10.11.2014

Patrzymy i oceniamy


Jak już nieraz wspominałam, nie znoszę wpieprzania się z butami w czyjeś życie prywatne. Notoryczne ocenianie czyichś zarobków, pracy, stanu posiadania, seksualności czy wiary jest dla mnie oznaką kompleksów lub swoistej ciasnoty umysłu. Owszem, można od czasu do czasu o kimś poplotkować, także w Internecie. Warto jednak zachować umiar, gdyż im częściej omawiamy cudzy tyłek czy sakiewkę, tym większe pada na nas podejrzenie, że nie bylibyśmy zdolni do udźwignięcia konwersacji na wyższym poziomie.

Jeśli już się mamy do czegoś przyczepiać, to może lepiej do tego, co widzimy w tzw. strefie publicznej? Dyskretnie wyrażona krytyka manier, słów, a nawet ubioru osoby znajdującej się w miejscu dostępnym (przynajmniej teoretycznie) dla każdego może i ociera się o obgadywanie, niemniej jest czymś najzupełniej naturalnym. Wbrew temu, co sądzą niektórzy luzacy”, to, czy nasz wygląd i zachowanie pasują do czasu i miejsca, czy nie naruszają dobrych obyczajów, etc, bynajmniej nie jest błahostką. Osobiście łaskawszym okiem spojrzę na niewiastę nie stroniącą od uciech cielesnych, lecz swoje sprawy intymne zamykającą we własnej (lub kochanka) alkowie, niż na niewiastę cnotliwą, lecz odzianą w strój brzydki a wulgarny. To samo tyczy się drag queen, transwestytów czy innych „odmieńców” epatujących dziwacznym strojem i ostrym makijażem: powinni ograniczyć swoje „występy” do miejsc specjalnie do tego celu przeznaczonych (prywatne mieszkanie, klub gejowski, wynajęta sala). Na ulicy nietypowy outfit może wzbudzić niezdrowe emocje, narazić taką osobę nieprzychylne komentarze. Może więc lepiej na czas pracy czy zakupów wbić się konformistycznie w nudny, nie wzbudzający sensacji uniform?




Nie wstydzę się przyznać, iż zdarzało mi się prawić złośliwości na temat czyjegoś wyglądu. Naturalnie nie czepiam się braku urody, gdyż na to, jaką fizis zostaniemy obdarzeni, żadnego wpływu nie mamy. Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy: większość ludzi jest brzydka. No, powiedzmy – brzydkawa. Ładnych ludzi jest naprawdę niewiele, a już wyłowienie z tłumu twarzy pięknej graniczy z cudem. Nie lepiej ma się sprawa z resztą „obudowy”. Może i nie jesteśmy narodem potwornych grubasów, lecz idealnie szczupłych, wyrzeźbionych na sali gimnastycznej sylwetek prawie się nie widuje. Całości przykrego obrazu dopełnia lansowana dzisiaj moda: koszulki a’la ścierki, spodnie z drogiego, a zarazem gównianego materiału, jednakowe kozaczki lub tandetne balerinki. Ulice zasnute są przez niekształtne, źle ubrane korpusy; reprezentujące je fizjonomie wołają o dermatologa, ortodontę czy wręcz chirurga plastycznego.

Nie wiążcie tych pesymistycznych obserwacji z przekonaniem o własnej atrakcyjności. Z całą pewnością nie mogłabym zostać uznana za wzór zadbanej, atrakcyjnej i dobrze ubranej niewiasty. Ale czy to oznacza, że nie mogę oceniać innych? Bynajmniej. ;) Kiepski pisarz ma prawo sarkać na innego kiepskiego pisarza, gdyż jest również czytelnikiem. A zatem i ja mam prawo do krytyki cudzego wyglądu.

Ale o tym, jaki ubiór uważam za godny pochwały, a jaki przyprawia mnie o grymas niesmaku, napiszę następnym razem. Najpierw Wy się wypowiedzcie na temat dzisiejszej mody. Jaki przyodziewek cieszy Wasze oko, a jaki je drażni? Jaki styl Wam się podoba, a jaki Was razi? A może w ogóle nie zwracacie uwagi, jak kto jest ubrany?

57 komentarzy:

  1. Przede wszystkim - nie wierzę w deklaracje niezwracania uwagi na wygląd innych. Każdy zwraca, tylko niektórzy robią to mimochodem, rejestrując rzeczywistość, inni w celu oceny. Jednak i oceniamy wszyscy- jedni mimochodem, inni jako cel sam w sobie. A najważniejsza różnica jest w tym, co z tymi obserwacjami i z tymi ocenami robimy - czy zachowujemy je dla siebie, czy ociekamy jadem i komentujemy. Jaki styl mi się podoba ? swobodny. Swobodny to nie znaczy luzacki i niechlujny, czy nieprzystosowany do sytuacji. Swobodny to ubranie a nie przebranie. Dopasowany do sylwetki, typu urody, osobowości. Tuszujący mankamenty a nie je podkreślający, co w ślepej gonitwie za modą jest nierzadkie. Nie znoszę rzeczy zbyt obcisłych - ani na sobie, ani na kimkolwiek. Takie ściśle przylegające do ciała to jedynie kostiumy kąpielowe i bielizna. Nie znoszę świecidełek, cekinków ,brylancików, złota - dopuszczam to na karnawał i z przymrużeniem oka. Jednak uwielbiam designerską biżuterię w nowoczesnym stylu - srebro, metal ,drewno. Z innego bieguna - nie znoszę spodni z obniżonym krokiem, brr...Generalnie - prostota stylu.

