23.12.2014

Państwo a obywatel


Po przeczytanie tekstu autorstwa Missjonash pt.


stwierdziłam, że moje dawne poglądy były jednak słuszne: państwo nie powinno ingerować w tak intymne sprawy jak czyjeś zaślubiny.

Owszem, dziedziczenie po mężu/żonie powinno się odbywać z automatu, podobnie jak po rodzicu (chyba, że denat sporządził testament), nie mówiąc już o likwidacji skurwysyństwa, jakim jest podatek spadkowy. Ale to wszystko. Ewentualne ulgi podatkowe powinny wynikać z racji posiadania dzieci, a nie noszenia obrączki. Co zaś się tyczy równie ewentualnej adopcji dzieci, to myślę, że wystarczyłby zapis o bezwzględnym pierwszeństwie par hetero. Nie napiszę o wyłączności, gdyż placówki opiekuńcze jawią mi się jako ostatnia deska ratunku, kiedy absolutnie wszystkie inne opcje zostały wyczerpane.

57 komentarzy:

  1. Czcigodna Kiro
    Przeczytałem ten linkowany przez Ciebie post.
    chyba na całym świecie za wydanie zaświadczenia w urzędzie pobiera sie jakaś opłatę. Więc gdy przepisy mówią, ze gdy to zaświadczenie ma być gdzieś tam przedłożone, jest z tej opłaty zwolnione, jest to działanie może nieco śmieszne, ale na korzyść obywatela.
    jako ciekawostkę mogę Ci podać, że swego czasu w jednym z azjatyckich krajów była plaga szczurów. Więc władze zarządziły, by rolę znaczków skarbowych pełniły szczurze ogony i ogłosiły ile ich sie nalezy za każdą urzędową czynność czy wydanie zaświadczenia. Oczywiście pojawili się zawodowi sprzedawcy "znaczków skarbowych". Ale pomogło!
    Z opisanej "gehenny" polskiego pedała uśmiałem się do łez. O ile mi wiadomo, po wejściu do eurokołchozu, w Polsce mają być honorowane śluby wzięte za granicą. Na przykład trzeba w Polsce uznać za fakt prawny, że jakiś Arab pojawił się na naszym terytorium z czterema żonami. I przeciw temu nie protestuję. Ale zboczeńcy chcą w ten sposób obejść polskie prawo. Więc całym sercem jestem po stronie urzędników, którzy tego pedała odesłali na drzewo.
    A wystarczyłoby wyraźnie stwierdzić, że "małżeństwa" osób tej samej płci nie maja w Polsce jakiejkolwiek mocy prawnej. I dewianci mogliby się takim papierkiem z Hiszpanii podetrzeć. Więc przestaliby łazić po urzędach i zawracać tyłek urzędnikom.
    W kwestii adopcji, małżeństwa (czyli z definicji tego słowa pary heteroseksualne) powinny mieć WYŁĄCZNOŚĆ na przysposabianie dzieci. I proszę o wytłumaczenie, co rozumiesz pisząc:
    "Nie napiszę o wyłączności, gdyż placówki opiekuńcze jawią mi się jako ostatnia deska ratunku, kiedy absolutnie wszystkie inne opcje zostały wyczerpane."
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kira
      P.S.
      Oczywiście można uznać za głupotę różnicowanie odpłatności lub bezpłatności wydawania zaświadczenia, w zależności od celu jego wydania.

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Nie piszę o odpłatności papierków, tylko o psim obowiązku ich wydawania. Jeśli pan X jest stanu wolnego, to powinien dostać zaświadczenie o stanie faktycznym i koniec.

      Naturalnie nie byłoby ono potrzebne, gdyby państwo nie wpieprzało się tak dalece w prywatne sprawy swoich obywateli i małżeństwo było tym samym jedynie (dla wierzących - aż) sakramentem i/lub obyczajem.

      Dom Dziecka uważam za ostateczność. Postrzegam takie placówki jako ludzkie przechowalnie. Brrrr. Dzieciak powinien mieć j a k ą ś rodzinę. Niechby to był i wujek gej, ale nie czereda obcych wychowawczyń.

      Usuń
    3. @ Kira
      W tej ostatniej kwestii chyba potrzebny jest protokół rozbieżności. Albo co najmniej dopisek, że dziecko powinno mieć decydujący głos, jeśli przekroczy jakiś wiek. na przykład 10 lat (ta wartość progowa to sprawa do dyskusji). Bo jeśli dziecko nie chce pójść pod opiekę krewnego pedała to taki wujek ma spieprzać na drzewo.
      I jak już wspomniałem, zgodzę się z Twoim postulatem obligatoryjnego wydawania zaświadczeń o stanie cywilnym, ale tylko pod jednym warunkiem. Uprzedniego wpisania do konstytucji, że w jej świetle żaden związek osób tej samej płci nie jest małżeństwem. Co Ty na to?

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Czyli jednak wolisz, żeby małżeństwo pozostało pod opieką państwa? :)

      Co do adopcji, to dziecko powinno mieć PRAWIE ZAWSZE decydujący głos. Prawie - bo kilkulatki mogą nie mieć rozeznania, co dla nich dobre. Ale takie małe bachorki powinny się szybko "rozejść" po rodzinach, które Ty nazywasz normalnymi.

      Usuń
    5. @ Kira
      Dopóki małżeństwo wiąże się z pewnymi korzyściami prawnymi (dziedziczenie w "pierwszej grupie" bez kurewskiego podatku spadkowego etc.), państwo nie może się od tej kwestii dystansować. Bo skoro dziedziczenie po mężu / żonie jest zwolnione z podatku, to trzeba określić, kogo takie relacje łączą. Chyba zgodzisz się że jeśli jakiś wyluzowany złamas kutany przedawkuje na imprezie i wykituje, to nie wystarczy uznać za wdowę dziewuchę, która powie, że przed tym złotym strzałem disk dżokej udzielił im ślubu.
      Twój pomysł dotyczący wspólnego opodatkowywania się z dziećmi jest rozsądny. Bo premiuje rzeczywiste dorobienie się dzieci, a nie jedynie potencjalną możliwość.
      Optymalność szybkiego zaopiekowania się kilkuletnimi sierotami przez NORMALNE rodziny, jest dla mnie oczywista. Więc bardzo mnie cieszy, że w tak ważnej sprawie doszliśmy do porozumienia.
      A odnośnie życzeń świątecznych, pozwolę sobie "przekierować" na "Antysocjala". Bo ewentualnej zadymy w tej kwestii bym nie ścierpiał.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      Żeby zaistniał fakt ślubu, obydwie strony (trzymajmy się kołtuńskiego założenia, że chodzi o dwie osoby) powinny podpisać dokument stwierdzający, że chcą się związać węzłem małżeńskim. Do tego podpisy jednego czy dwóch świadków. Czy potrzeba więcej?

