31.12.2014

Sylwester


Nie lubię składać przysiąg, obietnic, deklaracji ani postanowień. Nie zamierzam się do niczego zobowiązywać ani roztaczać przed sobą czy przed innymi wizji zmian na lepsze. Poza tym całe to odcinanie się od przeszłości i zaczynanie „wszystkiego na nowo”, oczywiście nie od zaraz, tylko zawsze „od jutra” (w tym wypadku „od Nowego Roku”), mocno mnie irytuje. Zaklinamy rzeczywistość wielkimi słowami, zamiast cicho i skutecznie działać.




Oczywiście mam swoje plany i marzenia. Ale znam już siebie na tyle dobrze, że wolę o niczym nikogo nie zapewniać. Nie warto rzucać słów na wiatr. Co będzie, to będzie. :)

Spędźmy te ostatnie chwile w roku tak, jak mamy na to ochotę. Jeśli ktoś chce iść na imprezę – niech idzie. Jeśli ma ochotę zostać w domu – niech zostanie. W pulsującym w rytm świateł tłumie, na kameralnym przyjęciu, w dwuosobowym gronie czy nawet solo – ważne, byśmy spędzili ten czas tak, jak nam się podoba. :)

A jeśli jednak nie uda Wam się spędzić tej nocy tak, jak byście sobie tego życzyli, to pocieszcie się myślą, iż z pewnością Wasz Sylwester będzie ciekawszy niż


104 komentarze:

  1. Czcigodna Kiro
    Rok 2014 właśnie się kończy,więc należy złożyć życzenia odnośnie nadchodzącego. A więc dużo zdrowia, którego przecież nigdy za wiele. Dalszego pomyślnego budowania więzi uczuciowych z osobami, na których Tobie zależy.I znajdowania czasu na autorefleksję i chwilę zadumy nad tym co ponadczasowe.
    A bilansując mijający rok, nie sposób pominąć sukcesu jaki odniosłaś reorganizując zasady funkcjonowania swojego blogu. Do niedawna była to, jak sama kiedyś napisałaś, łąka obfitująca zarówno w kwiatki, jak i kupy. Miałaś wystarczająco dużo woli, aby ten stan zmienić.
    Pamiętam świetnie dyskusję pod wpisem tymczasowym, zapowiadającym wprowadzenie Prawa Kiry i publikującym jego treść. Takiego tsunami histerii, hipokryzji, podłości i skrajnego moralnego kurewstwa wcześniej ani później w blogosferze nie widziałem. Forum komentatorskie pękało od idiotyzmów, obliczonych na Twoją łatwowierność. Bo dasz sobie wmówić że nie potrafisz zapanować nad forum, że nie wolno Tobie tego robić, że dałaś sie opętać, że pożałujesz tej decyzji etc. Pozwoliłem sobie wymienić najłagodniejsze z mających Ciebie zastraszyć bzdur i kłamstw.
    Swego czasu Mleczko narysował zajączka, siedzącego u wróżki z przerażoną miną. Bowiem ona, spoglądając w szklaną kulę, powiedziała "widzę pasztet". I właśnie ta wizja metaforyczego paszetu była jedynym powodem, dla którego z taką "głęboko trosko" (jak mawiały stare komuchy) byłas odwodzona od zamiaru oczyszczenia Twojego blogu.
    Operacja się w pełni Tobie udała, łąka jest utrzymywana w należytej czystości a sporadyczne sprzątanie odbywa się szybko i sprawnie. Więc sama widzisz, ile było w tej chamskiej propagandzie dobrej wiary i elementarnej przyzwoitości. Mniej niż zero.
    Więc mam czego Tobie gratulować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, szanowny Niedźwiedziu. Oby i dla Ciebie rok 2015 był łaskawy.

      Wprowadziłam tak rygorystyczne ograniczenia w blogu wyłącznie dla własnej wygody. Nie jest idealnie, ale zdecydowanie lepiej niż dawniej. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że "Prawo Kiry" dopiero wtedy będzie prawidłowo funkcjonować, kiedy ludzie będą chcieli dostosować się do jego ducha, a nie tylko litery.

      Usuń
    2. @ Kira
      Z mojego komentatorskiego punktu widzenia najistotniejsze jest, że to po prostu działa należycie. A chamskie zaczepki pojawiają się sporadycznie i są sprawnie usuwane.
      Moim zdaniem nie każdy posiadacz numeru PESEL zasługuje na miano człowieka. I dlatego prawo stanowione jest niezbędne.

      Usuń
  2. w temacie postanowień, jako takich, funkcjonują dwie szkoły...
    pierwsza, to nikogo nie informować o powzięciu takowego... w sumie bardzo logiczne, bo co kogo obchodzi, co sobie ktoś inny postanowi?... zwłaszcza, że zbytnie zainteresowanie cudzymi sprawami to dość częsta choroba...
    druga, zalecana słabszym osobowościom, to ogłosić takowe, wtedy ma się pewną "podpórkę" w otoczeniu, które nie omieszka takiego delikwenta "przypilnować"...
    podobno ta druga jest skuteczniejsza, ale tego rozstrzygać nie będę... za to przypomina mi się historyjka o kolesiu, który rzucał palenie... dopóki nikomu o tym nie wspomniał, szło mu znakomicie... ale w pewnym momencie miał drobny kryzys, więc dla "wzmocnienia" ogłosił to postanowienie wśród znajomych... i to był początek końca... gość zamiast skupić się na owym niepaleniu zaczął wynajdywać różne patenty na to, aby nikt go nie przyuważył, gdy mimo postanowienia czasem sobie zapali... tym samym idea wysterowała mu się w jakimś dziwnym kierunku i całe przedsięwzięcie szlag trafił :)...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać z postu, jest również trzecia szkoła: nic nie postanawiać. Bo czym niby różni 1 stycznia od np. 14 kwietnia? Nie zaprzeczam, że filozofia "que sera, sera" bardzo mi na początku Nowego Roku odpowiada.

      A co do życzeń noworocznych... Chciałbym wszystkim pozostającym w kraju rodakom życzyć zmiany (poszerzenia) perspektywy. Najlepiej gdyby to był wyjazd (byle nie all-inclusive ;)), ale wyrzucenie telewizora przez okno też może dać ten efekt.

      Pozdrawiam, Kamil

      Usuń
    2. Kamilu, czyżbyś uważał, że wszyscy pozostający w kraju mają wąskie perspektywy a wszyscy emigranci szeroki ? No , przyznam, że od razu przyszło mi na myśl paru znanych mi emigrantów i wprawiło mnie to w niepohamowaną wesołość . Bardzo to protekcjonalnie "zabrzmiało" , ale cóż.... :)). Szczęśliwego Nowego Roku - wszystkim, niezależnie od posiadanych perspektyw, niezależnie od mniemania o tych perspektywach

      Usuń
    3. Po prostu chciałem powiedzieć, że podróże kształcą. Siedzenie w jednym miejscu (dosłownie i w przenośni), czy to w kraju, czy to na emigracji, wzmacnia tendencje do budowania fałszywych stereotypów, Na przykład takich, że każdy Polak źle innym życzy i wszystko ma drugie dno... :D

      Dlatego Twoja interpretacja jest doskonałym potwierdzeniem, że moje życzenia wielu osobom wyszłyby na dobre. Ale nie są przymusowe. ;)

      Pozdrawiam i odwzajemniam Życzenia,
      Kamil

      Usuń
    4. Kamilu - nie musisz silić się na złośliwość, bowiem chyba przeoczyłeś ten fakt, że naprawdę spora grupa Twoich rodaków podróżuje. Niektórzy nawet zdecydowanie więcej i częściej niż wielu, bardzo wielu emigrantów. To uwaga ad rem. Może troszkę ad personam, ale tą personą nie jesteś Ty Mam bowiem cały czas przed oczyma konkretne osoby, które z racji swej emigracji a całkowicie bez pokrycia w rzeczywistości uważały się za guru w sprawach wszelkich, plotąc jednocześnie bzdury na każdy dowolny temat. Dziwnym trafem takiej postawy nie mają moi znajomi emigranci, wykonujący trochę bardziej skomplikowane czynności. Ci jakoś potrafią traktować nas, tych "biedniutkich , nie przedsiębiorczych nieudaczników, którzy pozostali w kraju" (cytat z emigranta malarza pokojowego- kariera, jak się patrzy...) jak partnerów. W jaki nurt się kto chce wpisać- cóż, przymusu nie ma.

      Usuń
    5. Jako PS pozwolę sobie zaś zacytować - "prowincja to stan umysłu" . Z całą pewnością nie szerokość , nie długość geograficzna są główną determinantą szeroko pojętego perspektywicznego patrzenia na świat. Szczególnie w dobie swobodnego przepływu informacji, co nie kończy się na oglądaniu telewizji czy programów związanych z rządzącymi.

