27.12.2014

Głupie, nieszczęśliwe, toksyczne...


Co to znaczy „szanować się”? Czy można samego/samą siebie nie szanować? Jedyna możliwość, jaka przychodzi mi do głowy, to łamanie własnych zasad. I tylko własnych.

A jednak czasami pozwalam sobie napisać coś w stylu: „Jest to przykład kompletnego braku szacunku do siebie” lub „Takie kobiety w ogóle się nie szanują”. Słowa te padają spod moich palców (rzadziej z ust), gdy rozmowa schodzi na wiecznie poświęcające się dla innych cierpiętnice.

Przyznaję bez bicia: gardzę kobietami, które zadręczają się, wypruwają z siebie żyły, zaniedbują swoje potrzeby i marzenia – chociaż nie muszą! Nie chodzi tutaj bowiem o pielęgnującą chore dziecko matkę czy niewiastę zaharowującą się z jakiegoś innego ważkiego powodu. Mam na myśli długotrwały, wyniszczający, a przy tym zgoła niepotrzebny wysiłek; całkowicie zbędne kajdany, jakie nakłada na siebie kobieta, chcąca – często na siłę – dogodzić swoim bliskim (a bywa, że i obcym ludziom). I możecie mi wierzyć, że nie znajduje w tym prawie żadnej przyjemności. Po prostu ma we krwi chorobliwą służalczość wobec innych, nawet jeśli ci inni owej służalczości sobie nie życzą.

Skąd się to w niektórych z nas bierze? Pewnie po części z wychowania, po części z nasiąknięcia jakimiś kretyńskimi ideologiami, a po części w wyniku dorastania w takiej, a nie innej kulturze. Kobieta ma robić to a to, ma być taka a taka, a w zamian otrzyma (oczywiście nie od razu, tylko na starość) wdzięczność i szacunek.

Cóż, może i tak. Niektóre kobiety faktycznie zostają za swoje „męczeństwo” docenione. Jednak wiele z nich doznaje srogiego zawodu. Jeśli bowiem czyjaś wieczna pomoc, poświęcanie się i dogadzanie są przesycone jęczeniem, jak to bidulce ciężko, jaka to ona biedna i niespełniona, jeśli są okraszone łapczywym wyczekiwaniem na pochwałę ze strony męża, dzieci, dalszej rodziny, sąsiadów czy wręcz całego społeczeństwa – to czy można je uznać za wartościowe? Śmiem twierdzić, że tak naprawdę owe durne męczennice nie umilają innych życia, tylko je uprzykrzają.

Jeśli ktoś teraz zacznie mi gaworzyć o szczęśliwych, cieszących się życiem paniach domu, które spełniają się jako żony i matki, to uznam, że umiejętność czytania ze zrozumieniem jest mu obca. Dla kumatych inaczej powtarzam: nie mam na myśli tych kobiet, które są zadowolone z życia!

47 komentarzy:

