25.11.2014

Wiedza versus fantazje


Jednym z bardziej niemądrych poglądów, z jakimi się zetknęłam w swoim życiu, jest ten o zdobywaniu wiedzy o świecie. Nie mam tu bynajmniej na myśli wiedzy specjalistycznej, wymagającej obcowania z naukowymi opracowaniami danego problemu, tylko tzw. znajomość życia, realiów, natury ludzkiej, etc. Otóż pogląd ten mówi, że świat poznajemy poprzez własne doświadczenie. Jest to, rzecz jasna, czysty idiotyzm, w który wierzyć mogą tylko osoby uwięzione w kręgu własnych fantazji.

Tak naprawdę wiedzę o świecie można zdobyć wyłącznie poprzez... obserwację świata. Tylko uważne studiowanie ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, cierpliwe wysłuchiwanie cudzych historii tudzież zdolność wyjścia poza swoje ograniczone „ja” umożliwi nam poznanie otaczającej nas rzeczywistości. Naturalnie jednym z jej elementów jest także to, co się przydarza nam samym, niemniej dopiero przez porównanie naszych losów z losami bliźnich będziemy w stanie orzec, co jest regułą, a co wyjątkiem.

Innymi słowy, wiedzą o świecie mogą się poszczycić mądrzy, pokorni i nie uprzedzeni obserwatorzy, a nie osoby bazujące na własnym, czyli jednostkowym doświadczeniu.

Dlatego właśnie
  • nie mający żadnej styczności z narkotykami terapeuta MOŻE wiedzieć o skutkach ich zażywania więcej niż zatwardziały narkoman
  • żyjący w celibacie ksiądz MOŻE wiedzieć o seksie (jako takim) więcej niż małżeństwo
  • osoba bezdzietna MOŻE wiedzieć o prawidłowym wychowaniu dziecka więcej niż rodzic
  • bezrobotny MOŻE wiedzieć o planowaniu pracy więcej niż ktoś, kto pracuje

Wystarczy, że każda z tych osób poza czystą teorią zapozna się z doświadczeniem wielu innych ludzi. I nieistotnym jest, w jaki sposób zdobędzie tę wiedzę – czy poprzez rozmowę, czy poprzez lekturę cudzych wynurzeń. Ważne, że ją ma.

Najgorszą zaś rzeczą, jaką można zrobić, jest odrzucenie cudzych doświadczeń; uznanie ich za wymysł, przesadę, absolutny wyjątek. Taka pycha zostaje prędzej czy później ukarana.

34 komentarze:

  1. Hmmm.... hmmmm.... troszkę to , Kiro, poplątałaś a troszkę uprościłaś. Rozumiem ogólne przeslanie i generalnie się z nim zgadzam, ale - 1. terapeuta uzależnień z reguły wie lepiej TEORETYCZNIE od narkomana o skutkach, mechanizmach itd. Nie zna jedynie (no, nie powinien) odczuć. Ale generalnie- prawda.2.Ksiądz ? czy ktokolwiek kto NIGDY nie uprawiał seksu nigdy nie będzie o nim tak naprawdę nic wiedział. To przypadek, gdzie albo teoria i praktyka , albo nic. 3.teorie o prawidłowym wychowaniu dziecka to tylko teorie i przeważnie biorą w łeb przy zetknięciu z konkretnym żywym dzieckiem. Co nie znaczy, że każdy, kto to konkretne , żywe dziecko posiada jest ekspertem. 4. bezrobotny ekspert w sprawie pracy ? to dlaczego bezrobotny ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      A czy ja deprecjonuję praktykę??? Rzecz w tym, że opieranie się na WŁASNEJ praktyce to droga donikąd. Gdyby własne doświadczenie dawało wiedzę, to niepotrzebne byłyby żadne poradniki, książki kucharskie czy instruktaże obsługi jakiegoś urządzenia. ;)

      Pracę ma ten, kto posiada potrzebne umiejętności i umie znaleźć na nie nabywcę.

      Usuń
    2. Kiro- OK. Z tym się zgadzam.Tzn z tym, że same własne doświadczenie to za mało. Tylko- moim zdaniem - błędem jest dla udowodnienia tej tezy twierdzenie, że mamy się opierać (też) na opinii teoretyków. Oczywiście w sprawach dotyczących spraw tak niemierzalnych.

