10.10.2014

Rozkopki 2: "Po owocach ich poznacie..."


Niespełna rok temu zrobiłam sobie „wycieczkę” przez błota rozkopanej Alei Solidarności, żeby uwiecznić postępy w robotach drogowych. Od tego czasu sporo się w naszej okolicy zmieniło. Nie ma sensu opisywać, co się konkretnie działo, gdyż ani to ciekawe, ani pouczające – jak to z pracami publicznymi w Polsce bywa. Dość, że w chwili obecnej naszą „psią łączkę” odgradzają od ulicy urocze ekrany akustyczne.




I uwierzcie mi, ale nie jestem z nich zadowolona. Ani toto ładne, ani skuteczne. Jak słyszeliśmy w nocy tiry, tak słyszymy nadal. Pewnikiem przez ten prześwit.




A przecież mogli zrobić przejście tam, gdzie i tak musiała się znaleźć luka na przystanek. Notabene pozwala on mieć nadzieję na przywrócenie kursowania autobusu nr 5. Zawieszenie tej linii w zeszłym roku było dla nas sporą niedogodnością.




Zarówno ekrany, jak i niepokazany tutaj wiadukt czy budowana właśnie obwodnica to koszt rzędu setek milionów złotych. Konkretnie: „Miejska inwestycja kosztowała ponad 386 mln zł, z czego 288 mln zł dołożyła Unia Europejska” (ta sama informacja widnieje na tablicy przy Al. Warszawskiej). Zważywszy na ten monstrualny wydatek, my, mieszkańcy Sławinka, nie mamy prawa być niewdzięczni.

70 komentarzy:

  1. Czcigodna Kiro
    Zawsze bawiły mnie informacje ile to ten szlachetny eurokołchoz DOŁOŻYŁ do ciemnej, ksenofobicznej i tak mało postępowej Polski. Bo gdy do bilansu dołożysz choćby kwoty, od których sieci supermarketów, dzięki różnym kuglarskim sztuczkom, nie płaca podatków, praktyczną likwidację polskiego rybołówstwa na Bałtyku i mnóstwo innych szwindli, saldo wygląda zupełnie inaczej. I przypomina stary szmonces:
    Rozencwajg jest słownym kupcem. Jak mówi, że bierze, to bierze. A jak mówi, że daje, to mówi.
    Do tego dochodzi POlityka. Swego czasu zarzucano rządowi, że przy tuskostradach brak elementarnego zaplecza sanitarnego. I okazało się że to kalumnie opozycji. Bo pod pękającym asfaltem wykryto wiele potłuczonych sedesów i umywalek.
    Pozdrawiam ponuro.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My, szaraki, widzimy te wszystkie "dziękczynne tablice", a na nich kwoty, których nie umiemy sobie nawet wyobrazić. Do tego dochodzi zachwyt ze strony euroentuzjastów: "Polska się buduje!" A potem ktoś - np. Ty - wylewa na nas kubeł zimnej wody. Ech...

      Usuń
    2. Człowiek rozsądny zada sobie pytanie. Czy Niemcy (ten euroburdel to przecież IV Rzesza) aż tak pokochali Polaków, że chcą do polskiej gospodarki dopłacać? Jeśli w to nie uwierzy, zacznie liczyć i ten rzekomy unijny altruizm rozwieje się, niczym kłamstwa "wolnych konopiarzy" i innych promotorów narkomanii.
      Wśród euroentuzjastów masz też i takich, którzy słusznie nie wierzą w ten "altruizm", ale marzy im się faktyczne zalegalizowanie handlu narkotykami czy pełne zrównanie w prawach parek zboczeńców z rodziną. Na pewno w blogosferze nie raz spotkałaś się z tą ćpuńską czy pedalską tęsknotą za holenderskim rajem. Jeśli do tego dodasz naiwniaków, widzących jedynie jedną stronę monety (te tablice dziękczynne), okaże sie że ludzi popierających eurointegrację z niewiedzy czy podłości zbierze się w Polsce aż za dużo.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Ludzie widzą głównie pozytywne efekty integracji z Unią. Nie sądzę, by przejmowali się gejami czy zwolennikami palenia MJ.