  1. Czcigodna Kiro
    Na wszelki wypadek warto zacząć od wyjaśnienia, co rozumiesz pisząc NIE MUSZĄ.
    Jeśli masz na myśli robienie dla osób sobie bliskich czegoś, czego one od robiącej to kobiety nie oczekują, uważają za coś zbędnego, niekiedy wręcz za dolegliwą dla nich nadopiekuńczość, istotnie taką postawę mogę skrytykować.
    A za przykład podać osobę przez dwie doby nie wychodzącą z kuchni tylko po to, aby przygotować na jakieś święto trzy razy więcej jadła, niż domownicy i goście będą w stanie zjeść.
    Ale z kolei jakieś ateotalibańskie barany gotowe uznać, że na wieczerzę wigilijną statystyczna polska gospodyni (a więc nie wywodząca się z ich grona) może podać wyjęte z zamrażarki kotlety schabowe a do nich jakąś gotową surówkę ze słoika. Bo skoro woli pójść do kina, niż przygotować coś choć trochę pasującego do tradycji wigilijnej, to NIE MUSI tracić na to pichcenie czasu.
    Więc warto doprecyzować owo "nie musi".
    I jeszcze odnośnie tego "szanowania się".
    Moja koleżanka przez wiele lat też wygadywała głodne kawałki, jakoby osoba postępująca zgodnie ze swoimi zasadami, z definicji szanowała się. Wyleczył ją z tych infantylnych bredni jej siostrzeniec, bywalec dyskotek, chłopak wyluzowany, wporzo, spoko i ciool. Zobaczyła go kiedyś na mieście z jakąś dziewuchą, jak sie potem okazało, zarwaną na dyskotece. Gdy kilka dni później gościła go na obiedzie i spytała, czy to jego narzeczona, w odpowiedzi usłyszała frazę, wygłoszona wyszukaną polszczyzną, bez cienia kołtuńskich naleciałości:
    - Ciotka, czy tobie już całkiem odp*****liło? Ja miałbym się żenić z taka k***ą, którą j***ło pół miasta? Żebym potem na ulicy co kilkadziesiąt kroków słyszał "siema, szwagier"?
    Biedaczka przeżyła wstrząs. Ale jakiś czas potem przyznała mi się, że był on jej potrzebny, by definitywnie wyleczyła się z tych anarchistycznych kretyństw. Bo dotarło do niej, że jest jak w dowcipie o bacy i Jontku. Czyli dziewucha zachowująca się jak szmata i nawet przez beneficjentów swojej "filantropii" uważana za szmatę, po prostu JEST szmatą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Zacznę od końca:

      Nie masz racji w kwestii szacunku. Opinia tego młodego złamasa nie ma ŻADNEGO znaczenia - bo niby dlaczego miałaby mieć? Podobnie jak opinie innych ludzi. Możemy SIĘ SZANOWAĆ (owo "się" jest tutaj kluczowe) wtedy i tylko wtedy, kiedy przestrzegamy WŁASNYCH zasad. Bo przestrzeganie cudzych może nam zapewnić szacunek wyłącznie w... cudzych oczach.

      Co do owego "nie musi", to wchodzimy na grząski grunt. Ot, taki przykład: jeden człowiek uzna, że kobieta m u s i zostać z małymi dziećmi w domu i choć trochę je "odchować", drugi zaś stwierdzi, że równie dobrze może (jeśli chce!) wynająć do tego celu nianię. I kto ma rację? Znowu poruszamy się w obrębie OPINII, nie argumentów! :)

      Co do obchodzenia Świąt, to istnieją dwa rodzaje zadufanych w sobie idiotów, których szczerze nie znoszę: jeden typ uważa, że ateiści nie powinni ich obchodzić, bo to nie ich Święta; drugi uważa, że powinni, bo taka jest polska tradycja. Ani jedni, ani drudzy nie rozumieją, że nie jest ich sprawą, jak kto spędza ten czas, co je, z kim się spotyka, etc.

      Usuń
    2. @ Kira
      Opinia tego młodego złamasa (w kwestii tego, czym on jest, pełna zgoda) jest dokładnie tyle samo warta, co Twoja o tych kobietach. Bo te szmaty, którymi tak naprawdę gardzą nawet ich "eksploatatorzy" (głośno tego nie powiedzą, bo "darmocha" im odpowiada), nieustannie ryzykują złapaniem HIV czy żółtaczki C. Przecież niektóre śmiecie "lubieją na bosaka" więc taka jedna z drugą nie mogą być kołtunkami. A to jest już brutalny fakt, a nie żadna opinia. Argument na pewno znacznie więcej wart, niż Twoje odnośnie "cierpiętnic".
      A odnośnie postępowania z małym dzieckiem to o ile mi wiadomo, do żłobka nie można oddać kilkumiesięcznego bobasa. I ten "minimalny" wiek (oczywiście jest to wartość statystyczna, mogąca nie pasować do indywidualnego przypadku), uznałbym za granicę zdroworozsądkową. Do której matka powinna zajmować się dzieckiem w domu, o ile nie stać jej na wynajęcie kompetentnej niani, lub ktoś taki z grona rodziny czy znajomych nie zaoferuje pomocy.
      Skoro uważasz określenie NIE MUSI za wkraczanie na grząski teren, to może po prostu nie należy go używać?
      Odnośnie obchodzenia Świąt, zupełnie zapomniałaś o trzeciej grupie zadufanych idiotów. O tych którzy uważają, że skoro im to wisi, to i chrześcijanie, dla których jest to świętość, też mogą sobie odpuścić ich obchodzenie.

