24.10.2014

Rodzicielstwo - czy tylko dla wybranych?


Czasami nam się wydaje, że jesteśmy od innych o wiele, wiele mądrzejsi. A co za tym idzie, lepiej byśmy pokierowali cudzym życiem. Doradzilibyśmy wzięcie kredytu w tym, a nie innym banku; odradzilibyśmy kupienie domu na wsi; żyjącym w konkubinacie znajomych zalecilibyśmy wzięcie ślubu; młode małżeństwo namówilibyśmy na dzidziusia; wychowalibyśmy cudze dzieci.

I wielu przypadkach mielibyśmy pewnie rację. Nasza rada mogłaby ustrzec kogoś przed popełnieniem koszmarnego błędu. Ale czy to oznacza, że powinniśmy bezustannie kogoś pouczać? Wszak za nikogo życia nie przeżyjemy. Warto ostrzegać ludzi, warto im doradzać – ale z umiarem! Bądź co bądź to nie my poniesiemy konsekwencje, jeżeli nasze zalecenia przyniosą więcej złego niż dobrego.

A propos wychowywania dzieci – wczoraj zawitał do nas mój ukochany braciszek z córeczką. Ucieszyliśmy się z odwiedzin, zwłaszcza mama i Nuka (nasz duży pies), które okazywały Poli najwięcej atencji. W pewnym momencie trzeba było przy pomocy paru klapsów spacyfikować tę drugą, gdyż w porywie miłości zaczęła skakać na dziewczynkę. Jak już kiedyś wspominałam, nie jest to zbyt dobrze wychowany pies.

Pod koniec wizyty mój brat zrobił coś, co mnie trochę zirytowało, a mianowicie dał córce smoka. Ta praktyka drażniła mnie już wcześniej, cóż dopiero teraz, kiedy dziecko ma niespełna dwa lata. Mocno zniesmaczona, po raz pierwszy pozwoliłam sobie wyrazić krytyczną opinię na ten temat. Zrobiłam to jednak w sposób oględny i kiedy brat zbył mnie uwagą, że „ona tego chce”, zamknęłam się. Jestem w końcu tylko ciocią. Smoczek wydaje mi się obleśny, a zarazem zbędny, ale nic mi o jego rzekomej szkodliwości nie wiadomo. Muszę zatem uszanować wolę brata i bratowej, którzy postanowili córce w tej kwestii ustępować.




Czasami wraz z Lubym dywagujemy, jak też byśmy chcieli wychowywać nasze potencjalne potomstwo. Oboje zgadzamy się co do tego, że musielibyśmy wyprowadzić się na tyle daleko, by rodzice nie mogli się wtrącać w nasze metody ani nie próbowali narzucić celów. Dzieciństwo jest najważniejszym okresem naszego życia, nabiera się wówczas przyzwyczajeń, które mogą nam towarzyszyć aż do śmierci. Najchętniej w ogóle bym nie dawała dziecku smoczka, a na słodycze czy telewizję pozwoliła tak późno, jak to tylko możliwe. I bez przesady z zabawkami; Pola ma ich multum, a i tak najchętniej bawi się tym, co akurat nawinie jej się pod rączki. Nasze dziecko chowałoby się w otoczeniu zwierzaków, słuchałoby muzyki klasycznej, nauczyłoby się czytać w wieku 5-ciu lat, od maleńkiego wdrażałoby się w obowiązki domowe, itp., itd.

Nie obrażę się, jeśli napiszecie, że są to wywody rozmarzonego teoretyka. Jak by to było naprawdę Bóg jeden wie. Jedno jest pewne: nie życzylibyśmy sobie z Lubym nawału cudzych rad, nie mówiąc o nakazach czy zakazach ze strony domorosłych moralizatorów. Nie po to decydowalibyśmy się na dziecko, żeby kształtować jego charakter czy kręgosłup moralny według cudzych założeń. Naturalnie każdy będzie miał prawo ocenić, czy nasze wysiłki przyniosły dobre czy złe owoce. Ja przecież robię to samo, oceniając wychowanie cudzych dzieci. Przypuszczam, że popełnimy sporo błędów; będziemy pewnie wzywani do szkoły, dziecko będzie miało opinię trudnego, może nawet aspołecznego. A może jednak nie? Może będzie ciche, grzeczne, skore do współpracy? Nie wiem i nie zamierzam się tym specjalnie przejmować. Wychowamy je po swojemu, ustępując tylko wobec zaleceń lekarza, ewentualnie mądrych pedagogów. Albowiem wychowanie dziecka jest prawem i obowiązkiem jego rodziców (lub prawnych opiekunów), a nie całego społeczeństwa.