      Usuń
    4. Masz oczywiście rację, pisząc że normalni (mam na myśli zdrowie psychiczne) ludzie zupełnie się nie przejmują pedalskimi czy narkomańskimi bredniami. Ale jeśli nie są obdarzeni zmysłem obserwacji plus zdolnością analizowania zjawisk, kupują te informacje, ileż to eurokołchoz Polsce "dał". Ale już dostrzeżenie, ile pieniędzy z Polski wycieka, jest dla nich zbyt trudne. I stąd ta prounijność, biorąca się z niewiedzy. Czyli największego sprzymierzeńca lewicy.
      Ale ja pisząc o innych euroentuzjastach, podkreśliłem że kierują nimi pozaekonomiczne motywacje. Nie raz wyrażane w mediach, które niemal w komplecie stoją przed nimi otworem. Klasycznym przykładem jest cwelebryta Kamil Cipowicz (czy jak mu tam), wynoszący pod niebiosa marychujanę i próbujący wmawiać, że każdy powszechnie znany człowiek był pedałem. Zresztą jego raz udało sie pięknie podprowadzić. gdy w studiu telewizyjnym oponenci pytali go czy Iksiński też był pederastą, odpowiadał pewnym głosem "oczywiście tak". I w ten sam sposób odpowiedział, gdy go spytano o Casanovę! Wyszedł więc na koncertowego ciula.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Szanowna Kiro,

    Tak mnie kiedyś zastanawiało, dlaczego w Szwecji drogi się nie rozpadają, ani nie ma problemów z autostradami wybudowanymi przez III Rzeszę, a w Polsce trzy razy drożej budowane drogi są oddawane do remontów już po roku. Na to pytanie może sobie odpowiedzieć każdy, kto ma choć odrobinę pojęcie o panującej w Polsce korupcji i marnotrawstwie ze strony Państwa, które w szczególnie bezczelny sposób uwielbia trwonić pieniądze wyciągane z chudziutkich gardeł podatników.

    Będąc w Polsce latem dostrzegłem masę tabliczek "Współfinansowane ze środków..." i miałem ochotę za każdym razem na taką tabliczkę splunąć. Na usta cisnęło mi się pytanie: a co z tymi podatkami, które Polska musiała wprowadzić by wstąpiła do Unii? Co z koniecznością likwidacji naszego przemysłu? Czy te miliony dotacji zwracają chociaż składkę członkowską? A jeśli tak, to czy zwracają idiotyczne limity produkcji mleka bądź połowu ryb, których nie mają Niemcy? A są w stanie nam zwrócić zniszczony przemysł chemiczny, energetyczny, węglowy, spożywczy, odzieżowy, szklarski, drzewny, maszynowy, cukrownie, huty, kopalnie, stocznie...? A zwraca nam to utratę Niepodległości na rzecz baranów z Partii Socjaldemokratycznych, z czego połowa z nich rzadko w ogóle w Brukseli bywa, a reszta w toaletach wciąga kokainę i chwali się w biografiach macaniem dzieci w przedszkolu? Doprawdy tak mało kosztuje Polska? Wstyd i hańba! Ucięli nogę naszemu Narodowi? To wstaniemy na drugą i będziemy walczyć o honor. Otoczyli nas wrogowie? Świetnie, możemy strzelać we wszystkich kierunkach.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. A teraz wyobraźmy sobie karambol i akcję ratowniczą na takiej drodze...
    Typowymi symptomami neoliberalizmu są: pompowanie publicznych pieniędzy w niepotrzebne inwestycje (forma amortyzacji "ryzyka biznesowego") i torpedowanie potencjalnej konkurencji poprzez mnożenie norm i regulacji paraliżujących małe podmioty, lecz nie przeszkadzających za bardzo wielkim.
    Pamiętajmy, że chodzi o system oparty na redystrybucji, z tym że odbywa się ona w odwrotnym kierunku niż w "socjalizmie".
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie ekrany są postawione przy wielu ulicach. Myślisz, że stwarzają zagrożenie?

      Owo mnożenie niepotrzebnych przepisów może teoretycznie wynikać nie ze złej woli, a z przekonania, że tak jest bezpieczniej. Podobnie jest z ludźmi: oni również potrzebują drobiazgowych wyjaśnień, jak żyć.

      Usuń
    2. Poza tym, że dowodzą możliwości robienia gigantycznych "lodów"...
      Ekrany są dość solidną konstrukcją. Myślę sobie jak będą wyciągać ludzi z karambolu? Drogą powietrzną? Czy też dostaną się tam za pomocą taranu?
      Anty

      Usuń
    3. PS. Kiedyś Futrzata drobiazgowo opisała jakie pozwolenia trzeba uzyskać w USA żeby otworzyć bar. Jak myślisz, dlaczego?
      A w UE, czy jeśli ktoś chce rozpocząć działalność i musi wydać drugie tyle na uzyskanie odpowiednich certyfikatów jakości, to go zachęca, czy wręcz przeciwnie?
      Anty

      Usuń
    4. Przypuszczam, że to między innymi dlatego ludzie wolą często pracować "na czarno". :)

      Co do tych nieszczęsnych ekranów, to wybacz, ale czy są one większą przeszkodą dla służb porządkowych bądź ratunkowych niż np. ściany budynków albo często spotykane przy drogach barierki?