      Usuń
    6. @ An-Ka

      To powiedzonko jest genialne. Debilowi podróże nie pomogą, mądremu człowiekowi życie w jednym miejscu nie zaszkodzi.

      Czy warto podróżować? Owszem, jeśli ktoś znajduje w tym przyjemność.

      Usuń
    7. Trochę złośliwie powiem, że ktoś , kto chce walczyć ze stereotypami powinien się bardzo dobrze zastanowić, zanim powie, napisze "wszyscy pozostający w kraju rodacy" :)) - jako, że to grupa mocno, bardzo mocno niejednorodna .Pod absolutnie każdym względem.

      Usuń
    8. @Kamil P...
      witaj i wszystkiego dobrego w Nowym Roku...
      moje rozważania abstrahowały od pytania "czy postanawiać?", bo w rzeczy samej trzecia droga /"nie postanawiać"/ wydaje mi się najlepsza... nie oznacza to bynajmniej, by nie próbować nic zmieniać... tu chodzi raczej o odrzucenie tego całego zbędnego i śmiesznego ceremoniału "aktu postanawiania"... po prostu, jeśli chcę coś robić /lub zaprzestać/, to prostu robię /zaprzestaję/ i nie bawię się w zbędną werbalizację, nawet przed i ze sobą samym...

      Usuń
    9. @Kamil P /c.d./...
      rzecz jasna Twoje słowa o wyjazdach zrozumiałem zgodnie z ich znaczeniem i intencją, jako neutralną informację o istnieniu rozwijających zalet podróży... choć tu dostrzegam wyjątki, bo pewne ich formy /np. wspomniane przez Ciebie wycieczki w pakiecie "all inclusive"/ uważam za mocno ogłupiające i takich nie praktykuję...

      Usuń
    10. @ PKanalia

      "tu chodzi raczej o odrzucenie tego całego zbędnego i śmiesznego ceremoniału "aktu postanawiania""

      Całkowicie się z Tobą zgadzam.

      Usuń
    11. Tiaaaa...... Internet to jednak jest źródło nieustającej radości ! :)). I kopalnia wiedzy,. Bez niego zapewne mało kto domyśliłby się, że podróże mają rozwijające zalety.... Patrzcie ludzie- no, no, no....kto by to pomyślał......

      Usuń
  3. A tak poważnie - czasem może warto wziąć na klatę, zastanowić się i powiedzieć "no, może niefortunnie tu ująłem/ujęłam , moje intencje były inne" zamiast imputować rozmówcy, że to właśnie on ma ciasne perspektywy. To do Kamila, z nadzieją, że nie odpowie zbędną złośliwością (bynajmniej nie dlatego , ze się jej boję, jednak wolę o ludziach myśleć dobrze i mieć ku temu powody). A do pkanalii - z ciekawości - praktykujesz jakieś inne podróże ? A skoro nie praktykujesz tych ogłupiających to skąd wiesz, że ogłupiają ? Domyślasz się ? Bo ja akurat ( bynajmniej nie dlatego, że preferuję - bo nie preferuję- tę formę) uważam, że wszystko co robimy , sami wypełniamy treścią. Jak słusznie napisała Kira- debilowi nic nie pomoże, mądremu nic nie zaszkodzi. Pozdrawiam obu Panów noworocznie, również nie robiąc żadnych postanawiań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Nie napisałam, że "nic", tylko że podróże/brak podróży. Bo jednak pewne rzeczy są szkodliwe.

      Jeśli wymiana zdań pomiędzy komentatorami przejdzie z nieprzyjemną utarczkę, uruchomię "kasownik". ;)

      Usuń
    2. @Kira...
      luz... na zadane pytania odpowiem, gdyż optymistycznie zakładam, że ich intencją jest zwykła ciekawość, chęć dowiedzenia się czegoś... jakby nie było, jest uczciwsza metoda zbierania informacji o kimś, niż np. opieranie się na cudzych fantazjach...
      zaś o utarczce mowy nie ma, bo pomijając moje wspomniane optymistyczne założenie, świetnie też wiadomo, że jestem jedną z ostatnich osób, które jest skłonna takowe tu inicjować...

      Usuń
    3. @An-Ka...
      najpierw moje wstępne pytanie... czy stwierdzenie, że czegoś nie praktykuję oznacza, że nigdy i wcale tego nie doświadczyłem?...
      czyli pierwszą część mojej odpowiedzi już masz... druga zaś jest taka, że oprócz pewnych własnych doświadczeń ma u mnie miejsce obserwacja innych ludzi i dostrzeżenie pewnych korelacji pomiędzy ich poziomem umysłowym i preferowanym modelem podróżowania... powtarzam, tylko korelacji, zależności statystycznej, więc z mojej wypowiedzi wcale NIE wynika, że każdy, kto preferuje model "all inclusive" jest idiotą...
      ...
      rzeczywiście człowiek na poziomie potrafi twórczo spędzić czas prawie w każdych warunkach, natomiast nie zmienia to faktu, że jedne warunki bardziej temu sprzyjają, inne nie... patrząc z tego punktu widzenia omawiana opcja "all inclusive" jest dla mnie najmniej atrakcyjna, najbardziej ograniczająca...
      ...
      pozdrawiam, Happy New Year i takie tam inne :)...

      Usuń
    4. @An-Ka

      trochę mi głupio tłumaczyć się z życzeń, które w założeniu miały być pozytywne. I trochę przykro, że na wejście uznałaś, że moją intencją było obrażenie kogoś, wykazanie swojej wyższości i... w sumie już nawet nie bardzo wiem, czego jeszcze. Nawet jeśli sformułowanie było nie do końca fortunne i jednoznaczne, to pozostaje pytanie, dlaczego z kilku możliwych interpretacji, wybrałaś tę gorszą?

      Ale ponieważ jest Nowy Rok i na semantyczną rozróbę są jeszcze 363 inne dni, więc niech już będzie, że to moja wina i powinienem był zostać przy standardowym "copy-paste i wzajemnie", zamiast silić się na oryginalność :D

      Pozdrawiam, Kamil

      Usuń
    5. @ An-Ka
      Ponieważ jest to szczęśliwie Twój wątek, mogę pogratulować wypunktowania przez Ciebie co większych idiotyzmów, wypowiedzianych pod adresem Polaków.
      I tak jak i Ty przypomnieć stwierdzenie Kiry:
      "Debilowi podróże nie pomogą, mądremu człowiekowi życie w jednym miejscu nie zaszkodzi."
      w nadziei, że sama siebie nie skasuje.
      Znany i ceniony pisarz Jerzy Szaniawski większość życia spędził w prowincjonalnym Zegrzynku nad Narwią. Ale o świecie i życiu wiedział nieporównywalnie więcej, niż prawie każdy globtrottel.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Kamilu - nie uznałam, że CHCESZ obrazić. Napisałam, jak to wygląda. co czyni spora różnicę, mam nadzieję. I mam nadzieję , że wyjaśniliśmy ten wątek:).
      P- kanalio - zapewne oboje się zgodzimy co do tego, że najbardziej w sensie "odkrywania świata" jest wędrowanie samodzielne i tego nie ma co wyjaśniać. Jednak z pewnością nie zgodzę się, że opcja all inclusive ( rozumiem,że nie tyle o all inclusive co bardziej o turystykę zorganizowaną chodzi ?) świadczy negatywnie o czyimkolwiek intelekcie. To opcja doskonała dla ludzi starszych, ludzi mniej odważnych, ludzi niekoniecznie cieszących się doskonałym zdrowiem, też dla ludzi nieznających dobrze języka, w końcu - dla ludzi po prostu wygodnych. Twierdzenie, że to ich mierny intelekt każe im (nawet jeżeli jest to "tylko" statystyczne uogólnienie) wybrać tę opcję i vice versa- rezygnacja z tej opcji jest dowodem szczytów intelektualnych jest chyba sporym nadużyciem. A sporą nietolerancją na pewno.

      Usuń
    7. @An-Ka

      w kwestii all-inclusive - osobiście uważam tę formę za najbardziej ograniczającą walory poznawcze podróżowania. To trochę tak jakby wyjechać do Japonii i stołować się w McDonald's, ciesząc się, że mają tam menu z ryżem. I miałem na myśli wyłącznie all-inclusive, które w założeniu trzyma człowieka przywiązanego do barowego stołka na hotelowym basenie. Inne formy wyjazdów zorganizowanych wcale nie muszą być takie złe.

      Co oczywiście nie znaczy, że osoby optujące za tą czy inną formą spędzania wakacji można nazwać hurtowo idiotami. Ale przecież nikt tego w komentarzach powyżej nie zrobił...