(Wbrew obawom niektórych moich gości, taki pogląd nie oznacza przyzwolenia na każde kurewstwo. Bicie, poniżanie czy zaniedbanie powinno skutkować umieszczeniem dziecka w placówce opiekuńczej, a w drastycznych przypadkach – całkowitym odseparowaniem go od rodziny. Są to jednak sytuacje absolutnie wyjątkowe.)

74 komentarze:

  1. Kiro - masz całkiem mądre poglądy na wychowanie. Smoczek -cóż, z tym bywa różnie , ja dawałam tylko do zasypiania, wyciągając z głośnym plaśnięciem a po roku zabrałam definitywnie, dzieci czuwające , niezależnie od tego czy małe czy większe to dla mnie coś kompletnie bez sensu, udowodniono, że ssanie obniża percepcję w trakcie tej czynności. Jednak dzieci są różne, Natomiast nie znajduję śladu usprawiedliwienia dla telewizji i słodyczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukier uzależnia. :/

      Usuń
    2. Jak się go nie poda pierwszy raz to nie uzależnia :)

      Usuń
    3. Problem w tym, że cukier jest w bardzo wielu produktach. Musielibyśmy sami produkować swoją żywność, żeby go uniknąć. Ale ta opcja raczej nie wchodzi w grę.

      Usuń
    4. Zależy co nazywasz cukrem Kiro. Czy tylko sacharozę i słodkosmakowe cukry proste czy zaliczysz do nich też skrobię, pektyny i celulozę?
      Musiałabyś dzieciaka przestawić na dietę tłuszczowo-białkową. Inuici jakoś na niej żyją. W Europie średnio to sobie wyobrażam. Zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie surowej foczej wątróbki i skórek od halibuta.

      Ups! A wątróbka zawiera glikogen. A to też węglowodan.
      I co teraz?


      Kurna Maciek

      Usuń
    5. Nie wpadajmy w skrajność, węglowodany są w naszej diecie niezbędne.

      Usuń
    6. Mój przesadyzm był jak najbardziej zamierzony Kiro.
      Więc nie cukier nasz wróg ale źle wyważone proporcje białka/lipidy/węglowodany co jest znakiem naszych czasów.
      Więc może zamiast cukierkami rozpieszczać dzieci migdałami i orzechami. Co Ty na to?


      Kurna Maciek

      Usuń
    7. Kurna Maćku, ja mam o cukrze takie pojęcie, jak przeciętny Polak, czyli: bójta się sacharozy! O pozostałych cukrach wiem tyle, ile przeczytam w Internecie. Tak więc na ten temat pogadasz prędzej z An-Ką niż ze mną.

      Migdały i orzechy z pewnością będą częstym gościem na naszym stole. Jakiś czas temu wydałam w Auchan kilkadziesiąt złotych na mieszanki owocowo-orzechowe. Nie jest to tani przysmak, niestety.

      Usuń
    8. Ano nie jest tani przysmak Kiro. Gdzież te czasy kiedy z moją pierwszą odkryliśmy piękną kępę leszczyn w lesie. Trzeba tylko było zdążyć przez wiewiórkami. Leśne orzechy były drobne. Nie takie jak te sklepowe. Ale jak smakowały. A co do weryfikacji obrazkowej, to pojawia się też na Twoim blogu. Może nie dotyczy to stałych nicków?
      Bo ja mam anonimowy.


      Kurna Maciek


      A Auchan niech będzie przeklęty za wchłonięcie Reala i "zniknięcie" paru fajnych i niedrogich produktów.

      Usuń
    9. Cukry proste .