      Usuń
    3. Napisałam wyraźnie: "Wystarczy, że każda z tych osób poza czystą teorią zapozna się z doświadczeniem wielu innych ludzi."

      POZA teorią! :)))

      Innymi słowy: tzw. wiedza o świecie (termin baaardzo pojemny, ale chyba wiesz, o co chodzi) nie może pochodzić z obserwacji własnego podwórka.

      I uwaga! Nie twierdzę, że każdy musi tę tzw. wiedzę o świecie posiadać! Czasami wystarczy nam wiedza o tym, co przydatne dla nas samych (i co najwyżej dla lokalnej społeczności).

      Usuń
    4. Kiro - no- dobrze- to jakie doświadczenie -poza teorią właśnie- ma w sprawie wychowania osoba bezdzietna, aseksualny ksiądz w sprawie seksu ? :)) . Mnie chodzi o kompletnie źle dobrane do słusznej tezy przykłady. Terapeuta uzależnień jest dla mnie poza tymi rozważeniami, bo jego doświadczenia to nie ćpanie tylko doświadczenie w terapii- analogicznie- lekarz nie musi być chory na daną chorobę, by mówić o jego doświadczeniu

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Nie mówię, że ma doświadczenie, tylko wiedzę o doświadczeniu. To coś innego. Tu chodzi o wiedzę o tym, JAK JEST na świecie.

      Jeśli jakaś para zna tylko swoje życie seksualne, a ksiądz wysłucha iluś tam opowieści - to kto ma większe prawo twierdzić, że wie coś o seksie?

      Jaką wiedzę o wychowaniu może mieć osoba, która nie słucha innych, tylko chowa dziecko "po swojemu"? Być może nawet byłoby to najlepsze wyjście, ale czy kogoś takiego można by uznać za eksperta?

      Usuń
    6. Kiro - jak napisałam wyżej - nie uznam za eksperta kogokolwiek z racji tego, że uprawia seks, czy wychowuje /wychował dziecko.

      Usuń
    7. @ An-Ka

      W zasadzie tu nie chodzi o bycie ekspertem.

      Usuń
    8. Kiro - ja się nadal będę upierać :)) przy tym, że przykład księdza w tym kontekście jest bez sensu. To, że on się "nasłuchał" to czyni go wyłącznie "nasłuchanym" mniej więcej tak jak panią Zosię/Basię czy Kazię , której sąsiadki opowiadają o swoim życiu erotycznym. No i zależy, kto mu się spowiada:)). Chyba jednak nie poleciłabym komukolwiek korzystać z jego "wiedzy". Raczej doradziłabym seksuologa, nie wnikając w to, czy prowadzi bogate życie seksualne, czy może żyje w celibacie.

      Usuń
    9. @ An-Ka

      Seksuolog to już ekspert, ja piszę o tzw. wiedzy o świecie.

      Usuń
  2. oczywiście, że masz rację... zasada "nie doświadczyłeś, więc nie wiesz" w wielu sytuacjach jest wręcz błędna...
    a jeśli chodzi o konkretny przykład terapii narkomanów, to już Marek Kotański swojego czasu odkrył, że najoptymalniejszy zespół do prowadzenia ośrodka terapii powinien się składać z:
    a/ fachowca z wykształceniem psychologicznym /ew. psychiatrycznym/...
    b/ byłego narkomana...
    c/ osoby z mocną osobowością, doświadczoną ogólnie życiowo, mającą coś sensownego od siebie do zaoferowania, "nieskażoną" jednak zbytnio teorią, tak jak w punkcie a/...
    taka ekipa daje największe szanse sukcesu /zakładamy dla uproszczenia, że nie rozważamy cech indywidualnych, w końcu fachowiec może być niedouczony, były narkoman niedoleczony, zaś ten "mocny" nie tak mocny, jak się wydaje/...
    pozdrawiać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, wiedza jest tylko punktem wyjścia do EWENTUALNYCH działań.

