06.12.2014

Sprawy alkowiane


winny być nimbem tajemnicy owiane. Nie rozpowiadamy po karczmach o naszych przygodach, nie chwalimy się przed gawiedzią licznymi podbojami, nie zdradzamy upodobań byłych czy obecnych kochanków/kochanek. Słowo klucz to DYSKRECJA.

Szkopuł w tym, że to słowo jest w zależności od naszej mentalności bardzo rozmaicie pojmowane.

Jak już kiedyś pisałam, dla mnie seksualna dyskrecja nie polega na trzymaniu swojego romansu (romansów) w ścisłej tajemnicy, na ukrywaniu się po hotelach czy na wymykaniu się cichaczem z mieszkania kochanka/kochanki; seksualna dyskrecja polega na nie opowiadaniu o swoim życiu seksualnym. Moim zdaniem więcej od osób stanu wolnego wymagać nie można.

Jeśli bowiem dyskrecją jest dla nas nie samo milczenie, a dopiero zaawansowana konspira, to musi być po temu jakiś powód. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to postrzeganie polskiego społeczeństwa jako bandy wścibskich wsioków lubujących się w węszeniu wokół cudzej dupy. Tylko czy taki pogląd jest słuszny? Owszem, tacy ludzie istnieją (gardziłam nimi mając lat kilkanaście, tym bardziej brzydzą mnie oni teraz), wydaje mi się jednak, że ustępują liczebnością swoim mądrzejszym, nie mającym w zwyczaju wtykać nosa w cudzą intymność pobratymcom.

Oczywiście dopuszczam możliwość, że się mylę i że gros polskiej populacji to faktycznie istoty do przesady zainteresowane cudzą alkową. Ale i to będzie można przekuć na jakiś pozytyw. Albowiem w takim przypadku będę mogła z czystym sumieniem twierdzić, że moich rodaków nie sposób szanować, nie mówiąc o solidaryzowaniu się z nimi.

200 komentarzy:

  1. myślę, że tu trzeba zdecydowanie odróżnić od siebie dwie sprawy:
    1/ ktoś opowiada /z detalami lub bez/ o jakiejś swojej "okoliczności" ze wskazaniem konkretnej osoby lub choćby aluzyjną sugestią o kogo chodzi...
    2/ ktoś opowiada o jakiejś "okoliczności" tak, że ta druga osoba pozostaje nieznana, anonimowa...
    ...
    o ile przypadek 1/ jest dla mnie bezdyskusyjnie godny moralnego potępienia, to przypadek 2/ jest moralnie obojętny, opowiadający niczyjej prywatności nie narusza... ocena przypadku 2/ podlega nieco innym kryterium /bynajmniej nie z moralnego punktu widzenia/, zaś wszystko zależy od całokształtu takiej wypowiedzi, sformułowania lub innych czynników... np. kwestia grona, w którym do takiej opowieści dochodzi /czym innym np. są rubaszne gadki "o dupie" w męskim gronie kumpli, czym innym opowieści o swoich doświadczeniach w mieszanym gronie, do tego po części nieznających się ludzi/... kolejna sprawa, to jest istotna różnica pomiędzy neutralnym, nie mającym nic wspólnego z żadnym "chwaleniem się" wspomnieniem o jakiejś "okoliczności" /wpleciona np. w opowieść o jakiejś wycieczce/, a ewidentnym "erotomańskim" gawędziarstwie, gdzie owe "okoliczności" i ich detale są głównym, a czasem jedynym elementem treści wypowiedzi... i tak dalej...
    ......
    ......
    wspomniałaś o "konspirze"... myślę, że postulowanie owej "konspiry" jako synonim dyskrecji jest czymś chorym... nie widzę powodu, by osoby, które pozostają w bliższej zażyłości miały by się z tym ukrywać, nawet jeśli ta zażyłość była jednorazową przygodą /która to jednorazowość nie zawsze jest dla nich samych oczywista/ i gdy ktoś zachowanie pary idącej ulicą, z którego można się domyślać owej zażyłości nazywa np. "afiszowaniem się" lub "epatowaniem", to mogę go tylko odesłać do psychiatry...
    niemniej jednak czasem do "konspiry" dochodzi, gdy jest ona wymuszona pewnymi okolicznościami i brak tej "konspiry" może być nierozsądny... niemniej jednak nie wynika ona z jakiejś obowiązującej zasady, ale z konkretnej sytuacji i oby takich sytuacji było jak najmniej...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze uzupełnię, bo ani słowem nie wspomniałem, jak oceniam przypadek 2/... zgodnie z tym, co wcześniej wspomniałem, wszystko zależy od tego, co się mówi, komu się mówi i w jakim kontekście... wracając do wspomnianej opowieści o wycieczce, to jeśli opowiadający wplącze w nią subtelnie wątek epizodu z jakąś inną turystką, to wysłucham go z życzliwą aprobatą, być może nawet się okażę na tyle "wścibski", że zapytam, czy była to brunetka, czy blondynka... ale gdy gość zacznie zacznie z napomknięcia robić wątek główny i wpuszczać się w detale, to moja aprobata zmieni się w rosnący niesmak...
      ...
      a co powiesz na taki przykład, który Ci dorzucę w ramach bonusu?... kiedyś na pewnym spotkaniu towarzyskim panie zajęły się "babskimi" tematami, typu ciuchy, kosmetyki, przepisy na ciasto i wiosenne porządki... jedna z nich odniosła się do tych ostatnich i oznajmiła, że zrobiła ostatnio "remanent" w wibratorach... jedna ze słuchaczek wyraziła swoje "święte" oburzenie, "jak to tak można i kto to widział" o takich tematach mówić... reszta była zdumiona jej reakcją, bo jakby nie było, dla wielu kobiet wibrator jest czymś normalnym, niczym lokówka czy suszarka do włosów, zaś jego posiadanie bynajmniej nie świadczy o nieudanym życiu seksualnym /taką teorię lansowała owa "oburzona"/...
      ...
      czyli jak widzisz, temat jest szeroki i bez operowania konkretnymi przykładami ani rusz, jeśli chce się formułować oceny...

      Usuń
    2. bonus 2 /bardziej na luzie/:
      kiedyś Witkiewicz pisał o spotkaniu towarzyskim, na którym z kolei panowie rozmawiali o technice golenia się... jeden z nich zapytał drugiego:
      - czy pomaga pan sobie językiem przy goleniu?...
      na co usłyszał odpowiedź:
      - nie, języka używam do innych celów...
      jak pisze autor, podobno niektóre przysłuchujące się panie mocno się zarumieniły...

      Usuń
    3. @ PKanalia

      W sumie masz rację, wszystko zależy od kontekstu, okoliczności, od tego, kto i o kim opowiada, a nawet od tego, JAK opowiada.

      Usuń
    4. @ PKanalia

      Myślę, że umiejętność odróżnienia, co jest krytyką samej wypowiedzi lub jakiejś GRUPY bądź ŚRODOWISKA, a co konkretnej osoby bywającej w moim blogu, bardzo by tu się przydała... ;)

      Usuń
    5. @Kira...
      to może przeformułuję /bo tak się składa, że moja wypowiedź dotyczyła pewnych postaw i nie dotyczyła osoby/...
      oprę się na przykładzie sąsiadki, do której sprowadza się koleś... to są fakty, które widzisz, nawet gdybyś nie chciała... dodajmy, że nie jesteś z tą sąsiadką w takich relacjach, by Ci się zwierzała z życia prywatnego... natomiast widzisz /znowu mimowolnie, bo przecież mijasz ich często/, że relacje tej pary są bardziej niż zażyłe...
      pytanie brzmi, czy dalsze detale Cię obchodzą?... czy obchodzi Cię "siła ich więzi" uczuciowej i ewentualne plany na przyszłość?... czy obchodzi Cię, skąd ten koleś w ogóle się wziął, czy jest "wolny", czy ewakuował się z jakiegoś związku /małżeństwa/ i czy ma jakieś zaległe zobowiązania w związku z tym?...
      bo według mojej definicji "normalności" normalny człowiek się tym nie interesuje... nie szuka dodatkowych informacji na ich temat, nie słucha z wywieszonym ozorem "rewelacji" opowiedzianych przez sąsiadów, nie tworzy też w umyśle własnych fantazji na ten temat, a co za tym idzie, nie tworzy też sobie ocen owej pary... po prostu szanuje cudzą prywatność, zaś wnikanie w detale dotyczące owej pary jest po prostu chorym buractwem... właśnie takie wnikanie jest klasycznym przykładem "zaglądania komuś do wyrka", którego się brzydzę...

      Usuń
    6. @ PKanalia

      I takie właśnie węszenie wokół cudzego tyłka uważam za odrażające.

      Usuń
    7. Piotr
      Normalny człowiek nie, ale ploteczki tego rodzaju są treścią życia (no, przynajmniej znaczną częścią tej treści) konserwatywnych zer, które folgując swojej bujnej wyobraźni najprawdopodobniej próbują sobie wetować własne niedomagania/ niepowodzenia w opisywanym obszarze - nadzwyczaj śmieszne jest to, że wbrew deklaracjom o poszanowaniu cudzej prywatności, owe skołtunione, zakompleksione ludziki wciąż próbują wyznaczać wszystkim wokół jedynie słuszne wzorce zachowań dotyczące sfery intymnej.
      Rekompensowanie swoich braków może przybierać formy iście groteskowe. Na przykład strojenie się w piórka obrońcy moralności i tradycji osoby, która po cichu marzy o założeniu lateksowego kostiumu w celu "ukarania" winnych swoich fantazji, bynajmniej nie powoduje że ta staje się bardziej wiarygodna;)
      Anty

      Usuń
  2. Czcigodna Kiro
    Bezwzględny nakaz milczenia na temat swojego życia seksualnego to zaledwie warunek konieczny. Nawet ukrycie tożsamości tej drugiej osoby nie pozwala na takie pogaduchy, zdarzające się jedynie w kręgach hołoty bez cienia kindersztuby. Której też i nie razi gdy na ulicy, w parku czy w środku komunikacji publicznej jakiś cham pakuje kobiecie łapę za dekolt.
    A co się tyczy konspiry, jest ona zbyteczna gdy jakaś para przymierza się do stworzenia trwałego związku (czyli mówiąc po ludzku - małżeństwa), z definicji budowanego na silnej więzi uczuciowej i wspólnocie systemu wartości. Ale gdy po prostu "potężnie zaiskrzyło", stawia się wóz przed koniem i zaczyna od seksu. to co Ty nazywasz konspirą, a ja elementarną dyskrecją, w polskich realiach jest niezbędne.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem sam przyznajesz, Stary Niedźwiedziu, że owe "polskie realia" nie są zbyt ciekawe. :/

      Usuń
    2. Czcigodna Kiro
      Słowo "zaręczyny" może dla Ciebie zabrzmieć jak relacja archeologa o cywilizacji, której już nie ma. Ale jeśli pani X oraz pan Y regularnie pojawiają się publicznie razem, a zwłaszcza gdy zamieszkali pod wspólnym dachem i się z tym nie kryją, jest oczywiste że "są ze sobą". Rzeczą naturalną będzie choćby zapytanie ich o plany wakacyjne czy zaproszenie na takowe do siebie. I zakwaterowanie ich w pokoju z jednym łóżkiem słusznej szerokości. Ale na seks rozmowę z nimi może skierować jedynie jakiś "wyluzowany" cham.
      Zdarzają sie w życiu sytuacje, gdy z różnych przyczyn komuś potrzeba już, zaraz, teraz tej odrobiny ciepła i bliskości drugiej osoby. W takim przypadku to co Ty nazywasz konspirą, jest nieodzowne. Dla mnie to po prostu kanon wychowania, niezależny od poziomu społeczności, wśród której się żyje.
      Oczywiście nie mówię o mediach "pozaklasowych", że użyję terminu używanego w technologii oczyszczania ścieków. Publicznie gadających o wydolności i gabarytach swoich jednorazowych kochanków i nazywających same siebie "feministkami". Gdy w pewnej dyskusji blogowej takie "wyluzowane babeczki" odmieniały ten nieszczęsny feminizm przez wszystkie przypadki, pewna feministka nie zdzierżyła. I odpisała że słowo to nie jest ścierką, którą byle lafirynda może wycierać sobie gębę ze spermy przygodnych amantów.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Chyba nie mamy się o co spierać. Oboje bowiem uznajemy opowiadanie o swoich miłosnych (ekhmm...) przygodach za rzecz nieszczególnie godną pochwały.

      Ja jednak kładę nacisk na coś innego. Otóż ta "druga strona", czyli potencjalni obserwatorzy, powinna mieć na tyle rozumu i obycia, żeby nie wnikać, kim jest mężczyzna opuszczający mieszkanie ich sąsiadki o siódmej rano (albo i mieszkanie sąsiada, a co! :)). Albowiem nadmierne zainteresowanie czyimś życiem płciowym nie świadczy dobrze o człowieku. No chyba, że aspiruje do bycia seksuologiem lub znawcą ludzkich obyczajów.

      Usuń
    4. @ Kira
      Oczywiście na pewne rzeczy nie należy się gapić. Ale czym innym jest odwrócenie wzroku, gdy dziewczyna i chłopak namiętnie się całują na parkowej ławeczce. Bo można do nich poczuć sympatię. Ale w przypadku dziewki majstrującej w parku przy portkach amanta, po prostu nie chciałbym widzieć chamstwa.
      A wracając do tych "sąsiedzkich" spraw. To że facet wychodzi z mieszkania sąsiada (jak rozumiem, mówisz o sytuacji, gdy ten ostatni jest samotnym mężczyzną) jeszcze sprawy nie przesądza. Sąsiad mógł przenocować kolegę, który pokłócił się z żona etc. Ale jeśli oni na pożegnanie dali sobie buzi, takiego sąsiada będę odtąd traktować jak powietrze. A o podaniu mu ręki mowy być nie może.
      Natomiast podałbym rękę sąsiadce, do której faceci przychodzą i po jakiejś godzinie wychodzą przez pół nocy. Bo prostytutka stoi zdecydowanie wyżej od pedała.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      Nie wnikam w to, co sobie o takich ludziach pomyślisz. Każdemu wolno odrzucać każdego. A innym wolno co najwyżej odrzucić takiego odrzucającego. I tak dalej... Tak więc nie ma mowy o narzucaniu Ci akceptacji dla kogokolwiek.

      Piszę o czymś innym. O ile słowo-klucz dla kochanków to "dyskrecja", o tyle takim słowem-kluczem dla przypadkowych obserwatorów będzie "umiar". Lekkie zainteresowanie czyimś tyłkiem mogę zrozumieć. Bardzo lekkie! Jeśli jednak lokalna społeczność wrze od plotek o pani X czy panu Y, to ja z taką społecznością nie chcę mieć nic wspólnego. (Zakładam, że pani X i pan Y są stanu wolnego, czyli ich romans nie wiąże się z krzywdzeniem innych.)