      Podatku spadkowego nie powinno być w ogóle.

      Życzenia zamieszczę jutro. :)

      Usuń
    7. @ Kira
      W sprawie bardziej błahej, jaką jest akt kupna / sprzedaży choćby samochodu, obowiązują wymogi formalne. Więc w kwestii ślubu, też muszą istnieć wydane przez państwo regulacje. Więc jednak jestem za spisaniem tej umowy w obecności urzędnika państwowego. Mogło by to być szybkie i łatwe wypełnienie gotowego formularza (dane DWOJGA delikwentów i świadków). Urzędnik sprawdzi dane z dowodów osobistych, potwiedzi złożenie podpisów przy nim i szlus. Niecałe 10 minut, opłata symboliczna lub zerowa. Bo już ta muzyczka, dywan etc, to ateistyczne wygłupy, małpowanie ślubu w świątyni. Tyle mające wspólnego z oryginałem, co "cysorz" Bokassa z Napoleonem.
      Co do podatku spadkowego, masz całkowitą rację że nie powinno go być wcale. Bronic tego kurewstwa mogą co najwyżej jakieś wypierdki po komunizmie i "walce klas".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Nie uważam, żeby ślubna pompa w wydaniu ateistycznym była czymś głupszym od ateistycznych Świąt Bożego Narodzenia. Wręcz wydaje mi się czymś bardziej naturalnym, gdyż dla wielu ludzi ślub stanowi nader podniosłe wydarzenie.

      Owe "wymogi formalne" podczas zakupu ziemi, samochodu czy wzięcia kredytu wynikają właśnie z tego, że małżeństwo jest prawną regulacją. Dlatego będę się upierać, że państwu nic do tego, kim są dla siebie państwo Iksińscy; chyba, że jedno z nich umrze - wówczas powinno nastąpić automatyczne dziedziczenie.

      Usuń
    9. @ Kira
      "Dlatego będę się upierać, że państwu nic do tego, kim są dla siebie państwo Iksińscy; chyba, że jedno z nich umrze - wówczas powinno nastąpić automatyczne dziedziczenie."
      Skoro w świetle PAŃSTWOWEGO prawa dziedziczenie ma być automatyczne, połączone ze zwolnieniem od podatku spadkowego, płaconego skarbowi państwa, to jeszcze przed ewentualną śmiercią jednego z nich, musi być wiadome, że takie prawa im przysługują. I to właśnie w świetle prawa państwowego. A zatem państwu BARDZO do tego.
      W kwestii Bożego Narodzenia, musisz się zgodzić, że jest ono w Polsce uroczyście obchodzone od setek lat. A więc stało się nie tylko świętem chrześcijańskim, ale i powszechnie kultywowaną polską TRADYCJĄ. Jedynie zoologiczni ataotalibiowie programowo kontestowali choinkę i prezenty, a na kolację wpieprzali golonkę, jak to wyśmiał Bareja. Natomiast "ślub cywilny" był sztucznie nadmuchiwany za czasów PRL. I obecnie ten balon praktycznie pękł. Bo te 45 lat komunizmu nie wystarczyło.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. @ Stary Niedźwiedź

      Każda tradycja ma swój początek. Poza tym dla niewierzących ten dzień również jest wyjątkowy. Można, rzecz jasna, nawet będąc ateistą iść do kościoła i wziąć ślub w pięknej białej sukni (choćby brzuszek ciążowy świadczył o dawno utraconym dziewictwie) czy ekstra garniturze, przy dźwiękach pięknej muzyki (moja siostra stryjeczna zamówiła występ młodych śpiewaczek gospel, nie pamiętam już, czy zamiast gry na organach, czy dodatkowo). Tyle, że nie każdemu ateiście chce się łgać przy spowiedzi czy załatwiać formalności z "naukami przedmałżeńskimi".

      Upieram się przy tej idei "bezpaństwowego" małżeństwa, ponieważ rozwiązałaby ona problem opisany w przytoczonym tekście. Żaden zasrany urzędas nie ma prawa nie wydać zaświadczenia o STANIE FAKTYCZNYM, czyli np. o tym, że pan X jest stanu wolnego. Jest to czysta kurewstwo. Gdyby JEDYNYM przywilejem małżeństwa było automatyczne dziedziczenie, to nie byłoby takich problemów. Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna, że po zmarłym geju powinna dziedziczyć tylko jego rodzina, a nie jego "zaślubiony" kochanek.

      Usuń
    11. @ Kira
      Właśnie z chęci przychylenia nieba kilku pedałom chcesz doszczętnie zniszczyć system ewidencji ludności.
      Skoro ma wystarczyć jakiś świstek papieru podpisany przez cztery osoby, to skąd do diabła urzędnik ma wiedzieć, że Kowalski już gdzieś takiego świstka nie podpisał? I to być może nie raz.
      Skąd duchowny ma wiedzieć, ze delikwenci deklarujący zamiar wzięcia ślubu, istotnie są stanu wolnego?
      Bo kto byłby w stanie sprawdzić, czy taki papierek nie został podpisany, tyle tylko, że nie został zgłoszony? NIKT.
      Jeśli taki świstek miałby zastąpić obecnie obligatoryjną rejestrację faktu zawarcia małżeństwa w systemie ewidencji ludności, to Twój pedał nie dostałby takiego zaświadczenia do usranej śmierci. Żaden inny obywatel oczywiście też. Bo sprawdzenie stanu faktycznego byłoby NIEWYKONALNE. Więc rozwaliłabyś w drobny mak możliwość jakiejkolwiek kontroli, czy ktoś jest stanu wolnego, czy może poczwórnym bigamistą.
      O zwolnieniu z podatku spadkowego wdowa / wdowiec mogliby zapomnieć. Bo nie byłoby jakichkolwiek podstaw do udowodnienia, że jest ona / on rzeczywiście wdową / wdowcem. Przecież gdyby doszło do poligamii, taki związek jest NIEWAŻNY w świetle prawa.
      Po prostu proponujesz wrzucenie granatu do szamba.
      A jeśli spytasz o śluby religijne, mające przełożenie na prawo państwowe? Oczywiście nie mówię o jakichś tańcach wokół kloca.
      Musisz wiedzieć że duchowny ma OBOWIĄZEK nie tylko odnotować fakt w księdze parafialnej, ale i zawiadomić odpowiednią komórkę ewidencji ludności, że dnia tego i tego udzielił ślubu pani takiej i panu owakiemu. Jeśli tego nie zrobi, jest ścigany prawnie.
      Więc darujmy sobie te anarchistyczne idiotyzmy i nie niszczmy jedynego wiarygodnego systemu sprawdzenia stanu cywilnego każdego obywatela.