      Usuń
    8. @Kamil - no, dosłownie nie... Mocno ogłupiające zaledwie... Owszem - ta forma jest ograniczająca, jak napisałam wyżej. Czy ogłupiająca ? Cóż, nie sądzę. Głupi bowiem będzie się trzymał barowego stołka i nosa nie wychyli poza teren hotelowy, mądry zaś skorzysta z wszelkich profitów, jakie ta forma dostarcza i wyjdzie skosztować miejscowego życia. A tak poza tym - z reguły akurat all inclusive nie łączy się z podróżowaniem jako takim, bo trudno nazwać podróżowaniem przelot do określonego miejsca po to, by się uwalić na kolejnej plaży. Napisałam też wyżej, że sami wypełniamy formę określona treścią. Rozmawiałam niedawno z młodym człowiekiem, który (w grupie kilku osób ) zorganizował sobie dwutygodniową wyprawę do pewnego kraju. Jedyne , co potrafił o tym kraju opowiedzieć, to tyle, że wielka dżungla, upał i dobre piwo. Z tego samego kraju wróciła (ze zorganizowanej wycieczki, z all inclusive w hotelu , a jakże ) mniej więcej w tym samym czasie , moja koleżanka. Tryskała entuzjazmem i masą ciekawostek, interesujących spostrzeżeń itd. Młody człowiek ( a znam go od dawna, bo to mój sąsiad) wyjechał głupi i wrócił głupi. Ona - wręcz odwrotnie. To jednostkowe przykłady ? cóż, nie sądzę. Po prostu bywa różnie a ferowanie takich wyroków to kolejny stereotyp:))

      Usuń
    9. @An-Ka...
      akurat takiego twierdzenia, o którym wspominasz nie wyraziłem, co więcej, również się zgadzam, że jest pewnym nadużyciem... co do ewentualnej nietolerancji z kolei, która miałaby za nim stać, to akurat nie widzę związku...
      poza tym pisałem o "poziomie umysłowym", gdzie słowo "umysł" według mnie jest szerszym pojęciem, niż "intelekt", który raczej kojarzy się z werbalnym aspektem działania umysłu...
      ...
      no, i tu pojawić się może pewne nieporozumienie w temacie "wygoda"... bo choć z jednej strony nie mam wysokiego mniemania o walorach umysłowych ludzi, dla których wygoda jest istotnym priorytetem, to z drugiej strony nie mogę odmówić posiadania tych walorów przez co poniektórych, którzy potrafią sobie skutecznie tą wygodę zorganizować... zaś gdy wdam się bardziej detaliczne rozważania na ten temat, to mogą znowu być /fałszywie/ zinterpretowane jako stawianie przeze mnie znaku równości pomiędzy idiotą i osobą ceniącą wygodę ponad wszystko...
      a prawda jest zupełnie inna, mianowicie taka, że przykładanie zbyt wielkiej wagi do wygody prowadzi do /w pewnym sensie/ "zidiocenia", które objawia się często kompletną niezaradnością w obliczu nawet bardzo prostych trudności...
      ...
      co do stylu "all inclusive', to chyba Kamil wystarczająco jasno wyjaśnił, o co chodzi, więc ja już więcej do dodania nie mam...

      Usuń
    10. @ PKanalia

      No właśnie, tylko co to znaczy "zbyt wielkiej"? Ja np. kompletnie nie umiem się poruszać w mieście, którego nie znam, martwię się o to, jak wrócę do domu, gdzie są toalety, etc. Głupie to, ale taka jestem i chyba się nie zmienię. No i - jestem szalenie mało spostrzegawcza. Żeby poznać dobrze jakieś obce miejsce, musiałabym albo w nim zamieszkać na dłużej i w dodatku MUSIEĆ od czasu do czasu opuszczać swoją gawrę, albo poruszać się pod opieką przewodnika, który pokazywałby mi paluchem każdy interesujący obiekt i jeszcze by go drobiazgowo omawiał.

      Usuń
    11. @Kira

      Dla takich osób świetnie sprawdzają się serwisy w rodzaju airbnb albo couch surfing, gdzie oprócz noclegu dostajesz "lokalsa" za przewodnika. Poza tym, w wielu wypadkach, opisana przez Ciebie "niezaradność" wynika ze stylu podróżowania i innych preferencji narzucanych przez grupę czy partnera. Te niezaradne osoby, pozostawione samym sobie, szybko znajdują własne rozrywki, np. kurs gotowania, a tu już się zgubić nie mogą.

      Usuń
    12. @An-Ka

      co mnie osobiście interesuje w opisanych przez Ciebie przypadkach, to jak podróż tę dwójkę zmieniła. Bo jeśli - na przykład - Twoja koleżanka po tygodniu wróciła do narzekania na szarość życia i obrabiania tyłka znajomym, a młody człowiek zapisał się na kurs surwiwalu i już planuje kolejne piwo w dżungli, to ta historia brzmi już zupełnie inaczej, nieprawdaż?

      Bo widzisz, w moich życzeniach podróże były tylko przykładem. W istocie chodziło o tę otwartość umysłu, która jest potrzebna, by ciągle cieszyć się życiem, poznając nowe rzeczy. Ale jakbym tak to sformułował, to otwarłabyś swoją odpowiedź pytaniem: "a więc uważasz, że Polacy mają ograniczone umysły?" :P

      Usuń
    13. @Pkanalia

      z mojego osobistego doświadczenia, ludzie skłonni do zrezygnowania z wygody, to również ludzie, którzy częściej zakładają własne firmy (wycieczka po Amazonce to pikuś w porównaniu z rezygnacją ze stałej pracy, by otworzyć coś własnego), bardziej otwarci na inne kultury (i subkultury), tolerancyjni oraz ogólnie życiowo zaradni. No i ich dzieci "dziedziczą" te cechy.

      Oczywiście, każdy ma swój "próg komfortu", poniżej którego nie zejdzie. Ale trochę mi szkoda ludzi, dla których ten próg jest na poziomie czterech gwiazdek. Z drugiej strony, jeżeli stać Cię na taki wyjazd, choćby i raz w roku i sprawia Ci to frajdę, to chyba nie jesteś do końca taki "niezaradny"?

      Usuń
    14. Hmmm... sporo tu stereotypów, zamiast indywidualnego oceniania... Nie lubię tego. Oczywiście, też uważam , że najbardziej można poznać świat wędrując swoimi nieutartymi ścieżkami. To już zresztą napisałam. Napisałam jednak o różnych ograniczeniach - wiek, sprawność itd. Kamilu, chyba troszkę z "okrucieństwem młodości" ( w sensie widzenia świata przez pryzmat własnego braku ograniczeń fizycznych ) patrzysz na to z pozycji młodego człowieka. W górach często spotykam młodych ludzi z pogardą patrzących na tych, którzy spacerują np. wokół Morskiego Oka. Z pogardą, bo oni sami ida "eksplorować" góry a tu paniusia w kolorystycznie dobranym ubraniu robi fotki... A paniusia w duchu się śmieje , nucąc "ale to już było" i wspomina z rozrzewnieniem jak - dzieści lat temu ona sama z ciężkim plecakiem wędrowała przez te puste wówczas góry....i to nie tylko Tatry...Zaradność.... i znów... mój własny pasierb wędruje z upodobaniem i pasją. Jednak życiowo jest kompletnie niezaradny, każde jego przedsięwzięcie zawodowe to kompletna klapa. Ja- starsza pani, było nie było- przed pięćdziesiątką rzuciłam wszystko na jedną szalę, rezygnując z kierowniczego stanowiska i awansu , puściłam się na nieznane wody , założyłam firmę i wygrałam. Jednak nie chce mi się organizować dalekich samodzielnych wypraw (ograniczam tę samodzielność do promienia tysiąca kilometrów, co staram się robić systematycznie, ale oczywiście nie rezygnuję przy tym z wygody). To które z nas jest zaradne, niezaradne, nie do końca zaradne, nie do końca niezaradne ? Koleżanka wracająca z all inclusive do narzekania i obrabiania tyłkow.....hmmm- jasne, jak all inclusive to paniusia.... Nie, Kamilu - nie mam takich znajomych, eliminuję takich ze swego grona i tęj koleżanki all inclusive też nie "zepsuło".Nigdy nie narzeka , nie plotkuje również. Nie pasuje do obrazka ? żaś narzeka ów młody człowiek po owej wyprawie- teraz nie może się pogodzić z tym, ile pieniędzy wydał...Że to nie typowe ? Zapewne nie. Jednak jasno wskazuje , że zamiast ulegać stereotypom warto zachować otwartość umysłu , połączoną z tolerancją dla CUDZYCH potrzeb i upodobań i nie ferować uogólniających wyroków a patrzeć na każdego człowieka z osobna. Bo inaczej to idzie w złym kierunku... (wśród moich znajomych największą - i bardzo zasłużoną , poparta ciężką pracą - karierę zawodową zrobiła kolezanka, o której vox populi głosił, że musi być głupia bo jest bardzo ładna, bez przerwy się śmieje, i ma fioła na punkcie własnego wyglądu a przecie "wiadomo" , że nikt poważny tak nie dba o siebie).

