05.01.2015

Gorączka sylwestrowej nocy


Kilka ostatnich Sylwestrów przesiedzieliśmy z Lubym w domowych pieleszach, stukając się tylko o regulaminowej porze kieliszkami z moimi rodzicami. Dlatego w zeszłym roku byliśmy zdeterminowani, żeby gdzieś pójść. Tylko gdzie? Garstka naszych znajomych jakoś nie paliła się do wysyłania zaproszeń. Może dlatego, że i my niczego od dawna nie urządzaliśmy?

Na szczęście lubelskie Multikino urządzało maraton filmowy w nader przystępnej cenie. Do wyboru były dwa zestawy: „Komedie” lub „Dramat i akcja”. Niemal natychmiast zdecydowaliśmy się na to drugie, wychodząc z założenia, że synonimem zwrotu „polska komedia romantyczna” jest „odmóżdżające gówno na poziomie najgłupszej polskiej telenoweli”.

I tak oto na przełomie 2014 i 2015 roku wylądowaliśmy w kinowych fotelach, z oczami wlepionymi w ekran, obłożeni popcornem, paskudnymi chipsami Nachos tudzież napojami, których ludzie rozsądni używają wyłącznie do czyszczenia narzędzi. Zapewne to właśnie Nachos sprawiły, że przez pierwsze dwa dni nowego roku dręczyły mnie paskudne bóle brzucha, co opóźniło zamieszczenie owego wpisu.

Ale co tam ciało! Ważne, że zaliczyliśmy takie obrazy, jak:


Film lekki, ładny, malowniczy, prawie że familijny, a przy tym traktujący o bardzo ważnych sprawach: miłości do sztuki, wierności sobie, zaufaniu, uczciwości. Aż dziw, że wyreżyserował to Tim Burton, specjalizujący się w kinie dziwacznym, niekiedy wręcz perwersyjnym. Akcja toczy się niespiesznie, ale nie sposób się nudzić. Do tego czarujący Christoph Waltz  jak zawsze w znakomitej formie.





Wyłącznie dla mało wybrednych amatorów kina akcji. Samo w sobie nie jest toto złe, ale widzieliśmy już takich dziełek tysiące. Dodatkowym minusem jest lekkie zadęcie (mityczny mściciel, przed którym gangsterzy robią ze strachu w gacie) plus jak zwykle atrakcyjny, a zarazem sztywny jak kołek Keanu Reeves (w roli owego mściciela).





Całkiem niezła polska produkcja z tradycyjnie dobrymi rolami obu Stuhrów, którym zresztą pozostali aktorzy dotrzymują kroku. Nie ma tu zbędnego bełkotu ani dłużyzn, każda kwestia i ujęcie mają swoje znaczenie. Szkoda jednak, że o ile poszczególne epizody wypadają świetnie, o tyle próba ulepienia z nich spójnej historii nie do końca się udaje. Niemniej warto zobaczyć ten filmowy „patchwork”, gdyż jest znakomitą przeciwwagą dla do bólu egzaltowanych polskich filmów historycznych.





Film intrygujący i zapadający w pamięć, chociaż jak na ten gatunek dość skromny (większość budżetu pochłonęły zapewne gaże występujących w nim aktorów). Warto zobaczyć, jeśli ktoś przedkłada ciekawie nakreślone portrety psychologiczne ponad szybką akcję i efekty specjalne. Zapada w pamięć.





Pomimo zalet pierwszej i ostatniej produkcji, to „Obywatela” uznaję za najciekawszą pozycję sylwestrowej nocy. Jako osoba skupiająca się nie na porywach historii, lecz na jednostce, utożsamiałam się z nieszczęsnym Janem Bratkiem, bezbarwnym poczciwcem, który miał nieszczęście urodzić się w „ciekawych czasach”. Pozbawiony siły, odwagi i pomyślunku, by wziąć życie w swoje ręce, niezdolny ani do walki, ani do ucieczki, główny bohater wiecznie płynie z prądem, starając się unikać zarówno szykan ze strony władzy, jak i potępienia ze strony działających w opozycji kolegów. Spokojne, bezpieczne życie, stabilna praca, no i przede wszystkim podróże – oto marzenia naszego przeciętniaka. Jednak ani konformizm, ani (nader mizerny) bunt nie przynoszą zmian na lepsze; krótkie chwile chwały czy wygody okupione są poczuciem niespełnienia i bylejakości życia.

