29.12.2014

"Kochane" ludziska


Kpię sobie czasami, że kuchnia mojej sąsiadki – a właściwie to sąsiadki moich rodziców, bo to oni są właścicielami nabytego ponad rok temu mieszkania – jest raczej niezdrowa, ale pewnie smaczna. Zapiekanki, mięso, ryba... Do tego pewnie tłuste i słone. Mniam! :)

Chociaż… może nie mam racji? Może po prostu czujemy tylko te specjały, które wymagają smażenia, zaś zapachy surówek, sałatek czy ryżu są dla nas niedostępne?




Dlaczego o tym piszę? Gdyż kuchnia naszej drogiej sąsiadki jest także i naszą. Baba podłączyła bowiem swój okap do wspólnego pionu wentylacyjnego. Tym samym w niewykończonym jeszcze mieszkaniu rozchodzą się w porze obiadowej (i nie tylko) smakowite zapachy. Nie, żeby mi to aż tak bardzo przeszkadzało, ale w przyszłości wstyd nam będzie kogoś zaprosić.

Oczywiście z ludźmi trzeba rozmawiać. Wyjaśniać, tłumaczyć, prosić. Tak też zrobiła moja mama i przez chwilę się wydawało, że kobita się opamięta i zrobi sobie okap z obiegiem zamkniętym (dzięki, Luby, za podpowiedź, jestem techniczną analfabetką ;)). Później jednak oznajmiła mamie (via phone), że jednak zostaje przy swoich nawykach, bo ktoś tam jej powiedział, że jak się zostawia kawałek kratki wentylacyjnej odkryty, to wszystko jest – z punktu widzenia prawa – w porządku.

No i co z taką zrobić? Na dzień dzisiejszy Luby planuje zapchać otwór wentylacyjny szmatą, żeby opary wracały tam, skąd przyszły. Rozważa również jakąś złośliwość w stylu „wet za wet”. W końcu mamy takie samo prawo do emisji intensywnych woni, jak nasza sąsiadka. ;) Mama z kolei złożyła oficjalną skargę w spółdzielni. Kiedy raczą zadziałać – Bóg jeden wie. Trzeba było czekać parę miesięcy, żeby raczyli ruszyć dupę w sprawie powstałego w wyniku ulewnych deszczy zacieku (a i tak nie wywiązali się zbyt dobrze z tego zadania). Teraz pewnie znowu sobie poczekamy...

Między innymi dlatego moim marzeniem jest mieć domek, a nie mieszkanie. Sama myśl o użeraniu się z sąsiadami czy spółdzielnią przyprawia mnie o skręt kiszek. Jestem na ogół spokojną, gotową iść na ustępstwa osobą i jeśli mogę, to unikam konfliktów, nie mówiąc o angażowaniu się w długie a durne wojenki. Ludzi toksycznych, zwichrowanych psychicznie, lubujących się w intrygach czy zwyczajnie głupich omijam szerokim łukiem. Jeśli gdzieś tacy występują w nadmiarze, wolę po prostu odejść niż tracić nerwy. Walka z takimi jest gorsza niż z wściekłym psem, agresywnym mętem czy żądnym bitki skinem; takiemu niebezpiecznemu stworzeniu można bowiem psiknąć gazem po oczach, walnąć kamieniem w łeb lub – w najgorszym wypadku – wezwać do takiego policję. A co zrobisz z pozornie miłym, a w rzeczywistości wyjątkowo podłym skurczybykiem, który upieprza komuś życie?

Naturalnie tego typu rozważania nie odnoszą się do naszej sąsiadki, którą na dzień dzisiejszy zaliczam do grona osób niefajnych, ale niekoniecznie wrednych. Jeśli jednak nic się nie zmieni, to chyba trzeba będzie pójść w jej ślady. Tylko że wówczas wszyscy pozostali mieszkańcy klatki schodowej również powinni się podłączyć do wylotu wentylacyjnego, olewając tym samym prawo budowlane. Nie, żebym była legalistką, ale czy takie postępowanie jest słuszne?

23 komentarze:

  1. Ludzie - niektórzy - ewidentnie lubią smród. Kochają smrodliwe ciepełko. Okna zamknięte , zaklajstrowane na zimę , "by się nie przeziębić" i żadne perswazje nie pomogą , że ta wilgoć, te opary to raj dla drobnoustrojów. Ja toczyłam grzeczną walkę z sąsiadami uporczywie zamykającymi okna w klatce schodowej. Ich argumentem z kolei było nie lube ciepełko , tylko domniemane mega koszty za ogrzewanie. My otwieraliśmy (lub co najmniej rozszczelnialiśmy, oni uszczelniali. Ktoś posunął się do wykręcenia klamki. Nie przewidział, biedaczek, że taka klamka to raptem 9 zł i żaden problem... W końcu trafiła mi się okazja, gdy spotkałam komplet sąsiadów w windzie i słodko zapytałam hurtem, czy znają koszty odgrzybiania....Pomogło. Na razie

    OdpowiedzUsuń
  2. Czcigodna Kiro,
    Uważam, na przykładzie tej sąsiadki, że ateotalibańskiemu bydłu nie należy ustępować. Marzysz o domku, ale jeśli linia frontu przebiega przez blok mieszkalny, to trzeba podjąć walkę w bloku.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie, widzę, że już zaklasyfikowałeś mieszkającą nad nami białogłowę do grona osób nieprzyjaznych religii. Co jednak, jeśli się mylisz?