      Usuń
    15. @ Kamil Politowicz

      Tyle, że informację o tym kursie gotowania trzeba jakoś znaleźć. :)


      @ An-Ka

      Mogę tylko przyklasnąć Twoim słowom o konieczności oceniania każdego z osobna.

      Usuń
    16. @ An-Ka & Kira
      W czasach PRL, kiedy przeciętna polska miesięczna pensja stanowiła równowartość dwudziestu kilku dolarów, wielu Polaków wyruszało w świat z maszynką do gotowania i zapasem konserw oraz zupek w proszku. O ile w przypadku studentów to uchodziło, o tyle muzycy orkiestry symfonicznej, smażący sobie w pokojach amerykańskiego hoteliku kotleciki z konserw dla psów, budzili jedynie politowanie i obrzydzenie, nawet u murzyńskich czy latynoskich pokojówek.
      Obecnie większość rodaków wyjeżdża za granice na bardziej cywilizowanych warunkach. Nie każdy jest pięćdziesięciokilkuletnim mentalnym wiecznym studencikiem czy sześćdziesięcioletnią dzidzią piernik, w miniówie ledwo zakrywającej pupę. Liczącymi na to, ze czas zatrzyma się w miejscu, skoro bobo tak cie.
      Pozdrawiam Was serdecznie.

      Usuń
    17. @ Stary Niedźwiedź

      Dojrzałość nie polega na dostosowaniu się do większości, tylko na podążaniu własną ścieżką, bez oglądania się na samozwańczych mędrków. Każdy powinien podróżować na takich warunkach, jakie sam uzna za stosowne. Głupotą byłoby wybranie na siłę zarówno wygodnego hotelu, jak i pola namiotowego.

      Usuń
    18. @Kira...
      u mnie akurat jest tak, że w każdym nowym miejscu, nowych /lub nawet mocno nietypowych/ warunkach potrafię się błyskawicznie ogarnąć, a jeśli z jakichś przyczyn te warunki zdarzą się mocno niekomfortowe, to ani mi w głowie rozpaczanie z tego powodu, tylko również błyskawicznie się odnajduję i radzę sobie w nich z dużą dozą poczucia humoru...
      natomiast mój stosunek do tych mniej zaradnych bywa zaiste różny... czasem traktuję ich z pobłażliwą życzliwością, chętnie służę im pomocą, potrafię "wziąć pod skrzydełko" nawet obcą osobę, ale bywają takie sytuacje, gdy w głowie mi się nie mieści, że można być aż taką "jałopą" i nie umieć sobie poradzić w jakiejś sprawie, którą ja widzę jako banalną... generalnie bardziej cenię ludzi zaradniejszych od tych mniej zaradnych, z drugiej strony jest dla mnie oczywiste, że sama zaradność nie jest jedynym kryterium oceny wartości człowieka... summa summarum, jest jak zwykle, czyli na każdy przypadek reaguję indywidualnie...

      Usuń
    19. Miarą zaradności jest umiejętność odnalezienia się w większości sytuacji i warunków a nie wybór konkretnych warunków wg widzimisię cudzych wyobrażeń o zaradności. Miarą zaradności jest umiejętność "skrojenia" swego życia wg swoich potrzeb a nie cudzych wizji

      Usuń
    20. @pkanalio- pod pierwszym akapitem Twojej wypowiedzi podpisuję się. właściwie pod drugim również :))

      Usuń
    21. No to i ja się podpiszę pod obiema definicjami: zaradności i dojrzałości. Oraz pod indywidualną oceną zamiast stereotypizowania. Wygląda na to, że wszyscy pisaliśmy o tym samym, tylko inaczej. :)

      Usuń
    22. dojrzałość... jak najbardziej się zgadzam... dojrzały jest ten, kto nie musi się oglądać na cudze definicje dojrzałości i się do nich dostosowywać...
      ująłbym to jeszcze tak, że dla człowieka dojrzałego spełnianie oczekiwań innych nie jest celem, ale co najwyżej środkiem...
      /natomiast przeważnie niemożliwe jest do rozstrzygnięcia, czy czyjeś "niestandardowe" zachowanie, styl bycia (np. ubiór) jest objawem dojrzałości, czy jej braku... jednak "stado" bardziej skłonne jest do tej drugiej interpretacji i używa jej zwykle z ksenofobicznych pobudek jako narzędzie "przywołania do porządku" owej niestandardowo funkcjonującej osoby/...

      Usuń
    23. @ Kira
      Szczególnie wiele tych zapędów mentorskich widać u tych "zaradnych, robiących światową karierę", którzy tak protekcjonalnie odnoszą się do rodaków pozostałych w kraju. A potem okazuje się, że "menedżer wielkiej sieci supermarketów" kieruje zmianą sprzątaczy, sam również imając się mopa. Zaś "wybitna aktorka" zagrała epizody w kilku pornosach. Bo to są po prostu gorsze wersje niejakiego Stana Tymińskiego.

      Usuń
    24. @ An-Ka
      Z tą "zaradnością wedle własnych potrzeb" może być bardzo różnie. Spotkałem się już w necie ze zdumiewającym twierdzeniem, że Europę można zjeździć praktycznie za darmo, a do tego przy okazji poznać wielu wartościowych ludzi. Okazało się że pisząca to pannica propagowała podróżowanie "dupostopem". Podejrzewam że Twoja opinia o takich wojażach nie różni się specjalnie od mojej. Bo wypowiedzieć się o niej pozytywnie mogą jedynie wolnościowcy oraz testy na HIV i kiłę.

      Usuń
    25. @ Kira
      Najlepszego w Nowym Roku!
      Dyskusja mnie nie zawiodła. Okazuje się że Mariusz Trynkiewicz jest człowiekiem w pełni dojrzałym, przynajmniej wedle kurewstw tu wypisanych.
      Serwus.

      Usuń
    26. @ Grover
      Jak mogłeś się przekonać, głęboka troska o szacunek dla "yndywydualyzmu" i pogarda dla tych, którzy właśnie kierując się swoimi upodobaniami, wybrali inny model wypoczynku niż ten jedynie słuszny, to dwie strony tej samej fałszywej monety. Czyli łajdacki POGLĄD, dedykowany (imiesłów bierny!) idiotom.
      Pozdrawiam serdecznie.

      @ Kira
      Teraz już chyba wszystko jest "koszerne".

      Usuń
    27. Nie wiem co to za pomysł, aby na podstawie sposobu spędzania wolnego czasu oceniać daną osobę, czy grupę osób. Myślę, że sposób spędzania urlopu, jest determinowany nie tyle przynależnością do "ciemnogrodzian", czy "ludzi światłych", "wąskich" czy "szerokich" horyzontów, a raczej sposobem i specyfiką spędzania czasu nieurlopowego - że się tak wyrażę. Prowadząc interesy, sporo podróżuję i choć nie zawsze, ale dość często wykorzystuję te wyjazdy, aby "liznąć" nieco tych miejsc, które odwiedzam. Ale kiedy przychodzi czas odpoczynku, to zdecydowanie preferuję wysypianie się do późna, beztroskie lenistwo na plaży, korzystanie z uroków ciepłego morza i dobrodziejstw egzotycznej kuchni i wieczornych tańców przy lokalnej muzyce - o niebo lepszej od chłamu serwowanego w większości mediów. Najprościej to ujmując, od urlopu oczekuję tego, czego przez większą część roku zaznać nie mogę. W rozmowach z ludźmi wypoczywającymi podobnie jak ja, znalazłem potwierdzenie tego o czym piszę. Są to w większości ludzie żyjący bardzo intensywnie i ciężko pracujący. Te trzy tygodnie beztroskiego lenistwa, to czas ładowania akumulatorów, wyciszenia i zapomnienia o codzienności. A o ich rzekomym poziomie umysłowym (w domyśle niezbyt imponującym) ma zapewne świadczyć to, ze stać ich na wakacje za kilkadziesiąt tysięcy złotych i do tego dwa razy w roku - strasznie ograniczeni, nie ma co. Dodam, że czasem takie spędzanie czasu jest niejako wymuszone. W Tanzanii panował całkowity zakaz opuszczania strzeżonego ośrodka, bez specjalnej eskorty, a to ze względów bezpieczeństwa (bardzo wysoka przestępczość popełniana na szkodę turystów). Podobnie jest podobno teraz w Egipcie. Jednak nawet tam, był oferowany cały wachlarz atrakcji poza samym ośrodkiem i kto chciał mógł z niego korzystać. Pogląd, jakoby na podstawie sposobu spędzania urlopu można było ocenić i zaszufladkować kogoś, kogo nawet się dobrze nie zna, jest co najmniej dziwne, żeby nie użyć mocniejszych określeń. Tak jak i kapiące z niektórych komentarzy... JUŻ WIECIE WSZYSCY CO.

