyzmu to tylko sposób na to, aby rozumiały one wchodząc w życie dorosłe skąd biorą się porażki tego Państwa i co należy z tej miłości do Kraju Przodków uczynić, by również (a może i przede wszystkim) im samym żyło się tutaj jak najlepiej. Jest to sposób na zrozumienie, iż nie posiadamy własnej Ojczyzny. Ale gdyby była, tylko silny Naród może ją utrzymywać i rozwijać.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. PS: No, chyba, że Ojczyzna nie jest ważna i nasze dzieci mogą sobie wygodnie układać życie za granicą. Problem w tym, że tak nie jest. Może i założą rodziny tam na lepszych warunkach, lecz zawsze będą obcy. Tylko w Polsce będą u siebie i mogą jeszcze ją uczynić taką, jaka być powinna. Bez patriotyzmu rozleją się po świecie jako obywatele drugiej bądź trzeciej kategorii, a poświęcenie naszych dziadków nie będzie już nic warte. Czy naprawdę nikt nie chce już wspólnymi siłami zbudować kochającej ze wzajemnością swych obywateli Ojczyzny? Czy naprawdę ten globalizm przesiąkł w nas już tak bardzo, iż sądzimy, że łatwiej i lepiej jest żyć w angielskich bądź niemieckich gettach niż zacząć RZĄDZIĆ WE WŁASNYM KRAJU...?

      Usuń
    4. Panie Robercie, znam osoby, które wyjechały za granicę nie dlatego, że tutaj było im źle, tylko dlatego, że tam jest im LEPIEJ. I na pewno nie są obywatelami drugiej czy trzeciej kategorii. Naturalnie nie każdemu się za granicą powiedzie (mój brat i bratowa wrócili bardzo zniechęceni). Nie przeczę - są przegrani. Niemniej wmawianie ludziom, że powinni trzymać się kurczowo obszaru ziemi, na jakim się urodzili (lub też grupy ludzi, w której przyszli na świat) niezbyt mi się podoba.

      Przyznam szczerze, że gdyby ktoś zasugerował mojemu dziecku, że powinno np. kupować polskie produkty, dbać bardziej o rodaków niż o potencjalnego cudzoziemca i starać się znaleźć pracę w kraju, a nie za granicą, to bym się porządnie zdenerwowała. Podobnie jak w przypadku wmawiania mu, że "wśród Anglików czy Niemców zawsze będzie kimś gorszym". Byłoby to bowiem sprzeczne nie tylko z moimi wartościami, ale także ze zdrowym rozsądkiem.

      Dlatego pomimo autentycznej sympatii, jaką dla Pana żywię, nie mogę się z Panem zgodzić. Życzę Panu, aby udało się Panu wychować swoje potomstwo według własnych zasad, czyli na prawdziwych patriotów. :)

      Usuń
    5. Nie twierdzę, iż wszyscy będą przegrani. Niektórym się powiedzie. Nie chodzi o to, by trzymać się czegokolwiek kurczowo, ale ludzie szukają zazwyczaj stabilizacji i godnych warunków do życia. Nasze dzieci nie rozumieją, iż te warunki można sobie STWORZYĆ. We WŁASNYM kraju. Przy odrobinie wysiłku. Tak, jak nam się tylko spodoba. Będąc u boku podobnym nas. Nie musząc dostosowywać się do obcych kultur, religii, cywilizacji, a tak jest i będzie - to, że niektórzy z nas nie wierzą w Narody nie zmienia faktu, że wierzą w to Anglicy, Niemcy, Szwedzi, Francuzi, Żydzi, Amerykanie i inni. Dlatego my będziemy przegrani, bo oni wspierają się w kraju jak i za granicą, kupują produkty swoich rodaków i pracują dla dobrobytu własnego kraju. Dlatego nawet taki mało liczny Naród Szwedzki przetrwa mimo zagrożeń z zewnątrz, szczególnie, iż większość Szwedów wierzy w istnienie Narodu. Tymczasem Polska zniknie z map świata, bądź pozostanie jako 10-milionowa kolonia eleganckich Panów z obcymi paszportami. Możemy zaklinać rzeczywistość i wierzyć w to, że epoka Narodów już przeszła, tak jak dawne kultury i cywilizacje, ale Ci najsilniejsi twierdzą zupełnie inaczej... i niestety, w tym to oni mają rację. A Polacy pozbawieni tożsamości narodowej i zniechęceni do siebie wzajemnie przez nagromadzenie w czasach PRLu i III RP masy negatywnych cech społecznych, mogą jedynie mieć nadzieję, iż w przyszłych układankach znajdzie się dla nich miejsce. Że znowu zdarzy się cud i że ktoś nas uratuje. I ja z całą do Pani sympatią stwierdzam, iż cieszę się, mogąc porozmawiać z kimś o tak odmiennym poglądzie, a w taki miły sposób.