      Usuń
    3. Stary Niedźwiedziu - o ile wiem - nie jestem pewna, bo szczęśliwie nie musiałam- do żłobka można oddać nawet kilkutygodniowe dziecko. Oczywiście - znacznie lepiej jest dla dziecka, gdy jest z matką zamiast w żłobku, to nie podlega dyskusji. Jednak życie często zmusza do innych wyborów i na tej podstawie nie można kobiet osądzać.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Głupie cierpiętnice, o których piszę, same (!) prędzej czy później zauważają, że zmarnowały życie. Tyle, że najczęściej mają o to pretensje do kogoś innego. Bo skoro one tak się poświęcały, to "z automatu" należy im się noszenie na cudzych rękach oraz całowanie po ich własnych.

      Moja opinia o "dyskotekodajkach" jest tak naprawdę... żadna. Nie obchodzą mnie takie dziewczyny. Ani nie pochwalam puszczalstwa, ani nie rzucę w taką kamieniem. Piszę wyłącznie o zjawisku zwanym "szacunkiem do siebie". :)

      Nie zetknęłam się z opinią, że chrześcijanie powinni olać Święta Bożego Narodzenia (czy jakiekolwiek kościelne).

      Usuń
    5. @ An-Ka
      Jeśli do żłobka można oddawać nawet kilkutygodniowe dziecko, to tym lepiej.
      Na pewno nie powiem złego słowa pod adresem kobiety, która MUSI czym prędzej wracać do pracy z przyczyn "fenickich". jak to się w naszej smętnej rzeczywistości zdarza. Ale jeśli jej pozostanie w domu z dzieckiem nie oznacza katastrofy budżetu domowego, to jesteśmy w 100 % zgodni w kwestii, jakie rozwiązania jest lepsze.
      Pozsdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Kira
      Tym razem też zacznę od końca. Spotkałem się z ateotalibańskimi śmieciami, na blogach konserwatywnych życzących dyskutantom by w Wigilię golonka była chrupka a oni nie zawracali sobie czterech liter tym "akrobatą na krzyżu". To miał być ponoć żart. Na szczęście nasi blogmasterzy banują takie gówno szybko i sprawnie.
      Dyskodajki RÓWNIEŻ marnują sobie życie. Bo gdy stanie się cud i taka suka w cieczce raptem poczuje do jakiegoś faceta coś więcej niż pożądanie, usłyszy bajkę o Kiejstucie. Bardziej dosadnie określił to wspomniany przeze mnie złamas. W ocenie tych dziewek miał ponad 100 % racji. A złamasem jest tylko dlatego, że mimo to z tej "darmochy" korzystał. Czyli zadając się z dziewkami którymi gardził, siłą rzeczy nie szanował siebie.
      Znacznie wyżej od dyskodajek stawiam prostytutki, które na ogół biorą się za ten proceder z braku alternatywnych sposobów zarobienia na życie. Im współczuję, na pewno podałbym im rękę. Ale w myśl rosyjskiego przysłowia "seks bez uczucia i bez pieniędzy to gorzej niż kurewstwo", dyskodajkami jedynie gardzę. A gdy w okolicach czterdziestki odkryją Amerykę i zaczną biadolić że przepieprzyły życie,bo do ich obydwóch szarych komórek w końcu to dotrze, mam jedną odpowiedź. Same tego kretynki chciałyście, osiągnęłyście to, na co pracowałyście ponad dwadzieścia lat. Więc stulcie durne ryje.