      Usuń
    10. @ Kurna Maciek

      Auchan skusił mnie właśnie niższymi cenami oraz większym wyborem produktów.

      Usuń
    11. to, czy dziecko będzie jadło cukier zależy tylko od diety rodziców... jeśli ja jem słodycze nie widzę szans odmówienia ich dziecku :/

      a ja jem

      też miałam 1000 Szczytnych i Ambitnych Pomysłów Na Wychowanie, ale poległam
      bo musiałabym być cerberem: odstraszać inne rodziny (które jedzą cukierki, dają dzieciom tablety, puszczają bajki itede) a nawet mojego męża, bo on ma trochę inne poglądy na wychowanie, non stop kontrolować co robi dziecko itede

      nie sposób, chyba że się naprawdę ma duszę hitlerowca albo jest Amy Chua

      pozdrawiam!

      Usuń
    12. No tak, wszystkie nasze plany zweryfikuje życie. :)

      Również pozdrawiam.

      Usuń
  2. Sacharoza jest dwucukrem bardzo powszechnym w przyrodzie. Nawet w czasach gdy nie była dostępna jego krystaliczna forma był obecny w człowieczej diecie. Nawet burak ćwikłowy zawiera go koło 8%. Inne owoce i warzywa też ją zawierają.
    Więc może nie chodzi o uzależnienie, ile raczej o psujstwo zębowe u dzieci Kiro.


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno i drugie mnie martwi, Kurna Maćku. Ale skoro już jesteśmy przy zębach, to postaram się wyrobić u dzieciaka zwyczaj mycia paszczęki po każdym posiłku.

      Usuń
  3. A tak poza tym, co się dzieje na blogach, że system każe wklepywać jakieś durne cyferki jak na za przeproszeniem bramce SMS i udowadniać że się nie jest automatem?

    Co do uczenia dzieci mycia zębów to istna katorga. Jak się ongiś zwaliła do mnie ciotka z czwórką drobiazgu i goniła wieczorem do mycia zębów, to miałem w łazience buczący czterosilnikowy bombowiec i niezbyt czyste kafelki po fakcie.

    A co do tezy przewodniej masz rację Kiro. Rodzicielstwo to luksus dla wybranych. Bo pozwalanie do używania dzieci do leczenia kompleksów ciotek i dziadków to draństwo i podzwonne niewolnictwa a nie żadne rodzicielstwo.
    A zatem wyprowadzenie się od rodziców i bycie całkowicie niezależnym materialnie jest tu jak najbardziej na miejscu. Tylko jakże to rzadkie w tych cholernych czasach.


    Kurna Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim blogu nie ma weryfikacji obrazkowej, a za cudze nie odpowiadam, Kurna Maćku.

      Czasami da się wytrzymać z rodzicami, czasami nie. Bywa też, że to rodzice nie mogą wytrzymać ze swoimi dorosłymi dziećmi. ;)

      Usuń
  4. Czcigodna Kiro
    Dużym, ale za to jakże miłym zaskoczeniem, jest dla mnie Twoja deklaracja korzystania z pomocy i stosowania się do rad lekarza, zamiast znachora. A pamiętając dzieje Przecławy, na wszelki wypadek życzę Tobie, aby tym hipotetycznym dzieckiem była jednak córka a nie syn.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      Czcigodna Kiro
      Mówiąc o córce, zapomniałem dodać, że powinna być raczej filigranowej budowy. Bo syna - chłopa na schwał, strach się bać.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Jeżeli chodzi o imię, to powinno być takie jak ubranie: oryginalne, ale nie dziwaczne.

      Znachor może się okazać potrzebny, jeśli nasza rzekomo powszechna i darmowa "służba zdrowia" nie da nam szans na wyleczenie dziecka w tzw. normalny sposób.