      Usuń
    6. @ Kira
      Zgadzam się z Tobą, że jeśli pani X i pan Y są stanu wolnego, to innym nic do ich związku. I wtedy o ŻADNYM wścibstwie (nawet lekkim!) nie może być mowy. Bo powiedzenie że do pana Y wprowadziła się ładna dziewczyna to nie wścibstwo, ale stwierdzenie faktu. Subiektywnego, bo wynikającego z gustu obserwatora. Ale jeśli do jakiejś kobiety wprowadzi się złamas, który dla "nowszego modelu" zostawił żonę i dziecko, to nie widzę powodu, by stosować jakąś taryfę ulgową. W moich oczach tak na 95% facet jest skończony, a o "nowszym modelu" też nie będę mieć zbyt dobrej opinii.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. przepraszam, że się wtrącę w rozmowę Kiry ze Starym Niedźwiedziem, ale skoro odmieniono panią X i pana Y przez przypadki, to nie powinien zostać w sieci "złamas, który dla nowego modelu zostawił żonę i dziecko" bo znam złamasów którzy zawarli związek z kobietą bo w drodze było dziecko, wiec nie wiem czy w tym związku kobietę można nazwać "żoną" chociaż formalnie tak się nazywa, a wtedy "lepszy model"nie jest szczęśliwym określeniem, bo może akurat powinien być "żoną", a złamasy nie zawsze zostawiają dziecko nawet jeżeli zawierają związki nie z ich matką, są też mężowie tylko z nazwy, którzy do miana męża nigdy nie dorośli a kurczowo bronili się żeby w oczach tłumu złamasem nie zostać i dobrowolnie nie chcieli zostawić żony i dziecka co świadczy tylko o tym że złamasami byli w 100% i zniszczyli z premedytacją komuś życie...trudno kogoś ocenić właściwie tylko na podstawie tego co się widzi, to już lepiej podzielić związki pani X z panem Y na kontraktowe i uczuciowe, a wtedy nazwy mają szanse być właściwe chociaż mają prawo ulec zamianie w czasie..co do zasady zgadzam się ze Starym Niedźwiedziem i nie popieram luzaków ale też nie skazuję małżonków na wieczną banicję, nawet jeżeli dzieci mają do nich trudniejszy dostęp, to jednak w czasach internetu i komórek zdecydowanie jest lepszy niż wtedy jak Dziadek poszedł na wojnę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Makowa
      Czy można prosić o napisanie tego tekstu mniej hermetycznym językiem i podzielenie na choćby kilka zdań?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. nie można Stary Niedźwiedziu!, mój tekst, moja brocha, moi czytelnicy, takie zasady tutaj obowiązują, zresztą dla dobra Twojego czystego piekiełka,

      ale Dzięki, może zwrócę na to uwagę w przyszłości :)

      a tak w ogóle, to przekonałeś mnie,
      jest coś ciekawego w wibratorze i tej małej roślince, może warto spróbować, skoro wzbudzają takie emocje jeszcze przed użyciem :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. no to w ramach dzielenia zdań i czytelności wypowiedzi uzupełniam:
      gdybym miała problem i musiała wybierać miedzy wibratorem a terapią, to zdecydowanie wybieram wibrator!
      gdyby mój facet miał problem, to bardziej bym uznała za oznakę męskości walenie konia, niż masochizm emocjonalny u jakiegoś terapeuty, no chyba, że by to były masaże u kształtnej terapeutki.

      Tak czy siak, posiadanie zabawek to nic strasznego.
      Potrzeba urozmaicania nimi życia seksualnego świadczy tylko o braku fantazji albo jakimś innym braku, ale to nie moja brocha, nie mój problem, nie mój świat.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    4. @ Makowa
      Jeśli jakaś kobieta zamiast wybrać się z facetem do terapeuty, woli żeby on się masturbował lub chodził na dziewczynki, to jest idiotką albo nie dorosła psychicznie do związku z facetem. W takim przypadku ma on prawo rzucić ją w diabły.
      Nie sprawiasz wrażenia ultrabigoteryjnej katoliczki, dla której jedynie prokreacja jest powodem do seksu. Więc skąd ten pomysł?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. ależ Stary Niedźwiedziu, rzucić ją w diabły to najlepsza terapia :) albo bardziej właściwe słowo to - najkrótsza.
      nie powiedziałam, że ja bym z nim nie poszła,
      powiedziałam, że dla mnie byłoby to mniej męskie, ale do doskonałości to się dąży, a nie się ma.

      wyguglałam sobie słowo "ultrabigoteryjna" ale nic nie znalazło, a przy wypowiadaniu na głos, z podziałem na sylaby przygryzłam sobie język i mi krwawi, to czy mógłbyś dzielić długie wyrazy na słowa prostsze?
      pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. myślę, że gdyby mój facet miał ze mną problem alkowialny, to w ramach terapii mogłabym rozważyć jakiś trójkącik, tylko musiałabym o tym wiedzieć przed wizytą u terapeuty,
      albo właściwiej - od niego, a nie od terapeuty.

      Co oznacza, że proste słowa są Ważne!

      Usuń
    7. @ Makowa
      Sama napisałaś:
      "gdybym miała problem i musiała wybierać miedzy wibratorem a terapią, to zdecydowanie wybieram wibrator!
      gdyby mój facet miał problem, to bardziej bym uznała za oznakę męskości walenie konia, niż masochizm emocjonalny u jakiegoś terapeuty, no chyba, że by to były masaże u kształtnej terapeutki."

      Ale jak widzę, wycofałaś się z tej dziecinady pisząc:
      "nie powiedziałam, że ja bym z nim nie poszła,
      powiedziałam, że dla mnie byłoby to mniej męskie"

      A co sie tyczy "guglowania":
      ultra - pierwszy człon wyrazów złożonych oznaczający najwyższy poziom lub skrajną postać tego, co wyraża drugi człon złożenia
      bigoteria - przesadna, manifestacyjna nadgorliwość w wypełnianiu zewnętrznych praktyk religijnych
      Syntezy musisz już dokonać sama.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Makowa, Stary Niedźwiedź

      Każdy ma prawo rzucić, odrzucić bądź porzucić KAŻDEGO. I każdy ma prawo owo rzucenie, odrzucenie bądź porzucenie osądzić. Każdy ma również prawo mieć ów osąd gdzieś. Tak więc po co w ogóle pisać o "maniu prawa"? Każdy robi to, co sam uważa za słuszne.

      Usuń
    9. Właśnie Kira, każdy robi to, co sam uważa za słuszne.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. Stary Niedźwiedziu, przeczytaj jeszcze raz:
      "to bardziej bym uznała za oznakę męskości"
      a dalej:
      "dla mnie byłoby to mniej męskie"
      pierwsza część dotyczy mnie a nie JEGO, a pytałeś o NIEGO, to nie jest dalej rozwijana.

      Ale fakt, nie lubię zamykać się w swoich przekonaniach i dopuszczam ich zmiany.

      Dziękuję za rozwianie problemów guglowania.

      Dziękuję również za udział w dyskusji i Męskie przyjęcie mojego tekstu pierwotnego.

      Było nawet Miło z Tobą podyskutować :)
      e.

      Usuń
    11. pierwsza część czyli : "gdybym miała problem i musiała wybierać miedzy wibratorem a terapią, to zdecydowanie wybieram wibrator"
      :)

      Usuń
    12. no dobrze, zakończę już ten temat.

      Bo Ja, jak już przejdę wszystkie drogi, i nie jestem w stanie Jego wyrzucić, ani doprowadzić do tego, żeby On mnie wyrzucił, to się będę męczyć...
      bo ja jestem z tych męczennic :)

      i specjalne Podziękowania dla Piotra, za pomocą Jego wibratora wyjaśniliśmy sobie sprawy alkowy :)))

      Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

      Usuń
    13. Ty - męczennicą? Nie wierzę. :)))

      Usuń
    14. @ Kira
      Mylisz MOŻLIWOŚĆ zrobienia czegoś (a więc brak realnej szansy na poniesienia jakichś negatywnych konsekwencji) z PRAWEM do zrobienia tego czegoś. Za którym muszą stać jakieś przesłanki moralne, a nie jedynie brak zagrożenia karą.
      Jeśli żona na przykład zdradza męża, robi mu w domu nieustanne awantur (bez dania przez niego powodu do nich) lub ogłosiła szlaban na seks to on MA PRAWO od niej odejść.
      Ale jeśli ona stara się na miarę swoich realnych możliwości, żeby ten dom był domem, jest w pełni lojalna i wierna, a jedyną jej "winą" jest to, że ma już prawie czterdzieści lat, to on MA MOŻLIWOŚĆ ją rzucić dla jakiejś dwudziestki. I jak piszesz, mieć gdzieś opinie innych ludzi. Ale w ocenie moralnej, będzie dla zdecydowanej większości ludzi łobuzem. Bo różne dziwadła statystyki nie zmienią.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    15. @ Stary Niedźwiedź

      Wbrew temu, co głoszą niektórzy, zostaliśmy obdarzeni WOLNĄ WOLĄ. I to MY decydujemy, jak się zachowamy. Po cóż więc wprowadzać takie pojęcia jak "moralne prawo" czy "moralny obowiązek"? Każdy SAM decyduje, co według niego jest OK, a co be.

      A to, ilu ludzi się z nami zgadza, nie musi mieć dla nas żadnego znaczenia. Liczą się argumenty (fakty!), a nie subiektywne ze swojej natury opinie.

      Innymi słowy, jeśli chcesz zmieniać świat na lepsze - działaj! Nagradzaj, karaj, zachęcaj, powstrzymuj. Sam osąd niczego nie zmieni.

      Usuń
    16. no dobra, poddałam się tej cholernej terapii, i wyguglałam to słowo "Odpowiedzialność"
      zaczęłam od definicji PWN http://sjp.pwn.pl/sjp/;2493511

      podoba mi się interpretacja dla Dzieci
      POLECAM!
      http://agnieszkastein.pl/odpowiedzialnosc-2/

      i tak mi przyszło do głowy:

      trzeba mieć jaja, żeby wejść w związek
      i trzeba mieć jaja, żeby umieć z niego wyjść

      w związkach kontraktowych dochodzi czynnik określonego czasu,
      tj.jeżeli przyczyna zobowiązania np. podjęcia się odpowiedzialności za wychowanie dziecka ustała (czyli dziecko osiągnęło stan dorosły), to trzeba zweryfikować podstawę istnienia związku.

      Z tej psychologicznej terapii wyszło mi tylko jedno:
      To ja mam jaja, bo ja umiałam zapłacić za błędy i wyjść z tego co było błędem. Obroniłam też własną wolność i hierarchię nadrzędnych wartości.

      czyli zmieniam to co powiedziałam:
      do doskonałości to się dąży ...
      ale ja Ją Mam! i nic na to nie poradzę :)

      i kasuję też to zdanie"

      "gdybym miała problem i musiała wybierać miedzy wibratorem a terapią, to zdecydowanie wybieram wibrator"
      Nie muszę wybierać! Nie mam problemu.

      Podstawą związku jest Miłość i nie ma żadnej innej równoważnej lub zamiennej wartości.
      Każdy związek stworzony bez Podstawy, to po prostu ruina na fundamencie oszustwa.


      Nie ma żadnych Praw ani Możliwości, jest tylko jedno prawo:
      Prawa do Życia.

      p.s. masz rację Kira, to nie ja jestem męczennicą :)

      Usuń
  4. Cześć, Kiro
    Skoro wolnościówy muszą mieć w domu całą baterię wibratorów, to wychodzi na to, że wśród tych wolnościowców, świrujących że są mężczyznami, to jak nie eunuch to ciota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Heniek

      Skąd wiesz, że tylko "wolnościówy" korzystają z wibratorów?

      Usuń
    2. @Kira
      Nie napisałem przecież, że TYLKO wolnościówy muszą sobie sprawić kochanka na baterię. Na przykład żony marynarzy też mogą mieć problemy. Ale wyrażony tu pogląd, że taka kolekcja to normalka, pokazuje ile warte są pierdoły wolnościowych supermenów - gawędziarzy. Bo żony prawdziwych facetów nie muszą się wyręczać takimi gadżetami.

      Usuń
    3. @ Heniek

      Jakie znowu pierdoły? Jeśli pijesz do kogoś konkretnego, to Twoje komentarze polecą.

      Usuń
    4. @ Heniek

      A czy ktoś pisał o tym, że ta kobieta należała do środowiska wolnościowców? Czy może sam to sobie dośpiewałeś?

      Usuń
    5. @ Kira
      @ Kira
      Piszę ogólnie o ŚRODOWISKU takich szmaciarzy, jak wolnościowcy. Oni WSZYSCY przedstawiają się jako istne ogiery. A okazuje się że to pic.
      A co do tej chamówy, chyba nie tak trudno zgadnąć do jakiego środowiska należała. Czy normalna kobieta mówiłaby publicznie o czymś takim?

      Usuń
    6. @ Heniek

      Ta kobieta rozmawiała o tym z przyjaciółkami, nie publicznie. Nazywanie jej "chamówą" świadczy tylko o Twoim prymitywizmie.

      Dla mnie chamstwem jest węszenie wokół długości cudzego ptaszka, cudzej sprawności seksualnej czy notoryczne ocenianie urody feministek. A w tym celują środowiska inne niż "wolnościowcy".

      Usuń
    7. @ Kira
      Rany boskie, kto tu węszy??? Jeśli wolnościowe buractwo samo o tym ględzi, to mam zatkać uszy i zamknąć oczy? Chyba tego ode mnie nie wymagasz.

      Usuń
    8. @ Heniek

      Nie piszę o przypadkach, kiedy ktoś sam pcha się ze swoją urodą czy męskością (jak niejaki Hoffman) ludziom przed oczy.

      Usuń
    9. @ Kira
      Masz rację. Ale ja nie podsłuchałem tej wibratorowej pogaduchy! A jedynie napisałem co myślę o zachowaniu się takiej żałosnej baby. I o czym to świadczy odnośnie tych facetów, jeśli dla nich kolekcja sztucznych penisów to normalka. Widocznie te baby na naturalne nie mają co liczyć.

      Usuń
    10. @ Heniek
      Mały Jasio powiedział w szkole, że Kinga została świętą, bo Bolesław był Wstydliwy. Chyba na tej samej zasadzie niektóre kobiety muszą zadowolić się amantem z sex shopu, bo związały się z "wolnościowcami". Ale same idiotki wybrały, więc nie ma co się nad nimi litować.

      Usuń
    11. @ Heniek

      A co Cię obchodzi życie intymne tej kobiety? Uważasz, że powinna była wziąć sobie za męża ogiera? A może wolała nie-ogiera, bo ujął ją innymi zaletami? Wpychasz nos w cudze łóżko, wymyślasz jakieś durne historie, kpisz z czyichś "możliwości" - jak zasrany tępy Polaczek, który GÓWNO wie, ale wymądrzać się nie wstydzi.


      @ Stary Niedźwiedź

      Posiadanie wibratora nie musi świadczyć o nieudanym życiu seksualnym. Taki pogląd jest co najmniej niemądry. Równie dobrze o kiepskim życiu seksualnym mogłaby świadczyć masturbacja jednej ze stron.