      Usuń
    7. P.S.
      @ Kira
      Też bym w takie coś kamieniem nie rzucił. W zupełności wystarczy mi omijanie czegoś takiego dużym łukiem. I świadomość że w sferach w których się obracam, nikt by takiej szmaty nie wpuścił za próg.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Ja natomiast nie obracam się w żadnych sferach i dlatego mogę zachować swobodę sądów. :)

      Usuń
    9. @ Kira
      Wbrew temu, co piszesz, unikanie hołoty w niczym nie koliduje z zachowaniem swobody sądów. A nawet ją ułatwia.Bo nie trzeba tracić energii na zastanawianie się, czy jakąś wypowiedzią nie urazi się rzekomych uczuć czegoś, co ewidentnie żadnych uczuć nie ma. Jako że kieruje się jedynie instynktami zaspokojenia głodu, unikania niebezpieczeństwa i przedłużenia gatunku. W kwestii tego ostatniego można dyskutować, bowiem na szczęście dla populacji Homo sapiens, w tym gronie jest wielka moda na aborcje. Klasyczny przykład występujących w przyrodzie mechanizmów samooczyszczających, eliminujących z puli genowej gatunku najgorszy szajs.

      Usuń
    10. Chodziło mi o to, że nie należę do ŻADNEGO towarzystwa, szanowny Niedźwiedziu. :)

      Usuń
    11. @ Kira
      Ależ ja nie mam zamiaru nikogo agitować, aby do jakiegoś przystąpił! Jedynie stwierdzam, ze przynależność do niektórych ułatwia życie. Zaś członkostwo w innych (luzacy, wolnościowcy, neokomuchy, toleraści, sataniści i inny tego typu szrot) to gigantyczny obciach

      Usuń
    12. @ Stary Niedźwiedź

      Obciach - ale dla kogo? Pewnie ci ludzie olewają zdanie swoich - jak ja to mówię - ideologicznych oponentów. Niech każdy siedzi w swojej oborze...

      Usuń
    13. @ Kira
      Kwestia statystyki. Jeśli 90% ludzi uważa, że narkotyki to syf, gardzi prymitywnymi dupodajkami, za warunek pójścia kobiety z mężczyzną do łóżka uważa silną więź uczuciową (pojęcie wymienionym przeze mnie insektom nieznane), aborcje traktują jako zło, dopuszczalne jedynie w stanie wyższej konieczności (ratowanie życia kobiety) a n ie coś w randze wizyty u kosmetyczki etc., to te insekty są widoczne jedynie dzięki lansowaniu w mediach wszelkich Czubaszków, Cipowiczów i innej hołoty. To tak jak z gównem,które nie tonie, lecz unosi się na powierzchni wody.
      Przed Świętami sieć EMPiK urządziła sobie kampanię promocyjną z mordami Czubaszek i Nergala. No i rozpoczęła się akcja obywatelskiego bojkotu tej sieci. Obroty SPADŁY i EMPiK musiał się wycofać z tej antypromocji. Czyli jak widzisz, z ludźmi w Polsce nie jest aż tak źle, jak się wydawało. Dają sobie wciskać kit, ale nie każdy. Więc nie warto stawiać znaku równości i mówić o dwóch oborach. Bo ten wolnościowy budyneczek to jedynie cuchnąca latryna.

      Usuń
    14. @ Kira
      P.S.
      A bydło potrafi w noc wigilijną przemówić ludzkim głosem.

      Usuń
    15. @ Stary Niedźwiedź

      No, na temat tego bojkotu to się ścięłam niedawno z Wolandem. ;) Cóż, ludzie mają prawo odrzucać - wszystko i wszystkich.

      Usuń
    16. Czcigodna Kiro
      Przeczytałem Twoją polemikę z odrażającym ateotalibańskim ścierwem o ksywie "Woland".
      Wyrażone tam przez Ciebie poglądy przynoszą Tobie zaszczyt. Bo przyznajesz ludziom prawo do bojkotowania tego, co uważają za moralne dno oraz instytucji, które owo moralne dno uczyniły swoim wizerunkiem. Odmawiać tego prawa ludziom może jedynie ktoś, kto sam jest ostatnią moralną szmatą, pogrobowcem komunistów i nazistów, do których śmie porównywać ludzi po prostu odrzucających podłość. I nazywa ich "religianckimi bandytami". Do tego wzorem pewnego kuternogi z Moenchengladbach, śmie wmawiać, że bojkot moralnego syfu przez ludzi takowy odrzucających to "uniemożliwianie wykonywania zawodu".
      No to może doczekamy się jeszcze propozycji, aby ludziom przymusowo sprzedawać wypociny tej pudernicy lub krążki nagrane przez satanistycznego śmiecia? Jak komunizm, to komunizm.
      Jest zbyt późno na zorganizowanie na "Antysocjalu" plebiscytu na ateotalibańskie gówno roku 2014. Ale niejaki Woland wygrałby w cuglach.
      Dzięki za info.
      Pozdrawiam serdecznie i gratuluję komentarzy w wolandowym sraczu.