      Usuń
  5. Zastanawiasz się, według jakich założeń wychować dziecko. Nie każde dziecko daje się wychowywać, nieraz same przyjmuje sobie założenia. Jeśłi nie chcesz brutalnie łamać jego woli, pozostaje się tylko z taką sytuacją pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      W niektórych przypadkach taka postawa dziecka jest światełkiem w tunelu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
      Niekiedy światełkiem w tunelu diabelskiej ciemności, obrzygującej otoczenie chytrym i chciwym skomleniem. Dlatego starają się zabić dzieci zawczasu...
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  6. anonim anonimowy24.10.2014, 23:04

    Najłatwiej wychowuje się hipotetyczne dziecko.
    Zaleta bezdyskusyjna.Nic to nie kosztuje,a ile radości z takiego dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  7. pytanie brzmi, czy zakazać dziecku chodzenie do kościołu, czy nie?...
    optuję za przyzwoleniem...
    bo...
    gdy zakażemy tej kretyńskiej zabawy, to dzieciak i tak tam pójdzie... na zasadzie "owocu zakazanego" jest spora szansa, że gówniarz wsiąknie i zamuli sobie mózg...
    natomiast, gdy nie zakażemy, to niech dzieciak sam zobaczy, jaka maniana tam się odbywa... reszty się dowie w domu...
    puenta jest taka, że dając dziecku luz, większa jest szansa, że w dalszym życiu nie będzie idiotą... a w końcu chyba o to chodzi, by dziecku było w życiu dobrze?...
    ...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Od najmłodszych lat będziemy uświadamiać dzieciakowi, że ci, którzy mienią się być reprezentantami Boga, są najczęściej odrażającymi oszustami.

      Usuń
  8. @ Kira
    "..są NAJCZĘŚCIEJ odrażającymi oszustami."
    W takim razie jestem zupełnie spokojny o to, że dziecko karmione "Fakami i szitami", czy rewelacjami rodem z wolnościowych latryn, w końcu zacznie samodzielnie myśleć i zapewne wyrośnie na chrześcijanina.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Szyderstwo zbędne. Nie zamierzam karmić dzieciaków żadną ideologią. Uleganie którejkolwiek przynosi bardzo złe efekty, choćby pod postacią dzielenia ludzi na "naszych" i "onych". (Polecam wpis pt. "W krainie lemingów z 14.01.2014.)

      Usuń
    2. @Kira
      Skoro tak, to po co napisałaś to NAJCZĘŚCIEJ? To przecież nic innego jak ideologia. Wyjątkowo obrzydliwa, bo oparta na "impresjonistycznych" zakłamanych poglądach, których źródła podałem.
      Wśród duchownych, jak w każdej odpowiednio licznej populacji, zdarzają się i łajdacy. Ale jeśli porównasz częstość występowania różnych czynów przestępczych, okaże się ona NIŻSZA. Więc skoro chcesz z wychowania wyeliminować WSZYSTKIE ideologie, warto umieścić ateotalibańskie bajeczki w jedynym godnym ich miejscu. Mam na myśli gwóźdź w sławojce.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Odróżniłbym krytykę religii dokonywaną przez mendy moralne od krytyki wygłaszanej przez osobę o najwyższych aspiracjach moralnych. Taka osoba ma wizję religii idealnej, stąd wynika surowość Jej osądu.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Proszę czytać ze zrozumieniem. Nie napisałam, że księża, pastorzy, imamowie, rabini czy - jak Ty ich nazywasz - "rodzimowierczy śmierdziele" są podłymi ludźmi. Napisałam, że są "odrażającymi oszustami". Bo jeśli ktoś twierdzi, że WIE, czego chce od nas Bóg, to jak można go nazwać? No chyba, że oni naprawdę w to wierzą - wówczas mogę uznać, że większość z nich po prostu zgłupiała, zaś pozostali posiedli jakimś cudem ułamek wiedzy o Bogu, który trudno będzie jednak wyłuskać z nawału fałszywych informacji.