      Usuń
    5. Od barierek na pewno tak. Ściany domów rzadko tarasują drogę z obu stron na dystansie kilkuset metrów;)
      Generalnie, nie istnieje żadne sensowne uzasadnienie obecności aż tylu ekranów przy polskich drogach. Poza chęcią zaspokojenia potrzeb kilku "ustawionych" biznesmenów.
      Anty

      Usuń
    6. PS. (bez komentarza):
      http://autokult.pl/2013/03/28/ekrany-dzwiekochlonne-straty-i-oszczednosci-liczone-w-miliardach
      Anty

      Usuń
    7. Czyli to nie sami budowniczy dróg mieli dobre przełożenie na organ ustanawiający ostre przepisy, a producenci ekranów. Polska to właśnie. A prawdziwą perełką było wydanie 600 milionów na przejścia dla żab. I to tylko na odcinku autostrady A4 Katowice - Wrocław. O dziwo, zainstalowane tam kamery (sic) nie zarejestrowały tam nawet przechodzącej dżdżownicy, o żabie już nie mówiąc. Piękne.

      Usuń
  4. niech popatrzę na fotki... czy to znaczy, że wiata przystankowa czeka, tak sobie kontrolnie, aż udrożnią jakiś autobus /za zlikwidowaną wcześniej "piątkę"/?...kwestię wydeptania sobie ścieżki do niej pomińmy... tymczasem zaś mieszkańcy okoliczni zasuwają "naokoło" do miasta... no cóż, dadzą radę... ciekawe, zaprawdę ciekawe...
    prawda jest taka, że być może poszczególni podwykonawcy robią swoją robotę sprawnie i uczciwie, jak Weles przykazał, problem jest w koordynacji tego całego zamieszania... znam taki przykład /autentyczny/... firma zrobiła roboty ziemne przy pewnej budowie... zasypali, grunt zagęścili, wsio na tip top i o terminie... potem przychodzą hydraulicy, też zgodnie z terminem, tylko problem w tym, że trzeba robotę poprzedników rozjebać... no dobrze, wszystko jakoś dogadali, zrobione, etc... a tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiają się elektrycy, którzy również zgodnie z umową, terminem mają położyć instalacje odgromincze... no to co?... rozpierdalamy to, co zostało wcześniej zrobione...
    no, i jak tu żyć, panie dzieju?... czy po to ruskie wygrali wojnę, klecha z Wadowic został papieżem, a elektryk z Gdańska przelazł przez płot?...
    tyle z tego dobrego, że jabłka potaniały, cydru można nakręcić i nawet parę groszy na tym zarobić...
    kukukuahahaha...
    i tak to jest...
    pozdrawiać jzns :)...

    @Anty...
    dobrze gadasz, jakoś wcześniej nie myślałem o tym... bo teraz rzeczywiście jakoś tak się porobiło, że ekrany powstają na zasadzie "ma być ekran, bo jest gites"... aby był ekran dla samego ekranu... toż to takie modne... a co z przypadkiem karambolu?... no cóż... to proste... karetkom ratowniczym zamontować tarany, pługi i dadzą radę...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      "czy to znaczy, że wiata przystankowa czeka, tak sobie kontrolnie, aż udrożnią jakiś autobus /za zlikwidowaną wcześniej "piątkę"/?"

      Mam nadzieję, że to będzie właśnie piątka. I że trasa będzie ta sama.


      "znam taki przykład /autentyczny/..."

      Dziwne, czyżby nikt nie koordynował tych wszystkich robót, że się tak niefortunnie "ułożyły" w czasie?

      Usuń
    2. @Kira...
      podobno to nie jest dziwne, ale typowe...
      ech, brakuje na tym świecie takiego Jeźdźca na Fioletowym Psztemoclu, co by tak wziął ten świat do galopu, ujął w karby i nauczył rozumu... żeby było tak "och" i "ach"...

      Usuń
    3. */errata (ale taka kontrolna)... chyba piwinno bydź "Na" /z dużej litery/... oj tam, oj tam, ale mam problemy... niech rozstrzyguje Prawo Kiry...