      Usuń
    2. Tak mi się automatycznie skojarzyło jakoś, może zbyt pochopnie...

      Usuń
  3. Czcigodna Kiro
    Radzę zapolować na kominiarzy, którzy z urzędu rutynowo kontrolują prawidłowość podłączenia do przewodów wentylacyjnych i kominowych takich urządzeń, jak piecyki gazowe czy wyciągi. Może tędy da się sąsiadkę okiełznać?
    Na Mazurach miałem inny problem. Nastoletnie dzieci sąsiadki stawiały głośnik na pietrze w otwartym oknie, "twarzą" na zewnątrz. I raczyły cała wieś dyskotekowymi przebojami, pełnymi luzu i dalekimi od wszelakiej kołtunerii. . W pamięci utkwił mi wolnościowy refren jednego z nich, o treści:
    K**** mać, k**** mać,
    Nie chciała mi d*** dać!
    Za pierwszym razem wraz z gośćmi spłakaliśmy się ze śmiechu. Ale za setnym to przestało być zabawne. Ponieważ ustne perswazje nie przyniosły skutku, zastosowaliśmy kontratak. Przyjaciel miał w bagażniku głośnik wielkiej mocy (gra w zespole bluesowym dinozaurów, a do mnie zajrzał przejazdem). Pożyczyliśmy od sąsiadów przewody zasilające kosiarki (50 m każdy), podjechaliśmy pod ich bramę i walnęliśmy "cwałującą walkirię" Wagnera na full gwizdek (być może pamiętasz muzyczkę, do której w "Czasie apokalipsy" śmigłowce atakowały wietnamską wioskę). Pomogło! I tylko sąsiadka spoglądała przez kilka dni na mnie krzywo, bo ponoć kury gorzej się niosły.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Niedźwiedziu, nasza sąsiadka jest albo lekko zwichrowaną socjopatką, albo bezczelną "spryciarą", gdyż wysłanych przez spółdzielnię kominiarzy po prostu nie wpuściła do mieszkania. Wcześniej postąpiła tak samo z komisją, która w związku z powstałym u nas zaciekiem chciała skontrolować jej balkon, przez którego złą hydroizolację ów zaciek mógł powstać (woda spływała w kierunku ściany zamiast wylewać się na zewnątrz). Ekipa remontowa uszczelniała balkon od zewnątrz, stojąc na podnośniku dźwigowym (co i tak okazało się niewystarczające, gdyż po ostatnich deszczach i opadach śniegu kłopoty wróciły).

      Bardzo ładnie załatwiliście nieznośnych gówniarzy. Szkoda tylko, że sąsiadka nie raczyła sama ustawić ich do pionu.

      A "Walkirię" miałam okazję usłyszeć dzisiaj w nocy, gdyż wraz z Lubym obejrzeliśmy film pod tym samym tytułem. Budujące jest to, że nie wszyscy Niemcy byli obojętni na szaleństwo Hitlera. No i jedno trzeba temu narodowi przyznać: szlachetnych (z mojego punktu widzenia) zdrajców tylko rozstrzelano lub powieszono, a nie przerżnięto piłą na żywca. Cokolwiek by nie mówić o naszych sąsiadach, lepiej równać do nich niż do...

      Usuń
    2. Kiro - prezes mojej spółdzielni doskonale radzi sobie z takimi spryciarzami. Od czasu jak "nastał" gwałtownie zmalała ich liczba.
      A długo by o nich pisać (w moim bloku było całkiem sporo ludzi ze starych Bałut, z rozbieranych pod to osiedle domów, którzy przenieśli się bez własnego wkładu pieniężnego z domów z WC na podwórku do bloków i wydawało im się, że wszystko mogą , w szczególności kosztem tych "jeleni", którzy płacili. Zostało tylko dwu) Może warto zmienić prezesa ? :)

      Usuń
    3. @ An-Ka

      Może. ;) Nie wiem, jakie są procedury.

