21.12.2014

Uroki dorastania w XXI wieku



120 komentarzy:

  1. umyć, ostrzyc to całe towarzystwo... odziać w zgrabne mundurki i czapki maciejówki lub eleganckie budionnówki... żadnych malunków i żelastwa /zwłaszcza w pępkach/, które ma ulec konfiskacie i przetopieniu na repliki krzyża smoleńskiego... uczniowie mają wyglądać jak porządni ludzie, a nie jak jakieś lampucery, lafiryndy, cioty, czy inne dzikusy... rano, po kościele, dodatkowy apel połączony z marszem /wysoko kolana!/ i śpiewem nabożnych pieśni patriotycznych... podczas przerw czytanie brewiarza i katolickich myśli Mao, podczas dużej przerwy recytacje chóralne żywotów świętych /np. Naczelnika, Lenina lub JP2/... na szkoleniu religijno - obywatelskim regularna prezentacja czystej żywej prawdy pod postacią filmu edukacyjnego "Niemy krzyk"... w toaletach podgląd kamer, by się smarkacze nie macały, oraz czujniki dymu, by nie paliły konopnego syfu, bo to straszny narkotyk, po którym dochodzi do aktów kanibalizmu, szczególnie twarzożerstwa /młodzież po skończeniu 18 lat ma pić alkohol dla smaku, bo to nie narkotyk/... po ostatniej lekcji obowiązkowa wypłata albo w postaci "łap" wymierzanych specjalną linijką pedagogiczną, albo trzepania tyłków trzcinką, od razu smarkateria oduczy się genderu... koniecznie dopilnować, by dziewczęta siedziały ładnie na lekcji, a nie jak jakieś dziwki /zalecane są klęczniki w klasach, kształtujące prawidłową postawę obywatelską/... telefony i empetrójki?... zakaz bezwzględny, by młodzież nie przekazywała sobie treści i nie słuchała wyjców...
    może tyle chwilowo zebranych naprędce założeń wstępnych, system jest rozwojowy...
    aha... kosze na śmieci mają być metalowe, trwale przyśrubowane i przyspawane do podłogi, by wykluczyć humanitarne odruchy, jeśli nauczyciel czapki zapomni i mu głowa zmarznie...
    ...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszydziłeś drugą stronę medalu, czyli urabianie uczniów na ultragrzeczne i zawsze posłuszne robociki. Gdybym miała dziecko, trzymałabym je z daleka zarówno od chamskiego bydła opisanego przez Anonimowego Gimnazjalistę, jak i od obśmianych przez Ciebie "aniołków". Rzecz jednak w tym, że tych drugich jest bardzo, bardzo niewiele.

      Usuń
    2. Cała opisana historyjka jest mocno przesadzona - może gdzieś jest taka patologia, lecz na pewno nie jest to normą. Poza tym, to przede wszystkim wina nauczycieli.
      Podstawowym problemem jest przymus nauczania.
      Gdzie jest powiedziane, że każdy musi skończyć szkołę - nawet tą podstawową? Szkoła powinna się jednostek jej nienawidzących pozbywać, aby umożliwić normalną edukację tym uczniom, którzy uczyć się chcą. Nie widzę też nic złego w mundurkach, które są takie same dla wszystkich i zacierają różnice pomiędzy uczniami lepiej sytuowanymi i tymi w gorszej sytuacji materialnej. Nie ma też wtedy możliwości, aby uczniowie robili z siebie Cenobitów ze znanego horroru. Szkoła, to nie rewia mody, palarnia opium, czy ring bokserski. Kiedy chodziłem do liceum, nie było pobłażania. Dwóch gości wyleciało na zbity pysk za kradzież odczynników chemicznych. Kolejnych dwóch za pobicie pierwszoklasisty w rama "docierania" . Kolejny za palenie zielska w toalecie. Na przerwach nie słyszało się wulgaryzmów, bo gdyby usłyszał je któryś z nauczycieli to delikwent zapierdalałby w szkolnym ogrodzie przez dwa tygodnie za karę. A poza tym taka klnąca jednostka szybko znalazłaby się poza nawiasem społecznym w swojej klasie. Po prostu w klasie panował pewien poziom kultury. Pewnie ktoś by powiedział, że to istny obóz koncentracyjny, ale do tego liceum było się niezmiernie trudno dostać - tylu było chętnych. Rodzice posyłając swoje dzieci do tej szkoły mieli pewność, że nikt im dziecka nie pobije, nie zwyzywa, nie okradnie i nie będzie częstował narkotykami. Ale w przypadku uczniów zbuntowanych, indywidualistów stosowano indywidualne podejście, mające na celu wydobycie z nich tego co najlepsze, bez niszczenia ich specyficznego stylu bycia, ich stylu i odrębności. Więc się da i to właśnie szkoła powinna mieć możliwość samoczyszczania z jednostek patologicznych i to na wszystkich etapach edukacji. Najważniejszym jednak ogniwem tego edukacyjnego łańcucha byli i są nauczyciele, którzy stosując zasadę "zero tolerancji" zapobiegają przekształceniu placówki oświatowej w istne zoo - jak to opisane nieco przesadnie jak sądzę w tekście notki.

      TPB

      Usuń
    3. " nawet próby nieudolnej "riposty" szybko się doczekałem"

      Jaki tekst bazowy, taka i riposta, będąca jego parafrazą.
      A Trynkiewicz do tego bestiarium pasuje tak samo dobrze jak każdy inny pierdolec, który twierdził, że słyszał głosy, które kazały mu coś zrobić.
      Cmok.

      Morgenstren.

      Usuń
    4. @ TPB

      A co mogą zrobić dzisiejsi nauczyciele, jeśli uczeń ich nie słucha? Myślisz, że będą się mocować z chamskim osiłkiem, żeby go wywalić z sali? Za coś takiego mogą zostać oskarżeni o przemoc wobec gówniarza. A na pomoc dyrekcji czy kolegów często nie ma co liczyć. A przynajmniej ja nie mogłam.

      Podoba mi się Twoja szkoła, ale za mundurkami bym nie optowała. Zacieranie różnic majątkowych między uczniami? A cóż to za urawniłowka?


      @ PKanalia

      Trzymaj się schematu: atakujemy wypowiedzi, nie ich autorów (dotyczy to także ich cech, np. domniemanej ignorancji).

      Usuń
    5. @Kira & TPB /ciąg dalszy/...
      przychylam się do opinii, że prawny obowiązek chodzenia do szkoły i ukończenia jej w obecnej postaci /granice wiekowe/ to gruba przesada... szczerze mówiąc, to za dyskusyjną uważam samą ideę szkoły publicznej /państwowej/, ale myślę, że szkoda teraz czasu na zbyt ogólnikowe i jałowe rozważania, ewentualna likwidacja szkoły publicznej /państwowej/ to raczej soc-sci-fi... bardziej zbliżone do realizmu jest rozmawianie na temat "jaka ma być ta szkoła?" /skoro już jest i być musi/...
      w skrócie ująłbym to tak: "edukacja - tak, wychowanie - nie"... edukacja, czyli neutralna informacja i stwarzanie warunków do indywidualnego rozwoju... zaś wychowaniem /czyli kształtowaniem odgórnie poglądów /ze światopoglądem włącznie/, postaw i zachowań/ szkoła publiczna zajmować się nie powinna... jedyny dopuszczalny element "wychowawczy" to egzekwowanie regulaminu szkolnego, koniecznego, by ta instytucja funkcjonowała... co zaś oznacza zero tolerancji dla przemocy w szkole, narkotyków /z alkoholem na czele/ lub paranarkotyków /np. marihuany/, a także oczekiwania dotyczące kwestii higieny...
      ...
      co do zjawisk obserwowanych od pewnego czasu w gimnazjach, to myślę że ma miejsce pewne zbicie się w czasie dwóch spraw...
      primo, to zwalanie przez wielu rodziców pewnych obowiązków wychowawczych na szkołę... nie jest to co prawda żadne nowum, ale wydaje mi się, że skala tego wciąż rośnie...
      secundo, to samo istnienie instytucji gimnazjum w systemie edukacji... jest ona dla ucznia etapem tymczasowym, prowizorycznym i tak jest właśnie traktowana, "byle jak"... "byle jakie" są także relacje międzyludzkie, a przecież młody człowiek jest wtedy w wieku, gdy właśnie uczy się tych relacji... czyli nawet zakładając optymistycznie, że szkoła ma nie wychowywać /poza wspomnianymi wcześniej przeze mnie wyjątkami/, to ponieważ każda sytuacja życiowa "wychowuje", więc samo istnienie gimnazjum również i to "wychowanie" idzie w nieciekawym kierunku... zaś dla zwolenników poglądu, że "szkoła ma wychowywać" instytucja gimnazjum również jest do dupy, bo skoro jest to prowizorka, to sam ewentualny "programowy" proces wychowawczy jest prowizoryczny, realizowany byle jak...

      Usuń
    6. Pkanalia

      Jak to szkoła ma nie wychowywać? Prosty przykład. Uczeń na lekcji historii głośno pierdzi i beka - czyli ma wyniesione z domu ewidentne braki w wychowaniu. Nauczyciel ma według ciebie pozostać neutralny i interesować się tylko znajomością przez tego ucznia daty bitwy pod Grunwaldem?

      TPB

      Usuń
    7. @Kira...
      rozumiem, że komentując treść /element/ wypowiedzi nie wolno stwierdzać faktu oparcia się jej na fałszywych przesłankach?... zauważ przy tym, że i tak potraktowałem ją ulgowo, bo założyłem że jest oparta na prozaicznej, niezawinionej /bo w końcu nie każdy musi wszystko wiedzieć/ nieznajomości postaci Crowleya, a nie na świadomej chęci wprowadzenia innych w błąd...
      dodajmy jeszcze taki drobiazg, że w mojej wypowiedzi nie był nawet cienia ataku na autora "riposty", co więcej, nobilitowałem go poświęcając jego słowom swoją uwagę /czyli nie złamałem punktu 3 "P.K."/...
      sorry Kiruś, muszę przyznać, że coraz trudniej mi czasem trzymać się sztywno swojej zasady "nie kwestionować werdyktów Kiry"... nie wynika to jednak z tego, że coś się we mnie zmieniło, lecz w werdyktach /choć z drugiej strony wciąż nadal doceniam fakt, że masz w stosunku do mnie wyższe wymagania, niż do kogoś, kto z założenia spełnić ich nie potrafi/...
      traktuj więc proszę moją obecną, nieco krytyczną wypowiedź jako informację zwrotną od osoby Ci życzliwej i nadal żywiącej do Ciebie szacunek...

      Usuń
    8. @ TPB

      Uczenie podstawowych zasad we współżyciu między ludźmi to coś innego niż kształtowanie postawy moralnej.