      Usuń
  5. Zgadzam się z opinią, że ta ilość ekranów każe podejrzewać czyjś interes. Niektóre bowiem są ustawione w przedziwnych miejscach...Natomiast co do bezpieczeństwa - w ruchliwych miejscach -miasta, duże wsie są jednak ochroną przed wtargnięciem na drogę "niepożądanych elementów" a z samodyscypliną wśród pieszych w Polsce jest dokładnie tak jak z samodyscypliną wśród polskich kierowców, czyli fatalnie. Zaś co do karambolu- sądzę, że nie powodują one wydłużenia czasu dojazdu, dojazd bocznymi uliczkami , przedzierając się wśród zaparkowanych nieprawidłowo aut, niesłyszących pieszych itd. jest drogą przez mękę (kilka lat jeździłam w pogotowiu ratunkowym ) pod warunkiem, że są zrobione dojazdy i przerwy ( a podejrzewam, że są . I warunek drugi- pomoc ze strony uczestników ruchu. We wrześniu wracałam z wakacji przez Austrię. Na dźwięk karetki ruch płynnie się rozdzielił na boki zostawiając środkowy pas wolny i karetka przepędziła koło nas z wielka prędkością. NIGDY nie widziałam takiej akcji na polskich drogach, owo zjeżdżanie na boki odbywa się leniwie/niechętnie/nieporadnie a i tak prawie zawsze jakiś cwaniaczek lub gapcio zostanie na pasie środkowym
    PS. opisana przeze mnie sytuacja miała miejsce przy ekranach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "NIGDY nie widziałam takiej akcji na polskich drogach, owo zjeżdżanie na boki odbywa się leniwie/niechętnie/nieporadnie a i tak prawie zawsze jakiś cwaniaczek lub gapcio zostanie na pasie środkowym"

      No cóż, może i nieporadnie, ale dobre i to. Musimy się dopiero nauczyć współpracy ze służbami ratunkowymi czy porządkowymi.

      Usuń
    2. Myślę, że tu wystarczy dobra wola a tej za dużo w Polsce nie ma...

      Usuń
    3. mnie się akurat wydaje, że kierowcy dość sprawnie zjeżdżają, by udrożnić przejazd karetce... zresztą niedawno sam taką jechałem /co prawda kierowca nadużył swoich praw i włączył sygnał bez potrzeby, ale kto takiego skontroluje?/ i widziałem, co się dzieje na drodze...
      niesamowicie zresztą tą furę prowadził, na jego miejscu bym się chyba zabił kilka razy...
      ...
      za to psy prowadzą fury kompletnie bez sensu... pamiętam, jak mnie wozili z dołka i z powrotem na przesłuchania w mojej słynnej "sprawie narkotykowej"... prawie co każdy przejazd /4 na 6/, to stłuczka z winy rzeczonego psa za kierownicą... co prawda nie na sygnale, ale jednak każdy z tych psiarskich kierowców zachowywał się, jakby cała droga należała do niego... pamiętam, jak podczas jednego z takich rajdów powiedziałem kierowcy: "coś ty taka sędzia, ka-esa już nam wszystkim zasądziłeś? to przecież nielegalne" :D...

      Usuń
    4. Kto takiego skontroluje ? Cóż, kierowca nie ma prawa włączyć sygnału bez potrzeby i bez zgody dyspozytora. Nie wiem jak w innych miastach , w moim żargonowo nazywa się to "stemplowaną wizytą". Zrobienie tego samowolnie ma określone skutki. Dyżurowałam w pogotowiu przez ponad pięć lat minimum sześć razy w tygodniu po 17 lub 24 godziny - średnio sześć - osiem wyjazdów na dyżurze i NIGDY nie zdarzyło się , by kierowca zrobił to bez zgody. Decyzję o "stemplowaniu" wizyty podejmuje szef zespołu - czyli w karetkach z lekarzem zawsze lekarz, podaje to przez radio do dyspozytorni i prosi o zgodę. Oczywiscie zgoda jest zawsze udzielana,. Kto takiego skontroluje ? Generalnie nie było tygodnia ,by jakiś "życzliwy" nie dzwonił z uprzejmym donosikiem, że jechała karetka na sygnale, podając numer, bo jego zdaniem nie powinna. Najczęściej dotyczyło to przewozów krwi, no bo tylko sam kierowca to po co on tak pędzi ? na pewno na dziwki albo po wódkę....

      Usuń
    5. @An-Ka...
      /nie jestem uprawniony do takich uwag, ale adresuj pliz/...
      akurat ten omawiany kierowca miał na kogucie "krew", ale się "nie pierdolił w tańcu", tylko po prostu jechał bez krwi /co najwyżej w orgazmach pasażerów/...
      nie powinien, brzydki jest, ale nie mam zamiaru go kapować...

      Usuń
    6. @pkanalia - no i co, to ma być reguła ? A może dopiero jechał po tę krew ? Krew na kogucie (nie z boku )? i wiózł pacjentów- na dodatek nie jednego ? Oj, albo tu kogoś ułańska fantazja ponosi, albo rzeczywiście co najmniej trzy naruszenia regulaminu.Dobrze, pkanalio, że przeżyłeś tę jazdę, bo to musi wariat był...