      Usuń
  3. Nie jesteśmy w stanie doświadczyć wszystkiego - na szczęście dla nas samych :) Dlatego czerpiemy wiedzę o świecie z innych źródeł. Mimo to jest różnica między tym, co wiemy np. z książek, opowieści innych ludzi, obserwacji, czy też własnych przeżyć. Ostatnie z wymienionych źródeł wiedzy jest niezastąpione w przypadku doświadczeń, które kształtują np. naszą seksualność, emocjonalność (możemy czytać i obserwować przejawy np. miłości, mimo to dopiero stanie się obiektem miłości - rodzicielskiej, romantycznej, zakochanie się, daje nam pełny obraz tego typu więzi emocjonalnej).
    W przypadku historii wystarczy wiedza zdobyta i utrwalona przez innych, jednak na naszą emocjonalność wpływają p.w. nasze własne doświadczenia. Dzieci wychowywane bez okazujących im miłość opiekunów same mają problemy w dorosłym życiu w kwestii okazywania uczuć. Niektórych doświadczeń nie zastąpi żadna teoria.

    W idealnym świecie umielibyśmy uczyć się na doświadczeniach innych ludzi, w nieidealnym mamy problemy, by czerpać wiedzę z własnych błędów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Marzena

      Ależ masz całkowitą rację, doświadczenie czegoś na własnej skórze pozwala nam lepiej pojąć, co mogli przeżywać ci, którzy nam o tym opowiadali. A już na pewno wpływa na naszą mentalność.

      Ostatnie zdanie Twojego komentarza zachwyca trafnością.

      Usuń
  4. Doceniam dowartościowanie wiedzy praktycznej, jednak w pewnych sprawach przy braku odpowiedniej podbudowy teoretycznej, takie informacje mogą służyć jedynie do roznoszenia sensacyjnych plotek. Osoba nie mająca pojęcia o powszechnie stosowanych przez profesjonalistów kryteriach uzależnienia, o osiowych objawach, nie powinna się autorytarnie wypowiadać o "narkomanii" w konkretnych, nieznanych sobie przypadkach, chyba że ma na myśli zjawisko socjologiczne. Podobnie osoba nie znająca i nie rozumiejąca pojęć z dziedziny biologii, takich jak "endemit", czy "nisza ekologiczna" raczej nie powinna zabierać głosu w szczegółowych przypadkach związanych z ochroną przyrody (np. kwestia obwodnicy Augustowa, która swego czasu miała zniszczyć bezcenny, unikatowy teren).
    O tym, że ignorancja bywa bardziej atrakcyjna od rzetelnej wiedzy, świadczy popularność obiegowych, niczym nie uzasadnionych opinii, a także rozmaitych hochsztaplerów, mieniących się naukowcami lub wykorzystujących swoją pozycję do opowiadania zwyczajnych, antynaukowych bzdur. Jak chociażby prowadzący antyhomoseksualną krucjatę "kauzypierdzi" w stylu Regnerusa lub Camerona i jego wesołego cyrku udającego ośrodek naukowy, tudzież bazujące na nieuzasadnionym ludzkim strachu lobby antyszczepionkowe.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odniosę się tylko do Twojego ostatniego zdania: otóż histeria wokół szczepienia dziecka (jako takiego, nie na konkretne choroby) jest najlepszym przykładem na to, jak łatwo się nami, ignorantami, manipuluje.

      Usuń
    2. @Anty...
      spór na poziomie ogólnym o to, co lepsze "wiedza teoretyczna czy własne doświadczenia" jest nierozstrzygalny często także na poziomie szczegółowych tematów i po prostu nie ma sensu...
      podany przeze mnie przykład "trójki według Kotańskiego" pokazuje, że ideałem terapeuty byłaby hybryda opisanych punktów... to jednak jest możliwe raczej tylko w teorii...
      ale co jest najważniejsze, o czym nie wspomniałem, aby taka trójka funkcjonowała?... wzajemna otwartość na fakt, że ktoś ma inny rodzaj wiedzy i umiejętność wzajemnej komunikacji... natomiast jeśli ktoś w takiej ekipie zacznie pieprzyć w stylu, "a co ty możesz wiedzieć, skoro nie wiesz tego, co ja", to po prostu zimna dupa wyjdzie z takiej współpracy i tyle...
      i o takich nadętych bucach piszesz, którzy umieją słuchać tylko siebie samych, zaś jedynym ich celem jest napełnić niczym balon swojego "ego", niepomni na fakt, że duże ego to wcale nie znaczy mocne ego...