      Usuń
    28. @ Grover

      Zostawiam ten komentarz z ciężkim sercem. Szkoda, że nie umiałeś się powstrzymać od tej ostatniej uwagi.

      Usuń
  4. @Kira,
    Na początku wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
    Współczesna turystyka masowa jest rozwijana w oparciu o precyzyjnie skonstruowane modele biznesowe. W modelu typowym wygodny podróżnik często otrzymuje w dalekich krajach skrojoną na jego potrzeby dawkę relaksu i takiej egzotyki, jaka odpowiada jego wyobrażeniom (może więc podziwiać "prawdziwe życie" mieszkańców afrykańskich wiosek, "ludowe" tańce i i kupować "lokalne" wyroby rękodzielnicze). W bezpiecznych, klimatyzowanych pomieszczeniach, w basenach hotelowych poczuje się prawie jak u siebie, poleży do góry brzuchem, odważny ewentualnie poszaleje z miejscowymi panienkami, łasymi na argumenty finansowe. Jeśli nie wykazuje większego zainteresowania typowymi rozrywkami masowego turysty, tj. piciem drinków i smażeniem się na plaży, oferuje mu się swoiste tournee po uprzednio dokładnie zaplanowanych i przygotowanych, "obowiązkowych" celach podróży, dbając o to, by zobaczył jak najmniej prawdziwego życia, bo to by mu się raczej nie spodobało (ba, mógłby nawet stracić wszystko). Fotki w albumiku/ na CD (pokazywane potem wszystkim znajomym) i tak zagwarantują globtroterowi piękne wspomnienia.
    Specjalny wariant wypoczynku przygotowano również dla aktywnych - skoki na bungee, rafting, canyoning i szereg innych atrakcji pozwolą rozrywkowemu biznesmenowi nacieszyć się kolejnym etapem rywalizacji, a po powrocie do domu - poczuciem wyższości nad kolegami, którzy jeszcze nie widzieli Nowej Zelandii, Seszeli, czy Alaski.
    Owieczka będzie cała - biura turystyczne zarobią swoje, coś tam skapnie z pańskiego stołu również miejscowym organizatorom cepelii, a wilk syty, choć przecież nieszczególnie wybredny.
    W końcu liczą się wypoczynek i satysfakcja.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anty

      pięknie ująłeś to, co mnie odstręcza od wyjazdów zorganizowanych generalnie - iluzja egzotyki. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by przy odrobinie pomyślunku i chęci połączyć taki wyjazd z autentycznymi lokalnymi przeżyciami.

      Jedna uwaga - osobiście nie znam ani jednej osoby, która jeździ po to, by potem z poczuciem wyższości opowiadać, gdzie to nie była i czego nie widziała. Ale może to kwestia odbiorcy, a nie nadawcy? W sensie, jeżeli mam żal do życia, że "sam nie mogę", to w każdej nawet najbardziej neutralnej relacji z wojaży będę się dopatrywał "szpili"?

      Ja uwielbiam słuchać opowieści innych, bo to zawsze okazja do "odkrycia" nowego kierunku. Do wyjazdu na zimę do północnej Tajlandii namówił mnie kolega z Montrealu. Tu mam kolegę, który w zeszłym roku zrobił pętlę Anapurny, a teraz myśli o zdobyciu Mt. Everest. W drodze do Birmy spotkałem muzyka, który przed przyjazdem do Azji, objechał całą Afrykę - w poszukiwaniu natchnienia - i udawał się na tygodniową medytację "na górę". W barze w Hong Kongu rozmawiałem ze Szwedzkim inżynierem, który przy okazji pracy zwiedził Chiny. Inny wolny duch (teraz prawnik z żoną i dzieckiem) zjeździł Indie. Tajwańczyk, który po prostu kupił bilet do Chiang Mai pod wpływem impulsu. Interesujące są również opowieści expatów, którzy na stałe osiedlili się w Tajlandii, Birmie czy Wietnamie. Czy im zazdroszczę? Pewnie po trosze tak. Ale wiem, że nic z tych rzeczy nie jest poza zasięgiem, wystarczy chcieć.

      Dlatego zwykle też staram się przekonywać innych, że podróżowanie nie jest takie drogie i niedostępne, jak się niektórym wydaje. Choć mam świadomość, że pewne psychologiczne bariery ciężko jest przełamać (i nie mam tu na myśli głupoty ale zwyczajnej niepewności typu: mam rodzinę, pracę, tylko 26 dni urlopu, kredyt do spłacenia, itd.) Nie każdy potrafi z dnia na dzień sprzedać lodówkę i wyruszyć w świat. I właśnie dla tych ludzi są wyjazdy mniej lub bardziej zorganizowane...

      Usuń
    2. Z tym spędzaniem urlopu jest jak ze sprawami alkowianymi. To prywatna sprawa samego zainteresowanego i jego pieniądze. Dlaczego zatem nie można węszyć wokół cudzej sypialni, a już wokół cudzego urlopu to tak?
      Padło tu przed chwilą bardzo ciekawe pytanie, ale zniknęło, toteż pozwolę sobie je powtórzyć. Byłeś Anty kiedyś w Nowej Zelandii, Alasce czy Seszelach? Albo innym bardzo egzotycznym z punktu widzenia przeciętnego Polaka miejscu?

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    3. @ TPB

      Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć osoby, które nie osądzają cudzych wyborów.

      Usuń
    4. @Kiłunia

      To kuźwa, masz jakieś rozdwojenie jaźni. Bo jeszcze jakiś czas temu pisałaś, że nie powinno się oceniać "cudzych wyborów".

      Usuń
    5. @ Anonimiak

      Może raczej - należy zachować w tym umiar.

      Ale co to ma wspólnego ze stwierdzeniem suchego FAKTU?

      Usuń
    6. @TPB
      W wymienionych miejscach - nie (dwa z nich mnie w ogóle nie pociągają) . W egzotycznych - tak.
      Anty

      Usuń
    7. @Anty

      Bez urazy, ale... nie męczy cię to? Jak twoim zdaniem podróżujący mogą poznać "prawdziwe życie"? Bo chyba nie myślisz o tym wagabundzie z Alaski, który nędznie zginął.

      Usuń
    8. Nie mam aż takich ambicji, żeby poznać od razu wszystko - biorąc pod uwagę specyfikę niektórych państw, byłoby to trudne, chociaż nie niemożliwe/ resztę już napisał za mnie Kamil/.
      W swoim wcześniejszym komentarzu skupiłem się na opisie pewnego modelu podróżowania, typu turysty i czerpania z tego zysków przez zorganizowany przemysł, natomiast w większości pominąłem sferę moralnej oceny faktu istnienia masowej turystyki, żeby nie wzniecać pożaru. Nie udało się.
      Anty

      Usuń
    9. A jakiż to może być ten moralny aspekt masowej turystyki? Poza korzystaniem z usług lokalnych prostytutek, o którym sam wspomniałeś? Ja co prawda się z tym nie spotkałem, ale pewnie jest jak piszesz. Czy jeśli facet korzysta z usług prostytutek na co dzień, to należy go potępiać za to, że skorzystał na urlopie? A może masz na myśli potępianie prostytutek? Jeżeli jakaś kobieta lubi dawać tyłka na prawo i lewo, to dlaczego nie miałaby tego robić na urlopie? Dlaczego jej postawa miałaby zostać w ogóle poddana ocenie? To jej urlop i jej tyłek.

      Terrence Patrick Bean

      Usuń
    10. @Anty

      "W wymienionych miejscach - nie (dwa z nich mnie w ogóle nie pociągają) . W egzotycznych - tak."

      A w jakich jeżeli można zapytać?

      Usuń
    11. Ad. 1
      Lokalna prostytucja nie interesowałaby mnie zanadto, gdyby nie stawała się pożywką dla pedofilów. Turystyka masowa przynajmniej naruszą kulturę i tradycję, zmienia mentalność. W państwach egzotycznych tworzy dla turystów zamknięte enklawy, z których istnienia miejscowi odnoszą niewielkie korzyści. Wywołuje wzrost cen w państwach nastawionych na rozwój turystyki, przyczynia się do rozdeptywania zabytków i niszczenia przyrody.
      Ad. 2
      Azja Południowo-Wschodnia.
      Bliższe informacje byłyby za bliskie.
      Anty

      Usuń
    12. Sorry za literówki.
      Anty

      Usuń
    13. @ Anty

      Niszczenie przyrody oraz turystyka pedofilska to faktycznie ogromne problemy, ale dlaczego Cię martwi, że zmienia się mentalność tubylców?