      Usuń
    7. Lapsus- bzdura.sześć razy ale w miesiącu.Jak dobrze ,że przeczytałm zanimk toś to zauważył :)

      Usuń
    8. @An-Ka...
      może i wariat, ale czy jak "wariat" to źle, czy dobrze?... dojechał, zawiózł, a czy się potem rozbił na trasie?... w sumie obcy człowiek, więc czy mnie to powinno obchodzić?...
      ale spox i luz... potem z nim znowu jechałem /tym razem bez zgiełku karetkowego/ ... jakoś koleś dycha i daje radę... a frazą "o kurwa" zaoperował tylko raz po drodze, tak raczej dla fasonu...
      kukukuahahaha...

      Usuń
  6. Pogląd jakoby ekrany nie powodowały wydłużenia czasu dojazdu do karambolu, nie wytrzymuje konfrontacji z wyobrażeniem sobie takiego wydarzenia. Karambol może się przydarzyć pomiędzy przerwami/dojazdami i nie będzie żadnej możliwości natychmiastowego dostania się do środka. Tymczasem na drodze pozbawionej sztucznych barier tego typu, sznur zatrzymanych samochodów można jeszcze wyminąć.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  7. Pogląd jakoby na drodze pozbawionej sztucznych barier dociera się natychmiastowo do miejsca wypadku nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością, której doświadczył ktoś, kto nie musi sobie niczego wyobrażać a jedynie uczestniczył w dziesiątkach takich wydarzeń ( w dwu ulegając wypadkowi z powodu konieczności gwałtownego hamowania) . Wymijając sznur zatrzymanych samochodów np. trawnikiem lub chodnikiem zawsze ryzykuje się zderzenie z niesłyszącym sygnału-np. słuchawki na uszach lub rzeczywisty niedosłuch (lub zwyczajnie zagapionym)pieszym lub rowerzystą, potrącenie dziecka, które gwałtownie wybiegło, psa itd. Ta świadomość w praktyce dyktuje zmniejszenie prędkości , czasem , zależnie od warunków , bardzo znacznie. Na drodze otoczonej barierkami, przy współpracujących uczestnikach ruchu po prostu wciska się pedał gazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niech ci uczestnicy ruchu zaczną się w końcu zachowywać jak dorośli ludzie...

      Usuń
    2. @ An-Ka
      Swego czasu Franc Fiszer w jakims salonie z wielka swadą wypowiadał się na temat modnej powieści. gdy ktoś zwrócił mu uwagę, że treść książki jest zupełnie inna, niż Fiszer podaje, w odpowiedzi usłyszał:
      - Drogi panie, mam nad panem te wielką przewagę że pan te książke czytał a ja nie!
      Dlatego Twoja wiedza, wynikająca z wielu lat jeżdżenia w karetce pogotowia, nie ma szans w konfrontacji z prezentowanym tu kretyńskim poglądem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @ An-Ka
      Pozostało nam zatem nad tym poglądem coś spuścić. Aby uspokoić Kirę, dodam za Markiem Twainem, że mam na myśli zasłonę miłosierdzia.
      Pozdr5awiam serdecznie.

      Usuń
    4. Daruj An-Ko tabletową ortografię.

      Usuń
    5. Hmm, a czy te ekrany nie są jednak pewnym utrudnieniem?

      Usuń
    6. Wszystko zależy od tego, jak często są przerwy.Podobne dywagacje można snuć na temat autostrad, na które nie można też wjechać na każdym kilometrze i dojść do wniosku, że autostrad nie powinno być

      Usuń
    7. Stary Niedźwiedziu -wiedza najczęściej przegrywa z mocnym przekonaniem vox populi.Do czasu, oczywiście.Sprzeczać się nie warto, bo to nie zmienia rzeczywistości

      Usuń
    8. @All,

      Trudno nie przyznać An-Ce racji. Przecież pracowała w pogotowiu, więc to Ona najlepiej wie jak wyglądają realia pracy zespołów medycznych. Rozumiem, że ktoś może mieć swoje wyobrażenia na ten temat, ale chyba oczywistym jest, że to An-Ka jest źródłem wiarygodnej wiedzy w tym zakresie.

      Usuń
    9. Napisałam zresztą wyraźnie "pod warunkiem, że są odpowiednie dojazdy i przerwy". Może za mało wyraźnie ? To chyba oczywiste i niepodlegające dyskusji, że jeżeli się ustawi ekrany bez możliwości wjazdu na długości np. pięćdziesięciu kilometrów to będzie masakra. Natomiast przerwa co pięć -dziesięć kilometrów ? Muszę przyznać, że po tym jak przedstawiciel vox populi wyrwał sanitariuszowi z rąk worek Ambu , bo WIEDZIAŁ od niego lepiej z jaką częstotliwością się nim oddycha (propozycja voxa była 80 na minutę , coś mu się pozajączkowalo z rytmem serca i ryczał na sanitariusza, by robił to szybciej ) to mnie już nic chyba nie zdziwi.... Polacy to madry naród, wszystko i na każdy temat wie lepiej. Ja poproszę o jakiś temat o fizyce kwantowej, postaram się zabrać głos:))