      Usuń
    12. @ Stary Niedźwiedź

      Powtarzam, że podatku spadkowego w ogóle być nie powinno. A co do ewentualnej bigamii, to jak mogłabym ją potępiać, skoro dla mnie ślub nie powinien być w ogóle przedmiotem zainteresowania państwa??? Przecież to by było nielogiczne.

      Jeśli jednak będziesz się upierać, że ma zostać tak, jak jest, to ja się z kolei będę upierać, że urzędnik ma psi obowiązek błyskawicznie wydać zaświadczenie o STANIE FAKTYCZNYM, niezależnie od tego, kto go potrzebuje i w jakim celu. Bo tłumaczenie się przed byle kurduplem, z kim chcemy wziąć ślub i czy na pewno tę osobę kochamy, jest po prostu kretynizmem.

      Usuń
    13. @ Kira
      Pomijając podatek spadkowy, który istotnie jest draństwem, jak sobie wyobrażasz orzeczenie sądu, że ktoś coś po zmarłym odziedziczył w przypadku braku testamentu? I Twojej zgody na bigamię oraz takie kurewstwo jak "śluby" jednopłciowe.
      Czy w KAŻDEJ sprawie spadkowej sąd musi publikować ogłoszenia w prasie i internecie typu:
      "W sądzie rejonowym w ******* na wniosek Janiny Wiśniewskiej toczy się postępowanie spadkowe po zmarłym Janie Kowalskim, synu ***** i **** urodzonym ****, zmarłym ****. Wszystkie wdowy i wszystkich wdowców po zmarłym wzywa się do zgłoszenia swoich roszczeń w terminie do ****. Po tym terminie ich ewentualne prawa ulegną przedawnieniu.
      Chcesz robić taką operetkę?

      Usuń
    14. P.S.
      @ Kira
      Mnie wystarczy tylko jedna zmiana. Skoro Miller wstawił do traktatu "anschlussowego" zastrzeżenie, że w kwestiach "obyczajowych" Polska rezerwuje sobie prawo do własnych regulacji trzeba wyraźnie stwierdzić, w sposób prawnie wiążący, że w Polsce zaświadczenie o wziętym za granicą "jednopłciowym" ślubie ma wartość papieru toaletowego. I tyle.
      I wtedy niech sobie pedały pobierają w urzędach wszelkie zaświadczenia o stanie cywilnym od ręki. I biorą poza granicami Polski te swoje "śluby".

      Usuń
    15. @ Stary Niedźwiedź

      A dlaczego gej nie miałby automatycznie dziedziczyć po swoim kochanku? Czy doradzisz mu ewentualne spisanie umowy u notariusza? Jeśli tak, to dlaczego mężczyzna i kobieta nie mieliby takiej umowy spisać, zamiast odstawiać kretyńską szopkę przed urzędnikiem? (Oczywiście zakładamy, że podatku spadkowego nie ma.)

      Usuń
  2. Szanowna Kiro,

    A ja szczerze tęsknię do czasów, kiedy obowiązywał jeszcze kodeks honorowy i seksualność innych ludzi nie była tematem publicznych dyskusji. Czasami wydaję mi się, iż jestem jedną z niewielu pozostałych osób na świecie, które po prostu zupełnie nie interesuje co robi ze swoimi czterema literami jakiś facet czy kobieta. Ludzi niegdyś obowiązywały pewne zasady kultury i zwyczajnej przyzwoitości, z kolei współczesna degrengolada moralna każe nam cały czas przekraczać granice, tłumić ludzką chęć do pewnej intymności i poddawać dyskusji rzeczy, które tysiącami lat miały się po prostu dobrze i mało komu to przeszkadzało bądź utrudniało cokolwiek. No bo chyba nikt nie wierzy w fakt, że homoseksualistów w średniowieczu ganiano z widłami i wrzucano ich skrępowanych do rzek? Co najwyżej burmistrz był obiektem plotek o sodomii mającej miejsce w jego kamienicy nocną porą.

    Niestety, czasy ludzkiej przyzwoitości i pewnych zasad odeszły w niepamięć, dziś zatem mamy już całkowicie nowy świat w którym seksualność nie tylko jest, ale wręcz musi być obiektem dyskusji. Ba, jest to wręcz punkt wyjścia do wszystkiego innego. To, jakich jest ktoś preferencji seksualnych decyduje nawet o jego przyszłej karierze zawodowej! Doprawdy, śmieszno. Śmieszno i straszno.

    Jednakowoż jako człowiek uważający się za osobę generalnie tolerancyjną, jestem też zwolennikiem utrzymania ślubów cywilnych. Ależ oczywiście, każdy mężczyzna powinien mieć możliwość założenia kobiecie obrączki w urzędzie i vice versa. Za darmo, dodam. Podobnie jak za darmo winno być wydawanie paszportu i jakiegokolwiek usługi administracyjne dla Narodu Polskiego. Skoro w przypadku ślubów cywilnych nie obowiązuje prawo kościelne, tego typu osoby winny również mieć prawo do rozwodów, a jeśli komuś się ten fakt nie podoba, to nie musi małżeństwa takowego uznawać w swych oczach za ważne. Istotne jest, by było ono ważne z punktu widzenia prawa.

    Skoro też zrobiła się moda na bycie seksualnym inaczej niźli hetero, niechajże i będzie, iż ten 1% homoseksualistów żyjących w trwałych związkach może zawrzeć spółkę z partnerem bądź partnerką, która umożliwi im po śmierci podział majątku czy wizyty w szpitalu. Naturalnie. Nikt, powtarzam NIKT nie ma jednak prawa nazywać tego świętą przysięgą małżeńską, ni stawiać znak równości pomiędzy nimi. Święta przysięga małżeńska i część przywilejów jak możliwość adopcji dzieci to przywileje należące się dwójce osób różnej płci, które przedłużają żywotność swych rodów, całego Narodu, jak i cywilizacji. Zatem proponując politykę prorodzinną proponuję również, by ten przywilej obowiązywał dwójkę dorosłych ludzi M+K bądź K+M. Z racji tego, iż tak natura przykazała, iż tylko tego typu pary mogą mieć dzieci.