    OdpowiedzUsuń
  2. tytułem wstępu... skoro rozmowa ma dotyczyć ubioru, to nie bardzo zrozumiałem motywu owej "niewiasty, co to nie stroni od uciech"... niby jak można ubiorem o tym fakcie /o detalach już nie wspomnę/ "opowiedzieć"?... co prawda w dawnych czasach istniał taki kod /np. rozpuszczone włosy wyraźnie wskazywały na swobodniejsze podejście do owych uciech/, ale to już dawno i nieprawda, nie żyjemy w islamskim kręgu kulturowym i tylko największy burak będzie z ubioru kobiety wyciągał jakiekolwiek wnioski na ten temat...
    ...
    o gusta mnie nie pytaj... jednym zdaniem nie potrafię odpowiedzieć, poza tym jest to mocno intuicyjna sprawa, a moja intuicja nie werbalizuje, nie używa języka słów, bo nie ma takiej potrzeby... pokaż mi konkretny przypadek, a odpowiem Ci, czy mi się to podoba, czy nie, i czy sam bym się w tym dobrze czuł /odpowiedzi niekoniecznie muszą się pokrywać i nie ma w tym żadnej sprzeczności/...
    co do oceniana, to ilość "Buddhów" na świecie jest znikoma i mało kto jest wolny od tworzenia sobie tych ocen w umyśle... pytanie tylko, jak bardzo ma wyrąbane na cudzy ubiór /czytaj: jak duży ma dystans do sprawy/ i jak wyraża swoje oceny... według mnie na pewno cnotą jest ów dystans i dyskrecja w w owym wyrażaniu, a buractwem tworzenie wielkiego joł na czyjś widok, zarówno w umyśle, jak i na zewnątrz...
    ...
    /tu dygresja: osobiście na pewno wyraźnie zareaguję na brud i smród, ale tu również należy być wyrozumiałym, gdyż z różnych obiektywnych powodów może on wynikać/...
    ...
    kwestię poruszoną w pierwszym akapicie Twojego tekstu, czyli jak to ludzie za bardzo pchają nos w nieswoje sprawy zamiast skupić się na sobie i jakie cudaczne fantazje potrafią sobie tworzyć, by zaspokoić neurotyczną potrzebę posiadania zbędnego nadmiaru informacji na cudzy temat pomińmy, bo wypłyniemy na zbyt szeroki ocean tematyki...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. jeszcze dwa słowa na temat /cytuję/: "czy nasz wygląd i zachowanie pasują do czasu i miejsca"...
      niejaki "Pazik" /Bogusław Linda/ z filmu "Miasto prywatne" non stop chodził w dresie /niewykluczone, że nawet w nim spał/, jednak na swój ślub wyjątkowo założył gajer... czyli w tym przypadku postąpił zgodnie z pewną konwencją...
      osobiście nie mam nic przeciwko łamaniu takiej, czy innej konwencji, ale tu się kłania słowo "umiar", czyli filozofia "złotego środka"... bez sensu jest ją łamać dla samego łamania, bez sensu jest też sztywno się jej trzymać, aby tylko konwencji stało się zadość... w końcu to konwencja ma być dla człowieka, a nie człowiek dla konwencji, jak sądzą ci, którzy chętnie powsadzaliby wszystkich ludzi w uniformy, by zmniejszyć sobie poziom napięcia spowodowanego lękiem...

      Usuń
    2. */errata: ma być "Pawik"...

      Usuń
    3. Ja właśnie należę do tych osób o wysokim poziomie napięcia spowodowanym lękiem. Aby to zilustrować, opowiem przypadek, który mi się ostatnio zdarzył. Na szkoleniu obok mnie zajęła miejsce ładna młoda dziewczyna. Niestety na zmianę albo kaszlała, albo wycierała nos. Pomyślałem sobie, że przynajmniej popatrzę na udo, bo dżinsy miała obficie podziurawione. Patrzę w taką największą dziurę, a pod spodem zamiast gołego ciała - łatka z kraciastego materiału. Miałem ochotę zaprotestować, powiedzieć jej o moim rozczarowaniu, ale właśnie ten wysoki poziom lęku nie pozwoił mi na to...