      Usuń
    14. Bo świat powinien zostać niezmieniony lub jeszcze lepiej cofnąć się do starych, dobrych czasów

      Usuń
    15. @Kira
      A Tobie się podoba, gdy ktoś zaczyna Cię traktować jak żywą skarbonkę?
      Anty

      Usuń
    16. @ Anty

      Ale to mogą być także zmiany na lepsze.

      Usuń
  5. Kiedyś w samolocie spotkalam młodych ludzi wracających z nie zorganizowanej wycieczki. Bez najmniejszego zażenowania opowiadali, ze wszyscy są na L-4 i ze tak robią co roku.Zaradni, prawda ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, przecież za chorobowe zapłacą inni

      Usuń
  6. Kamilu- a co z tymi -bodaj po raz trzeci zadaję to pytanie-którzy wprawdzie nie muszą sprzedawać lodówki ,by polecieć nawet w Kosmos, ale np. nie są sprawni ? Mają siedzieć przed telewizorem w obawie przed kpinami tych, którzy podróżują inaczej i tych, których na żadne podróżowanie nie stać ? Po raz kolejny powtórzę- nie mam wątpliwości, w jaki sposób najlepiej poznaje się świat a co jest namiastką. Jednak to nie powód.....ech,właściwie to ...śmieszne po prostu.Viva tolerancja i otwartość na ludzi. Rzecz jasna tych, co preferują NASZ model życia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaś pejzaże, architektura itp są niezależne od formy podróżowania oglądających. Pełna egzotyka zaś niekoniecznie musi być celem każdego. Niektórzy wręcz nie przepadają. Czy zazdroszczę tym podróżującym wolnym duchom ? Chyba nie. Bo ja takich potrzeb po prostu nie mam.Gdybym miała- nic nie powstrzymałoby mnie przed próbami zrealizowania. Może zazdrosciłabym, gdyby mi się nie udało.Naprawdę nie musimy mieć jednakowych potrzeb, celów, przyjemności. Brak tej świadomości to zaściankowośc w klasycznym wydaniu, niestety.

      Usuń
    2. @An-Ka

      Dokładnie tak! Ciekawe też, kto by chciał zaznać uroków amazońskiej dżungli rojącej się od kąsających owadów, jadowitych pająków i wilgotności powietrza 90%. Albo co tak fascynującego może oferować kubański komunizm, gdzie nawet wędkarstwo jest koncesjonowane. A panująca tam powszechnie przerażająca bieda nie jest chyba niczym tajemniczym. Cywilizowane warunki wypoczynku mają tylko ośrodki wypoczynkowe - specjalnie dla turystów oferujące to, co w tym kraju powinno być normą, ale na skutek rządów komunistów nie jest. Rozumiem, że w myśl poglądów co poniektórych wypłynięcie do delfinarium na morzu to kompletny turystyczny obciach i masówa pod publiczkę. Nie może się to oczywiście równać z przedzieraniem się przez krzaki na własny rachunek i spaniem w rowie w przepoconych gaciach, nie zmienianych od 3 dni. Jeden z wyrażonych wyżej poglądów, to nic innego jak głos sprzeciwu wobec własnego losu. To poglądy biorące się z czystej zazdrości wobec tych, którzy doświadczyli uroków Nowej Zelandii, Seszeli, czy Alaski. W obliczu świadomości, że pewnych atrakcji turystycznych nigdy się nie doświadczy, należy obszczekać i ośmieszyć tych, którzy byli, widzieli i doświadczyli - choćby i z perspektywy hotelowego basenu. Co i tak jest lepsze od "wczasów pod gruszą" nad Zalewem Sulejowskim. Co nie znaczy, że te ostatnie nie mają swego uroku.

      Usuń
    3. @ Grover

      "To poglądy biorące się z czystej zazdrości [...]"

      Przeginasz. Pijesz wyraźnie to jednej z RZEKOMYCH cech jednego z komentatorów.

      Usuń
    4. @Grover

      mimo że Twoje pytanie było retoryczne, odpowiem. Nie byłem nigdy w (prawdziwej) dżungli amazońskiej, ale Kuba ma wiele do zaoferowania. Hawana ze swoją zabudową i klimatem lat 40-50 jest rajem dla każdego fotografa. Piękne są plantacje tytoniu na zachodzie wyspy, gdzie klimat odbiega od tego typowo karaibskiego. Warto zobaczyć XV-wieczne uliczki Trinidadu. Wziąć na stopa kubańskiego rolnika albo członka tamtejszej grupy metalowej. Lub - w końcu, usiąść w typowo kubańskiej kafejce i delektować się czymś, czego nie widziałem nigdzie indziej - kawą przegryzaną świeżą trzciną cukrową.

      Natomiast to, co Ty opisujesz jako "cywilizowane warunki wypoczynku", to złota klatka dla tygodniowych turystów z Kanady, którzy robią przerwę od ostrej zimy. Klatka, odgrodzona szlabanem (np. Varadero), poza który wstęp mają tylko wybrani Kubańczycy.

      Gratuluję również humoru w przyrównaniu backpackingu do "przedzierania się przez krzaki na własny rachunek i spania w rowie w przepoconych gaciach, nie zmienianych od 3 dni". Mam tylko nadzieję, że nikt z komentatorów nie weźmie tego na poważnie...

      Usuń
    5. Pisząc o atrakcjach Kuby zapomniałeś wspomnieć o tym wesołym muzeum, gdzie odbywają się obowiązkowe wycieczki tubylców, aby obejrzeli sobie jedyny zestrzelony przez Kubańczyków amerykański samolot...

      Usuń
    6. Mogłeś też wspomnieć o kubańskiej motoryzacji, która składa się niemal wyłącznie z muzealnych eksponatów, jakimś cudem utrzymywanych na chodzie od lat 50-tych ubiegłego wieku..

      Usuń
    7. @Grover

      No i? Bo jeśli chcesz powiedzieć, że Kuba nie jest warta odwiedzenia, bo jest od lat rządzona przez komunistów, to chyba nie mógłbyś byś być w większym błędzie. Napisałbym, że to właśnie jeden z powodów, dla których jest ciekawa, ale pewnie zaraz ktoś powie, że popieram komunizm, bo turystyka jest przez to bardziej interesująca.

      Usuń
    8. @Grover- właśnie, jak na zilustrowanie tej dyskusji, przeczytałam artykuł o parze młodych ludzi, którzy rzucili wszystko i żyją sobie dziko w Ekwadorze. Są szczęśliwi i ja w to wierzę. Podziwiam odwagę, zdeterminowanie. Jednak nawet śladowo nie zazdroszczę , bo to nie mój model szczęścia. Ba- opis zielonego węża błyszczącego na kranie wręcz utwierdza mnie w przekonaniu, że ja lubię swoje tu i teraz:)) . Jeżeli ktoś ma potrzebę udowodnienia mi , ze przez to jestem gorsza od tych z Ekwadoru , trudno :) . Co do kubańskiej motoryzacji - to jedna z ciekawostek Kuby i kto chce kiedykolwiek to zobaczyć niech się raczej pospieszy

      Usuń
    9. Nigdzie nie napisałem, że nie jest warta odwiedzenia. Sam ją odwiedziłem, ale nie widzę nic złego w spędzaniu tam urlopu w niezłych ośrodkach wypoczynkowych i tylko w nich (w złotej klatce). A co do realiów życia na Kubie (powszechna bieda, obracająca się w gruzy nieremontowana od pół wieku zabudowa itd), to żadna atrakcja - zwłaszcza dla kogoś, kto pamięta jeszcze "osiągnięcia" polskiego komunizmu. Kuba ma tylko lepszy klimat od Polski.

      Usuń
    10. @An-Ka

      À propos Ekwadoru - ostatnio wylądował na pierwszym miejscu na liście miejsc do spędzenia emerytury w 2015. Nigdy nie byłem, ale kolega szuka tam farmy, by się osiedlić. Za 20-30 tys. dolarów można mieć dom z plantacja bananów czy innych ananasów, prywatnym wodospadem. 4G działa w całym kraju, ludzie są przemili, jedzenie przepyszne (argentyńska wołowina po taniości, yum). Blisko do stolicy, żabi skok na Galapagos. Wierzę, że para z artykułu (dasz linka?) jest tam szczęśliwa. To też doskonały kierunek, dla tych, co nie lubią zimy.

      A, i pokaż palcem, kto Ci udowadnia, że jesteś gorsza, bo tam nie mieszkasz. :D

      Usuń
    11. @Kamilu -nie ciągnij tego w ten sposób , OK ? Teraz Ty mocno nadinterpretujesz moje żartobliwe słowa. w ten sposób można w nieskończoność , tylko po co ? To artykuł w dodatku do Gazety Wyborczej - ostatnie Wysokie Obcasy

      Usuń
    12. @ Kamil Politowicz

      Niezwykle zachęcająco piszesz o Kubie. Może powinieneś napisać książkę o swoich podróżach? (Serio.)