      Usuń
    6. Cóż, panie Robercie, różnimy się od siebie w zasadniczej sprawie: ja potrzebuję ludzi, Pan zaś - Narodu. Tej różnicy się nie przeskoczy. ;)

      Dziękuję za miłą rozmowę.

      Usuń
  2. Niepotrzebnie tak mocne słowa i tyle emocji. Mamy do czynienia z różnymi punktami widzenia, które niekoniecznie mogą do nas przemawiać. Wydaje mi się, że największym problemem w rozważaniu o dzietności jest brak powiązania rozmnażania z myśleniem :) Zabrzmiało niepoważnie, a problem jest poważny. Wystarczy chociaż raz odwiedzić ośrodek pomocy społecznej czy porozmawiać z kimś znajomym tam zatrudnionym. Wniosek nasuwa się tylko jeden: spora część osób korzystających z tego rodzaju instytucji nie wiąże posiadania dziecka z faktem zapewnienia mu utrzymania i zorganizowania wychowania. Mamusia daje na prawo i lewo, dzieciątka się rodzą, podatnicy utrzymują, bo tatusiowie albo nieznani albo jedynym wysiłkiem, jaki w życiu podejmowali, to uzbieranie na kolejną flaszeczkę. Mamuńcia wściekła na cały świat, roszczeniowa, a w dodatku wybredna, potrafi odrzucić oferowaną pomoc, a nierzadko sprzedać za bezcen ofiarowane przedmioty lub wyrzucić żywność. Taka mnoga "rodzina", nauczona życia z pieniędzy podatników, braku szacunku - "bo dane", a nie zakupione z własnej pracy, tylko w przyszłości powieli podobne zachowania, tj. skupi się na korzystaniu z pomocy społecznej i konsumpcji taniego alkoholu. Bo innego świata nie pozna, ani też nie chce zmienić nic w swoim minimalistycznym szczęściu, które kręci się wokół wypłaty zasiłku, drobnych kradzieży, bezmyślnej kopulacji i chwili alkoholowego zapomnienia. Takiej wielodzietności mogę powiedzieć jedynie stanowcze NIE i z bólem słucham, jak marnotrawione są pieniądze państwa, czyli też i owoc mojej pracy. Jednym zdaniem: poczęcie dziecka to odpowiedzialność, podobnie jak i jego wychowanie oraz utrzymanie. Jeżeli ktoś ma możliwość, by tego dokonać, to przy okazji działa też na rzecz dobra wspólnego, przecież to oczywiste. Samą wysoką dzietnością niczego się nie załatwi, poza podwyżką podatków, bo z czegoś trzeba płodnych nierobów utrzymać. Drugą stroną medalu jest hedonistyczne i egoistyczne życie tzw. singla, które do niczego nie prowadzi. Ale że do miłości i odpowiedzialności, pracowitości i uczciwości nie można zmusić, to obydwie postawy budzą we mnie negatywne odczucia. Może nie ujmuję ich w tak masywne słowa jak Ty, ale po prostu staram się żyć inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post napisałam pod wpływem pewnego komentarza. Faktycznie, reaguję na te wszystkie "patriotyczne" pierdoły alergicznie.

      Nie sposób nie zgodzić się z Twoim postrzeganiem bezmyślnej wielodzietności. Co można jednak z tym fantem zrobić?

      Nie uważam, by single byli większymi egoistami niż dzieciaci. A może miałeś na myśli jakiś specyficzny gatunek singla? ;) Cóż, dla mnie ocenianie czyjegoś życia wydaje się bardzo nie na miejscu (chyba, że w grę wchodzi krzywdzenie).