      Usuń
    10. @ An-Ka
      Mam przeczucie, graniczące z pewnością, że Twoje refleksje na temat fizyki kwantowej, reprezentowałyby bez porównania wyższy poziom, niż idiotyzmy (POGLĄDY, Kiro !) o pracy karetek ratunkowych.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    11. @ Tie Fighter

      Każdy ma prawo udzielać się w dyskusji. To nie jest blog specjalistyczny. ;)

      Usuń
    12. Kiro -jasne. Jednak pewne cechy mojej osobowości nakazują mi nie twierdzić, że wiem (a właściwie podejrzewam, że wiem ) lepiej cokolwiek w jakiejś dziedzinie w której jestem kompletnym laikiem niż profesjonalista w tej dziedzinie...Vide mój przykład tego domorosłego "ratownika" który koniecznie chciał oddychać w tempie 80 na sekundę. .To nie jest wymyślony przykład, niestety i dlatego nie jest śmieszny, jest straszny. Tak samo jak w licznych przypadkach zasłabnięć ulicznych zawsze leci jakiś geniusz z nitrogliceryną i rzadko się daje przekonać, że owo zasłabnięcie może mieć różne mechanizmy i podanie ntg czasem może pacjenta dobić. Na dictum "jestem lekarzem/pielegniarką " reagują "a co mi tu będzie pani/pan gadać to na pewno zawał a w zawale TRZEBA dać nitroglicerynę."

      Usuń
    13. @An-Ka...
      widzisz... czy ktoś wie lepiej, czy gorzej /fachowiec (lekarz, pielęgniarka, sanitariusz) czy pacjent/, to sprawa jest do dyskusji... koronny przykład to piguły, które "wiedzą lepiej", skąd pobrać pacjentowi krew albo gdzie wetknąć wenflon... albo kardiolog, który tak majstruje pacjentowi przy doborze leków, że wygląda to na próbę zabójstwa...
      czyli najlepsza jest zasada organicznego zaufania...
      ale któż, na Graniastego Bałwana dyskutuje z karetką na sygnale?... tu akurat działa zasada, że kto głośniej drze ryja, ten ma rację...
      :D...

      Usuń
    14. Tak, tak, jasne. Już mamy ustalone ,ze z definicji nigdy fachowiec nie wie lepiej i to kończy dyskusję. Co do darcia ryja -chyba napisałam, że ktoś może nie usłyszeć (nawet podałam dwa przykłady), nie zauważyć. Dorzucę trzeci - radio w samochodzie, zestaw głośnomówiący itd.No i niebanalny powód (mam nadzieję ,że wyjątkowy) - " a co mi zrobisz, palancie, przejedziesz mnie ? nie. no to twój problem, mnie na tym pasie dobrze"- usłyszane ze dwa razy na własne uszy....

      Usuń
    15. Zasada ograniczonego zaufania .pkanalio to może mieć miejsce wtedy, gdy PACJENT nie łyknie leku zaserwowanego mu przez lekarza, tylko go sprawdzi. Nie wtedy, gdy nie-pacjent , mimo , że mu się tłumaczy, jak kargulowej krowie dlaczego nie wolno tej ntg każdemu podawać i czym to może skutkować lekceważy tę informację ,bo jemu coś w pustym łbie dzwoni...Nawiasem mówiąc- gdy rzeczywiście poda niepotrzebnie, udowodni mu się to i stanie się krzywda - odpowiada prawnie i nie jest to banalny paragraf z drobnym mandacikiem.Wiec może czasem warto posłuchać....

      Usuń
    16. @ An-Ka

      Współczuję ratownikom. Nie dość, że działają w ogromnym stresie, to jeszcze muszą się użerać z durniami.

      Ale tak się zastanawiam, czy przypadkiem owo przekonanie, że wiemy lepiej niż fachowiec, nie wykwitło na bazie złych doświadczeń z ludźmi, którzy pokończyli odpowiednie szkoły, mają papierek, że się na czymś znają, a w rzeczywistości więcej spieprzą niż pomogą.


      @ Tie Fighter

      Nie wolno krytykować zachowania. Będę kasować każdy personalny docinek.