      Mnie również marzą się ciepłe kraje, ale:

      a) nie mogę zostawić rodziny

      b) tęskniłabym za polską mową, może jedzeniem

      c) nie lubię robactwa (a im cieplej, tym większe trafiają się okazy)

      d) nie przepadam za południowoamerykańską mentalnością (ci ludzie wydają mi się tacy jacyś rozmemłani, olewający zasady, hałaśliwi i nazbyt wylewni)

      Usuń
    13. @ An-Ka
      Co się tyczy tych obcasów, których wysokość jest odwrotnie proporcjonalna do poziomu tych wypocin. Istnieje niestety spora grupa ludzi, uważających że "nadredaktor" służy do myślenia, a nie co najwyżej do siusiania.

      Usuń
    14. @Kira

      dzięki, książki jednak nie planuję, pozostanę przy amatorskiej fotografii.

      Ciekawe, że zaczęłaś swoją listę od rodziny i tęsknoty za krajem, językiem, jedzeniem. Kolega (ten sam, któremu zawdzięczam odkrycie północnej Tajlandii) miał niezły dylemat, żeby przekonać swoją dziewczynę do wyjazdu. Właśnie dlatego, że rodzina, praca, itd. W końcu namówił ją do zrobienia sobie 3-miesięcznej przerwy w pracy. A z rodziną i językiem kontakt jest przez face-time. Sam jestem ciekawy jak to się skończy...

      Na robaki nic nie poradzisz, ale zawiodłaś mnie z d) - toż to stereotyp!! :D Myślisz, że na Kubie czy w Ekwadorze nie ma introwertyków?

      Usuń
    15. Rodzina , praca- to jest ogromny ogranicznik dla wielu ludzi. Gdy ktoś np. jest jedynakiem i zostawi osiemdziesięcioletniego , schorowanego rodzica samego na pół roku - nie będę podziwiać jego pędu do podróży, tylko uznam, że to egoista. Praca ? cóż, dwa aspekty - po takiej przerwie można nie mieć do czego wrócić ( co czasem jest pozytywem, ale czasem nie - i każdy musi bilans zrobić) i drugi - gdy dla kogoś jego praca jest czymś pasjonującym i trudno mu się z nią na dłużej rozstać (tak sa takie osoby) . Czyli wracam do mojego głównego założenia- każdemu wg potrzeb. Co zresztą widać i w wyborach kierunku podróży - niektórzy pod równik, inni pod biegun. Jedni nad morze, inni w góry...Córka moich przyjaciół zwiedziła Meksyk w pojedynkę, wędrując przez kilka miesięcy, potem pracowała w jakimś hotelu na egzotycznej wyspie, jako barmanka oraz ...hmmm... nie wiem jakiej nazwy użyć - po prostu pływała z turystami na rafy koralowe, coś w rodzaju nurkującego pilota :). Już z mężem zjeździła całą Amerykę Południową .A potem nastał czas, że zaczęła preferować wygodę....

      Usuń
    16. @ Kamil Politowicz

      Kiedy czytam, co pisze niejaka Futrzak* o Argentyńczykach, to się utwierdzam w swoich przekonaniach.

      * https://futrzak.wordpress.com

      Usuń
  7. Reasumując- ci co korzystają ze zorganizowanych form czynią to po to, by się chwalić. I wszystko jasne, wszak wiemy, że kto ma pieniądze ten nie ma mózgu ani potrzeb duchowych. Nachlac się, nażreć i pochwalić. No ! I od razu życie staje się przyjemniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Myślę, że to kwestia proporcji. Jeśli komuś TYLKO to wystarcza, to może i faktycznie nie wystawia sobie najlepszego świadectwa. Choć z drugiej strony - czy cudze opinie muszą nas obchodzić?

      Usuń
    2. Kiro - napisałam to sarkastycznie. Oczywiście- tacy ludzie są. Jednak wrzucanie wszystkich korzystających z określonej opcji do jednego wora jest myśleniem życzeniowym. Dlaczego życzeniowym - a to już napiszę u siebie.

      Usuń
    3. @An-Ka

      Kira zabrania mi bezpośrednio ustosunkować się do Twojego sposobu prowadzenia dyskusji i już raz mój post - bez dania mi możliwości korekty - wycięła.

      Dlatego napiszę tylko, że nigdzie nie napisałem, że ludzie podróżujący w sposób zorganizowany są gorsi, głupsi czy co tam jeszcze. Zaledwie, że ich doświadczenia są dla mnie osobiście mniej ciekawe. Ostatnio, kiedy sprawdzałem, tolerancja nie oznaczała bezwarunkowego umiłowania, a otwartość nie oznaczała obowiązku otaczania się mniej sprawnymi przyjaciółmi.

      Napisałem za to, że nie znam (i nie rozumiem) ludzi, którzy wyjeżdżają tylko po to, by poniżać znajomych po powrocie. Natomiast ja polecam (niezorganizowane) podróże, gdyż - znowu w moim mniemaniu - dają najwięcej. A że niektórzy nie mogą? Czy reklama mleka obraża ludzi z nietolerancją laktozy?

      Reasumując, nie mylmy przekonywania do z narzucaniem własnego stylu życia, co - zdaje się - mi zarzucasz. Przypominam również, że moje życzenia dotyczyły zmiany perspektywy, podróże były tylko przykładem. Dopiero poźniej skupiliśmy się na tylko tym aspekcie.

      Usuń
    4. Kamilu - myślę, że akurat MY dwoje już wcześniej osiągnęliśmy pewien consensus, natomiast troszkę się bawię w analizę pewnych określeń, troszkę się zastanawiam na pewnym doborem słów. Piszesz "wyjazdy zorganizowane są dla tych, którzy NIE POTRAFIĄ sprzedać z dnia na dzień lodówki" a ja dodałabym " nie potrafią lub po prostu nie chcą". Bo w opcja nie potrafią jest taka dość krytyczna , nie uważasz? :)) . No, dobrze, czepiam się . Czytam - może niepotrzebnie - między wierszami. Jednak dość często właśnie tam jest prawda. Jednak oczywiście nie będę negować Twojego zdania na temat Twoich intencji . A wracając do zmiany perspektywy - tu się będę upierać przy tym, że to bardzo niefortunny dobór słów, niezależnie od intencji. Życzenia zmian - czegokolwiek- świadczą o tym, że uważamy rzeczywistość za złą. Lecz z pewnością nie zarzucam Ci prób narzucania innym swojego stylu życia, absolutnie nie. To, że coś - nieistotne co - uważasz za lepsze dla siebie to jest to oczywiste Twoje prawo. Jednak już współczucie innym, że preferują coś innego sprawia niedobre wrażenie, bo w ten sposób -może bez takich intencji, ale jednak- dajesz do zrozumienia, że Twój model tego czegoś jest uniwersalnie lepszy.A on jest po prostu lepszy dla Ciebie. Ja swoje współczucie ograniczam do niemożności spełnienia marzeń, celów potrzeb, niezależnie, czy one są zgodne z moim modelem. Tak samo będę współczuć temu, kto nie może A CHCE podróżować samodzielnie , jak i temu, kto nie może A CHCE leżeć na plaży martwym bykiem przez dwa tygodnie z drinkiem w każdej ręce i wachlującymi go panienkami .Mam nadzieję, że dość jasno to wytłumaczyłam ? Pozdrawiam

      Usuń
    5. PS. natomiast chętnie przeczytam Twoje zdanie na temat mojego sposobu dyskusji, bo być może pomoże ono mi w uniknięciu pewnych niezamierzonych nieporozumień. dyskusja - dla mnie- nie polega bowiem na chęci okopania się na swoje pozycji i zawsze jestem otwarta na niezłośliwe, merytoryczne uwagi.

      Usuń
    6. @ An-Ka

      No, ocenianie cudzego stylu dyskusji niech się lepiej odbywa w innych blogach. :)


      @ Kamil Politowicz

      Ty po prostu jesteś rasowym podróżnikiem, globtroterem z krwi i kości. :) Szlachetny gatunek, ale obawiam się, że liczebność niska.

      Usuń
    7. Kiro - ale nie ocenianie chodzi, tylko o uwagę, wskazówkę.