      Usuń
    17. @ Stary Niedźwiedź

      Woland nie jest u mnie chroniony, ale muszę tutaj stanąć w jego obronie. Moim zdaniem mocno przesadziłeś. Wyraził tylko swoją opinię.

      Oczywiście każdemu wolno odrzucić wszystko i wszystkich. I każdemu wolno do odrzucenia namawiać.

      Usuń
    18. @ Kira
      Przecież w tych jego pseudointelektualnych wymiocinach nie chodziło jedynie o obronę tej skrobankowej raszpli oraz gnojka drącego Pismo Święte! To ateobydlę posunęło się do kurewskiego kłamstwa godnego Urbana (Goebbels to przy nich z zasadzie prawdomówny facet).
      Czy ktoś kazał EMPiK'owi wybrać sobie jako wizerunek te dwie mordy? Chyba nikt nie kazał.
      Czy ludzie muszą się zachwycać tymi dwoma ścierwami? Sama nie raz pisałaś, że zachwyt nie jest obowiązkowy.
      Czy ludzie zatem muszą kupować cokolwiek w sieci EMPiK? Sama tłumaczyłaś tej kurwie, że nie ma takiego obowiązku.
      A parszywa ateotalibańska kurwa Woland uważa że ludzie mają taki OBOWIĄZEK. A bojkot jest "uniemożliwianiem im wykonywania zawodu"(mowa o tych dwóch szmatach). I na tym kłamstwie polega jego największe kurewstwo! A porównanie tego bojkotu do prześladowań Żydów w Niemczech to pikuś? Przecież widzisz chyba różnicę między mordowaniem ludzi w komorach gazowych niemieckich obozów śmierci a bojkotowaniem firmy która sprawiła sobie taka "reklamę".
      To może jeszcze każdemu pracującemu Polakowi należy z pensji potrącać co miesiąc na jeden bilet na koncert tego satanistycznego łajna oraz na jeden tomik rzygowin tej starej skrobankowej ladacznicy?
      OPINIĘ o czymkolwiek wyraża się na podstawie FAKTÓW. A startując z ewidentnych "FAKÓW" można dojść co najwyżej tak jak Urban czy Woland dojść do SHITÓW.
      Więc Woland jest jedynie załganą ateotalibańską kurwą. I dokładnie niczym więcej.

      Usuń
    19. Ja się szybko irytuję, ale i szybko stygnę. Pamiętam o kretynizmach, ale staram się ich nie rozpamiętywać.

      Usuń
    20. @ Kira
      Czym innym są kretynizmy, czym innym łajdackie kurewstwo.
      Zwykłe kretynizmy mogę wybaczyć, jeśli ktoś palnął je z czystej głupoty. Albo będąc w stanie irytacji, a potem, gdy dotarło do niego jak wielki idiotyzm powiedział, miał na tyle przyzwoitości aby to odwołać.
      Ale gdy ktoś świadomie łże w żywe oczy, a gdy mu się udowodni kłamstwo i napluje w mordę, obetrze ślinę, uda że deszcz pada i dalej robi swoje, jest już tylko kurwą damską, męską bądź nijaką. Nie mylić z prostytutką.