      @ PKanalia

      Nie, nie mam wyższych wymagań. Jeśli jestem niesprawiedliwa, to wybacz mi to, nie jestem w stanie spamiętać wszystkich wypowiedzi, które padły w tym blogu. Proszę zatem, byś nazywał wypowiedź kurewstwem lub głupotą, jeśli taka Twoja wola, ale bez odnoszenia się do cech jej autora.

      Usuń
    9. @TPB...
      uprzejmie zapraszam do przeczytania mojej wypowiedzi jeszcze raz... wyraźnie tam napisałem o egzekwowaniu regulaminu szkolnego, będącym z definicji oddziaływaniem wychowawczym /jak najbardziej dopuszczalnym/... skoro uczeń swoim zachowaniem przeszkadza w przebiegu lekcji, to reakcja nauczyciela jest jak najbardziej uprawniona... muszę przyznać, że pomimo nietuzinkowego umysłu trudno mi sobie wyobrazić regulamin szkolny zezwalający na przeszkadzanie, zaburzanie toku zajęć...

      Usuń
    10. @Kira,

      Właściwie to zdiagnozowałaś wszystkie przyczyny obecnego stanu rzeczy w polskim szkolnictwie. Przynajmniej tym państwowym. Odpowiedzią na każdą szkolną patologię powinna być dyscyplina. Za złamanie szkolnego regulaminu, a także innych norm zachowań regulaminem nie przewidzianych, powinny być stosowane surowe kary. Za poważne wykroczenia wyrzucenie ze szkoły. Mam siostrzeńca w w prywatnym liceum ekonomicznym. Szkoła nie dość, że droga, to jeszcze nie kierująca się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym, ale prestiżem opartym na renomie. W szkole nie obowiązują mundurki, ale ubiór jest szczegółowo opisany w regulaminie. Kolorystyka biała, granatowa, czarna i szara. Spódnice nie wyżej niż za kolano itd. Za przekleństwo kara pieniężna przeznaczana na cele charytatywne. Za przemoc w stosunku do innego członka społeczności usuniecie ze szkoły. Za jakiekolwiek substancje odurzające na terenie szkoły usunięcie ze szkoły lub zawieszenie - zależnie od okoliczności. W szkole na stałe zatrudniony jest postawny ochroniarz, który w samej szkole nie ma zbyt wiele do roboty, ale regularnie patroluje teren wokół szkoły, żeby nie kręcili się wokół niej dilerzy i inne męty. A niech by któryś uczeń spróbował odpyskować coś do nauczyciela... Marny jego los. W tej szkole nauczyciel jest otoczony należnym mu szacunkiem. Ta szkoła uczy szacunku do innych, bo nie każdy ten szacunek wyniósł z domu rodzinnego. Ta szkoła uczy przyzwoitego zachowania, bo nie każdy to zachowanie wyniósł z domu rodzinnego itd. Słowem wychowuje, bo niektórzy tego wychowania w domu nie odebrali. I nic złego nie widzę w tym, ze szkoła w jakimś zakresie wychowuje - szczególnie w sytuacji gdzie rodzice tego wychowania nie potrafili zapewnić licząc na grubość swojego portfela. Nic z tych rzeczy. W tej szkole to nie przejdzie. Można? Ano można. Nadal będę twierdził, że główną winę za opisany wyżej stan rzeczy ponosi dyrekcja i grono pedagogiczne.

      TPB

      Usuń
    11. @Kira...
      nie pisałem nic o cechach autora... wyraziłem jedynie przypuszczenie, że ktoś próbujący zestawiać i porównywać takie postacie, jak Crowley i Trynkiewicz nic /lub prawie nic/ o tej pierwszej postaci nie wie... czyli nie było w tym nawet odniesienia do autora konkretnej wypowiedzi, lecz próba bezosobowego wytłumaczenia przyczyn takiej wypowiedzi...
      ...
      ewentualną "niesprawiedliwość" wybaczam Ci zawsze bez wahania, niejako automatycznie... ale z wybaczaniem Ci /użyję eufemizmu/ "zbyt szybkiego, zbyt powierzchownego, zbyt niechlujnego" używania mózgu, które od czasu do czasu u Ciebie zauważam rzeczywiście miewam kłopoty, bo Cię cenię... czyżbym za bardzo Cię cenił?... naprawdę bardzo bym nie chciał dojść do takiego wniosku...

      Usuń
    12. @pkanalia

      Domyślam się, że miało być śmiesznie. Momentami nawet nieźle, tylko trudno mi zaakceptować jakiekolwiek inne wspomnienie o katastrofie w Smoleńsku, niż w formie poważnej. Sama myśl o poniżeniu, jakim były publikacje zdjęć zwłok w internecie powinna dawać do myślenia. Oczywiście nie kliknąłem, chociażby z prostego szacunku dla zmarłych. Ale to tylko taka dygresja na marginesie.

      Co do wykształcenia średniego. Za moich czasów nie było etapu gimnazjalnego i całe szczęście. Liceum słynęło z wysokiego poziomu nauczania i luźnego traktowania uczniów. Podobno zioło było dostępne na przerwie w każdym kiblu. Pierwsza plotka potwierdziła się, druga nie. Na dzień dobry kto miał jakikolwiek zaczątek zarostu, w tym bródkę, musiał się ogolić. Makijaż u dziewczyn co najwyżej bardzo dyskretny, ale i ten był niemile widziany. O jakimkolwiek podskakiwaniu nie było mowy. A wysoki poziom nauczania był przeplatany z nauką niesprawiedliwości w życiu, bo gdy nauczyciel chciał, to pytał do momentu, aż nie wstawił ndst. Co w końcowym rozliczeniu okazało się być dobre, gdyż uczyło zasad poruszania się w dorosłym świecie, w którym sprawiedliwość i uczciwość są dobrami deficytowymi.
      Mundurki to świetna sprawa, gdyż pozwalają ukryć różnice majątkowe i przy okazji uczą zasad starannego ubioru. Alkohol? Oczywiście, że pod koniec szkoły średniej czy na początku studiów pijało się raczej nie dla smaku. Pewnie każdy ma wspomnienia z czasów wczesnej młodości, z których nie do końca jest dziś dumny, a kiedyś się z głupoty wyrasta. Im szybciej, tym lepiej :) Za czasów podstawówki czymś bezdyskusyjnym było oberwanie linijką po łapach. Jakoś nikomu się wielka krzywda nie stała.
      Toteż uważam, że bardzo złym pomysłem jest robienie na siłę ludzi wykształconych z tych uczniów, którym dalsza nauka ponad podstawowe umiejętności przynosi krzywdę. Jako bardziej bezczelni i z reguły dominujący fizycznie, będą tworzyć coś w rodzaju subkultury więziennej. Tymczasem pozostając w zgodzie ze swoimi mało wygórowanymi ambicjami, byliby dla społeczeństwa przydatni.

      Usuń
    13. @ PKanalia

      Pisałeś o ignorancji. Nie odniosłeś się zatem jedynie do wypowiedzi, ale i do jej autora.


      @ Celsus

      Czyli co, zamiast wymagać od dorosłych, żeby nie zachowywali się jak ścierwa, mamy już za młodu się do ześcierwienia przyzwyczajać???

      Usuń
    14. @Kira,

      "Uczenie podstawowych zasad we współżyciu między ludźmi to coś innego niż kształtowanie postawy moralnej."

      Ależ uczenie podstawowych zasad współżycia międzyludzkiego jest ściśle związane z kształtowaniem postaw moralnych. Te dwie rzeczy wzajemnie się przenikają. Nie da się wyznaczyć zasad współżycia społecznego bez norm moralnych. Chociaż może się mylę. Wyobraźmy sobie społeczność zatwardziałych kryminalistów z wyrokami za zabójstwa i inne ciężkie przestępstwa. Zapewne wytworzą sobie oni jakieś obowiązujące w ich społeczności zasady współistnienia, oparte o ich własną moralność - tylko czy chciałabyś w takiej społeczności żyć? Bo ja nie.

      TPB

      Usuń
    15. @ TPB

      Ujmę to tak: nie życzyłabym sobie, żeby nauczyciele wychowywali cudze dzieci w duchu wartości obcych ich (dzieci) rodzicom. Poprzez "wartości" mam na myśli abstrakcyjne idee! Bo co innego powiedzieć uczniowi, że nie wolno kraść czy mordować, bo takie są PODSTAWOWE normy społeczne, a co innego wmawiać mu np. że powinien czekać z seksem do ślubu, szanować JP II czy być gotowym umrzeć dla ojczyzny (to tylko przykłady).

      Usuń
    16. @Kira

      Przysłowie mówi, że "człowiek człowiekowi wilkiem". A Polak Polakowi ch...em. Im wcześniej się do tej prawidłowości człowiek może się przyzwyczaić, tym mniej rozczarowań w życiu dorosłym. Co więcej, spotykając na swojej drodze nieliczne przypadki uczciwości i sprawiedliwości, będzie doznawał miłych rozczarowań, w perspektywie których życie wydawać mu się będzie czarującym spektaklem życzliwości.

