08.11.2014

Podobno ludzie chcą mieć dzieci


A przynajmniej większość z nich. Tylko że ich, biedaków ciułających grosz do grosza, żeby zamienić plazmę na telewizor LED, nie stać. Gdyby nie wszechobecna bieda, gdyby nie zakłócająca spokojny sen niepewność jutra, gdyby nie brak mieszkań, to by nam się Polska nie wyludniała. Pogląd ten kontruje pan Jacek Kobus z Boskiej Woli, według którego autentyczna chęć posiadania potomstwa występuje rzadziej, niż nam się wydaje. To nie brak pewnej i dobrze płatnej pracy tłamsi nasze marzenia o rodzicielstwie – peroruje pan Jacek (polecam wpis); po prostu tych marzeń na ogół nie ma. I ja się z panem Jackiem niemal całkowicie zgadzam.

Niemal – bo po głowie snuje mi się przypuszczenie, iż prawdopodobnie gdzieś w okolicach czterdziestki (kobiety) czy pięćdziesiątki (mężczyźni) niemal każdego nawiedza refleksja, że warto by było machnąć choć jednego dzieciaka. Człowiek już się wyszalał, naseksił się do syta, jeśli miał zrobić karierę, to albo już ją zrobił, albo już jej raczej nie zrobi, i oto w ślipia zaczyna mu zaglądać widmo samotnej starości. Naturalnie kobieta stoi na o wiele gorszej pozycji niż mężczyzna, gdyż jej płodność w okolicach piątego krzyżyka jest na wyczerpaniu. A nawet jeśli uda jej się począć dziecko, to kto wie, czy z racji ewentualnego upośledzenia nie będzie ono wymagało dożywotniej opieki. Ale czy nie warto spróbować? W końcu co własne dziecko, to nie piesek czy kotek. Naturalnie można być kochającą – a przy odrobinie szczęścia także i kochaną – ciocią, ale to nie to samo, co być matką, a potem babcią.

Niemniej przenosząc te rozważania z jednostek na ogół, trudno nie zauważyć, że wytłumaczeniem tak długiego odkładania starań o potomstwo lub wręcz definitywnej z owego potomstwa rezygnacji może być albo zepsucie dobrobytem (uwaga – uśredniam!), albo brak instynktu rozrodczego. Względnie – co wydaje mi się zresztą najbardziej logiczne – połączenie obydwu tych opcji. Bo i cóż z tego, że wiele kobiet odczuwa ścisk w gardle na widok niemowlęcia w wózku czy że wielu mężczyzn z zazdrością patrzy na tatusiów ganiających z synkami po parku, skoro fraza „Nie stać nas na dzieci” pada najczęściej nie z ust (lub spod palców) autentycznej biedoty, ale ludzi, którzy po prostu wolą przeznaczać pieniądze na własne, wcale nie tak skromne potrzeby?

Nie, żebym to krytykowała, broń Boże! Ale ściemniania nie lubię. Niech ludzie mówią (bądź piszą) wprost, że nie zamierzają się rozmnażać dopóty, dopóki nie wyprowadzą się od rodziców, nie nacieszą się życiem, nie spełnią swoich marzeń, etc. Chociaż najlepiej by było, gdyby w ogóle nie musieli się z takich decyzji tłumaczyć – bo i co komu do tego?

13 komentarzy:

  1. Generalnie zgadzam się. Statystyki pokazują, że im biedniejsi rodzice, tym więcej dzieci. Dla współczesnej klasy średniej dziecko stało się jednak jeszcze jednym symbolem statusu - musi być wypasione (stroje, zabawki, elitarne szkoły, kursy itp.). To rzeczywiście kosztuje i w konfrontacji z zakupem mieszkania, samochodu, wczasów na ogół przegrywa. Stąd wynika jednak konieczność pomocy państwa dla rozpieszczonej klasy średniej w tym zakresie - urlopy, ulgi itp. To działa - np. dzietność Polek w UK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzietność BIAŁYCH Angielek w UK?