      Usuń
    2. Namawianie, by kobieta robiła z siebie maciorę nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Czym innym jest taka polityka, dzięki której młode małżeństwa chcą mieć dzieci i jest to dla nich wykonalne bez rezygnacji z aktywności zawodowej, bo nie muszą harować od rana do późnych godzin wieczornych, by zapewnić sobie standard życia niemieckiej sprzątaczki.

      Wyjście z bezmyślnej dzietności jest proste: nie dawać. Rozwiąże się problem radykalnych imamów i wielodzietnych rodzin na Zachodzie, które nie chcą się integrować i swoją niechęć wykazują wysadzaniem środków komunikacji publicznej bądź odcinaniem głów. Tak samo zadziała owa metoda na wieczne niezadowolone jamochłony. Jednakże od naszej populistycznej klasy politycznej nie spodziewam się myślenia. Ale ziarnko do ziarnka... Należy uczyć szacunku do pracy i przekonania, że na wymarzone dobro należy sobie zapracować. Takie wartości wyniosłem z domu, stąd moja alergia na rozdawnictwo, urzędniczą "pomoc społeczną", czy łatwe obietnice polityków wobec spasionych związkowych krzykaczy.

      Nie miałem na myśli nikogo konkretnego, tylko pewien egoistyczny model życia ukierunkowany na przyjemności, szpan, konsumpcję i karierę po trupach. Nie oceniam nikogo, jeśli dokonał wyboru dla dobra ogólnego lub nie czuje się dobrze w związku. Myślę raczej o kimś, kto innych ludzi traktuje instrumentalnie, a płeć przeciwną jedynie wykorzystuje, samemu nic nie dając.

      Usuń
    3. No cóż, drogi Celsusie, zdaje mi się, że Ty wcale nie myślisz o singlu jako takim, tylko o jakimś niedojrzałym dupku.

      Moim zdaniem sensowna pomoc społeczna polegałaby na zapewnieniu biedakom jedzenia oraz jakiegoś dachu nad głową. Ale za alkoholowe libacje czy inne tego typu wybryki powinny być nałożone kary pod postacią prac społecznych.

      Usuń
    4. To już zależy od definicji :) Kiedyś określano takie osoby mianem hedonistów, egoistów, samolubów itp. Ktoś, kto nie jest w stanie podzielić się swoim życiem, nigdy nie będzie naprawdę szczęśliwy. Naturalnym dzieleniem się jest rodzina. Można inaczej, ale tak jest najłatwiej.

      Alkoholowe libacje też są dla ludzi. W dobrym towarzystwie miło jest napić się nieco za dużo wina i wcale nie trzeba kończyć zabawy rzyganiem z balkonu, czy tarzaniem się po podłodze :) Jednakże styl życia polegający jedynie na braniu niczym nie różni się od egoistycznego "singla". Dach nad głową trzeba umieć wykorzystać. A taki często jak dany, to zaniedbany, bo po co dbać o coś, co się dostało? Pomoc powinna kreować szansę. Powinna być udzielana, gdy widać nadzieję na jej wykorzystanie.

      Usuń
  3. @Kira

    Pomijając Twój wybuch - wygląda na to, że "rodzić dla ojczyzny" to jakaś fraza aktywująca tryb terminatora ;) - Twój post jest świetną okazją do dyskusji, co w dzisiejszych czasach daje nam Ojczyzna.

    Osobiście rozumiem rodzinę. Rozumiem wspólnotę. Rozumiem grupę etniczną w rodzaju Katalończyków czy Ślązaków. Rozumiem wspólnotę religijną. Ale za Chiny ludowe nie potrafię pojąć, co takiego jest w narodzie, że mamy za niego walczyć i ginąć.

    Wspólna historia? Bo mój dziadek z jego dziadkiem zostali wywiezieni przez ruskich na Syberię. Albo walczyli w Powstaniu Warszawskim. A praprapradziadkowie w wojnach napoleońskich? No to super, ale jak ma się to do dzisiejszego świata, gdzie ludzie raczej patrzą w przyszłość, niż wstecz?