Można śmiać się z tego człowieka, wzgardzić nim, uznać za tchórza i życiowego niedorajdę. Ale czy jesteśmy od niego lepsi, mądrzejsi, odważniejsi? Otuleni mgiełką wirtualnej anonimowości, możemy bezkarnie napyskować władzy, zelżyć dowolnego celebrytę, opluć wszystkich i wszystko. To nie jest prawdziwa odwaga. Żadnego z nas nie spotkają przykre reperkusje, nie zostaniemy internowani ani wyrzuceni z pracy, nikt nam nawet gęby nie obije. Czy mamy zatem prawo potępiać tych, którzy trzydzieści lat wcześniej pragnęli równie bezboleśnie przejść przez życie?

46 komentarzy:

  1. Stuhrowie ojciec i syn próbują być polskimi szwejkami, ale marnie im to wychodzi. Czeski Szwejk był może prostym człowiekiem, ale nie gardził swoim narodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Dibelius
      I dlatego w moich wspomnieniach obraz Maksia z "Seksmisji" już się niemal zatarł. Zasłonił go ciul łasy na pochlebstwa "sralonu", więc gardzący swoim narodem.

      Usuń
    2. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

      Usuń
    3. @ Kira
      I dlatego Stuhrów nie szanuję. Starszy przepieprzył to, co miał. A młodszy nigdy niczego się nie dorobił, jadąc wyłącznie na nazwisku ojca.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Dla mnie są po prostu dobrymi aktorami.

      Usuń
    5. Ja też tak uważam,Kiro

      Usuń
    6. Trzeba odróżniać ludzi od tego, co robią. Ostatnio oglądnąłem (te zaległości...) "Plac Zbawiciela". Nie wiem, jakie zapatrywania miał Krauze, czy był "stuhrowy", czy prawicowy. Film był bardzo dobry i koniec. "Seksmisja" też nie przestanie mi się podobać, nawet jeśli okaże się, że Stuhr senior dokona czegoś wyjątkowo obrzydliwego. Perfumy Toma Forda czy Marca Jacobsa pachną mi wyśmienicie, niezależnie od tego, co ci panowie wyczyniają i jak się prowadzą. Stąd też nie zamierzam szukać projektanta będącego katolickim tradycjonalistą, z jedną żoną od 30 lat i gromadką dzieci i kupować tylko dlatego jego produkty.

      Usuń
    7. Oddzielić twórcę od jego dzieła - oto zadanie dla człowieka myślącego! :)

      Usuń
    8. A gdybyś się dowiedziała, że jakiś reżyser, którego filmy bardzo lubisz jest wielokrotnym mordercą i gwałcicielem - nie przeszkadzałoby ci to w spokojnym odbiorze jego twórczości?

      Morgenstern.

      Usuń
    9. @Morgenstern
      I przez to jego filmy z dobrych zmienią się w złe? A jeśli to będzie projektant, to perfumy z automatu przestaną ładnie pachnieć, a zaczną śmierdzieć?

      Usuń
    10. @Morgenstern - co najwyżej w odruchu odrazy mogłabym nie oglądać jego filmów, ale nie robiłabym z siebie idiotki nagle zaczynając twierdzić, że to co mi się podobało do tej pory nagle przestało się podobać. T

      Usuń
    11. A czy płacąc za bilet do kina, kupując film na DVD, czy używając perfum nie będzie się miało wrażenia, że wspiera się tego twórcę finansowo? No, chyba ze ten już nie żyje. Dla mnie oglądanie filmów takiego kogoś, a szczególnie używanie jego kosmetyków, to oznaka poparcia. Zresztą piszesz tak, jakby ten reżyser czy projektant byli jedyni na świecie, a rezygnacja z ich twórczości czy produktu oznaczać by miała totalne schamienie w oparach smrodu. Ale to moje zdanie.

      Morgenstern.