    A co jeśli para nie może mieć dzieci? Cóż, zacznijmy od tego, iż ten problem niegdyś był marginalny, a powiększa się dziś w wyniku chemizacji żywności, wody i powietrza. Oddychamy świństwami, jemy zmotywowane genetycznie okropności, pijemy truciznę, szczepimy się jeszcze gorszym syfem, kobiety w dodatku połykają jakieś piguły koncernów ludobójczych i depopulacyjnych, a potem wszyscy mają pretensje o to, iż seks był, a dziecka jakoś nie ma. Cóż, zacznijmy może od życia w zdrowym i ludzkim środowisku, gdzie żadni psychopaci nie stawiają sobie za cel naszej sterylizacji, a problem takich par ponownie się zmniejszy. Dla pozostałych pozostanie adopcja. Dodam również, iż mniej dzieci oczekiwałoby adopcji, gdyby ludzie w Polsce mieli lepsze warunki bytu i nie musieli części tych dzieci oddawać. Podobnież lepiej by było, gdyby przywrócono tą ludzką przyzwoitość i moralność dawnych wieków, gdyż mężczyzna prawdziwy brałby za kobietę i ciążę odpowiedzialność, nie pozwalając często na to. Miast jeszcze namawiać je, żeby "pozbyć się bachora". To cała masa związków i przyczyn, które musimy naprawić, by było lepiej.

    A homoseksualiści niech zaczną od tego, iż ich środowisko reprezentują pedofile, kryminaliści i opłacani przez różne "fundacje" pajace. Jeśli pozbędą się ich, to porozmawiamy jak ludzie z ludźmi.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Robercie
      Środowisko homoseksualne wydaje się być podzielone na "aktyw" i "plebs". Ten pierwszy pobiera eurogranty na "walkę z nietolerancją" (wszelkie Biedronie i inny syf) i ze swojego zboczenia uczynił sobie sposób na życie, raczej nie skromne. Bo te eurogranty to na pewno więcej, niż 30 euro na głowę. Wojują oni o adopcje i śluby, żeby za wszelka cenę zacierać różnice między sobą a małżeństwami.
      Są też homoseksualiści (przez taką egerię gender jak niejaka Kinga Dunin nazwani "zwykłymi pedałami"), którzy chcą po prostu spokojnie żyć. Tych mogę tolerować, w klasycznym tego słowa znaczeniu. Bo to nie oznacza obowiązku kolegowania się z nimi. Ale w stosunku do tych, którzy nachalnie pchają mi przed oczy swoją rzyć, zero tolerancji.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. @ Robert Grunholz

      Dziękuję za obszerny i jak zwykle wartościowy komentarz. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale chylę czoło przed wnikliwą analizą dręczących naszą cywilizację problemów. Zepsuliśmy jedzenie, powietrze, wodę, psujemy także język. Nie wiem, czy uda nam się kiedyś to wszystko naprawić.

      O seksie mogę rozmawiać, jak najbardziej - ale ogólnie! Temat jak każdy inny (no, prawie), dopóki ktoś nie zacznie się szczegółowo rozwodzić nad osobistymi preferencjami. Wówczas należałoby taką osobę obrzygać.

      Usuń
    3. @ Kira
      Z kolei pod tym ostatnim akapitem Twojego komentarza podpisuję się oburącz.
      I żałuję że tego pawia można rzucić tylko metaforycznie. Bo gdyby było to możliwe w realu, obecny prezydent Słupska od dawna byłby topielcem.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      No cóż, zawsze można się wytłumaczyć, że mamy słaby żołądek. ;)

      Usuń
    5. @ Kira
      O ile pamiętam, czytałaś mój post o amerykańskim fotografie. Który po ukaraniu grzywną za wcześniejszą odmowę został zmuszony do zrobienia zdjęcia "ślubnego" pary pedałów. Ale jego żołądek nie wytrzymał i rzucił pawia na suknię i mordę "panny młodej". Trafił za to na kilka miesięcy do więzienia. Więc meszkańcy tego niewielkiego miasta wzięli sprawy w swoje ręce. Sklep prowadzony przez tych pedałów był powszechnie bojkotowany i zaczęły się tam zdarzać pożary. Po kolejnym skurwysyny wynieśli się z miasta.

      Usuń
    6. Jestem za uregulowaniem prawnym sytuacji par homoseksualnych( o ile oczywiście mają te potrzebę ) , te oczekiwania są dla mnie logiczne. Natomiast te paradne śluby, ostentacja trochę mnie śmieszą. Nazywanie tych związków małżeństwem ? Cóż, sama nie wiem... Mnie się jednak małżeństwo kojarzy z parą dwupłciową, dążenie do pełnej jednakowości w nazewnictwie wydaje mi się przesadzone i takie trochę ...histeryczne. Jednak na pewno nie zajmuje to moich emocji

      Usuń
    7. @ An-Ka
      Przecież przyczyna tego małpowania ślubu jest oczywista. To bezczelne próby wmówienie ludziom, że to też jest ślub. Bo chodzi on zatarcie różnicy między fizjologią a patologią.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Dziwi Cię, kiedy para hetero nie chce wziąć ślubu, a zatem pary homo do owej ceremonii dążące powinny znaleźć u Ciebie - pomimo Twojego niesmaku dla sodomicznych praktyk - choć odrobinę zrozumienia. Jeśli bowiem bezdzietna para hetero ma mieć jakieś przywileje, a para gejów lub lesbijek nie, to trudno to nazwać sprawiedliwością.

      Usuń
    9. @ KIra
      Statystyka mówi, że małżeństwa na ogół dorabiają się dzieci. I dlatego są w niektórych sprawach uprzywilejowane. A z "seksu" dwóch pedałów, to co najwyżej, uczciwszy Twoje uszy, gówno wyjdzie. I to bynajmniej nie metaforycznie.
      Uprzedzając ewentualne dalsze pytania w tej materii, dla "ślubu" pani z pieskiem, pana z kozą czy nekrofila z "drugą połową" też nie znajdę ani krzty zrozumienia i ich nie zaakceptuję. Bo to też zboczenia.