    Wspólna mowa? No miło jest spotkać Polaka za granicą (o ile nie rzuca kurwami pod Tesco w UK). Ale po szybkim "skąd jesteś" i "co tu robisz", rozmowa jest właściwie identyczna jak z każdym innym Włochem, Anglikiem, Amerykaninem. Czy za parędziesiąt lat ludzie nie będą rozmawiać w internetowym lingua franca wszędzie poza domem?

    Wspólna przyszłość? No właśnie tego nie widzę. Pomijając sprawnych inaczej polityków, wyrytą w mentalności chęć do zaczepek i bezsensownych zrywów narodowych, syndrom "psa ogrodnika" i parę innych narodowych wad, to czy kraj/naród nie są tylko pretekstem do wszczynania konfliktów, służacych jednynie temu, by trochę przesunąć linię na mapie?

    Pozdrawiam, Kamil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kamil Politowicz

      "Osobiście rozumiem rodzinę. Rozumiem wspólnotę. Rozumiem grupę etniczną w rodzaju Katalończyków czy Ślązaków. Rozumiem wspólnotę religijną. Ale za Chiny ludowe nie potrafię pojąć, co takiego jest w narodzie, że mamy za niego walczyć i ginąć."

      No to postrzegamy naród podobnie. Dla mnie jest to ogromna grupa ludzi, z którą się za żadne skarby nie zamierzam solidaryzować. Wspólny język i historia nie prowadzą do wspólnej przyszłości.

      Usuń
    2. W sumie to i ja też...tylko chyba jakoś trochę żal...Dlaczego żal ? nie umiem tego do końca sprecyzować, może tradycja, może właśnie ta historia ? Z drugiej strony jak mam do czynienia jakąś durną dziumdzią bez zasad lub z głupkowatym osiłkiem z łańcuchem na szyi, lub wrednym , oślizłym cwaniaczkiem w luksusowym samochodzie pogardzającym wszystkimi zmniejszym kontem w banku to sama siebie pytam - a co ja mam z nimi wspólnego i właściwie na cholerę mi ta wspólnota ? :(

      Usuń
    3. @An-Ka
      Naród odbieram jako pewną wspólnotę. Wspólnotę historyczną, ideałów, celów, języka, polityki...
      Oczywiście jak patrzę na buraka w szybkim samochodzie, który w ciągu godziny jazdy zbiera max punktów i mówi Sienkiewiczem juniorem, to zdaję sobie sprawę, że nad tym człowiekiem trzeba jeszcze bardzo długo pracować, zanim stworzymy jakąkolwiek wspólnotę. Bo na razie poza podstawowymi potrzebami fizjologicznymi, które ma każdy człowiek, od papieża po prostego dresa, nic nas nie łączy :) Śmiem wątpić, czy jakakolwiek praca nad takim typem jest możliwa. Sam mam alergię na Polaczka - cwaniaczka, na nierobów, pijaków i dupodajki. Przykre jest, ze ten Naród przywykł do minimalizmu, co cwaniactwa jako sposobu na przetrwanie, do prymitywnych zachowań, do korupcji i nepotyzmu jako codzienności. Gdyby był mi obojętny, gdybym koncentrował się wyłącznie na rodzinie, to bym tu tego nie pisał i bym na każdym kroku nie starał się zaszczepić elementarnej kultury współżycia społecznego. Zacząć można od przepuszczania pieszych na pasach, czy zapytania się baby wpychającej się do kolejki, czy jest się niewidzialnym... :) To zabawne, że lepszy Naród może powstać, gdy ludzie przekonają się, że utrata 30 sekund na kolejkę czy przy pasach nie jest tragedią :D Za naszą zachodnią granicą widać owoce przestrzegania takich drobiazgów.

      Usuń
    4. chyba widzimy to raczej podobnie

      Usuń
    5. @ Celsus

      Napisałeś bardzo mądry tekst. Marzy mi się właśnie takie lepsze, spokojniejsze, mniej prymitywne społeczeństwo. :)

      Proszę tylko, byśmy nie deprecjonowali słowa "minimalizm". Nie musi mieć ono pejoratywnego zabarwienia.