      Usuń
    12. @Morgenstern
      Czy zatem wierni pewnej archidiecezji powinni masowo dokonać aktów apostazji, bo tamtejszy arcybiskup okazywał klerykom więcej uczuć, niż nakazuje przyzwoitość? "Plac Zbawiciela" podobał mi się, niezależnie od tego, jakim człowiekiem był reżyser. Perfumy kupuję dlatego, że mi się podoba konkretny zapach, a nie że utożsamiam się z poglądami społecznymi czy zachowaniami seksualnymi jej twórcy. Film oglądam, bo jest dobry, a nie dlatego, że chcę być takim człowiekiem, jakim jest jego reżyser. Nie piszę o schamieniu czy oparach, tylko o tym, że produkt nie przestaje być nagle dobry, bo jego wytwórca nie spełnia naszych wymogów moralnych. Projektant mody nie jest dla mnie akurat wyznacznikiem zachowań moralnych.

      Usuń
    13. Drogi Celsusie
      Czy naprawdę tak trudno odróżnić Pana Boga od arcybiskupa - pedała?
      Nieco złośliwie zauważę, że w naszym KEA w przypadku proboszcza, zostałby on wywalony przez radę parafialną, zaś biskup przez synod diecezjalny. Ale wy biedacy bezsilnie musicie przyglądać się gorącym kartoflom, przerzucanym z parafii do parafii. Na szczęście nie jest ich wiele.

      Usuń
    14. @ Kira (komentarz z 14:43)
      Czy projektantów komór gazowych w Auschwitz uznasz za dobrych inżynierów? Działały bezawaryjnie.

      Usuń
    15. Oddzielić twórcę od dzieła, powiadacie. Czyli Reni Riefenstahl była dobrą reżyserką, mimo że miała na koncie propagandowe barachła. Na przykład zjazd NSDAP w Norymberdze ;)
      Jest jeszcze taki geniusz, jak Eisenstein - scena schodów w Odessie na pewno nie zrównoważy takiego moralnego gniociska, jakim był propagandowy film o pionierze Pawliku Morozowie, który zadenuncjował ojca.

      Usuń
    16. @ Morgenstern

      W odpowiedzi na Twoje pytanie: tak, przeszkadzałoby, ale nie jestem pewna, czy na pewno odrzuciłabym wszystkie jego dzieła. Naturalnie wstyd by mi było komukolwiek je polecać. Zauważ jednak, iż podałeś cholernie drastyczny przykład.

      Usuń
    17. To nie jest to samo. Owe gniociska to dowód moralności czy raczej jej braku , lub czasem strachu przed konsekwencjami odmowy a nie talentu czy jego braku.To, że byli autorami gniotów nie zmienia oceny nie-gniotów. Paszka Morozow nie powinien wpływać na ocenę innego filmu. O tym mówimy, nie o całościowej ocenie osoby. To trochę tak, jakby twierdzić, że jakiś kraj ma nagle brzydki krajobraz, bo zmieniły się rządy na te, których nie akceptujemy.

      Usuń
    18. @ An-Ka

      Chętnie obejrzałabym filmy Leni Riefenstahl. I jeśli ktoś dostanie przez to wyznanie rozwolnienia, to trudno. W końcu istnieje coś takiego jak Stoperan. :)

      Usuń
    19. @Stary Niedźwiedź
      Nie mam z tym problemu, o czym starałem się mojego interlokutora przekonać. Dziękuję za bonusowe informacje o KEA, ale naprawdę niewiele mnie obchodzi, co się tam dzieje. Serdeczności :)

      Usuń
    20. @Celsus

      Z tymi perfumami, to na twoim miejscu byłbym ostrożny, bo gdyby się nagle okazało, ze ich projektant jest odrażającym pedofilem, to woniając akurat nimi, nie kojarzyłbyś się z fajnym zapachem, a raczej z obrzydliwymi czynami projektanta. O całej masie niedwuznacznych propozycji od pederastów już nie wspomnę, a to, że w środowisku homoseksualistów aż się roi od pedofilów, chyba żadną tajemnicą nie jest. Jednym słowem, kilka kropli Paco Rabanne i jesteś "swój"

      Morgenstern.

      Usuń
    21. :)) nie dajmy się zwariować. W każdym razie - ja na pewno się nie dam.