      Dla mnie idiotką jest święta męczennica, która pomimo iż mogła żyć ciekawie, dobrze, moralnie i szczęśliwie, bezsensownie przesrała życie, tyrając dla "niewdzięcznej" rodziny, która się potem na nią wypięła. Te wszystkie wynędzniałe debilki, poświęcające się, wypruwające z siebie żyły, dające sobą pomiatać; wieczne służące swojego męża i dzieci, a czasami i niewolnice szefa; a bywa że i takie, które oddały ojczyźnie najpiękniejsze lata - to one przegrały swój los, a nie kobiety z wibratorem.

      A potem taka kobieta skamle, jak to ją źle ludzie potraktowali: zamiast nosić na rękach za "poświęcenie", spychali stopniowo na boczny tor, aż zepchnęli całkowicie. Znam takie osobiście, ale i z wirtuala. Cóż, kobieta - w przeciwieństwie do mężczyzny - lubi obnażać swoją słabość, łasić się do silniejszego. Myśli pewnie taka bidulka, że jak się poskarży, jaką to była wspaniałą żoną i matką, jak mężusiowi dogadzała, jak dzieciom tyłek podcierała, jak zapieprzała w pracy, jak brała pokornie nadgodziny, a inni jej tego nie wynagrodzili, to się każdy słuchacz nad nią ulituje. Czasami nawet faktycznie znajdzie takiego frajera, który zamiast pojąć w mig, że ma przed sobą lepką, toksyczną istotę, pożałuje jej, zaś jej rodzinę, pracodawcę bądź społeczeństwo potępi. Ja zdobędę się co najwyżej na kilka uprzejmych i zdawkowych uwag.

      Tak więc bacz na to, jakie niewiasty nazywasz idiotkami, Stary Niedźwiedziu. Bo jeśli uważasz, że idiotyzmem jest wybrać faceta, który nie jest seksualnym stachanowcem, to ja z kolei mogę powiedzieć, że każda kobieta, która źle wybrała męża, to idiotka. I nie będziesz miał już prawa bronić pań doświadczających przemocy domowej. Oczywiście o ile jesteś uczciwy.

      Usuń
    12. @ Kira
      Daruj ale "stan faktyczny" tego co ma miejsce w łóżku, da się określić bardzo szybko. I w przypadku totalnej kichy, połączonej z brakiem chęci (jednej lub obydwu stron) skorzystania z pomocy terapeuty, brnięcie w taki związek to idiotyzm lub masochizm.
      Pamiętasz wzmiankę An-Ki o jej młodej sąsiadce, bardzo ekspresyjnie przeżywającej sam na sam z narzeczonym? Im na pewno nie były potrzebne ani żadne gadżety, ani masturbacja. To może być potrzebne jedynie kobiecie marynarza czy kierowcy TIR, jak to słusznie zauważył Heniek. Mówiąc o wyjątku potwierdzającym regułę. Więc ja tego kitu nie kupię.
      A jeśli w jakimś środowisku za normalne uważa się, że kobieta ma kolekcję zabawek z sex shopu (z kontekstu wynikało ze sporą, skoro aż wymagała remanentu), wyroby męskopodobne z tego środowiska mam za złamasy kutane.
      Ty nie ukrywasz iście druzgocącej pogardy dla kobiet nadmiernie poświęcających się dla rodziny. Więc jaki masz mandat by bronić tych głupich bab, które związały się z żałosnym pierdołą?
      Wybacz, ale żaden.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    13. @ Stary Niedźwiedź

      Po pierwsze, to ocenianie czyjegoś życia seksualnego zostawiam ludziom, przy których Doda to wzór dojrzałości.

      Po drugie, posiadanie wibratora może świadczyć o wygórowanych wymaganiach kobiety. Mężczyzna nie jest maszyną. Nazywanie go pierdołą raczej nie świadczy dobrze o naszych priorytetach.

      Po trzecie, nie masz pojęcia, jak się ludziom układa w związku, co jest dla nich najważniejsze i czy są razem szczęśliwi. Wymądrzanie się, jak kto powinien żyć, zawsze budziło we mnie odrazę. Typowa "polaczkowata" wada.

      Po czwarte, posiadanie wibratora NIE jest oznaką głupoty. Wiązanie się z mężczyzną, którego jedyną zaletą jest seksualna wydajność - owszem. Podobnie jak wiązanie się z damskim bokserem czy chlającą świnią.

      Tak więc zaliczyłeś cztery skuchy, szanowny Niedźwiedziu.

      Usuń
    14. @ Kira
      Po pierwsze, ja nie oceniam niczyjego życia seksualnego a jedynie napisałem, że sami zainteresowani mogą to bez trudu zrobić. I jeśli trzeba, podjąć działania naprawcze, z ewentualną pomocą fachowego terapeuty.
      Po drugie, klasyczny coitus nie jest jedyną forma sprawienia kobiecie przyjemności w łóżku. A poza tym jeśli pan nie jest analfabetą, pani może więcej razy osiągnąć satysfakcję, niż on. Pomijając wspomniany motyw rozłąki, ten kawałek plastiku jest tak potrzebny jak luzakowi frak.
      Po trzecie, nie wciskaj mi kitu, że ja kogoś pouczam. Bo ja tylko twierdzę, że kochająca się para potrafi się dostroić bez żadnych zabawek. Wymądrzasz się jedynie Ty w kwestii rzekomej potrzeby używania tych narzędzi.
      Po czwarte, zawsze twierdziłem, że osoba z którą się wiążemy, powinna nam odpowiadać pod KILKOMA kluczowymi względami. Braku inteligencji czy paskudnego charakteru zmienić się nie da. Ale w kwestii zamiłowania do porządku, pomagania tej drugiej osobie, sensownych kompromisów urlopowych czy wreszcie seksu, przy dobrej woli i współdziałąniu obydwu stron, bardzo dużo można poprawić.
      Więc droga Kiro, cztery razy się wygłupiłaś.

      Usuń
    15. @ Stary Niedźwiedź

      Nie, Niedźwiedziu. Chyba nigdy nie twierdziłam, że wiem, jak zupełnie obca osoba powinna sobie ułożyć życie, jakich zabawek powinna używać w łóżku i czy w ogóle, czy warto zakładać rodzinę, etc. Ty robisz to nagminnie, co mnie porządnie wkurza. W wielu sprawach masz rację, ale kiedy wypowiadasz się na tematy tak skomplikowane jak cudze sprawy intymne czy wybór drogi życiowej, powinieneś wykazać się większą pokorą.

      Usuń
    16. @Kira...
      nie bardzo zachowanie, lecz pogląd, z którym się już wcześniej spotykałem... zwróć uwagę, że pisząc o tym debilnym poglądzie wcześniej jako pierwszy, nie mogłem znać zachowań, które potem nastąpiły...
      ...
      a zresztą rób co chcesz, toć wiesz że nie kwestionuję żadnego Twojego werdyktu na tym forum, a na uwiecznieniu mojej wypowiedzi mi nie zależy...

      Usuń
    17. @Kira
      W pełni zgadzam się z Twoim podejściem do wspomnianych powyżej zagadnień.

      Posiadanie wibratora (czy innej zabawki dla dorosłych) to nie jest potrzeba tylko zachcianka, taka jak ochota na dobre czekoladki. Gdy kobieta kupuje sobie wibrator, nie oznacza to, że jej mężczyźnie czegokolwiek brakuje - tego typu stwierdzenie jest zwyczajnie niepoważne, to tak, jakby stwierdzić, że kobieta mężczyzny, który kupuje gazetkę z nagimi paniami, ma poważne braki w swojej fizyczności seksualnej.

      Jesteśmy ludźmi, charakteryzuje nas m.in. ciekawość świata, którą zaspokajamy na różnych płaszczyznach. Demonizowanie zabawek dla dorosłych jest - w mojej ocenie - wynikiem:
      - złych intencji (oczernienie posiadacza, jego partnera/ki),
      - przekonaniem, iż "seks jest brudny i zły",
      - wynikiem życia podporządkowanego religijnym ideologiom (seks służy p.w. do tworzenia nowego życia),
      - zamknięciem się na różnorodność życia ( z myśleniem, że tylko to, co ja uważam za dobre dla mnie, jest dobre dla innych),
      - przekonaniem, że masturbacja to grzech (ale to można podciągnąć pod punkt wcześniejszy, związany z ideologią),
      - zapędami do stawiania siebie w roli SĘDZIEGO, który z lubością przykleja wszystkim ETYKIETKI.

      Usuń
    18. @Kira
      Dzięki za spełnienie mojej prośby i potwierdzenie tego na piśmie. Szybciej będzie wyliczyć, kto z komentujących w ansztalcie pkanalii MOŻE się pojawiać w moim wątku. Ty, Dibelius i Morgenstern. I to na tyle.
      Serwus.

      Usuń
    19. @ Marzena

      Jak rozumiem, drugi akapit Twojej wypowiedzi jest krytyką pewnej POWSZECHNEJ w niektórych kręgach postawy. Cóż, pewnie masz rację. Jedni atakują porno, inni gadżety, jeszcze inni oburzają się na niewinną depilację okolic intymnych - a wystarczyłoby nie wnikać w cudze życie płciowe...


      @ Heniek

      Jednak musisz wymienić niepożądanych gości z nicka.

      Usuń
    20. @ Kira
      Z czasów studenckich pamiętam ślub dziewczyny z naszego roku z facetem ze starszego. Gdy okazało się że ich potrzeby w tej kwestii są totalnie niekompatybilne, po prostu wzięli aksamitny rozwód. A ona znalazła sobie pana który poza innymi zaletami, potrafił też spełnić jej oczekiwania w tej materii. To chyba jest sensowniejsze. A jeszcze lepszym rozwiązaniem jest wyjaśnienie tych spraw przed ślubem. Czyli sensowny test kociej łapy.
      Mogę zrozumieć sytuację, gdy na skutek wypadku czy choroby sprawność pana drastycznie spadła. A pani nadal z nim jest i stosuje te wymienione przez Ciebie substytuty. Ale wchodzenie w związek w którym z góry wiadomo, że takie robótki ręczne będą konieczne, to jak dla mnie absurd. Nie mówiąc o tym, że narzuca się podejrzenie, iż decydującym powodem była "składowa fenicka".
      Sorry ale taka jest statystyka.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    21. @ Stary Niedźwiedź

      Moim zdaniem drastycznie przeceniasz seks.

      Usuń
    22. @ Kira
      Moim zdaniem z więzią stricte erotyczną jest podobnie jak z pieniędzmi. Które same jeszcze szczęścia nie dają. Ale ich brak może cholernie unieszczęśliwić.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    23. @ Kira
      Nie ma sprawy, dla Ciebie wszystko, już wymieniam.
      A więc "anty", "Julianne" , "jaskółka" i "Marzena". Jak rozumiem, gdy coś paskudnego wlezie mi u Ciebie w szkodę, będę mógł listę uzupełnić?
      Serwus.

      Usuń
    24. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż, każdy ma swoje priorytety. Dla mnie najważniejsza jest miłość, szacunek, zaufanie, wspólne założenia moralne tudzież w miarę kompatybilny plan na życie.

      Usuń
    25. @ Kira
      Oczywiście nie neguję wagi żadnego z wymienionych przez Ciebie elementów. W przypadku ślubu dwojga emerytów, Twój zestaw istotnie wystarczy. Ale dla pary w wieku dwudziestu kilku lat trzymanie się za rączki podczas spaceru nie wystarczy. A wieczorem mają znacznie fajniejszy pomysł na zajęcia przed snem, niż wspólne wypicie ziółek.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    26. @Kira
      Ponieważ mój poprzedni wpis na 99% będzie usunięty, kilka słów w nowym komentarzu.
      Nie obraź się Kiro, ale moja żona popłakała się ze śmiechu, gdy przeczytała Twoją opinię, że masturbacja czy używanie gadżetów nie świadczą o nieudanym życiu seksualnym. Oczywiście mowa o typowym małżeństwie, bez rutynowych dłuższych nieobecności jednego z nich w domu. Równie dobrze możesz twierdzić, że używanie grubych na centymetr okularów nie oznacza, że ich użytkownik nie ma sokolego wzroku.
      Jesteśmy dwanaście lat po ślubie, mamy dwójkę dzieci, więcej nie planujemy. Nasi przyjaciele wiedzą że jeśli chcą się z nami spotkać w weekend, należy to uzgodnić wcześniej. Bo na prawie każdy weekend dzieci "sprzedajemy" teściom (mieszkają pod miastem w fajnym domku z ogródkiem i kilkoma zwierzakami). My w tym czasie nie reagujemy na domofon i nie odbieramy telefonów, a czas cofa się o kilkanaście lat.
      Serwus

      Usuń
    27. anonim anonimowy10.12.2014, 12:53

      Witaj heniek.
      Z tymi wibratorami to "pk" tradycyjnie prowokacyjnie.A Kira i inni się podpięli pod tą pod prowokację i wyszło jak wyszło.
      Twoja żona miała z pewnością niezły ubaw.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    28. anonim anonimowy10.12.2014, 13:34

      Oczywiście:
      Witaj Heniek.Przepraszam.

      Usuń
    29. @ Heniek

      Czytałam w Sieci różne debilizmy. A to, że oglądanie pornografii świadczy o kiepskim pożyciu intymnym; a to, że celowy brak dzieci świadczy o braku miłości pomiędzy mężczyzną a kobietą; a to, że "prawdziwa kobieta" MUSI mieć dzieci; a to, że ktoś, kto udziela się w Internecie przed południem, okrada swojego pracodawcę; a to, że ateiści są ludźmi pozbawionymi moralności. Tak więc opinie Twoje czy Twojej zacnej małżonki raczej mnie nie zaskakują. Przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie są cholernie ograniczeni. A bo to mój problem, hę?

      Lista uzupełniona.

      Usuń
    30. @Kira
      W kwestii ilości bzdur wypisywanych w internecie masz rację. Można choćby wyczytać, że niektóre narkotyki są używkami, dokładnie takimi jak kawa czy herbata. Że ludzie wyznający tradycyjne wartości, też dokonują aborcji, kopiąc swoje ciężarne żony w brzuch. Że dziecko przed narodzeniem nie jest człowiekiem, tylko jakimś "płodem", a nawet po urodzeniu, też można je zabić i to jest "późna aborcja". Że dwóm pederastom adopcja należy się jak psu micha, a jej odmowa to łamanie jakichś wyssanych (lepiej nie myśleć z czego) rzekomych ich "praw". Że jeśli rodzice - przestępcy szkolą dziecko od małego w swoim przestępczym fachu to rzekomo nie można dziecka im odebrać, o ile tylko nie jest ono bite czy głodzone.
      Można by takie bzdury, plecione przez różne kurewstwo, wyliczać godzinami. A ponieważ lwią część tych zbrodniczych bzdur głoszą tak zwani wolnościowcy, mam ich za zbiornik ludzkiego gówna.
      Bardzo Ci dziękuję za uzupełnienie mojej listy. A wygląd tego kawałka Twojej strony w pełni potwierdza moją uwagę formalną. Wiesz, co mam na myśli.
      Serwus

      Usuń
  5. @ Kira
    Wielkie dzięki za chyba już setną asenizację.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Kira
    Jak sama już zauważyłaś, następna asenizacja też jest potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Ciężko jest czasami orzec, co jest krytyką powszechnie występujących zachowań, a co krytyką zachowania konkretnej osoby. Muszę zdać się na swój instynkt i na wyrozumiałość moich gości.