      Usuń
    2. Nie znalazłem podziału rasowego, ale te urodzone poza UK (głównie Polki) mają dzietność 2,45, urodzone w UK 1,88, zaś dzietność Polek w Polsce jest 1,30

      Usuń
  2. Też się generalnie zgadzam. Jednak wydaje mi się, że nadal większość ludzi chce mieć dzieci, natomiast całkiem sporo odkłada to na potem - jedni z powodów obiektywnych , inni - z chęci "pożycia", przy czym to słowo bardzo pojemne i dla każdego znaczy co innego. Wśród moich bliskich jest młoda para, która decyzję o posiadaniu drugiego dziecka uzależnia wyłącznie od tego, czy jedno z nich dostanie umowę o pracę na czas nieokreślony. Warunki mieszkaniowe mają bardzo takie sobie, w planach oczywiście coś większego- ale to akurat nie jest dla nich przeszkodą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałam, wciąż sporo ludzi marzy o dzieciach. Sądzę jednak, iż są one umiejscowione jako jedna z wielu potrzeb, a nie jedyna czy choćby główna.

      Usuń
  3. Oczywiście, dzisiejsze czasy konsumpcjonizmu i "róbta co chceta" sprawiają, iż ludzkie marzenia i pragnienia drobinę zmieniły się. Jednakowoż warto zauważyć, iż Polki za granicą rodzą sporo dzieci i to również te będące w związkach z innymi Polakami. Tymczasem ich rówieśniczki w Polsce postępują na ogół inaczej. Mniemam zatem, iż istnieje jakaś część społeczeństwa (kiedyś 1-2% dziś może góra 10%), która zmieniła swe potrzeby i nie chce posiadania potomstwa w ogóle bądź szybko, lecz zdecydowana większość jest nadal taka sama i chce posiadania potomstwa. Co to w takim razie uniemożliwia w Polsce, a umożliwia wszędzie indziej? Oczywiście czynniki ekonomiczne. Czy są najważniejsze? Tak, są. Lecz nie są jedyne. Mimo to gdyby w Polsce istniała realna pomoc dla młodych rodzin, gdyby ten kraj był zarządzany lepiej jestem pewien, iż mimo tej mniejszości, która woli się "bawić", nasza demografia wyglądała zgoła odmiennie. Przypominam, iż w Rosji ogromnymi problemami pozostają alkoholizm, narkomania i aborcja. Mimo to wprowadzenie około 20 punktów pomocy dla młodych rodzin spowodowało, iż po ponad 20 latach ten kraj wspiął się na dodatnią demografię i to nie za sprawą muzułmanek, a rodowitych Rosjanek i ich mężów. Spłacanie odsetek od kredytu mieszkaniowego przez Państwo, spore zasiłki i zapomogi, darmowe przejazdy komunikacją miejską i krajową dla jednego rodzica oraz tym podobne rzeczy o których pisałem WYRAŹNIE wpłynęły na liczbę urodzeń. Zatem gdyby poprawić sytuację ekonomiczną w Polsce, również nie musielibyśmy się dłużej martwić przeżyciem Narodu. Zgadzam się jednak, iż zwiększyła się grupa osób o znacznie odmiennych priorytetach. Kwestia wychowania w rodzinie, w szkole, mediów, całego otoczenia. Sprowadzenie małżeństwa i macierzyństwa do roli niewdzięcznej, a wyniesie na wyżyny przypadkowego seksu i beznadziejnie pustego życia, czego najlepszym przykładem są ciągle promowani przez Onet czy WP 40-letni single myślący, iż ciągle mają 20 lat ze swoimi minimalistycznymi mieszkaniami w Warszawie na kredyt i z masą zdjęć z klubu i Majorki na Facebooku. To na szczęście nadal mniejszość i przez ostatnie parę lat zdołałem poznać masę normalnych ludzi, którzy marzą o większym potomstwie i nie są to rodziny patologiczne. Cóż, poznałem nawet ojca dziesięciorga dzieci i nigdy nie było z nimi żadnych problemów. Wystarczy pozwolić tylko Polakom żyć w spokoju i we względnym dobrobycie - te góra 10% będzie się bawić jak chce, a pozostali zadbają o to, co jest faktycznie ważne dla nich... i nie tylko.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, żeby bezdzietni z wyboru byli większymi "pustakami" niż dzieciaci. To stereotyp, stworzony zapewne przez Terlikowskiego czy jemu podobnych "Hitlerków".

      Kto się zaczął rozmnażać w Rosji: klasa średnia czy biedota?

      Usuń
    2. Nie wydaję mi się bym zasugerował, iż każda osoba bezdzietna jest "pustakiem". Niektórzy po prostu nie chcą, bądź nie mogą posiadać dzieci. Jeszcze inni wiedzą, iż się do tego nie nadają. Przykład "pustaka" to tylko przykład rodzaju osoby w XXI wieku coraz bardziej widocznej, ale która na szczęście jeszcze nie stanowi większości.