      Usuń
    8. An-Ko, gdyby Kira nie wycięła mojego postu, doszlibyśmy do tego punktu o wiele wcześniej. A moja uwaga dotyczyła właśnie - jak sama napisałaś - "może niepotrzebnego czytania między wierszami". Trochę niezręcznie jest ustosunkowywać się do czegoś, czego nigdy nie napisałem. :)

      Dzięki za uzupełnienie z "nie chcą" - taka dokładnie była moja intencja. Ale wytłumacz mi, dlaczego automatycznie założyłaś, że "nie potrafią" ma negatywny wydźwięk? A w zdaniu "Niektórzy NIE POTRAFIĄ zabić psa" także? Jak widzisz, wydźwięk, bardziej zależy od poglądów odbiorcy, niż intencji autora. Dlatego proszę Cię, załóż choć na moment, że moje intencje są dobre i tak interpretuj moje wypowiedzi.

      I znowu, czy życzenia zdrowia świadczą o chorobie? Czy jeśli życzę Ci pieniędzy, to myślę, że jesteś biedna? Jeśli szczęścia, to podejrzewam Cię o głęboką depresję? Życzenia są - w założeniu - pozytywne. Podejrzewać osobę składającą je o złe intencje jest co najmniej dziwne, nie sądzisz? Poza tym, nawet jeśli intencje są rzeczywiście niezbyt szczytne i w tonie da się wyczuć słabo skrywaną wyższość lub sarkazm, to co przeszkadza we wzięciu życzeń za dobrą monetę i zinterpretowaniu ich na swoją korzyść?

      Ale chętnie wytłumaczę, co miałem na myśli. Nie zaprzeczysz chyba, że życie to zmiany. Dwa rodzaje zmian: te, które życie wymusza na nas oraz te, które my wymuszamy na życiu. Psychologia mówi, że tylko te drugie w większości przyjmujemy pozytywnie. Muszę mówić, o których traktowały moje życzenia? I tak, uważam, że zmiany są konieczne, choćby po to, żeby każdy kolejny rok nie był ciągiem tych samych, zlewających się w jeden, dni. Ale to moja opinia, i jak ktoś lubi (mentalnie) tkwić w tym samym miejscu, nic mi do tego. Mam nadzieję, że jasno to wytłumaczyłem ;)

      Pozdrawiam, Kamil

      Usuń
    9. @Kira

      no niestety czasem Twoja cenzura stoi na przeszkodzie szybkiemu wyjaśnieniu nieporozumień :) Ale proszę nie traktuj tego, jak krytyki Twoich zasad, to tylko stwierdzenie faktu (nacisk na "czasem").

      Nie czuję się globtroterem, mam jedynie to szczęście, że mój zawód pozwala mi na pracę z każdego miejsca na (kurczącym się) świecie i skwapliwie to wykorzystuję. Czy - tak jak to napisała An-Ka - współczuję osobom, które nie mogą? To chyba nie jest właściwe słowo. Raczej staram się wsłuchać w ich punkt siedzenia. I przekonać do swojego :) Jedno, czego nie mogę znieść, to wygłaszanie przez nich autorytatywnych opinii o miejscach, w których nigdy nie byli i ludziach, których nigdy nie poznali. Ale - tak po prawdzie - wygłaszania autorytatywnych opinii przez zahartowanych podróżników, jest równie (jeśli nie bardziej) wkurzające.

      Usuń
    10. "Jedno, czego nie mogę znieść, to wygłaszanie przez nich autorytatywnych opinii o miejscach, w których nigdy nie byli i ludziach, których nigdy nie poznali. "

      Właśnie dokładnie to zrobił w swoim wpisie Anty - pijąc do Grovera.

      Terrence Patrick Bean.

      Usuń
    11. @ TPB

      Anty odniósł się do tego, co pisał Kamil Politowicz.

      Usuń
    12. Odniosłem inne wrażenie...

      TPB

      Usuń
    13. Nie. to, że napisał POD komentem Kamila to nie znaczy, że nie odniósł się do Grovera i Anki

      Usuń
    14. Przeginasz. Odróżnij złośliwe czepianie się konkretnych osób (do czego wykorzystuje się ich wypowiedzi) od osądzania pewnych środowisk. Oczywiście mogę się czasami zachować niesprawiedliwie z punktu widzenia jednej czy drugiej strony, ale jestem tylko człowiekiem.

      Usuń
    15. @TBP

      Anty opisał w dość barwny sposób, jak przemysł turystyczny zarabia pieniądze. Czy jest jakiś element jego komentarza, z którym się nie zgadzasz. A jeśli tak, to który?

      Usuń
    16. Dla porządku i pokazania pewnych absurdów p- Anty wpisał się w zakazanym wątku, pod moim komentarzem. Nie, żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale kiedyś Kira w analogicznej sytuacji wywaliła mój równie neutralny komentarz:))

      Usuń
    17. @ An-Ka

      Zaległość nadrobiona.

      Usuń
    18. @ Kira
      Zatem przeprowadzę drobny test "środowiskowo - -indywidualny".
      W necie roi się od bytów, dla których pewne formy spędzania wolnego czasu są niedostępne z powodu niedostatku inteligencji lub funduszy. Więc przyjmują postawy obronne, polegające na deprecjonowaniu tych niedostępnych dla nich form. Gryzipiórek który po jakichś kabaretowych pseudo studiach fartownie załapał się na posadę za 1300 zł na ręke miesięcznie, radośnie zdeprecjonuje każdą formą wakacji, na jaką go nie stać. Dziewka nosząca w pysku pół kilograma metalu wyklina kołtunów, bo wie, że może wzbudzić jedynie zainteresowanie wolnościowca albo złomiarza. I.t.d.
      Jeśli ktoś lubi, żeby go moskity gryzły w tyłek, jego sprawa. Ale jeśli w necie czyta się kretyńskie poglądy, jakoby klimatyzacja i moskitiera w sypialni, prysznic z ciepłą wodą i porządnie przyrządzony oraz podany posiłek są przeszkodą w walorach poznawczych egzotycznej podróży, to opinie takie mam za dabilizm. Spowodowany chamską zazdrością ŚRODOWISKA plotącego te brednie. .
      Jeśli masz jakieś wątpliwości, jest to moja uwaga odnośnie TEMATU dyskusji, czyli form podróżowania.

      Usuń
    19. @ Stary Niedźwiedź

      Nawet jeśli mam jakieś wątpliwości*, to nie chcę mordować swoją nadgorliwością dyskusji. Dobrze by było, gdybyśmy wszyscy SZCZERZE odnosili się wyłącznie do ŚRODOWISK.


      * wszelkie nagięcia moich zasad mogą być później wykorzystane przeciwko drugiej stronie

      Usuń
    20. @ Kira
      Niniejsza dyskusja istotnie dotyczy różnego sposobu spędzania wakacji i wyjazdów do egzotycznych krajów. Uczestniczący w niej Grover wyliczył te elementy wakacji, które sobie ceni. A potem pojawiła się opinia krytykująca co do sztuki wymienione przez niego elementy, co uznałaś za głos w dyskusji a nie za aluzję do wypowiedzi Grovera.
      Nie wątpię że raczej prędzej niż później na Twoim blogu pojawi się watek obyczajowy i siłą rzeczy dyskusja na jego temat. A obrońcy moralnego kurewstwa wyjadą z pochwałą pieprzenia się z kim popadnie, zażywania narkotyków czy usuwania ciąży w przypadku "wpadki". Zatem nie wątpię że gdy w takiej dyskusji przejadę się po wszystkich tych postulatach co do sztuki, wszelako nie wskazując na ich autora, uznasz to za dozwolony głos w dyskusji, a nie zakazaną krytykę autora takiej wypowiedzi. I również nie będziesz protestować przeciwko wyliczaniu tych CZYNNOŚCI, jak to miało miejsce w komentarzu o którym mówię. Bo inna postawa byłaby przecież wielce stronnicza, a więc po prostu nieuczciwa.

      Usuń
    21. @ Stary Niedźwiedź

      W owej "kontrowersyjnej" wypowiedzi pojawiły się MIĘDZY INNYMI wymienione przez Grovera elementy, które zresztą są powszechnymi składnikami tzw. wygodnej turystyki, o której wcześniej była mowa. Nie uznałam zatem owej wypowiedzi za przytyk do osoby.

      Wszelkie niegrzeczne aluzje czy kretyńskie zaczepki zamierzam bezlitośnie kasować. To, czy coś jest aluzją do konkretnej osoby czy do środowiska, zależy nie tylko od poszczególnych słów, ale i od ogólnego wrażenia. Tak więc to do mnie należy ostatnie słowo.

      Usuń
  8. @An-Ka...
    tak w ramach suplementu /tu akurat piszę gwoli klaru/... myślę, że czym innym jest zaradność jako taka, czym innym nasza moralna ocena takich lub innych form jej przejawów... mieszanie tych dwóch kwestii powoduje, że dyskusja traci sens...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, by w tej dyskusji chodziło o oceny moralne akurat. Sposób spędzania czasu - oczywiście o ile ktoś w ramach hobby nie morduje niewiniątek lub nie rabuje banków- to raczej nie jest zakres moralności. Kompletnie inna kategoria

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...