      Usuń
    4. @Dibi...
      jak zwykle żartujesz, tym razem pisząc o czymś zupełnie innym, bo po prostu o swoim niesmaku spowodowanym czyjąś ekspresją kłopotów laryngologicznych i zawiedzionych oczekiwaniach zobaczenia kawałka ciała na dziewczyńskim udzie...
      a ja piszę o tych wszystkich ćwokach, które aż piszczą, by wszystkich ludzi, którzy potrafią być na luzie "ostrzyc, uczesać i ubrać jak bozia przykazała"... przedtem jednak wyjąć im "żelastwo z twarzy" i usunąć im te "szpecące obrazki z ciała"... ale najsampierw wygnać pod prysznic, bo dla takiego kołtuńskiego buraka każdy, kto się ciekawie wystylizuje, jest /oczywiście/ "brudasem"...

      Usuń
    5. @Peter
      Co innego lęk, co innego obrzydzenie. Popratrz na to zdjęcie, które zaprezentowała Czcigodna Kira:(

      Usuń
    6. @Dibi...
      tu chyba fryzjer wiele do roboty mieć nie będzie...
      chyba jednak jest się czego bać, bo jak przywali "z barana"?... może boleć...

      Usuń
    7. p.s. ale nie kaszle, nie smarcze, a uda chyba nie chciałbyś oglądać, więc, gdzie tu problem?...

      Usuń
    8. Pkanalio- chyba podbijasz sobie bębenka podejrzewając wszystkich, którym się coś nie podoba o chęć ingerencji.Myślisz wyrażenie opinii z narzuca niem zachowań czy gustu. A już przypisywanie jednego stylu luzowi to mega nieporozumienie.Twoim zdaniem irokez ,dredy i kolczyki w nosie to dowód luzu a ich brak dowodem sztywniactwa? Cóż, jeżeli tak - to mocno ciasny ten Twój ponoć luźny światek

      Usuń
    9. @An-Ka...
      nie bardzo wiem, co odpowiedzieć na Twoją nadinterpretację moich wypowiedzi połączoną z wycieczką osobistą...
      no dobrze, ale spróbuję mimo wszystko...
      nic nie wspomniałem o tym, by jakiś, jakikolwiek styl miał monopol na luz... co więcej, uważam, że ślepe trzymanie się stylu może być wynikiem braku owego luzu właśnie /tego jednak po samym ubiorze, image'u nie poznamy/... zresztą każdy styl prędzej, czy później zamienia się w rodzaj uniformu, gdy przyjmie go odpowiednio duża ilość ludzi ...
      po prostu zażartowałem sobie tylko delikatnie z "nadętych, sztywnych i oburzonych", którzy dostają mentalnej diarrhei na widok kogoś, kto wyglądem odbiega od "jedynych słusznych" wzorców i reagują agresją /zwykle słowną lub czasem nawet fizyczną/ lub burackim dowcipem, by wyrazić swoją frustrację, że nie mogą zastanego stanu rzeczy zmienić...

      Usuń
    10. @ PKanalia

      Myślę, że uwaga o "ciasnym światku" była raczej oceną podejścia, nie Twojej osoby. Ale faktycznie, to było na granicy...

      Usuń
  3. Pewna osoba uznała, że pierwszy akapit zawiera sprzeczność. No bo jak można potępiać NOTORYCZNE wpieprzanie się w czyjeś życie, ale nie potępiać plotkowania OD CZASU DO CZASU?! :) Oczywiście o sprawdzeniu znaczenia słowa "notoryczny" nie ma mowy, bo i po co? W końcu osoba wie lepiej ode mnie, co chciałam napisać, jaka jestem naprawdę, etc.

    Cóż, ponieważ ta osoba jest nie tylko wyjątkowo tępa, ale także zwichrowana psychicznie, prymitywna i idzie w zaparte, wmawiając innym urojone przywary, wywalam ją definitywnie z bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to mi przypomina pewną historię, gdy kiedyś pracowaliśmy w gronie kilku osób, a ponieważ miałem nieco zarwaną noc, a sama robota monotonna, to aż zasypiałem... imałem się różnych patentów, by to ogarnąć, wreszcie uznałem, że nie ma innej opcji i trzeba walnąć mocną kawę /której notabene nie pijam od lat/... na robieniu tej kawy przypalił mnie ktoś i skomentował /bynajmniej nieżartobliwie/: "aaa... to jednak pijesz kawę?... to po co było kłamać?" /wcześniej ten ktoś słyszał kiedyś, jak mówiłem, że nie pijam kawy/... na takie idiotyczne dictum nie pozostało nic innego, jak użyć pewnej ciętej riposty, zgodnie z naukami Wujka Staszka, mistrza tego sportu...