      Usuń
    2. @ Kira
      I bardzo dobrze Ci to idzie. Przynajmniej ja nie mam powodów do narzekań.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. @Kira...
    psychologicznie wygląda to tak, że nieraz ktoś swoje braki przypisuje innym, tworzy sobie postacie będące jeszcze bardziej "wybrakowane", wtedy spada mu napięcie... mechanizm projekcji to się nazywa...
    /to nie była ocena ani zachowania, ani poglądu, jedynie przytoczenie pewnej naukowej prawidłowości/...

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Kira
    Co się tyczy wspomnianego tu mechanizmu projekcji, jest w nim trochę prawdy. Zboczeńcy z grupy sado-maso, niezdolni do seksu bez uprzedniego wychłostania, roją sobie że ludzie o zdrowej psychice o niczym innym bardziej nie marzą, niż o solidnym ich wybatożeniu. Konopnym ćpunom nie mieści się we łbach, że ktoś poczęstowany przez nich tym syfem może odmówić. I.t.d. Co przypomina mi zabawną historię.
    Żona syna kolegi, śliczna dziewczyna, była już prokuratorem gdy w jakiejś knajpce nachalny śmieć zaczął ją podrywać i częstować "jointem". Wymknęła się do toalety i z komórki zadzwoniła dokąd trzeba. Radiowóz zjawił się piorunem i oddzwoni do niej, że za minutę wchodzą. Gdy weszli, ona wskazała im śmiecia. Piorunem go skuli, przeszukali, znaleźli trochę tego towaru. Podczas wyprowadzania ćpun nazwał ją słowem na K, wśród luzaków pełniącym rolę przecinka. Zapewne przez przypadek jeden z policjantów się potknął i delikwent zdrowo wyrżnął mordą we framugę. Na "dołek" trafił via pogotowie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś tam pisałem o plotkach i fantazjach?;)
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  10. @Kira
    Kontynuuję w nowym wątku, chociaż i w poprzednim zwracałam się do Ciebie w kwestii tekstu ale nie chcę nieporozumień. Twój dom, Twoje prawa.

    Raczej nie odnosiłam się do jakiegoś konkretnego kręgu ludzi, gdyż wymienione powody występują często pojedynczo, czasami łącznie. Ludzie z różnych powodów usiłują oczerniać znanych i nie znanych sobie, to najczęściej kwestia czyjegoś podłego podejścia do otaczających go ludzi. Przykład mam w dosyć bliskiej rodzinie - dwie kobiety, jednak głęboko wierząca, praktykująca chrześcijanka, druga żyjąca poza ideologiami. Obie największą przyjemność czerpią z obrabiania czyjejś d..y, obie bawią się samozwańcze sędziny - "ta jest ku..ą, ten złamańcem"- nie znając dobrze ocenianych tak swawolnie ludzi. Dodam, że równie swawolnie rozmawiają o swoim intymnym życiu. Proszę bardzo, jednak dlaczego usiłują włączyć w to osoby niezainteresowane? Niech sobie rozmawiają, dyskretnie, na uboczu, w swoim towarzystwie, skoro lubią, robienie z takich tematów materiału do pogawędki przy kawie z rodziną jest już odrobinę niesmaczne... Są bliskimi kuzynkami, gdy zdarzy mi się spotkać je u kogoś z rodziny, zmykam, gdzie pieprz rośnie :)

    Wtykania nosa w czyjeś życie, łóżko, podniecanie się tym werbalne i niewerbalne, to bardziej kwestia charakteru, niż wyznawanego światopoglądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kira & Marzena...
      generalnie to jest tak, że każdy sam ustala granice swojej prywatności, jednocześnie tym samym daje innym przyzwolenie, by inni mogli na ten "teren" poza jej granicami wstąpić...
      nie oznacza to jednak bynajmniej, by automatycznie na ten teren włazić... burak będzie burakiem, niezależnie od tego, czy wnika w cudzą prywatność samowolnie, czy mając owe przyzwolenie... tu przykładem mogą być osoby medialne, z których nie wszystkie udostępniają swoją prywatność do wglądu, jednak paparazzi i jakieś tam "pudelki" nie pytają ich o zdanie...
      ...
      to prawda, że owo wnikanie to kwestia charakteru, ale są jednak światopoglądy /ideologie/, które mają w siebie wdrukowane "prawo" do tego wtykania... trudno tu jednoznacznie rozstrzygnąć, co ma tu większe znaczenie, ale te sprawy się zazębiają, można mówić o pewnym związku charakteru /osobowości/ i skłonności do przyswojenia takiego, czy innego światopoglądu... rzecz jasna jest związek natury statystycznej, więc nie można tego rozciągać na każdy przypadek...

      Usuń
    2. @ Marzena

      Wiem, że takie rozdzielanie komentatorów jest śmieszne, ale w sytuacji, kiedy dochodzi między nimi do poważnych animozji, a ja czasami nie umiem nawet dociec, o co chodzi, lepiej jest zastosować tak nietypowe rozwiązanie i nie dopuszczać do jakichkolwiek sporów pomiędzy ludźmi niezdolnymi do spokojnej rozmowy.

      Twoje kuzynki to prymitywne, ograniczone babiny, takie faktycznie warto omijać z daleka. A już broń Boże nie należy się takim zwierzać. :)

      Usuń
    3. @Kira
      Wiem, pamiętam do jakich scysji dochodziło parę miesięcy temu :)

      Usuń
  11. Szanowna Kiro,

    Ja, jak zwykle, najprościej jak się da. Mianowicie:

    Kodeks honorowy zabrania rozmów o sprawach seksualnych w towarzystwie. Obojętnie więc czy chodzi o geja chwalącego się swoimi preferencjami w telewizji albo na Paradzie Równości, czy o pseudo-faceta (w rzeczywistości: męską dziwkę) opowiadającego o jego "podbojach". Może też chodzić o kogoś opowiadającego ohydne dowcipy czy o starszego pana poklepującego kelnerkę po tyłku. Takie osoby wykluczamy z towarzystwa jako osobników pozbawionych HONORU. Mentalnych degeneratów. Koniec, kropka.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Robercie. Jak zwykle prosto, dosadnie i bez niedomówień. :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Czcigodny Robercie
      Do Twojej galerii przykładów na pewno można dopisać wspomnianą w dyskusji chamkę, gadającą o swojej kolekcji gadżetów erotycznych. A mające ją usprawiedliwiać wypisywane tu idiotyzmy, bawią do łez.
      Pozdrawiam serdeczne

      Usuń
    3. Szanowny Niedźwiedziu, jak widzisz każdy ma swoje standardy, granice wytrzymałości na "chamstwo", etc. Dla mnie nie do pomyślenia jest wmawianie komuś, że ma kiepskie życie erotyczne, jeśli ten ktoś uważa inaczej; podobnie jest z ocenianiem czyichś możliwości seksualnych. Natomiast owa obrzydliwa dla Ciebie wzmianka o wibratorach wydaje mi się stosunkowo niewinna.

      Usuń
    4. czcigodna Kiro
      Skoro ktoś się wywnętrza z takimi sprawami, JEMU na pewno niczego nie będę wmawiać, bo jak zauważył pan Robert, z taką hołotą nie należy się zadawać. Ale jeśli już takie coś robi z tego tajemnice poliszynela, mogę wyrazić swoją OPINIĘ o czymś takim. Ty mnóstwo razy wyrażałaś swoje opinie o najrozmaitszych sprawach, które Ciebie nie dotyczyły, i w których to tematach nie dysponowałaś osobistymi doświadczeniami. Niekiedy były one dosyć kontrowersyjne. I takie Twoje zbójnickie prawo, którego Tobie na pewno nie odmawiam. Więc akurat ta moja nie powinna Ciebie dziwić. Bo mam takie samo prawo odnosić się z politowaniem do "robótek ręcznych", jak Ty krytykować choćby sposoby postępowania z dziećmi.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      A zatem przyznajesz, że każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie o wszystkim i o wszystkich? Cóż, skoro tak...

      Usuń
    6. @ Kira
      Każdy MA PRAWO wypowiadać się o wszystkim. Większość ludzi ma w tej materii ogranicznik bo zna granice swojej wiedzy i nie chce wyjść na kompletnych kretynów. Ty na pewno nie zabierzesz głosu w dyskusji o wadach i zaletach programowania obiektowego, a ja nie będę się wymądrzał na temat języka poezji prowansalskiej. Ale żadne z nas nie jest celibatariuszem, więc o tych sprawach (mam na myśli problemy,przed którymi stają różni ludzie) możemy dyskutować nie przekraczając barier śmieszności oraz dobrego smaku. Czego nie można powiedzieć o jakże licznych w necie debilach, podejmujących dyskusje na dosłownie każdy temat.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. @Kira
    Poglądowi o potrzebie niepodejmowania dyskusji na tematy, na których dana osoba się nie zna, mógłbym nawet przyklasnąć, mając na uwadze te wszystkie idiotyzmy, które wygadują kruchtokołtuni, traktując je zupełnie bezkrytycznie, jak jakieś dogmaty (np. uporczywe trzymanie się tezy o odrębności alkoholu i pozostałych narkotyków, podczas gdy klasyfikacje psychiatryczne jakoś zawsze zestawiają te substancje psychoaktywne razem, twierdzenie o istnieniu "syndromu postaborcyjnego", już dawno zakwestionowanego w szeregu rozległych opracowań naukowych, czy też głębokie przekonanie o skuteczności rozmaitych szarlatanów prowadzących "terapię homoseksualizmu"), gdyby nie jedno "ale"...
    Otóż powtarzane z uporem maniaka nonsensy wchodzą do powszechnego obiegu i stają się elementem codziennego języka (jak na przykład ciągłe nazywanie embrionów "dziećmi", wbrew biologicznym oczywistościom) - w ten sposób propagandowa nowomowa zamienia się w swoiste spoiwo sposobu myślenia jakiejś części ludzi zamieszkujących dany kraj (im większej, tym bardziej jest to niebezpieczne dla frakcji stawiającej na zdrowy rozsądek, nie na parareligijne dogmaty).
    Dlatego należy dawać odpór bredniom głoszonym przez jakże licznych w necie małych Goebbelsów, liczących na naiwność lub niewiedzę swojego audytorium.
    Pozdrawiam czule
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr, czy ja z nimi gadam? Przecież od dawna wiadomo, że nie ma to najmniejszego sensu. Czasem prostuję jedynie co większe konserwatywne debilizmy promowane przez "Frondy", "Uważam Rze" i temu podobne szmatławce. Któż poważny, kto nieco tylko przeanalizował tematykę, będzie bronił tezy o "leczeniu homoseksualizmu", na które jedynym "dowodem" ma być przedstawianie maskotek klerykalnych organizacji dających "świadectwo" swojego wyleczenia /w opracowaniach statystycznych nawet na tych wątpliwych świadectwach nie zostawiono suchej nitki/? Któż rozsądny zechce dyskutować z określeniem "ateotalib", oznaczającym każdą osobę, która nie zgadza się z oznakowaniem krzyżami wszelkich budynków użyteczności publicznej, z toaletami włącznie (najwyraźniej te są chyba czymś w rodzaju świętości dla entuzjastów fizjologii wydalania)? Któż o śladowej choćby znajomości sytuacji społeczno-ekonomicznej może twierdzić że w kraju, w którym prawie połowa płatników CIT nie wykazuje dochodów, nie da się uniknąć płacenia podatków? Czy jeśli ktoś uważał choćby na lekcjach biologii w szkole podstawowej, weźmie za dobrą monetę tezę, że "embrion" i "dziecko" mogą być stosowane zamiennie? No chyba że była to "biologia kreacjonistyczna" dla bogobojnych specjalnej troski... Kto uwierzy w deklaracje o "szacunku dla życia" ze strony zwolenników kary śmierci i zbrojnych napaści na inne państwa?

      Wracając do meritum... Oczywiście stosowanie zabawek erotycznych, podobnie jak sama masturbacja, nie mieszczą się w paradygmacie zwolenników "pod kołderkę i po bożemu", dlatego też ci reagują na nie alergicznie. Być może gadżety tego rodzaju podkopują dość chwiejny etos salonowego macho?
      Anty

      Usuń
    2. @ Anty

      No dobrze, ale można o seksie (czy o innych intymnych sprawach) dyskutować OGÓLNIE, nie wdając się w szczegóły na temat swoich osobistych doświadczeń. :)


      @ PKanalia

      Przykro mi, ale musiałam usunąć Twoją wypowiedź ze względu na nieuprzejmą aluzję do jednego z komentatorów.

      Usuń
    3. @Kira
      Tak nawiasem mówiąc, prawo Kiry przy opisywaniu niegodziwych praktyk i chamstwa poszczególnych jednostek zmusza do posługiwania się swoistą gomułkowszczyzną. Lepsze to niż jawna cenzura, ale...
      Jeśli chodzi o meritum, oczywiście brak dyskrecji nie jest zbyt pożądany, zwłaszcza gdy np. czyjaś druga połówka dowiaduje się od swoich koleżanek, jaki z jej męża "ogier". Nie chroni jednak przed roznoszeniem "sensacyjnych" plotek, co dowodziłoby trafności domniemań zawartych w ostatnim akapicie Twojego artykułu. Na przykład, wiadome środowiska ochoczo trąbią o moim rzekomym życiu seksualnym, mimo że w necie nigdy nie napisałem na ten temat ani jednego słowa. Ale cóż, oni "wicie, rozumicie" znają mnie lepiej niż ja sam;)
      Anty

      Usuń
    4. Korekta: miało być, że dyskrecja nie chroni.
      Anty

      Usuń
    5. @ PKanalia

      Znowu to robisz! Odnosisz się do komentującej u mnie osoby, oceniając jej zachowanie. Czy nie możesz skrytykować SAMEJ wypowiedzi?


      @ Anty

      "Zasady komentowania" powstały po to, żeby okiełznać osoby niezdolne do kulturalnej wymiany zdań. A także dlatego, że nie jestem w stanie wczuć się w to, co niektórzy z Was czują, gdy wchodzą z kimś w spór i - jak się okazuje - nie umiem przez to właściwie owych sporów osądzić.

      Faktycznie, Twoje życie seksualne stało się przedmiotem rozważań pewnych osób. Moim zdaniem wystawiają sobie fatalne świadectwo, bezustannie węsząc wokół cudzego tyłka.