      Usuń
    10. @Robert Grunholz...
      nie ma czegoś takiego, jak "moda na bycie seksualnym inaczej, niż hetero", gdyż owo "bycie seksualnym inaczej, niż hetero" /w domyśle "homo"/ to orientacja, gust mający podłoże genetyczne... można rzecz jasna rozważać /CZYSTO TEORETYCZNIE/ lansowanie mody na zachowania homoseksualne wśród ludzi orientacji hetero, ale PRAKTYCZNIE niemożliwe jest przekonanie osoby "hetero" do seksu z osoba tej samej płci jako atrakcyjniejszego, czyli taka omawiana moda nie ma nawet cienia szansy zaistnienia, cbdo...

      Usuń
    11. Rzeczywiście i ja nie zgodzę się z określeniem "moda na bycie seksualnym inaczej" . Owa moda co najwyżej dotyczy FORM okazywania swej seksualności - od tego, czy w ogóle ją okazywać/przyznawać się przez pełen panel zachowań, ale na pewno nie wybór hetero-homo.

      Usuń
    12. Natomiast generalnie co do rodzaju slubu- i tu już abstrahuję od tego, czy on będzie hetero- czy homo -seksualny- powinno pozostać sprawa całkowicie prywatną każdej pary , w jaki sposób chcą to uczcić ( a państwo wyłącznie poinformować dla zapewnienia sobie przywilejow prawnych )- może to być i taniec wokół kloca, może to być obiad w gronie rodziny, ołtarz, urzędnik, czy dowolna przysięga wypowiedziana w cztery oczy . z następczym formalnym a suchym "od dnia tego i tego jesteśmy małżeństwem) złożonym w stosownym urzędzie

      Usuń
    13. @ Stary Niedźwiedź

      W takim razie pozostaniemy przy swoich zdaniach.

      Usuń
    14. Mylicie Państwo ludzi dorosłych u ugruntowanych preferencjach seksualnych z ewentualnymi fetyszami i dewiacjami, a ludzi młodych, z szalejącymi hormonami i niepewną seksualnością, którzy w ramach tejże promocji i mody mogą dokonywać takich czynów z ciekawości i ma to wpływ na ich późniejszą psychikę...

      Usuń
  3. Oczywiście, że państwo nie powinno ingerować w intymne sprawy. Zdaje się jednak, Droga Kiro, że ja to rozumiem bardziej radykalnie...
    Jestem bowiem za likwidacją małżeństw państwowych. Co więcej - jestem za tym, żeby państwo w ogóle nie zajmowało się sprawami adopcji i tym gdzie trafi, powiedzmy, sierota. Oba te rozwiązania obowiązywały przez tysiące lat i nic strasznego się nie działo...
    Tylko że wtedy upada "problem związków partnerskich", upada "problem" adopcji dzieci przez homosiów i już nie ma o co toczyć boju... a co do ulg tak samo - wystarczy zlikwidować podatek dochodowy...
    Jak mówił Kisielewski: "Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko rozwiązuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju"...

    Zapraszam wszystkich:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ MP

      Skąd wiesz, że nie działo się nic złego? Czy myślisz, że ktoś wówczas kontrolował, ile się dzieci urodziło, a ile poszło do szkoły? Że ktoś pilnował, by dziecku nie działa się krzywda? To, że według Ciebie wszystko było OK, nie znaczy, że tak było naprawdę.

      Usuń
    2. @ Kira
      Czytałem ten pamiętnik wariata (mówię o JKM).
      Miał być tylko podatek półgłówny (salowa w szpitalu płaci tyle samo co Kulczyk), podatek gruntowy (od hektara piasku na Kurpiach tyle samo, co od hektarowej działki budowlanej w centrum Warszawy. Oraz podatek ma płacić ten w którego posiadaniu jest jakaś "żupa". Bo tak wymyśliła żałosna dupa w muszce.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. @Kira
    A to przepraszam państwo ma to kontrolować? Państwo ma pilnować, żeby dziecku się nie stała krzywda? "Wszystkie dzieci są nasze" czy co?
    Otóż nie "wszystkie dzieci są nasze". Albo się państwo odczepia od rodziny i zostawia rodzicom władzę rodzicielską, która im się z natury rzeczy należy albo...powoli dojdziemy do "ideału" komuny czyli "Nowego Wspaniałego Świata".
    Byli w historii władcy absolutni, byli nawet despoci w starożytności, którym oddawano cześć jako bogom. Wielu z nich nazywa się tyranami, niektórych słusznie. Ale chyba znikoma część z nich, jeżeli w ogóle ktoś, uzurpował sobie prawo do takiej kontroli nad dziećmi, jakiej doświadczamy dzisiaj ze strony "państwa republikańskiego" czy "d***kratycznego". Wszystko oczywiście w imię "dobra dzieci". Próbuje się zrealizować utopię, wyeliminować patologię państwowo, od góry, jakby to było w ogóle możliwe. Próbuje się przymusowo kształcić, myśląc, że dziecko nauczy się w czegoś w szkole, choć w domu nie ma do tego warunków i ani w genach (zapewne) ani w wychowaniu nie otrzymało chęci czy umiejętności nauki. Oczywiście - może się to udać, ale wyjątek tylko potwierdza regułę i nie może być argumentem. Zaś skutkiem przymusowej edukacji jest obniżenie poziomu nauki, obniżenie poziomu kultury u dzieci i młodzieży, niespójność autorytetów (rodziny i szkoły), zatrata kontaktu rodziców z dziećmi i wiele, wiele innych.
    A za tym wszystkim stoi traktowanie dziecka i całego w ogóle człowieka jako części społeczeństwa, jako trybiku w maszynie społeczeństwa, którą to niby ma zarządzać państwo. Państwo republikańskie czy d***kratyczne, w imię wielkiej utopii równości i likwidacji istoty Władzy, czyli podziału na rządzących i rządzonych (co jest oczywiście niemożliwe) próbuje podporządkować sobie każdą inną władzę, tak aby w końcu była jedna władza państwowa, nad którą władzę teoretycznie sprawują wszyscy, dzięki czemu ma ulec likwidacji władza...W praktyce jest to niemożliwe, bo jest niezgodne z Naturą świata i człowieka. Ale nie przeszkadza to różnym zaczadzonym ideologom albo po prostu cwaniakom próbować tą utopię zrealizować.
    Trzeba się pogodzić z tym, że zawsze będzie patologia, zawsze będą "niziny społeczne", zawsze będzie bieda, nałogi, przemoc w rodzinach. Niektórych. Państwo nie ma tu nic do zrobienia. Zajmując się tym bardziej szkodzi niż pomaga i mnoży liczne problemy, nieznane w żadnym innym ustroju.