      Usuń
    17. @Celsus...
      pierwszy mój komentarz był z założenia żartobliwy, gwoli rozrywki pure i nie było jego zadaniem tworzenie zaczynu do poważniejszej dyskusji... tyle może wspomnę, że wśród wielu wątków wyróżniłbym satyrę na ludzi o pewnej mentalności, wyznawców idei "porządek dla samego porządku"...
      poważniej wypowiadam się później i wychodzi mi, że jesteśmy obaj zgodni w kwestii zbędności /a według mnie wręcz szkodliwości/ istnienia fazy, etapu "gimnazjum"...
      co do tworzenia na siłę ludzi formalnie tylko wykształconych również mamy zgodność, jak widzę...
      mundurki... gdy chodziłem do liceum trwała "wojna o długie włosy" i w końcu zakończyła się przepisem o obowiązku dbania o higienę dowolnie wybranej fryzury i ubioru... czyli zwyciężył zdrowy rozsądek, dostrzeżenie gdzie leży istota sprawy... zaś wszelkie ekstrawagancje /"efekt wahadła"/ były czymś absolutnie marginalnym... co do samych mundurków, to jestem przeciwnikiem obowiązku ich noszenia, argument o "ukrywaniu różnic majątkowych" według mnie jest de facto kontrargumentem, a sztuczne tworzenie iluzji socjalistycznej "urawniłówki" wręcz mnie odrzuca... niemniej jednak uważam, że są pewne tematy, w których uniform jest wartością od strony praktycznej /różne warsztaty, zajęcia pracowniane/, a także może pomóc w skupieniu się podczas samych zajęć...
      narkotyki, paranarkotyki, używki... zdecydowanie jestem przeciwny ich obecności w szkołach... oczywiście, że za "moich" czasów licealnych zdarzały się ludziom rożne epizody, niektóre bywały wspominane ze śmiechem, niektóre z zażenowaniem, ale generalnie był to margines /papierosy zaś były już kompletnie osobną bajką/...
      no i na koniec ten liniał jako pedagogiczny gadżet... no cóż, wychowałem się w domu, gdzie kary i skarcenia cielesne uchodziły za objaw porażki wychowawczej, wręcz hańbą dla karającego /niczym u Indian prerii/, natomiast mowy nie było o "bezstresowym" oszczędzaniu innych przykrych doświadczeń, przysłowiowym "zbieraniu kamieni z przed stóp"... zaś ja sam byłem bardzo niepokorny i mowy nie było o wchodzeniu mi na głowę przez nauczyciela... w szkole podstawowej wychowawczyni /jednocześnie nauczycielka mojej ulubionej matematyki/ praktykowała karcenie uczniów tzw. "wskaźnikiem"... kiedyś /7 czy 8 klasa/ po jakiejś psocie wezwała mnie do swojego stolika w celu "egzekucji"... nie dopuściłem do tego, zabrałem jej wskaźnik i połamałem... była straszna afera /aż cała szkoła huczała/, zaś wezwany Ojciec przyznał rację, że moja psota wymagała kary, ale twardo był przeciwny takiej akurat formie...
      ...
      tytułem dygresji w kwestii pytania "aż do ndst"... chodziłem do elitarnego liceum, gdzie nauczyciele matematyki byli pracownikami naukowymi /niektórzy wręcz światowej sławy/, którzy mieli wyrąbane na wiele rutynowych szkolnych rytuałów... jeden z nich rzeczywiście stosował wspomnianą metodę, ale to była po prostu taka jego metoda sprawdzania naszej wiedzy i umiejętności... każdy miał w dzienniku całe mnóstwo "goli", ale jeśli chodziło o oceny na koniec okresu/ semestru lub roku, nikt nie miał podstaw do reklamacji... te oceny nie miały nic wspólnego z kolekcją "goli", które służyły jedynie do zabawy...

      Usuń
    18. @Kira

      "Bo co innego powiedzieć uczniowi, że nie wolno kraść czy mordować, bo takie są PODSTAWOWE normy społeczne, a co innego wmawiać mu np. że powinien czekać z seksem do ślubu, szanować JP II czy być gotowym umrzeć dla ojczyzny"

      To prawda, że powinno się oddzielić wartości uniwersalne, których powinna nauczać szkoła, od tych całkowicie abstrakcyjnych. Takich jak te wymienione jako przykłady. Sprawy seksu nie powinny być poruszane w ogóle, bo to intymna sprawa każdego człowieka i jeśli już to pełna zgoda, że powinni się tą tematyką zajmować rodzice, a nie pani od gender naciągająca prezerwatywę na banana. Tylko rodzice znają, albo powinni znać wrażliwość swojego dziecka i to oni są kompetentni, aby o tych sprawach ze swoimi dziećmi rozmawiać. Aby móc uczciwie wypowiedzieć się o JP II, należałoby coś o tym człowieku wiedzieć i znać treść jego encyklik, które są podstawowym źródłem wiedzy o nauce jaką próbował on ludziom przekazać. Nie podejrzewam uczniów gimnazjum, liceum, oraz większości ich nauczycieli o taką wiedzę, toteż nie mają on kompetencji do wypowiadania się o tym człowieku, BO NIC, LUB PRAWIE NIC O NIM NIE WIEDZĄ. Po spełnieniu warunku posiadania rzetelnej wiedzy można wyrobić sobie zdanie czy należy mu się szacunek czy nie. Z umieraniem za ojczyznę jest tak, że w przypadku wojny następuje powszechna mobilizacja i poborowy nic do gadania nie ma, bo jak nie to kula w łeb lub więzienie. Tu gorzej mają faceci, bo kobiet pobór nie obejmuje poza tymi, które są w zawodowej armii. Natomiast warto zadać sobie pytanie jaki los czeka tych, którzy pozostali przy życiu w przypadku rozgromienia armii w której służyli ich mężowie, bracia, synowie. Wystarczy prześledzić co wyprawiała armia czerwona na zajętych terenach, czy co wyrabia ISIS na podbitych przez siebie ziemiach. Może lepiej zginąć z bronią w ręku niż zostać żywcem spalonym, zgwałconym i rozprutym nożem, lub robić za zaplecze seksualne dla zwycięskich żołdaków. Tu już nawet nie chodzi o postawę, ale o instynkt samozachowawczy. Żyjąc można doświadczyć gorszych koszmarów niż śmierć. Może tego własnie powinna uczyć szkoła? obiektywnego spojrzenia na kwestie, które niemal zawsze traktuje się stereotypowo.

      TPB

      Usuń
    19. @ TPB

      Zdrowy rozsądek tudzież zdrowy egoizm niemal zawsze znajdą moje uznanie. Czyli nie potępię kogoś, kto przeczuwając nadchodzącą zawieruchę dziejów, spieprzy z kraju. :)

      Usuń
    20. Gorzej jak nie ma gdzie spieprzyć - bo i tak bywa.

      TPB

      Usuń
    21. @Kira...
      jesteś okrutna... dziś święto /Słońce wróciło/, do tego jeszcze poniedziałek, a Ty mi takie łamigłówki zadajesz :)...
      może być "skłonność do doszukiwania się"?... to już chyba cecha /niesprecyzowanej grupy ludzkiej/?... co prawda czynność niekoniecznie musi wynikać ze skłonności, bo może być jednorazowa, ale w opisywanym zjawisku można mówić o skłonności...

      Usuń
    22. Widzisz, PKanalio, założenie jest takie: atakuj same wypowiedzi, jakby spłynęły tutaj znikąd. Nie krytykuj ich autorów, w tym także zachowania, cech bądź skłonności.

      Usuń
    23. @Kira /c.d./...
      albo jeszcze tak:
      "pogląd, jakoby każdy żart w którym jest jakiekolwiek nawiązanie do katastrofy smoleńskiej był nabijaniem się z faktu zaistnienia tej tragedii jest debilny i kłamliwy"...

      Usuń
    24. @ PKanalia

      Yesss! :)

      Usuń
    25. @Kira...
      no, co Ty mnie nie powiesz? :)...
      tylko pomyśl logicznie... krytyka jakiegoś działania /czyli także wypowiedzi/ nie jest atakiem personalnym, tylko krytyką samego działania, nawet jeśli zbiegiem okoliczności w danej dyskusji owo działanie miało miejsce...

      Usuń
    26. @ PKanalia

      Jak Ty niczego nie rozumiesz. Czy nie dociera do Ciebie, że obowiązują u mnie tak drakońskie obostrzenia, ponieważ próbujecie sobie bezustannie dogryzać? Wam po prostu nie można popuścić. Wiem, że i tak będziecie się podszczypywać w "białych rękawiczkach", ale może chociaż trochę ograniczę to gówniarzerskie zachowanie. Koniec dyskusji.

      Usuń
  2. To musiałaś się dobrze czuć w szkole. Cała masa ludzi na twoim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój styl wypowiedzi przypomina mi pewną żałosną, pozbawioną szacunku do samej siebie plotkarę, która węszyła wokół mojego prywatnego życia. Nie używasz przypadkiem nicka EwaL?

      Usuń
  3. Nie myć, nie strzyc tego całego towarzystwa – niech śmierdzi i wygląda jak jaskiniowcy – jak wolność to wolność... odziać w zgrabne lateksowe wdzianka, skóry i czapki z kondomów lub eleganckie peleryny rodem z filmów o wampirach i do tego obowiązkowo rogi... Tatuaże zajebiste i tony żelastwa mile widziane /zwłaszcza w wargach sromowych/, krzyżyki i świętpjebliwe medaliki mają ulec konfiskacie i przetopieniu na rytualne sztylety do sprawowania czarnych mszy... uczniowie mają wyglądać jak porządni czcicielu kultu Szatana, a nie jak jakieś kruchtokołtuny... rano, po czarnej mszy i składaniu ofiar z kotów, dodatkowy apel połączony z marszem /wysoko kolana!/ i śpiewem bluźnierczych pieśni satanistycznych w stylu próby zwymiotowania własnych wnętrzności a’la Nergal... podczas przerw czytanie Biblii Szatana i głębokich refleksji LaVeya, podczas dużej przerwy recytacje chóralne żywotów Synów Zakonu Czarnej Ręki /np. Aleystera Crowleya Trynkiewicza Heleny Bławatskiej EliphasaLevi, Papusa /... na szkoleniu ezoteryczno – okultystycznym regularna prezentacja czystej żywej prawdy pod postacią filmu edukacyjnego "Evil Dead"... w toaletach podgląd kamer, by się smarkacze nie grzmociły bezproduktywnie, tylko filmy z kopulacji zamieszczać w szkolnej witrynie internetowej, oraz czujniki dymu, by nie paliły kotów w sedesach, bo to straszne bluźnierstwo, po którym dochodzi do aktów kazirodztwa /młodzież po skończeniu 18 lat ma zażywać kokainę, bo to takie landrynki dla pełnoletnich/... po ostatniej lekcji obowiązkowa wypłata albo w postaci "sztosów" wymierzanych specjalnym wibratorem pedagogicznym /typowym wyposażeniem każdej kobiety/, albo trzepania tyłków skórzanym pejczem pożyczonym od zaprzyjaźnionych bywalców dark roomów, od razu smarkateria nauczy się co to wolność, samoposiadanie i samozgwałcenie... koniecznie dopilnować, by dziewczęta siedziały okrakiem na ławkach z wibratorem w waginie lub anusie, a nie jak jakieś świętojebliwe niewydymki szanujące swoją godność /zalecane są akcesoria do sado-maso w klasach, kształtujące prawidłową postawę czciciela jedynego prawdziwego Księcia Ciemności/... telefony i empetrójki?... nakaz bezwzględny, by młodzież przekazywała sobie nagrania z czarnych mszy, orgii i nie słuchała kościelnych sukienkowych wyjców...
    może tyle chwilowo zebranych naprędce założeń wstępnych, system jest rozwojowy...
    aha... kosze na śmieci mają być metalowe, trwale przyśrubowane i przyspawane do podłogi, by rozpalać w nich okolicznościowe ognie do odprawiania pogańskich guseł (Światowida nie podpalać)

    Morgenstern

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Morgensternie
      Nikt tak dobrze jak Ty nie potrafi wyśmiać bezdennej głupoty i pukającego od spodu w dno Rowu Mariańskiego kurewstwa wolnościowych wymiocin. Z którymi mieliśmy nieprzyjemność zapoznać w tej dyskusji.
      Ukłon do ziemi.

      Usuń
    2. P.S.
      Czcigodny Morgensternie
      Jeśli w tej dyskusji cokolwiek może rozbawić, to przekonanie, że Twoja parodia mogła rozśmieszyć kogokolwiek spoza środowiska moralnych degeneratów.
      Jeszcze raz niski ukłon.