      Usuń
  4. Czcigodna Kiro
    Jeśli jakaś pani oddaje się uciechom alkowy w sposób NAPRAWDĘ dyskretny, to skąd u licha możesz o tym wiedzieć?
    Zatem Twoje twierdzenie, że takie podejście do spraw seksu mniej Cie razi, niż niechlujny strój, po prostu jest bez sensu.
    Natomiast całkowicie popieram pogląd, że przestrzeń publiczna to nie miejsce na odrażająco ubrane i wymalowane cioty czy "wyluzowane babeczki"o stroju i manierach gorszych niz prezentuje je prostytutka z najniższej półki.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Zapewniam Cię, że sekrety nawet szalenie dyskretnej pani mogłyby zostać dość łatwo odkryte. Zwłaszcza w naszym polskim piekiełku, gdzie ludzie uwielbiają węszyć wokół cudzej pupy, kiesy czy wiary. No chyba że pod pojęciem "dyskrecja" rozumiesz totalną konspirację. Mnie jednak wystarczy, że kobieta nie rozpowiada o swoim życiu erotycznym.

      Koniecznym jest tutaj wyjaśnienie dwóch rzeczy:

      Po pierwsze, to był tylko abstrakcyjny przykład, więc czepianie się takich drobiazgów, jak możliwość wglądu w życie drugiego człowieka, nie wydaje mi się słuszna. Równie dobrze ktoś mógłby mi zarzucić, że piszę bzdury o potencjalnych drag queen na ulicy, bo niby gdzie miałabym taką osobę zobaczyć - w Lublinie? :)))

      Po drugie, podkreślam, iż zwrot "łaskawszym okiem" nie oznacza szacunku czy choćby aprobaty. Monogamiści stoją u mnie znacznie wyżej niż promiskuici. Po prostu bardziej by mnie raziła kobieta cnotliwa, lecz nieprzyzwoicie odziana, niż jej przeciwieństwo.

      Usuń
    2. @ Kira
      Trzymając się przykładu tej hipotetycznej pani i tej sfery życia, "dyskrecja" i "konspira" są dla mnie synonimami. Bo bez konspiry, taka rzekoma dyskrecja kojarzy mi się z maglem, a nawet z wyluzowaną hołotą.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Różnica pomiędzy niektórymi ludźmi a mną polega na tym, że ja się nie zagłębiam w cudze życie seksualne (ile ktoś o nim nie opowiada ani nie czepia się mojego). Zostawiam to osobom niedojrzałym i/lub fatalnie wychowanym.

      Dyskrecją nazywam zachowywanie spraw intymnych dla siebie. To mi wystarczy. Nie oczekuję, że ktoś będzie kłamał, udawał kogoś, kim nie jest. Oczekuję jedynie, że nie będzie epatować swoją dupą (sakiewką, wiarą, etc).

      "dyskrecja - umiejętność milczenia w jakichś sprawach; dochowanie tajemnicy; niewtrącanie się do cudzych spraw, delikatność, oględność"

      http://www.slownik-online.pl/kopalinski/66CA17E9658A12FF412565BA002A0353.php

      Usuń
    4. @ Kira
      I znowu mamy bałagan pojęciowy. Bo to że Ty, jako osoba w te "romanse" nie zaangażowana, w te sprawy się nie wgłębiasz, nie znaczy, że inni nie będą. Przypomnij sobie choćby przechwałki różnych chamów na temat ich rzekomych sukcesów erotycznych. Jeśli kobieta zada się z takim syfem, to albo jest głupia, albo ani trochę nie zależy jej na dyskrecji. Może nawet być wręcz dumna, że zachowuje się niczym suka w cieczce.
      Mężczyzna i kobieta na poziome ZAWSZE w tych kwestiach będą "konspirować", o ile nie zamierają stworzyć stabilnego związku, opartego na UCZUCIU, z którym ludzie z wysokiej półki najczęściej się nie kryją.

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      Konspiracja oznacza ukrywanie się. Czyżbyś zatem nie-ukrywanie się uważał za brak dyskrecji? Hmm...

      Ale może masz rację. Może faktycznie odbieram świat inaczej niż większość ludzi. Już jako nastolatka gardziłam węszeniem wokół cudzego tyłka. I miałam nadzieję, że kiedy wejdę w świat dorosłych, takie szczeniackie zachowania staną się przeszłością. Spotkał mnie srogi zawód...

      Usuń
    6. Kiro - bo większość ludzi nie wyrasta z szczeniackich zachowań do śmierci a ponadto -ich własne życie jest na tyle nudne, że muszą je czymś wypełnić.Z wypiekami na twarzy:)

      Usuń
    7. @ Kira
      Punktem wyjścia do tej dyskusji jest hipotetyczna kobieta, mająca tak intensywne życie erotyczne, że skacząca z kwiatka na kwiatek, a być może próbująca usadowić się na kilku jednocześnie (tak to zrozumiałem).
      Takie "krótkoterminowe spekulacje" (których nigdy nie aprobowałem), powinny być starannie ukrywane. Jeśli ktoś tego nie przestrzega, jest durniem, pozbawionym kindersztuby. A jeśli wręcz to rozgłasza, jest nawet gorszy od chama, bo zasługuje na nazwanie go "wyluzowanym".