    Zapraszam wszystkich:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ MILK

      Wiesz, ja też kiedyś wierzyłam w takie pierdoły. I to będąc już ok. trzydziestki. Tak więc ciesz się, kochany MILKu, bo jako młody i niegłupi człowiek masz szansę wyzdrowieć szybciej niż ja, a jeśli Twój organizm jest silny, to skutki uboczne choroby zwanej korwinizmem opuszczą Cię szybciej niż mnie.

      Usuń
    2. Hmm...Zobaczymy. Nie wiem czy miałaś podobnie rozbudowany system uzasadnień i wzajemnie przenikających się argumentów, z dodatkiem podłoża filozoficzno-religijnego. Po prostu: nie sądzę, żeby Twój "korwinizm" był tak głęboko uzasadniony jak mój.
      Natomiast z faktycznego, że tak powiem, korwinizmu wyleczyłem się myślę o tyle, że oglądam i czytam JKM w znacznie mniejszej dawce niż u początku jego poznawania, a poza tym przecież nie zgadzam się z nim we wszystkim (zresztą nigdy się nie zgadzałem).

      Natomiast co do Ciebie, to nie wiem już właściwie w jakie "pierdoły" wierzysz teraz. Bo piszesz wielokrotnie powiedzmy - jak "dawniej" - czyli że państwo się powinno odczepić, ale...coś tam, coś tam. No chyba, że masz na myśli jakieś dawniejsze jeszcze etapy kiedy faktycznie byłaś "korwinistką", ale szczerze wątpię żeby tak było...
      Poza wszystkim to nie sądzę, żeby moje poglądy były pierdołami i jeszcze mi nigdy nie udowodniłaś, że są, tj. nie udowodniłaś w nich jakieś sprzeczności logicznej, tego, że są utopią lub innych dyskwalifikujących je rzeczy. Tego, że jest bardzo mało prawdopodobne, że zostaną chociaż w większej części zrealizowane ze względu na sytuację polityczną i inną na świecie - tego nie musisz udowadniać, sam to wiem, ale z tego nic nie wynika. Bo my tu nie przedstawiamy programów, tylko sobie teoretyzujemy. Więc argumenty też muszą być teoretyczne.

      Mimo wszystko z okazji Świąt życzę...A czego, to już można przeczytać na blogu.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    3. @ MILK

      Mój szorstki styl mógł się otrzeć w Twoim mniemaniu o chamstwo. Nie powinnam była pisać o "pierdołach", wybacz. Nie zasłużyłeś na taki język, gdyż jesteś nader uprzejmym dyskutantem.

      Jeśli dla Ciebie postawa typu "zero ingerencji państwa w gospodarkę i życie prywatne człowieka" ma podwaliny moralne/religijne/ideologiczne, to nie mamy o czym dyskutować. Ja bowiem podchodzę do tworu, jakim jest państwo, zdroworozsądkowo. Owszem, jakieś zasady powinny obowiązywać w każdym ustroju, np. daleko posunięta wolność gospodarowania plus obyczajowa, prawo rodzica do wychowywania dziecka wedle widzimisię tego pierwszego, w miarę niskie podatki, etc. Rzecz w tym, że nie posuwam się w swoich poglądach do skrajności. Uważam, że za znęcanie się nad dzieckiem lub głodzenie go należy się kara plus utrata/ograniczenie praw rodzicielskich, że państwo powinno kontrolować pewne gałęzie przemysłu, zapewniać podstawową edukację każdemu dziecku oraz opiekę niedołężnym, starym i/lub chorym i tym podobne, i tak dalej. Oczywiście są to bardzo ogólnikowe rozważania.

      Usuń
    4. @MILK...
      hasło "wszystkie dzieci nasze są" w pierwotnych założeniach oznaczało po prostu postulat troski o los dziecka jako takiego, pomocy mu, by nie chodziło głodne, obdarte, bite przez zaćpaną alkoholem rodzinę patologiczną kompletnie nie dbającą o jego rozwój, by nie było np. zmuszane do zabijania /jak w niektórych krajach Afryki/... dopiero później, gdy czasem w imię tego hasła dochodziło do sporadycznych nadużyć, ingerencji w prywatność, niektóre środowiska zaczęły wmawiać innym, że owe nadużycia są głównym przesłaniem owego hasła...
      czyli miała miejsce identyczna sytuacja, co z hasłem "róbta co chceta", które pierwotnie pełniło rolę zachęty do twórczego działania, zaś koła wrogie wolności i twórczości zaczęły wmawiać otoczeniu, że jest to wezwanie do kompletnej anarchii i bezhołowia /wmawiać na tyle skutecznie, że nawet sam autor tego hasła się pogubił/...
      puenta jest zaś taka, że osobnikom wypaczającym prawdziwy sens omawianego hasła absolutnie na dobru dzieci nie zależy...