      Usuń
    6. Wiem, wiem, domki były urocze... :)

      Usuń
  4. W moim sercu Polska ma szczególne miejsce. Może jeszcze się z tego uczucia wyleczę, bo częściej męczy niż daje radość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się głęboko zastanawiam, czy w ogóle w chwili wieloletniego braku bezpośredniego i wyraźnie określonego zagrożenia z zewnątrz ma rację bytu cos takiego jak Naród. Czy właśnie nie to zagrożenie jest spoiwem/katalizatorem/ uświadamiaczem tożsamości narodowej.. Czy rzeczywiście w czasach bez tego zagrożenia nie wystarcza społeczeństwo ....Czy to dobrze, czy źle to już inna kwestia, ale tak mi to wygląda. Zresztą nie tylko w odniesieniu do naszego kraju, to raczej syndrom epoki. To, że dla kraju byłoby lepiej , gdyby rodziło się więcej dzieci i na dodatek w rodzinach odbiegających od modelu opisanego przez Celsusa to oczywiste. Jednak i mnie to się tak jakoś kojarzy z hasłem "tysiąc dzieci na tysiąclecie" czy czyms podobnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niepokoi jedno... Gdzie będzie praca dla tych urodzonych dzieci? Za granicą? Jeśli chce się więcej ludzi to trzeba mieć w kraju dla nich warunki, a nie ślepo rzucać, że jak będzie więcej dzieci to będzie dobrze, jak to czasem politycy robią. Inaczej nawet jak dzieci będzie się rodzić więcej to może się to Polsce nie opłacić. Uciekinier, czy bezrobotny nie będzie pracować ani na emerytury, ani dla dobra kraju.

      Usuń
    2. To nie trzeba aż tak daleko wybiegac w przyszłość.Gdyby kobiety - młode matki- wiedziały ,że po porodzie, po urlopie macierzyńskim wrócą do pracy - dzieci rodziloby się znacznie więcej.To naprawdę prosta sprawa - zabezpieczyć powrót ,zagwarantować, że jest nie do ruszenia (oczywiście poza jakimiś wykroczeniami,ale to inna bajka) np. do czasu, gdy dziecko skończy co najmniej trzy lata.

      Usuń
    3. Wróg zewnętrzny nadal jest, niejeden i bardzo poważny. To głównie za jego sprawą dla tych już urodzonych i wychowanych dzieci nie ma w tym kraju pracy. A że w jego obliczu nie powstaje żadna świadomość narodowa, jest to tylko i wyłącznie smutne.

      Usuń
    4. Ponieważ pojawił się wątek pracy, mam takie pytanie. Czy rzeczywiście chodzi o znalezienie pracy w POLSCE vs. pracy zagranicą? A jakby dzieci z Białegostoku znalazły pracę w Poznaniu to byłoby ok? Czym w takim razie różni się to do znalezienia pracy w Berlinie?

      Jeśli natomiast chodzi nam o znalezienie pracy w miejscu zamieszkania rodziny - to kłania się patriotyzm lokalny. Kupując u swoich (u pani Jadzi w spożywczaku, ale także kebaba u tego Turka na rogu) tworzymy miejsca pracy. Innego sposobu nie ma. Żaden rząd tego za nas nie rozwiąże. Reasumując: praca nie jest odpowiedzią na pytanie "po co nam naród".

      Usuń
    5. @Robert Grunholz- mnie chodzi o wroga oczywistego dla nawet najbardziej nieświadomego Polaka

      Usuń
    6. @An-Ka...
      przyznam, że zapodałaś niezłą zagadkę...
      kto jest wrogiem oczywistym dla Polaka, nawet takiego, który nie wie /lub wie, ale ma to nieuświadomione/?... dla takiego PRAWDZIWEGO Polaka... takiego ech, och i ach... takiego prawdziwszego od prawdziweja, najprawdziwszego z najprawdziwszych...
      rusek?... szwab?... żyd?... pedał?... lewak?...
      nie, to nie to...
      pijany zmutowany woźnica rikszy parowej?...
      nie, to też nie...
      a na ile liter?... i na jaką się zaczyna?...
      stop, nie podpowiadaj... już wiem...
      albo drugi Polak, albo on sam...
      innej opcji nie widzę...