      Usuń
    8. @ Kira

      Ja też od zawsze uważałem że by być dyskretnym znaczy nie rozpowiadać osobom postronnym i dochować tajemnicy.

      Ale jak widzę dla niektóych poglądów oznacza to OBOWIĄZEK konspiracji. Konspiracja jest bardzo wykańczająca psychicznie dlatego ongiś z radością przyjąłem rok 1989 roku. Nie dlatego, że wierzyłem że będzie jak przed wojną, bo nie wierzyłem, ale miałem nadzieję, że skończy się ta wszechobecna konspira i te przeklęte trzecie i czwarte dna czyniące świat maksymalnie zakłamanym.

      Oczywiście nie popieram chodzenia po ulicy z kobietą w stroju topless ani nic z tych rzeczy. Ale jeszcze dziś nie tylko na wsi ale w miastach zdarza się że pomimo szalejącego "postępu" zdarzają się akcje dążenia do eksmitowania z mieszkania pary ( heteroseksualnej zaznaczam ), która za głośno się kocha.
      Że już nie wspomnę o tym, że sam byłem zdumiony jakością samoróbnych urządzeń podsłuchowych w jakie wyposażone bywają wścibskie sąsiadki.

      I za chwile okaże się że jedyną osoba godną miana gentelmana czy damy jest posiadacz pałacu oddalonego z każdej strony o co najmniej 100 metrów od płotu, wielowiekowego i gęsto obrośniętego dzikim winem, które rozrasta się dość powoli a wszelakie dźwięki tłumi znakomicie.Biorąc pod uwagę jak wysokie są ogrodzenia wokół takich rezydencji można założyć,że jedynie paparazzi-komandos będzie w stanie podsłuchać lub nawet sfilmować łóżkowe figle mieszkańca takiej rezydencji a na takiego paparazziego stać jedynie redakcje anglosaskich brukowców, bo tylko one są na tyle bogate by opłacić takiego komandosa.

      A zwykłym ludziom pozostanie kneblowanie swojej kobity na noc jak za królowej Wiktorii. Tylko że ja chromolę taką "normalność" Kiro.


      Kurna Maciek

      Usuń
    9. @ An-Ka

      Jestem w stanie zrozumieć ZAINTERESOWANIE czyimś życiem, ale NOTORYCZNEGO omawiania tego życia - już niekoniecznie.


      @ Stary Niedźwiedź

      Zauważ, proszę, że:

      Po pierwsze, nawet ludzie trzymający swój romans w ścisłej tajemnicy mogą zostać ujawnieni - czy to przez przypadkowego "podglądacza", czy przez szpiegującą ich sąsiadkę, czy też przez własną nieostrożność. Czy można mieć im to za złe? Moim zdaniem człowiek NA POZIOMIE po prostu przymknie oko na wychodzących z domu swojej znajomej mężczyzn (o ile ani ta znajoma, ani żaden z jej gachów nie jest w stałym związku).

      Po drugie, napisałam przecież: "Osobiście łaskawszym okiem spojrzę na niewiastę nie stroniącą od uciech cielesnych, lecz swoje sprawy intymne zamykającą we własnej (lub kochanka) alkowie [...]"

      W przeciwieństwie do toczącego pianę z pyska kretyna, który zaatakował mnie w blogu An-Ki, Ty jesteś człowiekiem inteligentnym i zdolnym do przyjęcia, że nie wypowiadam się za resztę społeczeństwa, lecz wyłącznie za siebie. Dla mnie (!) zamykanie spraw intymnych we własnej alkowie nie oznacza ukrywania się, tylko BRAK EPATOWANIA nimi. Dotyczy to zresztą nie tylko "puszczalskich" białogłów, ale i gejów, lesbijek czy innych "odmieńców". Wystarczy, że ktoś nie wspomina o tym, co z kim robi, i już jest OK.


      @ Kurna Maciek

      Czy nam się to podoba czy nie, urodziliśmy się w społeczeństwie węszącym z lubością wokół cudzej dupy, sakwy czy wiary. I nie mam tu na myśli niewinnych ploteczek przy kawie w gronie znajomych.

      Z drugiej strony, niedobrze by było, gdyby kiedyś ludzie W OGÓLE przestali się interesować cudzym życiem. Z tego bierze się bowiem tzw. znieczulica, nakazująca ignorować krzyki bitej żony, maltretowanych dzieci czy nawet atakowanego przechodnia.