      Usuń
    5. @Kira
      Nie odczytałem Twojego "szorstkiego stylu" jako chamstwo. Nie jestem znowu aż taki wrażliwy...
      Ja też podchodzę do państwa zdroworozsądkowo. Owszem, jestem wierzącym katolikiem, ale, jak pewnie zauważyłaś, raczej nie używam w argumentacji argumentów wynikających z wiary, nieracjonalnych czy odwołujących się do nadprzyrodzoności. Jeżeli zaś powołuję się na Pismo Święte czy nauczanie Kościoła to tylko w dyskusji z ludźmi, którzy deklarują, że te wartości uznają. Zazwyczaj zaś powołuję się jedynie na logikę i wnioskowanie z pewnych ogólnych obserwacji. Jeżeli zaś chodzi o ideologię, to jest to po prostu zbiór pewnych poglądów, gdzie jeden wynika logicznie z drugiego. Poglądy te mają zaś, przynajmniej te, które prezentuję, uzasadnienie racjonalne i logiczne.
      Ja posuwam się do skrajności, bo jestem po prostu konsekwentny i logiczny do bólu. "Bądź zimny albo gorący!". Jeżeli coś wynika z racjonalnych i logicznych wniosków z rzeczywistości, to nie wolno tego ograniczać w imię nie wiadomo czego. Ziemia krąży dookoła Słońca i z tego wynikać mogą pewne wnioski nam niepasujące, ale po prostu tak jest i koniec. Tak samo z prawem ciążenia czy teorią względności. Jakby się Einstein zatrzymał w połowie, żeby "nie dochodzić do skrajności" to by guzik odkrył. Tak samo z Newtonem, Kopernikiem i każdym innym. Rzeczywistość jest skrajna, prawa fizyki są skrajne. Niestety.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    6. @pkanalia
      Nikt nie mówi, że dzieciom nie wolno pomagać, pytanie czemu ma to robić państwo. I pytanie też co to jest "prawidłowy rozwój" dziecka i kto to ma ustalać. Myślę, że trzeba pozwolić na pluralizm metod wychowawczych, dać rodzicom wolność w tym zakresie, ograniczoną śmiercią dziecka czy może ewentualnie jakimiś ekstremalnymi przypadkami. Nie należy natomiast narzucać rodzicom jednego wzorca, czy to wychowania "bezstresowego" czy "stresowego", czy konserwatywnego czy "postępowego" etc. Jedynie to może zapewnić kontynuację pluralizmu, który jest obecny w społeczeństwie.
      Powtarzam, nikt nikomu nie zabrania dokarmiać czy ubierać biednych dzieci, ale trzeba uznać, że rodzice mają większe prawo do decydowania o nich niż my. I to co np. Ty uznajesz za dobre dla nich, co Ci się nawet wydaje, że uznawane powinno być przez cały "cywilizowany" świat, nie musi być uznawane przez tych rodziców. Dlatego trzeba dać im wolność wychowania dzieci wg swoich poglądów i metod. Skutki tego mogą być różne. JKM podawał przykład Bergmana, którego podobno ojciec zamykał w piwnicy, a gdyby nie zamykał, to nie wiadomo czy by został tak znanym i specyficznym reżyserem. Można pewnie podać wiele takich przykładów i równie wiele oczywiście negatywnych.
      W każdym razie trzeba się zdecydować - albo państwo daje rodzicom wolność wychowania, albo ich w tym zastępuje. Inaczej jest to rozdwojenie jaźni i ani dzieciom, ani państwu to dobrze nie służy.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    7. @MILK...
      nie pisałem o pomocy dzieciom przez państwo, wspomniałem tylko o próbach ośmieszania, kompromitowania hasła "wszystkie dzieci nasze są" jakoby agitowało za wyższością wychowania przez państwo nad wychowaniem w kręgu rodzinnym, które to w rzeczywistości zachęca do troski nawet o cudze dzieci, gdy dzieje im się krzywda... inna sprawa, że to hasło bywa czasem nadużywane, ale jest to patologia, a nie reguła, którą usiłuje się używającym to hasło przypisać...
      ...
      akurat ja uznaję wyższość wychowania w gronie rodzinnym, jestem przeciwnikiem wychowywania w szkole publicznej /kiedyś była to indoktrynacja komunistyczna, obecnie religia/, akceptuję interwencję państwa jedynie w sytuacjach patologicznych... choćby w przypadku rodziców, którzy wprowadzają w życie praktyki wyczytane w książce "Jak trenować dziecko" /by D.&M. Pearl, małżeński duet chrześcijańskich ortodoksów/, niczym nie różniące się od sowieckiej tresury... takim fanatykom nie można dziecka powierzyć...
      no cóż, sytuacja jest patowa, bo mnóstwo rodziców chętnie zwala kwestię wychowania na państwo, zaś państwo bynajmniej nie protestuje, bo ma tym samym "lojalnych obywateli", którzy dają się państwu robić w wała...

      Usuń
    8. @MILK /suplement/...
      luzujemy... czas do stołu porzucać się nawzajem uszkami z pomidorowej... najlepszego :D...

      Usuń
    9. @ MILK

      Wybacz, ale ja nie lubię skrajności. Prawdy o prawach fizyki czy o Wszechświecie do nich nie zaliczam, chodzi mi o wszelkie ideologie.

      Usuń
  5. anonim anonimowy23.12.2014, 21:00

    "Albo się państwo odczepia od rodziny i zostawia rodzicom władzę rodzicielską...itd"

    Szanowny MP.
    Oczywiście masz rację.Ludzkość doskonale sobie radziła z wychowywaniem dzieci bez "pomocy" tzw.państwa.
    Ale niestety muszę ciebie także zmartwić.To se już ne wrati,jak mawiają starożytni Indianie.
    Szkoda zdrowia na wyjaśnianie prawd oczywistych.Ci co używają rozumu o tym wiedzą,ale większość bez tzw.państwa sobie zwyczajnie w życiu nie poradzi.
    Pozdrawiam serdecznie i radosnych Świąt Bożego Narodzenia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anonim Anonimowy

      Państwo może być okrutną hydrą pożerającą swój naród, tłamszącą inicjatywy, odbierającą wolność gospodarowania. Ale może też być doskonałym zarządcą danego obszaru ziemi oraz jej zasobów, stróżem mądrego prawa, mecenasem sztuki, etc, a przy tym zostawiać obywatelom naprawdę dużo wolności (nie tylko w alkowie).

      Usuń
    2. @ Kira
      I dlatego wszelkie działania, zmierzające do poprawy funkcjonowania państwa mają sens, Zaś "szczytne" idee, de facto oznaczające powrót w okolice epoki jaskiniowej, są jedynie porażającą głupotą.

      Usuń
  6. anonim anonimowy23.12.2014, 21:21

    Nie twierdzę,że Państwo jest niepotrzebne.
    Pozdrawiam i wesołych Świat życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. @anonim anonimowy
    Możliwe, że ne wrati, ale to nie znaczy, że nie można mieć nadziei i jednak wyjaśniać "prawdy oczywiste". Tym bardziej, że ja z takiego wyjaśniania czerpię zwyczajnie przyjemność (intelektualną).
    Poradziliby sobie, poradzili. Jakby musieli...albo by zginęli, że tak prawie zrymuję. Radzili sobie ich przodkowie bez licznych pomocy, poradników, internetu i komunikacji w pięć sekund, to poradziliby sobie i ludzie dzisiaj.

    Również życzę Radosnych Świąt Bożego Narodzenia.