      Usuń
  4. Czcigodna Kiro
    Pozwolę sobie przypomnieć że uczniowie Eton czy Harrow przychodzą na lekcje ubrani porządnie, marynarka i krawat w szkole są czymś normalnym. A w szkołach damskich z tej samej półki dziewczyny też są ubrane przyzwoicie. Bo kurewki z wytatuowanym lub ponabijanym żelastwem ryjem, nie wpuszczono by do za próg. I właśnie absolwenci takich szkół, po późniejszym "Oxbridge" czy LSE rządzą Wielką Brytanią. A hołota w najlepszym przypadku może rządzić zmianą w jakimś fast foodowym trucicielu.
    W pełni popieram opinię TPB. Szkoła jest dla tych którzy CHCĄ się uczyć. I umieją zachować w przestrzeni publicznej. A jak się jakiemuś "wyluzowanemu" zasrańcowi nie podoba, to noga, dupa, brama. I wynocha do chlewu. Czas skończyć z przeciąganiem zadymiarzy za uszy do następnej klasy i innymi tego typu socjalistycznymi "wskaźnikami".
    Dlatego nie mogę się doczekać prywatyzacji szkolnictwa (oczywiście połączonej z bonem oświatowym).
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Teraz nie tylko bydło w liceach, ale i na studiach jest hołubione. Bo z niego właśnie żyją placówki oświatowe. Szkoła bez uczniów czy uniwerek bez studentów to martwa szkoła i martwy uniwerek. Takie się likwiduje - albo z nakazu urzędniczego (jak dawną szkołę w pewnej osadzie, w której uczyłam 6 lat temu), albo z racji widma bankructwa.

      Usuń
    2. @ Kira - P.S.
      Z oczywistych powodów, piszę to w innym wątku.
      Cieszy mnie Twoja deklaracja iż szkoła z wizji TPB przypadłą Tobie do gustu. Zgłaszasz problemy praktyczne, stojące obecnie przed nauczycielami o których trzeba rozmawiać. Oczywiście wypalenie rozżarzonym żelazem z kodeksów karnych politycznej poprawności jest warunkiem koniecznym likwidacji obecnej szkolnej gangreny. A o mundurkach możemy podyskutować. Ja widzę w nich więcej zalet niż wad, ale się przy tym nie upieram, niczym niejaki Cipowicz (czy jak mu tam) w telewizji, bredzący że "ziele" nie jest narkotykiem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. @ Kira
      Ponieważ nasze komentarze minęły się w czasie, drobne dopowiedzenie.
      Ze zjawiskiem cackania się ze studentami, na polibudzie się nie zetknąłem. Chyba dlatego, że do nas przychodzą na studia praktycznie jedynie ludzie o normalnej psychice, chcący zdobyć zawód dający wielkie szanse na znalezienie pracy. A nie luzacy, narkomani, nabzdyczone pedały, filozofowie z koziej dupy czy inny tego typu szrot. A w kwestii zachowywania się, u nas na zajęciach nie spotyka się "czasowników posiłkowych" czy "wyluzowanego przecinka". Raz jakiś zajączek nie mógł się zalogować do sieci i zaczął bluzgać. Powiedziałem mu wtedy, że nie jest na uniwersytecie. Reszta towarzystwa zaczęła się śmiać a on przeprosił.
      Raz tylko spotkałem się z przypadkiem niezrównoważonego psychicznie studenta, który wszystko wiedział lepiej od innych. I wciąż robił z siebie ciula, kłócąc się również z wykładowcami o sprawy, o których nic nie wiedział. Szczęśliwie został skasowany, ale dopiero na drugim roku. Bo na pierwszym, dwóch kolegów puściło go na zasadzie "że on taki biedny". Wytłumaczyłem im, jaki idiotyzm popełnili. Bo inżynier z naszej branży może w przemyśle spowodować katastrofę z wieloma ofiarami śmiertelnymi. Co innego na jakiejś bambusologii pokroju gender. Tam i wykładowcy pieprzą takie idiotyzmy, że on czułby się w takim towarzystwie jak ryba w wodzie.
      Od tej pory jestem szczególnie uczulony na kretynów, którzy są "wszechwiedzący". Bo o wszystkim bez wyjątku wiedzą tyle samo. Czyli mniej niż zero.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Skrócono przedszkole o jeden rok, żeby ludzie o rok wcześniej zaczęli płacić podatki i zus. Ale już zaczęły się problemy, część dzieci gorzej radzi sobie z nauką, nawet w starszych klasach.
    Zgadzam się z oceną gimnazjum przedstawioną przez autora zacytowanego tekstu. Gimnazjum to moim zdaniem zbędny etap. Ci którzy chcą się dalej uczyć teoretycznie - powinni po 6 klasowej podstawówce iść do liceum, ci którzy chcą się uczyć praktycznie do zawodówki. Wielu z tych wkurwionych osiłków chętnie uczyłoby się zawodu np. glazurnika, hydraulika, operatora spychacza czy dźwigu. Zaś w elitarnym liceum dyscyplina, mundurki, ale poszanowanie indywidualności, inicjatywy, samodzielności. Liceum powinno kształtować przyszłych przywódców. W tym modelu więcej lat zaoszczędzimy dla zus bez posyłania 6-latków do szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dibi...
      witaj...
      potrzeba posiadania władzy jest pochodną wysokiego poziomu lęku powodującego chęć zbytniej kontroli otoczenia... pytanie brzmi, co z ludźmi na wysokim poziomie intelektualnym, do tego o w miarę normalnej konstrukcji psychicznej, którzy zatem władzy nie pragną i akceptują jej posiadanie jako pewne zło konieczne w danej sytuacji zawodowej, w której się znajdą...
      ...
      wciąż nie mogę /wręcz nie chcę/ zaakceptować socjalistycznego, przedmiotowego podejścia do człowieka, gdzie priorytetem jest jego przydatność, zaś jego szczęście, samorealizacja jest spychana na dalszy plan...
      ...
      ale wiesz, chyba Cię zaskoczę... mimo, że jestem przeciwnikiem mundurków w szkole publicznej, to istnieją obszary, gdzie poddanie się pewnej uniformizacji i dyscyplinie służyć może indywidualnemu rozwojowi, nie ma w tym żadnego paradoksu... jak kiedyś pisał Bruce Lee /cytat niedosłowny, ale z zachowaniem sensu/ "warto czasem czasowo zamienić się w drewniany manekin by osiągnąć wolność"...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    2. @Peter,
      Nie widzę problemu, kiedy osoba o wysokich predyspozycjach nie pragnie władzy. Powszechnym w Polsce problemem jest jednak sytuacja odwrotna.
      Dla społeczeństwa liczy się przydatność jednostki, o szczęście trzeba zadbać sobie samemu.
      Ja z sentymentem wspominam mundurki, które musiałem nosić w podstawówce. Kolega J miał zwyczaj podstępnie podchodzić od tyłu i smarkać koledze na ramię. Mundurek stanowił przynajmniej jakieś zabezpieczenie.

      Usuń
    3. @Dibi...
      bez przesady... nie postuluję bynajmniej, by państwo /a także szkoła, jako jego agenda/ ogarniała ludziom ich szczęście... to byłoby wylewanie dziecka z kąpielą /i kolejna forma socjalizmu/... tu chodzi o tworzenie przez szkołę pewnych warunków, by człowiek się rozwijał sam...
      ...
      tu chodzi o kolejność priorytetów... w pracy pedagogicznej /a także terapeutycznej/ pojawia się pytanie, o co nam chodzi?... czy o stworzenie tzw. "cegły w murze", czy o człowieka twórczego, autora własnego życia?... zawsze mnie odrzucało przedkładanie tego pierwszego nad tym drugim... oczywiście, że umiejętność "bycia z ludźmi", poruszania się wśród nich jest szalenie ważna... ale jest to tylko środek, a nie cel...
      ...
      natomiast masz jak najbardziej rację, że w Polsce mnóstwo ma "ciąg na władzę" /sami kierownicy, tylko robić nie ma komu :D/, co jest właśnie oznaką wysokiego średniego poziomu lęku... człowiek zrównoważony psychicznie potrzeby kontroli nad otoczeniem nie ma... jeśli już po nią sięga, to gwoli realizacji jakiegoś innego celu, albo jak wspomniałem wcześniej godzi się ją przyjąć jako jeden z elementów konkretnej sytuacji /np. zawodowej/, w której się znajduje...

      Usuń
    4. Jedna cegła nic nie znaczy. Wiele cegieł ułożonych w sposób uporządkowany tworzy mur.

      Morgenstern.

      Usuń
    5. @ Morgenstern
      Przecież ma nie być żadnego muru. A tylko podarty i obsrany anarchistyczny namiot.

      Usuń
  6. Potwierdzam, tak wyglądało i wygląda gimnazjum.

    Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że gros tych ludzi ze swojego infantylizmu nie wyrasta i w efekcie mamy pokolenie zdziecinniałych dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie ukrywam się pod innymi nick'ami. Jak będę chciała znowu powiedzieć ci parę słów prawdy to zawsze podpiszę się swoim od lat tym samym nick'iem.
    Poza tym nikt nie musi "węszyć" bo od wielu lat wystawiałaś swój tyłek na widok publiczny dziwiąc się, że ktoś to widzi, OCENIA:) i opisuje:)
    Jestem tutaj tylko po to żebyś nie wycierała sobie swojej pyskatej buzi moją osobą więc nie kasuj powyższego wyjaśnienia i nie odpowiadaj na komentarz, bo nie będzie ciągu dalszego:)
    EwaL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, widzę, że nasza zwariowana Ewcia nadal mnie czyta z wielką uwagą. :))) Cóż, ja też WIDZĘ, OCENIAM i OPISUJĘ. I niespecjalnie mnie obchodzi, czy to się ocenianym i opisywanym osobom podoba. Niech więc Ewcia będzie grzeczną dziewczynką i zachowa swoje uwagi dla siebie.

      Usuń
  8. @ Celsus
    'Żarty" ze Smoleńska sprawiają mi problem związany z nazewnictwem, dodatkowo spotęgowany koniecznością przestrzegania Prawa Kiry. Więc potraktuj jako super łagodny eufemizm, nie oddający powagi sprawy, następujące stwierdzenie:
    "Żarty" z wydarzenia, w którym śmierć poniosła setka rodaków, a wśród nich Prezydent RP, to tak bezdenne kurewstwo, aż tak bardzo dyskwalifikujące, że w porównaniu z nim nawet prostytucja homoseksualna jest niczym.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Celsusie

    Witaj :)

    Do gimnazjum chodziłam jakieś 10 lat temu i okazuje się, że wiele się od tamtego czasu zmieniło. My na przykład nie mogłyśmy sobie nawet pozwolić na malowanie paznokci bezbarwnym lakierem i potraktowanie rzęs tuszem, bo gdy nas dyrektorka zdybała, to dostałyśmy nie tylko perorę, ale też uwagę i publiczne poniżenie (dyrektorka miała sarkastyczne poczucie humoru i potrafiła dopiec). Dzisiaj mój kuzyn, kończący już gimnazjum, twierdzi, że jest JEDYNYM w 25-osobowej klasie, który nie przychodzi na lekcje naćpany Acodinem.