      Usuń
  13. @Kira

    Poglądowi o potrzebie niepodejmowania dyskusji na tematy, na których dana osoba się nie zna (podatki, historia,fizyka, doktryny polityczne), mógłbym nawet przyklasnąć, mając na uwadze te wszystkie idiotyzmy, które wygadują "ludziowie postempu" i ateotaliby, traktując je zupełnie bezkrytycznie, jak jakieś dogmaty (np. uporczywe trzymanie się tezy jakoby homoseksualizm był normalną orientacją seksualną, twierdzenie o nieistnieniu "syndromu postaborcyjnego", potwierdzonego w szeregu rozległych opracowań naukowych naukowych, czy też głębokie przekonanie o skuteczności rozmaitych szarlatanów twierdzących, że nie da się leczyć z homoseksualizmu, mimo rozlicznych świadectw samych wyleczonych) gdyby nie jedno "ale"...
    Otóż powtarzane z uporem maniaka nonsensy wchodzą do powszechnego obiegu i stają się elementem codziennego języka (jak na przykład ciągłe nazywanie dzieci embrionami, wbrew biologicznym oczywistościom, mówiącym wyraźnie, że uśmiercenie tego "embrionu" jest przerwaniem linii życia, czyli jego zgładzeniem) - w ten sposób propagandowa nowomowa zamienia się w swoiste spoiwo sposobu myślenia jakiejś części ludzi zamieszkujących dany kraj (im mniejszej, tym bardziej jest to niebezpieczne dla frakcji stawiającej na zdrowy rozsądek i szacunek dla życia, demokrację, a nie na parapostępowe nieludzkie dogmaty).
    Dlatego należy dawać odpór bredniom głoszonym przez jakże licznych w necie kieszonkowych Marksów i Mao Tse Tungów , liczących na naiwność lub niewiedzę swojego audytorium.

    Morgenstern

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Morgensternie
      Drobna uwaga. Ten stek bredni głoszą już nie czerstwe komuchy i ich ortodoksyjni następcy. To dwunożne pałeczki okrężnicy, też potrafiące żyć jedynie w masach kałowych, a w kontakcie ze słońcem i świeżym powietrzem ginące. Czyli eurosocjaliści, ćpuny, zboczeńcy, genderówy, puszczalskie dziewki, promanejowcy e tutti quanti.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. P.S.
      I Jak widzisz, zostaliśmy "pouczeni". Podejrzewam, że Twój stosunek do tych "nauk" nie różni się od mojej.

      Usuń
  14. @Kiro - z uwagi na to, że nie adresuję swojej wypowiedzi do żadnego konkretnego uczestnika, tylko wyrażam swoje estetyczne odczucia (no, nie wierzę, że tylko mi się robi słabo...), mam nadzieję, że nie usuniesz tej wypowiedzi - jeżeli tak, uszanuję ale - wierz mi, musiałam, bo ... to jest wstrętne, poniżej PO-NIŻSZOŚCi,
    DLATEGO NIE TYM RAZEM NIE ZAMILKNĘ ZAMYKAJĄC POSPIESZNIE PRZEGLĄDARKĘ.

    Nie wiem, jak to się dzieje, jednak czasami ludzie potrafią tak ująć swoje opinie, że ich samych zaczynam postrzegać, jak to, co opisują. To jest obrzydliwe, naprawdę! Nie wierzę, że tylko ja mam takie estetyczne wrażenia, no, nie wierzę. I nie wierzę - mimo, że widzę - że tak można o innych ludziach napisać, to jest poniżej WSZYSTKIEGO...

    A przecież staram się oddzielić opinie od człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marzena...
      gdy ten sam desygnat pieprzy wciąż te same bzdury, to siłą rzeczy po jakimś czasie kojarzysz go z tymi bzdurami... zaś gdy w końcu coś przypadkiem powie na poziomie, to wtedy ogarnia zdumienie... tak to jest...

      Usuń
  15. Ja z kolei do niedawna nie wierzyłem, że można natrafić na poglądy z jednej strony wynoszące pod niebiosa środowiska głoszące proaborcyjne czy pronarkomańskie brednie, formułowane z użyciem rynsztokowego słownictwa. A z drugiej strony będące pseudo estetyzującymi idiotyzmami, protestującymi przeciwko opisywaniu skrajnego moralnego zbydlęcenia przy użyciu terminologii medycznej. Ale internet przekonał mnie że ŚRODOWISKA postępackie są zdolne. Dosłownie do wszystkiego. Zatem skorzystam z ongiś podanego przez Ciebie wzorca, ze względu na ogólność i wagę problemu. I muszę stwierdzić, że opisane poglądy, rzekomo broniące dobrych obyczajów, to skrajnie dwulicowe kurewstwo.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Kira
    Serdecznie dziękuję za użycie spłuczki.

    OdpowiedzUsuń
  17. @ Kira
    Muszę również serdecznie podziękować za kolejną asenizację. Na pewno nie ostatnią dzisiejszego wieczoru.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      Wiesz równie dobrze jak ja że celibatariusz to osoba zobowiązana do przestrzegania celibatu. Nie przypuszczałem że ta wiedza jest czymś aż tak bardzo elitarnym.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  18. @ Kira
    Ciekaw jestem czy w kwestii asenizacji Twojego forum dyskusyjnego, stare przysłowie "Do trzech razy sztuka" będzie miało zastosowanie.
    A na razie dziękuję za tę trzecią asenizację.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Kira
    Moje obawy, że powiedzenie "Do trzech razy sztuka" nie dotyczy liczby koniecznych asenizacji na forum dyskusyjnym pod tylko jednym Twoim poistem, w pełni się potwierdziły. Zanosi się na to, że na naszych oczach rodzi sie kolejna "świecka tradycja".
    Rzecz jasna, muszę Tobie podziękować. I oczywiście pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      Zamiast kwiatka, dowcip z czasów stanu wojennego. W końcu wczoraj minęła 33 rocznica jego wprowadzenia, a tę anegdotę w tych lat uważam za jedną z najlepszych.
      Mały Jasio zaczął notorycznie spóźniać się do szkoły. Gdy pani podczas godziny wychowawczej spytała o przyczynę, usłyszała że dla Jasia doba zrobiła sie za krótka. A gdy poproszono go o zreferowanie swojego typowego dnia, Jasio wygłosił następujący referat:
      - Budzę się, wycieram ch***. Biorę prysznic, wycieram ch***. Jem śniadanie, wycieram ch***. Wychodzę do szkoły, wycieram ch***. Wracam ze szkoły, wycieram ch***. Jem obiad, wycieram ch*** ...
      I w dalszej części omówił swój dzień aż do zaśnięcia, z tym samym przerywnikiem. Przerażona nauczycielka wyjąkała:
      - Jasiu, z tobą dzieje się cos złedgo. Powinieneś pójść do lekarza.
      - Proszę pani, ale ja wycieram tego ch*** z drzwi naszego mieszkania, bo tata w telewizji poparł Jaruzelskiego - odpowiedział Jasio.
      Skoro wzięłaś za dobrą monetę niedawną deklarację Marzeny, jakoby jej tekst nie był kierowany do żadnego konkretnego uczestnika dyskusji, mam nadzieję że ten rocznicowy dowcip również ocaleje. Bowiem ewentualne wszelkie jego podobieństwo do osób czy wydarzeń jest zupełnie przypadkowe i całkowicie niezamierzone.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  20. Uwaga! Od tej pory proszę nie nawiązywać do usuniętych komentarzy ani nie dziękować za ich usunięcie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobry wieczór wszystkim. Seks jest dla ludzi. W każdej formie i postaci, pod jednym warunkiem- ze dla OBU (obu, czyli tylko dwu ZAINTERESOWANYCH) jest ona co najmniej akceptowalna ( osobiście wolę wersję obustronnej przyjemności). Dyskrecja - oczywiście !.Mogę bez najmniejszego skrępowania rozmawiać o seksie jako takim, ale rozmowę o swoim (lub czyimś, ale konkretnie czyimś) uważam za niesmaczną i nieestetyczną. Dywagacje na temat gadżetów uważam za zbędne- co kto lubi i tyle. .A teraz - dobranoc Państwu, dopadła mnie różnica czasowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna An-Ko
      Cieszę się miałaś chwile wytchnienia od codziennej harówki.
      W dyskusjach o seksie natury ogólnej, odnoszących się do abstrakcyjnych osób, nie mam zaufania do opinii wypowiadanych przez celibatariuszy. tak jak i do sądów osób głuchych na temat muzyki, czy zdania niewidomych o malarstwie.
      Ale ten wspomniany przez Ciebie oraz przez pana Roberta Grunholza nakaz milczenia nie dotyczy bytów, które same o swoich sprawach intymnych poinformowały, a na dodatek domagają się respektowania swoich psychicznych urojeń. Gdy prostytutka homoseksualna o ksywie Rafalala każe się nazywać kobietą i całować w rękę, nie sposób nie wyśmiać tych zboczonych bredni. A pedały składające publicznie niestosowne propozycje heteroseksualnym mężczyznom, czy lesbijki kobietom o normalnej orientacji seksualnej, w mojej ocenie też nie mają prawa liczyć na dyskrecję.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. @ An-Ka

      Miło Cię widzieć, An-Ko. Mam nadzieję, że wakacje były udane. :)

      Tak, o seksie jako takim można perorować do woli. O własnym - cicho sza!


      @ Stary Niedźwiedź

      Jeśli o malarstwie może się wypowiadać osoba, która sama nigdy nie dzierżyła pędzla w dłoni, to i mnichowi wolno, o ile tylko ma jakie takie pojęcie, co to w ogóle za czynność. ;)

      Usuń
    3. @ Kira
      Tak gwoli ścisłości, to osoba która nie miała w dłoniach dłuta i młotka, może mówić, czy rzeźba jej sie podoba, czy nie, i dlaczego. Ale jeśli zacznie gadać o CZYNNOŚCI rzeźbienia w kamieniu, ma wszelkie szanse się ośmieszyć.
      A celibatariusz to nie tylko że sam nie rzeźbił, ale nawet rzeźby nie widział. Bo co najwyżej mógł o niej przeczytać, więc wie o jej istnieniu. :))
      Tak samo obejrzenie obrazu to znacznie więcej, niż czytanie o nim. A technika posługiwania się pędzlem to już wyższy poziom, odpowiednik ars amandi.
      Znany już Tobie Harun ar-Ryszard śmieje się, że skoro już sięgamy do takich analogii jak malarstwo, to dzisiejsza wyluzowana hołota jest na etapie bostońskiego malarza Jacka Orange'a, o którym też już słyszałaś.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      No cóż, dzięki przemysłowi pornograficznemu seks można także ZOBACZYĆ. Poza tym aby móc wypowiadać się o seksie trzeba zapoznać się z doświadczeniem INNYCH osób. Własne nie wystarczy.

      Usuń
  22. @ Kira
    ZOBACZYĆ na pornosie to możesz taką samą głupią bajeczkę, jak na westernie. Gdzie szeryf sześć razy wystrzeli z colta i sześciu bandytów pada trupem. Ciemnota dla widzów (mówię o westernach) DO lat 12.
    Iluż to idiotów przychodziło do terapeutów skarżąc się na swoje rzekome problemy. Bo nie zdawali sobie sprawy, że scena na filmie trwająca kwadrans (tym razem nie mówię o westernach), była kręcona ponad godzinę, a potem pracowicie montowana. Mój kolega terapeuta od tych spraw (ten od "SIM locka") powiedział, że odkąd w Polsce pojawiły się kasety VHS z wiadomą zawartością, głupi hipochondrycy stanowili około połowy jego pacjentów.
    Otwieram nowy wątek z oczywistych powodów.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ masz zupełną rację! Ale nawet takie nierealne filmy potrafią - ekhmm - zapłodnić wyobraźnię. ;)

      Usuń
    2. @ Kira
      Owszem, popieprzeńców mogą zachęcić do jakichś idiotycznych zachowań, niekiedy groźnych dla zdrowia. A parze którą wiąże prawdziwe uczucie, pełna akceptacja siebie i w konsekwencji udany seks, taki syf jest równie potrzebny jak Beduinowi łyżwy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Myślę, że wypowiadanie się, co jest jakiej parze potrzebne i kiedy seks jest udany, a kiedy nie, jest bardzo ryzykowne. Równie dobrze ksiądz mógłby twierdzić, że pieszczoty oralne są świadectwem nieuporządkowania życia płciowego.

      Usuń
    4. @ Kira
      JEŚLI dla Ciebie wybatożenie kogoś do krwi, nabawienie się stanu zapalnego w tyłkuczy zabawy z metabolitami są "wporzo i spoko" (tak to chyba nazywają pedały, masochiści, sadyści i inni zboczeńcy), to chyba czas na protokół rozbieżności. Bo takim degeneratom potrzebny jest już nawet nie seksuolog, lecz psychiatra.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      Czy wysłałbyś do psychiatry każdego, kto ryzykuje życiem lub przynajmniej zdrowiem dla chwili uniesienia, przyjemności, dumy? W takim razie wykopujesz ze zbioru ludzi zdrowych na umyśle tych, którzy wspinają się na ośmiotysięczniki, nurkują na dużej głębokości (oczywiście dla własnej satysfakcji, nie jako badacze) czy hodują jadowite węże. :)

      Usuń
    6. @ Kira
      Na pewno nie wysłałbym do psychiatry strażaków czy policjantów, ryzykujących swoim życiem by ratować innych. A gadki tego typu, co o "prujących się dzielnicowych" pozostawiam bandziorom, którzy powinni siedzieć, zaś w niektórych przypadkach nawet wisieć.
      Mój kolega z polibudy kilka lat temu wdrapał się na Aconcagua (prawie 7 tys. m). Ale on wlazł tam w kilka osób, podczas tamtejszego lata i oczywiście najłatwiejszą trasą. Bo chciał stamtąd popatrzeć na Chile i był ciekaw, czy dojrzy Pacyfik. Hobby całkowicie mnie obce, ale zachowanie mieszczące się w granicach rozsądku. Natomiast wszyscy "poszukiwacze utrudnień" (włażenie zima, z ograniczonym zasobem sprzętu, najtrudniejszą trasa etc.) po prostu proszą się o nieszczęście i najczęściej się doproszą (choćby Wanda Rutkiewicz czy Jerzy Kukuczka). Do psychiatry w takich przypadkach trzeba iść dobrowolnie, bo osobnicy tacy nie są groźni dla otoczenia. Inaczej ma się sprawa z pewnym skurwysynem, którego nazwisko przez litość przemilczę. Wyszła za niego siostra mojego kolegi z roku. dała się wciągnąć w te wspinaczki i rodzice oraz brat nie mogą położyć kwiatka na jej grobie, bo leży w jakiejś szczelinie w kaukaskim lodowcu. Bydlę znalazło sobie kolejną żonę i też ją "pochowało" w jakichś górach. Ponieważ świat jest mały, przypadkiem poznałem kiedyś panią, którą ten skurwysyn zainteresował się, gdy ponownie został wdowcem. Ale gdy wygęgał jej, że ją kocha, pani ta zachowała się jak należy. Z całej siły strzeliła go w mordę, a następnie w takową splunęła. Musisz przyznać, że zarówno obie czynności, jak i kolejność ich wykonania, w pełni właściwe.
      A gdyby ktoś z rodziny drugiej żony po prostu tego śmiecia zabił jak insekta, w moich oczach byłby w pełni usprawiedliwiony. I błagam, nie mów mi tylko że on te kobiety (a już zwłaszcza tę drugą) kochał. Bo aż tak bezdenne kretyństwo to może wypisywać bezdenna kretynka "Ania", którą szczęśliwie wywaliłaś stąd na zbitą mordę. Tobie coś takiego nie przystoi.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. @ Kira
      Korekta:
      Wybacz masło maślane. I umówmy się że Ania to nie bezdenna kretynka, lecz nawet bezmózgie bydlę, do tego bez szczypty honoru. Bo pchające się tam gdzie jej nie chcą.
      A łażenie po górach to hobby, które jest całkowicie MI obce.
      I dwa słowa w kwestii innych wymienionych przez Ciebie "hobbystów".
      Oglądałem ładnych kilka lat temu film o środowisku idiotów, bijących rekordy w głębokości nurkowania bez aparatu oddechowego. Kilku takie rekordy ustanowiło, tyle tylko że już nie wypłynęło. Przynajmniej ryby miały z takiego "hobby" jakiś pożytek.
      O ile dobrze pamiętam, prawo polskie zabrania hodowania w domu dzikich zwierząt bez imiennego pozwolenia (znam dwa przypadki oswojonych dzików, chodzących za gospodarzem niczym pies). W ostateczności można jeszcze przymknąć oko, jeśli ktoś trzyma w odpowiednio dużym akwarium rybkę będącą pod ochroną. Ale jadowitego węża? Jezuuuuuuuuu, co za kretyństwo !!! Za samo trzymanie w domu takiego czegoś co najmniej grzywna (na dzisiejsze pieniądze tak z 50 tys. PLN) i oczywiście zabranie gada do ZOO lub uśpienie. W przypadku gdyby gadzina dała drapaka, temu który stworzył zagrożenie dla ludzi, należy się kilka lat odsiadki bez zawiasów. A jeśli wąż kogoś ugryzie ze skutkiem śmiertelnym, dla takiego hobbysty kara śmierci. Gdyby jakiś luzak czy inny wolnościowiec zacząłby takiego "hodowcę" bronić, to stosując Twoje metody pedagogiczne, należy go kopnąć w ryj.
      Z góry dziękuję za usunięcie skutków stukania palcem w ekran tabletu bez okularów.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      A co powiesz o Amerykanach trzymających w swoim domach oswojone tygrysy, karakale, serwale czy inne dzikie koty? :)