    Zapraszam wszystkich:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. anonim anonimowy23.12.2014, 22:55

    Polaka nic nie zmoże.Za komuny nic nie było,a ludzie wszystko mieli
    Na złość komunie oczywiście,bo taka nasza natura.
    Jeżeli ci to sprawia przyjemność (intelektualną),to nie przeszkadzam.Ćwicz,bo jak mawiają starożytne Chińczyki,organ nie używany,zanika.
    Niespecjalnie musisz się w tych ćwiczeniach wysilać,bo jak widzę te moje "teoretyczne państwo" jako m.in."mecenasa sztuki,doskonałego zarządcy danego obszaru ziemi", to odpowiedź sam się narzuca.....
    Ale konkurencji robić ci nie zamierzam.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. rejestracja jakichkolwiek związków międzyludzkich wydaje się być chora już założenia, tym bardziej nie powinno państwa obchodzić, czy w danym związku ma miejsce jakikolwiek seks, a jeśli ma, to co jest jego podłożem, czy miłość /a co najmniej sympatia/, czy "uczucia wyższe" /co w slangu ideologii konserwatyzmu oznacza pieniądze/... co oznacza, że sprawy powinny iść raczej w kierunku likwidacji instytucji małżeństwa, niż tworzenia jej kolejnych wariantów... niemniej jednak z rejestracji związku wynikają pewne korzyści w postaci usprawnień, ujednoliceń proceduralnych /np. kwestie własnościowe, w tym spadkowe, lub prawo do informacji medycznej np. jednej ze stron/... tworzenie jednak wspomnianych nowych wariantów powoduje puchniecie biurokracji, więc najbardziej optymalne wydaje się być stworzenie pewnego bazowego schematu umowy związku partnerskiego z możliwością dopisania ewentualnych dodatkowych opcji... zaś kwestie rytuału towarzyszące zawarciu danej umowy /np. ceremonia religijna w siedzibie jakiejś organizacji wyznaniowej/ powinny pozostać prywatna sprawą zainteresowanych... tak samo państwa nie powinna interesować płeć sygnatariuszy umowy, uznając za wystarczający warunek partnerskości, czyli pełnoletności i dobrowolności jej zawarcia... de facto, tak demonizowane z kompletnie nieznanych powodów "śluby pedalskie" zawsze by były marginesem, choćby dlatego, że marginalny jest procent ludzi orientacji "homo", co automatycznie przekłada się na znikomy procent ich związków...
    ...
    p.s. 1... o udziale zboczeńców w takich związkach nie wiadomo de facto nic, jako że zboczenia /czyli gwałty, akty pedofilne lub zoofilne/ są nielegalne, nie wygląda na to, by się to miało zmienić, więc nikt do faktu uprawiania zboczeń się nie przyzna...
    ...
    p.s. 2... przy omawianej tematyce rejestracji związków rutynowo jest omawiana kwestia adopcji dzieci... a przecież to jest zupełnie osobna sprawa... wystarczy uchwalić prawo ogólnikowo szkicujące warunki zezwolenia na adopcję i poszczególne przypadki rozpatrywać indywidualnie, gdzie kwestia czy para /czy ew. pojedyncza osoba/ jest w jakimś związku choć niepomijalna, to jednak jest drugorzędna w obliczu ważniejszych warunków /np. zdolność do zapewnienia dziecku godnych warunków życia i rozwoju/...
    pozdrawiać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Tłumaczenie się przed biurwą, na co nam papierek zaświadczający o STANIE FAKTYCZNYM, uwłacza ludzkiej godności.

      Usuń
    2. @Kira...
      ta opisana sytuacja jest w ogóle niżej wora... co to rzeczoną biurwę obchodzi, po co interesantowi taki papierek?... przecież to jest sprawa miedzy nim, a innym państwem, więc państwo macierzyste powinno swojemu obywatelowi pomagać...

      Usuń
  10. Fiu fiu,

    niedawno obił mi się o komputer artykuł o tym, jaki to problem ma państwo z likwidacją obowiązku meldunkowego. Ile to ustaw i przepisów wykonawczych trzeba zmienić... A Wy tu chcecie małżeństwa likwidować :D

    Dopóki będą przysługiwać ulgi małżeńskie, dopóty nie ma mowy o niewścibianiu urżedniczego nosa do związków obywateli. A to pociąga za sobą wszystkie konsekwencje, w tym dyskusje o związkach partnerskich, itd. Gdyby ulgi były na dzieci, nie na małżeństwa, wiele spraw rozwiązałoby się samoczynnie, bez dyskusji. Tylko spróbujcie to wytłumaczyć naszym ustawodawcom, których rodziny okupują urzędnicze stanowiska każdego szczebla...

    Pozdrawiam, Kamil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To państwo można tylko "przeczekać", stosując bierny opór...

      Usuń
  11. @ Kira
    Kilkadziesiąt lat temu na Nowej Gwinei, pewien tubylec został skazany przez białego sędziego na śmierć za zabicie i zjedzenie członka innego plemienia. Wtedy jego matka przyprowadziła do sądu dwie świnie, by sędzia je wziął a wypuścił skazanego. Bo była przekonana, że sędzia chce jej syna zjeść. A ma być powieszony aby skruszał przed upieczeniem.
    Podejrzewam że analogiczna jest przyczyna wygłoszenia tu idiotycznego a jednocześnie łajdackiego kłamstwa, jakoby w języku konserwatystów pojęcie "uczucia wyższe" oznaczało pieniądze. Dzikusce z plemienia Ku Ku Ku Ku (nie robię sobie jaj, tak się ono naprawdę nazywało) nieznany był zakaz zabijania. A w ŚRODOWISKACH wolnościowych nieznane jest takie pojecie jak uczucia wyższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kira
      P.S.
      niektóre źródła podają też pisownię Kuku - Kuku. Służę linkiem, obrazującym głęboką (prawie jak kałuża w chwili wyschnięcia) mądrość opowieści o potędze kultur "rodzimowierczych" i zbrodniczej działalności misjonarzy

      http://demotywatory.pl/4280854/Czlonkowie-plemienia-Kuku-Kuku-mieszkajacy-w-Papui-Nowej-Gwinei-w-oryginalny-sposob-dbaja-o-pamiec-o-przodkach-Mimo-chrystianizacji-kraju-wciaz-popularne-jest-wedzenie-cial-zmarlych-i-wystawianie-ich-na-widok-publiczny

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...