      Usuń
    22. @Morgenstern
      Akurat korzystam z najnowszego zapachu wymienionego przez Ciebie projektanta. Żona zachwycona, a chłopy jakoś za mną nie ganiają. Kiedyś używałem takiego, który był rzekomo nagrodą dla kleryków od pewnego arcybiskupa (nadmieniam, że sam sobie kupiłem, nie że dostałem :)). Wzmożonego zainteresowania ze strony duchownych także nie zaobserwowałem :)

      Usuń
    23. Cóż, mój mąż też chodzi w chmurze zapachu Paco Rabanne, gdy mu kupowałam jakoś mi nie przyszło na myśl, by kierować się czymkolwiek innym niż węchem. Nadal baby za nim ślipią :) , faceci niezbyt

      Usuń
    24. po prostu mamy do czynienia z pomieszaniem dwóch tematów... z kałacha zabito mnóstwo niewinnych osób /i konstruktor z pewnością wiedział, że jego wynalazek nie będzie rekwizytem w jarmarcznej strzelnicy/, nikt jednak nie zaprzeczy, że jest to udana konstrukcja...
      natomiast rzeczywiście jest coś takiego, że często wiąże się dzieło z twórcą w irracjonalny, nielogiczny sposób... gdy pan Ziutek z sąsiedztwa /postać zmyślona naprędce do potrzeb tej wypowiedzi/ fachowo nam ogarnie kran w kuchni, to ten kran nie zacznie nam ciec od tego, że przypadkiem na klatce schodowej usłyszymy odgłosy sugerujące, że leje on żonę naćpany wódą... niemniej jednak, gdy go spotkamy na schodach co najmniej chłodniej odpowiemy na jego "dzień dobry", zaś gdy nam pęknie rura w łazience mignie nam cień wątpliwości, czy zamówić robotę u niego, czy poszukać innego fachurki...
      tak po prostu działa umysł ludzki i wydaje mi się, że w powyższej dyskusji rację mają wszyscy na raz, każde po trochu i po swojemu...

      Usuń
    25. @Kira /jako Arbitra/...
      czy mi wolno było napisać powyżej "w powyższej dyskusji rację mają wszyscy na raz etc..."? /jakby nie było, odniesienie do osób i zachowań/... bo naprawdę nie wiem, nie żartuję bynajmniej...

      Usuń
    26. @Celsus
      Nie wiem czy Krauze stanowi dobry punkt odniesienia dla pozostałych wymienionych w dyskusji.
      W końcu miał na koncie co najmniej kilka znakomitych pozycji, mam dziwne wrażenie że w ostatnim okresie jego życia takie wręcz przeważały...
      Anty

      Usuń
    27. @ PKanalia

      Nie krytykujesz nikogo. :)

      Usuń
  2. Czcigodna Kiro
    To ja już wolę nadmiar patosu, czy zwycięską walkę przeklętej tradycji romantycznej z zimnym pragmatyzmem. Bo chociaż zawierają walor dydaktyczny, gdyż często pokazują, jakich błędów nie wolno popełniać .Ale ten rodzinny interes, którego tfurcy gęgali w mediach, jak to oni nienawidzą polskiego antysemityzmu i polskiego powierzchownego katolicyzmu, to pewna cezura. Były "Człowiek z marmuru" i "Człowiek z żelaza",obydwa nienadzwyczajnej jakości. A teraz mamy stuhrowskiego "Człowieka z błota".
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Cóż, dla mnie zawsze najciekawszym aspektem takich filmów są losy miotanej przez wichry historii JEDNOSTKI.

      Usuń
    2. @ Kira
      Ale pod warunkiem, że zefirek nie jest przedstawiany jako huragan i vice versa. Ja w tych czasach żyłem, więc półprawdy i ćwierćprawdy zabijam śmiechem. A Twoje pokolenie, przynajmniej w części, takie ciemnoty kupuje.

      Usuń
    3. @ Kira
      P.S.
      A odwaga (czy choćby uczciwość) i życiowa zaradność to dwie cechy, nie idące ze sobą w parze, niekiedy wręcz przeciwstawne. Mój ojciec potrafił przetrwać na Uralu lata 1941 - 45 i się nie zeszmacić. Więc gdy czytam lub słyszę co poniektóre idiotyzmy usprawiedliwiające łajdactwo, niemal skopiowane z GW no Prawda, ogarnia mnie obrzydzenie.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Może i zeszmacił się nieco nieszczęsny Jan Bratek, ale podły moim zdaniem nie był.