      Usuń
    7. Proste.Okupant .Zaborca. Na jeźdźca. Przeczytaj mój pierwszy wpis. ,nie odpowiedź dla RG

      Usuń
    8. Bo zawsze bywalismy narodem w czasie wojen . rozbiorów itd. Tyle słów Ci się zmarnowało:)

      Usuń
    9. @ An-Ka
      Jak słusznie zauważył na "Antysocjalu" Tie Fighter, w XXI wieku pokój jest tylko kontynuacją wojny innymi środkami. I dlatego wróg jest mniej widoczny, niż podczas klasycznych konfliktów ubiegłego stulecia. Do tego dochodzą tak paskudne poglądy, jakobyśmy mieli być Europejczykami w skali makro, zaś w skali mikro mieszkańcami jakiegoś "euroregionu". Czyli co najwyżej Pomorzanami lub Małopolanami. Polskę z premedytacją ruguje się z tych klasyfikacji.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. @An-Ka...
      moja wypowiedź była żartobliwa, ale myślę, że nie pozbawiona głębszego sensu...
      natomiast rzeczywiście wrogiem dla Polaka /cokolwiek to słowo miałoby znaczyć/ jest zawsze ten, kto nim rządzi, nawet jeśli to jest inny Polak...
      /kwestię rządów Kościoła Rz-kat. i państwa Watykan, dla którego kraj zwany Polską od wieków stanowi dominium odłóżmy na bok, bo to kompletnie osobna sprawa/...
      natomiast w ostatnich dekadach stało się coś bardzo niefajnego... otóż po pozbyciu się władzy pochodzącej ze wschodu większość Polaków pozbyła się czujności, wpadła w stan pewnego rozleniwienia psychicznego, w sumie nie wiem, jak to nazwać... powtarzają za mediami hasełka o wolności, wolnym rynku, wolności słowa, etc, które są de facto humbugami... i dają się robić w wała /statystyczna większość/, sami pomagają budować swoją klatkę...
      czyżby ten dawny zbuntowany Polak, hardy, cwany, dający sobie radę przestał istnieć, a Polska, która miała być Polską, przestała tą Polską być?...
      piszę to z pozycji dość marnego patrioty, zawsze było mi bliżej do kosmopolityzmu... czyżbym się źle oceniał, skoro jednak zauważam to wszystko, o czym wspominam?... a może "patriocieję" na "stare lata"?...

      Usuń
    11. Obaj macie racje . którym ja nie zaprzeczam. Opisuję tylko pewne zjawisko

      Usuń
    12. @ An-Ka
      Krytyka skundlenia sie polskiego społeczeństwa, często zwanego procesem lemingowacenia, istotnie jest zasadna. Ale już pogląd jakoby dla Polaka wrogiem był ZAWSZE ten, kto mim rządzi to jedynie żałośnie prymitywna anarchia. Na ogół idąca w parze z równie głupimi a za to znacznie bardziej toksycznymi poglądami. Głoszącymi że wolność to prawo do utopienia całego świata w fekaliach.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    13. @Stary Niedźwiedziu -myślę, że gdyby pkanalia napisał "dla pewnego gatunku Polaka wrogiem jest zawsze ten kto rządzi" - byłoby to jednak naprawdę zgodne z prawdą :(.Traktuję to jako pewną figurę retoryczną ,służącą pokazaniu polskich wad a nie jako aksjomat dotyczący każdego Polaka czy nawet projekcję poglądów własnych.Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    14. Przepraszam, czy to ma związek z powiedzeniem, że "Gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie"?

      Usuń
    15. @An-Ka /także Kira/...
      generalnie nie lubię uogólnień określających cechy jakiejś grupy ludzi, staram się patrzeć na każdego człowieka z osobna... ale już jeśli do takich uogólnień dochodzi w dyskusji, to wiadomo, że mowa jest o pewnych prawidłowościach natury "statystycznej", a nie jest to charakterystyka każdego osobnika tej grupy /zwłaszcza, że nie zawsze bywa do końca jasne, kto do tej grupy należy/...
      weźmy taki przykład powiedzonko "Polak potrafi" określającego /nieraz w żartobliwych kontekstach/ pewną "cechę narodową"... albo przysłowie zacytowane przez Kirę... pierwsza rafa to doprecyzowanie pojęcia "Polak", ale załóżmy teoretycznie, że została pokonana, to nadal nie znaczy, że "każdy Polak potrafi", bo okazuje się, że wielu Polaków "nie potrafi"...
      czyli jeśli stwierdzam, że "wrogiem Polaka jest rządzący /bo, w domyśle, Polak nie lubi być rządzony"/, a potem dodaję, że ta "cecha narodowa" ostatnio uległa zmianie na minus, to /chyba/ OCZYWISTE jest, że moje stwierdzenie nie dotyczy wszystkich Polaków...
      natomiast co z tych szacowanych z grubsza /intuicyjnie do tego/ cech jest wadą, co zaletą, zależy od punktu widzenia... owa hardość Polaków czasem wychodziła /wychodzi/ Polakom na dobre, czasem na złe, więc trudno tu o jednoznacznie obiektywne wartościowanie wspomnianej cechy...