      Usuń
    10. A zauważyłaś Kiro że i dawniej i dziś mało kogo obchodzą krzyki bitej żony i katowanych dzieci, za to jęki rozkoszy stawiają na baczność znaczne grono mieniących się "rycerzami przyzwoitości"?
      Niestety tak jest.
      No i zwróć uwagę na jeden aspekt.
      Filmy z morderstwami bestialstwem są dozwolone od lat 15 i wyświetlane w TV przez całą dobę, za to filmy z golizną od lat 18 i nawet w "rozpustnych" kanałach są pokazywane po godzinie 23.
      Ciekawe?

      A jak Ci się wydaje Kiro. Co dzieciakom bardziej zaszkodzi. Trochę golizny czy transmisja z obrad Sejmu?


      Kurna Maciek

      Usuń
    11. @ Kurna Maciek

      Miałam kiedyś kaprys obejrzeć dwie "Piły". Nie dawałam rady zrobić tego jednym "ciągiem", więc przełączałam czasem na inny kanał. Takie filmy demoralizują - i to nie tylko młodzież!

      Usuń
    12. @ Kira
      Brak epatowania swoim życiem seksualnym oznacza zaledwie to, że osoba ta nie jest skończonym chamem. I dokładnie nic więcej. Bo w tych sprawach dopiero staranne ukrywanie z kim i co się robi, pozwala użyć słowa dyskrecja. Oczywiście przypadki losowe czasem się zdarzają. Ale dla nieostrożności czy lekkomyślności nie ma usprawiedliwienia. Przynajmniej w mojej sferze.

      Usuń
    13. @ Kira
      W kwestii formalnej.
      Swego czasu, w swoim komentarzu, jako przykład dopuszczalnej krytyki, podałaś coś takiego (cytuję z pamięci):
      Pogląd jakby syndrom poaborcyjny nie istniał, to debilizm i kurewstwo.
      Dlatego proszę o uzupełnienie swojej listy wykluczeń o Kurna Maćka. Bowiem nie życzę sobie zanieczyszczania moich wątków postpańszczyźnianymi kretyńskimi wymiocinami.
      Z góry dziękuję.

      Usuń
    14. @ Stary Niedźwiedź

      Pozostanę przy swoim zdaniu. Dla mnie bowiem nie lekkomyślność czy nieostrożność są godne potępienia, a węszenie wokół cudzego kupra. Jest to równie odrażające i żałosne, jak choćby nazywanie kogoś złodziejem wyłącznie dlatego, że pisze komentarze rzekomo w czasie, w którym powinien pracować.

      Usuń
    15. @ Kira
      Posłużę się prostą analogią. Złodzieja zawsze należy potępić. Ale ten, kogo złodziej okradł, mógł ułatwić mu zadanie. Bo na przykład nie zamknął mieszkania. Jeśli tak się stało to tylko kretyn uzna, że nie ma się o co go czepiać. Co oczywiście w niczym nie zmniejsza winy złodzieja.
      Więc może warto jednak w relacjach damsko - męskich lansować klasę i nie patrzeć z pobłażaniem na gówniarstwo?

      Usuń
    16. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż, jednak się nie zgodzimy. Niezamykanie mieszkania jest dla mnie co najwyżej nieostrożnością, nie gówniarstwem. I tak samo traktuję nieukrywanie się ze swoimi związkami, czyli przyjmowanie mężczyzn o każdej porze dnia i nocy, bywanie z nimi w teatrze, kinie, restauracji, etc. normalne przychodzenie czy wychodzenie z czyjegoś mieszkania, pokazywanie się w miejscu publicznym razem (bez pieszczot!), etc. Oczywiście w warunkach polskich zarówno zostawianie otwartego mieszkania, jak i posiadanie nadmiernej ilości znajomych płci odmiennej może się skończyć przykrością. Jest to jednak wina spsiałego społeczeństwa, którego moralność i obyczajność pozostawia wiele do życzenia.

      Usuń
    17. @ Kira
      Generalnie na pewno nie stoję po stronie firm ubezpieczeniowych, często oszukujących swoich klientów. Ale gdyby firmie ubezpieczeniowej udało się udowodnić, że złodziej nie musiał otwierać żadnego zamka, okradziony nie dostałby ani grosza odszkodowania. Moim zdaniem słusznie.
      Pozostawienie otwartego mieszkania nie grozi jeszcze okradzeniem go w niektórych prowincjonalnych rejonach Skandynawii czy w Singapurze. W tym ostatnim mieszkańcy masowo współpracują z policją i przestrzegają prawa, więc przez polskich dilerów i inną hołotę z kryminalną przeszłością są nazywani "warzywami".

      Usuń
    18. @ Stary Niedźwiedź

      Słusznie - bo w NASZYM skundlonym świecie istnieją złodzieje. Podobnie jak ludzie węszący wokół cudzego życia intymnego z zajadłością jamnika, który złapał trop.