      Usuń
    9. @ Kira
      A wiesz może, GDZIE takie zwierzęta są trzymane? W prywatnych ogrodzonych posiadłościach, na teren których nikt nie może wejść samowolnie. Bo w myśl tamtejszego prawa, gospodarz może niekiedy do takiego intruza nawet strzelać.Wszyscy tam o tym wiedzą, wiec nie ma problemów niezapowiedzianych czy nieproszonych gości (oczywiście poza napadem).
      W takiej posiadłości można stworzyć zabezpieczenia analogiczne do ZOO, aby zwierzę nje ruszyło w świat. A gdyby ruszyło i narobiło bigosu, mogło by sie okazać, że na odszkodowania trzeba sprzedać posiadłość.
      Jak to się ma do mieszkania w bloku? Znane są na szczęście pojedyncze przypadki, kiedy to gadzina ruszyła kanalizacją na wycieczkę i ugryzła sąsiada siedzącego na tronie w tyłek. Chyba nie trzeba tego wątku rozwijać.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. @ Stary Niedźwiedź

      Mieszkanie w bloku jest faktycznie złym miejscem na takie hodowle.

      Usuń
    11. @ Kira
      A więc zaczynamy dochodzić do konstruktywnych wniosków. Bo jeśli ktoś miałby w Polsce duże rancho i nadmiar pieniędzy, miałby za co zafundować sobie profesjonalne herpetarium, nie grożące ucieczką trzymanych tam okazów.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    12. @ Kira
      P.S.
      I uważam, że dopiero po wyeliminowaniu z rozważań typowego mieszkania w bloku, dalsza dyskusja o "jadowitych" zwierzętach nabiera sensu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  23. @Kira...
    wspomniałaś o dziale kinematografii popularnie zwanym "porno"... rzeczywiście ukazuje on seks, ale trzeba brać poprawkę na to, że celem jest przede wszystkim dostarczać rozrywki takim, czy innym widzom... zresztą podobną poprawkę należy brać przy innych filmach, gdzie sceny seksu nie są głównym elementem, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że to samo dotyczy filmów w swoim założeniu edukacyjnych /kręci się takowe/... we wszystkich tych produkcjach widz ogląda "seks według autora /scenarzysty, reżysera/" i jest to poniekąd logiczne, bo nie istnieje "jedyny słuszny wzorzec" seksu...
    natomiast pytanie brzmi, czy ktoś mający dużą wiedzę teoretyczną, lecz sam seksu nie doświadczył, jest uprawniony, by w ogóle na ten temat się wypowiadać?... czy może udzielić fachowej porady komuś, kto ma ze sobą problemy w tej kwestii albo np. czy może być "dobrym kochankiem"/dla uproszczenia nie babrajmy się w szukaniu definicji tego określenia/, gdy w końcu tego seksu doświadczy?...
    ...
    wydaje mi się, że próba dyskusji na te tematy /choć nie o samym centralnie seksie/ była już pod Twoim postem z 25.11 i do jednoznacznej konkluzji nie doprowadziła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      No właśnie, skąd jednak mamy czerpać wiedzę o seksie? Przecież nie możemy się opierać wyłącznie na własnym doświadczeniu. Faktycznie, pornole nie są najlepszym źródłem wiedzy o seksie (podobnie jak filmy s-f nie przybliżą nam praw fizyki ;)), ale już filmy edukacyjne, poradniki, opracowania, etc mogą nam pomóc w "ogarnięciu" tematu.

      Usuń
    2. @Kira...
      no cóż :)... pytanie jest tej samej "klasy filozoficznej", co pytanie "skąd mamy czerpać wiedzę o życiu?"... zwłaszcza, że wiedza o seksie /tak samo jak wiedza o życiu/ to nie tylko sucha wiedza o "technikaliach", ale całokształt podejścia do tematu, emocje z nim związane... tak więc pozwolisz, że się wymigam od odpowiedzi, bo cokolwiek napiszę, to będzie jak kropla na tle morza, zaś im więcej napiszę, to tym mniej będzie odpowiedziane... można rzecz jasna pieprzyć głodne kawałki o tym, by starać się czerpać tą wiedzę zewsząd, by być otwartym na eksperymenty /w pewnych (czyli jakich?) granicach/, by po prostu nie bać się tego seksu... by krytycznie podchodzić do autorytetów i wątpić, zamiast wierzyć... tylko, że w obliczu wspomnianych emocji są to frazesy, "rady cioci Kloci"...
      ...
      zaś wracając do porno, to rzeczywiście porównania nie ma do materiałów edukacyjnych, bo różne są przeznaczenia tych produktów... choć też należy być ostrożnym, bo bywa tak, że do edukacji przemycane jest wychowywanie /dlatego produkcja tych materiałów nie jest taka łatwa/... zaś same pornole mogą być inspirujące, wzbogacające seks, ale pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę, że to TYLKO film, ekspresja artystyczna, NIC WIĘCEJ...
      ...
      jako bonus historyjka prawdziwa...
      kiedyś byłem na spotkaniu towarzyskim, gdzie głównym ewentem był jakiś koncert na kasecie video... gdy koncert się skończył, okazało się, że dalej jest nagrany pornol /z gatunku "czerstwy niemiecki burak"/... jedna z dziewczyn poprosiła, by nie wyłączać, bo "jeszcze nigdy nie widziała"... okay, mówisz - masz... po kilku, może kilkunastu/?/ minutach panienka wyraziła swoją dezaprobatę słowami: "przecież to wcale tak nie jest!!!"...

      Usuń
    3. Grunt, to nie traktować takich filmów jak dokumentów. :)

      Usuń
    4. @Kira...
      w necie istnieją czysto amatorskie filmiki, które od biedy można traktować jak dokument /tak jak różne inne filmowe rejestracje prywatnych wydarzeń typu "imieniny wujka Edzia", lub "wycieczka nad jezioro"/, ale ile w tym dokumentu, ile gry "pod kamerę", to już wiedzą tylko bezpośrednio biorący udział...

      Usuń
  24. anonim anonimowy17.12.2014, 14:54

    Tak trzymaj.O dupie Maryni dobijesz na spokojnie 200 komciów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie takich tematów więcej. Nie są gorsze od pieprzenia o polityce.

      Usuń
    2. anonim anonimowy17.12.2014, 15:23

      Popieram.W temacie dupowatym to ja także zaszczycę ciebie komentarzem bo tylko na tym się znam.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Dyskusje i domorosłe analizy trzykrotnie przeżutych przez media, spreparowanych przez speców od propagandy i specjalnie wyselekcjonowanych przez odpowiednio sprofilowaną cenzurę informacyjną "sensacji" ze świata polityki, oczywiście nobilitują bardziej.
      Szkoda, że głównie w marzeniach tych, którym się wydaje, że publikowanie tego typu dysput lub diatryb sprawia, że są kimś ważniejszym niż w rzeczywistości.
      Anty

      Usuń
    4. No jasne, że tematy "o dupie" są lepsze od politycznych. O dupie wypowiedzieć może się każdy. O polityce już niekoniecznie.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    5. @ Anty

      Nic dodać, nic ująć.


      @ Anonimowy

      I w związku z tym ja się rzadko o polityce wypowiadam. Znam swoje ograniczenia.

      Usuń
    6. O polityce również może każdy, czego żałosne skutki widać na blogach/forach prowadzonych przez nawiedzoną kołtunerię i jej fanów.
      Różnica polega na tym, że wypowiadający się o dupie rzadziej publikują moralitety oparte na spreparowanej na ich potrzeby propagandzie, sprawiające że ton patetyczny staje się "pathetic"
      Anty

      Usuń
    7. @Anty

      To, co powyżej wypisujecie to usprawiedliwianie lenistwa umysłowego, bo wszyscy dobrze wiemy, że o bieżących wydarzeniach może się wypowiadać każdy. Natomiast leniwi umysłowo lubią właśnie okołodupniki - bo nie trzeba tłumaczyć, sięgać do źródeł i analizować. Wystarczy pochylić się nad czterema literkami i już jest dyskusyjka.

      Usuń
    8. @ Anonimowiak

      Czy latasz po blogach traktujących o szydełkowaniu, gotowaniu, filmach czy choćby wreszcie o samym seksie, żeby wypominać autorowi oraz komentatorom, że nie zajmują się "NAPRAWDĘ WAŻNYMI SPRAWAMI"? Bo jeśli tak, to marnujesz czas bardziej niż ktoś, kto pochyla się nad owymi nieszczęsnymi "czterema literkami". Taki domorosły krytyk, który zamiast wszcząć u siebie dyskusję na jakiś ważki temat lub pójść do bloga stricte politycznego trolluje po cudzych stronach, udając lepszego, mądrzejszego, rozważniejszego.

      Usuń
    9. @Anonimowiak
      Treść znakomitej większości blogów "politycznych" (nazwę je grupą 1) jest pozbawionym głębszego przesłania międleniem wyplutych już przez media sensacji lub też narzędziem dowartościowania się własną rzekomą "wiedzą", stawiania się w roli kieszonkowych Katonów lub rezonerów (przykładów nie trzeba szukać daleko). Te domorosłe analizy pozorujące poważny wgląd w opisywaną tematykę służą utrzymywaniu jednomyślnych towarzystw wzajemnej adoracji lub też zaspokojeniu ambicji samozwańczych misjonarzy - i jako takie z reguły rażą swoim nadęciem, bufonadą i przekazywanymi tanimi "receptami" na naprawę świata. Polemika z czymś takim nie wymaga zbytniego wysiłku, nie mówiąc o gryzmoleniu tych wypocin.
      Osobną kategorię (grupa 2) stanowią blogi/fora prowadzone lub kupione przez konkretnych polityków, w takim przypadku ich oczywista rola polega na tworzeniu propagandowej wizji rzeczywistości, czasem z zastosowaniem zaawansowanych metod socjotechniki.
      Czy warto się tym zajmować?
      Z punktu widzenia osoby rzeczywiście zainteresowanej polityką lub ciekawego świata socjologa-amatora raczej tak, jeśli chodzi o grupę 2.
      Jeśli kogoś polityczne potyczki nie za bardzo interesują, grupa 2 go nie wciągnie, a papkę w stylu pisaniny w grupie 1 może sobie spokojnie odpuścić. Wnioski z dyskusji dotyczących spraw obyczajowych/ hobby będą dla niej/niego o wiele ciekawsze, a przy okazji odniesie korzyść z uniknięcia wątpliwej przyjemności poznawania oszołomów.
      Anty

      Usuń
    10. @Kira

      Nie latam, bo ludzie piszący o filmach czy muzyce CZYMŚ się interesują. A, o ile pamiętam, swego czasu zajmowałaś się plotkowaniem na swoim blogasku i sama ostro jechałaś po blogerach zajmujących się polityką czy POWAŻNYMI problemami społecznymi. Za to nie podoba ci się, gdy ktoś ci się zrewanżuje i przypomni, że sama zajmujesz się najczęściej ludzką pupą, co - powiedzmy szczerze - nie świadczy najlepiej o twojej ambicji. Dajesz nieustanny dowód swojej przerażającej hipokryzji - ty możesz plotkować o innych, którzy (według ciebie) poruszają zbyt ciężkie tematy. Ale, jak ktoś ci wypomni, że zajmujesz się głupotkami, to od razu odsyłasz go, by "wszczynał dyskusję na jakiś ważki temat" l;) Doprawdy... mówi się że "kobieta zmienną jest", ale ty to już chyba szczególnie ;)

      Usuń
    11. @Anty

      Ludzie poruszający takie tematy, przynajmniej czymś się interesują. Gdyby nie było takich blogów (abstrahując od ich jakości), to ludziska już w ogóle przestaliby myśleć i dociekać. Szukać innych źródeł informacji. Gdyby nie istnienie takich blogów i takich blogerów zarówno media, jak i politycy, czuliby się kompletnie bezkarni. Bezkarni w swojej apoteozie zła i nieudolności. Sto razy lepsza jest młodzieńcza emfaza takich blogerów niż nudne wynurzenia o pupie Maryni, które niczego nie wnoszą, poza satysfakcją autora/autorki z dużej liczby komciuff.

      Usuń
    12. @ Anonimowiak

      Mogę o kimś plotkować, ale raczej nie zajmuję się jego dupą, chyba, że sam nią świeci (czyt. obnosi się, wpycha ją przed oczy, jest niedyskretny, etc). Osób czepiających się cudzego życia intymnego szukaj gdzie indziej. Mnie wśród takiego "towarzystwa" nie znajdziesz. Jeśli już piszę o seksie, to bardzo ogólnikowo.

      Każdy może pisać u siebie, co mu się żywnie podoba. Latanie po cudzych blogach i pouczanie ich autorów, o czym powinni pisać, nie licuje z dojrzałością, jaką powinien się wykazywać dorosły człowiek.

      Ale jak się okazuje, dorosłość nie zawsze idzie w parze z dojrzałością. Jeśli dla kogoś "duża liczba komciuff" wyznacza wartość blogera, to co można o takiej osobie powiedzieć?

      Nie nadymaj się tak, bo kiedyś pękniesz, Anonimek.