    Słyszałam w pracy żarty o "kaczce po smoleńsku", a rubaszny rechot, jaki temu towarzyszył, wywołał we mnie obrzydzenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pogląd zakładający, że kolejny przykład neoliberalnego transferu publicznych pieniążków do kieszeni przedsiębiorców ("bon oświatowy") miałby poprawić sytuację w szkołach czy oświacie, mogę zbyć tylko uśmieszkiem politowania.
    Generalnie wpływ instytucji szkoły na wychowanie i postawy młodych ludzi jest zdecydowanie przeceniany.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  11. Negacja potrzeby zapewnienia każdemu dziecku edukacyjnego pakietu minimum, to aż tak łajdacki pogląd, że nie warto z nim dyskutować. A istnienie niestety zbyt licznych GRUP chamów, niedouczonych debili czy wolnościowych moralnych szmat, to żaden argument przeciwko szkołom.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pogląd jakoby wysysanie publicznych pieniędzy przez cwaniaczków prowadzących prywatne szkoły było komukolwiek potrzebne (poza tymi cwaniaczkami, rzecz jasna - w polskich warunkach chodziłoby głównie o zamożną instytucję wyznaniową) można by uznać za idiotyzm, gdyby nie służył określonym interesom. Występowanie GRUPY zakonserwowanych ścierek, które chciałyby żeby na prywatną edukację ich dzieci robiono ogólnonarodową ściepę, świadczy jedynie o trafności diagnozy systemu i w niczym nie zmienia faktu, że mechanizm takiego transferu nie różni się od programów w stylu "mieszkanie dla młodych" (deweloperów, rzecz jasna).
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Państwo nie powinno łożyć na żadne szkoły prywatne lub powinno dorzucać się do każdej po trochu. W przeciwnym wypadku mamy dominację jednej ideologii nad drugą. A tego chyba każdy rozsądny człowiek chciałby uniknąć.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Primo, jeśli chcesz żeby dziecko chodziło do szkoły prywatnej - płać, nie wyciągaj pieniędzy z cudzych kieszeni. Secundo, jeśli chcesz aby indoktrynacja w określonym kierunku nie dotyczyła Twojej pociechy - nie domagaj się dotacji, bo one mogą przyjść w pakiecie z warunkami wstępnymi.
      (No, chyba że sprawa dotyczy instytucji, która sama narzuca warunki...)
      Anty

      Usuń
    3. @ Anty, PKanalia

      Sorry, ale chyba wcześniej nie zajarzyłam, że może Wam się nie podobać wspomniany "bon oświatowy". Akurat tego za dopłacanie do szkół prywatnych nie uważam.

      Usuń
    4. Jeśli przeznaczanie środków z budżetu państwa na rozwój czyjegoś prywatnego biznesu nie jest dopłacaniem, to czym jest?
      Anty

      Usuń
    5. @ Anty

      Odpowiem niżej.

      Usuń
    6. @Kira...
      nie wypowiedziałem się ani słowem na temat "bonu oświatowego", nie użyłem nigdzie określenia "bon oświatowy" /nie tylko w tej dyskusji, ale od dawana w jakiejkolwiek...
      ergo...
      nie możesz wiedzieć, czy mi się podoba lub nie wspomniany "bon oświatowy"...

      Usuń
    7. @ PKanalia

      Sorry, po prostu dyskusja toczy się w różnych wątkach. Przynajmniej dla mnie. ;) I tak jakoś wyszło...

      Usuń
  13. Jak widzę - trwa nieustający festiwal.....I coraz rzadziej zastanawiam się , czy to tak z nudów, czy braku innych problemów, czy może z charakteru (nad którym jednakowoż można popracować )

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Kira
    Widzę, że dajesz się wkręcić w lewackie czy wolnościowe idiotyzmy o „dopłacaniu” do szkół niepaństwowych.
    Nawet wymienione środowiska nie protestują przeciwko konieczności dostępu dzieci do „bezpłatnego” szkolnictwa, przynajmniej do pewnego etapu nauczania. Znając wydatki budżetu na szkoły poszczególnych szczebli i liczbę uczniów z nich korzystających, można łatwo ustalić przeciętny nakład na naukę dziecka w szkołach państwowych tych szczebli. Przyjmując że podatek płacony przez poszczególnych obywateli jest dzielony na poszczególnekategorie wydatków w takiej proporcji, jak budżet państwa, widać że bezdzietni do tego szkolnictwa dokładają, zaś nieprzesadnie zamożne rodziny wielodzietne na tym zyskują.
    A jeżeli ktoś decyduje się wysłać dziecko do szkoły niepaństwowej, to w obecnym systemie musi za nią zapłacić w całości z własnej kieszeni, a nikt mu nie zwróci zabranej w formie podatku kwoty na usługę która mu się należy, ale ze względu na jej niską jakość w wydaniu „państwowym” nie korzysta z niej w takiej wersji.
    I właśnie ta kwota, czyli koszt uczenia dziecka w szkole państwowej to "bon oświatowy". Rodzice chcący by w niej uczyło się ich dziecko, mają tę naukę w całości finansowaną z budżetu z mocy prawa. A jeśli wysyłają dziecko do lepszej szkoły, niech dopłacają różnicę między wysokością czesnego a kwotą bazową zawartą w bonie.
    Ale rodzice obecnie są okradani z należnego im zwrotu pieniędzy na naukę. Bo do statystycznej szkoły prywatnej na lekcje nie przyszedłby pan pedał uczyć „tolerancji”. Po toaletach nie oferowano by narkotyków a uczniowie i uczennice na pierwszy rzut oka różnili by się wyglądem od wyluzowanej hołoty i młodocianych prostytutek.
    Oczywiście moralni degeneraci, pokroju luzaków, satanistów czy wolnościowców, też mieliby prawo do zakładania szkół. A sprawdzanie listy obecności mogłoby wygladać tak:
    - Antkowiak
    - Jestem
    - Biernacka
    cisza
    - Biernacka!
    - Panie psorze, na imprezie przedawkowała i wykitowała
    - Kowalski
    - Jest w szpitalu. To chyba początek AIDS.
    i tak dalej
    Ze dwa razy widziałem uczniów wychodzących z zespołu szkół prowadzonych przez organizacje żydowskie. Towarzystwo było ubrane przyzwoicie, żadnego gówniarstwa w wyglądzie czy zachowaniu. Ale to jest szkoła dla elity elit. Motłochowi wciska się, między innymi za pośrednictwem agorowych „merdiów” i luzackich użytecznych idiotów, zupełnie inne wzorce.
    Więc nie ma co bronić nierówności poszczególnych szkół wobec prawa. Żeby było wporzo, spoko, ciool, a ogólnie jeden wielki szajs.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kira
      P.S.
      Jak często się zdarza, nasze komentarze mijają się w drodze. Więc "cofam sęk" z tym, że dałaś się wkręcić w te kurewstwa na temat bonu oświatowego.

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Nie skojarzyłam od razu, że mowa o bonie oświatowym. Uznałam, że chodzi o samą zasadę, by państwo nie dopłacało.

      Usuń
    3. @ Kira
      Chodziło mi wyłącznie o równość podmiotów wobec prawa i elementarną uczciwość.
      Bo czerwonej czy hominternowskiej hołocie, dostającej epilepsji i nietrzymania stolca (w tym ostatnim przypadku to nie dziwota) na samą myśl o nieokradaniu ludzi, jakoś nie przeszkadza wydawanie pieniędzy budżetowych na genderowe czy pedalskie brednie.
      Ponad dziesięć lat temu, do pewnego krakowskiego liceum zgłosiło sie dwóch ciulów z rekomendacją MEN. Chcieli wygłosić "prelekcję" na temat wychowania seksualnego i przynieśli stertę "materiałów dydaktycznych", prosząc o ich wcześniejsze rozdanie uczniom. I ustalili termin tejże "prelekcji". Dyrektor był \człowiekiem sumiennym i zajrzał do tych "pomocy naukowych". Gdy przeczytał instrukcję, jak chłopak ma koledze włożyć rękę do tyłka, wezwał woźnego i polecił mu wynieść to pedalskie gówno na śmietnik. A gdy przyleźli prelegenci,pogonił skurwysynów jak wściekłe psy. Niestety urzędasa MEN, który zatwierdził tę akcję i wydanie na nia pieniędzy budżetowych, nie wywalono z pracy na zbitą mordę. A powinien dostać dożywotni zakaz pracy w placówkach finansowanych z budżetu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @Stary Niedźwiedź

      Genialny pomysł z tym "bonem oświatowym". Prosty i sprawiedliwy. Nie wiem jak można go nie zrozumieć lub zrozumieć na opak. Jednak jak się okazuje można.

      TPB

      Usuń
    5. @ TPB
      Brednie zwalczające bon oświatowy to nie kwestia niezrozumienia. Środowiska lewackie tak zawzięcie z nim walczą, bo boja się, ze rodzice odzyskają wpływ na szkolne treści wychowawcze. A genderowe, postępackie, feminazistowskie, pedalskie czy narkomańskie brednie wyfruną ze szkolnych programów na kopach.
      Dla niektórych lewaków będzie to jedynie klęska ich "idei". A dla innych utrata niezłych apanaży. Bo ręczę Ci, że za "walkę z nietolerancją" biorą więcej niż po 30 euro na ryj.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  15. @Kira
    Równość różnych prywatnych podmiotów gospodarczych wobec prawa powinna polegać na tym, że rząd nie dopłaca do ich funkcjonowania (bo niby dlaczego miałby to robić?), zwłaszcza gdy ma na głowie ważniejsze sprawy. Powszechność dostępu do danej państwowej usługi nie oznacza, że ktoś świadomie i rozmyślnie rezygnujący z usługi powinien otrzymywać jakąkolwiek rekompensatę za to, że sam z niej nie korzysta.
    Jeśli komuś istnienie usługi się nie podoba, niech dąży do zmiany obowiązującego prawa.
    Natomiast pogląd o potrzebie dofinansowywania przedsiębiorców, podczas gdy w rzeczywistości nie występuje taka konieczność, mam za takie samo dziadostwo, jak obecny rządowy program wspierania deweloperów.
    Naświetla on prawdziwe intencje części przedsiębiorców, którzy z wielką ochotą dokleiliby się do państwowego cycka (jednocześnie wymyślając innym grupom uprzywilejowanym od "roszczeniowych").
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Myślę, że w kwestii dopłacania do firm jesteśmy prawie zgodni. Prawie - bo może kiedyś zmienię zdanie. Na dzień dzisiejszy jestem przeciwna dopłacaniu.