      Usuń
  5. @Kira /apropos pewnej Twojej odpowiedzi jednej z grup poglądów/...
    nie, nie, nie... chyba coś mylisz... "drag queen" jest pewnym rodzajem sztuki polegającym na specyficznym przebraniu się /tudzież nazwą kolesia, który ją uprawia/, więc jest wyraźnie jest związane z ubiorem, który tą nazwę definiuje... zaś określenie "niewiasta nie stroniącą od uciech cielesnych" jest żartobliwym eufemizmem na określenie kobiety, która /zdaniem wypowiadającego je/ więcej oddaje się tym uciechom, niż on sam i do ubioru ma się to nijak... owszem, znałem kiedyś dziewczynę, która swój ulubiony styl ubierania się nazywała "na gotycką dziwkę", ale był to właśnie żart z buraków, którzy próbują wyciągać wnioski na temat czyichś upodobań w temacie "uciech" li tylko na podstawie samego ubioru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. inna sprawa, że spekulacje na temat upodobań "uciechowych" na podstawie tego, że ktoś uprawia ową sztukę "drag queen" są również kompletnym buractwem...

      Usuń
  6. Ów pan (?) na zdjęciu kojarzy mi się z piekłem ;)
    Ładne nie musi oznaczać wzorcowego dla dzisiejszych czasów. Wpisuję się w nurt kultu szczupłej, kobiecej sylwetki, ale np. pewnej mojej koleżanki o figurze typu "barokowa piękność +" nie wyobrażam sobie w innym wydaniu. Tak wygląda ładnie i to do niej pasuje. Gdyby się odchudziła, byłaby w mojej ocenie groteskowa.
    Kreowanie komuś życia uważam za prostactwo. Ale to częsta przywara, więc przestaje mnie dziwić zgrupowanie chamstwa na koncercie, które lansuje się, ukazuje, pokazuje, prezentuje, przedstawia wzajemnie, łapczywie rzuca się na darmowe ciasteczka (chwila prawdy i słabości), a w głębi serca marzy o swojskim ognisku, butelce czystej i kiełbaskach pożartych w rytm biesiadnego disco - polo. Najważniejsze być prawdziwie sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najciekawiej wygląda to w operze lub w przypadku koncertu filharmonicznego, na którym osobom z pewnej sfery wypada się pokazać;) Bardzo kulturalnie wypijają całkiem sporo wina. Chociaż dla jakiegoś odsetka publiczności powstały już teatry z nieco bardziej figlarnym repertuarem, jak te prowadzone przez niektórych aktorów. Pozwalają, aby przynajmniej częściowo usatysfakcjonować i owcę, i wilka.
      Anty

      Usuń
    2. @ Anty

      Cóż, ja gustuję w operetce. ;)

      Usuń
    3. Jest pewna różnica między gustowaniem i degustowaniem;)
      Anty

      Usuń
  7. @Kira
    A jeśli owi kochankowie lub znajoma pozostają w stałych związkach - cóż ma robić "człowiek na poziomie"? Przecież ta sprawa jego samego nie dotyczy.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Wiele spraw nas nie dotyczy, ale na ZŁO warto zwracać uwagę. Potępić je, czasami usiłować naprawić.

      Usuń
    2. Pukam do drzwi zamężnej sąsiadki, która nocą przyjmuje kochanków, oświadczając "Potępiam cię, wszetecznico"?;)
      Konkretnie, jak chcesz to naprawiać i po co?
      Anty

      Usuń
    3. Takich ludzi po prostu OCENIAM. Nie ukamienuję, tylko ODRZUCĘ.

      Usuń
    4. @Anty...
      nie siedzę w głowie Kiry, ale intuicja mi podpowiada, że nie takie "zło" miała Ona na myśli...
      zwłaszcza, że z faktu, że jakąś kobitkę /o której akurat przypadkiem wiesz, że jest w stałym związku/ odwiedzają w nocy jacyś kolesie, żadne zło jeszcze nie musi wynikać... primo, to nie wiesz po co odwiedzają... secundo, to nawet jeśli teoretycznie w celach "uciechowych", to nadal nie znasz relacji w tym związku... czyli żeby zdiagnozować sytuację, musisz wsadzić nos w nieswoje sprawy, czyli sam dopuścić się zła, by sprawdzić, czy w ogóle jakieś zło ma miejsce... rzecz jasna wśród buraków i kołtunów takie wsadzanie nosa niczym złym nie jest, ale zakładamy, że rozmawiamy w gronie ludzi na poziomie...
      sorry, ale po mojemu wybrałeś bardzo marny przykład, który służy tylko jałowemu szukania nieistniejącej dziury w całym...

      Usuń
    5. Przecież jaja sobie robię:) Na tyle mnie znasz?
      Anty

      Usuń
    6. @Anty...
      okay, ale znowu intuicja mi podpowiada, że Kira chyba o tym nie wie...

      Usuń
    7. @ PKanalia

      Nie węszyłabym wokół związku owej hipotetycznej sąsiadki, niemniej prawie (!) na pewno straciłabym do niej szacunek. Zdrada jest czymś nagannym.