      Usuń
  2. Temat budzi emocje. Co zresztą widać w moim blogu. Takie trochę "cięcie po całości" i mega - uproszczenia, mierzenie wszystkich jedną miarą. tymczasem jesteśmy bardzo różni, w tym przypadku -bardzo różne. I nie sądzę, by mądrym , rozsądnym i zgodnym z prawdą było ferowanie jednoznacznych wyroków , że np. kobieta , która nie lubi gotować (i jeszcze się do tego przyznaje ) to kobieta egoistyczna i nie dbająca o rodzinę. Kota tez można zagłaskać na śmierć a dbanie o rodzinę to nie tylko gary. Dbanie o rodzinę to dbanie o dobry nastrój, przyjazne relacje i rozwój, szczególnie dzieci. Są kobiety, które potrafią to przepięknie pogodzić , nie naruszając przy tym swojego prawa do samozadowolenia. Są jednak i takie, które lepiąc kolejna porcję pierogów czy klepiąc kolejny kotlet zatracają nie tylko same siebie ( w końcu ich wybór i pal to sześć) , ale też właśnie owe relacje z resztą rodziny, zniecierpliwione , umęczone - nie mając czasu na rozmowę, na uśmiech, na cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Zadowolenie z życia, poczucie spełnienia, zdrowy egoizm - tego się dziewczynek nie uczy. Efekty widać...

      Usuń
    2. @ An-Ka
      Nie przypominam sobie, by w dyskusji na Twoim blogu ktoś zarzucił kobietom nie lubiącym gotować i głośno o tym mówiącym, że nie dbają o rodzinę. Czyżbym coś przeoczył?
      Stworzenie w domu właściwej atmosfery jest najważniejsze. Gotowanie jest sztuką nie dla każdego dostępną i jak to ze sztuką bywa, nie każdemu jej poszczególne gatunki odpowiadają. U moich przyjaciół pan domu jest w kuchni ekspertem, przyrządzającym w dużych ilościach dania strategiczne (pasztet, pieczeń, etc.) podczas weekendu. Skarby te są dzielone na mniejsze porcje i trafiają do zamrażarki. Ale pani domu nie jest idiotką potrafiącą przypalić wodę na herbatę. Umie to rozmrozić, ugotować kartofle czy kaszę i zrobić prostą surówkę, by podać rodzinie obiad, gdy mąż pojedzie w delegację. Bo gdyby w takiej sytuacji telefonowała po pizzę, miałbym o niej złe zdanie.

      Usuń
    3. @ Kira
      W normalnej rodzinie obowiązki domowe dzielone są miedzy wszystkich, stosownie do ich możliwości. Zatem z tym egoizmem bym uważał. Bo granica między zdrowym a chamskim jest cieńsza, niż to się Tobie wydaje.

      Usuń
    4. Oj, Stary Niedźwiedziu - dla mnie podstawą " żywienia rodziny" jest to, by to jedzenie było ZDROWE. A kto to zdrowe wykona - to jest naprawdę marginalny problem. Telefonowanie po pizzę - cóż, raz na jakiś czas - czemu nie ? Generalnie widzę, że masz bardzo zdroworozsądkowe podejście do tematu, w przeciwieństwie do wielu ludzi ( opieram obserwacje na realu) nadal uważających , że kuchnia to obowiązek wyłącznie kobiet a mężczyzna ma się trzymać od tego z daleka , bo to dyshonor i prędzej taki Rinaldo- samiec pęknie niż zrobi sobie ( a nie daj Boże żonie ) coś do jedzenia

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Masz rację, najważniejsze jest to, żeby odżywiać się zdrowo i smacznie. A kto zrobi żarcie, to już kwestia drugorzędna.

      Usuń
    6. @ Kira
      Z tym się zgodzę. Ale gdy okazuje się że obydwoje nie za bardzo potrafią, a na systematyczne stołowanie się na mieście ich nie stać, albo zdrowie na to nie pozwala, trzeba się przemóc i choć trochę poduczyć. To tak jaz z zamiataniem. Nie można mówić, że się nie potrafi i zamienić dom w chlew.
      Mój kolega z podstawówki Tadzio F, o którym już Tobie wspominałem, od dziecka jest kucharzem z Bożej łaski. Matce pozwalał w kuchni jedynie ugotować kartofle i obrać jarzyny. Gdy nasza biologiczka z podstawówki wyszła za mąż i musiała nabrać pojęcia o gotowaniu, dwunastoletni Tadzio nauczył ją robienia schabowych, mielonych, pieczeni wołowej i gulaszu wieprzowego. Oraz kilku jarzynek i zup oraz dwóch prostych ciast. I szczerze jej powiedział:
      -Pani psorko. Z całym szacunkiem, zawodowym kucharzem pani nigdy nie zostanie. Ale z tym repertuarem już pani sobie da radę. I nawet gdy teściowa zrobi nalot, wstydu nie będzie.
      I o to chodzi, i o to chodzi. jak powiedział Gołas w nieśmiertelnej "Hydrozagadce".