      Usuń
    5. Sporo ludzi, nie podłych, nie złych z natury, to ludzie słabi. I ich najłatwiej zeszmacić. Nie każdy jest silny... Nie rzucę kamieniem

      Usuń
    6. @ An-Ka
      Swego czasu prof. Strzembosz wspomniał o koledze który przyznał się do kablowania, między innymi i na niego. Bo od podjęcia współpracy z UB zależało, czy jego żonie zostanie podany lek ratujący życie. Profesor koledze wybaczył, przyjął jego przeprosiny i nadal podawał mu rękę. Ale jak powiedział, postąpił by inaczej gdyby powodem podjęcia współpracy był talon na pralkę czy wczasy w Bułgarii.
      Wiec należy rozróżniać takie dramatyczne decyzje od pospolitej podłości. Dla tej ostatniej zero tolerancji.

      Usuń
    7. @ Stary Niedźwiedź

      Bohater "Obywatela" był w moim mniemaniu po prostu strachliwym fajtłapą. Na pewno nie kablującą świnią.

      Usuń
    8. @Stary Niedźwiedź - dokładnie tak samo myślę.

      Usuń
  3. @Kira
    Zamierzam obejrzeć "Obywatela".Masz rację, łatwo nam przychodzi stawianie się w roli wyroczni, trudniej jest zadać sobie pytanie "Ale czy jesteśmy od niego lepsi, mądrzejsi, odważniejsi?" - a potem szczerze sobie na nie odpowiedzieć, szczerze, nie intencjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. deszcz pada...
    /czuję się, jak saper, który wkracza na pole "ze śmiercią w oczach" i wtyka szpikulec w glebę/...
    ...
    no dobra, nie ma co pękać, jedziemy dalej...
    z wymienionych filmów znam /pamiętam/ tylko "Obywatela"... cóż można powiedzieć?... dalszy ciąg serii filmów typu "Spokój", "Amator", a zapewne też sequel o perypetiach życiowych niejakiego Piszczyka... dramat małego człowieczka, który tak bardzo chce być "w porządku" wobec świata na swój naiwny sposób, a którego mechanizmu działania nie potrafi pojąć i pomimo zacnych intencji nie zawsze mu to wszystko wychodzi... jak zauważyłem, jest to dość chętnie podejmowana przez Stuhra rola, choć na różne sposoby kreowana, to rdzeń jest wciąż ten sam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiro, "Wolny strzelec" to moim zdaniem najlepsza z wymienionych propozycji kinowych. Żyjemy w czasach mediokracji, dlatego warto, żeby większość go zobaczyła. Nie traktuj tego jako wyrzutu, ale trochę szkoda, że tak mało miejsca mu poświęciłaś. Ten film jest o tym, do czego może doprowadzić niezdrowa fascynacja zbrodnią i rezygnacja z wszelkich tabu.

    A co do "Obywatela"... do Kane'a mu raczej daleko i przypuszczam, że Stuhr mógłby Wellesowi na plan przynosić lód do drinków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ La Gata

      Celowo omówiłam sylwestrowe filmy szalenie pobieżnie, więcej uwagi poświęcając jedynie temu, który wywarł na mnie największe wrażenie.

      "Obywatel Kane" to klasa sama w sobie. Muszę go kiedyś raz jeszcze obejrzeć, choćby ze względu na świetny montaż.

      Czy takiego właśnie nicka zazwyczaj używasz?

      Usuń
    2. @Kira
      Należy pamiętać nie tylko o nowatorskim montażu, czy sposobie kręcenia ujęć, ale też o prowadzeniu narracji i, co tu nie mówić, fabule dość odległej od standardów Hollywood, przy czym całkiem obrazoburczej (ironia losu: jak bardzo pierwowzór bohatera dążył do niedopuszczenia filmu do dystrybucji?).
      Anty

      Usuń
    3. @ Anty

      A widziałeś film "Obywatel Wells"? :)

      Usuń
    4. Nie. Dużo straciłem?
      Anty

      Usuń
    5. Nie pamiętam już dobrze tego filmu.

      Usuń
  6. anonim anonimowy06.01.2015, 21:29

    Są lepsze filmy od tych które proponujesz.Np."Misza i Masza". Moja wnusia je uwielbia,a ja przy okazji mam także niezły ubaw.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...