      @ Dibelius

      Rozbraja mnie Twoje poczucie humoru. Jesteś jak Monty Python i Al Yankovic w jednym. Cmok! :)

      Usuń
    5. @ Kira
      Jedynym źródłem poznania, czego Bóg od nas oczekuje jest WIARA. Ci którzy dostąpili łaski wiary, jednocześnie akceptują pewne zasady, na ogół przekazane nam przez ludzi obdarzonych Jego szczególną łaską. I oni mówią, że WIEDZĄ, czego ON od nas oczekuje. A że nie zawsze się do tego stosują? Człowiek jest wielce ułomna i niedoskonałą istotą.
      Oczywiście wierzący wiedzą o Nim jedynie tyle, ile On uznał za stosowne nam przekazać. Bo przekonanie, że jesteśmy w stanie poznać więcej, to oczywisty absurd. A więc z poznaniem WSZYSTKIEGO człowiek myślący da sobie spokój.
      Zatem użycie określenia "odrażający oszuści" w stosunku do ludzi głoszących wiarę i wynikające z niej zalecenia, świadczy jedynie o tym, że pisać tym bardziej należy ze zrozumieniem słów, którymi piszący się posługuje.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      Przyznaję: przesadziłam. Poprawię się zatem: wyjaśnię dziecku, że ci, którzy twierdzą, iż posiedli wiedzę (cząstkową czy całkowitą - wszystko jedno) o Bogu, raczej nie mówią prawdy.

      Usuń
    7. @ Kira
      W przypadku bluźniercy, twierdzącego, że posiadł CAŁKOWITĄ wiedzę o Bogu, na pewno masz rację.

      Usuń
    8. @ Kira
      P.S.
      I oczywiście dziękuję za kolejną asenizację.

      Usuń
    9. @ Stary Niedźwiedź

      A jeśli ktoś twierdzi, że COŚ wie o Bogu? Warto takiej osobie zaufać?

      Usuń
    10. @ Kira
      W mowie potocznej nie korzystamy z wyrafinowanych prawniczych formuł i kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Sama niedawno odrzuciłaś debilny bełkot, twierdzący że nie istnieje to, co widziało pół Polski, jeśli nie cała.
      Zatem jeśli ktoś twierdzi że COŚ WIE o Bogu, oznacza to po prostu, że głęboko w to wierzy, bo to COŚ zostało ludziom przekazane. Więc nie widzę żadnego powodu do nieufności, o ile inne przesłanki nie sugerują , że jest to zakłamane do szpiku kości cyniczne bydlę. Pokroju choćby "promanejowców", którzy w trosce o własny portfel, wycierają sobie ryje troską o kobietę i jej prawa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. @Kira...
    no dobrze, może przesadziłem z tymi chrześcijanami /nie wiem, jak to się ma do Prawa Kiry, ale z Twoimi decyzjami nie dyskutuję/, to tak dla żartu było rzucone tylko... prawda jest trochę inna... są na świecie sensownie myślący chrześcijanie, nawet tacy, co chodzą do kościoła, którzy tego całego kitu nie biorą na poważnie...
    kapłani zawsze byli oszustami, począwszy od naszych rodzimych słowiańskich żerców i indiańskich szamanów, po niedomytych ewangelickich pastorów i śliniących się na widok małych chłopców katolickich klechów... pytanie, czy wszyscy?... oczywiście, że nie wszyscy... tak nie można stawiać sprawy... zawsze istnieli porządni kapłani, którzy wdepnąwszy w system próbują robić coś sensownego dla innych ludzi w ramach tego systemu... tym stwierdzeniem może bawię się w "adwokata diabła", ale bardzo lubię tą zabawę...
    a zęby trza myć... wieczorem dla zdrowia, rano dla urody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Twój komentarz został usunięty ze względu na niezbyt miłą aluzję do jednego z komentatorów, a nie z racji niepochlebnej opinii o chrześcijanach.

      Kaście kapłańskiej nie wierzę z zasady. I tę samą nieufność wdrożyłabym dzieciakowi.

      Usuń
    2. Kira, jesteś katoliczką? do spowiedzi chodzisz?

      każdy ufa komu chce, nie da się nikogo zmusić do zaufania (na szczęście!), ale naprawdę uważasz, że żadnemu kapłanowi nie można zaufać?

      Usuń
    3. @ Ola

      Ośmielają się twierdzić, że znają wolę Boga. To dla mnie spory minus.