      Usuń
    7. Ależ oczywiście ! rodzina jest pewnym obowiązkiem i nie ma co udawać, że nie... Jeżeli ktoś zakłada rodzinę musi się z tym liczyć, ze "samo się nie zrobi". Jednak chodzi "tylko" o to, by był jakiś podział ról ( jaki- jest już sprawą indywidualną każdej rodziny i w tej normalnej tez nie jest raz na zawsze ustalony, ale zmienia się w zależności od okoliczności) a nie oczekiwanie, że tylko jedna strona ma obowiązki a druga przywileje.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż za ciekawy gość, ten Tadzio! :)

      Usuń
    9. @ Kira

      Skoro Tadzio przypadł Tobie do gustu, drobna dokładka.
      Gdy na lekcji historii spytano go, co wie o kardynale Richelieu, Tadzio z właściwą sobie flegma odpowiedział:
      - Odkrywca majonezu, znany również jako polityk.
      Historyk zaczął skakać pod sufit niczym piłeczka pingpongowa. AI wtedy usłyszał:
      - Przepraszam, panie psorze, ale po mocarstwowej Francji już nic nie pozostało. A majonez może pan kupić w każdym sklepie, a bez niego nie sposób zrobić większości sałatek.

      Usuń
  3. anonim anonimowy28.12.2014, 19:34

    Głupie, nieszczęśliwe, toksyczne...
    Feministki może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, żony "panów i władców" czyli śmierdzących leni wychowanych przez poddańcze mamusie, uważających mężczyznę za punkt odniesienia a nie za równorzędnego partnera. Żeby była jasność- tak jak napisała Kira- to nie chodzi o to, by pogardzać kobietą zajmującą się tylko domem z WŁASNEGO wyboru i chęci a o to, by każda w swoich wyborach była samodzielna a nie skazana na nie. Najbardziej bronią się przed przyznaniem tego prawa ci faceci, którzy doskonale wiedzą, że są miernotami i obawiają się , że kobieta będzie lepsza zawodowo , zarobi więcej itd. Mężczyzna znający swoją wartość nie musi jej sztucznie podbudowywać przez narzucanie swojej żonie roli gosposi.

      Usuń
    2. @ AA
      Raczej nie. Feministki wcale nie maj dwóch lewych rąk do gotowania. A feminazistki potrafią przypalić wodę na herbatę, ale już obranie kartofli jest dla nich zbyt trudne.

      Usuń
    3. 'Nie, żony "panów i władców" czyli śmierdzących leni wychowanych przez poddańcze mamusie, uważających mężczyznę za punkt odniesienia a nie za równorzędnego partnera. "

      To po cholerę se takich chłopów pobrały? Kazał kto?

      Morgenstern

      Usuń
    4. Tu mnie , Morgensternie, zagiąłeś :))) . No , tak na zdrowy rozsądek - to one tez zostały wychowane przez takie mamusie i to tak leci przez pokolenia.... Dodam tylko nieśmiało, że ja tak wychowałam swojego syna, że dla niego jego zona jest absolutnie równorzędnym partnerem . I akurat nie ja, tylko jej rodzona matka krytykuje ją za to, że za mało czasu poświęca domowi, część obowiązków przerzucając na męża. Wg teściowej mego syna bowiem to kobiece i tylko kobiece obowiązki. A mnie na takie teksty szlag trafia, bo widzę jak dziewczyna ciężko pracuje . A królewicz dwie rączki ma i korona mu z głowy nie spadnie. Na szczęście on tez tak uważa.