      Z kolei "bonu oświatowego" nie należy traktować jak dopłacanie. Byłaby to tylko przepustka do kształcenia dziecka.

      Usuń
    2. A dlaczego nie należy, skoro w istocie jest dopłacaniem? Przepustkę do kształcenia dziecka ma teoretycznie każdy i należy się mu z tytułu płaconych podatków. Do czego w takim razie przepustkę stanowi ów "bon", poza możliwością kształcenia za półdarmo dzieci z bogatszych rodzin oraz rozdawania przedsiębiorcom pieniędzy uzyskanych z podatków?
      Wybacz, ale nie uzyskałem satysfakcjonującego wyjaśnienia.
      Anty

      Usuń
    3. @ Anty

      No właśnie, nastąpiłoby przesunięcie pewnych akcentów. Zasadą byłaby nie darmowość contra odpłatność, a sam bon, do którego trzeba by czasami dopłacić.

      Usuń
    4. Ekstrakcja: Dlaczego wszyscy podatnicy mieliby wspierać własnymi pieniędzmi czyjś prywatny biznes?
      Anty

      Usuń
    5. @ Anty

      A dlaczego mieliby wspierać gorszą, państwową szkołę?

      Usuń
    6. Jeśli nie chciałabyś żeby rząd finansował szkoły publiczne, zagłosuj przeciwko obowiązującemu stanowi prawnemu i powszechnej edukacji w ogóle, lub doprowadź do takiej sytuacji.
      Wielokrotnie powtarzałaś, że to silniejsi ustalają swoje zasady, niezależnie od ich wartości - z czym się zgadzam w 100%.
      Odpowiadając kolejnym pytaniem na pytanie:
      Być może dlatego, że państwo jednak coś im za to daje?
      Być może państwowa, bezpłatna edukacja też?
      Anty

      Usuń
    7. @ Anty

      Rząd nie finansuje prawie niczego sam z siebie, tylko podatnicy. Tak więc nie rozumiem, czemuś tak się uczepił tego "bonu oświatowego". Przecież on mógłby właśnie przełamać hegemonię czysto państwowej edukacji. Dlaczego szkoły założone przez państwo, które kosztowałyby jeden bon na rok (załóżmy), miałyby być w o wiele lepszej sytuacji niż szkoły prywatne, które kosztowałyby jeden bon na rok plus dopłata? Dlaczego każdy biedny konsument musiałby się ograniczać do szkoły publicznej?

      Czy Tobie przeszkadzają wszelkie programy pomocowe, bo może na tym zyskać producent?

      Usuń
  16. Powyższe sugestie na temat treści prelekcji w zakresie wychowania seksualnego można określić mianem baśni dla niegrzecznych kruchtokołtunów.
    Którzy dostają apopleksji na sam dźwięk słów "wychowanie seksualne" i wymyślają na jego temat niestworzone brednie.
    W literaturze nietrudno odnaleźć prekursorów postaci, których wyobrażenia na temat wychowywania dzieci odpowiadały przytoczonym poglądom. Jednym z nich był nieodżałowany profesor Pimko.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anty

      Chciałbym zauważyć, ze za lekcjami wychowania seksualnego też stoją prywatne podmioty świadczące usługi w sektorze szkolnictwa. Całkiem drogie usługi, za które pieniądze w całości trafiają do kieszeni prywatnych przedsiębiorców (seksedukatorów).

      TPB

      Usuń
    2. I ten fakt również świadczy o neoliberalnej patologii zżerającej cały system, Ale ja odnosiłem się do samej treści tych zajęć (o ile mi wiadomo, dobrowolnych, więc będących czymś zupełnie innym niż przymusowa nauka w szkole).
      Anty

      Usuń
    3. @ TPB

      Bądź łaskaw odnosić się do samej wypowiedzi.

      Usuń
  17. Szanowna Kiro,

    Pamiętam mniej więcej to moje "gimnazjum", a konkretniej szkołę do której chodziłem klasę 7, 8 i 9, w Sztokholmie oczywiście. Sięgam do tamtych momentów pamięcią i pamiętam, iż szkoły tamtej nie lubiłem. Również nie było tam wiele osób z którymi można było porozmawiać, a przynajmniej było ich bardzo niewielu. Jedyne co robiłem źle w tamtym okresie życia to tylko tyle, iż wagarowałem, gdyż uznawałem sporo swych lekcji za zajęcia skrajnie nudne, nieprzydatne i ogromnie dla mnie męczące. Czy kiedyś ktoś w tamtej szkole się pobił? Całe trzy lata, a nie pamiętam ani jednego takiego zdarzenia. Również w liceum. Czy ktoś kiedyś przyszedł na lekcje na kacu albo pod widocznym wpływem czegoś? Nie, gdyż natychmiast podniesiono by alarm. Czy ktoś chociaż wypił łyk alkoholu na szkolnej wycieczce? Nigdy. Czy wyklinano na korytarzach szkolnych bądź na lekcjach? Nie. Czy podnosił się ryk niesamowity, kiedy nauczyciel wychodził z klasy w środku lekcji? Nie, każdy robił to co do niego należało, najwyżej odrobinę głośniej zaczynano rozmawiać między sobą. Można zatem? Można, a jak najbardziej. Gdyż ja nie chodziłem do żadnej elitarnej prywatnej szkoły, a do normalnej szkoły komunalnej z dziećmi z całej dzielnicy, gdzie w zależności od osiedla mieszkali zarówno dosyć biedni, średnio majętni, jak i Ci bogatsi. Szwedzi, jak i imigranci. Jedyna różnica jaką dostrzegam to to, iż palić papierosy przed budynkami szkół generalnie można i nikt na to nie reaguje - tyleż z tej wolności, gdyż wychodzą z założenia, iż i tak większość z nich pali, więc z zakazu nic by sobie nie czynili. Rzadko w związku z tym podejmuje się jakiekolwiek działania. Był spokój i cisza. Podobnież w każdej szkole, jaką miałem okazję w Szwecji widzieć. Mimo braku kamer, ochroniarzy i zakazu wychodzenia ze szkoły - bo w środku dnia na długiej przerwie każdy jak chciał, to szedł do pobliskiej galerii handlowej na obiad, albo do domu nawet i nikt się o to nie pieklił. A czy można powiedzieć, że to kwestia wychowania domowego? Przecież większość Szwedów nie wychowuje swoich dzieci w tradycyjnym tego słowa znaczeniu! Są to ludzie nieznający podstawowych zasad kultury, a mimo to zachowują się jak ludzie, a nie jak bydło spuszczone z łańcuchów. Moja krótka wizyta w jednym z polskich gimnazjów była szokiem: przecież w tych warunkach nie można się uczyć, a co dopiero zostać wychowanym na zdrowego psychicznie człowieka! A co z bym z polską edukacją zrobił, to już, Kira czytałaś u mnie na blogu:

    http://rgrunholz.wordpress.com/2014/11/02/tragedia-edukacji-naszej/

    I myślę, że to by wystarczyło. Bo to nie jest tak, iż w pewnym wieku człowiek zachowuje się jak zwierzę najgorsze. Przecież piszę, iż w Szwecji tak nie jest! To, że polska młodzież nie czyta książek, chla, ćpa, jest bezdennie głupia i skrajnie wulgarna to tylko i wyłącznie wynik tak też prowadzonej edukacji i wychowania w szkołach, jak i efekt działania rozmaitych mediów, wpływających również na rodziny tych dzieci.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Robert Grunholz

      Zadziwiło mnie Twoje świadectwo, Robercie. Kto by pomyślał, że w tej "bezbożnej" Szwecji młodzież zachowuje się lepiej niż u nas (przynajmniej w szkole). Może masz rację, że Polacy są po prostu od najmłodszych lat ukierunkowywani na zbydlęcenie.

      Usuń
    2. Czcigodny Robercie
      Twoje obserwacje wyraźnie wskazują, że polskie odmóżdżone nastoletnie bydlęta są planowo kreowane. Zarówno przez "merdia", jak i ostatnią hołotę, pozbawioną fundamentalnych zasad moralnych i odgrywającą rolę leninowskich "użytecznych idiotów".
      Na mojej liście sprostytuowanych do imentu słów, "wolność" właśnie wyprzedziła "tolerancję".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Czcigodni Kiro i Stary Niedźwiedziu,

      Cóż, również w Szwecji bywają problemy. Oczywiście, z młodzieżą są one wszędzie. Problem tkwi w tym, że ja nie zauważyłem w żadnej ze szkół zjawisk, które w polskich szkołach wedle opinii niektórych są wręcz powszechne. Jakieś drobnostki zdarzają się i tu, lecz na pewno nikt nie uświadczy w Szwecji szkół głośniejszych od startujących odrzutowców, ciągłych bójek ani nikt nie nie usłyszy takiego języka. O czymś to świadczy, prawda? W kraju gdzie prędzej rodzic boi się dziecka niż na odwrót, gdyż smarkacz może złożyć donos na policję, nawet nieprawdziwy. Gdzie szybciej się umieszcza ich w państwowych środkach poszkolnych, gdzie mogą pod opieką "pedagogów" bawić się i grać z sobą, gdyż w domu rodziców nie ma i byłoby im nudno. A jest takich miejsc obok gimnazjów pełno, niczym żłobki czy przedszkola dla dużych dzieci. Są oczywiście też prymitywni imigranci albo jakieś indywidua anarchistyczne, mimo wszystko skala problemu w Polsce wydaje się być ogromna, tutaj natomiast minimalna. Tak, to co się dzieje w naszej Ojczyźnie musi być efektem planowanego działania. To nie jest przypadek...

      Usuń
    4. @ Robert Grunholz

      Uważasz, że pleniące się głupota, prostactwo, lenistwo umysłowe oraz wulgarność muszą być efektem spisku?

      Usuń
    5. @ Kira & Robert Grunholz
      W pełni podzielam opinię pana Roberta. Systematyczne niszczenie polskiej oświaty to nie przypadek, lecz sabotaż.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Ujmę to w ten sposób: mało co w naturze dzieje się bez konkretnej przyczyny. Oczywiście, istnieją pewne powtarzalne zjawiska i rzeczy niemalże niezmienne, które obserwujemy dziś i moglibyśmy je również zaobserwować przed dwoma tysiącami lat. Jedną z tych rzeczy jest niewątpliwie też to, iż biologia wieku młodego sprzyja tego typu zachowaniom. Mimo to od zawsze pewne skrajne zachowania stanowiły margines, a nie coś powszechnego i niemalże akceptowalnego. Nie wierzę w to, iż tak skrajne zbydlęcenie mogło powstać samo z siebie. Gdyby nauczyciele reagowali na uczniów przychodzących pod wpływem narkotyków, używających wulgarnego języka itp. to ten problem nie byłby tak wielki, a przeciwnie. Mimo to nie reagowano, gdyż nauczycieli pozbawiono możliwości reakcji. Inne ośrodki również się tym nie interesują, rodziców na to planowo przygotowano tłumacząc, iż "młodzież musi się wyszumieć" i "róbta co chceta", a to dało młodocianym zielone światło dla przekraczania kolejnych i coraz to dalszych granic w zachowaniu.