      Oczywiście, że nie jestem katoliczką. :)

      Usuń
    4. No właśnie nie takie oczywiste "w dzisiejszych czasach", a Twój blog czytam od niedawna
      katolicy całkiem nieźle się kamuflują, na przykład popierają aborcję a jednocześnie uważają się za katolików, lepiej zapytać zanim się użyje nietrafionego argumentu ;)

      no ale w takim razie nie będę Ci tu truć o kapłanach :)

      Usuń
    5. (nasz lokalny kapłan katolicki, na przykład, reklamuje buddyzm... ech te "dzisiejsze czasy")

      Usuń
    6. @ Ola

      Dla mnie to dość osobliwe. Ale cóż, kultura pożarła religię. ;)

      Usuń
  10. @Dibi...
    super... zawsze byłem Twoim fanem... do wypowiedzi Kiry dorzuciłbym Bustera Keatona... z kamienną twarzą zmasakrowałeś prolajferów...

    OdpowiedzUsuń
  11. @Kira
    Rozwiń, co rozumiesz przez określenie "zaniedbanie" - takie które miałoby skutkować odebraniem dzieci.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Przykładowo: Niedostarczanie dziecku odpowiedniej ilości kalorii, nieprowadzenie dziecka do lekarza w razie choroby, zaniechanie zapewnienia mu właściwych warunków do nauki.

      Usuń
    2. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Czteroosobowa rodzina (2+2) gnieździ się w jednym, niewielkim pokoju. W mieszkaniu nie ma żadnych mediów poza wodą bieżącą (albo nawet tej nie ma), a tym bardziej wygospodarowanego miejsca na biurko do nauki. Jedno z dzieci wymaga, aby leczono je za pomocą medykamentów kosztujących kilkaset zł miesięcznie. Na to jednak nie ma forsy i mimo starań rodziców terapia potomka jest zaniedbywana.
      Odbieramy czy nie?
      Anty

      Usuń
    3. @Anty...
      albo taki przykład... rodzice ewangeliccy muzułmanie /już za to powinno się ich rozwalić i zasypać wapnem/... mają córkę, która ma permanentną biegunkę od czytania Biblii i Koranu, więc jest leczona objawowo wywarem z suchych makówek /z nielegalnej uprawy maku rozrywkowego/... ojciec gwałci ją za karę, że nie jest synem i za to, że mamrot podrożał... zaś matka w ramach gender każe jej chodzić w sukience...
      odbieramy, czy nie?...
      dodajmy do tego, że mała ma tytanowe tipsy i bez chwili wahania wydrapie oczy każdej asystentce socjalnej, która się do niej zbliży...

      Usuń
    4. Ewangoislam powinien być surowo zabroniony;)
      Wydaje się jednak, że przedstawiciele tego nurtu leczyliby pociechy innymi specyfikami niż wywar z makówek.
      Anty

      Usuń
    5. Na przykład wodą święconą rozcieńczoną w stosunku 1:000000.
      Anty

      Usuń
    6. 1:1000000000, korekta.

      Usuń
    7. @ Anty

      Biednym rodzicom powinno pomóc państwo, zapewniając żywienie i leczenie ich pociechom.

      Usuń
    8. @Kira & Anty...
      pozwoliłem sobie na żart w poprzedniej wypowiedzi, bo się robi akademicka dyskusja... jakoś nie wyobrażam sobie odgórnie ustalanych kryteriów odbierania dzieci rodzicom /opiekunom/...
      pomoc, czyli socjal... wszystko fajnie, ale skądś tą kasę trzeba brać... gdy się podwyższy podatki najbogatszym, to się podniesie wrzask /słuszny zresztą/ i gospodarka siądzie całkiem...
      ja tam bym miał pomysła, od kogo wziąć dutki na ten cel... ale może nie będę się już odzywał, bo i tak wiecie, jaką firmę mam na myśli...

      Usuń
    9. Nie chcę drążyć, ale gdyby zaaplikować kryteria odbierania dzieci w biedniejszych państwach (np. z powodu niedożywienia), mogłoby się okazać, że trzeba odseparować od rodziców połowę potomków albo i więcej;)
      Może by tak przed socjalem nie zabierać pieniędzy najbiedniejszym, czyli na przykład znacznie podnieść kwotę wolną od podatku? Bo u nas pozostaje ona na poziomie państw afrykańskich...
      Anty

      Usuń
    10. @ Anty

      Można, ale to niewiele da. Państwo nie zabiera aż tyle, żeby można je było oskarżać o zubażanie najuboższych. Narzekać mogą ci z "wyższej półki".