      Usuń
    8. Tylko skąd wiesz Kiro że zdrada miała miejsce? Aby to wiedzieć, musiałabyś nasłuchiwać ewentualnych jęków rozkoszy, czego jak wiadomo ani libertarianie ani ludzie na poziomie nie czynią.
      Odwiedziny wieczorową porą mogą oznaczać przenocowanie znajomego ze studiów spotkanego po latach. Bez wątku erotycznego.
      Albo nocne Polaków rozmowy.

      No to jak stwierdzić w takich okolicznościach że zdrada miała miejsce? I na jakiej podstawie potępiać?

      A co do węszenia wokół cudzego kupra. Masz rację. Z tego powodu znienawidziłem wszelakich religijnych fundamentalistów.


      Kurna Maciek

      Usuń
    9. @ Kurna Maciek

      Samo nasłuchiwanie to jeszcze nie węszenie. ;) Poza tym piszemy o zmyślonej sytuacji, więc nie musimy zagłębiać się w detale. ;)

      Ale skoro już dociekasz... Cóż, zawsze może się znaleźć ktoś lepiej poinformowany, kto podzieli się z nami swoją wiedzą o drugim człowieku. ;) Możemy też przyłapać sąsiadkę oraz jej gacha na czułym pożegnaniu po nocnych szaleństwach.

      Usuń
    10. Niby można Kiro przyłapać sąsiadkę z tymże gachem na czułym pożegnaniu. Ale jak ma się swoje wyrko i swoją Ukochaną to się zwykle nie traci czasu ani energii na zaglądanie do cudzego. A i sama Ukochana jest dostatecznie absorbująca.

      A "ktoś lepiej poinformowany"? Wolę się z kimś takim nie spotykać ani do domu go nie wpuszczać. Nigdy nie wiadomo bowiem, co taki frustrat naopowiada o mnie i Ukochanej innym sąsiadom.


      Kurna Maciek

      Usuń
    11. @ Kurna Maciek

      Ja bym wręcz wolała mieszkać z dala od ludzkich siedzib. ;) Choć z drugiej strony, trochę bym się bała...

      A przy okazji - wybacz, ale muszę przypomnieć, że Stary Niedźwiedź dodał Cię do listy osób, z którymi nie chce rozmawiać. Od tej pory nie możesz już się wpisywać pod jego wątkami.

      Usuń
    12. Tylko że TEN akurat wątek nie jest Starego Niedźwiedzia tylko został zapoczątkowany przez zapytanie Anty odnośnie hipotetycznie puszczalskiej sąsiadki.
      Prawda?

      Z dala od ludzkich siedzib? Dobry pomysł tylko kogo na to stać...


      Kurna Maciek

      Usuń
    13. Wiem, Kurna Maćku, po prostu informuję Cię, żebyś nie był zaskoczony.

      Usuń
    14. @Kira & Kurna Maciek...
      zapominamy jeszcze o sytuacji, że ów związek może nie mieć paktu na wyłączność lub partner jednak jest w domu i doszedł trzeci do trójkąta, a może po północy wśliźnie się niepostrzeżenie partnerka tego trzeciego na swingers' party... we wszystkich tych przypadkach nie ma mowy o zdradzie, czyli wszystko jest okay...
      rzecz jasna możemy sobie tak spekulować, bo mowa jest o teoretycznym wymyślonym, anonimowym przypadku...
      ale gdyby takie spekulacje dotyczyły konkretnej osoby, to byłoby już "węszenie wokół tyłka", co do którego mamy chyba /w gronie tego wątku/ dość podobną opinię, jak przypuszczam... i to chyba tyle w tym temacie...

      Usuń
  8. Zastanawiam się na jakim świecie ja żyję...Mieszkam w dużym bloku i jakoś nikt mi nigdy nie opowiadał o tym , co kto wyprawia- w sensie z kim sypia i jak głośno to czyni. Ciekawe dlaczego...może ludzie po prostu intuicyjnie czują , kogo jaki temat może zainteresować a kto jaki temat odrzuci ? Bo rozmawiają ze mną, też o swoich kłopotach czy troskach, więc hipotezę, że "bez kija ani przystąp" odrzucam...

    OdpowiedzUsuń
  9. anonim anonimowy12.11.2014, 09:09

    Patrzę i oceniam.
    To "coś" na zdjęciu powinno mieć sądowy zakaz wchodzenia do parków i innych miejsc gdzie przebywają małe dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Wszyscy, którzy odpowiedzieli na moje pytania

    Dziękuję Wam za to, że podzieliliście się ze mną swoją opinią. I zapewniam, że brak odpowiedzi na Wasze komentarze nie oznacza bynajmniej, iż Was lekceważę. Cieszę się, że komuś chce się tutaj zaglądać; komuś, kto ROZMAWIA, a nie czepia się słówek, rzekomych nieścisłości czy urojonych sprzeczności.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...