      Usuń
    4. @ Kira
      "No i jedno trzeba temu narodowi przyznać: szlachetnych (z mojego punktu widzenia) zdrajców tylko rozstrzelano lub powieszono, a nie przerżnięto piłą na żywca."
      A wiesz może, JAK powieszono? Na rozkaz Hitlera na strunach fortepianowych, lub w rzeźniach, nadziewając skrępowanego skazańca brodą na hak, na którym wiesza się świńskie tusze do dalszej "przeróbki". W obydwu wariantach skazaniec umierał co najmniej godzinę.
      Oczywiście bandyci z UPA bywali jeszcze okrutniejsi. Ale z tym postulatem równania do Niemców nie wyszło Tobie za dobrze.

      Usuń
    5. @ Kira
      P.S.
      Oczywiście mam na myśli aspekt, który Ty poruszyłaś. Bo co się tyczy choćby szeroko rozumianej czystości czy przestrzegania prawa o ruchu drogowym, istotnie od Niemców możemy się uczyć. A z kolei oni od Szwajcarów. Bowiem dla tych ostatnich Niemcy to beztroscy bałaganiarze i brudasy.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      W filmie było pokazane wieszanie na cienkim sznurku (może to była struna, nie wiem) oraz rozstrzeliwanie.

      Niemniej ostatnie zdanie nie powinno być brane za wychwalanie humanitarnych niemieckich egzekucji. Przyrównałam tylko jedną kultury do drugiej, stwierdzając, że my, Polacy, powinniśmy "równać" do tej lepszej, pomimo iż i ona ma wady.

      Usuń
    7. @ Kira
      Z tymi "szlachetnymi zdrajcami" też wyszło głupio, najoględniej to nazywając.
      Zadziwiająco bezkrytycznie kupujesz proniemiecką ciemnotę z serii "Nasi ojcowie, nasze matki, nasze propagandowe gówno", kręconej na użytek debili.
      "Szlachetny" pułkownik von Stauffenberg, którego jakaś agorowa szmata chciała w Polsce uhonorować pomnikiem, w listach do rodziny z roku 1941, gdy jeszcze Niemcy byli na wozie, obiecywał dosłać do prac w rodzinnym majątku więcej SŁOWIAŃSKIEGO BYDŁA. A jedynym grzechem Hitlera w jego oczach było to, że wódz PRZEGRYWAŁ. I tylko to. Spiuskowcy liczyli jedynie na zawarcie separatystycznego pokoju z Aliantami, wspólną walke przeciwko Rosji i ocalenie przedwojennych granic Niemiec na wschodzie. Kompletny brak realizmu.
      Gdy w latach gierkowskich gdzieś na terenie NRD odsłonięto "pomnik żołnierza polskiego i niemieckiego antyfaszysty", ludzie robili sobie jaja, że Niemiaszki mogły sprawdzić i napisać, jak się ten ich autentyczny antyfaszysta nazywał. Bo takim samym idiotyzmem, jak wiara w szlachetność von Stauffenberga, Goerdelera i spółki, jest doszukiwanie się jakichkolwiek wyższych ludzkich pobudek w działaniach niemieckich komunistów. To po prostu były krwawe porachunki w lewicowym rynsztoku. Brutalne, jak to zawsze z porachunkami miedzy konkurencyjnymi gangami bywa.
      A czy w tym propagandowym gównie o którym piszesz, podano warunki separatystycznego pokoju, jakie Goerdeler wysłał Brytyjczykom? Nie sądzę. Bo obejmowały one granice Niemiec z roku 1914 plus przyłączenie do nich Austrii. Przyznasz że niezwykle skromne postulaty.
      Nie dziwi mnie tak staranne tępienie nauczania historii w szkolnych programach przez "partię zagranicy". Bo wtedy nawet ludzie porządni łatwo łykną każde propagandowe gówno.

      Usuń
    8. Szanowny Niedźwiedziu, jak zawsze jestem Ci wdzięczna za podreperowanie mojej więcej niż mizernej wiedzy. Zastanawia mnie, jaki interes miały USA w nakręceniu tego filmu (jest to koprodukcja amerykańsko-niemiecka).

      Usuń
    9. Kiro - moim zdaniem właśnie nie powinno był zrozumienia/ usprawiedliwienia i wybaczenia dla zbrodni popełnianych przez ludzi o wyższej kulturze i świadomości. Dzicz to jest tylko dzicz i musimy liczyć się z jej dzikimi zachowaniami. Natomiast zbrodnie popełniane przez tych , którzy zajmują znacznie wyższy szczebel na drabinie rozwoju są kompletnie niespodziewane i niewytłumaczalne :(