      Usuń
    11. @Kira

      Jestem innego zdania. Jest źle. „Progiem biedy” jest około 5 500 zł rocznego dochodu na głowę w rodzinie (dla osoby samotnej 6500 zł), a podatek dochodowy trzeba płacić już od kwoty powyżej 3091 zł rocznie. To jest absurdalne. Jak ktoś sobie zapracuje tylko na tyle to jak można mu jeszcze z tego zabierać? Dla najbiedniejszych może się liczyć nawet niewielka kwota, a bogaci jeśli płacą więcej to i tak ich sytuacja jest inna, bo tymi pieniędzmi zaspakajają już inne potrzeby i nie dbają o to co zjeść, jak przeżyć, za co opłacić rachunki, czy będzie na nowe buty itd. Jest różnica między tym czy ktoś będzie mieć pieniądze na chleb, a tym czy ktoś będzie mieć pieniądze na nowy jacht. Zresztą wielu tym ludziom i tak później oddaje się te pieniądze w zasiłkach (a opłacenie ludzi, urzędników, którzy się będą tym zajmować też kosztuje). Przypomniano sobie teraz o tym i dobrze, że ruszyło. Mogą skorzystać szczególnie najbiedniejsi dla których każda kwota się liczy. Ale inni pewnie też się ucieszą z tego co zostanie w portfelu. Ja chwalę to, że Irena Lipowicz postanowiła się tym zająć.

      Usuń
    12. @ Akara

      Pewnie masz rację.

      Usuń
    13. @Kira
      Próg dochodowy, uprawniający do otrzymania świadczeń rodzinnych jest śmiesznie niski. Wysokość kwoty wolnej od podatku plasuje Polskę gdzieś w Afryce (na biednej Ukrainie i w co najmniej kilku państwach afrykańskich pozostaje ZNACZNIE wyższa niż u nas: http://www.wykop.pl/ramka/1723370/porownanie-kwoty-wolnej-od-podatku-w-polsce-i-w-krajach-iii-swiata/).
      Na marginesie, sytuację Polaków odzwierciedlają m.in. wyniki ostatniego raportu oceniającego jakość życia w krajach OECD, ukazującego bardzo niskie realne dochody, niewesołe wnioski dotyczące służby zdrowia i fatalną sytuację mieszkaniową w Polsce. Spośród 34 ocenianych państw, Polska zajęła w zestawieniu 3 miejsce... od końca (http://www.oecdregionalwellbeing.org/).
      Co najmniej kilkukrotne podniesienie wysokości kwoty wolnej od podatku (w celu przybliżenia standardów polskich do europejskich) mogłoby chociaż trochę wpłynąć na jakość życia tzw. biednych pracujących. Na to jednak nie chce się zgodzić grupa... no zgadnij, która i dlaczego?
      Anty

      Usuń
  12. Zawsze, gdy mnie korci by znajomym rodzicom zwrócić uwagę na sposób postępowania z ich potomstwem, "gryzę się w język". To oni kochają najbardziej na świecie swoje dzieci, są z nimi na dobre i na złe, więc wchodzenie w rolę"cioci Dobrej Rady" jest zwykłym wtrącaniem się. Inaczej reaguję, gdy ktoś wprost pyta się mnie o zdanie w konkretnej kwestii - wtedy nigdy nie kryję swojej opinii na rzecz dyplomatycznego wyjścia z sytuacji.
    Uważam, że nie wszyscy powinni mieć dzieci. Spotkałam się z takimi przypadkami, gdy posiadanie dzieci uznawano za kolejny etap w związku, lekarstwo na rozpad więzi emocjonalnych, czy też wynik przymusu społecznego, nacisku teściów. To chore. Znam jedną parę, którzy z tych w/w trzech powodów mają dwójkę dzieci - mimo, że to już nie są maluchy, non stop pracują przy nich dwie opiekunki, zaś rodzice spełniają się zawodowo, towarzysko, do domu wracając często, gdy ich dzieciaki już śpią. Myślę, że byliby szczęśliwsi bez dzieci. A same dzieciaki? Jeden jest strasznie agresywny, druga -dziewczynka - przeciwnie - nie mówiła prawie do czwartego roku życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci, którzy naciskają na młodych, by mieli dzieci, powinni dostać mocno po mordzie. Jako że naciskającymi są najczęściej tępe stare klempy, można też wytargać takową za włosy.