      Usuń
    17. Kiro - ja naprawdę potrafię zrozumieć brak zaufania, rzeczywiście często wynikający z niekompetencji zawodowca, jednak w żadne sposób to - moim zdaniem i w odniesieniu do moich kontaktów z zawodowcami innej branży nie uprawnia normalnie, logicznie myślącego człowieka, że on pozjadał wszystkie rozumy w tej dziedzinie. to jakiś matrix, Jeżeli -dajmy na to- murarz mi źle zbuduje dom , hydraulik spieprzy swoja robotę to ja widzę skutki, ale to nie jest jednoznaczne z tym, że ja wiem lepiej od nich jak to się powinno zrobić.NIE WIEM wcale, mimo, że słyszałam, ze jest zaprawa, cegła,wapno,tynk ,rury -ale to nie jest wiedza , to nie czyni mnie kimś, kto ten dom zbuduje czy naprawi hydraulikę.Nie czyni mnie tez piosenkarką wychwycenie cudzego fałszowania,/Mnie naprawdę trudno zrozumieć mentalność człowieka, któremu się wydaje, że w jakimś jednak dość skomplikowanym zawodzie "wi lepiej ".albo to jakies koszmarne zadufanie, albo krańcowa glupota, albo skrajne zadęcie

      Usuń
    18. kukukuahahaha...
      tir na australijskiej drodze szybkiego ruchu jedzie na zasadzie "ja jadę, wy róbta co chceta"... ponoć większość kangurów to pojęła... który nie pojął, to już nigdy nic nie pojmie...
      kiedyś wspomniałem o tajlandzkich słoniach, które mają podobną zasadę "my sobie stoimy na drodze, a wy róbta co chceta"... no, i jak szofer nie ma skrzynki z jakąś jarzyną na pace, to nie pojedzie...
      kukukuahahaha....

      Usuń
  8. Skasowałam komentarze o zabarwieniu personalnym ("niedobory wyobraźni", "potrzeba kompensacji").

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiro, ja w kwestii formalnej. Proszę, wykreśl mnie z tej listy pod Twoimi postami. Nie mam zamiaru na Twoim blogu w ogóle komentować, a mój nick na tej liście po prostu mnie razi.
    Z góry dziękuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Jaskółka

      Mogę to dla Ciebie zrobić, ale jeśli jednak zmienisz zdanie i zawitasz do mnie, to będę zmuszona wstawić Twój nick z powrotem. Zostałam zobligowana do wprowadzenia drastycznej cenzury, w związku z czym nie ma u mnie wzajemnego obrzucania się błotem (przynajmniej nie wprost).

      Usuń
  10. UWAGA! Nazywanie poglądu "błaznowaniem" jest odniesieniem do ZACHOWANIA dyskutanta. Proszę smagać wyłącznie poglądy, osób nie tykając.

    Notabene przez zmęczenie przeoczyłam, kto pierwszy zaczął docinać i skrytykowałam nie tę osobę, co trzeba. Bardzo przepraszam, An-Ko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałam zwrócić uwagę, że - to odnośnie ekranów i bezpieczeństwa - wyraźnie podkreśliłam WARUNKOWOSC tego bezpieczeństwa , nigdzie nie twierdząc, że w Polsce te warunki są spełnione - tego nie wiem, po prostu. Zaś odnośnie wiedzy - że nawet największa niekompetencja jednostkowego zawodowca nie czyni fachowcem mającego z nim do czynienia laika.Bo to są zupełnie niezależne od siebie sprawy. Mam nadzieję, że oba twierdzenia wyraziłam w zrozumiałym języku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zaś odnośnie wiedzy - że nawet największa niekompetencja jednostkowego zawodowca nie czyni fachowcem mającego z nim do czynienia laika."

      Święta racja! Ale niech laik ma prawo do wątpliwości, a nawet do odmowy wykonania polecenia fachowca. Tylko o to bym prosiła. ;)

      Usuń
    2. Ależ ja tez tak uważam ! Z jednym zastrzeżeniem - niech tego fachowca o swojej decyzji poinformuje otwarcie , by obie strony miały jasność i niech ma świadomość, że od tego momentu sam ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Bo niestety bardzo często bywa i tak , że taka "zosia samosia" robi po swojemu, ukrywa to , ale niepowodzenie zwala na fachowca. W każdym zawodzie.

      Usuń
    3. @ An-Ka
      Mam nie mniejszą niż Ty awersję do "zosizmu-samosizmu", który uważam za immanentną cechę niedojrzałości. Ale muszę przyznać, że w zawodzie lekarza, taki warcholski pacjent może nie tylko zrobić sobie kuku, ale i pośrednio przysporzyć lekarzowi nielichych kłopotów.
      Stary Stańczyk musi obecnie być w szczególnie dobrym humorze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @ An-Ka

      Właśnie zdałam sobie sprawę, że najczęściej wybieram jeszcze inną opcję: ani nie ukrywać "zosiosamosizmu", ani nie informować o nim fachowca, tylko po prostu zrezygnować z jego usług. Tak jest chyba najuczciwiej.