      Jak to jest, że szkoły publiczne w Stanach Zjednoczonych to właśnie taka wylęgarnia patologii, z kolei prywatne szkoły żydowskie to szkoły elitarne, gdzie nie uświadczy się aż takiej skali głupoty, wulgarności i bylejakości? Odpowiedź winna chyba sama nachodzić na język. Nie chodzi tu nawet o to, iż są to ICH szkoły, a jedynie o to, iż tacy chociażby Polacy mają być pariasami Europy, niewolnikami neo-kolonii i województwa Polin, zatem inteligentni nie nadawaliby się na tanią siłę roboczą dla reszty Europy. W dodatku wulgarni, leniwi, wiecznie naćpani albo nachlani, zdegenerowani moralnie w końcu jako Naród wymrą - a to przecież cel wielu od grubo ponad tysiąca lat, czego nie da się ukryć, a ja nie wierzę, iż wejście w nowe tysiąclecie nagle obudziło sumienie niektórych i kazało im zostawić Słowian w spokoju. Tak jak nienawidzili i zwalczali nas od zawsze, robią to po dziś dzień. Jedynie metody się unowocześnia.

      Pozdrawiam

      Usuń
  18. Czyżby za wypisywanymi tu bredniami odnośnie tego "podręcznika" stało przekonanie, że nie powinien on traktować o ręce?

    OdpowiedzUsuń
  19. anonim anonimowy22.12.2014, 19:57

    Jeden anonimowy głupol poszedł po bandzie z tym "listem",czy jak to nazwać,a dyskusja jakby to była prawda.Chodził tu jaki do normalnej szkoły,że takie pierdoły wypisuje?.
    Szanowny Panie Robercie.
    Z polskimi szkołami jak na razie wszystko jest w miarę OK,tylko co niektórym virtual popierdolił się z realem.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez urazy, ale chyba nie masz pojęcia o realiach polskich gimnazjów. To, co opisuje Kira bynajmniej nie jest przejaskrawionym przypadkiem. To jest NORMA publicznych gimnazjów w Polsce.

      Wiem to, bo sama do gimnazjum uczęszczałam (pierwsze lata reformy łoBuzkowej), i to w latach, w których nie było takiego zbydlęcenia, jak dziś. Mimo tego, na porządku dziennym były takie rzeczy: wyzwiska pod adresem nauczycieli czy słabszych psychicznie uczniów; napastowanie seksualne na korytarzach szkolnych w czasie przerw, przemycanie pornosków, pyskowanie do nauczycieli i stawianie śmierdzących stóp na ławce. Było też normą ściąganie (które nigdy nie było należycie karane) i poniżanie osoby, która wyróżniała się wiedzą czy elokwencją ("kujon", "dziobak" etc.). Obecnie jest jeszcze gorzej niż za moich czasów, bo z relacji kuzyna wiem, że całe klasy przychodzą na lekcje naćpane Acodinem, dziewczyny tną się żyletkami, a na lekcje przychodzą ubrane jak tirówki. Nauczyciel cieszy się znikomym autorytetem, a rodzice dzieci mają pretensje do nauczyciela, gdy ich latorośl nie nauczy się na kartkówkę i dostanie pałę.

      Czy chodził tu kto do normalnej szkoły? Tak, ja chodziłam do publicznego gimnazjum w jednym z najbardziej konserwatywnych regionów w Polsce, w którym edukacja stała na jednym z najwyższych, jeśli nie najwyższym poziomie. A działy się tam takie hece, jak opisałam.

      Usuń
    2. anonim anonimowy22.12.2014, 21:46

      Szanowna Flavio.
      Bez urazy,ale chyba nie wiesz co komentujesz.
      Jeżeli Kira cokolwiek opisuje,to pierdoły jakiego anonimowego,porąbanego małolata,który nieźle się zabawia jeżeli przypadkowo czyta te komentarze.
      Pozdrawiam cieplutko.
      Ps.
      Zgodnie z obowiązującym prawem każdy musi obecnie ukończyć gimnazjum.
      Jeżeli masz rację,to wszyscy młodzi ludzie poza szanowną Flavią są,lub będą porąbani.
      Tego nieszczęścia mogą uniknąć tylko nieliczni,bo nie wszystkich rodziców stać na szkoły niepubliczne.

      Usuń
    3. Szanowny Anonimie.
      Takim porąbanym małolatem jest mój nastoletni kuzyn, którego opinia o gimnazjum jest identyczna. Ten małolat interesuje się literaturą, zna świetnie angielski, lubi jazz; jest uprzejmy, kulturalny i taktowny. Pod wypowiedzią anonimowego gimnazjalisty mógłby się podpisać oburącz.

      Usuń
    4. @ Anonim Anonimowy

      Popełniasz klasyczny błąd osoby zaślepionej swoją pozorną znajomością świata: uważasz, że to, iż Ty nie zetknąłeś się z jakimś zjawiskiem, jest dowodem na jego nieistnienie. Tymczasem Twoje rewelacje są warte tyle samo, co owego "głupola" (ciekawe określenie na kogoś, kto ośmielił się zaprezentować odmienny punkt widzenia), a może nawet mniej, bo warto jednak stosować domniemanie prawdy. Zarówno Ty, jak i on produkujecie się w Internecie. On pisze konkretnie, Ty - bardzo ogólnie. On jest dla mnie bardziej wiarygodny.

      Tym bardziej, że Flavia potwierdza jego wersję. Śmiem przypuszczać, że ani nie zmyśla, ani pamięć jej nie szwankuje.

      Młodzież, jaką ja widzę na ulicach i jaką ja pamiętam z krótkich epizodów uczenia w podstawówce, gimnazjum tudzież liceum, może i nie była / nie jest aż tak chamowata i prymitywna, jak ta z wyznań owego rozgoryczonego gimnazjalisty. Niemniej wielu młodych ludzi sprawia wrażenie, jakby jedynym zawodem, do którego aspirują, był "żuling".

      Naturalnie jest też wiele fajnych, bystrych, ciekawych świata dzieciaków, które w dodatku potrafią się zachować. Dlatego lubię powtarzać pewien banał: ludzie są różni! Nie zarzucajmy sobie nawzajem kłamstwa tylko dlatego, że my sami czegoś nie doświadczyliśmy.


      @ Flavia

      Od dawnej pracodawczyni (dyrektorki podstawówki) usłyszałam, że to źle świadczy o nauczycielu, kiedy w dzienniku jest dużo pał. Cóż, chyba się nie nadawałam na pedagoga. Ale czy ona była dobrą dyrektorką?

      Usuń
    5. @ Flavia
      Swego czasu w pewnym salonie Franc Fiszer perorował na temat modnej powieści. A gdy ktoś zwrócił mu uwagę na to, że jej treść jest zupełnie inna, Fiszer powiedział:
      Drogi panie! Mam nad panem tę wielką przewagę, że pan tę książkę czytał, a ja nie.
      Nie będę obrażał Twojej inteligencji jakimkolwiek komentarzem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ Kira
      Poruszyłaś bardzo istotny problem, czyli "normy" wystawiania ocen.
      Ty miałaś problemy, bo nie chciałaś obniżyć poprzeczki poniżej tego, co uznałaś za minimum przyzwoitości. I w dzienniku było "zbyt dużo" pał.
      Ja w pewnej informatycznej szkole pomaturalnej (absolwenci dostawali dyplom technika informatyka) miałem inny. Trafiłem na genialny rok, mógłbym sobie życzyć, aby na polibudzie pojawił się taki. W skali od 1 do 6 jakieś 20% dostało czwórki, a po 40% piątki i szóstki. I musiałem podczas rady pedagogicznej ostro walczyć z dyrektorką, chyba z tej samej półki, co ta "Twoja". Ale obroniłem te oceny.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  20. Usunęłam nieładne zaczepki i aluzje. Proszę zachować kulturę wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Kira
    Czy Twoim zdaniem An-Ka, będąca współwłaścicielką NZOZ, powinna otrzymywać pieniądze z NFZ za leczenie ludzi?
    Nie wątpię że odpowiesz twierdząco.
    Zatem jeśli ogłosisz konkurs na najbardziej idiotyczny pogląd, jaki pojawił się na Twoim forum komentatorskim, mam już faworyta. Oczywiście jest nim pogląd, że płacenie pieniędzmi budżetowymi (składka na NFZ nosi wszelkie cechy podatku) prywatnym przedsiębiorcom za wykonaną przez nich usługę (którą budżet zobowiązany jest finansować) jest przeznaczaniem środków z budżetu państwa na rozwój czyjegoś prywatnego biznesu. Pogląd godny Lenina / Stalina / Mao / Pol Pota.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dodam tylko , że w moim mieście medyczne placówki publiczne świadczące dokładnie te same usługi co placówki prywatne (teoretycznie przynajmniej, bo o jakości usług może nie będę wspominać) otrzymują dodatkowe wsparcie finansowe z budżetu miasta. Czyli są finansowane przez NFZ za zakontraktowane usługi oraz przez miasto za ...no, właśnie - za co ???????? Komuna w pełnym wydaniu.

      Usuń
    2. Czcigodna An-Ko
      Na pewno wiesz, co bym napisał w odpowiedzi, gdyby nie Prawo Kiry. Więc tylko dodam, że mój przyjaciel miał do ś.p. Augusto Pinocheta Ugarte jedno bardzo poważne zastrzeżenie. A mianowicie takie, że nakarmił ryby pacyficzne chilijskimi komunistami, a nie bałtyckie polskimi.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Stary Niedźwiedziu- nie negując tej prawdy, że bywają rzeczywiście koszmarni przedsiębiorcy, wredni, pazerni, nieuczciwi - nie mogę się nadziwić tej typowo polaczkowatej tendencji do wrogości w stosunku do tej grupy jako grupy, a priori. Z reguły to wrogość nieudaczników, którzy chcieliby urawniłowki, bo tylko ta jest w stanie zapewnić im dobre samopoczucie. Powtarzam - nie mylić z wrogością do KONKRETNYCH przypadków patologii w tej grupie. Cóż, homo sovieticus nie wybaczy nikomu, że ten ma lepiej.....

      Usuń
    4. @ An-Ka
      Czyli klasyczny "Świat według Kiepskich".