      Usuń
    2. anonim anonimowy25.10.2014, 22:01

      "Jako że naciskającymi są najczęściej tępe stare klempy, można też wytargać takową za włosy."

      I o podłogę durna mamuśkę.A jak jej mało,to z kopa...

      Usuń
    3. @ Anonim Anonimowy

      Podnieca Cię to?

      Usuń
    4. Anonim Całkiem Anonimowy27.10.2014, 20:50

      @ Kira
      Sądząc po tej Twojej propozycji z gatunku sado, to podnieca raczej Ciebie.

      Usuń
    5. @ Anonim

      Myślisz, że aby walnąć kogoś po pysku, trzeba się lubować w przemocy? Czasami jest to po prostu smutna konieczność.

      Usuń
    6. @ Kira
      Musze przyznać Tobie rację. W przypadku promanejowskich czy pronarkomańskich wyrobów "człowiekopodobnych" (liczba mnoga!) jest to imperatyw.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. @Kira
    Pojawił się tu łajdacki pogląd, mówiący kogo należy okraść, by zdobyć pieniądze na pomoc biednym dzieciom. Mam kontrpropozycję:
    Wyłapać wyluzowane babeczki i "wolnościowców", a potem sprzedać do haremów na Bliskim Wschodzie jako nałożnice i eunuchów.W promocji wolnościowców wykastrować gratis. Podejrzewam, że nie w stosunku do wszystkich byłoby to konieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, zapomniałem przekazać pozdrowienia.

      Usuń
  14. Rodzicielstwo nie jest dla wszystkich. Parę dni temu spotkałam kobietę z dwójką dzieci. Taka dalsza znajoma. Zapytała o mojego psa, który zaprzyjaźniał się z jej synami, a ona nagle się rozpłakała. Byłam w szoku ale poprosiłam, że by usiadła na stojącej nieopodal ławce - wyglądała jakby miała upaść. Co od niej usłyszałam? "Nie lubię własnego syna" - wychlipała, a jej mały aniołek (loczki, błękitne oczęta, niecałe trzy lata) w tym momencie postanowił skopać mojego zdziwionego takim obrotem sytuacji, psa. Nie będę opisywać tutaj jej życia - kobieta ma męża, dom, pieniądze. Czego nie ma i nie miała? Instynktu macierzyńskiego, jednak gdy "wpadła" rodzina zadecydowała o szybkim ślubie i dalszym "żyli długo i szczęśliwie".

    OdpowiedzUsuń
  15. anonim anonimowy29.10.2014, 18:24

    "Rodzicielstwo nie jest dla wszystkich."

    Fakt.Dasz radę wyobrazić siebie jako matkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @anonimowy anonimowy
      Wyobrazić to sobie mogę przyjęcie urodzinowe albo krój nowej sukienki.

      Usuń
  16. A tak poza rozważaniami o tym, kto może być rodzicem - w relacji mój pies-mój wnuk to trzeba chronić psa (starego i nieprzyzwyczajonego do dzieci) przed miłością mojego wnuka :)) Gdyby mógł - nie wpuszczałby go z objęć. Sama się dziwię przeogromnej cierpliwości staruszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @An-Ka
      Mój staruszek pies również zadziwia mnie swoją cierpliwością względem maluchów. Gdyby ktoś dorosły włożył mu palec w oko, ucho lub przydepnął ogon - zawarczałby ostrzegawczo, w przypadku dzieci zachowuje kamienną twarz i jest bardzo szczęśliwy, gdy przebywa z dziećmi. Mogę uczyć się od niego cierpliwości :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...