      Usuń
    5. Kiro-jasne, że to jest uczciwe, ale ma sens wtedy, gdy nie masz kompletnie zaufania do danego fachowca. Jednak gdy go znasz, cenisz, dotychczasowa współpraca układała się bardzo dobrze to rozmowa o wątpliwościach jest lepszym wyborem. Często nieporozumienia wynikają z opacznego (naprawdę często) zrozumienia ulotki (fakt, że bywają one redagowane przedziwnie) , czasem zaś ze złej , osobniczej reakcji na dany lek - nie ma w tym winy lekarza, tak się po prostu czasem dzieje, z kolei ten byłby głupi, gdyby po informacji od pacjenta upierał się przy nim. Przykładów i opcji takich zaburzonych relacji, które można wyjaśnić jedna szczerą rozmową jest bardzo dużo. Ja pozwolę sobie przytoczyć pewien tragikomiczny , z happy endem, na szczęście. Pewien pan , skutecznie leczony z powodu pewnej popularnej przewlekłej choroby, usatysfakcjonowany przez kilka lat, nagle zniknął mi "z radaru". Nie było go rok ,po czym zjawił się w moim gabinecie, naburmuszony, pełen pretensji i wręcz agresywnym tonem oznajmił, że ma bardzo wysokie ciśnienie. Trzeźwo zapytałam "a co JA mam z tym wspólnego". Od słowa do słowa okazało się , że przez rok był u brata w innym mieście i tam - ani razu nie będąc u lekarza i ani razu nie mierząc tego ciśnienia żarł leki brata. Zmierzył po roku, po powrocie do domu i przyleciał z pretensjami do mnie:)).Szczęśliwie udało mi się szybko opanować na nowo sytuację, wytłumaczyć panu , że leki to jak garnitur od Armaniego .Gdy po kilku miesiącach żegnał się ze mną znowu jadąc do brata , pozwoliłam sobie zażartować, by w swój, świetnie skrojony na jego potrzeby garnitur jednak brata nie stroił. Odpowiedział mi szeroki uśmiech, na razie nie wrócił jeszcze, zobaczymy :))

      Usuń
    6. Ciekawa historia. To pokazuje, jak dużo się jeszcze musimy nauczyć, jeśli chodzi o podejście do życia, o branie na siebie odpowiedzialności za własne decyzje oraz o umiejętność zwykłej ROZMOWY.

      Usuń
    7. Czasem trudno powiedzieć , co kieruje ludźmi w ich działaniach. Wiele lat temu przepisałam pacjentowi antybiotyk zgodnie ze zrobionym antybiogramem , więc kiedy zjawił się po tygodniu z awanturą (!), że mu nic nie pomogło i badanie fizykalne to potwierdziło, miałam potężny problem co robić dalej. Do momentu , w którym pacjentowi nie wypadła NIEZREALIZOWANA recepta na ten antybiotyk....Nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie, po co ten cyrk i o co pretensje....
      Tak nawiasem - znajomi mnie namawiają na wydanie wspomnień :))


      wiele lat temu

      Usuń
    8. @ An-Ka

      Czasami aż mnie przeraża ogrom złej woli, bezsensownego zacietrzewienia, złości na cały świat za swoje błędne decyzje. :(

      Usuń
  12. @ Kira
    Cieszę się, że nie będę musiał powtarzać, że moje wykluczenia mają charakter dożywotni.
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  13. @Kira
    Jak powszechnie wiadomo, katastrofy drogowe w tunelach kończyły się fatalnie dla uczestników tych wypadków.
    Więc teraz możemy sobie wizualizować podobną sytuację na drodze otoczonej ekranami. Załóżmy, że dojdzie do zapalenia jednego lub większej liczby samochodów w takim karmabolu. W jaki sposób ekrany wpłyną na możliwość bezpiecznego wycofania się prowadzącego samochód z wydarzenia, albo jego ominięcia? W jaki sposób wpłyną na możliwość ucieczki kierowców/pasażerów w sytuacji wybuchu rozległego pożaru?
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  14. Katastrofy w tunelach kończyły się tragicznie przede wszystkim z powodu pożarów i wydzielanych gazów, które nie miały możliwości się wydobyć i po prostu dusiły uczestników katastrofy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, bez dachu gazy nie będą się gromadzić. Jak będzie przebiegać akcja ratownicza i ewakuacyjna, jeśli w środku karambolu zacznie się palić?
      Anty

      Usuń
    2. @ Anty

      Ekrany nie są większą przeszkodą w wymanewrowaniu się z karambolu niż metalowe barierki czy choćby inne samochody. Może i jest to niepotrzebny wydatek, ale raczej nie zwiększy ilości ofiar na drogach.

      Usuń
    3. Otóż to, otóż to.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...