      Usuń
    16. Tak to właśnie odebrałam

      Usuń
    17. @ An-Ka
      Wobec takiego tłumaczenia, przypomniał mi się żartobliwy słownik, tłumaczący język publikacji naukowych na mowę potoczną:
      Powszechnie wiadomo że - jest jeszcze jeden facet który też tak uważa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Miła Kiro: jakkolwiek niewątpliwie słuszne i sprawiedliwe jest Twoje oburzenie na wszelkiej maści bezrozumnych, bezdusznych, pozbawionych uczuć wyższych ideologów, to przypadek "nawoływaczy" do patriotycznego rodzenia dzieci jest naprawdę Twojego oburzenia niewart. A jest tak dla tego, że w liczącej sobie ponad 10 tys. lat historii ludzkości przypadek "patriotycznej prokreacji" zanotowano słownie jeden. Dotyczy on mianowicie córki Królowej Wiktorii, której troskliwa mama przed nocą poślubną zalecała zamknąć oczy i myśleć o Anglii. Chodzi co prawda bardziej o przypadek defloracji niż prokreacji i nie wiadomo czy córuś posłuchała koronowanej mamy ale jednak zawsze.
    pozdrowienia
    grzes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz racji, Grzesiu. Gdybym nie natykała się w wirtualu na pieprzenie, że należy mieć dzieci, bo "Kto będzie pracował na nasze emerytury?!" lub "Polska wymiera!", to bym tego tematu nie poruszała.

      Usuń
  7. I w tym kurestwie, o którym napisałaś przodują niestety kobiety. Zadają mnóstwo pytań, kiedy wyjdziesz za mąż? A jeśli nie to, dlaczego? Należy szukać jakiegoś partnera . A kiedy będziecie mieć dzieci? Bo to już czas itp. durnoty. Większość mężczyzn takimi rzeczami się nie interesuje a jeśli zadadzą pytanie to nie szpilują . No cóż kalifat islamski tworzą także kobiety, więc co się dziwić naszym krówkom rozpłodowym. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzenie dzieci dla narodu, państwa? O takich rzeczach gadają raczej środowiska narodowo skrajne, ale zwykli ludzie raczej nie rodzą dzieci dla narodu czy państwa. Wątpię, aby normalny człowiek w ten sposób myślał.

      Usuń
    2. @ Julianne

      Tak, masz rację, to głównie kobiety tak jęczą.

      Usuń
  8. Melduję się na wezwanie uroczej autorki... upośledzony intelektualnie i moralnie degenerat, prymitywne, pozbawione godności ścierwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dibeliusie, zakazuję Ci obrażania Dibeliusa! :)

      Usuń
  9. Czcigodny Dibeliusie
    Dołączam do Ciebie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czcigodna Kiro
    Wiele razy pisałaś, że nie lubisz podziałów zero - jedynkowych. Jest oczywiste, że dzieci ma się PRZEDE WSZYSTKIM dla siebie, ale PRZY OKAZJI, zyskuje na tym społeczeństwo.
    Nie jestem zwolennikiem patriotyzmu martyrologicznego. Ale jeśli ktoś zacznie młodym ludziom tłumaczyć, że świat ma się dla nich kończyć na czubku ich nosa, a wszystko co znajduje się już o milimetr dalej, maja równo olewać, uznam takiego ideologa za "upośledzonego intelektualnie i moralnie degenerata oraz prymitywne, pozbawione godności ścierwo".
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Rozsądny komentarz. :)

      Pozdrawiam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...