      A co do Terlikowskiego to i o tym kiedyś pisałem - ten farbowany lis i judeokatolicznik może zamilknąć. Gdyż z wiarą chrześcijańską nie ma on nic wspólnego, ani tym bardziej nie stanowi dla żadnego katolika ni nikogo innego jakiegokolwiek autorytetu. Za to może śmiało jechać do Tel-Avivu i tam głosić swe "prawdy".

      Ciężko mi teraz o statystyki, ale w głównej mierze ta dzietność dotyczyła młodych osób tzn. rodzin w których zarówno żona jak i mąż mają poniżej 35 lat, gdyż to też do nich kierowano te programy. Początkujący na rynku pracy, często jeszcze studenci, którzy w kraju takim jak Polska nie mogliby nawet w takim wieku marzyć o weselu, a tym bardziej o mieszkaniu i o pomocy w razie posiadania większej ilości dzieci.

      Usuń
  4. @Kira
    Priorytety znacznej części ludzi zmieniają się się, na co ma wpływ ma nie tylko wzrost dobrobytu, ale również czynniki kulturowe (vide bezdzietny Daleki Wschód). Z kolei oddziaływanie krótkotrwałych czynników ekonomicznych w postaci rozmaitych "państwowych zachęt" jest ograniczone (w społeczeństwach Europy Zachodniej wskaźnik TFR raczej nie przekracza 2). Tymczasem w Polsce "za komuny" ta wartość została przekroczona, pomimo powszechnej dostępności aborcji. Potem zaobserwowano znaczny spadek TFR (podobnie w innych państwach "postkomunistycznych").
    Brak poczucia stabilności i pracy oraz ciągły stres raczej nie zachęcają do posiadania dzieci.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  5. Czcigodna Kiro
    Po zakończeniu wojny warunki bytowania w Polsce były znacznie skromniejsze niż obecnie. Ale ludzie masowo dorabiali się dzieci. Bo mieli NADZIEJĘ na poprawę warunków bytowania.
    A jak jest z tym dzisiaj? Im głębiej zajrzeć w dane ekonomiczne, tym obserwatora większy nachodzi pesymizm.
    Po drugie, spora część społecazeństwa dała sobie wmówić, że celem życia jest szpan. Czyli lepsza fura, bardziej wypasione kino domowe i wakacje w bardziej egzotycznym miejscu, niż to mają lub czynia znajomi. Oczywiście na ogół wszystko na kredyt. Więc może to i lepiej, że takie pustaki rezygnują z dzieci. Bo strach pomyśleć, jakie geny by im przekazali, a poprawili to brakiem kwalifikacji do wychowywania nawet ptaków w klatce, że o dzieciach nie wspomnę.
    Po trzecie, wielu ludzi o niezwichrowanej konstrukcji psychicznej, wyznaczyło niezbyt wygórowane progi materialne, po pokonaniu których decydują się na dziecko. I stąd tak wiele młodych rodzin z jednym dzieckiem lub bezdzietnych. Zaś informacje przytoczone przez Dibeliusa (pozdrawiam!) na temat dzietności Polaków w Wielkiej Brytanii, potwierdzają to dobitnie.
    Ot i cała tajemnica.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
      Zaryzykuję tezę, że krzywa dzietności w funkcji zamożności wygląda jak półksiężyc z rogami wzniesionymi do góry. Polska znajduje się niestety w okolicy minimum tej funkcji. Aby zwiększyć dzietność należy więc albo ostro zubożyć społeczeństwo, albo odwrotnie - zaoferować zachęty materialne.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Odróżnijmy chorobliwy konsumpcjonizm od zwykłego wygodnictwa czy braku instynktu rodzicielskiego. To pierwsze jest faktycznie godne pożałowania, lecz dwóch pozostałych cech nie potępiałabym.

      Kiedy człowiek żyje na obczyźnie, zapewne chciałby mieć przy sobie co najmniej jedną bliską osobę. A jeśli może mieć ich więcej, to tym lepiej. Może dlatego Polki na Wyspach rodzą chętniej niż w Polsce? Nie wykluczam, iż większe świadczenia socjalne przyczyniają się do podjęcia decyzji o dziecku, ale bez zmiany priorytetów obyć się nie może.

      Usuń
  6. anonim anonimowy08.11.2014, 20:47

    "Podobno ludzie chcą mieć dzieci"

    Ludzie maja dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...