      Usuń
  5. Odniosę się do ostatniego zdania "Najgorszą zaś rzeczą, jaką można zrobić, jest odrzucenie cudzych doświadczeń; uznanie ich za wymysł, przesadę, absolutny wyjątek. Taka pycha zostaje prędzej czy później ukarana.". Cóż- najczęściej chyba odrzucamy cudze doświadczenia dotyczące spraw emocjonalnych a konkretnie damsko-męskich. Bo zawsze wydaje nam się, że wprawdzie ktoś opowiadał i z reguły oczywiście to się sprawdza, ale jednak mamy nadzieję , że w NASZEJ sytuacji będzie inaczej, bo przecież ...I przeważa myślenie życzeniowe nad rozsądkiem. Nie sądzę , by to się kiedykolwiek zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Ależ to chyba dobrze, że nie wpadamy w koleiny schematycznego myślenia w przypadku tak nieprzewidywalnych spraw jak relacje damsko-męskie. :) No chyba, że masz na myśli zachowania z gruntu idiotyczne, np. wiązanie się z agresywnym alkoholikiem.

      Usuń
    2. @ Kira
      Wydaje mi się, że An-Ka pisze o przypadkach, gdy prawda kłuje w oczy wszystkich, z wyjątkiem osoby, która powinna sobie z niej zdać sprawę. Czyli właśnie zachowania idiotyczne, typu dziecinnego "ja go zmienię" w podanym przez Ciebie przykładzie alkoholika. Albo ślepota faceta, który jako jedyny nie potrafi dostrzec, że jakaś pijawka zainteresowana jest tylko jego portfelem.

      Usuń
    3. Rozumiem, Niedźwiedziu. Aczkolwiek wydaje mi się, że czasami powinniśmy się uczyć na własnych błędach, w przeciwnym bowiem razie resztę życia moglibyśmy spędzić na zastanawianiu się, czy nie wybraliśmy gorszej opcji. Może niekoniecznie w przypadku alkoholika, ale już młodej kochanki - owszem.

      Usuń
  6. Czcigodna Kiro
    Oczywiście terapeuta sam nie zażywający narkotyków, prawie zawsze wie więcej o ich działaniu i następstwach zażywania, niż ćpun. Zatem odeśle na drzewo bździny debili wmawiających, że "marychujana" to nie narkotyk. Oraz ich samych. Sam byłem na pewnym blogu świadkiem rozniesienia na kopach przez dwójkę terapeutów bredni pronarkomańskich kretynów.
    W przypadku księdza katolickiego i wiedzy o seksie, porównałbym ją do wiedzy o malarstwie niewidomego. Który przeczytał mnóstwo monografii na temat Rembrandta, tyle tylko że nie mógł obejrzeć żadnego jego obrazu. A więc zgłaszam votum separatum. Bo obejrzenie w naturze "Straży nocnej", "Autoportretu z Saskią" czy "Lisowczyka" da więcej, niż wszystkie teoretyczne pogaduchy.
    Osoba bezdzietna istotnie MOŻE wiedzieć o prawidłowym wychowaniu dzieci więcej niż rodzic. Ale częściej się zdarza, że plecie na ten temat koszmarne banialuki.
    I prosiłbym o wyjaśnienie, dlaczego akceptujesz studiowanie cudzych doświadczeń, ale odrzucasz korzystanie z własnych? Chyba, że masz na myśli te własne, jako JEDYNE źródło wiedzy o świecie. Ale w takim razie warto by to uściślić.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wiedza o tym, co jest słuszne, a co nie, może się pojawić dopiero po zapoznaniu się z większą ilością doświadczeń, zatem siłą rzeczy nie może to być jedynie nasze własne. Albowiem: "Naturalnie jednym z jej [rzeczywistości] elementów jest także to, co się przydarza nam samym, niemniej dopiero przez porównanie naszych losów z losami bliźnich będziemy w stanie orzec, co jest regułą, a co wyjątkiem."

      Poza zdobyciem wiedzy (nie specjalistycznej, powtarzam, tylko o tym, "jak jest na świecie") dobrze by było posiadać cenną umiejętność prawidłowej interpretacji tego, co zobaczyliśmy lub o czym usłyszeliśmy. A jeśli jeszcze dodamy do tego zdolność do wyciągania na tej podstawie logicznych wniosków, to o pleceniu bzdur nie ma mowy.