      Usuń
    5. oj, kiepskich, kiepskich - i tu jest pies pogrzebany ( no, nie wyszlo mi to najlepiej w kontekście tego, co wiesz......)

      Usuń
    6. @ An-Ka
      Gdy się zna choćby zręby osiemnastowiecznej polszczyzny, takie nazwanie pokomunistycznych metabolitów nabiera dodatkowego uroku.

      Usuń
  22. @Kira
    Celem obecnego państwa jest utrzymywanie publicznej służby zdrowia i publicznej oświaty, nie finansowanie jakichkolwiek prywatnych przedsiębiorstw.
    Ani prywatne szkoły, ani NZOZ-y nie powinny otrzymywać dofinansowania.
    Przekazywanie publicznych pieniędzy prywatnym firmom to w istocie socjalizm a rebours (czyli neoliberalizm) i zwykłe oszukiwanie obywateli. Rząd nie wywiązuje się z części swoich obowiązków i karmi prywatne podmioty forsą podatników.
    Ale jak po forsę wyciągają łapki związkowcy, górnicy, nauczyciele, itd., podnosi się krzyk neoliberałów o "grupach roszczeniowych", "pasożytach" i "nieuzasadnionych przywilejach".
    Tyle jest warta neoliberalna (a w zasadzie: fałszywie liberalna) "moralność".
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Bardzo się mylisz. Tu nie chodzi o dofinansowanie przedsiębiorców, tylko danie KONSUMENTOM większego wyboru. Ot, choćby ów "bon oświatowy" - to przecież "prezent" dla rodziców, nie szkół prywatnych - bo one i tak dostałyby taką samą kasę za przyjęcie ucznia.

      Usuń
    2. @Kira
      Konsument ma taki sam wybór już teraz, tylko nie zawsze chce płacić. Bon jest prezentem dla jednych i drugich, z tym że na wolnym rynku usług takie wsparcie dla przedsiębiorców by nie występowało.
      Dlatego utrzymuję, że tu właśnie chodzi o dofinansowanie przedsiębiorców;)
      Przez analogię, program typu "mieszkanie dla młodych" również ułatwia określonej grupie konsumentów zdobycie mieszkania. Jednak najwięcej zyskuje deweloper, który w innym wypadku mógłby w ogóle nie mieć klienta.
      Anty

      Usuń
    3. @ Anonimowy

      No i co z tego, skoro zyskuje przede wszystkim KONSUMENT, do diabła? Nie twierdzę, że "mieszkanie dla młodych" było mądrym pomysłem, ale jeśli już je krytykujesz, to czemu akurat pod kątem zysku producentów? Tak, oni zyskują, ale PRZY OKAZJI.

      Ten nieszczęsny bon oświatowy faktycznie byłby PRZY OKAZJI dotowaniem szkół prywatnych (niestety, w większości katolickich). Ale przecież podatnik płaci także na szkoły publiczne.

      Usuń
    4. To, że wszyscy inni konsumenci płacą w formie podatków za usługę, z której nie korzystają, i której wykonywanie państwo przerzuca na firmy korzystające z pieniędzy podatników (chociaż jest zobowiązane do wykonywania tej usługi). Transferowanie tych pieniędzy z budżetu do kieszeni właścicieli firm jest zatem oszukiwaniem podatników /nie pierwszym i nie ostatnim/.
      Deweloper zyskuje przede wszystkim, nie przy okazji. Bez państwowego wsparcia najprawdopodobniej straciłby część klientów albo część zysków (tj. bez dopłat warunki rynkowe mogłyby go zmusić do obniżenia ceny).
      Anty

      Usuń
    5. @ Anty

      Nie rozumiem, dlaczego podatnik nie miałby odzyskać CZĘŚCI swoich pieniędzy pod postacią np. bonu edukacyjnego za 200 zł (sumę wzięłam z sufitu, nie będę się przy niej upierać). Przecież i tak musiałby go wykorzystać, gdyby wybrał szkołę publiczną. Ale może wybrać szkołę prywatną i wówczas dopłaci drugie tyle.

      Możesz krytykować państwo za pomoc młodym, jeżeli już potępiasz "rozdawnictwo", ale dlaczego tak Cię razi efekt uboczny tego programu, czyli zysk dewelopera, tego za Chiny nie mogę pojąć.

      Usuń
    6. Bo jest efektem głównym, nie ubocznym - powyżej wyjaśniłem, dlaczego. Deweloperzy zacierają łapki, że dzięki programom tego typu będą mogli nadal śrubować ceny.
      Podobnie jak efektem głównym bonu jest zysk właścicieli szkół prywatnych.
      Anty

      Usuń
  23. @Kira - mam nadzieję, że Ty (i wszyscy ludzie mający śladową inteligencję ) widzisz "drobną" różnicę między DOFINANSOWANIEM a PŁACENIEM za KONKRETNE usługi. Tej różnicy nie chcą dostrzec ludzie, którzy - z różnych powodów, czasem mocno egzotycznych- uważają przedsiębiorców za samo zło i wolą gówniane usługi, totalne chamstwo , które znoszą z pokorą , ale "państwowe".
    Wszystko, byle tylko czasem ktoś nie zarobił, bo przecież wiadomo - przedsiębiorca to krwiopijca jest a poza tym to on nie jest od tego by mu płacić ZA USŁUGI , tylko od tego, by płacił podatki i pensje, wyzyskiwacz jeden, a co ? Służba zdrowia ma być publiczna i byle jaka. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna An-Ko
      Swego czasu, w przypadkowym towarzystwie wędkarzy zebranych na mazurskim pomoście, jakiś emerytowany kolonel "Ludowego Wojska Polskiego", totalnie pop******ony komuch, plótł rzewne idiotyzmy o "kapitalistycznych krwiopijcach". Mój kolega, z zawodu biznesmen, odpowiedział:
      - Na pewno pan w to nie uwierzy, ale ja naprawdę nienawidzę czerniny i ptasich móżdżków.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  24. @ Kira
    @ Kira
    A cóż znaczy jakiś tam konsument? Jak powiedział towarzysz Lenin, "Człowiek niczym, idea wszystkim".
    Zasygnalizowany już przez An-Kę idiotyzm o rzekomym DOFINANSOWYWANIU pominę, jako że to obszar jej a nie mojej wiedzy zawodowej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) . Kiedyś, gdy pewien burak mi powiedział "ja na was pracuję" ( a pikanterii dodawał temu fakt, że był bezrobotny- nota bene wywalano go z każdej pracy) podniosłam do góry lewą brew i rzekłam 'ooooo, proszę pana ! pana na mnie nie stać , ja jestem kobieta luksusowa, mąż adwokat nie dał rady"- a poważnie - tylko niepoważnie (moja wypowiedź o kobiecie luksusowej) można traktować przekonanie niektórych bałwanów, że pracują "na nas". Pracują na to, by dostać określone dobra- w tym usługi. Socjalistyczne przekonanie , że pracuje ten , kto macha łopatą i utrzymuje "nieproducyjnych" nierobów tez wiecznie żywe. Wyssane z cycka szanownej mamusi czy cuś ? :))

      Usuń
    2. @ An-Ka

      Najgorzej, kiedy ktoś myśli, że komuś robi łaskę przyjmując pracę lub ją dając. Tymczasem jest to czysta wymiana usług.

      Usuń
    3. Dokładnie tak to rozumiem, ale obawiam się, że spora część naszego narodku - i to działa w OBIE strony - myśli inaczej.

      Usuń
    4. @ An-Ka

      Po prostu nas ZNISZCZONO duchowo i moralnie. Także moje pokolenie. I to młodsze również.

      (Wyrazy "duchowy" i "moralny" nie są czystymi synonimami.)

      Usuń
    5. @ Kira
      Niektórych istotnie zniszczono, pan Robert już o tym pisał. A niektórzy po prostu zatrzymali się w czasie (bo w takich przypadkach nie wolno mówić o jakimkolwiek rozwoju) na roku 1981, stanie wojennym, wystąpieniach towarzysza Albina Siwaka (rodzice udzielą Ci o nim dokładniejszych informacji) i grasującej po sklepach tzw. Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej.

      Usuń
    6. A niektórzy po prostu "tak mają" , niezależnie od szerokości, długości geograficznej i czasu historycznego, że zawsze muszą mieć kogoś winnego ich własnym niepowodzeniom, brakowi uzdolnień, talentów czy zwykłej pracowitości. Na to, że w naszym kraju jakby trochę statystycznie częściej "tak mają" złożyło się co najmniej kilka przyczyn. Jednak proponuję spojrzeć na to z innej strony - ich frustracje to wyłącznie ich frustracje i nie mają najmniejszego przełożenia na życie tych, których opluwają i żadnej mocy sprawczej .Niniejszym - należy pochylić się nad nimi z prawdziwym , humanitarnym współczuciem, bowiem życie niezadowolone, życie pełne negatywnych emocji to po prostu życie przegrane. I niefajnie chyba się żyje z negatywnymi długofalowymi emocjami ? (nie wiem, miewam zaledwie krótkie, choleryczne, przemijające jak majowa burza)

      Usuń
  25. Przypominam, że nawet delikatne aluzje do czyjegoś zachowania będą kasowane.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Kira
    Pogląd zgodnie z którym ktoś tu mówił ogólnie o kreowanej przez medialną propagandę na rasę panów kaście pracodawców (traktowanej jako całość) jest oczywistym debilizmem. Twierdzenie, że jednostronny transfer finansowy z budżetu do rąk prywatnych nie stanowi dofinansowania mogę traktować jedynie z uśmieszkiem politowania.
    Neo-socjaliści mają jednak nad neoliberałami zasadniczą moralną przewagę - otwarcie mówią komu i za co chcą zabrać. Neoliberałowie cyckają społeczeństwo "dla jego dobra" jednocześnie ze świętoszkowatymi minami zaprzeczając, że istota tego działania dokładnie odwzorowuje działanie socjalistów - przy czym grupą największych beneficjentów klejących się do cycka są osobnicy co najmniej średnio zamożni lub nawet nieprzyzwoicie bogaci. Stąd "fundusze na wdrażanie rozwiązań innowacyjnych (chłe, chłe)", opisana powyżej grupa wsparcia deweloperów, czy banki "za duże żeby upaść".
    Pogląd jakoby jakiejś grupie przedsiębiorców należały się "z urzędu" publiczne pieniądze tylko z tytułu rodzaju wykonywanej działalności zarobkowej jest w zasadzie równoważny żądaniu nauczycieli czy kolejarzy, aby cały kraj dopłacał do ich wcześniejszych emerytur.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  27. :)) tia...... jednak umarła:))

    OdpowiedzUsuń
  28. Czcigodna An-Ko
    Umarła, bowiem wykazałaś nadmierny optymizm i próbowałaś mierzyć własną miarą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, fakt. Będę się starać tego błędu nie popełniać. Los chce co chce :))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...