      Usuń
    13. @Anonimowiak
      No właśnie w tym rzecz, że nie sądzę, aby emfaza i zainteresowanie jakimś fragmentem rzeczywistości stanowiło wyznacznik czyjejkolwiek wartości - zwłaszcza, że wbrew temu co sugerujesz, trzeciorzędna pisanina o polityce jest dość łatwa i nie wymaga nawet specjalistycznej wiedzy/ za to stawia warunek opanowania umiejętności operowania modnymi sloganami i rozniecania emocji czytelników. Dziwnym trafem na blogach autentycznie profesjonalnych (dotyczących jakichś dziedzin nauki, techniki lub hobbystycznych) politycznych sporów brakuje - wcale nie dlatego, że autorzy ich nie tolerują.
      Przeceniasz również wartość blogów politycznych z grupy 1 i ich wpływ na ludzi. Niezależnie od natężenia emocjonalnego przekazu tekstów autorów tego typu, "ludziska" i tak zawsze wybiorą opcję światopoglądową, która im najbardziej odpowiada, co najwyżej mocniej okopując się na określonej pozycji.
      Ale żeby to dostrzec, trzeba czasem spojrzeć z boku na relację wizerunku powstałego w następstwie uporczywej autokreacji z rzeczywistą pozycją i znaczeniem danej osoby.
      Z faktu, że ktoś usiłuje postawić sobie pomnik, nie wynika jeszcze, że owa budowla nie została zrobiona z piasku;)
      Anty

      Usuń
    14. @Kira

      Na pewno nie można mówić o dojrzałości w przypadku osoby, która mówi/pisze na przykład: "ludzie to bydło" (czyli o ogóle ludzi, a nie jakiejś antypatycznej grupie).

      PS Skoro uważasz, że nie ma nic złego w plotkowaniu i linczowaniu (co robiłaś już na swoim blogu kilkakrotnie), to musisz się liczyć z tym, że ktoś ci kiedyś powie prawdę o tym, że jesteś na poziomie wiejskiej plotkary.

      Usuń
    15. @ Anonimowiak

      Nie odróżniasz plotkowania notorycznego od sporadycznego? Cóż, w sumie mogłam się tego spodziewać, skoro nie ma dla Ciebie różnicy pomiędzy węszeniem wokół czyjegoś tyłka a pisaniem o seksie ogólnie. Jesteś nie tylko mendą nudną i męczącą, ale i wyjątkowo tępą. Może dlatego nie masz absolutnie NIC do powiedzenia.

      Usuń
    16. @ Anty

      Przeoczyłam perełkę: "[...] warunek opanowania umiejętności operowania modnymi sloganami [...]"

      Poczwórny dopełniacz plus narzędnik - cóż za połączenie! :)

      Usuń
    17. @ Kira
      Oczywiście nikt nie ma obowiązku pasjonować się polityką. Może Cie ona zniesmaczać, możesz się nią nie interesować. Takie twoje zbójnickie prawo. Ale zdecydowanie wyżej cenie sobie pisanie o niej, nawet z usterkami warsztatowymi, niż zdystansowane do polityki pseudo estetyzujące i pseudo intelektualne kurewstwo.

      Usuń
  25. Światopoglądu, zgodnie z którym obmawianie i obrażanie kogoś, kto jest w danym miejscu pozbawiony prawa do obrony/ repliki, miałoby się mieścić w kategorii zachowań honorowych, nie zamierzam komentować.
    Bo raczej nie ma czego...
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Miałbyś rację, gdyby taka osoba była kimś równym w naszych oczach. GDYBY...

      Usuń
    2. W moich oczach równość nie ma tu nic do rzeczy.
      Sorry...
      Anty

      Usuń
  26. @ Kira
    Pogląd jakoby o wyrzuconej skądś dyscyplinarnie hołocie nie można było powiedzieć kilku słów prawdy, jest jeszcze głupszy od bredni na temat narkotyków czy podatków. Swego czasu przesłałem Tobie linki do tych wypocin, które profesjonaliści z owych dziedzin bez pardonu wyśmiali i doszczętnie skompromitowali.
    A Prawo Kiry reguluje tę kwestię w sposób zrozumiały dla każdego inteligentnego człowieka. Więc będąc Twoim gościem, po prostu się do niego stosuję. Olewając żałosne urojenia, usiłujące z Prawem Kiry polemizować.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  27. "Propos podatków. Swego czasu zaprezentowałem na blogu Dibeliusa kilka prostych sposobów na unikanie rozmaitych podatków"

    I podałeś jeden ze sposobów na uniknięcie Vat-u, a Dibelius skorygował twój błąd, bo w istocie byl to sposób na uniknięcie Cit-u. Różnica jest zasadnicza.

    Terrence Patrick Bean

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic podobnego. Nigdzie nie napisałem że jest to sposób na unikniecie VAT.
      Zdanie o sposobach podtrzymuję. Nigdzie nie jest napisane że jedna osoba musi posiadać tylko jedną firmę, dlatego są stosowane dość powszechnie przez małe przedsiębiorstwa.
      Fakt że Dibelius nie słyszał o kaucjach i karach nie jest tu żadnym argumentem.
      Proponuję czytać komentarze ze zrozumieniem.
      Anty

      Usuń
    2. @ TPB
      Przytoczyłem tę "polemikę" w której wbrew kolejnemu kłamstwu, z którym mamy do czynienia, WSZYSCY bez wyjątku komentatorzy tych wypocin zdyskredytowali brednie o rzekomej możliwości nawet całkowitego uniknięcia płacenia VAT. Więc zdajmy się na opinię dyplomowanego księgowego z długoletnią praktyką i olejmy te tyleż aroganckie co kompletnie ignoranckie brednie. Strach pomyśleć z czego wyssane. bo raczej nie z palca. I zostawmy je audytorium nie odróżniającemu VAT od CIT, czyli choćby wspomnianej kretynce Ani
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @TPB
      Wbrew powyższym łgarstwom (w żadnej z polemik nie twierdziłem że ceny transakcyjne są sposobem na unikanie VAT)i głupotom, dalej nikt nie zdyskredytował opisanych przeze mnie faktycznych możliwości unikania VAT, chyba że za takie podważenie uzna się tyleż głośne, co próżne wrzaski o "bredniach"...
      Oczywiście większe firmy w większość z nich się nie bawią, licząc raczej na zwroty (to ten słynny "sprawdzający się mechanizm"), które potem zostaną ewentualnie przeksięgowane.
      Anty

      Usuń
    4. Nie wiem czy warto się aż tak gorączkować. Przejrzałem tamtą dyskusję, której obszerne fragmenty poniżej zacytowano. Cała rozmowa dotyczyła unikania płacenia Vat-u. O Cit nie było w niej słowa. A ty przytoczyłeś wspomniane ceny transakcyjne jako składnik katalogu narzędzi służących do unikania Vat-u. Na co zwrócił uwagę Dibelius. Co tu jeszcze wyjaśniać? Nie prościej byłoby powiedzieć - sorry pomyliłem się - i zakończyć sprawę? Wyglądałoby to dużo lepiej niż te próby przeforsowania swojej racji wbrew faktom.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    5. Ponownie: nie przytaczałem tych cen jako składnika jakiegoś "katalogu". Nigdzie w moich wypowiedziach nie ma na ten temat ani słowa.
      Sprostowałem taki zarzut już w tamtej dyskusji, ale mój komentarz został wtedy skasowany.
      Byłoby lepiej nie przeinaczać faktów, zanim zacznie się cokolwiek cytować.
      Anty

      Usuń
    6. @ TPB
      Ty przeczytałeś cała dyskusję, więc opinię o tej sprzedawanej Tobie ciemnocie wyrobiłeś sobie na podstawie faktów. Zatem nie dziw się, że ten wciskany Tobie kit opiera się co najwyżej na "fakach". Oraz obrażających Twoją inteligencję wierze i nadziei, że nie zrozumiesz tego, co na blogu Dibeliusa przeczytałeś. Bo jesteś aż tak głupi, jak debilka, w obronie której ta zadyma została rozpętana.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. Jaka znaczna część dyskusji?
      W wątku dotyczącym Vat-u nie było żadnego kasowania komentarzy. Skasowane zostały jedynie twoje niedwuznaczne propozycje homoseksualne składane jednemu z komentatorów.
      Tylko to zostało skasowane i to jeszcze w innym wątku - o ile pamiętam.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    8. @Kira
      "Sprzedawanie ciemnoty" też. Zachowaj równowagę w stosowaniu "Prawa Kiry"
      @TPB
      Było i nie chodziło o "niedwuznaczne propozycje"/ a przynajmniej nie tylko/, które były tylko jajami z jednego z komentatorów (zresztą sprowokowanymi jego zachowaniem).
      Pokaż mi, w którym miejscu napisałem że z "cenami transakcyjnymi" chodziło o VAT.

      Anty

      Usuń
    9. @ TPB
      Przed chwilą Dibelius, nie mogąc zdzierżyć aż tak kurewskich oskarżeń pod swoim adresem, napisał na tym forum:
      "Nie zabieram głosu w sprawach alkowianych, natomiast odnośnie wspomnianej dyskusji z Antydogmatykiem na tematy podatkowe na moim blogu - nigdy nie usuwałem wypowiedzi merytorycznych, usuwałem wyłącznie komentarze agresywne lub o zabarwieniu homoseksualnym."
      Zatem wciskane tu wszystkim kurewskie kłamstwa zostały rozjechane walcem drogowym. Można żałoweć, że taki zasłużony koniec spotkał tylko te kłamstwa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. Jak na razie pojebanym kłamstwem jest wyłącznie twierdzenie jakobym utrzymywał, że ceny transakcyjne są narzędziem unikania VAT.
      Jako że nikt nie udowodnił, że kiedykolwiek napisałem coś takiego.
      Anty

      Usuń
    11. @Anty

      Pokaż mi, w którym miejscu napisałeś że z "cenami transakcyjnymi" chodziło o CIT?

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    12. @ TPB
      Na pewno jest pojebanym kłamstwem twierdzenie, jakoby Dibelius skasował jakikolwiek wpis merytoryczny w tej dyskusji o unikaniu płacenia podatków.
      Ale musisz się liczyć z tym, że po żałosnym końcu jednego kłamstwa, natychmiast będziesz miał do czynienia z nowym.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    13. TPB
      Napisałem wyraźnie że chodzi o "mechanizm unikania opodatkowania" nie pisząc nic o rodzaju podatku.
      Dalej czekam na wskazanie, gdzie w tamtym zdaniu była mowa o VAT.
      Anty

      Usuń
    14. @ Anty

      "Sprzedawana ciemnota" - rzeczownik z imiesłowem przymiotnikowym biernym.

      Zapewniam Cię, że się na Ciebie nie uwzięłam. :)


      @ Wszyscy

      Od dyskrecji do podatków; od tematu błahego jak kostka mydła do wypominania sobie jakichś dawnych bzdur; od przyjemnej pogawędki do agresywnej utarczki. Litości!!! Nie szkoda Wam czasu?

      Usuń
    15. @ Kira
      Co do tego, że pewna łachudra nie jest Tobie czy mnie równa, mamy zgodne poglądy. Więc nie ja zadymę rozpocząłem.
      I pozwolę sobie zauważyć, że te wspomniane przez Dibeliusa pedalskie zaczepki ( w świetle tej dyskusji w stu procentach udowodnione), za "żart" mogą uchodzić w ŚRODOWISKU ostatniego moralnego bydła. Normalni ludzie za takie "żarty" walą w mordę.

      Usuń
    16. @Kira
      Zaprawdę powiadam Ci, że daleko posunięta tolerancja dla imiesłowów może oznaczać równie dużą odporność na fetorek, jak na wiarygodność tzw. świadectw.
      Które swoją wzruszającą pompatycznością przebijają najlepsze skecze kabaretowe;)
      Anty

      Usuń
    17. @ Anty

      W sumie to tylko kwestia formy. Ale forma jest istotna...

      Usuń
    18. @Kira
      Zgadzam się. Zatem dajmy spokój cyrografom zaspokajającym największe apetyty trzech muszkieterów zakonserwowanej elitarności - Etos, Pornos i Patos zdążyły się już wytańczyć w równym rytmie wybijanym przez dostojne naczynia nocne, i tulą się do snu w wyściełanej atłasem piaskownicy.
      Dobrej nocki!
      Anty

      Usuń
    19. @ Kira
      Niejako w uzupełnieniu Twojego komentarza z 18 grudnia, traktującego o wiarygodności i szacunku, pozwolę sobie zauważyć że nieustannie podszczypywany tu Dibelius cieszy się moim wielkim szacunkiem. A zatem jego świadectwo jest dla mnie w 100% wiarygodne, a nie "pompatyczne" czy "kabaretowe". Mam nadzieję że Twoje i moje poglądy w tych dwóch kwestiach są co najmniej bardzo bliskie.

      Usuń
    20. @Anty

      Dalej czekam na wskazanie, gdzie w tamtym zdaniu była mowa o Cit.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    21. Stary Niedźwiedź

      To o czym jest mowa, wynika jasno z lektury tamtej dyskusji. Świadectwo Dibeliusa dostarczyło tylko dodatkowego dowodu na oczywista nieprawdę, jakoby były kasowane komentarze merytoryczne. Pewnie zawierające informację o cenach transakcyjnych jako sposobie na unikanie Cit-u. A tak wyszło, że Vat-u i masz ci babo placek.

      Gorsze od popełnienia błędu jest uporczywe w nim trwanie, albo co gorsza, wmawianie innym, że ów błąd, to nie błąd. Pamiętasz wygłoszoną swego czasu sentencję, że Grecja czy Czechy zaliczane są do grona krajów "bogatych"? Jestem pewien, że tę karkołomną tezę też za pomocą kłamstwa i manipulacji da się obronić.

      Usuń
    22. @ TPB
      Oczywiście że pamiętam te brednie. Oraz kuglarskie sztuczki z bzdurami wypisanymi na temat współczynnika Giniego, a potem tyleż desperacko co idiotycznie odkręcanymi. Bo współczynnik ten najpierw został użyty, a dopiero potem wyguglowany. Więc nastąpiła kolejna wtopa.
      Widzę tu pełną analogię do tłumaczeń Tuska. Gdyby okazało się że ten ostatni napaskudził w portki, wszyscy usłyszeliby, że to wina Kaczyńskiego,który się do nich zdradziecko zakradł i dokonał sabotażu. Tyle tylko że w odróżnieniu od Młodych Wydymanych z Wielgich Miastuf, tych ekonomicznych bredni i kłamstw nie poparł nikt. Ani wtedy u Dibeliusa, ani teraz u Kiry.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    23. @Anonimowy (TPB)?

      Nie muszę. Dalej nie pokazałeś że jest tam mowa o VAT, a cały cytat został już dokładnie przytoczony.
      Więc po co usiłujesz uporczywie wmawiać że biały sufit jest czarny? Masz do tego aż tak ambicjonalny stosunek?