      Usuń
    2. @ Kira
      Zatem jedynie formalne nieporozumienie (oraz moje domysły na jego temat) zostały wyjaśnione.
      Zechciej zajrzeć do poczty, przesyłam dwa linki, które wydają mi się być ciekawymi.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Czcigodna Kiro,
    Właśnie to mi się u Ciebie najbardziej podoba, że śmiało wkraczasz i obalasz te kretyńskie stereotypy. Śmieszni są ci ludzie próbujący nadymać okruchy swoich jednostkowych, subiektywnych doświadczeń do skali ogólnie obowiązujących teorii. Oczywiście najcenniejsze jest połączenie doświadczenia, inteligencji i wiedzy - ale to niezmiernie rzadko występuje w przyrodzie, w przeciwieństwie do objawów manii wielkości, czy też menstruacji umysłowej. Niestety zdziczenie nie boli.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dibeliusie -sądzisz, że najczęściej to owo "nadymanie " ? mnie się wydaje- nie wiem, czy słusznie- że to jedynie nadzieja , że "mnie się może uda inaczej" .Że naiwna i niezbyt mądra - to już inna sprawa. W tej dyskusji zresztą - moim zdaniem niesłusznie - wrzuca się do jednego worka doświadczenia oparte na gruntownej wiedzy FACHOWEJ z doświadczeniami losów, emocji, prywatnych przeżyć. Jak niekorzystanie z doświadczeń tej pierwszej grupy jest skrajna głupotą i zadufaniem , tak z tej drugiej "jedynie" naiwną nadzieją właśnie.

      Usuń
    2. PS. bo chyba trudno mówić o rzetelnej wiedzy w kontekście emocji (pomijając oczywiście zjawiska biologiczne)

      Usuń
    3. @An-Ka
      W swoim komentarzu wspomniałem o pozytywnym wyjątku - połączeniu doświadczenia, inteligencji i wiedzy - co odpowiada przytoczonej przez Ciebie gruntownej wiedzy fachowej. Więc w tym aspekcie jesteśmy zgodni.
      Natomiast ja spotykałem się często z żenującymi przykładami porad i opinii osób, kóre kiedyś wychowywały swoje dzieci i uważały się za autorytet. Kierowanie się ich wskazówkami mogło zagrozić nie tylko zdrowiu, ale i życiu dzieci. I to jest dla mnie sedno problemu, który naświetliła Kira.

      Usuń
    4. @ Dibelius

      "Śmieszni są ci ludzie próbujący nadymać okruchy swoich jednostkowych, subiektywnych doświadczeń do skali ogólnie obowiązujących teorii."

      Ano, są śmieszni. Upierają się, że to, co im się przydarzyło, z pewnością mogłoby się przydarzyć każdemu.


      "Oczywiście najcenniejsze jest połączenie doświadczenia, inteligencji i wiedzy [...]"

      Nic dodać, nic ująć. :)


      "[...] ale to niezmiernie rzadko występuje w przyrodzie, w przeciwieństwie do objawów manii wielkości, czy też menstruacji umysłowej."

      Menstruacja umysłowa - to chyba nieco za mocne określenie... ;)


      @ An-Ka

      Z całą mocą muszę podkreślić, że MNIE nie chodziło o fachową wiedzę. :)

      Usuń
  8. @Dibelius- cóż, ja też spotkałam się z takimi osobami , jednak ja- wówczas młoda a pyskata do dziś- owo "ja wychowałam dwoje dzieci" skwitowałam to krótko "szkoda, że tak kiepsko"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka
      Rozumiem Twoją dezaprobatę dla działalności nie popartej żadnymi osiągnięciami. Sam widziałem podręczniki do nauki informatyki, z których wynikał oczywisty wniosek. A mianowicie taki, że ich autor pisząc oprogramowanie za pieniądze, nie zarobiłby na sól do chleba.

      Usuń
  9. A propos źródeł poznania przypomniał mi się taki Cytat z "Misia"
    - Wiesz jak było za okupacji
    - Co mi będziesz opowiadał, czternaście filmów o tym nakręciłem
    - Więc z samych filmów wiesz, że było ciężko.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...