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Niekoniecznie chodzi o kobiety zahukane przez męża, dzieci czy szefa (bo cierpiętnicą można być także w pracy zawodowej). Gdybym tylko takie niewiasty miała na myśli, nie dodawałabym ostatniego epitetu. ;)

      Usuń
    6. Kiro - fakt. Cierpiętnicą można być zawsze i wszędzie, to taki charakter. Czasem u podłoża tej postawy leży rozpaczliwe wołanie o zainteresowanie.

      Usuń
  4. anonim anonimowy28.12.2014, 21:10

    @SN
    Nie rozróżniam feministek od feminazistek.
    Wg.mnie to durne baby którym
    porządnego chłopa brakuje.
    Ale te określenie jest związane wyłącznie z tytułem wpisu Kiry czyli:
    Głupie, nieszczęśliwe, toksyczne...Stąd te pytanie.
    Bo cała reszta nie warta komentarza.
    Nie wiem dlaczego niektóre kobiety lubują się w obrażaniu innych kobiet.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kobiety ogólnie są wredne. :)

      Usuń
    2. @ AA
      Różnica jest zasadnicza. Feministki zajmują się REALNYMI problemami, z którymi spotykają się kobiety. Takimi jak dostępność miejsc w "państwowych" czy "samorządowych" żłobkach i przedszkolach (nie każdą matkę stać na placówkę prywatną) obniżką VAT na artykuły "dziecięce" i.t.p. A feminazistyczne krowy ubzdurały sobie, aby mechanicznie zrównać wszystkie bez wyjątku przepisy, obowiązujące kobiety i mężczyzn. Czyli umożliwić kobietom choćby fedrowanie węgla w kopalniach czy obsługę młotów pneumatycznych. Bo przecież przeciętna kobieta rzekomo o tym marzy.
      I w odniesieniu do feminazistek Twoja uwaga o braku chłopa jest całkowicie słuszna. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z jakiejś ich "manify". Jaki facet chciałby pójść do łóżka z takimi szpetnymi kaszalotami?
      Kłaniam się.

      Usuń
    3. anonim anonimowy29.12.2014, 11:29

      @SN
      "Różnica jest zasadnicza. Feministki zajmują się REALNYMI problemami, z którymi spotykają się kobiety. Takimi jak dostępność miejsc w "państwowych" czy "samorządowych" żłobkach i przedszkolach (nie każdą matkę stać na placówkę prywatną) obniżką VAT na artykuły "dziecięce" i.t.p."

      Rozumiem,że twoim zdaniem mężczyźni takimi problemami się nie zajmują.
      Mam dokładnie odmienne zdanie,bo moim zdaniem największymi wrogami kobiet są feministki.
      Więc pozostańmy przy swoich ocenach tych niewyżytych bab którym wibratory mózgownicę nadwerężyły.
      Pozdrawiam.
      Ps.
      Tzw."feminazistki" wymyślił JKM na podkreślenie durnoty do jakiej prowadzi feminizm.
      I jeżeli jeszcze mogę.Pani Elbanowska zajmuje się realnymi problemami , z którymi spotykają się kobiety,więc nie masz prawa jej ubliżać nazywając feministką.

      Usuń
    4. @ AA
      Pisząc że FENINISTKI (dawniej używano określenia SUFRAŻYSTKI) zajmują się realnymi problemami kobiet, nigdzie nie powiedziałem, że mężczyźni tego nie robią.
      Nazywając szalone babsztyle, chcące wysłać kobiety do kopalń FEMINAZISTKAMI, zdefiniowałem wyraźnie, czym dla mnie różnią się te dwa pojęcia. A to drugie znalazłem u mistrza Michalkiewicza. Jeśli pierwszy użył go JKM, to świadczy to jedynie o tym, ze nie ma idiotów doskonałych. Nawet jemu z raz na sto zdarzy się powiedzieć coś z sensem.
      Jeśli to co napisałem, jest zbyt trudne do zrozumienia, to już nie moja wina.

      Usuń
  5. @Kira
    Sprawdź przepisy zawarte w "Ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów".
    Niestety, z jej pomocą można gnębić organizatorów każdego bojkotu (opinia prawnika).
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  6. PS. Nie zapomnij podziękować grupie społecznej, która jest najbardziej zainteresowana istnieniem i egzekwowaniem takich przepisów.
    Anty

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...