      Zgodnie z wcześniejszą w tej "wymianie opinii" powyżej otrzymałem dawkę kolejnych kłamstw. Np nigdy nie twierdziłem, że Czechy czy Grecja są krajami bogatymi; chociaż standard życia w tych państwach jest wyższy niż w Polsce, więc w stosunku do Polski - są,

      Anty

      Usuń
    24. Korekta: w pierwszym zdaniu drugiego akapitu miało być "zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią".
      Anty

      Usuń
    25. Oczywista poprawka:
      "Kłamstwo pierwsze to wciskanie kitu, BO w dyskusji o Vat użyłeś "cen transakcyjnych" jako sposobu unikania Vat, co jasno wynika z oryginalnego tekstu."
      I dlatego Dibelius skorygował ten oczywisty dla wszystkich dyskutantów błąd

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    26. @ TPB
      Przypomnij sobie rozmowę pułkownika Oskierki z panem Zagłobą na temat Rocha Kowalskiego.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    27. @ TPB
      P.S.
      Oczywiście mam na myśli tę rozmowę o perswadowaniu.

      Usuń
  28. @ Kira
    Prawdziwy przebieg dyskusji o podatkach na blogu Dibeliusa, a nie taki jak go przedstawiono w zakłamanym do imentu w komentarzu z 18.12.2014, 01:10, był następujący:
    Zaczęło się od idiotyzmu:

    "Bez oszustw, powiadasz. Hmm. Narzędzia do unikania VAT są tak rozbudowane, że... da się uniknąć VAT."

    Na pytanie Opprerssora o te narządzia unikania płacenia VAT, pojawiło się:

    "Sprzedaż usług na rzecz firm zagranicznych, najem lokalu w ramach firmy, odpowiednio sprofilowane kary umowne/odszkodowania, czy odsetki za nieterminowe płatności, niektóre kaucje pobierane od klientów..."

    Wtedy Dibelius nie wytrzymał i odpowiedział:

    "Kto w poprzednim roku przekroczy sprzedaż 150.000 zł traci zwolnienie VAT, dlatego funkcjonowanie bez VAT jest możliwe tylko dla miniaturowych firm.
    Sprzedaż usług za granicę jest odpowiednikiem eksportu, trudno, żeby jeszcze eksport karać opodatkowaniem. Opodatkowanie sprzedaży do krajów UE byłoby możliwe po wprowadzeniu jednolitego, unijnego VAT ale na to się na razie nie zanosi. Kaucje i kary nie są opodatkowane i bardzo dobrze, nie słyszałem, aby były wykorzystywane jako mechanizm do unikania VAT."


    a zakończył:

    "Jeśli większość krajów przechodzi na VAT i dostarcza on większość wpływów podatkowych, to dlatego, że się sprawdził."

    Kolejne rozpaczliwe brednie brzmiały:

    "Doskonałym mechanizmem unikania opodatkowania są ceny transakcyjne, umożliwiające wykazywanie że jest się w Polsce nierentownym..."

    oraz

    "Gdybym nie zetknął się z polskim światkiem biznesu, rzeczywiście nie wiedziałbym jakie realia w nim panują i jaka jest dla wielu biznesmenów akceptowalna stawka podatku VAT. Wynosi ona 0%."

    Na co Dibelius odpowiedział:

    "Dyskusja toczyła się o VAT, natomiast kwestia cen transakcyjnych, w tym także wyceny usług odnosi się do CIT.
    Pozwolę sobie zakończyć udział w tym wątku."


    Definitywnie rozdeptując ten stek bredni niczym wesz. I dając ludziom inteligentniejszym od "Ani" do zrozumienia, że nie zamierza dłużej polemizować z aż takimi ignoranckimi bredniami. Ku informacji tych czytelników, którzy o tym nie wiedzą, powszechnie szanowany blogger Dibelius z zawodu jest dyplomowanym księgowym.
    Pozdrawiam serdecznie.


    OdpowiedzUsuń
  29. @Kira
    Komentarze powyżej są przezabawne. Wyrażony powyżej pogląd kategorycznie utrzymujący że sposobem unikania podatków nie mogą być ceny transakcyjne należy uznać za oderwane od rzeczywistości chujostwo. Oczywiście mechanizm dotyczy unikania CIT-u, czemu nigdy nie zaprzeczałem.
    Czyli podatku, którego nie płaci w Polsce ok. 40% podmiotów zobowiązanych do jego uiszczania, nie wykazując dochodów.

    Co się tyczy "bredni", moim sposobom dalej nikt nie zaprzeczył
    Natomiast wcześniej nie miałem okazji skomentować przywoływanego tu powyżej poglądu o treści:
    "Jeśli większość krajów przechodzi na VAT i dostarcza on większość wpływów podatkowych, to dlatego, że się sprawdził."
    Jest to przykład klasycznego ad numerum. VAT "sprawdza się" z punktu widzenia interesu niektórych grup o silnej pozycji przetargowej, przerzucającej podatek na konsumenta.

    Anty

    OdpowiedzUsuń
  30. Oczywiście wyssany z wiadomo jakiego miejsca pogląd jakoby ktoś tu polemizował z "Prawem Kiry" jest czystym kretynizmem, nie mającym oparcia w faktach.
    Jako że (nawet czyjeś prywatne) prawo to jedno, a moralność/ jej całkowity brak to drugie.
    Czego nie rozumieją, hmm, wiadomo...
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  31. @Anty...
    wyluzuj pls... ile można prostować od dawna wyprostowane /zresztą nigdy nie skrzywione/ gwoździe?... na czyim zdaniu Ci bardziej zależy?... na zdaniu ludzi na poziomie, czy na zdaniu /pozwolę sobie nie dokańczać, za duże ryzyko otarcia się o pogranicze "P.K."/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anty...
      jako bonus odprężający opowiem Ci historyjkę:
      ...
      kiedyś odwiedzałem /nieistniejące już zresztą/ forum, na którym desygnat A. tak znielubił desygnata B., że przywalił mu bana i mimo ostrej moderacji w tym przypadku pozwalał na lżące /w zamyśle/ go wypowiedzi... w tych wypowiedziach celował desygnat C., ale to jeszcze małe miki, bo próbował manipulować emocjami desygnata A., podkręcać jego niechęć do desygnata B. aby się przypochlebić desygnatowi A. /to przypochlebianie ma inną, brzydszą nazwę, ale dajmy temu spokój/... całe forum było mocno zniesmaczone, a najbardziej był zniesmaczony desygnat A., który w końcu zbanował desygnata C., a co więcej, pogodził się z desygnatem B. /jednocześnie odwołując bana/...
      puenta jest taka, że na forach ciekawe bywają różne wypowiedzi, ale czasem ciekawsza jest obserwacja tego, co się dzieje z ludźmi i pomiędzy nimi...

      Usuń
  32. anonim anonimowy18.12.2014, 20:34

    "ale czasem ciekawsza jest obserwacja"

    Trafiłeś w sedno.Wystarczy tutaj od czasu do czasu zaglądnąć.
    Jeżeli można .Jako aktywny komentator wiesz może o czym tu tak zażarcie"dyskutujecie"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niech będzie, że właśnie aktywny... dokładnie nie wiem, bo nie wszystkie wątki i nie wszystkie wypowiedzi czytałem /niektórych nawet nie próbuję/... na mój gust zaczęło się od tego, czy to be czy cacy gadać o bzykaniu, a jeśli tak lub nie, to pod jakimi warunkami... a potem... potem poszło jak zwykle... czyli o wszystkim, co tylko da radę /czytaj: na co Kira pozwoli/... rotfl...

      Usuń
  33. @Kira...
    "Anonim Anonimowy" zachęcił mnie /rzecz jasna niechcący/, by rzucić okiem na pewien wątek i powiem Ci tak:
    w cywilizowanych krajach prywatne ZOO podlegają kontrolom państwowych służb /lub prywatnych ekip mających poparcie prawa dla swojej działalności/, co oznacza, że mają one prawo wjazdu na taką posiadłość... natomiast celem takiej kontroli jest nie tylko bezpieczeństwo zewnętrzne /czyli "szczelność" zamknięcia/, lecz także /a być może nawet przede wszystkim/ warunki, w jakich zwierzęta przebywają...
    /inna sprawa to już kwestia realizacji, bo korupcja zdarza się w każdej formacji policyjnej i parapolicyjnej/...
    natomiast zwierzę Ci się prywatnie z pewnej rzeczy... otóż odczuwam jednoznacznie negatywne emocje /precyzowanie ich już sobie daruję/ do różnych ćwoków tak realu, jak i wirtualu, dla których istotne jest tylko, czy zwierzak jest dobrze zamknięty, mają zaś wyrąbane na warunki w jakich ten zwierzak przebywa...
    /w sumie, to nie wiem, czy musiałem Ci o tym pisać, bo o tym świetnie wiesz/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kira /p.s./...
      kojarzysz Rescue Ink?... to taka ekipa dopakowanych, mocno wytatuowanych w stylu "gangsta" motocyklistów... już sam ich widok może skutecznie nauczyć rozumu ścierę, która nie dba o zwierzaka /czy to jest rancho, czy mieszkanie w bloku, nie ma to żadnego znaczenia/... rzecz jasna działają na legalu, mają różne uprawnienia ściśle ustalone... a co do ew. korupcji to raczej mocno wątpię, czy poszliby na łapówkę od jakiegoś dzianego szmaciarza, który trzyma zwierzaki w ciasnych klatkach na swojej posiadłości...

      Usuń
    2. Jak ktoś trzyma niebezpieczne dla ludzi zwierzęta, najważniejsze jest to, czy są one dobrze izolowane i nie stwarzają zagrożenia dla ludzi i innych zwierząt. To, czy mają dobre czy złe warunki jest tutaj rzeczą drugorzędna z punktu widzenia potencjalnych poszkodowanych. Możesz oczywiście trząść się z oburzenia, że jadowity wąż ma złe warunki, ale to problem właściciela i służb, które mu na taka hodowlę zezwoliły. Dla mnie ważniejsze jest to, żeby takie bydlę się nie wydostało i nie zrobiło krzywdy jakiemuś dziecku na przykład. Właściwie to guzik mnie obchodzi w jakich warunkach jakiś ekscentryczny pasjonat trzyma jadowite węże, pająki czy inne gadziny. Powiem więcej. Od kontroli tego są służby czy instytucje do tego powołane.Mnie obchodzi tylko bezpieczeństwo osób postronnych, które nie muszą podzielać chorej fascynacji takimi okazami, a raczej zachowują do nich zdrowy dystans.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    3. @TPB...
      dla mnie obie sprawy są ważne i zaburzam się dopiero wtedy, gdy jedna jest priorytetem, zaś druga olewana... żeby nie było, to u mnie to działa w obie strony... przyznaję, że z moich wcześniejszych wypowiedzi nie musi to wynikać, bo skupiłem się w nich tylko na jednym rodzaju zachwianiu równowagi /niestety częstszym/... a mnie pozostaje jedynie ta odrobina optymizmu, że choć losy jakiegoś /pozornie/ nieistotnego zwierzaczka masz centralnie gdzieś, to jednak nie negujesz potrzeby istnienia służb, które by się o niego zatroszczyły...

      Usuń
    4. @ PKanalia

      Za złe traktowanie zwierząt należy się surowa kara, tak więc nie powiem, żebym była przeciwko niespodziewanym kontrolom w przypadku trzymania jakichś egzotycznych okazów. Aczkolwiek zwykłe psy i koty też bywają przetrzymywane w fatalnych warunkach.

      O Rescue Ink nie słyszałam, zdarzyło mi się jednak oglądać "Policję dla zwierząt w..." (zajmującą się raczej zwierzętami domowymi).

      Usuń
  34. @ Kira
    Poglądy na temat moralności, w "cudowny" sposób pogodzone z akceptacją aborcji na życzenie i domaganiem się legalizacji sprzedaży narkotyków, są równie wiarygodne, jak potępienie antysemityzmu przez esesmana obsługującego komory gazowe.
    I dlatego w zupełności wystarczy mi Twoja opinia, iż prawa honorowe nie dotyczą hołoty, która swoimi parszywymi uczynkami sama się ich pozbawiła. W pełni ją podzielam. Bo trzymając się lansowanego tu kurewstwa, nie byłoby wolno napisać na blogu złego słowa choćby o odsiadującym wyrok bandycie pokroju Trynkiewicza. Bo on też nie mógłby się na takim blogu bronić.
    Pozdrawiam serdecznie.
    OdpowiedzUsuń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Nie sądzę, by komukolwiek z nas zależało na wiarygodności w oczach ludzi, których nie szanujemy. I niech tak zostanie.

      Usuń
  35. Nie zabieram głosu w sprawach alkowianych, natomiast odnośnie wspomnianej dyskusji z Antydogmatykiem na tematy podatkowe na moim blogu - nigdy nie usuwałem wypowiedzi merytorycznych, usuwałem wyłącznie komentarze agresywne lub o zabarwieniu homoseksualnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dibi...
      gdybym nie wiedział, że masz nosa do pedałów i zdemaskujesz nawet królową pszczół w Afryce, jej bluźniercze, zboczone zachowania, to bym zapytał "co to są komentarze o zabarwieniu homoseksualnym?"... ale ponieważ wiem, że KAŻDY komentarz możesz za takowy uznać, więc nie zapytam...

      @Kira /Arbitra/...
      spoko i luz, zero zbędnego napięcia... my NAPRAWDĘ z Dibim tak sobie tylko świrkujemy...

      Usuń
    2. @ PKanalia

      Ty może tak, ale już komentarz Anty przekroczył pewną granicę. Niestety, jestem zobowiązana do diabolicznej dokładności w przestrzeganiu własnych zasad.

      Usuń
    3. Czcigodny Dibeliusie
      Dziękuję za to świadectwo prawdy. Ostatecznie demaskujące krążące tu bezczelne kłamstwa na temat przebiegu "podatkowej" dyskusji na Twoim blogu. I nie mogę nie dodać, że zrozumienie całości Twojego zwartego i klarownego komentarza nie przedstawia żadnych problemów.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @Peter,
      Twoje komentarze są często żartobliwe - np. bon mot o "socjalizmie obyczajowym", ale nieraz zechcesz powiedzieć coś głęboko mądrego...

      Usuń
  36. @Piotr
    W ZSRR wychodziła kiedyś pewna gazeta o tytule "Prawda". Na szczęście wielu tamtejszych czytelników dobrze znało dowcip o żołnierzu, który zauważył pewne słowo na płocie i wolało nie dotykać...
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  37. W ZSRR wychodziła kiedyś pewna gazeta o tytule "Prawda". Na szczęście wielu tamtejszych czytelników dobrze znało dowcip o złodziejaszku, który jak coś ukradł, najgłośniej krzyczał "łapać złodzieja!"

    Terrence Patrick Bean

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację. Najwięcej mówią o złodziejach ci, co lubią kraść.
      Anty

      Usuń
    2. W pełni się z tobą zgadzam. Ten kto nakłamał najgłośniej protestuje przeciw twierdzeniom, że jego slowa były fałszywe.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    3. @ TPB
      Nie przypuszczałem, że uda się Tobie wydobyć to co przeczytaliśmy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Kiedyś je­den ze zna­jomych Mar­ka Twaina za­nudzał go opo­wieściami o swo­jej bezsenności.
      - Czy pan ro­zumie? Nic mi nie po­maga, ab­so­lut­nie nic.
      - A nie próbo­wał pan roz­ma­wiać sam ze sobą? - za­pytał Twain.
      Anty

      Usuń
  38. Czysta strata czasu na te jalowe spory

    Edward

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...