      Usuń
    10. @ Kira
      Wytłumaczenie jest banalnie proste.
      Kto kontroluje amerykański przemysł filmowy praktycznie od chwili jego powstania? Chyba wiesz, że nie są to Paragwajczycy.
      Niemcy zapłacili już haracz należny "The Holocaust Industry", więc JUŻ PRZESTALI być źli. Prześledź ewolucję nazywania Auschwitz i innych obozów koncentracyjnych
      Najpierw - niemieckie obozy koncentracyjne.
      Potem - hitlerowskie obozy koncentracyjne.
      Następnie - hitlerowskie obozy koncentracyjne w Polsce.
      Kolejna wersja - obozy koncentracyjne w Polsce.
      Obecnie - polskie obozy koncentracyjne.
      Zatem jak widzisz, nie ma jakichkolwiek powodów, by czepiać sie tych biednych Niemców. Nie zdziwi mnie kolejna koprodukcja szwabsko - ży... tfu, amerykańska, opowiadająca o tym , jak na terenie Generalnej Guberni Wehrmacht, SS i Gestapo bronili Żydów mordowanych masowo przez Polaków. Ale przy takiej dysproporcji sił i środków Niemcy byli bez szans i dlatego doszło do Holokaustu.

      Usuń
    11. @ An-Ka
      Święta racja. Też uważam Niemców, mających niekwestionowany dorobek kulturowy, za największych skurwysynów.

      Usuń
    12. @ An-Ka

      Ależ masz całkowitą rację! Niekiedy rozmyślam nad ową pozorną sprzecznością, jaka miała miejsce w przypadku III Rzeszy: imponującym - jak na tamte czasy - rozwojem technicznym i organizacyjnym oraz kompletnym moralnym upadkiem. Ale to nie przeczy temu, co napisałam wyżej.


      @ Stary Niedźwiedź

      No, o tym, kto "rządzi" w Hollywood, nie musisz mnie przekonywać. Pewne nazwiska przewijają się dość często. ;) Ale żeby aż tak w dupę Niemcom włazić?

      Usuń
    13. @ Kira
      Niemcy już zabulili tyle, ile od nich zażądano. Szwajcarskie banki też częściowo dały się sterroryzować. I zapłaciły haracz bandzie skurwysynów z Amerykańskiego Kongresu Żydowskiego. Który wsławił się tym, że odmówił wspomożenia akcji "Żegota" (ratowanie Żydów na terenie okupowanej Polski) choć jednym centem. A pokazane im zdjęcia krematoriów w Auschwitz (zrobione przez rotmistrza Pileckiego) nazwał fotomontażem.
      Polska jako państwo jeszcze nie zapłaciła tym bydlakom ani złotówki. Więc dlatego nasz kraj jest systematycznie obsrywany w światowych mediach. A Polacy przedstawiani jako główni (za kilkanaście lat już pewnie jedyni) winowajcy Holocaustu.

      Usuń
  4. Witam po świętach :) W tym roku wylogowałam się z netu na cały ten okres, ot, taka wspólna decyzja podjęta w środku nocy. Przesyłałam najlepsze życzenia sercem - mam nadzieję, ze dotarły :)

    Wychowałam się w wolno stojącym domu z dużym ogrodem, polami i jeziorem wchodzącym przez okna do rodzinnego domu. Realia życia w mieszkaniu poznawałam w trakcie odwiedzin kuzynki, potem na studiach. Nigdy nie chciałam mieszkać w mieście, chociaż regularnie korzystam w jego uroków, chociażby dzięki wypadom weekendowym w trakcie których idziemy do teatru, kameralnej restauracji, baru. Najprzyjemniejszym momentem takich wypadów do miasta jest niezmiennie... powrót na wieś, do naszego spokojnego,"szytego na miarę" domu :) Dzięki chorobie członka mojej najbliższej rodziny przekonałam się, że odstawienie tego typu wypadów nie wywołuje u mnie żadnego dyskomfortu, więc generalnie - mogę zagrzebać się na wsi i jestem szczęśliwa jak "świnia w błocie" :)

    Jestem za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów, mimo to czasami nie można walczyć z gołymi rękoma z kimś uzbrojonym w nóż. Owa sąsiadka wydaje się mieć za nic dobro relacji międzysąsiedzkich, więc pewnie będziesz musiała pójść na wojnę, niestety... Kto wie, jakich problemów matką zostania w przyszłości owa pani - lepiej żebyś od razu pokazała, kto jest osobnikiem alfa :) Jestem przekonana, że nie sprawi Ci to większego problemu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S. Błąd "zostanie" nie "zostania" - w przedostatnim zdaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, Marzeno, nie jestem samicą alfa. :) Myślałam, że do tej pory wszyscy to już wiedzą. ;) Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to złośliwe zagadywanie sąsiadki, np. "Dzień dobry, czy to z państwa mieszkania dochodzą takie wspaniałe zapachy?"

      Wieś może być piękna latem, ale jak tam jest w zimie? Czy nie czujecie się samotni? Czy nie macie dość odśnieżania?

      Usuń
    2. Liczysz na to, że ten śmierdziuszek wyczuje sarkazm ? wątpię, to raczej nie idzie w parze

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...